Autor Wątek: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra  (Przeczytany 20203 razy)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #30 dnia: Październik 18, 2012, 15:53:50 »
0
[ Dodano: 2009-05-12, 09:53 ]

FIELD RAPORT
KASIA

czyli jak zniszczyć sobie kontakt z dziewczyną / tutorial :D
10.05.2009






=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
Cytuj
FIELD RAPORT
KASIA

czyli jak zniszczyć sobie kontakt z dziewczyną / tutorial :D
10.05.2009


Kasię poznałem jakieś naście lat temu, albowiem jesteśmy sąsiadami. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, było to na zasadzie "cześć - cześć" i to wszystko. Od tamtego roku chodzę na naukę tańca, a ona jest tam instruktorką, więc siłą rzeczy musiało się zacieśnić. Dzięki całemu temu PUA nauczyłem się nie być napaleńcem i nie nastawiać się na dziewczynę jakby miała być potencjalną rodzicielką moich dzieci... więc i Kasi nie traktowałem jak małej prywatnej bogini.

Chociaż mógłbym! Dziewczyna jest naprawdę świetna. Dużo się u niej w życiu dzieje, rewelacyjnie tańczy (biodrami to po prostu hipnotyzuje, szok) i przede wszystkim ciągle się uśmiecha. No i nawet chyba mnie lubiła. Kiedyś sobie pomyślałem - "A co tam? Spróbuję". Nie chodziło mi (i nadal nie chodzi), żeby zrobić sobie z dziewczyny niewolnicę swego serca, ale żeby po prostu najzwyczajniej w świecie móc z kimś spędzić czas, kto wie - może się przytulić/pocałować i może kiedyś pozwolić, żeby to poszło dalej.

Lepiej jest więc spróbować i mówić (lub pisać - jak ja teraz :P), że się nie udało... niż czegoś nie zrobić i potem do końca życia żałować, że się tego nie zrobiło. No to Damianek zrobił i oto FIELD RAPORT z tego CO zrobił :D!



Doszedłem bowiem do wniosku, że zamiast atakować kogoś bezpośrednio zajdę go od tyłu. Stworzyłem więc w sobie alternatywną postać tajemniczego wielbiciela imieniem Andrzej. Andrzej był/jest typowym AFC. Naprawdę natrudziłem się, żeby móc pisać do niej mejle o treści, która jasno wskazywała, że ta osoba to zwyczajna "cip*a".

Andrzej był beznadziejny, a Kasia jest taka wspaniała. Andrzej chciał kupować kwiaty, upominki i stawiać kawy oraz ciastka, a Kasia miała ochoczo przyjmować jego podarki. Andrzej nie był na tyle odważny, żeby podejść do Kasi i porozmawiać, więc wysłał list.

A sytuacja nadarzyła się rewelacyjna! Kasia bowiem przygotowywała taniec (jako że jest instruktorką) na bal dla studentów Politechniki Łódzkiej (120 osób). Bal jej się bardzo podobał, wszystko wyszło świetnie, Kasia miała ładną kieckę i w ogóle full wypas! Zaraz po balu została cudownie znaleziona przez jednego z jego uczestników na portalu nasza-klasa.pl, a jeszcze inni kolesie próbowali swoich sił z innej strony. Jednym z nich był właśnie Andrzej. Zbliżała się majówka, ale przed nią Andrzej wysłał do Kasi list o następującej treści:

Cytuj
    Andrzej J. napisał(a):Cześć Kasiu!

    Na początek powiem, że na balu wyglądałaś olśniewająco (pragnę jeszcze raz podkreślić, że na balu Andrzejka nie było, no bo jak - skoro był sterowany przez Damianka [czyli mnie], a ja nawet nie wiedziałem kiedy to było :D)! W ogóle jesteś niesamowita i dzięki Tobie impreza się bardzo udała.

    Nie będę ukrywał - listownie jest łatwiej... a ja jestem taki trochę nieśmiały i nie zebrałem się tej pory, żeby zaprosić cię na kawę.

    Podobasz mi się (jako koleżanka oczywiście), ale nie jestem natrętem... chyba. Nie będę nalegał, ale czy nie umówiłabyś się ze mną na kawę?

    P.S.
    JA STAWIAM! :)

    P.S. 2
    Proszę odpisz na (tu podaję specjalnie na tą okazję stworzonego mejla).

    P.S. 3
    Masz śliczny uśmiech

    Tajemniczy wielbiciel
    (jeszcze raz podany mejl)



Nawet nie wiecie ile trudu sobie zadałem, żeby skonstruować ten list w taki sposób, żeby wyrazy się powtarzały, żeby były błędy stylistyczne, żeby wyszło na AFC, etc. Nawet adres specjalnie pomyliłem, żeby nie wyszło zbyt dokładnie.

Do swojego zdradzieckiego kombajnu zaprzągłem swojego kolegę z seminarium magisterskiego, który cały list przepisał swoim charakterem pisma (z dodatkowymi błędami :D). Pamiętam jak się wkurzyłem kiedy adres email napisał niewyraźnie i stąd podany jest dwa razy :P. Podpisał kopertę i wsio na pocztę w Łodzi (żeby był stempelek). Potem pojechałem na majówkę, gdzie nic nie robiłem nad jeziorami całymi dniami, piłem piwo, jadłem żarło z grilla, pływałem na kajakach i rowerkach wodnych i piłem piwo oraz piłem piwo... po cichu oczekując żniwa pijąc piwo <sesesese>.

W poniedziałek idę na naukę tańca i Kasia z miejsca wypala:
Kasia: Ej, nie ma nikt z was poczty na Wirtualnej Polsce?

I BOŻE DAJ! Gdyby swoją uwagę choć przez chwilę zawiesiła na moich oczach to dostrzegłaby taką malutką, wredną iskierkę, której nie pozwoliłem podpalić reszty mojej osobowości, aby ta nie wybuchła śmiechem. Powstrzymałem się... choć, k****, z wielkim trudem :D!

Od tego momentu przez tydzień pisaliśmy do siebie mejle. Jako, że nie mam teraz Internetu w domu to klikałem z kompów uniwersyteckich i od kumpla. Nie będę przytaczał tutaj treści tej poczty, bo nie uważam tego za etyczne, ale pozwolę ją sobie opisać.

Kasia na początku była zaskoczona, choć zniesmaczona faktem, że ktoś zadał sobie taki trud, żeby zdobyć jej adres domowy. Koleżanki jej zazdrościły (no bo jak często się zdarza, że ktoś dostaje list od "Tajemniczego Wielbiciela", racja?). Niemniej jednak z mejla na mejl, a tych od niej było cztery, coraz bardziej naciskała, żebym się ujawnił. A ja NIE i koniec - pisałem, że jestem nieśmiały i w ogóle nie radzę sobie w takich sytuacjach. Generalnie jednak wymusiłem spotkanie w tą niedzielę.

Szedłem sobie do kawiarni na totalnym luzie. Założyłem nawet koszulkę w jej ulubionym kolorze (fiolet), albowiem byłem przygotowany na wszystkie możliwe reakcje, więc to miała być taka specjalna radość w razie gdyby była zła (nie pomogło :P). Mijam kawiarnię, patrzę - samochód stoi. Radość w duchu, myślę sobie "połknęła przynętę" - lecimy na żywioł.

Wchodzę do kawiarni, znajduję jej miejsce i uśmiech na pół twarzy. Generalnie reakcji spodziewałem się innej od tej, która została mi zaserwowana: Zamknięta mowa ciała (zarówno nogi jak i ręcę), nóżka latała jak u Peggy Bundy, maska z uśmiechem, a pod nią tygiel negatywnych emocji. "K****" - pomyślałem sobie :D. "Ch**" było drugą myślą.

Kasia: To ty. Powiedz, że to ty.
Ja: (uśmiech, ale ramę mi już uszkodziła)

Usiadłem obok Kasi i powiem szczerze, że zostałem wytrącony z siebie. Moja magiczne pole siłowe zostało nie po raz pierwszy uszkodzone przez kobietę, która nawet nie zdążyła wypowiedzieć słowa. Kasia była zła.

