Praktyka Rozwoju > Dzienniki Rozwoju Osobistego

Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra

(1/116) > >>

Smiler:
Słowem wstępu:

Dajary of Smiler (DoS) w mojej głowie urósł już do miary legendy. Jest dla mnie czym bardzo ważnym, czymś co było mnie w stanie utrzymać przy życiu nawet podczas najbardziej burzliwych okresów. Zacząłem do 25 listopada 2008 roku i pisałem go z przerwami do dziś.

Pierwsza wersja DoS znajduje się na serwisie sztuka-uwodzenia.pl pod linkiem http://sztuka-uwodzenia.pl/dajary-of-smiler-t788.html. Wraz z momentem opuszczenia tej witryny, wespół z Bractwem IOI, na prywatnym forum powstała wersja 2.0 pamiętnika, która niestety zniknęła wśród mrocznych zakamarków Internetu. Wersja 3.0 powstała już na serwisie projektu ZyjW!ecej.pl i tutaj też jest kontynuowana. Wszelkie Detale związane z poszczególnymi wersjami dziennika omawiane są w nim na bieżąco.

DoS to... duży kawałek mnie - droga, którą przechodziłem w poszczególnych "księgach" (czyli częściach) to często droga bólu, smutku, łez, zdenerwowania, ale droga, która zawsze kończy się sukcesem. I Tobie, drogi czytelniku, takich sukcesów również życzę, a oprócz tego życzę Ci owocnej lektury ;)

Smiler



~SPIS TREŚCI~

Księga I: W poszukiwaniu siebie / strona 1
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg4501#msg4501

Księga II: Zaginione zapiski, zaginione dni / strona 12
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5065#msg5065

Księga III: Od Zera Do Milionera cz.1 / strona 13
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5085#msg5085

Księga IV: Duchy Przeszłości / strona 27
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg19362#msg19362

Smiler:
=====================
KSIĘGA I:
W POSZUKIWANIU SIEBIE
=====================(Dajary od Smiler v. 1.0)

Smiler:
przez wesoły ;) 2008-11-25, 15:27

Witam!

Z tej strony Andrzej, ale będę o sobie mówił "Wesoły", albowiem jestem człowiekiem bardzo pozytywnie nastawionym do życia ;). Mam 23 lata, mieszkam, studiuję i pracuiję w Łodzi. Tyle o tym kim jestem, więcej o tym jaki jestem później.

Na tą stronkę trafiłem po prostu przez przypadek, więc szczęście się choć raz do mnie uśmiechnęło ;). Wpisy będę prowadził tak trochę dla siebie, bo mam ogromną potrzebę podzielenia się z ludźmi na temat moich doświadczeń z ostatniego tygodnia (które kompletnie zmieniły moje życie ;D). Ale liczę również na odezwę ze strony starszaków i pomoc w różnych kwestiach wszelakich ;P. Będę pisał w formie lakkiego postu o charakterze pseudo książkowym (zboczenie przyszłozawodowe), bo może ktoś będzie chciał to kiedyś opublikować :P. Rrobię to również dla takich facetów jakim ja sam kiedyś byłem, oby mieli szansę to poczytać!





WSTĘP
Kiedy czytałem sobie forum i inne materiały z niego (bądź z mejlE od Uwo) to miałem ochotę się śmiać. Nie wierzyłem w ogóle, że coś jest w stanie NAGLE tak radykalnie zmienić moje życie... a jednak ;]. W przeciągu jednego tygodnia zacząłem zmieniać się z chłopca w prawdziwego mężczyznę. Dziś już widzę, że są chłopcy, którzy mają po trzydzieści - czterdzieści lat i mężczyźni, którzy mają lat "dwadzieścia parę".

Bardzo spodobał mi się wstęp napisany przez Wujka dotyczący tego czego nie znajdzie się u niego w tekstach (chociaż zastanawiam się czy Uwo to jedna osoba, czy grupa psychologów :P). DDdostałem okładnie to czego szukałem. Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet. Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.


