Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 7 8 9 [10]
91
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Sierpień 20, 2017, 16:47:17 »
PODSUMOWANIE LIPCA 2017



<a href="http://www.youtube.com/watch?v=n_VVFxzUSQE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=n_VVFxzUSQE</a>



I tak mniej więcej wyglądał mój lipiec (oraz końcówka czerwca). Na pomysł robienia takich szybkich podsumowań wpadłem już dawno temu, ale teraz jest najlepsza okazja ku temu, aby zacząć się tym chwalić :)! Póki co - planuję robić podsumowania co ~2 miesiące, żeby zebrać odpowiednią ilość fajnego materiału. Teoretycznie posiadam takową dla każdego miesiąca, ale niestety bardzo często zapominam nagrać te interesujące chwile, albo przypominam sobie o tym jak już po wszystkim :(. Docelowo wszystkie takie filmiki będą "brandowane" jako ŻyjW!ęcej, a moją największą aspiracją jest to, żeby tego typu "produkcje" weszły na stałe do repertuaru polskiego (a w konsekwencji - światowego) Internetu (bo prawda jest taka, że jako typowi użytkownicy smartfołnów kręcimy wiele filmów i robimy wiele zdjęć, ale nic się dalej z tym nie dzieje... a przecież mogłoby to inspirować innych)! To kilkadziesiąt sekund wyżej to skrót skrótów mojego ostatniego miesiąca, a teraz lecimy z pełną wersją ;)!



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Naprawić zęby
Lipiec był mocny pod względem zębów. Przede wszystkim dlatego, że udało mi się wyrwać kolejną "ósemkę". Dzięki temu zostaje mi tylko jedna do wyrwania. Ile się nacierpiałem, to moje, gdyż te dolne "ósemki" to istna tragedia przy wyrywaniu (górne to pikuś). Oprócz tego mam kanałowo leczoną "siódemkę" i "czwórkę" do zrobienia. Potem są dwa ubytki, pisaskowane (usuwanie kamienia) i jest sukces!!!


5. Odwiedzić laryngologa
Teoretycznie mogę powiedzieć, że jestem bliżej niż dalej tej wizyty, co cieszy ;)


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę :ok:
Cel uznaję za zrealizowany, gdyż uważam, że jego wpisywanie tutaj było po prostu głupie :P. Ambicje wzięły górę nad rozsądkiem i oto, co wyszło :). Oczywiście nie jest to tak, że to "rzucam"! Nie, nie. Ja do tego wrócę, jasne... ale muszę mieć po co wracać ;)! Na razie jestem skupiony na zdrowiu, karierze i na 3S.



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Chyba lipiec trochę odpuściłem. Miałem epizod, że zmówiłem różaniec za pewną duszę, ale moim zdaniem to (za) mało. Mam momenty, że "przypominam sobie" o Bogu i wtedy o tym wszystkim rozkminiam, ale też uważam, że to, że tak się ze mną dzieje, jak się dzieje, to wyraz dobrych decyzji! W końcu najważniejsze to żyć według określonych wartości i ja to robię... więc głęboko w duszy uważam, że Bóg jest ze mnie zadowolony (pomimo faktu posiadania wewnątrz siebie dużych ilości plugastwa, chamstwa i agresji :( 8D ).


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
Nadal podtrzymuję, że to najlepsza decyzja na ten rok (i chyba w ogóle).

Kolejna lekcja, jakiej się dowiedziałem o sobie, jest taka, że najbardziej aktywny fizycznie jestem rano, a po południu nic mi się już nie chce (chyba, że jeździć na rolkach 8D). Za to rano średnio mi idą te intelektualne sprawy, a wieczorem jestem jak burza. Jest to jedna z tych obserwacji, które naprawdę pomagają człowiekowi ułożyć sobie klocki w głowie na temat siebie i swojego (stylu) życia.

Również dotarło do mnie, że pewne kwestie stały się dla mnie dużo ważniejsze niż kiedyś sądziłem, że będą. Mówię tutaj o teście kotwic Scheina, który zrobiłem kilka lat temu, a który wykazał mi, że moje trzy najważniejsze wartości to: autonomia i niezależność, wyzwanie, przywództwo (nie pamiętam czy dokładnie w takiej kolejności). Myślę, że teraz duże znaczenie miałaby wartość "styl życia" (choć nie wiem do końca kosztem czego :P). Jeśli ktoś nie robił sobie tego testu, polecam serdecznie: http://www.lo.wszp.edu.pl/dokumenty/TEST_KOTWICE_SCHEINA.pdf


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :ok:
No tutaj trochę zawaliłem sprawę, powiem szczerze :P. Dużo weszło słoików Nutelli i innych gówien :P. ALE SPOKO! Już ogarniam, a w zasadzie już ogarnąłem (o czym w części "Ciało"), tak więc #chill ;*


4. Nakurwiać treningi :ok:
Nakurwiam treningi, że aż miło! Czasami tylko zdarzy mi się, że zamiast 3 w tygodniu, zrobię 2. Teraz zmieniłem ćwiczenia na treningu. Dla przypomnienia:
- luty i marzec - trening FBW
- kwiecień, maj, czerwiec - wyciskanie sztangi na ławce płaskiej (klata) + wiosłowanie półsztangą (plecy) + przysiady (nogi) + podciąganie (ręce i plecy, bo priorytetowo chciałem tym ćwiczeniem cisnąć łapy).

Obecnie wygląda to następująco:
- rozpiętki (klata oraz troszkę biceps, bo lekko obracam hantle z premedytacją)
- martwy ciąg (plecy, nogi)
- wykrok do przodu i do tyłu z obciążeniem (nogi)
- wyciskanie żołnierskie stojąc (ramiona, triceps, plecy)


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Tu trochę zawaliłem, ale nie aż tak, jakby mogło się wydawać, bo "zasiedziałem się" po północy o 10-15min, więc nie było wyskoków w stylu 1-2 godziny po 0:00 ;)


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :nieok:
Iii... tutaj mały "fail", bo mi się skończył materiał z wykładów z kwietnia i maja. Dopiero teraz wrzuciłem coś od siebie o warsztatach rolkowych (ale to sprawa na sierpień, więc do tego wrócimy ;) ).


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :ok:
Rzucam studia, więc sobie z tym daję spokój ;)



***



Oto ja! Strzeliłem sobie fotkę, a jak! Zdjęcie w koszuli od mojej byłej, bo postanowiłem sobie, że się w nią wbiję (w koszulę :zuo:). Kiedyś w ogóle nie byłem w stanie się w niej zapiąć, teraz się dopinam (wygląda to komicznie, ale jest progres :P). Na fotce śpiewałem sobie do utworzy "Believer", który był motywem przewodnim lipca ;)!


A tak poza tym, to:

Duch
Czuję, że nie jestem gotów na taki kontakt z "naturą" mojego człowieczeństwa w kontekście świata, życia itd. Za to na bank miłe jest to, że takie myśli się pojawiają - dążenie do jedności ze sobą i światem. Na wszystko przyjdzie czas...


Umysł
Największą radością dla mojego umysłu jest to, że dnia 10.07.2017 przyszły do mnie do pracy książki, które sobie zamówiłem. Lista tytułów z moim komentarzem:
- Liderzy jedzą na końcu (S. Sinek) - przeczytałem poprzednią książkę Sineka, więc i wezmę w obroty kolejną
- TED. Jak wygłosić mowę życia (J. Donovan) - czytam teraz (jest 20.08.2017, gdy to piszę) i książka jest zajebista(!!!)
- Jak stać się doskonałym mówcą i rozmówcą (D. Carnagie) - z sentymentu kupiłem, w końcu chcę mieć wszystkie klasyki Carnagiego ogarnięte ;)
- Obudź w sobie olbrzyma (A. Robbins) - książka kupiona trochę dla beki 8D, bo Robbinsa nie lubię i nie uznaję, ale słyszałem, że tak książka jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać
- Storytelling (M. Stączek) - szukałem książki o dobrym copywritingu w tych klimatach, gdzie historia będzie osadzona na schemacie scenariusza i znalazłem, na razie na mnie czeka ;)
- Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności (Ch. Duhigg) - tego Pana, chyba nikomu przedstawiać nie trzeba... kolejna jego książka i już po przeczytanym wstępie wiem, że będzie dynamit!
- Najbogatszy człowiek w Babilonie (G. S. Clason) - muszę pobawić się z finansami, bo już teraz wiem, że to będzie jeden z głównych wątków 2018 roku, więc warto zbierać na przyszłoroczne wyzwania amunicję już teraz, jeśli można ;)

Nietrudno też zauważyć, że dużo tu książek o przemawianiu publicznym. To dlatego, że - jak pisałem we wcześniejszych wpisach - szykuję się na powrót na scenę (w ogóle jak to brzmi ;P), czyli do robienia wykładów. Na pierwszy ogień pójdzie wykład o sensie życia (rozbudowany). Obstawiam wstępnie październik/listopad i do tego czasu muszę dobrze opracować materiał z punktu widzenia merytorycznego i prezentacyjnego.


Serce
Ile przeżyłem, to moje. Część emocji macie w filmiku, część tutaj, a część zachowam dla siebie. Definitywnie jednak mogę powiedzieć, że wydarzeniem emocjonalnym Numer 1 były moje urodziny, które świętuję 27.07. każdego roku #boskadata, i wszystko, co z tym związane ;)! W sumie tego dnia:
- skoczyłem do Manufaktury na roleczkach, więc radość,
- opierdoliłem kebsa na rynku Manufaktury, więc radość,
- wypiłem piwo w Bierhalle na rynku Manufaktury, więc radość,
- pijąc piwo znalazłem 1zł, więc jeszcze większa radość (dostałem na szczęście od Boga ;) ),
- byłem w kinie na "Baby Driver", więc radość ;)

PS
Na urodziny kupiłem sobie również prezent - owe nowe roleczki, na których przybyłem na swoją jednoosobową imprezę, o której tylko ja wiedziałem, że się odbywa 8D (o czym za chwilę).


Ciało
PRZEŁOM W DIETETYCE! Poważnie!!! Na bank część z Was kojarzy, że jestem autorem systemu "3ssential Skills" ("Sprawności Kluczow3"), który głównie opiera się na kartach projektowych, które się zalicza (dostaje się stempelek w miejsce zaliczonego zadania z kółeczka)... więc zrobiłem sobie kartę projektową, którą zatytułowałem "Dożywić Damianka ^_^" (bo czułem, że potrzebuję bomby witaminowej):


- Gdzie tu rewolucja? - zapytacie.
Otóż cała tajemnica tkwi w podejściu do żywienia. Widzicie - jestem jednostką zadaniową i jak mam w głowie perspektywę "zmiany żywienia i pozostawienia go takim już do końca życia" to jaram się tym przez pierwsze 2 tygodnie. Później pojawiają się pierwsze "wyłomy" w diecie, a po 2-3 miesiącach nie ma po niej śladu.

Jednak myślę zupełnie inaczej, gdy mam przed sobą określone zadanie, jak np. to z karty wyżej. Cel jest prosty - zjeść wszystko z tej karty w ciągu miesiąca! Oznacza to, że mniej więcej codziennie będziecie musieli jeść coś z tej karty, żeby to zrobić. Przy założeniu, że często kupujemy więcej, to powtórzycie daną rzecz przez 1-3 dni! Dodatkowo jest odpowiednie tempo, bo jak kupicie sobie jabłek i będziecie je jeść codziennie, to następnego dnia będziecie jeszcze musieli dodać kolejną rzecz (np. grejpfruta), więc tym sposobem drugiego dnia jecie i jabłka i grejpfruty itd.

Ogólnie jest tyle roboty, że zajmie Wam to 80% posiłków, a resztę spokojnie możecie wypełnić jakimiś zwykłymi spożywczymi rzeczami. Co więcej - można śmiało zmieniać kartę co miesiąc bawiąc się z jej zawartością i w ten sposób zawsze będzie jakieś zadanie! Może to dla kobiet nie brzmi odkrywczo, ale uwierzcie mi - dla facetów to jest przełom!!! Wreszcie widzę jakiś CEL, który mogę osiągnąć, więc mam dużo większą motywację! U mnie są to przede wszystkim produkty, które muszę zjeść, ale nie ma problemu, aby zamienić to w przyszłości na określone dania. Wersji tych kart może być naprawdę mnóstwo - od białkowych, przez tłuszczowe na warzywnych nie kończąc!!!

Pomysł pojawił się, gdy zdecydowałem się, że przerzucę się na dziczyznę, a chodziło to za mną od ponad roku (więc dlaczego akurat teraz to się stało)? W lipcu znacząco podnieśli u nas ceny w kantynie w pracy i zobaczyłem jak facet dopłaca 24zł do talerza ryżu z sosem z kurczaka (dodając 7,5zł dopłaty od firmy zapłacił ~30zł za jedzenie warte 7-10zł... a 30zł to dla mnie 2 zajebiste obiady na mieście). Poszperałem w Internetach i znalazłem sklep z dziczyzną koło Rynku Bałuckiego w Łodzi, więc go odwiedziłem. Na szczęście tym razem był otwarty, bo gdy tam byłem rok wcześniej, było zamknięte z powodu urlopu i już tam nie wróciłem (swoją drogą też dlatego, że ten sklep z zewnątrz wygląda, jakby już nie istniał :P). Oto co m.in. udało mi się kupić za 32zł - gulasz z jelenia:


Za 32zł! Wbiłem do domu, ogarnąłem mięso, wrzuciłem w marynatę i po 3 dniach zrobiłem. Wyszło wchuj(!) smacznie i zdrowo!

Niby wszystko fajnie, więc "pokaż Damian jak wygląda zaliczona karta"... Ano nie zaliczyłem jej jeszcze 8D. Przede wszystkim dlatego, że właściciele sklepu z dziczyzną mają urlop do 21.08.2017 #szkurwamac 8D 8D 8D. Ale spokojna głowa - co się odwlecze, to nie uciecze ;)!


***


Lider
W pracy okazało się, że mam najsłabsze wyniki w grupie 8D (najmniejsza ilość przerobionych case'ów). Trochę #smuteczek i borykałem się z tą myślą jakieś 2-3 tygodnie, bo mnie to trochę uderzyło. Nie sądziłem, że jestem "najsłabszy" :(. Niemniej jednak potem zacząłem analizować sytuację i kilka rzeczy stało się jasne:
- grupa, w której jestem to połączenie dwóch pierwszych rekrutacji do tej pracy (pierwsza rozpoczęła pracę pod koniec 2016, a my w lutym 2017) - oznacza to, że część osób będzie miała przewagę 3 miesięcy, a więc średnia z przerobionych case'ów będzie "nierówna" (bo byłoby sprawiedliwe porównywanie osób, które wystartowały w tym samym momencie),
- do swoich statystyk nie dodawałem case'ów, w których "maczałem palce", a więc gdy komuś pomagałem,
- jeden tydzień byłem w delegacji i przez 8h każdego dnia robiłem im (wraz z kumplem) normalne dni szkoleniowe (dość dobre tempo), a więc byłem poza procesem.

Nadal jednak byłem trochę "przybity" wiadomościami o ilości case'ów", które zostały mi podane na rozmowie z moim koordynatorem. Jednak jako, że jestem jednostką zadaniową (i koordynator chyba też), ułożyłem z nim na szybko "plan naprawczy" na lipiec. Wszystko, a nawet dużo więcej, udało mi się zrealizować. Wtedy też podsumowałem swoje działania, wysłałem odpowiednim osobom raporty i jak to wszystko "zebrałem do kupy", to okazało się, że wcale nie jestem najgorszy, a w zasadzie to mam naprawdę dobry i konkretny wkład w rozwój procesu #beng 8D

Jako, że znam się na szkoleniach i będąc wcześniej w Białymstoku pocisnąłem (wraz z kolegą) ekipę dość mocno, to zebraliśmy pozytywne opinie... więc pod koniec lipca (31.07.2017) ruszyliśmy do Białegostoku na kolejną delegację, do kolejnej, nowej, ekipy ;). I to w tej właśnie materii zaczęły się pojawiać dla mnie świetne możliwości rozwojowe w tej firmie, które mnie kurewsko cieszą (bo mistrzem analizowania case'ów nie jestem i raczej nigdy nie będę, ale lubię tę robotę, więc jeśli dałoby się połączyć robienie case'ów ze szkoleniami i zadaniami stricte projektowymi, to jestem w niebie 8D :sesese: :zuo:)!

Z innych kwestii związanych z moją rolą Lidera - wciąż pracuję nad swoimi "3ssential Skills". W lipcu udało mi się finalnie zakończyć pisanie mailingu, więc wystartowałem newsletterem składającym się z 10 wiadomości do osób, które były u mnie na szkoleniach. Super sprawa, bo teraz jak tylko gdzieś pójdę (wykład, warsztat), to daję ludziom linka z podsumowaniem spotkania i automatycznym zapisaniem się na newsletter (z którego mogą łatwo i szybko się wypisać). Zrobiłem to raz, a profit będzie mi przynosiło zawsze (czyli w sumie taki przychód pasywny :) ).

Z 3S jest również związane inne wydarzenie, które również jest hitem tego miesiąca (w zasadzie to cały lipiec świętowałem jak swoje urodziny). Otóż wreszcie odebrałem swoje wizytówki robione na potrzeby 3S:


Na zdjęciu tego nie widać, ale mają uwypuklone fragmenty (logo "3S" z awersu) oraz barwione brzegi. Wygląda to i prezentuje się przezajebiście wchuj!!! Jestem z nich bardzo zadowolony (#mojprojekt :P 8) 8d ) i już powoli zbieram hajs, żeby zrobić sobie 1000 sztuk ulotek (mam świetny pomysł na to jak to wykonać) oraz na 2-3 rollupy. Jeśli to się uda, to idąc na wydarzenie mojego autorstwa (wykład, szkolenie, warsztaty) będę miał artyzajebistą identyfikację audiowizualną i praktycznie zero problemów ze ściągnięciem ludzi na mój kanał na yt, stronę www i newsletter.

Moje urodziny i rola Lidera zbiegły się również w innym miejscu. Otóż w czwartek (bo 27.07. w 2017 przypadał w ten dzień właśnie) upiekłem ciasto i zrobiłem "mini-przemowę" do naszej ekipy z pracy. Wykorzystałem również moment, aby poczęstować wszystkich szampanem a'la "Picolo", by przyświętować fakt, że na naszej tablicy "pyknęło" nam już 100 omówionych spraw. Także grubo 8D.

PS
To były moje pierwsze urodziny w typowej pracy kiedykolwiek :wstydzioch: ;> <3


Intelektualista
No nie zaszalałem tutaj, bo jak już wiadomo - doktorat rzucam, a intelektualnie spełniam się w 3S.


Sportowiec
Dzień 10.07.2017 zapadnie mi na długo w pamięci, bo to były pierwsze rolki w sezonie (późno, c'nie?)! Poszalałem na nich, ale niestety jak były za małe w tamtym roku... tak nadal są 8D. Niemniej jednak to wydarzenie uruchomiło we mnie chęć kupienia nowych rolek w październiku/listopadzie, więc standardowo zacząłem przeszukiwania internetu. Myśl o kupnie rolek rosła we mnie wraz z ilością informacji, które pochłaniałem, ale wiedziałem, że nie mogę sobie na nie pozwolić... i wtedy mnie strzeliło, że:
- mam w tym miesiącu premię,
- mam w tym miesiącu premię za polecenie jednego ziomka do pracy,
- mam w tym miesiącu... URODZINY!

JEBAĆ!

Złożyłem zamówienie i około 1100zł mniej w porteflu później przybyły do mnie one, Razors Genesys 11 <3


Jakaż była radość, gdy do mnie przybyły! Jak się jarałem, gdy rozpakowywałem pudełko <3 :jupi: :O :roll: :wstydzioch:!!! I jaki stres, gdy okazało się, że były za małe :facepalm: >:( :/!!!

Na szczęście okazało się, że jak zmieniłem liner (czyli ten wewnętrzny but) na inny (bardziej cienki), kupiony wcześniej do innych rolek, to jest idealnie! TAK, DOKŁADNIE! JEST IDEALNIE!!!

Wcześniej, w poprzednich rolkach, nie byłem w stanie wytrzymać dłużej niż 10-15min jazdy, a teraz te zakładam na nogę i mogę jeździć i siedzieć w nich po kilka godzin! Boskie uczucie!

W ogóle jak tylko je dostałem, to momentalnie włożyłem w kółka nowe łożyska (które kupowałem przy okazji) i pojechałem jeździć. Tylko, że wkładając te łożyska wiedziałem, że to nie są moje zamówione, co mnie trochę wkurwiło (zamawiałem "Classic", dostałem "Pro"). Mimo wszystko chciałem się przejechać i zobaczyć jak to wszystko śmiga, żeby później oddać, ale mieć pewność, że albo będę na tych rolkach jeździł, albo nie.

Pojechałem na plac Manufaktury sprawdzić roleczki, zabolała mnie stopa, zmieniłem linery, pojechałem w pizdu i gdy wszystko "siadło" jak należy, wiedziałem, że wrotki są moje.

Wróciłem do domu (po drodze się wypierdalając 8D), napisałem maila, że dostałem nie te łożyska, co chciałem i żeby mi je wymienili. Dostałem odpowiedź, że produktu używanego nie mogą mi przyjąć, więc momentalnie #wkurw. Z jednej strony źle, bo nie chciałem tych łożysk (o których słyszałem, że szybko się psują, a o "Classicach", że są raczej nie do zajebania), a z drugiej spoko, bo "Pro" są o 40zł droższe od "Classic", więc wychodzę na "zero".

Sklep się jebnął i w moim przekonaniu początkowym na moją niekorzyść, ale później jakoś się z tym pogodziłem plus jakby nie patrzeć - dostałem 40zł na urodziny (w ogóle na początku to myślałem, że oni mi taki prezent zrobili, bo wspominałem o tym fakcie w wymianie maili [próbowałem coś wydębić za free 8D]).

Wciąż mnie jednak nosiło z myślami, że sklep mógł myśleć, że ich oszukałem i "przyjanuszowałem" na ich pomyłce. Z jednej strony - ich wina, bo nie pilnują interesu, z drugiej - nie uważam za sprawiedliwe żerowanie na czyichś błędach. Z tego względu postanowiłem temu skateshopowi "namalować laurkę" i wychwalić ich w jednym z moich filmików, ale o tym porozmawiamy przy okazji podsumowania sierpnia ;)!

PS
Dobre wieści z tego są też takie, że jak sklep nie chce przyjmować używanego towaru, to znaczy, że zawsze mają nowy 8)


Uwodziciel
W lipcu silnie odczułem fizyczną chęć posiadania dziewczyny lub jakby ujął to Liroy: "Jebać mi się chce" 8D. Mimo wszystko nie angażuję się w swój rozwój na tej płaszczyźnie. Jest to sytuacja tragiczna, bo ciało mówi: "Damian, skoncentruj się na bzykaniu", a umysł mówi: "Kurwa, ogarnij temat i się rozwijaj". Myślę, że w tym momencie jest idealne miejsce i czas na legendarną już pastę:

Cytuj
Beka z ruchania- jak kurwa to w ogóle można to robić przecież to jest tak prymitywne że ja pierdole. Jakies kurwa dziwne frykcyjne ruchy w tą i z powrotem robione kawałkiem odstającego mięsa którym na co dzień się sika i wkladanie go w obleśną samicza szparę oblepioną obrzydliwym śluzem, no kurwa, jeszcze do tego jakieś pozycje, zabawki, wibratory, kajdanki gra wstępna, przebieranie się za jakieś postacie kurwa ruchanie to jakiś kabaret jebany a potem jeszcze te śmieszne ruchy w pochwe, i wymienianie się jakimiś zjebanymi płynami, lizanie rowa itd. Na dodatek jebie niektórym stamtąd a przy erekcji wypływa Ci ten pierdolony magiczny płyn i od razu odechciewa się ruchać, zastanawiasz się co ty odjebałeś jeszcze jakieś kurwa przytulanie no ja pierdole trzymajcie mnie, pierdolone pojebane ludzkie instynkty widzisz nagiego człowieka innej płci i od razu ten śmieszny mięsny fiflak między nogami staje do góry przecież to jest śmieszne kurwa mać czemu ludzie nie rozmnażają się bezpłciowo?

