Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 6 ... 10
21
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez jakubzza dnia Październik 30, 2017, 08:59:41 »
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że trzeba upaść naprawdę nisko, żeby ktoś bliski wział Twoje problemy na serio, przynajmniej u mnie tak jest. Chodzi o to, że niektóre osoby moga na zewnątrz wyglądać i zachowywać się jak każda inna osoba, a wewnątrz przeżywać piekło. Mam kolegę, który już pożegnał się z tym światem, a na zewnątrz zawsze był uśmiechnięty, nie narzekał itd. Jeśli Ci to nie przeszkadza to na priv chętnie zadałbym Ci parę pytań, które może i mi by pomogły, bo póki co jestem w punkcie gdzie nie wiem za bardzo co robić dalej. Pozdro!
22
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Październik 29, 2017, 22:43:10 »
Powiem Ci, że czytając Twój dziennik, to tak w 90% procentach jakbym czytał o swoim życiu. Też mam za sobą kilka ciężkich lat w depresji, gdzie próbowałem, wielu rzeczy żeby coś zmienić, a i tak powracało się do stanu siedzenia w chacie przed kompem, bez żadnych planów i energii do zrobienia czegoś konstruktywnego. Ostatnio to się zmieniło, znalazłem dobrze płatną pracę, do tego szkoła w weekendy, ale w pewnym momencie presja wewnętrzna jaką czułem stała się tak wielka, że rzuciłem wszystko w pizdu... najgorsze jest to, że w każdej, nawet pozytywnej sytuacji typu, że poznałem fajną dziewczynę, która wydaje się być mną zainteresowana, doszukuję się zaraz negatywów (a to, że nie będę dla niej wystarczająco dobry, albo, że ona jest nie taka itd.). Prawda jest taka, że często osoby w depresji, uzaleznieniach lub innych chorobach psychicznych to ludzie, którzy stawiają sobie i światu zbyt wysokie wymagania i potem nie są w stanie ich spełnić, przez co wpadaja w doły.

Kibicuję Ci i mam nadzieję, że uda Ci się wyjść na prostą. Tak nawiasem mówiąc, to zażywasz jakieś leki, czy tylko psychoterapia?

Masz rację, jest cholernie ciężko i zgodzę się ze wszystkim co napisałeś dlatego trzeba się zwrócić do specjalistów bo taka walka na własną rękę jest jak walka z wiatrakami... Tak biorę leki, 3 razy dziennie ale nie powiem Ci co dokładnie bo mnie to nie szczególnie interesuje, napewno depakine, kwetiapine, jakiś stabilizator i antydepresant ale nie pamiętam substancji ;) Mam dość duże dawki bo od 2 miesięcy mam zwiększane co tydzień :)
23
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez jakubzza dnia Październik 29, 2017, 16:10:29 »
Powiem Ci, że czytając Twój dziennik, to tak w 90% procentach jakbym czytał o swoim życiu. Też mam za sobą kilka ciężkich lat w depresji, gdzie próbowałem, wielu rzeczy żeby coś zmienić, a i tak powracało się do stanu siedzenia w chacie przed kompem, bez żadnych planów i energii do zrobienia czegoś konstruktywnego. Ostatnio to się zmieniło, znalazłem dobrze płatną pracę, do tego szkoła w weekendy, ale w pewnym momencie presja wewnętrzna jaką czułem stała się tak wielka, że rzuciłem wszystko w pizdu... najgorsze jest to, że w każdej, nawet pozytywnej sytuacji typu, że poznałem fajną dziewczynę, która wydaje się być mną zainteresowana, doszukuję się zaraz negatywów (a to, że nie będę dla niej wystarczająco dobry, albo, że ona jest nie taka itd.). Prawda jest taka, że często osoby w depresji, uzaleznieniach lub innych chorobach psychicznych to ludzie, którzy stawiają sobie i światu zbyt wysokie wymagania i potem nie są w stanie ich spełnić, przez co wpadaja w doły.

Kibicuję Ci i mam nadzieję, że uda Ci się wyjść na prostą. Tak nawiasem mówiąc, to zażywasz jakieś leki, czy tylko psychoterapia?
24
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Październik 22, 2017, 21:46:15 »
HI!
Tak czasami sie zastanawiam czy to jest dziennik samodoskonalenia czy po prostu dziennik :))

Znalazłem nowe zajęcie ale nie zdradzę wam co dokładnie to jest bo narazie byłem tylko raz i nie wiem czy ta osoba mnie zechcę do współpracy. W piątek pracowaliśmy całe popołudnie, fajnie się gadało, zajebisty czas jedyne co mogę powiedzieć to to, że jest to pracownia artystyczna :) Co prawda jak później gadałem z koleżanką, właścicielką tej pracowni to mówiła mi, że jest odporna na podrywy i że ma faceta i tak się zastanawiam czy ze mną jest wszystko w porządku bo miałem wrażenie, że jej nie podrywam a po prostu mam taki styl bycia naprzykład dłużej przytrzymać dłoń, takie lekkie szturchnięcie trudne do wytłumaczenia  8D no i różne teksty których może nie powinienem mówić 8D

Zaś wczoraj, w sobotę spotkałem się z kolegami i koleżanką w mieszkaniu u jednego z nas, zapaliliśmy fajkę, pośmialiśmy się, fajnie było a tego mi bardzo brakowało, takich właśnie spotkań :P Jest dobrze! Troszkę brakuje mi miłości ale o tym napiszę kiedy indziej jak znajdę na to siły bo ten temat poruszyła moja terapeutka i muszę to z siebie gdzieś wyrzucić  :( Pozdrawiam was  <3
25
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Październik 20, 2017, 10:00:41 »
Mijają kolejne dni, i kolejne przemyślenia. Troszkę przeanalizowałem swój przypadek od strony biochemicznej organizmu, i wygląda na to, że wpływ na postrzeganie świata mają też moje aktualne przygotowania do zawodów. W momentach krytycznych czyli ~4 dnia treningowego, kiedy przychodzi największe zmęczenie fizyczne i głód żywieniowy, mam skoki (na 100%) prolaktyny i kortyzolu. Są to hormony psujące nastrój, rozdrażniające, ale i jednocześnie "de-motywujące" jeżeli ich stężenie w organizmie rośnie znacząco.

Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast o tym, że np. coś się złego dzieje w moim otoczeniu i to wyolbrzymiać... potęguje smutek związany z moją przeszłością. Czyli wybieram coś, co jednak wewnętrznie mnie męczy i to uzewnętrzniam.
Po czasie 2 dni odpoczynku kiedy to następuje okres doładowania kcal i baterii poprzez sen, sytuacja się stabilizuje i aż tak źle się nie czuję (choć trochę mnie tam serducho szczypie ;)).

Prawie dwa tygodnie od ostatniej rozmowy z byłą narzeczoną, dały mi kilka też chłodnych osądów. Przede wszystkim:
"Kontakt z nią nikomu nie pomaga". Analiza:
-> Ja zamyślony, rozbity, ponownie żyjący w przeszłości. Smutek przelewałem na otoczenie, w tym i najbliższych.
-> Najbliżsi cierpią, bo widzą co się ze mną dzieje, a najbardziej odczuwa to moja aktualna partnerka, powoduje to między nami konflikty w relacjach.
-> Po drugiej stronie, moja była, która po tej rozmowie ewidentnie miała kryzys (emocjonalne wpisy, kontakt z matką i informowanie jej o złym samopoczuciu i braku chęci trwania w aktualnym związku, chęci powrotu do domu).

