Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 6 ... 10
21
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Wrzesień 18, 2017, 15:42:45 »
Siema  8D

Miałem dużo szczęścia, że trafiłem na terapie jak również pod skrzydła pani X która jest kierownikiem oddziału oraz psychoterapeutą :) Ona się mną zajmuję i dziś wzięła mnie na rozmowę bo zaniepokoiła się moim stanem  8D

Za jej pomocą doszedłem do wniosku, że znam tylko pracę i komputer i w taki sposób potrafię spędzać czas a życie ma wiele smaczków których nie znam, nie zaznałem a są w moim przypadku koniecznością by poprawić swój stan psychiczny. Porozmawialiśmy jeszcze o moich myślach samobójczych i nakierowała mnie bym analizował swoje myśli, że to ja je wybieram a na dzień dzisiejszy są dla mnie bardzo destrukcyjne, są nawykiem  :| Wystraszyłem się w momencie gdy mówiła ile osób po próbach samobójczych zostaje warzywem i ile ja miałem szczęścia, że wyszedłem z tego bez szwanku. Pamiętam co przeżywałem gdy mnie odratowano. Najgorsze były drgawki twarzy nad którymi nie dało się zapanować przez tydzień a mogły zostać do dzisiaj :P
22
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Wrzesień 14, 2017, 19:00:05 »
Ciężki dzień. Uczestnicząc w terapii chciałbym dać coś od siebie i jednocześnie korzystając z zajęć chcę miło spędzać czas poza oddziałem bo z tym mam największy problem, ze znalezieniem zajęcia :) Po zwolnieniu się z pracy spędziłem miesiąc czasu na komputerze, od rana do wieczora :( Nie mam pomysłu jak ten wolny czas spożytkować. Od 2 dni pracowałem dorywczo, i w domu ale na dziś wystarczy bo nie jestem wstanie fizycznie mimo, że na oddziale uważają mnie za sportowca :P

Cholernie jest mi trudno bo jeżeli znajdę jakie kol wiek zajęcie to nie mam z niego radości, tak samo gdy rozmawiam z innymi nie czerpię satysfakcji, nie chcę mi się, dopadają myśli rezygnacyjne, samobójcze :(

Dziś okazało się, że mam problemy z sercem... wiedziałem o tym bo ostatnimi czasy przyśpieszało i zdawało się jak by miało wyskoczyć. Wiem czym to jest spowodowane ale nie przyznałem się.

Wczoraj byliśmy na spacerze bo środy to dnie w których oddział wychodzi na różne wystawy, spacery, głównie integracyjne spotkanie. Źle się czułem będąc w grupie osób, które mają problemy "psychiczne". Jednym słowem wstydziłem się, że spotkam kogoś ze znajomych mimo, że w tej grupie są różne osoby, prezes banku, wykładowca z uczelni wyższej, hydraulik, podróżnik, chłopak w moim wieku. Choroba bądź gorszy stan psychiczny może przytrafić się każdemu, bez względu na wykształcenie, zawód czy stan finansowy.
23
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Vytautas dnia Wrzesień 12, 2017, 21:50:52 »
Powodzenia. :)
24
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Wrzesień 12, 2017, 16:13:50 »
Hej, jestem Dominik i mam 24 lata.

Dziś zacząłem terapię w oddziale dziennym leczenia chorób psychicznych choć takiej nie mam to mam ogromne problemy z funkcjonowaniem, utrzymaniem pracy, relacjami z innymi ludźmi. Mam za sobą 2 próby samobójcze, pobyt w szpitalu psychiatrycznym i różne uzależnienia, trochę trawki, alkoholu + leki antydepresyjne.

Od ostatniej próby "s" próbowałem pracować, wytrzymałem 6 miesięcy gdzie w bardzo krótkim okresie czasu zostałem brygadzistą a gdy zrobiło się zbyt trudno zrezygnowałem. Taką też mam "diagnozę" - gdy robi się trudno, stresująco - rezygnuje, do tego dochodzą zaburzenia osobowości.

Uznałem, że nie ma sensu dalej walczyć ze sobą, próbować na siłę, tylko zrobić to co radzą specjaliści i o tym będzie ten dziennik, o moich zmaganiach z chorobą. Postaram się pisać często, chciałbym, bardzo
25
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Wrzesień 11, 2017, 18:06:01 »
Damian świetnie wyglądasz a na twojej twarzy mega satysfakcja z życia, brawo!

Damian świetnie wyglądasz a na twojej twarzy mega satysfakcja z życia, brawo!

jak ty to robisz?
Jestem sobą 8)
26
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Wrzesień 11, 2017, 15:49:41 »
Damian świetnie wyglądasz a na twojej twarzy mega satysfakcja z życia, brawo!

Damian świetnie wyglądasz a na twojej twarzy mega satysfakcja z życia, brawo!

jak ty to robisz?
27
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dziennik by Kuba - wyboista droga ku zdobywaniu szczytów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Kuba dnia Sierpień 20, 2017, 18:48:44 »
Zgadzam się.

Doszedłem do wniosku, że jeszcze mam szanse mimo tylu spotkań (być  może jest tak jak piszesz)  coś rozegrać i zrobić ten krok ku seksualności, wiem, że go zrobię, kwestia tego aby ustawić ją na spotkanie.
Myślałem, aby zabrać ją na weekend, aczkolwiek mam obecnie problem, ona ma wyjazd rodzinny na jakiś festiwal w środę, mówiła, że ma przygotowania odnośnie wyjazdu i nie wie, czy da radę spotkać się ze mną między poniedziałkiem a wtorkiem, jeśli nie, to w grę wchodzi spotkanie  dopiero po 28 sierpnia.

Generalnie  bardzo się ciesze, iż w ogóle ktoś mną się interesuje, ktoś mnie lubi, tym bardziej dziewczyna która naprawdę (według mnie) jest wartościową osobą, biorąc pod uwagę zainteresowania, książki, jej cele i ogólnie pole działania na którym wojuje.

Dalej sabotuje sobie umysł jej osobą, gdyż  w dalszym ciągu jestem nią zauroczony, mimo mijającego czasu, ludzi pojawiających się na mojej drodze, moje spojrzenie wobec niej w ogóle nie gaśnie. W tym aspekcie wiem już co mam robić. Wydaje mi się, iż jest to brak  większego obycia z kobietami spowodowany sytuacją wyżej  jaką masz/macie okazje czytać odnośnie tej dziewczyny.

Wydaje mi się Lucjusz, że to też kwestia wygody i stagnacji jaka panuje w moim życiu, gdy w grę wchodzi ta sama praca od prawie dwóch lat, te same drogi do pracy, te same czynności każdego dnia, oraz sabotowanie siebie wiedzą odnośnie uwodzenia kobiet "PUA" sprawia, że stoje w miejscu, zaczynam narzekać i nie cieszyć się  tego, co już aktualnie mam.
Swego czasu Lucjusz wioska również nie przeszkadzała mi w moim rozwoju, dwa lata temu miałem praktyki jako mechanik samochodowy w zawodówce, dostawanie po piździe od pracodawcy, wykonywanych zadań i ludzi powodowały to, że napierdalałem webmasterkę po godzinach siedząc do 22:00 i  ucząc się,  rozwiając branże IT (tworzenie stron WWW, prowadzenie projektów etc...) oraz znalazłem sobie dziewczynę i byłem zadowolony.