Prawdziwe przyjemności to nauka, słuchanie muzyki, czytanie książek, podróże a nia jakieś pierdolone instynkty plebejskie czyli poruchać, popić i poćpać, kurwa przecież seks nie wygląda jak w amerykańskich pornolach tylko jak prymitywne nagrania z polski i rosji, gdzie jebie się karyna z płaską dupą, cyckami z wielkimi sutami które zajmują 90% powierzchni cycków z jakimś sebą suchoklatesem który spuszcza się po kilku minutach, a w tle jakieś stare meble z epoki socjalizmu, cebulacka kołdra i stary dywan no super romantyczna atmosfera kurwo! W 90% przypadków tak to wygląda, jak sobie próbuje siebie wyobrazić z perspektywy 3 osoby to kurwa nie mogę- jak bym w trakcie ruchania o tym myslał to bym się zesrał ze śmiechu.

jebać ludzi

#złoto 8D 8D 8D

No ale mniej więcej takie mam teraz nastawienie - nie pozwalam, aby pierwotne instynkty brały górę i podporządkowywały całe moje życie im właśnie. To umysł mówi, gdzie mam zmierzać... i wiem o tym, że priorytetem jest OGARNĄĆ SIĘ!!! A dokładniej:
- zdrowie,
- kariera,
- własne ambicje (3S).
W tej kolejności.

I wiem również, że takie nastawienie doprowadzi mnie do posiadania takiego statusu i takiej ilości hajsu, że to nie ja będę musiał uganiać się za dupami, ale one za mną 8D. A nawet jeśli nie, to trudno - przynajmniej będę miał zajebiste życie bez seksu xD

Inna prawda też jest taka, że w kwestii seksu żyję kategoriami "jak schudniesz, poruchasz", "jak zarobisz, poruchasz", "jak /wpisz cokolwiek/, poruchasz", a w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. Jest mnóstwo brzydszych i gorszych facetów niż ja, a pewnie bzykają na potęgę. Błędne koło.

Tylko, że teraz wracamy do motywu, że żeby bzykać, musiałbym wykazać w tej materii inicjatywę. Jakąkolwiek, ale jednak. Tinder średnio się sprawdza w moim przypadku i nawet moje wcześniej wrzucone "selfie" nie pomaga ;D. Poza tym nawet jak mam tam pary, to rzadko piszę, bo mi się nie chce. No właśnie! A dlaczego mi się nie chce?!

Przede wszystkim dlatego, że jak pomyślę, że musiałbym po wykazaniu tej jakiejkolwiek inicjatywy dalej bawić się w jakieś:
- rytuały,
- spotkania,
- umawianie się z tymi wszystkimi dziewczynami (bo umówmy się - nie jestem typem Jamesa Bonda, do którego łóżka laski ładują się same 8) )
oraz zestawię to na jednej szali z faktem, że mogę:
- ten czas poświęcić sobie,
- pojeździć na rolkach z dobrą muzyką,
- jebnąć się dupskiem na saunach,
- poczytać dobrą książkę w parku,
- popracować nad 3S,
- lub porobić cokolwiek z tego filmiku wyżej,
to naprawdę wolę se zwalić konia 8D

Brzmi chamso i brutalnie, ale tak jest. Po prostu nie opłaca mi się inwestować w kobiety, a tym bardziej w związek, który jest dużo bardziej zajmujący niż spotykanie się z kimś, randkowanie lub (choćby wakacyjny) romans.

To nastawienie w zasadzie towarzyszy mi od początku prowadzenia tego dziennika, ale wcześniej to była walka: ja vs taki ja, jakiego chcą kobiety. Naprawdę wiele lat walczyłem o siebie i o to, żeby faktycznie sobą być, a nie kimś, kogo w danej chwili życzy sobie dana kobieta, kobiety jako ogól lub system. (Nie)stety dopiero jak wyprowadziłem się "na swoje" i po mitycznej "trzydziestce" zaznałem życia kawalera, powiedziałem sobie w duszy "nigdy więcej" związkom opartym na takich zasadach jak dziś są powszechne. Co więcej! Okazało się nawet, że Amerykańce znaleźli już na to swoją nazwę:

MGTOW
Men Going Their Own Way

I tu mała dygresja - uwielbiam USAńczyków za to ich wymyślanie miliona rzeczy na raz cały czas i dawanie im akronimów - dzięki temu jak wreszcie im coś "chwyci" to mogą powiedzieć, że "to ma swoje korzenie w 1893, kiedy to XYZ z rodu ABC po raz pierwszy zrobił/powiedział 123" i chuj z tym, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, ale rodowód jest wyciągnięty 8D... oni i te ich kompleksy tożsamości narodowej <3! Mimo wszystko w przypadku MGTOW ma to swoje uzasadnienie i ogólnie fajnie, że takie coś się wykrystalizowało.

O co chodzi z MGTOW?

Najogólniej rzecz biorąc faceci mówią "DOŚĆ!" babskiemu pierdoleniu, niezdecydowaniu i braku konkretów... i zamiast bawić się w szukanie szczęścia w związku, doszli do wniosku, że będą robili to, co zawsze podpowiadało im ich wnętrze. Skrótem: mają wypierdolone na kobity i robią, co podpowiada im ich natura.

I dobrze, bo ja też tak mam ;)... a jak ktoś chce detali, to może śmiało poczytać mój dziennik od początku tego roku i sam się przekona o zbawiennych efektach skupienia się na sobie ;)

PS
http://mgtow.pl/index.php/o-mgtow/


Ogniwo Rodziny
Pamiętacie z mojego filmiku na górze te radosne chichoty mojego chrześniaka, gdy grałem z nim w piłkę? No to zostały one nagrane właśnie w lipcu, gdy miałem szansę spędzać ze swoją rodzinką czas na działce u mojej siostry ;)


Przyjaciel
Dnia 11.07.2017 miało miejsce ważne dla mnie wydarzenie - pomogłem staruszce :). Niby nic wielkiego, ale jednak mogło skończyć się tragicznie! Wracałem z pracy i przechodziłem przez coś na kształt "parku". Tuż przy jego końcu zauważyłem w rowie staruszkę - siedziała. Wyglądała jakby tam chciała odpocząć, ale mimo wszystko zszedłem, aby z nią chwilę porozmawiać. Okazało się, że weszła tam na chwilę i nie mogła wyjść, bo była strasznie słaba. Z trudem wróciliśmy na właściwą ścieżkę. Po drodze pojawiła się jeszcze jedna dziewczyna, która mi pomogła poczekać na karetkę. Babcia cały czas protestowała, że "po co" i "nie potrzeba", ale nie słuchałem jej i swoje zrobiliśmy. Mimo wszystko wspólnie poczekaliśmy na przyjazd "eRki", należycie powspółpracowałem z ratownikami, upewniłem się czy będę do czegoś potrzebny i dopiero wtedy poszedłem. Jestem z siebie dumny :)

Oprócz tego widziałem się z cooliem na chińskim żarciu i obejrzeliśmy "Dunkierkę" (całkiem spoko film, ale dupy nie urwał), a tydzień później wraz z Michałem, Bartkiem i Adrianem zaatakowaliśmy kluby. I co? I kolejny raz przekonałem się, że to nie dla mnie. Nienawidzę(!) clubbingu. Mogę iść w kluby tylko i wyłącznie ze srogą ekipą, bo wtedy będę dobrze się bawił, bo będę się bawił dla bawienia. Nie umiałem, nie umiem i nie chcę umieć wyrywać tam dziewczyn, a tym bardziej chodzić do klubów, bo dziewczyny tam są (a prawda jest taka, że w większości są to głupie blerwy, które wskakują na byle pierwszego-lepszego kutasa, który ma: ładny wygląd, hajs, status i/lub inny kolor skóry 8D #takaprawda). Po kilku klubach wyszedłem, żeby odetchnąć świeżym powietrzem na ławce na Piotrkowskiej i tylko obserwowałem kontynuujący się festiwal spierdolenia. Pijane typy bijące się i wyzywające siebie nawzajem, głupie patolożki robiące wokół tych awantur dymy, bydło i zezwierzęcenie - nic więcej. Nie mój świat. Wypierdolone.


***


Materialność
Zakup roleczek i dentysta - tak sromotnie przetrzepaną miałem (i mam) przez to kieszeń, że raczej do końca roku będę się bawił w wyprowadzanie finansów na prostą i domykanie budżetu "na styk"... ale warto było 8D


Bóg
Jak wyżej - lubimy się ze sobą. On mnie kocha, a ja tak go nieśmiało trochę. Nie potrafię chyba kochać całym sercem nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że czuję, że nie mogę (chodzi o to, że to bardziej kwestia mojej odpowiedzialności niż Boga). Przełamuję się jednak z tym! Powoli zaczynam prosić. Prosić o coraz więcej dobrego dla mnie, bo znam siebie (a Bóg mnie) i oboje wiemy, że to zmierza tylko do tego, żeby tego dobra na świecie było więcej, by je pomnażać.



***



Imagine Dragons - Believer
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=IhP3J0j9JmY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=IhP3J0j9JmY</a>

Amen.
92
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Lipiec 08, 2017, 20:24:59 »
PODSUMOWANIE CZERWCA 2017



Za mną kolejny w kurwę zajebisty miesiąc 8) 8D :sesese:! Zacząłem go od koncertu O.S.T.R. na juwenaliach w Łodzi i powiem Wam, że tego mi trzeba było od dawna - tych basów i dźwięków, które na żywo przeszywają człowieka i tną go we wszystkie strony (#tylkomuzykanazywo). To kolejne wydarzenie z serii "przebudzenie"! Dlaczego? Zrozumiałem jak ważna jest dla mnie muzyka i że jestem nią napędzany. Im więcej muzyki w moim życiu, tym jestem bardziej "nastrojony". Od tego momentu cały czas mam coś na playerach, a w lipcu już włączyłem w działanie OpenFM na komórce w robocie i pracuje się o niebo lepiej ;)! Adaś - dziękuję ;)!


Zdarzeniem miesiąca był jednak wyjazd do Białegostoku z mojej firmy, żeby zaopiekować się nowym zespołem przez tydzień. Dzięki temu "odświeżyłem" swój warsztat trenerski oraz zwiedziłem nowy kawałek Polski ;)! Równolegle na pozycji numer "1" zestawiłbym to wydarzenie z odwiedzeniem wystawy "Body Worlds" Gunthera von Hagensa, a o wszystkim za chwilę. Najpierw konkrety!



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Naprawić zęby
Jestem w trakcie naprawiania kłów. Zapowiada się większa przeprawa, bo przed powrotem z Białegostoku (o czym na końcu tego posta) i jadąc wprost na 18-stkę mojej kuzynki, Ani, złapał mnie taki ból zęba, że nie byłem w stanie wyrobić :(. W życiu nie zeżarłem takiej ilości środków przeciwbólowych jak wtedy i wielkie szczęście, że w sobotę udało mi się umówić na wizytę u dentystki, która rozpoczęła proces leczenia kolejnego zęba. Przede mną jest wyrwanie jeszcze dwóch "ósemek", leczenie kanałowe kilku zębów, a na końcu piaskowanie wszystkich kłów. Cholernie mnie to trzepie po kieszeni, ale jednocześnie jest to jeden z moich tegorocznych celów i muszę go zrealizować, by móc ruszyć naprzód (zwłaszcza, że zepsute zęby trują cały organizm).


5. Odwiedzić laryngologa
Ogarnę ząbki i od razu pędzę do laryngologa na wizytę. W ogóle obecne zdarzenie z zębami wreszcie mnie nauczyło, żeby do lekarzy chodzić na wizyty kontrolnie REGULARNIE!!!


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę
Zastanawiam się nad tym celem, bo po czasie uważam, że jest on... bez sensu. Pisałem go nie mając jeszcze pracy i wtedy było to buńczuczne postawienie na swoim - "będę przedsiębiorcą (i chuj)". Niby fajnie, ale dziś uważam, że zakładanie firmy dla założenia firmy to głupota (i frajerstwo). Wiem, że ten cel będzie bardziej realny w 2018, bo w 2017 chcę znów rozpocząć wykłady (wracam na scenę, elo), a wtedy - być może - znajdą się osoby lub przedsiębiorcy, którzy będą chcieli pocisnąć w materii szkoleniowej/rozwojowej. W zasadzie to już teraz one są, ale wiem, że nie jestem jeszcze do końca na nich gotowych (jednostkowo tak, ale jakbym ich wrzucił na salę szkoleniową, to średnio bym podołał na dłuższą metę ze względu na brak umiejętności organizowania takich wydarzeń [w sensie catering, sala, umowy itd.], bo merytorycznie i warsztatowo to na miękko).



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Dużo czasu spędzam na byciu (sobą) i wierzę w swoje działania, które opieram na realizacji swojej drogi życiowej, w którą wierzę i która w moim przekonaniu została mi dana przez Boga. Trochę się też przełamuję w "proszeniu". Mam w głowie takie przekonanie, że to niegrzecznie o coś prosić Boga/Anioły, że zawracam głowę itd. Teraz coraz bardziej się przekonuję, że warto prosić... zwłaszcza, że zawsze mam dobre intencje ^_^. Bóg chce mnie obdarować miłością, dlaczego miałbym jej nie wziąć ;D?


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
Kurwa! To postanowienie to największa petarda tego roku! WSZYSTKIE efekty, które obserwujecie tutaj - w tym dzienniku - zawdzięczam właśnie temu, że skupiłem się na sobie... a żeby być jeszcze bardziej precyzyjnym - na trzech aspektach mojego życia:
- zdrowiu,
- karierze,
- ambicjach (głównie 3S).

Dzielę swoje cele życiowe na dwie kategorie:
- ważne,
- istotne
(nie mylić z Macierzą Eisenhowera z Covey'a, gdyż ta ma rozkład poziomy i pionowy, a te sprawy to bardziej "głębia").

Przykład: dziecko przychodzi do nas i prosi, aby się z nim pobawić, ale my mamy cholernie ważną prezentację do skończenia i jeśli jej nie zrobimy, stracimy pracę. Ważymy dwie kwestie - rodzinę i pracę. W naszym przypadku praca jest najważniejsza, ale rodzina najistotniejsza. Wiadomym jest fakt, że jeśli ciągle mamy takie "prezentacje do zrobienia", to albo coś jest nie-tak z naszą produktywnością albo pracą. Tutaj trzymajmy się założenia, że jest to sprawa wyjątkowa. Ja, postawiony w takiej sytuacji, wybrałbym dokończenie prezentacji. Dziecko tego nie zrozumie, spoko, ale ja już tak. I, moim zdaniem, obie sprawy mają się nijak do siebie i zestawianie ich obok siebie jest błędne tak samo jak priorytetyzowanie. Sprawy najważniejsze i najbardziej istotnie to zupełnie dwie różne kategorie spraw :).

Także w moim życiu najważniejsze i najistotniejsze jest:
- zdrowie i kariera (w tej kolejności) - sprawy ważne,
- własne ambicje (głównie 3S - kanał yt, wykłady, szkolenia) - sprawy najistotniejsze.

Skoncentrowanie się najpierw na sobie pozwala mi trzymać wszystko w balansie i rewelacyjnie realizować postawione na początku tego roku założenia (oraz dawać sobie pole do popisu i rozwoju w trakcie ich osiągania).


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :ok:
Trzymam się w miarę zdrowego żywienia. Czasami upadam i w 2-3 dni opierdalam słoik Nutelli 8D, ale mimo wszystko nadal chudnę i czuję się dobrze ;)! Jest ok. Bez szaleństw, ale leci do przodu. Najważniejsze, że jadam regularnie. O.


4. Nakurwiać treningi :ok:
Napierdalam jak szalony! Ciągle do przodu. Trochę poopuszczałem wtorki i czwartki w czerwcu (pokłosie wyprowadzania swojego czasu na prostą w maju/czerwcu), czyli dni na rozciąganie i automasaż, ale już teraz (lipiec) wyszedłem z tym na prostą. Wszystkie inne treningi pocisnąłem właściwie... no i duuużo saunowałem, ale do tego dojdziemy ;)


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Jest ok. Mogłoby być lepiej, ale mimo wszystko jest zajebiście ;)


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :ok:
Bardzo działa :)


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :nieok:
Tutaj już kompletnie porzuciłem temat. Niestety - nie jara mnie to i przez to nie mam motywacji, żeby to ruszać do przodu. Mam też swoje zdanie na temat polskiego środowiska naukowego i uważam, że dużo lepiej zrobię nie pierdoląc się w teorii i lecąc od razu na scenę ze swoimi wykładami. Niestety - nie zależy mi już na doktoracie i nie będę tego ratował :(



***



A tak poza tym, to:

Duch
Bóg ze mną... a ja z Bogiem ;)


Umysł
Trening mojej "bańki" zapewnia mi praca. Trochę poczytałem (ale nic nie skończyłem)... no i jak nigdy nie medytowałem, tak nadal nie medytuję 8D


Serce
WRESZCIE udało mi się podbić moją kochaną Łódź w taki sposób w jaki zawsze chciałem, a więc dnia 16.06.2017 zdobywając szlak "Bajkowa Łódź" ^_^


Oprócz tego następnego dnia byłem w kinie na "Królu Arturze" i powiem szczerze, że tak średnio mi się podobał... a szkoda, bo czekałem na nowy film Guya Ritchiego z nadzieją, że zobaczę kolejną produkcję a'la "Rockandrolla" lub "Snatch", których jestem wielkim fanem :(



Ciało
Traktuję swoje ciało z miłością, więc kiedy trzeba, to mu dogadzam (a jakże!). Tutaj dla przykładu mamy loda i gofra z 11.06. ^_^ 8D


Oprócz tego bardzo dużo saunowałem i wyszło mi to z dużą korzyścią dla mojego zdrowia! Jednak absolutną rewelacją było odwiedzenie wystawy "Body Worlds And The Cycle Of Life" autorstwa Gunthera von Hagensa. Tutaj fotka dla osób, które nie orientują się w temacie:


Tak, dokładnie - to ten "czub", który przerabia ludzi w "plastynaty" i wystawia na pokaz. Wszystkie te okazy to prawdziwi ludzie, którzy zgodzili się na to, żeby Gunther zrobił z nimi to, co zrobił. Jakie jest moje zdanie na ten temat? Inicjatywa i wystawa były i są za-je-bi-ste! SERIO! Tak serio-serio. Wszystko jest zrobione bez znieważania kogokolwiek, po prostu czysta anatomia i uwierzcie mi - jest piękne.

Jest też inny, poboczny, efekt, który uzyskałem idąc na wystawę "Body Worlds" (czego się nie spodziewałem)... Efek DUŻO ważniejszy!

Otóż NIC oraz NIGDY nie wpłynęło na moje podejście do diety, ruchu i odpoczynku ciała tak, jak ta wystawa! NIGDY!

Dlaczego?

Bo chodzicie po wystawie i oglądacie wszystkie te ekspozycje, zachwycacie się (nie)perfekcją ludzkiego ciała i powoli dociera do Was jedna, zajebiście prosta, myśl:

To wszystko musi być z czegoś zbudowane.

Pytanie tylko z czego?

Ano właśnie z tego, co dostarczymy naszemu organizmowi!

BENG!

Rewolucja w podejściu do jedzenia dokonała się we mnie w mniej więcej 1,5-2h godziny podczas zwiedzania tej wystawy. I było cholernie warto!!! Jakby kiedyś była w Waszym mieście, odwiedźcie ją koniecznie!!!


***


Lider
Z punktu widzenia rozwoju mojej roli Lidera, wyjazd do Białegostoku był najbardziej napawający radością i nadzieją na przyszłość. Nie pierdoliłem się w tańcu i od razu wziąłem ekipę mojej firmy z tego miasta w obroty. Wraz z moim kumplem z pracy zapewniliśmy im naprawdę bardzo intensywny (przy czym zajebiście poukładany) tydzień. Wszyscy byli nam bardzo wdzięczni i nawet dostałem brawa na koniec :O ;> :jupi:


Intelektualista
Cisza w temacie :roll:


Sportowiec
Ładnie ćwiczyłem i jestem z tego powodu bardzo zadowolony ^_^


Uwodziciel
Brak koncentracji na kobietach robi mi bardzo dobrze (bez skojarzeń :P). Jasne - brakuje mi seksu... ale też i przez większość życia mi go brakuje, więc się do tego przyzwyczaiłem 8D 8D 8D. Nie walczę z tym - nie walczę o kobiety. Bardzo mi przykro to stwierdzać, drogie Panie, ale wszystkiego (niematerialnego), czego potrzebuję do życia doszukałem się w sobie, więc przestałyście być dla mnie "podnietą". Moje życie, takie jakim jest teraz, sprawia, że kobieta w nim może być co najwyżej dodatkiem. Jasne - chciałbym mieć rodzinę, ale trochę się pogodziłem z tym, że mi się to nie uda, a nie będę niczego wymuszał, bo już kieruję się w życiu miłością i spełnieniem, a nie potrzebą wypełniania schematu społecznego. Łapie mnie tylko wkurw z tego powodu, że świat może być uboższy o moje (wspaniałe) geny oraz (jeszcze wspanialsze) dziedzictwo... a Polska - jak nigdy - potrzebuje teraz Mężczyzn, Patriotów, Intelektualistów, Chrześcijan :(. Niestety pewne wybory są podyktowane moimi pewnymi ustaleniami między mną a Bogiem, a te - póki co - pozostawię dla siebie ;).


Ogniwo Rodziny
W Białymstoku byłem od 19.06. do 23.06. i wysiadając z pociągu od razu trafiłem na imprezę urodzinową mojej kuzynki, Ani. Ania już skończyła 18 lat ;). Gratsy, Młoda ;)!!! Impreza bardzo udana, bo spotkałem memicznych ludzi (pozdro Seba!), pogadałem z rodzinką, trochę potańczyłem i ogólnie miło spędziłem czas ^_^



Przyjaciel
W pracy mam zajebistą(!) ekipę! Odwiedzają nas różne osoby - często i intensywnie. Jedna ekipa jest z Londynu i z tej okazji postanowiliśmy skoczyć z nimi na miasto. Efekty były takie, że zrobiłem się w straszny blat 8d. Na tej fotce oryginalnie jest jeszcze twarz mojego innego kumpla z pracy, ale ją wyciąłem oraz rozmazałem ziomala w tle, żeby nie było go widać, bo może sobie nie życzą (co innego fotka z urodzin, bo to była impreza "publiczna" 8D).