I ta kalkulacja blokuje mnie przed egoistycznym podejściem do tego wszystkiego i chęci nawiązywania kontaktów... wewnętrznie wiem, że robię dobrze, choć wcale się tak nie czuję. Doświadczenie życiowe i racjonalizm mówi mi wprost: to tylko walka z przyzwyczajeniem do toksycznego związku. Jesteś otoczony miłością i dobrem, więc spokojnie to wszystko minie i zobaczysz w jakim bagnie żyłeś... bez tych różowych okularów które teraz nosisz na sobie. To Twoje pierwsze prawdziwe rozstanie, pierwsze prawdziwe odcięcie się od czegoś co kochałeś, ale nie było dla Ciebie dobre. Stąd tak wiele długich emocji.
Powtarzam to sobie i powtarzam, jednak czuję to jedynie w niewielkim procencie.

Aktualnie, czuję, jakbym nie miał celu w życiu, jakbym stracił pasję.
26
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Październik 18, 2017, 21:16:52 »
Mijają kolejne dni, każdy z nich stał pod znakiem: PROGRESU. W każdej materii osiągnąłem mały sukces sportowy, biznesowy, pracowniczy, kierowniczy, związkowy, a i nawet wypoczynkowy. Mimo tego nadal mam w sobie smutek.

Kurczę mam chwilę dobrego samopoczucia, jednak jak pójdzie coś w złym kierunku lub natknę się na coś z przeszłości: mam nawrót smutku. Tak bardzo tego nie chcę, ale podświadomie sam się torturuję. Ostatnio tak mocno zamyśliłem się w przeszłość w momencie kiedy prowadząc auto (mocno zmęczony) usłyszałem piosenkę (związaną z moją przeszłością), że przez przypadek do mojej dziewczyny odezwałem się w imieniu mojej byłej... to powoduje serię zdarzeń, które dają mi kopa do działania nad sobą (np. smutek mojej ukochanej), ale mija kilka dni w dobrym samopoczuciu i smutek wraca.

O czym myślę? O tym co zawsze: o zmarnowanych latach, dlaczego tak się potoczyło, w których momentach to ja zepsułem. Potem przychodzi myśl, że już nigdy nie będzie mi dane normalnie porozmawiać z moją byłą narzeczoną i ogarnia mnie olbrzymi smutek. Eldo w jednym z swoich utworów przekazał "kiedyś bliscy, teraz obcy sobie ludzie, trudno tak miało być... nie mam złudzeń". I jak w życiu bym nie traktował hip hopowca jako mojego "wieszcza" życiowego, tak ten wers z młodych lat utkwił mi w głowie: i krzyczę do siebie, TAK MIAŁO BYĆ, NIE MIEJ ZŁUDZEŃ. I cholera to nic nie daje. Zaczynam na nowo chcieć mieć z nią kontakt, i walczyć z myślami nad tym: A może po prostu napiszę, co tam u Ciebie... tak długo się nie odzywamy...

Boję się, bo nie wiem co we mnie nadal tkwi. Jestem rozbity uczuciowo, bo czuję coś do przeszłości i czuję coś do teraźniejszości. A strach? Wynika z faktu, że racjonalizm podpowiada mi wiele rzeczy:
1. Tęsknisz do toksycznej przeszłości, bo toksyczne związki uzależniają.
2. Tęsknisz do czegoś, z czym nie masz kontaktu... w momencie kontaktu na nowo byś się zatruł i to odtrącił.
3. Smucisz się na myśl cierpienia byłej, bliskiej Ci osoby z nadzieją, że po drugiej stronie jest to samo... jest to ułuda.

Dodatkowo te poczucie winny wobec zakochanej we mnie, mojej aktualnej partnerce. Uwierzcie, że też do niej dużo czuję, ba są momenty, że myślę o niej tak intensywnie, aż raduje mi się serce. Ale kiedy przychodzi opisany "pochmurny dzień" sumienie nie daje mi spokoju, bo czuję, że ją "zdradzam" i nie jestem lojalny. Patrząc na swoją twarz, wyżywam się na sobie za to co robię, ustawiam do pionu prosząc wręcz abym przestał myśleć. Nic to nie daje.

Przypominam sobie tak wiele chwil, kiedy to przez 5 lat mojego byłego życia kilka razy chciałem je przerwać i zostawić toksyczne relacje za sobą. I to też daje mi "do myślenia": Chłopie, ludzie nawet z forum dawali Ci znać: uciekaj bo siądziesz psychicznie, a ty zostałeś... to masz odpowiedź".
Jednak iskra wątpliwości nadal się we mnie tli i szepcze: A może, to co zostawiłeś było dobre, i mimo całych nieszczęść, tak naprawdę sprawiało Ci radość i to była prawdziwa miłość?
Ehhh serio? Prawdziwa miłość, bez akceptacji, poszanowania, wspólnych pasji i celów życiowych?

Przydałby się ktoś kto mi odpowie na te wszystkie wątpliwości i rozwiąże zagadkę, co mam zrobić aby poczuć szczęście w pełni. Jakaś dobra dusza, co poklepie i zrozumie mnie w pełni, sklejając te moje myśli i przeczucia w jednolitą całość.

Może fakt posiadania wszystkiego nie daje mi racjonalnie spojrzeć w lustro i zrozumieć dokąd dążę?
27
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez chinsky dnia Październik 16, 2017, 21:15:39 »
HI!

Kolejny tydzień za mną i kolejny rozpoczęty :) Czas leci nieubłaganie... Narazie nastrój mam unormowany choć jest mała mania, wszędzie mnie pełno i terapeuta mówi by zwolnić, zrobiłem to ale trochę późno bo dopiero 4-5 dni po rozmowie... Mniejsza z tym.

Chciałem pochwalić się wam jak spędziłem weekend, jeden z lepszych w tym roku, ponieważ byłem w głębokiej depresji a moje stany były różne, najczęściej smutne dlatego też często grałem by zapomnieć o świecie xd

W sobotę pojechałem z kolegą na Mistrzostwa w karate, ponad 30 krajów, mega wydarzenie. Masa ludzi, tyle kultur a dookoła piękny sport którego niestety nie znam, głównie zasad ;) Caly czas czekałem na KO tylko właśnie przez brak znajomości tego sportu nie doczekałem się 8D
Najpiękniejsze jest to, jak potrafią ludzie być rozciągnięci, szybcy, zwinni, nic tylko brać przykład! Trochę jak w tekście Damiana, który ułożył "zwinny jak małpa, szybki jak wąż ? itd itd  8D 8D nie pamiętam jak było dalej ale on sam wie o co chodzi 8D 8D)





Później spacerek po mieście, oblukanie dup i do domku  8D
PS. Kanadyjki są cudowne

W niedzielę zaś wybraliśmy się w niemały trip dookoła jeziora ;) Muzyczka "w życiu piękne są chwilę", zajebiste auto i w trasę :) Pogoda sprzyjała, jeziorko co prawdą troszkę brudne ale widoki niezapomniane. Siedzieliśmy na ławeczce i czerpiąc to co najlepsze. Fajne czasami tak odpłynąć. Naładowałem się energią chociaż wciąż czekam na gorszy nastrój by wiedzieć jak sobie z tym radzić :P

Dużo spacerowaliśmy, w międzyczasie jakaś kawka w knajpie, dokładnie jak na wakacjach, jak w jakimś kurorcie :D Było świetnie !