O MNIE SŁÓWEK PARĘ
Jaki jestem.. a może raczej jaki byłem? Do tej pory podchodziłem na wesoło i tak mi też zostało. Niemniej jednak coś co mnie przybijało do zmieni to pewien kompleks - kilka zbędnych kilogramów. Ludzie na około mnie mówili mi, że nie jest źle i żebym przestał "pierdolić", ale ja jakoś nie słuchałem, nie potrafiłłem zrozimie, że kobiety nie do końca podchodzą to tych kwestii w taki sam sposób jak mężczyźni. Nikt niczego nie był mi w stanie wytłumaczyć. Stawałem sobie przed lustrem i zadawałem sobie jedno pytanie, które męczy niejednego faceta: "co jest, kurwa, nie tak?".

Brzydki nie jestem, laski raczej się za mną oglądały (ale co z tego?). Mam przysłowiową "gadanę", dodatkowo świetne wyjście do ludzi i na scenie. Z ubiorem też nie ma problemu, bo pracowałem w sklepie odzieżowym przez ponad rok i strasznie się wyrobiłem. Potrafię sobą zainteresować, ale z oczarowaniem było już gorzej. Ciągle bowiem siedziały mi w głowie zbędne kilogramy. Generalnie jednak rzez ujmując z cech charakteru bardzo się sobie podobam (zodiakalny lew), czuję się jak taki typowy "natural" :D... prawie.

Potrafiłem być stanowczy i konsekwentny, miły i w ogóle. Niestety popełniałem chyba wszystkie możliwe błędy, o których wspominał Wujaszek. Siebie wspominam jako otwartego, ale nogi często były skrzyżowane. Oceniając mnie jako tego kolesia sprzed tygodnia mogę powiedzieć, że było OK, ale trzeba było zmienić nastawienie i poprawić kilka błędów, żeby znaleźć się na odpowiedniej drodze... którą dumnie kroczę teraz.

Przez ten pierwszy tydzień ciągle trapiło mnie przekonanie czy oby to co z sobą robie nie jest jakby... hmm... oszustwem? Czy aby ten Samiec Alfa nie jest zawsze taki sam, czy to będzie Łódź czy Nowy York, kolejna kopia jakiejś osobowości? Dziś już znam odpowiedź... jest właśnie dokładnie tak...

Dobra! Żarcik poszedł, mam nadzieję, że udany.:D. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. To nie jest fałsz to jest po prostu poziom wyżej. Uwielbiam się rozwijać, pracować nad sobą i mam jeszcze długą drogę, ale podejmuję rękawicę.Nadal pozostaję tym samych chłopakiem, z fajnym poczuciem humoru, z wieloma zainteresowaniami... ale jednak jakoś lepszym. Zmienił mnie w zasadzie jeden dzień, ale opiszę cały tydzień (już niedługo).

P.S.
Sorki za błędy, jak tylko wrócę do domu to poprawię ;).




Komentarz dodany przez: Hudy: 2008-11-25, 14:39
http://sztuka-uwodzenia.pl/wulgaryzmy-vt388.htm Zapoznaj się z tym komunikatem i pamiętaj.że jeśli jeszcze raz użyjesz wulgaryzmu to dostaniesz ostrzeżenie.

Smiler:
przez Mystyc 2008-11-25, 20:19

--- Cytuj ---
--- Cytuj ---wesoły ;) napisał(a):Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet
--- Koniec cytatu ---
to bardzo zle Ci sie kojarzy bo PUA jest wlasnie osobnikiem ktory kobiet w zadnym wypadku nie krzywdzi...




--- Cytuj ---wesoły ;) napisał(a):Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.
--- Koniec cytatu ---
czyli wlasnie chcesz stac sie PUA :D bo PUA to nie tylko uwodzeie kobiet ale to cale zycie i dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie...


co do wulgaryzmow to juz HUDY napisal i popieram go w calej rozciagliwosci :D

love
Mystyc
--- Koniec cytatu ---

Smiler:
przez wesoły ;) 2008-11-25, 22:33

No OK, w takim razie dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu ;], a teraz do rzeczy.

