Forum ŻyjW!ęcej

Praktyka Rozwoju => Dzienniki Rozwoju Osobistego => Wątek zaczęty przez: Smiler w Czerwiec 14, 2012, 18:31:55

Tytuł: Dajary of Smiler, czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Czerwiec 14, 2012, 18:31:55
Słowem wstępu:

Dajary of Smiler (DoS) w mojej głowie urósł już do miary legendy. Jest dla mnie czym bardzo ważnym, czymś co było mnie w stanie utrzymać przy życiu nawet podczas najbardziej burzliwych okresów. Zacząłem do 25 listopada 2008 roku i pisałem go z przerwami do dziś.

Pierwsza wersja DoS znajduje się na serwisie sztuka-uwodzenia.pl pod linkiem http://sztuka-uwodzenia.pl/dajary-of-smiler-t788.html. Wraz z momentem opuszczenia tej witryny, wespół z Bractwem IOI, na prywatnym forum powstała wersja 2.0 pamiętnika, która niestety zniknęła wśród mrocznych zakamarków Internetu. Wersja 3.0 powstała już na serwisie projektu ZyjW!ecej.pl i tutaj też jest kontynuowana. Wszelkie Detale związane z poszczególnymi wersjami dziennika omawiane są w nim na bieżąco.

DoS to... duży kawałek mnie - droga, którą przechodziłem w poszczególnych "księgach" (czyli częściach) to często droga bólu, smutku, łez, zdenerwowania, ale droga, która zawsze kończy się sukcesem. I Tobie, drogi czytelniku, takich sukcesów również życzę, a oprócz tego życzę Ci owocnej lektury ;)

Smiler



~SPIS TREŚCI~

Księga I: W poszukiwaniu siebie / strona 1
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg4501#msg4501

Księga II: Zaginione zapiski, zaginione dni / strona 12
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5065#msg5065

Księga III: Od Zera Do Milionera cz.1 / strona 13
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg5085#msg5085

Księga IV: Duchy Przeszłości / strona 27
http://zyjwiecej.pl/forum/index.php?topic=103.msg19362#msg19362
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 11:37:33
=====================
KSIĘGA I:
W POSZUKIWANIU SIEBIE

=====================
(Dajary od Smiler v. 1.0)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 11:39:14
przez wesoły ;) 2008-11-25, 15:27

Witam!

Z tej strony Andrzej, ale będę o sobie mówił "Wesoły", albowiem jestem człowiekiem bardzo pozytywnie nastawionym do życia ;). Mam 23 lata, mieszkam, studiuję i pracuiję w Łodzi. Tyle o tym kim jestem, więcej o tym jaki jestem później.

Na tą stronkę trafiłem po prostu przez przypadek, więc szczęście się choć raz do mnie uśmiechnęło ;). Wpisy będę prowadził tak trochę dla siebie, bo mam ogromną potrzebę podzielenia się z ludźmi na temat moich doświadczeń z ostatniego tygodnia (które kompletnie zmieniły moje życie ;D). Ale liczę również na odezwę ze strony starszaków i pomoc w różnych kwestiach wszelakich ;P. Będę pisał w formie lakkiego postu o charakterze pseudo książkowym (zboczenie przyszłozawodowe), bo może ktoś będzie chciał to kiedyś opublikować :P. Rrobię to również dla takich facetów jakim ja sam kiedyś byłem, oby mieli szansę to poczytać!





WSTĘP
Kiedy czytałem sobie forum i inne materiały z niego (bądź z mejlE od Uwo) to miałem ochotę się śmiać. Nie wierzyłem w ogóle, że coś jest w stanie NAGLE tak radykalnie zmienić moje życie... a jednak ;]. W przeciągu jednego tygodnia zacząłem zmieniać się z chłopca w prawdziwego mężczyznę. Dziś już widzę, że są chłopcy, którzy mają po trzydzieści - czterdzieści lat i mężczyźni, którzy mają lat "dwadzieścia parę".

Bardzo spodobał mi się wstęp napisany przez Wujka dotyczący tego czego nie znajdzie się u niego w tekstach (chociaż zastanawiam się czy Uwo to jedna osoba, czy grupa psychologów :P). DDdostałem okładnie to czego szukałem. Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet. Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.


O MNIE SŁÓWEK PARĘ
Jaki jestem.. a może raczej jaki byłem? Do tej pory podchodziłem na wesoło i tak mi też zostało. Niemniej jednak coś co mnie przybijało do zmieni to pewien kompleks - kilka zbędnych kilogramów. Ludzie na około mnie mówili mi, że nie jest źle i żebym przestał "pierdolić", ale ja jakoś nie słuchałem, nie potrafiłłem zrozimie, że kobiety nie do końca podchodzą to tych kwestii w taki sam sposób jak mężczyźni. Nikt niczego nie był mi w stanie wytłumaczyć. Stawałem sobie przed lustrem i zadawałem sobie jedno pytanie, które męczy niejednego faceta: "co jest, kurwa, nie tak?".

Brzydki nie jestem, laski raczej się za mną oglądały (ale co z tego?). Mam przysłowiową "gadanę", dodatkowo świetne wyjście do ludzi i na scenie. Z ubiorem też nie ma problemu, bo pracowałem w sklepie odzieżowym przez ponad rok i strasznie się wyrobiłem. Potrafię sobą zainteresować, ale z oczarowaniem było już gorzej. Ciągle bowiem siedziały mi w głowie zbędne kilogramy. Generalnie jednak rzez ujmując z cech charakteru bardzo się sobie podobam (zodiakalny lew), czuję się jak taki typowy "natural" :D... prawie.

Potrafiłem być stanowczy i konsekwentny, miły i w ogóle. Niestety popełniałem chyba wszystkie możliwe błędy, o których wspominał Wujaszek. Siebie wspominam jako otwartego, ale nogi często były skrzyżowane. Oceniając mnie jako tego kolesia sprzed tygodnia mogę powiedzieć, że było OK, ale trzeba było zmienić nastawienie i poprawić kilka błędów, żeby znaleźć się na odpowiedniej drodze... którą dumnie kroczę teraz.

Przez ten pierwszy tydzień ciągle trapiło mnie przekonanie czy oby to co z sobą robie nie jest jakby... hmm... oszustwem? Czy aby ten Samiec Alfa nie jest zawsze taki sam, czy to będzie Łódź czy Nowy York, kolejna kopia jakiejś osobowości? Dziś już znam odpowiedź... jest właśnie dokładnie tak...

Dobra! Żarcik poszedł, mam nadzieję, że udany.:D. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. To nie jest fałsz to jest po prostu poziom wyżej. Uwielbiam się rozwijać, pracować nad sobą i mam jeszcze długą drogę, ale podejmuję rękawicę.Nadal pozostaję tym samych chłopakiem, z fajnym poczuciem humoru, z wieloma zainteresowaniami... ale jednak jakoś lepszym. Zmienił mnie w zasadzie jeden dzień, ale opiszę cały tydzień (już niedługo).

P.S.
Sorki za błędy, jak tylko wrócę do domu to poprawię ;).




Komentarz dodany przez: Hudy: 2008-11-25, 14:39
http://sztuka-uwodzenia.pl/wulgaryzmy-vt388.htm Zapoznaj się z tym komunikatem i pamiętaj.że jeśli jeszcze raz użyjesz wulgaryzmu to dostaniesz ostrzeżenie.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:25:27
przez Mystyc 2008-11-25, 20:19
Cytuj
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet
to bardzo zle Ci sie kojarzy bo PUA jest wlasnie osobnikiem ktory kobiet w zadnym wypadku nie krzywdzi...



Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Ja mam inne podejście, zależy mi raczej na tym, żeby stać się lepszym facetem, bardziej dojrzałym. Nie ukrywam jednak, że narzędzia, którymi zaczynam się posługiwać są bardzo kuszące... jak to się potoczy - zobaczymy, serc jednak zamiaru łamać nie mam.
czyli wlasnie chcesz stac sie PUA :D bo PUA to nie tylko uwodzeie kobiet ale to cale zycie i dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie...


co do wulgaryzmow to juz HUDY napisal i popieram go w calej rozciagliwosci :D

love
Mystyc
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:37:49
przez wesoły ;) 2008-11-25, 22:33

No OK, w takim razie dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu ;], a teraz do rzeczy.

