Autor Wątek: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra  (Przeczytany 86399 razy)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #450 dnia: Sierpień 08, 2016, 18:37:38 »
0
No to gadajta tutaj panowie ;)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #451 dnia: Listopad 19, 2016, 04:10:14 »
+3
TEMAT: ZLOT W ŁODZI + NOWA JAKOŚĆ LANSU

Podsumowanie z Łodzi jest takie, że:
1. Ja się bawiłem świetnie, bo nabombiony przez 3 dni chodziłem ;P
2. W czwartek zaczęliśmy szaleć, ale chłopaki mnie zaskoczyli, bo od razu przeszli do poważnych tematów.
3. W piątek trochę pozwiedzaliśmy, ale nie za dużo, bo chłopakom było zimno, a przez to, że był 11.11.2016r. (akurat 5 urodziny ŻyjW!ęcej) to wszystko było pozamykane :(
4. Imprezę z piątku na sobotę kojarzę, bo była fajna... ale kluby kompletnie nieudane. Za to beforek u mnie miał świetny klimat (no i popłakaliśmy sobie z Thinkerem jak to zawsze ;)! ). Dużo jeździliśmy taksówkami, podobno całe ŻW wisi mi za to hajs xD
5. Za niewypalone kluby zawiodłem się na Kierowniku Melanżu, czyli PC :(
6. W sobotę byliśmy w Manu i już byli ludzie, więc było normalnie :P.
7. Kupiłem sobie 4-ro pak.
8. Pograliśmy w Laser- Tagi.
9. Wygrał Owca, więc oszukane.
10. Kupiłem sobie jeszcze dwa 4-ro paki.
11. Doję browar, bawię się świetnie 8D!
12. Zostaję TRENEREM ROZWOJU WSTECZNEGO, a na wizytówce mam hasło "ZE MNĄ OSIĄGNIESZ DNO!"
13. Usypiam. Nie wiem kiedy i gdzie się wszyscy podziali z soboty.
14. Niedziela - powrót do normalności.
15. Żegnam Mmefa i pussydestroyera69 (tak, tak Dawid, taką masz ksywkę ;P) i załamuję ręce nad burdelem w mojej ukochanej kawalerce.
16. Pierdolę, nie sprzątam.
17. Odpoczywam.

A w równy tydzień po tym wszystkim udaje mi się skleić ze wszystkich materiałów (głównie Poznań) takie cudo. Jest 04:10, a ja od 21:09 nad tym siedzę. Film jest póki co niepubliczny (widzą tylko ci, którzy dostają linka, a więc tylko osoby z forum), więc nie szalejcie z rozsyłaniem. Jest bardzo pozytywnie, ale przede wszystkim... JEST MOC!

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=wSESUelLjFo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=wSESUelLjFo</a>

A z pięciu denarów paliłeś kiedyś 8D?

PS
Za taki materiał to mi się plusy należą OBLIGATORYJNIE, więc nie żałować mi tu ich 8D!!!
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2016, 04:18:56 wysłana przez Smiler »

  • Zaawansowany
  • ******
  • Reputacja: +356
  • Wiadomości: 683
  • Miejsce pobytu:
  • Udział w zlotach ŻW:
    2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #452 dnia: Listopad 19, 2016, 14:12:04 »
+1
5. Za niewypalone kluby zawiodłem się na Kierowniku Melanżu, czyli PC
Chyba żart :D
"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga. Pracuj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie."

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #453 dnia: Listopad 19, 2016, 15:38:27 »
0
5. Za niewypalone kluby zawiodłem się na Kierowniku Melanżu, czyli PC
Chyba żart :D
;*

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #454 dnia: Grudzień 04, 2016, 21:00:58 »
+5
03.12.2016 (bo cząłem pisać w nocy :P)
DNO




Bo inaczej nie jestem w stanie w tym momencie określić mojego życia. Jest gorzej niż kiedykolwiek. W zasadzie nie przypominam sobie, żeby w trakcie pisania tego pamiętnika naszło mnie, że może być jeszcze gorzej niż, gdy było naprawdę źle. Dno dna. Nie bez kozery Thinker ochrzcił mnie hasłem "Trener Rozwoju Wstecznego" na zlocie w Łodzi, a ja dodałem sobie do tego hasło "Ze mną osiągniesz dno". Prorocze słowa, ale od początku :(



Smiler, co u ciebie słychać?
Wczoraj z PonadPrzeciętnymi byłem w teatrze na "Impro Atak" - sztuka, w której aktorzy tworzą imrowizowane scenki na podstawie tego, co rzuca im publika. Super sprawa i poza jakimś gówniarzem, którzy myślał, że to jest jakiś pierdolony konkurs i ciągle krzyczał jakieś słowa, to wybawiłem się wchuj. Teatr to jednak wspaniała rzecz, gdybym miał hajs chodziłbym tam teraz co najmniej jeden raz miesięcznie. Jednak nie to mnie uderzyło... uderzyli mnie PC, coolie i Cao. Czym? Niczym konkretnym i na bank niespecjalnie - po prostu świetnie wyglądali. Chłopaki byli ubrani w ładne spodnie, sweterki i koszule i prezentowali się autentycznie wspaniale. Idąc do teatru też chciałem wyglądać dobrze, więc założyłem koszulę i marynarkę... niemniej jednak jak spojrzałem na siebie w lustrze, to wyglądałem co najmniej karykaturalnie. Kurwa, typowy Janusz.

Przez ostatnich 12 lat się odchudzałem i efekt tego wszystkiego jest taki, że przytyłem. Przez ostatnich 8 lat walczyłem o kobiety i efekt tego jest taki, że za wiele nie pobzykałem (co jest dla mnie ważne, choć może wydawać się głupie). Przez ostatnie 4 lata staram się wyprowadzić swoje finanse na prostą, a efekt tego jest taki, że jestem biedny jak mysz kościelna.

Kurwa, pierdolony marzyciel.

"Ileż to już razy w myślach osiągałem wszystko?"

Ktoś by powiedział: "Smiler, ogarnij się" lub "Ileż można w kółko i w kółko to samo". I z jednej strony taka osoba miałaby rację, ale z drugiej - dopiero ostatnio zdałem sobie sprawę z tego z jakim "potworem" przyszło mi się mierzyć. Można by rzecz, że przesadzam i koloryzuję, bo przecież:
- biedny nie byłem (choć bogaty też nie),
- jedzenia nie brakowało,
- studia dostałem od życia
- itd.
Ot, taki typowy przeciętniak z typowych polskich bloków, a robi z siebie "drama queen".

Niestety ta walka cały czas toczy się wewnątrz mnie, więc na zewnątrz tego nie widać. Nie widać co mnie mieli wewnątrz, ale teraz przynajmniej wiem dlaczego ta walka w ogóle trwa. A toczy się ona, bo zdecydowałem się w życiu sięgnąć po więcej.

Nie znam osobiście w ogóle ludzi, którzy w zimowe dni na minusowych temperaturach zapierdalaliby na "treningi na arenie socjalnej" robić jakieś "Demonic Confidence". Niewielu znam ludzi, którzy potrafili wyjść na środek parkietu w klubie, gdy był pusty i tańczyć, choć wszyscy się patrzą. Niewielu znam ludzi, którzy w sumie trochę nauczyli się "śpiewać", robić strony www i fora, bawić Photoshopem, Adobem After Effects, PremierePro (lub serią innych, adekwatnych, programów), stanąć przed ludźmi i zrobić wykłady na naprawdę przyzwoitym poziomie... Nie mówię, że takich ludzi nie ma, po prostu takich nie znam.

***

Lista moich osiągnięć nie jest może imponująco długo, ale na pewno z każdym moim dziełem w pozytywny sposób wpływam na ludzi:

Założyłem forum ŻyjWięcej
Nie umiałem robić wcześniej for, ale pomyślałem "chuj, nauczę się". Dzięki temu grupa naprawdę wspaniałych osób ma dla siebie miejsce. Nie mówię, że jestem osobą, która zbudowała to miejsce od zera, bo przecież nie tylko ja tu pisałem. Uważam jednak, że należę do czołówki osób, które wiodły w tym prym.

Zrobiłem warsztaty OZDB
A spośród nich płyta "Potęga Myśli" jest absolutnie najlepsza. Jeszcze w życiu nie osiągnąłem czegoś, co by się chociaż zbliżyło do "Potęgi Myśli". Płytę uważam za absotnie największym moim dotychczasowym życiowym osiągnięciem. Nie jest pozbawiona wad, ale spokojnie uważam, że wzniosła rozwój osobisty w Polsce (i na świecie) na kompletnie nowy poziom! Fakt, że niewiele osób jeszcze o niej wie i jeszcze mniejsza garstka osób ją przesłuchała 8D, ale uważam, że treścią, która tam jest spokojnie zjadam takich Grzesiaków i Wawrzyniaków na miękko. Do dziś uwielbiam sobie posłuchać utworów, które dla niej nagrałem, a "Robak" oraz "Oskarżony o wszystko" to chyba moje największe "muzyczne" dokonania. Ta płyta w ludzi dopiero pierdolnie.

Założyłem PonadPrzeciętnych
Brakowało mi ludzi, którzy chcieliby się rozwijać, działać dla swojego dobra, a przy tym prezentowaliby taki poziom, że z chęcią poszliby do teatru ;). Kolejny raz wrzuciłem w działanie cytat mojego życia od Bernadra Shawa, czyli "Sukces osiągniesz tylko wtedy, gdy znajdziesz warunki, które ci odpowiadają. Jeśli nie zdołasz ich znaleźć - stwórz je sobie". Od 2013 minęły już 3 lata, a my nadal działamy. Jasne, że z gorszym i lepszym skutkiem, ale teraz idziemy do przodu (i to jest mój punkt widzenia, więc nie mówię, że jedyny właściwy) - bo chłopaki trochę dojrzeli i w konstruktywny sposób zaczęli podejmować w PonadPrzeciętnych inicjatywy mające na celu ruszenie tej organizacji do przodu. Było sporo kłótni i sporów, ale finalnie - zajebiście wiedzieć, że udało mi się powołać do życia coś, co może mieć dla innych takie znaczenie.

