Autor Wątek: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra  (Przeczytany 20206 razy)

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« dnia: Czerwiec 14, 2012, 18:31:55 »
0
Słowem wstępu:

Dajary of Smiler (DoS) w mojej głowie urósł już do miary legendy. Jest dla mnie czym bardzo ważnym, czymś co było mnie w stanie utrzymać przy życiu nawet podczas najbardziej burzliwych okresów. Zacząłem do 25 listopada 2008 roku i pisałem go z przerwami do dziś.

Pierwsza wersja DoS znajduje się na serwisie sztuka-uwodzenia.pl pod linkiem http://sztuka-uwodzenia.pl/dajary-of-smiler-t788.html. Wraz z momentem opuszczenia tej witryny, wespół z Bractwem IOI, na prywatnym forum powstała wersja 2.0 pamiętnika, która niestety zniknęła wśród mrocznych zakamarków Internetu. Wersja 3.0 powstała już na serwisie projektu ZyjW!ecej.pl i tutaj też jest kontynuowana. Wszelkie Detale związane z poszczególnymi wersjami dziennika omawiane są w nim na bieżąco.

DoS to... duży kawałek mnie - droga, którą przechodziłem w poszczególnych "księgach" (czyli częściach) to często droga bólu, smutku, łez, zdenerwowania, ale droga, która zawsze kończy się sukcesem. I Tobie, drogi czytelniku, takich sukcesów również życzę, a oprócz tego życzę Ci owocnej lektury ;)

Smiler



~SPIS TREŚCI~

Księga I: W poszukiwaniu siebie / strona 1
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg4501#msg4501

Księga II: Zaginione zapiski, zaginione dni / strona 12
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5065#msg5065

Księga III: Od Zera Do Milionera cz.1 / strona 13
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5085#msg5085

Księga IV: Duchy Przeszłości / strona 27
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg19362#msg19362
« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2015, 09:06:28 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 18, 2012, 11:37:33 »
0
=====================
KSIĘGA I:
W POSZUKIWANIU SIEBIE

=====================
(Dajary od Smiler v. 1.0)
« Ostatnia zmiana: Październik 25, 2012, 14:36:02 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 18, 2012, 11:39:14 »
+1
przez wesoły ;) 2008-11-25, 15:27

Witam!

Z tej strony Andrzej, ale będę o sobie mówił "Wesoły", albowiem jestem człowiekiem bardzo pozytywnie nastawionym do życia ;). Mam 23 lata, mieszkam, studiuję i pracuiję w Łodzi. Tyle o tym kim jestem, więcej o tym jaki jestem później.

Na tą stronkę trafiłem po prostu przez przypadek, więc szczęście się choć raz do mnie uśmiechnęło ;). Wpisy będę prowadził tak trochę dla siebie, bo mam ogromną potrzebę podzielenia się z ludźmi na temat moich doświadczeń z ostatniego tygodnia (które kompletnie zmieniły moje życie ;D). Ale liczę również na odezwę ze strony starszaków i pomoc w różnych kwestiach wszelakich ;P. Będę pisał w formie lakkiego postu o charakterze pseudo książkowym (zboczenie przyszłozawodowe), bo może ktoś będzie chciał to kiedyś opublikować :P. Rrobię to również dla takich facetów jakim ja sam kiedyś byłem, oby mieli szansę to poczytać!





WSTĘP
Kiedy czytałem sobie forum i inne materiały z niego (bądź z mejlE od Uwo) to miałem ochotę się śmiać. Nie wierzyłem w ogóle, że coś jest w stanie NAGLE tak radykalnie zmienić moje życie... a jednak ;]. W przeciągu jednego tygodnia zacząłem zmieniać się z chłopca w prawdziwego mężczyznę. Dziś już widzę, że są chłopcy, którzy mają po trzydzieści - czterdzieści lat i mężczyźni, którzy mają lat "dwadzieścia parę".

Bardzo spodobał mi się wstęp napisany przez Wujka dotyczący tego czego nie znajdzie się u niego w tekstach (chociaż zastanawiam się czy Uwo to jedna osoba, czy grupa psychologów :P). DDdostałem okładnie to czego szukałem. Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet. Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.


O MNIE SŁÓWEK PARĘ
Jaki jestem.. a może raczej jaki byłem? Do tej pory podchodziłem na wesoło i tak mi też zostało. Niemniej jednak coś co mnie przybijało do zmieni to pewien kompleks - kilka zbędnych kilogramów. Ludzie na około mnie mówili mi, że nie jest źle i żebym przestał "pierdolić", ale ja jakoś nie słuchałem, nie potrafiłłem zrozimie, że kobiety nie do końca podchodzą to tych kwestii w taki sam sposób jak mężczyźni. Nikt niczego nie był mi w stanie wytłumaczyć. Stawałem sobie przed lustrem i zadawałem sobie jedno pytanie, które męczy niejednego faceta: "co jest, kurwa, nie tak?".

Brzydki nie jestem, laski raczej się za mną oglądały (ale co z tego?). Mam przysłowiową "gadanę", dodatkowo świetne wyjście do ludzi i na scenie. Z ubiorem też nie ma problemu, bo pracowałem w sklepie odzieżowym przez ponad rok i strasznie się wyrobiłem. Potrafię sobą zainteresować, ale z oczarowaniem było już gorzej. Ciągle bowiem siedziały mi w głowie zbędne kilogramy. Generalnie jednak rzez ujmując z cech charakteru bardzo się sobie podobam (zodiakalny lew), czuję się jak taki typowy "natural" :D... prawie.

Potrafiłem być stanowczy i konsekwentny, miły i w ogóle. Niestety popełniałem chyba wszystkie możliwe błędy, o których wspominał Wujaszek. Siebie wspominam jako otwartego, ale nogi często były skrzyżowane. Oceniając mnie jako tego kolesia sprzed tygodnia mogę powiedzieć, że było OK, ale trzeba było zmienić nastawienie i poprawić kilka błędów, żeby znaleźć się na odpowiedniej drodze... którą dumnie kroczę teraz.

Przez ten pierwszy tydzień ciągle trapiło mnie przekonanie czy oby to co z sobą robie nie jest jakby... hmm... oszustwem? Czy aby ten Samiec Alfa nie jest zawsze taki sam, czy to będzie Łódź czy Nowy York, kolejna kopia jakiejś osobowości? Dziś już znam odpowiedź... jest właśnie dokładnie tak...

Dobra! Żarcik poszedł, mam nadzieję, że udany.:D. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. To nie jest fałsz to jest po prostu poziom wyżej. Uwielbiam się rozwijać, pracować nad sobą i mam jeszcze długą drogę, ale podejmuję rękawicę.Nadal pozostaję tym samych chłopakiem, z fajnym poczuciem humoru, z wieloma zainteresowaniami... ale jednak jakoś lepszym. Zmienił mnie w zasadzie jeden dzień, ale opiszę cały tydzień (już niedługo).

P.S.
Sorki za błędy, jak tylko wrócę do domu to poprawię ;).




Komentarz dodany przez: Hudy: 2008-11-25, 14:39
http://sztuka-uwodzenia.pl/wulgaryzmy-vt388.htm Zapoznaj się z tym komunikatem i pamiętaj.że jeśli jeszcze raz użyjesz wulgaryzmu to dostaniesz ostrzeżenie.
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:53:00 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 18, 2012, 12:25:27 »
0
przez Mystyc 2008-11-25, 20:19
Cytuj
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet
to bardzo zle Ci sie kojarzy bo PUA jest wlasnie osobnikiem ktory kobiet w zadnym wypadku nie krzywdzi...



Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.
czyli wlasnie chcesz stac sie PUA :D bo PUA to nie tylko uwodzeie kobiet ale to cale zycie i dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie...


co do wulgaryzmow to juz HUDY napisal i popieram go w calej rozciagliwosci :D

love
Mystyc
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:52:48 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 18, 2012, 12:37:49 »
0
przez wesoły ;) 2008-11-25, 22:33

No OK, w takim razie dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu ;], a teraz do rzeczy.

TYDZIEŃ ZMIAN (dokładnie tak! będę was mordował nazwami akapitów :P)
Jak już wspomniałem trafiłem na tą stronkę przez przypadek, ale cholernie się z tego faktu cieszę ;]. W niedzielę przeczytałem wszystkie możliwe poradniki jakie dało się ściągnąć i wziąłem sobie do serca radę, żeby sprawdzać to w praktyce. Poniedziałek - pomyślałem - dobry dzień na start. Niedzielny wieczór poświęciłem jeszcze na walkę z lustrem i wmówienie sobie, żeby wszystko co do tej pory myślałem o sobie choć na ten jeden poniedziałek wyrzucić do śmietnika.

Podróż tramwajem spędziłem na psychicznym przygotowaniu się do tego co zacznie się dziać od momentu kiedy drzwi pojazdu się za mną zamkną. No i zaczęło się - strzeliłem prostą pozycję, głowa do góry, a nie w beton ulicy i przede wszystkim leciutki uśmiech, swoboda ruchów i przed siebie.

Mam w głowie fakt pojedynków na oczy i hasło, że "niektóre ci nie odpuszczą, musisz trzymać się twardo i nie dać im wygrać". W kierunku na wydział zaczęła się zbliżać jakaś blondynka, nawiązał się kontakt wzrokowy i nie odpuściłem. W ostatnim momencie przypomniało mi się (:P), żeby obdarować takie bejbe uśmiechem i... odpowiedziała tym samym! TO DZIAŁA! Cieszyłem się jak dziecko, kiedy dostanie jakąś super wymarzoną zabawkę!

Zacząłem więc strzelać z gał do ludzi ile się da, przegrywali i stało się to co było napisane w poradnikach - "od razu poczujesz się pewniej"... no i się poczułem :). W przeciągu kilkudziesięciu minut faktycznie poprawiłem swoją pewność siebie. Traf chciał, że musiałem tego dnia przejść przez piotrkowską, żeby znaleźć pewien lokal. Gdzie ulica była to mniej więcej wiedziałem, ale nie zaszkodziło się spytać jakiejś sympatycznej dziewczyny o drogę ;).

Kiedy na widoku pojawiła się drobna, krótko ścięta czarnowłosa dziewczyna z zamyśloną główką skierowaną w chodnik to postanowiłem, że to ona mi odpowie, gdzie jest mój cel. Udało mi się ją jakby "wyłowić" wzrokiem tak żeby patrzyła się na mnie. Byłem bardziej sobą - miły, sympatyczny, pewniejszy siebie, ale nie klałn. Kiedy się oddalałem po kilkudziesięciu sekundach rozmowy w drugą stronę zaczęła jeszcze coś opowiadać o tej ulicy, ale jej oczy mówiły coś w stylu: "a może jednak pójdziesz ze mną ten kawałek... pliz, pójdź...".

W sumie to nawet żałuję, że nie spróbowałem pociągnąć z nią czegoś więcej, ale chyba nie byłem gotowy na jakąś pogadankę. Fakt faktem, że zaliczyłem kolejny sukces! Tego dnia (cały czas mowa o poniedziałku) spotkało mnie kilka zawodów, ale idąc myślą "co cię nie zabije to cię wzmocni" i tym, żeby się nie poddawać to po prostu potraktowałem to jako nawóz do mojego sukcesu ;).

Wtorek zszedł na poprawianiu błędów z poniedziałku (tych było mnóstwo!). Za to środa była dniem, w którym zaliczyłem tylko jeden sukces kontaktu wzrokowego z uśmiechem, ale nie przejmowałem się tym. Siły koncentrowałem na kawie z koleżanką, z którą byłem umówiony na 20 na Placu Wolności. Generalnie rzecz ujmując poszło mi nieźle, ale lody udało mi się skruszyć dopiero po około 45 minutach. Było trochę emocji, nerwówka, etc. Niemniej jednak ostro dawałem czadu i potrafiłem już wychwytywać kolejne tematy do rozmowy, tak więc z tym nie było żadnego problemu! Trochę zbiło mnie z tropu wodzenie wzrokiem po szybie, ale od razu reagowałem i było super. Spotkanko trwało do 22 i uznaję je za sukces.

W czwartek miałem rozmowę kwalifikacyjną do nowej pracy i udało mi się lekko zbajerować swoją selekcjonerkę, co uznałem za wielki sukces. Na razie dobrze się nam układa, choć nie mój typ charakterologiczny... ale gdybym nie spróbował to bym nie wiedział. To był moment przełomowy, dotarło bowiem do mnie to, że nie ważne co - zawsze jestem wygrany!. Reszta tygodnia od tego momentu popłynęła na fali zadowolenia jaką prezentuje utwór "Bulgarian Chicks" zespołu "Balkan Beat Box" :D (polecam, chłopaki są rewelacyjni muzycznie, a że trochę się uczę tańczyć to sobie przy nich ćwiczę).

