Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 7 8 9 [10]
91
Artykuły i Publikacje / Odp: Motywacja Pozytywna i Negatywna
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 27, 2017, 22:52:02 »
Motywacja cz. 3/3
Motywacja zewnętrzna i wewnętrzna

Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/14282385/dzisiaj-jest-o-motywacji-zewnetrznej-i-wewnetrznej/


Dzisiaj jest o motywacji zewnętrznej i wewnętrznej (trochę #scianatekstu jak ostatnio, ale są ważne rzeczy), a więc doprecyzujemy to, czego w ogóle oczekujemy od życia (i dokąd z tym życiem będziemy zamierzali). Motywacja zewnętrzna związana jest z realizacją działań, które wymagane są od nas przez innych (robimy coś dla innych). Motywacja wewnętrzna z kolei to siła do podejmowania działań, które związane są z naszym rozwojem, naszymi pasjami i hobby (robimy coś dla siebie). Przykłady obu motywacji:



MOTYWACJA ZEWNĘTRZNA
Robimy coś dlatego, że tak każe nauczyciel, wykładowca, szef, mąż lub żona. Robimy coś dlatego, że jesteśmy z kimś umówieni na określoną godzinę i inni na nas czekają. Robimy coś dlatego, że każą nam to robić różne instytucje. Mówiąc wprost - poświęcamy się dla kogoś (zazwyczaj bez wzajemności ( ͡° ʖ̯ ͡°) ).



MOTYWACJA WEWNĘTRZNA
Robimy coś dla siebie. Po prostu. Bo sprawia nam to radość, bo chcemy wypocząć, bo to pozwala nam "ładować akumulatory" ( ͡° ͜ʖ ͡°) , bo szukamy siebie, bo rozwijamy siebie, bo widzimy w tym sens.



MOTYWACJA ZEWNĘTRZNA vs MOTYWACJA WEWNĘTRZNA
Gdy robimy coś dla siebie, odczuwamy radość, satysfakcję i zadowolenie. Może nam się też zdarzać wpadać w tak zwany flow czyli przepływ , a więc stan "między satysfakcją a euforią, wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności" ("odpływamy" podczas robienia tej czynności). Niestety... w naszym życiu tak często jesteśmy motywowani zewnętrznie, że gdy robimy coś tylko dla siebie, możemy odczuwać stres i poczucie winy - "O kurde. Ja tu sobie słucham muzyki, a powinienem robić coś ważnego". Jednak zazwyczaj to "coś ważnego", to sprawy, które musimy załatwić dla kogoś. Tak jesteśmy tresowani - żeby siebie zawsze stawiać na drugim miejscu, podczas, gdy #wychodzimyzprzegrywu polega właśnie na tym, aby najpierw skupić się na sobie (w dalszych wpisach wyjaśnię dlaczego)!



KIEDY WYGRASZ ŻYCIE, CZYLI JAK TO MA SIĘ DO NAS?
Dla mnie człowiekiem sukcesu nie są te osoby, które wzorowo spełniają standardy "człowieka sukcesu", ale te, które:
- robią to, co kochają robić,
- znają i rozumieją siebie (swoje mocne strony, talenty, typ osobowości) i z tego względu wiedzą co mogą (a czego nie),
- zarabiają na tym pieniądze,
- realizują się tak, jak one uważają, że powinny się realizować (dla jednych będzie to praca na etacie, a dla innych prowadzenie firmy), a nie tak jak "każe" im system (np. deprecjonowanie pracy na etacie i gloryfikowanie przedsiębiorców).

Nie każdy musi być świetnie wyglądającym przedsiębiorcą, który dużo zarabia, ma świetne umiejętności sprzedażowe, umie obchodzić się z ludźmi i rewelacyjnie przemawia publicznie. Ktoś może wcale nie lubić ludzi, ale np. być świetnym programistą (zarabiającym 15k ( ͡º ͜ʖ͡º) ), który pracuje na etacie i bardziej niż drogie samochody ceni sobie ciepło rodziny... które to faktory dają mu prawdziwe szczęście. I co? Ta osoba ma być gorsza, bo jest mniej widoczna na scenie życia publicznego? Dla takiego informatyka prowadzenie życia jak wspomniany przedsiębiorca, okaże się koszmarem... a dla tego przedsiębiorcy praca w takich ramach jak robi to ów informatyk może być najgorszym rodzajem kary. Trzeba umieć odnaleźć siebie, bo jak powiedział to George Bernard Shaw: "Sukces odniesiesz tylko wtedy, gdy sam poszukasz okoliczności, jakie ci odpowiadają. Jeśli nie zdołasz ich znaleźć - stwórz je sobie."



CO WARTO ZAPAMIĘTAĆ
To, żeby skupić się na sobie! Brzmi to samolubnie, ale w kolejnym wpisie (podsumowującym tą część), wytłumaczę wam dlaczego jest to jedna z możliwych dobrych dróg.



GDZIE JA MOGĘ ZMIERZAĆ?
Dużo osób pisało, że ma problemy z określeniem tego, co w ogóle chcieliby ze sobą zrobić. Wielu z was pisało, że nie zna odpowiedzi na pytania w stylu "z czego jesteś w życiu dimny/a?" albo "co lubisz robić w życiu?". Jesteśmy w stanie to zmienić i dlatego dziś zadam wam kilka ważnych pytań, oto pierwsze z nich: Gdybyś miał nieskończone ilości pieniędzy przez jeden miesiąc, co byś z nimi zrobił/a?.

Mhm. Dokładnie tak.

Przez miesiąc macie dostęp do nieograniczonej ilości pieniędzy (pomijam aspekty związane z inflacją, którą moglibyście wywołać, itd. - skupmy się po prostu na czystej zabawie z wyobraźnią). Co zrobilibyście z taką ilością pieniędzy? Kupilibyście sobie super-wymarzone auto? Ok, macie je. Dom z marzeń? Też go macie. Kilka domów i auto - spoko. WSZYSTKIE auta i domy z marzeń? Macie je. Ciuchy? Jachty? Ekskluzywne dziwki? Macie wszystko! Udało wam się to kupić w ciągu pierwszego tygodnia. Co dalej?... Co... dalej?

// to jest ten moment, aby odejść od komputera i znaleźć odpowiedź na to pytanie, więc dajcie sobie czas... ten wpis na mirko już wam nie ucieknie, więc spokojna głowa (ʘ‿ʘ) //

Widzicie - większości z nas wpycha się do głowy, że najważniejsze to "mieć", podczas, gdy w życiu nie tylko o to chodzi. "Mieć" to tylko wstęp do zabawy, a liczy się co innego!



***



WYZWANIE DLA FORUMOWICZÓW
Chciałbym, żebyśmy pomogli sobie nawzajem i zainspirowali siebie odpowiedzią na powyższe pytanie ("Co bym zrobił, gdybym przez miesiąc miał/a nieograniczoną ilość pieniędzy?"). Jako, że jestem OP, to dostarczę pierwszy ( ͡º ͜ʖ͡º) . Gdybym miał nieskończoną ilość gotówki to... podróżowałbym. No i właśnie - czy naprawdę potrzeba do tego ogromnej ilości pieniędzy? A może ja sam mam w głowie blokadę i posiadanie ogromnej kasy jest tylko wymówką, żeby nie podróżować? Wymówką, która ma maskować strach przed podjęciem próby wyjścia dalej niż poza swoją piwnicę?

A co wy byście zrobili? Bo odpowiedź na to pytanie to właśnie wasze marzenia z głębi serca i nie wolno się ich wstydzić!!! Co więcej - trzeba je kultywować!!! Dlatego proponuję podzielić się odpowiedziami w komentarzach :)!



***



TROCHĘ WIĘCEJ MATERIAŁÓW (I PYTAŃ)
Standardowo i zgodnie z obietnicą materiały ode mnie będę wrzucał pod tagiem #ponadprzecietni , żeby nie robić tu syfu. Dziś znajdziecie tam linki do ogromnej ilości pytań, które pomogą wam się doprecyzować (i jeśli kupiliście w zeszłym tygodniu swoje zeszyty, to teraz będziecie mieli czym je wypełniać) :) - tutaj link. Oprócz tego trochę materiałów audio + pewnie jakieś filmiki od nas. Za to przy tej okazji bardzo chciałbym wszystkim wykopkom polecić książkę "7 nawyków skutecznego działania" (S. R. Covey). Nie żadne tam #patologiarozwojuosobistego a'la "coching coachingu", ale naprawdę solidnie opracowana lektura, która wywarła ogromny wpływ na rzesze ludzi, firm i organizacji (w moim życiu była przełomem w kwestii wychodzenia z przegrywu). Dodatkowo, jeśli chcecie poczytać o szczęściu, mam dla was 2 inne książki:
- Przepływ, Mihály Csíkszentmihály,
- Prawdziwe szczęście, Martin Seligman.



MIŁA NIESPODZIANKA
Tak się wkręciłem, żeby dla was (i trochę dla siebie :P) pisać, że głowa mała. Raz, że intymna atmosfera, dwa, że jestem szybko motywowany ilością wpisów (więc mam chęci na dalsze pisanie), a trzy, że wpisy wpadają do tych, którzy naprawdę chcą to czytać (i do tej pory nie było linczu, więc #wygryw ;D ). Doszedłem więc do wniosku, że w momencie, w którym ten tag przekroczy ilość 1000 subskrybentów, wrzucę tu dla was ode mnie małą niespodziankę (za darmoszkę :) ). W ten sposób i ja mam motywację i wierzę w to, że niektórzy też będą mieli jej trochę więcej (by tu przebywać i namawiać na to innych Murków i Murabelki ;D ).



***



SIŁA MOTYWACJI
Na koniec zostawię was ze świetną metaforą i kolejnym, ważnym pytaniem. Czym jest siła motywacji? Otóż jeśli na wadze szalkowej (jak na tej z obrazka) położylibyście na jednej szali wysiłek, który musielibyście włożyć w daną czynność (koszty), a na drugim byłyby wasze profity z faktu, że dana czynność zostanie zrealizowana (zyski), to siła motywacji (lub demotywacji) to różnica w wychyleniu szal. Np. "Jeśli podskoczysz do góry dam ci 100zł" - koszta są małe, bo wystarczy podskoczyć do góry, a zysk z tego niemały, bo 100zł za taki banał to dobre cebuladeals. I dlatego na sam koniec zostawiam was z pytaniem, które mam nadzieję, da wam wiele do myślenia:

Ile ważą Twoje marzenia?
92
Artykuły i Publikacje / Odp: Motywacja Pozytywna i Negatywna
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 27, 2017, 22:37:49 »
Motywacja cz. 2/3
Motywacja OD i DO

Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/14193011/dzis-kontynuujemy-temat-motywacji-bedzie-scianatek/


Dziś kontynuujemy temat motywacji (będzie #scianatekstu ), ale tym razem skupimy się na motywacji OD oraz motywacji DO. Jaka jest różnica? Motywacja OD to ucieczka OD czegoś (np. od bycia biednym), a motywacja DO to dążenie DO czegoś (np. do bycia sportowcem). Niestety u nas w Polsce kultywuje się motywację OD, czyli jeśli jesteśmy w miarę zdrowi, zarabiamy 1500zł i mamy mieszkanie w kredycie, to ma to być powód do dumy - w końcu uciekliśmy od bycia totalnym zerem.



MOTYWACJA OD
Jest rodzajem motywacji zapobiegliwej - skupia się wokół danego tematu i jest "na nie" (zakłada również, że dany temat musimy znać), np. nie chcemy, żeby w Polsce rządziło PO ( ͡° ͜ʖ ͡°). Ten rodzaj motywacji to kultywowanie naszej strefy komfortu, bo łatwiej powiedzieć, że jest źle i że nie powinno tak być (uciekamy od znanego tematu)... niż zacząć działać w określonym kierunku. Rewelacyjny przykład motywacji OD to wynik Kukiza w wyborach prezydenckich - oprócz JOWów nie miał konkretnego programu, był po prostu na "nie" w stosunku do systemu. Kolejny przykład to nasi rodzice/opiekunowie/nauczyciele, którzy ciągle nas strofowali mówiąc "nie rób tego", "nie rób tamtego", "tak też nie wolno", "nie zachowuj się tak", "młodemu człowiekowi tak nie przystoi", itd.