TYDZIEŃ ZMIAN (dokładnie tak! będę was mordował nazwami akapitów :P)
Jak już wspomniałem trafiłem na tą stronkę przez przypadek, ale cholernie się z tego faktu cieszę ;]. W niedzielę przeczytałem wszystkie możliwe poradniki jakie dało się ściągnąć i wziąłem sobie do serca radę, żeby sprawdzać to w praktyce. Poniedziałek - pomyślałem - dobry dzień na start. Niedzielny wieczór poświęciłem jeszcze na walkę z lustrem i wmówienie sobie, żeby wszystko co do tej pory myślałem o sobie choć na ten jeden poniedziałek wyrzucić do śmietnika.

Podróż tramwajem spędziłem na psychicznym przygotowaniu się do tego co zacznie się dziać od momentu kiedy drzwi pojazdu się za mną zamkną. No i zaczęło się - strzeliłem prostą pozycję, głowa do góry, a nie w beton ulicy i przede wszystkim leciutki uśmiech, swoboda ruchów i przed siebie.

Mam w głowie fakt pojedynków na oczy i hasło, że "niektóre ci nie odpuszczą, musisz trzymać się twardo i nie dać im wygrać". W kierunku na wydział zaczęła się zbliżać jakaś blondynka, nawiązał się kontakt wzrokowy i nie odpuściłem. W ostatnim momencie przypomniało mi się (:P), żeby obdarować takie bejbe uśmiechem i... odpowiedziała tym samym! TO DZIAŁA! Cieszyłem się jak dziecko, kiedy dostanie jakąś super wymarzoną zabawkę!

Zacząłem więc strzelać z gał do ludzi ile się da, przegrywali i stało się to co było napisane w poradnikach - "od razu poczujesz się pewniej"... no i się poczułem :). W przeciągu kilkudziesięciu minut faktycznie poprawiłem swoją pewność siebie. Traf chciał, że musiałem tego dnia przejść przez piotrkowską, żeby znaleźć pewien lokal. Gdzie ulica była to mniej więcej wiedziałem, ale nie zaszkodziło się spytać jakiejś sympatycznej dziewczyny o drogę ;).

Kiedy na widoku pojawiła się drobna, krótko ścięta czarnowłosa dziewczyna z zamyśloną główką skierowaną w chodnik to postanowiłem, że to ona mi odpowie, gdzie jest mój cel. Udało mi się ją jakby "wyłowić" wzrokiem tak żeby patrzyła się na mnie. Byłem bardziej sobą - miły, sympatyczny, pewniejszy siebie, ale nie klałn. Kiedy się oddalałem po kilkudziesięciu sekundach rozmowy w drugą stronę zaczęła jeszcze coś opowiadać o tej ulicy, ale jej oczy mówiły coś w stylu: "a może jednak pójdziesz ze mną ten kawałek... pliz, pójdź...".

W sumie to nawet żałuję, że nie spróbowałem pociągnąć z nią czegoś więcej, ale chyba nie byłem gotowy na jakąś pogadankę. Fakt faktem, że zaliczyłem kolejny sukces! Tego dnia (cały czas mowa o poniedziałku) spotkało mnie kilka zawodów, ale idąc myślą "co cię nie zabije to cię wzmocni" i tym, żeby się nie poddawać to po prostu potraktowałem to jako nawóz do mojego sukcesu ;).

Wtorek zszedł na poprawianiu błędów z poniedziałku (tych było mnóstwo!). Za to środa była dniem, w którym zaliczyłem tylko jeden sukces kontaktu wzrokowego z uśmiechem, ale nie przejmowałem się tym. Siły koncentrowałem na kawie z koleżanką, z którą byłem umówiony na 20 na Placu Wolności. Generalnie rzecz ujmując poszło mi nieźle, ale lody udało mi się skruszyć dopiero po około 45 minutach. Było trochę emocji, nerwówka, etc. Niemniej jednak ostro dawałem czadu i potrafiłem już wychwytywać kolejne tematy do rozmowy, tak więc z tym nie było żadnego problemu! Trochę zbiło mnie z tropu wodzenie wzrokiem po szybie, ale od razu reagowałem i było super. Spotkanko trwało do 22 i uznaję je za sukces.

W czwartek miałem rozmowę kwalifikacyjną do nowej pracy i udało mi się lekko zbajerować swoją selekcjonerkę, co uznałem za wielki sukces. Na razie dobrze się nam układa, choć nie mój typ charakterologiczny... ale gdybym nie spróbował to bym nie wiedział. To był moment przełomowy, dotarło bowiem do mnie to, że nie ważne co - zawsze jestem wygrany!. Reszta tygodnia od tego momentu popłynęła na fali zadowolenia jaką prezentuje utwór "Bulgarian Chicks" zespołu "Balkan Beat Box" :D (polecam, chłopaki są rewelacyjni muzycznie, a że trochę się uczę tańczyć to sobie przy nich ćwiczę).

Bezczelnie zacząłem być coraz bardziej pewny siebie :P (ale nie zarozumiały). Podchodziłem do koleżanek z grupy na studiach i gadałem sobie jakbyśmy znali się od zawsze. Nagle zaczęło się okazywać, że jestem w stanie skupić na sobie ich uwagę! Szok w ogóle! Wystarczył uśmiech, zmiana pozycji i nagle ludzi zaczęło interesować to jaki jestem i co mam do powiedzenia i zacząłem więcej dawać z siebie. Pytaniem, którym teraz otwieram rozmowę jest "co byś chciała dostać na gwiazdkę" - temat rzeka, przy okazji można się dowiedzieć o dziewczynie takich informacji jak ulubiony kolor, styl biżuterii, no wszystko. Wiem, że dobrze poprowadzona rozmowa da takie informacje sama w sobie i nie trzeba zaczynać od mojego pytania, ale to jak dla takiego początkującego jak ja to bajka ;].

Dziewczyny w niektórych momentach rozmowy dostawały "zakłopotacza" i nie wiedziały co mówić. Były bardzo zaintrygowane faktem, że ktoś wreszcie rozmawia z nimi na przyjemne tematy, a nie o studiach, pracy, problemach koleżanek. Kobiety są istną kopalnią wiedzy. Ich punkty widzenia, w ogóle sposób w jaki podchodzą do życia sprawia, że w zasadzie zaczynam je poznawać od nowa i zaczynam się od tego uzależniać!

Poza tym zacząłem dominować w kwestiach swojego życia. W końcu mam ponad 20 lat i jestem mężczyzną, prawda? Dochodzi przez to do spięć na polu zawodowo - naukowym. Jednym z takich przykładów jest zdarzenie jakie spotkało mnie ostatnio na zajęciach, gdzie miałem zastępstwo za swojego doktora z kolesiem, którego można określić jako chorego despotę, który nie lubi jak ktoś mu się stawia. W życiu każdy student robił to co mu kazał, bo przecież jest tylko studentem... no i trafił na mnie 8-). Jego autorytet polegał jedynie na stanowisku, które posiadał (podobnie jak autorytet innych opiera się tylko na sile fizycznej).

Sytuacja wyglądała tak, że część grupy siedziała w rzędzie, a ja siedziałem skrajnie z brzegu i chciał, żebym zmienił miejsce na visa vi grupy:
on (stanowczo): niech się pan przesiądzie tutaj.
ja (łagodnie, ulegle): ale ja się nagnę.
on (tak samo): jak się pan nagnie?
ja (tak samo ulegle): no normalnie, nachylę się.
on (jeszcze bardziej stanowczo): proszę się tutaj przesiąść.
ja (już inny ton): nie.
on: dlaczego?
ja: bo nie lubię jak mi ktoś mówi co mam robić w życiu.
on (szok, zmiękł trochę): ale ja pana proszę.
ja: ale mnie tu wygodnie.
on: aha. no to w takim razie porozmawiamy po zajęciach. i będzie pan na zajęciach do końca (chciałem się zwolnić ostatnie 15 minut).

Po drodze przegrał ze mną na oczy :). W głowie powoli robił mi się mętlik - co mu powiem po zajęciach, żeby utrzymać swoją pozycję i jakoś z tego wybrnąć z twarzą, emocje lekko wzięły nade mną górę i wtedy sobie przypomniałem kto tu w końcu jest Alfa - ja czy on? Kto miał się czuć skrępowany czyją obecnością? Przecież samiec Alfa nie boi się kontaktu z innymi, jest otwarty, uśmiechnięty, pewny siebie. To inni mają srać po gaciach podczas rozmowy z nim. Jak tylko to pojąłem to rozsiadłem się z powrotem na swoim krzesełeczku i zacząłem kombinować jak mu tu jeszcze wbić szpilkę i zgnoić do końca jednocześnie dając zejść adrenalinie.