TYDZIEŃ ZMIAN (dokładnie tak! będę was mordował nazwami akapitów :P)
Jak już wspomniałem trafiłem na tą stronkę przez przypadek, ale cholernie się z tego faktu cieszę ;]. W niedzielę przeczytałem wszystkie możliwe poradniki jakie dało się ściągnąć i wziąłem sobie do serca radę, żeby sprawdzać to w praktyce. Poniedziałek - pomyślałem - dobry dzień na start. Niedzielny wieczór poświęciłem jeszcze na walkę z lustrem i wmówienie sobie, żeby wszystko co do tej pory myślałem o sobie choć na ten jeden poniedziałek wyrzucić do śmietnika.

Podróż tramwajem spędziłem na psychicznym przygotowaniu się do tego co zacznie się dziać od momentu kiedy drzwi pojazdu się za mną zamkną. No i zaczęło się - strzeliłem prostą pozycję, głowa do góry, a nie w beton ulicy i przede wszystkim leciutki uśmiech, swoboda ruchów i przed siebie.

Mam w głowie fakt pojedynków na oczy i hasło, że "niektóre ci nie odpuszczą, musisz trzymać się twardo i nie dać im wygrać". W kierunku na wydział zaczęła się zbliżać jakaś blondynka, nawiązał się kontakt wzrokowy i nie odpuściłem. W ostatnim momencie przypomniało mi się (:P), żeby obdarować takie bejbe uśmiechem i... odpowiedziała tym samym! TO DZIAŁA! Cieszyłem się jak dziecko, kiedy dostanie jakąś super wymarzoną zabawkę!

Zacząłem więc strzelać z gał do ludzi ile się da, przegrywali i stało się to co było napisane w poradnikach - "od razu poczujesz się pewniej"... no i się poczułem :). W przeciągu kilkudziesięciu minut faktycznie poprawiłem swoją pewność siebie. Traf chciał, że musiałem tego dnia przejść przez piotrkowską, żeby znaleźć pewien lokal. Gdzie ulica była to mniej więcej wiedziałem, ale nie zaszkodziło się spytać jakiejś sympatycznej dziewczyny o drogę ;).

Kiedy na widoku pojawiła się drobna, krótko ścięta czarnowłosa dziewczyna z zamyśloną główką skierowaną w chodnik to postanowiłem, że to ona mi odpowie, gdzie jest mój cel. Udało mi się ją jakby "wyłowić" wzrokiem tak żeby patrzyła się na mnie. Byłem bardziej sobą - miły, sympatyczny, pewniejszy siebie, ale nie klałn. Kiedy się oddalałem po kilkudziesięciu sekundach rozmowy w drugą stronę zaczęła jeszcze coś opowiadać o tej ulicy, ale jej oczy mówiły coś w stylu: "a może jednak pójdziesz ze mną ten kawałek... pliz, pójdź...".

W sumie to nawet żałuję, że nie spróbowałem pociągnąć z nią czegoś więcej, ale chyba nie byłem gotowy na jakąś pogadankę. Fakt faktem, że zaliczyłem kolejny sukces! Tego dnia (cały czas mowa o poniedziałku) spotkało mnie kilka zawodów, ale idąc myślą "co cię nie zabije to cię wzmocni" i tym, żeby się nie poddawać to po prostu potraktowałem to jako nawóz do mojego sukcesu ;).

Wtorek zszedł na poprawianiu błędów z poniedziałku (tych było mnóstwo!). Za to środa była dniem, w którym zaliczyłem tylko jeden sukces kontaktu wzrokowego z uśmiechem, ale nie przejmowałem się tym. Siły koncentrowałem na kawie z koleżanką, z którą byłem umówiony na 20 na Placu Wolności. Generalnie rzecz ujmując poszło mi nieźle, ale lody udało mi się skruszyć dopiero po około 45 minutach. Było trochę emocji, nerwówka, etc. Niemniej jednak ostro dawałem czadu i potrafiłem już wychwytywać kolejne tematy do rozmowy, tak więc z tym nie było żadnego problemu! Trochę zbiło mnie z tropu wodzenie wzrokiem po szybie, ale od razu reagowałem i było super. Spotkanko trwało do 22 i uznaję je za sukces.