MOTYWACJA DO
Znacznie trudniejszy do praktykowania rodzaj motywacji, albowiem jest ściśle związany z dążeniem do określonych celów, a więc z podejmowaniem inicjatyw. Tutaj "nie ma, że boli" - coś ci nie pasuje, to zapierdzielasz, żeby to zmienić! Inna sprawa, że większość kwestii związanych z motywacją DO leży poza naszą strefą komfortu, więc jest to dla nas dodatkowe obciążenie emocjonalne. Motywacja DO to podążenie DO określonego stanu rzeczy, celu, rodzaju zachowania. Pomyślcie teraz ile razy w życiu byliście od rodziców/opiekunów/nauczycieli strofowani hasłami motywacji OD (np. "nie zachowuj się tak"), a ile osób z wami porozmawiało i wskazało możliwe dla was kierunki rozwoju, pokazując działanie motywacji DO?



MOTYWACJA OD vs MOTYWACJA DO
Najprościej obie motywacje zobrazować łatwą metaforą. Wyobraźcie sobie wahadło, które wskazuje wartości od -10 przez 0 do +10 (jak na załączonej grafice ( ͡º ͜ʖ͡º) ).


Przedział -10 do 0 to właśnie motywacja OD, a przedział 0 do +10 to motywacja DO. Popatrzmy na przykłady:
- motywacja OD to "nie chcę być gruby" (co wcale nie zakłada, że będziemy super zbudowani - to oznacza, że możemy być po prostu normalni) vs motywacja DO "chcę być zdrowy, świetnie wyglądać i czuć się dobrze w swoim ciele"),
- motywacja OD to "nie chce być biedny" (co wcale nie zakłada, że będziemy super bogaci - to oznacza, że możemy być po prostu normalni) vs motywacja DO "chcę zarabiać 10.000zł miesięcznie, mieć wymarzone auto i spłacone wszystkie kredyty ( ͡º ͜ʖ͡º) ",
- motywacja OD to "nie chcę być przegrywem" (co wcale nie zakłada, że będziemy wygrywem - to oznacza, że możemy być po prostu normalną stuleją (✌ ゚ ∀ ゚)☞ ) vs motywacja DO... no właśnie... tu pojawia się pytanie do ciebie, drogi czytelniku:

czym jest dla ciebie #wygryw ?... i pamiętaj, żeby to naprawdę sprecyzować, bo jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, nigdzie nie dojdziesz ( ͡° ʖ̯ ͡°)



JAK TO SIĘ MA DO NAS
Widzicie... #przegryw to właśnie siedzenie w przedziale -10 do 0. To ciągłe użalanie się nad sobą, mówienie, że "to jest złe", "to się nie sprawdzi", "to nie dla mnie", itd. Wyjście z przegrywu, to skoncentrowanie się na na przedziale 0 do +10. Ja nie mówię, że to jest proste - mnie zajęło to kilka lat!!! ALE jest to możliwe. Nie dzieje się to z dnia na dzień, ale powoli. Najpierw jest -9, później -8, -7,..., i wreszcie wymarzone -1. Ważne jest też to, żeby dokładnie wiedzieć czym jest nasz wygryw, bo wtedy jak ustawimy cel na +10, to szybciej nam to pójdzie (zupełnie tak, jakbyśmy mieli wahadło na -10 zahaczone czubkiem o czubek 0 za pomocą gumy... albo jakby ta sama guma przechodząc przez 0 była zahaczona dalej finalnie na +10; w tym drugim przypadku będzie nas szybciej "ściągało" :) ).



CO WARTO ZAPAMIĘTAĆ
Przestańmy się koncentrować na tym kim mamy nie być, a skupmy się na tym czego tak NAPRAWDĘ chcemy od życia ( @sgluszczynski - chyba czas na nieśmiertelny filmik z "Chłopaki nie płaczą" ;D?). Nie jest to łatwe, bo nikt nas tego nie uczył i nikt nam na to nie poświęcał czasu (w ogóle żyjemy zazwyczaj dla kogoś - szefa, mamy, wykładowcy; tak się to w nas wrosło, że jak robimy coś dla siebie, np. gramy na gitarze, jeździmy na rolkach lub słuchamy muzyki, to mamy wyrzuty sumienia, że powinniśmy robić coś ważniejszego... CO ważniejszego? no bo co jest ważniejsze od nas samych?). I dlatego leci takie pytanie:



PYTANIE DO FORUMOWICZÓW
Kim chcesz być? Jak wyobrażasz sobie swoje wymarzone życie? Czym jest dla ciebie szczęście (twoje własne, a nie takie w ogóle)?



***



WYZWANIE DLA FORUMOWICZÓW
Doszedłem do wniosku, że takie "pisanie sobie" jest fajne, ale jak nie ma z tego konkretu to - moim zdaniem - jest to bez sensu. Dlatego naprzemiennie będę zarzucał trochę teorii praktycznej... a trochę z praktycznej praktyki ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) . Dzisiaj mam dla was WYZWANIE - chciałbym, abyście niczym pierwszoklasiści poszli do sklepu i kupili sobie zeszyt (najlepiej A4), w którym spiszecie wszystkie pomysły na siebie, jakie wam kiedykolwiek wpadły do głowy. To będzie taki nasz "Krok 1" :). Lecicie w tym zeszycie ze WSZYSTKIEGO, co wam kiedyś wykreowała łepetyna:
- wszystkie pomysły na firmy i biznesy,
- wszystkie pomysły na podróże,
- wszystkie pomysły na #rozowypasek (kobiety) ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
- itd.
Ja sam nic wam na razie nie będę sugerował, bo to zostawimy na kolejny wpis (więc od razu odpowiadam na pytanie "a co jeśli nic nie jestem w stanie w tym zeszycie wpisać?" - kolejny wpis pomoże wam ten zeszyt zapełnić). Póki co - bierzcie w dłoń długopisy, aby przelać na papier wszystkie pomysły na siebie. Po prostu freestyle, bez planu, bez grupowania wszystkiego i układania "po kolei" - po prostu piszecie, co ślina na język przyniesie ;D!!! Liczę na bardziej aktywne wykopki, żeby w następnym wpisie po weekendzie zrobić burzę mózgów, aby się zainspirować nawzajem i m.in. pomóc tym, którzy mogą mieć problemy ze swoimi marzeniami ;).



***



MATERIAŁY
Ostatnio wrzuciłem na wykop swojego ebooka, za którego dostałem pochwały. Później powiedziałem o pewnym moim filmiku do poprzedniego wpisu. Za każdym razem pisałem, żebyście zgłaszali się na PW, bo nie chciałem robić burdelu i używać wykopu jako miejsca do spamowania swoimi pierdołami ;P. Mimo wszystko jest to dla mnie cholernie uciążliwe, bo po ebooka zgłosiło się kilkudziesięci Mirków (i nadal piszą), a po filmik kolejnych kilka(naście) osób. Dlatego umówmy się tak, że od dziś - jeśli będzie taka potrzeba - będę wrzucał jakieś nasze filmiki na #ponadprzecietni (https://www.wykop.pl/tag/ponadprzecietni/), ok? Książki i inne artykuły będą szły tutaj, normalnie we wpisie, ale "lansować się" będę gdzie indziej, żeby nie spamować. W ten sposób ja będę miał czyste sumienie, a wykopki święty spokój (bo kto będzie chciał sobie coś obejrzeć, to to zrobi, a kto nie, ten nie będzie miał śmietnika we wpisie). Umówmy się - wszyscy wiemy jakie na wykopie jest nastawienie do różnego rodzaju "kołczy" i innych Wawrzyniako-Grzesiako-Zbawicieli , więc się po prostu boję tu wrzucać cokolwiek (i prawilnie przyponę, że żyję głównie z nauczania angielskiego, nie jestem "kołczem", a wychodzeniem z przegrywu i działaniami w kierunku #wygryw się po prostu interesuję [głównie z punktu widzenia naukowego]).



INFO
W związku z tym, że część wykopków czyta serwis na telefonach, to zmniejszyłem ilość spoilerów w tekście :). Długość tekstu (którą teraz już widać) może przerażać, ale chyba wyjdzie to każdemu na korzyść.



***



I to by było dziś na tyle! Kolejny raz odezwę się po weekendzie. Standardowo żebrzę o plusy oraz o konstruktywną krytykę względem tekstu (za długi/za krótki? konkretny/niekonkretny? ma sens/nie ma sensu? itd.). Ja już idę spać, bo 2:25 na zegarze, a ja siedzę przed kompem z otwartą zakładkami Mikrobloga i #prokuratorboners (chyba jednak trochę przegrywa nadal we mnie zostało :P ). Dlatego też przepraszam za wszelkie błędy - już nie ogarniam tej kuwety. Pozdro i powodzenia ;D!!!

PS
Weekend poświęćcie sobie. Chyba warto, c'nie ;D?!
93
Artykuły i Publikacje / Motywacja - jak się motywować?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 26, 2017, 16:46:01 »
Motywacja cz. 1/3
Motywacja Pozytywna i Negatywna

Artykuł pierwotnie umieszczony na stronie wykop.pl pod linkiem:
https://www.wykop.pl/wpis/14144225/dobra-na-start-troche-na-temat-podstaw-czyli-motyw/


Dobra - na start trochę na temat podstaw, czyli motywacji, a dokładniej - motywacji pozytywnej. Czym jest ten rodzaj motywacji? Motywacja pozytywna zakłada, że jeśli robimy coś dobrze, to jesteśmy nagradzani, a jeśli robimy coś źle... to jest to traktowane neutralnie (nie jesteśmy ani karani ani nagradzani). Przeciwieństwem motywacji pozytywnej jest motywacja negatywna - w tym przypadku jeśli zrobimy coś dobrze, to to jest traktowane neutralnie, ALE jeśli zrobimy coś źle, to jesteśmy karani. Przykłady obu motywacji:



MOTYWACJA POZYTYWNA
Dziecko uczy się chodzić... a że się dopiero uczy, to ma tendencję do tego, żeby się przewracać :). Jak reagują rodzice, gdy się przewróci? Mówią, że "nic się nie stało", że "dzidzi zrobiło bam", itd. (porażka jest traktowana neutralnie). RÓWNOCZEŚNIE bardzo dziecko chwaląc i dopingując, gdy stawia swoje pierwsze kroczki (nagroda za dobre wyniki).



MOTYWACJA NEGATYWNA
Nauczyciel chodzi po klasie i zadaje pytania - jeśli ktoś nie zna odpowiedzi, dostaje "1" (kara za złe zachowanie), ale gdy ktoś zna odpowiedź... nauczyciel przechodzi do kolejnego ucznia (dobre zachowanie jest traktowane neutralnie).



MOTYWACJA POZYTYWNA VS NEGATYWNA
Motywatorem w motywacji negatywnej jest strach i stres. Są to emocje, które - owszem - potrafią zmotywować, ale na dłuższą metę są wyniszczające. Motywatorem w motywacji pozytywnej jest szacunek, radość i satysfakcja. Te emocje kumulowane w człowieku doprowadzają do zwiększania się ochoty do życia, a to przekłada się na większe chęci do podejmowania trudniejszych wyzwań.



JAK TO SIĘ MA DO NAS?
Ciągle krytykując siebie za złe zachowania, doprowadzamy do tego, że "wypróżniamy siebie" z zasobów energii emocjonalnej, którą posiadamy (a o której pisze m.in. Ch. Duhigg w książce "Siła nawyku"). Na dłuższą metą - sami siebie pozbawiamy szansy na wyjście z przegrywu. Co warto zacząć robić? Zacząć się doceniać, nawet za małe sukcesy. Na początku może to być nienaturalne i możecie się czuć dziwnie z tym, że komplementujecie samych siebie, ale na wszystko potrzeba czasu (aby się z tym oswoić). Mówiąc wprost - zaczniecie w ten sposób "tankować" siebie (✌ ゚ ∀ ゚)☞



CO WARTO ZAPAMIĘTAĆ?
Bardzo, ale to bardzo proste zdanie - ROŚNIE TO, CO PODLEWASZ!!! Dlatego też motywację pozytywną należy wykorzystywać na kilka sposobów:
- (codzienne) docenianie siebie,
- skupienie się na swoich mocnych stronach i talentach,
- rozwój w tych dziedzinach życia, które nas interesują.
... a wszystko, co w nas złe samo "uschnie" ;)!



PYTANIA DO FORUMOWICZÓW
Zastanówcie się nad tym:

1. Co lubicie robić w życiu i co sprawia wam frajdę?

2. Czym się naprawdę interesujecie?

3. Z czego jesteście naprawdę dumni?



***



MATERIAŁY
Polecam książkę M. Seligmana pt. "Optymizmu można się nauczyć"... co prawda nie jest ona aż tak bardzo o motywacji, ale o dialogu wewnętrznym, którego motywacja dotyczy ;)!

