Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 3 [4] 5 6 7 ... 10
31
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dziennik by Kuba - wyboista droga ku zdobywaniu szczytów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Kuba dnia Sierpień 14, 2017, 23:15:10 »
Nowy Rozdział Życia

Nie będzie podsumowania dziennika z powodu, iż nie wykonałem większości powierzonych przez siebie celów, nie dotrzymałem obietnicy w kontekście jego prowadzenia, powodem stał się "wir" innych zadań, tak to już jest na wsi. Gdy w gre wchodzą inne prace w okresie wakacyjnym, człowiek (przynajmniej ja) wyłączam się od swojego życia,  a oddaje je na część wielogodzinnego koszenia trawy, pracy w polu (zarobek) plus etat itp, tak naprawdę nie wiem po co, bo mnie to nie rozwija.

Kolejny wpis nie zaskoczy was super pozytywnymi  nowościami,  gdyż ostatnimi czasy czuje się niczym Veronika Deklava z filmu "Weronika postanawia umrzeć"

Veronika, zmęczona rutyną dnia codziennego, mimo, iż miała wszystko, urodę, pieniądze, dom, znajomych, pracę, nienawidziła tego, nienawidziła siebie.  Pewnego dnia, jak zwykle, po powrocie do domu, Veronika postanowiła zakończyć swoje życie.

Moje odczucia są identyczne, mam prace, mam samochód, podwórko, dom, lecz każdego dnia  czuje wyniszczenie, po prostu, tak jak dziś, mam ochotę uciec gdzieś daleko, albo uciec i nie wracać. Nie wiem co jest dokładnym powodem sabotujących mnie myśli, nie umiem sobie poradzić z lękami, przestałem kontrolować swój czas, swoje życie. Z dnia na dzień nie czuje się dobrze, jestem nieco rozjebany psychicznie przez powód, który (być może) jest podobny do Veroniki? mogę jedynie domyślać się, że tak jest. Być może szukam problemu tak, gdzie go nie ma, bo jest mi zbyt wygodnie i potrzebuje (swego rodzaju) tajfunu  jaki powinien przejść przez moje życie, bo tylko w ten sposób ponownie wrócę do żywych?
Budzę się rano z lękami, przez cały dzień żyje z różnymi nastrojami, częściej negatywnymi, przed snem słucham życiowego rapu  aby móc rozpłakać się w środku i zasnąć.
Nie jestem  wstanie opisać dlaczego to, co siedzi u mnie w głowie po prostu jest i się urodziło, czuję lęki, niepokój, dużo myślę.
Popadam w panikę, momentami odcinam się od ludzi, pragnę ciszy, spokoju, a zarazem hałasu, ludzi i miłości.
 Czuje się jak gówno, czuje, że przegrywam.

Nie wiem już sam. Nie wiem dlaczego mam negatywne myśli i czuje się przegranym, celowo mało spotykam się z ludźmi, szczególnie toksycznymi, aby nie spadać na dół.

Początkowym planem było rozkręcenie biznesu w internecie, a następnie przeniesienie się do Łodzi, aczkolwiek nic z tego, moje bagno robi się co raz rzadsze,  a ja nie mogę pracować na komputerze, nie jestem wstanie.
Nie tworze nic w internecie, chodź wiem, że mogę, gdyż rozwijam się jako webmaster, to ostatnio  dostaje szału i nie mogę przed komputerem wytrzymać, mam napady powyżej wspominanych  negatywnych myśli i uciekam od niego. Nie mogę się skupić, nie mogę pracować.
Trzy tygodnie temu zalałem laptop herbatą, doszło do uszkodzenia i mój laptop jest w serwisie od tamtego czasu, być może to był znak, Kuba, daj sobie siana, odpocznij?

W lipcu, jakoś w połowie nie tyle co zauroczyłem, a zakochałem  się w pewnej dziewczynie z Łodzi, poznałem ją w Klubie Inteligencji Finansowej, spotykałem się z nią z powodów biznesowych, potrzebowała pomocy w kwestii stron internetowych, w perspektywie czasu rozmawialiśmy nie tylko o sprawach biznesowych, ale na różne inne tematy, mieliśmy za sobą jakieś 4 spotkania, przegadane rozmowy telefoniczne i facebookowe.
Piąte spotkanie odbyło się u mnie w domu, przyjechała do mnie i spędziliśmy razem 5h.

Wiecie co jest najlepsze?  to, że jestem pipą i nie wykorzystałem szans, zjebałem, czaiłem się i nie okazywałem wobec niej innych intencji poza zwykłą, koleżeńską relacją. Czuje coś do niej, dalej siedzi mi w głowie, ale nie umiem przełamać się i powiedzieć, boje się, jest to pierwsza, tak ambitna, tak mega dziewczyna jaką poznałem.  Dziewczyna marzeń, zafascynowana biznesem, samorealizacją, ktoś, na kogo czekałem  tyle czasu. Zjebałem, prawdopodobnie zjebałem i zostałem wrzucony do worka z ziomkami. Brak jaj skutkuję zaprzepaszczeniem okazji jakie daje nam los. Zauroczenie totalnie przejęło nade mną kontrolę, co drugi dzień,  zacząłem po 13h pracy spijać piwa wieczorami aby zagasić ciosy jakie sam sobie zadawałem. Myślę o niej non stop, kurwa, nie wiem co zrobić, aby się przełamać i powiedzieć jej prosto w oczy swoje odczucia.
Aktualnie, sabotujące mnie myśli mogą być tego powodem, ich nasilenie się, koncentracja na nich zaburzyła moją strefę odwagi (jeszcze rok temu potrafiłem na pierwszych randkach całowac się z dziewczyną)  a teraz? a teraz mam problem z kimś, do kogoś znów coś czuje.
Mijały dni, a ja zdychałem, nie dośc, że przez (problemy ze sobą) to jeszcze jakby było mało, musiałem się zakochać.....

Natomiast ta sytuacja uczy mnie znów, że trzeba mieć jaja i że trzeba mimo wszystko, mówić to, co się chce, okazje przemijają, okazje marnujemy lub wykorzystujemy, w tym przypadku zmarnowana, bo ile tak ambitnych, mądrych, ślicznych  w moim wieku dziewczyn jest na tej planecie?
Pewnie dużo, hehe.

Nie wiem co się ze mną dzieju od kilku tygodni, być może jestem jak ta Veronika, potrzebuje zmian. Zmian pracy, mieszkania, otoczenia?
O znajomych nie wspomne, musiałem podjąć decyzję w której pozbyłem się toksycznych relacji, relacje budowały osoby, które nie są już w moim życiu od 2,5 miesiąca. Od tamtej pory nieco samotniejszy, spotykam się czasami wylącznie z jednym z kolegą ode mnie i osobami z Łodzi. Jak to możliwe, że chłopak taki jak ja, zazwyczaj pozytywny, pełen energii, podobno przystojny, stoczył się na dno?
Mam ochotę pić, ale tego nie robię, nie mogę spaśc na dno całkowite. Marze o zakończeniu wakacji, gdyż z jednej strony widze szczęśliwych ludzi spacerujących po ulicach,  a z drugiej sam taki nie jestem. Stoczyłem się i jestem tego świadom, stąd w tym dzienniku nie określiłem z początku celów i podsumowania.

Chce być szczery przed sobą i przed wami.

