Autor Wątek: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra  (Przeczytany 134799 razy)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +552
  • Wiadomości: 5401
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #375 dnia: Luty 03, 2014, 21:22:22 »
0
@wariat: obecnie realizuję kilka zleceń www i zakładam startup - szkołę językową (już mam 2 klientów).

@cezar: MBA brzmi fajnie, niemniej jednak wolę doktorat... z przyzwyczajenia i z tego, że zależy mi na terenie Polski. Jasne - książki można pisać bez doktoratu, ale mnie chodzi o wzmocnienie przekazu. Poza tym mam świetny pomysł na pracę, a na doktoracie mam zajebistą ekipę, która mi pomoże (głównie myślę o moim promotorze - prof. Koneckim).

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +552
  • Wiadomości: 5401
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #376 dnia: Luty 26, 2014, 14:46:07 »
+2
TEMAT: WIELKI PRZE/WY-GRANY



Spis Treści
1. Marzenia się spełniają #1
2. Marzenia się spełniają #2
3. Marzenia się spełniają #3
4. Czasami po prostu trzeba odpuścić
5. Nadzieja




1. Marzenia się spełniają #1
Przeszły rok poświęciłem na napisanie warsztatów OZDB pt. "Potęga myśli", które traktują o tym jak myślenie wpływa na człowieka. W sposób naukowy udowodniłem, że "jesteś tym, czym myślisz, że jesteś"... A ja przez ostatni czas bardzo intensywnie myślałem o pewnej rzeczy, która jest mi niezbędna do realizacji większego przedsięwzięcia:


Kamerze Kodak Playsport ZX5. O której dowiedziałem się dzięki Konradowi (Thinkerowi; dzięki Młody ;)! ). Kosztowała mnie 380zł i powiem, że to bardzo niewiele jak za taką jakość w stosunku do ceny. Kamera nagrywa w HD 1080 oraz 720. Przy 720 ma opcję 60 klatek na sekundę, więc można miotać niezłe slowmotion ;).

Moje życie za chwilę się bardzo zmieni, bo wreszcie zacznę... nagrywać swojego wymarzonego vloga!



2. Marzenia się spełniają #2
Przeszły rok poświęciłem na napisanie warsztatów OZDB pt. "Potęga myśli", które traktują o tym jak myślenie wpływa na człowieka. W sposób naukowy udowodniłem, że "jesteś tym, czym myślisz, że jesteś"... A ja przez ostatni czas bardzo intensywnie myślałem o pewnej rzeczy, której bardzo pragnąłem od pewnego czasu:


Pióra Sheaffer Gift 100 9308... Pióro jest po prostu piękne. Swoim blaskiem chromowanego srebra i niespotykanym kolorem mieni się nie tylko w świetle, ale przede wszystkim w moim sercu. Kurwa - szaleję na jego punkcie. Nie wiedziałem nawet, że mama zaoferuje się, żeby mi je kupić jako prezent w ramach obrony magisterki. Gdy to zaproponowała, zgodziłem się. Jak człowiek od ludzi dostaje kasę na urodziny/prezent, to ona szybko znika i nie zostawia wspomnień. A teraz mam coś, co mi zawsze będzie przypominało o mamie, gdyż napisała mi wspaniałą dedykację:

Żyj tak, by wspomnienia były dla Ciebie źródłem szczęścia, a pióro przelało na papier to, co w sercu i umyśle.
Z okazji obrony pracy magisterskiej, Mama
27.01.2014 r.




3. Marzenia się spełniają #3
Przeszły rok poświęciłem na napisanie warsztatów OZDB pt. "Potęga myśli", które traktują o tym jak myślenie wpływa na człowieka. W sposób naukowy udowodniłem, że "jesteś tym, czym myślisz, że jesteś"... A ja przez ostatni czas bardzo intensywnie myślałem o prowadzeniu własnego biznesu. Ktoś, kto bacznie obserwuje mój dziennik, jest w stanie wyłapać, że moim marzeniem od zawsze (od momentu, gdy dojrzałem) było właśnie prowadzenie firmy. Próbowałem już naprawdę w wielu dziedzinach. Za każdym razem ponosiłem porażkę, ale też za każdym razem drastycznie zbliżałem się do sukcesu. Finalnie zacząłem udzielać korepetycji z angielskiego:


Zauważyłem bowiem, że jest duży popyt wśród ludzi, którzy może i rozumieją, gdy się do nich po angielsku mówi, ale mają problem z mówieniem w tym języku... i nie obchodzi ich to kto jakie szkoły skończył, ale to jak kto mówi po angielsku. Ja mówię bardzo dobrze - płynnie i konkretnie, umiem też po angielsku myśleć. W związku z tym zacząłem tego uczyć.

Na razie w formie korepetycji ułożonych pod kurs, który jest w wersji beta. W przyszłości będę chciał go zmodyfikować, bo już widzę, że trzeba zmienić rozkład zajęć. W każdym razie mam już pierwsze sukcesy.

Poza tym śmiagam też po znajomości strony www, więc trochę grosza wpadło. Zaczynam wychodzić na prostą, co mnie bardzo cieszy! Wreszcie pojawiają się jakieś oznaki sukcesu... po tylu latach.



4. Czasami po prostu trzeba odpuścić
Kończę projekt "W 100 dni do 100". Przegrałem. Ostatnio przeżywałem z tego powodu ogromne doły. Dlaczego? Bo włożyłem w to wszystko masę starań - treningów oraz diety, a efekt był taki, że nie tylko nie schudłem... ale przytyłem! Dziś waga mi wskazała 107,5, a zaczynałem na 105. No to kurwa! O CO CHODZI?! PIERDOLĘ!!! I tak siebie w tej kwestii znienawidziłem, że ostatnio sobie wyobrażałem, że biorę nóż i wykrajam tłuszcz. Łapię za te fałdy i tnę jak mięso u rzeźnika. Plaster po plastrze...

Tak się wkurwiłem, że mała głowa! Szlag mnie trafił, płakałem. Ileż można!!!

Człowiek się stara i stara, a od życia dostaje tylko pierdolony środkowy palec. Rozumiem, że się stoi w miejscu, ale żeby kurwa jeszcze tyć?! Chciałem schudnąć, jasne... ale teraz to się nawet zacząłem bać, że przytyję! Pierdolę to wszystko! Nie mam już najmniejszego zamiaru się katować tak, jak wcześniej!