28
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smiler dnia Październik 14, 2017, 14:21:45 »
PODSUMOWANIE WRZEŚNIA 2017



Eldo - Włóczykij
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=gMW-tZn1oVA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=gMW-tZn1oVA</a>



Z najważniejszych wydarzeń września należy zacząć od 27.09.2017, bo miałem wtedy imieniny ;D 8D! A tak serio? Przyszła jesień i wrócił klimat z mojego serca, a że serce mam raczej nostalgiczne, to płakało nie mniejszą ilość razy niż padał wtedy deszcz (choć w Łodzi we wrześniu nie padało często :P). Jesień to zawsze najlepsza pora na przemyślenia, pomysły i kreatywność oraz... doświadczanie życia! Nie bez kozery na froncie tego wpisu jest "Włóczykij", gdyż w opisywanym miesiącu kilka razy wybitnie włączył mi się tryb "Przygoda" 8D! Zapraszam Was na spacer po moim wrześniu z 2017 roku - będzie tak chujowo jak tylko się da, bo taki mam właśnie klimat, gdy piszę ten wpis z październiku xD

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=1QGWgyss9wE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=1QGWgyss9wE</a>



***



CELE/PROJEKTY

1. Znaleźć pracę :ok:


2. Przeprowadzić min. 3 wykłady dla studentów w ramach 3S :ok:


3. Wyprowadzić "plecy" na prostą masażami :ok:


4. Naprawić zęby
Pam, param, pam-pam! WRESZCIE udało mi się na ten rok zamknąć moją przygodę z moimi kochanymi ząbkami. Dnia 26.09. finalne zakończyłem leczenie! Poszło na ten cel niebagatelne (ponad) 2,5 klocka, ale uważam, że są to definitywnie najlepiej wydane pieniądze w tym roku! Leczenie bardzo kopnęło mnie po sakiewce, ale wiem, że do końca roku spokojnie uda mi się to wyprowadzić na prostą, żeby w 2018 wejść już z konkretnym planem finansowym. Ostatecznie jestem bardzo zadowolony, bo co miałem wyrwać, to wyrwałem (wszystkie "ósemki"!!!), a oprócz tego wyleczyłem dwa zęby kanałowo, naprawiłem wszystkie ubytki i strzeliłem sobie higienę jamy ustnej (m.in. pozbyłem się kamienia), więc zęby wyglądają jak nowe!



5. Odwiedzić laryngologa
Mam zielone światło, żeby wpaść na wizytę kontrolną do laryngologa. Mam już dobry kontakt, więc liczę na to, że w październiku zdążę to załatwić ;)


6. Wyprowadzić z chłopakami PP na prostą :ok:


7. Być na zlocie we Lwowie :ok:


8. Założyć firmę :ok:



***



STAŁE DZIAŁANIA
1. Modlić się choć raz dziennie, nawet przez chwilę, ale być w ciągłym kontakcie z Bogiem(duch) :ok:
Jestem w ciągłym kontakcie z Bogiem, tak uważam. Dużo dziękuję Bogu - za wszystko, czasami za sprawy tak trywialne jak dobra pogoda ;>. Czy proszę o coś? Tak. Proszę o te rzeczy najbardziej siedzące w moim wnętrzu. Jeśli np. proszę o pieniądze, to po coś. Często w chwilach strachu lub obaw jeszcze silniej zaciskam więź z Bogiem i wierzę, że razem przejdziemy przez wszystko i zrealizujemy wszytko to, co ja mam w głowie, a Bóg w planach. Nauczyłem się rozumieć co jest w życiu dla mnie naprawdę ważne i tylko o to proszę. Może zabrzmieć to "buńczucznie", a pojąłem czym jest istota życia.


2. Skupić się na sobie i działać najpierw i przede wszystkim dla siebie (chodzi o mentalność) :ok:
Nie wiem czy pisałem wcześniej, ale realizacja tego punktu to jest najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć w tym roku (a w zasadzie -
 kiedykolwiek!). Z tego punktu widzenia nawet rozpad ŻyjW!ęcej miał dla mnie zbawienne działanie, bo "uwolniłem" się od wszystkich zobowiązań związanych z prowadzeniem forum. Dzięki temu ono się "oczyściło", a ja widzę naprawdę konkretne profity dla niego, bo wreszcie rośnie jak zawsze rosnąć powinno. Mimo wszystko nie wybiegam teraz myślami w przyszłość, ale skupiam się na tu i teraz. A tu i teraz to forum to jedno z najlepszych narzędzi jakie mam do dyspozycji w kwestii realizacji tego punktu. Powtórzę to raz jeszcze, bo może nie wszyscy słyszeli - stałe prowadzenie Dziennika Rozwoju Osobistego ma zbawienny wpływ na efekt działań człowieka!!!


3. Kontynuować dietę (dieta ciała) :ok:
Ogólnie przez ostatni czas w kwestii diety (a dokładniej - zarządzania sobą i posiłkami), szukałem siebie. Nie mogłem znaleźć na siebie sposobu. Wcześniej pisałem o mojej karcie 3S, żeby "zamknąć ją" w ciągu miesiąca i w tym czasie zjeść fajne rzeczy:


a pisałem o tym wszystkim w kontekście "rewoucji dietetycznej". I cholera, ale miałem rację.

Chociaż tak nie do końca xD

Tamten obraz był niekompletny, nie do końca działał. Potrzebowałem czegoś, co wymusi na mnie systematyczność. Mam już arkusz Excela, który liczy mi moje dzienne osiągnięcia i zamienia je na hajs (np. jeśli pójdę spać o 23:00, czyli godzinę przed 0:00, dostaję 50gr, a jak o 22:00 to 1zł). Hajs ten odkładam do skarbonki na określone cele i wszystko gra. Szkoda tylko, że nie miałem wcześniej konkretnie sprecyzowane za co sobie płacę w kwestii diety. Teraz już mam - ta karta zmienia wszystko:


Nie widać tego dokładnie, ale każde kółeczko zawiera następujące pola:
- 10:00 - żeby jeść od 10:00-18:00, a więc wdrażać się w IF,
- W - żeby codziennie jeść warzywa,
- O - żeby codziennie jeść owoce,
- B - żeby codziennie jeść białko (mięso lub twarożek),
- 1 - żeby zeżreć jakiś dodatek/deser, żeby mnie nie nosiło,
- 2 - żeby zjeść jakiś dodatek w postaci kolacji
- 18:00 - żeby jeść od 10:00-18:00, a więc wdrażać się w IF.

Oznacza to, że zacząłem jeść 5-6 razy dziennie i metabolizm poszedł mi w górę, że hoho! We wrześniu miałem łącznie tylko 5 takich dni, gdy zamalowałem wszystkie pola (wtedy jest premia do skarbonki - 2zł 8D), ale gdy to piszę, jest 11.10.2017, a ja mam już tych pól 4. Moja efektywność w tej materii robi się coraz lepsza, a na tej karcie jest coraz bardziej gęsto!

Finalnie - udaje mi się zacząć układać w miarę rozsądne żywienie. Jest jeszcze duuużo pracy, lecz zmierzam w dobrym kierunku. Zamiast rzucać się na drastyczne zmiany w żywieniu, robię powolne zmiany z miesiąca na miesiąc. Trwa to długo, owszem, ale jest trwałe (w przeciwieństwie do poprzednich diet). Jeszcze niedawno miałem opracowane tylko śniadanie, za chwilę opracuję sobie coś a'la obiad. Liczę na to, że do końca roku ogarnę wszystkie posiłki dziennie, więc będę w stanie to wrzucić w jakiś kalkulator (a'la Fitatu polecony mi przez cooliego), który mi wypluje info na temat makroskładników itd. Wtedy wystarczy, że zacznę pracować nad już wyrobioną zawartością tego, co jem i jestem w domu.

Finał tej części jest prosty i wszystkim znany!
Chcesz osiągać efekty, miej na siebie sposoby!

A ja wreszcie znalazłem "sposób na Smilera" :ioi:! Do końca roku ogarniam, żeby mieć ~5 zdrowych posiłków dziennie, a w 2018 będę pracował nad ich zawartością, makroskładnikami itd. (mając już wyrobione ramy).


4. Nakurwiać treningi :ok:
Napierdalałem, aż miło. Wrzesień zleciał i podjąłem decyzję, że od października będę leciał trening siłowy, a później marsze na bieżni (gdy to piszę, wiem, że idzie mi rewelacyjnie ;) ).