W czwartek miałem rozmowę kwalifikacyjną do nowej pracy i udało mi się lekko zbajerować swoją selekcjonerkę, co uznałem za wielki sukces. Na razie dobrze się nam układa, choć nie mój typ charakterologiczny... ale gdybym nie spróbował to bym nie wiedział. To był moment przełomowy, dotarło bowiem do mnie to, że nie ważne co - zawsze jestem wygrany!. Reszta tygodnia od tego momentu popłynęła na fali zadowolenia jaką prezentuje utwór "Bulgarian Chicks" zespołu "Balkan Beat Box" :D (polecam, chłopaki są rewelacyjni muzycznie, a że trochę się uczę tańczyć to sobie przy nich ćwiczę).

Bezczelnie zacząłem być coraz bardziej pewny siebie :P (ale nie zarozumiały). Podchodziłem do koleżanek z grupy na studiach i gadałem sobie jakbyśmy znali się od zawsze. Nagle zaczęło się okazywać, że jestem w stanie skupić na sobie ich uwagę! Szok w ogóle! Wystarczył uśmiech, zmiana pozycji i nagle ludzi zaczęło interesować to jaki jestem i co mam do powiedzenia i zacząłem więcej dawać z siebie. Pytaniem, którym teraz otwieram rozmowę jest "co byś chciała dostać na gwiazdkę" - temat rzeka, przy okazji można się dowiedzieć o dziewczynie takich informacji jak ulubiony kolor, styl biżuterii, no wszystko. Wiem, że dobrze poprowadzona rozmowa da takie informacje sama w sobie i nie trzeba zaczynać od mojego pytania, ale to jak dla takiego początkującego jak ja to bajka ;].

Dziewczyny w niektórych momentach rozmowy dostawały "zakłopotacza" i nie wiedziały co mówić. Były bardzo zaintrygowane faktem, że ktoś wreszcie rozmawia z nimi na przyjemne tematy, a nie o studiach, pracy, problemach koleżanek. Kobiety są istną kopalnią wiedzy. Ich punkty widzenia, w ogóle sposób w jaki podchodzą do życia sprawia, że w zasadzie zaczynam je poznawać od nowa i zaczynam się od tego uzależniać!

Poza tym zacząłem dominować w kwestiach swojego życia. W końcu mam ponad 20 lat i jestem mężczyzną, prawda? Dochodzi przez to do spięć na polu zawodowo - naukowym. Jednym z takich przykładów jest zdarzenie jakie spotkało mnie ostatnio na zajęciach, gdzie miałem zastępstwo za swojego doktora z kolesiem, którego można określić jako chorego despotę, który nie lubi jak ktoś mu się stawia. W życiu każdy student robił to co mu kazał, bo przecież jest tylko studentem... no i trafił na mnie 8-). Jego autorytet polegał jedynie na stanowisku, które posiadał (podobnie jak autorytet innych opiera się tylko na sile fizycznej).

Sytuacja wyglądała tak, że część grupy siedziała w rzędzie, a ja siedziałem skrajnie z brzegu i chciał, żebym zmienił miejsce na visa vi grupy:
on (stanowczo): niech się pan przesiądzie tutaj.
ja (łagodnie, ulegle): ale ja się nagnę.
on (tak samo): jak się pan nagnie?
ja (tak samo ulegle): no normalnie, nachylę się.
on (jeszcze bardziej stanowczo): proszę się tutaj przesiąść.
ja (już inny ton): nie.
on: dlaczego?
ja: bo nie lubię jak mi ktoś mówi co mam robić w życiu.
on (szok, zmiękł trochę): ale ja pana proszę.
ja: ale mnie tu wygodnie.
on: aha. no to w takim razie porozmawiamy po zajęciach. i będzie pan na zajęciach do końca (chciałem się zwolnić ostatnie 15 minut).