Jak się wam taki wpisik podobał, to żebrzę o plusy, bo chcę wiedzieć czy takie pisanie ma w ogóle sens.
94
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 19, 2017, 23:17:49 »
PODSUMOWANIE KWIETNIA 2017



Kwiecień był dla mnie naprawdę dobrym miesiącem przede wszystkim ze względu na fakt, że zrealizowałem jeden, cholernie ważny, dla mnie cel, a mianowicie - wyprowadziłem swoje plecy na prostą. Bóle zniknęły i teraz znów z radością mogę chodzić na siłownię ^_^. Kolejny sukces to zrealizowanie 2/3 części z celu związanego z poprowadzeniem wykładów/szkoleń dla studentów (pisząc te słowa, już wiem, że udało mi się osiągnąć cały cel, ale zostawię to na podsumowanie maja ;) ). Nie bajdurząc, a przechodząc do konkretów, oto wyniki mojej pracy nad sobą na miesiąc kwiecień 2017.



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S
Pamiętam, że jeszcze niedawno pisałem ten cel w tym dzienniku, ale na jego realizację liczyłem głównie poprzez współpracę z kołami naukowymi. Gdy dostałem email od Biura Karier UŁ zapraszający na Akademię Kompetencji to na początku go zignorowałem, aby później się ocknąć i zrozumieć, że przecież to jest idealna okazja, by zrealizować swoje założenia. Tym sposobem dnia 03.04.2017 poprowadziłem szkolenie pt. "Aktywne Słuchanie",


a kilka tygodni później, 26.04.2017, szkolenie pt. "Mówienie ze zrozumieniem". Ze wszystkiego nagrałem sobie filmiki na yt i dzięki 2 szkoleniom mam materiału na 6-7 wrzutek. Część z nich jest już na moim kanale, ale póki co się tym nie dzielę, bo w kwietniu ten cel był jeszcze nieosiągnięty ;).


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:
To najważniejsze osiągnięcie tego roku do tej pory. Przez zepsute plecy nie byłem w stanie zrobić dla siebie nic dobrego ani na siłowni ani w życiu w ogóle. Wydałem na to dużo pieniędzy, ale jest to też kasa, którą zarobiłem na ten cel specjalnie pracując nadgodziny :). Podsumowując - miałem 12 masaży. Niektóre były bardzo(!) ciężkie i bolesne, bo żeby rozładować ten ból, Damian (rehabilitant, polecam!), musiał się naprawdę natrudzić, a ja wyłem z bólu 8D. Inne były raczej relaksacyjne, żeby dać plecom odpocząć. Przerobiłem całe plecy i efekty mam takie, że czuję się o niebo(!) lepiej. Teraz zastanawiam się czy by tak raz na miesiąc nie zrobić sobie takiego masażu ;)!


4. Wyrwać wszystkie "ósemki" i naprawić zęby
Skończyłem masaże, to teraz biorę się za moje ósemki. Z kasą stoję "tak sobie", ale najwyżej zwolnię trochę z tempem ich wyrywania. Według moich obliczeń powinienem do 05.06.2017 (dzień czerwcowej wypłaty) wyrobić się z pieniędzmi na jedzenie itd., więc mogę startować z tym wyzwaniem. Praca w toku.


5. Odwiedzić laryngologa
Jak ogarnę ósemki, idę do laryngologa.


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:
Projekt jest jako "zaliczony" z tego względu, że ekipa z PP podziękowała mi za współpracę, rozstaliśmy się w miarę przyjaznej atmosferze i w ten sposób zostałem z projektem sam. Na razie organizacja idzie spać :). Niech wypocznie. Jeszcze ją obudzę. Za dłuższy czas, ale mam na to pomysł (standardowo - będę zaczynał wszystko od podstaw, ale obecnie skupiam się na tworzeniu konkretnie wokół siebie takich fundamentów, żeby wszystko [moje projekty] idealnie siedziało tam w przyszłości [a miejsce dla PP też jest tam przeznaczone]).


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:
Odejście z ŻW wielu użytkowników, o którym pisałem wyżej, oraz wiele (nie)przyjemnych sytuacji doprowadziło do tego, że cel ten został przeze mnie porzucony. Jako, że zloty ŻW są w tym momencie zawieszone, to i ten się na to łapie. Czy chłopaki faktycznie do Lwowa pojadą czy nie? - to już ich kwestia, ale ja na pewno nie będę tego liczył jako Zloty ŻyjW!ęcej.


8. Założyć firmę
Podczas robienia wielkich porządków w domu wpadłem na pomysł, żeby założyć firmę związaną z usługami sprzątającymi :P. Niby, że śmieszne, ale na tym też się znam :zuo:. Priorytetowo jednak chciałbym na boku porobić szkolenia, a mam na to świetny pomysł oraz zaczynam też mieć czas (choć będę na uwadze musiał mieć rewelacyjną organizację czasu, żeby niczego nie spierdolić po drodze z pracą 8D).



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Po porządkach w mojej ukochanej kawalerce (końcówka kwietnia), mój stosunek do Boga się pogłębił. Przez to, że dom stał się czystszy, więcej jest tam Boga (lekka wskazówka dlaczego znajduje się w dalszej części tego posta). Ja zamiast nosić różaniec tylko w kurtce, teraz mam go cały czas przy sobie w kieszeni. Jest dobrze, otwieram się.

Bardzo duże znaczenie miał też dla mnie fakt, że dzięki masażom poznałem o. Szustaka. Ciekawa historia - jego książkę już miałem i nawet czytałem (chyba nawet jeszcze w 2016). Mówiłem w duchu o niej, że jest "ostra" i że nikt wcześniej o Bogu tak nie mówił, ale w ogóle nie łączyłem nazwiska "Szustak" z twarzą, którą już wcześniej kojarzyłem. Dopiero dzięki rozmowom z Damianem w mojej głowie pojawiło się "AAAaaa! To teeen gośc!" i poszło. Obejrzałem na razie 3 filmy i powiem, że są naprawdę świetne. Czasami Szustak za bardzo jedzie katolicką nomenklaturą, ale przekaz główny jest rewelacyjny, jeśli nie fenomenalny:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Df9J68y2YeA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Df9J68y2YeA</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=zj_qLl3VPqk" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=zj_qLl3VPqk</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=i9k90bbBpC8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=i9k90bbBpC8</a>

Te filmy pozwoliły mi dotrzeć do mojego wnętrza... bo u mnie z Bogiem jest trochę tak, że jeśli chodzi o jego "świat", to ja w to wchodzę. Chcę tam być, kocham go i och i ach. Niestety mam trochę tak, że nie pozwalam na to samo jeśli chodzi o drugą stronę. Boję się, czuję, że "nie jestem godzien", że "przynoszę mu wstyd". I finalnie nie wpuszczam Boga do swojego ciała, serca i umysłu, na czym cierpi dusza. Te filmy pozwalają mi przełamać impas, bo zaczynam rozumieć i czuć, że Bóg kocha mnie bezgranicznie i nic tego nie zmieni (a szczególnie ja ;) ). Przestaję się bronic. Przestaję się motać. Jeszcze się trzymam, ale powoli zaczynam się rozluźniać.

Czuję się obecnie trochę jak podczas nauki pływania. Znacie to uczucie? Nie umiecie pływać i wchodzicie do wody. Pojawia się nieznane i jesteście tak spięci, że nie potraficie się w ogóle rozluźnić. Co się dzieje? Zaczynacie tonąć! A kluczem jest "odpuścić", kluczem jest "przestać się bronić". Wtedy się rozluźniamy i kuriozalnie - wypływamy na powierzchnię. Myślę, że to jest też to, co Bóg chciał nam przekazać poprzez stwierdzenie, że (parafrazując) "kto będzie chciał zachować swój dom, straci go". Kto będzie chciał zachować siebie, straci siebie. Odpowiedzią nie jesteśmy my. Odpowiedzią jest Bóg. Muszę odpuścić. Muszę przestać walczyć. Muszę się pozwolić "utopić" w Bogu, bo on jest prawdą, a prawda nas wyzwoli.


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
No tutaj pełen sukces. Lecę tym schematem cały czas i jestem CHOLERNIE zadowolony z wyników. Schudłem, poukładałem życie, realizuję cele z listy jeden za drugim, jestem weselszy, bardziej pełny sensu, wróciłem do tego Damiana (Smilera), którego odnalazłem dawno temu, więc i więcej jest we mnie sensu, a teraz jeszcze się zaczęła wiosna (a w zasadzie lato), więc już w ogóle pofrunąłem 8D 8D 8D!!!


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :nieok:
Taka średniafka mi wychodziła w tej materii, powiem szczerze. Czyli "Dieta?"


W maju już jest trochę lepiej, ale do tego wrócimy. Kwiecień bym podsumował faktem, że definitywnie za mało to wszystko było urozmaicone, za mało warzyw i za mało owoców. Ale spokojnie - naprawimy ;)!


4. Robić minimum treningowe, czyli: pn, śr i pt to pompki+brzuch; wt, czw i sb to marsz min. 5km (trening ciała) :ok:
Do pracy w jedną i w drugą stroną chodzę codziennie, a więc robię 8km dziennie od poniedziałku do piątku (+ jeśli mam okazję - wszędzie łażę na piechotkę). Treningi jechałem przez cały kwiecień, ale odpuściłem wtorki (rozciąganie) i czwartki (roller) oraz lekko soboty (sauna), bo miałem rehabilitację pleców. Przeciągnęło się to trochę na maj, więc muszę się wziąć w garść, ale wierzę, że będzie dobrze.


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Tu wszystko w należytym porządku ;).


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :ok:
Realizuję zadanie i idzie mi całkiem ok. Na razie w tym roku mam skuteczność na poziomie 63,16%. Nie ma szału, ale też nie ma tragedii. Więcej wrzucę niebawem.


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :nieok:
Tu kieeepsko i chyba to rzucę, ale to temat na oddzielny post.



***



A tak poza tym, to:

Duch
Jak wyżej - powoli się otwieram na Boga :jupi:


Umysł
Troszkę stanąłem w miejscu, nawet książek nie za bardzo poczytałem :(


Serce
Też zastój :(


Ciało
Tak jak pisałem wcześniej - praca w toku ;).

***

Lider
Mogę się teraz otworzyć i napisać, że w moim zespole była rekrutacja na koordynatora, na którą się zgłosiłem. Niestety - pomimo faktu, że poszło mi (moim zdaniem) naprawdę przyzwoicie, nie dostałem się (szczegóły zachowam dla siebie). Nie ukrywam, że było mi z tego powodu przykro i potrzebowałem czasu, żeby do siebie dojść... ale jednocześnie zajarałem się faktem, że ten czas był naprawdę krótki (góra kilka dni i wróciłem do normy). Teraz jest już całkiem ok, choć czasami jest mi szkoda, że nie mam swojego zespołu i nie mogę się realizować w ten sposób :(. Z miłych rzeczy - dostałem przy okazji podwyżkę, a moi przełożeni najprawdopodobniej mają na mnie jakiś (większy) plan, choć to na razie tylko moje domysły ;).

Z drugiej strony - nie mam zamiaru rezygnować z roli koordynatora i jeśli w przyszłości pojawi się szansa, to spróbuję kolejny raz. Poza tym ktoś wreszcie będzie przecierał szlaki za mnie (mój zespół dopiero się tworzy, co oznacza, że wszystko jest strasznie "ruchome"), więc gdybym w przyszłości miał zostać koordynatorem, to wejdę "na gotowe" 8)!


Rozmowę kwalifikacyjną miałem w dzień urodzin mojej mamy i - również - w dzień integracji naszego zespołu. Po integracji wróciłem do domu ~4:00 nad ranem i dlatego następnego dnia spóźniłem się na urodziny mamy 8D. Integracja wyszła zajebiście, bo zespół mam zajebisty wchuj!!! Mimo wszystko i tutaj szczegóły zostawię dla siebie, głęboko w moim wnętrzu #downthere 8)

Od tego momentu, gdy dostałem info, że jednak nie będę koordynatorem, postanowiłem, że skupię się bardziej na swojej pracy, żeby przerabiać więcej case'ów i robić je lepiej. Z tego względu mocno naciskałem, żeby usiąść koło Andrzeja (nasz zespołowy ekspert + mega zajebisty ziom, z którym się świetnie dogaduję 8D). Co więcej - udało się usiąść między nim, a innym kumplem (teraz koordynatorem), który również jest łebskim facetem, więc finalnie - jestem jak pączek w cieście i powoli widzę tego efekty.