Bezczelnie zacząłem być coraz bardziej pewny siebie :P (ale nie zarozumiały). Podchodziłem do koleżanek z grupy na studiach i gadałem sobie jakbyśmy znali się od zawsze. Nagle zaczęło się okazywać, że jestem w stanie skupić na sobie ich uwagę! Szok w ogóle! Wystarczył uśmiech, zmiana pozycji i nagle ludzi zaczęło interesować to jaki jestem i co mam do powiedzenia i zacząłem więcej dawać z siebie. Pytaniem, którym teraz otwieram rozmowę jest "co byś chciała dostać na gwiazdkę" - temat rzeka, przy okazji można się dowiedzieć o dziewczynie takich informacji jak ulubiony kolor, styl biżuterii, no wszystko. Wiem, że dobrze poprowadzona rozmowa da takie informacje sama w sobie i nie trzeba zaczynać od mojego pytania, ale to jak dla takiego początkującego jak ja to bajka ;].

Dziewczyny w niektórych momentach rozmowy dostawały "zakłopotacza" i nie wiedziały co mówić. Były bardzo zaintrygowane faktem, że ktoś wreszcie rozmawia z nimi na przyjemne tematy, a nie o studiach, pracy, problemach koleżanek. Kobiety są istną kopalnią wiedzy. Ich punkty widzenia, w ogóle sposób w jaki podchodzą do życia sprawia, że w zasadzie zaczynam je poznawać od nowa i zaczynam się od tego uzależniać!

Poza tym zacząłem dominować w kwestiach swojego życia. W końcu mam ponad 20 lat i jestem mężczyzną, prawda? Dochodzi przez to do spięć na polu zawodowo - naukowym. Jednym z takich przykładów jest zdarzenie jakie spotkało mnie ostatnio na zajęciach, gdzie miałem zastępstwo za swojego doktora z kolesiem, którego można określić jako chorego despotę, który nie lubi jak ktoś mu się stawia. W życiu każdy student robił to co mu kazał, bo przecież jest tylko studentem... no i trafił na mnie 8-). Jego autorytet polegał jedynie na stanowisku, które posiadał (podobnie jak autorytet innych opiera się tylko na sile fizycznej).

Sytuacja wyglądała tak, że część grupy siedziała w rzędzie, a ja siedziałem skrajnie z brzegu i chciał, żebym zmienił miejsce na visa vi grupy:
on (stanowczo): niech się pan przesiądzie tutaj.
ja (łagodnie, ulegle): ale ja się nagnę.
on (tak samo): jak się pan nagnie?
ja (tak samo ulegle): no normalnie, nachylę się.
on (jeszcze bardziej stanowczo): proszę się tutaj przesiąść.
ja (już inny ton): nie.
on: dlaczego?
ja: bo nie lubię jak mi ktoś mówi co mam robić w życiu.
on (szok, zmiękł trochę): ale ja pana proszę.
ja: ale mnie tu wygodnie.
on: aha. no to w takim razie porozmawiamy po zajęciach. i będzie pan na zajęciach do końca (chciałem się zwolnić ostatnie 15 minut).

Po drodze przegrał ze mną na oczy :). W głowie powoli robił mi się mętlik - co mu powiem po zajęciach, żeby utrzymać swoją pozycję i jakoś z tego wybrnąć z twarzą, emocje lekko wzięły nade mną górę i wtedy sobie przypomniałem kto tu w końcu jest Alfa - ja czy on? Kto miał się czuć skrępowany czyją obecnością? Przecież samiec Alfa nie boi się kontaktu z innymi, jest otwarty, uśmiechnięty, pewny siebie. To inni mają srać po gaciach podczas rozmowy z nim. Jak tylko to pojąłem to rozsiadłem się z powrotem na swoim krzesełeczku i zacząłem kombinować jak mu tu jeszcze wbić szpilkę i zgnoić do końca jednocześnie dając zejść adrenalinie.

Wiadomo, że po takich sytuacjach następuje głucha cisza z obu stron. Ale Alfa to ja, więc się nie stresowałem i w trakcie zajęć z perfidii zadawałem mu jeszcze pytania. Potem zacząłem się zastanawiać czy wymknąć się ukradkiem z sali i zapomnieć o rozmowie, ale tu znów przypomniałem się sobie i jak tylko skończyły się zajęcia to podszedłem do niego i znokałtowałem pytaniem "czy mam zostać, żeby Pan mógł ze mną porozmawiać?". Odpowiedział jedynie, że chyba sam jestem w stanie wyciągnąć wnioski z tej dyskusji. Owszem - byłem w stanie. Zdominowałem go i poczułem się tak cholernie dobrze jak nigdy przedtem.

W trakcie tego tygodnia wystartowałem z oczami do kilku cwaniaków i zmiękli, robię się coraz lepszy. Chcę więcej, Więcej, WIĘCEJ! Robię się coraz lepszy dla siebie. Pewność siebie pozwala mi bardziej wydobywać swoje wnętrze i pokazywać je innym. Kobiety zaczynają się czuć komfortowo w moim towarzystwie, a ja nagle potrafię usiąść obok nieznanej mi wcześniej dziewczyny i swobodnie z nią rozmawiać i pozwolić jej zrzucić ten lekki stres spowodowany rozmową z nieznajomym.



Przede mną jeszcze długa droga. Ale jest to droga, którą warto podążać, cytując Mystyc'a: "dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie... ".

Jednak nagle świat się otworzył, jakby tylko dla mnie. Z kolesia, który podpierał ściany na imprezach, a z copiątkowego chlania na umór zrobił religię stałem się tym, który na imprezach będzie tym podziwianym i który będzie umiał powiedzieć sobie stop, bo panuje nad sobą i nad tym co go otacza, dać kobiecie szczęście, a chlanie przełożyć na inny termin (sesesese).

Nagle zacząłem pisać smsy ze śliczną dziewczyną (której w ogóle nie znam, koleżanka znajomej... po prostu raz kozie śmierć). I smsami sprawiłem, że dzień w którym do niej napisałem był "najlepszym" do tej pory. Nie piszę już, biorę na wstrzymanie, niech ją palce swędzą i się zastanawia :D... ale jestem o krok od hasła, że "nie lubię rozmawiać przez gg i smsy, bo wolę cztery oczy" i umówienia się na kawę.

Nagle zacząłem wskakiwać na kolejne etapy w rozwoju swojej postaci. Nagle świat stał się milszym miejscem do mieszkania, a frajerzy, do których niegdyś należałem, zaczynają być dla mnie tylko tłem.



Pojawiają się za to nowe pytania - często jadam na stołówce i zaczynam się zastanawiać jak jeść z klasą. Robię postępy, ale z łyżką często trudno utrzymać grację... any help?

Będę się starał pisać co jakiś czas takie dłuższe zwierzenia, ale tylko wtedy, kiedy stanie się coś co będzie warte opisania, bo nie mam zamiaru zanudzać.

Pozdro ;)!

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 18, 2012, 12:40:14 »
0
przez arturro 2008-11-25, 23:15
Cytuj
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Pojawiają się za to nowe pytania - często jadam na stołówce i zaczynam się zastanawiać jak jeść z klasą. Robię postępy, ale z łyżką często trudno utrzymać grację... any help?

Jak będziesz sie skupiał na tym jak jeść... żeby nie wygladało dziwnie to będzie dziwnie. Nie myśl o tym. Ale pamiętaj żeby zachowywac sie jak należy. tzn kulturalnie :P
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:53:11 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 18, 2012, 12:42:04 »
0
przez wesoły ;) 2008-11-25, 23:31

W sumie racja. Jeszcze laski sobie pomyślą, że wyżej sra niż dupę ma. Ale wiesz - siedzieć jak łajza zgarbiona, a wyprostowany to różnica. Chodziło mi raczej o mowę ciała niż o same kwestie techniczne, dzięki ;).

[ Dodano: 2008-12-02, 23:05 ]
TEMAT: IMPREZA IMIENINOWA
SPIS TREŚCI :]
1. Wstęp
2. Strój
3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
4. Zachowanie
5. Taniec (cz.1)
6. Obchód klubu
7. Taniec (cz.2)
8. Przemyślenia




1. Wstęp
No to za sobą mam przełamywanie lodów w postaci imprezki studenckiej z bliżej nieznanymi znajomymi ;]. Jako, że miałem niedawno imieninki to w czwartek postanowiliśmy świętować i kolega (też Andrzej) zrobił "jumprezę" (czyt. dżamprezę :P) w akademiku i potem mieliśmy wyjście na kluby. Postaram się mniej więcej punktowo ująć jak było i wykazać swoje błędy. A w ogóle zaznaczyć trzeba, że ogromnym krokiem do przodu było to, że się NIE UCHLAŁEM na imprezie. Cały czas latałem z drinkiem i dolewałem sobie soczku/wódeczki, ale bez przesady. Do klubów poszedłem "na czysto", tam spijałem browarki, sumując: 4 kolejki + 2 piwa.



2. Strój
Ubrałem się elegancko, tak jakbym szedł na kawę z nieznajomą i chciał dobrze wyglądać. Styl klasyczny i lekko luźny, ale nadal elegancki. Koszula i sweterek w serek, wszystko ładnie wygląda. Sweterek z podwiniętymi rękawkami, żeby było więcej luzu... no i porażka(!)... i to jaka?! Okazało się, że w sweterku i koszuli pociłem się jak szalony, a gdzie tego świństwa w klubie zostawić nie było, bo każdy był na parkiecie i w dodatku nawalony. Jeśli zaś chodzi o momenty w akademiku to sprawdzało się całkiem OK, ale widać było, że niepotrzebnie się tak ubrałem, bo nieświadomie wpływałem na kobietę dając jej sygnał, żeby nie była zrelaksowana, bo rozmawia z dupkiem, który "wyżej sra niż dupę ma" (przynajmniej ja to tak odbieram z dzisiejszej perspektywy).
Wnioski:
- Pracując niegdyś jako sprzedawca w centrum handlowym wiem, że strój odgrywa ogromną rolę w pierwszym kontakcie. Mimo posiadania tej wiedzy sam siebie zaciągnąłem w pułapkę "sztywniaka". Kolejnym razem muszę baczniej dobierać fatałaszki (:P) do wyjścia. Na klub jak najluźniej - zwykłe jeansy i jakiś fajny tshirt (wyróżniający z tłumu, np. ekstrawagancki kolor, ale bez tandet i błyskotek) - w końcu idziemy się bawić, a nie na rozmowę kwalifikacyjną :).



3. Body Language
Kolejna bajka to mowa ciała. Z tym dawałem sobie w miarę radę. Chód, uśmiech, itd. to dla mnie już żaden problem. Drink na wysokości biodra i jest klasa. Niestety, jak już wspomniałem wyżej, było troszkę ciężko, bo mowa ciała z takim strojem moim zdaniem ciężko współgrała z klimatem, ale nie dawałem za wygraną. Rozwalałem się na kanapach jak król, zwracało uwagę, uśmiechnięty i w ogóle fajnie. Działałoby lepiej, gdybym był bardziej wyrobiony, ale nie ma co narzekać, tylko trenować!
Wnioski:
- Nareszcie pojąłem, że bycie zauważalnym to nie tylko mowa ciała, albo poszczególne aspekty wizerunku i zachowania. Ona (tj. BL) czyni cuda, to fakt, ale mowa ciała może być wzmacniana właśnie przez inne aspekty (zachowanie na imprezie, status, ubiór, etc.). Właśnie TERAZ zrozumiałem, że PUA to jest CAŁOŚĆ, wszystkie elementy muszą jednocześnie współgrać, rywalizować i fascynować. Ktoś kto opanuje to do perfekcji wygrał życie.



4. Zachowanie
Tu poszło moim zdaniem tragicznie. Niby, że była to też moja impreza ("Andrzej") to niestety, ale kiedy śpiewano "Sto lat" to ja byłem tylko dodatkiem. Nie umiałem sprawić, żeby ludzie się mną zainteresowali i żeby pojęli, że ja TEŻ mam imieninki. Mimo, że byłem w miarę widoczny (mowa ciała) to nie przeniknąłem do towarzystwa. Udało mi się złapać kontakt z pewnym kolesiem, ale zbyt długo z nim gadałem. Dodatkowo doszedł syndrom szwendania się za kimś kogo już znam, strasznie się tym irytowałem. Szczerze jednak powiem, że nastawiłem się na kluby i na tym skupiałem swoje siły.