Wiadomo, że po takich sytuacjach następuje głucha cisza z obu stron. Ale Alfa to ja, więc się nie stresowałem i w trakcie zajęć z perfidii zadawałem mu jeszcze pytania. Potem zacząłem się zastanawiać czy wymknąć się ukradkiem z sali i zapomnieć o rozmowie, ale tu znów przypomniałem się sobie i jak tylko skończyły się zajęcia to podszedłem do niego i znokałtowałem pytaniem "czy mam zostać, żeby Pan mógł ze mną porozmawiać?". Odpowiedział jedynie, że chyba sam jestem w stanie wyciągnąć wnioski z tej dyskusji. Owszem - byłem w stanie. Zdominowałem go i poczułem się tak cholernie dobrze jak nigdy przedtem.

W trakcie tego tygodnia wystartowałem z oczami do kilku cwaniaków i zmiękli, robię się coraz lepszy. Chcę więcej, Więcej, WIĘCEJ! Robię się coraz lepszy dla siebie. Pewność siebie pozwala mi bardziej wydobywać swoje wnętrze i pokazywać je innym. Kobiety zaczynają się czuć komfortowo w moim towarzystwie, a ja nagle potrafię usiąść obok nieznanej mi wcześniej dziewczyny i swobodnie z nią rozmawiać i pozwolić jej zrzucić ten lekki stres spowodowany rozmową z nieznajomym.



Przede mną jeszcze długa droga. Ale jest to droga, którą warto podążać, cytując Mystyc'a: "dazenie do tego by stac sie najlepsza wersja samego siebie... ".

Jednak nagle świat się otworzył, jakby tylko dla mnie. Z kolesia, który podpierał ściany na imprezach, a z copiątkowego chlania na umór zrobił religię stałem się tym, który na imprezach będzie tym podziwianym i który będzie umiał powiedzieć sobie stop, bo panuje nad sobą i nad tym co go otacza, dać kobiecie szczęście, a chlanie przełożyć na inny termin (sesesese).

Nagle zacząłem pisać smsy ze śliczną dziewczyną (której w ogóle nie znam, koleżanka znajomej... po prostu raz kozie śmierć). I smsami sprawiłem, że dzień w którym do niej napisałem był "najlepszym" do tej pory. Nie piszę już, biorę na wstrzymanie, niech ją palce swędzą i się zastanawia :D... ale jestem o krok od hasła, że "nie lubię rozmawiać przez gg i smsy, bo wolę cztery oczy" i umówienia się na kawę.

Nagle zacząłem wskakiwać na kolejne etapy w rozwoju swojej postaci. Nagle świat stał się milszym miejscem do mieszkania, a frajerzy, do których niegdyś należałem, zaczynają być dla mnie tylko tłem.



Pojawiają się za to nowe pytania - często jadam na stołówce i zaczynam się zastanawiać jak jeść z klasą. Robię postępy, ale z łyżką często trudno utrzymać grację... any help?

Będę się starał pisać co jakiś czas takie dłuższe zwierzenia, ale tylko wtedy, kiedy stanie się coś co będzie warte opisania, bo nie mam zamiaru zanudzać.

Pozdro ;)!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:40:14
przez arturro 2008-11-25, 23:15
Cytuj
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Pojawiają się za to nowe pytania - często jadam na stołówce i zaczynam się zastanawiać jak jeść z klasą. Robię postępy, ale z łyżką często trudno utrzymać grację... any help?

Jak będziesz sie skupiał na tym jak jeść... żeby nie wygladało dziwnie to będzie dziwnie. Nie myśl o tym. Ale pamiętaj żeby zachowywac sie jak należy. tzn kulturalnie :P
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:42:04
przez wesoły ;) 2008-11-25, 23:31

W sumie racja. Jeszcze laski sobie pomyślą, że wyżej sra niż dupę ma. Ale wiesz - siedzieć jak łajza zgarbiona, a wyprostowany to różnica. Chodziło mi raczej o mowę ciała niż o same kwestie techniczne, dzięki ;).

[ Dodano: 2008-12-02, 23:05 ]
TEMAT: IMPREZA IMIENINOWA
SPIS TREŚCI :]
1. Wstęp
2. Strój
3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
4. Zachowanie
5. Taniec (cz.1)
6. Obchód klubu
7. Taniec (cz.2)
8. Przemyślenia




1. Wstęp
No to za sobą mam przełamywanie lodów w postaci imprezki studenckiej z bliżej nieznanymi znajomymi ;]. Jako, że miałem niedawno imieninki to w czwartek postanowiliśmy świętować i kolega (też Andrzej) zrobił "jumprezę" (czyt. dżamprezę :P) w akademiku i potem mieliśmy wyjście na kluby. Postaram się mniej więcej punktowo ująć jak było i wykazać swoje błędy. A w ogóle zaznaczyć trzeba, że ogromnym krokiem do przodu było to, że się NIE UCHLAŁEM na imprezie. Cały czas latałem z drinkiem i dolewałem sobie soczku/wódeczki, ale bez przesady. Do klubów poszedłem "na czysto", tam spijałem browarki, sumując: 4 kolejki + 2 piwa.



2. Strój
Ubrałem się elegancko, tak jakbym szedł na kawę z nieznajomą i chciał dobrze wyglądać. Styl klasyczny i lekko luźny, ale nadal elegancki. Koszula i sweterek w serek, wszystko ładnie wygląda. Sweterek z podwiniętymi rękawkami, żeby było więcej luzu... no i porażka(!)... i to jaka?! Okazało się, że w sweterku i koszuli pociłem się jak szalony, a gdzie tego świństwa w klubie zostawić nie było, bo każdy był na parkiecie i w dodatku nawalony. Jeśli zaś chodzi o momenty w akademiku to sprawdzało się całkiem OK, ale widać było, że niepotrzebnie się tak ubrałem, bo nieświadomie wpływałem na kobietę dając jej sygnał, żeby nie była zrelaksowana, bo rozmawia z dupkiem, który "wyżej sra niż dupę ma" (przynajmniej ja to tak odbieram z dzisiejszej perspektywy).
Wnioski:
- Pracując niegdyś jako sprzedawca w centrum handlowym wiem, że strój odgrywa ogromną rolę w pierwszym kontakcie. Mimo posiadania tej wiedzy sam siebie zaciągnąłem w pułapkę "sztywniaka". Kolejnym razem muszę baczniej dobierać fatałaszki (:P) do wyjścia. Na klub jak najluźniej - zwykłe jeansy i jakiś fajny tshirt (wyróżniający z tłumu, np. ekstrawagancki kolor, ale bez tandet i błyskotek) - w końcu idziemy się bawić, a nie na rozmowę kwalifikacyjną :).



3. Body Language
Kolejna bajka to mowa ciała. Z tym dawałem sobie w miarę radę. Chód, uśmiech, itd. to dla mnie już żaden problem. Drink na wysokości biodra i jest klasa. Niestety, jak już wspomniałem wyżej, było troszkę ciężko, bo mowa ciała z takim strojem moim zdaniem ciężko współgrała z klimatem, ale nie dawałem za wygraną. Rozwalałem się na kanapach jak król, zwracało uwagę, uśmiechnięty i w ogóle fajnie. Działałoby lepiej, gdybym był bardziej wyrobiony, ale nie ma co narzekać, tylko trenować!
Wnioski:
- Nareszcie pojąłem, że bycie zauważalnym to nie tylko mowa ciała, albo poszczególne aspekty wizerunku i zachowania. Ona (tj. BL) czyni cuda, to fakt, ale mowa ciała może być wzmacniana właśnie przez inne aspekty (zachowanie na imprezie, status, ubiór, etc.). Właśnie TERAZ zrozumiałem, że PUA to jest CAŁOŚĆ, wszystkie elementy muszą jednocześnie współgrać, rywalizować i fascynować. Ktoś kto opanuje to do perfekcji wygrał życie.



4. Zachowanie
Tu poszło moim zdaniem tragicznie. Niby, że była to też moja impreza ("Andrzej") to niestety, ale kiedy śpiewano "Sto lat" to ja byłem tylko dodatkiem. Nie umiałem sprawić, żeby ludzie się mną zainteresowali i żeby pojęli, że ja TEŻ mam imieninki. Mimo, że byłem w miarę widoczny (mowa ciała) to nie przeniknąłem do towarzystwa. Udało mi się złapać kontakt z pewnym kolesiem, ale zbyt długo z nim gadałem. Dodatkowo doszedł syndrom szwendania się za kimś kogo już znam, strasznie się tym irytowałem. Szczerze jednak powiem, że nastawiłem się na kluby i na tym skupiałem swoje siły.

Sukcesem jednak było to, że przełamałem się i zagadałem z kilkoma dziewczynami wprawiając je w wesoły nastrój. Niektóre są chętne do rozmowy, inne mniej. Wynika co z całokształtu sygnałów jakie wysyłamy no i z charakteru partnerek oczywiście. Generalnie jednak było za mało mnie. Kilka sukcesów i dużo do poprawy, ale jadę dalej na maxa ;D!
Wnioski:
- Muszę popracować nad swoją osobą. Dopracować kwestie wzbudzania zainteresowania, więcej ze sobą zrobić w życiu, więcej luzu i zabawy, więcej imprez, wyjść, przygód.
- Trzeba opracować kilka tematów zaczepnych na kolesi (wkupienie się w łaski)
- Muszę opracować więcej tematów, które rozpoczną rozmowę z laską/laskami (nie mówię o "otwieraczach"), gdyż "co byś chciała na gwiazdkę?" już mnie nudzi. "Twoje marzenie życia" brzmi tandetnie, ALE zaczynam dostrzegać to, że bardzo ważna jest forma w jakiej temat jest zaproponowany, jeśli popracuję nad wprowadzeniami to mogą być pozytywne skutki, np.
ja: Oja, co ty taka podekscytowana imprezą jakbyś miała skakać z samolotu?
ona: Bla, bla, bla.
ja: Ja zawsze chciałem skoczyć ze spadochronem (kilka zdań zabarwionych emocjami).
ona: bla, bla, bla
ja: A ty, twoje marzenie życia?
Dałoby radę? Co wy o tym myślicie?
- Popracować nad tym, żeby kobieta od samego początku czuła się w moim towarzystwie komfortowo(!)




5. Taniec (cz.1)
No tutaj szał ciał! CHRYSTE! JAKI (aż zabluźnię!) KUR WA JE GO JE BA NA MAĆ SUKCES! Jeden miesiąc treningu tańca i z tanecznego drewna zamieniłem się w całkiem niezłego densera! Zniknęły dwie kłody przedzielone w połowie i połączone sznurkiem, a na ich miejscu pojawiły się nogi. Nie ma już worka piasku, za to są kręcące się biodra i wirująca klatka piersiowa. Definitywnie jest jeszcze DUŻO do zrobienia (żeby nie rzecz OD GROMA [a żeby nie zabluźnić, że OD ZAJEBANIA]), ale jestem na właściwej drodze. Dużo pozytywnych emocji, definitywny sukces.

Jeszcze pół roku temu uważałem, że taniec to jeden z bardziej pedalskich sportów na ziemi (bez urazy). Przełamałem się sam (zanim dowiedziałem się o stronce i reszcie) i dziś uważam, że jest to REWELACYJNA forma spędzania wolnego czasu, zacząłem poważnie doceniać profesjonalnych tancerzy. Taniec daje szeroki wachlarz umiejętności w budowie swojego ciała, przydaje się w łóżku, poprawia kondycję i przede wszystkim poprawia koordynację ruchową! Dodatkowo jest istnym WABIKIEM na kobiety (o tym później) i uczy podejścia do kobiet (autentycznie zauważyłem, że od momentu kiedy poprawiłem swoją pewność siebie zacząłem lepiej prowadzić, a im lepiej prowadziłem w tańcu tym większą pewność siebie miałem w środku mojego ciała; te dwa elementy idą w rewelacyjnej parze!!!). Polecam taniec WSZYSTKIM z powodów wyżej opisanych i jeszcze takich:
- kiedy idziesz na naukę tańca to w większości na lekcjach są laski - masz pole doświadczalne; walić to, że często są z facetami, przecież nie chcesz się z nimi kłaść do łóżka, albo wychodzić za mąż, po prostu czysty kontakt
- jeśli jesteś w związku z kobietą to definitywnie jesteś w stanie go tańcem wzmocnić; on (tj. taniec) rewelacyjnie pokazuje jaką jest się parą, daje obojgu wyzwanie i sprawia ogromną frajdę(!)
- WIEK NIE GRA ROLI.

Kontynuując taniec z punktu widzenia użycia go już w klubach to wyszło bardzo fajnie. Dziewczyny świetnie się bawią jak mają kogoś kto robi coś więcej niż tylko je okręca w kółko. I tu z miejsca POWAŻNA uwaga do wszystkich - NIE(!) wirujcie laskami jak pokręceni! Kiedy obserwowałem jedną dziewczynę, która mi się spodobała, i jej taniec z jakimś typkiem (zero "skilsów" [ang. skills - umiejętności]) to zauważyłem, że ciągle ją obracał pod ręką. Obrót to łatwa, ale i poważna kwestia techniczna. Jasne, że łatwo wbić się po obrocie w rytm, ale można stracić kontakt ciał. Jeśli tylko nią kręcicie to macie przerąbane - uzna was za kogoś standardowego, który myśli, że jeśli raz zrobił coś dobrze to kolejne podejścia dadzą ten sam rezultat... niestety panowie, kobiety są inne. Leci to dokładnie w ten sam sposób jak ze znanymi wszystkim "miesięcznicami":
- pierwsza miesięcznica - laska jest zaskoczona, choć się pewnie domyśla, martwi się czy będziesz pamiętał
- druga miesięcznica - przewiduje coś, ale liczy, że ją czymś zaskoczysz
- trzecia miesięcznica - zaczynasz być przewidywalny
- ...
- siedemnasta - przychodzisz z kwiatami i oboje strzelacie standardowy rytuał: ty jej je wręczasz, ona je przyjmuje, wymusza uśmiech i mówi, że to miło z twojej strony, potem siadacie w pokoju i następują kolejne rytualne czynności związkowe.

RZYGAĆ mi się chce na samą taką myśl, zwłaszcza, że kiedyś WŁAŚNIE taki byłem. Więc powtarzam - bądźcie niepowtarzalni, zaskakujcie, wywijajcie na parkiecie, zmieniajcie style, tempo, etc. A żeby to robić jeszcze lepiej - zapiszcie się na taniec. To nie boli i nie gryzie, spróbujcie.

Wracając do tematu - plus dla mnie za taniec. Przestałem być "obrońcą piwa", bądź jak sam to określam "rycerzem ścian". Wlazłem na parkiet i poszło ekstra. W klubie sytuacja dla PUA jest o tyle korzystna, że większość facetów to już zaprawieni wódą desperaci seksualni, którzy potrzebują "%", żeby się przełamać. Kobiety piją znacznie mniej (jeśli nie w ogóle) i wręcz OCZEKUJĄ kogoś kto je porwie w wir nagrań i nie będzie wstawiony. Bo nie wiem jak bardzo byście się starali lasce zaimponować tańcem po kilku głębszych to "oczy węża" raczej odstraszają niż zachęcają i kobieta zaczyna szukać drogi ewakuacji. Typowa sytuacja ze strony "Pana Wstawionego" jest taka, że zaczyna wymuszać, bo przecież mu "się należy", typowe myślenie frajerstwa - "jeśli ze mną tańczysz to pewnie chcesz się ze mną rżnąć".

Kolejna uwaga idzie w myśl chłopaków z Warszawy - MAX(!) trzy kawałki. Potem tracisz efekt zaskoczenia oraz bycia niestandardowym i trafiasz do szufladki z napisem "już byłooooo". Prosta zasada: intrygujemy, uwodzimy (tańcem) i zdejmujemy (z parkietu), ot cała sztuka. Jasne, że inaczej bawimy się z koleżankami, a inaczej kiedy uwodzimy - jak dla mnie kwestia nastawienia i wyczucia poszczególnych momentów.

Bawiłem się z nowo poznanymi koleżankami w akademiku i jedna fajnie tańczyła i w ogóle miałem z nią miły kontakt. Fajna dziewczyna, uśmiechnięta i w ogóle. Jak tylko poprawię umiejętności i będę miał ochotę (dokładnie tak! już nie "dar od losu", "szczęście", czy inne "przypadki") to zaproszę ją na kawkę.



6. Obchód klubu

Kiedy taniec lekko mi się znudził to poszedłem na obchód klubu przez parkiet do baru... wciąż lekko tańcząc i prowokując napotkane dziewczyny. I tu problem - czasami były chętne, ale przeważała reakcja negatywnej odpowiedzi powiązanej z zaskoczeniem (podczas tego jak i następnych "obchodów"). Nie wiem czym to było spowodowane, ale podejrzewam, że raczej brakiem "zaproszenia".