Gdzieś tam w głowie mi brzęczy taka myśl, że jak chcesz znaleźć miłość życia, to gówno dostaniesz, ale jak tylko z tego zrezygnujesz - nagle trafia Cię Kupidyn. Dokładnie tak było z moją Agatką. To samo z kasę - szukasz i szukasz i nic. Dojdziesz do wniosku, że jej nie potrzebujesz i nastawiasz się na inne życie - bum! NAGLE pojawiają się okoliczności. Dokładnie tak samo jest teraz z moim życiem finansowym. I tak sobie myślę, że jak sobie odpuszczę, to może nagle schudnę... i właśnie tą myśl też chcę zabić. Nie ma już nic. KONIEC Z TYM! NIE MAM ZAMIARU NAJMNIEJSZEGO SIĘ STARAĆ O LINIĘ I WAGĘ!!!

Czy rzucam sport? Nie! Broń Boże! Bardzo go lubię, ale mam już dosyć życia pod kreską kalendarza, pod presją, że coś muszę! PIERDOLĘ! NIC NIE MUSZĘ! ZA TO WSZYSTKO >MOGĘ<. Nie mam zamiaru iść na trening i robić go "tyle a tyle", żeby mieć "taki a taki efekt". Pierdolę liczenie kalorii i sprawdzanie wszystkiego pod względem zawartości białka, tłuszczy i węglowodanów. Mam dosyć odkładania sobie jakiś przyjemności, bo "nie powinienem", bo "jestem na diecie", bo "powinienem być przykładem".

Pierdolę to! PIERDOLĘ TO DO KOŃCA! NA ZAWSZE I WSZĘDZIE! JEBIE MNIE TO!

Zawsze chciałem schudnąć. Naprawdę. Dlaczego odchudzanie jest dla mnie ważne? Dlaczego chciałem wyglądać jak na tej wizualizacji?


Nawet wymieniałem kiedyś powody, dla których chciałem, aby to się stało. Chętnie mogę to zrobić jeszcze raz:
1. Zawsze byłem gruby... ludzie się ze mnie śmiali.
2. Nadwaga niszczy mój kręgosłup i stawy.
3. Przez to, że jestem kawałem tłustego i pierdolonego wieprza, jestem śpiący, mało aktywny i w ogóle czuję się "jak nie ja". Wiem, że stać mnie na więcej, ale nie mam takiej werwy, jaką mógłbym mieć, gdybym był normalny.

No i teraz najważniejsze:
4. Odchudzanie to z tych wszystkich "samorozwojowych projektów" najprostsza sprawa do zrealizowania. Ja jestem trenerem, a nie umiejąc zrealizować tak trywialnej sprawy, pokazuję, że jestem nieskuteczny. To bardzo boli... zwłaszcza, gdy się chce być dla ludzi przykładem... pokazywać im, że mogą się wydostać z każdego dołka. Ale jak masz komuś pomóc, jak nie umiesz pomóc samemu sobie?
5. PIERDOLONA BEZRADNOŚĆ! Nienawidzę jej. Po prostu kurwa nienawidzę! Starasz i starasz, działasz... i nic. Nie ma nic gorszego! To tylko wzmacnia nienawiść w stosunku do siebie. Ta pustka i obojętność świata wobec tego, co robisz. Świata? Co ja gadam? SWOJEGO WŁASNEGO CIAŁA! Patrzenie w lustro staje się największą karą za Twoje życie, bo widzisz w nim kogoś, kogo nienawidzisz z całego swojego serca, najbardziej na świecie. Gdybym schudł, wreszcie zrzuciłbym swoje kajdany.
6. Ciało mi przypomina, że nie mam nad nim władzy... Że nie to nie JA tworzę moje ciało, ale MOJE CIAŁO tworzy MNIE. I dlatego jest to dla mnie takie ważne. Ten cały rozwój osobisty to przecież TWORZENIE SIEBIE, a nie bycie tworzonym... i właśnie dlatego chciałem schudnąć - żeby udowodnić sobie, że mogę pokonać każdą przeciwność losu.
7. No i na sam koniec wisienka na torcie - gdy jestem gruby, przypominam swojego ojca. Nie jestem do końca taki jak on, ale pewne zwykłe aspekty otyłości, jak np. druga bródka, kojarzą mi się bezpośrednio z nim. Chyba więcej pisać nie muszę?

Nigdy nie kupowałem sobie rzeczy, bo wierzyłem, że opłaca się to zrobić dopiero jak schudnę. Przez co ostatni czas chodziłem ubrany jak lump - dwie pary spodni, trochę sweterków. Zawsze się wstydziłem swoich "cycków", które znać przez bluzki i koszulki. Wyglądem przypominam gruszkę - wielka dupa, jak u kaczki no i grube uda oraz brzuch. Wszystko to takie jakieś nieregularne, niezgrabne. Niektórzy jak przytyją to mają wielki bęc i tyle... a u mnie wszystko wchodzi w dupsko, uda i dolne partie brzucha. Zawsze się tego wstydziłem.

A teraz pierdolę. W tym tygodniu chciałbym kupić sobie spodnie. Przestać się tym tłustym dupskiem martwić. Kupię sobie też jakieś buty na wiosnę, bo nie mam. Albo nie - dwie pary spodni, jak znajdę coś fajnego. Z tym może być problem, bo teraz szyją jakieś rurki jak dla pedałów, a ja - że mam wielką dupę - potrzebuję dużej rozmiarówki.

Rzucam to.

Jak sobie pójdę pobiegać, to dla przyjemności. Nie mam już zamiaru biegać, żeby wypocić tłuszcz, czy tego typu pierdoły. Jeśli już, to będę sobie stawiał cele w stylu "przebiec 10km na raz z czasem poniżej godziny". Nie będę chodził na siłownię, żeby schudnąć. Po co? Wolę chcieć zrobić sobie np. 100 pompek na raz, bo z tym miałem zawsze problem (najwięcej zrobiłem w życiu 60). Nie mam zamiaru już ćwiczyć dla odchudzania. Pierdolę. Będę sobie stawiał inne, konkretne cele... niezależne od wagi.

Ale póki co - pierdolę również sport.

Przez ostatni czas uprawiałem go tak często i ciężko, że już nim rzygam. Nie chce mi się. Nie chce mi się mieć tych pierdolonych zobowiązań w kalendarzu, karać siebie za to, że nie odbyłem treningu, że zacząłem ćwiczyć później niż zwykle. Pierdolę to. Nie będę ćwiczył w ogóle. Nie ma ćwiczeń = nie ma problemu.

Chce wreszcie zerwać te pierdolone pęta w głowie, a nie zrobię tego inaczej niż paląc za sobą wszystkie mosty.

To samo z żarciem - dosyć katowania się dietami, IFami, Primalami i innym gównem. Pierdolę. Będę jadł smacznie (bo lubię, a co!) i zdrowo. Nie mam jednak zamiaru żałować sobie jakiś pyszności (co też nie oznacza, że będę jadł tylko syfy). Po prostu zdrowa równowaga - jestem głodny, to jem. I se będę żarł, co wpadnie pod pysk (ze szczególnym uwzględnieniem warzyw i owoców) i chuj.