Sukcesem jednak było to, że przełamałem się i zagadałem z kilkoma dziewczynami wprawiając je w wesoły nastrój. Niektóre są chętne do rozmowy, inne mniej. Wynika co z całokształtu sygnałów jakie wysyłamy no i z charakteru partnerek oczywiście. Generalnie jednak było za mało mnie. Kilka sukcesów i dużo do poprawy, ale jadę dalej na maxa ;D!
Wnioski:
- Muszę popracować nad swoją osobą. Dopracować kwestie wzbudzania zainteresowania, więcej ze sobą zrobić w życiu, więcej luzu i zabawy, więcej imprez, wyjść, przygód.
- Trzeba opracować kilka tematów zaczepnych na kolesi (wkupienie się w łaski)
- Muszę opracować więcej tematów, które rozpoczną rozmowę z laską/laskami (nie mówię o "otwieraczach"), gdyż "co byś chciała na gwiazdkę?" już mnie nudzi. "Twoje marzenie życia" brzmi tandetnie, ALE zaczynam dostrzegać to, że bardzo ważna jest forma w jakiej temat jest zaproponowany, jeśli popracuję nad wprowadzeniami to mogą być pozytywne skutki, np.
ja: Oja, co ty taka podekscytowana imprezą jakbyś miała skakać z samolotu?
ona: Bla, bla, bla.
ja: Ja zawsze chciałem skoczyć ze spadochronem (kilka zdań zabarwionych emocjami).
ona: bla, bla, bla
ja: A ty, twoje marzenie życia?
Dałoby radę? Co wy o tym myślicie?
- Popracować nad tym, żeby kobieta od samego początku czuła się w moim towarzystwie komfortowo(!)




5. Taniec (cz.1)
No tutaj szał ciał! CHRYSTE! JAKI (aż zabluźnię!) KUR WA JE GO JE BA NA MAĆ SUKCES! Jeden miesiąc treningu tańca i z tanecznego drewna zamieniłem się w całkiem niezłego densera! Zniknęły dwie kłody przedzielone w połowie i połączone sznurkiem, a na ich miejscu pojawiły się nogi. Nie ma już worka piasku, za to są kręcące się biodra i wirująca klatka piersiowa. Definitywnie jest jeszcze DUŻO do zrobienia (żeby nie rzecz OD GROMA [a żeby nie zabluźnić, że OD ZAJEBANIA]), ale jestem na właściwej drodze. Dużo pozytywnych emocji, definitywny sukces.

Jeszcze pół roku temu uważałem, że taniec to jeden z bardziej pedalskich sportów na ziemi (bez urazy). Przełamałem się sam (zanim dowiedziałem się o stronce i reszcie) i dziś uważam, że jest to REWELACYJNA forma spędzania wolnego czasu, zacząłem poważnie doceniać profesjonalnych tancerzy. Taniec daje szeroki wachlarz umiejętności w budowie swojego ciała, przydaje się w łóżku, poprawia kondycję i przede wszystkim poprawia koordynację ruchową! Dodatkowo jest istnym WABIKIEM na kobiety (o tym później) i uczy podejścia do kobiet (autentycznie zauważyłem, że od momentu kiedy poprawiłem swoją pewność siebie zacząłem lepiej prowadzić, a im lepiej prowadziłem w tańcu tym większą pewność siebie miałem w środku mojego ciała; te dwa elementy idą w rewelacyjnej parze!!!). Polecam taniec WSZYSTKIM z powodów wyżej opisanych i jeszcze takich:
- kiedy idziesz na naukę tańca to w większości na lekcjach są laski - masz pole doświadczalne; walić to, że często są z facetami, przecież nie chcesz się z nimi kłaść do łóżka, albo wychodzić za mąż, po prostu czysty kontakt
- jeśli jesteś w związku z kobietą to definitywnie jesteś w stanie go tańcem wzmocnić; on (tj. taniec) rewelacyjnie pokazuje jaką jest się parą, daje obojgu wyzwanie i sprawia ogromną frajdę(!)
- WIEK NIE GRA ROLI.

Kontynuując taniec z punktu widzenia użycia go już w klubach to wyszło bardzo fajnie. Dziewczyny świetnie się bawią jak mają kogoś kto robi coś więcej niż tylko je okręca w kółko. I tu z miejsca POWAŻNA uwaga do wszystkich - NIE(!) wirujcie laskami jak pokręceni! Kiedy obserwowałem jedną dziewczynę, która mi się spodobała, i jej taniec z jakimś typkiem (zero "skilsów" [ang. skills - umiejętności]) to zauważyłem, że ciągle ją obracał pod ręką. Obrót to łatwa, ale i poważna kwestia techniczna. Jasne, że łatwo wbić się po obrocie w rytm, ale można stracić kontakt ciał. Jeśli tylko nią kręcicie to macie przerąbane - uzna was za kogoś standardowego, który myśli, że jeśli raz zrobił coś dobrze to kolejne podejścia dadzą ten sam rezultat... niestety panowie, kobiety są inne. Leci to dokładnie w ten sam sposób jak ze znanymi wszystkim "miesięcznicami":
- pierwsza miesięcznica - laska jest zaskoczona, choć się pewnie domyśla, martwi się czy będziesz pamiętał
- druga miesięcznica - przewiduje coś, ale liczy, że ją czymś zaskoczysz
- trzecia miesięcznica - zaczynasz być przewidywalny
- ...
- siedemnasta - przychodzisz z kwiatami i oboje strzelacie standardowy rytuał: ty jej je wręczasz, ona je przyjmuje, wymusza uśmiech i mówi, że to miło z twojej strony, potem siadacie w pokoju i następują kolejne rytualne czynności związkowe.

RZYGAĆ mi się chce na samą taką myśl, zwłaszcza, że kiedyś WŁAŚNIE taki byłem. Więc powtarzam - bądźcie niepowtarzalni, zaskakujcie, wywijajcie na parkiecie, zmieniajcie style, tempo, etc. A żeby to robić jeszcze lepiej - zapiszcie się na taniec. To nie boli i nie gryzie, spróbujcie.

Wracając do tematu - plus dla mnie za taniec. Przestałem być "obrońcą piwa", bądź jak sam to określam "rycerzem ścian". Wlazłem na parkiet i poszło ekstra. W klubie sytuacja dla PUA jest o tyle korzystna, że większość facetów to już zaprawieni wódą desperaci seksualni, którzy potrzebują "%", żeby się przełamać. Kobiety piją znacznie mniej (jeśli nie w ogóle) i wręcz OCZEKUJĄ kogoś kto je porwie w wir nagrań i nie będzie wstawiony. Bo nie wiem jak bardzo byście się starali lasce zaimponować tańcem po kilku głębszych to "oczy węża" raczej odstraszają niż zachęcają i kobieta zaczyna szukać drogi ewakuacji. Typowa sytuacja ze strony "Pana Wstawionego" jest taka, że zaczyna wymuszać, bo przecież mu "się należy", typowe myślenie frajerstwa - "jeśli ze mną tańczysz to pewnie chcesz się ze mną rżnąć".

Kolejna uwaga idzie w myśl chłopaków z Warszawy - MAX(!) trzy kawałki. Potem tracisz efekt zaskoczenia oraz bycia niestandardowym i trafiasz do szufladki z napisem "już byłooooo". Prosta zasada: intrygujemy, uwodzimy (tańcem) i zdejmujemy (z parkietu), ot cała sztuka. Jasne, że inaczej bawimy się z koleżankami, a inaczej kiedy uwodzimy - jak dla mnie kwestia nastawienia i wyczucia poszczególnych momentów.

Bawiłem się z nowo poznanymi koleżankami w akademiku i jedna fajnie tańczyła i w ogóle miałem z nią miły kontakt. Fajna dziewczyna, uśmiechnięta i w ogóle. Jak tylko poprawię umiejętności i będę miał ochotę (dokładnie tak! już nie "dar od losu", "szczęście", czy inne "przypadki") to zaproszę ją na kawkę.



6. Obchód klubu

Kiedy taniec lekko mi się znudził to poszedłem na obchód klubu przez parkiet do baru... wciąż lekko tańcząc i prowokując napotkane dziewczyny. I tu problem - czasami były chętne, ale przeważała reakcja negatywnej odpowiedzi powiązanej z zaskoczeniem (podczas tego jak i następnych "obchodów"). Nie wiem czym to było spowodowane, ale podejrzewam, że raczej brakiem "zaproszenia".

Idąc do baru udało mi się tanecznym krokiem (tango) podbić pod ladę i kupić browarka od barmanek, które odwzajemniły mój uśmiech i niekonwencjonalność podejścia. Po drodze złapałem kontakt z fajną blond (hb8!) i próbowałem z nią porozmawiać po chamsku obchodząc ją z tyłu i siadając na wolnych siedzeniach (pod kątem), była zainteresowana. Nagle znikąd pojawiły się jej koleżanki ("obrońcy sztuki") i poinformowały o zajętych przeze mnie miejscach. Grzecznie ustąpiłem i z uśmiechem zacząłem czarować resztę, przeniosłem inicjatywę na "liderkę" (puszysta dziewczyna, ale bardzo sympatyczna). Wziąłem ją z miejsca na parkiet i fajnie się wybawiłem, obiecaliśmy sobie taniec (cała czwórka). Ta część opowieści kończy się tak, że kiedy po jakimś czasie znalazłem dwie z grupki na parkiecie (gdzieś z boku) i podbiłem to nie "otworzyły" mi miejsca, potańczyłem chwilkę i z uśmiechem opuściłem panie (niech wiedzą co tracą, a jak?!). Chwilę później podbiła liderka i ze mną tańczyła (kurcze, naprawdę fajnie tańczyła!). Po pewnym czasie zagadała, że "obiecałem taniec" i zaczęła mnie ciągnąć do dziewczyn, ale stanowczo odmówiłem... miały swoją szansę.

Po pierwszym obejściu i odejściu od baru usiadłem sobie samotnie i dłuższą chwilę kontemplowałem klub. W tym punkcie po całości dałem dupy, albowiem przy stoliku obok siedziały dwie laski (hb8 i hb6) i jeden gach. Typ był ewidentnie zajęty "ósemkną", a "szósteczka" siedziała samotnie i liczyła baranki w głowie myśląc pewnie po drodze po kobiecemu "jaka to ja nie jestem beznadziejna" drapiąc się od czasu do czasu po tyle głowy w okolicach, gdzie zaczynają się włosy (znacie to). MIAŁEM ochotę ją oderwać od stolika i pogadać, ale tego nie zrobiłem. Próbowałem łapać kontakt wzrokowy, bez rezultatów. Za mało inicjatywy z mojej strony. Następnym razem wbiję między wszystkich bez pardonu i zobaczę co będzie.

Takich obchodów zrobiłem około 3 - 4 w międzyczasie tańcząc. Tu moja uwaga jest taka, że w klubie trzeba na początku wyrobić sobie kilka chętnych panień do tańca, żeby nie wracać na parkiet jak burak... opanowanie technik z ebooka "Warsaw Liar" to już wyższa szkoła jazdy, ale nie niemożliwa do zrealizowania, będę się starał podążać drogą przez nich wyznaczoną ;]. Między tańcem i obchodem udało mi się swoją osobą zainteresować barmankę (taaaaki miała uśmiech i w ogóle aparycję, jej koleżanka podobnie, UAH!). Dodatkowo zodiakalny lew (jak ja), więc się nakręciłem, ale świadomości dawałem jasno do zrozumienia, że tu logika ma rządzić, a nie emocje. Gadka - szmatka, bajer na "prezent na gwiazdkę", kilka wyłowionych tematów po drodze i strzał na kanapę. Podczas "obchodów" często podszczypywałem za boczki dziewczyny, które mi się podobały, ale nie odwracałem głowy, sygnał był chyba jasny ;].



7. Taniec (cz.2)
Siedzę sobie wygodnie, sączę piwko i obserwuję dwie tańczące laski. Jedną "ukradł" jakiś typ i druga (hb7) została w niedwuznacznej sytuacji tańca solo. Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj po kilkudziesięciu sekundach zmieniają miejsce, szukają znajomych, schodzą ze sceny... no i dałem się porwać spontaniczności! Najzwyczajniej w świecie postawiłem piwko na stole i bez słów wziąłem ją w obroty. Okazała się świetną kompanką i tu pełen sukces! Poszło wszystko z ebooka chłopaków z Warszawy - taniec solo naprzeciw siebie, dłonie, zbliżenie, objazdy dłońmi po konturach ciała, taniec na nodze, etc. Dała się całować po szyi, często ją wyginałem, odwzajemniła tym samym, ale znacznie mniej niż ja (sesesese :P). Było duuużo kontaktu wzrokowego, taniec czoło w czoło i czuję, że mogłem ją pocałować (może nie nachalnie w "ślimaka", ale delikatne zagryzienie warg dałoby świetny rezultat).

Koniec utworu (drugiego) i zdejmuję laskę z parkietu, ale w tym momencie DJ puścił jakieś fajne nagranie i z nią zawróciłem, bo musiałem wytańczyć utworek. Dalej buziaczki po szyjce, etc. Po nagraniu zaprowadziłem ją na ławeczkę i nie zdążyłem nawet otworzyć ust, a powiedziała, że za chwilę wróci (prawdopodobnie wołała ją koleżanka). Poczekałem około 3 - 5 minut i zawinąłem się z miejscówki - nie będę z siebie robił desperata i ganiał jej po klubie :P. Miała swoją szansę i nie ważne, czy ściemniała, czy poważnie coś wypadło - jej strata.

Kiedy z nią tańczyłem zrobiłem wokół siebie dużą przestrzeń. Gdyby zrobić zdjęcie z góry to definitywnie byłoby to widocznie. Uczyniłem to powoli przepychając kolesi, którzy strasznie się tym oburzali. No cóż - Samiec Alfa nie odczuwa dyskomfortu z powodu kontaktu z innymi samcami, więc się odsuwali dając mi więcej pola. Po drodze tańcząc zauważyłem, że grupka dziewczyn przyglądała się mnie i puszczały zalotne uśmiechy. To był moment, w którym wiedziałem, że powoli zaczynam budować swoją pozycję w klubie tego wieczoru.

Po niepojawieniu się mojej "ofiary" (:P) zwinąłem się do innego klubu. Byłem już wtedy kompletnie sam. Ale przecież do odważnych świat należy i trzeba pozwiedzać, prawda? Ano prawda, ale porażka była konkretna!!! Sam jakoś nie potrafiłem zrobić za wiele. Dwa obejścia i zawijka (fakt, że musiałem iść rano do pracy potęgował uczucie najszybszego położenia łba na poduszce do sześcianu). Spotkałem znajomych, chwilka gatki i zmyłem swoje cztery litery na nocleg.
Wnioski:
- tańczyć, Tańczyć, TAŃCZYĆ ;D!
- Jak na początek to trzeba wejść do klubu i roztoczyć swoją magiczną woń (o czym piszą "Warsaw Lair"). Niech kobiety same cię obserwuję, interesują się i wtedy nie będzie tak strasznie. Musimy posiąść umiejętność dawania do zrozumienia kobietom, że "hej! jestem spoko koleś! nie gryzę, chodź zatańczymy, pobawimy się, nic zobowiązującego po prostu szczęście". One muszą wiedzieć, że TY TO TY!



8. Przemyślenia
Zasmucił mnie fakt "studentek". Wydaje mi się, że są to dziewczyny podawane z rąk do rąk. Trochę wierci mi to dziurę w brzuchu, wiecie - tu jakiś buziak ze znajomym, tam obściski z innym, tam mały, szybki seksik. Mam wrażenie, że się nie szanują i trochę mnie to wkurza. Może to jednak być tzw. "syndrom prawiczka" (jak ja to sobie nazwałem, chociaż prawiczkiem nie jestem to jednak suma kobiet w moim życiu powaliłaby niejednego PUA na kolana... ze śmiechu :P).

W końcu kobieta też człowiek i od życia chce sobie coś wziąć, a czasy się jednak zmieniły. Jednak jestem w pewnych kwestiach konserwatywny, a o swojej przyszłej niedoszłej partnerce życia chciałbym się wypowiedzieć jako o tej, która pewne wzorce kulturowe kobiety spełnia. Nie mógłbym być jej "koffanym misiaczkiem", wiedząc, że w "akadach" dymało ją np. 3 kolesi na raz.

Jednak uważam tak tymczasowo :). Myślę, że jak popracuję nad sobą to nie będę się musiał o nic martwić, bo to w końcu ja będę TYM mężczyzną, od którego kobieta mojego życia (i nie tylko :D) dostanie to czego nie dostała od żadnego innego. W głowie trwa więc konfrontacja resztek "miłej łajzy", która oburza się na frywolne przygody seksualne fajnych i ładnych dziewczyn z kolesiem, który jest głównym bohaterem tychże historii, a o których ci pierwsi mogą jedynie pomarzyć... szczęście ten drugi zaczyna wygrywać :P.







TAMAT: NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA

SPIS TREŚCI :]
1. Wstęp
2. Praca
3. Nowy ja na co dzień
4. Plany
5. Podsumowanie




1. Wstęp
Dzięki tej stronie, forum, mejlom od Uwo i wrodzonej ciekawości, która dała mi kolejne materiały zmieniam swoje życie. Staję się coraz weselszy, milszy, pewniejszy siebie, słowem - LEPSZY. Czuję się powoli, że wulkan energii, który we mnie tkwi, szykuje się do wybuchu (bez skojarzeń proszę :P). Życie autentycznie stało się wspaniałe ;). Słowa powyżej, że "PUA to najlepsza wersja samego siebie" nabrały już pełnego znaczenia. Patrzę na życie zupełnie inaczej, a przekłada się to na dawanie ludziom większej ilości radości. Teraz postaram się opisać kilka wybiórczych akcji z mojego "nowego" życia ;D.



2. Praca
Jeśli jeszcze nie wspominałem to piszę teraz, że moja praca wymaga ode mnie bycia w kilku miejscach Polski w ciągu jednego tygodnia. Jest to męczące, ale przynajmniej mam sposobność zwiedzania (czasami tylko przez szybę samochodu, ale jednak). Ostatnio wysłano mnie w delegację m.in. do Warszawy, przybyłem przed czasem i miałem jeszcze dobre 2 godziny czasu wolnego, więc wstąpiłem co CH "Złote Tarasy".

Szwendałem się bez większego celu po sklepach zagadując sprzedawczynie, pytając się o sklepy, etc. Jednak moją uwagę skupiła pewna przesympatyczna kobieta ze sklepu z okularami. Blond kręcone włosy, uśmiech na twarzy - mój typ. Postanowiłem, że "popatrzę co się teraz trendy przywdziewa na nos". Poprosiłem o pokazanie kilku modeli w międzyczasie rozmawiając sobie o pierdołach. Generalnie udało mi się sprawić, żeby poczuła się w moim towarzystwie komfortowo i dostałem miękką piłkę (chyba, jeśli się mylę to wyprowadźcie mnie z błędu), albowiem dostałem kolejny model i:
ja (z uśmiechem): O. Te to takie "Zły Pan Policjant" :).
ona: A te Panu dałam, bo mi się podobają.

Potem sobie zacząłem żartować, że potrzebuję czegoś do czerwonego ferrari, więc dostałem fajny model ekstrawaganckich czerwonych "sportówek". Oddałem podziękowałem i zgarnąłem ją pytaniem o to co by chciała dostać na gwiazdkę, odpowiedzi nie było, ale nie odpuszczałem:
ja: No przecież musi mieć Pani jakieś marzenie, każdy ma marzenia!
ona: No tak... No... Moim marzeniem jest pojechać na Dominikanę.

Następnie popełniłem błąd, bo spytałem się czemu go nie spełni i weszło na kwestie finansowe. Udało mi się chyba jednak z tego wybrnąć jakoś z uśmiechem i w miłej atmosferze opuściłem sklep.

Nie byłby to jednak koniec historii, oj co to to nie! Kiedy tylko więc miałem chwilkę wolnego czasu w sobotę po pracy to wziąłem kartkę A4 i z gazet powycinałem obrazki charakterystyczne dla wysp Ameryki Środkowej, a z literek ukliciłem napis "Dominikana" i dołączyłem karteczkę ze "Sposobem użycia". Na ów instrukcji obsługi była treść, żeby uzupełnić wyklejankę swoim zdjęciem z "sexy lokami" w centrum, uwierzyć w to że marzenia się spełniają i dać się porwać przygodzie, kiedy pojawi się pewna i atrakcyjna oferta turystyczna. Wszystko wcisnąłem w kopertę z Empiku z małą czerwoną kokardką. W niedzielę, kiedy wracałem, odwiedziłem to centrum handlowe. Niestety było już po 20 i wszystko było pozamykane. Wrzuciłem jednak kopertę przez drzwi i pozostawiłem losowi. Mam nadzieję, że w poniedziałek miała zmianę ;).

I wiecie co wam powiem?! Kiedy wrzucałem tą pieprzoną niespodziankę to czułem się taki szczęśliwy jak nikt inny. Nie chodziło tu o podryw (była ode mnie troszeczkę starsza), ale o to, że dzięki mnie totalnie obca mi osoba poczuje się choć przez chwilę szczęśliwa!

W biurze za to doświadczyłem "rozmowy" totalnego AFC (pol. PSF - Pospolity Sfrustrowany Frajer) z fajną dziewczyną. Generalnie żenada - mowa ciała, tematy rozmowy, niezdecydowanie, narzucanie się. Skoro ja to wyczułem to co dopiero ta dziewczyna? Zobaczyłem teraz jak bardzo jestem do przodu pomimo tak dużych braków. Będą ze mnie ludzie ;)! Poza tym koleżanki z biura dostrzegły zmianę i patrzą się na mnie tym swoim ciekawskim wzrokiem, który uwielbiam ;].



3. Nowy ja na co dzień
To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Zaczynam rozsyłać uśmiechy kiedy się da. Na przykład dzisiaj otworzyłem na dworcu drzwi staruszce (dżentelmenem bez wyjątków byłem na długo przed zajrzeniem na stronki) i dostałem za to nagrodę - z drugiej strony wychodziła śliczna blondyneczka w fioletowym płaszczyku, która już przez szybę się do mnie uśmiechała. Nie wiem czy było to spowodowane faktem, że zobaczyła, że są jeszcze jacyś mężczyźni na Ziemi, czy tym, że po prostu ja się uśmiechałem (a może i to i to?). Przepuściłem ją przez drzwi pokazując zadowolony drogę ręką:
ona: Ślicznie dziękuję...
I już prawie wszedłem na dworzec i drzwi się niemal zamknęły, bo chwilę się zawahałem, ale przełamałem opór i w ostatnim momencie powiedziałem:
ja: Ślicznie... to się Pani uśmiecha (per "Pani" dla żartu, bo wydawała się moją równolatką)!
Jej uśmiech był dla mnie największą nagrodą dnia!

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Pozytywnym przejawem mojej rozwiniętej osobowości jest również fakt, że kiedy w Empiku w Białej Podlaskiej kupowałem "osprzęt" do niespodzianki (kokardki, koperty, etc.) to udało mi się oczarować kilka osób przy pomocy szukania czegoś odpowiedniego. Dużą rolę odegrała przesympatyczna obsługa sklepu, ale swój czar też lekko rozsiałem, uśmiechając się po drodze do ślicznej krótko ściętej czarnowłosej dziewczyny, która tym faktem była lekko zauroczona.

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

W ów Empiku dostałem również w swoje łapska książkę Piotra Pytona "Sex, magia i uwodziciele" (i mam ogromną ochotę ją zeskanować i tutaj wrzucić, ale nie wiem czy nie byłoby to "piractwo"?), książkę tą "łyknąłem" w mig. Więc dziś z radością podszedłem do dwóch studentek i z uśmiechem na twarzy powiedziałem:
ja: Wiecie co dziewczyny? Muszę wam powiedzieć, że dzisiaj od rana w ogóle nie śmierdzą mi stopy!
ona #1 hb8 - ewidentny uśmiech
ona #2 hb6 (z zażenowaniem): No to bardzo się cieszymy.
ja (z jeszcze większym uśmiechem i radością): I JA TEŻ ;D!

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

A skoro był wzlot to był też i upadek, bo jedna fajna "dżaga" mnie, lekko mówiąc, spławiła. Nawet nie zdążyłem ust otworzyć. To dobry znak, bo już zaczynam czaić jak, kiedy i do kogo podchodzić. Zaczynam orientować się w całym tym świecie, dostrzegać ludzi jako atomy, które się między sobą odbijają i starać się być tym atomikiem, który przyciąga do siebie inne i tworzy związki ;D.

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Niemniej jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Powiem szczerze, że im bardziej jestem zmęczony pracą i studiami tym mniej mam siły na "trzymanie pionu" (i tu znów proszę bez skojarzeń :P). Im mniej sił tym trudniej utrzymać postawę (choć ta powoli staje się tą automatyczną), trudniej skupić myśli, trudniej rozmawiać z sensem. Pomimo wszystko to to wszystko naprawdę dodaje mocy... i życie JEST wspaniałe.
Wnioski:
- Dopracować techniki podchodzenia do kobiet. Wiedzieć jak podejść kiedy idzie naprzeciwko, kiedy ją doganiamy. Jak do niej podbić (wiem, że pod kątem 45' i lekkim łukiem, ale przydałoby się mieć to rozrysowane na "kolorowych kuleczkach")?



4. Plany
Pełen zapału w dopracowywaniu swojej techniki i stylu ruszam w przyszłym tygodniu do klubu na imprezę "Lata '70". Ciuch mam opracowany - odjechany na imprezkę właśnie w tym stylu ale bez "klałnowania". Będę(!) się dobrze bawił, rozsieję więcej czaru i będzie bajer!