Cele, jakie sobie obrałem na lipiec/sierpień są bardzo nie pewne, powodem jest tak jak wspominałem wyżej (etat + praca w polu + prace domowe) więc w ogóle nie mam celów mniejszych po za robotami i trzepaniem kasy, w przypadku pieniędzy mam jeden główny cel, jest nim ostateczna wyprowadzka do Łodzi, życie w niej następuję dnia 20 września. Tak, pokój mam już załatwiony, wypowiedzenie składam w tym  tygodniu, okres trwa jeden miesiąc, czyli idealne aby poszukać nowej pracy, będę miał około 4.500 zł ma start, co uważam za dobre pieniądze jak na początek. Kwota najmu wynosi  630 zł czynsz + wszystkie opłaty + internet bez limutu. Umowa do czerwca, blisko  centrum (2 km do Piotrkowskiej/Galerii Łódzkiej)
Cel wyprowadzki biorę jako priorytet i się go trzymam, tylko to obecnie trzyma mnie przy życiu, w innym przypadku wolałbym gdzieś uciec i nie wrócić.
Po wyprowadzce nie wiem co mnie czeka, wiem, że majac zawodówkę i doświadczenie w pracach, będę musial znowu szukać pracy fizycznej, pewnie dwuzmianowej, aczkolwiek od czegoś trzeba zacząć. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję że warto, sprzedam lub zostawie swój samochód na wsi na rzecz życia w Łodzi i zobaczę, jak miasto na mnie wpłynie.
Moze dostane silna motywację, kopa w dupe i wróce do kompa, aby wieczorowo cisnąc, bo nie będę miał wyjścia, jak szukać innych źródeł dochodu?


Najlepsze jest to, że kilka lat temu ludzie brali mnie za pozytywnego wariata, nigdy nie doprowadzałem do siebie negatywnych myśli i braku pomysłu na rozwiązanie problemu. Nie wiem dlaczego w perspektywie czasu popieprzyła się moja głowa, faktem jest to, iż jestem dobrym aktorem, moje  rozwalenie psychiczne ukrywam zewnątrz i jest nie widoczne dla ludzi, za pewne do czasu....

Stawiam sobie cele, jako PRIORYTET  które będę realizował na przełomie sierpnia/września:


 -> Składam wypowiedzenie z obecnej pracy (przepracowałem na tej produkcji troche czasu, w październiku będą dwa lata, mimo, że praca jest bardzo przyjemna, pozwala na spore lenistwo, wygodę i zabawę telefonem, musze się z nią pożegnać, inaczej tutaj umrę (powód już znacie wyżej)

 -> Chciałbym zakończyć w tym tygodniu pracę w polu, zgarnąć pieniądze i ulokować na koncie w banku (start >>> Łódź)

 -> Poszukać nowej pracy w Łodzi, zacząć od czegoś w nowym miejscu

 -> Postaram się po powrocie mojego laptopa z serwisu dalej coś cisnąć w sieci, musze to robić, musze generować jakoś dodatkowe dochody.....

  -> Naprawić kolejnego zęba (nie jesteś sam Smiller) w moich ustach jest armagedon (zęby tylnie) wydam na nie trochę kasy, raczej to kwoty rzędu kilku tysięcy (aparat ortodontyczny)

 -> Wykonam badania, być może jest coś ze mną nie tak i dlatego mam takie zmiany nastrojów, naprawdę nie wiem, ponoć testeron bardzo wpływa na psychikę

  -> Zacznę ograniczać cukier, a na pewno słodycze do poziomów minimalnych, chciałbym z tym skończyć, zmienić nieco dietę bogatszą w warzywa
 
  -> Zakupić kilka nowych rzeczy do pokoju,  ciuchów i takie tam, potrzebne i niezbędne do życia będąc samodzielnym, na szczęście współlokatorzy są w porządku i ustalimy jakiś grafik obowiązków

  -> Zapisanie się do zaocznego liceum dla dorosłych

  -> Postaram się wrócić do biegania, chociaż 2x w tygodniu + jakieś pływanie
 
  -> Będę cisnął, wykorzystam każde 30 minut życia w Łodzi, po prostu nie będę miał wyjścia


Odezwę się w dzienniku pod koniec września podsumowując swoje obecne działania  i dotychczasowe życie, mam nadzieje, że wrócę na właściwy tor.
Wybiorę się może do jakiegoś psychologa? nie wiem, muszę ogarnąć swój łeb, nie wiem jak to zrobie, ale muszę, bo inaczej naprawdę umrę.

Przepraszam, jeżeli ten wpis wygląda jakbym się żalił, NIE, nie o to mi chodziło w tym przekazie, jest to dziennik samorozwoju, więc opisuje w nim wszystko to, co dzieje się w moim życiu.

Obiecuję, że wrócę silniejszy, nie chce być smutny, nie chce przelewać swoich żali na e-papier.
Dziś musiałem to zrobić. Dziś chciałem być  z wami szczery

Na koniec śmieszna, czarna wypowiedź od mojego kuzyna:

"Kuzyn, na twoim miejscu dawno wpadłbym w alkoholizm na  tym zadupiu, weź podpal  to, sprzedaj co się da w lombardzie i uciekaj zanim naprawdę się stoczysz"
32
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 31, 2017, 18:02:12 »
Kolejne dni mijają, przełamałem kilka niedociągnięć życiowych i kwestii rozwojowych:

-> Wyciągam firmę z marazmu, wakacyjne miesiące dla moje branży są mega ciężkie, ale działania promocyjne, nowe inwestycje (całkowicie modernizacja strony WWW, promocje) postawiły ponownie nas na nogi. Wracamy do gry :)

-> Mimo tego, nie zarobię za wiele, bo kilkanaście tysięcy pójdzie na leasingi i opląty ubezpieczeń (!!! ale wzrosło to gówno, za młody jestem na jakieś duże zniżki, a zeszłoroczna stłuczka mnie nie poratowała... a tu 3 auta "dostawcze" do ubezpieczenia.

-> Moi pracownicy są bardzo zadowoleni z swoich stanowisk pracy i atmosfery w firmie (podsłuchane przez przypadek więc nie było to pucowanie się :)). Zadowala mnie ten fakt, szczególnie, że musiałem im trochę nosa utrzeć bo przegięli z dwa razy za mocno, i działali na swoją korzyść, ale nie korzyść firmy bez mojej wiedzy (wiadomo, kombinowanie o by tu trochę się "nie narobić" :)).

-> Mój szef chyba jest zadowolony z moich działań kierowniczych, dajemy z siebie dość dużo. Zamknąłem nowy projekt, który może przyciągnąć większą uwagę kupujących. Zobaczymy, projekt obecnie raczkuje i ma wiele niedociągnięć, ale chyba zagra, jak go zmodernizuję :).

-> Treningowo full opcja, z moją aktualna dziewczyna mocno się zawzięliśmy, a że moje aktualne cele są dość proste: Ważyć 108kg, to i zasady są proste: dźwigać coraz więcej i jeść coraz więcej. Dziś z rana 100,2kg. Więc trochę na plusie :). Zobaczymy co dalej.

To pozytywy, teraz negatywy:

Dalej jestem rozdarty pomiędzy szczęściem, a nieszczęściem. Postanowiłem jakość działać, bo naprawdę daleko mi do pozytywnego odbioru świata. Najbardziej boli:
a) fakt rozpadu 5 letniego związku, był jaki był, ale jednak padł i jak już wspomniałem: przyzwyczajenie i uzależnienie swoje zrobiło. Zjebałem po całości sposób w jaki się rozstaliśmy, te pół roku temu i strasznie żałuję.
b) przez to nie jestem szczery w aktualnym związku, bo uczucie zamiast móc w pełni rozkwitać jest tłumione przez żal i poczucie winny.