Miłym akcentem kwietnia był fakt, że 28.04.2017 miałem szansę ze swoim lean managerem (a hierarchia wygląda tak: pracownik, koordynator, kierownik, lean manager) poprowadzić szkolenie w ramach Akademii Kompetencji, ale już jako reprezentant firmy. Wyszło naprawdę fajnie, a i ja jestem zaskoczony tym, jak poszło mojemu przełożonemu (mówił, że się nie przygotował, a wyszło tak, że jakbym o tym nie wiedział, to w ogóle bym się nie zorientował). Dzięki temu tylko w kwietniu poprowadziłem lub współpoprowadziłem 3 szkolenia :jupi:


Intelektualista
Wielka dupa z doktoratem. I tyle w temacie. O.


Sportowiec
Cisnę swoje szaleństwa dalej do przodu.


Partner/Uwodziciel
Na kobiety jak miałem wyjebane tak mam i robi mi to naprawdę dobrze ;D. Fakt - biologia pcha mnie w kierunku prokreacji, ale póki co nie mam najmniejszej ochoty marnować swojej energii na relacje damsko-męskie.


Ogniwo Rodziny
W dniu 07.04.2017 moja mama miała kolejne urodziny. Następnego dnia, 08.04.2017 (sobota) dla najbliższego grona rodzinki upiekła ciasto:). Bardzo miło spędziłem czas i bardzo się cieszę, że odwiedziłem swoich bliskich, bo i też dzięki wszystkiemu, o czym piszę wyżej, uczę się ich kochać coraz bardziej <3. Jeszcze raz powtórzę - mama zrobiła pyszne(!) ciasto, którego nie robiła bardzo dawno, więc wyszło super spotkanie!



Przyjaciel
Jak wcześniej pisałem - w dniu mojej rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko koordynatora i urodzin mojej mamy miała też miejsce integracja naszego zespołu... ale to, co się stało w Łodzi, zostaje w Łodzi.

Miłym wydarzeniem był również fakt, że coolie (Michał) wyszedł z inicjatywą, żeby się ze mną skontaktować jako pierwszy (od momentu kiedy dałem sobie spokój z zabieganiem o innych), a efektem tego było to, że 30.04.2017 zjedliśmy razem śniadanie w "Szyby-Lustra" oraz skoczyliśmy razem na siłkę. Definitywnie dobrze spędzony czas.

***

Materialność
W kwietniu zacząłem i skończyłem porządki w mojej wynajmowanej kawalerce ^_^! Liczyłem na to, że spędzę np. w toalecie tylko 2-3 godziny, a skończyło się na tym, że łącznie całe mieszkanie sprzątałem 38,5h (a liczę tu tylko faktyczny czas poświęcony na sprzątanie)! Dzięki temu mam błysk w domu, ogarnąłem porządek w dokumentach i szufladach, zreorganizowałem sposób w jaki trzymam rzeczy, wygoniłem strzygę (choć to temat na zupełnie oddzielną rozmowę) i w ten sposób zrobiłem miejsce dla Boga, którego energia z wielką radością zawitała w moich progach. Finalnie - jest dużo bardziej ergonomicznie, a w domu mieszka Najwyższy ^_^


Bóg
Myślę, że na ten temat w tym poście wypowiedziałem się wystarczająco, więc nie będę się powtarzał i/lub pisał czegokolwiek na siłę ;)! Kocham Boga, ot co! Wiem i czuję, że Bóg kocha mnie... teraz tylko muszę mu "pozwolić" na tę miłość.

PS
Myślę, że mu się uda ;)



***



Amen.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=imp0BqHBxyQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=imp0BqHBxyQ</a>
95
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Regulamin Forum (i Dzienników Rozwoju Osobistego)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 16, 2017, 08:05:13 »



Witamy na forum projektu ŻyjW!ęcej



1. Po pierwsze
Za forum odpowiedzialny jest Administrator, czyli ja - Smiler. Wszystkie decyzje, które tu podejmuję są po to, aby w pełni realizować ideę ŻyjW!ęcej dlatego proszę o dostosowywanie się do wszystkich moich poleceń. Jeśli polityka forum Ci nie odpowiada - usuń konto ( ͡° ͜ʖ ͡°). Jednak jeśli zdecydujesz się kontynuować swoje działania w tym miejscu, oznacza to, że wyrażasz zgodę na akceptację wszystkich warunków związanych z forum ŻyjW!ęcej. W sprawach nieuregulowanych w niniejszym temacie zastosowanie mają przepisy prawa polskiego.



2. Po drugie
Najważniejszy dział to Dzienniki Rozwoju Osobistego (DRO). W wersji podstawowej Dziennik działa następująco:
  • Zakładasz swój temat i przedstawiasz się w nim.
  • Deklarujesz swoje cele (przykład z mojego Dziennika: Cele 2017).
  • Minimum raz na miesiąc piszesz podsumowanie swoich działań w kontekście deklarowanych celów (przykład z mojego Dziennika: Podsumowanie Kwietnia 2017).
Jeśli chcesz pisać częściej - droga wolna. Pamiętaj jednak, że żeby dostać wsparcie ode mnie, najpierw musisz na nie zasłużyć, a więc udowodnić mi, że Twój Dziennik to nie chwilowa fanaberia, ale silna, wewnętrzna potrzeba. Z tego względu pierwszych kilka(naście) postów prowadzonych przez kilka(naście) tygodni w Twoim dzienniku pozostanie bez mojej odpowiedzi, a jeśli Dziennik nie będzie regularnie aktualizowany, zniknie z forum.



3. Po trzecie
Za działanie na niekorzyść forum, reklamy oraz spam jest momentalny ban.



Życzę owocnych dyskusji!
Administrator forum ŻyjW!ęcej,
Smiler
96
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Maj 14, 2017, 20:34:51 »
TEMAT: OCZYSZCZENIE



Nie ukrywam, że muszę podsumować w moim dzienniku to, co miało miejsce w ciągu ostatnich miesięcy - a co dotyczyło tego forum - aby móc ruszyć dalej ze swoim życiem i z tym forum. Teraz, gdy minęło trochę czasu, jest miejsce, aby zrobić to na spokojnie i (w miarę) bez emocji. Uważam, że jestem to winny sobie i użytkownikom, którzy stąd odeszli jak również tym, którzy tu są i którzy tu będą. Wszystkie te osoby muszą wiedzieć co się stało, co ma miejsce teraz oraz jaka jest przyszłość projektu ŻyjW!ęcej.

PS
Miejcie na uwadze, żeby czytać ten post spokojnym tonem, bo w takim właśnie jest pisany.



1. Wstęp
Zacznijmy od tego, co się stało w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Gdybym miał to ująć w punktach, wyglądałoby to mniej więcej tak:
- na forum narasta negatywna atmosfera,
- zaczynają się kłótnie, dochodzi do podziału "Użytkownicy" vs "Smiler",
- bańka pęka i rozpływa się wodospad spierdolenia (płynie z dwóch stron, ale głównie od użytkowników, którzy różnie argumentują swoje osądy i działania),
- dochodzi do różnych prób naprawienia zaistniałej sytuacji,
- próby te zawodzą,
- najaktywniejsza część użytkowników wynosi się z tego forum na nowe, stworzone przez siebie,
- wodospad spierdolenia tętni jeszcze większym życiem,
- aż w końcu wygasa...
- ja dokonuję drastycznych zmian na forum w wyniku których zostawiam tylko jedno forum: "Dzienniki Rozwoju Osobistego",
- piszę tę wiadomość.



2. Geneza wydarzeń
Ogólnych przyczyn tego, co się ostatnio wydarzyło, doszukuję się w fakcie "zużycia się" idei ŻyjW!ęcej (ŻW) w takim formacie, w jakim to miało miejsce przez ostatnie lata. Najzwyczajniej w świecie uważam, że to wszystko się zestarzało. Od dłuższego czasu nasza idea była niczym stary, nieruchliwy, zapierdziały i zaropiały dziad. Dokładnie tak - zdziadzieliśmy. Nie uważam też, że jest to wina moja, chłopaków lub kogokolwiek. Tak po prostu się dzieje i żeby coś mogło funkcjonować dalej, potrzebny jest temu "restart"... a że żadne próby reanimacji się nie powiodły, to stało się tak, a nie inaczej.

Jednak na łonie tego forum dojrzało wiele ciekawych osób oraz (sub)idei. Osoby te w moim przekonaniu zbuntowały się przeciwko temu "dziadowi" i niczym nastolatki postanowiły zawalczyć o swoją tożsamość opuszczając to forum i znajdując sobie coś swojego (niestety dla mnie - ów stary dziad został utożsamiony ze mną). I gdy to piszę, nie mam na myśli niczego złego... bo choć zabrzmi to kuriozalnie - bardzo(!) się cieszę, że stało się tak jak się stało (o czym szerzej napiszę na końcu).

A jak ten schemat przejawiał się na forum?

Wszystko oficjalnie zaczęło się od tego, gdy 03.12.2016 na forum umieściłem w swoim dzienniku wpis pod tytułem "Dno" i jak sam tytuł wpisu wskazuje - można tam było znaleźć właśnie to, czyli dno (link do wpisu: http://zyjwiecej.pl/index.php?topic=103.msg26464#msg26464 ). Wpis ten był kolejnym postem w stylu "o jaki jestem beznadziejny i jak mi źle i jak żałosne jest życie" + "to wina ojca, środowiska i świata, że jest źle". Ktoś mógłby rzecz:
- Ja pierdolę, znowu to samo :facepalm:
i miałby rację! Za to ja sam nie spodziewałem się, że ten wpis wywoła taką gównoburzę, jakiej to forum nie miało jeszcze NIGDY (a która swój finał znajduje dopiero w połowie tego roku)!!!

To co nastąpiło po tym wpisie, to jest tyrada takiej beznadziei, że każdemu czytelnikowi wyjebałoby żenadometr w kosmos i dalej. Z mojej strony - bo wciąż się użalałem, a ze strony użytkowników - bo zaczęli na mnie napierdalać tak bardzo, że finalnie emocje wzięły górę i zaczęli wyżywać się na mnie, żeby pozbyć się swoich własnych frustracji.

Dlaczego było mi z tego powodu cholernie przykro?

Z tego względu, że nie jestem typem narzekacza. Ogólnie uważam siebie za człowieka czynu. ALE! Jako zodiakalny kot mam tak, że ludzie obserwując mnie z zewnątrz prędzej powiedzieliby, że się opierdalam niż tworzę cokolwiek. Prawda jest zupełnie inna - przez lata swojej aktywności osiągnąłem - w porównania do przeciętnej osoby - naprawdę dużo. Oczywiście nie mówię tu o takich kwestiach jak zarobki lub związek, bo tu szału nie zrobiłem, ale o najważniejszym wyborze jakiego dokonałem w życiu - o decyzji podążania za swoim duchem i za swoim powołaniem. Argumenty przemawiające za tym, że nie jestem typem narzekacza, który nic w życiu nie robi to m.in.:
- stworzenie od podstaw tego forum,
- stworzenie warsztatów OZDB i najlepszego mojego dzieła do tej pory, czyli płyty "Potęga Myśli",
- stworzenie inicjatywy i organizacji PonadPrzeciętni (PP), która teraz leży i kwiczy, ale którą w swoim czasie jeszcze podniosę z kolan,
- stworzenie całego systemu(!!!) do zarządzania, przewodzenia, projektowania, nauki itd., czyli 3S,
- a w ramach wszystkiego wyżej: prowadzenie blogów, vlogów na yt, trochę fanpage'y, wykładów, szkoleń i warsztatów - czego dusza zapragnie.

... i nadal cisnę swoje!

Nie mam spektakularnych sukcesów w swojej karierze lub życiu osobistym, ale nie przejmuję się tym z bardzo prostej przyczyny - wiem, że dokładnie tędy droga, gdzie teraz zmierzam i nadal wierzę(!), że to wszystko, czego doświadczyłem przez ostatnie 12 lat mojego życia ma dużo głębszy sens niż ten, który ja teraz pojmuję i naprawdę wierzę(!), że za tym wszystkim stoi Bóg, który kocha mnie do tego stopnia, że przeprowadzi mnie przez najgorszy syf tylko po to, abym był gotowy, gdy nadejdzie godzina mojej próby.

A godzina ta zbliża się wielkimi krokami.

I takie osoby jak jak - które dużo działają, przeżywają i myślą - gromadzą w sobie pewne lęki, niepokoje oraz myśli i aby prawidłowo funkcjonowały, muszą ten syf od czasu do czasu z siebie wyrzucić. Moim kiblem bardzo często był ten dziennik (i przyznam się tu po męsku, że bardzo często płakałem pisząc w nim wiadomości, bo szczerze się wtedy oczyszczałem - to z tego względu te emocjonalne posty są dla mnie tak istotne). Na moje nieszczęście żyjemy w czasach propagandy sukcesu i gdy ktoś (jak wtedy ja) czuje się smutno i potrzebuje zwykłego ludzkiego zrozumienia (jak wtedy ja) to w zamian otrzymuje kubeł zimnego coachingowego pierdolenia w stylu "ogarnij się".