5. Podsumowanie
- Znalazłem wreszcie coś co mogę zacząć kuć (styl wyrażania siebie), żeby stało się czymś dla mnie charakterystycznym. Stąd ładnie (tym razem publicznie) proszę administrację, żeby zmieniła mój nickname z "wesoły ;)" na "smiler" i zmieniła tytuł tematu na "Dajary of Smiler" :D.
- Wiem o tym, że jest ciężko i wiem, że potrzebuję pomocy. Nie musi to być wyczesany PUA, ale ktoś z kim mógłbym poćwiczyć, ktoś miałby choć trochę większe doświadczenie i z którym mógłbym bawić się w skrzydłowanie. Jest ktoś z eŁDeZetu :P?
- Łódź to piękny teren i aż dziwię się, że (chyba?) nie ma tu jakiejś grupy w stylu "Warsaw Lair", może warto więc takową założyć? Jeśliby wypaliło to znam idealnego kandydata, rewelacyjne warunki, się go wyszkoli :D. Zaś jeśli taka grupa już istnieje to proszę dać mi znać (jestem nowy w tej socjecie i nie za bardzo się orientuję).

P.S.
To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe 8-).
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 12:45:46 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 18, 2012, 12:46:25 »
0
przez emiloch 2008-12-14, 13:16
Cytuj
Bardzo ciekawie, wesoło :-D prowadzony dziennik :-). Byle tak dalej.
Jeżeli masz możliwość i chęci zeskanowania i wrzucenia książki "Sex, magia i uwodziciele", to bardzo bym prosił.W necie jest tylko fragment, który bardzo mnie zaciekawił.
Z chęcią przeczytam całość.



PS. Myślę, że osób zainteresowanych lekturą znalazłoby się całkiem sporo.
Pozdrawiam :-)
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:53:31 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #8 dnia: Październik 18, 2012, 12:49:33 »
0
przez smiler 2008-12-15, 21:02

Cytuj
emiloch napisał(a):Jeżeli masz możliwość i chęci zeskanowania i wrzucenia książki "Sex, magia i uwodziciele", to bardzo bym prosił.W necie jest tylko fragment, który bardzo mnie zaciekawił.
    Z chęcią przeczytam całość.

    PS. Myślę, że osób zainteresowanych lekturą znalazłoby się całkiem sporo.
    Pozdrawiam :-)
Heh, wyjąłeś mi to z głowy. Sam chciałem zaproponować coś takiego, bowiem jak przeczytałem książkę to wniosła ona kilka ciekawych wątków do mojego życia i z faktu, że chciałbym pomóc innym chłopakom stać się mężczyznami to chętnie podzielę się stronami. Niestety, ale trwa teraz gorący okres przedświąteczny i mam CHOLERNIE mało czasu :(. Obiecuję jednak, że ją przekaże na jakiś serwer, abyście mogli poczytać sobie o dokonaniach Piotra Pytona i reszty :).

A administrację proszę o zmianę nazwy tematu na "Dajary of Smiler" :)... PLIZZZZZ!!!







TEMAT: ROZMOWA Z KOBIETĄ
(05.12.2008)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Początek dialogu w pociągu
3. Rozmowa
4. Dalsze losy pogadanki (dominacja i zazdrość)
5. Bydgoszcz
6. Wprowadzacz




1. Wstęp
W tym tygodniu znowu udałem się w delegację, ale tym razem się nie poszczęściło co do transportu, albowiem jechałem pociągiem. Byłem jednak świadomy faktu, że będę miał okazję poznać nowych ludzi w przedziale... przynajmniej tak mi się zdawało ;).

Pociąg wyruszał rano, więc nawet nie było szansy, żeby jakieś interesujące kobiety były na dworcu, które mógłbym poprosić choćby o podanie godziny 8-). Po drodze jednak udało mi się uśmiechnąć do jednej dziewczyny, która odwzajemniła i poskutkowało to tym, że usiadła ze mną w przedziale, bo "pana już znam".



2. Początek dialogu w pociągu
Starałem się zapoczątkować rozmowę tak, żeby rozładować trochę napięcie. Niby, że coś wyszło, ale niestety nie tak jakbym sobie tego życzył. Był wczesny ranek (06:04 pociąg odjeżdżał ze stacji) i raczej oboje myśleliśmy o tym jakby to nie było cudownie poprzewracać się jeszcze w domowych pieleszach. Udało mi się jednak pokazać, że "nie gryzę" i że może ze mną miło spędzić czas na rozmowie.

Pierwszą rundę odpuściłem i poszedłem w lekki sen. Po pół godzinie przerwałem relaks i zagadałem "czy to już Bydgoszcz?" (miejsce docelowe podróży). Szczęście chciało, żeby Agnieszka (bo tak miała na imię) okazała się rewelacyjną rozmówczynią.

Wnioski:
- Najpierw kobiecie musimy się dać ze sobą oswoić. W sytuacji, w której "zaskakujemy" kobietę swoją obecnością, czekamy na jej reakcję. Używamy przy tym wszystkich możliwych chwytów (głównie mowa ciała, etc.). Przy innych okazjach czekam tylko na zaproszenie (czyli zazwyczaj uśmiech [i setki jego odmian]). Jeśli już je otrzymamy to wkręcamy się w rozmowę.




3. Rozmowa
Na początku rozmawialiśmy o (nie)typowych bzdurkach w (nie)typowy sposób. Przez kilka godzin podróży przeszedłem z nią przez chyba wszystko - rozmawialiśmy od marzeń życia, przechodząc przez wyimaginowane sytuacje typu "mam pole uprawne na marsie" na definicji "zdrady" nie kończąc. To było szczęście, że trafiłem akurat na taką rozmuwczynię. Dziewczyna autentycznie była fajna - miała nietuzinkowe poczucie humoru (w ogóle fajne słowo... "nietuzinkowe", lol :D... "twoje klipsy są nietuzinkowe" :D), fajne zainteresowania i chciała mówić. Dzięki tej rozmowie dwiedziałem się troszkę więcej o kobietach, bo popytałem o to i o tamto >:).

Okazało się, że płeć piękna autentycznie podchodzi do życia w sposób bardziej emocjonalny (wow :P). Jeśli na przykład chodzi o kwestię zdrady to sama opowiadała, że byłaby bardziej zazdrosna o każdą chwilę swojego mężczyzny spędzoną z rywalką, o każdy komplemet i uśmiech niż o sam sex (lub inny kontakt fizyczny). Poza tym sama przyznała, że kobiety mają silnie rozbudowaną wyobraźnię. Udało mi się to sprawdzić, albowiem wkręciłem jej, że jedzie z nami dwóch moich niewidzialnych kolegów z Marsa, którzy lubią trochę poprzeszkadzać ludziom po przedziałach (wytłumaczenie na różne niezidentyfikowane dźwięki w pociągu). Na nie (tj. na kobiety) takie sugestie oddziaływują do tego stopnia, że po pewnym czasie podróży przyjęła je jak swoje i kiedy jakaś kobieta z przedziału kładła łokieć na oparcie (jeden z Marsjan miał tam siedzieć) to robiła minę, jakby coś się mu stało... po czym zaczynała się krótka rozmowa na temat konsekwencji tego czynu :P! Nie muszę mówić ile się uśmialiśmy z takich głupotek?

Wnioski:
- Daj kobietom mówić. To niewyczerpalne źródło informacji i tematów. Sam się zadziwisz jak wiele świeżości może wnieść do twojego życia kobiecy punkt widzenia!
- "Wyławiaj tematy". Np. w zdaniu: "A wiesz... kupiłam te czasopisma, bo były najtańsze, a ja potrzebuję się zająć czymś, żeby zabić nudę, bo często podróżuję." możemy wyciągnąć choćby takie tematy:
a) Najtańsze gazetki? Lubisz takie czasopisma? Co w nich znajdujesz ciekawego? Dlaczego akurat te, a nie "...", albo "..."?
b) Zabijasz nudę gazetami? A co jeszcze robisz, żeby ją niszczyć? Jakie to masz ciekawe pomysły na spędzanie wolnego czasu?
c) A co takiego robisz w życiu, że często podróżujesz (jeśli to praca to temat jest kulawy, ale zawsze z odpowiedzi można powyciągać coś nowego).
Są to oczywiście tylko przykłady, ale w dobry sposób obrazują one jak łatwo jest rozmawiać z kobietą.
- Nie kończ tematu. To chyba typowo męski punkt widzenia - my komunikujemy się ze światem za pomocą logiki i naszym celem jest wymiana informacji. Stąd chcemy coś mieć ogarnięte... z kobietami tak nie można. Jeśli już zaczął się temat spędzania wolnego czasu i z niego zeszliście na ulubione potrawy to nie przerywaj jej od razu, żeby dokończyć tego o wolnym czasie! Lepiej zrobisz, jeśli rozwiniesz kolejną rozmowę - to wygląda dokładnie tak jak rozwinaje drzewka folderów w Windowsie :D :P, rozwijaj w nieskończoność, zawsze będziesz miał do czego wrócić!
- Pobudzaj kobiecą wyobraźnię. A będziesz to robił tym lepiej im więcej będziesz z nimi rozmawiał. Ja już zacząłem się fascynować ich psychiką :D.
- Znacznie więcej używaj zwrotu, że coś jest "nietuzinkowe" :P ;] :)!




4. Dalsze losy pogadanki (dominacja i zazdrość)
W przysłowiowym międzyczasie w przedziale pojawił się mały dyskomfort w postaci 2 młodzieniaszków (ok. 16 - 18 lat) z pomieszczenia obok, którzy sobie wypili i dość głośno się zachowywali - wiadomo jak to jest z tymi "dresiarzami". U mnie siedziały już wtedy 3 inne osoby (kobiety). Co chwilę z przedziału obok dochodziły dźwięki biacia i kopania pociągu, a ja się tylko zbierałem w sobie. Kiedy to już nastąpiło postanowiłem, że odpuszczę, ale jeśli choć jeszcze jeden raz usłyszę jakiś dźwięk wandalizmu to...

Dobiegło donośne "JEB" z głosami walki "kung fu" a'la Bruce Lee. Tego było już za dużo, jakoś tak sam z siebie, mechanicznie złożyłem gazetę, wyszedłem i na pełnej k***** wparowałem do pokoiku obok z BARDZO głośnym hasłem "CO TO K**** JEST ZA ZACHOWANIE?! CAŁY CZAS SŁYSZĘ TYLKO JAKIEŚ NAPIER******* O ŚCIANY!" i kilka jeszcze ładnych słów. Efekt? "Ale to nie my", "to ktoś obok" (w przedziale obok siedziała m.in. zakonnica :D), "właśnie, to nie my", bla, bla, bla. Jak wróciłem do siebie to wszyscy byli w szoku. Właśnie z tego powodu, że przecież byłem taki spokojny, porozmawiać można ze mną o wszystkim i w ogóle :D. Dostałem dodatkowych kilka punktów od pań :D. Ręce mi się trochę trzęsły, ale to przeszło mi znacznie szybciej niż w podobnych do tej pory sytuacjach, zaczynam umieć radzić sobie ze stresem ;]!

Dodatkową atrakcją był fakt, że na kilkadziesiąt minut przed Bydgoszczą przemówiła do mnie blondynka (jedna z pozostałych dwóch kobiet, równolatka) właśnie wtedy, kiedy Agnieszka była w toalecie... więc kiedy wróciła to zastała nas już na pełnej parze rozmowy i po jej zachowaniu widać było... zazdrość(!). Dobrze się z tym czułem, naprawdę dobrze.



5. Bydgoszcz
W Bydgosczy nastąpiło zaś coś co było przełamaniem konkretntnych oporów. Mianowicie podszedłem i zagadałem z dwoma nieznanymi dziewczynami! Dosiadłem się do stolika i poprowadziłem w miarę interesującą rozmowę. Było to mój taki pierwszy raz :) i wypadło dość OK. Definitywnie brakowało mi pewności siebie i były czasami pauzy i powtórzenia. Faktem, że udało mi się wprowadzić rozmówczynie w nastrój zainteresowania, humoru i niepewności. Gdybym tylko miał skrzydłowego...




6. Wprowadzacz
Dzięki tym doświadczeniom doszedłem do wniosku, że muszę sobie popracować nad rozmową z kobietą. Nie za bardzo bowiem wiem jak to zacząć. Sami wiecie - np. zdejmujemy laskę z parkietu i zaraz po dobrym wrażeniu jaki udało nam się u niej wypracować wypalamy z hasłem "A więc lubisz tańczyć...". Wieje tragedią na kilometr :P.

Mając już więc pewną wiedzę na temat kobiety (np. pozwól jej mówić, wyłapuj tematy i ich nie zamykaj) stworzyłem w swojej głowie coś takiego jak "wprowadzacz". Jest to w moim rozumieniu coś lekko innego od "otwieracza", bo o ile ten drugi ma za zadanie przełamanie schematów i zainteresowanie swoją osobą o tyle ten pierwszy jest typowym gruntem pod dyskusję. "Wprowadzacz" nie jest zwykłą gatką - szmatką i następuje po jakimś czasie od "otwieracza", który ów gatkę - szmatkę zaczyna ;].