Z innych sukcesów, to udało mi się rozwiązać konflikt z sąsiadką spod 67 8D. O co chodzi? W maju i czerwcu słońce przyświeciło, więc ludzie zaczęli regularnie otwierać balkony... na które wyłaziły psy niektórych z nich i wizgały na całe osiedle (każdy mieszkaniec polskich "wielkich płyt" doskonale wie o co kaman :P). KURWICY SZŁO DOSTAĆ! Dlaczego? Bo dwa psy z mojego bloku były wyjątkowo wkurwiające. Ale to tak wizgały, że nie dało się żyć! Co 10-15min darły się kilka minut, a potem atakowały drugą stronę mieszkania i darły japę po jej drugiej stronie... i tak przez kilka godzin przez weekend, gdy chcesz sobie odpocząć. No "Dzień Świra" normalnie. Miałem ochotę zajebać właścicieli i nawet przez okno się wydarłem na całe osiedle:
- OGARNIJCIE TE, KURWA, PSY!!!
Nie pomogło.

Zacząłem się czaić z książką pod drzewem, żeby namierzyć osiedlowych terrorystów i przyatakować z janusza. Wiedziałem już, które to mieszkania. Ludzie z okien też wypatrywali i nawet z jednym sąsiadem z ostatniego piętra z innej klatki o tym rozmawiałem (on na balkonie, ja na osiedlu, więc wszyscy słyszeli - i też o to chodziło). Obszedłem blok z drugiej strony, wlazłem do odpowiedniej klatki i zacząłem dzwonić i pukać. Psy darły się strasznie, więc już wiedziałem, że "to tu" - numer 67. Nikt nie otwierał, ale że po drodze zaangażowałem kogo się dało, to od 4 osób na klatce schodowej się dowiedziałem co i jak - otóż kobitka zostawiała otwarty balkon i szła do pracy. Sąsiedzi powiedzieli mi kiedy można ją namierzyć i że jest w miarę spoko (sami już nie mogli tego wytrzymać 8D).

Miałem ochotę się tam pod to 67 wjebać na pełnej kurwie, bo już dawno nie byłem tak wkurwiony, ale mówię sobie:
- Nie. Ogarnij temat. To jest świetny case negocjacyjny!
więc wszedłem "na miękko". Poszedłem z uśmiechem na twarzy, żeby "zidentyfikować problem" i postawić na swoim, żeby nie stracić pola negocjacyjnego. Drzwi otworzyła kobitka w średnim wieku i bez większego problemu dało się z nią dogadać. Jest 08.07.2017, gdy to piszę, a po szczekaniu psów nie ma śladu ;)! Myślę kiedy się do niej wybrać z jakimś kawałkiem ciasta i smakołykami dla czworonogów, żeby ją pochwalić i wzmocnić jej postawę, bo gdyby okazała się jakąś typową grażyną, mogłoby być ciężko ;D

Po tym wydarzeniu pojechałem do Białegostoku i gdy wróciłem do pracy usłyszałem od ekipy z firmy jedną z milszych rzeczy, jaką usłyszałem w tym roku. Otóż powiedzieli, że brakowało im mnie :). To chyba pierwszy raz, gdy ktoś z obcych ludzi powiedział mi takie coś ;( :jupi:

A chwilę później mieliśmy integrację swojego zespołu. Po imprezie resztki nas poszły zaatakować Piotrkowską i po drodze przechodziliśmy przez park. Musiałem się zatrzymać, żeby się odlać i ekipa trochę odbiła do przodu. Powiem Wam tak - dawno tak długo nie lałem i chyba, kurwa, nigdy nie szedłem przez tak ciemne miejsce. Jestem pod wielkim wrażeniem mojego autopilota, który zawsze - ku mojemu zdziwieniu - doprowadzi mnie wszędzie. Tak też było tym razem, lecz nie jest to meritum tej sprawy. Dlaczego?

Otóż nie pamiętałbym o tej przeprawie, gdyby nie fakt, że strzeliłem sobie wtedy selfie. Pamiętam, że byłem z czegoś zajebiście dumny (z życia, że się wysikałem, że idę sam i mam poukładane pewne fragmenty życia, nieistotne). Wyciągnąłem telefon i strzeliłem zdjęcie, a potem o tym zapomniałem.

Kojarzycie takie foty na telefonie, że nie wiedzieliście nic o ich istnieniu ani o okolicznościach ich powstania do momentu jak ich nie zobaczyliście? No to to jest jedno z nich 8D



***


Materialność
Hajs się zgadza, chociaż dentystyczne sprawy znacznie(!) uszczuplają mój budżet. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z faktu, że wydaję swoje pieniądze na zęby ;D


Bóg
AMEN!



***



O.S.T.R. - "1 na 100"
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=GKSPLJM8iEM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=GKSPLJM8iEM</a>



***



WYJAZD DO BIAŁEGOSTOKU



W Białymstoku w godzinach pracy cisnęliśmy zespół (a później nadgodziny), by potem atakować miasto. Ekipę tam mają świetną, więc o nic się nie martwiliśmy oprócz o siebie po pracy 8D. Oto mała lista z naszych "osiągnięć" ;)!



Niedziela 18.06.2017.
Zalogowaliśmy się w hotelu i później ogarnęliśmy gdzie jest monopolowy 8D. Tutaj fotka jak jaram się standardem hotelu, który jak na "***" był naprawdę zajebisty wchuj #firmaplacidamiankorzysta



Poniedziałek 19.06.2017.
Takie mieliśmy śniadania:


Atakowaliśmy na dwie rundy - najpierw, żeby się nażreć, później na deser (ja jeszcze sobie kanapki robiłem #januszehotelowania). A po pracy:
- poszaleliśmy rowerami po mieście,
- byliśmy w Galerii Jurowieckiej,
- obeszliśmy we wszystkie strony Starówkę miasta,
- zeżarliśmy u chinola (a jak ;D),
- posiedzieliśmy na ławeczce na Starówce w ramach relaksu,
- odwiedziliśmy Pałac Branickich (na fotce miała być z dłoni ułożona literka "Ł" jak "Łódź", sami oceńcie efekty :P)


- poszliśmy na basen oraz na saunę do strefy relaksu,
- ojebaliśmy pysznego browarka w "Browar Stary Rynek" (polecam).


Wtorek 20.06.2017.
- poszaleliśmy na rowerach i zjechaliśmy kawał Białegostoku,
- podczas tej wyprawy z jednego roweru miejskiego odpadł mi pedał 8D,
- przeprawiliśmy się przez pewien park na rowerach i było naprawdę warto odbić w tę "dziką i niecywilizowaną" stronę tego miasta.


Środa 21.06.2017.
- po pracy się wydurniałem i wlazłem do miejsca, gdzie docelowo mają stać kwiaty :P


- rowerkiem do centrum,
- ogarnęliśmy sobie siłownię w Galerii Jurowieckiej ("Calypso"),
- opierdoliliśmy kebaba na mieście,
- gdy ja jadłem, kumpel zniknął w poszukiwaniu "małej seteczki"... i wrócił cel swój osiągnąwszy 8D


- odwiedziliśmy Pałac Branickich nocą (re-we-la-cyj-nie oświetlony, park jest tam PIĘ-KNY!)


Czwartek 22.06.2017.
Niestety, ale odpadłem. Cały dzień pobolewał mnie ząb (co było tylko wstępem do tego, co miało być następnego dnia) i wcześnie poszedłem spać.


Piątek 05.05.2017.
Ząb już nie boli. Nie. Teraz napierdala. Żrę przeciwbólowe. Na chwilę ból mija. Wsiadam w pociąg, czytam książkę w podróży, idę na imprezę 18-stkową kuzynki, umieram z bólu. Trochę tańczę i się bawię (bardzo udana impreza z rodzinnego punktu widzenia). Czekam soboty, żeby pozbyć się problemu u dentystki ;)



***



A potem jaram się, że żyję ;D!!!

I tym miłym akcentem kończę punktowanie tego miesiące. Jeszcze w czerwcu wpadłem na świetny pomysł robienia podsumowań, ale będę się z tym musiał wstrzymać do lipca. Czekajcie, bo warto ;)!!!

Do poczytania!

AMEN!
93
Artykuły i Publikacje / Odp: Podstawy szczęścia - jak znaleźć sens życia i być spełnionym?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Vytautas dnia Czerwiec 09, 2017, 22:22:26 »
A dla mnie najważniejsze jest długie życie. Lepsze 100 lat w ciężkiej biedzie niż tylko 30 w luksusie.
Strach przed śmiercią lub miłość życia jest bezdenną studnią motywacji. Wspaniale się czuję na myśl, że nie będę się musiał jeszcze wybierać w nieznane. Nie wiem, czy tam będzie lepiej. Dlatego nie chcę próbować, czyli chcę zachować życie. A to jest przyjemne, bo żeby żyć trzeba spać, jeść, pracować, odpoczywać itd. Kiedy ma się opcję śmierć, to wszystko staje się przyjemnością.
94
Artykuły i Publikacje / Odp: Mierz się ze sobą za pomocą zegarka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Czerwiec 06, 2017, 06:58:51 »
Czas nie jest jedynym czynnikiem efektywności. Jeśli ktoś chce wykonać czynność dobrze, to trzeba dużo czasu zarezerwować. Chociaż w życiu próbowałem kilka razy się tym sposobem zmotywować, często ale nie częściej nie dawał on ponadprzeciętnych rezultatów, ponieważ nie miałem innych atrakcyjniejszych zajęć, na które wolałbym spędzić czas.
I tu jest pies pogrzebany ;)

Raz - rzeczywiście jak chce się coś zrobić DOBRZE, to często potrzeba na to DUŻO czasu... Ale dwa - jak nie masz nic innego do roboty, to zadanie na 1h zajmie Ci 3-4 godziny.

Mnie w tym tekście chodziło o to, jak zrobić, żeby spiąć się z zadaniami jak najlepiej, aby do maksimum wykorzystać ich czas (np. poświęcam na czytanie 1h dziennie i chcę wtedy faktycznie czytać, a nie myśleć o niebieskich migdałach) lub w jak najlepszym czasie zmieścić się z dobrą jakością (np. zamiast sprzątać 2h, zrobić to w 45min [a jest tak teraz u mnie właśnie]). To działa na zasadzie: "posprzątam w 1h zamiast w 2h, żeby mieć 1h dla siebie".

KOLEJNE PYTANIE jakie za tym leci brzmi: OK, fajnie. Ale co zrobisz z tą jedną godziną?

No właśnie? Co?

I tu odsyłam do tego tekstu 8) - http://zyjwiecej.pl/index.php?topic=1556.0
95
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Czerwiec 04, 2017, 18:06:35 »
PODSUMOWANIE MAJA 2017



Maj był zajebisty! I powiem szczerze, że bardzo rozpędził mnie jeśli chodzi o życie w emocjonalnej sferze. Z tego względu w tym podsumowaniu z radością:

(...) wypluwam na ulice słowa, morda na kłódkę
i pokój na blokach, nie zrobicie ze mnie pokemona.

O.S.T.R. & Hades - Psychologia tłumu - feat. Sacha Vee (HD)
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=H3xh6Fob3cU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=H3xh6Fob3cU</a>

Na początku rozliczę się z celów na ten rok, aby później przejść dodatkowych osiągnięć, spośród których "Projekt majówka" jest numerem jeden ^_^



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:
Dnia 12.05.2017 przeprowadziłem dla Akademii Kompetencji ostatnie szkolenie z mojej serii i tym sposobem w sposób fenomenalny rozliczyłem się z tego celu. Efektem jest ponad 60 osób, które mam już zapisanych do grupy mailingowej. Już teraz zacząłem pisać NewsLetter (12 maili) na MailChimpie, którego sobie skonfigurowałem. Lada chwila odpalę te wiadomości i od tego momentu "wracam do starej szkoły" swojej działalności... która teraz leży na zupełnie innych, dużo głębszych i silniejszych, fundamentach. Przypomniałem sobie "co jest 5" i konsekwentnie będę działał, by osiągać kolejne cele (a jednym z nich, niezapisanym tu jeszcze z premedytacją, jest poprowadzenie 17 wykładów z sezonu 1 z serii "Sprawności Kluczow3", o czym chyba już kiedyś wspominałem... ale to dopiero wrzesień/październik).


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Wyrwać wszystkie "ósemki" i naprawić zęby -> 4. Naprawić zęby
Rozpocząłem usuwanie dnia 30.05.2017, czyli tak naprawdę niedawno (pisząc to jest niedziela, ząb usuwałem we wtorek). Pierwsza na ogień (po dłuuugiej przerwie) poszła prawa-dolna "ósemka" i muszę powiedzieć, że... te dolne "ósemki" to prawdziwe draństwo. O ile z górną kiedyś poszło mi bez problemu, o tyle z dolną się przez kilka dni męczyłem. Zwolnienia L4 nie wziąłem, ale w pracy byłem strasznie przybity i bez sił. Mimo wszystko - warto było. Ten ząb, którego wyrwałem, to straszny skurwiel, który mi ciągle naciskał na prawą część szczęki i w efekcie zmienił mi układ zębów! Przez to mam teraz dziurę między zębami (odstęp), a więc kolejny problem (wydatek) do naprawienia. Nie przejmuję się tym jednak, bo cisnę konsekwentnie do przodu!

Zmieniłem również postrzeganie problemu moich zębów z "wyrwać ósemki" na "naprawić zęby", bo oprócz "ósemek" będę chciał jeszcze przeprowadzić kilka zabiegów, które na celu mają ostateczne zadbanie o swoje uzębienie do tego stopnia, żeby w przyszłości ograniczyć się do wizyt kontrolnych raz na 6 miesięcy.


5. Odwiedzić laryngologa
Wyprowadzę zęby na prostą, odwiedzę laryngologa. Chociaż, kto wie, może zrobię to szybciej?


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę
W toku. Albo sprzątająca albo szkoleniowa. Mimo wszystko na razie się wstrzymuję, bo - mówiąc wprost - nie mam potrzeby zakładania firmy. Mam wrażenie, że pisząc ten cel na 2017 myślałem kategoriami "muszę to sobie udowodnić", a teraz - gdy ochłonąłem - rozumiem, że byłoby to bezsensem, żeby robić coś dla samego robienia. Mimo wszystko mam to na uwadze ;). Po cichu liczę, że jak wrócę na scenę wykładami z serii "3ssetnial Skills" to pojawi się szansa rozwoju w tej materii. Mimo wszystko jest to na razie tylko tło moich działań, bo najważniejsze będzie zrobienie tych wykładów i ich wypromowanie. Szkolenia to tylko ewentualność i bardziej je widzę w 2018 najbliżej niż teraz.



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Różaniec w kieszeni mam, częściej rozmawiam z Aniołami i proszę je o wsparcie w trudnych chwilach oraz o pomysły na rozwiązanie trudnych problemów. Różaniec, który wciąż przekładam z plecaka do kieszeni itd. przypomina mi o Bogu, nie pozwala zapomnieć o duchu, o tym po co jestem na tym świecie.


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
BARDZO się sobie teraz podobam! Rzekłbym, że w kurwę cholernie!!! To jak mocno skupiłem się na sobie i na tych celach oraz, że "swiata poza nimi nie widzę" jest dla mnie BARDZO(!) dobre. Po pierwsze z tego względu, że jak nie mam siły ich realizować, to się po prostu relaksuję, odpuszczam. Tak, dokładnie! Uczę się teraz w życiu odpuszczać. Po drugie dlatego, że jak sobie wszystko z otoczenia odpuściłem, przestałem "walczyć" o ludzi itd., to została wokół mnie tylko ich garstka (a w zasadzie zostałem sam + rodzina). CIESZY MNIE TO BARDZO, bo mam teraz czas ABSOLUTNIE dla siebie i mogę z nim robić CO JA uważam za słuszne. Nie muszę myśleć o tym czego chce dziewczyna, kumple, forum/organizacja, co wypada, a co nie. Wyjebane. Chcę, to gdzieś idę, nie chcę - zostaję. Czytam, oglądam, latam po Łodzi za dnia i w nocy, słucham drum'n'bassów jak mam ochotę, a jak nie to rapu lub czegokolwiek innego.

To właśnie takie nastawienie (oraz wiosna - a w zasadzie od razu po zimie - lato) sprawiło, że jestem sobą (a więc zupełnie innym człowiekiem niż dotychczas 8D). Pozbawiony jakichkolwiek balastów w postaci "muszę" jestem wolny i robię coś, bo chcę!

Piękny stan.

Oczywiście jasnym jest to, że nie popadam w samozachwyt i wykorzystuję to nastawienie do pracy, ale cholernie cieszy fakt, że mogę to robić po swojemu - swoim tempem i swoimi sposobami. Pełna akceptacja siebie.

W mojej głowie zaszły ogromne zmiany mentalnościowe, szczególnie jeśli chodzi o relacje. Jak już pisałem wcześniej we wpisie pt. "Oczyszczenie" dotyczącym sytuacji na forum ( http://zyjwiecej.pl/index.php?topic=103.msg29076#msg29076 ) - był to bodziec, kubeł zimnej wody na łeb, który był pytaniem:
- Gościu, co ty w ogóle robisz?!
Ocknąłem się i teraz krzepnę ;)

Mogę również powiedzieć, że z dniem 21.05.2017 znów (po raz kolejny, elo 8D) ODNALAZŁEM SIEBIE! Wiosna wtedy przyszła i łeb tak mi nagrzała słońcem, że znów jestem normalny! Tego dnia (a była to niedziela) raczyłem sąsiadów wspaniałym albumem z mojego dzieciństwa:

Roxette - Joyride (Full Album)
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=vxdLC42eZZI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=vxdLC42eZZI</a>

"ŻYJĘ! I JAK TO ZAJEBIŚCIE JEST POCZUĆ!!!"

Poza tym od połowy kwietnie kompletnie zmieniłem tryb pracy... a w zasadzie zacząłem zmieniać! O co chodzi?

Pamiętacie, gdy pisałem, że chodzę na siłownię rano o 6:00, w pracy jestem o 7:30, więc w domu o ~16:30? No i niby super, ale kilka miesięcy takiego życia pokazały mi jedno - jak tylko wracam do domu, nie mam siły na nic. Na nic. Na. Nic. Żadne cele nie wchodzą w rachubę, bo już jestem spierdolony. Mógłbym chodzić mega wypoczęty do pracy, a i tak po niej będę bez sił. Pójdę do pracy bez sił i w niej dam radę, ale tuż po niej i tak jestem bez sił. Rachunek jest prosty - należało zmienić tryb pracy, bo wychodziło, że faktycznie z czasem wolnym nie robiłem nic konstruktywnego. Przelatywał mi przez palce, marnowałem go.

Wpadłem więc na pomysł, żeby zmienić kolejność! Ten sam czas, ale zupełnie inny układ. Oto co wykombinowałem!

Wstaję rano o 5:00/6:00 i pierwsze co robię, to zaczynam realizować swoje cele tygodnia (o których za chwilę). Później wybywam na siłownię lub od razu pracy, w której jestem koło 10:00 (a czasami nawet później). Siedzę w pracy do 18:00 (co jest dobre, bo po 17:00 prawie nikogo tam nie i można spokojnie robić robotę) i wracam do domu. Jestem na chacie często koło 19:00/20:00. I to jest koszt jaki płacę - nie mam już dalej życia. Jedyne na co mam wtedy siłę to obejrzeć jakiś film/serial. I co? I i tak się kalkuluje, bo gdy wcześniej wracałem około 16:30, to też na nic więcej sił nie miałem - kładłem się wtedy do łóżka "na minutkę", a wstawałem 2-3 godziny później, później nie mogłem zasnąć, a następnego dnia wstawałem niewyspany. Później wszystkie niewykonane zadania przerzucałem na sobotę. W sobotę mi się nie chciało, więc zasuwałem w niedzielę i nie miałem psychicznego wytchnienia, bo ani w sobotę nie wypocząłem (mając na głowie świadomość, że muszę działać), ani w niedzielę (bo nadrabiałem straty z soboty). Bez sensu.

To właśnie zmieniony tryb życia doprowadził do tego, że znów pojawiły się u mnie wspomniane cele tygodnia. Stawiam sobie zawsze maksymalnie 3 i według priorytetu. Póki co - działa zajebiście! Już w 2 takie dni wstawania rano do pracy nad sobą w tygodniu ogarnąłem filmiki na youtube, które nagrałem z okazji wyżej omawianych szkoleń dla Akademii Kompetencji. Teraz skupiłem się na zębach (ósemki), mailingu dla 3S oraz zrobieniu wizytówek (bo często ludzie o pytają o kontakt, a nic nie mam co uznaję za mega nieprofesjonalne :( ).

Dzięki temu w tydzień wyszedłem na prostą z rzeczami, które się za mną ciągnęły tygodniami.

"Problem", z którym się teraz zmagam to poniedziałek i wtorek. W poniedziałki o 17:00 mam koleżankę na angielskim, a we wtorki o 15:15 mam wykład (studia doktoranckie). Jednak koleżance już zbliża się sesja i będziemy kończyć współpracę i to samo z wykładem. Ten tydzień (05.06.-11.06.2017; gdy piszę, jest pierwsza niedziela czerwca) jest ostatnim tego typu. Od następnego tygodnia będę miał już CAŁY tydzień roboczy(!) na realizację swoich zadań! Kurwa, co ja zrobię z taką ilością czasu 8D?!

Oczywiście "efektem ubocznym" takiego nastawienia jest to, że soboty i niedziele mam kompletnie dla siebie i do własnej dyspozycji. Odpoczywam - chodzę sobie na basen, na miasto coś zjeść, na spacer, latam po parkach i czytam książki, odwiedzam kino. Żyję 8)


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :nieok:
Tu trochę lepiej, bo bardziej świadomie. Zacznę niebawem wykorzystywać swój dodatkowy czas na lepsze gotowanie. Czuję, że potrzebuję warzyw i owoców. Napierdalam soki i jest git, ale brakuje warzyw. Dodatkowo doszły mi na śniadanie kanapki, które sobie robię. Takie dobre, wiecie - z jajkiem, sałatą, rzodkiewką, oliwkami, serkiem, szyneczką itd. Jest w tej materii wiele do poprawienia, ale dzięki temu, że niebawem będę miał więcej czasu, ogarnę temat.


4. Nakurwiać treningi :ok:
Działam. Przez ten diabelny wtorek i wykłady, zostałem wybity z rytmu, ale spokojna głowa. Lada chwila wracam na 6 dni w tygodniu na treningi. Wróci regeneracja - docelowo planuję wtorek na rozciąganie/rolowanie, czwartek na saunę i sobotę na basen :).


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Zajebiście, napierdalam 8)


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :ok:
Robię, beng!


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :nieok:
Studia najprawdopodobniej rzucam. Już teraz olałem temat. Chyba będzie o tym większy wpis, ale póki co sobie to daruję ;)



***



A tak poza tym, to:

Duch
Ten miesiąc był pod znakiem serca. Bóg ze mną, Anioły też. Matka Boska chroni Polskę! Boże miej nas w opiece wobec tych bękartów szatana(sic!), czyli muzułmanów i innego islamskiego kurewstwa. Polska na lidera świata, AMEN!


Umysł
Skończyłem czytać książkę "Męskość. Nowe spojrzenie" Biddulpha. Bardzo polecam, inspirująca. Wiele pomogła mi zrozumieć. Otworzyła kolejne drzwi :)!


Również udało mi się wreszcie(!) zwiedzić Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi (i przy okazji dowiedziałem się, że tego dnia była Noc Muzeów #zorientowanydamian 8D )


Moje wartości (a docelowo zawołanie na moim herbie) "Bóg, Mądrość, Honor, Ojczyzna" uwieczniona na fotografiach z tego muzeum. Uwierzylibyście, że ten gość na końcu to... PIŁSUDSKI?! WIELKI SZACUN! Kurwa, ależ ona ma zadziorę w oczach! Zakochałem się w tym mężczyźnie! Boże, jaki on jest... męski! Aż mnie kusi, żeby zacząć czytać jego biografię, bo po samej mordzie widać, że do szablonowych ludzi to on nie należał 8D :zuo: :mwuahahaha:!!!