Po drodze przegrał ze mną na oczy :). W głowie powoli robił mi się mętlik - co mu powiem po zajęciach, żeby utrzymać swoją pozycję i jakoś z tego wybrnąć z twarzą, emocje lekko wzięły nade mną górę i wtedy sobie przypomniałem kto tu w końcu jest Alfa - ja czy on? Kto miał się czuć skrępowany czyją obecnością? Przecież samiec Alfa nie boi się kontaktu z innymi, jest otwarty, uśmiechnięty, pewny siebie. To inni mają srać po gaciach podczas rozmowy z nim. Jak tylko to pojąłem to rozsiadłem się z powrotem na swoim krzesełeczku i zacząłem kombinować jak mu tu jeszcze wbić szpilkę i zgnoić do końca jednocześnie dając zejść adrenalinie.

Wiadomo, że po takich sytuacjach następuje głucha cisza z obu stron. Ale Alfa to ja, więc się nie stresowałem i w trakcie zajęć z perfidii zadawałem mu jeszcze pytania. Potem zacząłem się zastanawiać czy wymknąć się ukradkiem z sali i zapomnieć o rozmowie, ale tu znów przypomniałem się sobie i jak tylko skończyły się zajęcia to podszedłem do niego i znokałtowałem pytaniem "czy mam zostać, żeby Pan mógł ze mną porozmawiać?". Odpowiedział jedynie, że chyba sam jestem w stanie wyciągnąć wnioski z tej dyskusji. Owszem - byłem w stanie. Zdominowałem go i poczułem się tak cholernie dobrze jak nigdy przedtem.

W trakcie tego tygodnia wystartowałem z oczami do kilku cwaniaków i zmiękli, robię się coraz lepszy. Chcę więcej, Więcej, WIĘCEJ! Robię się coraz lepszy dla siebie. Pewność siebie pozwala mi bardziej wydobywać swoje wnętrze i pokazywać je innym. Kobiety zaczynają się czuć komfortowo w moim towarzystwie, a ja nagle potrafię usiąść obok nieznanej mi wcześniej dziewczyny i swobodnie z nią rozmawiać i pozwolić jej zrzucić ten lekki stres spowodowany rozmową z nieznajomym.



Przede mną jeszcze długa droga. Ale jest to droga, którą warto podążać, cytując Mystyc'a: "dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie... ".

Jednak nagle świat się otworzył, jakby tylko dla mnie. Z kolesia, który podpierał ściany na imprezach, a z copiątkowego chlania na umór zrobił religię stałem się tym, który na imprezach będzie tym podziwianym i który będzie umiał powiedzieć sobie stop, bo panuje nad sobą i nad tym co go otacza, dać kobiecie szczęście, a chlanie przełożyć na inny termin (sesesese).

Nagle zacząłem pisać smsy ze śliczną dziewczyną (której w ogóle nie znam, koleżanka znajomej... po prostu raz kozie śmierć). I smsami sprawiłem, że dzień w którym do niej napisałem był "najlepszym" do tej pory. Nie piszę już, biorę na wstrzymanie, niech ją palce swędzą i się zastanawia :D... ale jestem o krok od hasła, że "nie lubię rozmawiać przez gg i smsy, bo wolę cztery oczy" i umówienia się na kawę.

Nagle zacząłem wskakiwać na kolejne etapy w rozwoju swojej postaci. Nagle świat stał się milszym miejscem do mieszkania, a frajerzy, do których niegdyś należałem, zaczynają być dla mnie tylko tłem.



Pojawiają się za to nowe pytania - często jadam na stołówce i zaczynam się zastanawiać jak jeść z klasą. Robię postępy, ale z łyżką często trudno utrzymać grację... any help?

Będę się starał pisać co jakiś czas takie dłuższe zwierzenia, ale tylko wtedy, kiedy stanie się coś co będzie warte opisania, bo nie mam zamiaru zanudzać.

Pozdro ;)!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej