Autor Wątek: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...  (Przeczytany 1197 razy)

  • Nowicjusz
  • *
  • Reputacja: +14
  • Wiadomości: 16
  • Miejsce pobytu: Północ
Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Odpowiedź #30 dnia: Październik 20, 2017, 10:00:41 »
+1
Mijają kolejne dni, i kolejne przemyślenia. Troszkę przeanalizowałem swój przypadek od strony biochemicznej organizmu, i wygląda na to, że wpływ na postrzeganie świata mają też moje aktualne przygotowania do zawodów. W momentach krytycznych czyli ~4 dnia treningowego, kiedy przychodzi największe zmęczenie fizyczne i głód żywieniowy, mam skoki (na 100%) prolaktyny i kortyzolu. Są to hormony psujące nastrój, rozdrażniające, ale i jednocześnie "de-motywujące" jeżeli ich stężenie w organizmie rośnie znacząco.

Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast o tym, że np. coś się złego dzieje w moim otoczeniu i to wyolbrzymiać... potęguje smutek związany z moją przeszłością. Czyli wybieram coś, co jednak wewnętrznie mnie męczy i to uzewnętrzniam.
Po czasie 2 dni odpoczynku kiedy to następuje okres doładowania kcal i baterii poprzez sen, sytuacja się stabilizuje i aż tak źle się nie czuję (choć trochę mnie tam serducho szczypie ;)).

Prawie dwa tygodnie od ostatniej rozmowy z byłą narzeczoną, dały mi kilka też chłodnych osądów. Przede wszystkim:
"Kontakt z nią nikomu nie pomaga". Analiza:
-> Ja zamyślony, rozbity, ponownie żyjący w przeszłości. Smutek przelewałem na otoczenie, w tym i najbliższych.
-> Najbliżsi cierpią, bo widzą co się ze mną dzieje, a najbardziej odczuwa to moja aktualna partnerka, powoduje to między nami konflikty w relacjach.
-> Po drugiej stronie, moja była, która po tej rozmowie ewidentnie miała kryzys (emocjonalne wpisy, kontakt z matką i informowanie jej o złym samopoczuciu i braku chęci trwania w aktualnym związku, chęci powrotu do domu).

I ta kalkulacja blokuje mnie przed egoistycznym podejściem do tego wszystkiego i chęci nawiązywania kontaktów... wewnętrznie wiem, że robię dobrze, choć wcale się tak nie czuję. Doświadczenie życiowe i racjonalizm mówi mi wprost: to tylko walka z przyzwyczajeniem do toksycznego związku. Jesteś otoczony miłością i dobrem, więc spokojnie to wszystko minie i zobaczysz w jakim bagnie żyłeś... bez tych różowych okularów które teraz nosisz na sobie. To Twoje pierwsze prawdziwe rozstanie, pierwsze prawdziwe odcięcie się od czegoś co kochałeś, ale nie było dla Ciebie dobre. Stąd tak wiele długich emocji.
Powtarzam to sobie i powtarzam, jednak czuję to jedynie w niewielkim procencie.

Aktualnie, czuję, jakbym nie miał celu w życiu, jakbym stracił pasję.