Postanowiłem, że muszę przekazać mojej byłej narzeczonej wszystko to co miałem w głowie. Nie mieliśmy nigdy szansy porozmawiać tak po ludzku od momentu rozstania, za dużo emocji nawet w trakcie tych ostatnich spotkań żeby powiedzieć to co człowiek myśli. Nałożyło się wtedy wiele spraw które nie pozwoliły nam na to. Więc napisałem do niej wszystko to co leżało mi na sercu, i zrobiłem małą spowiedź wobec tego co zaistniało. Wyznałem wszystkie swoje grzechy, jak i uczucia jakie mną kierowały, gdzie uważam, że ja popełniłem błędy, gdzie ona. Chciałem żeby wiedziała jak bardzo to wszystko było złożone, że żałuję tego czego zrobiłem i w jaki sposób. Uznałem to za swego rodzaju pewną formę terapii, wiedząc, że może to wywołać różne konsekwencje. Jak skończyło się finalnie? Dość boleśnie, po moim liście skontaktowała się ze mną przy swoim aktualnym partnerze. Potraktowała oschle i dość prześmiewczo. Słyszałem jego podśmiewanie w tle. Nie zareagowałem na to jakoś emocjonalnie, wiedziałem o co chodzi. 2h później oddzwoniła, już innym tonem, już z innymi słowami. Jednak nadal prosiła o brak kontaktu, że stara się posklejać sobie życie. Myślała, że staram sobie w ten sposób zabić sumienie, za to co zrobiłem. Po części miała rację, po części było to jednak nadal uczucie do niej i za pewne element tego uzależnienia. Szalone i bezsensowe... ale pomogło. W tym momencie rzeczywiście odpuszczę kontakt, poprosiła o to całkowicie, uszanuję to w 100%. Wiem też, że dowiedziała się wszystkiego o mnie i tym co się ze mną działo w tych miesiącach ostatnich naszego wspólnego życia. Było to dla mnie bardzo ważne, szkoda, że los nie pozwolił nam wydać z siebie tych słów i zdań świeżo po rozejściu się, że tak długo musieliśmy w sobie to dusić. Ważne jednak, że każde z nas powiedział to co chciał.

I wiecie co? Przychodzą mi do głowy myśli, żeby walnąć to wszystko i pójść za głosem serca, pobiec za nią zatrzymać i powiedzieć, że to wszystko nie prawda, że musimy żyć razem. Wiem, że ona też by tego chciała i zgodziłaby się od razu...
Jest też jeszcze rozsądek i doświadczenie, i to mi mówi, że jest to bicie serca dla heroiny, ostatnie tchnienie tych metabolitów w moim ciele, kuszące nas do kolejnej działki narkotyku. Przeświadczenie, że czulilibyśmy się wspaniale, przykryte jest wewnętrzną walką z samym sobą. Wygrywa przeczucie i intuicja, że jest to złe i poprowadzi mnie w złą stronę. Instynkt samozachowawczy...

Cytuj
Do czego zmierzam? A do tego, żebyś poważnie się zastanowił nad odejściem od niej, nie warto jest w to brnąć.
Sorry stary ale zniszczysz sobie tym wszystkim psychikę.

Miałeś rację 5 lat temu, ta relacja zniszczyła mi psychikę... ehhh
33
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 25, 2017, 15:54:50 »
Mała dygresja:
Mam nadzieję, że nie zostanie zamknięty mój dziennik, odezwę się za 2-3 tygodnie bo w sumie codzienne zapisywanie swoich przemyśleń jest dość... natarczywe :D. Z wielką chęcią tutaj zostanę jak będzie mi dane, i podzielę się swoim życiem z Wami, może kogoś zainspiruję lub zmotywuję do działania. Choć jak widać sam mam problemy, to czasami coś tam potrafię podpowiedzieć dobrego ;).

W takim razie: za kilkanaście dni podsumowanie swojego rozwoju w tym życiowym padole. Plany zawsze miałem wielkie, więc będę nadal brnął przez życie :). Co do sytuacji opisywanej przez kilka dni, powoli się ze wszystkim godzę, ale boli nadal, a spotkanie wczorajsze trochę rozdrapało tą ranę. Jednak "show must go on". Do usłyszenia!
34
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 24, 2017, 14:19:37 »
I po spotkaniu...
Nie bolało jak przypadkowe kiedyś, świeżo po rozstaniu.
Byłem szczery w tej rozmowie powiedziałem wszystko to co przemyślałem o swoim życiu, o naszych decyzjach. Powiedziałem co wprawiło mnie w tą decyzję, co wprawiło mnie w niemoc tamtego dnia. W sumie obydwoje jesteśmy tego samego zdania. Jesteśmy w wspólnym nieszczęściu braku podjęcia decyzji te kilka lat temu, ostatecznej. Ciągłe powroty sprawiały, że akceptowaliśmy coraz więcej naszych wad, tylko po to aby nie powtarzać "złych uczuć".  W końcu cały ten syf był już nie do wytrzymania, i tym razem pękłem ja podejmując najgorszą decyzję w życiu.
Zdrada boli jak jasna cholera i mimo tego, że sercem z nią nie byłem już od wielu tygodni i mimo tego, że nie trwałem w tej zdradzie dłużej jak jeden dzień, rozstając się z nią w tym samym czasie: Żałuję. Żałuję, że wprawiłem ją choć na kilka minut w ten stan. Będę jeszcze długo dźwigał ten krzyż, ale udźwignę go bo wiem też w jakiej niedoli żyłem.
A ona? Ucieka, zbyt dużo jej o mnie przypomina, podjęła szalone kroki wyjazdu z kraju. Poprosiła aby to było nasze ostatnie spotkanie i na tym zakończyć naszą znajomość. I w moich oczach i w niej było widać, że to mocno boli, takie słowa. Związała się z człowiekiem którego znam, i raczej ni uważałbym, że przyciągnie on ją do siebie.  Szczerze, to uważałem go za totalnego pajaca przez wiele lat i ona o tym wiedziała (typ Seby z BMW, koniecznie chcący się pokazać). Trochę się zdziwiłem, ale i trochę dało mi to do myślenia, i a nóż widelec jest dla niej lepszy ode mnie? :)
Wątpię, ale to już nie moje życie. Kurczę trochę mnie smuci to wszystko, fakt, że pewnie przez kolejne lata nie będzie dane nam się spotkać i już normalnie porozmawiać. Może to głupie, ale mimo tego, że mam świadomość jak toksyczne życie wiodłem, były w tym życiu momenty które zapamiętam, a fakt, że to była pierwsza prawdziwa miłość zostanie ze mną zapewne na zawsze. Będę coś do niej czuł, a ona do mnie jeszcze przez wiele lat, a może i do końca życia. W niej widziałem to samo, ta łza w oku nie wzięła się znikąd.

Ale czas iść dalej, postawić sobie kolejne życiowe cele i przede wszystkim nie popełniać starych błędów z poprzedniego związku. Jakie cele na ten moment?

-> Rozwijać się w nowym związku, z osobą która tolerowała to wszystko co się działa wkoło mnie i we mnie.
-> Odwiedzić kolejne kraje bałkańskie tym razem 2 tygodniowy "Trip" po Chorwacji :) od góry do dołu :). Start w wrześniu.
-> Dokończyć całą papirologie z budowa domu, a nóż widelce już w tym roku zacznę budowę :)
-> Wytrzymać do sezonu sprzedażowego w firmie, odpowiednio inwestując zarobione $.
-> Zapomnieć o przeszłości, i spoglądać na nią z szczęściem w sercu i nadzieją na jeszcze lepszą przyszłość...
35
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 22, 2017, 17:55:20 »
Chciałem dodać jeszcze jedną rzecz w kwestii rozwoju. Szczególnie przekazać wielkie podziękowania bractwu jak i samej postawie Smielra. Tamte lata, kiedy kształtowało się we mnie moje "ja", dzięki Wam wyprowadziły mnie na prostą. Najpierw forum sz-u, potem projekt Smilera, Uncel... Nie miałem z Wami kontaktu (a dokładniej z Waszą "pracą") od wielu lat, ale najważniejsze kwestie wyryte w głowie dały mi szansę stać się kimś, kim chciałem. Jeszcze wiele przede mną i ciągle się rozwijam, nie spoczywam na laurach. Nawet ta sytuacja opisana z wyżej, jest jedną z największych rzeczy w moim życiu, podjętą wraz z ciągłym przytaczaniem sobie (znanych wam ;)) cytatów:
-> Podjąłeś najlepszą decyzję dla siebie, widocznie tak potrzebowałeś
-> To ty jesteś prezentem dla tej drugiej osoby, staraj się być lepszy wraz z nią, nie lepszy dla niej
-> Podejmuj decyzję, brnij do przodu, każdą porażkę przekuwaj w "naukę" i brnij dalej
-> Bądź samcem alfa, życie jest dla Ciebie, przeżyj je tak jak Ty chcesz. Nie krzywdź, ale i nie daj się krzywdzić

W tamtych latach zanim tu trafiłem, byłem zbyt słaby aby to czuć. Przez 5 lat ciągłych działań w rozwoju spełniam swoje marzenia. Dzięki Wam! I te duże i te małe :).
-> Zwiedzam świat i piękne miejsca (niedługo zaliczę poznanie wszystkich krajów Bałkańskich :) przepiękne miejsca).
-> Zacząłem budowę domu :), własnego miejsca o którym marzę od wielu lat. Fundusze zbierałem cały ten czas, bo postanowiłem sobie 5 lat temu: zbuduję dom, i oszczędziłem :) bez żadnych kredytów. Taras, kawa z samego rana, a widok na las i połacie pustych łąk. Działka i miejsce jest, teraz walczę z formalnościami. Projekt też wybrałem :).
-> W przyszłym roku czeka mnie ponowna walka o najwyższe podium, w tym roku na ogólnopolskich zwodach otarłem się o podium, czas w końcu wygrywać! :).
-> W końcu zdecydowałem się na zmianę auta na takie jedno z wymarzonych. Jest to spełnienie marzenia jeszcze z czasów szkoły średniej. Odwlekło się w czasie i już tak nie radowało :), ale mogę odhaczyć na liście "rzeczy które sobie obiecałem".
-> Moja własno założona firma ma już 5 pracowników, obsługujemy kilka większych miast, rekordowo obsługiwaliśmy ponad setkę klientów. Trzymam mocno kciuki za ten projekt, bo 2 lata temu, zaczynałem od 12 zamówień :D, i sam wszystko po godzinach "dłubałem".
-> Pod opieką mam dziesiątki ludzi którzy 95% osiągają ze mną swoje wymarzone osiągi sportowe od medali, po wygrane walki zawodowe i po prostu świetne sylwetki.

Jest tego tak wiele, jak sobie punktuje teraz w tej głowie. I to wszystko z Waszą pomocą! Wiecie, było MEGA ciężko czasami. Stres potrafił zbijać, przy pierwszych kontrolach firmy, przy pierwszych porażkach. Z czasem troszkę się człowiek uodpornił, trochę zrobił bardziej poważny i asertywny. Może i zgorzkniał :) ale tylko w biznesowych aspektach. W domu jestem dalej tym samym pogodnym gościem co nie lubi życia "na poważnie" :).

Teraz pozostaje do tych podpunktów dorzucić:

-> Znaleźć osobę która pokocha mnie na ten sam sposób co ja ją. Nie oczekuję wiele, po prostu zależy mi aby ta druga storna chciała iść przez życie obok mnie, nie przede mną, nie za mną: obok.

I wiecie co? Tak naprawdę już ktoś taki w moim życiu się pojawił. Muszę tylko uporać się z swoim drobnym skrawkiem przeszłości, pogodzić z tym wszystkim i iść dalej do przodu, pełny nadziei nie żalu :).
36
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 22, 2017, 11:36:25 »
Wiecie co jest w życiu najmniej obliczalne? Los.
Jak za zaklęciem, po tym wpisie dostaję telefon od mojej byłej, z pytaniem z serii: „Przepraszam, że zawracam głowę ale czy nie zostawiła u mnie tego i tego”. Serio, po pół roku braku kontaktu, po pół roku nie zamienienia ze sobą więcej niż 2 zdań. Tak po prostu dzwoni. Czułem w niej tą potrzebę rozmowy, ten ton. Znam go na wylot. Znam ją na wylot. Wiem, że stara sobie ułożyć życie, choć robi to bardzo nie poradnie, tak jak zawsze: bawi się. Totalnie beztroska, totalnie poza tym co się dzieję „jestem silna, bawmy się”. W środku załamana i smutna, stara się sklejać posypane kawałki życia. Oparła je całe na mnie, dopuściłem do tego dając olbrzymie poczucie bezpieczeństwa. Dziwne, że uznała to za „czynnik stały”, nie wykazując chęci zrozumienia mnie i moich poglądów co do życia. W sumie, co ja się dziwie: 4 lata temu już pisałem, że dawałem jej tak wiele, a ona mi nic. Przyzwyczaiła się, w końcu i tak BYŁEM.

Oj ganiam za wizją, dopisuję sobie do tego historię zupełnie innej treści niż ta która przeżyłem. Zapominam i zacieram złe wspomnienia, zostają dobre. Przezywam fakt, że ta dziewczyna cierpi, zapominając, że i ja cierpiałem te wszystkie lata. Udręczam się nie dopuszczając do serca skarbu obok, blokując swoje szczęście.

Nie wiem jeszcze jak to rozegram, wiem jedno brakuje mi szczerej ostatniej rozmowy, ostatnie nasze dni były falą żalu, załamania i gniewu. Nic nie było w pełni szczere i w pełni oddane. Chciałbym teraz wszystko jej powiedzieć, tak jak tu. Może stąd ten telefon, szansa na szczerość? Aby mieć tą pewność, że jest między nami nić zrozumienia. Choć mała. Może tak będzie mi łatwiej? Może i tak będzie jej łatwiej? Byłbym szczęśliwszy gdybym wiedział, że już sobie z tym wszystkim poradziła. 5 lat wspólnej historii, nie mam zamiaru tego odrzucać.
Los to przewrotny zwyrodnialec.
37
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Lipiec 21, 2017, 22:44:05 »
Prawie 5 lat temu... jak to wszystko przeczytałem. Wspaniałe :). Świetny gość ten Lucjusz, młody jeszcze pełen entuzjazmu. Trochę dostanie po dupie, trochę poczuje co to znaczy mieć pecha. Jednak to będzie ułamek, a jego spostrzeżenia co do "wiecznego farta" się nie zmienią. Fascynacja niektórymi osobami i relacje z takowymi ulegną dużej zmianie, okaże się, że rozwijając siebie potrafimy zranić samym tym faktem innych... i trzeba będzie to tolerować, a finalnie zaakceptować. Choć ciężko mu to przyjdzie, bo kocha ludzi tak po prostu. Całe szczęście to co wpoiła mu kochająca rodzina: wartości, twardy kręgosłup moralny. To przysporzy mu wiele pozytywnych relacji, będzie budził duże zaufanie wśród ludzi, a z czasem wśród osób robiących z nim interesy. I to duże, bo pełne zaangażowanie kierunkowi jakiemu się oddał (zdrowie, żywienie, sport) poskutkuje pozycją prawej ręki w pierwszej firmie (już składającej się z 8 a nie 3 osób), a następnie pozycji lidera w regionie, w kwestiach prowadzenia dietetycznego sportowców i ludzi aktywnych. Z czasem znajdzie też w sobie siłę na rozwój swojego biznesu, i założy firmę która już w pierwszym roku przyniesie znaczące zyski, i na wcześniejsze szczęście zarobkowe spojrzy z wielkim sentymentem (w porównaniu miał tak niewiele, a był szczęśliwszy). Widać też, że jego pasja nie minie, przypieczętuje to dostając się do finału ogólnopolskich zawodów w kulturystyce w jednej z najcięższych kategorii wagowych.
I mimo tych 5 wspaniałych lat przebytych przez życie jak czołg, z chłopaczka wywodzącego się z wioski co start "na swoim" zaczął wieku 19 lat i kredytem 800zł... do znanego sportowca i biznesmena, z kilkunastotysięczną wypłatą miesięcznie... czuję, że coś zepsułem.