5. Kłaść się spać przed 0:00 (relaks ciała) :ok:
Tutaj ok, choć mogłoby być lepiej. Fakt, że za chwilę - w październiku - będę zamiast 1h 15min spędzał na siłowni około 2h, wymusi wcześniejsze kładzenie się do łóżka ;).


6. Średnio raz na tydzień wrzucać coś na swój kanał 3S :nieok:
DUPA! I to straszna! Miałem zacząć działać, ale się lenię. Muszę wybić w jakieś spokojne miejsce, nagrać kolejnych 10-12 epizodów, obrobić to i mieć materiał na kolejnych kilkanaście tygodni. Pomysły na listy już mam. Tutaj ewidentnie brak jest konsekwencji #smuteczek


7. Na bieżąco działać z doktoratem (docelowo - poświęcać mu jeden dzień w tygodniu) :ok:



***



Duch
Wydarzeniem silnie duchowym było dla mnie obejrzenie filmu "IT" ("TO").


Dnia 16.09. skoczyłem do kina i bardzo cholernie się nie zawiodłem. Film miażdży. Dawno nie widziałem czegoś tak dobrego w kinie, poważnie.

Jednak inną konsekwencją tego seansu był... strach. Wiecie - mam dość bujną wyobraźnię i ciągle się zdarza, że w weekend rano łażę po domu przed śniadaniem czasami kilka godzin(!) i gadam do siebie wyobrażając sobie, że robię jakiś wykład lub udzielam wywiadu z silną wartością merytoryczną :P. Mnie niewiele trzeba, żeby wyobraźnia "kliknęła" i samo wszystko poszło. I tak było z "IT".

Wróciłem do domu, zgasiłem światło i zaczęły się rozkminy xD. Jednak niedługo w trakcie działań mojej wyobraźni, zacząłem duchowo rosnąć. Przypominały mi się moje różne wydarzenia z tego roku oraz fakt, że w najcięższych chwilach zawsze byłem z Bogiem. W moim wnętrzu wiara została wystawiona na próbę i... wygrałem.

Uwiercie mi, ale naprawdę czuję się mocny na duchu. Ciężko jest mi to określić to słowami - to nie siła mięśni, pewność siebie lub pewność umysłu. To coś więcej. To taki moment, gdy strach istnieje jako emocja, ale istnieje tylko w świecie fizycznym. Czujesz strach, ale jednocześnie go nie ma, jakby był kompletnie z boku. I rośniesz wewnętrznie i czujesz jak wierzysz.

Bywa to czasami strasznie kruche, o czym też miałem się szansę przekonać, ale mam teraz ogromną wiarę. Uważam też, że jest ona trochę "stłamszona", mam czasami opory, żeby "rozwinąć skrzydła". Myślę jednak, że to przyjdzie z czasem. Inna sprawa jest taka, że uważam, że będę w stanie zdziałać cuda, gdy naprawdę będzie taka realna potrzeba. Muszę to "poczuć", że to jest prawdziwe i że trzeba działać, wtedy zniknie wstyd, a pojawi się moc. W wyobraźni już to widzę, więc jestem o to spokojny ;)


Umysł
No bez szału :P.


Serce
Pisałem wcześniej, że mi się włączył tryb "Przygoda"? No to mi się włączył. W nocy z 09.09. na 10.09.2017 wracałem od kumpla z imprezy (30-stka ziomka; wszystkiego najlepszego, Łukasz ;) ). Mój inny ziom wraz z jego żoną odwieźli mnie centralnie pod klatkę w Pabianicach (choć mieszkam w Łodzi, ale wziąłem klucze od domu mamy, żeby się kimnąć). W trakcie jazdy, będąc totalnie nachlanym, śmiałem się, że pulpit z czerwonymi światełkami w ich aucie to tak naprawdę pulpit Tie Fightera.


Cisnąłem z tego taką bekę, że nie mogłem wytrzymać (oni zresztą też, a przynajmniej tak to pamiętam). Nieważne. Odwożą mnie pod klatkę i Marek wyraźnie mówi:
- Damian, tylko nie odpierdalaj. Idź do domu i idź spać. Jutro wrócisz do Łodzi.
Ale ja w swoim najebaniu doszedłem do lepszego wniosku - jednak wrócę do domu. Wlazłem po schodach na górę, żeby zobaczyć czy już odjechali i skubańce czekali. Znają mnie. Wiedzą. Ale ja wiedziałem, że oni wiedzą, więc czekałem. Napierdolony. Z przyczajki obserwując świat zza okna bloku na półpiętrze.

Odjechali. A ja od razu w pizdu na piechotę do Łodzi!

I teraz skrótowo:
1. Dochodzę po drodze do wniosku, że jak tak będę szedł, to przetrę sobie spodnie.
2. Zdejmuję spodnie.
3. Żeby zdjąć spodnie, muszę zdjąć buty. A potem skarpetki.
4. Jestem w samych majtach i koszulce. Na boso. Idę.
5. Bo na chuj zakładać buty? Bez sensu - lepiej nieść je w ręce.
6. Zapierdalam z kurtką w łapie, butami w drugiej i plecakiem ze spodniami w środku.
7. Idę dzielnie.
8. Mija mnie policja. Widzą mnie i w końcu "wszystko ok", bo nawet się nie zatrzymali.
9. Podjeżdża fura na niskim zawieszeniu, a w środku ziomy jak z "Human Traffic"

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=3zlQYQ0ecA4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=3zlQYQ0ecA4</a>


tyle, że zamiast zapytać się o jungle powiedzieli:
- Siemasz, ziom. Podwieźć Cię gdzieś do Łodzi, bo wyglądasz na kogoś, komu trzeba pomóc?

8D 8D 8D

10. Nie. Spoko. Dam sobie radę. Bardzo dzięki za chęć pomocy.
11. Oczami wyobraźni widzę Port Łódź i Ikeę. Tam są rowery miejskie - mój cel. Dam radę.


12. Idę.
13. Ikea. Przelazłem około 6km mając dolną część ciała ozdobioną samymi majtami.
14. Na boso.
15. Siadam na ławce, ubieram się. Wygląda to tragicznie. W trakcie, gdy opowiadałem tę historię cooliemu, stwierdził w tym momencie, że ochrona musiała mieć z tego straszny polew. Ja wolę wierzyć, że nikt tego nigdy nie widział. Nigdy.
16. Dochodzę do wniosku, że nagram odcinek na vloga (bo czemu nie?). Jestem zrobiony jak szpadel, mylę "Ksawerów" z "Krakowem". Chcę mówić wyraźnie, nie wychodzi.
17. Wypożyczam rower. Nie działa.
17. Wypożyczam drugi. Jadę.
18. Do mojego miejsca zamieszkanie jest prosta, kurwa, droga po idealnie oznaczonej ścieżce rowerowej.
19. Gubię się.
20. Nie wiem, gdzie jestem.
21. Przewracam się na rowerze.
22. Dochodzę do wniosku, że to idealny moment, aby odetchnąć od trudów życia i popatrzeć w gwiazdy.
23. Leżę najebany nawet nie wiem gdzie. Jest dobrze, ale czas wypożyczenia roweru goni.
24. "Wstawaj Damian, wracamy do domu!"
25. Wsiadam na rower. Znów się przewracam.
26. Śmieszy mnie to, nagrywam to na telefon. "Będzie na vloga" - myślę.
27. Jadę. Chuj wie gdzie jestem.
28. Aleja Unii Lubelskiej! Wiadukt! Aleja Włókniarzy!
29. Zapierdalam z rowerem miejskim przez tory.
30. Nic mnie nie jebło.
31. Pikam rowerem na mojej stacji. Nie udało mi się wyrobić w godzinę.
32. 3 złote, kurwa?! SKANDAL!!! Piszę reklamację!
33. Punkt 17. jest dwa razy