Starałem się zmienić temat rozmowy na jakiś inny, ale nie wychodziło. Kasia nastawiła się na stręczyciela i nawet milion dolarów w gotówce nie zmieniłby jej wyrazu twarzy, który mówił: "Tylko i wyłącznie dlatego, że się znamy nie zniszczę twojego życia"... i ten uśmiech... ten k**** pier****** uśmiech :D.

Dowiedziałem się, że Kasia potrząsnęła całą Polibudą, żeby się dowiedzieć kim jest absztyfikant (w ogóle jest to fajne słowo, którego się nauczyłem dzięki całej tej sytuacji, lol). Przeszukała listę uczestników balu, wypytała co bardziej to wpływowych ludzi, googlowała adres email... ale była bezradna wobec mojej wredności :P.

Moi drodzy - kawa nie trwała nawet pół godziny. Rozstaliśmy się, przytuliłem ją i przeprosiłem, ale już w miarę dobrych humorach.

Kiedy wracałem do domu to było mi trochę głupio, ale potem najzwyczajniej w świecie uśmiechnąłem się do swojej duszy i śpiewając lazłem przed siebie:
"Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi"

Dziś jest mi trochę głupio, ale do całości się ogólnie uśmiecham i to jest powód dla którego utrzymałem ten post w takim właśnie nastroju. Cóż - miało wyjść fajnie, nie wyszło. Dziewczyna poprzekładała różne spotkania i naukę po to tylko, żeby zaspokoić swoją ciekawość, a spotkała mnie. Jest to dla mnie kolejna lekcja, z której wnioski będę wyciągał do końca życia... a że życie kocham to będę miał co robić :D.





przez maciorka007 2009-05-11, 16:47
Cytuj
Smajler jesteś największą motywacją na tym forum :D





przez uwo-to-działa^^ 2009-05-11, 17:15
Cytuj
Założę się Smiler, że jeszcze nie raz zaliczysz koszmarne wpadki i sporo dziewczyn uzna Cię za absolutnego świra. Ale jak w końcu znajdziesz odpowiednią kobietę, to będzie co najmniej tak kosmiczna jak Ty :D Pozdrawiam! :D





przez nieznajomy 2009-05-11, 17:31
Cytuj
hahahaha :D xD
Człowieku jesteś niesamowity ^^ xDDD

W czasie czytania końcówki przez chwile myślałem, że Ci (Kasia) zaraz przy***** w twarz xD





przez Jakub 2009-05-11, 19:25
Cytuj
O_O jestem nadal oczarowany po przeczytaniu twojego posta smiler :shock:
Jedno zasadnicze pytanie cisnęło mi się na usta na początku czytania " Po ho****e do Ho***y on to robi!? " Ale pod koniec zrozumiałem.
Powodzenia w szukaniu tak pozytywnie zakręconej kobiety jak ty.

Pozdro :-)





Postprzez smiler 2009-05-12, 09:51
Cytuj
Dzięki bardzo za pozytywną ocenę, niemniej jednak trochę do mnie przemówiła wczorajsza gadka z Kasią, która stwierdziła, że to było dziecinne. Obok siedział kumpel, o którym już pisałem (wierny czytelnik forum :P) i który stwierdził, że już mi to mówili... jakoś nie mogłem nie zorientować "kiedy i kto, co cholery?", gdy z jego ust wypłynęło słowo "Crespo". Nie musiał wymieniać dalej.

Cholera - może i jestem dziecinny, ale z drugiej strony - na ch** dorastać? Z jeszcze zaś innej warto kosztować wszystkiego po koleji i chyba spróbuję się lekko schować przy następnych akcjach. Nie mogę powiedzieć, że dziewczyny nie lubią takich jak ja, chyba wręcz przeciwnie - uwielbiają... ALE...

ALE to jest dla mnie kolejna lekcja. Charakter należy dawkować dziewczynie i nie ujawniać go całego od razu. Można to prównać do takiej sytuacji, kiedy podchodzi się do laski i od razu wypala z hasłem o numer telefonu... i mimo, że mogła być potencjalną kobietą szalejącą z nami w lesie z wiatrówką polując na puszki z piwem to zrazi się i już.

Tak czy siak - warto było zaryzykować ;)!





przez MackoF 2009-05-29, 12:58
Cytuj
smiler Twój FR jest jak do tej pory jednym z najlepszych jakie tu czytałem. Bardzo szczegółowy, ciekawie napisany. Opisujesz wszystko z pasją, co jest kluczem do sukcesu.

Nie potrzebujesz wielu rad bo sam potrafisz coś szybko wykombinować choć czasami twoje pomysły są ekhm ... dość spontaniczne :D Ale przecież człowiek sie najszybciej uczy poprzez trening. Jak każdy masz swoje wzloty i upadki najważniejsze jest sie jak najszybciej po nich podnieść. Fakt faktem, ostatni wybryk był koszmarnie z****, nie wiem co Cie zmotywowało na numer z AFC.





przez Irens 2009-06-02, 01:04
Cytuj
Smiler - twój następny post ma się zaczynać: Tak, panowie zrobiłem to. Miałem seks z zajebistą laską .... ok ? Przestań bawić się jak dziecko, tylko korzystaj z życia, ostatni numer jest tego przykładem, piszesz fajnie, to zacznij porządnie nakręcać laski, tak żebyś im zrobił wodę z mózgu i kisiel w majtkach. Nie baw się w jakies AFC, misje marsjańskie, czy że jesteś z CIA czy z KGB. Laski stwierdzają pewnie, że jesteś infantylny. Bez urazy, ale zacznij w końcu działać: uwodz te laski ! Pokaż, że jesteś facetem. Mimo własnej akceptacji już nie tyj, laski dojdą do wniosku że nie dbasz o siebie. Jesteś wesołkiem - OK, ale pokaż też, że jesteś facetem ! Przeleć laskę i napisz jak jej było dobrze ! S M I L E R .... S M I L E R .... S M I L E R .... S M I L E R (to był doping).





przez Neroj 2009-09-25, 20:48
Cytuj
może ktoś nagrałby i wkleił rozmowę z laską?





przez aro340 2010-05-29, 17:11
Cytuj
Noooo Smilerrr naprawde jestem pełen uznania z Twoich poczynać ;D naprawde masz "jaja". Masz dużo samozaparcia... Też musze się tak zmotywować. Powodzenia w dalszych poczynaniach. Czekam na dalsze sprawozdanie. pzdr



====================KONIEC====================
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 16:07:48 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #31 dnia: Październik 18, 2012, 16:12:05 »
0
[ Dodano: 2009-05-31, 16:40 ]

TEMAT: JA
31.05.2009




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Samorozwój
3. Małe sukcesy
4. Copacabana Party
5. Inny niż wszyscy?
6. Kobiety, ah te kobiety
7. Piękno naszych czasów
8. Romantyzm pojebany
9. Czym jeste(ś)m(y)?




1. Wstęp
Od ostatniego mojego wpisu wiele się zmieniło i czy na gorsze czy na lepsze to sam nie wiem. Niestety, ale przeczytane książki i zdobyta wiedza zmieniły mnie i to jest powód, dla którego łatwo wpadam w dziwne nastroje i mam coraz to gorsze zdanie o ludziach. Studiuję socjologię i interesuję się społeczeństwem, choć mogę stwierdzić, że ktoś kto jest prawdziwym PUA i który przeszedł taką drogę jak np. Neil Strauss jest lepszym socjologiem niż niejedna osoba opuszczająca uniwersyteckie mury, więc czytajcie, żeby rozumieć.

Kto wie czy post ten nie jest postem pożegnalnym, przynajmniej na jakiś czas. Forum naturalnie będę odwiedzał, ale nie wiem czy dalej pociągnę z FRami i dziennikiem. Idę bowiem w tym kierunku, w który nigdy chyba nie chciałem zmierzać, a który od niedawna jest dla mnie bardzo atrakcyjny ;).