Zepsułem sam siebie, żyjąc z kobietą która zniszczyła mnie doszczętnie. Do tego stopnia, że miłość pozostała we mnie rani osoby z boku, które chcą mi pomóc. Wiecie dlaczego uciekłem z forum ZyjWięcej? Bo wasze słowa były PRAWDĄ, po prostu uciekłem! "Bez sensu, nie mogę słuchać się internetowych GURU, poradzę sobie sam". Poradziłem tak, że moje życie pod kątem uczuć i emocji wyjałowiłem do ZERA. Aby opisać 5 lat życia z moją byłą narzeczoną, należałoby wezwać kilku psychologów. Serio. Raczej moglibyście tego nie wytrzymać.
Tak bardzo ją kochałem, że zacząłem już nic nie zauważać, a problemy opisane te kilka lat temu (tutaj) tylko się pogłębiły. Do kotła dorzucić można jeszcze, już stały kontakt z alkoholem, fascynacje seksualne które w pewnym momencie przekroczyły mój próg "akceptacji" (jednak aprobowałem z serii "nie chcę Cię blokować, spróbujmy, bądź szczęśliwa będąc sobą). Poświęcałem się z miesiąca na kolejny miesiąc. Przyszło też prawdziwe życie, jej pierwsza praca i pierwsze prawdziwe problemy... nie potrafiła się w nich opanować, z początku histeryzując i popadając w stany złamani z różnych błahych powodów, następnie przekuła to na olbrzymią agresję i wyrzuty w moim kierunku (za mało mi pomagasz, nie wspierasz mnie). Jak "pipa" jeszcze mówiłem: rzuć tą pracę, zbytnio Cię stresuje, olej to, znajdziemy Ci coś innego... wtedy słuchałem zarzutów, że uważam ją "że się nie nadaje". To była roczna plątanina emocji, gdzie ciągle cierpiałem.

Forum zawsze pozwalało rozgrzeszyć... więc i ja się wyspowiadam. Totalnie wypłukany z emocji i pozytywnych odczuć miłości, szukałem kontaktu z innymi kobietami. Nie chciałem zdradzać, po prostu brakowało mi uczuć. Kiedy to na kolejnym wspólnym wypadzie moja narzeczona spita w sztok, znów nakręcając się negatywnie odmówiła mi wspólnej zabawy, olałem ją świetnie bawiąc się z koleżankami. I wtedy to od całkiem obcej dziewczyny, którą znaliśmy raptem "z kilku spotkań", usłyszałem: "Łukasz jesteś wspaniały, z chęci bym się z Tobą przespała, ale jesteś z nią i tego nie zrobię. Pamiętaj, że się przy niej marnujesz". Obca w sumie kobieta, takie słowa. Byliśmy trzeźwi, i to przelało czarę. Kolejne tygodnie były udręką, marazmem życiowym i walką z samym sobą. Znienawidziłem moją narzeczoną, przestałem adorować, całkowicie odpuściłem. Byłem nijaki, nie chciałem się z nią kochać. Nie zauważyła tego, żyjąc w amoku beztroskiego życia przy moim boku. Tak bardzo chciałem, aby powalczyła, zapytała. Niestety nic, a mój stan przerodził się już w wewnętrzną depresję. Tak bardzo żałuję...

Rozstawałem się z nią trzykrotnie, zawsze to ja zostawiałem, ona z łzami przepraszała, ja wybaczałem. Tym razem zrobiłem coś innego, i najgorzej: jakbym nic nie pamiętał. Byłem tak smutnym człowiekiem, że automatycznie zrobiłem wszystko aby zerwać z nią więź psychiczną. Uwierzcie, zacząłem spotykać się z innego kobietą nic do niej ie czując, żadnych emocji, żadnego podniecenia. Byłem całkowicie wyjałowiony, i jakby wewnętrznie coś mną kierowało. Ta druga osoba okazała się BARDZO wartościowa, i to ciepło co mi dała przyciągało mimo, że go nie czułem: szedłem za nim. To trwało kilka dni, w końcu spotkałem się z nią i spędziłem noc. Nie zrobiłem tego z faktu podniecenia, chęci zdrady. Osobiście nie pamiętam tego momentu w życiu. Tej nocy, zdecydowałem, że to koniec. Przedstawiłem wszystko mojej byłej narzeczonej (cholera: Z NADZIEJĄ, ŻE TO ONA MNIE PORZUCI!), i ta mi wybaczyła po 3 minutach. Załamałem się, uświadomiłem w jakie bagno wpakowałem i jak wiele lat straciłem. Patrząc jak płaczę, kiedy to ja oznajmiam, że kończę nasz związek czułem tylko zmęczenie i chęć oddechu. Zero emocji... a kawa spożyta kolejnego dnia samemu była dla mnie czymś co spowodowało, że się ucieszyłem "sam do siebie".

A teraz? Kolejne miesiące to była walka ze sobą, i olbrzymim żalem jaki miałem do siebie, że nie potrafiłem tego zakończyć inaczej. Mimo, że zapewniłem jej start w życiu po naszym rozstaniu zabezpieczając ją finansowo na kilka lat w przód... to co zrobiłem, to było straszne. Przepraszałem ją wielokrotnie za to, a siebie karałem i rugałem. I z dnia na dzień coraz mocniej, bo pamięć zaczęła wyrzucać złe chwile, pozostawiając tylko te dobre.

Teraz jestem w rozterce życiowej. nie czuje szczęścia, nie potrafię się pogodzić z faktem, że nie utrzymujemy kontaktu ze sobą tak po prostu sie odezwać. W trakcie tych 5 lat była też moją przyjaciółką... Razem podbijaliśmy świat wspierając się wzajemnie. To co nasz zniszczyło to jej przeszłość, podobne eksplozywne charaktery, mój brak postawienia na swoim w momencie kiedy się psuło. Najbardziej boli myśl, że zraniłem ją i mimo 5 lat bycia i życia razem to się po prostu rozpadło. Tak po prostu, nie znaczy teraz nic. Wracając do pierwszego wstępu: dalej ją kocham, i wiem, że to po prostu jest uzależnienie od trucizny. Nie możemy żyć razem, bo wspólnie się niszczymy. Aktualnie mam u boku świetną osóbkę, której należą się szczerze uczucia, a nie są takie do końca bo rozdzielone: pomiędzy nadzieję na piękną przyszłość z nią w dobroci i miłości, a przeszłością i nostalgią za wspomnieniem.

Teraz pytanie: jak znów być szczęśliwym?
38
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Lipiec 08, 2017, 20:24:59 »
PODSUMOWANIE CZERWCA 2017



Za mną kolejny w kurwę zajebisty miesiąc 8) 8D :sesese:! Zacząłem go od koncertu O.S.T.R. na juwenaliach w Łodzi i powiem Wam, że tego mi trzeba było od dawna - tych basów i dźwięków, które na żywo przeszywają człowieka i tną go we wszystkie strony (#tylkomuzykanazywo). To kolejne wydarzenie z serii "przebudzenie"! Dlaczego? Zrozumiałem jak ważna jest dla mnie muzyka i że jestem nią napędzany. Im więcej muzyki w moim życiu, tym jestem bardziej "nastrojony". Od tego momentu cały czas mam coś na playerach, a w lipcu już włączyłem w działanie OpenFM na komórce w robocie i pracuje się o niebo lepiej ;)! Adaś - dziękuję ;)!