A potem jeszcze rano się obudziłem i się zjarałem i znowu poszedłem spać 8D :troll:


Oprócz tego miałem też inne przygody, które bardziej mnie napełniły doświadczeniem niż ta powyżej <3. We wrześniu doszedłem bowiem do wniosku, że będę czytał książki po kawiarniach i herbaciarniach, bo w domu nie daję rady, a tak przynajmniej ma to jakiś smak. Pomyślałem, że to świetny sposób, żeby pozwiedzać Łódź, zaktualizować mapę "pijalni niealkoholi", dobrze się pobawić i odchamić przy lekturze. Oto moja skromna lista osiągnięć:

1. Herbatka w "Kocie Oczy" (przed seansem "IT") - 16.09.
2. Kawka w Pałacu Poznańskiego (Muzeum Miasta Łodzi) - 17.09.


3. Kawka w Manu Cafe z cooliem - 17.09. (tak, dokładnie - byłem w dwóch kawiarniach jednego dnia, ajak?!)
4. Sauna i czytanko z gorrrącą czekoladą w "Czekolada Retro Cafe" - 23.09.
5. Cmentarz Katolicko-Ewangelicki + sauna + Street Food Festival + czytanko w "Niebieskich Migdałach" - 24.09.

Z punktem "4" związana jest też inna emocja. Po seansie czytelniczym w "Czekolada Retro Cafe" wracałem do domu przez Piotrkowską i zarzuciłem sobie "Oxygen 4" Jean'a Michel Jarre'a:

Jean Michel Jaree - Oxygen 4
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=5DDEl7JnWvo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=5DDEl7JnWvo</a>

Doznania związane z klimatem Piotrkowskiej oglądanej późnym wieczorem połączone z tym utworem (a w zasadzie całą płytą "Oxygen", której wcześniej słuchałem, a w którą już wtedy byłem ostro wkręcony) to doznanie niesamowite!

Kolejną emocją, którą sobie zaserwowałem była płyta Vangelisa "Voices".

Vangelis - Voices 4
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=F2N9TmYMejg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=F2N9TmYMejg</a>

Zapierdalałem z całym pierwszym nagraniem przez miasto, a na najlepsze i najpiękniejsze uderzenie (6:13) wbiłem w idealnie na oświetlony Pałac Poznańskiego:
- To będzie kiedyś moje - pomyślałem.
I będzie.

Na placu Manufaktury zarzuciłem sobie jeszcze na uszy "The One" Dua Lipy i radosnym krokiem wróciłem do domu ;).


Wrziesień uraczył mnie jeszcze jedną świetną emocją! Jechałem na rowerku miejskim na saunę i byłem na dużym skrzyżowaniu koło Atlas Areny. Zapaliło mi się zielone światło, ale na mojej ścieżce rowerowej zatrzymały się jakieś typowe sebastiany(sic) w niebieskiej trumnie (czyli jakimś Daewoo czy innym Tico). Te debile wcześniej o mały włos nie wjechały w jakieś inne auto i pech chciał, że stanęli mi na drodze. Podjechałem kawałek. Zatrzymałem się i poczekałem, aż się spojrzą, a potem pokazałem (a w zasadzie rozkazałem) gestem ręki, żeby zjechali. Wtedy jeden z sebusiów, żeby mi pogrozić, otworzył drzwi, że niby zaraz wyjdzie.

Seby zazwyczaj są przyzwyczajone, że po takim ich zachowaniu ludzie odpuszczają. Ale ja w tym momencie jebłem(!) rowerem miejskim o ziemię, zrobiłem krok w tył, wsadziłem sobie "szczękę" w pysk i stanąłem w gardzie.

Jeden seba się "uśmiechnął" wtedy, gdy wkładałem ochraniacz na zęby w zgryz, ale to był ten śmiech na zasadzie "zluzowania emocji", bo go przerosły. Coś na zasadzie "jest nas czterech, więc nie podskakuj, o kurwa, jednak typek może być niebezpieczny".

Stoję w gardzie.

Cisza...

Sebków zagięło. Do tej pory nie zaszli tak daleko, bo ludzie im spierdalali z drogi, więc im się system zawiesił.

Chwilę się na nich popatrzyłem w tej gardzie, ale żaden z nich nie wyszedł!!! GDYBY byli prawdziwymi kozakami, to bym dostał wpierdol, ale dzisiejsza "młodzież" to jest mocna tylko w przeklinaniu na siebie w social mediach xD. Było ich czterech, ale żaden nie wyskoczył. A mogli.

Spokojnie podniosłem rower i powoli odjechałem.

Co więcej! Jakiś kierowca mi zatrąbił tak po "kibicowsku". Domyślam się tylko, że ci idioci już wcześniej musieli nawywijać na ulicy i pewnie "kozaczyli"... a później przyszło do realnej konfrontacji ze mną i ewidentnie stchórzyli.

Gdy odjeżdżałem to mi jeszcze cisnęli "Spierdalaj, grubasie!", ale brzmiało to bardziej jak "Spierdalaj, lubasie" (i musiałem długo zachodzić w głowie o co im właściwie chodziło, aż skumałem, że to przez to, że typek akurat przełykał ślinę, gdy to krzyczał xD). Odstałem spokojnie swoje na światłach czekając na zielone, ale nadal do mnie nie wyskoczyli. A potem sauna ^_^

To wydarzenie pokazało mi jak bardzo jestem "do przodu" w kwestii swojego charakteru i pewności siebie. Jeszcze parę lat temu nie miałbym tyle "jaj", żeby w takich sytuacjach z debilami bezczelnie przejmować inicjatywę, a tu taka niespodzianka :). Jednak odpowiednie treningi woli i dbanie o siebie (swoje wnętrze) robi swoje. Jest naprawdę dobrze. Wiara czyni cuda ;)

PS
Oczywiście w ich wersji to pewnie ja spierdalałem i w ogóle "dostałbym taki wpierdol, że głowa mała". Lol 8d


Ciało
Dnia 23.09. jadłem schab z dzika i bataty ^_^


***


Lider
W ramach swoich własnych ambicji i cieszenia się życiem (a więc poza godzinami pracy) zrobiłem dla części swojego zespołu szkolenie z typologii osobowości. Finalnie było 5 osób, a do końca zostały 3 8D, ale i tak cholernie było warto. Zostałem bardzo(!) zaskoczony wnioskami, jakie mieli poszczególni uczestnicy i kilkukrotnie pytałem się ich czy aby na pewno nie brali kiedyś udziału w takim treningu?! Spotkanie uważam za bardzo owocne, a kumpel mi nawet przyniósł w nagrodę wódkę, gdyż uważa, że każde inicjatywy "ponad normę" należy nagradzać! To miłe, że Polakom się zmienia i chcą się czymś podzielić i w ten sposób pozytywnie wzmacniać ;)! Jeśli tylko będą dalsze możliwości, chętnie powtórzę szkolenie lub zrobię nowe.

Za to największym hitem i osiągnięciem września w kwestii roli "Lider" jest... ZAKOŃCZENIE PISANIA MOJEGO NEWSLETTERA DLA 3SSENTIAL SKILLS!!!


O co chodzi?