Stworzyłem 3S
Potęgę tego całego systemu znam na razie (nie)staty tylko ja. Jeszcze nie miałem szansy go wrzucić w działanie. Jeszcze nie miałem szansy ludziom pokazać o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Jeszcze nie miałem szansy pokazać jego siły i potęgi(!). Żeby skumali o co w tym chodzi, musiałbym stanąć przed (zajaranymi już tym) ludźmi na jakieś 1,5-2h i opowiedzieć wszystko od podstaw, a później pokazać te wszystkie zależności na modelu 3D... którego jeszcze nie mam, bo, kurwa, nigdzie w tej jebanej Łodzi nie mogę znaleźć 30 pustych, białych piłeczek do pingponga 8D. Później potrzebowałbym jeszcze drugie tyle czasu, żeby wyjaśnić zasady gry, a żeby zaczęłoby to działać - stworzyć macierzysty klub 3S wraz z dokumentacją (której byłoby w chuj i więcej). Potem pozostaje mi poprowadzenie jeszcze 45 wykładów podstawowych + wykłady dodatkowe oraz napisanie ~7 książek i zrobienie na podstawie systemu 3 gier planszowych. Ludzi do gry już mam - bardzo konkretna grupa osób, która nawet nie wie, że w niej jest 8D. W ogóle od dłuższego czasu robię "szkice" pod cały ten projekt. To wszystko dopiero w ludzi pierdolnie.

***

Mimo wszystko stoję w miejscu. Od 8 lat stoję w miejscu... I tak będę postrzegany jeśli zdecydujemy się oceniać to z zewnątrz, bo wewnątrz mnie dokonały się tak kolosalne zmiany, że już teraz wiem, że teraz muszę tylko postawić kropkę nad "i" i pozamiatam scenę. Płaczę nie dlatego, że jest mi źle i narzekam na rzeczywistoć, ale dlatego, że za każdym razem jak chcę się wznieść poziom wyżej, trafiam na pierdolony sufit, który muszę najpierw przebić. Jest to strasznie, ale z drugiej strony czyni mnie naprawdę silnym człowiekiem.

Obecnie położoną mam najważniejszą (ale nie najbardziej istotną) dziedzinę życia - hajs. Żeby być dokładnym - starcza mi go do 15.01.2016r. Jestem wtedy jeszcze w stanie opłacić miesiąc rachunków (~1100zł), ale zostanę bez hajsu na życie. Chodzę i trzęsę się z nerwów jak pojebany. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że już raz w życiu przechodziłem przez taki okres, gdzie mi na nic nie starczało. Wtedy też wytyczyłem sobie "standardy" na poziomie 500zł miesięcznie za jedzenie, żeby przetrwać. Teraz jestem na diecie i te 500zł mniej więcej pokrywają się moimi standardami minimum, więc w materii tego "ile wydam" jestem spokojny, bo doskonale znam swoje liczby z Excela, więc mogę sobie prognozować.

Co i tak nie zmienia faktu, że te prognozy są naprawdę chujowe 8D.

Już ułożyłem swoją "BATNA" ( https://pl.wikipedia.org/wiki/BATNA ). Jak nie uda mi się określonych spraw ogarnąć do końca grudnia, spierdalam do Anglii. Już poczyniłem kroki, które miałyby mnie zabezpieczyć w razie, gdyby wszystko jebło.

A co tam słychać u mnie w innych dziedzinach życia?



Co słychać u 4 elementów i ról społecznnych?
Ciało
Ciało jest ok. Skupiłem się na diecie i idzie mi całkiem przyzwoicie. Zauważyłem nawet, że spodnie są na mnie minimalnie luźniejsze. Kluczem okazało się, że jem dość regularnie i przez to przestałem chodzić głodny i nie mam skoków glikemicznych, a przez to nie chce mi się jeść słodyczy. Póki co - nie ćwiczę nic, choć chciałbym. Chciałbym móc zacząć chodzić na siłownię. Marzy mi się taka trochę ładniejsza niż chodziłem do tej pory... i żeby było trochę ludzi (choć nie za dużo). Fajne lustra, zadbany i zawsze odłożony na miejsce sprzęt. Niestety - takie rarytasy to około 100zł miesięcznie, a jak wiemy - hajs się nie zgadza :(.

Serce (i męskość)
Moje serce za to to zupełnie inny temat. Mężnieję. Powoli, ale sukcesywnie. Moje uczucia są zdominowane przez męskość. Jestem obecnie charakterologicznie "miękki", bo czuję, że się formuję, wchodzę w nowy etap. Niestety moja męskość marzy o tej wspomnianej kropce nad "i", a ja doskonale wiem czym ona jest... i wiem, że przyjdzie mi się z nią jeszcze zmierzyć i że wygram. Trafimy na siebie - jeśli nie w najgorszym momencie mojego życia, to w najlepszym albo jakimkolwiek innym. Zauważyłem zresztą, że męskość to bardzo specyficzny temat i bardzo pomijany (szczególnie przez innych mężczyzn).

Na bazie swojej wiedzy i doświadczeń zrozumiałem, że zyskiwanie męskości odbywa się poprzez serię rytuałów, których celem jest pokazanie mężczyźnie, że jego siła zależna jest od jego wnętrza i tego kim jest, a nie czynników zewnętrznych. Jak łatwo zauważyć na moim przykładzie - jeszcze dużo mi brakuje, bo troskam się przyszłość i pieniądze, a więc czynniki zewnętrzne. Jeśli zaś czynniki zewnętrzne kształtują nas, a nie my je, to nie jesteśmy mężczyznami. Mój stan wewnętrzny zależny jest od tych czynników, a to nie moje pieniądze (lub ich brak)/przedmioty/kobiety/otoczenie powinno kształtować mój charakter, ale mój charakter powinien kształtować te czynniki. Lista moich osiągnięć spisana wyżej może świadczyć o czymś zupełnie innym, ale tamte osiągnięcia to bardziej osiągnięcia umysłu niż serca.

No i jak postawić tę cholerną kropkę nad "i"?

Jakiego rytuału potrzebuję?

Co muszę zrobić?

Muszę...

...

zostać...

...

bezdomnym.

Tak, dokładnie. Brzmi to może dla niektórych głupio i irracjonalnie, ale od kilku lat to za mną chodzi. Może podświadomość mi podpowiada dobre rozwiązania?

A dlaczego w ogóle chciałbym zostać bezdomnym?

Będąc ostatnio na urodzinach mojego chrześniaka, miałem tuż po nich szansę rozmawiać z moją mamą. Zeszło nam kilka godzin i skończyliśmy o 1:43 nad ranem. W trakcie tej rozmowy obydwoje się popłakaliśmy, a ja otworzyłem się przed nią i powiedziałem "co nieco" o swoim wnętrzu. Opowiedziałem mamie, że nawet nie wie jakie to jest trudne dla takiego chłopaka jak ja stworzyć sobie w siebie od zera. Stworzyć ten cały stelaż, kręgosłup moralny, który wypływałby z mojego wnętrza i tego kim pierwotnie jestem oraz do czego przeznaczył i powołał mnie Bóg, by nie opierać się na tym (chujowym) "patyku" dostarczonym przez ojca i świat. Mówiłem jej o tym, że przez to mam wrażenie, że całe życie jestem sam i jestem zdany tylko na siebie. A moja mama płacząc mówiła mi, że ona o tym wszystkim wie, bo zna mnie lepiej niż ktokolwiek na świecie... i że czuje się za to odpowiedzialna i winna. I gdy tłumaczyliśmy sobie nawzajem, że to niczyja wina, ciężar spadał z serc...

I wiem - mam naprawdę(!) kochającą mamę i wspaniałą(!) siostrę... ale to są kobiety, a one nie nauczą mnie bycia mężczyzną. Mówiłem jej o tym, że da się to wszystko zrobić, ale nie ma na to gotowych rozwiązań i żeby sprawdzić czy coś się przyjmie, muszę wykonywać setki działań, a z tym związane są porażki. Porażka za porażką. Jedna za drugą. Sufit za sufitem.

I to jest ta walka.

Mógłbym zostać zwykłym chłopakiem, a nie mężczyzną. Zaakceptować świat takim, jakim jest. Powiedzieć sobie "ok, tak już jest i koniec", pooglądać trochę wykładów o samoakceptacji i dać sobie ze sobą spokój. Hajtnąć się z byłą, stłumić w sobie siebie, dostosować się do wymagań rodziny (mojej niedoszłej żony). Mógłbym skupić się na szukaniu pracy, znaleźć ją, wydać na świat potomstwo, a potem w wieku ~50 lat zdać sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie odważyłem się odważyć i że nigdy tak naprawdę nie żyłem... Że całe życie siedziałem cicho jak mysz pod miotłą i "realizowałem schemat". I nie mówię, że posiadanie rodziny, żony, pracy lub firmy, hobby itd. jest oznaką słabości. Nie! Mnie chodzi o motywację do podjęcia takich działań, a zauważyłem, że większość ludzi tak naprawdę "ucieka" w te kwestie i że nie realizują tego dlatego, że chcą, ale dlatego, że tak jest po prostu łatwiej. Mieć rodzinę/żonę/pracę/cokolwiek  lub żeby zapchać czas i nie walczyć o siebie, a mieć mieć to wszystko, aby móc odczuwać satysfakcję z życia to dwie zupełnie różne sprawy. A ja do pewnych spraw po prostu nie dojrzałem i uważam, że mam ogromne jaja, że potrafię się do tego przyznać (zwłaszcza że na wskroś publicznie). Nawet wczoraj czytałem w książce Simona Sinek'a o zamkniętych, prestiżowych spotkaniach amerykańskich przedsiębiorców, na którym jeden z prowadzących poprosił o podniesienie do góry rąk osób, które w minionym roku osiągnęły swoje cele finansowe - 80% sali podniosło ręce. A potem padło pytanie o to, kto czuje się spełniony w życiu i 80% rąk opadło.