Serce
Tutaj głównie doświadczałem podczas "Projektu Majówka", o którym więcej jest niżej ;)! Oprócz tego byłem również na filmie "Obcy Przymierze" 12.05. i film ten uważam za chujowy. Dziękuję.


Opierdoliłem też zapiekanę na Piotrkowskiej i byłem na basenie 20.05., co było miłym doświadczeniem ;)


Ciało
SCHUDŁEM! DOKŁADNIE TAK! Podczas składania filmików z Akademii Kompetencji natknąłem się przypadkowo na filmik startowy dla osób jeszcze niesubskrybujących mój kanał. Filmik ten kręciłem w koszulce, w której teraz chodzę do pracy (z kategorii "te ładne do ludzi" spadała do do kategorii "po domu i na podwórko" 8D). Jakież było moje pozytywne zaskoczenie, gdy zobaczyłem efekty pracy nad sobą!!!


MEGA! A to tylko tak naprawdę luty, marzec, kwiecień i maj na siłowni! Tylko 4 miesiące, a jaka zmiana! Może wagowo nie jest zajebiście, ale transformacja ciała jest widoczna gołym okiem!

Co więcej! Potrzebowałem restartu absolutnego i dlatego ściąłem łeb na krótko. Postanowiłem, że jebnę sobie "zapałkę", później "jeżyka" (wczoraj, 03.06.2017 tak się ściąłem i jest mi ładnie + przypomniałem sobie dawnego siebie), następna w kolejce jest fryzura z grzywką "do przodu", później elegancki irokez i chuj wie co mi jeszcze do bani przyjdzie 8D.

Również niedawno, przy okazji odwiedzania mamy z okazji Dnia Matki, miałem okazję wejść na wagę i zobaczyć ~10kg mniej :jupi: :sesese: :zuo: :mwuahahaha: :troll:


***


Lider
W pracy pojawiły się nowe możliwości. Bardzo ciekawe możliwości. Coś czuję, że Bóg mnie prowadzi. Póki co - nie zapeszam, bo będę się standardowo odzywał jak już coś się wyklaruje.


Intelektualista
Jak pisałem - najprawdopodobniej rzucam doktorat. Z drugiej strony - wracam do twórczego pisania, czego już macie początki na forum, bo wrócił dział z (moimi) artykułami. Wpadło tam kilka bardzo ciekawych opracowań mojego autorstwa i wreszcie zaczyna to wyglądać tak, jak powinno od początku. Publikuję takie zwięzłe teksty właśnie po to, żeby móc w przyszłości lepiej pomagać m.in. forumowniczom (tak chciałem, żeby to forum działało od początku)! Wiecie o co chodzi? Ktoś zakłada dziennik, czytam jego/jej wpisy i wychodzę z założenia, że ta osoba musi "pokopać głębiej" i od razu odsyłam do odpowiedniego tekstu". Zamiast się "rozmieniać" na drobne, wolę przypierdolić rzadziej z konkretniejszego tekstu, ale w ten sposób zwiększyć efektywność, bo te teksty są po prostu trwałe i w moim przekonaniu mają bardzo dużą wartość dla forumowiczów.


Sportowiec
Tutaj na razie tylko siłownia, ale jest naprawdę super.

Takie przemyślenie mnie naszło, że przez całe życie wmawiano mi/nam, że należy:
- biegać,
- jeździć na rowerze,
- chodzić na basen,
żeby schudnąć.

Od siłowni stroniłem.

Śmiałem się z ludzi, którzy pizgali żelastwem. BOŻE! JAK BARDZO BYŁEM W BŁĘDZIE! SPORTY SIŁOWE SĄ ZA-JE-BI-STE! Spełniam się w tym na maksa! Jest to dla mnie O-GRO-MNA radość, że mogę lecieć coraz lepiej i wyżej. Wkręciłem się mocno w technikę, to mnie strasznie jara. W zasadzie technika jest dla mnie teraz bardziej istotna niż sam ciężar. Jasne - cieszy fakt, że w lutym na ławce wyciskając leżąc kończyłem na 60kg, a dzisiaj 60kg robię rozgrzewkę i kończę na ~85kg (wiadomo - zależy od dnia). Ale bardziej cieszy fakt, że jestem na tyle dojrzałym mężczyzną, żeby sobie powiedzieć:
- Oj, za dużo, technika leci w pizdę. Zmniejsz ciężar, ciśnij lepiej.
Dokładnie tak - nie "mocniej", a "lepiej", bo to właśnie "lepiej" przyczyni się do tego, że niebawem będzie "mocniej", a nie na odwrót.

Kocham siłkę!

Pierwszy raz od... od kiedykolwiek?! robię coś, bo CHCĘ, a nie MUSZĘ. Już nie MUSZĘ iść na trening - biegać, pływać, pierdzieć na czas, cokolwiek. Idę na siłownię, bo chcę i strasznie mnie to jara! Bawię się tam jak dzieciak! Bawię się obciążeniem, czasem, ćwiczeniami, czym się da. Nie ukrywam, że to jest moje "coś". Dużo większe "coś" niż sporty długodystansowe. Naprawdę się w tym realizuję. Cieszy mnie to po prostu. Bawię się jak pojebany ;D!


Partner/Uwodziciel
"Dupy na bok" i świetnie mi to idzie 8)


Ogniwo Rodziny
Miałem ogromną radochę jak 13.05.2017 z mamą i siostrą pojechałem na zakupy do Agata Meble (kupiłem sobie zieloną ściereczkę do kuchni i strasznie mnie to jara, bo teraz mam wszystko pod kolor ^_^). Zjedliśmy też na spółkę kołacz, który kupiłem i byliśmy w Costa Coffee. Wszystko stawiałem i bardzo mnie to cieszyło. Mama nawet powiedziała, że "Damian jest teraz jak my" i miała rację. Uwierzcie mi - to wspaniale wydać pieniądze na rodzinę i chwile razem spędzone razem, bo to się w życiu liczy.

Niedługo później z okazji Dnia Mamy wpadłem odwiedzić mamę (i jej lodówkę 8D ). Był bardzo smaczny obiadek, poszliśmy rodzinnie do lasu (ja, mama, siostra i jej synek, a mój chrześniak), później ciasto w domu i trochę gry w piłkę z "Młodym" przed blokem.

Z moim spacerem z Bartkiem (tak ma na imię mój chrześniak) jest związana śmieszna anegdotka. Otóż ja jestem strasznym chachmentem... więc jak się z nim bawiłem i ścigałem się z Bartkiem do drzewa, to powiedziałem:
- Bartek, zobacz co tam jest (wskazując gdziekolwiek w las)!
A Młody się zapatrzył i zgubił tempo, a ja go wyprzedziłem 8D 8D 8D hahaha 8D 8D 8D! Wiem - jestem bezlitosny jako wujo, ale po prostu nie mogłem się powstrzymać, żeby nie wykorzystać jego dziecięcej naiwności 8D 8D 8D!!!

I teraz uwaga! Młody na początku się obraził i strzelił focha... ale przemielił wszystko po swojemu i mówi, że:
- Wujo, jeszcze raz.
I wystartowaliśmy, a ten się tak podniecił swoim nowym fortelem, że zaczął się z tego podniecenia jąkać:
- Wujo! Je-je-jedzie Święty Mikołaj - krzyczał biegnąc, żeby odwrócić moją uwagę.
Tak zacząłem się śmiać, że nawet jakbym chciał, to bym go nie dogonił 8D 8D 8D!

Kochany szkrab! Mały skarb!

I w ogóle jak szaleliśmy po lesie to strasznie mnie naśladował. Dzieci autentycznie "małpują" dorosłych, więc zabrałem go na tym spacerze na "męską przygodę" - biegaliśmy, chodziliśmy po konarach drzew, rzucaliśmy w siebie szyszkami itd. To był naprawdę dobry dzień <3


Przyjaciel
Z takich większych sukcesów to spotkałem się z Monią w Manufakturze. Przez kilka godzin rozmawialiśmy o rozwoju, możliwościach, własnych inicjatywach. Wcześniej też spróbowałem jakiegoś burgera w McDonalds i mogę powiedzieć, że jak na 20zł, to to straszne gówno jest. Burger King za 3,5zł też jakoś dupy nie urywa. Autentyk - już lepiej wydać te 25-35zł i skoczyć do Gastro Machiny w Łodzi. Bardzo wartościowe spotkanie i cieszy mnie, że są takie kobiety jak Monia... a smuci, że jest ich coraz mniej :(. Monia - trzymam kciuki za Ciebie i wiem, że dasz(damy) radę ;)!


***


Materialność
Jebać hajs. On się zgadza i git, ale jakoś nie mam na niego parcia. Na życie - owszem. Hajs jest, był i będzie dla mnie tylko narzędziem. Chodzi mi jednak teraz po głowie chęć pomagania innym ludziom. TAK, WIEM! TEN ROK JEST MÓJ, BLA, BLA, BLA, ale też jakoś jak tak ładuję bateryjkę, ciężko mi odejść od tego, że jedną z istot człowieczeństwa jest życie... dla kogoś innego :). Gdybym miał teraz wyjść z inicjatywą, za "cel" obrałbym dzieciaki z rakiem, białaczką itd. Dlaczego?

Bo widzicie - dorośli często są sobie winni. Rak płuc po 20-stu latach palenia to coś, czego można się spodziewać, cena, którą płacisz za jaranie petów. Za wszystko jest cena, nie tylko za dym. Za wódę, kobiety, folgowanie, cokolwiek. Ale co mają do tego dzieciaki? One są niewinne. Nic temu światu nie zrobiły. Nie zdążyły w życiu nawet dokonać jakichkolwiek wyborów, a już mają za to płacić? Co to, kurwa, jest?! To nie fair! To niesprawiedliwe! I z szacunku do niewinności tego świata przeznaczałbym na takie dzieciaki hajsy... a w zasadzie siebie za pomocą hajsu, bo nie chciałbym tylko dawać pieniędzy, ale przede wszystkim siebie.

To jeszcze nie jest mój moment, ale on nadejdzie. Wiem o tym, czuję to.


Bóg
I w tym wszystkim pomoże mi Bóg! AMEN!



***



<a href="http://www.youtube.com/watch?v=sY2hm-vrpBY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=sY2hm-vrpBY</a>



***



PROJEKT MAJÓWKA



Dzięki temu, że wziąłem sobie wolne na początku maja, miałem zajebistą, 9-dniową, majówkę! Nie marnowałem czasu i postawiłem na prostą zasadę: Majówka #CodziennieCos :). Oto efekty moich starań ^_^



Niedziela 30.04.2017.
Zjadłem śniadanie z cooliem w "Szyby i Lustra", a potem poszliśmy na siłownię do FitFabric w centrum handlowym Sukcesja, a ja strzeliłem sobie fotkę z ludkami Lego (uwielbiałem Lego za dzieciaka).



Poniedziałek 01.05.2017.
Obejrzałem "Maskę" z Jimmem Carreyem (mój film z dzieciństwa zaraz obok "Ace Ventury" 8) ), więc zacząłem sobie przypominać kim jestem ^_^! Udałem się również na spacer po Parku Staromiejskim oraz pierwszy raz w życiu jechałem na rowerach miejskich (w których się zakochałem <3 )!



Wtorek 02.05.2017.
Byłem na siłce w FitFabric na ul. Zielonej. I w sumie tyle 8D


Środa 03.05.2017.
Wbiłem do kina Charlie na "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", który to film kiedyś polecał PC (i tak - jak pamiętacie we wpisie "Oczyszczenie" jechałem po pewnych osobach [w tym też po PC] bez litości, a to, że potrafię oddzielić emocje od intelektu oraz nie żywić urazy w kontekście tego filmu i osoby polecającej jest tego najlepszym dowodem). Swoją drogą film bardzo fajny i... smutny jednocześnie :(. Wbudził emocje, a to się liczy.

Zdążyłem również opierdolić burgera z frytkami na OffPiotrkowskiej z Guinnessem (który był bardziej wodą z Guinnessem niż Guinnessem ;/ ), a później skoczyłem jeszcze na "Ghost In The Shell" w SilverScreen. Wypas.



Czwartek 04.05.2017.
Wbiłem się do FitFabric na ul. Zgierskiej i tym samym "zaliczyłem" wszystkie siłownie FitFabric w Łodzi #duma. Odwiedziłem Muzeum Miasta Łodzi ( <3 <3 <3!!!) oraz zeżarłem kebsa na rynku Manufaktury. Tak mnie ściął ostry sos, że musiałem przyatakować Bierhalle w poszukiwaniu dobrego ugaszenia tego pożaru! Tuż po tym udałem się na "Guardians of the Galaxy vol.2", na którym to filmie wybawiłem się wchuj!!!





Piątek 05.05.2017.
Odwiedziłem Aquapark Fala oraz zrobiłem zakupy w Ptak Outlet z cooliem i Cao (Cao dzięki mnie i cooliemu znazał zajebiste New Balance 8) ).



Sobota 06.05.2017.
Zapiekanka na Piotrkowskiej 8D... no i piwko w LongPlay (zajebisty lokal) z cooliem... i potem kilka kolejnych piwek w PiwPaw, a potem jeszcze jedno na murku mBanku i finalnie #trochsienaebauem 8D



Niedziela 07.05.2017.
Zmówiłem różaniec w najstarszym kościele w Łodzi, czyli w Kościele św. Józefa Oblubieńca NMP, a potem wbiłem się na cmentarz żydowski odwiedzić mojego starego przyjaciela (Poznańskiego), by wyjść na prostą ze swoimi sprawami finansowymi i prosić o jeszcze więcej hajsów 8D. W trakcie odwiedzin zgadałem się telefonicznie z Thinkerem i mieliśmy cholernie długą pogadankę na temat życia głównie w kontekście ŻW i wtedy jeszcze świeżych wydarzeń forumowych opisanych w poście "Oczyszczenie". Znów opierdoliłem kebsa na na rynku Manu 8D, a doprawiłem się czekoladą w pijalni czekolady Wedla 8D 8D 8D




***



Maj pozwolił powrócić mi do życia! Jako zodiakalny lew pragnę słońca i przygód 8D... i to właśnie z tego miesiąca sobie wziąłem. CO WIĘCEJ! ZOSTAŁEM TAK NAKRĘCONY, ŻE W WEEKEND NIE POTRAFIĘ JUŻ USIEDZIEĆ NA MIEJSCU I MUSZĘ ROBIĆ COKOLWIEK!!! Także wybaczcie, ale chyba jeszcze dziś wieczorem jebnę się na basen, żeby schłodzić swoje boskie ciałko, albo udam się do kina. Nieważne! Ważne, żeby coś się działo 8)

KOCHAM ŻYCIE!!!

A na to jeszcze przyjdzie czas!

Walking like a man,
Hitting like a hammer.
She's a juvenile scam,
never was a quitter.
Tasty like a raindrop.
She's got the look!

AMEN!
96
Artykuły i Publikacje / Odp: Mierz się ze sobą za pomocą zegarka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Vytautas dnia Czerwiec 03, 2017, 20:17:43 »
A ja mam inny podgląd na te sprawy.

Czas nie jest jedynym czynnikiem efektywności. Jeśli ktoś chce wykonać czynność dobrze, to trzeba dużo czasu zarezerwować. Chociaż w życiu próbowałem kilka razy się tym sposobem zmotywować, często ale nie częściej nie dawał on ponadprzeciętnych rezultatów, ponieważ nie miałem innych atrakcyjniejszych zajęć, na które wolałbym spędzić czas.

Radziłbym znajdować w smutnych i koniecznych obowiązkach korzyści i na nich się skupiać. A rutyna to raczej kwestia nawyków.
97
Artykuły i Publikacje / Praktyka wychodzenia z przegrywu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 28, 2017, 11:51:02 »
Praktyka wychodzenia z przegrywu
Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/20716689/praktyka-wychodzenia-z-przegrywu-tym-zajmiemy-sie-/


Praktyka wychodzenia z przegrywu - tym zajmiemy się dzisiaj, aby pomóc forumowiczom w stawaniu się coraz lepszym człowiekiem ;)! Wpis ten powstał dlatego, że wierzę, że wiedza, którą mam jest na tyle konkretna i solidna (naukowo), że nie zginie w odmętach rakowego coachingu, ale zostanie doceniona i - przede wszystkim - wykorzystana przez rozsądne osoby w rozsądny sposób :)! ZACZYNAMY ;D!

Spis Treści:
1. Pozbądź się negatywny emocji
2. Zrozum i zaakceptuj siebie
3. Stwórz projekt siebie i (z)realizuj go
+ Punkt bonusowy



1. POZBĄDŹ SIĘ NEGATYWNYCH EMOCJI
Od tego zaczynamy z bardzo prostej przyczyny - rozwój to przede wszystkim kształtowanie swoich postaw! A postawa ma to do siebie, że składa się z dwóch komponentów:
- emocjonalnego,
- intelektualnego.
Oznacza to, że każde nasze przekonanie, które jesteśmy w stanie uzasadnić w sposób logiczny, leży na podstawach dużo głębszych i bardziej związanych z "czuciem" niż ze "zrozumieniem".

Przykład (z mojego życia) - postawa polityczna i uderzanie w wykopkowe klimaty "alt-right", wolności gospodarczej, zdrowego patriotyzmu itd. Taka postawa może być uzasadniona wieloma argumentami natury merytorycznej, ale w moim przypadku na dnie leży głębokie poczucie niesprawiedliwości związane z młodością mojego życia (co zachowam dla siebie ;D). Uważam, że każdy powinien dostać od życia szansę (bo sam często jej nie dostawałem), a żeby sprawić, że to będzie sprawiedliwe, należy ustalić zasady, które będą oparte na "prawach naturalnych", które dla wszystkich te szanse wyrównają. Wierzę w to, że mam fajne talenty, ale obecny świat nie daje mi możliwości rozwinięcia skrzydeł. Dlatego chcę niskich podatków i wolności osobistej oraz możliwości samostanowienia, a od rządu nie chcę żadnego 500+, gdyż wolę mniejszy ZUS dla firm.

Jeśli nasza postawa ma za podstawy "zatrute" emocje, ogranicza to naszą zdolność do racjonalnego myślenia. Przykład (z niegdyś mojego życia): miałem problemy ze znalezieniem dziewczyny i miłości, więc wychodziłem z założenia, że wszystkie kobiety to kurwy ;(

I teraz - jeśli umysł jest położony na podstawie emocji, to na czym są położone emocje? Odpowiedź - na podstawach naszego ciała. I tu wracamy do koncepcji 4 elementów, którą już na forum opisywałem. W skrócie:
- każdy organizm składa się z ciała,
- wśród nich są organizmy, które mają emocje (ssaki),
- a wśród ssaków są organizmy, które są zdolne do abstrakcyjnego myślenia (naczelne),
+ nad ciałem, sercem i umysłem wykonujemy pracę, a więc: karmimy je, trenujemy, relaksujemy (dieta, trening, relaks).

To, czego nie pisałem wcześniej, to "efekty uboczne" karmienia. Dla ciała jest to "jedynka i dwójka" :P, dla serca jest to stres, a dla umysłu są to negatywne myśli. Nie ważne jak smacznie i zdrowo będziemy się odżywiać, zawsze będziemy latali do kibelka. Nie ważne jakimi wspaniałymi emocjami będziemy się karmić, zawsze będzie stres. Nie ważne jak wspaniałe myśli będą wpadać do naszej głowy, zawsze będą się po naszych czaszkach błąkać te negatywne myśli. O ile organizm sam potrafi załatwić kwestię wypróżniania, o tyle z emocjami i umysłem jest trochę ciężej (tym bardziej, że nasza cywilizacja nas w tej materii wcale nie rozpieszcza).

Naturalne sposoby pozbywania się emocji to np.:
- płacz,
- chęć rozmowy i bycia zrozumianym (szczególnie u kobiet),
- fizyczne wyładowanie się na czymś (sport),
- seks.
Naturalne sposoby pozbywania się negatywnych myśli to np.:
- chęć rozmowy i bycia zrozumianym (szczególnie u kobiet),
- przebywanie w samotności, wyciszenie (szczególnie mężczyźni).

Cywilizacja nam nie ułatwia, albowiem kiedyś, gdy facet się wkurzył, to powył w lesie, poszedł się przejść na długi spacer, a potem z nerwów ubił jakąś zwierzynę, by wrócić oczyszczonym, a w dodatku z obiadem. Zresztą rozładowywanie się emocjonalne było załatwiane na bieżąco, więc złe emocje się nie kumulowały. Dzisiaj jest inaczej! Dzisiaj bardzo często jesteśmy zmuszani do "odkładania emocji na później" - coś nas zdenerwuje w pracy i nie możemy załatwić sprawy od razu, ale w domu tak to już nas jakoś nie rusza i... taki "pakiecik" zostaje w nas głębiej. Co więcej - zewsząd otaczają nas głosy, że "mężczyzna musi być taki", "mężczyzna musi być siaki" itd. Kobiety w tym względzie mają łatwiej - po prostu się popłacze i już, "kobieca" rzecz. No i najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie żyjemy w stadzie, więc tkanka społeczna jest dużo słabsza i ciężko nam znaleźć przyjaciół, którym możemy zaufać i którym możemy się zwierzyć (poza tym o takie kontakty jest dużo ciężej nawet, gdy już je mamy - kiedyś od razu byliśmy otoczeni innymi mężczyznami, a teraz weź się spróbuj umówić z kumplem na piwo albo na kawę :( :P ).

Efekty są takie, że to "zło" się w nas kumuluje i kumuluje i im go więcej, tym bardziej zakłóca naszą zdolność myślenia, która zaczyna być coraz słabsza i bardziej podatna na emocje niż komponenty intelektualne. A prawda jest taka, że wszyscy nosimy w sercu bardzo duży ciężar, który potrzebujemy z siebie wyrzucić.

Jeśli zdecydujemy się na podjęcie pierwszego kroku, a więc pozbycie się negatywnych emocji to:
- poczujemy się w życiu dużo lepiej,
- przyjdzie przebaczenie (które powstanie w miejsce goryczy), albowiem pojawi się miejsce dla zrozumienia,
- złapiemy głębszy wdech i wydech życia,
- odetchniemy od tego wszystkiego i szczerze uśmiechniemy się do życia,
- zrobimy w życiu prawdziwe i szczere miejsce dla siebie.

Wszystko brzmi super, więc zadajmy jedno zasadnicze pytanie jak to zrobić w praktyce? A odpowiedź jest bardzo prosta: pamiętnik i/lub list. Dokładnie tak - należy założyć swój pamiętnik lub dziennik albo wziąć się w garść i napisać list.

Pamiętnik może mieć dowolną formę, ale musi być szczery. Musimy usiąść naprzeciwko niego i wyrzucić z siebie wszystko, co nam leży na sercu. Piszecie go przede wszystkim dla siebie, a nie dla innych, więc polećcie po bandzie. Coś was irytuje - napiszcie o tym. Podobnie jak ja kiedyś możecie nienawidzić kobiet i uważać je za przyczynę całego zła na świecie i waszej frustracji - napiszcie o tym. Czujecie, że najchętniej byście wymordowali połowę ludzkości - napiszcie o tym. Poważnie. To może nie być nic miłego, ale to jest dla was, aby was oczyścić. Na początku może być ciężko, nawet bardzo. Będziecie patrzeć się na pustą kartkę i w końcu zamkniecie dziennik... ale to do was wróci. Po jakimś czasie się otworzycie i napiszecie kilka pierwszych zdań, później będzie ich trochę więcej. Aż przyjdzie taki moment, że zbudujecie w sobie takie zaufanie, że "lunie z was jak z wodospadu" i się zacznie. Nie powstrzymujcie tego - po prostu dajcie temu płynąć. Jeśli będzie mocno - nie pilnujcie się nawet zasad gramatyki i ortografii. Wyrzućcie z siebie ten syf.

Druga metoda to list. Siadamy i piszemy list np. do siebie albo do osoby, która bardzo nas skrzywdziła (albo do grupy takich osób). Zasady podobne jak wcześniej, ale tutaj już mamy "wyimaginowanego" odbiorcę, gdyż pisanie listu w naszej wyobraźni ma bardziej formę dialogu dwóch osób, więc tym, którzy lubią pozbywać się emocji np. za pomocą rozmowy, pisanie listu może przyjść łatwiej.

Co zrobić, gdy skończymy? Emocjonalnie - zostawiacie to wszystko w przeszłości i odetchnijcie po wszystkim. Kto wie, może jeszcze po drodze trafią się wam jakieś resztki... ale jak już będzie dość, to dajcie sobie "odleżeć". A materialne przejawy waszego działania (dziennik i/lub list)? Możecie to sobie wydrukować i zostawić na pamiątkę, żeby kiedyś zobaczyć jak bardzo się zmieniliście. A możecie też to wszystko spalić. Wasza wola - zróbcie jak czujecie.

Ile potrwa takie wyrzucenie się z emocji? Nie wiem. Niektórzy usiądą i wywalą z siebie wszystko przez jeden weekend, a innym (np. mnie) zajmie to kilka miesięcy (mnie w zasadzie kilka lat: pisałem dziennik internetowy, który - nota bene - prowadzę na swoim forum do dziś). Nie można sobie stawiać założeń czasowych (bo czas jest rozumiany przez umysł, a nie emocje), należy sobie nałożyć ramy emocjonalne i po prostu "poczuć", że to już jest to i ten etap się zakończył. Jasne - możecie później jeszcze mieć jakieś "niedobitki", o których przed chwilą pisałem, a które dopiero po kilku dniach się ujawnią, ale sami będziecie doskonale wiedzieli, że to już koniec ;).

PS
Oba sposoby wymagają od was intymności, więc zadbajcie o to, żeby być samemu (w odpowiedniej dla was atmosferze), gdy będziecie pisać.



2. ZROZUM I ZAAKCEPTUJ SIEBIE
OK - czyli już się wylaliśmy ze swoich emocji i jesteśmy "czyści". Co dalej? Należy zaakceptować siebie.

Samo hasło "zaakceptuj siebie" brzmi strasznie "coachingowo" i dla mnie jest pozbawione konkretów. Bardzo mi się kojarzy z czynnością patrzenia w lustro i wmawiania sobie, że jesteśmy w porządku :). Ugryźmy temat trochę bardziej konkretnie!

Jeśli macie w domu 3 miski, to polecam zrobić prosty "eksperyment" - ustawcie miski w jednym rzędzie i:
- do środkowej miski nalejcie wody o temperaturze pokojowej,
- do lewej miski nalejcie zimnej wody,
- a do prawej miski nalejcie ciepłej wody.
Włóżcie lewą dłoń do lewej miski, a prawą do prawej i trzymajcie w nich dłonie tak długo, aż się przyzwyczają do temperatury. Gdy to się stanie - włóżcie obie ręce jednocześnie do środkowej miski. Co się okaże? Lewa dłoń będzie odczuwała, że woda w środkowej misce jest cieplejsza, a prawa dłoń, że woda w środkowej misce jest zimniejsza.
- Ale jak to, Smiler? - byście się zapytali ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Ano tak, że w życiu nie liczy się tylko to kim jesteście, ale też i kontekst waszego życia. Zanurzając dłonie tylko w środkowej misce (lub w ogóle nie mając innych misek), nie poczujecie nic nadzwyczajnego. Za to jeśli zmienimy kontekst, możemy zmienić naprawdę wiele.

Akceptacja siebie widziana z punktu widzenia siedzenia przed lustrem i klepania się po pleckach wmawiając sobie, że "wszystko jest ok, jestem fajny/a" to właśnie takie trzymanie łapek w jednej misce. Prawdziwa akceptacja siebie może się odbyć dopiero, gdy skontrastujemy siebie na tle innych, a więc zmienimy kontekst postrzegania siebie (zupełnie tak jakbyśmy wymieniali szkiełka, którymi siebie obserwujemy).

Wszystko super, więc zadajmy to bolesne pytanie - jak to zrobić w praktyce? Odpowiedź jest równie prosta: testy osobowościowe. Dokładnie tak - należy wykonać mnóstwo testów osobowościowych, ale nie tylko! Należy w robienie tych testów wciągnąć innych i z nimi o tym wszystkim dyskutować! Dlaczego? Dlatego, że samo zrobienie testu zmieni intelektualny komponent naszej postawy, a zaangażowanie się w dyskusję zmieni jej emocjonalny aspekt (i dopiero wtedy będziemy mogli uznać instalację za kompletną :] ).

Gdy zaczniemy rozmawiać z innymi o tych testach, różnice staną się coraz bardziej wyraźne. Z im większą ilością osób skonfrontujemy nasze wyniki, tym więcej dowiemy się o sobie, a my - sami w sobie - staniemy się dla siebie bardziej wyraźni. To doprowadzi co akceptacji siebie i zrozumienia "ok, taki/taka właśnie jestem", "Agnieszka lubi ludzi, Tomek nieszczególnie, a ja mam taki pośredni do nich stosunek, spoko".

Jakie testy należy wykonać? Polecam zacząć od:
- test kotwic Scheina (dotyczy głównie naszych wartości; jak wpiszecie w google "kotwice Scheina" to wyskoczy wam od razu PDF),
- test MBTI - wykop ma nawet tag #16personalities na którym możecie o nim pogadać ( https://www.16personalities.com/pl )
- test Belbina - dotyczy nas w kontekście innych ludzi, grup społecznych (niby, że coś kosztuje, ale bez problemu do dostania w sieci za darmo ;P)

Takie działanie uzmysłowi wam, że jesteście na wskroś wyjątkowi, macie określone talenty i możecie je wykorzystać... i po to właśnie jest krok 3 (oraz po to, żeby nie osiąść na laurach) ;)!



3. STWÓRZ PROJEKT SIEBIE I (Z)REALIZUJ GO
Człowiek bez celu i powodu istnienia nie wykorzysta swojego potencjału w pełni. Musimy znaleźć coś, co nas "napędza" i w ramach tego realizować określone cele. Żeby nie być gołosłownym, odeślę was w tym miejscu do innego mojego wpisu z tej serii, a więc "Podstawy szczęścia". Jak już się z nim uporacie, to wróćcie koniecznie.

...

Mam nadzieję, że przeczytaliście wpis i jedziemy dalej ;)?!

...

Jak w praktyce stworzyć projekt siebie? Robimy to za pomocą trzech podstawowych narzędzi, które oferuje nam #rozwojosobisty , czyli:
- Zeszytu z Pomysłami na siebie,
- Mapy Celów,
- Konstytucji Osobistej,

Zeszyt z Pomysłami na siebie to narzędzie, w które wpisujemy wszystkie pomysły na siebie, biznesy, przyjaźnie, plany, marzenia itd. Luźna forma, ale w przyszłości bierzcie pod uwagę, że może się okazać, że wyłonią się wam grupy (np. kariera, sport, związek itd.), ale nie róbcie tych grup już na samym początku. Na początku zróbcie sobie freestyle ;)! Ja osobiście polecam na start zeszyt A4 maks. 32 kartki, bo łatwo w nim pisać notatki i rysować. 32 kartki to 64 strony - jak kupicie większy, to może się skończyć tak, że przez kilka miesięcy będziecie cztery lub pięć razy przepisywać swoje pomysły, aż wreszcie pojawi się idealny sposób ich grupowania, wy dojrzejecie do "nowego startu", a wciąż będziecie mieć 3/4 wolnego miejsca - szkoda marnować drzewa :)

Dobra - mamy pomysły i co dalej? Teraz czas na Mapę Celów. Bierzemy się za nią od strony komputera i ogarniamy ją w photoshopie albo bawimy się w wycinanki. Inna opcja - przeszukujemy Internety w poszukiwaniu odpowiednich grafik i je drukujemy. Wizualizacje wrzucamy na papier, ale pamiętamy o jednej, bardzo ważnej zasadzie - my musimy się znajdować na wizualizacjach. Nie wystarczy fotka idealnego domu - trzeba jeszcze wrzucić tam nas (tak działa podświadomość, ale to nie miejsce i czas na zajmowanie się jej działaniem, po to odsyłam pod tag #psychologia :) ). Mapę Celów wrzucamy w widocznym dla nas miejscu i pozwalamy, żeby swoją mocą na nas oddziaływała ^_^

Mamy pomysły na siebie, a najważniejsze cele są w określony sposób zwizualizowane? To teraz czas na Konstytucję Osobistą! O ile Mapa Celów mówi nam co konkretnie osiągamy, to Konstytucja Osobista przypomina nam dlaczego w ogóle się za to bierzemy i jak realizujemy zamierzone cele. Co powinno się znaleźć w Konstytucji Osobistej? A takie rzeczy jak:
- sens naszego istnienia (ew. powołanie, misja),
- nasze cele,
- nasze zasady(!),
- itd.
Konstytucja Osobista powinna być pisana językiem pozytywnym (w sensie - konkretnym) w czasie rzeczywistym, więc jeśli np. się odchudzamy to nie powinniśmy mieć zapisane "będę wyglądał dobrze i nie będę chory, a witalny", ale "wyglądam świetnie, jestem zdrowy i witalny" (język taki służy do kontaktów z podświadomością i analogicznie odsyłam pod tag #psychologia :) ). W Internecie możecie znaleźć mnóstwo przykładów Konstytucji Osobistych, a dla zabawy możecie też pomyśleć, które według was zawierają błędy i jeśli już są, to jakie :)? Tak brzmi moja:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=DeLaiOY97Og" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=DeLaiOY97Og</a>

Pamiętajcie, aby Mapy Celów i Konstytucji Osobistej używać jednocześnie. Konstytucja Osobista jest BARDZO ważna, albowiem utrwala nas w naszych zasadach i sprawia, że skupiamy się na samym procesie osiągania celów, a nie na celach. Troszkę szerzej o tym z tego artykułu: fragment "Szaleńcy z Ameryki rodem"



+ PUNKT BONUSOWY
... czyli - zmień środowisko.

Środowisko i otoczenie wywiera na nas ogromny wpływ! Wystarczy pomyśleć o kwadratowych arbuzach i mieć w świadomości fakt, że urosły takie, bo takie miały warunki zewnętrzne. Nic po naszych wysiłkach, jeśli środowisko, które nas otacza, jest deprymujące, dołuje nas i działa toksycznie. Zmieńmy je.

Pytanie tylko jak to zrobić? Pierwsza myśl jaka mi przyszła to głowy to pomysł na utworzenie na wykopku grup terenowych składających się z Mireczków, którzy spotykaliby się regularnie, by się rozwijać :). W związku z tym, żeby wam ułatwić, postanowiłem wam przygotować agendę na pierwsze spotkanie:

===============================================================
Grupa spotyka się w cichym barze/pubie (lub innym odpowiednim miejscu). Spotkanie trwa maksymalnie do 1 godziny zegarowej. Ilość osób przy stoliku to 4-6 (jeśli jest więcej, robimy dwa stoliki). Temat pierwszego spotkania: TYPOLOGIA OSOBOWOŚCI
1. Przedstaw się i powiedz coś o sobie (po ~1,5min dla każdego).
2. Omówcie swoje typy osobowości, pasje i cele (po ~3min dla każdego + dyskusja na luźno).
3. Określcie cel, który chcecie zrealizować do następnego spotkania.
+ Podsumujcie spotkanie oraz wybierzcie temat, termin i miejsce następnego.
===============================================================

Osobiście wątpię, żeby nagle na wykopie zapanowało poruszenie i wszystkie osoby chcące się rozwijać pomaszerowały dumnie na spotkania, ale na pewno warto wiedzieć, że ktoś o was myśli i że macie w zanadrzu jakiś punkt odniesienia, więc jakby was kiedyś naszło, wiecie od czego możecie zacząć ;)!

Druga opcja to oczywiście wszelkiego rodzaju fora internetowe (np. to).

Kolejna sprawa - koła naukowe i różnego rodzaju organizacje. Naprawdę warto dostać się do takich miejsc, by móc rozmawiać z fajnymi ludźmi. Nawet jeśli nie będą zainteresowani rozwojem osobistym (a np. grami planszowymi) to i tak o wiele lepiej, bo przynajmniej nie będą przeszkadzać i zrozumieją nas.



REASUMUJĄC
1. Pozbywamy się negatywnych emocji za pomocą pamiętnika/dziennika i/lub listu.
2. Dokonujemy aktu samoakceptacji poprzez wykonanie kilku testów osobowościowych, zaangażowanie w to innych ludzi oraz zdrowe porównywanie się z innymi.
3. Przygotowujemy projekt siebie za pomocą Zeszytu z Pomysłami, Mapy Celów oraz Konstytucji Osobistej.
+ Zmieniamy środowisko na twórcze i akceptujące ludzi :)!

Pamiętajcie również, że punkty 1-3 to taka praca indywidualna nad sobą, a punkt bonusowy to już współpraca z ludźmi. Zdrowo jest zrobić po kolei wszystkie 3 punkty najpierw, a zajmie wam to zapewne kilka miesięcy, więc bez pośpiechu. Na wszystko przyjdzie czas ;)!



***



MATERIAŁY
Standardowo wszelkie materiały, które są związane ze mną (np. link do naszego forum itd.) znajdują się pod tagiem #ponadprzecietni , a żeby być bardziej precyzyjnym - są dokładnie tutaj :).

Z książek do rozwoju standardowo polecam "7 nawyków skutecznego działania", a jeśli ktoś chce poczytać więcej o koncepcji "4 elementów", to odsyłam do ksiązki "8. nawyk" (obie autorstwa S. R. Covey) oraz do mojego audiobooka pt. "4 elementy" (za darmo na Chomiku, linki do materiałów we wpisie akapit wyżej).

Chcecie trochę więcej na temat psychologii (np. tego czym jest postawa lub dlaczego pisanie dziennka/listu jest takie skuteczne)? Odsyłam do pozycji "Człowiek. Istota społeczna" (E. Aronson) oraz jakże ukochanej "Psychologii społecznej" (E. Aronson, T. Wilson, R. Akert) :)



***



CHWALĘ SIĘ
Dzięki własnemu "ogarnięciu się", udało mi się wreszcie stworzyć świetny koncept i produkt dla firm - projektowanie organizacji (tak, jestem socjologiem ;P)! Projektowanie organizacji polega na tworzeniu projektu organizacji (specyficznej dokumentacji), która bardzo systematyzuje organizację, zachowując jej ducha i pozwalając lepiej działać i się rozwijać. Żeby nie tracić czasu i zdobyć palmę pierwszeństwa w tej materii, nagrałem "Into" do koncepcji na kamerę i puściłem na youtube. Wszystko do obejrzenia i odsłuchania po angielsku, więc jak chcecie się sprawdzić z tym językiem, to zapraszam to linka umieszczonego w części "MATERIAŁY" :)



PS
Miło mi było znów coś dla was napisać :). Jako, że teksty te zyskują często powyżej 50 plusów, to naprawdę mam motywację, żeby dla was coś robić, bo wiem, że warto. Dziękuję ;)! AH! I bym zapomniał... kolejny temat, który poruszę, będzie najprawdopodobniej dotyczył męskości i będzie nosił tytuł "Jak zostać mężczyzną?". Jeszcze nic pewnego, ale taki wpis na bank się tu pojawi prędzej niż później ;)! Ah - i miniaturka jest nawiązaniem do popularnego ostatnio serialu #westworld , który moim zdaniem jest bardzo na miejscu w kwestii tego wpisu, który - bądź co bądź - dotyczy samoświadomości.



PYTANIE NA KONIEC
Gdy wyobrażasz sobie idealnego siebie, to co konkretnie widzisz :)? A teraz jeszcze bardziej solidnie - co jeszcze DZIŚ możesz ZROBIĆ, aby choć o 1mm przybliżyć ową wizję do siebie?
98
Artykuły i Publikacje / Podstawy szczęścia - jak znaleźć sens życia i być spełnionym?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 28, 2017, 11:07:47 »
Podstawy szczęścia
- jak znaleźć sens życia i być spełnionym?

Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/18585099/podstawy-szczescia-to-temat-dzisiejszego-wpisu-do-/


Podstawy szczęścia to temat dzisiejszego wpisu do kawki i tosta na niedzielę ;)! Powstał z tego względu, że choć jakiś czas temu przestałem się udzielać pod tym tagiem, nadal dostaję informacje od innych użytkowników, że chętnie byście mnie poczytali. Dzisiaj pewnie też będzie #scianatekstu, ale postaram się wam umilić dzień i w jak najbardziej konkretny sposób pokazać wam czym jest szczęście i jak je dla siebie zyskać (pomimo okrutności tego nikczemnego świata ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).



CZYM JEST SZCZĘŚCIE
W najprostszym ujęciu jest to stan satysfakcji wynikający z faktu, że to, co robimy ma sens dla nas, dla bliskich i świata. Oznacza to, że np. jeśli podróżujemy, poznajemy świat i dzielimy się tym z innymi osobami oraz odczuwamy z tego powodu satysfakcję, jesteśmy szczęśliwi. Nie każda osoba podróżująca będzie szczęśliwa, bo są osoby, które ten stan uzyskają np. robiąc filmy albo pisząc strony internetowe. Wszystko jest zależne:
- indywidualnie od człowieka (kim jesteśmy),
- od ludzi, którymi jesteśmy otoczeni oraz kontekstu relacji, jakie z nimi mamy,
- od potrzeb świata (tego najbliższego jak i tego w skali makro).



CZYM SZCZĘŚCIE NIE JEST
Szczęście to nie stan na koncie. Większość ludzi uważa, że żeby być w życiu szczęśliwym, należy się czegoś dorobić. Oznacza to, że stawiają sobie przed oczami cel (zazwyczaj nierealny do osiągnięcia) i przez całe życie zasuwają, żeby go osiągnąć (kupić dom, kupić samochód, kupić dom dla dzieci itd.). Części z nich się to udaje i gdy tylko to się stanie... nastaje pustka. Dlaczego? Albowiem osiągnięcie takiego celu to tzw. "gratyfikator", czyli coś, co szybko i intensywnie pobudzi nasze wnętrze, ale równie szybko odejdzie (dobrym przykładem gratyfikatora jest seks lub czekolada)... a szczęście to stan!

Niestety dla osób myślących tymi kategoriami - człowiek jest wyposażony w mechanizm zwany habituacją (od przyzwyczajenia), który jest związany z ludzką uwagą. Uwaga wyłapuje z naszego otoczenia elementy, które się od niego różnią (od czego zależało nasze życie). Dla przykładu: siedzimy sobie na lekcji w szkole i piszemy klasówkę, cisza jak makiem zasiał... i nagle do klasy wchodzi jakaś osoba - wszyscy spojrzą się na drzwi, albowiem wejście człowieka do cichej sali jest nietypowym zjawiskiem dla osób, które tam są (chyba, że kogoś klasówka naprawdę pochłonęła, ale o tym stanie będzie później). Z drugiej strony - gdyby tak co 15-20s wchodziła i wychodziła z sali jakaś osoba, przyzwyczailibyśmy się do tego i nie zwracalibyśmy na to uwagi (co dzieje się np. w centrach handlowych albo w barach typu fastfood). Jak to się ma do szczęścia?

Otóż habituacja rozpoznaje bodźce zewnętrzne i jeśli bodziec nie zagraża naszemu życiu lub zdrowiu, to spada w hierarchii ważności niżej. Kolejna sprawa - gdy bodziec jest wielokrotnie powtarzany, "tępi się", a więc traci na wartości (czyli nie będziemy mu poświęcać tak dużej uwagi jak kiedyś). To przekłada się też na siłę gratyfikatorów! Gdy pierwszy raz otrzymamy pierwszą w swoim życiu prawdziwą wypłatę na konto, jest szał... ale następna wypłata już nie robi na nas takiego wrażenia... a kolejnej się już spodziewamy... a kolejnej oczekujemy normalnie itd.

Każdy taki bodziec będzie zawsze tracił na wartości - czy to będzie wypłata, czy nowy telefon, czy samochód lub mieszkanie, seksy, ciuchy, cokolwiek. Prędzej niż później wszystko straci dla nas wartość. A przecież my, ludzie, chcemy odczuwać euforię! Lecz jeśli ten sam bodziec nie wywoła jej z taką samą intensywnością dwa razy to co zrobimy? Zainwestujemy w silniejszy bodziec! Niektórzy ludzie próbują "oszukać szczęście" i dlatego nieustannie chcą się pobudzać kupując coraz to lepsze telefony, wydając coraz więcej na ciuchy, jeżdżąc na coraz to droższe wakacje itd. Stąd właśnie wziął się wyścig szczurów - ludzie pędzą za dobrami materialnymi, albowiem tylko w nich upatrują się jakiegokolwiek pobudzenia (utożsamiając skoki euforii, powodowane gratyfikatorami, ze szczęściem). I stąd wzięła się ta karuzela spierdolenia polegająca na chwaleniu się swoimi "osiągnięciami" - ludzie "oszukujący szczęście" tworzą takie grupy i wszystko się nakręca. Dodajmy jeszcze do tego wszędobylski marketing, który zachęca do konsumowania i mamy taki świat, jaki mamy - każdy chwali się "co więcej", "co lepiej", "kto ważniej" i - najśmieszniejsze w tym wszystkim - myśli, że to jest ważne.



O CO CHODZI W ŻYCIU?
Chodzi o to, żeby wieść życie SATYSFAKCJONUJĄCE! Nie wygodne, ale satysfakcjonujące! Ludzie kierujący się wygodą to te emerytowane janusze, które chodzą po naszych osiedlach. Jest mieszkanie? Jest. Jest emerytura? Jest. Jest działeczka? Jest. Jest samochód? Jest.

No i co z tego?

Chyba nie tylko ja widzę, że ci ludzie tak naprawdę nie żyją, chociaż jeszcze ich nie pochowali (nawiązując do niedawnego cytatu Franklina na mirko).

Wieść życie satysfakcjonujące oznacza też cierpienie, a czasami bardzo duże cierpienie. Dam wam przykład z mojego życia. Około 2012 zacząłem pisać swojego ebooka, który docelowo miał stać się też audiobookiem. Całość zaczęła nabierać rozpędu, a w 2014 roku skończyłem pisanie... i wtedy też zacząłem wszystko nagrywać. Każdego dnia przez kilka miesięcy po kilka godzin dziennie siedziałem przed komputerem i nagrywałem swojego audiobooka (studiowałem na 4-5 roku, chwilowo nie miałem pracy). Proces ten był BARDZO upierdliwy i męczący. Miałem MNÓSTWO chwil wahania, wkurwienia do granic możliwości (i poza nie), zwątpienia itd. Ogólnie sam proces wspominam tragicznie - to wszystko po prostu wyżarło mnie od środka, a ja sam - przez zmianę stylu pracy - przytyłem 10kg, których nie mogę zgubić do teraz. I co? I BYŁO WARTO!

Pomimo tego wszystkiego wiem, że zrobiłem coś ponad moje siły, coś co wzniosło mnie wyżej niż byłem, co pozwoliło sięgnąć moich wyżyn intelektualnych. Ta płyta to moje najlepsze dzieło, a w zasadzie - dzieło mojego życia! Jak dla mnie - arcyosiągnięcie! Jestem z niej dumny i to mi daje cholerną satysfakcję za każdym razem, gdy sobie jakiegoś fragmentu słucham.



CHCĘ Z WAMI ZAGRAĆ W GRĘ
A gra nazywa się
"szczęścia nauczę cię"

Polega ona na tym, że w kilku najbliższych linijkach, znajdziecie serię pytań. Chciałbym, abyście się do tego przygotowali. Weźcie małe karteczki (takie samoprzylepne albo odrywane) i na każdej karteczce napiszcie odpowiedź na kolejne pytanie. Każda odpowiedź musi znajdować się na oddzielnej karteczce, to bardzo ważne!!! Dalej w tekście znajdziecie interpretację dla każdego pytania, a dla zainteresowanych - garść linków lub literatury :). Te interpretacje pomogą wam zrozumieć siebie i wasze szczęście, a karteczki z odpowiedziami staną się dla was prawdziwą zagadką, której rozwiązanie da wam satysfakcjonujące życie!

Gotowi?

No to ruszamy!


1. Jaki typ budowy ma twoje ciało? Jest szczupłe, sportowe czy "ubite"?


2. Spośród wymienionych aktywności wskaż tę, którą uznajesz za najbliższą sercu:
- pomaganie (innym ludziom, opieka, chęć niesienia pomocy),
- organizowanie (siebie, innych ludzi, zarządzanie),
- nakręcanie innych (charyzma, bycie "wszędzie" wśród ludzi, entuzjazm),
- zbieranie informacji (ich analizowanie, dzielenie się nimi, układanie).


3. Najbardziej lubisz obserwować (świat, ludzi), teoretyzować (na różne tematy), doświadczać (wszystkiego, co się da na własnej skórze) czy snuć marzenia (wizje, porywające twory)?


4. Jaka jest twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa?


5. Jakie jest najsilniejsze doświadczenie życiowe, które najbardziej odcisnęło na tobie swoje piętno?


6. Czym się interesujesz? Jakie masz zainteresowania, pasje, hobby?


7. W jaki sposób postrzegasz rzeczywistość? Czy jest to dla ciebie walka o byt, wojna, multum możliwości, teatr lub boisko?


8. Wyobraź sobie, że przez miesiąc masz dostęp do nieograniczonej ilości gotówki - możesz kupić co chcesz i ile tego chcesz! Wyobraź też sobie, że już na samym początku zaspokajasz wszystkie swoje materialne zachcianki - kupujesz samochody, domy, firmy. Masz to wszystko! Co dalej? Co byś zrobił z nieograniczoną ilością gotówki?


9. Co robiłeś przez ostatnie pół roku, co sprawiało ci niesamowitą frajdę? Co lubisz robić? Tak nieustannie?


10. Czy wśród osób, które cię otaczają, jest chociaż jedna, z którą możesz szczerze porozmawiać i której możesz ufać?


11. Czego, według ciebie, teraz najbardziej potrzebuje świat?



KONIEC!

GRATULACJE!!!

Wierzę w to, że na każde pytanie odpowiedziałeś/łaś szczerze i że teraz masz przed sobą plik kartek z tymi właśnie odpowiedziami. No to teraz czas na interpretację ;)!



INTERPRETACJA
Pytanie dotyczące budowy ciała jest kluczowe ze względu na gospodarkę hormonalną. Należy wiedzieć, że nie ma diety idealnej dla wszystkich i im więcej wiemy na temat swojego ciała, tym lepiej potrafimy się dostosować. Przykładem może być sport - dla osoby szczupłej (czyli suchoklatesa) polecanie sportów siłowych może troszkę mijać się z celem (choć nie musi). Takie osoby lepiej odnajdą się w sportach długodystansowych jak kolarstwo, bieganie itd. Odpowiednie dbanie o swoje ciało, zapewni nam maksymalizację jego użyteczności, a to przełoży się na efektywność naszego działania. Człowiek jest zbudowany hierarchicznie i jeśli np. jesteśmy ciągle głodni, nie będziemy myśleć o wzniosłych planach.
Co warto poczytać? Na pewno to:
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Typologia_Sheldona
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_konstytucjonalna_Kretschmera
I należy pamiętać, żeby jak najwięcej czasu spędzać na słońcu, bo siedzenie w ciemnej piwnicy zaburza pracę melatoniny i serotoniny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Melatonina i https://pl.wikipedia.org/wiki/Serotonina), co przekłada się na... popadanie w depresję.

Pytanie dotyczące pomagania, organizowania, charyzmy i informacji dotyczyło typologii osobowości, a żeby być bardziej dokładnym - temperamentu (czyli zdolności do rozpędzania i hamowania swoich emocji). Typologii osobowości (i ich ujęć) mamy mnóstwo, ale na pewno należy zapoznać się z:
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Temperament
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Sangwinik oraz pokrewne - googlujcie też "cztery kolory klienta", bo to takie bardzo podstawowe szkolenie z typów osobowości
- https://pl.wikipedia.org/wiki/MBTI - można zrobić darmowy test na https://www.16personalities.com/ , a na wykopie istnieje nawet tag #16personalities , gdzie można pochwalić się wynikami
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Typy_osobowo%C5%9Bci_spo%C5%82ecznej (jako ciekawostka)
- KONIECZNIE zrobić sobie "Test kotwic Scheina" - po wpisaniu frazy "kotwice scheina" w google na pierwszym miejscu wyskoczy plik PDF - ściągnijcie go, wykonajcie test według instrukcji, a informacje w nim zawarte dopiszcie do waszych karteczek
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Dyfuzja_innowacji + zgooglujcie samo hasło, bo jest do tego fajny wykres - to pokazuje z jaką szybkością będziecie w swoim wnętrzu dokonywać zmian czyli ile czasu wam zajmie zanim coś faktycznie do was dotrze :P
- bardzo warto przeczytać książkę "Standout" autorstwa M. Buckinghama - traktuje o typologii osobowości; książkę kupcie NOWĄ, bo w niej będzie kod do testu, który wykonuje się na stronie www!
- warto wykonać test Belbina - https://pl.wikipedia.org/wiki/Meredith_Belbin (test znajdziecie w google :P ), a tu jeszcze jeden link związany z tematem - https://pl.wikipedia.org/wiki/Role_w_zespole - ten test traktuje o typologii osobowości w ujęciu relacji z ludźmi i dynamiki grupowej

Pytanie o obserwację, teoretyzowanie, doświadczanie oraz wizjonerstwo to pytanie o to jaki rodzaj umysłu posiadacie, czyli jak będziecie analizować dane ze świata i co się z nimi stanie. Co czytać? Otóż to:
- http://www.ppp.tnb.pl/viewpage.php?page_id=109 - typologia wg Nosala
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_wieloraka - ujęcie H. Gardnera (bardzo fajne)
- dodatkowo - umysł ścisły (dokładny, ale zamknięty) oraz umysł humanistyczny (otwarty, ale ogólny)

Pytanie dotyczące ulubionej zabawy z dzieciństwa to pytanie o predyspozycje do podejmowania w życiu określonych czynności. Ja u siebie w podstawówce miałem kumpla, który szedł zbierać kwiatki, gdy my graliśmy w piłkę. Wszyscy się z niego śmiali, ale chłopak mógł docelowo zostać zarąbistym botanikiem lub biologiem (nie został, kolejny zmarnowany talent :P). To pytanie rzutuje też na to dotyczące sposobu postrzegania świata (o czym za chwilę).

Pytanie o doświadczenie życiowe to pytanie o to, co nas kształtuje. Jeśli potraktujemy te (zazwyczaj niemiłe) doświadczenia jako silną stronę, a nie słabość, to może to się stać dla nas naprawdę ogromną siłą napędową. Przykładem może być typowa stuleja, która siedzi w piwnicy i np. nie umie odnaleźć się wśród ludzi. Jeśli ta osoba zacznie pracować nad sobą, może zawsze mieć "paliwo", żeby cisnąć, gdy inni będą odpadać. Ja, gdy byłem przegrywam, w czasach liceum się nie "nażyłem". Trochę fajnych przygód miałem, ale z dziewczynami to totalne dno :P. Inni szaleli, a ja tak trochę z boku to wszystko obserwowałem nieśmiało. Jednak efekt jest taki, że teraz moi znajomi się ustatkowali i "sobie żyją", a ja wciąż działam i "cisnę swoje", wciąż mam do tego energię. Fakt - jestem jeszcze za ich plecami, ale oni już zaczęli zwalniać, a ja zaczynam przyspieszać. Inna sprawa - nigdy nie miałem ojca (to znaczy on był, ale tylko fizycznie i większość czasu mi dokuczał), więc teraz mam odchylenie, żeby z młodymi chłopakami rozmawiać, dzielić się radami, mówić im rzeczy, które każdy mężczyzna powinien usłyszeć i tak po męsku... po prostu być :). Bardzo to lubię, widzę w tym sens, uważam, że pomagam i chcę to robić dalej.

Pytanie o zainteresowania to pytanie o to w czym się odnajduje nasz umysł i w stosunku do czego będziemy mieli niestrudzone siły intelektualne. Ja bym chyba umarł, gdyby ktoś kazał nauczyć mi się programować i nie wytrzymałbym presji. Za to inne osoby na wykopu nie tylko nie tracą na tym sił umysłowych, ale jeszcze je zyskują! Wasze zainteresowania to też wasza siła - jeśli pozwolicie je sobie odebrać, to ktoś wyszarpie z was spory kawałek was samych. Dlatego szczególnie smutno nostalgłem, gdy przeczytałem ten wpis :(. Walczcie o swoje zainteresowania, pielęgnujcie swoje hobby i nigdy nie dajcie sobie wmówić, że są głupie! NIE SĄ! Są wasze i choćby z tego faktu należy im się szacunek!

Pytanie o sposób postrzegania rzeczywistości to pytanie, które warunkuje to w jaki sposób będziemy wchodzili w relacje ze światem. Można to robić np. w sposób:
- kooperacyjny (ludzie to przyjaciele, razem stworzymy coś fajnego)
- rywalizacyjny (ludzie to wrogowie, muszę znaleźć grupę osób, którym zaufam i z nią "walczyć)
- indywidualistyczny (ja kontra reszta świata)
- zespołowy (stwórzmy zespół i podzielmy się zadaniami)
- płytki
- głęboki
- można widzieć życie jako teatr
- można widzieć życie jako sklep
- lub szkołę, szpital, basen, wakacje, przygodę, cokolwiek :)
Wasze życie - wasza jego interpretacja (która też będzie rzutowała na podejmowane przez was działania).

Pytanie o nieograniczoną ilość gotówki to pytanie o wasze marzenia z głębi serca! Nie te materialne, ale te taki prawdziwe, pozbawione pieniędzy i fizyczności. Gdybym ja miał nieograniczoną ilość gotówki, to podróżowałbym (a nie robię tego i trochę mnie to mierzi). Przy tym pytaniu bardzo często okazuje się, że pieniądze wcale nie są nam potrzebne do tego, żeby móc spełniać swoje marzenia (co mnie osobiście świetnie udowadnia taki Fazowski).

Pytanie o ulubioną czynność to pytanie o... wasz talent. Dokładnie tak! KAŻDY ma talent... za to nie każdy potrafi go wykorzystać. Talent jest naturalną konsekwencją posiadania określonej typologii osobowości, umysłu itd. Zdarza się, że dysponujemy talentem, ale jest on w ogóle nieuświadomiony (ja zorientowałem się, że moje "gadulstwo" może być talentem w wieku 24 lat, a mam prawie 30)! Warto poczytać:
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Uzdolnienie
- http://lubimyczytac.pl/ksiazka/170988/teraz-odkryj-swoje-silne-strony - książka poprzedzająca "Standout", która traktuje o talentach, a którą współtworzył Instytut Gallupa, tutaj macie spis tych talentów: https://pl.wikipedia.org/wiki/Test_Gallupa

To wszystko wyżej tworzy WAS! A co dalej?!

Pytanie o wasze otoczenie, to pytanie o waszych bliskich. Otóż nie ważne jak silni jesteście, jeśli będzie otoczeni słabeuszami (jak mój ojciec) lub idiotami (jak mój ojciec :P), to będziecie tylko tracić siły i cierpieć. Stąd też często uciekamy w Internety, bo tu znajdujemy osoby z podobnymi problemami razem działamy, rozumiejąc i akceptując siebie nawzajem. I dlatego stare wykopki (jak ja) mają ból dupy o to co się z tym serwisem stało, bo jest napchany ogromną ilością trolli, ludzi którzy biorą 60gr za wpis, gimbazy i wszelkiej maści kretynów, którzy swoimi heheszkami potrafią zepsuć niejeden fajny tag :(. I też z tego względu mam ból dupy o to, że z tymi tagami się nic nie dzieje :(!!! Szukajcie wokół siebie godnych zaufania ludzi i pielęgnujcie te relacje!!!

Pytanie o potrzeby świata to tak naprawdę podchwytliwe pytanie... bo tak naprawdę nie dotyczy tego, czego potrzebuje świat, ale tego co WY uważacie, że świat potrzebuje. To jest kluczowe, albowiem zakłada, że... WY jesteście właśnie to "coś" temu światu dać. Ja uważam, że świat potrzebuje teraz:
- pokory (w stosunku do tego, do czego doprowadziliśmy nasz świat i cywilizację),
- działania (konkretnego, mającego na celu pielęgnację cywilizacji chrześcijańskiej i europejskiej oraz przeciwko islamizacji),
- świeżości, czegoś nowego (głównie jeśli chodzi o systemy polityczne [jestem monarchistą :P]).
I to jestem temu światu w stanie zaoferować i dać. Każdy z tych elementów to znaczna część mojego życia, a najbardziej cieszę się z systemu, który wymyśliłem (typologia mojego umysłu to "teoretyk" :P ). Chciałbym móc się kiedyś tym pochwalić, ale na wszystko przyjdzie pora.



CO DALEJ?
WOW! Gratulacje, jeśli dobrnęliście do tego momentu! POWAŻNIE! Jestem pod wrażeniem ;)! Jeśli działamy dalej, to teraz wam powiem co należy zrobić dalej:
1. Przeczytajcie jeszcze raz pytania i ich interpretację i uzupełnijcie swoje karteczki (jeśli czegoś mimo wszystko nie jesteście w stanie "znaleźć", nie przejmujcie się - przyjdzie z czasem samo). Jeśli zgłębiliście wiedzę, którą wrzuciłem wyżej, to tych karteczek powinno wam przybyć w znacznej ilości ;).
2. Połóżcie karteczki na stole, aby było miejsce tylko dla nich i zacznijcie nimi mieszać na wszystkie możliwe sposoby, układać je w różnych kombinacjach i wyciągać z nich coraz to nowsze informacje na swój temat. Szukajcie w ten sposób siebie.
3. Waszym celem jest znalezienie waszego posłannictwa - to właśnie jego realizacja daje satysfakcję, a więc szczęście.
4. Efektem pracy z waszymi karteczkami powinno być znalezienie waszej pasji, profesji i powołania, które razem tworzą ową mistyczną "misję" życia.
5. Poczujecie, że "to jest to", w momencie, gdy wszystko zacznie układać się w logiczną całość. Proces szukania tego "czegoś" przypomina trochę rozwiązywanie zagadki, w której gdy kręcimy jednym pokrętłem, zmieniamy układ wszystkich innych... a musimy tak to wszystko zorganizować, aby wszystko wskoczyło na swoje miejsce (niczym w filmach z Indiana Jonesem :P).
6. Nastawcie się na to, że to potrwa. To nie jest wyzwanie na popołudnie, raczej na kilka najbliższych tygodni lub miesięcy (a nawet lat).
7. KONIECZNIE pochwalcie się wynikami waszych poszukiwań tutaj! Dawajcie innym przykład, bo to dla nas ważne, naprawdę!

Jeśli znajdziecie wszystkie elementy i ułożycie je w logiczną całość, a następnie zaczniecie działać tak, żeby wasze życie przynosiło sens wam, waszym bliskim i światu i aby coś po was na tym świecie pozostało - będziecie szczęśliwi.

PS
Miejcie też na uwadze, że pewnych odpowiedzi możecie nie być w stanie udzielić np. ze względu na wiek. Proces dojrzewania emocjonalno-umysłowego u mężczyzn kończy się ~24/25 roku życia, a u kobiet ~21/22. Oznacza to, że jeśli macie np. 18/19 lat, możecie się w wielu kwestiach wahać lub uznawać je za "płynne" i nie do końca wiedzieć czego chcecie. Jeśli macie więcej niż wymienione wyżej bariery i nie jesteście w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania - TO WSPANIALE ;D! Czeka was naprawdę świetna przygoda zatytułowana "W poszukiwaniu siebie" :)!!! Zbierajcie informacje na karteczki tak jak niektórzy z nas zbierają teraz Pokemony :)!

PPS
Gdy już wszystko znajdziecie, pamiętajcie o tym, aby mądrze układać wyzwania swojego życia! U jego fundamentów powinna leżeć wasza misja. Dopiero na niej powinny być poukładane określone projekty (które zawierają się w misji), a na nich określone zadania (które zawierają się w projektach). Wszytko musi być spójne ;)! Jeśli coś takie nie będzie, nie będziecie odczuwali szczęścia. Dla przykładu - ktoś może bardzo chcieć pomagać innym osobom i nieść im pomoc (misja), dlatego decyduje się na otwarcie dużego przedsięwzięcia i rozpoczęcie studiów pielęgniarstwa lub farmacji (projekt), a w ramach tych studiów realizuje kolejne przedmioty (zadania). Zwróćcie też uwagę na to, że jeśli po realizacji dużego projektu nie wyznaczymy sobie kolejnego, nasze życie straci na rozpędzie (często się to dzieje, gdy tuż po studiach trafiamy do pracy).




SZCZĘŚCIE W PSYCHOLOGII
Chyba najbardziej klasycznymi książkami, które podjęły temat szczęścia i satysfakcji są:
- Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia, Mihály Csíkszentmihályi ( http://lubimyczytac.pl/ksiazka/66626/przeplyw )
- Prawdziwe szczęście, Martin Seligman ( http://lubimyczytac.pl/ksiazka/64725/prawdziwe-szczescie )

Obaj panowie są psychologami i napisali świetne publikacje z dziedziny psychologii pozytywnej i tym się właśnie zajmują. Już spieszę z wyjaśnieniem czy owa psychologia pozytywna jest. Wyobraźcie sobie wahadło ze skalą od -10 przez 0 do +10. Im bardziej jesteście wychyleni w stronę -10, tym gorzej dla was ( #depresja #motzno i te sprawy) :P. Wyciąganiem ludzi z przedziału od -10 do 0 zajmuje się tzw. "psychologia klasyczna" (bada ludzkie choroby psychiczne i zastanawia się jak doprowadzić człowieka do normalności). Psychologia pozytywna bada przedział od 0 do +10, a więc szczęście, wygrywów itd. :).

Pierwsza książka mówi o tym, że żeby osiągnąć szczęście (tzw. stan "flow", a więc "przepływ") należy spełnić 9 warunków, o których możecie poczytać szerzej tutaj (do czego serdecznie zachęcam): https://pl.wikipedia.org/wiki/Przep%C5%82yw_(psychologia)

Drugi z panów, Martin Seligman, napisał "Prawdziwe szczęście", a kilka dobrych lat później "Pełnię życia" ( http://lubimyczytac.pl/ksiazka/122670/pelnia-zycia ). Żeby zrozumieć jego koncept polecam przeczytać obie w kolejności "Prawdziwe szczęście" i "Pełnia życia". Dla niego szczęście to za mało i dlatego stworzył "teorię dobrostanu", która zakłada spełnienie, jeśli będzie nam w życiu towarzyszyć 5 następujących warunków:
1. Pozytywne emocje (w których zawiera się szczęście i ogólne zadowolenie z życia)
2. Pochłonięcie (ów "flow", czyli "przepływ")
3. Związki z innymi
4. Sens
5. Osiągnięcia (wynikające z wyzwań, które podejmiemy w ramach naszej misji, o których pisałem kilka linijek wyżej przy okazji misji, projektów i zadań)

Te trzy książki wyżej czytałem i polecam. Zaznaczam jednak, że nie są to książki w stylu poradnikowym, ale bardziej popularnonaukowym ;)



***



CHWALĘ SIĘ
Ostatnimi czasy, dzięki swojej obecnej pracy, zrozumiałem jak ważna jest komunikacja... a w zasadzie - ciągłe wałkowanie ludziom różnych informacji. Zrozumiałem, że (niestety) ludzie w większości są debilami i nie potrafią samodzielnie myśleć, więc trzeba im powiedzieć co mają (z)robić (osobiście kieruję się paradygmatem, który na celu ma takie kształtowanie człowieka, żeby tę zdolność samodzielnego myślenia finalnie posiadł/a). Z tego względu nabrałem trochę większej śmiałości w opowiadaniu o swoich osiągnięciach!

Pamiętacie o moim audiobooku, o którym pisałem wyżej? Otóż chciałbym się nim pochwalić i bardzo bym chciał, żebyście go przesłuchali (i żeby nie było - jest za darmo, a ja naprawdę robiłem go dla własnej satysfakcji). Płyta nazywa się "Potęga Myśli" i - najogólniej rzecz biorąc - zbiera w jedno miejsce wszystkie klasyki eksperymentalnej psychologii, socjologii, kognitywistyki i w ogóle nauk społecznych, aby udowodnić tezę, że myśl faktycznie kształtuje człowieka (a człowiek myśl). Wszystko jest w klimatach "Matrixa", płyta trwa łącznie 24h (tak, dokładnie - 24h), jest bardzo nietypowe i dość specyficznie się rozkręca (pierwsze nagrania mogą was nawet trochę zrazić, płyta nabiera tempa od nagrania "Socjalizacja"). O płycie trochę na wykopie już wspominałem przy różnych okazjach, ale w końcu wziąłem głębszy wdech i doszedłem do wniosku, że trzeba ją trochę rozpromować :).

Tutaj macie link: http://ozdb.pl/ (linki przekierują was na moje konto Chomika).


Dlaczego warto ją przesłuchać? Jeśli chcecie naprawdę zmienić wasze życie, a takie wpisy jak ten do was przemawiają, to potrzebujecie konkretnego materiału. I ten materiał (merytoryczny z dużą dozą emocjonalności + case'ami żywcem wziętymi z wykopu) na tej płycie się znajduje. Jeśli chcecie zrobić w swoim życiu (r)ewolucję, to ta płyta jest właśnie dla was!

Kiedyś bałem się o takich sprawach tutaj pisać, bo wiem, że bym został w komentarzach zjedzony żywcem. Jednak obserwując od dłuższego czasu trwającą tu paradę spierdolenia, mam to w nosie :P. Wierzę, że jeśli ta płyta pomoże choć jednej osobie, to warto zaryzykować wylanie na siebie wiadra pomyj ;)!



PS
Piszę ten tekst mniej więcej od godziny 9:00 rano, a teraz widzę na zegarze 13:21. Nie jadłem śniadania i obiadu, więc jestem bardzo głodny. Nie zdążyłem też zrobić nic wokół siebie, więc czuję się niekomfortowo. Mimo wszystko - odczuwam ogromną satysfakcję płynącą z faktu, że widzę sens w pisaniu takich wiadomości dla was, albowiem lubię gadać/pisać i wiem, że części z was te słowa pomogą. Dzięki takim wiadomościom ja ta, jestem szczęśliwy.



PYTANIE NA ZAKOŃCZENIE
A czym jest twoje szczęście, forumowiczu/forumowiczko :) ?
99
Artykuły i Publikacje / Patologia rozwoju osobistego
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 28, 2017, 10:29:35 »
Patologia rozwoju osobistego
Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/14992033/patologia-rozwoju-osobistego-to-temat-dzisiejszego/


Patologia rozwoju osobistego to temat dzisiejszego wpisu. Miało być o czymś zupełnie innym, ale jak zobaczyłem Julianka, to już wiedziałem, że "nie wytrzymie" i napiszę tu pojazd po środowisku rozwoju osobistego, żeby wam pokazać co się z czym je oraz ostrzec przed takimi idiotami jak on! Będzie ściana tekstu, ale muszę to z siebie wyrzucić ;P! Gotowi? No to jedziemy!



PATOLOGIA 1
NA WSZYSTKICH MA TO DZIAŁAĆ, A JAK NIE DZIAŁA TO "JEST Z TOBĄ COŚ NIE-TAK"

Zazwyczaj ze szkoleniami w stylu "zostań samcem alfa" są prezentowane określone metody, które - według prowadzących - mają zapewnić skuteczność w osiąganiu danego celu. Niestety - większość z tych prowadzących nie w ogóle pojęcia o czym mówi! Doprowadzają w ten sposób do popełniania błędu centracji, a po drodze projekcji - jeśli sprawdziło się u mnie, ma się sprawdzić u wszystkich! Nie sprawdza się? "JESTEŚ IDIOTĄ!", "CZEMU MARNUJESZ MÓJ CZAS I CZAS GRUPY?!", "TOBIE JUŻ NIC NIE POMOŻE!" itd.



PATOLOGIA 2
ZAMIENIAMY LUDZI W ROBOTY

Jeśli nie zdarzyło nam się być osobami, które bezpośrednio doświadczyły Patologii 1, to idziemy w tej maszynie dalej i staramy się zastosować proponowane "narzędzia" we własnym życiu. I się zaczyna!

Wyobraźcie sobie, że zapisujecie się do ~30sto osobowej grupy na zajęcia pt. "Podstawy treningu siłowego". Wchodzicie na salę i widzicie mnóstwo sztang, ławeczek itd. - robi to na was wrażenie... a jeszcze większe wrażenie robi na was gość, który do was przychodzi, czyli trener. Facet w średnim wieku, świetnie zbudowany, zadbany, rewelacyjna prezencja. I ten człowiek mówi wam coś w stylu:
- Teraz dobieramy się w grupy 5-cio osobowe i znajdujemy sobie ławeczkę, a następnie na sztangę zakładamy dodatkowe 50kg obciążenia i ćwiczymy. Każdy z was musi zrobić w przedziale 8-12 powtórzeń. JEDZIEMY!

Przecież to jest obłęd! Część z tych ludzi może bez problemu sobie z tym poradzić! A co z tymi, którzy dadzą radę zrobić taką jedną serię, ale dalej już sobie nie poradzą? A co z tymi, którzy są na tyle początkujący, że mogą mieć problemy z wyciśnięciem samego gryfu? Kto ich będzie asekurował? Przecież oni mogą sobie zrobić krzywdę!!!

To jest obłęd, owszem, ale nie na niektórych szkoleniach! Na niektórych szkoleniach to norma. I potem się dziwić ludziom, że mają jeszcze większe problemy niż mieli! No ale w końcu hajs musi się zgadzać, prawda?



PATOLOGIA 3
JEDNO WIELKIE PRANIE MÓZGU

Niestety - ludzie, którzy będą na takich szkoleniach, będą poddawani permanentnemu praniu mózgu. Tu już nie można mówić o tym, że "niechcący" się zastosowało socjotechnikę, której się nawet nie znało (a większość z nas nieświadomie wykorzystuje je każdego dnia)! Tu trzeba powiedzieć jasno - te szkolenia/spotkania są tak konstruowane W OPARCIU o te techniki. Jeśli ktoś z was czytał "Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka" R. Cialdiniego (bardzo polecam, rewelacyjna książka) i był na takim spotkaniu/szkoleniu, to doskonale wie o czym mówię. Efekt? Osoby, które są nastawione do szkolenia/szkoleniowca negatywnie są odsuwane od grupy i mają taką sieczkę w głowie, że boją się o tym mówić nawet po szkoleniu... a osoby, które są nieświadome zaczynają mieć drenowane portfele.



PATOLOGIA 4
UZALEŻNIENIE OD SZKOLEŃ

Jak ktoś już wpadnie w pętle szkoleniową, to ciężko tej osobie będzie z tego wyjść. Lecą kredyciki i nagle jesteście na minusie np. -20 000tys. zł! A to dopiero początek. Bo widzicie - tu nie chodzi o to, żeby kogoś PRZESZKOLIĆ, ale o to, żeby kogoś SZKOLIĆ (bo po co komuś pomóc lub kogoś wyleczyć, skoro można pomagać i leczyć... a przy okazji czerpać z tego niesamowite profity?). Jest taki blog https://diligito.wordpress.com/ na którym piszą osoby, które miały szansę szkolić się u Grzesiaka i opowiadają historię w stylu "Poszedłem rozwiązać jeden problem za 4h spotkania, które kosztowało mnie 3 000tys.zł... problemu nie rozwiązałem, ale mam 3 nowe". Jest to "przeramowanie" problemu, standard.

Człowiek ma w głowę wbudowany mechanizm uwagi. I ta w środowisku naturalnym kierowana jest też na nowe bodźce. Np. jesteście w sali na lekcji/zajęciach/w pracy i do tej sali nikt nie wchodzi przez określony czas... a potem nagle uchylają się drzwi i ktoś wpada do pomieszczenia. Wasza uwaga zostanie skierowana w tamtym kierunku, żeby zbadać czy nowy bodziec zagraża waszemu życiu i zdrowiu (poczujecie np. że podniosą wam się uszy ^_^). Jeśli bodziec nie będzie problemem, wracacie do dalszych zajęć. Jednak jeśli taki bodziec powtarzałby się co 20-30s, to przyzwyczaicie się do niego i uznacie, że tak właśnie wygląda dane środowisko w stanie naturalnym - jest to habituacja. To samo dzieje się z wypłatą! Na początku dostajecie te 15k na konto i jest ogromna radość. W następnym miesiącu to samo i to samo... ale już po kilku miesiącach będziecie wręcz oczekiwali tej wypłaty, a po paru latach okaże się ona za mała - przyzwyczailiście się. Jednak, gdy pierwszy raz dostajecie taką wypłatę, to macie ogromny skok dopaminy - i na tym opierają się szkolenia.

Takie spotkania nie chcą was zmieniać, one mają na celu "być zajebistymi". To ma być zajebiste spotkanie prowadzone przez zajebistego trenera, gdzie poznacie zajebistych ludzi, dowiecie się zajebistych rzeczy, nauczycie się zajebistych umiejętności i ogólnie zajebiście spędzicie czas. A przecież chcecie się czuć zajebiście, prawda? No i kiedy ten "hype" poszkoleniowy zacznie opadać - chcecie go poczuć znowu, więc idziecie na kolejne, oczywiście zajebiste, szkolenie. Kilka szkoleń i już wpadacie w uzależnienie.

PS
Te jednorazowe skoki "radości" to tzw. "gratyfikacja" i nie ma ona nic wspólnego ze szczęściem. Szczęście to permanentny stan, a jeśli chcecie poczytać o tym więcej, to odsyłam do światowej klasy psychologa Martina Seligmana i jego książki "Prawdziwe szczęście" oraz do książki "Przepływ", której autorem jest Mihály Csíkszentmihályi.



PATOLOGIA 5
PIJARY I MARKETYNGY, A NIE WARTOŚCIOWA TREŚĆ

Większość szkoleń i książek to nie szkolenia i książki. Nie, nie, nie. To "produkty szkoleniowe" ;). Nazwa fajna, chwytliwa... i też pokazująca jak to wszystko działa. Kiedyś kupowało się przedmiot i on był na lata, dzisiaj kupuje się jakieś urządzenie i dziwnym zbiegiem okoliczności psuje się ono tuż po zakończeniu okresu gwarancyjnego. Co za pech. I masz ci los - musisz iść i kupić nowe. W naszych czasach nie opłaca się sprzedawać aut - opłaca się je serwisować. Nie inaczej jest w światku rozwoju osobistego.

Co rusz, powstają nowe i wspaniałe produkty szkoleniowe. Poprzednie się dezaktualizują, więc musimy kupić coś nowego. Zapętlamy się w kupowaniu i byciu "rozwojowym", ale tak naprawdę nie rozwijamy siebie w ogóle. A produkty mają świetny marketing! Są ładnie opakowane, mają ciekawe logotypy, są kolorowe, zawierają trudne słowa w języku angielskim - cuda na kiju. Łatwo jest dać się zwieźć błyskotkom i ludzie to robią. Idą do księgarni, bo chcieliby coś poczytać i co kupują? To, co znają! A co znają? To, co jest popularne! A co jest popularne? To, czego wszędzie jest pełno... A że znają Grzesiaka z telewizji śniadaniowej TVN, to kupują jego książki. I co z tego, że obok może leżeć rewelacyjna książka "7 nawyków skutecznego działania", która jest klasyką gatunku, jeśli nie jest popularna?



***



Było trochę o szkoleniach, to teraz skupimy się na autorytetach tego świata, a więc naszych ukochanych "coachach" ^_^



***



PATOLOGIA 6
SAM(A) NIE UMIEM I DLATEGO POMAGAM

Brutalna prawda - większość osób, która prowadzi szkolenia, sama ma problemy ze zrozumieniem siebie i tematyki. Często dzieje się tak, bo chcemy podzielić się jakąś wiedzą z innymi i dlatego wybieramy ten sposób przekazywania informacji. W tym nie ma nic złego - jedni piszą blogi o kodowaniu, inni prowadzą kanały na yt o gotowaniu, a jeszcze inni robią szkolenia np. z motywacji.

Złe jest stawianie się w roli autorytetu i zgarnianie grubego hasjsu od innych ludzi, gdy tak naprawdę autorytetem jest się żadnym. Wyobrażacie sobie, że jest organizowane spotkanie dla młodych rodziców o tym jak wychowywać dziecko... i prowadzi je osoba, która nie ma dziecka? Albo spotkanie o dietetyce, sporcie i zdrowym żywieniu prowadzone przez osobę z nadwagą? Bo ja nie. ALE w świecie rozwoju wszystko jest możliwe, bo przecież "każdego dnia możesz wszystko" (✌ ゚ ∀ ゚)☞

Powtarzam - nie ma nic złego w organizowaniu takich spotkań pro bono. Np. jeśli ktoś ma wadę wymowy i będzie robił spotkania z zakresu komunikacji, autoprezentacji itd. to jest to spoko, nawet uważam, że jest to szlachetne. ALE NA BOGA! Wyprowadźcie najpierw SIEBIE na prostą, a później dopiero nauczajcie za pieniądze!

Najlepszym przykładem obrazującym powyższą patologię jest "inteligencja finansowa" - dziedzina rozwoju osobistego zajmująca się pieniędzmi, ogarnianiem domowego budżetu, przychodami pasywnymi itd. Dlaczego? Dlatego, że większość spotkań "jak zostać milionerem" jest prowadzona przez osoby, które groszem nie śmierdzą... a wręcz toną w kredytach (pewnie zaciągniętych na szkolenia ;P).



PATOLOGIA 7
NIE ZNAM SIĘ TO SIĘ WYPOWIEM

Kolejna potężna patologia to kompletny brak ELEMENTARNEJ wiedzy na tematy, na które się dana osoba wypowiada. Już zresztą "pal sześć" z wiedzą tematyczną, ale ci ludzie w ogóle(!) nie mają kompetencji dydaktycznych! Nie wiedzą jak prowadzić szkolenia, jakich narzędzi używać, by wszyscy mieli szansę się rozwijać oraz aby nikomu nie zrobić krzywdy.

Z tym również jest związane pewne "tabu" szkoleniowe. Jakbyście poszli na jakiś warsztat np. z zakresu zarządzania sobą w czasie, jest bardzo prawdopodobne, że w ogóle nie zostaną wam podane źródła, na podstawach których to szkolenie zostało opracowane! Sam kiedyś na takim byłem i laska przez 5 godzin robiła ćwiczenia z zakresu tej właśnie tematyki (zarządzanie sobą w czasie) - szkolenie było oparte na "Macierzy Eisenhowera" spopularyzowanej przez wspominaną już książkę "7 nawyków skutecznego działania". Przez tych kilka godzin nie pojawił się ani jeden slajd, który mówiłby o źródle wiedzy. Inny przykład? Szkolenie na temat typologii osobowości (tzw. "kolory klienta" opracowane na podstawie typologii temperamentów Hipokratesa). Pod koniec szkolenia spytałem się o bibliografię i zostałem poproszony o odezwanie się na fanpage'u tego szkoleniowca. Napisałem. Odpowiedzi nigdy nie dostałem.

Uważam, że to fajne, że zna się GTD i się stosuje to w życiu... ale jak robi się szkolenie z zarządzania sobą w czasie, to trzeba mieć w cholerę większą wiedzę i doświadczenie niż tylko znajomość jednego systemu! Dodatkowo - fajnie byłoby się podczas prezentacji pochwalić wynikami BADAŃ NAUKOWYCH, które wyjaśniają dane zjawisko, a nie tylko własnymi insynuacjami. OK - rozumiem, że sypanie statystykami przez 1,5h będzie nudne, bo nie po to robi się wykład lub szkolenie... ale należy zadbać o to, by pokazać, że wiedza, którą prezentujemy nie jest wyssana z palca, a w konsekwencji - wskazać konkretne źródła, które będą bogatsze w te dane (w razie, gdyby ktoś chciał sobie poszperać).



PATOLOGIA 8
NIE JESTEM POTRZEBNY, TO ZROBIĘ TAK, ŻEBY LUDZIE MYŚLELI, ŻE JESTEM

Dla mnie sprawdzenie czy ktoś jest dobrym szkoleniowcem to sprawdzenie czy jego szkoleniami mogłaby być zainteresowana jakaś firma. Dlaczego? Bo to jest prosty układ - żadna rozsądna i szanująca się firma nie zatrudni za gruby hajs konsultanta zewnętrznego, który pomoże im rozwiązać jakiś problem... jeśli nie będzie miała pewności, że tak będzie (chyba, że zatrudniają Grzesiakopodobych ludzi, żeby był lans).

Większość szkoleniowców ucieka od takich wyzwań daleko i prowadzi szkolenia "coachingowe" dla pojedynczych osób, które w ilości kilkudziesięciu sprowadzane są do jednej sali na - jak już wiadomo - zajebiste szkolenie. Takie osoby nie będą w stanie zrobić krzywdy takiemu szkoleniowcowi, jeśli okaże się, że spotkanie było do dupy. Wpisy na fb się usunie, oburzonych się zbanuje i pozamiatane. Ale z firmą już tak łatwo nie pójdzie. O nie! Firmy mają kontakty i znajomości, markę i opinię... i jeśli coś im się nie spodoba, nie zawahają się użyć tego wszystkiego, żeby takiemu "szkoleniowcowi" wejść w pięty. Poczta pantoflowa nadal ma się świetnie i dlatego kiepscy trenerzy omijają dobre firmy jak ognia.

A co z certyfikatami? Powiem wam tak - jak będziecie chcieli mieć certyfikat, to załóżcie sobie startup, przygotujcie ładną graficzkę i sobie go wydrukujcie ;). CO WIĘCEJ! TERAZ SAMI MOŻECIE ROBIĆ SZKOLENIA CERTYFIKOWANE ;D! Rada ode mnie - nazwijcie certyfikat jakoś po angielsku, żeby lepiej brzmiał (✌ ゚ ∀ ゚)☞



PATOLOGIA 9
COACH DOBRY NA WSZYSTKO

Najbardziej irytująca mnie patologia tego środowiska! Wyobraźcie sobie skalę od -10 przez 0 do +10. Skala ta obrazuje ogólny stan zdrowia psychicznego danej osoby. Osoby z zakresu -10 do 0 to osoby, które są chore. One potrzebują fachowej pomocy. Rola trenera może się zacząć od momentu 0 i prowadzić do +10 (byłoby super). Czyli mówiąc prościej - jak trenujecie piłkę nożną i (nie daj Boże) złamiecie sobie na treningu nogę, to nie idziecie do trenera, żeby was naprawił. Idziecie do lekarza. Za to jak już wyzdrowiejecie, to nie idziecie do lekarza, żeby was trenował, ale do trenera (oczywiście - fajnie jest jak lekarz i trener to jedna osoba ^_^). Nie jest tak w środowisku rozwoju osobistego. O nie!

Jak ktoś jest z przedziału -10 do 0 to - jak już mówiłem - potrzebuje fachowej pomocy! FACHOWEJ! Potrzebuje psychologa, psychoanalityka, psychiatry - psychoterapeuty, a więc osoby, która ma WARSZTAT oraz DOŚWIADCZENIE w pracy z takimi osobami... a nie trenera. I tu jest zonk! Otóż osoby z przedziału -10 do 0 często zamiast do psychologa trafiają do trenera! Dlaczego? Bo ludziom dookoła lepiej mówić, że ma się "personalnego trenera" niż, że "chodzi się do psychologa". Inna sprawa jest związana z "czarem" tych osób.

I taki trener zaczyna "pomagać" takim ludziom z depresją. Nie ma w ogóle żadnego warsztatu, ale ciśnie! Tutaj trzeba nadmienić, że narzędzia coachingowe różnią się od narzędzi psychologa. To trochę tak jak z gospodarkami światowymi i gospodarką Polski - te same mechanizmy, które sprawdzą się w USA, Anglii lub Francji, w Polsce mogą okazać się tymi, które jeszcze bardziej pogłębią ekonomiczny stan naszego kraju. To, co sprawdza się w pracy z ludzi z przedziału 0 do +10 (narzędzia coachingowe) mogą komuś z depresją wyrządzić poważną krzywdę!!! No ale jak już mówiliśmy sobie wcześniej - hajs musi się zgadzać!



PATOLOGIA 10
FAŁSZYWE INTENCJE

No i na sam koniec moje ulubione - fałszywość intencji.

Wyobraźcie sobie, że siedzimy sobie na ławce nieopodal waszego domu i wy stwierdzacie, że jesteście głodni. Ja wyciągam z torby jabłko i daję je wam mówiąc:
- Jedz śmiało, ja nie nie jestem głodny i mam w domu.
I teraz! Mogę w tym przypadku być manipulatorem albo osobą szczerą w zależności od moich intencji (pragnę podkreślić fakt, że sytuacja się nie zmienia - działanie jest takie samo w obu przypadkach... zmienne są intencje i motywacja).

Manipulatorem będę wtedy, gdy sam będę bardzo głodny, ale wiem o tym, że mogę za 30min pójść do was do domu i sobie coś zjeść od was. W końcu dałem wam jabłko - mój gest był szlachetny... tyle, że w waszym domu nażrę się tyle, że moglibyście sobie za to kupić ciężarówkę jabłek ;). Szczerą osobą będę wtedy, gdy sam jestem autentycznie najedzony, a posiłek u was w domu to sprawa opcjonalna.

Tak samo jest ze szkoleniowcami! Większość z nich mówi, że chce wam pomóc, że chce waszego dobra i żebyście się rozwijali (wartości deklarowane). Wykonuje w stosunku do was mnóstwo dobrych gestów - poświęci wam czas, porozmawia, "zrozumie". Czujecie, że tak dobrej osobie wypadałoby się zrewanżować... i zapisujecie się do nich na coachingi.

Z intencjami jest też związany ogromny problem autorytetów szkoleniowych - oni zawsze chcą być dla ludzi prawidłową odpowiedzią. Zawsze wszystko wiedzą najlepiej, na wszystkim się znają, zero pokory. Dlatego m.in. postanowiłem, że na swojej drodze życiowej wolę być dla ludzi prawidłowym pytaniem.



***



I tym oto punktem oraz wnioskami zamykamy naszą listę patologii rozwoju osobistego. Teraz będzie trochę właśnie o rozwoju osobistym, szkoleniach i coachingu w ogóle, żeby wam trochę pokazać o co w tym wszystkim chodzi, byście mieli większą świadomość ;).



***



COACHING A SZKOLENIA, PSYCHOLOGIA A SOCJOLOGIA - RÓŻNICE
Wyobraźcie sobie, że macie różne pliki na komputerze pochowane w różnych folderach na różnych partycjach. I teraz - jeśli część z tych plików wrzucicie w jedno miejsce, to one zaczną ze sobą pracować i stworzą większą, działającą całość. Tym jest coaching - zajmuje się tym, co już macie w waszych głowach i "zrzucaniem" tego w jedno miejsce po to, aby zwiększyć waszą efektywność. Coaching to zazwyczaj pytania i dochodzenie do pewnych wniosków, odkrywanie siebie.

A teraz wyobraźcie sobie, że instalujecie na waszym komputerze kompletnie nowe oprogramowanie - tym zajmują się szkolenia. Nie wiecie czegoś, nie znacie się na czym, więc idziecie na szkolenie i (teoretycznie) macie podstawy umiejętności.

Psychologia klasyczna zajmuje się waszym systemem operacyjnym... a żeby być bardziej precyzyjnym - jak postawić system na nogi, gdy się zjebie ( ͡º ͜ʖ͡º). Psychologia pozytywna zajmuje się czymś a'la "podkręcanie procesora i uprawnianiem działania danego systemu". Jeśli zaś zaczynacie egzystować w jakiejś sieci (LAN, Internet), to owa sieć to domena badań socjologii. Jest jeszcze psychologia społeczna, która bada wpływ tej sieci na wasz komputer.

Mówiąc wprost - psychologia bada człowieka. Psychologia społeczna - wpływ otoczenia na człowieka. Socjologia bada to otoczenie. Zaznaczam tutaj, że jest to uproszczenie.



***



CZYM JEST PATOLOGIA ROZWOJU OSOBISTEGO
Tacy ludzi jak nasz Julianek to właśnie ta patologia. Szkoleniowcy tego typu są dla rozwoju osobistego mniej więcej tym, czym MLMy są dla biznesu i przedsiębiorczości.

Sam rozwój osobisty nie jest zły, tak samo szkolenia. Co więcej - to jest bardzo fajna sprawa! W końcu bowiem znalazły się bardzo ciekawe możliwości dla zastosowania w praktyce osiągnięć nauk humanistycznych (co zaczęło się w zasadzie od Efektu Hawthorne w latach 1927-1932, gdy przedsiębiorcy skumali, że na efektywność pracowników mają wpływ czynniki miękkie (np. relacje), a nie tylko twarde (stan oświetlenia).

Niestety dla rozwoju osobistego przeżywa on w Polsce teraz swój drugi "boom". Pierwszym boomem były szkolenia z zakresu wyrywania różowych pasków. Już w 2011 mówiłem, że za chwilę ci wszyscy trenerzy będą śpiewali w stylu "Przepraszam CIĘ za te szkolenia! Popełniłem straszny błąd! Tak naprawdę nie MUSISZ być samcem alfa, żeby być mężczyzną! Ale żeby być mężczyzną - MUSISZ się rozwijać... i dlatego chciałbym CIEBIE zaprosić na najnowsze szkolenie bla, bla, bla (...)"