Idąc do baru udało mi się tanecznym krokiem (tango) podbić pod ladę i kupić browarka od barmanek, które odwzajemniły mój uśmiech i niekonwencjonalność podejścia. Po drodze złapałem kontakt z fajną blond (hb8!) i próbowałem z nią porozmawiać po chamsku obchodząc ją z tyłu i siadając na wolnych siedzeniach (pod kątem), była zainteresowana. Nagle znikąd pojawiły się jej koleżanki ("obrońcy sztuki") i poinformowały o zajętych przeze mnie miejscach. Grzecznie ustąpiłem i z uśmiechem zacząłem czarować resztę, przeniosłem inicjatywę na "liderkę" (puszysta dziewczyna, ale bardzo sympatyczna). Wziąłem ją z miejsca na parkiet i fajnie się wybawiłem, obiecaliśmy sobie taniec (cała czwórka). Ta część opowieści kończy się tak, że kiedy po jakimś czasie znalazłem dwie z grupki na parkiecie (gdzieś z boku) i podbiłem to nie "otworzyły" mi miejsca, potańczyłem chwilkę i z uśmiechem opuściłem panie (niech wiedzą co tracą, a jak?!). Chwilę później podbiła liderka i ze mną tańczyła (kurcze, naprawdę fajnie tańczyła!). Po pewnym czasie zagadała, że "obiecałem taniec" i zaczęła mnie ciągnąć do dziewczyn, ale stanowczo odmówiłem... miały swoją szansę.

Po pierwszym obejściu i odejściu od baru usiadłem sobie samotnie i dłuższą chwilę kontemplowałem klub. W tym punkcie po całości dałem dupy, albowiem przy stoliku obok siedziały dwie laski (hb8 i hb6) i jeden gach. Typ był ewidentnie zajęty "ósemkną", a "szósteczka" siedziała samotnie i liczyła baranki w głowie myśląc pewnie po drodze po kobiecemu "jaka to ja nie jestem beznadziejna" drapiąc się od czasu do czasu po tyle głowy w okolicach, gdzie zaczynają się włosy (znacie to). MIAŁEM ochotę ją oderwać od stolika i pogadać, ale tego nie zrobiłem. Próbowałem łapać kontakt wzrokowy, bez rezultatów. Za mało inicjatywy z mojej strony. Następnym razem wbiję między wszystkich bez pardonu i zobaczę co będzie.

Takich obchodów zrobiłem około 3 - 4 w międzyczasie tańcząc. Tu moja uwaga jest taka, że w klubie trzeba na początku wyrobić sobie kilka chętnych panień do tańca, żeby nie wracać na parkiet jak burak... opanowanie technik z ebooka "Warsaw Liar" to już wyższa szkoła jazdy, ale nie niemożliwa do zrealizowania, będę się starał podążać drogą przez nich wyznaczoną ;]. Między tańcem i obchodem udało mi się swoją osobą zainteresować barmankę (taaaaki miała uśmiech i w ogóle aparycję, jej koleżanka podobnie, UAH!). Dodatkowo zodiakalny lew (jak ja), więc się nakręciłem, ale świadomości dawałem jasno do zrozumienia, że tu logika ma rządzić, a nie emocje. Gadka - szmatka, bajer na "prezent na gwiazdkę", kilka wyłowionych tematów po drodze i strzał na kanapę. Podczas "obchodów" często podszczypywałem za boczki dziewczyny, które mi się podobały, ale nie odwracałem głowy, sygnał był chyba jasny ;].



7. Taniec (cz.2)
Siedzę sobie wygodnie, sączę piwko i obserwuję dwie tańczące laski. Jedną "ukradł" jakiś typ i druga (hb7) została w niedwuznacznej sytuacji tańca solo. Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj po kilkudziesięciu sekundach zmieniają miejsce, szukają znajomych, schodzą ze sceny... no i dałem się porwać spontaniczności! Najzwyczajniej w świecie postawiłem piwko na stole i bez słów wziąłem ją w obroty. Okazała się świetną kompanką i tu pełen sukces! Poszło wszystko z ebooka chłopaków z Warszawy - taniec solo naprzeciw siebie, dłonie, zbliżenie, objazdy dłońmi po konturach ciała, taniec na nodze, etc. Dała się całować po szyi, często ją wyginałem, odwzajemniła tym samym, ale znacznie mniej niż ja (sesesese :P). Było duuużo kontaktu wzrokowego, taniec czoło w czoło i czuję, że mogłem ją pocałować (może nie nachalnie w "ślimaka", ale delikatne zagryzienie warg dałoby świetny rezultat).

Koniec utworu (drugiego) i zdejmuję laskę z parkietu, ale w tym momencie DJ puścił jakieś fajne nagranie i z nią zawróciłem, bo musiałem wytańczyć utworek. Dalej buziaczki po szyjce, etc. Po nagraniu zaprowadziłem ją na ławeczkę i nie zdążyłem nawet otworzyć ust, a powiedziała, że za chwilę wróci (prawdopodobnie wołała ją koleżanka). Poczekałem około 3 - 5 minut i zawinąłem się z miejscówki - nie będę z siebie robił desperata i ganiał jej po klubie :P. Miała swoją szansę i nie ważne, czy ściemniała, czy poważnie coś wypadło - jej strata.

Kiedy z nią tańczyłem zrobiłem wokół siebie dużą przestrzeń. Gdyby zrobić zdjęcie z góry to definitywnie byłoby to widocznie. Uczyniłem to powoli przepychając kolesi, którzy strasznie się tym oburzali. No cóż - Samiec Alfa nie odczuwa dyskomfortu z powodu kontaktu z innymi samcami, więc się odsuwali dając mi więcej pola. Po drodze tańcząc zauważyłem, że grupka dziewczyn przyglądała się mnie i puszczały zalotne uśmiechy. To był moment, w którym wiedziałem, że powoli zaczynam budować swoją pozycję w klubie tego wieczoru.

Po niepojawieniu się mojej "ofiary" (:P) zwinąłem się do innego klubu. Byłem już wtedy kompletnie sam. Ale przecież do odważnych świat należy i trzeba pozwiedzać, prawda? Ano prawda, ale porażka była konkretna!!! Sam jakoś nie potrafiłem zrobić za wiele. Dwa obejścia i zawijka (fakt, że musiałem iść rano do pracy potęgował uczucie najszybszego położenia łba na poduszce do sześcianu). Spotkałem znajomych, chwilka gatki i zmyłem swoje cztery litery na nocleg.
Wnioski:
- tańczyć, Tańczyć, TAŃCZYĆ ;D!
- Jak na początek to trzeba wejść do klubu i roztoczyć swoją magiczną woń (o czym piszą "Warsaw Lair"). Niech kobiety same cię obserwuję, interesują się i wtedy nie będzie tak strasznie. Musimy posiąść umiejętność dawania do zrozumienia kobietom, że "hej! jestem spoko koleś! nie gryzę, chodź zatańczymy, pobawimy się, nic zobowiązującego po prostu szczęście". One muszą wiedzieć, że TY TO TY!



8. Przemyślenia
Zasmucił mnie fakt "studentek". Wydaje mi się, że są to dziewczyny podawane z rąk do rąk. Trochę wierci mi to dziurę w brzuchu, wiecie - tu jakiś buziak ze znajomym, tam obściski z innym, tam mały, szybki seksik. Mam wrażenie, że się nie szanują i trochę mnie to wkurza. Może to jednak być tzw. "syndrom prawiczka" (jak ja to sobie nazwałem, chociaż prawiczkiem nie jestem to jednak suma kobiet w moim życiu powaliłaby niejednego PUA na kolana... ze śmiechu :P).

W końcu kobieta też człowiek i od życia chce sobie coś wziąć, a czasy się jednak zmieniły. Jednak jestem w pewnych kwestiach konserwatywny, a o swojej przyszłej niedoszłej partnerce życia chciałbym się wypowiedzieć jako o tej, która pewne wzorce kulturowe kobiety spełnia. Nie mógłbym być jej "koffanym misiaczkiem", wiedząc, że w "akadach" dymało ją np. 3 kolesi na raz.

Jednak uważam tak tymczasowo :). Myślę, że jak popracuję nad sobą to nie będę się musiał o nic martwić, bo to w końcu ja będę TYM mężczyzną, od którego kobieta mojego życia (i nie tylko :D) dostanie to czego nie dostała od żadnego innego. W głowie trwa więc konfrontacja resztek "miłej łajzy", która oburza się na frywolne przygody seksualne fajnych i ładnych dziewczyn z kolesiem, który jest głównym bohaterem tychże historii, a o których ci pierwsi mogą jedynie pomarzyć... szczęście ten drugi zaczyna wygrywać :P.