I koniec z codziennym ważeniem. Kalyania dobrze mi podpowiadała w temacie projektu "W 100 dni do 100":

Mam prośbę do Ciebie, Damianie. Waż się rzadziej. Dla komfortu psychicznego. Może co 4-7 dni?

Od teraz ważę się raz na tydzień, w poniedziałek... żeby ewentualnie wiedzieć czy jest ze mną wszystko ok.

Kasuję też wszystkie fotki z aparatu. Co wieczór robiłem sobie zdjęcia ciała, żeby udokumentować moje odchudzanie... niemniej jednak rzucam to, więc i fotki znikają. Dość katowania samego siebie.



5. Nadzieja
Mówi się, że "nadzieja umiera ostatnia" i dlatego chcę ją zabić pierwszą. Będzie to strasznie ciężkie, bo przez ostatnich kilka lat żywiłem się wiarą, że mi się uda i że nie należy się poddawać, że należy walczyć do zwycięstwa.

Do odchudzania obecnie podchodzę na chłodno - czysta kalkulacja zysków i strat. Wynik? Koszta są za duże. Płacz, wkurwienie, wnętrze przeorane we wszystkie strony, nienawiść w stosunku do siebie, wyjałowione emocje... a ja po prostu chciałbym móc siebie kochać. Kochać? Kurczę, przesadzam... ja chciałbym móc chociaż troszeczkę siebie lubić. Nic więcej. Po prostu nie patrzeć z nienawiścią w lustro. Uśmiechnąć się do niego od czasu do czasu i mieć świadomość, że druga strona mojej rzeczywistości ten uśmiech szczerze odwdzięczy. Tylko tyle. Czy to tak dużo? Dla kogoś, kto nie mierzył się z takimi problemami, to tylko kwestia odbicia... dla mnie jest to kwestia życia. Niemniej jednak, jeśli mam żyć dalej tak, jak teraz... to wolę umrzeć i narodzić się na nowo.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=JanoOe-HtEo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=JanoOe-HtEo</a>

  • outslider

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #377 dnia: Luty 26, 2014, 17:52:22 »
0
Może faktycznie odpuść sobie na 2-3 miesiące i wtedy zacznij znowu się odchudzać. Tym razem zrób to zupełnie inaczej niż do tej pory, bo ewidentnie robisz coś nie tak. Po prostu nie znalazłeś odpowiedniej dla siebie metody.

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +277
  • Wiadomości: 1412
  • Miejsce pobytu:
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #378 dnia: Luty 26, 2014, 18:40:15 »
+1
Ułożyłeś piękną racjonalizację, dlaczego warto się poddać.

Robiłeś 3100 kcal w treningowe i 1837 w nietreningowe na CUT-cie.
Ja robię 3000 kcal w treningowe i 2000 w nietreningowe na BULKu.

Moim zdaniem przeszacowałeś kalorie, a to jest delikatna sprawa, opatrzona błędem rzędu nawet 10%. Gadaliśmy na ten temat, to jest kwestia dopasowywania diety, a nie policzenia i nadziei że jakoś to będzie.

A to właśnie chcesz teraz zrobić? Trener samorozwoju postanowił, że zamiast brać życie w swoje ręce, po prostu odpuści i "jakoś to będzie", żeby móc uciec od swojej frustracji do krainy bezpiecznej ignorancji.

Chociaż może faktycznie lepiej Ci to wyjdzie dla zdrowia niż (o zgrozo) zaplanowane wpierdalanie pół kilo jabłek dziennie. Ładowanie fruktozą przy odchudzaniu, świetna droga.

Nie próbowałeś jeszcze połączyć IF z ograniczaniem węglowodanów. Masz dość katowania się? Jeszcze niczego nie widziałeś.

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +612
  • Wiadomości: 1843
  • Miejsce pobytu:
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #379 dnia: Luty 26, 2014, 19:24:41 »
0
Nareszcie... Jak naprawdę będziesz to wypieprzył to zobaczysz efekty, tylko się nie napalaj.

Działaj misiek ;*

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +338
  • Wiadomości: 1153
  • Miejsce pobytu:
    • Wodzu Organization
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #380 dnia: Luty 26, 2014, 23:15:52 »
0
Gratulacje wygranych i przegranych, przegrane nas dużo uczą!!

Kurcze, faktycznie uważam, ze trener samorozwoju, który sam nie umie osiągnąć tego co chce to dupa a nie trener. Ale w twoim przypadku, to odchudzanie stało się już obsesją... i dlatego nie działa i nie zadziała. Nie ma nic wspólnego z samorozwojem, jest autodestrukcją (może nawet z jakiś innych powodów?)

Już dawno Ci pisałam o mnie i o tym, jak próbowałam zrzucić 20kg, i nic i jak się wkurwiłam stwierdziłam: pierdole! to po roku się okazało, że 15kg gdzieś zniknęło "samo"

Teraz odpocznij! Pierdol sport i odchudzanie, pierdol swoją wagę... ale jak już ochłoniesz, zacznij zdrowo jeść tylko dla samego zdrowia, wybierz jakiś sport, który będziesz robił dlatego że Ci się podoba a nie żeby schudnąć...
Jesteś trenerem samorozwoju i musisz dawać przykład zdrowych nawyków, ale nie musisz się katować. Przecież na pewno wiesz gdzie jest granica  ;P . A żyjąc zdrowo, na pewno będziesz też miał zdrowe ciało i będzie to widać (jeśli w twoim wypadku zdrowe ciało to takie jak masz, to nic się nie zmieni, ale też nie masz się czym martwić, a jeśli nie to będą efekty). Nie o chudość w życiu chodzi tylko o zdrowie!!!!

Tak naprawdę okłamujesz siebie jak mówisz, że jesteś gruby. Widziałam Cię!! gruby to jest taki:

 
Sky is NO limit :)

  • Dyskutant
  • *****
  • Nic nie muszę, ale mogę wszystko!
  • Reputacja: +87
  • Wiadomości: 374
  • Miejsce pobytu: Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #381 dnia: Luty 28, 2014, 19:14:42 »
0
bo teraz szyją jakieś rurki jak dla pedałów, a ja - że mam wielką dupę - potrzebuję dużej rozmiarówki.

Dokładnie tak :D

Co to postu to najbardziej podoba mi się że często padało słowo "pierdolę to" i wiesz co mi się przypomniało? "Fuck it" :)

Po prostu niech się kurwa dzieje co chcę żyjesz jak chcesz robisz co chcesz jesteś Panem swego życia i pierdolisz reszte!

Polecam ;D
"Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy."