Zdarzeniem miesiąca był jednak wyjazd do Białegostoku z mojej firmy, żeby zaopiekować się nowym zespołem przez tydzień. Dzięki temu "odświeżyłem" swój warsztat trenerski oraz zwiedziłem nowy kawałek Polski ;)! Równolegle na pozycji numer "1" zestawiłbym to wydarzenie z odwiedzeniem wystawy "Body Worlds" Gunthera von Hagensa, a o wszystkim za chwilę. Najpierw konkrety!



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Naprawić zęby
Jestem w trakcie naprawiania kłów. Zapowiada się większa przeprawa, bo przed powrotem z Białegostoku (o czym na końcu tego posta) i jadąc wprost na 18-stkę mojej kuzynki, Ani, złapał mnie taki ból zęba, że nie byłem w stanie wyrobić :(. W życiu nie zeżarłem takiej ilości środków przeciwbólowych jak wtedy i wielkie szczęście, że w sobotę udało mi się umówić na wizytę u dentystki, która rozpoczęła proces leczenia kolejnego zęba. Przede mną jest wyrwanie jeszcze dwóch "ósemek", leczenie kanałowe kilku zębów, a na końcu piaskowanie wszystkich kłów. Cholernie mnie to trzepie po kieszeni, ale jednocześnie jest to jeden z moich tegorocznych celów i muszę go zrealizować, by móc ruszyć naprzód (zwłaszcza, że zepsute zęby trują cały organizm).


5. Odwiedzić laryngologa
Ogarnę ząbki i od razu pędzę do laryngologa na wizytę. W ogóle obecne zdarzenie z zębami wreszcie mnie nauczyło, żeby do lekarzy chodzić na wizyty kontrolnie REGULARNIE!!!


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę
Zastanawiam się nad tym celem, bo po czasie uważam, że jest on... bez sensu. Pisałem go nie mając jeszcze pracy i wtedy było to buńczuczne postawienie na swoim - "będę przedsiębiorcą (i chuj)". Niby fajnie, ale dziś uważam, że zakładanie firmy dla założenia firmy to głupota (i frajerstwo). Wiem, że ten cel będzie bardziej realny w 2018, bo w 2017 chcę znów rozpocząć wykłady (wracam na scenę, elo), a wtedy - być może - znajdą się osoby lub przedsiębiorcy, którzy będą chcieli pocisnąć w materii szkoleniowej/rozwojowej. W zasadzie to już teraz one są, ale wiem, że nie jestem jeszcze do końca na nich gotowych (jednostkowo tak, ale jakbym ich wrzucił na salę szkoleniową, to średnio bym podołał na dłuższą metę ze względu na brak umiejętności organizowania takich wydarzeń [w sensie catering, sala, umowy itd.], bo merytorycznie i warsztatowo to na miękko).



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Dużo czasu spędzam na byciu (sobą) i wierzę w swoje działania, które opieram na realizacji swojej drogi życiowej, w którą wierzę i która w moim przekonaniu została mi dana przez Boga. Trochę się też przełamuję w "proszeniu". Mam w głowie takie przekonanie, że to niegrzecznie o coś prosić Boga/Anioły, że zawracam głowę itd. Teraz coraz bardziej się przekonuję, że warto prosić... zwłaszcza, że zawsze mam dobre intencje ^_^. Bóg chce mnie obdarować miłością, dlaczego miałbym jej nie wziąć ;D?


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
Kurwa! To postanowienie to największa petarda tego roku! WSZYSTKIE efekty, które obserwujecie tutaj - w tym dzienniku - zawdzięczam właśnie temu, że skupiłem się na sobie... a żeby być jeszcze bardziej precyzyjnym - na trzech aspektach mojego życia:
- zdrowiu,
- karierze,
- ambicjach (głównie 3S).

Dzielę swoje cele życiowe na dwie kategorie:
- ważne,
- istotne
(nie mylić z Macierzą Eisenhowera z Covey'a, gdyż ta ma rozkład poziomy i pionowy, a te sprawy to bardziej "głębia").

Przykład: dziecko przychodzi do nas i prosi, aby się z nim pobawić, ale my mamy cholernie ważną prezentację do skończenia i jeśli jej nie zrobimy, stracimy pracę. Ważymy dwie kwestie - rodzinę i pracę. W naszym przypadku praca jest najważniejsza, ale rodzina najistotniejsza. Wiadomym jest fakt, że jeśli ciągle mamy takie "prezentacje do zrobienia", to albo coś jest nie-tak z naszą produktywnością albo pracą. Tutaj trzymajmy się założenia, że jest to sprawa wyjątkowa. Ja, postawiony w takiej sytuacji, wybrałbym dokończenie prezentacji. Dziecko tego nie zrozumie, spoko, ale ja już tak. I, moim zdaniem, obie sprawy mają się nijak do siebie i zestawianie ich obok siebie jest błędne tak samo jak priorytetyzowanie. Sprawy najważniejsze i najbardziej istotnie to zupełnie dwie różne kategorie spraw :).

Także w moim życiu najważniejsze i najistotniejsze jest:
- zdrowie i kariera (w tej kolejności) - sprawy ważne,
- własne ambicje (głównie 3S - kanał yt, wykłady, szkolenia) - sprawy najistotniejsze.

Skoncentrowanie się najpierw na sobie pozwala mi trzymać wszystko w balansie i rewelacyjnie realizować postawione na początku tego roku założenia (oraz dawać sobie pole do popisu i rozwoju w trakcie ich osiągania).


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :ok:
Trzymam się w miarę zdrowego żywienia. Czasami upadam i w 2-3 dni opierdalam słoik Nutelli 8D, ale mimo wszystko nadal chudnę i czuję się dobrze ;)! Jest ok. Bez szaleństw, ale leci do przodu. Najważniejsze, że jadam regularnie. O.


4. Nakurwiać treningi :ok:
Napierdalam jak szalony! Ciągle do przodu. Trochę poopuszczałem wtorki i czwartki w czerwcu (pokłosie wyprowadzania swojego czasu na prostą w maju/czerwcu), czyli dni na rozciąganie i automasaż, ale już teraz (lipiec) wyszedłem z tym na prostą. Wszystkie inne treningi pocisnąłem właściwie... no i duuużo saunowałem, ale do tego dojdziemy ;)


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Jest ok. Mogłoby być lepiej, ale mimo wszystko jest zajebiście ;)


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :ok:
Bardzo działa :)


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :nieok:
Tutaj już kompletnie porzuciłem temat. Niestety - nie jara mnie to i przez to nie mam motywacji, żeby to ruszać do przodu. Mam też swoje zdanie na temat polskiego środowiska naukowego i uważam, że dużo lepiej zrobię nie pierdoląc się w teorii i lecąc od razu na scenę ze swoimi wykładami. Niestety - nie zależy mi już na doktoracie i nie będę tego ratował :(



***



A tak poza tym, to:

Duch
Bóg ze mną... a ja z Bogiem ;)


Umysł
Trening mojej "bańki" zapewnia mi praca. Trochę poczytałem (ale nic nie skończyłem)... no i jak nigdy nie medytowałem, tak nadal nie medytuję 8D


Serce
WRESZCIE udało mi się podbić moją kochaną Łódź w taki sposób w jaki zawsze chciałem, a więc dnia 16.06.2017 zdobywając szlak "Bajkowa Łódź" ^_^


Oprócz tego następnego dnia byłem w kinie na "Królu Arturze" i powiem szczerze, że tak średnio mi się podobał... a szkoda, bo czekałem na nowy film Guya Ritchiego z nadzieją, że zobaczę kolejną produkcję a'la "Rockandrolla" lub "Snatch", których jestem wielkim fanem :(



Ciało
Traktuję swoje ciało z miłością, więc kiedy trzeba, to mu dogadzam (a jakże!). Tutaj dla przykładu mamy loda i gofra z 11.06. ^_^ 8D


Oprócz tego bardzo dużo saunowałem i wyszło mi to z dużą korzyścią dla mojego zdrowia! Jednak absolutną rewelacją było odwiedzenie wystawy "Body Worlds And The Cycle Of Life" autorstwa Gunthera von Hagensa. Tutaj fotka dla osób, które nie orientują się w temacie:


Tak, dokładnie - to ten "czub", który przerabia ludzi w "plastynaty" i wystawia na pokaz. Wszystkie te okazy to prawdziwi ludzie, którzy zgodzili się na to, żeby Gunther zrobił z nimi to, co zrobił. Jakie jest moje zdanie na ten temat? Inicjatywa i wystawa były i są za-je-bi-ste! SERIO! Tak serio-serio. Wszystko jest zrobione bez znieważania kogokolwiek, po prostu czysta anatomia i uwierzcie mi - było jest piękne.