Wynajęcie pokoju w Łodzi mimo wcześniej przemyślanej decyzji, dalej gdzieś siedzą we mnie wątpliwości rezygnacji z obecnej, lajtowej, stałej pracy.

Niegdyś miałem plan, aby po pracy rozwijać  biznes internetowy, tym bardziej, że w obecnej pracy mam taki lajt, że hoho, ta myśl dalej gdzieś we mnie siedzi, aczkolwiek myśli/lęki wynikające z relacji damsko męskich, wegetacja tworzy jedną wielką rutynę, a to ma przełożenie na lenistwo. Po prostu nie umiem już skupiać sie na działaniach w sieci, we mnie siedzi potrzeba kontaktu z miastem, ale czy na pewno?
Decyzja z wynajmem nie jest jeszcze czymś, co 100% chce zrobić, aczkolwiek myśląc każdego dnia wiem, że będą tego pozytywne jak i negatywne strony i musze coś zrobić, chodź wypowiedzenia jeszcze nie złożyłem (okres jednego miesiąca, aby odrobić)

Chciałbym mimo wszystko robić biznes w sieci, aczkolwiek przestałem czuć wenę i nieco czuje się tym podłamany, bo tracę możliwości których nie chce obecnie wykorzystać. Smutne.

Mam jeszcze z  2 do 3 dni, aby finalnie podjąć decyzję o tym, iż skladam wypowiedzenia z pracy, w której niegdyś odpoczywałem, ze zmianą na na Łódź.
Troszkę byłoby już chyba głupie odwołać owy plan, gdyż (dziewczyna z powyższych opisów) dobrze o tym wie, że uciekam i z tego co wiem, czeka aż się pojawię, mówi, że nie ma z kim chodzić po spotkaniach biznesowych i innych rozwojowych, hehe. Szkoda byłoby, gdyby jednak dowiedziała się że tego nie zrobię.

Badania sobie zaplanowałem na nadchodzący tydzień, mam urlop, więc sporo czasu na tego typu rzeczy.

Wiem, że czas mi spierdala nieubłaganie, wiecznie 21 lat mieć nie będę.

28
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Sierpień 20, 2017, 16:47:17 »
PODSUMOWANIE LIPCA 2017



<a href="http://www.youtube.com/watch?v=n_VVFxzUSQE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=n_VVFxzUSQE</a>



I tak mniej więcej wyglądał mój lipiec (oraz końcówka czerwca). Na pomysł robienia takich szybkich podsumowań wpadłem już dawno temu, ale teraz jest najlepsza okazja ku temu, aby zacząć się tym chwalić :)! Póki co - planuję robić podsumowania co ~2 miesiące, żeby zebrać odpowiednią ilość fajnego materiału. Teoretycznie posiadam takową dla każdego miesiąca, ale niestety bardzo często zapominam nagrać te interesujące chwile, albo przypominam sobie o tym jak już po wszystkim :(. Docelowo wszystkie takie filmiki będą "brandowane" jako ŻyjW!ęcej, a moją największą aspiracją jest to, żeby tego typu "produkcje" weszły na stałe do repertuaru polskiego (a w konsekwencji - światowego) Internetu (bo prawda jest taka, że jako typowi użytkownicy smartfołnów kręcimy wiele filmów i robimy wiele zdjęć, ale nic się dalej z tym nie dzieje... a przecież mogłoby to inspirować innych)! To kilkadziesiąt sekund wyżej to skrót skrótów mojego ostatniego miesiąca, a teraz lecimy z pełną wersją ;)!



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Naprawić zęby
Lipiec był mocny pod względem zębów. Przede wszystkim dlatego, że udało mi się wyrwać kolejną "ósemkę". Dzięki temu zostaje mi tylko jedna do wyrwania. Ile się nacierpiałem, to moje, gdyż te dolne "ósemki" to istna tragedia przy wyrywaniu (górne to pikuś). Oprócz tego mam kanałowo leczoną "siódemkę" i "czwórkę" do zrobienia. Potem są dwa ubytki, pisaskowane (usuwanie kamienia) i jest sukces!!!


5. Odwiedzić laryngologa
Teoretycznie mogę powiedzieć, że jestem bliżej niż dalej tej wizyty, co cieszy ;)


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę :ok:
Cel uznaję za zrealizowany, gdyż uważam, że jego wpisywanie tutaj było po prostu głupie :P. Ambicje wzięły górę nad rozsądkiem i oto, co wyszło :). Oczywiście nie jest to tak, że to "rzucam"! Nie, nie. Ja do tego wrócę, jasne... ale muszę mieć po co wracać ;)! Na razie jestem skupiony na zdrowiu, karierze i na 3S.



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Chyba lipiec trochę odpuściłem. Miałem epizod, że zmówiłem różaniec za pewną duszę, ale moim zdaniem to (za) mało. Mam momenty, że "przypominam sobie" o Bogu i wtedy o tym wszystkim rozkminiam, ale też uważam, że to, że tak się ze mną dzieje, jak się dzieje, to wyraz dobrych decyzji! W końcu najważniejsze to żyć według określonych wartości i ja to robię... więc głęboko w duszy uważam, że Bóg jest ze mnie zadowolony (pomimo faktu posiadania wewnątrz siebie dużych ilości plugastwa, chamstwa i agresji :( 8D ).


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
Nadal podtrzymuję, że to najlepsza decyzja na ten rok (i chyba w ogóle).

Kolejna lekcja, jakiej się dowiedziałem o sobie, jest taka, że najbardziej aktywny fizycznie jestem rano, a po południu nic mi się już nie chce (chyba, że jeździć na rolkach 8D). Za to rano średnio mi idą te intelektualne sprawy, a wieczorem jestem jak burza. Jest to jedna z tych obserwacji, które naprawdę pomagają człowiekowi ułożyć sobie klocki w głowie na temat siebie i swojego (stylu) życia.

Również dotarło do mnie, że pewne kwestie stały się dla mnie dużo ważniejsze niż kiedyś sądziłem, że będą. Mówię tutaj o teście kotwic Scheina, który zrobiłem kilka lat temu, a który wykazał mi, że moje trzy najważniejsze wartości to: autonomia i niezależność, wyzwanie, przywództwo (nie pamiętam czy dokładnie w takiej kolejności). Myślę, że teraz duże znaczenie miałaby wartość "styl życia" (choć nie wiem do końca kosztem czego :P). Jeśli ktoś nie robił sobie tego testu, polecam serdecznie: http://www.lo.wszp.edu.pl/dokumenty/TEST_KOTWICE_SCHEINA.pdf


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :ok:
No tutaj trochę zawaliłem sprawę, powiem szczerze :P. Dużo weszło słoików Nutelli i innych gówien :P. ALE SPOKO! Już ogarniam, a w zasadzie już ogarnąłem (o czym w części "Ciało"), tak więc #chill ;*


4. Nakurwiać treningi :ok:
Nakurwiam treningi, że aż miło! Czasami tylko zdarzy mi się, że zamiast 3 w tygodniu, zrobię 2. Teraz zmieniłem ćwiczenia na treningu. Dla przypomnienia:
- luty i marzec - trening FBW
- kwiecień, maj, czerwiec - wyciskanie sztangi na ławce płaskiej (klata) + wiosłowanie półsztangą (plecy) + przysiady (nogi) + podciąganie (ręce i plecy, bo priorytetowo chciałem tym ćwiczeniem cisnąć łapy).

Obecnie wygląda to następująco:
- rozpiętki (klata oraz troszkę biceps, bo lekko obracam hantle z premedytacją)
- martwy ciąg (plecy, nogi)
- wykrok do przodu i do tyłu z obciążeniem (nogi)
- wyciskanie żołnierskie stojąc (ramiona, triceps, plecy)


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Tu trochę zawaliłem, ale nie aż tak, jakby mogło się wydawać, bo "zasiedziałem się" po północy o 10-15min, więc nie było wyskoków w stylu 1-2 godziny po 0:00 ;)


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :nieok:
Iii... tutaj mały "fail", bo mi się skończył materiał z wykładów z kwietnia i maja. Dopiero teraz wrzuciłem coś od siebie o warsztatach rolkowych (ale to sprawa na sierpień, więc do tego wrócimy ;) ).


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :ok:
Rzucam studia, więc sobie z tym daję spokój ;)



***



Oto ja! Strzeliłem sobie fotkę, a jak! Zdjęcie w koszuli od mojej byłej, bo postanowiłem sobie, że się w nią wbiję (w koszulę :zuo:). Kiedyś w ogóle nie byłem w stanie się w niej zapiąć, teraz się dopinam (wygląda to komicznie, ale jest progres :P). Na fotce śpiewałem sobie do utworzy "Believer", który był motywem przewodnim lipca ;)!


A tak poza tym, to:

Duch
Czuję, że nie jestem gotów na taki kontakt z "naturą" mojego człowieczeństwa w kontekście świata, życia itd. Za to na bank miłe jest to, że takie myśli się pojawiają - dążenie do jedności ze sobą i światem. Na wszystko przyjdzie czas...


Umysł
Największą radością dla mojego umysłu jest to, że dnia 10.07.2017 przyszły do mnie do pracy książki, które sobie zamówiłem. Lista tytułów z moim komentarzem:
- Liderzy jedzą na końcu (S. Sinek) - przeczytałem poprzednią książkę Sineka, więc i wezmę w obroty kolejną
- TED. Jak wygłosić mowę życia (J. Donovan) - czytam teraz (jest 20.08.2017, gdy to piszę) i książka jest zajebista(!!!)
- Jak stać się doskonałym mówcą i rozmówcą (D. Carnagie) - z sentymentu kupiłem, w końcu chcę mieć wszystkie klasyki Carnagiego ogarnięte ;)
- Obudź w sobie olbrzyma (A. Robbins) - książka kupiona trochę dla beki 8D, bo Robbinsa nie lubię i nie uznaję, ale słyszałem, że tak książka jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać
- Storytelling (M. Stączek) - szukałem książki o dobrym copywritingu w tych klimatach, gdzie historia będzie osadzona na schemacie scenariusza i znalazłem, na razie na mnie czeka ;)
- Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności (Ch. Duhigg) - tego Pana, chyba nikomu przedstawiać nie trzeba... kolejna jego książka i już po przeczytanym wstępie wiem, że będzie dynamit!
- Najbogatszy człowiek w Babilonie (G. S. Clason) - muszę pobawić się z finansami, bo już teraz wiem, że to będzie jeden z głównych wątków 2018 roku, więc warto zbierać na przyszłoroczne wyzwania amunicję już teraz, jeśli można ;)

Nietrudno też zauważyć, że dużo tu książek o przemawianiu publicznym. To dlatego, że - jak pisałem we wcześniejszych wpisach - szykuję się na powrót na scenę (w ogóle jak to brzmi ;P), czyli do robienia wykładów. Na pierwszy ogień pójdzie wykład o sensie życia (rozbudowany). Obstawiam wstępnie październik/listopad i do tego czasu muszę dobrze opracować materiał z punktu widzenia merytorycznego i prezentacyjnego.


Serce
Ile przeżyłem, to moje. Część emocji macie w filmiku, część tutaj, a część zachowam dla siebie. Definitywnie jednak mogę powiedzieć, że wydarzeniem emocjonalnym Numer 1 były moje urodziny, które świętuję 27.07. każdego roku #boskadata, i wszystko, co z tym związane ;)! W sumie tego dnia:
- skoczyłem do Manufaktury na roleczkach, więc radość,
- opierdoliłem kebsa na rynku Manufaktury, więc radość,
- wypiłem piwo w Bierhalle na rynku Manufaktury, więc radość,
- pijąc piwo znalazłem 1zł, więc jeszcze większa radość (dostałem na szczęście od Boga ;) ),
- byłem w kinie na "Baby Driver", więc radość ;)

PS
Na urodziny kupiłem sobie również prezent - owe nowe roleczki, na których przybyłem na swoją jednoosobową imprezę, o której tylko ja wiedziałem, że się odbywa 8D (o czym za chwilę).


Ciało
PRZEŁOM W DIETETYCE! Poważnie!!! Na bank część z Was kojarzy, że jestem autorem systemu "3ssential Skills" ("Sprawności Kluczow3"), który głównie opiera się na kartach projektowych, które się zalicza (dostaje się stempelek w miejsce zaliczonego zadania z kółeczka)... więc zrobiłem sobie kartę projektową, którą zatytułowałem "Dożywić Damianka ^_^" (bo czułem, że potrzebuję bomby witaminowej):


- Gdzie tu rewolucja? - zapytacie.
Otóż cała tajemnica tkwi w podejściu do żywienia. Widzicie - jestem jednostką zadaniową i jak mam w głowie perspektywę "zmiany żywienia i pozostawienia go takim już do końca życia" to jaram się tym przez pierwsze 2 tygodnie. Później pojawiają się pierwsze "wyłomy" w diecie, a po 2-3 miesiącach nie ma po niej śladu.

Jednak myślę zupełnie inaczej, gdy mam przed sobą określone zadanie, jak np. to z karty wyżej. Cel jest prosty - zjeść wszystko z tej karty w ciągu miesiąca! Oznacza to, że mniej więcej codziennie będziecie musieli jeść coś z tej karty, żeby to zrobić. Przy założeniu, że często kupujemy więcej, to powtórzycie daną rzecz przez 1-3 dni! Dodatkowo jest odpowiednie tempo, bo jak kupicie sobie jabłek i będziecie je jeść codziennie, to następnego dnia będziecie jeszcze musieli dodać kolejną rzecz (np. grejpfruta), więc tym sposobem drugiego dnia jecie i jabłka i grejpfruty itd.

Ogólnie jest tyle roboty, że zajmie Wam to 80% posiłków, a resztę spokojnie możecie wypełnić jakimiś zwykłymi spożywczymi rzeczami. Co więcej - można śmiało zmieniać kartę co miesiąc bawiąc się z jej zawartością i w ten sposób zawsze będzie jakieś zadanie! Może to dla kobiet nie brzmi odkrywczo, ale uwierzcie mi - dla facetów to jest przełom!!! Wreszcie widzę jakiś CEL, który mogę osiągnąć, więc mam dużo większą motywację! U mnie są to przede wszystkim produkty, które muszę zjeść, ale nie ma problemu, aby zamienić to w przyszłości na określone dania. Wersji tych kart może być naprawdę mnóstwo - od białkowych, przez tłuszczowe na warzywnych nie kończąc!!!

Pomysł pojawił się, gdy zdecydowałem się, że przerzucę się na dziczyznę, a chodziło to za mną od ponad roku (więc dlaczego akurat teraz to się stało)? W lipcu znacząco podnieśli u nas ceny w kantynie w pracy i zobaczyłem jak facet dopłaca 24zł do talerza ryżu z sosem z kurczaka (dodając 7,5zł dopłaty od firmy zapłacił ~30zł za jedzenie warte 7-10zł... a 30zł to dla mnie 2 zajebiste obiady na mieście). Poszperałem w Internetach i znalazłem sklep z dziczyzną koło Rynku Bałuckiego w Łodzi, więc go odwiedziłem. Na szczęście tym razem był otwarty, bo gdy tam byłem rok wcześniej, było zamknięte z powodu urlopu i już tam nie wróciłem (swoją drogą też dlatego, że ten sklep z zewnątrz wygląda, jakby już nie istniał :P). Oto co m.in. udało mi się kupić za 32zł - gulasz z jelenia:


Za 32zł! Wbiłem do domu, ogarnąłem mięso, wrzuciłem w marynatę i po 3 dniach zrobiłem. Wyszło wchuj(!) smacznie i zdrowo!

Niby wszystko fajnie, więc "pokaż Damian jak wygląda zaliczona karta"... Ano nie zaliczyłem jej jeszcze 8D. Przede wszystkim dlatego, że właściciele sklepu z dziczyzną mają urlop do 21.08.2017 #szkurwamac 8D 8D 8D. Ale spokojna głowa - co się odwlecze, to nie uciecze ;)!


***


Lider
W pracy okazało się, że mam najsłabsze wyniki w grupie 8D (najmniejsza ilość przerobionych case'ów). Trochę #smuteczek i borykałem się z tą myślą jakieś 2-3 tygodnie, bo mnie to trochę uderzyło. Nie sądziłem, że jestem "najsłabszy" :(. Niemniej jednak potem zacząłem analizować sytuację i kilka rzeczy stało się jasne:
- grupa, w której jestem to połączenie dwóch pierwszych rekrutacji do tej pracy (pierwsza rozpoczęła pracę pod koniec 2016, a my w lutym 2017) - oznacza to, że część osób będzie miała przewagę 3 miesięcy, a więc średnia z przerobionych case'ów będzie "nierówna" (bo byłoby sprawiedliwe porównywanie osób, które wystartowały w tym samym momencie),
- do swoich statystyk nie dodawałem case'ów, w których "maczałem palce", a więc gdy komuś pomagałem,
- jeden tydzień byłem w delegacji i przez 8h każdego dnia robiłem im (wraz z kumplem) normalne dni szkoleniowe (dość dobre tempo), a więc byłem poza procesem.

Nadal jednak byłem trochę "przybity" wiadomościami o ilości case'ów", które zostały mi podane na rozmowie z moim koordynatorem. Jednak jako, że jestem jednostką zadaniową (i koordynator chyba też), ułożyłem z nim na szybko "plan naprawczy" na lipiec. Wszystko, a nawet dużo więcej, udało mi się zrealizować. Wtedy też podsumowałem swoje działania, wysłałem odpowiednim osobom raporty i jak to wszystko "zebrałem do kupy", to okazało się, że wcale nie jestem najgorszy, a w zasadzie to mam naprawdę dobry i konkretny wkład w rozwój procesu #beng 8D

Jako, że znam się na szkoleniach i będąc wcześniej w Białymstoku pocisnąłem (wraz z kolegą) ekipę dość mocno, to zebraliśmy pozytywne opinie... więc pod koniec lipca (31.07.2017) ruszyliśmy do Białegostoku na kolejną delegację, do kolejnej, nowej, ekipy ;). I to w tej właśnie materii zaczęły się pojawiać dla mnie świetne możliwości rozwojowe w tej firmie, które mnie kurewsko cieszą (bo mistrzem analizowania case'ów nie jestem i raczej nigdy nie będę, ale lubię tę robotę, więc jeśli dałoby się połączyć robienie case'ów ze szkoleniami i zadaniami stricte projektowymi, to jestem w niebie 8D :sesese: :zuo:)!

Z innych kwestii związanych z moją rolą Lidera - wciąż pracuję nad swoimi "3ssential Skills". W lipcu udało mi się finalnie zakończyć pisanie mailingu, więc wystartowałem newsletterem składającym się z 10 wiadomości do osób, które były u mnie na szkoleniach. Super sprawa, bo teraz jak tylko gdzieś pójdę (wykład, warsztat), to daję ludziom linka z podsumowaniem spotkania i automatycznym zapisaniem się na newsletter (z którego mogą łatwo i szybko się wypisać). Zrobiłem to raz, a profit będzie mi przynosiło zawsze (czyli w sumie taki przychód pasywny :) ).

Z 3S jest również związane inne wydarzenie, które również jest hitem tego miesiąca (w zasadzie to cały lipiec świętowałem jak swoje urodziny). Otóż wreszcie odebrałem swoje wizytówki robione na potrzeby 3S:


Na zdjęciu tego nie widać, ale mają uwypuklone fragmenty (logo "3S" z awersu) oraz barwione brzegi. Wygląda to i prezentuje się przezajebiście wchuj!!! Jestem z nich bardzo zadowolony (#mojprojekt :P 8) 8d ) i już powoli zbieram hajs, żeby zrobić sobie 1000 sztuk ulotek (mam świetny pomysł na to jak to wykonać) oraz na 2-3 rollupy. Jeśli to się uda, to idąc na wydarzenie mojego autorstwa (wykład, szkolenie, warsztaty) będę miał artyzajebistą identyfikację audiowizualną i praktycznie zero problemów ze ściągnięciem ludzi na mój kanał na yt, stronę www i newsletter.

Moje urodziny i rola Lidera zbiegły się również w innym miejscu. Otóż w czwartek (bo 27.07. w 2017 przypadał w ten dzień właśnie) upiekłem ciasto i zrobiłem "mini-przemowę" do naszej ekipy z pracy. Wykorzystałem również moment, aby poczęstować wszystkich szampanem a'la "Picolo", by przyświętować fakt, że na naszej tablicy "pyknęło" nam już 100 omówionych spraw. Także grubo 8D.

PS
To były moje pierwsze urodziny w typowej pracy kiedykolwiek :wstydzioch: ;> <3


Intelektualista
No nie zaszalałem tutaj, bo jak już wiadomo - doktorat rzucam, a intelektualnie spełniam się w 3S.


Sportowiec
Dzień 10.07.2017 zapadnie mi na długo w pamięci, bo to były pierwsze rolki w sezonie (późno, c'nie?)! Poszalałem na nich, ale niestety jak były za małe w tamtym roku... tak nadal są 8D. Niemniej jednak to wydarzenie uruchomiło we mnie chęć kupienia nowych rolek w październiku/listopadzie, więc standardowo zacząłem przeszukiwania internetu. Myśl o kupnie rolek rosła we mnie wraz z ilością informacji, które pochłaniałem, ale wiedziałem, że nie mogę sobie na nie pozwolić... i wtedy mnie strzeliło, że:
- mam w tym miesiącu premię,
- mam w tym miesiącu premię za polecenie jednego ziomka do pracy,
- mam w tym miesiącu... URODZINY!

JEBAĆ!

Złożyłem zamówienie i około 1100zł mniej w porteflu później przybyły do mnie one, Razors Genesys 11 <3


Jakaż była radość, gdy do mnie przybyły! Jak się jarałem, gdy rozpakowywałem pudełko <3 :jupi: :O :roll: :wstydzioch:!!! I jaki stres, gdy okazało się, że były za małe :facepalm: >:( :/!!!

Na szczęście okazało się, że jak zmieniłem liner (czyli ten wewnętrzny but) na inny (bardziej cienki), kupiony wcześniej do innych rolek, to jest idealnie! TAK, DOKŁADNIE! JEST IDEALNIE!!!

Wcześniej, w poprzednich rolkach, nie byłem w stanie wytrzymać dłużej niż 10-15min jazdy, a teraz te zakładam na nogę i mogę jeździć i siedzieć w nich po kilka godzin! Boskie uczucie!

W ogóle jak tylko je dostałem, to momentalnie włożyłem w kółka nowe łożyska (które kupowałem przy okazji) i pojechałem jeździć. Tylko, że wkładając te łożyska wiedziałem, że to nie są moje zamówione, co mnie trochę wkurwiło (zamawiałem "Classic", dostałem "Pro"). Mimo wszystko chciałem się przejechać i zobaczyć jak to wszystko śmiga, żeby później oddać, ale mieć pewność, że albo będę na tych rolkach jeździł, albo nie.

Pojechałem na plac Manufaktury sprawdzić roleczki, zabolała mnie stopa, zmieniłem linery, pojechałem w pizdu i gdy wszystko "siadło" jak należy, wiedziałem, że wrotki są moje.

Wróciłem do domu (po drodze się wypierdalając 8D), napisałem maila, że dostałem nie te łożyska, co chciałem i żeby mi je wymienili. Dostałem odpowiedź, że produktu używanego nie mogą mi przyjąć, więc momentalnie #wkurw. Z jednej strony źle, bo nie chciałem tych łożysk (o których słyszałem, że szybko się psują, a o "Classicach", że są raczej nie do zajebania), a z drugiej spoko, bo "Pro" są o 40zł droższe od "Classic", więc wychodzę na "zero".

Sklep się jebnął i w moim przekonaniu początkowym na moją niekorzyść, ale później jakoś się z tym pogodziłem plus jakby nie patrzeć - dostałem 40zł na urodziny (w ogóle na początku to myślałem, że oni mi taki prezent zrobili, bo wspominałem o tym fakcie w wymianie maili [próbowałem coś wydębić za free 8D]).

Wciąż mnie jednak nosiło z myślami, że sklep mógł myśleć, że ich oszukałem i "przyjanuszowałem" na ich pomyłce. Z jednej strony - ich wina, bo nie pilnują interesu, z drugiej - nie uważam za sprawiedliwe żerowanie na czyichś błędach. Z tego względu postanowiłem temu skateshopowi "namalować laurkę" i wychwalić ich w jednym z moich filmików, ale o tym porozmawiamy przy okazji podsumowania sierpnia ;)!

PS
Dobre wieści z tego są też takie, że jak sklep nie chce przyjmować używanego towaru, to znaczy, że zawsze mają nowy 8)


Uwodziciel
W lipcu silnie odczułem fizyczną chęć posiadania dziewczyny lub jakby ujął to Liroy: "Jebać mi się chce" 8D. Mimo wszystko nie angażuję się w swój rozwój na tej płaszczyźnie. Jest to sytuacja tragiczna, bo ciało mówi: "Damian, skoncentruj się na bzykaniu", a umysł mówi: "Kurwa, ogarnij temat i się rozwijaj". Myślę, że w tym momencie jest idealne miejsce i czas na legendarną już pastę:

Cytuj
Beka z ruchania- jak kurwa to w ogóle można to robić przecież to jest tak prymitywne że ja pierdole. Jakies kurwa dziwne frykcyjne ruchy w tą i z powrotem robione kawałkiem odstającego mięsa którym na co dzień się sika i wkladanie go w obleśną samicza szparę oblepioną obrzydliwym śluzem, no kurwa, jeszcze do tego jakieś pozycje, zabawki, wibratory, kajdanki gra wstępna, przebieranie się za jakieś postacie kurwa ruchanie to jakiś kabaret jebany a potem jeszcze te śmieszne ruchy w pochwe, i wymienianie się jakimiś zjebanymi płynami, lizanie rowa itd. Na dodatek jebie niektórym stamtąd a przy erekcji wypływa Ci ten pierdolony magiczny płyn i od razu odechciewa się ruchać, zastanawiasz się co ty odjebałeś jeszcze jakieś kurwa przytulanie no ja pierdole trzymajcie mnie, pierdolone pojebane ludzkie instynkty widzisz nagiego człowieka innej płci i od razu ten śmieszny mięsny fiflak między nogami staje do góry przecież to jest śmieszne kurwa mać czemu ludzie nie rozmnażają się bezpłciowo?

Prawdziwe przyjemności to nauka, słuchanie muzyki, czytanie książek, podróże a nia jakieś pierdolone instynkty plebejskie czyli poruchać, popić i poćpać, kurwa przecież seks nie wygląda jak w amerykańskich pornolach tylko jak prymitywne nagrania z polski i rosji, gdzie jebie się karyna z płaską dupą, cyckami z wielkimi sutami które zajmują 90% powierzchni cycków z jakimś sebą suchoklatesem który spuszcza się po kilku minutach, a w tle jakieś stare meble z epoki socjalizmu, cebulacka kołdra i stary dywan no super romantyczna atmosfera kurwo! W 90% przypadków tak to wygląda, jak sobie próbuje siebie wyobrazić z perspektywy 3 osoby to kurwa nie mogę- jak bym w trakcie ruchania o tym myslał to bym się zesrał ze śmiechu.

jebać ludzi

#złoto 8D 8D 8D

No ale mniej więcej takie mam teraz nastawienie - nie pozwalam, aby pierwotne instynkty brały górę i podporządkowywały całe moje życie im właśnie. To umysł mówi, gdzie mam zmierzać... i wiem o tym, że priorytetem jest OGARNĄĆ SIĘ!!! A dokładniej:
- zdrowie,
- kariera,
- własne ambicje (3S).
W tej kolejności.

I wiem również, że takie nastawienie doprowadzi mnie do posiadania takiego statusu i takiej ilości hajsu, że to nie ja będę musiał uganiać się za dupami, ale one za mną 8D. A nawet jeśli nie, to trudno - przynajmniej będę miał zajebiste życie bez seksu xD

Inna prawda też jest taka, że w kwestii seksu żyję kategoriami "jak schudniesz, poruchasz", "jak zarobisz, poruchasz", "jak /wpisz cokolwiek/, poruchasz", a w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. Jest mnóstwo brzydszych i gorszych facetów niż ja, a pewnie bzykają na potęgę. Błędne koło.

Tylko, że teraz wracamy do motywu, że żeby bzykać, musiałbym wykazać w tej materii inicjatywę. Jakąkolwiek, ale jednak. Tinder średnio się sprawdza w moim przypadku i nawet moje wcześniej wrzucone "selfie" nie pomaga ;D. Poza tym nawet jak mam tam pary, to rzadko piszę, bo mi się nie chce. No właśnie! A dlaczego mi się nie chce?!