2. Samorozwój
Na tym polu poczyniłem naprawdę duże postępy. Od momentu jak tu jestem i się udzielam to staram się walczyć ze strachem i innymi negatywnymi przymiotami charakteru, których do końca nigdy nie wypalę, ale których udział w życiu mogę zmniejszyć.

Jakiś czas temu napisałem dość dużego posta na temat strachu, ale nigdy go nie opublikowałem, bo nie dokończyłem ostatecznej wersji. Zawarłem w nim jednak zdanie, że kto wie, a może niedługo będę osobą, która w podejściu do kobiet strach tylko wspomina - i tak się stało. Trochę mi głupio, ale czytelnicy mojego dziennika przegapią moment, w którym się go pozbyłem. Podpowiem jednak słówko - trening, Trening i jeszcze raz TRENING :D!

Nie oznacza to naturalnie, że podchodzę teraz do wszystkiego możliwego nawet jak ma chłopaka - nie. Naturalnie, jak każdy chyba, potrzebuję rozgrzewki - tak do 10 otwarć i jestem już nastawiony do większości sytuacji społecznych... i choć emocje czasami biorą górę to przeczytane książki pozwoliły mi zrozumieć, że czegokolwiek w życiu nie zrobię to jestem zwycięzcą, zawsze! A kiedy przedwczoraj będąc na juwenaliach Politechniki Łódzkiej 2009 pokazałem na scenie ludziom dupę (brałem udział w konkursie na najgłośniejszy krzyk) nie odczuwałem stresu :D!


3. Małe sukcesy
Jeśli już trenujesz i zmieniasz się i widzisz to i chcesz więcej to sam się nakręcasz, każdy z nas to zna, prawda panowie (i panie ;*)? Wczoraj głupio ci było podejść i zagadać obcą dziewczynę, a dziś po 15 minutach drażnisz się z nią erotycznymi słówkami. Wczoraj stałeś i podpierałeś pijany ścianę w klubie, a dziś strzelasz solówkę salsy na imprezie, na której nikt nie chce wyjść na parkiet. Wczoraj nie miałeś randek, a dziś...

Właśnie niedawno udało mi się pójść do baru z kumplem, gdzie spotkaliśmy dwie dziewczyny. Starsze od nas, ale nie przeszkadzało mi to. Siedzieliśmy w ogóle z boku, zajęci swoimi sprawami, bo dawno się nie widzieliśmy, aż w końcu któraś z nich coś rzuciła i ja dopowiedziałem, że zaraz się przysiądziemy. Usiadłem obok Eweliny (bo tak miała na imię) - ładne ciało, zgrabna figurka, fajne piersi i zaczęliśmy rozmowę. Nie były pijane, ani wstawione (później tak, ale to jak wychodziliśmy) i zadziałałem do tego stopnia, że skończyłem całując się z nią przed barem.

I to był ten jeden z sukcesów, które nakręcają cię bardziej. Miło też oglądało się kolegę w akcji, który popełniał masę błędów, ale i tak dawał radę. Fajnie też ogląda się radość w jego oczach, kiedy puszczał hasła "ale nam(!) poszło, co nie?", podczas gdy ty wiesz, że gdyby ciebie tam nie było to nie byłoby całej tej ramy spalającej wszystko w całość. Numer dostałem, ale zły, kiedy dyktowała była już lekko wstawiona - jej strata.

Kolejna lekcja z życia - nie chodź na laski z kimś kto nie wie o co w tym chodzi, bo śmieje się z każdej twojej porażki, a sukcesy przypisuje sobie.



4. Copacabana Party
Zaś w niedawną środę odbyła się w klubie "Elektrownia" w Łodzi impreza w stylu salsa. Niestety salsa była na początku, potem puszczali już klubowy bubel stylizowany na latino (który lubię sobie posłuchać, ale z tańcem do tego znacznie gorzej). Jednak chodzi o to co na tej imprezie robiłem.

Z otwarciem kogokolwiek nie mam żadnego problemu, zwłaszcza w klubie, który jest znacznie łatwiejszym miejscem do podrywu niż parki, centra handlowe i w ogóle całe to daygame. Podrywałem m.in. na nauczyciela salsy i w przeciągu 20 - 30 minut byłem w klubie rozpoznawalny. Również i dlatego, że byłem dość charakterystyczny - różowa koszula rzucała się w oczy xD! Dodatkowo, kiedy instruktorzy salsy się zmyli ze sceny byłem jedyną osobą w klubie, która tańczyła. Miałem swoje 5 minut, swoje solo. Tańczyłem, a ludzie z klubu się gapili i może nie poszło mi rewelacyjnie, ale robiłem to dla siebie, żeby przełamać kolejne bariery. Później jednak chyba zniknąłem gdzieś w tłumie ludzi.

Ta impreza to był przełom, bowiem spojrzałem na wszystko związane z moją osobą od całkiem innej strony. Dziewczyny w klubie były ładne, ale poziom jaki reprezentowały był tragiczny. Nie potrafią w ogóle tańczyć i ni chuja nie da się ich poprowadzić, bo stąpają po parkiecie tak jakby się bały, że go skrzywdzą. Ale spoko - przecież nie na tańcu życie się opiera i wszystkiego można się nauczyć, choć jak wiadomo - wnioski nasuwają się same :P.

Gorszym jednak ciosem były dla mnie dziewczyny, które obserwowałem - wiecie, te najfajniejsze sztuki spod baru, etc. - HB9 i HB10. Podchodziłem, zagadywałem... ale przeraziłem się, naprawdę się przeraziłem. Wplatałem w rozmowę różne tematy: "Wolisz Dominikany czy Malediwy?", "Gdzie byś pojechała na wycieczkę marzeń?", "Co byś zrobiła gdyby się okazało, że mam przy sobie 1 000 000 PLN?", etc. I co? Im to było wszystko OBOJĘTNE. Odpowiadały i świeciły oczkami oczekując kolejnego pytania. Ale tak konwersacji się nie da poprowadzić. Nie było w nich pasji, były puste. Ślicznotki oczekujące, że trafią na faceta, który będzie im cały wieczór stawiał drinki, albo czekające, aż Bóg się na nie zesra kupą z pieniędzy, tragedia. Jeśli ktoś czytał "7 nawyków" to doskonale zrozumie określenie "reaktywne", bo takie właśnie one były. Poszedłem do VIProom, który był akurat otwarty i zagadałem jedną bardzo fajną i samotną laskę, potem przyszły jeszcze dwie inne i zacząłem czary. Wszystkie oczywiście zajęte, więc porozmawiałem z nimi jeszcze chwilę i się zmyłem. Miłe było to, że wykazywały mną duże zainteresowanie, a nawet ta czarna (pierwsza), której chłopak później przyszedł (totalny AFC pomimo nawet groźnego wyglądu i łysej głowy). Gadałem z nimi jak gdyby nigdy nic, chłopaki byli w defensywie, zero męskiej inicjatywy. Umiejętności rysownika bardzo się przydały - nie pierwszy i nie ostatni zresztą raz. Widziałem w ich oczach pragnienie, żeby ich faceci byli choć trochę jak ja.



5. Inny niż wszyscy?
Stałem tam w tym VIProomie i patrzyłem na dół klubu, gdzie wszyscy tańczyli i pojąłem, że tam nie było mnie. Popatrzyłem sobie na tych ludzi jeszcze raz, ale zamiast emocji, uczuć, twarzy zobaczyłem schematy społeczne. Zobaczyłem jak na żywo sprawdzają się wszystkie te prawa, które studiuję. Zobaczyłem jak śmiesznie nasza populacja jest zaprogramowana, jak określony bodziec wywołuje określoną reakcję. Zobaczyłem te starania, ten taniec, tą rozrywkę tych ludzi jak punkty z wektorami narysowane na tablicy. Zobaczyłem jak cholernie chcą spełniać wymogi tego głupiego i chorego scenariusza pisanego przez Bóg sam wie jeden kogo.