Świetna rada, bulwo.

ALE OK! Nie można zabrać użytkownikom tego, że choć metody obrali bardzo brutalne to w jakiejś części odnieśli sukces. Sumując - gdybym był owym zwykłym narzekaczem, to po porcji takich wpisów, jakimi zostałem uraczony, najprawdopodobniej bym się zamknął w sobie i już nigdy tutaj nie wrócił. Na szczęście dla mnie takie coś nie zwaliło mnie z nóg, więc i też pozwoliło mi kolejny raz zrozumieć gdzie jestem ze swoim człowieczeństwem (tylko uprzedzam Was wszystkich na przyszłość - nie róbcie tak, proszę, w stosunku do innych osób, bo to będzie dla nich bardzo przykre doświadczenie, które wcale może im nie pomóc, a wyrządzić jedynie ogromną krzywdę :( ).

Wtedy cezar167 napisał mi:
Dam Ci 3 rady:
- przestan czytac te samodoskonalace sie gowno, Tobie to szkodzi bardziej niz pomaga,
- idz do roboty na pelny etat,
- zacznij codziennie rano i wieczorem cwiczyc i biegac.

Zarobisz i schudniesz to pogadamy.
Ktoś by powiedział, że nie wziąłem sobie tego do serca, ale zamiast słów niech przemówią czyny:
- nie czytałem takich książek, bo nie miałem czasu (choć przestać nie zamierzałem),
- znalazłem pracę, nadal w niej pracuję i chcę się tu rozwijać,
- codziennie o 6:00 jestem na siłce,
- zarobiłem i schudłem.

Czemu nie gadamy?

***

Wpis "Dno" oraz dyskusja po nim doprowadziła do tego, że użytkownicy zmienili postrzeganie mojej osoby. Część z nich przestała we mnie widzieć lidera (np. cezar167 usunął z tego powodu konto) i od tego momentu czegokolwiek bym nie zrobił, było źle. A najgorsze z tego jest to, że zamiast odciąć się od wszystkiego, próbowałem robić jeszcze więcej.

Wszystko zbiegło się w czasie ze zmianami na forum i otwarciem się na nowych użytkowników od dnia 01.01.2017r. (wcześniej forum było zamknięte dla osób z zewnątrz). Powoli nakręcał się młyn...



3. Gównoburza stulecia - emocje vs fakty
Zanim forum zostało otworzone na początku stycznia dla wszystkich użytkowników, miały tu miejsce reformy, a oto jak na samym końcu zostało to mniej więcej podsumowane przez użytkowników:

Smiler spierdolił forum (emocje) vs Projekt forum nie był mój (fakty)
Użytkownicy forum zarzucili mi pod sam koniec gównoburzy (czyli całkiem niedawno), że to co ja(!) zrobiłem z forum, ten cały projekt, jest o kant tyłka potłuc i "wszystko chuj". Prawda jest taka, że jeszcze przed grudniem 2016 założyłem fora pt. "Reformy 2017", które były widoczne przez najbardziej aktywnych użytkowników. W tematach, które się tam znalazły było dyskutowane wszystko - od nowego podziału forum po nazwy poszczególnych działów i ich opisy. Zostało ogarnięte w ten sposób absolutnie wszystko! Wyraziłem się też wtedy jednoznacznie, że "~80% tego, co zostanie wprowadzone nie jest w zgodzie z moją myślą", ale odpuściłem, bo wierzyłem, że możemy zrobić coś razem i że nie zawsze muszę mieć rację, lub że nie zawsze musi stanąć na moim oraz, że forum jest wspólne. I teraz uwaga, bo będzie petarda na pierdolenie w stylu, że to ja odjebałem. Gotowi? Uwaga, leci:
- KAŻDY użytkownik z tej ekipy miał możliwość założenia swojego tematu lub podjęcia w odpowiednim wątku dyskusji,
- KAŻDA decyzja, która była podjęta, była PRZEGŁOSOWANA,
- za NOWY UKŁAD FORUM i główną inicjatywę nie byłem odpowiedzialny ja, ale PC,
- pomysł wprowadzenia for OD ILOŚCI NAPISANYCH POSTÓW to nie mój pomysł, ale Mmefista (który pojawił się u niego w głowie na zlocie w Łodzi, który odbył się pod koniec 2016) - pomysł ten w największej mierze modyfikował PC,
- ja napisałem WIĘKSZOŚĆ (jeśli nie wszystkie) teksty na forum, które później były REDAGOWANE i POPRAWIANE według myśli innych osób,
- ja sam, idąc wbrew swojemu ego, wymyśliłem system, który to USPRAWNIAŁ i na bieżąco sumował nasze dokonania w stosunku do Reform 2017.

Jak sami widzicie - chłopaków dotknęło to, że po kilku miesiącach forum nie zaskoczyło tak, jak miało, więc by rozwiązać ten konflikt dysonansu poznawczego i obronić swoje ego gremialnie doszli do wniosku, że to ja spierdoliłem.

A kiedy wszystko zaczęło się pieprzyć i wina została zrzucona na mnie, to zamiast DZIAŁAĆ i podejmować INICJATYWĘ, wszyscy tylko czekali, aż cały projekt się wysypie.

I na sam koniec ciekawostka, czyli ostatnia, petarda, a w zasadzie dynamit: przez CAAAŁY CZAS trwania reform (a nawet wcześniej i gruuubo, grubo po nich) administratorami forum oprócz mnie był III oraz PC.


Smiler miał wyjebane na forum (emocje) vs Użytkownicy to typowe janusze (fakty)
W trakcie trwania gównoburzy Baal założył temat pt. "Forum = Potencjał", w którym ta cała gównoburza w szklance wody wirowała w najlepsze. Były różne pojazdy, ale gównie temat skupiał się na tym, żeby mi dopierdolić. Merytorycznie dobre i warte uwagi posty napisał tylko Baal (w wiadomości otwierającej) oraz Osiem. Reszta to wycieczki w moim kierunku. I pomimo tego wszystkiego, coś dobrego z tego mogłoby wyjść, gdyby nie fakt, że użytkownicy dali w tym wątku pełen pokaz ich możliwości i to jeszcze w 4D. Jak to się stało?

Otóż gdy gównoburza już przycichła i nic się tam nie kręciło, wróciłem do wątku i na spokojnie napisałem, aby teraz każdy zaproponował swoje zmiany. Żeby ułatwić takie działanie dałem wzór, aby użytkownicy napisali nagłówek z tytułem zmiany, a pod spodem w kilku zdaniach napisali dlaczego tak uważają. Jedyną osobą, która ogarnęła to po ludzku był Osiem, który tym sposobem dołączył do klubu 2 osób, które potrafiły z siebie wykrzesać coś więcej niż tylko tyrady w kierunku mojej osoby.

I poza Ósmym... cisza...

Cisza... cisza... wieje wiatr... cisza.

Z tego względu się zaktywizowałem i zacząłem zachęcać do pisania. Bez nienawiści, bez emocji. Rozwinąłem trochę wątek. Liczyłem na reakcję, ale spotkałem tylko ciszę.

Znów, po wielu dniach milczenia, przeszedłem do ofensywy, a więc wyzwałem użytkowników od typowych januszy. I jak się okazuje - miałem rację. Bo gdy przyszło do wprowadzanie REALNYCH i KONKRETNYCH pomysłów, to nie odezwał się nikt, ale do krytykowania mnie i pierdolenia na zasadzie "To źle, tamto źle" oraz "Smiler spierdolił" itd. to byli pierwsi. Dokładnie tak samo jak te wszystkie polaczki(sic), stare dziady, które wystają tylko na klatkach schodowych, rynkach w sobotę, tandetnych pijalniach piwa, by pierdolić w kółko, że "To źle", "Tamto niedobrze", "Ci oszukujo", "A tamci to kradno". I wszystko źle, ale kurwa RUSZYĆ SWOJEGO JEBANEGO DUPSKA, ŻEBY ZROBIĆ DLA TEGO KRAJU, KURWA, COKOLWIEK TO JUŻ RACZYĆ SIĘ NIE CHCE!!! Siedzą tylko i wytykają ludziom błędy, ale inicjatywy swojej nie mają za grosz.

I dokładnie tego doświadczyłem w tym temacie.

Jak możecie się domyślić, drodzy czytelnicy, awantura rozpętała się w najlepsze! Ale i ona przycichła... ale i ona ucichła.

Wtedy, pozbawiony już jakiejkolwiek nadziei, napisałem co konkretnie zrobię z forum. Dałem na start pakiet reform i powiedziałem, że jeśli użytkownicy nie będą się na ten temat wypowiadali to za 1-2 tygodnie zmiany wchodzą w życie, więc mają czas, żeby je dyskutować. Co znalazłem?

Znowu ciszę.

Ale teraz cisza zawiała naprawdę srogo.

Po takich doświadczeniach ja już nie byłem tak skory do zachęcania użytkowników do pisania, ale monitorowałem temat. I w momencie największej ciszy, największego braku zainteresowania wątkiem... powstał nowy temat założony przez Baala (jeśli dobrze pamiętam), w którym użytkownicy proponowali zmiany na forum, a który w tytule jasno wskazywał, że pomysłodawcą tych zmian jest Cao. Gdy przeczytałem wątek zapałałem entuzjazmem, ale po chwili dotarło do mnie, że:
- Hej! Zaraz, zaraz... ja to gdzieś już to czytałem!... A! Wiem! Przecież to kropka w kropka moje propozycje z wcześniejszego tematu!!!
i z radością pobiegłem szukać "Forum = Potencjał", by się przypomnieć i zacytować moje pomysły jako podbitkę, ale nie miałem prawa go znaleźć, bo ekipa ten temat wcześniej... usunęła (tak samo jak i później "ich" temat z propozycjami zmian na forum, który był ewidentną podpierdolką moich koncepcji).

Próbowałem wyciągnąć od Baala dlaczego to zrobili i usłyszałem tylko, że temat ten był powodem kłótni. Tak - dokładnie ten sam temat, który leżał nieruszony od kilku(nastu) dni. Temat, który zostawiłem w spokoju. Temat, który WYBITNIE obnażył to, że mieliśmy cały czas do czynienia z ludźmi, którzy tylko potrafili wytykać błędy, ale którzy sami nie potrafili nic konstruktywnego zrealizować. Temat, który był w tej kwestii ewidentnym dowodem na to, że próbowałem wszystkich metod, aby na samym końcu przynieść ludziom projekt moich zmian na talerzu, który później został bezczelnie przez nich skopiowany i podpisany własnym imieniem. Przypadek?


Smiler zachował się chujowo (emocje) vs Hipokryzja na całego (fakty)
Rozstanie ŻW było/jest naprawdę niemiłe. Jest pełne dosadnych słów i nie mniej dosadnych czynów. Nadal wierzę, że to nam (mi na pewno) lepiej wyjdzie na zdrowie w kontekście długoterminowym niż teraz to odczuwam, ale mimo wszystko wiele tych wydarzeń rani.

Z mojego punktu widzenia już wiemy, że uważam, że idea ŻW się zużyła w takiej formie i "coś" rosło oraz potrzebowało przelać czarę goryczy, by wypuścić na świat nowe (domyślnie: lepsze) istnienie. Co to będzie? - czas pokaże, ale na razie za wcześnie dawać wyrok zwycięstwa/przegranej któremukolwiek z projektów. Szkoda tylko, że wszystko odbywa się w takiej atmosferze i tymi metodami.

A jedna szczególna metoda jest taka, że ekipa się ode mnie odcięła i jest/było im wygodnie na mnie napierdalać. Przejawem tego niech będzie fakt, że po zlocie w Krakowie (luty 2017) wracając autem z Cao kilkukrotnie prosiłem go, aby dołączył mnie do konwersacji na FB pt. "Kitraszenie". Wiedziałem już wtedy, że dzieje się źle i chciałem pojednania. W samochodzie jechał też III, który wszystko doskonale słyszał. Do konwersacji nigdy nie zostałem włączony.

Myślę, że już wtedy stałem się "antypunktem", a więc punktem odniesienia do tworzenia się nowej tożsamości grupowej. "Smiler to ten zły, nie bądźmy jak on, stworzymy coś swojego i to będzie lepsze".