Nie chodzi tutaj o to, że na siłę próbuję coś stworzyć, żeby wedrzeć się w szyki PUA, tylko o to, że takie coś strasznie pomaga mi usystematyzować wiedzę oraz umiejętności i przez to lepiej działać. Jeżeli wyczuwacie w tym jakiś plagiat czegokolwiek (nie siedzę w środowisku) to od razu mówcie.

Przykładem "wprowadzacza" byłoby np.:
m: Ojezu! Ależ ty masz potargane włosy!
k: Ja? No weź przestań...
m: Wyglądasz jakbyś miała skoczyć zaraz z samolotu!
k: Ja?! W ŻYCIU!
m: Co? Nie chciałabyś skoczyć?
I z tego miejsca mamy już otworzoną dyskusję, która może w tym przypadku zejść na tory strachu, przygody, marzeń bądź czegokolwiek innego.

Reszta leci już z górki, jak zacznie nawijać to wyławiamy tematy i jesteśmy ustawieni na kilkugodzinną debatę :D. Przy podrywie trzeba będzie jednak "zabrać cukierka", wtedy to już w ogóle będzie super :P!





[ Dodano: 2008-12-25, 23:46 ]
TEMAT: IMPREZA '70
(11.12.2008)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Strój
3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
4. Zachowanie
5. Taniec
6. Podryw
7. Wnioski




1. Wstęp
W tym miesiącu samorząd UŁ zorganizował imprezekę w stylu lat '70. Jako, że zawsze chciałem się na coś takiego wybrać to bilet kupiłem bez wahania. Imprezka odbywała się "Funaberii", duży krok do przodu!



2. Strój
Nie byłem za specjalnie przebrany w stylu lat '70, ale zawsze mogłem się podpisać pod "Fantomasem" :P. Było to tak dlatego, że ubrałem się w eleganckie buty z czubkiem (nie takie "maturalniaki", ale takie i pod garniak i pod jeans [rewelacyjne swoją drogą]), czarne jeansy, mocną czerwoną koszulkę, białą marynarkę i czarną "domino mask" na twarz... dodatkowym atrybutem była róża :D - tak więc pełen podrywacz na fali :D :P.



3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
W porównaniu do poprzedniej imprezy było o niebo lepiej. Poruszałem się po klubie w pełnym szale. Prawie jakby był mój, skakałem ze schodów, tańczyłem jak oszalały (w porównaniu do poprzednich imprez :P), bawiłem się pełną gembą (bez skojarzeń :) ). Wszystko było po prostu dobrze. Z pewnością musiały się pojawić jakieś błędy, ale zostały przytłoczone sukcesami :).



4. Zachowanie
Pełen luz, wymazałem ze swojej świadomości fakt, że przyszedłem coś poderwać. Wiedziałem, że będą moi znajomi i poszedłem dobrze się bawić. Jasne jest, że ciągle myślałem "a może jednak"... ALE wiedziałem, że jeśli się usilnie napalę to laski przejrzą mnie na wylot.

Byli moi znajomi więc miałem się do kogo "podczepić", dodatkowo miałem jeszcze swoje koleżanki z roku (które serdecznie pozdrawiam ;P). Udało się więc utworzyć "bazę wypadową".

Czarna maska zrobiła furorę, myśli kobiet były jednoznaczne - "a co to za tajemniczy ktoś?". Wywoływała momentalną reakcję, chciałem nosić ją całą imprezę, ale niestety nie okazała się na tyle trwała, a ja na tyle wytrwały, żebyśmy razem spędzili ze sobą choćby godzinę :). Swoje jednak zrobiła.

Na parkiet wchodziłem "rozbierając się" stopniowo. Najpierw zaznaczyłem terytorium swoim siuśkiem o zapachu "jestem otwarty, chce się dobrze bawić". Zdjąłem maskę, pozostając w marynarce. Marynara jest strasznie charakterystyczna, wyróżnia z tłumu, więc chciałem kobiety zaznajomić z tajemniczym kolesiem w masce, który jest w białym wdzianku. Kiedy maska zniknęła chciałem, żeby poznały tego szałowego kolesia w białej marynie i czerwonej koszulce. Ostatecznie na parkiecie zostałem w samym tiszercie, ale z atrybutami tajemniczości, radości i przebojowości... albo inaczej - lubię chełpić się myślą, że tak było :P.

Co jak co, ale wszystko się nałożyło, a ja szalałem po parkiecie. Dużo tańczyłem z koleżankami, ale ani razu nie stało się tak, żebym był sam (chyba, że chciałem).



5. Taniec
W poruszaniu się po parkiecie osiągnąłem kolejny poziom - umiem już tańczyć na środku "densfloru" SAM. Wchodzę i zapodaję z bioderek, kręcę się wokół siebie i obczajam, które lachony odbijają moje spojrzenie :). Jestem szczęśliwy :).



6. Podryw
Nie od razu Rzym zbudowano, więc nie śmiejcie się, jeśli powiem, że nie zdjąłem nikogo z parkietu oprócz znajomych. Jeśli chodzi o mnie to to sięiczy, bo w porównaniu do tego czym byłem jeszcze dwa miesiące temu to to co opisuję dzisiaj to conajmniej milowy skok. Na wszystko nadejdzie czas - a dokładnie czas ten nadejdzie podczas karnawału :).

Jednak warto odnotować pewien sukces w postaci wbicia się w szcześcioosobową grubę dziewczyn o średniej 8 (były trzy HB10, reszta lekko zaniżała, LOL). I TU UWAGA! Udało mi się zatańczyć przez chwilę (łącznie dwa kawałki) z KAŻDĄ z nich i KAŻDA była zainteresowana. SZOK! PO PROSTU SZOK! Nie zawsze się zdarza, że ktoś zupełnie obcy zachowuje się tak naturalnie i potrafi w mig oczarować. Nie co dzień się zdarza, że obcy koleś z autobusu, ulicy, kawarni jest w stanie sprawić, że kobieta będzie mogła się poczuć sobą. Nie co dzień się im to zdarza, a ja mam zamiaru mieć na drugie imię "Niecodzień" :D. OJA! Możecie w ogóle od dzisiaj tak na mnie mówić ;).

Później jednak wyniknęły problemy. Mianowicie jakoś ekipa się zmyła i zostały dwie HB10. Nie wchodząc w szczegóły - chciałem tańczyć, ale odmawiały. Podejrzewam, że sarenki poczuły się samotne i podwyższyły poziom swojej sukotarczy z 9 na 1 000 000 :D. No cóż - ich strata.



7. Wnioski
Jestem coraz lepszy 8-).

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 18, 2012, 12:50:05 »
0
przez Crespo 2008-12-27, 02:32
Cytuj
Dużo piszesz, znaczy dużo czytasz. Czyta się Twój dziennik jak książkę. Mam parę uwag ale jest OK. Może będziesz pisał kiedyś do jakiejś gazety a może nawet napiszesz, książkę...(nie ma tu ironii :-) )

Pozdrawiam!!!

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 18, 2012, 12:51:13 »
0
przez cRedek 2009-01-04, 02:06
Cytuj
Bardzo ladnie napisany dziennik, czyta sie milo i zawarte duzo informacji. Oby tak dalej... Aktualizuj czesciej bo bardzo mi sie podoba... ;-)

Pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:53:49 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 18, 2012, 12:51:41 »
0
przez Nekromanta1908 2009-01-04, 19:21
Cytuj
Zgadzam się w 100% co to wypowiedzi moich poprzedników o tym iż ten dziennik jest prowadzony niczym dobra książka i w dodatku na temat. mam zamiar założyć coś podobnego tzn. Dziennik.

Pozdrawiam Nekromanta.
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:54:23 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 18, 2012, 12:52:02 »
0
przez Piotrek 2009-01-04, 19:38
Cytuj
Bardzo fajnie prowadzony dziennik, ale widze ze nie tylko mi sie podoba ;)
http://sztuka-uwodzenia.pl/rate.htm?mod ... ates&t=788
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:54:28 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 18, 2012, 12:52:20 »
0
przez 1988 2009-01-05, 21:11
Cytuj
Rzeczywiście materiał na dobrą książkę. Tak trzymać. Pozdro :-)
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 14:54:33 wysłana przez Smiler »

  • Administrator
  • Elitarny
  • *******
  • Łam zasady, albo zasady złamią ciebie.
  • Reputacja: +534
  • Wiadomości: 5361
  • Miejsce pobytu: Łódź
    • ImperiumDobra.pl
  • Udział w zlotach ŻW:
    2017 (VIII) Kraków2016 (VII) Łódź2016 (VI) Sopot2015 (V) Wrocław2014 (IV) Poznań2013 (III) Kraków2011 (I) Wrocław
Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 18, 2012, 12:52:43 »
0
przez smiler 2009-01-09, 21:45

Siewa!

Dzięki za pozytywne głosy, mam motywację, żeby dalej pisać. I pisać będę chociażby z tego względu, że mi to pomaga. Rzadko bo rzadko, ale przynajmniej z sensem :).

A swoją drogą to jak wklejałem w Worda niesformatowany tekst samego pamiętnika i bez tego posta liczył już 19 stron :D! Myślę, że jeżeli będę dalej szedł tą drogą to przy 500 będę spokojnie mógł o sobie mówić PUA :P xD!







TEMAT: DEMONICZNA PEWNOŚĆ SIEBIE
(06.01.2009)




SPIS TREŚCI:
1. Wstęp
2. Wymówki
3. Podchodzenie do kobiet
3.1. Czas i miejsce oraz warunki akcji
3.2. Mowa ciała
3.3. Bariery
3.4. Field raporty
4. AFC przemawia
5. Dzień po
6. Samcza dominacja :)




1. Wstęp
Wziąłem się za siebie od bardziej poważnej strony. Dosyć marzeń o pierdołach - nadszedł czas pracy. Jestem osobą, która potrzebuje mieć cel rozpisany na najmniejsze szczegóły, więc usilnie poszukiwałem drogi do tego jak w końcu się zmienić. Swoje spostrzeżenia opiszę kiedyś w jakimś poście na modłę mojego stylu :D, ale to będzie wtedy jak już z sobą skończę - takie mini "od zera do bohatera".

Nic więc dziwnego, że program "Demonicznej pewności siebie" był jakby strzałem w dziesiątkę. Zaczynam pracę nad sobą od zwykłego spytania się o godzinę, a kończę na... no właściwie nie wiem na czym kończę, bo zastosowałem się do rad i (o dziwo! - i chodzi tu o moje zdziwienie :D) nie czytałem całego tematu (co należy uznać za klucz do sukcesu w tym programie!).

Nie będę się tutaj na jego temat rozpisywał, bo nie o to w tym chodzi. Napiszę jednak, że etapem pierwszym jest pytanie się o godzinę i to dziś będzie tematem mojego wpisu. Po resztę zapraszam do odpowiedniego tematu: Demonic Confidence - Demoniczna Pewność Siebie.



2. Wymówki
Człowiek wstaje rano z zamiarem zrobienia czegoś i zazwyczaj kiedy nadchodzi moment ataku mówi sobie: "Dobra tam, będzie jeszcze tysiąc szans...". Niestety dzieje się tak przez całe życie i okazuje się, że z tych tysiąca to skorzystaliśmy z góra dwóch :( ... :D. Każdy z nas tak chyba ma i każdy miał, że w pewnym momencie mówisz sobie po prostu "DOŚĆ!", co? No i ja to słowo wypowiedziałem kilka tygodni temu, a teraz powoli zaczynam zbierać owoc swoich działań (bardzo smaczny owoc :P).

We wtorek 06.01.2009 było zimno. Dla niektórych na tyle mroziło, żeby ich szczęka samoistnie pracowała w rytmie mocnych drum and bass. Do tego byłem po dużej ilości zajęć na studiach, a te odbywały się w ciasnych i dusznych pomieszczeniach - było więc sennie. Zbliżała się 17:30 i koniec moich ostatnich zajęć, a ja miałem już dwa dobre powody, żeby sobie darować. Powieki same mi się kleiły i prześladowało mnie przeświadczenie, że jak wyjdę na dwór to zamrozi mnie podobnie jak Hana Solo w "Gwiezdnych Wojnach". Jedynym czynnikiem, który mnie ratował był fakt, że mróz "ożywia" człowieka i po cichu liczyłem na to, że jak mi popizga po czaszce to się obudzę i będę zdolny do działania :D, szczęście Matka Natura mnie nie zawiodła.

Powiem szczerze, że nie jestem jakimś tchórzem i przełożenie startu było całkiem wytłumaczalne. Jednak kiedy zobaczyłem, że warunki nie są tak tragiczne jakby się mogło zdawać - poszedłem w tango ;).



3. Podchodzenie do kobiet
3.1. Czas i miejsce oraz warunki akcji
Jak już pisałem - na żer ( :) ) udałem się we wtorek 06.01.2008, w rejonach godziny 18:00 byłem już na miejscu swojego szkolenia - czyli na ulicy Piotrkowskiej. Było zimno, może nie dla facetów, ale nasze kochane kruche istotki są na czynniki zewnętrzne bardziej wrażliwe.