Éric-Emmanuel Schmitt

http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=301.0

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +277
  • Wiadomości: 1412
  • Miejsce pobytu:
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #382 dnia: Luty 28, 2014, 22:53:07 »
+4
Zastanawiam się, skąd podejście, że jak się wszystko pierdoli to się nagle samo zaczyna układać? To tak jakby mówić, że ten kto się w ogóle nie uczy, najwięcej wie, ten, kto nie ćwiczy, ma najlepszą sylwetkę, i tym podobne głupoty. Zasada "wyjebania" działa tam, gdzie są jakiekolwiek podstawy do jej działania, czyli np w relacjach międzyludzkich, bo "wyjebaniem" subkomunikuje się pewne cechy charakteru.

Pierdolenie zdrowia i sylwetki nie doprowadzi do zdrowia i sylwetki. Nawet jeśli ludziom udaje się mieć pewne rzeczy, nie zwracając na nie dużej uwagi, to z całą pewnością nie jest to zasługa postawy, tylko nieświadomego robienia odpowiednich rzeczy.


Smiler wcale się nie zdystansował do swojego celu, co byłoby na miejscu, tylko zwyczajnie się poddał. Dystansu nie nabiera się przez brak efektów, tylko przeciwnie, przez posiadanie tych efektów i zauważenie, że one wcale nie są takie potrzebne.
« Ostatnia zmiana: Luty 28, 2014, 22:55:44 wysłana przez Zeff »

  • Sympatyk
  • ****
  • Szczerze ? Jebie mnie to...
  • Reputacja: +44
  • Wiadomości: 196
  • Miejsce pobytu:
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #383 dnia: Marzec 01, 2014, 01:00:50 »
0
Cóż ja na swoim przykładzie od jakiegoś czasu prowadzę wojnę o przybranie na wadzę. Co tylko nie spróbuje to przegrywam i zaliczam kolejne porażki. Pewnego upalnego dnia, usiadłem daleko od cywilizacji z dwoma zimnymi browarami i zastanawiałem się czemu to nie działa. Otóż podsumowując potem na spokojnie już w domu, okazało się że brakuje mi około 400-600 kcal dziennie bym miał jakąkolwiek szansę na przybranie na wadzę, a nawet jeśli już udawało mi się to osiągnąć zakładany plan, wszystko robiłem w pośpiechu i sporadycznie tylko w niektóre dni. Podsumowując dawałem z siebie jakieś 60-70% co właściwie okazywało się syzyfową pracą. Efektów żadnych nie osiągnąłem do dziś, jednak wiem jedno. Jeśli takowe chce osiągnąć muszę dawać z siebie 100% przez cały okres bez żadnych wyjątków, dopiero wtedy mogę powiedzieć, że zrobiłem wszystko a mimo to coś zawsze może pójść nie tak. I dalej będę się zastanawiał czy faktycznie nic więcej nie idzie dołożyć ;).
"Doktor był dentystą, z którego konieczność zrobiła hazardzistę; dżentelmenem, z którego choroba zrobiła pogranicznego włóczęgę; filozofem, z którego życie zrobiło złośliwego dowcipnisia... prawie martwym przez chorobę i równocześnie najzręczniejszym i najszybszym, śmiercionośnym człowiekiem."

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +612
  • Wiadomości: 1843
  • Miejsce pobytu:
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #384 dnia: Marzec 01, 2014, 14:49:00 »
0
Smiler wcale się nie zdystansował do swojego celu,
Smiler zafiksował się na żarcie, wszędzie gdzie był widział żarcie, każdy kawałek żarcia przeliczał na kalorię, białko, węglowodany i tłuszcze. Czym bardziej czegoś chcesz - tym większą wartość temu nadajesz, tym więcej o tym myślisz. Czym bardziej czegoś nie chcesz - tym większą wartość temu nadajesz, tym więcej o tym myślisz. Im bardziej czegoś nie chcesz tym bardziej to przyciągasz.

Nie zdystansował się, ale wykonał pierwszy krok w tym kierunku. I prawdopodobne że w tym momencie zacznie się obżerać wszystkim niezdrowym co znajdzie się w jego polu widzenia, a jak tam nie będzie niczego takiego to zmieni miejsce. W pewnym momencie jednak mu to zbrzydnie i zacznie wprowadzać zdrowe urozmaicenia do swojego życia.

Jest jedna różnica pomiędzy jego zdrowym jedzeniem teraz a tym jak będzie robił za jakiś czas (zakładam). Teraz robił to z musu, pod presją i ciśnieniem. Teraz będzie robił to na wyjebaniu, nie będzie miał stresu. I w chuj lepiej dla niego żeby jadł na czuja ze zdrowymi nawykami od czasu do czasu wychodząc na kebsa czy pizze niż pod stresem liczył każdą kalorię.

Zakładając jeszcze do tego że znajdzie sobie sport który go jara, na który będzie potrafił wstać o 6 rano z uśmiechem na mordzie tak jak dla mnie kickboksing czy dla Owcy bieganie to zejdzie z wagi spokojnie. Nie mówię tu że dojdzie tu do 10% bf ale normalnej zdrowej sylwetki.

http://img822.imageshack.us/img822/9553/nawi.jpg
Mówię to ze swojego przykładu. Jestem typowym endo, nigdy nie byłem chudy. Jak spiąłem poślady i jadłem jeden posiłek dziennie to potrafiłem zejść do 74 kg w 2010roku, wyglądałem jak kościotrup. Nie podobało mi się, to zacząłem robić masę - doszedłem do rekordu ponad 87 kg w 2012 roku. Potem przyszła książka Fuck It, odstawiłem diety, wpieprzałem wszystko i spełniałem tylko swoją pasję - ćwiczyłem kickboksing, po pół roku pieprzenia i masz moją sylwetkę na trzecim zdjęciu. Jak dla mnie jest ok. Teraz dalej ćwiczę i utrzymuje wagę 76-80 kg. Mając wyjebane... A w kontekście schudnięcia myślę tylko dlatego żeby zejść dwie kategorie wagowe w kb niżej, żeby nie mierzyć się z ludźmi pokroju ósmego którzy mają prawie dwa metry.

I wiesz co teraz robię? Wprowadzam sobie zdrowe nawyki do mojego życia. Wprowadzam bo chcę! Dla zdrowia, żeby lepiej spać, mieć więcej siły na treningu, więcej ochoty na seks i żeby łatwiej mi się wstawało. Staram się jeść zdrowy przedtreningowy (żeby nie zalegał mi na żołądku i mógł dać z siebie 100% na treningu), zdrowy przed snem (twarożek ze śmietaną i dodatkami), zdrowe śniadanko itp. Ale nic na siłę, robię to bo chcę, ja, sam.