Rozmawiałem z mamą i płakałem. Opowiedziałem jej o tym jak w liceum chłopaki przyjeżdżali do szkoły w autach ojców i robili wrażenie na dziewczynach i potem zgarniali najlepsze towary. I opowiedziałem jej, że później ja - gdy mama kupiła mojej siostrze auto (i mi w sumie też, bo korzystałem) - pojechałem odwiedzić kumpli z liceum i pochwalić się furą. Tylko, że ja wtedy miałem 22/23 lata i na nikim to już nie robiło wrażenia. Myślałem, że będzie wielkie "WOW" jak w liceum, a było tylko "spoko, fajnie". Kolejny raz nastawiałem się na coś zajebistego, a dostałem liścia. W wieku 22/23 ja dopiero zaczynałem się ogarniać, gdy większość towarzystwa już miało to za sobą. No cóż - choroba mojej mamy zabrała mi wiele, ale najwięcej zabrała mi czasu - 4 lata. Właśnie na tyle oceniam swoje "opóźnienie" względem moich rówieśników. Mając 30 lat wynajmuję kawalerkę i borykam się z problemami finansowymi, a takie historie to są raczej charakterystyczne dla 25cio/26cio latków niż dla tych, którym wiek zaczyna się od cyfry "3".

Ale nie żałuję. Uważam, że to gdzie jestem to kwestia środowiska i różnych okoliczności życiowych. Jednak w tym wszystkim jesteśmy jeszcze my i nasze wybory. Z tego względu moje życie to tak samo moja wina jak i moja zasługa. Jestem nawet trochę dumny z tego, że tak mi się to wszystko potoczyło. Dlaczego? Bo to stworzyło we mnie wewnętrzny głód. To on mnie napędza. To on nie pozwala mi przestać. To on każe mi działać wciąż i wciąż i wciąż. To on jest odpowiedzialny za to, że za odchudzanie i ogarnianie siebie po raz ostatni brałem się jakieś 7 razy temu. To moje przekleństwo i błogosławieństwo zarazem.

Ot, taki dualizm wewnętrzny. Taki siedzący we mnie Damian i Smiler jednocześnie ;).

I to wszystko, co mnie spotkało dało mi wybór. Mogłem się obrazić na świat, albo walczyć. Wybrałem to drugie i dlatego jestem dziś tym, kim jestem. Tam gdzie świat będzie krzywdził innych, będę ja. Może nie z pieniędzmi, ale z zawsze wyciągniętą ręką i otwartym sercem. Taki "odwrotny syndrom psa ogrodnika" - jak ja nie mogę mieć, to będą mieli wszyscy inni.

Ojciec nigdy mi nie powiedział, że jestem ważny. Przez większość życia sprawiał tylko, że się go bałem, albo naśmiewał się ze mnie i poniżał mnie. Oczywiście na zewnątrz przykładny mąż i ojciec - żonie drzwi od auta otwierał i dzieci wszędzie woził. Jakoś tak dla nikogo nigdy nie byłem istotny. I najgorsze w tym wszystkim, że sam w to uwierzyłem, a to zbudowało we mnie bardzo niskie poczucie własnej wartości. Stąd też tak często pomagałem ludziom za frajer i dawałem się robić w chuja. Tłumaczyłem to sobie, że "pomagam", ale tak naprawdę nigdy nie miałem odwagi się cenić.

I dlatego daję siebie innym. I dlatego na zlocie w Łodzi płakałem z Konradem. Doskonale wiem i czuję w jakiej sytuacji jest ten chłopak - nie ma mamy, nie ma ojca, nie ma babci, bo wszyscy umarli... błąkał się po jakich dalszych kuzynostwach niczym zmoknięty pies szukający schronienia. Chłopak w sumie, kurwa, nie ma nikogo, bo - jak sam twierdzi - jego brat też jest daleko (i nie chodzi o dystans w kilometrach). Puszczaliśmy u mnie muzykę i Thinker zobaczył, że trzymam wszystkie jego albumy jakie wydał. Bo tak jest. Zawsze jak robię format, to zostawiam te rzeczy, o których wiem, że nigdzie i nigdy już ich ich nie dostanę, a jednym z takich materiałów są właśnie albumy Konrada. Młody się wzruszył, a potem rozpłakał i ja wraz z nim. Kurwa, płakaliśmy jak bobry, ale wiedziałem, że nie mogę go oszczędzić i choć wiedziałem, że zaboli, to czułem, że muszę zrzucić mu bombę atomową, więc powiedziałem:
- Konrad, twoja mama byłaby z Ciebie dumna.
I poszło. Chłopak pękł. Aż się zanosił z płaczu. A ja byłem przy nim, przytulałem go, chroniłem od świata i dałem mu szansę zrzucenia całej tej zbroi, by mógł zrzucić ciężar tej nierównej walki na moje ramię. I chuj, że przez to uciekła nam ekipa i nie jechaliśmy taksówką. I chuj, że poszliśmy na piechotę. I chuj, że najprawdopodobniej przez to później chorowałem. Chuj z tym - było warto.

Może to wszystko sprawia, że tak łaknę sceny? Po wykładzie lub szkoleniu zawsze podchodzi do mnie grupa osób i dziękuje. Wtedy czuję się doceniony. Kurwa, nigdy nie byłem. Może dlatego w szkole byłem tym "śmiesznym"? Bo zawsze miałem "gadanę", więc musiałem gdzieś pod drodze podświadomie skumać, że jak jestem klaunem i błaznuję, to zwracam na siebie uwagę. I może dlatego stawiam ludziom pomniki i nie boję się powiedzieć "dziękuję"? Bo sam też tego bym chciał.

Przez całe życie się bałem. Nie miałem "pewnego" stelaża/konstruktu, który pozwoliłby mi z tym wszystkim sobie poradzić. Mój "tata" nie wywiązał się z zadania. No cóż - trudno. Trzeba sobie radzić samemu.

Mimo wszystko ten strach...

... towarzyszy mi przez całe życie.

Boję się o hajs, o przyszłość, o to czy sobie poradzę.

I dlatego chcę postawić kropkę nad "i" i zostać bezdomnym. Wierzę w to, że jakbym nauczył się żyć na takim prawdziwym dnie, to przestałbym się bać, bo wiedziałbym, że zawsze sobie poradzę. Nawet jak zbankrutuje, nawet jakby mnie wyjebali na kasę albo stałoby mi się cokolwiek innego. Strach sam w sobie by pewnie nie zniknął, ale na pewno przestałby odrywać rolę motywatora, jak to jest teraz. Przestałby być istotnym czynnikiem, byłby zwykłym uczuciem. Wiem, że zostałbym wypełniony spokojem, a to dałoby mi wewnętrzną siłę i pewność siebie. Pewność, że dam sobie radę niezależnie od warunków zewnętrznych. Pewność, że to już ja bardziej kreuję świat niż mnie on... i że jest to relacja na równych prawach dająca obu stronom spełnienie, satysfakcję i sens.

Teraz czuję się bardzo delikatny. Bardzo. Czasami zwykła, głupia uwaga od znajomych lub na shoutboxie mnie rani. Podchodzę obecnie do wszystkiego bardzo personalnie (a szczególnie do dzieł swojego życia). Teraz mam momenty, że czuję się zagubiony jak 3-letnie dziecko na lotnisku pełnym ludzi. Stoję na środku ze swoim brązowo-bordowym misiem Dżekim w ramionach, kręcę się nerwowo dookoła i czekam aż ktoś mnie odnajdzie i po mnie przyjdzie... ale nikt nie przychodzi.

I nikt nigdy nie przyjdzie.

Sam to muszę zrobić.

Umysł
Z umysłem jest nie najgorzej. Nadal siebie uważam za w miarę bystrą osobę. Ciągi przyczynowo-skutkowe łączę szybciej niż wcześniej, jestem bardzo kreatywny a teraz jeszcze wyjątkowo otwarty. Otworzyłem się przede wszystkim na ludzi i ich pomysły/inicjatywy. Nie tylko słucham, ale też słyszę. Najlepszym tego przykładem jest to, że PonadPrzeciętnych (i tu znów - to moja perspektywa) chłopaki się ogarnęli i zaczęliśmy dyskutować. Efekty tych dyskusji były takie jakich tak naprawdę oczekiwałem od dawna. Wreszcie znaleźli czas dla siebie, ogarnęli to, co mieli ogarnąć i dzięki temu "stwardnieli" w tej materii. Niemniej jednak efektami ubocznymi były też pewne rzeczy, z którymi mi - powiedzmy - "niewygodnie" 8D... No nie leżą mi i już :P. Mimo wszystko zaakceptowałem to. Powoli rozumiem, że nie za wszystko muszę być odpowiedzialny i wszystko robić. Zresztą jak sam wszystko robię, to - jak się okazuje - efekty tych działań są nie do końca tak zajebiste jak w mojej głowiek i jakbym się spodziewał, że będą o_O :wstydzioch: ;P. Dlatego luzuję trochę i mentalnie ustępuję. Niech inni też mają z tego satysfakcję, niech się bawią ("Masz, baw się 8D").