I poza tym schematem zobaczyłem siebie. Mnie już tam nie było, czułem się jak z innego świata. Czy lepszy? - Nie. Mam w głowie te same zasady co ci ludzie, którzy tam byli, a świadomość owych wcale nie zwalnia z odpowiedzialności, ale przynajmniej pozwala inaczej na to wszystko spojrzeć. Pozwala tworzyć fale, na których się pływa.

"Ty jakiś pojebany jesteś?" - powiedziała w pewnym momencie jakaś blachara, kiedy zacząłem przejmować jej przestrzeń osobistą. "No" - odrzekłem - "Jestem popierdolony". Nie pierwszy zresztą i nie ostatni raz usłyszę te słowa. Ludzie pytają się o mojego dealera, albo chcą wiedzieć co biorę. I co mam im powiedzieć? Że dzięki przełamywaniu swojego charakteru dokopuję się do najskrytszych cech mojego charakteru, że odkrywam siebie na nowo i że jestem strasznie zaskoczony tym co tam znajduję... a czasami nawet zniesmaczony? Że dzięki temu coraz mniej się przejmuję wszystkim dookoła mnie? Że taki w zasadzie byłem od zawsze, ale teraz pozwoliłem sobie rozkwitnąć? Że pozwalam temu gnić w środku, ale prędzej czy później to wylezie gdzieś na zewnątrz?

I co? I sram na to wszystko! To jest nauka, panowie i panie! Wciąż i wciąż powtarzane na tym forum i wałkowane wte i wewte! Żeby się rozwijać, a nie uczyć na pamięć regułek. OK - te pomagają, naprawdę, jak człowiek się zatnie i w ogóle. Ale dzięki temu forum trafiłem na źródło wiedzy o samorozwoju, bo sięgnąłem po określoną literaturę i jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek. SAMOWYSTARCZALNY DAMIAN, JEAH! ZA TO KIELON W GÓRĘ!



6. Kobiety, ah te kobiety.
A potem spojrzałem na te wszystkie dziewczęta, które mnie otaczają przez całe dnie - w autobusach, na wydziale, w sklepach, wszędzie. I zobaczyłem jak ciężko jest dzisiaj znaleźć naprawdę fajną dziewczynę.

Nie ma już takich słuchających "Republiki", albo które są na tyle szalone, żeby przy (nie)dozwolonych prędkościach jeździć samochodem i wystając przez szyberdach pokazywać piersi kierowcom powodując stłuczki by potem kochać się namiętnie na tylnym siedzeniu. Ciężko już o dziewczynę, która będzie naprawdę świetnym kumplem i zrozumie kilka spraw w życiu, a przy tym nie będzie jedną z tych, która położy się w łóżku i będzie czekała aż "samo się zrobi". Będzie lubiła, kiedy zabierze się ją niczym pirat zdobywca znienacka w podróż nie wiadomo gdzie. Jestem ciekaw ile z tych kobiet, które stąpają po ziemi chciałoby walić browar do nieprzytomności i strzelać z procy do puszek po owych piwach oraz wspinać się po drzewach? I ile, do cholery, jest dziewczyn, które wiedzą, że nie potrzeba kilogramów makijażu i sterty markowych ubrań, żeby ładnie wyglądać? Że wystarczy tylko biała sukienka i wianek we włosach.



7. Piękno naszych czasów

Duże białe oczy wpatrzone w ciebie tak, że nie wiesz co się dzieje. Duże czyste oczka są charakterystyczne dla dzieci. Dzieci są niewinne i przede wszystkim młode, a młodość to witalność. Witalność to siła, witalność to większe szanse przetrwania.

Malują usta czerwoną szminką - to pewność siebie i ewidentny sygnał seksualny. Podczas stanu podniecenia wargi są bardziej ukrwione więc czerwień na ustach jest zwyczajnym wabikiem.

Włosy gęste, nieelektryzujące się i ciężkie - nic innego jak standardowy reprezentant naszego stanu zdrowia. Im jesteśmy zdrowsi tym zdrowsze będzie nasze potomstwo tym chętniej oglądamy się za taką osobą. Dokładnie tak samo jest z białymi ząbkami.

Piersi to mleko naszych dzieci. Poza tym uderzające jest podobieństwo piersi do pośladków. Przybrały one taki kształt z tego względu, że kiedy ewoluowaliśmy zmieniliśmy pozycję z czteronożnej na dwunożną, więc matka natura musiała zadbać o to, żeby wyposażyć samicę w coś dzięki czemu będzie mogła wabić samca nie będąc do niego odwrócona tyłem. Dlatego też lubimy zgrabne pupy, ot zwykły biologiczny zabieg mający na celu zwabienie większej puli samców, żeby wybrać tego najbardziej atrakcyjnego.

Talia? Przecież tam będzie nosiła nasze potomstwo. Zgrabny brzuch to mocne i elastyczne mięśnie, które podołają temu zadaniu. Szersze biodra to większe prawdopodobieństwo udanych narodzin.

Anorektyczka => za mało materiału zapasowego w postaci tłuszczu => zła gospodarka organizmu => słabe geny => pewna śmierć jej i potomstwa (zwłaszcza podczas sytuacji kryzysowych).
Gruba => nadwyżka energetyczna => zła gospodarka organizmu => słabe geny => pewna śmierć jej i potomstwa (zwłaszcza podczas sytuacji kryzysowych).


Jeśli staniesz naprzeciw HB8< i popatrzysz na nią właśnie z takiego biologicznego punktu - na jej tyłek, cycki, twarz, nogi i talię to pomyśl ilu się tak na nią patrzy? Jeśli rozbierzesz ją oczami z tych wszystkich cech genetycznych, upiększeń w postaci ubioru i makijażu oraz psychologicznych mechanizmów obronnych to przed tobą zostanie dokładnie taka sama osoba jak tysiące innych. Będzie to (nie)zwykła dziewczyna, która ma marzenia, pragnienia, lubi się śmiać, ale zdarzają się tez chwile smutku. Będzie to (nie)zwykła dziewczyna, która od czasu do czasu, bez większej przyczyny, ot tak po prostu lubi sobie najzwyczajniej w świecie popłakać... a jednym z jej najskrytszych marzeń jest zamienić poduszkę na ramiona mężczyzny, który to zrozumie. Ale ile takich kobiet jest?



8. Romantyzm pojebany
Życie dla mnie jest jak ogromny szwedzki stół. Tak długi, że idąc obok niego będziemy szli całe życie. I na tym stole są potrawy. Niektóre są smaczne inne mniej. Są takie, które wyglądają ohydnie, ale które smakują jak krople tęczy. Są też takie, które wyglądają wyśmienicie, a które pękają jak balon jak tylko włoży się w nie sztućce. Są te bliżej stołu dostępne dla każdego i takie, które są tak odległe, że nigdy nie będę mógł po nie sięgnąć... No i chyba najważniejsze - są też składniki, z których ja sam będę mógł tworzyć swoje potrawy.

Chcę iść obok tego stołu i próbować małymi ilościami różnych przeżyć, bo wiem, że każdy - nawet największy - brzuch ma swoje granice. Nie chcę być tym, który stanie na początku stołu i nawpierdala się schabowych, żeby nie mieć miejsca na nic więcej. Chcę karmić się emocjami, ale kobiety których ja szukam są chyba reliktami, albo świetną bajką pisaną przez amerykańskie produkcje filmowe. A może gdzieś tam są i czekają, żeby je odkryć, kto wie? W każdym bądź razie rezygnuję z nich - z kobiet jako związku, nie potrzebuję ich. Najwidoczniej są jedną z tych potraw, których nie dane mi będzie skosztować, więc nie ma się na nie co oglądać tylko iść przed siebie dalej.

I w związku z tym, że - jak już pisałem - jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej to wróciłem. Ogromną radochę mi daje jazda na rolkach po parkingach supermarketów, nocami, w świetle neonów. I murki i poręcze wydają się bardziej atrakcyjne. Czuję się wtedy wolny. Dokopałem się do najgorszej wersji siebie, bo najbardziej szczerej. I teraz chcę wszystkiego więcej. 7 czerwca jest pełnia księżyca, pójdę do lasu i będę wył. I taki jest właśnie mój romantyzm pojebany.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=yXf5lNKpicQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=yXf5lNKpicQ</a>



9. Czym jeste(ś)my?
Jesteśmy zbiorem schematów, linijek słów i sekwencji uruchamianych w odpowiednich chwilach. Jesteśmy składnikiem ewolucyjnego cyklu. Jesteśmy najdoskonalszą formą, która twierdzi, iż jest od innych mieszkańców tej planety lepsza, a która z radością uprawia na boku animalizm. Jesteśmy tymi, którzy zapisali setki stron o namiętności, pasji, zaślepieniu, a którzy chcą się tylko ze sobą pieprzyć. Jesteśmy zapatrzeni w nasze ciała i zależni od hormonów, ale mówimy, że zależy nam na wnętrzu. Jesteśmy tacy w 99%, bo wierzę, że gdzieś tam iskrzy się dusza. Niestety, przestałem wierzyć w miłość.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #32 dnia: Październik 18, 2012, 16:12:30 »
0
przez maciorka007 2009-05-31, 18:30
Cytuj
Dobry wpis, szczery do maksimum.
Damian szacun ;) <zółwik> ;)
pozdro

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #33 dnia: Październik 18, 2012, 16:12:46 »
0
przez Mystyc 2009-05-31, 20:41
Cytuj
Dawno nie zaglądałem na forum bo myślałem ze nie ma po co ... ale powiem Wam wszystkim i Tobie smiler że ten post jest najlepszym postem na tym forum i jeszcze dlugo dlugo będzie lepszego.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #34 dnia: Październik 18, 2012, 16:13:02 »
0
przez Jakub 2009-06-01, 11:49
Cytuj
Szczery do bólu i dzięki temu wyjątkowy. Szacunek do ciebie Damian mimo że jesteś rąbnięty ale za to też szacun. Jako jeden z nielicznych otworzyłeś oczy a przy okazji "szturchnąłeś " mnie żebym i ja choć trochę je otworzył.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #35 dnia: Październik 18, 2012, 16:13:41 »
0
przez Crespo 2009-06-05, 12:18
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):W każdym bądź razie rezygnuję z nich - z kobiet jako związku, nie potrzebuję ich. Najwidoczniej są jedną z tych potraw, których nie dane mi będzie skosztować, więc nie ma się na nie co oglądać tylko iść przed siebie dalej.
To jest kwestia tego, że po prostu Ty nie potrafisz żyć w związku. Twój post jest w sumie negatywny. Piszesz, że cały świat jest be i wszyscy są puści. Nie jest tak. Piszesz, że nie wierzysz w miłość. Ja też teraz przeżywam nieco gorsze chwile w związku. Być może za pół roku, dwa lata, a może już za 2 tygodnie się skończy. I co? Mam się załamać? Będę szukał dalej miłości, bo ja w nią wierzę. To właśnie mnie odróżnia od wszystkich niedowiarków i nieudaczników. Piszesz o dziewczynach, które przez szyberdach pokazywałyby cycki. To Cię kręci? Gdyby Ci na dziewczynie naprawdę zależało to czułbyś o to zazdrość. Byłoby Ci z tym źle. Jeżeli się kogoś naprawdę kocha, to chce się żeby ta kochana osoba była tobie oddana. Tobie i tylko tobie i żeby seksualnych wrażeń pragnęła najbardziej z tobą, bo każdy może sobie pozwolić na zbereźne myśli ale nikt nie powinien sobie pozwalać na zdradę.

Smiler!!! Czy Ty nie widzisz tego co się dzieje? Tego społecznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną i zdradę? Czy to nie jest tak, że ktoś do schematu związku, małżeństwa dorobił załącznik-zdradę? Czy to nie jest nowy schemat? Moi rodzice są ze sobą od zawsze i ja szczerze w to wierzę, że w ich związku zdrady nie było. Wierzę w to i że oni się kochają, mają swoje zasady i jedno nie mogłoby zrobić drugiemu tak haniebnego czynu jak zdrada.

Ja wierzę w miłość!!! To jest podstawa! Kto nie wierzy w miłość, to nigdy jej nie zazna, nie doświadczy. Dlaczego? Bo zawsze będzie nieufny wobec siebie i partnerki, bo nie będzie chciał wierzyć. Ten kto postawi sobie cel: znaleźć miłość, znajdzie ją.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #36 dnia: Październik 18, 2012, 16:14:18 »
0
przez smiler 2009-06-08, 18:21

TEMAT: PEŁNIA

Chciałem emocji i je dostałem, wczoraj była pełnia księżyca i zgodnie ze swoim założeniem poszedłem ją oglądać z całkiem innego punktu widzenia - poszedłem do niej wyć.

Wczorajszy dzień miałem udany :-) - była to rocznica komunii mojej siostry ciotecznej (taka nowa moda), więc najadłem się wszystkiego smacznego aż nadto. Korzystałem ponieważ od dzisiaj zmieniam już tryb życia, bo chcę schudnąć. Wróciłem do domu i zdążyłem ledwo co odpalić kompa na kilkadziesiąt minut, gdyż później poszedłem do kumpla. Na wszystko się przygotowałem, więc spodnie i buty wziąłem te drugiej jakości w razie gdybym miał się wypieprzyć (Boże! Jaki ja jestem przewidujący :D). Zmyłem się około 23:30 i poszedłem w las.

Droga była ciekawa, zwłaszcza, że w rejonach Łodzi spadł naprawdę konkretny deszcz. Las ma piękną naturę, kiedyś już go zwiedzałem po ciemku, gdy w tamtym roku poszedłem na trening surwiwalowy. Za dnia ma zupełnie inne oblicze niż w nocy - wtedy jest jakby bardziej podejrzliwy, skryty. Warto samemu przejść się ścieżkami, gdy świeci tylko księżyc, żeby móc to poczuć.

Było ślisko i mokro, a w głowie miałem myśli, że mimo wszystko nie jestem sam i to są autentycznie nietypowe wrażenia. Poza tym człowiek się uczy spontaniczności - zobaczyłem dużą kałużę, pomyślałem jak w nią wskakuję z dużym impetem i chwilę później "Czy jestem w stanie to zrobić?", która to myśl nie zdążyła dobiec końca, albowiem wbiłem się nogami z całej siły w wodę. Dałbym też wiele, żeby móc mieć nagraną na kamerze chwilę, kiedy przy innej okazji noga poślizgnęła mi się w innej kałuży i na wysokości pół metra nad ziemią znajdowałem się w pozycji poziomej, żeby zaliczyć śliczną glebę :-).

Na miejsce doszedłem już mokry. Duża, znana mi polana, cała dla mnie. Światło przebijające się pomiędzy drzewami jest naprawdę tak piękne, że na da się tego opisać, namalować. Cofałem się w stosunku do drzew, aż księżyc był w pełni widoczny. Rozebrałem się z kurtki, bluzy, koszulki i lekko krzyknąłem, żeby zobaczyć czy będę na tyle odważny, żeby wyć.

Stanąłem naprzeciw tafli okrągłego światła sam na sam z samym sobą i... i zacząłem wyć. Tak głośno jak się tylko dało, a powiem wam, że to wcale łatwe nie jest!

Las po ostrych deszczach, blask pełni księżyca, po godzinie 24:00 i w środku tego wszystkiego jakiś debil, który wydziera się na cały głos, bo myśli, że zmieni świat.

Pewnie pomyśleliście sobie "Wow, zrobił to. Jestem ciekaw jak to jest się czuć, że się żyje?". Otóż wcale się tak nie czułem. Nie przełamałem się. Nie znalazłem tego uczucia, po które tam poszedłem - tego miksu obojętności na świat i głupiego szczęścia, które sprawia, że człowiek drze ryja i tańczy. Nie. Ale wyłem, autentycznie wyłem. Brakowało mi tylko srogiej ulewy.

Miałem masę innych uczuć i tremę, miałem obok siebie społeczeństwo. Było w mojej głowie - wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą jak na idiotę i stukają się w głowę i moja bezsilność, bo nie potrafiłem się ich pozbyć.

I kiedy już klęczałem udając wilka zdążyłem z siebie wykrztusić z całego gardła słowa utworu Chłopców z Placu Broni: "WOLNOŚĆ... KOCHAM I ROZUMIEM! WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM!". I wtedy naprawdę silnie poczułem inne uczucie, poczułem strach.

Moje darcie gardła obudziło bowiem jakieś zwierzęta, a głośny (wręcz wkurwiony :D) kwik wskazywał na dziki. Uczucie trwogi przeszyło mnie od czubka głowy po końce palców u stóp i nie było żartów. No bo jak my byśmy się czuli, gdyby nam wpadła na osiedle wataha dzikich świń i zrobiła sobie imprezę? Właśnie wtargnąłem na nie swoje terytorium i gdyby obrońcy się zdenerwowali to mogliby mnie srogo poturbować. A wokoło nie było nikogo, do drogi spory kawałek i małe szanse, że ktoś usłyszy wołanie o pomoc z niedzieli na poniedziałek. Pierwszy kwik dzików to synonim myśli "O, o." i gorączkowe poszukiwania drzewa, które nadawałoby się na tymczasowy dom.

Zawinąłem się i naprawdę posrany ubierałem się w ciuchy, wyciągnąłem ze scyzoryka nóż i zacząłem uciekać. Biegłem bardzo szybko gdzie pieprz rośnie, a na odchodne jeszcze wyłem - jak taki mały piesek co właśnie zebrał wpierdol i uciekając wszystkim naokoło grozi. Kilka razy się zatrzymałem, żeby sprawdzić czy za mną biegną, bo nie słyszałem nic poza swoim oddechem.

Wbiegłem na ulicę. Miałem jakieś pięćset metrów do momentu kiedy zacznę wpływać w rejony miasta idąc między domkami jednorodzinnymi. Latarń jeszcze nie było, minąłem po drodze tylko jakichś ludzi w samochodzie, para. Chciałem im powiedzieć, żeby uważali na dziki, bo mogłem je obudzić, ale nie wiem czy odebraliby na poważnie człowieka (a na pewno mnie słyszeli, bo las tak pięknie niósł mój krzyk, że aż sam byłem zdziwiony, oni zaś byli nie dalej niż dwieście - trzysta metrów ode mnie), który w niedzielę tak późną porą drze się do księżyca i przychodzi do nich z nożem w ręku ostrzegając przed zeźlonymi leśnymi stworami :D.

Mokre skarpetki i buty, ubrudzone spodnie, spocona koszulka i cała jezdnia moja - no to wracałem sobie środkiem. Im bliżej miasta tym gorzej. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego kim tak naprawdę jest człowiek.

Jesteśmy pieprzoną hybrydą. Jesteśmy wszystkim co najgorsze z bycia zwierzęciem i z bycia "człowiekiem". Zobaczyłem jak bardzo oddaliliśmy się od natury, od korzeni i jak dwulicowi się staliśmy w swoim jestestwie. Nażreć się, wysrać, zaruchać i pójść spać. Predestynujemy do bycia wszystkim, a jesteśmy niczym. Ten strach, który musnąłem, ten świat jest o tyle lepszy - tam jest równowaga, tam są zasady i tam jest godność... mimo, że to las i fakt, że przetrwa najsprytniejszy. Ludzie to ścierwo.

Oblepiał mnie blask latarni, a ja szedłem sobie środkiem ulicy, śpiewałem coś pod nosem, tańcowałem na osi jezdni i tak ponad dwa kilometry. Potem zza zakrętu wyjechało czerwone Cinquecento, a ja wciąż szedłem środkiem ulicy. "Cieniak" trąbnął i lekko ustąpiłem w bok, mimo, że w planach miałem wskazanie mu ręką księżyca i podążanie dalej środkiem drogi. Krok w lewo i dałem przejechać, poczułem się wtedy jak kiedy na początku zaczynałem ćwiczyć siebie i przegrywałem pojedynki na oczy. Dzięki temu zdarzeniu zobaczyłem ile jest jeszcze do zrobienia z życiem.

I zastanawiałem się czy kiedyś będę w stanie odnaleźć to uczucie, po które poszedłem do lasu. Bo to chyba jest miłość. I tak, Crespo, wierzę w nią. To ten malutki procencik, wręcz promilek, z całego naszego bytu, pozbawiony wpływów biologicznych, uwarunkowań społecznych i psychologicznych - to ta iskierka, o którą warto walczyć...

ALE PÓKI CO - MAM JĄ W DUPIE :D!

Do domu wróciłem około 24:40. I mimo, że tak nie jest to gdyby mama mnie wtedy zobaczyła to potwierdziłyby się jej obawy, że coś biorę. 7 czerwca 2009 Damian B. wył do księżyca podczas jego pełni, życie.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #37 dnia: Październik 18, 2012, 16:14:38 »
0
przez Jakub 2009-06-08, 19:01
Cytuj
Co zaplanujesz, to robisz. Gratuluję.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #38 dnia: Październik 18, 2012, 16:15:05 »
0
Postprzez Crespo 2009-06-09, 00:40
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Crespo, wierzę w nią.



Bardzo mnie to cieszy. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze i napiszesz kiedyś nam na forum o tej cudownej dziewczynie, na którą czekałeś.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #39 dnia: Październik 18, 2012, 16:15:21 »
0
przez Polo 2009-08-18, 19:41
Cytuj
Jestem pod mega wrażeniem. Aż chce sie tutaj zaglądać. I pomyśleć ze tworzy się nowy syndrom - odłam PUA. tylko jak go nazwać.... - ???

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #40 dnia: Październik 18, 2012, 16:22:41 »
0
przez smiler 2009-08-19, 19:35

TEMAT: PODSUMOWANIE OŚMIOMIESIĘCZNE
19.08.2009




1. Wstęp
2. Założenia poprzednie, a realizacja
3. Rozwój
4. Esencja uwodzenia
5. Życie dla siebie
6. Smiler poleca






1. Wstęp
Kolosalna zmiana - tak mogę nazwać to co się ze mną stało na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. I znów napiszę, że jeśli dalej będę szedł takim tempem to nie wiem co ze mną będzie działo, kiedy kliknę "Wyślij" w temacie "Podsumowanie roczne" za kolejne 4 miesiące. Tak pozytywnie nastawiony do życia nie byłem dawno, a w zasadzie nigdy. Literatura, praca nad sobą, postanowienia, ich realizacja, etc. diametralnie wpłynęły na jakość mojego życia. Nie zdawałem sobie sprawy, że można żyć z takim nastawieniem, że można tak pozytywnie myśleć, że można wstać rano i autentycznie sobie powiedzieć "Hej Damian, dzisiaj jest kolejny piękny dzień z twojego życia! Wstawaj, jesteś szczęśliwy!" podczas gdy w perspektywie ma się 12 godzin pracy... a jednak można.