Otóż postanowiłem, że opracuję 10 maili, które będę słał do ludzi po skończonych szkoleniach (a w zasadzie będą się słały automatycznie). Dzięki temu:
1. Zyskuję pełną automatyzację działania tuż po szkoleniu, więc nie muszę się martwić czy ludzie podali właściwy email, nie muszę tych maili przepisywać ręcznie, nie muszę pisać maili z podsumowaniami - wystarczy, że wrzucę kilka materiałów pomocniczych i część prezentacji, umieszczę linka na stronie i dam je w zamian za maila, którego ludzie wpiszą sami.
2. Zyskuję pełną automatyzację działania po szkoleniu, więc nie muszę się martwić o materiały poszkoleniowe dla uczestników, bo jest dla nich 10 maili (3 serie po 3 maile [1 praktyczny + 2 teoretyczne] oraz ebook).
3. Nie muszę się martwić o to, żeby o mnie pamiętali, bo jest potem kilka maili przypominających, że "Hej, siema - wpadnij na kanał YT" ;)
4. Wszystko mam tak skonstuowane, żeby koncentrowało się na moim kanale na YT.
5. Mam świetną nagrodę w postaci mojego bardzo dobrego ebooka na sam koniec serii wiadomości, więc jest po co się tam zapisywać.
6. Wszystko jest zautomatyzowane, więc zrobiłem to raz i mam święty spokój na zawsze.
7. Zaczyna to przynosić kozackie efekty!!! Jakie?

Oto obrazek na początek:


Z newsletterem wystartowałem w połowie lipca - wtedy na skrzynki do pozyskanych na szkoleniach z Akademii Kompetencji UŁ subskrybentów zaczęły wpadać pierwsze wiadomości (po ~2 miesiącach od szkolenia). Na początku miałem dla nich kilka maili, a resztę poprawiałem w trakcie działania (czyli mniej więcej jak oni dostawali maila #2 i czekali na #3, ja już miałem zrobionych 7 maili)... A w zasadzie to miałem napisane wszystkie 9 maili, choć potrzebowały korekty i nadal nie miałem ostatniego, 10 maila, z ebookiem, co przyprawiało mnie o bolączki. Na obrazku punk "1" to ilość subskrybcji po lipcu - nieznacznie poszło to w górę.

Jak pisałem wcześniej - newsletter jest tak skonstruowany, aby osiągał jeden, konkretny cel: dawał mi subskrybentów.


Oczywiście robi to za pomocą naprawdę dobrego materiału, ale ma pokazać, że na moim kanale będzie tego więcej i będzie lepsze. To pierwszy raz, kiedy zamiast robić coś "do wszystkiego" zrobiłem narzędzie do jednego, konkretnego celu i cholernie mi się to podoba (nauczyłem się tego właśnie dzięki temu dziennikowi i sposobie realizacji celów w 2017 oraz sposobie w jakie je opisuje) - wystarczy spojrzeć na efekty! Oto one:

W sierpniu i wrześniu moi pierwsi subskrybenci otrzymali kolejne maile, a gdy wspomnianego już 17.09. - który zaznaczony jest jako "2" na wykresie - ukończyłem newsletter, tendencja jest wyraźnie zwyżkowa. Dzięki temu wrzesień 2017 roku zakończyłem z rekordową (jak na mój kanał) ilością 12 nowych subskrybcji :). To może nie dużo, ale należy przy tym pamiętać, że w tym okresie nie robiłem kompletnie nic(!) - nie pojawił się nowy filmik, nie pisałem do nikogo maili, z nikim się nie kontaktowałem, a wszystko szło samo! AUTOMATYZACJA ;D!!! Myślę, że idąc tym tropem, niebawem zacznie mi przybywać subskrybentów spoza mojej listy mailingowej. Jeszcze raz spojrzenie na wykres:


Myślę również, że znaczącym powodem, dla którego tak się stało, jest fakt wywiązania się przeze mnie z obietnicy, którą złożyłem osobom, z którymi miałem szkolenie - obiecałem ebooka no i jest. Uważam, że to buduje zaufanie na linii nadawca-odbiorca i tym chętniej osoby są w stanie zasubować kanał 3S.

Jeszcze niedawno, przed szkoleniami w kwietniu i maju tego roku, miałem na kanale góra 19 subskrybentów. Teraz, gdy to piszę w październiku, jest ich 53 (zwłaszcza, że ta ostatnia 30-stka przybyła w ciągu ostatnich kilku tygodni, a 2 subskrybentów w ciągu ostatnich 2 dni)! Napawa mnie to straszną motywacją, bo pamiętam, że z kanałem PonadPrzeciętni było tak samo! Najtrudniejsza jest pierwsza "setka" ;). Później byleby dobić do 500 i 1000 subskrybentów, a później to już leci ;)


Również w samej końcówce września, bo 28.09., spotkałem się z reprezentantkami koła naukowego "Progress", z którym współpracuję od dawna. Zaprosiły mnie na swoją inicjatywę "KOMPAS" jako jednego z prelegentów. Bardzo bym chciał się tam pojawić z dobrym wykładem, ale dziś wiem, że było zamieszanie z ich strony z datami, a ja w tym momencie miałem klepnięty wyjazd jako szkoleniowiec w delegację zagraniczną do Niemiec 8) 8) 8) i z tego względu nie wiem czy dam radę się pojawić :(


Intelektualista
Wrzesień zakończył moją przygodę z doktoratem. Dnia 23.09. napisałem maila do mojego promotora, żeby mu podziękować i tak to się skończyło. Teraz jedynie muszę złożyć papier o rezygnacji i tyle. Koniec. Fest.

Z jednej strony łezka mi się kręci w oku, a z drugiej cieszę się, że podjąłem taką decyzję, bo ani nie byłem w stanie robić doktoratu, ani pracować i tkwiłem w takim niezdecydowaniu robiąc po kilkanaście % wszystkiego, a nie 100% jednego (a po moich wynikach z tego roku chyba widać jak warto skoncentrować się na określonych celach i napierdalać tylko te cele >;) ).

Spróbowałem. Przegrałem. Trudno.

Niestety, ale to nie dla mnie. Czego innego oczekiwałem i motywacji nie było. Z pozytywów - udało mi opracować wstępny koncept i fundamenty "Polskiej Szkoły Naukowej" opartej na metodologii 3S, ale to grubsza sprawa i na kiedy indziej.


Sportowiec
No na siłkę chodzę ciągle i w sumie tyle 8D


Uwodziciel
Fisz - Czerwona Sukienka
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bYWCb1FtrhU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bYWCb1FtrhU</a>

To utwór, który mi grał we wrześniu i tyle z mojej roli uwodziciela 8D

Fakt - jest jesień i chętnie bym się poprzytulał (oraz "poprzytulał" 8D) do kobiety, ALE! Ale, ale, ale - nie zamierzam raczej marnować swoich sił na to, żeby bawić się w jakieś związki i inne pierdoły. Nie mam na to czasu i ochoty, są ważniejsze sprawy na mojej głowie - moje ambicje ^_^!


Ogniwo Rodziny
Końcówka września dała mi bardzo miłe spotkanie z moją rodzinką i kolejny raz pokazała mi "siebie", odkryła przede mną moje mocne strony. Jak? Wskazała mi kiedy się aktywuję, a kiedy jestem "wyłączony" i "przytłumiony" nie będąc w pełni sobą.


Fotka wyżej to dwóch facetów - do jednego moja siostra mówi "Bartuś, schowaj język", a drugi to jego wujek. Męski wzór jak się patrzy 8D. Byliśmy wtedy (ja, moja siostra i Bartuś oraz moja mama) w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi. Gdy tak wałęsaliśmy się po "płaskim terenie", nudziłem się strasznie. To nie dla mnie. Nie ma wyzwań, nie ma ruchu więc jest do bani. Trochę się poganialiśmy i spoko, ale to nadal nie mój temat (zwłaszcza ze względu na kondycję :P). Za to jak poszliśmy w tym samym ogrodzie później do Alpinarium, gdzie było pełno górek i pagórków, które trzeba było zdobyć (a o które Bartuś ciągle pytał: "Wujo, jest góra?", "Wujo, gdzie jest góra?", "Wujo, kiedy będzie góra?" <3 ), to byłem w swoim żywiole!!! Skakaliśmy po nich jak szaleni i wtedy czas mi "zniknął", a spędzało się go znakomicie!