I to samo dzieje się teraz na forum. Są pewne sprawy, z którymi nie do końca się zgadzam, ale odpuszczam. Inni ludzie też mogą wiedzieć różne rzeczy i - jak znów się okazuje - często wiedzą więcej i lepiej niż ja. Zrozumiałem, że dużo umiem i wiem, ale też nie muszę umieć i wiedzieć wszystkiego.

Mam teraz trochę wolnego czasu i się troszkę "rozlazłem". Nie za bardzo, ale jednak. Mam za to czas na różne przemyślenia. Skutkuje to wzmożoną intensyfikacją rozmów z samym sobą (czego efekty możecie podziwiać m.in. w tym wpisie ;D) oraz... Bogiem (ten ostatni element jest dla mnie tak ważny, że zasługuje na oddzielny fragment, więc jeszcze do tego wrócimy).

Role społeczne
W kwestii Lidera już mniej więcej znacie moją sytuację - staram się pchać ŻW i PP do przodu i nie jestem w tym sam (co jest bardzo miłe). Mam też taką absolutnie swoją bajkę, co daje mi spokój wewnętrzny - tym czymś są Sprawności Kluczow3 (3ssential Skills).

***

Jeśli chodzi o Intelektualistę, to jestem teraz skoncentrowany na doktoracie i idzie mi całkiem nieźle. Już cisnę wywiady, z których wychodzą fajne sprawy. Celuję w napisanie książki o tym jak zostać przedsiębiorcą i wiem, że mi się to uda (zarówno napisać książkę jak i zostać przedsiębiorcą ;) ).

***

Sportowo nie za wiele się u mnie dzieje, żeby nie rzec, że nic 8D.

***

W relacjach damsko-męskich trochę leżę, ale szczerze? Mam wyjebane. Naprawdę. Wiem, że może zabrzmieć to brutalnie, ale uważam kobiety za... nudne. Nie mówię o pojedynczych przypadkach, ale ogólnie o kobietach. Nie interesują mnie po prostu. Uważam, że mam teraz w życiu tyle fajniejszych rzeczy do robienia, że jak myślę, że miałbym się w nim skupić tylko na kobietach, to mi się odechciewa ;D. Była zresztą u mnie ostatnio moja ex, czyli Agata (już nie piszę o niej per "Agatka"), żeby pożyczyć 200zł, bo źle budżet wykalkulowała, a nie chciała pożyczać od rodziny, żeby nie słuchać o sobie głupot. Uraczyłem ją naleśnikami z pysznymi babcinymi jabłkami i nie mniej pyszną herbatką malinową (akurat dostałem słoiki od mamy 8D). W pewnym momencie, gdy odgrywała swoją rolę "zimnej suki" i powoli piła herbatę, powiedziałem jej, że sobie na nią popatrzę (w takim kontekście droczenia się, bez większych emocji o charakterze seksualnym lub miłosnym). Na co ona odpowiedziała:
- Rzygać mi się chce.

Tak, dokładnie to powiedziała. Powiedziała, że "rzygać jej się chce"(!), bo na nią patrzę. Ok, ja wiem, że nie jestem chodzącym przykładem księcia, nie sram hajsem i mogę w niektórych wzbudzać mieszane uczucia (szczególnie w kobietach 8D), ale żeby coś takiego powiedzieć drugiemu człowiekowi, to trzeba być po prostu zwykłą skurwycórą (zwłaszcza, gdy od takiej osoby pożyczasz dwie stówy).

Na szczęście nie mieszkaliśmy już u niej, a ona była na moim terenie, więc kazałem jej się wynosić. Od tego momentu aż wyszła nie odezwałem się do niej ani słowem. Opuściła moje mieszkanie i zaczęła schodzić po schodach, a ja zacząłem zamykać drzwi, gdy się zorientowała, że nie zapaliła światła, a to wychodzące z mojego pokoju zaczęło się z powrotem chować w moim domu. Mówiła jeszcze pod nosem - chciała zacząć jakieś zdanie, żebym pomógł jej znaleźć włącznik, ale nie słyszałem co mówiła. Ona za to usłyszała tylko trzaśnięcie drzwi i przekręcenie zamka. Została sama w ciemności, lecz to już mnie nie interesowało.

W sumie jak to teraz piszę, to mogłem jej tych 200zł nie pożyczać... ale z drugiej strony opłacało mi się je mieć na koncie, a nie w papierku, więc i tak wyszło na moje.

Laska jest dla mnie skończona. Nie wiem co by musiała zrobić, żebym do niej wrócił. Zresztą na pewno nie na takich samych zasadach. Ogólnie im bardziej poznaję męskość, tym bardziej rozumiem, że kobieta w przyszłości może dla mojego życia być co najwyżej dodatkiem, bo na bank nie będzie osią, wokół której będę się kręcił.

Na Tinderze też odnoszę same porażki 8D. Bartek (Cao) wpadł do mnie wraz z chłopakami na spotkanie Liderów PonadPrzeciętnych i co przesunął laskę, to miał parę. Ja się muszę najebać jak głupi i gówno z tego mam. Za to udało mi się spotkać z Tindera z taką Anią. Bardzo fajna dziewczyna. Odchudza się i naprawdę nieźle jej idzie. Trzymam kciuki i kibicuję. Od czasu do czasu sypnę komplementem, żeby było jej lżej na duchu. Spotkaliśmy się do tej pory już dwa razy i wisi mi kawę oraz obiad. Nie ma dla mnie za dużo czasu, bo ma wolne tylko weekendy i w sumie bardzo mnie to cieszy :jupi: ;P. Chciałbym jej pomóc w realizacji jej pomysłów, bo ma kilka fajnych marzeń i szczerze życzę jej sukcesu. Na nic się nie nastawiam, ale pomimo faktu, że jestem teraz mocno skupiony na sobie, to też i fajnie wiedzieć, że jest jakaś osoba, która skoczy z tobą w weekend na jakieś miłe spotkanie :).

***

Rodzina u mnie trochę leży. Nie wpadam do domu za często - tak średnio raz na miesiąc. Chciałbym częściej. Chciałbym, żeby było mnie stać na samochód i żebym mógł sobie pojechać do mamy/siostry w każdej, wybranej przeze mnie dowolnie chwili. Póki co - muszę dać na wstrzymanie. A szkoda, bo Bartuś (mój chrześniak) o mnie troszkę zapomina i dopiero jak mnie widzi, to mu się "przypominam". Przez to często woli bawić się z moją mamą, czyli babcią, bo ją zna i może się przy niej łatwiej otworzyć. Przez to i mnie nie jest łatwo. Jak jeszcze mieszkałem z mamą i widywaliśmy się z nim zawsze razem, to szalałem po mieszkaniu i woziłem go jak samolotem w takim "koszu" (który oryginalnie służy jako taki stopień-podwyższenie). Miałem z nim wiele fajnych zabaw, a teraz szału nie ma. Eh... Mimo wszystko i tak będę tym zajebistym wujkiem :zuo: :sesese: :mwuahahaha:

***

Z przyjaciółmi mi się układa. Najbliższe relacje mam teraz z Michałem (coolie), Bartkiem (Cao) i Pawłem (PC). Super ogarnięte jednostki i dobrze się czuję w ich towarzystwie. Czuję, że to może być w przyszłości niezła ekipa, z którą da się naprawdę dużo zrobić i zbudować, więc tym bardziej chce mi się angażować w takie relacje ;). Ludzie na poziomie, z marzeniami i celami... no i zajebiście ładnie wyglądają w koszulach i sweterkach, gdy idą do teatru :>. Niesamowite wrażenie robi też na mnie ekipa ze zlotów i bardzo bym chciał, żeby wszyscy tam obecni tu trochę pisali :(. Czekałem na dziennik Dawida, ale na razie doczekać się nie mogę :(. Na zlocie za to największe wrażenie zrobił na mnie III i uważam, że teraz - jeśli chodzi o dyscyplinę, nastawienie, motywacje itd. - wiedzie wśród nas absolutny i bezapelacyjny prym. Gratulacje, Marcinku ;* <3 . Chciałbym też móc powiedzieć coś ciepłego o innych osobach, ale gdy byłem najebany na zlocie to już to zrobiłem :P. Dowiedziałem się jednak od Bartka (Cao), że jak mówiłem wszystkim dlaczego są ważni, to pominąłem jego. Bartku - nie zrobiłem tego specjalnie, po prostu konsumowały mnie % 8D. Pozwól, że teraz to nadrobię! Jesteś dla mnie ważny przede wszystkim dlatego, że potrafisz się ze mną kłócić i mnie punktować. Wiem, że wiele razy chciałeś już rzucić tych całych PonadPrzeciętnych w pizdu, ale proszę cię - nigdy tego nie rób. W ten sposób jesteś jednym z motorów napędowych i pomagasz nam np. poprzez ustawienie mnie do pionu. Wierzę w ciebie (i w nas w ogóle) i wierzę, że razem znajdziemy takie okoliczności, które dadzą nam ten pierdolony sukces, a jak to się nie uda, to stworzymy je sobie ;)!

Wszechświat i hajs
Nie mam już nastawienia, że świat mnie nienawidzi... ale jakoś tak, kurwa, jestem przekonany, że się w dziwny sposób na mnie uparł :). Nie w taki negatywny, ale raczej, hmm, szkoleniowy? Wierzę, że mi nie sprzyja nie dlatego, że mnie nienawidzi, ale właśnie dlatego, że mnie kocha. To miłe. Aż się ciepło człowiekowi robi :).



Efekty
Wszyscy mogą się poddać bylejakości, ale nie ja. To wewnętrzne poczucie pustki i strachu, ta wewnętrzna "miękkość" by mnie zniszczyła. Nie wykorzystałbym w ten sposób nawet połowy swojego potencjału. Według mnie to byłby grzech... i to bardzo poważny grzech przeciw Stwórcy (a wszyscy znamy przypowieść o talentach). Dlatego też dalej walczę, a walka człowieka zmienia. Dojrzewam.