TAMAT: NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA

SPIS TREŚCI :]
1. Wstęp
2. Praca
3. Nowy ja na co dzień
4. Plany
5. Podsumowanie




1. Wstęp
Dzięki tej stronie, forum, mejlom od Uwo i wrodzonej ciekawości, która dała mi kolejne materiały zmieniam swoje życie. Staję się coraz weselszy, milszy, pewniejszy siebie, słowem - LEPSZY. Czuję się powoli, że wulkan energii, który we mnie tkwi, szykuje się do wybuchu (bez skojarzeń proszę :P). Życie autentycznie stało się wspaniałe ;). Słowa powyżej, że "PUA to najlepsza wersja samego siebie" nabrały już pełnego znaczenia. Patrzę na życie zupełnie inaczej, a przekłada się to na dawanie ludziom większej ilości radości. Teraz postaram się opisać kilka wybiórczych akcji z mojego "nowego" życia ;D.



2. Praca
Jeśli jeszcze nie wspominałem to piszę teraz, że moja praca wymaga ode mnie bycia w kilku miejscach Polski w ciągu jednego tygodnia. Jest to męczące, ale przynajmniej mam sposobność zwiedzania (czasami tylko przez szybę samochodu, ale jednak). Ostatnio wysłano mnie w delegację m.in. do Warszawy, przybyłem przed czasem i miałem jeszcze dobre 2 godziny czasu wolnego, więc wstąpiłem co CH "Złote Tarasy".

Szwendałem się bez większego celu po sklepach zagadując sprzedawczynie, pytając się o sklepy, etc. Jednak moją uwagę skupiła pewna przesympatyczna kobieta ze sklepu z okularami. Blond kręcone włosy, uśmiech na twarzy - mój typ. Postanowiłem, że "popatrzę co się teraz trendy przywdziewa na nos". Poprosiłem o pokazanie kilku modeli w międzyczasie rozmawiając sobie o pierdołach. Generalnie udało mi się sprawić, żeby poczuła się w moim towarzystwie komfortowo i dostałem miękką piłkę (chyba, jeśli się mylę to wyprowadźcie mnie z błędu), albowiem dostałem kolejny model i:
ja (z uśmiechem): O. Te to takie "Zły Pan Policjant" :).
ona: A te Panu dałam, bo mi się podobają.

Potem sobie zacząłem żartować, że potrzebuję czegoś do czerwonego ferrari, więc dostałem fajny model ekstrawaganckich czerwonych "sportówek". Oddałem podziękowałem i zgarnąłem ją pytaniem o to co by chciała dostać na gwiazdkę, odpowiedzi nie było, ale nie odpuszczałem:
ja: No przecież musi mieć Pani jakieś marzenie, każdy ma marzenia!
ona: No tak... No... Moim marzeniem jest pojechać na Dominikanę.

Następnie popełniłem błąd, bo spytałem się czemu go nie spełni i weszło na kwestie finansowe. Udało mi się chyba jednak z tego wybrnąć jakoś z uśmiechem i w miłej atmosferze opuściłem sklep.

Nie byłby to jednak koniec historii, oj co to to nie! Kiedy tylko więc miałem chwilkę wolnego czasu w sobotę po pracy to wziąłem kartkę A4 i z gazet powycinałem obrazki charakterystyczne dla wysp Ameryki Środkowej, a z literek ukliciłem napis "Dominikana" i dołączyłem karteczkę ze "Sposobem użycia". Na ów instrukcji obsługi była treść, żeby uzupełnić wyklejankę swoim zdjęciem z "sexy lokami" w centrum, uwierzyć w to że marzenia się spełniają i dać się porwać przygodzie, kiedy pojawi się pewna i atrakcyjna oferta turystyczna. Wszystko wcisnąłem w kopertę z Empiku z małą czerwoną kokardką. W niedzielę, kiedy wracałem, odwiedziłem to centrum handlowe. Niestety było już po 20 i wszystko było pozamykane. Wrzuciłem jednak kopertę przez drzwi i pozostawiłem losowi. Mam nadzieję, że w poniedziałek miała zmianę ;).

I wiecie co wam powiem?! Kiedy wrzucałem tą pieprzoną niespodziankę to czułem się taki szczęśliwy jak nikt inny. Nie chodziło tu o podryw (była ode mnie troszeczkę starsza), ale o to, że dzięki mnie totalnie obca mi osoba poczuje się choć przez chwilę szczęśliwa!

W biurze za to doświadczyłem "rozmowy" totalnego AFC (pol. PSF - Pospolity Sfrustrowany Frajer) z fajną dziewczyną. Generalnie żenada - mowa ciała, tematy rozmowy, niezdecydowanie, narzucanie się. Skoro ja to wyczułem to co dopiero ta dziewczyna? Zobaczyłem teraz jak bardzo jestem do przodu pomimo tak dużych braków. Będą ze mnie ludzie ;)! Poza tym koleżanki z biura dostrzegły zmianę i patrzą się na mnie tym swoim ciekawskim wzrokiem, który uwielbiam ;].



3. Nowy ja na co dzień
To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Zaczynam rozsyłać uśmiechy kiedy się da. Na przykład dzisiaj otworzyłem na dworcu drzwi staruszce (dżentelmenem bez wyjątków byłem na długo przed zajrzeniem na stronki) i dostałem za to nagrodę - z drugiej strony wychodziła śliczna blondyneczka w fioletowym płaszczyku, która już przez szybę się do mnie uśmiechała. Nie wiem czy było to spowodowane faktem, że zobaczyła, że są jeszcze jacyś mężczyźni na Ziemi, czy tym, że po prostu ja się uśmiechałem (a może i to i to?). Przepuściłem ją przez drzwi pokazując zadowolony drogę ręką:
ona: Ślicznie dziękuję...
I już prawie wszedłem na dworzec i drzwi się niemal zamknęły, bo chwilę się zawahałem, ale przełamałem opór i w ostatnim momencie powiedziałem:
ja: Ślicznie... to się Pani uśmiecha (per "Pani" dla żartu, bo wydawała się moją równolatką)!
Jej uśmiech był dla mnie największą nagrodą dnia!

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Pozytywnym przejawem mojej rozwiniętej osobowości jest również fakt, że kiedy w Empiku w Białej Podlaskiej kupowałem "osprzęt" do niespodzianki (kokardki, koperty, etc.) to udało mi się oczarować kilka osób przy pomocy szukania czegoś odpowiedniego. Dużą rolę odegrała przesympatyczna obsługa sklepu, ale swój czar też lekko rozsiałem, uśmiechając się po drodze do ślicznej krótko ściętej czarnowłosej dziewczyny, która tym faktem była lekko zauroczona.

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

W ów Empiku dostałem również w swoje łapska książkę Piotra Pytona "Sex, magia i uwodziciele" (i mam ogromną ochotę ją zeskanować i tutaj wrzucić, ale nie wiem czy nie byłoby to "piractwo"?), książkę tą "łyknąłem" w mig. Więc dziś z radością podszedłem do dwóch studentek i z uśmiechem na twarzy powiedziałem:
ja: Wiecie co dziewczyny? Muszę wam powiedzieć, że dzisiaj od rana w ogóle nie śmierdzą mi stopy!
ona #1 hb8 - ewidentny uśmiech
ona #2 hb6 (z zażenowaniem): No to bardzo się cieszymy.
ja (z jeszcze większym uśmiechem i radością): I JA TEŻ ;D!

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

A skoro był wzlot to był też i upadek, bo jedna fajna "dżaga" mnie, lekko mówiąc, spławiła. Nawet nie zdążyłem ust otworzyć. To dobry znak, bo już zaczynam czaić jak, kiedy i do kogo podchodzić. Zaczynam orientować się w całym tym świecie, dostrzegać ludzi jako atomy, które się między sobą odbijają i starać się być tym atomikiem, który przyciąga do siebie inne i tworzy związki ;D.

To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe.

Niemniej jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Powiem szczerze, że im bardziej jestem zmęczony pracą i studiami tym mniej mam siły na "trzymanie pionu" (i tu znów proszę bez skojarzeń :P). Im mniej sił tym trudniej utrzymać postawę (choć ta powoli staje się tą automatyczną), trudniej skupić myśli, trudniej rozmawiać z sensem. Pomimo wszystko to to wszystko naprawdę dodaje mocy... i życie JEST wspaniałe.
Wnioski:
- Dopracować techniki podchodzenia do kobiet. Wiedzieć jak podejść kiedy idzie naprzeciwko, kiedy ją doganiamy. Jak do niej podbić (wiem, że pod kątem 45' i lekkim łukiem, ale przydałoby się mieć to rozrysowane na "kolorowych kuleczkach")?