Zimno nie było mile widziane, albowiem strasznie utrudniało mi zadanie i powodowało, że:
- kobiety poruszały się szybko i myśl o tym, że zostaną "poderwane" była jedną z ostatnich
- płeć piękna okryta była wszystkimi możliwymi częściami garderoby - rękawiczki, szaliki, czapki a na to wszystko kaptury sprawiło, że wyglądały jak ninja... nie mogły więc eksponować swojego głównego atutu jakim jest ciało (szczęście, że nie wszystkie były tak obłożone bawełną :))
- przez to, że były ubrane na cebulkę trzeba było się głośniej zwracać i zatracało się intymny kontakt, a wyciągnięcie komórki z torby było znacznie bardziej kłopotliwe co czasami powodowało, że mówiły, "że nie mają zegarka".

Wszystko to sprawiło, że pojąłem jak trudne to będzie, żeby od którejkolwiek udało się wyciągnąć godzinę, żeby potem przekonać się o tym, że nie było to aż takie problematyczne.

3.2. Mowa ciała
Kolejna dla mnie lekcja, że mowa ciała, a w przypadku mroźnej zimy mimika twarzy, to podstawy podstaw. Autentycznie warto ćwiczyć mięśnie facjaty przed lustrem, próbować okazywać sobie różnego rodzaju emocje. Dla mnie najlepszym na to sposobem jest patrzenie na i mówienie do siebie. Mówię różne rzeczy - zarówno pozytywne jak i negatywne. Ich barwy i odcienie sprawiają, że twarz sama "przemawia".

Odkryłem również jak bardzo (tak bardzo - BARDZO!) wpływa to na kobiety. Panowie! One nas czytają jak otwarte książki! Nic więc dziwnego, że są takie wybredne! Każdy, nawet najmniejszy, szczegół nie umknie ich uwadze. Czasami sobie patrzę na jakąś koleżankę i zaczynam manipulować twarzą w sposób naprawdę minimalny i po jej reakcji widzę jak sprawnie odebrała komunikat... przez to wprowadzać kobiety w odmienne stany emocjonalne jest banalnie prosto :D.

Cały czas trzeba trzymać pion. Mowa ciała ma być luźna, naturalna... a to osiągnąć można jedynie przez nieustanny trening. Ale dzięki temu, że od momentu jak zacząłem siebie zmieniać (a w zasadzie oduczać), moja mowa ciała (dalej BL ang. body language - mowa ciała) stała się już swojska. Jak już pisałem - jestem naturalem, ale rodzinne sprawy wybiły mnie z rytmu i wprowadziły na drogę frustracji. Dzięki tej stronie, artykułom, forum i tym ludziom przejrzałem na oczy i powiedziałem sobie ironicznie: "Kurdę! Gdzie ja byłem przez ostatnie cztery lata?!". Szczęście, że moja lokomotywa sunie już po właściwych szynach (bez skojarzeń, zboczuchy ;P!).

3.3. Bariery
Za szybko idzie, nie mój typ, za stara, za młoda, rozmawia przez telefon, jest odwrócona, nie zwraca na mnie uwagi, jest zła, za ładna, zbyt brzydka, jest z chłopakiem... więc chyba wszystko wymieniłem, co :D?

3.4. Field raporty
Adnotacja:
Tutaj opiszę ogólnie sytuację z podchodzenia do kobiet podczas tego wieczoru w ogóle. Następnie postaram się scharakteryzować cztery przypadki, ale to uczynię w odpowiednim do tego dziale na forum. Dziennik i Field Raport (FR) będą prowadzone oddzielnie, ale będą tworzyły całość. Będą pisane w taki sposób, że będzie można je spokojnie czytać nie zajmując swojego umysłu jednym i drugim, bo FR nie będą wymagały szerszego kontekstu, a dziennik szczegółów spotkania... zaś czytane razem będą tworzyły ciekawą całość.


Podszedłem do ponad 30 kobiet i zaczepiałem je w różnych sytuacjach i miejscach z różnym towarzystwem. Na co najbardziej uczulam osoby, które pokuszą się o rozpoczęcie tego programu to to, żeby w MINIMALNYM stopniu używały słowa "przepraszam"!

Dlaczego? Otórz jeśli będziemy później się rozwijać i zostanie nam nawyk "przepraszania" to będziemy przepraszać laski, że je w ogóle zaczepiamy. O co chodzi? Przecież to my jesteśmy Alfa, kontrolujemy czasoprzestrzeń wokół nas stąd kontrolujemy ją w całym wszechświecie, gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli. Więc jeśli kobieta jest na naszym terenie to nie musimy jej za nic przepraszać. Grzeczność - owszem, ale nie uległość.

Wywal z tekstu: "Przepraszam/Ej sory, która jest godzina?" pierwszy zwrot i zamień go na coś w stylu: "Hej, dziewczyno! Słuchaj która jest godzina?". I nie tłumacz się (tak jak w pierwszej fazie ja), że zamarzła ci komórka i karta sim padła, że nie masz zegarka, że nie masz przy sobie nic. Po prostu pytanie o godzinkę ;). Sam nadal często łapę się, że przepraszam, to naturalny ludzki odruch - jeśli więc przepraszasz to za to, że ją zatrzymujesz oraz żeby zwrócić na siebie i to wszystko. Najlepiej zrobić małą pauzę, żeby oddzielić przepraszanie od tekstu właściwego.

Zauważyłem, że znaczną różnicę robi strona od której się podchodzi. Jeśli podchodziłem od przodu to według zaleceń - na pięć metrów od targetu włączam uśmiech na wyższy poziom, zbliżam się bokiem i podchodzę po łuku, a nie przodem (konfrontacja) to wszystko jest ok. Co prawda nie dostawałem "zaproszenia" uśmiechem, ale nie wywoływałem za to niekomfortowej sytuacji.


ALE ( :D ) jak podchodziłem od tyłu, zwłaszcza w takich warunkach, to niejednokrotnie się zdarzyło, że osoby, które zaczepiałem patrzyły na mnie jakbym był złodziejem :D. Szczęście mam, że podchodzę do życia z dystansem, bo inaczej to by mnie to trochę podłamało :P. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy było mi trochę głupio, poważnie :)!

Zabawa trwała jakiś czas i w jej trakcie udało mi się nawiązać dłuższy kontakt z pięcioma dziewczynami (cztery podejścia, bo była jedna parka). Zapraszam więc do tematu "Smiler's attack xD".

- 06.01.2008 PODEJŚCIE #1 - nastolatki
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #2 - siłaczka
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #3 - pędząca na zajęcia
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #4 - szalona studentka


Wnioski:
- Jeżeli podchodzimy do kobiety to płynnie i delikatnie wchodzimy w jej strefę. Za szybko podejście może ją wystraszyć, a za wolne może sprawić, że będzie nas traktowała jako kogoś nienormalnego - niby, że idzie, ale nie idzie.
- Od pierwszej reakcji zależy późniejsze zaangażowanie w podanie godziny (czyt. bycie uwodzoną).
- Nareszcie uświadomiłem sobie potrzebę poszerzania wiedzy! Efekt jaki się uzyskuje po przeczytaniu artów od Wujka to: "Oja! Ale numer! Przecież to takie logiczne", włącza się ciekawość i są dwie opcje - albo zaczynamy nad sobą pracować, albo dalej udajemy podrywaczy tylko szperając po necie w poszukiwaniu informacji. Szczęście, że ja wybrałem tą pierwszą opcję co poskutkowało tym, że mam ogromną chrapkę na wszelkiego rodzaju informacje. Teraz zaczyna się prawdziwy moment analizy świata - czytanie, dzielenie podrywu na poszczególne etapy i rozumienie ich, analizowanie postaw bohaterów filmowych, etc.




4. AFC przemawia
Wszystko w pięknych barwach, ale jest pewien aspekt mojego życia, który totalnie mnie dołuje i dobija, zwala z nóg, a potem kładzie na łopatki, gryzie, przeżuwa, połyka i wypluwa z defekaliami - moje życie seksualne ;D. Już chyba zapomniałem jak się to robi. Jakbym się znalazł w łóżku to chyba zachowywałbym się w nim jak totalny AFC w podejściu do nieznajomej kobiety. Moje rozkosze życia można policzyć na palcach.

Spowodowane było to tym, że - jak już pisałem - jestem facetem po pewnych przejściach. Generalnie jednak wygrałem życie, ale dzięki mojemu ojcu stałem się na cztery lata frustratem. Szczęście, że już z nami nie mieszka i dzięki temu mogłem rozwinąć skrzydła (choć to robiłem również jak z nami przebywał, bo mam silny charakter).

Kobiety nie wiedzą jak to jest, ale muszą mieć świadomość (a przynajmniej powinny :P), że w naszym kroczu skupiają się wszelkie stresy, lęki i inne negatywne emocje. Dodatkowo na każdym z nas ciąży to kulturowe przekonanie o prawdziwym mężczyźnie, który nieustannie "punktuje". Wszystko to jest powodem naszych zmartwień i nie dziwota, że potem niektórzy faceci mają problemy z erekcją!

Przez to wszystko często uruchamia mi się "desperat". Ale nie to jest najgorsze! Najgorsze jest to, że beznadziejność włącza mi się po sukcesie w podrywie. Rzadko, bo rzadko... ALE jednak. Wchodzę zadowolony do domu, cieszę się, że kolejny krok naprzód i zaraz potem BACH! - migawki wszystkich moich kumpli, którzy kochają się z jakimiś pannami mimo tego, że nie są aż tak naturalni i pewni siebie jak ja, pomimo tego, że są needy i nie mają poczucia humoru, że nie potrafią się tak ubrać jak ja, etc.

Szlag by to trafił :-/ ! Ale dalej do przodu, pięści w gardę i byleby wycelować życiu prosto w twarz :D!



5. Dzień po
Dzień po akcji - odczuwalne efekty. Podchodzenie do kobiet z pytaniem o godzinę już bez żadnych barier. Dodatkowo popełniam coraz mniej błędów i lepiej używam BL!

Dzisiaj więc podróżowałem po CH Manufaktura i wykonywałem zadanie na drugi dzień treningu "Demonic Confidence". Szło znacznie lepiej! Ze wspomnianych barier to pozostało chyba tylko to, że za szybko idzie (i ewentualnie jest odwrócona, bo idziemy w tym samym kierunku), jest zła.

Popracuję nad tym i dodatkowo poszerzę swoją pewność siebie w przypadkach, które już wyeliminowałem, żeby lepiej "usiąść" w temacie. Nadal chodzi tylko o godzinę, ale jak sami zobaczycie schemat, który stworzyłem jest na tyle szeroki, że obejmuje podryw. W podejściu dzielimy kobiety ze względu na:
- wiek (starsze, młodsze)
- wygląd (za ładne, za brzydkie)
- miejsce (kawiarenka, wydział uniwersytetu, ulica, etc.)
- pozycje (poruszaja się [plus szybkość], stoją, siedzą, są odwrócone)
- posiadanie towarzysza (kobieta, mężczyzna, grupa)
- dodatkowe utrudnienia (rozmawia przez telefon, jest nie w humorze, etc.).

Idąc dzisiaj na zajęcia powiedziałem jakiejś HB9, że ma fajny sweterek i mam nadzieję, że moja niepewność głosu zniknie, bo ta się pojawiła. Z wielką szarmanckością jestem w stanie zapytać o godzinkę, robię postępy i mam nadzieję, że program przewiduje zajebiste poszerzenie horyzontów, bo nie chcę, żeby mi się tak wahał. Weź dodaj do tego poranną chrypkę, a zamiast uśmiechu na twarzy masz zdziwienie :).



6. Samcza dominacja :)
Moje reakcje na świat stały się bardziej spontaniczne ;)! Dzisiaj więc udało mi się wprowadzić w życie bycie Alfa :). Charyzma, panowie i panie, charyzma :D!

Jadę sobie w tramwaju, stoję (bez skojarzeń :P), obok mnie siedzi HB10. Myślę sobie: "Już niedługo kotku... już niedługo" i... i... i wysiadła.

Ale na tym samym przystanku wszedł jakiś stary dziad i już się o coś burzył. Na początku pomyślałem, że słusznie może mieć do kogoś pretensje, ale po chwili wywnioskowałem, że typ po prostu jest bezczelny. Taki typowy sfrustrowany dominant co to lubi rozkazywać, BOŻE! W DODATKU STARY GRZYB xD :P.

W momencie jak zaczął nagadywać tą biedną kobietę (około 30 lat) odwróciłem się powiedziałem (stanowczo, ale spokojnie) coś w stylu, że sam powinien wiedzieć jak to jest w środkach komunikacji miejskiej i że przede wszystkim powinien zachowywać się trochę bardziej kulturalnie ZWŁASZCZA wobec kobiet.