I do czego to ja dojrzałem?

Przede wszystkim dojrzałem do spotkania z psychologiem. Nie mam na razie na to hajsu, ale wiem o tym, że sam po prostu siebie nie ogarnę. To znaczy zrobiłbym to, ale dużo większym nakładem czasu, myśli i emocji... a że i jedno i drugie i trzecie sobie cenię, to uważam, że byłoby to po prostu nieekonomincze (tak właśnie myślą osoby, którym na życie starcza do połowy stycznia następnego roku, gdy jest grudzień :P). Zamartwiam się w kółko i w kółko i choć jest to diabelnie twórcze, to chyba najwyższy czas wyrwać się z tego błędnego koła.

Dojrzałem do podróży wgłąb siebie. Nie mówię, że jestem już na nią gotowy (w techniczny, sensie samej wyprawy). Mówię, że już wewnętrznie do niej dojrzałem i niezależnie od tego, co się będzie działo, będę się przygotowywał do bycia bezdomnym, a potem podróży. Kiedy to przyjdzie? Nie wiem. Wiem za to, że nie będę od tego uciekał, a w zasadzie... sam będę tego szukał.

Dojrzał we mnie też autorytaryzm. Brutalny i chamski. Częściowo za swoje porażki obwiniam polityków i wszystkie te inne śmieci. I choć kieruję się w życiu miłością i budowaniem, to tego kurewstwa nienawidzę. Zajebałbym wszystkich. Albo lepiej, bo zabić to za mało i za dużo jednocześnie (poza tym szkoda tracić szansę na zrobienie dobrego PRu za granicą)! Okazałbym im łaskę... oczywiście bardzo określoną łaskę 8). Obciąłbym im lewą nogę, żeby już nie stąpali po mojej planecie lewizną. Obciąłbym im rękę (jeszcze nie  wiem którą 8D... ale chyba tą piśmienną, żeby musieli się uczyć posługiwać drugą ręką od nowa tak jak i my musimy przez nich budować Polskę kolejny raz od podstaw) w myśl zasady "kto podnosi rękę na moją ojczyznę, temu ta ręka będzie skrzywdzona". Obciąłbym im jaja lub wyciął macice, żeby się nie rozmnażali. Wyłupałbym oko, obciąłbym język i ucho, a na czole wypalił wieki napis "KURWA"... i tak zrobionych wygnałbym poza granice kraju. Niech tułają się do śmierci po planecie i głoszą "ewangelię" - oto jak w najlepszym przypadku skończysz, gdy zaczniesz z Polską i Polakami. Zresztą część z was może o tym nie wie, ale moje przekonania polityczne to monarchia absolutystyczna. I od raz ucinam głupie dyskusje - nie, nie chciałbym być królem. To znaczy chciałbym, wiadomo 8), ale wiem, że nim nie będę. Za to to czego chciałbym równie mocno, to zostać w rządzie mojego Króla kimś na kształt... Ministra Edukacji Narodowej :). Trochę (pod)świadomie zmierzam w tym kierunku. Może dlatego czasami tak mi się układa w życiu jak mi się układa? Wierzę w to, że jestem w stanie zrewolucjonizować edukację właśnie za pomocą 3S. No cóż - najwidoczniej na wszystko przyjdzie jeszcze czas.

Dojrzałem już do biznesu. Nie mam na to hasju, a przez to, że jestem doktorantem, nie mogę być zarejestrowany jako bezrobotny, więc i z jakichkolwiek dofinansowań nici. Byłem zresztą ostatnio na śniadaniach Towarzystwa Biznesowego Łódzkiego (TBŁ) oraz Business Network International (BNI) i znów mnie trafiło. Kurwa. W sumie tam każdy coś potrafi robić. I niby, że ja też umiem, ale w sumie to nie umiem. Jestem zlepkiem mojej kariery, która toczyła się według zasady "nie znam się, to się nauczę". Niby, że nie mam żadnej umiejętności, ale później - jak do tego usiadłem to trochę ich wynotowałem.

Potrafię:
- mówić po angielsku
- uczyć i szkolić,
- stawiać proste www, fora, kurwa - nawet sklep postawię na PrestaShopie i skonfiguruję,
- robić grafiki w Photoshopie (i uważam, że niektóre są całkiem dziarskie),
- projektować logotypy (w tym też uważam, że jestem mocny),
- nagrywać i składać filmy,
- robić bajery w Adobe After Effects jak np. czołówki lub typografiki,
- przemawiać publicznie, robić prezentacje,
- sprzedawać (choć tutaj bardziej tak, jak w sklepie),
- pisać (i jeśli dotarłeś/łaś do tego momentu, to znaczy, że umiem to robić całkiem sprawnie ;>),
- projektować organizacje (choć na razie nie mam na to dowodów, czyli zrealizowanych projektów),
- słuchać i rozmawiać,
- negocjować i mediować,
- mieć absolutną wiarę w siebie(!), a przez to motywować i inspirować.

Pewnie jeszcze coś tam by się znalazło, ale na razie tylko tyle przychodzi mi do głowy. Wiem jedno - gdybym teraz miał kasę, to zainwestowałbym w salę i robił szkolenia, bo w tym nie podskoczy mi, kurwa, nikt. Ludzie mówią, że "w tej branży jest duża konkurencja", ale uwierzcie mi - w tej materii mam tak, kurwa, mocne poczucie swojej własnej wartości, że dla mnie konkurencja po prostu nie istnieje. Ja o tym WIEM, ja to CZUJĘ, że ich zmiotę z powierzchni ziemi. Mogę mieć jakieś drobne braki warsztatowe (szczególnie przy dużych grupach), ale przeczytałbym kilka opracowań, momentalnie wdrożył zmiany i bym pozamiatał.

Myślę, że to wszystko, co do tej pory mi się przytrafiło, jest po coś. Moment wielkiego "zawiązania" (a w zasadzie "rozwiązania") nadchodzi. Wkręcam sobie, że to 2017 i że on będzie moim rokiem. Ma "7" w dacie, więc wiadomo 8). Jeśli wszyscy dookoła sobie tak wkręcą, to 2017 będzie prawdziwą samospełniającą się przepowiednią i w chuj dobrym rokiem. Zresztą uważam, że jestem pod szczęśliwą gwiazdą urodzony... więc choć mam dziury w zębach i brak hasju na dentystę, to finalnie chill - damy radę 8D

Szkolenia łączą wszystkie moje doświadczenia i umiejętności w jedno i dlatego czuję się w tym "twardo". Gadanie i pisanie to też moje mocne strony (gdzieś w 3/4 tego posta do tego momentu skopiowałem sobie jego zawartość i zobaczyłem, że już wyszło tego ~15 stron polskich standardem akademickim 8D).

Po szkoleniach, jakbym już w miarę ogarnął finanse, wziąłbym się za ciuchy. Chodzą one za mną od dzieciństwa 8D (jak byłem mały, to na pierwsze urodziny wziąłem spośród wyłożonych przede mną przedmiotów kieliszek wódki i nitkę 8D, a jak miałem kilka lat, uwielbiałem wyszywać na  tamburynku :P). Chciałem ogarnąć markę "ŻyjW!ęcej" i z 10% finansować całą ideę. Od razu by to poszło do przodu, jakby określeni ludzi dostali hajs np. za napisanie artykułu. Uważam, że ŻW jest tak zajebistą ideą, że zasługje na to, by zdominować cały świat. Mam też kilka innych "brandów" w głowie - np. mam zajebiste logo naszykowane dla ciuchów spod marki 3S albo określoną markę dla ludzi uprawiających sporty ekstremalne i ogólnie żyjących "na krawędzi". Jest tego trochę i wierzę, że jestem w stanie to ogarnąć. Mam też świetną markę dla kobiet i wiem, żebym nią rozjebał rynek :mwuahahaha:.



Bóg
Jak trwoga to do Boga. Jak Damian jest na dnie, nagle zwraca się do Stwórcy? No właśnie nie do końca. Bóg od dłuższego czasu był blisko, ale teraz jest jeszcze bliżej. Czuję jego obecność, niemalże go widzę. Dużo teraz rozmawiam i modlę się do moich Aniołów Stróżów - mama mnie tego nauczyła. Proszę o łaskę i pomoc. Tak, nauczyłem się to robić. Powoli, powoli powierzam swoje troski siłom wyższym i czuję się lżejszy z dnia na dzień, z chwili na chwilę. Czuję jak oplatają mnie swoim niebiańskim obłokiem i wciąż powtarzają "Nie martw się". Ale niestety to nie takie proste jakby mogło się wydawać.

Rozmawiam z nimi. Czasami nieśmiało i ze strachem. Gdzieś tam w głowie mam społeczeństwo, które mi mówi "Głupi jesteś? W aniołki wierzysz? Pojebało cię?". Jakoś nie mogę się przebić mentalnie przez bariery, żeby prosić. Wciąż żyję w przeświadczeniu, że proszenie Boga o cokolwiek to jakiś, kurwa, grzech. Że nie wolno, że nie wypada, bo "Bozia się na ciebie obrazi i będzie zła". Gówno będzie, nie zła! Bóg chce naszego dobra, więc módlmy się o to. Ja o tym wiem, ale kurcze - tak cholernie ciężko przebić mi się przez te myśli, że "nie wolno".