Przede wszystkim dlatego, że jak pomyślę, że musiałbym po wykazaniu tej jakiejkolwiek inicjatywy dalej bawić się w jakieś:
- rytuały,
- spotkania,
- umawianie się z tymi wszystkimi dziewczynami (bo umówmy się - nie jestem typem Jamesa Bonda, do którego łóżka laski ładują się same 8) )
oraz zestawię to na jednej szali z faktem, że mogę:
- ten czas poświęcić sobie,
- pojeździć na rolkach z dobrą muzyką,
- jebnąć się dupskiem na saunach,
- poczytać dobrą książkę w parku,
- popracować nad 3S,
- lub porobić cokolwiek z tego filmiku wyżej,
to naprawdę wolę se zwalić konia 8D

Brzmi chamso i brutalnie, ale tak jest. Po prostu nie opłaca mi się inwestować w kobiety, a tym bardziej w związek, który jest dużo bardziej zajmujący niż spotykanie się z kimś, randkowanie lub (choćby wakacyjny) romans.

To nastawienie w zasadzie towarzyszy mi od początku prowadzenia tego dziennika, ale wcześniej to była walka: ja vs taki ja, jakiego chcą kobiety. Naprawdę wiele lat walczyłem o siebie i o to, żeby faktycznie sobą być, a nie kimś, kogo w danej chwili życzy sobie dana kobieta, kobiety jako ogól lub system. (Nie)stety dopiero jak wyprowadziłem się "na swoje" i po mitycznej "trzydziestce" zaznałem życia kawalera, powiedziałem sobie w duszy "nigdy więcej" związkom opartym na takich zasadach jak dziś są powszechne. Co więcej! Okazało się nawet, że Amerykańce znaleźli już na to swoją nazwę:

MGTOW
Men Going Their Own Way

I tu mała dygresja - uwielbiam USAńczyków za to ich wymyślanie miliona rzeczy na raz cały czas i dawanie im akronimów - dzięki temu jak wreszcie im coś "chwyci" to mogą powiedzieć, że "to ma swoje korzenie w 1893, kiedy to XYZ z rodu ABC po raz pierwszy zrobił/powiedział 123" i chuj z tym, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, ale rodowód jest wyciągnięty 8D... oni i te ich kompleksy tożsamości narodowej <3! Mimo wszystko w przypadku MGTOW ma to swoje uzasadnienie i ogólnie fajnie, że takie coś się wykrystalizowało.

O co chodzi z MGTOW?

Najogólniej rzecz biorąc faceci mówią "DOŚĆ!" babskiemu pierdoleniu, niezdecydowaniu i braku konkretów... i zamiast bawić się w szukanie szczęścia w związku, doszli do wniosku, że będą robili to, co zawsze podpowiadało im ich wnętrze. Skrótem: mają wypierdolone na kobity i robią, co podpowiada im ich natura.

I dobrze, bo ja też tak mam ;)... a jak ktoś chce detali, to może śmiało poczytać mój dziennik od początku tego roku i sam się przekona o zbawiennych efektach skupienia się na sobie ;)

PS
http://mgtow.pl/index.php/o-mgtow/


Ogniwo Rodziny
Pamiętacie z mojego filmiku na górze te radosne chichoty mojego chrześniaka, gdy grałem z nim w piłkę? No to zostały one nagrane właśnie w lipcu, gdy miałem szansę spędzać ze swoją rodzinką czas na działce u mojej siostry ;)


Przyjaciel
Dnia 11.07.2017 miało miejsce ważne dla mnie wydarzenie - pomogłem staruszce :). Niby nic wielkiego, ale jednak mogło skończyć się tragicznie! Wracałem z pracy i przechodziłem przez coś na kształt "parku". Tuż przy jego końcu zauważyłem w rowie staruszkę - siedziała. Wyglądała jakby tam chciała odpocząć, ale mimo wszystko zszedłem, aby z nią chwilę porozmawiać. Okazało się, że weszła tam na chwilę i nie mogła wyjść, bo była strasznie słaba. Z trudem wróciliśmy na właściwą ścieżkę. Po drodze pojawiła się jeszcze jedna dziewczyna, która mi pomogła poczekać na karetkę. Babcia cały czas protestowała, że "po co" i "nie potrzeba", ale nie słuchałem jej i swoje zrobiliśmy. Mimo wszystko wspólnie poczekaliśmy na przyjazd "eRki", należycie powspółpracowałem z ratownikami, upewniłem się czy będę do czegoś potrzebny i dopiero wtedy poszedłem. Jestem z siebie dumny :)

Oprócz tego widziałem się z cooliem na chińskim żarciu i obejrzeliśmy "Dunkierkę" (całkiem spoko film, ale dupy nie urwał), a tydzień później wraz z Michałem, Bartkiem i Adrianem zaatakowaliśmy kluby. I co? I kolejny raz przekonałem się, że to nie dla mnie. Nienawidzę(!) clubbingu. Mogę iść w kluby tylko i wyłącznie ze srogą ekipą, bo wtedy będę dobrze się bawił, bo będę się bawił dla bawienia. Nie umiałem, nie umiem i nie chcę umieć wyrywać tam dziewczyn, a tym bardziej chodzić do klubów, bo dziewczyny tam są (a prawda jest taka, że w większości są to głupie blerwy, które wskakują na byle pierwszego-lepszego kutasa, który ma: ładny wygląd, hajs, status i/lub inny kolor skóry 8D #takaprawda). Po kilku klubach wyszedłem, żeby odetchnąć świeżym powietrzem na ławce na Piotrkowskiej i tylko obserwowałem kontynuujący się festiwal spierdolenia. Pijane typy bijące się i wyzywające siebie nawzajem, głupie patolożki robiące wokół tych awantur dymy, bydło i zezwierzęcenie - nic więcej. Nie mój świat. Wypierdolone.


***


Materialność
Zakup roleczek i dentysta - tak sromotnie przetrzepaną miałem (i mam) przez to kieszeń, że raczej do końca roku będę się bawił w wyprowadzanie finansów na prostą i domykanie budżetu "na styk"... ale warto było 8D


Bóg
Jak wyżej - lubimy się ze sobą. On mnie kocha, a ja tak go nieśmiało trochę. Nie potrafię chyba kochać całym sercem nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że czuję, że nie mogę (chodzi o to, że to bardziej kwestia mojej odpowiedzialności niż Boga). Przełamuję się jednak z tym! Powoli zaczynam prosić. Prosić o coraz więcej dobrego dla mnie, bo znam siebie (a Bóg mnie) i oboje wiemy, że to zmierza tylko do tego, żeby tego dobra na świecie było więcej, by je pomnażać.



***



Imagine Dragons - Believer
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=IhP3J0j9JmY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=IhP3J0j9JmY</a>

Amen.
29
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Sierpień 19, 2017, 12:30:54 »
Mija pół roku od rozstania, i... minęło. Ciężkie to były miesiące. Ale czego się spodziewać, człowiek całkowicie zdewastowany przez relację z kobietą alkoholiczką, uzależnionej od relacji z matką: alkoholiczką. Zawsze wyobrażamy sobie alkoholika, jako tego menela spod hipermarketu... alkoholizm to choroba codzienności. Fakt, braku zrozumienia, że jest to trucizna, brak blokady przed wypiciem "piwka" na wieczór bez poczucia lekkiej winy. Fakt braku zahamowań na zakrapianych imprezach urodzinowy/weselnych/rodzinny. Niby impreza, niby można, ale szacunek do siebie trzeba mieć... alkoholik takowego nie ma.