Fajnie i nawet całkiem słuszne, ale tylko pod warunkiem, że konsekwencją takich myśli będą działania, które faktycznie doprowadzą do powstania nowej jakości, a nie tylko permanentnego robienia wszystkiego na odwrót niczym ruskie(sic) podczas zimnej wojny. Czy tak będzie? To znów pokaże czas. Na razie myślę, że im się to wstępnie udaje, bo od momentu rozstania nie piszą nic tutaj, więc pewnie są zajęci swoimi sprawami i jeśli tylko te sprawy dotyczą ich działań (a nie krytykowania moich) to jest to dla nich dobre (chyba, że po prostu strzelili focha, co w ich przypadku też jest prawdopodobne :P).

Mimo wszystko w tym całym zajściu to ja jestem ten zły i to mnie zarzuca się brak polotu. W konwersacji na shoutboxie prosiłem o gentelmeńskie rozstanie i... zostałem wyśmiany. Dlaczego? Bo wytknięto mi wtedy, że na zlocie w Łodzi (końcówka 2016) zadzwoniłem do swojej byłej po pijaku i wdałem się z nią w jałową dyskusję. I chwilę temu - przy okazji moich próśb o zachowanie fasonu przy rozstaniu - z tego względu wytknięto mi grubiaństwo, brak polotu i dwulicowość. <ironia>No i jak ja mogłem wymagać od nich gentelmeńskiego rozstania?</ironia> Tylko jakoś, kurwa, nie przypominam sobie, by ktokolwiek wtedy próbował mnie powstrzymywać przed wykonaniem telefonu w taki sposób, żeby faktycznie mi to uniemożliwić. Ba! Wszyscy się wtedy świetnie bawili, a niektórzy nawet bili brawo!
#hipokryzja

Kolejna kwestia to obwinianie mnie za wszystko, o czym już wspominałem. Ja pokazałem użytkownikom, że u mnie w relacjach z bliskimi wszystko jest w jak najlepszym porządku. Założyłem również, że u nich też. Wniosek - jeśli u nich w relacjach jest super oraz u mnie też, to znaczy, że obie strony (i ja i oni) potrafią tworzyć i utrzymywać wartościowe relacje. Proste. Kolejny wniosek z tego płynie taki, że jeśli obie strony potrafią tworzyć wartościowe relacje, ale między nimi konkretnie coś nie gra, to coś jest nie tak w tym układzie. Oczywiście wszystkiemu winny byłem/jestem ja.
#hipokryzja

Popis tego typu zachowań uskutecznił tutaj PC, czemu wtórował III i Mmef. Otóż PC w swoim stylu (a więc konkretnie i kulturalnie za co mu jestem naprawdę wdzięczny) wypunktował, że nie zamierza słuchać kogoś (w sensie: mnie), kto swoją postawą nie udowadnia, że żyje tym co robi (i słusznie). Zostało mi zarzucone, że szkolę ludzi z komunikacji/relacji a sam nie potrafię tego robić, więc on jednoznacznie będzie się takiemu zachowaniu przeciwstawiał. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo w ich oczach rzeczywiście mogłem już się tak jawić (o czym wspominałem na początku tego posta), ale temat podjął też III.

Tak, dokładnie ten sam III, który chwali się kilkuletnim doświadczeniem w sprzedaży, a który nie potrafił przepchnąć kilku prostych spraw na forum (tak, będę Ci to wytykał Marcin). No i jest jeszcze jedna sprawa naszych "rycerzy" - III (wraz z Mmefem) przyjmuje porady dietetyczne od petitki i jakby ktoś nie wiedział - petitka ma nadwagę. Tak, dokładnie. Przyjmują porady dietetyczne od dziewczyny, która ma problemy z nadwagą, a która - swoją drogą - też świetnie się bawiła jadąc po mnie jak po burej suce, gdy tylko mogła. Oczywiście w jej/ich przekonaniu to wtedy były żarty, gdyż jak oni mi jadą ja świni to to są żarty, ale jak ja im cisnę, to już jest "na poważnie" i "czynię spustoszenie"... nawet gdy najebię śmiesznych emotek w zdaniu jak rodzynek w serniku, żeby dać wszystkim do zrozumienia, że przekazuję swój punkt widzenia, ale w formie dosadnego żartu. Im wolno, mnie nie.
#hipokryzja

No więc jak to jest, że III i Mef przyjmują porady dietetyczne od kogoś, kto swoją postawą nie świadczy o spójności i że PC nie walczy z taką osobą tak zaciekle jak ze mną (bo nie przypominam sobie, żeby petitce wytykał brak owej spójności z takim samym zaangażowaniem jak mnie), ale mnie jako lidera/szkoleniowca się wypierają? Czyżby to mogło mieć coś wspólnego z tym, że petitkę lubią, a mnie nie? Czyżby to było tak, że "jebać zasady, jak jesteś z nami, to wolna amerykanka" oraz "jak jesteś naszym wrogiem to choćbyś sypał nam płatki kwiatów pod nogi i tak Cię zgładzimy"? No bo według nich mamy dwie osoby, które swoim życiem nie pokazują, że robią to co mówią:
- lidera, który nie umie przewodzić (ja),
- dietetyczkę, która ma nadwagę (petitka).
Jednak jakimś cudem tego pierwszego nienawidzą, a tę drugą kochają.
#hipokryzja

***

Drzazgę w oku bliźniego widzicie, belki w swoim nie dostrzegacie.



4. Gdy kurz opada
Relacje między nami popsuły się do tego stopnia, że pewne osoby są u mnie skreślone i nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić co musiałyby zrobić, żeby odzyskać moje zaufanie. Oczywiście przy założeniu, że w ogóle by tego ode mnie oczekiwały. Na dzień dzisiejszy ja jestem w stanie powiedzieć jedno - mnie na nich nie zależy, ale na pewno nie będę im przeszkadzał. Liczę na to, że te działania, których się podjęli, pozwolą im spojrzeć w przyszłości na to, co tu się obecnie wyprawia, z zupełnie innej perspektywy. Bądź co bądź - ŻyjW!ęcej powstało daaawno temu z mojej inicjatywy i buntu wobec innego forum, więc historia zatacza koło. Jednak tamto forum się po prostu sprzedało, a ja zawsze byłem na straży swoich wartości. Mimo wszystko jeśli z tego powodu miałaby powstać konkurencyjna dla ŻW inicjatywa to nic, tylko się cieszyć, bo im większa konkurencja, tym lepiej dla wszystkich. Boję się tylko, żeby nie skończyło się na tym, że zamiast cisnąć wszystko do przodu jedna ze stron (lub obie) pogrążą się we wzajemnych oskarżeniach. Ja atakować nie będę, bo mam lepsze rzeczy do robienia, ale na pewno też nie pozostanę bierny, jeśli takie ataki będą dalej szły w moim kierunku.

Póki co - karuzela spierdolenia powoli przestaje się kręcić, ale mniemam, że ten post może ją jeszcze na chwilę popchnąć do przodu. Czy tak będzie? Jest mi to obojętne. Ekipa pewnie rzuciłaby w tym momencie hasłem, że "potrzebuję atencji" i że bez takich użytkowników jak oni, nic się tu nie będzie działo i to upadnie.

Nie.

Nie upadnie.

Dlaczego? Dlatego, że przez lata swojego życia nauczyłem się żyć przede wszystkim dla siebie. Niestety, ale taka jest brutalna prawda na mój temat - jestem frustratem. Na wielu polach - życia osobistego, relacji damsko-męskich, kariery itd. Dawno temu obwiniałem za to wszystkich dookoła, ale tak szczerze, to w pełni zaczęło to wszystko do mnie docierać dopiero w tym roku, gdy postanowiłem, że to będzie "mój rok". Swoimi wyborami stałem się taki, jaki się stałem i będę w kółko powtarzał, że jest to tak samo moja wina jak i zasługa. Niczyja inna, moja. Nigdy nie byłem tym pięknym, na którego leciały dziewczyny. Nigdy nie byłem tym bogatym, z którym trzymali się ludzie. Nigdy nie byłem tym fajnym, który bujał imprezy. Z własnej winy/zasługi znalazłem się poza nawiasem... i choć na zewnątrz mogłem wydawać się osobą będącą w wirze życia (lol, jak to brzmi), to gdzieś w głębi duszy zawsze byłem sam (z własnej winy/zasługi). Ale walczyłem i co swoje ugrałem. Dziś umiem to robić - żyć dla siebie. Nie potrzebuję ludzi do życia tak bardzo jak potrzebuję siebie i ciszy - nauczyłem się być samowystarczalnym. I nawet, gdybym na tym forum miał pisać tylko ja, to będę.

(...) tak żyje od małolata, moje miejsce to cień tego świata
Nie którzy mają mnie za wariata.

Poza tym uważam, że rozumiem to forum znacznie lepiej niż większość piszących tu userów (z racji pełnionych funkcji administracyjnych, często bywałem w "oku cyklonu"). Wiem co jest rdzeniem ŻyjW!ęcej, bo sam go opracowywałem! I wiem również, że jest tu kilka esencji, dzięki którym to forum żyje i będzie się rozwijało. I jedną z tych esencji jest... "Dajary of Smiler". Dokładnie tak. Można mi zarzucić wiele rzeczy, ale na pewno nie brak konsekwencji, bo to nie kto inny a właśnie ja za ~1 rok będę obchodził 10-lecie(!) prowadzenia swojego dziennika. To forum i ten projekt póki co przetrwa największą burzę jaką tylko możecie sobie wyobrazić, bo mają mnie. I być może dla Was nie jestem już liderem (i macie pełne prawo do tego zdania - rozumiem je i akceptuję), ale ja teraz czuję się nim tu pełniej niż kiedykolwiek wcześniej! I możecie mnie obrzucać obelgami według woli, ale prawda jest taka, że w najgorszych chwilach ja nigdy nie straciłem wiary w ideę ŻW, nigdy nie zawiodłem i to ja nas podnosiłem z kolan. Dla mnie to, co się dzieje teraz, to kolejne wyzwanie, ale już nie takie trudne jak wcześniej, bo przechodziłem przez nie tyle razy, że wiem czego się spodziewać. Pomimo faktu posiadania w głębi siebie tej pewności, nie tracę czujności, żeby (znowu) nie wyłożyć się na prostych sprawach. Tym razem jednak naprawię wszystko inaczej - na spokojnie i bez pośpiechu za to z głową i bezlitosną konsekwencją.

***

Dnia 24.04. na forum wbił się kolejny spamer, który w ofercie miał chyba kolejną pompkę do penisa (a na bank nie był to bot, bo zabezpieczenia forum uniemożliwiają wejście takich skryptów). Co zrobił Mmefisto i Baal? Zaplusowali wiadomość. Dokładnie tak - dla nich to było zabawne, że ktoś pojawił się na forum i zrobił syf. Nie zgłosili tego, nie napisali na shoutboxie i nie usunęli, choć mieli takie uprawnienia. Nie. Zaplusowali wątek. To zupełnie tak, jakby śmiali się z tego, że ktoś wszedł do ich domu, w którym mieszkali przez ostatnich kilka lat życia, nasrał na środku dużego pokoju, powtykał w to kredki i powiedział, że "krecik od dzisiaj mieszka z nami".

A ja za każdym razem chłopaków wspierałem. I powiem Wam wszystkim szczerze - były takie momenty, gdy miałem Was serdecznie dosyć i byłem na Was taki wkurwiony, że nie jestem tego w stanie opisać... ale mimo-kurwa-to potrafiłem wejść na forum i dać Wam plusy w Waszych tematach, bo wiedziałem, że to co w nich robicie jest dla Was istotne. Robiłem to również wtedy pomimo faktu, że wy nie potrafiliście "odbić piłeczki" i nawet nie chciało Wam się kliknąć "+" w którymś z moich wyzwań. Mówiłem sobie w duszy "pieprzyć to, będę wzorem!". Słuchałem w sobie słów Jezusa: "Głodnych nakarmić" i dopiero dziś rozumiem jak na opak to wszystko pojmowałem.

Wszystkim użytkownikom - tym, którzy najaktywniej mnie atakują jak i są obojętni wobec sprawy - pomagałem jak tylko się dało. Baalowi wielokrotnie mówiłem, żeby myślał nad karierą pisarską, bo chłopak ma do tego dryg. III przez ostatnich kilka tygodni pomagałem napisać jego "CV", które (mam nadzieję) śle do najbogatszych ludzi w Polsce. Gros spośród tej roboty zrobił on, ale zawsze mógł ode mnie liczyć na poprawki, redakcję i wsparcie... i nawet jak już mi się w stosunku do niego przebrała miarka, a on napisał do mnie PW z kolejnym zapytaniem o jego "CV", odpowiedziałem - tak zdawkowo i tak wkurwiony jak tylko się dało - ale odpowiedziałem. Jednym słowem, ale odpowiedziałem. Nie potrafiłem Was ignorować.

