Autor Wątek: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...  (Przeczytany 1999 razy)

  • Nowicjusz
  • *
  • Reputacja: +15
  • Wiadomości: 19
  • Miejsce pobytu: Północ
Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Odpowiedź #30 dnia: Październik 20, 2017, 10:00:41 »
+1
Mijają kolejne dni, i kolejne przemyślenia. Troszkę przeanalizowałem swój przypadek od strony biochemicznej organizmu, i wygląda na to, że wpływ na postrzeganie świata mają też moje aktualne przygotowania do zawodów. W momentach krytycznych czyli ~4 dnia treningowego, kiedy przychodzi największe zmęczenie fizyczne i głód żywieniowy, mam skoki (na 100%) prolaktyny i kortyzolu. Są to hormony psujące nastrój, rozdrażniające, ale i jednocześnie "de-motywujące" jeżeli ich stężenie w organizmie rośnie znacząco.

Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast o tym, że np. coś się złego dzieje w moim otoczeniu i to wyolbrzymiać... potęguje smutek związany z moją przeszłością. Czyli wybieram coś, co jednak wewnętrznie mnie męczy i to uzewnętrzniam.
Po czasie 2 dni odpoczynku kiedy to następuje okres doładowania kcal i baterii poprzez sen, sytuacja się stabilizuje i aż tak źle się nie czuję (choć trochę mnie tam serducho szczypie ;)).

Prawie dwa tygodnie od ostatniej rozmowy z byłą narzeczoną, dały mi kilka też chłodnych osądów. Przede wszystkim:
"Kontakt z nią nikomu nie pomaga". Analiza:
-> Ja zamyślony, rozbity, ponownie żyjący w przeszłości. Smutek przelewałem na otoczenie, w tym i najbliższych.
-> Najbliżsi cierpią, bo widzą co się ze mną dzieje, a najbardziej odczuwa to moja aktualna partnerka, powoduje to między nami konflikty w relacjach.
-> Po drugiej stronie, moja była, która po tej rozmowie ewidentnie miała kryzys (emocjonalne wpisy, kontakt z matką i informowanie jej o złym samopoczuciu i braku chęci trwania w aktualnym związku, chęci powrotu do domu).

I ta kalkulacja blokuje mnie przed egoistycznym podejściem do tego wszystkiego i chęci nawiązywania kontaktów... wewnętrznie wiem, że robię dobrze, choć wcale się tak nie czuję. Doświadczenie życiowe i racjonalizm mówi mi wprost: to tylko walka z przyzwyczajeniem do toksycznego związku. Jesteś otoczony miłością i dobrem, więc spokojnie to wszystko minie i zobaczysz w jakim bagnie żyłeś... bez tych różowych okularów które teraz nosisz na sobie. To Twoje pierwsze prawdziwe rozstanie, pierwsze prawdziwe odcięcie się od czegoś co kochałeś, ale nie było dla Ciebie dobre. Stąd tak wiele długich emocji.
Powtarzam to sobie i powtarzam, jednak czuję to jedynie w niewielkim procencie.

Aktualnie, czuję, jakbym nie miał celu w życiu, jakbym stracił pasję.

  • Nowicjusz
  • *
  • Reputacja: +15
  • Wiadomości: 19
  • Miejsce pobytu: Północ
Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Odpowiedź #31 dnia: Listopad 26, 2017, 17:38:46 »
0
Kolejny miesiąc za mną dziś krótko bo od wielu dni MEGA intensywnie działam :)

Cytuj
Aktualnie, czuję, jakbym nie miał celu w życiu, jakbym stracił pasję.

Zgnieść i do kosza!

Szczerość Panowie, szczerość!
Spotkałem na swojej drodze najwspanialszą kobietę świata i tylko tyle napiszę :). Jeżeli ktoś obok Was potrafi takie rzeczy co tutaj było Wam dane ujrzeć, zrozumieć, zaakceptować i pomóc... to musi Was mocno kochać. Jeżeli robisz wszystko aby pozbyć się tych złych rzeczy: To ty kochasz również.

Cały miesiąc stał pod znakiem rozwoju:

-> Rodzinnie
Bardzo dobrze! Trochę tam podarłem kotów z siostrą i raz z matką :) ale tak to pozytywnie, bo szybko się zreflektowałem i jedną z nich przeprosiłem (moja wina) drugiej się nie należy, bo uparta jak ja :D i nie miała racji. A tak to i spotkanie udało mi się zrealizować u siostry w mieście, i wspólny wypad. Było dobrze :)

-> Życiowo
Super, udałem się do specjalisty aby ktoś mógł na mnie spojrzeć z boku bez żadnych uprzedzeń. 4 spotkania za mną i wiem o sobie naprawdę dużo więcej. Pani Psycholog zadała bardzo trafne pytania które pomogły mi zrozumieć genezę mojego problemu i trochę się z nim uporać. Przede wszystkim sporo leży w kwestii wychowania i mojego dzieciństwa. Mam problem z oceną sytuacji w momentach w których druga strona wykazuje żal/smutek, momentalnie zaczynam odczuwać winę i moje sumienie jest mocno obciążanie taką sytuacją... nawet jeżeli nie jestem niczemu winny. Stąd min. tak częste wybaczanie mojej byłej partnerce: zdrady z inną kobietą, alkoholizmu, agresji, braku szacunku do mojej osoby. Po prostu poniekąd nauczyła się mnie odczytywać i wiedziała, że jak pęknie wystarczy płakać, tworzyć smutek i pęknę.
Na ten moment pozostawiam te spotkania aktywne, muszę jakoś znaleźć w sobie jeszcze pogodzenie się z tą sytuacją, wytłumaczenie jeszcze kilku drobnych spraw i najważniejsze: nauka jak nie dać się już zmanipulować w ten sposób.