4. Plany
Pełen zapału w dopracowywaniu swojej techniki i stylu ruszam w przyszłym tygodniu do klubu na imprezę "Lata '70". Ciuch mam opracowany - odjechany na imprezkę właśnie w tym stylu ale bez "klałnowania". Będę(!) się dobrze bawił, rozsieję więcej czaru i będzie bajer!



5. Podsumowanie
- Znalazłem wreszcie coś co mogę zacząć kuć (styl wyrażania siebie), żeby stało się czymś dla mnie charakterystycznym. Stąd ładnie (tym razem publicznie) proszę administrację, żeby zmieniła mój nickname z "wesoły ;)" na "smiler" i zmieniła tytuł tematu na "Dajary of Smiler" :D.
- Wiem o tym, że jest ciężko i wiem, że potrzebuję pomocy. Nie musi to być wyczesany PUA, ale ktoś z kim mógłbym poćwiczyć, ktoś miałby choć trochę większe doświadczenie i z którym mógłbym bawić się w skrzydłowanie. Jest ktoś z eŁDeZetu :P?
- Łódź to piękny teren i aż dziwię się, że (chyba?) nie ma tu jakiejś grupy w stylu "Warsaw Lair", może warto więc takową założyć? Jeśliby wypaliło to znam idealnego kandydata, rewelacyjne warunki, się go wyszkoli :D. Zaś jeśli taka grupa już istnieje to proszę dać mi znać (jestem nowy w tej socjecie i nie za bardzo się orientuję).

P.S.
To naprawdę dodaje mocy. Życie jest wspaniałe 8-).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:46:25
przez emiloch 2008-12-14, 13:16
Cytuj
Bardzo ciekawie, wesoło :-D prowadzony dziennik :-). Byle tak dalej.
Jeżeli masz możliwość i chęci zeskanowania i wrzucenia książki "Sex, magia i uwodziciele", to bardzo bym prosił.W necie jest tylko fragment, który bardzo mnie zaciekawił.
Z chęcią przeczytam całość.



PS. Myślę, że osób zainteresowanych lekturą znalazłoby się całkiem sporo.
Pozdrawiam :-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:49:33
przez smiler 2008-12-15, 21:02

Cytuj
emiloch napisał(a):Jeżeli masz możliwość i chęci zeskanowania i wrzucenia książki "Sex, magia i uwodziciele", to bardzo bym prosił.W necie jest tylko fragment, który bardzo mnie zaciekawił.
    Z chęcią przeczytam całość.

    PS. Myślę, że osób zainteresowanych lekturą znalazłoby się całkiem sporo.
    Pozdrawiam :-)
Heh, wyjąłeś mi to z głowy. Sam chciałem zaproponować coś takiego, bowiem jak przeczytałem książkę to wniosła ona kilka ciekawych wątków do mojego życia i z faktu, że chciałbym pomóc innym chłopakom stać się mężczyznami to chętnie podzielę się stronami. Niestety, ale trwa teraz gorący okres przedświąteczny i mam CHOLERNIE mało czasu :(. Obiecuję jednak, że ją przekaże na jakiś serwer, abyście mogli poczytać sobie o dokonaniach Piotra Pytona i reszty :).

A administrację proszę o zmianę nazwy tematu na "Dajary of Smiler" :)... PLIZZZZZ!!!







TEMAT: ROZMOWA Z KOBIETĄ
(05.12.2008)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Początek dialogu w pociągu
3. Rozmowa
4. Dalsze losy pogadanki (dominacja i zazdrość)
5. Bydgoszcz
6. Wprowadzacz




1. Wstęp
W tym tygodniu znowu udałem się w delegację, ale tym razem się nie poszczęściło co do transportu, albowiem jechałem pociągiem. Byłem jednak świadomy faktu, że będę miał okazję poznać nowych ludzi w przedziale... przynajmniej tak mi się zdawało ;).

Pociąg wyruszał rano, więc nawet nie było szansy, żeby jakieś interesujące kobiety były na dworcu, które mógłbym poprosić choćby o podanie godziny 8-). Po drodze jednak udało mi się uśmiechnąć do jednej dziewczyny, która odwzajemniła i poskutkowało to tym, że usiadła ze mną w przedziale, bo "pana już znam".



2. Początek dialogu w pociągu
Starałem się zapoczątkować rozmowę tak, żeby rozładować trochę napięcie. Niby, że coś wyszło, ale niestety nie tak jakbym sobie tego życzył. Był wczesny ranek (06:04 pociąg odjeżdżał ze stacji) i raczej oboje myśleliśmy o tym jakby to nie było cudownie poprzewracać się jeszcze w domowych pieleszach. Udało mi się jednak pokazać, że "nie gryzę" i że może ze mną miło spędzić czas na rozmowie.

Pierwszą rundę odpuściłem i poszedłem w lekki sen. Po pół godzinie przerwałem relaks i zagadałem "czy to już Bydgoszcz?" (miejsce docelowe podróży). Szczęście chciało, żeby Agnieszka (bo tak miała na imię) okazała się rewelacyjną rozmówczynią.

Wnioski:
- Najpierw kobiecie musimy się dać ze sobą oswoić. W sytuacji, w której "zaskakujemy" kobietę swoją obecnością, czekamy na jej reakcję. Używamy przy tym wszystkich możliwych chwytów (głównie mowa ciała, etc.). Przy innych okazjach czekam tylko na zaproszenie (czyli zazwyczaj uśmiech [i setki jego odmian]). Jeśli już je otrzymamy to wkręcamy się w rozmowę.




3. Rozmowa
Na początku rozmawialiśmy o (nie)typowych bzdurkach w (nie)typowy sposób. Przez kilka godzin podróży przeszedłem z nią przez chyba wszystko - rozmawialiśmy od marzeń życia, przechodząc przez wyimaginowane sytuacje typu "mam pole uprawne na marsie" na definicji "zdrady" nie kończąc. To było szczęście, że trafiłem akurat na taką rozmuwczynię. Dziewczyna autentycznie była fajna - miała nietuzinkowe poczucie humoru (w ogóle fajne słowo... "nietuzinkowe", lol :D... "twoje klipsy są nietuzinkowe" :D), fajne zainteresowania i chciała mówić. Dzięki tej rozmowie dwiedziałem się troszkę więcej o kobietach, bo popytałem o to i o tamto >:).

Okazało się, że płeć piękna autentycznie podchodzi do życia w sposób bardziej emocjonalny (wow :P). Jeśli na przykład chodzi o kwestię zdrady to sama opowiadała, że byłaby bardziej zazdrosna o każdą chwilę swojego mężczyzny spędzoną z rywalką, o każdy komplemet i uśmiech niż o sam sex (lub inny kontakt fizyczny). Poza tym sama przyznała, że kobiety mają silnie rozbudowaną wyobraźnię. Udało mi się to sprawdzić, albowiem wkręciłem jej, że jedzie z nami dwóch moich niewidzialnych kolegów z Marsa, którzy lubią trochę poprzeszkadzać ludziom po przedziałach (wytłumaczenie na różne niezidentyfikowane dźwięki w pociągu). Na nie (tj. na kobiety) takie sugestie oddziaływują do tego stopnia, że po pewnym czasie podróży przyjęła je jak swoje i kiedy jakaś kobieta z przedziału kładła łokieć na oparcie (jeden z Marsjan miał tam siedzieć) to robiła minę, jakby coś się mu stało... po czym zaczynała się krótka rozmowa na temat konsekwencji tego czynu :P! Nie muszę mówić ile się uśmialiśmy z takich głupotek?