2. Założenia poprzednie, a realizacja

Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Mam silne podstawy do tego żeby zacząć się poważnie zmieniać. Praca nad ciałem - trzeba wreszcie schudnąć. Ale już teraz wiem, że muszę przedłożyć pracę nad charakterem nad pracę nad ciałem. Właśnie dlatego, że to umysł wpływa na ciało, a nie ciało na umysł. Dziś opracuję sobie nowy styl żywienia, od tego tygodnia zacznę regularny basenik i biegi. Przygotuję sobie plan treningowy na ciepłe dni (interesuję się survivalem) i pocisnę mocniej. Utrzymam to i stanę się takim jakim siebie widzę.
Schudłem ponad 10kg, wciąż tracę. Dzięki zmianie nastawienia do życia zacząłem uwielbiać biegać, powoli pojmuję pływanie crawlem metodą total immersion i jeżdżę na rowerze, a późnymi wieczorami śmigam sam ze sobą w kosza na Orliku (zawsze uwielbiałem tą grę :D). Zmieniłem dietę - wyzbyłem się ziemniaków i ryżu w zamian za warzywa (np. brokuły, kalafior, brukselka), zapisałem się na program uczący zdrowo żyć i wiedza tam przekazana diametralnie wpłynęła na moje postrzegania jedzenia i stylów odżywiania. Niestety nie udało mi się opracować treningów survivalowych, ale to nic straconego. Zdjęcie takie jakim siebie widzę w mojej wyobraźni jest jeszcze ostrzejsze, nabrało pięknych barw i ma więcej detali... powolutku zaczyna stawać się rzeczywistością.



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Żeby jeszcze silniej wzmocnić to wyobrażenie postaram się regularnie pracować ze swoją wyobraźnią (NLP). Będę codziennie spędzał około 3 - 5 minut przed lustrem w samych majtkach i pracował nad swoimi cechami charakteru na zasadzie afirmacji.
Nie wyglądało to zupełnie tak jak opisałem, ale ostatni czas spędziłem na opracowanie siebie jako człowieka, określenie moich ról społecznych i celów, paradygmatów działań, zasad, etc. Mam to wszystko w pewnym notatniku, który opracowałem sam, a który dzisiaj udało mi się zbindować. Wiem kim chcę być, mam cele, widzę swoje życie. Nie jestem zawieszony w próżni, a uczucie pustki, które nawiedzało mnie epizodycznie, chyba już nigdy nie powróci :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):W kwestii podrywu postaram się baczniej przyglądać dziewczynom, do których podchodzę i podkręcić trochę techniki, żeby spędzić z nimi troszkę więcej czasu nim poproszę o numer telefonu. To jest klucz - im dłuższa rozmowa tym większa pewność, że będzie za nami tęsknić i zgodzi się na spotkanie (to jest właśnie powód mojego niskiego współczynnika randkowania, o którym pisałem). Dodatkowo zacznę pracować nad podchodzeniem do dwóch dziewczyn lub do grup, bo z tym mam problemy.
Trochę zaniedbałem podryw sam w sobie, ale to nic, bo spotykam się teraz z pewną Moniką (która świetnie całuje :P) i Agatką (którą poderwałem w centrum handlowym). Co będzie dalej - nie wiem. Wiem jednak, że muszę zacząć znowu trenować, ale bardziej rozważnie, według planu. Nie mam już problemów w podejściu do kobiet, ale potrzebuję kilku dziewczyn na rozgrzewkę :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Przestanę również pisać Field Raporty z samego podrywu, ale już z randek. Pisanie ilu to mi się adresów e-mail nie udało zdobyć jest bezsensem w obliczu faktu, że bardzo niewiele dziewczyn odpisuje.
Done :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Chciałbym również bliżej poznać społeczność. Marzy mi się spotkanie was osobiście. Mam obraz kilku osób (w tym dziewczyn :D ) na Wrocławskim Rynku. Atakujemy dziewczyny ze starówki, potem piwko w pubie i kluby. Chcę w tym kierunku zrobić jakiś ruch i udać się do kilku miast w Polsce w celu zgłębienia znajomości z innymi ludkami ;) .
Nie udało się poznać bliżej, ale nadal mam to w planach! Udało się natomiast zorganizować grupę kilku fajnych chłopaków z forum. Są już kolejne osoby, coś się kręci i super. Musimy ze sobą nad sobą popracować... chociaż najpierw to powinienem się z nimi spotkać, a przytłacza mnie chwilowo brak czasu.



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):No i mam takie jedno pragnienie, które chciałbym móc zrealizować... chciałbym się zakochać.
:-(



3. Rozwój
Jeśli chodzi o podryw to IG rozwinąłem do tego poziomu, że kiedy się rozkręcę to opener to tylko formalność :P. Wydobyłem z siebie "to coś" na samiusieńką powierzchnię i kobiety autentycznie to widzą, a efekty przychodzą same (i wierzcie mi na słowo!). Zmieniłem nastawienie z "podejdź i otwórz" na "umów się na randkę". Różnica jest diametralna, ale nie będę wam tego tłumaczył - sami pokombinujcie :).

Potrafię zdefiniować "to coś", ale nie mam zamiaru tego robić, albowiem skrzywdziłbym przez to osoby, które nadal próbują to znaleźć, bo "to coś" ma każdy. Podpowiem jedynie, że człowiek komunikuje się za pomocą ciała w ok. 55%, a kobiety w trakcie ewolucji wykształciły u siebie niesamowitą zdolność czytania mowy ciała - musiały umieć odczytywać potrzeby dzieci, które do około 2 roku życia nie mówią. Jeśli zaczniecie stawać się mężczyznami, posiadać cele w życiu, dyscyplinę, radość życia, nieprzewidywalność, etc. to wyślecie to za pomocą ciała w świat, a kobiety to wyczują... i pewnego pięknego dnia będziecie wiedzieli czym jest "to coś" :).



4. Esencja uwodzenia

Kiedy widziałem się pierwszy raz z Feverem, Jamsem i 2F2C to poszliśmy na podryw do Manufaktury (centrum handlowe). Zrobiłem rozgrzewkę na jakiejś mamie i jej córce, ściągnąłem mejla a potem telefon, kilka podejść, kolejny mejl, gadka z chłopakami z forum, etc.

I właśnie tak by to wyglądało pewnie do dziś, gdyby nie fakt, że z drugą dziewczyną udało mi się umówić na kawę, a później na spacer po Łódzkim Ogrodzie Botanicznym. Na imię ma Agatka i moje podejście do niej było proste - ot kolejna fajna i ładna dziewczyna, zagadam i zobaczę co będzie. Wziąłem numer, ale na kawie bałem się troszkę, że będzie sztywno, bo mój pierwszy odbiór tej dziewczyny był właśnie taki, że jest to niewiasta ułożona "od a do z" (myliłem się). Spotkanie się udało, a później umówiłem się z nią we wspomnianym ogrodzie.

Na początku poprowadziłem standardowo, ale nie mogłem pozbyć się sztywności. Wiedziałem, że to ja prowadzę i ode mnie to zależy, lecz zrozumiałem, że wtedy byłem dla niej nudny, bo mimo, że tematy były interesujące to nadal nie trafiałem w "10" i zbyt nachalnie tej "10" szukałem. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to zostawię i poużywam sobie swojej wyobraźni na jej.

Siedząc na ławce opowiadałem jej o tym jak to ta ławeczka to kareta, która podróżuje po polskich drogach z czasów dwudziestolecia międzywojennego do teatru. Rozkręciliśmy się oboje do tego stopnia, że we dwójkę zatraciliśmy poczucie czasu i rzeczywistości. Agatka none-stop się śmiała, a ja czułem, że żyję. Większą część spaceru przeszliśmy potem pod rękę i było naprawdę ekstra.

W trakcie tej wyimaginowanej rozmowy wymyśliłem, że jestem szpiegiem, żołnierzem, manufakturzystą, a ona zwykłą sprzedawczynią jajek z rynku... ale też szpiegiem (kamuflaż). Spacer trwał, radość, ptaszki śpiewają i w trakcie rozmowy Agatka powiedziała:
- A widzisz, nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku.

To mi dało wiele do myślenia. Spotkałem ją, bo ot tak podszedłem podczas treningu i chciałem się pokazać chłopakom z dobrej strony :P... a tu zwykła, kolejna dziewczyna okazała się takim fajnym skarbem. Każda kobieta chyba taka jest, ale trzeba umieć ją odkryć.

Esencja uwodzenia?