Aktualnie bardzo mocno stawiam na kwestię wybudowania domu, papiery już się "mielą", fundusze odkładają. Rok 2018 będzie stał pod tym znakiem :).

P.S Mam najwspanialszą kobietę na świecie!

-> Biznesowo
Super, super, super! Brniemy wszyscy do przodu, zaczynamy działać :). Udało mi się ułożyć sprawy z firmami z którymi chciałem rozpocząć współpracę. Zobaczymy co z tego wyniknie. Dodatkowo pewna firma zaprosiła mnie do swojej kadry szkoleniowej, więc wracam do świata nauki i wykładów :)

-> Pasja
Mniej stresu, forma życia :) Ogólnie z założonych celów wykonałem już ~5-8%, idzie jak krew z nosa... ale ten sport taki już jest, naprawdę tylko dla wytrwałych. W sumie już 10 lat treningów (systematycznych!) za mną :) doczekam i finału w tych założeniach :).

-> Przebaczenie
Już sobie przebaczyłem, dużo zrozumiałem i niestety jak zawsze wszystko jest "szare" i byle jakie. Całe szczęście przyszłość wygląda na to, że klaruje się na kolorową :). Jeszcze zdarza mi się walczyć z wspomnieniami, ale to już raczej sentyment nie smutek. A to bardzo ważne, bo od smutku do depresji malutki kroczek :).
Z byłą partnerką utrzymałem kontakt po naprawdę szczerej rozmowie z moją aktualną dziewczyną i ukazaniu jej mojego problemu. Po prostu uznałem, że to mnie zabija takie "rozmyślanie" i poczucie winny. Uznałem, że normalny zwykły kontakt będzie dla mnie ukojeniem. Bez tego całego smutku w głosie i takich tam.
Napisałem do niej po prostu: "Cześć, co tam u Ciebie jak ci się wiedzie w nowym życiu, jak związek układa, praca?"

Odpisała dość lakonicznie i treściwie, ale na tym mi zależało. Tydzień później złożyłem jej życzenia urodzinowe. A potem złożę życzenia na Boże Narodzenie. I co z tego, że nie mam jakiegoś wielkiego odzewu. Całe życie obiecywałem sobie, że nie będę tym "dupkiem" co nie potrafi się odezwać do człowieka którego znał tyle lat :). Taki już jestem, kocham ludzi i nie chcę żyć z nimi w gniewie. Dzięki temu od tego czasu czuję się po prostu dobrze...
Mam swój ponowny cel i pasję w sercu.

  • Nowicjusz
  • *
  • Reputacja: +15
  • Wiadomości: 19
  • Miejsce pobytu: Północ
Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Odpowiedź #32 dnia: Styczeń 03, 2018, 15:44:19 »
0
Przez długi czas nie można było się zalogować na stronę... więc odpuściłem trochę dziennik. Nie ma co ukrywać: nie mam też zbytnio potrzeby w niego inwestować tyle czasu co wcześniej, zamknąłem pewien etap w swoim życiu.

Krótko podsumowując: Wszystkie moje rozchwiania emocjonalne zawarte w tym dzienniki w ostatnim czasie były spowodowane głęboką depresją i stanami wywoływanymi przez tą chorobę (pogłębiane rozchwianiem hormonalnym).
Gdyby nie fakt i chęć życia przy najbliższych skończyłbym w życiu zapewne podejmując obłąkane decyzje, spowodowane mylnym odczytywaniem swoich uczuć jak i odczuć.
Choroba która dopadła mnie, namieszała tak mocno w odbiorze świata, że sam nie wiedziałem co czuję. Moje wewnętrzne trzecie oko oraz wyuczone odczytywanie swoich zachowań jako "widz" podpowiadało mi, że olbrzymi smutek który odczuwam jest spowodowany prze zupełnie inne sytuacje niż te związane z przerwaniem toksycznego związku.

I miałem 100% rację.

Chciałbym pozbyć się tych wspomnień i tego krótkiego dramatycznego i bolesnego dla mnie okresu. Depresja wpłynęła na moją ukochaną i sprawiła jej przykrość tak olbrzymią, że ciężko to wybaczyć, a tym bardziej zrozumieć. Całe szczęście zwalczyłem w sobie to wszystko móc w końcu cieszyć się życiem.
Nie pozbędę się tych wydarzeń, ani nawet tych wpisów. Zostawię dla siebie samego, tak aby móc w razie konieczności wrócić do tego ciężkiego czasu i uczyć się, aby na nowo nie doprowadzić do nawrotu tej choroby smutku.

Rok 2018 zaczynam z czystą kartą, tabula rasa... Z szczęściem, miłością i spokojem w sercu :).