Jeśli nie planujesz profesjonalnej kariery to nie widzę sensu liczenia każdej kalorii, białka i grama tłuszczu.

To że nie ma tu logicznej pożywki dla Twojego mózgu i tego nie łykasz Twoja sprawa. Na mnie działa i mi z tym dobrze, może Smilerowi też przyniesie efekty, czas pokaże.

  • Elitarny
  • *******
  • Żyć na własnych zasadach
  • Reputacja: +264
  • Wiadomości: 1284
  • Miejsce pobytu:
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #385 dnia: Marzec 01, 2014, 15:39:25 »
+1
Jeśli nie planujesz profesjonalnej kariery to nie widzę sensu liczenia każdej kalorii, białka i grama tłuszczu.

Zgadzam się z tym co napisałeś, to jest takie robienie czegoś za wszelką cenę. Ja też jem zdrowo, nie liczę kalorii, trochę odżywek, nie obżeram się na noc węglami żeby nie zalać się tłuszczem. Podstawy dobrego odżywiania. Idzie dobrze, brzuch spada, pojawił się zarys sześciopak a, a waga się trzyma przy 86 kg. Ciężko mi było zrzucić brzuch po masówce zeszłej zimy. Jedzmy zdrowo, efekty będą - muszą być.
"Pracuj ciężko w ciszy - to efekty zrobią hałas" - Baal

  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +277
  • Wiadomości: 1412
  • Miejsce pobytu:
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #386 dnia: Marzec 01, 2014, 18:18:44 »
+1
To że nie ma tu logicznej pożywki dla Twojego mózgu i tego nie łykasz Twoja sprawa.
Ależ ja to łykam i zgadzam się z każdym zdaniem, jakie napisałeś w tym poście.
Ja zauważam, że wyjebanie nie daje nic poza komfortem psychicznym, a efekty w postaci lepszej sylwetki pochodzą z nieświadomego działania na korzyść danego celu. Schudłeś, bo ćwiczyłeś kickboxing, a nie dlatego, że pieprzyłeś dietę.

Jeśli ktoś będzie ćwiczył i liczył kalorie, będzie naprawdę poświęcał temu dużo uwagi i podejdzie metodycznie i skrupulatnie, to będzie miał w oczywisty sposób lepsze efekty. Okupione stresem i frustracją, ale będzie miał.

Więc można ogólnie powiedzieć, że opisujesz zasadę Pareto, z którą ciężko się nie zgodzić.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +552
  • Wiadomości: 5401
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #387 dnia: Marzec 05, 2014, 19:03:43 »
0
Joł, joł... no to wdam się z Wami w małą dyskusję (czyt. odpowiem na niektóre wątki):



Może faktycznie odpuść sobie na 2-3 miesiące i wtedy zacznij znowu się odchudzać. Tym razem zrób to zupełnie inaczej niż do tej pory, bo ewidentnie robisz coś nie tak. Po prostu nie znalazłeś odpowiedniej dla siebie metody.
No właśnie ja chcę sobie odpuścić na zawsze. Tak na zawsze-zawsze. Nie chodzi tu o tryb życia, ale o nastawienie w głowie. Nie mam zamiaru już nic zmieniać w odchudzaniu, bo zbyt wiele razy tak robiłem. Po prostu chcę wyluzować. Bardziej BYĆ niż WYGLĄDAĆ. I tak - to boli, że nie mogę znaleźć na siebie jeansów, ale uważam że i tak nie wyglądam tragicznie ;)... co pomogła mi zrozumieć Kasia umieszczając fotkę, którą widać wyżej.



Ułożyłeś piękną racjonalizację, dlaczego warto się poddać.
To nie jest racjonalizacja - ja otarcie mówię, że się poddaję i że sobie odpuszczam i tyle. Gdybym sobie to racjonalizował, to tłumaczyłbym sobie dlaczego jednak już nie warto się odchudzać w kontekście osiągania celów. U mnie tego nie ma - ja otwarcie przyznaję się do porażki. Daję sobie z tym spokój i tyle. Przegrałem. Wszystko w temacie. Koszta są większe niż efekty, więc pierdolę. Potrafię się przyznać do błędu. Inna sprawa, że autentycznie potrzebowałem "pęknąć".



Robiłeś 3100 kcal w treningowe i 1837 w nietreningowe na CUT-cie.
Ja robię 3000 kcal w treningowe i 2000 w nietreningowe na BULKu.

Moim zdaniem przeszacowałeś kalorie, a to jest delikatna sprawa, opatrzona błędem rzędu nawet 10%. Gadaliśmy na ten temat, to jest kwestia dopasowywania diety, a nie policzenia i nadziei że jakoś to będzie.
Może tak, może nie. Gadałem wczoraj z Owcą na Skype i powiem Ci, że też stwierdził, że to jest fizycznie niemożliwe, żebym nie chudł, gdy mam deficyty kalorii.



A to właśnie chcesz teraz zrobić? Trener samorozwoju postanowił, że zamiast brać życie w swoje ręce, po prostu odpuści i "jakoś to będzie", żeby móc uciec od swojej frustracji do krainy bezpiecznej ignorancji.
Troszeczkę na odwrót - trener doszedł do wniosku, że jak wreszcie odpuści, to zacznie brać życie w swoje ręce.



Chociaż może faktycznie lepiej Ci to wyjdzie dla zdrowia niż (o zgrozo) zaplanowane wpierdalanie pół kilo jabłek dziennie. Ładowanie fruktozą przy odchudzaniu, świetna droga.
Dziękuję ;D



Nie próbowałeś jeszcze połączyć IF z ograniczaniem węglowodanów. Masz dość katowania się? Jeszcze niczego nie widziałeś.
Zeff... "odchudzam się" od prawie 10 lat i efekt tego jest taki, że... przytyłem. W naszym systemie ludziom płaci się wynagrodzenie za wysiłek - ja powziąłem OGROMNY wysiłek. W mojej głowie za to liczy się efekt, a efekt jest taki, że"odchudzam się" od prawie 10 lat i efekt tego jest taki, że... przytyłem.



Nareszcie... Jak naprawdę będziesz to wypieprzył to zobaczysz efekty, tylko się nie napalaj.

Działaj misiek ;*
Wiem, wiem... A świadomość, że tak może być jeszcze trochę trzyma tą nadzieję. Powoli, bardzo powoli, puszczam...



Gratulacje wygranych i przegranych, przegrane nas dużo uczą!!

Kurcze, faktycznie uważam, ze trener samorozwoju, który sam nie umie osiągnąć tego co chce to dupa a nie trener. Ale w twoim przypadku, to odchudzanie stało się już obsesją... i dlatego nie działa i nie zadziała. Nie ma nic wspólnego z samorozwojem, jest autodestrukcją (może nawet z jakiś innych powodów?)
Niestety, ale masz rację ;(.