Jest też inny, poboczny, efekt, który uzyskałem idąc na wystawę "Body Worlds" (czego się nie spodziewałem)... Efek DUŻO ważniejszy!

Otóż NIC oraz NIGDY nie wpłynęło na moje podejście do diety, ruchu i odpoczynku ciała tak, jak ta wystawa! NIGDY!

Dlaczego?

Bo chodzicie po wystawie i oglądacie wszystkie te ekspozycje, zachwycacie się (nie)perfekcją ludzkiego ciała i powoli dociera do Was jedna, zajebiście prosta, myśl:

To wszystko musi być z czegoś zbudowane.

Pytanie tylko z czego?

Ano właśnie z tego, co dostarczymy naszemu organizmowi!

BENG!

Rewolucja w podejściu do jedzenia dokonała się we mnie w mniej więcej 1,5-2h godziny podczas zwiedzania tej wystawy. I było cholernie warto!!! Jakby kiedyś była w Waszym mieście, odwiedźcie ją koniecznie!!!


***


Lider
Z punktu widzenia rozwoju mojej roli Lidera, wyjazd do Białegostoku był najbardziej napawający radością i nadzieją na przyszłość. Nie pierdoliłem się w tańcu i od razu wziąłem ekipę mojej firmy z tego miasta w obroty. Wraz z moim kumplem z pracy zapewniliśmy im naprawdę bardzo intensywny (przy czym zajebiście poukładany) tydzień. Wszyscy byli nam bardzo wdzięczni i nawet dostałem brawa na koniec :O ;> :jupi:


Intelektualista
Cisza w temacie :roll:


Sportowiec
Ładnie ćwiczyłem i jestem z tego powodu bardzo zadowolony ^_^


Uwodziciel
Brak koncentracji na kobietach robi mi bardzo dobrze (bez skojarzeń :P). Jasne - brakuje mi seksu... ale też i przez większość życia mi go brakuje, więc się do tego przyzwyczaiłem 8D 8D 8D. Nie walczę z tym - nie walczę o kobiety. Bardzo mi przykro to stwierdzać, drogie Panie, ale wszystkiego (niematerialnego), czego potrzebuję do życia doszukałem się w sobie, więc przestałyście być dla mnie "podnietą". Moje życie, takie jakim jest teraz, sprawia, że kobieta w nim może być co najwyżej dodatkiem. Jasne - chciałbym mieć rodzinę, ale trochę się pogodziłem z tym, że mi się to nie uda, a nie będę niczego wymuszał, bo już kieruję się w życiu miłością i spełnieniem, a nie potrzebą wypełniania schematu społecznego. Łapie mnie tylko wkurw z tego powodu, że świat może być uboższy o moje (wspaniałe) geny oraz (jeszcze wspanialsze) dziedzictwo... a Polska - jak nigdy - potrzebuje teraz Mężczyzn, Patriotów, Intelektualistów, Chrześcijan :(. Niestety pewne wybory są podyktowane moimi pewnymi ustaleniami między mną a Bogiem, a te - póki co - pozostawię dla siebie ;).


Ogniwo Rodziny
W Białymstoku byłem od 19.06. do 23.06. i wysiadając z pociągu od razu trafiłem na imprezę urodzinową mojej kuzynki, Ani. Ania już skończyła 18 lat ;). Gratsy, Młoda ;)!!! Impreza bardzo udana, bo spotkałem memicznych ludzi (pozdro Seba!), pogadałem z rodzinką, trochę potańczyłem i ogólnie miło spędziłem czas ^_^



Przyjaciel
W pracy mam zajebistą(!) ekipę! Odwiedzają nas różne osoby - często i intensywnie. Jedna ekipa jest z Londynu i z tej okazji postanowiliśmy skoczyć z nimi na miasto. Efekty były takie, że zrobiłem się w straszny blat 8d. Na tej fotce oryginalnie jest jeszcze twarz mojego innego kumpla z pracy, ale ją wyciąłem oraz rozmazałem ziomala w tle, żeby nie było go widać, bo może sobie nie życzą (co innego fotka z urodzin, bo to była impreza "publiczna" 8D).


Z innych sukcesów, to udało mi się rozwiązać konflikt z sąsiadką spod 67 8D. O co chodzi? W maju i czerwcu słońce przyświeciło, więc ludzie zaczęli regularnie otwierać balkony... na które wyłaziły psy niektórych z nich i wizgały na całe osiedle (każdy mieszkaniec polskich "wielkich płyt" doskonale wie o co kaman :P). KURWICY SZŁO DOSTAĆ! Dlaczego? Bo dwa psy z mojego bloku były wyjątkowo wkurwiające. Ale to tak wizgały, że nie dało się żyć! Co 10-15min darły się kilka minut, a potem atakowały drugą stronę mieszkania i darły japę po jej drugiej stronie... i tak przez kilka godzin przez weekend, gdy chcesz sobie odpocząć. No "Dzień Świra" normalnie. Miałem ochotę zajebać właścicieli i nawet przez okno się wydarłem na całe osiedle:
- OGARNIJCIE TE, KURWA, PSY!!!
Nie pomogło.

Zacząłem się czaić z książką pod drzewem, żeby namierzyć osiedlowych terrorystów i przyatakować z janusza. Wiedziałem już, które to mieszkania. Ludzie z okien też wypatrywali i nawet z jednym sąsiadem z ostatniego piętra z innej klatki o tym rozmawiałem (on na balkonie, ja na osiedlu, więc wszyscy słyszeli - i też o to chodziło). Obszedłem blok z drugiej strony, wlazłem do odpowiedniej klatki i zacząłem dzwonić i pukać. Psy darły się strasznie, więc już wiedziałem, że "to tu" - numer 67. Nikt nie otwierał, ale że po drodze zaangażowałem kogo się dało, to od 4 osób na klatce schodowej się dowiedziałem co i jak - otóż kobitka zostawiała otwarty balkon i szła do pracy. Sąsiedzi powiedzieli mi kiedy można ją namierzyć i że jest w miarę spoko (sami już nie mogli tego wytrzymać 8D).

Miałem ochotę się tam pod to 67 wjebać na pełnej kurwie, bo już dawno nie byłem tak wkurwiony, ale mówię sobie:
- Nie. Ogarnij temat. To jest świetny case negocjacyjny!
więc wszedłem "na miękko". Poszedłem z uśmiechem na twarzy, żeby "zidentyfikować problem" i postawić na swoim, żeby nie stracić pola negocjacyjnego. Drzwi otworzyła kobitka w średnim wieku i bez większego problemu dało się z nią dogadać. Jest 08.07.2017, gdy to piszę, a po szczekaniu psów nie ma śladu ;)! Myślę kiedy się do niej wybrać z jakimś kawałkiem ciasta i smakołykami dla czworonogów, żeby ją pochwalić i wzmocnić jej postawę, bo gdyby okazała się jakąś typową grażyną, mogłoby być ciężko ;D

Po tym wydarzeniu pojechałem do Białegostoku i gdy wróciłem do pracy usłyszałem od ekipy z firmy jedną z milszych rzeczy, jaką usłyszałem w tym roku. Otóż powiedzieli, że brakowało im mnie :). To chyba pierwszy raz, gdy ktoś z obcych ludzi powiedział mi takie coś ;( :jupi:

A chwilę później mieliśmy integrację swojego zespołu. Po imprezie resztki nas poszły zaatakować Piotrkowską i po drodze przechodziliśmy przez park. Musiałem się zatrzymać, żeby się odlać i ekipa trochę odbiła do przodu. Powiem Wam tak - dawno tak długo nie lałem i chyba, kurwa, nigdy nie szedłem przez tak ciemne miejsce. Jestem pod wielkim wrażeniem mojego autopilota, który zawsze - ku mojemu zdziwieniu - doprowadzi mnie wszędzie. Tak też było tym razem, lecz nie jest to meritum tej sprawy. Dlaczego?