JESZCZE FAJNIEJ było później, gdy poszliśmy na plac zabaw do Parku na Zdrowiu, gdzie wybudowali świetne przeszkody dla maluchów!
- Wujo, pomóż - od czasu do czasu mówił Bartuś, gdy dzielnie wspinał się po sieciach z lin, ścianach wspinaczkowych i innych przeszkodach.
Istna gra platformowa, ale w prawdziwym życiu! Tyrolka też świetna ;)! Ah! No i w piłę też pokopaliśmy ;D!!!

To mi pokazało kolejny fragment siebie - gdy jest jakaś monotonia, nie ma wyzwań, jest "płasko", szybko się nudzę i jestem ciągle jakby "senny". Aktywizuję się w ruchu, w działaniu. To samo w pracy! Gdy siedzę czasami przy tym komputerze i robię te case'y, to czuję jakbym powoli umierał i muszę walczyć by nie zasnąć, a jak mam jakieś zadanie w stylu "Damian, załatw mi XYZ", to momentalnie się "budzę", aktywizuję. Dzięki temu wiem jak sobie zorganizować dzień, aby mieć efektywność i by nikt się nie czepiał, a jednocześnie nie usnąć :P. Dzięki temu wiem kim jestem i wiem do czego się nadaję, a do czego nie (a taka wiedza jest warta więcej niż kilka worków złota)!

Alpinarium + Plac Zabaw = jestem w żywiole. Widzę, że Bartuś też jest podobny i ciągle potrzebuje być pobudzany :).

PS
Po całej zabawie skoczyliśmy rodzinnie na pizzę i powiem Wam, że dawno się tak dobrze nie bawiłem ;) <3!!!


Przyjaciel
Tu zrobimy mały wypis datami:
01.09. - przechlałem kupę kasy z ziomkiem Markiem w "Whiskey in the Jar" (lokal świetny, choć sztuczny i klimatycznie nijak się ma do "Iron Horse" w Łodzi),
06.09. - ziom ode mnie z pracy zorganizował u siebie małą ucztę a'la Mexico, bardzo miło będę ją wspominał (tequila "jezd barso delichatna",
07.09. - spotkanie z ziomalką Monią,
09.09. - 30-ste urodziny ziomala Filskiego i MEGA powrót do domu 8D 8D 8D ,
25.09. - spotkanie (owocne) z ziomalką Monią oraz ziomami cooliem oraz Wiktorem,
30.09. - saunowanie z cooliem.


***


Materialność
Jestem na minusie. Głównie przez zęby. Mimo wszystko wyjdę z tym na prostą ;)!


Bóg
Bóg doskonale wie jakie jest moje powołanie, ja też to wiem, więc się zgrywamy ;). Zaczynam żyć w przeświadczeniu, że "co chce to mam"! I rzeczywiście można powiedzieć, że jestem "pod szczęśliwą gwiazdą urodzony", ale nie ze względu za sam faktu urodzenia, ale przede wszystkim za tą spójność na linii Ja-Bóg. Bóg jest ze mną, a ja z Nim. Wiemy dokąd zmierzam i wierzę, że gdy tylko nadejdzie na to czas, a ode mnie wyjdzie szczery i wyraźny sygnał, dostanę dokładnie to, czego chcę.

Móc służyć Bogu to największa chwała.



***



Imagine Dragons - Thunder
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fKopy74weus" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=fKopy74weus</a>

Amen.
29
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Ból przemija, chwała trwa wiecznie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Październik 10, 2017, 13:32:48 »
AKTUALIZACJA

-> Przebaczenie
Cytuj
1. Nowy podpunkt, jeszcze nic nie zakładam i może się tu przez wiele miesięcy nic nie zmienić. Cieszę się z faktu opisanego wyżej (aktualnego dość stabilnego życia mojej byłej narzeczonej) i mam nadzieję, że jakoś będzie nam dane ożywić kontakt przynajmniej na stopie "wymiany uprzejmości i lakonicznych informacji". Cel główny znany: wybaczenie... tylko jeszcze nie wiem czy sam muszę sobie wybaczyć, czy też czekam na wybaczenie z tej drugiej strony.

Szalone... trochę mi się zwariowało w ostatnim okresie :) i po tych wpisach odgórnych zacząłem dążyć do owego kontaktu. To potoczyło za sobą "kulę" zdarzeń które pozwoliły mi na chwilę oddechu z swoim sumieniem. Do dziś.
Przede wszystkim po nieudanych próbach, kontaktu z byłą narzeczoną poprzez jej rodzinę: poprosiłem o to moją, mianowicie moją siostrę. Było to kilka dni temu, kiedy zacząłem trochę się sypać sam w sobie, gubiąc w swoich złych myślach na temat tego co czuło moje smutne serce i sumienie. Ta myśl: "Chęci wypowiedzenia słów, przepraszam, proszę o przebaczenie..." wpłynęła na mnie mocno i uznałem, że muszę takową odbyć. Siostra wysłana "na zwiady" zrobiła to na medal, jestem wdzięczny za to, że jest i potrafi na to spojrzeć chłodno i jednocześnie z miłością siostrzaną.

Przekazała mi jak potoczyła się ich rozmowa telefoniczna z serii: "Hej co u Ciebie słychać", i w momencie jak już na pewno miała świadomość, że są same bez aktualnych partnerów "obok", wypytała wprost o moją osobę. Dużo by przytaczać, pokrótce: Nie chce tej rozmowy bo nadal do mnie dużo czuje, a stara sobie posklejać życie w całość...

Kurczę pisałem to tu, już tyle razy sam sobie na to odpowiadając, jednak kiedy usłyszałem to od mojej siostry, wewnętrznie poczułem gniew. Na co? Chyba na fakt braku szansy tej rozmowy, i w tym momencie doszło do mnie, że nie walczę o żadne przebaczenie tylko odzywa się we mnie smutek i żal. Walka o fakt kontaktu, aby ją usłyszeć i może odpowiedzieć sobie na pytanie: Co ja w życiu robię, co mam robić i co czuć (a raczej do kogo)?
Bardzo samolubne wręcz egoistyczne podejście. Na te kilka minut, poczułem olbrzymi ból. Rozpłakałem się jak dziecko, sam ze sobą, kiedy to doszło do mojej głowy. Powtarzałem, że zmarnowałem 5 lat życia, powtarzałem, że straciłem wszystko i straciłem ją, zadałem tyle bólu, że już nigdy nie będzie dane mi jej nawet zobaczyć. Rozpłakałem jak dziecko...
I jakby spojrzeć chłodno, to zrobiłem sobie powtórkę z rozrywki. Już to czytaliśmy tam kilka postów wyżej, kilka miesięcy wstecz... Jednak tym razem nie oddałem się samemu sobie. Kiedy uspokoiłem się zacząłem analizować: SAM SOBIE Z TYM NIE PORADZISZ. Zadzwoniłem do mojej siostry i pierwszy raz odpowiedziałem całą moją historię, znalazłem miejsce nawet na opis tego co tutaj robię :). Rozmawiałem też w końcu na temat tego co mnie gryzie z dziewczyną. Na temat tego żalu i chęci kontaktu (cięzka to była rozmowa i bolesna dla dwóch stron, ale było warto).

Pierwszy raz w życiu, otworzyłem się przed kimś i powiedziałem wszystko to co zrobiłem, i myślałem. I to komuś bliskiemu, co mnie znał. To była najlepsza decyzja w życiu. Siostra podparła mnie na duchu, podpowiedziała. Sama była po ciężkim rozstaniu, i jakoś od 2 lat świetnie sobie radzi w życiu. Kiedy całe te bagno ze mnie wyszło, kiedy to w końcu przestałem prowadzić prywatne nomologii i doszło do rozmowy na ten temat, i mimo to, że nie była to oczekiwana osoba, a jedynie moja siostra... poczułem ulgę. Otrzymałem kilka ciętych uwag, które z początku raniły, potem jednak dawały jasno spojrzeć na sytuację. Wewnętrznie dochodziłem sam ze sobą do konsensusu i postanowiłem wymazać przeszłość. Nie myśleć, nie mieć smutku, nie mieć żalu... dodatkowo poczułem silne uczucie od słów mojej kobiet, która dała mi dobitnie znać, że kocha mnie i nie chce stracić. Wielki błąd życiowy który doprowadził mnie do tego czasu i miejsca, musi w końcu zostać przekuty na coś radosnego. Poczułem, że zaczyna się tlić we mnie nadzieja na "samo-przebaczenie" i nadzieja na normalne SZCZERE życia z nową kobietą (w szczerości z swoim sercem).

I dziś, zderzenie z rzeczywistością. Stało się "wyczekiwane". Te próby kontaktu, docierały do mojej byłej, te próby były przez nią rozpoznawane. Wygląda na to, że nie miała szans nawiązać ze mną rozmowy ze względu na jej otoczenie i brak intymności. Kiedy zobaczyłem ten numer telefonu, kiedy to doszło do mnie kto dzwoni... Przeraziłem się, od kilku dni zacząłem przyjmować postawę w której to radzę sobie z swoją przeszłością, akceptuję ją i chcę zadośćuczynić jak nie osobie którą skrzywdziłem, to przynajmniej światu. Zdezorientowany odebrałem. I pierwsze co zrobiłem to początkowe otwarcie z serii "Cześć, co tam?" szybko skontrowałem informacją, że skoro jest to jedyna szansa na normalną rozmowę, czas zdjąć całkowicie maski i być ze sobą szczerym.
Ciężko opisać co sobie przekazaliśmy, najważniejsze informację: każdy z nas cierpi, każdy z nas nie akceptuje poniekąd rzeczywistości z tym bagażem. Wszystkie moje przemyślenia widoczne tutaj były prawidłowe i ona miała takie same. Każdy z nas żałuje tego co zrobił i tego, że zaczęliśmy się wzajemnie oddalać znacznie wcześniej. Usłyszałem kilka wrzut które mi się należały, usłyszałem przede wszystkim słowa PRZEBACZENIA.

I wiecie co? Słowa przebaczenia od osoby która nadal Cię kocha, są czymś w rodzaju oddania bólu. Oddała mi swój ból, związany z poczuciem ignorowania mnie i unikania. Przekazała: Łukasz wybaczam Ci, bo nie chcę mięć w sercu do Ciebie ani żalu, ani gniewu, szczególnie, że tak wiele nas łączyło i nadal czujemy tak wiele.
Kiedy dochodzi do Twojej głowy, że wszystko zależy od Twojej akceptacji rzeczywistości i radzenia sobie "sam ze sobą", takie słowa nie przynoszą ulgi. Przynoszą dodatkowe kilogramy bagażu zwanego szarą i smutną rzeczywistością, które musisz dźwigać dalej sam. Nie możesz jak tchórz uciec w gniewie do drugiej ze stron, nie możesz uznać "starałem się ale nie wyszło". Tak naprawdę, nigdy nie chciałem żadnej z tych opcji. Zależało mi na tym aby porozmawiać i wypowiedzieć słowa "wybacz, żałuję" z osobą z którą przeżyłem 5 lat.
Stało się. Co czuję teraz: poniekąd zagubienie. Walczą we mnie dwie postawy, jedna która wykiełkowała we mnie po rozmowach z siostrą, i druga która odzywa się aktualnie, po rozmowie z byłą narzeczoną. Pierwsza każę iść dalej, w przód wierząc, że to wszystko ma ens i doprowadza mnie do czegoś dobrego. Druga, krzyczy, że tam w świecie istnieje skrzywdzona osoba przez Ciebie, która nadal Cię kocha.

Na zakończenie dzisiejszych wypocin :) dodam, że rozmowa zakończyła się w dobrym tonie, z miłym akcentem. Nie sugerowała, że to już koniec jakiegokolwiek kontaktu. Było kilka kwestii zastanawiających, mianowicie prosiła mnie o zachowanie tego dla siebie (nie przekazywanie aktualnej partnerce) oraz kwestia tego, że zapytana o szczerość w układaniu swojego aktualnego życia jest niezadowolona. Niestety ale te kilka lat na sztuce uwodzenia zapaliły mi czerwoną lampkę, i pokazały, że po prostu może zasłużyłem na owy kontakt, bo aktualny jej partner i związek robi się całkowicie nieakceptowalny i przyszły myśli o odratowaniu sytuacji i mało w tym kwestii uczuciowej, co bardziej materialnej?
Zobaczymy, odezwę się za kilka dni i zobaczę jakie przemyślenia się we mnie wykiełkują, na dziś jestem totalnie zdezorientowany.

Ważne też, że nie ukrywałem tego tak jak oczekiwała. Dość bycia sam ze sobą, w potrzasku żalu. Nie dałem się też poniekąd zapętlić w jakąś falę intrygi. Opowiedziałem wszystko mojej aktualnej partnerce. Rozmowa przebiegła dość intensywnie (inaczej się nie spodziewałem) ze względu na fakt odczuwanej zazdrości z jej strony (jak najbardziej słusznej :)). Chcę być z nią szczery, bo nie chcę kontynuować poprzedniego życia i strachu "otwartości" aby nie doprowadzać do wybuchowych reakcji (jej wybuchowość, w porównaniu do mojej byłej to jak w skali 1:10 :D). Przede wszystkim utwierdziłem ją w tym, że mimo tej rozmowy naprawdę o niej myślałem, i dałem odczuć tej drugiej stronie, że w moim życiu jest wartościowa osoba (bo tak było).

Podsumowując:
1. Brak chęci kontaktu pozwolił mi się przełamać, pękłem, wykrzyczałem z siebie żal, dałem usłyszeć go innym. Wypuściłem w końcu coś z siebie, tak aby ktoś mógł to skomentować. Odczułem ulgę, jakby wracał sens życia.
2. Otrzymałem szansę rozmowy, której już nie potrzebowałem. Nie naruszyła ona mojego postanowienia sklejania sobie życia na nowo, jednak na ten moment przyniosła wewnętrzne zdezorientowanie: jest tam w świecie osoba która mnie kocha, jednak życie z nią było kilkuletnim dążeniem do nicości. Czuję jej smutek i żal. Tutaj iskrzy się nadzieja na prawdziwe życie w dojrzałym związku pełnym uczuć i miłości. I pomiędzy tym wszystkim ja, nadal za słaby aby zabić w sobie całkowicie te uczucia z "przeszłości".

Zobaczymy co przyniosą kolejne dni.
30
Dzienniki Rozwoju Osobistego / Odp: Pod opieką psychiatry
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lucjusz dnia Październik 05, 2017, 19:23:22 »
Trzymaj się, żyj :)
Często brakuje tej drugiej osoby i wsparcia. Głupi przez wiele lat dusiłem w sobie wszystko, teraz zdecydowałem pierwszy raz w życiu otworzyć na bliskich. Rodzina zawsze wysłucha i wspiera, szczególnie ta najbliższa, warto czasami wylać z siebie to całe gówno. Okazuje się, że ten natłok myśli po chwili "uzewnętrzniana" staje się harmonijny i można to wszystko poskładać w całość. To co dusiło Cię, smuciło i blokowało zaczyna być ułożone i całkowicie do przejścia. Czytam i trzymam kciuki za życie w szczęściu :)
Strony: 1 2 [3] 4 5 6 ... 10