Już dawno Ci pisałam o mnie i o tym, jak próbowałam zrzucić 20kg, i nic i jak się wkurwiłam stwierdziłam: pierdole! to po roku się okazało, że 15kg gdzieś zniknęło "samo"

Teraz odpocznij! Pierdol sport i odchudzanie, pierdol swoją wagę... ale jak już ochłoniesz, zacznij zdrowo jeść tylko dla samego zdrowia, wybierz jakiś sport, który będziesz robił dlatego że Ci się podoba a nie żeby schudnąć...
Tak chcę zrobić 8D



Jesteś trenerem samorozwoju i musisz dawać przykład zdrowych nawyków, ale nie musisz się katować. Przecież na pewno wiesz gdzie jest granica  ;P . A żyjąc zdrowo, na pewno będziesz też miał zdrowe ciało i będzie to widać (jeśli w twoim wypadku zdrowe ciało to takie jak masz, to nic się nie zmieni, ale też nie masz się czym martwić, a jeśli nie to będą efekty). Nie o chudość w życiu chodzi tylko o zdrowie!!!!
DOKŁADNIE!!!



Tak naprawdę okłamujesz siebie jak mówisz, że jesteś gruby. Widziałam Cię!! gruby to jest taki:

 
Dziękuję za tą fotkę, Kasiu. BARDZO mi pomogła.



bo teraz szyją jakieś rurki jak dla pedałów, a ja - że mam wielką dupę - potrzebuję dużej rozmiarówki.

Dokładnie tak :D

Co to postu to najbardziej podoba mi się że często padało słowo "pierdolę to" i wiesz co mi się przypomniało? "Fuck it" :)

Po prostu niech się kurwa dzieje co chcę żyjesz jak chcesz robisz co chcesz jesteś Panem swego życia i pierdolisz reszte!

Polecam ;D
Odpowiada mi to 8D 8) :jupi:



Zastanawiam się, skąd podejście, że jak się wszystko pierdoli to się nagle samo zaczyna układać? To tak jakby mówić, że ten kto się w ogóle nie uczy, najwięcej wie, ten, kto nie ćwiczy, ma najlepszą sylwetkę, i tym podobne głupoty. Zasada "wyjebania" działa tam, gdzie są jakiekolwiek podstawy do jej działania, czyli np w relacjach międzyludzkich, bo "wyjebaniem" subkomunikuje się pewne cechy charakteru.
A moim zdaniem to działa dokładnie tak jak mówisz - musi się w człowieku najpierw wytworzyć jakieś napięcie, musi być jakiś wysiłek. Jak go nie będzie, nic się nie stanie. Stąd rzeczywiście osoba, która się nie uczy nic nie osiągnie... ale co jeśli się uczysz i uczysz i uczysz i uczysz i nic? Wtedy jak powiesz sobie "pierdolę to", to właśnie to się stanie.



Pierdolenie zdrowia i sylwetki nie doprowadzi do zdrowia i sylwetki. Nawet jeśli ludziom udaje się mieć pewne rzeczy, nie zwracając na nie dużej uwagi, to z całą pewnością nie jest to zasługa postawy, tylko nieświadomego robienia odpowiednich rzeczy.
A te nieświadome rzeczy wynikają właśnie z postawy. Jak ktoś ma założone czarno-białe okulary, nie dostrzegą kolorów. Jak je zrzucają, ten sam świat nabiera innych barw.



Smiler wcale się nie zdystansował do swojego celu, co byłoby na miejscu, tylko zwyczajnie się poddał. Dystansu nie nabiera się przez brak efektów, tylko przeciwnie, przez posiadanie tych efektów i zauważenie, że one wcale nie są takie potrzebne.
Zgadzam się - poddaję się i czuję się z tym dobrze :). Drugie zdanie też pełna zgoda.



Cóż ja na swoim przykładzie od jakiegoś czasu prowadzę wojnę o przybranie na wadzę. Co tylko nie spróbuje to przegrywam i zaliczam kolejne porażki. Pewnego upalnego dnia, usiadłem daleko od cywilizacji z dwoma zimnymi browarami i zastanawiałem się czemu to nie działa. Otóż podsumowując potem na spokojnie już w domu, okazało się że brakuje mi około 400-600 kcal dziennie bym miał jakąkolwiek szansę na przybranie na wadzę, a nawet jeśli już udawało mi się to osiągnąć zakładany plan, wszystko robiłem w pośpiechu i sporadycznie tylko w niektóre dni. Podsumowując dawałem z siebie jakieś 60-70% co właściwie okazywało się syzyfową pracą. Efektów żadnych nie osiągnąłem do dziś, jednak wiem jedno. Jeśli takowe chce osiągnąć muszę dawać z siebie 100% przez cały okres bez żadnych wyjątków, dopiero wtedy mogę powiedzieć, że zrobiłem wszystko a mimo to coś zawsze może pójść nie tak. I dalej będę się zastanawiał czy faktycznie nic więcej nie idzie dołożyć ;).
Jesteś na początku etapu, na którego ja jestem końcu 8D. Ty nadal wierzysz. Ja już nie chcę wierzyć. Co mogę powiedzieć z tego punktu widzenia - wierz i działaj jeszcze mocniej, bo to finalnie doprowadzi Cię do takiego momentu, w którym jestem ja... Do mnie dociera, że to dobry wybór, bo kiedyś tak postąpiłem w kwestii kobiet, a dziś żyję z miłością mojego życia ;)



Smiler wcale się nie zdystansował do swojego celu,
Smiler zafiksował się na żarcie, wszędzie gdzie był widział żarcie, każdy kawałek żarcia przeliczał na kalorię, białko, węglowodany i tłuszcze. Czym bardziej czegoś chcesz - tym większą wartość temu nadajesz, tym więcej o tym myślisz. Czym bardziej czegoś nie chcesz - tym większą wartość temu nadajesz, tym więcej o tym myślisz. Im bardziej czegoś nie chcesz tym bardziej to przyciągasz.
Ale warunek jest taki, że musisz naprawdę mieć to w dupie, a nie tylko udawać, że tak jest i nadal tego pragnąć.



Nie zdystansował się, ale wykonał pierwszy krok w tym kierunku. I prawdopodobne że w tym momencie zacznie się obżerać wszystkim niezdrowym co znajdzie się w jego polu widzenia, a jak tam nie będzie niczego takiego to zmieni miejsce. W pewnym momencie jednak mu to zbrzydnie i zacznie wprowadzać zdrowe urozmaicenia do swojego życia.
W ogóle jak czytałem Twoją odpowiedź, III, to miałem szklanki w oczach. Dziękuję. Jest dokładnie tak, jak mówisz. Aż się zadziwiłem, że tak mnie przewidziałeś. Może nie wpierdalałem niezdrowego na potęgę, ale jak miałem ochotę, to zjadłem. Dużo kanapek z serkiem i keczupem, chińskie żarcie, sosy i w ogóle. Jednak dzisiaj przechodziłem koło pizzeri wracając z miasta i mówię sobie w duszy: "a, zamówię sobie". Z drugiej strony pomyślałem - stać mnie na więcej. To, że nie jadam zdrowo nie oznacza, że mam wpierdalać wszystko co niezdrowe. Dałem spokój. Wróciłem do domu i kupiłem pierś z kurczaka i zaraz zrobię sobie coś a'la sałatka :). I tak - teraz to zrobię, BO MOGĘ, a nie, że MUSZĘ!



Jest jedna różnica pomiędzy jego zdrowym jedzeniem teraz a tym jak będzie robił za jakiś czas (zakładam). Teraz robił to z musu, pod presją i ciśnieniem. Teraz będzie robił to na wyjebaniu, nie będzie miał stresu. I w chuj lepiej dla niego żeby jadł na czuja ze zdrowymi nawykami od czasu do czasu wychodząc na kebsa czy pizze niż pod stresem liczył każdą kalorię.
DOKŁADNIE! Nie mam zamiaru z siebie zrobić potwora, ale też pierdolę, że zjem pajdę na mieście. Kurwa - chcę, to zjem. Tyle.



Zakładając jeszcze do tego że znajdzie sobie sport który go jara, na który będzie potrafił wstać o 6 rano z uśmiechem na mordzie tak jak dla mnie kickboksing czy dla Owcy bieganie to zejdzie z wagi spokojnie. Nie mówię tu że dojdzie tu do 10% bf ale normalnej zdrowej sylwetki.
I powiem Ci, że Owca ostatnio (wczoraj) trochę mnie tym bieganiem nakręcił. Powiem Ci/Wam co się stało w poniedziałek!

Wyszedłem sobie pobiegać, ot tak. Nie biegałem z pół roku, chciałem zobaczyć jak tam z kondycją. Oceniałem się tragicznie, a finał jest taki, że przebiegłem 5km z czasem 33min 28s. Nie jest to nic nadzwyczajnego, po prostu zwykły trucht. Ale dla mnie to i tak zajebista sprawa! Większość ludzi nie przebiegłaby takiego dystansu w ogóle, a ja dałem radę. Jednak moją uwagę przykuło co innego... a mianowicie moja siła woli.

Kiedyś dość szybko się poddawałem i tłumaczyłem sobie, że to i tak bez sensu, a wtedy... wtedy koło 13-15 minuty zacząłem tracić siły, koło 15 biegłem już bo chciałem, czysta siła woli. Miałem przed sobą do przebiegnięcia połowę dystansu, a nie miałem sił. I dałem radę. Co więcej - kiedyś traciłem na to znacznie więcej sił psychicznych niż wtedy. To dało mi do myślenia na temat tego jak wiele mogę osiągnąć i jak wiele jestem w stanie wytrzymać.

Zrozumiałem też na czym polega bieganie. Ja do tej pory biegałem bez sensu, a więc bez celu. Tak sobie, wyjść, przebiec. Niby, że chciałem coś osiągnąć, ale tak naprawdę to przypominało to początkową fazę układania puzzli - miałem ramkę, ale nie fatygowałem się, żeby ją wypełnić. Biegałem, bo chciałem spalić tłuszcz, schudnąć. Teraz pierdolę. Teraz chcę biegać dla własnej satysfakcji.

NIGDY W ŻYCIU nie udało mi się przebiec na raz 10km. Nigdy. Teraz chcę to zrobić z czasem poniżej 1 godziny. To jest mój cel. Ale nie zapisuję go w kalendarzyku, nie robię planów, działam na spontanie. Biegałem w poniedziałek (cierpię na zakwasy do dziś), pobiegam w piątek. Chodzi mi o ruch głównie, o przemierzanie długich dystansów (dzisiaj marszowałem ponad godzinę). Po prostu sobie biegam. I chcę mieć to 10km. Będą moje. A czy schudnę przy tym? Nie wiem - jebie mnie to. Nie o to tu chodzi.



http://img822.imageshack.us/img822/9553/nawi.jpg
Mówię to ze swojego przykładu. Jestem typowym endo, nigdy nie byłem chudy. Jak spiąłem poślady i jadłem jeden posiłek dziennie to potrafiłem zejść do 74 kg w 2010roku, wyglądałem jak kościotrup. Nie podobało mi się, to zacząłem robić masę - doszedłem do rekordu ponad 87 kg w 2012 roku. Potem przyszła książka Fuck It, odstawiłem diety, wpieprzałem wszystko i spełniałem tylko swoją pasję - ćwiczyłem kickboksing, po pół roku pieprzenia i masz moją sylwetkę na trzecim zdjęciu. Jak dla mnie jest ok. Teraz dalej ćwiczę i utrzymuje wagę 76-80 kg. Mając wyjebane... A w kontekście schudnięcia myślę tylko dlatego żeby zejść dwie kategorie wagowe w kb niżej, żeby nie mierzyć się z ludźmi pokroju ósmego którzy mają prawie dwa metry.
No i właśnie ja do takiego czegoś będę dążył. Osobiście jednak chciałbym móc też popróbować sportów... Zacznę od biegania, ale chcę też survival. Zainteresuję się też boksem, bo chciałbym tak z pół roku pochodzić, później krav magą też. Ale wszystko na spokojnie. Na razie zbliża się wiosna, więc leci bieganko i podstawy survivalu :)!



I wiesz co teraz robię? Wprowadzam sobie zdrowe nawyki do mojego życia. Wprowadzam bo chcę! Dla zdrowia, żeby lepiej spać, mieć więcej siły na treningu, więcej ochoty na seks i żeby łatwiej mi się wstawało. Staram się jeść zdrowy przedtreningowy (żeby nie zalegał mi na żołądku i mógł dać z siebie 100% na treningu), zdrowy przed snem (twarożek ze śmietaną i dodatkami), zdrowe śniadanko itp. Ale nic na siłę, robię to bo chcę, ja, sam.
A właśnie ja chcę mieć dokładnie to - więcej witalności, bo teraz jestem ospały, zmęczony, nic mi się nie chce. Mam słabe libido i w ogóle tragedia :(.



Jeśli nie planujesz profesjonalnej kariery to nie widzę sensu liczenia każdej kalorii, białka i grama tłuszczu.

To że nie ma tu logicznej pożywki dla Twojego mózgu i tego nie łykasz Twoja sprawa. Na mnie działa i mi z tym dobrze, może Smilerowi też przyniesie efekty, czas pokaże.
Też w to wierzę.



Jeśli nie planujesz profesjonalnej kariery to nie widzę sensu liczenia każdej kalorii, białka i grama tłuszczu.

Zgadzam się z tym co napisałeś, to jest takie robienie czegoś za wszelką cenę. Ja też jem zdrowo, nie liczę kalorii, trochę odżywek, nie obżeram się na noc węglami żeby nie zalać się tłuszczem. Podstawy dobrego odżywiania. Idzie dobrze, brzuch spada, pojawił się zarys sześciopak a, a waga się trzyma przy 86 kg. Ciężko mi było zrzucić brzuch po masówce zeszłej zimy. Jedzmy zdrowo, efekty będą - muszą być.
No właśnie tego będę się też uczył w przyszłości. Póki co - chcę odetchnąć. Dobrze, że mi też piszecie takie rzeczy, bo widzę, w którym kierunku mogę zmierzać.



To że nie ma tu logicznej pożywki dla Twojego mózgu i tego nie łykasz Twoja sprawa.
Ależ ja to łykam i zgadzam się z każdym zdaniem, jakie napisałeś w tym poście.
Ja zauważam, że wyjebanie nie daje nic poza komfortem psychicznym, a efekty w postaci lepszej sylwetki pochodzą z nieświadomego działania na korzyść danego celu. Schudłeś, bo ćwiczyłeś kickboxing, a nie dlatego, że pieprzyłeś dietę.

Jeśli ktoś będzie ćwiczył i liczył kalorie, będzie naprawdę poświęcał temu dużo uwagi i podejdzie metodycznie i skrupulatnie, to będzie miał w oczywisty sposób lepsze efekty. Okupione stresem i frustracją, ale będzie miał.

Więc można ogólnie powiedzieć, że opisujesz zasadę Pareto, z którą ciężko się nie zgodzić.
Myślę, że to zależy też od podejścia. Nie szukajmy "uniwersalnej metody", ale skupmy się na indywidualnym podejściu. Jeśli III i Mmef nie liczą kalorii i dobrze im z tym - super. Jeśli ty liczyć i Ci z tym dobrze, też fantastycznie. Mnie obecnie po prostu będzie łatwiej z tą pierwszą opcją.



A TERAZ "NIESPODZIANKA"
Byłem w tamten piątek u laryngologa w kwestii mojego (już prawie) byłego problemu z uszami... i zapytał mnie się czy wszystko ok z tarczycą, bo wydaje mu się lekko powiększona. Zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Nikt u mnie w domu nie miał z tym nigdy problemów, ale zacząłem zgłębiać temat. Finalnie wróciłem do domu i poczytałem sobie o niedoczynności i nadczynności tarczycy. Mnie by pasowała niedoczynność, bo wciąż tylko tyłem. Pierwsze wymienione tutaj objawy pasują idealnie:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Niedoczynno%C5%9B%C4%87_tarczycy

Fakt jest taki, że poprzez swoje "dietki" i inne gówna mogłem sobie rozregulować ten organ i teraz mam swoje "wiem najlepiej". Wkurwiony jestem strasznie, ale spokojna głowa - postanowiłem działać!

W tym tygodniu idę do lekarza na badania krwi. Z badaniami momentalnie skoczę do endokrynologa - niech oceni co jest grane. Zrobię też sobie USG tarczycy oraz TSH (hormony). Jak tylko dowiem się co i jak - idę do dietetyczki. Wizyta będzie kosztowała 220zł, ale powiem Wam, że skoro 9 lat moich starań gówno przyniosło, to teraz wolę oddać się w ręce profesjonalistów.

PS
Sorka za ewentualne błędy stylistyczne.



  • Elitarny
  • *******
  • Reputacja: +277
  • Wiadomości: 1412
  • Miejsce pobytu:
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #388 dnia: Marzec 05, 2014, 20:33:59 »
+1
Gadałem wczoraj z Owcą na Skype i powiem Ci, że też stwierdził, że to jest fizycznie niemożliwe, żebym nie chudł, gdy mam deficyty kalorii.
Co jednoznacznie dowodzi, że nie miałeś deficytu kalorycznego.

Problem polega na tym, że teoria bilansu kalorycznego to teoria. Metabolizmem kierują hormony, a nie ilość pożywienia, którą w siebie wepchniesz. Tak samo, jak nie da się zmusić organizmu do nabierania masy (stąd problemy tzw. hardgainerów), tak samo nie da się go zmusić do odchudzania. Można mu jedynie dać pole do popisu. Jedząc pół kilo jabłek, odżywiając się praktycznie samymi węglowodanami i zjadając ogólnie, moim zdaniem, zbyt dużą liczbę kalorii, nie dajesz organizmowi tego pola do popisu.

Jeśli przez 9 lat nie udało Ci się wyjść z przestarzałych przekonań na temat odchudzania i zebrania odrobiny informacji, to rzeczywiście daj sobie spokój.

  • Barto

  • Gość
Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #389 dnia: Marzec 10, 2014, 10:24:56 »
0
Cytuj
A TERAZ "NIESPODZIANKA"
Byłem w tamten piątek u laryngologa w kwestii mojego (już prawie) byłego problemu z uszami... i zapytał mnie się czy wszystko ok z tarczycą, bo wydaje mu się lekko powiększona. Zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Nikt u mnie w domu nie miał z tym nigdy problemów, ale zacząłem zgłębiać temat. Finalnie wróciłem do domu i poczytałem sobie o niedoczynności i nadczynności tarczycy. Mnie by pasowała niedoczynność, bo wciąż tylko tyłem. Pierwsze wymienione tutaj objawy pasują idealnie:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Niedoczynno%C5%9B%C4%87_tarczycy

Fakt jest taki, że poprzez swoje "dietki" i inne gówna mogłem sobie rozregulować ten organ i teraz mam swoje "wiem najlepiej". Wkurwiony jestem strasznie, ale spokojna głowa - postanowiłem działać!

W tym tygodniu idę do lekarza na badania krwi. Z badaniami momentalnie skoczę do endokrynologa - niech oceni co jest grane. Zrobię też sobie USG tarczycy oraz TSH (hormony). Jak tylko dowiem się co i jak - idę do dietetyczki. Wizyta będzie kosztowała 220zł, ale powiem Wam, że skoro 9 lat moich starań gówno przyniosło, to teraz wolę oddać się w ręce profesjonalistów.

PS
Sorka za ewentualne błędy stylistyczne.

I to by dużo wyjaśniało dlaczego dietki nie działają. Siostra ma niedoczynność tarczycy i również bardzo cięzko jej zgubić kg.
Dobrze Smiler że to ogarniasz, trzymam za ciebie kciuki ! :)