Nienawidzę pożyczać ludziom swoich książek, ale jak Mmef zapytał o to, czy może przytulić "Skuteczne Metody Sprzedaży" Tracy'ego to nawet się ucieszyłem, bo dobrze, gdy ludzie czytają. Nie potrafiłem Was ignorować.

Z tego też względu petitce starałem się strzelać komplementy, jeśli była ku temu okazja. Gdy negowała swoją urodę (jak to kobieta), od razu to ucinałem. Zwracałem uwagę na jej mocne strony i je chwaliłem... nawet jak byłem pijany (i wiele z tych rzeczy, które razem robiliśmy, petitko, było właśnie po to, żeby Ci pomóc zrozumieć jaką jesteś osobą, bo ja sam mam niskie poczucie swojej własnej wartości i wiem jak bardzo czasami potrzebuję, żeby ktoś był blisko i bezwarunkowo przytulił), robiłem/mówiłem pewne kwestie po to, żeby Was wzmacniać. Nie potrafiłem Was ignorować.

Innych użytkowników, tych którzy raczej do sprawy podchodzą obojętnie i z dystansem, też wspierałem jak się dało. Gdy coolie rozstał się ze swoją dziewczyną, byłem przy nim i słuchałem jego historii, bo wiedziałem jak ważne to jest, a znałem go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nienawidzi pisać, za to chętnie porozmawia. Ja mam swój dziennik i gdybym myślał tylko przez swój pryzmat, rzuciłbym mu hasło, żeby się "wypłakał na forum", bo w końcu "skoro mi pomogło, to Tobie też". Niemniej jednak potrafiłem myśleć o innych tak, aby ich zrozumieć.

Zawsze na forum starałem się wspierać Ósmego, bo uważam, że chłopak potrzebuje jeszcze dla siebie chwili, ale jak już coś złapie, to zrobi dla ludzi dużo dobrego. Z Owcą pamiętam rozmowy w Krakowie u niego w kuchni, gdy mu - i innym na zlocie - tłumaczyłem podstawy aspektów związanych z typologią osobowości - chciałem, żeby bardziej zrozumiał siebie i być może przestał obwiniać siebie za niektóre jego zachowania. Innym użytkownikom zawsze starałem się odpisywać w dziennikach. Czasami po wielu tygodniach(!), ale jednak. Wiedziałem, że muszę i koniec. Wierzyłem, że na mnie czekacie i że choć trochę mogę być w Waszym życiu ważny. Takie było moje nastawienie - nie potrafiłem Was ignorować.

Nie wpierałem wystarczająco tylko jednego człowieka, a była to de facto osoba, która jako jedyna potrafiła mnie zrozumieć i którą ja również zrozumieć potrafię... ale do tego jeszcze wrócimy, prawda Młody? Thinker opuścił to forum już jakiś czas temu i pomimo tego, że to bardziej ja olałem jego niż on mnie, to czekał. Jakież to głupie, że tak bardzo zabiegałem o względy Waszych osób, podczas gdy całą swoją siłę powinienem był skoncentrować zupełnie gdzie indziej. To o czym piszę uświadomiłem już sobie jakiś czas temu i wdrożyłem to w taki sposób, że zostawiłem Konrada w spokoju i nie namawiałem do powrotów. I teraz też tego nie zrobię, bo to nie jest tak, że z Wami mi nie wyszło, to pobiegnę do Thinkera. Obecnie odrzucam z tego forum wszystkich, jak leci. Tych, którzy mnie nienawidzą, dla których jestem obojętny i którzy mnie kochają. Bez litości, każdy ma zafundowany powrót do korzeni.

Kiedyś o Was zabiegałem, ale jednak ta postawa się teraz zmienia, bo zbyt wiele zrozumiałem.

Tych kilku użytkowników, których wymieniłem na górze to czasami istotne dla obecnej sytuacji osoby (jak Mmef, III lub petitka) a czasami przypadkowe jednostki, które według mnie już nie angażują się w którąkolwiek ze stron i są po prostu użytkownikami (np. Osiem, Owca, czy coolie [który jako pierwszy wyszedł z inicjatywą zagadania ze mną - gdyż byłem ciekaw kto pierwszy to zrobi, gdy ja się od wszystkich odwrócę - a któremu jestem za to wdzięczny i co będę pamiętał do końca życia]). Każdemu starałem się pomóc jak najlepiej potrafiłem oraz dopasować tę pomoc do potrzeb i do warunków. I im więcej spędzałem z tymi wszystkimi ludźmi czasu, tym bardziej im ufałem, a im bardziej im ufałem, tym bardziej się przed nimi otwierałem. I być może nie otworzyłem się całkowicie od A do Z, ale na pewno tak, jak przed nikim innym wcześniej w życiu.

I to kurewsko boli, że to, co mówiłem lub robiłem - mając w głowie kompletne zaufanie w stosunku do niektórych spośród tych ludzi (które sprawiało, że czułem się bezpiecznie) - jest teraz bezczelnie wykorzystywane przeciwko mnie.

Życie.

I jak to mawiają amerykanie(sic 8D) - "lesson learned".

***

Śmieszy mnie bardzo asekuracyjne traktowanie tego forum i żegnanie się z nim i ze mną na zasadzie "może tu jeszcze wrócę", "może będę od Ciebie coś jeszcze potrzebował, Smiler, więc Ci dopierdolę, ale nie miej mi tego za złe". Mam dokładnie takie wrażenie, że teraz wszyscy pokazują mi środkowy palec, ale nie do końca chcą sobie ze mną psuć relacje, bo "a nuż się jeszcze przydam". Możecie po mnie wszyscy jechać równo, ale też i wszyscy doskonale czujecie wewnątrz swoich trzewi, że mi się, kurwa, uda osiągnąć wszystko to, czego chcę i wiecie, że ze względu na tę właśnie wściekłą i zażartą upartość będę miał w przyszłości to, czego wy też pragniecie... i że warto byłoby być wtedy koło mnie. I wiecie, że mam takie umiejętności, których nie ma w Waszym otoczeniu nikt inny i że byłem Was w stanie tego nauczyć... ale teraz źródełko wyschło i będziecie musieli sobie radzić sami.

Niestety takie traktowanie mojej osoby pozwoliło mi dostrzec to, że dla wielu ludzi jestem wartościowy... ale nie jako człowiek, lecz jako umiejętności, jako narzędzie. W pracy mogą mi za to płacić i spoko, bo to fair układ, ale w relacjach? Nie odpowiada mi to.

Bardzo.

Ale cóż - sam sobie na to pozwoliłem, więc jeśli piłka jest zawsze po mojej stronie to, co mógłbym zrobić?



5. Zmiana, czyli efekty działania
Mogę również z całą szczerością napisać tu, że też miałem swoje epizody "hipokryzji" i błędem byłoby postrzeganie mojej osoby jako tego "jedynego prawilnego rycerza". Nie. Miałem swoje przekonania, miałem swoje "jazdy", popełniłem błędy. Jasne. Tylko, że już nie mam zamiaru ich punktować, rozliczać się z nich, przepraszać i mówić, co zrobię, żeby to naprawić. Dosyć z tym. Dlaczego? Dlatego, że zawsze, gdy to robiłem, liczyłem na to, że druga strona zrobi to samo, a jednak za każdym razem zamiast moich oczekiwań, okazywało się, że ludzie wsiadali na mnie jeszcze bardziej. No cóż - Ci, którzy nie potrafią wziąć na siebie odpowiedzialności, nigdy nie zrozumieją człowieka, który rozlicza się ze swojej... oni zobaczą "winnego".

I ja tym winnym byłem przez większą część swojego życia, a (różne) wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy skutecznie mnie z tej roli wyprowadziły. Już coraz mniej we mnie cierpiętnika, który będzie się "samookaleczał" braniem wszystkiego na siebie. Poznałem siebie. Przechodzę do ofensywy. Zbyt dużo o sobie wiem, by zrozumieć, że taka postawa była tylko dla mnie odzieniem. Co więcej - było to ubranie złe, bo kompletnie niepasujące do prawdziwego mnie zarówno pod względem praktycznym jak i estetycznym.

I wiem, że w tym wszystkim nie jestem sam, a że w zasadzie takich jak ja jest bardzo wielu:

The rebellious spirit has produced some angry young men...
some rebels with and without a cause.
Their frustration, their anger or just plain energy
are released in different ways.

Mam dość udowadniania światu, że na coś lub na kogoś zasługuje. Już nawet nie mam na to wyjebane. Ja mam na to wypierdolone!

Mam dość biegania za ludźmi, włażenia im w dupę, robienia czegoś dla nich za frajer. Mam dość braku szacunku do własnej osoby, niedoceniania siebie i nie cenienia swoich umiejętności.

Od teraz to świat i ludzie mają mnie(!) udowodnić, że to oni zasługują na mnie.

Komuś może to nie odpowiadać. Trudno. Najwyżej nie będziemy mieli szansy razem działać. Mam wypierdolone.

Mam temu światu wiele do zaoferowania, ale już nie ma nic za darmo. Teraz myślę najpierw o sobie, a dopiero później o innych. Teraz na szczycie mojej hierarchii jest Bóg, później jestem ja, następnie moja rodzina, a o resztę miejsc w moim życiu ten świat i Ci ludzie będą musieli ze sobą walczyć.

Kiedyś myślałem, że mówienie o swoich sukcesach to bałwochwalstwo. Dziś rozumiem, że bałwochwalstwem jest bezkrytyczne podejście do własnej osoby, a takim człowiekiem definitywnie nie jestem. Brutalna prawda na temat ŻyjW!ęcej jest taka:
- to ja Was powyciągałem z forum Sztuki Uwodzenia,
- to ja wymyśliłem nazwę "ŻyjWięcej",
- to ja stworzyłem to forum od podstaw,
- to ja opracowałem całą szatę graficzną oraz wszystkie wpisy na bloga (gdy istniał) oraz cały copywriting ŻW,
- to ja zainwestowałem w to najwięcej czasu i energii, żeby to wyglądało i działało tak jak teraz,
- to ja włożyłem w to najwięcej hasju,
i dlatego to forum jest MOJE.

Już nie jest Wasze, już nie jest wspólne. Sami wypisaliście się z tej bajki.

Od teraz to forum jest MOJE i będę tu działał w myśl moich zasad, bo zrozumiałem kolejny fragment tego, czym jest przywództwo.

Otóż używając metafory budowania czegoś z klocków Lego, ja byłbym osobą, która miałaby świetny pomysł i momentalnie do realizacji tego pomysłu zaprosiłaby innych do wspólnego stołu. I choć miałbym precyzyjny pomysł, to i tak zrobiłbym networking, zebrał pomysły od wszystkich i zaczął budować. I tak było kiedyś. Niestety - kompletnie nietrafiona strategia. Ja mam swój pomysł, ale po chwili okazuje się, że wszyscy widzą to inaczej i zamiast przewodzić, zaczynam łagodzić konflikty, próbować pojednać ludzi, zachęcać itd.

Taki błąd popełniłem z ŻW i PonadPrzeciętnymi. Miałem bardzo konkretny cel i pomysł co z tym zrobić, ale chciałem działać wspólnie na zasadzie "zróbmy to razem", więc angażowałem się w inicjatywy w taki właśnie sposób. Ale im dalej w las tym więcej drzew i zamiast lecieć do przodu w ferworze walki, ja zaczynałem się topić w swoim własnym bagnie. Wtedy tego nie widziałem w ten sposób - wtedy myślałem, że to moja wina i że im bardziej się zaangażuję, tym szybciej z tego wyjdziemy. Tylko, że jak wciągają Cię ruchome piaski to im bardziej się motasz, tym szybciej Cię wciągają i tym szybciej zdychasz.

Z zajebistych i bardzo konkretnych pomysłów (ŻyjW!ęecej i PonadPrzeciętni) zostało mi wcześniej wspomniane "dno". Wszytko się rozmyło, przeleciało przez dłonie jak ziarnka z owych ruchomych piasków. To, co miało dawać mi siłę, ostatecznie mnie zniszczyło. Nie jest to tylko moja wina, ale jak pisałem - nie mam zamiaru teraz się kalać i przepraszać za swoje błędy, bo już wiem, że w zamian nie dostanę tu uderzenia w pierś od drugiej - współodpowiedzialnej - strony w myśl idei "mea culpa", nie dostanę tu rozliczenia tej drugiej strony, ani zrozumienia, a jedynie wyrzuty, opierdol i zrobienie ze mnie winnego.

Pierdolę.

Zrobię to po męsku:

To, co się tu stało, biorę na klatę. Tyle w temacie.

***

A skoro tę część oczyszczenia mamy za sobą, to czas przejść do konkretów.