W tym samym momencie do gry wszedł jakiś koleś i też mu coś dogadał. Nastała chwilowa ciszy, ale dziad nie byłby sobą, gdyby czegoś nie odpowiedział przez co wszedł w pyskuwę z tamtym typem. Chwileczkę posłuchałem tych bzdur i zrozumiałem, że tak naprawdę udowadnianie swoich racji siłą (czy to głosu czy fizyczną) jest po prostu ŻA - ŁO - SNE. Z pełnym szczerości, ciepła i radości głosem i ciałem powiedziałem, że: "Życie jest takie piękne i nie warto marnować tych chwil na to, żeby wykłócać się o jakieś głupoty w tramwaju i że trzeba się do niego uśmiechnąć".

Cisza...

Oboje zamilkli...

Jak makiem zasiał...

Zostali postawieni w sytuacji, kiedy każde kolejne słowo będzie ich pogrążało w opinii "słabego buraka". Już po chwili było słychać szepty starszych pań ośmielonych moją obecnością i faktem, że mogą poczuć się bezpieczne... a na mnie spłynął wzrok uroczej brunetki co było największą nagrodą.

No ale przecież z tramwaju trzeba wysiąść. Przejść koło tych drzwi koło których stoi dziad i robić zamieszania czy może koło tych innych? CHOLERA! - powiedziałem sobie w myślach - KTO TU JEST ALFA?! No to przepchnąłem się za kimś i będąc koło niego powiedziałem: "I następnym razem niech się Pan więcej do życia uśmiecha". No musiał odpowiedzieć. Po prostu musiał. Będąc na lepszej pozycji (wysiadałem) dziad wywala z hasła: "Dobra, dobra. Już niech Pan idzie".

O co to to nie! Stanąłem przy otwartych drzwiach blokując pasażerów i powiedziałem: "No już wychodzę... jeszczeeee... jeszcze nieeee... zaraz wychodzę... już". Perfekcyjny czasowo balans na linii zaznaczenia swojej postawy i pokazania kto tu tak naprawdę rządzi. I to ostatnie słowo: "już", dające jasno do zrozumienia, że to ja rządzę swoim życiem i żaden frajer z tramwaju nie będzie mi mówił co mam z nim robić.

Uśmiech - to jest dopiero broń, panowie!





[ Dodano: 2009-01-14, 23:49 ]

TEMAT: PIEPRZYĆ TO ;D!
(14.01.2009)




Dokładnie tak jak w temacie!

Idę ulicą i prawię lasce komplement, że ma uroczy szalik, wokół dziwne - jakby karcące (ale bardziej zazdrosne) - spojrzenia ludzi. Pieprzyć to!

Idę zająć miejsce w bibliotece, przechodzę obok dziewczyny w fajnym sweterku. Mówię jej, że mi się podoba, dostaję uśmiech. Wracając spotykam się z zazdrosnym wzrokiem laski, która siedzi na końcu czytelni. Czytam (note bene "Grę" Straussa :D), "fajny sweterek" znika. Na jej miejscu siada inna fajna dziewczyna, zaczynam się zastanawiać czy powiedzieć jej, że ma fajne wdzianko na sobie. Idę, zagaduję, w drodze powrotnej widzę znów to samo spojrzenie dziewczyny z końca sali. Bałem się tego spojrzenia, ale pieprzyć to!

Ta dziewczyna z wdziankiem czytała i słuchała muzyki. Nie zdawała sobie w ogóle sprawy z tego, że jej ciało samoistnie przechylało się z lewej na prawą stronę. Kiedy wychodziłem zostawiłem jej na biurku karteczkę "Fajnie tańczysz ;)". Kiedy ją kładłem widziałem, że była zdziwiona, ale nie widziałem reakcji na tekst. Mógł to być uśmiech, albo pogarda. Pieprzyć to.

Pomykam ulicą Piotrkowską i co nóż zatrzymuję ludzi pytając o godzinę. Za mną ciągle ktoś idzie i już wie, że moim celem nie jest dostarczenie swoim szarym zwojom pod czaszką informacji o czasie, ale zamiarów nie zna. Ja myślę, że ta osoba myśli, że ja nie myślę normalnie. Najlepiej o takich rzeczach nie myśleć w ogóle, więc PIEPRZYĆ TO!

Zwiedzam poszczególne poziomy BUŁy (Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego). Jestem na 3 piętrze, na 2 o poręcz opiera się dziewczyna, której chcę wypalić z nieseksualnego komplementu, dzieli nas ok. 10 metrów, bariera 10 ludzi i "wstydu". Zza barierki głośno chrząkam i wołam ją, prawię komplement. Na twarzach innych ludzi malują się chyba różne emocje - od zdziwienia, przez fascynację na oburzeniu nie kończąc... ale nie analizuję tego, nie obchodzi mnie to, pieprzyć to!

Na skrzyżowaniach, w kawiarniach, na wydziałach, na ulicy i w sklepach. Wszędzie prawię kobietą komplementy. Młode, w średnim wieku, starsze panie. Nie zawsze się udaje, ale potrafię kilkoma słowami sprawić, że kobieta się uśmiecha - CO ZA NAGRODA! Wokół spojrzenia ludzi, pieprzyć to.



Tych przykładów mógłbym wymieniać wiele, ale to na nic się zda, nie ma to celu... poza tym to tylko jeden dzień (no... może dwa :P), a przede mną całe życie! Całe życie, które wypełnię po brzegi pasją, egzotycznością i radością. Nie ma chwili do stracenia, jeszcze tyle uśmiechów do skradzenia, jeszcze tyle par oczu na sobie do posiadania na te ułamki chwil, które przesypują się z ogromną prędkością przeze mnie jakbym był zwężeniem w klepsydrze.

Jeszcze dwa tygodnie temu mogłem sobie marzyć o tym, że kiedyś podejdę do dziewczyny zupełnie mi obcej i na totalnym luzie(!), z uśmiechem na twarzy wywalę jej prosto w oczy, że "jej szalik jest uroczy i pasuje jej do makijażu". Jeszcze te dwa tygodnie temu bałbym się reakcji otoczenia, którego już nigdy potem w życiu nie spotkam. Dziś już wiem jak urojony był mój strach.

Wróciłem do formy. Pozbyłem się frustrata. Odkopałem tego chłopaka z liceum, który niczym się nie przejmował i zawsze się uśmiechał. Jest jeszcze kilka barier, ale przecież jak wiele z poprzednich już pokonałem?! Boże, dzisiaj już wiem, że słowa "tu nie chodzi o to, żeby czegoś nauczyć, ale ODuczyć" brzmią w mojej głowie tak głośno jak dzwony kościelne. Znów jestem spontaniczny, a życie przepływa mi przez krew i dodaje mi siły. Kocham je.

Przedwczoraj wpadłem na zajęcia z torbą "krówek" i z zaskoczenia rozczęstowałem wszystkich. To była niespodzianka... bo nikt się tego nie spodziewał (tzw. "niespodziewanka"). Na 8 marca każda laska oczekuje kwiatka, ale nikt w połowie stycznia nie spodziewa się dnia "mordoklejek" :D. Sytuacja była o tyle zabawna, że był wizytator, którego na początku w ogóle nie zauważyłem, więc była kupa śmiechu. Dwa dni później (tj. dzisiaj) do swojej macierzystej grupy wpadłem z lizakami. Prowadząca (pewna siebie... rzekłbym - prawdziwa kobieta) na początku mnie skarciła za spóźnienie i próbę zajęcia czasu (nie widziała torebki z lizakami :D), ale kiedy zobaczyła o co chodzi powiedziała: "... To się nazywa wejście". W przeciągu tych kilkudziesięciu chwil nigdy nie widziałem tylu naraz uśmiechów. Sprawiłem ludziom radość, kuwra(sic!) - jakie to piękne!

Wszystko ma inny wymiar. Każdy zapach jest silniejszy, każdy dźwięk mocniejszy, dotyk pełniejszy, obrazy bardziej wyraziste, a smak... no cóż - nad dietą muszę popracować, bo trzeba się odchudzić ;). Ale to jak wyglądam nie jest na pierwszym miejscu w moich schizach, które bądź co bądź, każdy ma. Teraz moje fałdki są na poboczu, bo przejrzałem na oczy. Jestem wspaniałym młodym mężczyzną i jeśli miałbym nie zrobić czegoś tylko dlatego, że mam lekką nadwagę, bądź skarcą mnie spojrzenia ludzi to byłbym idiotą. Odnalazłem nurt i poddam się mu, popłynę nim, gdzie mnie poniesie, chcę tego.

I za to wszystko dziękuję wam! Ludziom, którzy tu piszą o swoich problemach i tym, którzy na nie odpowiadają. Bardzo wartościowe źródło informacji. Miło wiedzieć, że pomimo tego, że nikogo z was nigdy nie spotkałem w cztery oczy, nie jestem sam.



Te dni były przełomowe. Dzięki programowi "Demoniczna pewność siebie" pojąłem pewne fazy, które przechodzi człowiek, który zrozumie swoje błędy i wykaże inicjatywę, żeby to zmienić. Wiem już, że kiedyś powiem o sobie PUA. Po prostu to wiem. Z myślą o tym dniu jest ten pamiętnik.

Pierwszą fazą jest zrozumienie swoich błędów. Wiesz - czytasz te artykuły, googlujesz sprawę i mówisz sobie: "Cholera jasna, przecież to takie oczywiste!", albo "Jak mogłem być tak głupi", etc. Potem zaczynasz się fascynować innymi ludźmi. Czytasz o wyczynach PUA i tym samym pijesz koktajl zazdrości i zachwytu. Przychodzi moment, w którym wybierasz - albo jak kolejny cienias czytasz forum i jesteś coraz większym teoretykiem, albo idziesz na ulicę i zaczynasz nad sobą pracować. Ja wybrałem to drugie.

Pod koniec tej fazy uświadamiasz sobie, że to naprawdę działa, że nie jest to kolejna bzdura z pogranicza fantazji misia Coralgola. Zaczynasz w to wchodzić. Kupujesz sobie jakąś książkę, mówiąc "a co mi tam". Czytasz i zaczynasz poprawiać błędy, budujesz, kopiesz w sobie.

I nagle BUM! Pierdut grom jak z jasnego nieba! Wchodzisz w fazę drugą (czyli tą, w której jestem ja) - ŁAKNIENIE WIEDZY! Po prostu musisz wiedzieć więcej, bo widzisz już, że to działa i że twoja persona może dać światu dużo więcej niż mówią nam telebimy i głowy z naszych ekranów i monitorów! Więc zaczynasz ściągać wszystko co związane z samorozwojem / kobietami / podrywem / setkami innych rzeczy.

Teraz mam u siebie na biurku wypożyczone 4 książki z zakresu mowy ciała, 5 z asertywności i wywierania wpływu, jedną o NLP i jedną o semantyce miłości. Naprawdę, biblioteki uniwersyteckie to prawdziwa skarbnica wiedzy! Jeżeli jesteś studentem to uciekaj tam jak najprędzej! Powoli zaczyna nakręcać się kocioł sesji, więc będę musiał poświęcić czas na naukę na studia, żeby czytać :D. No cóż - wolę dostać z czegoś "3", ale wiedzieć, że właśnie wygrywam swoje życie. Ziarno zostało rzucone. Trafiło na podatny grunt i już niedługo zacznie kiełkować - akurat na wiosnę ;)!

W swojej książce "Sex, magia i uwodziciele" Piotr Pyton pisze o podrywie i o PUA jako o drodze bez powrotu... no a ja właśnie na nią wkroczyłem 8-).

P.S.
Moja dusza gra, więc dedykuję wam pewne nagranie zespołu "Cocteau Twins" - "Lorelei". Od dziś chcę, żebyście tą piosenkę kojarzyli ze mną, zwłaszcza fragment od 1:55! Kradnę tą piosenkę dla siebie i włączam życie na "slow motion".
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=2122M8WVN4o" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=2122M8WVN4o</a>

[ Dodano: 2009-01-15, 00:02 ]
P.S. 2
Studiuję socjologię i jestem na specjalizacji licencjackiej "Gender Studies" (pl. "Nauka o płci i rodzaju"). Wiąże się to z dostępem do potężnej wiedzy źródłowej w postaci literatury, którą nie omieszkam się z wami podzielić. Zgadnijcie o czym będę pisał licencjat 8-) :mrgreen:?

[ Dodano: 2009-01-15, 00:04 ]
P.S. 3
W akapicie, który się zaczyna od zdania: "Na skrzyżowaniach, w kawiarniach, na wydziałach, na ulicy i w sklepach." popełniłem błąd, który strasznie rzuca się w oczy ;). Zamiast "kobietą" powinno być "kobietom" :oops: :roll: :-> :mrgreen:.

[ Dodano: 2009-01-15, 00:05 ]
P.S. 4
Już nie będzie więcej post scriptum.

[ Dodano: 2009-01-15, 00:05 ]
P.S. 5
Żartowałem :lol:.
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2012, 12:59:03 wysłana przez Smiler »