Ostatnio jednak dochodzi do takich małych przełomów, niczym pęknięć w tamie. Całkiem niedawno padłem na kolana, modliłem się i płakałem tak bardzo, że aż się zanosiłem. Żałowałem, że nie trwało to długo, ale jednak... Boże - jak to pomaga! Zresztą wracając do tematu śniadań biznesowych - ostatnio gdy je miałem (23.11.2016r. środa, 24.11.2016r. czwartek), a wcześniej na zajęciach angielskiego miałem lekcję z Kasią (wtorek) - właścicielkę firmy szyjącej garnitury. Po tej lekcji przeprowadzałem z nią wywiad dla doktoratu i ona mówiła, że zawierzyła firmę i siebie Bogu. Następnego dnia miałem wywiad z Pawłem Rodanem (reżyser) po śniadaniu TBŁ i też mówił, że on zawierzył swoją firmę Miriam (Maryi). Ruszyło mnie i wieczorem próbowałem powierzyć swoje życie Bogu. Jednak wyszło mi to jakoś bez przekonania. Nadal czuję się wewnętrznie zablokowany. Tak, jakbym nie chciał stracić kontroli nad swoim życiem, bo powierzenie go Bogu z tym by się dla mnie równało... a gdy piszę to zdanie, to do głowy przychodzi mi tylko jedna myśl - scena z "Fight Clubu", kiedy Tyler każe samemu sobie puścić kierownicę samochodu. Kurwa, nie umiem jej puścić.

Może jeszcze do tego nie dojrzałem?

Ale jak pisałem - powoli to się dzieje i pewnie samo przyjdzie. Na razie jestem na etapie wdzięczności. Co by się nie działo, dziękuję Bogu za to, że mam takie życie a nie inne. Okazuje wdzięczność i doszukuję się w tym "większego planu" :). Bóg gra trochę ze mną w kotka i myszkę, ale poszukiwanie siebie to przez to jeszcze bardziej atrakcyjna przygoda.

Obcowałem też z innymi duszami, zmarłymi. Zdarzyło mi się kilka razy ostatnio odwiedzić cmentarz. Najpierw poszedłem na Cmentarz Żydowski w Łodzi odwiedzić Izreala Poznańskiego, którego nazywam "moim starym przyjacielem". Później odwiedziłem Stary Cmentarz w Łodzi i groby jej fabrykantów. Każdej ważnej figurze zostawiam kamień na grobie (to żydowski zwyczaj). Zamieniam z nimi kilka słów i jasno komunikuję czego chcę (więc wszystkie łódzkie dusze wiedzą teraz, że chcę hajsu 8D). Zmarli wiedzą, co mają wiedzieć, więc niech działają na moją korzyść 8). Za to zażyłych kontaktów z nimi nie utrzymuję - tam jest ich świat, a tu jest mój. Szanujemy się i pomagamy sobie, ale też znamy granice. Przede wszystkim modlę się do życia, a więc do Boga, Jezusa i Aniołów. Jednak gdy czasami pod nogi wpadnie mi jakiś kamień, to wiem, że ktoś się go dopomina i domaga :). W domu mam już trzy kamienie na kolejne spotkanie, które pewnie nastąpi za kilka miesięcy. Chyba Heinzlowie i Kindermanowie się dopominają odwiedzić, bo w tej serii jeszcze się z nimi nie rozmówiłem, choć "minęliśmy się" na cmentarzu ;)



Czego ty właściwie chcesz od życia?
Takie okresy w życiu jak ten w moim mają zbawienny wpływ na człowieka, jeśli się od nich nie ucieka - pomagają mu wyklarować siebie. Z tego względu przedstawiam wam listę spraw, które teraz czuję, że chciałbym móc osiągnąć:

1. Sprawności Kluczow3 (3ssential Skills)
Absolutny priorytet! Poprzez 3S rozumiem przede wszystkim kluby gry w całej Polsce, a później na całym świecie... kluby, które zmienią podejście do edukacji! Do tego vlog i kanał na yt - opracowanie konkretnych playlist. Wykłady, wykłady i jeszcze raz wykłady. No i najważniejsza rzecz - książki. Na sam koniec chciałbym ogarnąć 3 gry planszowe (pierwsza gra byłby o rozwoju osobistym i celem byłoby stworzenie siebie [podstawowe zasady już mam i jest tego 100 stron 8D, na razie pauza, ale jestem na etapie tworzenia prototypu]; celem drugiej byłoby zbudowanie firmy lub drużyny; celem trzeciej byłoby zbudowanie państwa).

2. Scena, wykłady
Potrzebuję tego. Muszę się wygadać przed ludźmi. Nie mam na razie siły, żeby to organizować, ale jeśli Bóg mi da i zostanę w Polsce, to w styczniu koniecznie już muszę coś poprowadzić. Zrobiłbym to w ramach PP, ale w przyszłości będę robił wykłady z serii 3S i... chyba po angielsku, żeby od razu wrzucać to na mojego Patreona (więcej o tych kwestiach tutaj: http://zyjwiecej.pl/index.php?topic=1412.0 ).

3. Klub Y
Klub Y to klub mężczyzn. O tym jeszcze nikomu nic nie mówiłem, ale już pierwsze podejścia zacząłem robić. Nawet opowiadałem o tym Michałowi (cooliemu) i na FB założyłem taką grupę. Jaki jest ostateczny cel Klubu Y? Rozwijać męskość. Wyobrażam to sobie tak:
- piękny i przestronny pałac,
- śliczne, bogato zdobione wnętrza (ale ze smakiem i bez przesady),
- dym dobrych cygar i fajek,
- biblioteka,
- Bóg,
- bar i kawiarnia,
- rozmowy,
- stół bilardowy i do snookera(?),
- piękne, skórzane fotele,
- rzutki,
- patriotyzm,
- karty,
- światowej klasy alkohole,
- w niektórych salach telewizory transmitujące non stop notowania giełdy,
- biznesy, biznesy, biznesy,
- temat przewodni - męskość,
- wstęp TYLKO dla mężczyzn (okazjonalnie dni otwarte dla kobiet),
- klimat łódzkich Lodzermenschy niczym z Ziemi Obiecanej,
- fantastyczne obrazy i fotografie na ścianach (zmieniane co sezon, co - oczywiście - byłoby powodem dyskusji i sporów :O),
- mówiłem o biznesach :)?
- a o męskości :P?
- a o Bogu, mądrości, honorze i ojczyźnie?

Myślę, że łapiecie klimat ;).

I chciałbym, żeby w tym wszystkim przewijali się ludzie z IOI oraz PonadPrzeciętnych. Tam właśnie byłoby miejsce dla Bractwa. Tam czulibyśmy się dobrze, bo czulibyśmy się sobą.

4. Własne studio i trochę w tym wszystkim zabawy dla mnie
Chciałbym mieć własne studio-apartament. Chciałbym mieć go na strychu kamienicy. Potrzebuję duży metraż o otwartym charakterze... i obowiązkowo zajebisty balkon, a w zasadzie w chuj wielki balkon z widokiem na Piotrkowską (niekoniecznie musi być to kamienica przy tej ulicy). Chcę mieć takie studio, żeby móc to wszystko tworzyć i ładować bateryjkę... ale również po to, żeby bzykać dobre dupy 8). Nie ukrywam, że w życiu się nie naseksowałem, więc mi tego brakuje. Jeszcze do tego wrócę i będę gorszy niż Bukowski :sesese: :zuo: :mwuahahaha:

Ale tak, mogę tak powiedzieć - chcę w Łodzi zapuścić korzenie. Pokochałem to miasto (na razie bez wzajemności). Mogę mieć gdzieś na obrzeżach, 30-100km od miasta, jakiś swój dom, zamek... ale żyć chcę w Łodzi. Chcę być łodzianinem i chcę być takim obywatelem tego miasta, żeby to kiedyś młode chłopaki próbujące poskładać swoje życie w całość odwiedzały mój grób i prosiły mnie o wstawiennictwo.

No i chciałbym dobrze wyglądać. Schudnąć tak, żeby czuć się dobrze w garniturze i mieć dobrą sprawność fizyczną. Chciałbym też dokończyć koncept moich tatuaży na klatce, plecach i ramionach, ale na razie hajsu brak... brakuje też "aktu inicjującego" takie tatuaże, ale jestem bliżej niż dalej.

5. Kariera i ludzie
Marzy mi się jeszcze odrębna kamienica, która byłaby moją szkołą. Dokładnie, chciałbym mieć szkołę. A w zasadzie coś na kształt szkoły. Albo jeszcze inaczej - miejsce spełniające misję edukacji i rozwoju (bo obecna szkoła to - moim zdaniem - bardzo daleka jest od tego)... bardziej by to przypominało zajebiście funkcjonujący dom kultury, w którym grałoby się w 3S, ludzie mogliby wynajmować pomieszczenia na swoje spotkania, byłyby zajebiste sale szkoleniowe robione według mojego zamysłu i projektu, sala kinowa i wykładowa. Byłyby wydarzenia cykliczne i rozbujałbym to tak bardzo, że cała Polska by tam przyjeżdżała! Eh, móc przywrócić Łodzi Camerimage :roll:. Tam by właśnie było miejsce dla PonadPrzeciętnych :).

Potrzebuję tego wszystkiego, by realizować siebie, bo chciałbym też w przyszłości być... producentem biznesów. Dokładnie tak - chciałbym móc produkować biznesy. Dlaczego? Bo nikt nie dał mi w życiu szansy, więc ja będę dawał ją ludziom. Oczywiście na bardzo określonych i wysublimowanych warunkach, żeby już na starcie wyeliminować tych, którzy myśleliby, że "wszystko się samo zrobi". Niemniej jednak osoby, którym naprawdę by zależało, nie miałyby najmniejszego problemu z ich spełnieniem.

***

Finalnie mam to wszystko, co napisałem, że mam/zrealizuję, ale kim jestem? Liderem tego wszystkiego, niosącym dobrą nowinę i słowo Boga. Jestem nauczycielem. Jestem doktorem nauk społecznych i naukowcem. Jestem sportowcem, jeżdżę na roleczkach po łódzkich poręczach 8). Jestem marzeniem każdej kobiety, bzykam na potęgę 8). Mam rodzinę (czuję, że bym chciał, choć teraz daleko mi do tego i raczej to odpycham). Chciałbym móc wychować swoje dzieci w taki sposób, żeby jeszcze twardsze niż ten ja z przyszłości, ale... żeby żyły w miłości. Jestem wspaniałym przyjacielem. Jestem pogodzony ze światem i ze swoim losem. Sram pieniędzmi, a z Bogiem jestem "na ty" i na tyle blisko, że faktycznie jest moim ojcem.



WIERZĘ!
Podczas pisania tego posta, które zaczęło się około 9:40 (gdy to piszę jest 16:26, a gdy sprawdzam po raz drugi jest 20:56) wielokrotnie płakałem. Jego pisanie działa na mnie kojąco. Zaczynałem z żalem, strachem i smutkiem... a po oczyszczeniu kończę z wiarą. Wierzę.

Wierzę:
- w Boga,
- w Mądrość,
- w Honor,
- w Ojczyznę.

Wierzę:
- w siebie,
- w was,
- w ludzi,
- w świat.

Wierzę:
- że to tylko chwila i że Bóg robi to z miłości,
- że to tylko część szkolenia, a ja muszę być gotowy na coś większego,
- że wszystko, co najlepsze dopiero przede mną,
- że uda mi się to wszystko poskładać w całość,
- że zmienię świat, a w 2017 ten proces wreszcie ruszy z miejsca (bo na to akurat już jestem gotowy)!

Zaczynałem z żalem, kończę ze spokojem.

Kiedyś wydarłem się do mikrofonu słowami:

Wolę zdechnąć z głodu jako człowiek,
niż żyć w upodleniu jak pierdolone zwierzę.

I dziś jestem tego pewien. Poradzę sobie z tym wszystkim. Kurwa, w końcu jestem pretendentem do bycia mężczyzną! Już nie takie rzeczy przewalczałem w swoim wnętrzu. Dam radę, po prostu.

Tragizuję? Przesadzam? Powtarzam się już przez tych 8 lat w tym dzienniku? Robię z igły widły? Może. Ale to nie jest istotne.

Czuję się prawie ogarnięty. Prawie. Będąc na śniadaniach biznesowych widziałem dużo osób, które odziedziczyły swoje biznesy. Trochę im pozazdrościłem, bo wystarczyło im to tylko podnieść. Z drugiej strony - gdybym się ogarnął, to czy nie chciałbym, aby moje dzieciaki też miały taką szansę? Dlatego musiałbym się starać, aby wychować je tak, aby były mocniejsze ode mnie, ale jednocześnie dużo bardziej poukładane. Nie da się tego zrobić inaczej niż miłością i mądrością. Tego drugiego u mnie w bród, choć z miłością kuleję. Ale wiem, że ona jest za zewnątrz i czeka... czeka aż otworzę swoje wnętrze i pozwolę jej całkowicie wypełnić siebie.

Dno jest dnem... i zawsze może być głębsze. Jakoś nigdy od niego nie uciekałem.

Tak, ja nim jestem - tym człowiekiem, który odważył się odważyć. Zresztą będąc teraz w tym dzienniku mam świetny powrót do korzeni, bo prawda jest taka, że najlepsze posty w "Dajary of Smiler" tworzyłem zawsze będąc tu, na dole, a nie tam, na górze.

Życie jest piękne. Kocham je i kocham Boga. I Panie Boże, jeśli to czytasz (a wiem, że tak), to wiedz, że ci za nie dziękuję. Doceniam je w każdej postaci i w całej okazałości, za każdy jego aspekt i jestem dumny, że takie właśnie życie od ciebie otrzymałem. Obydwoje wiemy, że nie dałbyś mi krzyża cięższego niż ten, który jestem w stanie udźwignąć, więc z tym większą wiarą i radością zaniosę go wprost pod twoje stopy. Dziękuję ci za życie i za to, że przy mnie jesteś w takich momentach jak ten. Kocham cię tak samo jak ty mnie - bezgranicznie.



***



Muszę postawić kropkę nad "i" i udać się w podróż wgłąb siebie. Muszę zostać bezdomnym... tak chociaż na pół roku. Gdyby mi się tu nie ułożyło i wyjechałbym do Anglii, to chciałbym popracować tam kilka miesięcy, poczekać na wakacje i wreszcie się ze sobą zmierzyć. Nauczyć się żyć tak, żeby być zależnym absolutnie od siebie. A jakbym ogarnął się w życiu w mieście, to poszedłbym w podróż po tej Anglii i jej lasach, by umieć żyć kompletnie na dziko. Może też zwiedziłbym Szkocję i Irlandię? Nie wiem, ale bardzo chciałbym. Wewnętrznie bardzo tego pragnę, ale się boję. Nie wiem zresztą czy tak się to potoczy, ale wiem, że na bank będę musiał się ze sobą w ten sposób zmierzyć. I nie wiem jakie krainy lub kraje przyjdzie mi zwiedzić, ale wiem, że ta podróż skończy się na lotnisku. Odnajdę tego małego chłopca przytulającego brązowo-bordowego misia, wezmę go w ramiona, ukocham tak mocno z całej siły i już nigdy, NIGDY KURWA(!), nie pozwolę, by ktokolwiek go skrzywdził.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 07, 2016, 00:29:57 wysłana przez Smiler »

  • Zaawansowany
  • ******
  • Reputacja: +319
  • Wiadomości: 839
  • Miejsce pobytu: Ostrów Wielkopolski
  • Udział w zlotach ŻW:
    2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #455 dnia: Grudzień 04, 2016, 22:36:33 »
0
Jestem dumny z siebie że to przeczytałem i z Ciebie że to napisałeś. Na prawdę mega piszesz choć pewnie dużo Cię to kosztowało ale mega że się otworzyłeś to pierwszy krok do sukcesu akceptacja tego co było i jest ;)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #456 dnia: Grudzień 04, 2016, 22:52:47 »
0
Jestem dumny z siebie że to przeczytałem i z Ciebie że to napisałeś. Na prawdę mega piszesz choć pewnie dużo Cię to kosztowało ale mega że się otworzyłeś to pierwszy krok do sukcesu akceptacja tego co było i jest ;)
Dziękuję :). No i naprawdę szacun dla ciebie, że przebrnąłeś ;)!

  • cezar167

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #457 dnia: Grudzień 05, 2016, 10:34:31 »
0
Co robisz na codzien? Jakie sa twoje zrodla dochodu?

btw. zarobiles cos na swoich filmikach z YT? Wczoraj wbilem i jakies twoje szkolenie ma 25 tys wyswietlen. :O

  • Elitarny
  • *******
  • Żyć na własnych zasadach
  • Reputacja: +264
  • Wiadomości: 1284
  • Miejsce pobytu:
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #458 dnia: Grudzień 05, 2016, 23:15:24 »
0
Jesteś mega ogarniętym i pewnym siebie gościem. Szacunek ze osiągnąłeś to z takiej pozycji. Wyobraź sobie: gdy do tego dojdzie hajs i stabilizacja - będziesz rozpierdalał !!

Dobry z Ciebie gość. Rób swoje.
"Pracuj ciężko w ciszy - to efekty zrobią hałas" - Baal

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #459 dnia: Grudzień 06, 2016, 08:49:00 »
0
Co robisz na codzien? Jakie sa twoje zrodla dochodu?

btw. zarobiles cos na swoich filmikach z YT? Wczoraj wbilem i jakies twoje szkolenie ma 25 tys wyswietlen. :O
Obecnie odliczam dni do wyjazdu do Anglii 8D

Moje źródła dochodu to lekcje angielskiego (teraz tylko 2x/tydzień po 50zł każda) oraz owo projektowanie organizacji. Ale głupi byłem i zawierzyłem się firmie (aptekom), która mnie kopnęła w tyłek, gdy nie byłem już potrzebny (i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zapewniali o czym innym). Życie.

Przez takie postępowanie w rejonach kwietnia/maja zacząłem dziękować moim klientom z angielskiego, żeby móc tam spędzić więcej czasu. Teraz jest to trudne do odbudowania :(



Jesteś mega ogarniętym i pewnym siebie gościem. Szacunek ze osiągnąłeś to z takiej pozycji. Wyobraź sobie: gdy do tego dojdzie hajs i stabilizacja - będziesz rozpierdalał !!

Dobry z Ciebie gość. Rób swoje.
Dziękuję :wstydzioch:

  • Ghostface

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #460 dnia: Grudzień 06, 2016, 09:29:45 »
0
Kurde,  Damian.
Przecież to firma siostry Twojej byłej. Czego Ty się spodziewałeś po tym, jak kopnęła Cię Agata? Poza tym - ja tu widzę sprzeczność. Duzo mówisz o byciu przedsiębiorcą, a liczyłeś na typowe dla etatu "bezpieczeństwo zatrudnienia"?

Szukasz w ogóle innej pracy? Czy zlewasz zupełnie i jedziesz do Nmofmaka?

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #461 dnia: Grudzień 06, 2016, 09:40:19 »
0
Kurde,  Damian.
Przecież to firma siostry Twojej byłej. Czego Ty się spodziewałeś po tym, jak kopnęła Cię Agata? Poza tym - ja tu widzę sprzeczność. Duzo mówisz o byciu przedsiębiorcą, a liczyłeś na typowe dla etatu "bezpieczeństwo zatrudnienia"?

Szukasz w ogóle innej pracy? Czy zlewasz zupełnie i jedziesz do Nmofmaka?
Co racja, to racja. Jednak Agatka tu za wiele niekoniecznie musiała mieć przede wszystkim z tego względu, że między nami nie było już najlepiej, gdy z nimi zaczynałem, a mimo to działali.