6. Stara szkoła
Wracamy do starej szkoły, bo jej zasady zawsze dobrze mi robiły i zawsze zapewniały mi zwycięstwa. Z tego też względu forum to będzie prowadzone tak, jak w głębi duszy czuję, że od zawsze powinno. Ostatnie wydarzenia z życia doprowadziły mnie do tego, że "odblokowałem" w sobie kolejny poziom tego, kim jestem i...

I patrzę na siebie z tej pozycji, łapię się za głowę i nie dowierzam, że robiłem takie głupoty.

Dlatego czuję się zobowiązany, żeby Wam napisać w myśl jakiej zasady będzie działało od teraz to forum:

DZIAŁASZ TAK, JAK CI MÓWIĘ, ALBO WYPIERDALAJ.

(Pragnę zwrócić uwagę, że to zdanie nie kończy się wykrzyknikiem, ale kropką... i tak - jest to "kropka nienawiści").

Na jakich fundamentach jest położna ta zasada?

Po pierwsze zakładam, że WiemW!ęcej na temat tego forum i tej idei niż inni użytkownicy. Mam określone pomysły i plany i będę je realizował niezależnie od Waszego "widzimisię". Przychodząc tutaj wpadasz w te ramy. Te ramy nie będą się dostosowywały do Ciebie, użytkowniku. To ty masz się dostosować do nich. Nie pasuje Ci? Wypierdalaj.

Po drugie zakładam, że nie będziecie mieli praktycznie żadnego wpływu na politykę tego forum. Jeśli będziecie chcieli mieć tu siłę przebicia, będziecie musieli zapierdalać, aby stanowić jakikolwiek autorytet dla innych użytkowników i to w zasadzie Wasze jedyne pole manewru. Podważając mój autorytetj, podważacie autorytet kogoś, kto swój dziennik prowadzi prawie 10 lat, a tę inicjatywę już prawie 7 i ja sobie na to nie pozwolę. Na wszystko będziecie musieli zasłużyć. Nie podoba się? Wypierdalaj.

Po trzecie zakładam, że jestem zobligowany przede wszystkim wobec Boga oraz siebie. Wy, będąc na tym forum, jesteście zobligowani wobec mnie. Ja sam sobie udowodniłem wiele razy, że potrafię się trzymać swoich postanowień oraz brutalnie się ze sobą rozliczać, więc nie spuszczę z tonu. W związku z tym to ja będę się rozliczał przed sobą i Bogiem ze swoich decyzji, a wy ze mną ze swoich. Wy nie macie prawa mnie rozliczać, a ja się przed Wam tłumaczyć nie będę, bo to nie jest, kurwa, demokracja, a wy nie jesteście instytucją kontrolną. Nie odpowiadają warunki? Wypierdalać!

***

Jak próbowałem łagodnie, miło i z wyczuciem, to wszystko poszło się pierdolić. To teraz będzie inaczej, bo wreszcie do tego dojrzałem i wreszcie to w sobie odkryłem.

Uraziłem Wasze uczucia?

Mam wypierdolone.

Jeszcze coś, bo spieszę się na samolot :zuo:



7. Epilog
Co z Wami?

Panowie i Panie, powiedzmy sobie szczerze - zmęczyliśmy się sobą.

Kiedyś to forum tętniło życiem, działo się tu wchuj, a teraz panują tu tylko niekonstruktywne kłótnie. Nie odpowiada mi to, robię tu porządki, teraz będzie po mojemu. Co Wami? Nie wiem, mam wypierdolone. Jednak możecie być pewni, że nie będę Wam przeszkadzał, ale też nie liczcie na to, że będę Wam w czymkolwiek pomagał. Żyjcie i rozwijajcie się. Wyciągnijcie wnioski z tego, co się tu dzieje. Pomimo emocjonalnych fragmentów, szczerze życzę Wam sukcesów. Nauczyłem się tego. Nauczyłem się wybaczać (i nie mówię tu o sytuacji, a o tym jak zostałem potraktowany i zraniony, bo to boli po prostu). Wybaczyłem swojemu ojcu to, co zrobił mnie i mojej rodzinie, więc wybaczenie Wam Waszego zachowania w stosunku do mojej osoby też jest osiągalne. Mam nadzieję, że i Wy kiedyś wybaczycie mi. Idźcie i działajcie, miejcie z tego zabawę i uczcie się, bo o to w tym wszystkim chodzi.

Rada w stosunku do mnie: jestem ostatnią osobą, która szuka problemów, ale pierwszą, która nie da sobie wejść na łeb. Uderzcie w stół, a na pewno się odezwę.

Rada ode mnie dla Was: postawcie sobie wyzwanie większe niż wy wszyscy razem wzięci, bo tylko to zmusi Was do tego, aby przekraczać swoje granice.

Na razie takich rzeczy u Was w oczach nie byłem w stanie dostrzec i mam wrażenie, że przed swoimi demonami bardziej uciekacie, zamiast się z nimi zmierzyć. Życzę Wam siły, aby wreszcie podjąć z nimi walkę.

Możecie mówić, że byłem kiepskim liderem, ale też prawda jest taka, że niewielu w swoim życiu mieliście. Czas pokaże czy wy sami będziecie potrafili wyjść poza swoje pudełka i stać się kimś, kto będzie potrafił przewodzić. Bez nienawiści i bez emocji - szczerze Wam tego życzę, bo tego potrzebuje ten świat i tego potrzebuje moja ojczyzna.

***

Co z forum?

Dawno temu Zeff powiedział, że ze wszystkiego, co jest tutaj najbardziej wartościowe zostawiłby dzienniki. Jakieś parę lat zajęło mi zrozumienie tego, że miał rację. Dzienniki Rozwoju Osobistego to jeden z najbardziej esencyjnych sposobów wyrażania idei ŻyjW!ęcej i jestem na siebie wściekły, że nie rozumiałem tego wcześniej. Na szczęście opamiętanie przyszło w samą porę.

Dziś rozumiem czym jest rdzeń organizacji. Nasz zawiera się w samej nazwie - Żyj Więcej. Ot tak, po prostu. Więcej niż w poprzednim tygodniu lub miesiącu. Walcz ze sobą o siebie. Przekraczaj kolejne granice. Żyj Więcej!

Dziś rozumiem czym jest rdzeń organizacji  i jak dobrać metodologię do tego, żeby go wyrazić. Dla ŻyjW!ecej są to 3 sposoby:
- Bractwo IOI,
- prowadzenie Dzienników Rozwoju Osobistego,
- Zloty ŻyjW!ęcej.

Dawnego forum już nie ma. Pierwszą werjsę, ŻyjW!ęcej 1.0, pożarły wirusy. Drugą wersję, ŻyjW!ęcej 2.0, zniszczyliśmy my sami. Teraz nadszedł czas na kolejną odsłonę.

ŻyjW!ęcej 3.0

Jak się skończy ta część? Nie wiem, wypierdolone. Wiem za to jak ten projekt się naprawdę zacznie.

***

Co z ideą?

ŻyjW!ęcej w mojej głowie naprawdę odżyło. Jest teraz naprawdę dobrze, a nawet lepiej. Ten post to tylko mała manifestacja tego, co się we mnie teraz dzieje.

Ostatnich kilka(naście) miesięcy życia dało mi ostro popalić, więc spowodowało to ciekawe zmiany wewnętrzne, których doświadczyłem i których doświadczam nadal. Jestem z nich naprawdę zadowolony i to jest główny powód, dla którego jestem szczęśliwy z tego, że dzieje się to, co się dzieje. Ot tak po prostu - życie samo stawia mi kolejną kropkę nad "i" w moim kolejnym jego etapie.

Okazuje się bowiem, że ten wspominany wcześniej "stary dziad" to tak naprawdę bardzo doświadczony człowiek, który dostał od życia soczystego kopa i momentalnie się wyprostował by przypomnieć sobie kim jest.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=6a6VVncgHcY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=6a6VVncgHcY</a>

Kurwa, nie odpuszczę!

PO NIEMALŻE 12 LATACH SWOJEGO ŚWIADOMEGO ŻYCIA, ZACZYNAM WRESZCIE OPUSZCZAĆ ROLĘ OFIARY!!! Kurwa, MAM DOŚĆ! To nie jestem ja! To jest pancerz, który tylko krępował mnie.

Część osób zerwała z ŻyjWięcej i chwała im za to, bo ta idea to bardzo znaczna część mojego życia, a cała ta sytuacja pozwoliła mi zrozumieć jak ważne to jest, gdzie popełniłem błędy i co zrobić, żeby z nich wyjść. Wcześniej, (pod)świadomie, wybrałem, aby w tym roku skupić się na sobie i gdy przestałem zabiegać o ludzi, ludzie przestali zabiegać o mnie... i gdy tak wszyscy o sobie zapomnieliśmy, ja przypomniałem sobie o sobie i siebie odzyskałem.

Z Bractwa IOI zostałem tylko ja. Części osób nie podobało się to, że tu - na forum - się o tym mówiło. Trzeba było to schować, zamieść pod dywan, bo to nie było "jazzy" i odstraszało innych użytkowników. No cóż - najwidoczniej nie będzie im dane tu pisać. Wypierdolone. Ja nie zrezygnuję ze swoich marzeń tylko dlatego, że komuś się one nie podobają. Osobiście jestem dumny(!), że należałem i należę do ekipy Bractwa IOI, które było, jest i będzie dla mnie elitą! Nadal siedzi mi w głowie "Waimea Bay Cliff Jump", nadal chcę kręcić takie filmiki, nadal chcę mieć kluby ŻW i PP z ekipą IOI rozsiane po całej Polsce, nadal chcę mieć zloty połączone ze szkoleniami i nadal chcę robić na tym wielki hajs i żyć tak do granic możliwości, że bardziej się nie da, więc wracam do korzeni i tym razem z pełną świadomością, odwagą i dumą ogłaszam wszem i wobec:

Jestem Liderem ŻyjW!ęcej. Ten projekt należy do mnie.
Jestem Liderem Bractwa IOI. Ta ekipa jest moja.
Jestem Liderem PonadPrzeciętnych. Ta organizacja to ja.

I jeśli Ci się to nie podoba, drogi czytelniku, to myślę, że po tym wpisie powinieneś już doskonale wiedzieć, co powinieneś zrobić. (Wypierdalać.)

***

Drodzy.

Ten statek wraca na swój pierwotny kurs.

I tak - to będzie najlepsze forum do rozwoju w Polsce i nie będzie tak dlatego, że okoliczności będą sprzyjać, bo pojawi się na to popyt, lub że ekipa dopisze, bo ktoś się zreflektuje. Ono takim będzie, bo ja tego chcę.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=CP6mpLebEYE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=CP6mpLebEYE</a>
97
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Maj 03, 2017, 21:11:20 »
cieszę się, że wprowadziłeś takie zmiany! To najlepszy update od początku istnienia tego forum  <3

Fajnie by było gdybyś nowym udostępnił shoutboxa,
Pozdrawiam :)
98
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Kwiecień 13, 2017, 07:02:24 »
Mówiąc, że forum leży przez zmiany organizacyjne to jak powiedzieć, że zespół się wyłożył, bo wprowadzili nowy system zarządzania. Niestety, ale wydaje się legitymacją.

Nie mówię o tym, że zmiana układu forum je popsuła. Ja po prostu zwracam uwagę na fakt, że osoba X wprowadziła (moim zdaniem wtedy dobre zmiany), a osoba Y zbiera za to cięgi.

Moje wrażenia i uczucia są takie, że w tym momencie nie ważne co bym zrobił, i tak będzie źle. O to mi chodziło.
99
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Baal dnia Kwiecień 12, 2017, 20:46:42 »
Niestety, ale mówienie, że forum leży przez zmiany organizacyjne to jak powiedziec, ze auto nie jeździ bo ma rdze na bagażniku. Problem jest z silnikiem czego dowodem sa ostatnie odejscia kilku użytkowników.

To, że widoczność forum byla od X postów bylo niewypalem. Ale to mozna zmienic i sprobowac na nowo innej formy.
100
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Kwiecień 12, 2017, 20:16:04 »
Nie będę się nawet odnosił do wszystkich bzdur. Zdejmij mi proszę uprawnienia i rangę administratora.
Słuchaj, PC, przecież to forum i to jak ono teraz w większości wygląda to Twoja zasługa (i nie mówię tego złośliwie). Przecież dużo zmian tu wniosłeś, więc nie kumam o co Ci chodzi. Układ tego forum to Twój projekt, bo sam najbardziej naciskałeś na to, żeby to uprościć (mówię o forum zanim się zaczęły te zmiany teraz).

 :/
Strony: 1 ... 7 8 9 [10]