Żyłem z alkoholiczką przez 5 lat, i żałuję. Zmarnowany czas. Wyciągnąłbym ją z tego, teraz, w wieku 25 lat. Albo i za kilka lat, gdyby los nas złączył w innym momencie. Wtedy jako młodzi ludzie, ba gówniarze po 18 lat. Skąd miałem wiedzieć co to za choroba i jak zniszczy nasze relacje? Do wora dorzucić matkę alkoholiczkę, która zawsze psuła wszystko co wypracowałem z moją byłą kobietą i nic nie dały wizyty w grupach, u psychologa. Nic, bo wypracowany kroczek do przodu, zawsze był zamazywany przez uzależnienie od matki, matki która wolała "wypić" z córką niż porozmawiać o problemie braku męża przy sobie, braku poszanowania w rodzinie i ojcu alkoholiku (jak widać wielopokoleniowy problem tej rodziny). Co ja 18'latek miałem zrobić? Co mogłem zrobić? To była dopiero mocna lekcja życia. Po dwóch latach, będąc jeszcze w szkole średniej byłem głową "rodziny", utrzymywałem ją i walczyłem. Wywalczyłem terapie w grupach "dzieci alkoholików", terapie u psychologa, zrozumienie problemu u mojej byłej. Zasiałem w tak młodym rozumie nasiono wyjścia z syfu jakim było jej życie. Sport, pasja, rozwój... trwało chwilę, bo SZMATA (piszę to z całą świadomością), niewychowana SZMATA ("opuszczona" przez własna matką w wieku 16 lat) jaką była jej matka zniszczyła wszystko ponownie wpływając na jej psychikę, ponownie ukazując pokręcony wzorzec matki, ponownie namawiając do alkoholu.

I znów słyszałem, że "mogę się napić po całym ciężkim dniu, należy się mi to tylko piwo/wino/jeden drink".

Pojebane. Całe szczęście już za mną. I żeby nie wybielać siebie: też zepsułem. Zepsułem siebie i zatraciłem w tym wszystkim. Odpuściłem walkę, uznałem za standardowe. Zostałem przemaglowany i przerobiony na ICH kopyto, chore relacje z matką akceptowałem, chore motywy z alkoholem zaakceptowałem, chore relacje partnerskie zaakceptowałem... JAK PIZDA! I na koniec zachowałem się właśnie jak ta pizda... A nigdy taki nie byłem, i czas o tym zapomnieć.

Żegnaj moja pierwsza miłości, smutek mnie ogarnia i żal do świata i losu: nie Ty byłaś winna temu co się stało. Tylko wszystko to co się wydarzyło przed Twoim urodzeniem i po nim, jak zostałaś wychowana i w jakim środowisku. Walczyłem tak długo, ale nie dałem rady. Szkoda, bo wiem jak wiele dobrego w Tobie jest. Modlę się codziennie za Ciebie, i za to abyś miała szansę znaleźć u boku kogoś kto będzie znacznie silniejszy niż  ja i pokażę Ci co to znaczy ŻYCIE. Nie stań się klonem swojej matki, babki, które miłość przełożyły nad inne wartości tj. zabawa i nałogi. Wierzę w Ciebie i trzymam za Ciebie kciuki!

Jestem mężczyzna, jestem prawdziwą głową rodziny i podporą w tych ciężkich czasach, jak i tym punktem który daje bezpieczeństwo w momentach dobrych. Mam mieć twarde serce i głowę, potrafiąc i chcąc walczyć o dobro moich bliskich którzy chcą dla mnie tego samego.

I tak tym sposobem czas opisać co mnie spotkało, a spotkało mnie niewyobrażalne szczęście! Droga aby je poznać, była bardzo ciężka: ale warto było. Kobieta z którą żyję, daje mi tyle szczęścia. Nawet teraz jak o niej myślę, wiem, że to ta jedyna. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, ale wiem, że trafiłem na drugą połowę. Ona jest IDENTYCZNA jak ja :). Te same zakręcenie, zapominalstwo, stosunek do świata, rodziny. Te same pasje i ambicje. Wiecie co? To będzie dopiero miłość!

Jak ślepy i straszny byłem dla niej, kiedy to patrzyła na mój smutek i wiedziała, że to nie ona go spowodowała. Jej waleczność o mnie: walczyła jak lew, i  wywalczyła. Pewna siebie i nie ugięta. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Widocznie tak miało być i tak jak napisał Smiler: Życie dało mi lekcję, po to abym mógł docenić ten skarb jaki jest u mojego boku.

Nie idealizuję jej, widzę jej wady, ale tak jak wspominałem są tak podobne do mnie... tak bardzo bliźniacze: jak miałbym nie akceptować samego, siebie? :) Jak teraz spojrzę z boku na to co się stało, serio zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Jak po nitce doprowadziło mnie ono do niej i czuję, że miało tak być. Czas skończyć te wywody o przeszłości, zaakceptować ją i powiedzieć "żegnaj", znacznie więcej powinno się w tym wszystkim znaleźć tej kobiety. Aż mi wstyd, że w żalu i smutku nie dostrzegałem tak silniej podpory jaką była ona... Ale z drugiej strony: to jest tak schematyczne i często spotykane. Dosyć już torturowania siebie, człowiek z natury jest słaby, i musi ze sobą ciągle pracować. Zachowałem się po rozstaniu jak większość, dobrze jednak ze to zauważam i schowam do szafy: "błędów których więcej nie popełnię".

KONIEC WYWODÓW :) Czas podsumowań:

-> Rodzinne
Trochę do przodu w kwestiach akceptacji mojej nowej partnerki wśród rodziców. Powoli stają się bardziej otwarci. Nie ma co się dziwić, trochę się sparzyli. Mimo tego, że nie uważali mojej poprzedniej partnerki za dobrą po tylu latach się z nią zżyli. Co prawda przy rozstaniu matka skwitowała to (nie do mnie osobiście) "wyjdzie mu to na dobre", jednak lata robią swoje.
Cieszę się z ich aktualnego nastawienia, zaczynają zauważać jaka jest i jak dobra jest dla mnie moja aktualna miłość, a jej "lekka" skrytość wynika z skromności, a nie niechęci :). Cele jakie sobie stawiam w tym zakresie:
  • 1. Wzmocnić relację moich rodziców ze mną i moją kobietą.
    2. Wzmocnić relację z siostrą poprzez wspólny wyjazd urlopowy (zależy mi też aby polubiły się nawzajem co chyba już doszło do skutku :)).

-> Życiowo
Jak już pisałem, czas ruszyć do przodu. Z kobietą u boku, nie która ciągnie mnie w tył. Plany mamy proste: żyć i się rozwijać. Na sierpień i wrzesień szykuję:
  • 1. Urlop i spędzenie 2 tygodni bez stresu i obowiązków odcinając się w 90% od firm które prowadzę (mam świetne ekipy na zakładach, poradzą sobie z menagerką :)).
    2. W tym okresie chciałbym już mieć papiery złożone o podzielenie działki i skierowaną sprawę o jej przepisanie na mnie osobiście. To będzie pierwszy krok do budowy domu, kolejny załatwienie formalności z przyłączami.