Otóż nie pamiętałbym o tej przeprawie, gdyby nie fakt, że strzeliłem sobie wtedy selfie. Pamiętam, że byłem z czegoś zajebiście dumny (z życia, że się wysikałem, że idę sam i mam poukładane pewne fragmenty życia, nieistotne). Wyciągnąłem telefon i strzeliłem zdjęcie, a potem o tym zapomniałem.

Kojarzycie takie foty na telefonie, że nie wiedzieliście nic o ich istnieniu ani o okolicznościach ich powstania do momentu jak ich nie zobaczyliście? No to to jest jedno z nich 8D



***


Materialność
Hajs się zgadza, chociaż dentystyczne sprawy znacznie(!) uszczuplają mój budżet. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z faktu, że wydaję swoje pieniądze na zęby ;D


Bóg
AMEN!



***



O.S.T.R. - "1 na 100"
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=GKSPLJM8iEM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=GKSPLJM8iEM</a>



***



WYJAZD DO BIAŁEGOSTOKU



W Białymstoku w godzinach pracy cisnęliśmy zespół (a później nadgodziny), by potem atakować miasto. Ekipę tam mają świetną, więc o nic się nie martwiliśmy oprócz o siebie po pracy 8D. Oto mała lista z naszych "osiągnięć" ;)!



Niedziela 18.06.2017.
Zalogowaliśmy się w hotelu i później ogarnęliśmy gdzie jest monopolowy 8D. Tutaj fotka jak jaram się standardem hotelu, który jak na "***" był naprawdę zajebisty wchuj #firmaplacidamiankorzysta



Poniedziałek 19.06.2017.
Takie mieliśmy śniadania:


Atakowaliśmy na dwie rundy - najpierw, żeby się nażreć, później na deser (ja jeszcze sobie kanapki robiłem #januszehotelowania). A po pracy:
- poszaleliśmy rowerami po mieście,
- byliśmy w Galerii Jurowieckiej,
- obeszliśmy we wszystkie strony Starówkę miasta,
- zeżarliśmy u chinola (a jak ;D),
- posiedzieliśmy na ławeczce na Starówce w ramach relaksu,
- odwiedziliśmy Pałac Branickich (na fotce miała być z dłoni ułożona literka "Ł" jak "Łódź", sami oceńcie efekty :P)


- poszliśmy na basen oraz na saunę do strefy relaksu,
- ojebaliśmy pysznego browarka w "Browar Stary Rynek" (polecam).


Wtorek 20.06.2017.
- poszaleliśmy na rowerach i zjechaliśmy kawał Białegostoku,
- podczas tej wyprawy z jednego roweru miejskiego odpadł mi pedał 8D,
- przeprawiliśmy się przez pewien park na rowerach i było naprawdę warto odbić w tę "dziką i niecywilizowaną" stronę tego miasta.


Środa 21.06.2017.
- po pracy się wydurniałem i wlazłem do miejsca, gdzie docelowo mają stać kwiaty :P


- rowerkiem do centrum,
- ogarnęliśmy sobie siłownię w Galerii Jurowieckiej ("Calypso"),
- opierdoliliśmy kebaba na mieście,
- gdy ja jadłem, kumpel zniknął w poszukiwaniu "małej seteczki"... i wrócił cel swój osiągnąwszy 8D


- odwiedziliśmy Pałac Branickich nocą (re-we-la-cyj-nie oświetlony, park jest tam PIĘ-KNY!)


Czwartek 22.06.2017.
Niestety, ale odpadłem. Cały dzień pobolewał mnie ząb (co było tylko wstępem do tego, co miało być następnego dnia) i wcześnie poszedłem spać.


Piątek 05.05.2017.
Ząb już nie boli. Nie. Teraz napierdala. Żrę przeciwbólowe. Na chwilę ból mija. Wsiadam w pociąg, czytam książkę w podróży, idę na imprezę 18-stkową kuzynki, umieram z bólu. Trochę tańczę i się bawię (bardzo udana impreza z rodzinnego punktu widzenia). Czekam soboty, żeby pozbyć się problemu u dentystki ;)



***



A potem jaram się, że życję ;D!!!

I tym miłym akcentem kończę punktowanie tego miesiące. Jeszcze w czerwcu wpadłem na świetny pomysł robienia podsumowań, ale będę się z tym musiał wstrzymać do lipca. Czekajcie, bo warto ;)!!!

Do poczytania!

AMEN!
39
Artykuły i Publikacje / Odp: Podstawy szczęścia - jak znaleźć sens życia i być spełnionym?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Vytautas dnia Czerwiec 09, 2017, 22:22:26 »
A dla mnie najważniejsze jest długie życie. Lepsze 100 lat w ciężkiej biedzie niż tylko 30 w luksusie.
Strach przed śmiercią lub miłość życia jest bezdenną studnią motywacji. Wspaniale się czuję na myśl, że nie będę się musiał jeszcze wybierać w nieznane. Nie wiem, czy tam będzie lepiej. Dlatego nie chcę próbować, czyli chcę zachować życie. A to jest przyjemne, bo żeby żyć trzeba spać, jeść, pracować, odpoczywać itd. Kiedy ma się opcję śmierć, to wszystko staje się przyjemnością.
40
Artykuły i Publikacje / Odp: Mierz się ze sobą za pomocą zegarka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Czerwiec 06, 2017, 06:58:51 »
Czas nie jest jedynym czynnikiem efektywności. Jeśli ktoś chce wykonać czynność dobrze, to trzeba dużo czasu zarezerwować. Chociaż w życiu próbowałem kilka razy się tym sposobem zmotywować, często ale nie częściej nie dawał on ponadprzeciętnych rezultatów, ponieważ nie miałem innych atrakcyjniejszych zajęć, na które wolałbym spędzić czas.
I tu jest pies pogrzebany ;)

Raz - rzeczywiście jak chce się coś zrobić DOBRZE, to często potrzeba na to DUŻO czasu... Ale dwa - jak nie masz nic innego do roboty, to zadanie na 1h zajmie Ci 3-4 godziny.

Mnie w tym tekście chodziło o to, jak zrobić, żeby spiąć się z zadaniami jak najlepiej, aby do maksimum wykorzystać ich czas (np. poświęcam na czytanie 1h dziennie i chcę wtedy faktycznie czytać, a nie myśleć o niebieskich migdałach) lub w jak najlepszym czasie zmieścić się z dobrą jakością (np. zamiast sprzątać 2h, zrobić to w 45min [a jest tak teraz u mnie właśnie]). To działa na zasadzie: "posprzątam w 1h zamiast w 2h, żeby mieć 1h dla siebie".

KOLEJNE PYTANIE jakie za tym leci brzmi: OK, fajnie. Ale co zrobisz z tą jedną godziną?

No właśnie? Co?

I tu odsyłam do tego tekstu 8) - http://zyjwiecej.pl/index.php?topic=1556.0
Strony: 1 2 3 [4] 5 6 7 ... 10