Prawdziwy uwodziciel, PUA, podrywacz - jakkolwiek to nazwać - nie ma być tym, który wchodzi do centrum handlowego i sypie openerami jak AK-47 nastawione na ogień ciągły, nie. On ma być jak strzelec wyborowy - interesują go tylko określone cele, a kiedy strzela to jest w 100% skuteczny. Jeśli więc idziesz grać i dopiero szukasz celu to pamiętaj... że "nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku".



5. Życie dla siebie
Te cztery miesiące bardzo mnie zmieniły - uczę się kontrolować emocje, samorozwój mnie przeraża (w tym pozytywnym znaczeniu, oczywiście :D), posiadam zasady, nadal nad sobą pracuję (co jest naprawdę fascynujące!). Nauczyłem się też przeżywać życie i naprawdę mocno się zastanawiam nad tym czy starczy mi go, żeby wszystko zrealizować co sobie założyłem. Życie jest za krótkie, do cholery!

Dziś już wiem, że nie żyję dla fajnego samochodu, dobrej pracy, skończonych studiów czy stopni na dyplomie. Nie żyję dla pieniędzy, ani dla dup (czyt. kobiet :P) - żyję dla siebie. Tylko i wyłącznie dla siebie. Może brzmieć to samolubnie, ale - na opak - wcale tak nie jest. Żyję dla swoich emocji i marzeń. Nie żyję dla kogoś - bez względu czy jest prawdziwy czy wyimaginowany (np. społeczeństwo) - bo ten ktoś, kiedy będę umierał nie umrze za mnie, żeby podarować mi nowe życie.

Ostatnio biegałem i w pewnym momencie, ni stąd ni zowąd, złapałem fajny "flow" (nazywam to "swingiem"). Rytm był równy i wiedziałem, że właśnie wszedłem na kolejny poziom biegacza. Oczy stały się "szklane", a ja przemówiłem do siebie: "Zobacz Damian... jak na żywo spełniają się marzenia". Dziś wiem, że żyję.

Droga jest długa i trudna, ale do k***y nędzy - warto! Są wzloty (wpis "Pieprzyć to ;D") oraz upadki (wpis "Ja"), ale właśnie to sprawia, że tak bardzo chce się tą drogą podążać... żeby stać się absolutnie wolnym.



6. Smiler poleca
 -> Stephen R. Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Warszawa 1996
Książka, która naprawdę potrafi zmienić człowieka. Bestseller, 15 milionów sprzedanych egzemplarzy, autor w pierwszej dwudziestce piątce najbardziej wpływowych Amerykanów, a jego firma w pierwszej światowej dwusetce najbardziej wpływowych małych firm. Jeśli trafi na podatny grunt (np. na mnie :P) to wywraca rzeczywistość do góry nogami. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich!

 -> Richard Denny, Motywowanie do zwycięstwa. Jak działać efektywniej - sprawdzone techniki, Kraków 1999
Bardzo fajna książeczka. Jeśli komuś nie chce się czytać długich opracowań nt. motywacji, etc. to polecam. Jest krótka i treściwa, zawiera podstawy podstaw. Dzięki niej pewne kwestie związane z organizacją siebie stają się jaśniejsze.

 -> Bob Glover, Podręcznik biegacza, Zielonka 2007
Książkę czytam wyrywkowo, ale naprawdę warto ją mieć pod ręką. Autor pokazuje nam bieganie z zupełnie innej perspektywy. Dodatkowo jest wypełniona całą masą wartościowej wiedzy z zakresu ćwiczeń fizycznych, więc może ją czytać początkujący biegacz jak i zaawansowany kulturysta. Polecam szczególnie tym osobom, które biegać nie lubią, a muszą (np. odchudzającym się), albowiem programy tam zawarte zmienią nasze nastawienie do biegania w taki sposób, że idąc na trening nie będziemy myśleli w kategoriach "O Boże, znowu" tylko "Hurra! Nareszcie mogę iść pobiegać". Tego typu tytuł podaję, albowiem widzę, że tematy sportu stają się w społeczności coraz bardziej popularne.

 -> Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna, Poznań 2007
Jeśli komuś spodobał się "Samolubny gen" Dawkinsa to ta książka również przypadnie mu do gustu. Tytuł może zniechęcać szczególnie mężczyzn ( :P ), ale lektura jest naprawdę świetna. Pokazuje nam skąd w ogóle biorą się emocje, jaki jest ich cel w naszym życiu, jak na nie wpływać, etc. Wszytko to utrzymane w miłym klimacie psychologii i biologii, który w przejrzysty sposób pokazuje nam działania mechanizmów emocji i dają odpowiedź na pytanie "dlaczego?". I choć przeczytałem troszkę ponad 50 stron to daję ją do recenzji, bo nie wiem, kiedy napiszę kolejnego posta typu "Smiler poleca", a chcę do jej przeczytania zachęcić jak najwięcej osób.

 -> Roboert Green, 48 praw władzy, Warszawa 2005
Jedna z książek z "Gry" Neila Straussa. Jeśli ktoś jest zainteresowany wszelkiego rodzaju knowaniami i kombinowaniem na lewo i prawo to polecam z całego serduszka. Lektura obowiązkowa dla polityków... i dla kobiet :P.

 -> Joseph Murphy, Potęga podświadomości, Warszawa 1994
Książka jest dobra i naprawdę pomaga, niemniej jednak utrzymuje sztukę pozytywnego myślenia na poziomie "zrób i sam się przekonasz, a żeby ci pokazać, że tak jest to przytoczę taki oto przykład...". Co prawda ratuje wielu ludziom życie i zdrowie, ale przed przeczytaniem warto zapoznać się choćby z moim artykułem.

 -> Matt Ridley, Czerwona Królowa. Płeć a ewolucja natury człowieka, Poznań 1999
Kolejna pozycja z "Gry". Jak dla mnie konkretna kosa - uwielbiam takie książki. Czyta się szybko i lekko, a treść jest naprawdę fascynująca. Książka opowiada o zachowaniach międzyludzkich z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej i socjobiologicznej. Autor przytacza masę eksperymentów, my dowiemy się naprawdę wiele o stosunkach damsko - męskich, a kilka odwiecznie przez nas zadawanych pytań uzyska odpowiedź.



P.S.

Cytuj
    Polo napisał(a):I pomyśleć ze tworzy się nowy syndrom - odłam PUA. tylko jak go nazwać.... - ???


"Prawdziwy mężczyzna"? :)
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 16:25:18 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #41 dnia: Październik 18, 2012, 16:23:40 »
0
przez maciorka007 2009-08-19, 21:08
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Nie udało się poznać bliżej, ale nadal mam to w planach!



Zatem czekam :D

Świetny wpis, podbudował mnie psychicznie ;)
pozdro Damian.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #42 dnia: Październik 18, 2012, 16:23:59 »
0
przez Jakub 2009-08-19, 22:13
Cytuj
Damian wspaniały wpis, niesamowite jak pracujesz nad sobą i jakie są tego efekty.


"nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku"
Dzięki temu sam troszkę pomyślałem i doszedłem do zaskakujących aczkolwiek miłych dla mnie wniosków.

Dzięki Damian za wpis i pozdrawiam.

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #43 dnia: Październik 18, 2012, 16:24:17 »
0
przez Ferdi 2009-08-19, 23:15
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):total immersion
rozwin to jak mozesz;)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #44 dnia: Październik 18, 2012, 16:24:51 »
0
przez smiler 2009-08-19, 23:31
Cytuj
Cytuj
    Ferdi napisał(a):rozwin to jak mozesz;)


Jest to metoda pływania, w której balans i siła pływania idą z korpusu, a nie z nóg albo rąk. Całe ciało jest całkowicie zanurzone (ang. total immersion) i wykonujesz ograniczoną liczbę ruchów. Sztuka polega na złapaniu tego specyficznego "flow", "swingu" - czyli w tym przypadku pływu w wodzie, ślizgu. Chodzi o to, żeby być maksymalnie opływowym tak, żeby każdy ruch dodawał nam prędkości :).

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=rJpFVvho0o4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=rJpFVvho0o4</a>