I nie liczyłem na bezpieczeństwo zatrudnienia. Po prostu się wyżaliłem. Postawa składa się z dwóch komponentów - emocjonalnego i intelektualnego. Dużo piszę (intelektualny), ale nie doświadczyłem jeszcze pewnych spraw (emocjonalnie). Dopiero teraz mam pełen obraz tego co i jak działa. Lekcję wyciągam - robić swoje w takim zakresie w jakim się zobowiązujesz i tyle. Chcesz, żebym się bardziej zaangażował? Zapłać. I tyle.

Szukam nowych możliwości i klientów. Byłem na spotkaniach TBŁ, BNI, powysyłałem maili, mam wywiady z przedsiębiorcami, więc ich też się pytam. Ogólnie działam. Co przyniesie życie? Nie wiem, ale nie będę biernie czekał. Za to jak już wyczerpię wszystkie możliwości i będzie chuj, to mówię "Bye, bye" :P

Jeszcze po nowym roku jedna przedsiębiorczyni ma się się do mnie odezwać (i będę ją o to pytał, bo to moja dietetyczka), bo zaproponowałem jej, że nauczę jej podstaw przemawiania publicznego:
- schematy prezentacji,
- wystąpienia przed kamerą i nagrywanie,
- zna podstawy ogarnięcia się, gdyby chciała zacząć z yt
- itd.
Efektem ma być to, że będzie miała ogarniętą 20sto minutową prezentację swojej firmy, 10cio minutową, 5minutową, 2-3minutową, 1minutową (elevator pitch), 40s (BNIowską), 30s (moją 8D) i 10s (też moją 8D).

Nie znasz kogoś, kto chciałby się nauczyć robić prezentacje 8)? Za to wyżej (siedzę i robię prezentację, później nagrywamy, analizujemy, tworzymy prezki, ja je sprawdzam itd.). Całościowo zmieszczę się w 1 tygodniu, ale przy mocnym ciśnieniu. Koszt to 1000zł netto (koszt całkowity, nie wystawiam faktur 8D).
« Ostatnia zmiana: Grudzień 06, 2016, 09:42:19 wysłana przez Smiler »

  • Low

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #462 dnia: Grudzień 06, 2016, 10:28:35 »
+1
Dopiero teraz miałem dłuższą chwilę na przeczytanie Twojego wpisu i cieszę się, że zrobiłem to na spokojnie.
Imponuje mi Twoje samozaparcie i wiara w siebie. Daleko mi do takiej i czasami mam wrażenie, że ja swoje "niemożliwe cele1" osiągam tylko poprzez realizowanie swoich celi przyziemnych i realnych do zrealizowania. Te niemożliwe przychodzą mi tak bardziej przy okazji, a nie, że powiedziałem sobie kiedyś "tak właśnie zrobię", bo muszę naprawdę mocno w to uwierzyć i mieć jasno określony plan, żeby móc tak powiedzieć. A z niemożliwymi celami się tak w moim przypadku nie da. Chociaż niby jeden mam, ale boję się go jak cholera mimo, że jest bardziej możliwy niż niemożliwy. U Ciebie to przychodzi Ci łatwo i to jest zajebiste.
Wielu ludzi na pewno Ci tego zazdrości, jeżeli to dostrzegli. Czasami mam tylko wrażenie, że przydałoby Ci się "mniej myśleć", analizować i planować, a bardziej działać, wpierdalać się wszędzie, wypuszczać coś nawet, jak nie jest w Twoim odczuciu do końca przemyślane/udane. Tego zazdroszczę właśnie ludziom o niskim ilorazie inteligencji. Chociaż mimo, że ja myślę, że mi by się to przydało, to może u Ciebie by to nie działało, bo masz inny charakter. Czasami po prostu wydaje mi się, że ludzie, którzy mniej myślą, mają lepiej, bo gdy dostaną jakiś bodziec, np. obejrzeli właśnie zajebistą walkę Kliczko, to od razu korzystają z motywacji i inspiracji zapisując się na boks. A Ci inteligentni są tak samo zainspirowani, ale układają plany, sprawdzają, czy treningi nie kolidują z ich zajęciami, a koniec końców boją się złamanego nosa albo jakiegoś innego uszczerbku na zdrowiu i się nie zapisują. Kto wie, ile swoich marzeń już tak zakopałem. Tak czy inaczej, staram się z tym walczyć.
W każdym razie - jesteś wielki i napierdalaj dalej bez względu na wszystko.
A jeżeli kiedykolwiek będziesz zastanawiał się, czy jest jeszcze ktoś, kto poza Tobą wierzy w Twoje wielkie plany i cele, to pamiętaj, że ja zawsze taką osobą będę.


1 w cudzysłowie, bo te cele tak naprawdę są możliwe do zrealizowania, ale potrzeba do tego środków, planu, ogromnej wyobraźni, wiary etc

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +545
  • Wiadomości: 5379
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #463 dnia: Grudzień 06, 2016, 14:34:22 »
+2
Zasłużony plusik za to Low, bo rzeczywiście tak jest. Sam zresztą mam przygotowaną jedną mowę publiczną związaną idealnie z tym tematem, ale jeszcze na nią przyjdzie czas ;). I fakt - czasami fajnie byłoby być głupkiem



A tak z dzisiejszych doznań
Z promotorem pracy doktoranckiej się ustawiłem na dyżur. Napisałem mu, że będę bliżej 11:00, na co on odpisał, że punkt 11:00 kończy w ogóle (dyżur ma od 10:30 do 11:30, ale oczywiście Smilerek nie pomyślał, że może są inni studenci, którzy chcieliby się z nim spotkać :( ). W każdym razie wybiłem z domu jak najszybciej się dało i zdążyłbym na 10:45, ale po drodze jakiś bezdomny miał atak padaczki i sromotnie wyrżnął głową o beton... więc podbiegłem i zacząłem pomagać jednej osobie, która też już mu pomagała.

Jestem z siebie dumny, bo:
- szybko zareagowałem,
- utrzymałem czystość umysłu,
- sprawdziłem czy ktoś dzwonił po karetkę,
- momentalnie zacząłem czegoś szukać, żeby mu włożyć między zęby,
- troszkę się brzydziłem śliny i bezdomnego, ale też sobie z tym poradziłem,
- gdy skończył się atak, polatałem po sklepach obok w kwestii pomocy,
- ludzie ze sklepu turystycznego naprzeciw zdarzenia przyszli z takim aluminiowym kocem (chuj wie jak to się nazywa 8D),
- później jeszcze przynieśli taką ściereczkę pod głowę,
- nawiązałem kontakt z bezdomnym (Sławkiem 8) ) i udało mi się sprawić, żeby wysiedział na miejscu,
- załatwiłem łyżkę drewnianą i szmatkę na wypadek, gdyby miał drugi atak od pani ze sklepu z rzeczami za 5zł,
- spacyfikowałem nastroje w grupie osób, które się tam zebrały i czekały na karetkę ("No ileż można czekać?", "Kiedy oni przyjadą?", "20 minut temu dzwoniłam!") w ten sposób, że najpierw się z nimi zrównałem ("Prędzej by telewizja przyjechała niż ta karetka"), aby później ich móc wyciągnąć tym, że to nie wina karetki i ratowników, ale "systemu" itd. (najprostsza technika, zawsze skuteczna, szukać winnego poza zasięgiem, ale jasno go wskazać) i że jak oni przyjadą, to im trzeba pomóc i się ich słuchać (żeby ci ratownicy nie mieli nad sobą starych bab, które im pierdolą do ucha z pretensjami, że tu już 30min czekają, a żeby oni mogli sprawnie wykonać swoją pracę :O),
- jak przyjechała karetka, to z dala już do nich machałem, wskazując im miejsce,
- gdy przyszły odpowiednie służby na szybko ich poinformowałem co i jak, ale tutaj prym wiódł ten facet, który pierwszy zareagował,
- podporządkowałem się poleceniom od ratowników (oni wiedzą lepiej :) ),
- przez cały czas wykazywałem się inicjatywą ^_^,
- a na sam koniec podziękowałem temu pierwszemu mężczyźnie za działanie!

No i spóźniłem się na dyżur i dla mnie czasu już nie było :(.

Za to wracając pomyślałem, że zrobię sobie Mikołajki, bo w sumie dzisiaj 06.12.2016r.


Z tego względu chciałem obdarować ludzi radością, więc wpadłem do tych osób ze sklepu turystycznego i tego z rzeczami za 5zł, żeby im podziękować (w sumie powinienem to zrobić od razu po zdarzeniu, ale od tamtego czasu nie minęło nawet 30min). Podziękowałem za inicjatywę, dobrą postawę, powiedziałem, że to ważne, że można na nich liczyć w takich sytuacjach. Pozytywne wzmocnienie dobrej, obywatelskiej postawy, to podstawa. I taki prezent dostałem od Boga na Mikołaja.

Fajnie. Jaram się ^_^

PS
Wszystkim forumowiczom życzę wesołego dnia Mikołaja, a ten gif na górze jest specjalnie dla was ;D!!!

  • wariat

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #464 dnia: Grudzień 06, 2016, 22:01:01 »
0
Szczerze to gdybym był z Łodzi zapewne na terapie poszedłbym do Ciebie! I płaciłbym tyle samo co lekarzowi prywatnie :) (wiesz o czym mówię? mam nadzieje  8D)

Jestem dumny z ciebie, i przez te 7 lat? ciągle gdzieś obok twojego boku jestem i nawet nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę :) Pierwsze sztuka uwodzenia a później żyjwiecej i mówcie co chcecie ale ten czas zapierdala niemiłosiernie :D Kibicuje Ci jak zawsze i licze na to, że będzie nam to dane poznać się bliżej  :troll:

A co do samego postu to podszedłem do tego dosyć emocjonalnie więc nie będę się rozpisywał bo zapisałbym drugie tyle co ty  8D