-> Biznesowo
  • 1. W własnej firmie chciałbym poczłapać do połowy września, i dopiero od tego momentu ruszyć z przytupem. Zgra się to z powrotem sezonu sportowego i nawrotu aktywności wśród społeczeństwa (więc dla nas najbardziej dochodowy czas). Działania jakie podejmę w okresie od połowy września to nowe punkty współpracujące ze mną [2 nowe siłownie w dwóch miastach] oraz danie kopa w dupę aktualnym sponsorowanym sportowcom aby mocniej w tym okresie promowały firmę bo widać, że wpadli w podobny marazm do mojego (ale wybaczam, sam odliczam dni do urlopu :D). Tutaj chciałbym finansowo kręcić się koło 1500-3000 na czysto, po spłatach wszelkich opłat i zusów i amortyzacji lokalu/sprzętu/aut. Obecnie mi się to udaje zobaczymy jak wypadnie sierpień/wrzesień.
    2. W firmie w której pracuję jako "prawa ręka" dostałem podwyżkę. Do połowy września, chciałbym na ten moment trochę podziałać z rozwojem sprzedaży i rozpoznawalnością nowego sklepu który otworzyliśmy w tym okresie. Jak dobrze wywinduję promocyjne aspekty, plus rozpoznawalność od września zacznę nakręcać sprzedaż co będzie skutkować odpowiednią premią. Liczę na wzrost finansowy w tym zakresie pozwalający mi osiągać zarobki rzędu 4 tys podstawy w miesiącu październiku i kolejnych po nim. Dodatkowe aspekty procentu ze sprzedaży powinny mi przynosić zyski od 1000 do 3000. Dużo będzie zależeć od mojego zaangażowania.
    3. Praca jako trener/dietetyk przynosi stabilne aktualnie ruchy, co jakiś czas wpada nowy podopieczny i systematycznie zwiększam pulę zainteresowanych mną osób poprzez nowe projekty promujące moją działalność. Dochodzą do mnie słuchy wśród dawno nie widzianych znajomych, że jestem postrzegany jako osoba "Znana" (są pytani przez obcych czy znają mnie, bo pochodzimy z tego samego rejonu). Cieszy ten fakt :) choć i dochodzą do mnie słuchy, że jestem "efektywny ale bardzo drogi". W sumie nie ma co się dziwić. Cen zabójczych nie mam, są równane z tymi jakie są na rynku. Jednak powiat w jakim działam jest ubogi i większość pracuje za minimalną. Swoją fachową wiedzę cenię, sam wydałem dziesiątki tysięcy złotych na studia i szkolenia, jednak realia życia w Polsce znam. Smutne.
    Ciekawi mnie jak to będzie na wrzesień po urlopie, aktualnie kilka osób skierowałem na kontakt ze mną właśnie po takowym (nie zaczynam współpracy z kimś, tak aby po tygodniu powiedzieć, że uciekam na urlop. Mam nadzieję, że rzeczywiście docenią moją uczciwość i się odezwą :D.

-> Pasja
  • 1. Sportowo powolutku, cel jest 110kg, już w pewnym momencie pokazało się 104, ale ponownie uciekło do 102kg. Tak jak pisałem, żyję urlopem i nie zasuwam jak należy na 100% i w diecie i w treningu jak i suplementacji. Deadline mam ustawiony od połowy września. Więc jak tylko wrócę biorę się do roboty na full. A teraz? Dźwigam sobie :) Biję kolejne rekordy i cieszy, że wróciłem do starych ciężarów. Te ćwierć tony spokojnie podniosę z ziemi, niedługo spróbuję przysiad z 180kg a i podobną wartość wycisnę na sztandze. Tragedii nie ma, ale ambicje do grudnia to te minimum 300kg na martwy ciąg podnieść, z 185kg wycisnąć i z 210-220 przysiadać :).
30
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dziennik by Kuba - wyboista droga ku zdobywaniu szczytów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Sierpień 19, 2017, 10:58:59 »
Kuba młodyś chłopak i stąd ten brak doświadczenia, szczególnie, że czasy pizdowate i ciężko o szybką naukę życia ;)

Co do badań: prolaktyna, estradiol, testosteron całkowity, progesteron, trójglicerydy, cholesterol całkowity, kreatynina, podstawowa morfologia krwi. Badaj, wklejaj wyniki i naprawimy cię :). W dziedzinie endokrynologii mam dość spore doświadczenie z nie jednego gówna człowieka się wyciągało.

Co do tej dziewczyny: Kłądę milion dolców na stół i przytaczam: nic nie zjebałeś, wystarczy rozegrać to na mniejszym spięciu. Serio, Kuba: Jaka kur#a miłość? :) Zwykłe zauroczenie, o miłości nie możesz się wypowiadać bez poznania jej w łóżku, tego jak budzi się z rana i jest dla Ciebie kochająca czy wredna na cały świat bo nie wyspana. Bez poznania jej humorków i tego jak rozwiązuje konflikty między ludźmi. Bez tego i wielu innych rzeczach dostępnych tylko dla "partnera", nie możesz mówić o miłości i zakochaniu. Skoro już wiesz, że jesteś zauroczony:

Przestań się zastanawiać tylko działaj. Rozmyślnie na poziomie uczuciowym w tym wypadku jest totalnie bez sensu. Układanie sobie życia z kobietą, z którą nawet się nie pocałowałeś jest poniżej twojego wieku :) więc weź się w garść, sprzedaj sobie solidnego liścia i napisz do niej czy wyskakujecie gdzieś w weekend? Nie masz odwagi?

FACET! Ta dziewczyna siedziała u Ciebie w mieszkaniu 5h, miała dużo tej odwagi i chęci uwierz :). Bądź sobą, więcej luzu, ale w spojrzeniu do niej miej w oczach fakt, że chcesz od niej czegoś więcej. Jak się nie wystraszyła po pierwszych spotkaniach, nie wystraszy teraz, to zrób ten pierwszy poważny krok i po zajebistym wieczorze, może być i nawet całym przegadanym ważne, że w śmiechu i pozytywnej relacji, pocałuj na odchodne. I bum: po sprawie, reszta leci jak z górki (jeżeli rzeczywiście jest normalną kobietą :) bez odchyłów).

P.S Coś za bardzo przejąłeś się faktem życia "w dziurze". To nie miejsce zamieszkania tworzy blokadę, tylko Twoja głowa. Sam wywodzę się z zapchaj dziury, ale nigdy to nie było żadnym problemem dla mojego rozwoju. Ba, życie w biedzie i zapier%$l w dzieciństwie jako pomoc ojca, rolnika, nauczyło mnie wielu pozytywnych rzeczy z których jestem dumny. Potrzeba chęci zmian otoczenia moim zdaniem jest prostą ucieczką, bo otwartość do ludzi, pewność siebie i chęci przełamywania barier możesz nauczyć się wszędzie od "internetów", po wyjazdy, pracę, relacje rodzinne i samorozwój biznesowy.
Strony: 1 2 [3] 4 5 6 ... 10