Taki stan rzeczy to naturalna kwestia związana z inkubacją kulturową danego zjawiska. Najpierw jest ziarenko, które zaczyna kiełkować. Nikt się nim nie interesuje, ale w momencie, gdy zaczyna być coraz bardziej popularne, zlatuje się coraz więcej osób. W końcu dochodzi do apogeum możliwości i zaczyna się wypaczanie danego zjawiska. Osoby odpowiedzialne za jego rozwój od podstaw są marginalizowane, a na forpocztę wychodzą "piękni, młodzi, popularni, wygadani". Przykład z życia? Rozprzestrzenianie się kultury hiphopowej w Polsce. W momencie boomu koło ~2000r. hip hop robił każdy... później nawet Kaja Paschalska miała swoje 5 minut (prawilnie przypominam - klik).

Oczywiście po jakimś czasie dane zjawisko przestaje przynosić profity i ci, którzy to drenują, przenoszą się w inne miejsce... pozostawiając po sobie zgliszcza. Zgliszcza te następnie są sprzątane i porządkowane przez osoby prawdziwie kochające dane zjawisko, a w wyniku tych wydarzeń dany świat społeczny się umacnia na tyle, że już nie pozwala na rozkwitanie patologii (przynajmniej w takim zakresie, jakim to miało miejsce wcześniej). I tu również polski hip hop jest świetnym przykładem. Boom na niego minął i zostali tylko ci, którzy prawdziwie kochali tę subkulturę. Doprowadzili do uporządkowania świata, opracowania mocnych standardów, a to przełożyło się na jakość produkowanej muzyki, która wciąż się rozwija.



CO Z TYM ZROBIĆ?
Co zrobić z patologią rozwoju osobistego? Można chcieć to przeczekać - jest to jakiś sposób. Szkoda tylko tych, którzy polegną w tej nierównej walce. Chcąc być zrozumianym, mieć z kim porozmawiać, móc zrozumieć siebie... skończą z wypaczoną głową i/lub długami.

Powiem wam co ja zrobiłem i jak ja zadziałałem - może to będzie inspiracja :). Ja po prostu, najzwyczajniej w świecie, powiedziałem "pierdolę to" i zabrałem swoje zabawki z tej piaskownicy. Jednak daleko mi do osoby, która będzie tylko siedziała i wytykała palcami co jest złe. Nie. Ja postanowiłem stworzyć swoją własną piaskownicę! Zebrało się grono takich osób i sami sobie założyliśmy forum. I nie ma tam żadnych głupich coachy, nie ma reklam i nikt nam nie wciska (zajebistych) produktów szkoleniowych, a forum jest autentycznie po to, żeby pomagać sobie i - jeśli ma się siły - innym ;). Jak zobaczyłem, że to działa, to postanowiłem, że w Łodzi (stąd jestem) stworzę też swoją organizację opartą o taką właśnie ideę - szczerego rozwoju. Zrobiłem ją za darmo i za darmo ją prowadzę. Nie chcę za to pieniędzy, po prostu cieszy mnie to, że ludzie się w niej rozwijają, że mam(y) z kim fajnie i aktywnie spędzać czas. Mam też spokojną głowę, że ludzie ci będą czytać właściwe książki i nie zepsują sobie jakiegoś fragmentu swojego życia przez jakiegoś kretyna albo innego zbawcę ludzkości.

Co ja teraz robię? Mentalnie jestem w stanie wojny. Prowadzą swoją krucjatę przeciwko takim debilom jak ten idiota od patologii rozwoju osobistego na SGH. Czy szkolę? Tak, szkolę - głównie w ramach promocji naszej organizacji oraz hobbystycznie. Zawodowo zajmuję się nauczaniem komunikacji w języku angielskim i mam aspiracje do prowadzenia swojej własnej działalności gospodarczej (bardzo ciągnie mnie w stronę produkcji odzieży). Miałem nawet w swoim życiu bardzo krótki epizod, gdzie tytułowałem się "trenerem rozwoju osobistego i biznesu" (miałem doświadczenie i umiejętności w kwestii rozwoju osobistego jak i np. zarządzania zasobami ludzkimi - żeby nie było ;P), ale jak tylko skumałem o co w tym wszystkim chodzi (wtedy nie byłem tego w pełni świadomy), to bardzo szybko się z tego wycofałem i już się tak nie tytułuję (i nigdy nie będę). Bardzo tego żałuję i do dzisiaj jest mi z tego powodu bardzo głupio. Nagrywam też na yt swoje filmiki/wykłady, ale staram się je opierać na nauce (jestem doktorantem socjologii na UŁ)... No i piszę pod tagiem #wychodzimyzprzegrywu ( https://www.wykop.pl/tag/wychodzimyzprzegrywu/ ) , żeby dawać ludziom możliwości rozwoju. Wojna trwa.

Czy certyfikaty coś zmienią? Czy wydawanie uprawnień przez instytucje państwowe coś zmieni? Czy należy to zdelegalizować? Nie - to nic nie zmieni. Niestety - wolny rynek ma swoje blaski, ale też ma swoje cienie. Jednym z tych cieni jest cykliczność powtarzania się procesu popularyzacji wartościowego społecznie zjawiska... oraz jego patologizacji w pewnym okresie jego trwania. I nie ważne czy będzie to hip hop czy rozwój osobisty. Trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem, słuchać serducha i uświadamiać innych.



ROZWÓJ OSOBISTY - WARTO CZY NIE WARTO?
Mam nadzieję, że ten giga wpis trochę otworzył wam o czy na to jak wygląda cały ten świat rozwoju osobistego. Nie jest to świat czarno-biały i uwierzcie mi - rozwój osobisty ma naprawdę wiele do zaoferowania.

ALE!

Gdyby ktoś zadał mi pytanie: "Damian. Odpowiedz mi zero-jedynkowo na pytanie: czy warto wejść w rozwój osobisty?" odpowiedziałbym: "Nie". Dlaczego? Dlatego, że obecnie ta dziedzina życia jest zapchana taką ilością gówna, że jak ktoś w to wejdzie, to ma 90% szans na to, że zostanie skrzywdzony i poniesie z tego faktu koszty finansowe i psychiczne bardziej srogie niż piguły Sebastiana.

Rozwój osobisty w obecnej formie? Nie, dziękuję.

Mówię szczerze - lepiej się do tego zjawiska nastawić na "anty". Popatrzcie chociaż na zawartość takich fanpage'y jak Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty (z którym nota bene zapoznałem się dzięki temu znalezisku). Ci ludzie to naprawdę potężny content rakowy! Oni mają wyprane mózgi! W życiu nie widziałem ludzi z tak wypaczonymi łbami. Najbardziej rozwalił mnie ten filmik - https://www.youtube.com/watch?v=SNqaeURBw8w . Co to w ogóle, kurwa, jest? Jakie emocje? Gdzie nazwiska badaczy, gdzie definicje, gdzie w emocjach ujęcie typologii osobowości i temperamentu (bo różni ludzie mają różne zdolności do rozpędzania i hamowania emocjonalności)? Siedzę i nie dowierzam! On tak na serio, czy kręci sobie jakieś jaja? Bo mam wrażenie, że to po prostu jest jakiś troll. Zresztą nie ważne - takich ludzi, którzy naprawdę tacy są, jest na pęczki... i to przeraża! Pytanie - co z tym zrobimy?



PS
Julian Chwalewski myśli, że wyszedł z przegrywu. A ty :)? Czy zrozumiałeś "o co kaman" :)?
100
Artykuły i Publikacje / Dlaczego Wasze życie może wydawać się Wam "do bani"?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 27, 2017, 23:44:14 »
Dlaczego Wasze życie
może wydawać się Wam "do bani"?

Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/14641843/dlaczego-wasze-zycie-moze-wydawac-wam-sie-do-bani-/


Dlaczego wasze życie może wydawać wam się "do bani"? – to jest pytanie, na które dziś postaram się wam dostarczyć odpowiedź (a w konsekwencji zadać jeszcze więcej pytań na wasz temat). Standardowo będzie #scianatekstu . Ten post będzie równocześnie wprowadzeniem do kilku kolejnych, które wam obiecałem w poprzednich częściach. Można powiedzieć, że teraz z tematyki w stylu „pitu-pitu” wchodzimy w trochę poważniejsze sprawy i zaczynamy coś na kształt „rewitalizacji waszego życia” :). Dziś przyjrzymy się koncepcji „4 elementów”.



4 ELEMENTY – O CO CHODZI?
Najprościej rzecz ujmując owe 4 elementy to budulec, z którego jesteśmy ulepieni. Gdybyśmy mieli je wymienić w kolejności od najbardziej podstawowego, do najbardziej złożonego, to byłoby to:
• ciało (rozumiane jako organizm),
• serce (rozumiane jako charakter, temperament, emocje),
• umysł (rozumiany jako m.in. unikatowe predyspozycje intelektualne),
• duch (rozumiany jako coś a’la „głos wewnętrzny”, „nasze prawdziwe ja”).

Skąd się te elementy wzięły? Otóż na drodze ewolucji wykształciły się różne organizmy. Wszystkie te organizmy posiadały (i nadal posiadają) formę materialną (u nas – ciało). Spośród tych organizmów wykształciła bardzo określona grupa zwierząt, czyli ssaki. Ssaki charakteryzują się tym, że mają emocje (u nas – serce). Naczelną funkcją emocji jest ostrzeganie nas o zagrożeniach i alarmowanie o niebezpieczeństwach dlatego większość emocji podstawowych ma charakter negatywny . Spośród ssaków wyewoluowała kolejna grupa zwierząt – naczelne. Ssaki naczelne wyróżnia umysł zdolny do tworzenia, a więc nie tylko adaptacji siebie do środowiska, ale adaptacji środowiska do siebie (możliwości te są zależnie od stopnia ewolucji, ale np. małpy potrafią już skorzystać z patyka jako narzędzia). Za to spośród żyjących organizmów, które są ssakami naczelnymi wyłonił się człowiek, czyli homo sapiens sapiens. Człowiek jest zdolny do tworzenia i rozumienia kompletnie abstrakcyjnych konceptów, m.in. samoświadomości (u nas – duch). Jakie są jeszcze inne takie koncepty? Kultura, pieniądz, sztuka itd. Jednym z takich konceptów jest również Bóg. Dopiero człowiek jest w stanie zrozumieć złożoność tego świata do tego stopnia, żeby rozważać istnienie lub brak istnienia istoty absolutnej...



JAK 4 ELEMENTY WPŁYWAJĄ NA NASZE ŻYCIE?
Najważniejsze, co należy pamiętać, to fakt, że podstawowym elementem jest nasz organizm (ciało). Jeśli potrzeby ciała są zaspokojone, kolejne zaspokajane będą potrzeby emocjonalne (serce), a następnie intelektualne (umysł) i duchowe (samoświadomość). Chyba każdy z nas doświadczył tego, że kiedy jesteśmy głodni, to też jesteśmy poddenerwowani, a kiedy coś nas niepokoi (np. mamy kryzys w związku), to nie mamy głowy do niczego oprócz „rozkminiania” danej sytuacji. Myślę, że większość osób tutaj jest zapoznanych z koncepcją „piramidy Maslowa” , która ukazuje to w fajny i przejrzysty sposób, więc nie będę się o tym rozgadywał niepotrzebnie.

TERAZ! Pierwsze 3 elementy (ciało, serce, umysł), to elementy na wskroś „materialne”, a ostatni element ma formę „metafizyczną”. Gdyby użyć metafory:
• ciało to nasz dom,
• serce to jego charakter i wystrój,
• umysł to książki w tym domu,
• duch to mieszkaniec (czyli my).
Z tego faktu wynikają pewne zależności. Otóż nad pierwszymi 3 elementami się pracuje, aby być bardziej sobą (coś a’la „rozbudowujemy swój dom [ciało], opracowujemy jego design [serce] oraz wzbogacamy go o wiedzę [umysł]... aby żyło nam się w nim lepiej [duch]"). W dalszej części tekstu będę skupiał się głównie na 3 pierwszych elementach.

A co można z tymi elementami robić? Otóż są 3 podstawowe czynności, które należy wykonywać, aby o nie dbać. Należy je:
• karmić (dieta),
• ćwiczyć (trening),
• relaksować (relaks).
Dieta, trening i relaks to podstawa – jeśli zaniedbamy którąkolwiek z tych czynności w którymkolwiek z elementów, nasze życie zacznie być równią pochyłą w dół.



DIETA (3 ELEMENTÓW)
Ciało się karmi – jeśli nie nakarmimy ciała, nie dostarczymy mu energii, a w konsekwencji nie wykorzystamy swojego potencjału. Jeśli nie będziemy go długo karmić – umrzemy. Ciało można też przekarmić i wtedy zdolności naszego ciała również zostaną ograniczone. Problem u ludzi: jemy niezdrowo, za szybko, byle co, nienaturalnie.

Serce również się karmi! Jeśli nie dostarczymy mu odpowiednich przeżyć i emocji, nie będziemy w stanie rozwijać naszego charakteru (problem większości „stulejarzy”). Czy warto „wyjść do ludzi” (bardzo częsta rada dawana przegrywom)? Warto, ale tylko wtedy, gdy mamy w tym jakiś większy cel (np. pójść na samotną kawę do nowego miejsca i badać swoje wszystkie reakcje i emocje), bo wyjście dla samego wyjścia może minąć się z celem. Inna sprawa to ta, że możemy się w ogóle bać wyjść do ludzi (lub czuć do tego niechęć), więc wtedy warto wyjść nie tyle co do ludzi, ale tak po prostu, np. na spacer do lasu (świetny początek!). Jeśli nie będziemy sercu dostarczać pokarmu w ogóle – umrzemy (w środku). Serce też można przekarmić i wtedy będziemy nadbudowani w tej materii (pycha). Problem u ludzi: karmimy się kulturą masową, nie poruszamy swoich emocji, siedzimy w ciepłej i wygodnej strefie komfortu.

Umysł karmi się tak samo jak dwa wcześniejsze elementy. Gdy nie dostarczymy mu wartościowych informacji, nowych komponentów intelektualnych, to skazujemy go na cierpienie. Nie będziemy karmić umysłu w ogóle – skażemy go na niebyt, zabijemy go i zostaniemy zwykłymi lewakami (✌ ゚ ∀ ゚)☞. Umysł też można przekarmić! Staniemy się wtedy typowymi mądralińskimi, którzy wszystko wiedzą najlepiej (co też wynika z niskiego poczucia własnej wartości [serce], które to braki są rekompensowane przez przerośnięty komponent intelektualny). Problem u ludzi: nie czytamy książek i nie szukamy prawdy, wolimy chujowe informacje z TVN.



TRENING (3 ELEMENTÓW)
Ciało się ćwiczy – to wie każdy. Ogólna zasada ćwiczeń to decyzja o tym, gdzie będziemy lokowali swój wysiłek według wzoru:

F = m * a,

czyli Siła (F) = masa (m) * przyspieszenie (a). Np. ktoś może mieć siły 10 jednostek, ale będzie typem kulturysty (5 jednostek masy * 2 jednostki przyspieszenia), a inny będzie miał 12 jednostek siły, lecz będzie typem biegacza, który ćwiczy pompki (2 jednostki masy * 6 jednostek przyspieszenia). I właśnie stąd biorą się te wszystkie „silne szczawiki” ;D. Trening ciała to np. bieganie, siłownia, rolki, basen itd.

Niewiele osób jednak wie jednak, że charakter też się ćwiczy! Większość z nas jest przekonana, że mamy pewne określone predyspozycje i koniec – nic się z nimi nie da zrobić. Otóż błąd! DA SIĘ! Robi się to m.in. poprzez opuszczanie swojej strefy komfortu. Jednym z lepszych (choć nie doskonałych) programów tego typu jest „Demonic Confidence”, a więc „Demoniczna Pewność Siebie” (jeśli zdecydujecie się, by przerobić ten program, KONIECZNIE zastosujcie się do jego instrukcji kropka w kropkę). Zasadę F = m * a stosuje się w tym elemencie dokładnie tak samo jak w poprzednim (m – ilość emocji, a – umiejętność radzenia sobie z nimi). Trening serca to m.in. doświadczanie nowych rzeczy (np. odwiedzenie nowego miejsca), zaczepianie przypadkowych ludzi na ulicy z pytaniem o godzinę, ale przede wszystkim... uprawianie sztuki (np. malowanie, pisanie, tworzenie muzyki), a więc ekspresja emocjonalna.

Umysł również się ćwiczy i zasadę F = m * a stosuje się dokładnie tak samo jak wcześniej (m – ilość wiedzy, a – zdolność jej wykorzystywania). Dla umysłu treningiem będzie wszystko to, co zmusza go do nowej aktywności, a więc nauka języków obcych, zagadki i łamigłówki (też krzyżówki i sudoku), testy Mensa, granie w gry planszowe lub szachy itd. Mówiąc wprost – uczenie się nowych rzeczy.



RELAKS (3 ELEMENTÓW)
Każdy z tych elementów musi odpoczywać, bo inaczej go zniszczymy. Ciało potrzebuje spokoju od działania, a więc przede wszystkim dobrego jakościowo snu. Od czasu do czasu przydałaby się również seria masaży. Regularnie można brać kąpiel w ciepłej wodzie, która rozluźnia mięśnie, a i sauna jest dla ciała mile widziana.

Serce potrzebuje spokoju od bodźców emocjonalnych, potrzebuje odetchnąć od tego wszystkiego raz na jakiś czas. Mile widziane są tutaj drastyczne zmiany środowiska zewnętrznego (czyli „odłączenie się” od świata), pobycie samemu, dłuższe spacery, szczera rozmowa z przyjacielem/przyjaciółką, „wypisanie” się z tych wszystkich syfów na mirko lub do własnego zeszytu :). Niedbanie o relaks serca jest tym samym, co pozbawienie naszego ciała snu – nasze emocje się zmęczą i zaczniemy się wypalać.

Umysł potrzebuje spokoju od nawału informacji. Potrzebujemy „nie myśleć o niczym”, potrzebujemy medytacji, bycia w „pustce” (wiem jak sekciarsko to brzmi ;P). Potrzebujemy odłączyć się od komputera, Internetu, telefonu. Potrzebujemy również raz na jakiś czas „ogarnąć swoje życie”, żeby znaleźć tą właśnie upragnioną, „zawieszoną w próżni” chwilę spokoju między jednym etapem życia, a drugim. Tu zerwanie ze światem i „reset” wszystkiego jest również bardzo mile widziany.



CO WARTO ZAPAMIĘTAĆ?
Przede wszystkim to, że niedobór lub nadmiar w diecie, treningu lub relaksie jakiegokolwiek elementu może przyczyniać się do zachwiania naszej równowagi. W związku z tym – należy o siebie dbać, a więc:
• zdrowo karmić ciało (ciało), ciągle łapać nowe doświadczenia (serce), czytać wartościowe informacje (umysł),
• ruszać się/uprawiać sport (ciało), przekraczać bariery swojego charakteru np. poprzez sztukę (serce), ciągle się uczyć (umysł),
• dbać o zdrowy sen (ciało), mieć emocjonalny czas dla siebie (serce), odcinać się od natłoku spraw np. poprzez medytację (umysł).



***



WYZWANIE DLA FORUMOWICZÓW
Zdefiniujcie, w której z omówionych aren (dieta, trening, relaks) jesteście najsłabsi oraz najmocniejsi w poszczególnych elementach (ciało, serce, umysł), a następnie przystąpcie do pracy nad sobą, która sprawi, że elementy negatywne zostaną wyeliminowane, a pozytywne urosną do granic swoich możliwości.



JAK NAJPROŚCIEJ PRACOWAĆ NAD SOBĄ?
Za pomocą wyzwań 30sto dniowych! Bierzecie poszczególny aspekt waszego życia na warsztat i pracujecie nad nim przez 30 dni (np. „chodzę spać przed północą” jak u mnie). Kupcie sobie świnkę-skarbonkę i za każdy zaliczony dzień wrzucajcie sobie 1zł (lub 10gr bo #biedamocno [jak u mnie ( ͡º ͜ʖ͡º) ]), a gdy wam się nie uda zaliczyć dnia, nie wrzucajcie nic (a broń Boże nie odejmujcie dobie od tego, co już uzbieraliście) – jest to praktyczne wykorzystanie mechanizmu motywacji pozytywnej . Celujcie, by w danym miesiącu mieć skuteczność na poziomie nie mniejszym niż 75% (23 dni), ale też nie większym niż 90% (27 dni). Trzymanie się tych granic (75-90%) jest cholernie ważne! Jeśli będzie za mało (np. 50%), to wyzwanie nie zaskoczy i nic nie zadziała. Jeśli będzie za dużo (np. 95%) to za bardzo się obciążycie i nie będziecie generować nadwyżek energii, które cholernie się wam przydadzą w momentach kryzysu. No i najważniejsze – postawcie sobie jakiś cel, na który będziecie zbierać te pieniądze, żeby mieć jeszcze mocniejszą motywację (np. wyjazd na weekend albo nowe łyżworolki).

Ja opracowałem coś, co nazwałem „Strategią 3 Nawyków” (S3N). Polega ona na tym, że przez trzy miesiące dokładacie sobie po jednym nawyku, a potem przez kolejne 3 utrwalacie to, co wam się udało zdobyć. Czyli jeśli w styczniu zaczynacie nawyk A, to w lutym nadal kontynuujecie nawyk A, ale dokładacie do tego nawyk B... żeby w marcu kontynuować nawyk A, B i dorzucić C. Następnie przez kwiecień, maj i czerwiec utrwalacie efekty, a w lipcu nadal kontynuujecie A, B, C, ale dodatkowo dajecie D itd.

Podstawowym narzędziem, które pomaga mi to wszystko ogarniać jest... Excel. Mam tam tabelki, które liczą mi zaliczone dni, sumują zebrany hajs (który ma się zgadzać ;P), pokazują na bieżąco ile % danego nawyku mam zaliczone na dany miesiąc itd. Zrobienie czegoś takiego nie należy do trudnych wyzwań, a jeśli mielibyście z tym problemy, no to właśnie zyskaliście dla siebie nowe wyzwanie (trening umysłu ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Świnkę-skarbonkę dostałem od różowego na urodziny ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ



***



MATERIAŁY
Więcej (ale nadal mało) o drodze ewolucji 4 elementów poczytacie sobie m.in. w książce „Jak rozpoznać kłamcę” (G. Hartley, M. Karinch), a trochę bardziej rozwojowo w książce „7 nawyków skutecznego działania” oraz „8. nawyk” (S. R. Covey), gdyż są one tam w miarę dobrze omówione. Niestety według mnie Covey nie wycisnął z tego konceptu wszystkiego (a dało się więcej). Zrobiłem to ja ;D! Wszystko, co tutaj pisałem jest przeze mnie baaardzo rozwinięte w (darmowym – żeby nie było) audiobooku mojego autorstwa. Namiary i większą notkę na ten temat macie standardowo pod tagiem #ponadprzecietni (https://www.wykop.pl/tag/ponadprzecietni/ ).



***



PYTANIE NA ZAKOŃCZENIE
Co >dziś< zamierzasz zrobić, żeby ruszyć swoje życie do przodu?
Strony: 1 ... 7 8 9 [10]