Wnioski:
- Daj kobietom mówić. To niewyczerpalne źródło informacji i tematów. Sam się zadziwisz jak wiele świeżości może wnieść do twojego życia kobiecy punkt widzenia!
- "Wyławiaj tematy". Np. w zdaniu: "A wiesz... kupiłam te czasopisma, bo były najtańsze, a ja potrzebuję się zająć czymś, żeby zabić nudę, bo często podróżuję." możemy wyciągnąć choćby takie tematy:
a) Najtańsze gazetki? Lubisz takie czasopisma? Co w nich znajdujesz ciekawego? Dlaczego akurat te, a nie "...", albo "..."?
b) Zabijasz nudę gazetami? A co jeszcze robisz, żeby ją niszczyć? Jakie to masz ciekawe pomysły na spędzanie wolnego czasu?
c) A co takiego robisz w życiu, że często podróżujesz (jeśli to praca to temat jest kulawy, ale zawsze z odpowiedzi można powyciągać coś nowego).
Są to oczywiście tylko przykłady, ale w dobry sposób obrazują one jak łatwo jest rozmawiać z kobietą.
- Nie kończ tematu. To chyba typowo męski punkt widzenia - my komunikujemy się ze światem za pomocą logiki i naszym celem jest wymiana informacji. Stąd chcemy coś mieć ogarnięte... z kobietami tak nie można. Jeśli już zaczął się temat spędzania wolnego czasu i z niego zeszliście na ulubione potrawy to nie przerywaj jej od razu, żeby dokończyć tego o wolnym czasie! Lepiej zrobisz, jeśli rozwiniesz kolejną rozmowę - to wygląda dokładnie tak jak rozwinaje drzewka folderów w Windowsie :D :P, rozwijaj w nieskończoność, zawsze będziesz miał do czego wrócić!
- Pobudzaj kobiecą wyobraźnię. A będziesz to robił tym lepiej im więcej będziesz z nimi rozmawiał. Ja już zacząłem się fascynować ich psychiką :D.
- Znacznie więcej używaj zwrotu, że coś jest "nietuzinkowe" :P ;] :)!




4. Dalsze losy pogadanki (dominacja i zazdrość)
W przysłowiowym międzyczasie w przedziale pojawił się mały dyskomfort w postaci 2 młodzieniaszków (ok. 16 - 18 lat) z pomieszczenia obok, którzy sobie wypili i dość głośno się zachowywali - wiadomo jak to jest z tymi "dresiarzami". U mnie siedziały już wtedy 3 inne osoby (kobiety). Co chwilę z przedziału obok dochodziły dźwięki biacia i kopania pociągu, a ja się tylko zbierałem w sobie. Kiedy to już nastąpiło postanowiłem, że odpuszczę, ale jeśli choć jeszcze jeden raz usłyszę jakiś dźwięk wandalizmu to...

Dobiegło donośne "JEB" z głosami walki "kung fu" a'la Bruce Lee. Tego było już za dużo, jakoś tak sam z siebie, mechanicznie złożyłem gazetę, wyszedłem i na pełnej k***** wparowałem do pokoiku obok z BARDZO głośnym hasłem "CO TO K**** JEST ZA ZACHOWANIE?! CAŁY CZAS SŁYSZĘ TYLKO JAKIEŚ NAPIER******* O ŚCIANY!" i kilka jeszcze ładnych słów. Efekt? "Ale to nie my", "to ktoś obok" (w przedziale obok siedziała m.in. zakonnica :D), "właśnie, to nie my", bla, bla, bla. Jak wróciłem do siebie to wszyscy byli w szoku. Właśnie z tego powodu, że przecież byłem taki spokojny, porozmawiać można ze mną o wszystkim i w ogóle :D. Dostałem dodatkowych kilka punktów od pań :D. Ręce mi się trochę trzęsły, ale to przeszło mi znacznie szybciej niż w podobnych do tej pory sytuacjach, zaczynam umieć radzić sobie ze stresem ;]!

Dodatkową atrakcją był fakt, że na kilkadziesiąt minut przed Bydgoszczą przemówiła do mnie blondynka (jedna z pozostałych dwóch kobiet, równolatka) właśnie wtedy, kiedy Agnieszka była w toalecie... więc kiedy wróciła to zastała nas już na pełnej parze rozmowy i po jej zachowaniu widać było... zazdrość(!). Dobrze się z tym czułem, naprawdę dobrze.



5. Bydgoszcz
W Bydgosczy nastąpiło zaś coś co było przełamaniem konkretntnych oporów. Mianowicie podszedłem i zagadałem z dwoma nieznanymi dziewczynami! Dosiadłem się do stolika i poprowadziłem w miarę interesującą rozmowę. Było to mój taki pierwszy raz :) i wypadło dość OK. Definitywnie brakowało mi pewności siebie i były czasami pauzy i powtórzenia. Faktem, że udało mi się wprowadzić rozmówczynie w nastrój zainteresowania, humoru i niepewności. Gdybym tylko miał skrzydłowego...




6. Wprowadzacz
Dzięki tym doświadczeniom doszedłem do wniosku, że muszę sobie popracować nad rozmową z kobietą. Nie za bardzo bowiem wiem jak to zacząć. Sami wiecie - np. zdejmujemy laskę z parkietu i zaraz po dobrym wrażeniu jaki udało nam się u niej wypracować wypalamy z hasłem "A więc lubisz tańczyć...". Wieje tragedią na kilometr :P.

Mając już więc pewną wiedzę na temat kobiety (np. pozwól jej mówić, wyłapuj tematy i ich nie zamykaj) stworzyłem w swojej głowie coś takiego jak "wprowadzacz". Jest to w moim rozumieniu coś lekko innego od "otwieracza", bo o ile ten drugi ma za zadanie przełamanie schematów i zainteresowanie swoją osobą o tyle ten pierwszy jest typowym gruntem pod dyskusję. "Wprowadzacz" nie jest zwykłą gatką - szmatką i następuje po jakimś czasie od "otwieracza", który ów gatkę - szmatkę zaczyna ;].

Nie chodzi tutaj o to, że na siłę próbuję coś stworzyć, żeby wedrzeć się w szyki PUA, tylko o to, że takie coś strasznie pomaga mi usystematyzować wiedzę oraz umiejętności i przez to lepiej działać. Jeżeli wyczuwacie w tym jakiś plagiat czegokolwiek (nie siedzę w środowisku) to od razu mówcie.

Przykładem "wprowadzacza" byłoby np.:
m: Ojezu! Ależ ty masz potargane włosy!
k: Ja? No weź przestań...
m: Wyglądasz jakbyś miała skoczyć zaraz z samolotu!
k: Ja?! W ŻYCIU!
m: Co? Nie chciałabyś skoczyć?
I z tego miejsca mamy już otworzoną dyskusję, która może w tym przypadku zejść na tory strachu, przygody, marzeń bądź czegokolwiek innego.

Reszta leci już z górki, jak zacznie nawijać to wyławiamy tematy i jesteśmy ustawieni na kilkugodzinną debatę :D. Przy podrywie trzeba będzie jednak "zabrać cukierka", wtedy to już w ogóle będzie super :P!





[ Dodano: 2008-12-25, 23:46 ]
TEMAT: IMPREZA '70
(11.12.2008)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Strój
3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
4. Zachowanie
5. Taniec
6. Podryw
7. Wnioski




1. Wstęp
W tym miesiącu samorząd UŁ zorganizował imprezekę w stylu lat '70. Jako, że zawsze chciałem się na coś takiego wybrać to bilet kupiłem bez wahania. Imprezka odbywała się "Funaberii", duży krok do przodu!



2. Strój
Nie byłem za specjalnie przebrany w stylu lat '70, ale zawsze mogłem się podpisać pod "Fantomasem" :P. Było to tak dlatego, że ubrałem się w eleganckie buty z czubkiem (nie takie "maturalniaki", ale takie i pod garniak i pod jeans [rewelacyjne swoją drogą]), czarne jeansy, mocną czerwoną koszulkę, białą marynarkę i czarną "domino mask" na twarz... dodatkowym atrybutem była róża :D - tak więc pełen podrywacz na fali :D :P.



3. BL (ang. Body Language - Mowa Ciała)
W porównaniu do poprzedniej imprezy było o niebo lepiej. Poruszałem się po klubie w pełnym szale. Prawie jakby był mój, skakałem ze schodów, tańczyłem jak oszalały (w porównaniu do poprzednich imprez :P), bawiłem się pełną gembą (bez skojarzeń :) ). Wszystko było po prostu dobrze. Z pewnością musiały się pojawić jakieś błędy, ale zostały przytłoczone sukcesami :).



4. Zachowanie
Pełen luz, wymazałem ze swojej świadomości fakt, że przyszedłem coś poderwać. Wiedziałem, że będą moi znajomi i poszedłem dobrze się bawić. Jasne jest, że ciągle myślałem "a może jednak"... ALE wiedziałem, że jeśli się usilnie napalę to laski przejrzą mnie na wylot.

Byli moi znajomi więc miałem się do kogo "podczepić", dodatkowo miałem jeszcze swoje koleżanki z roku (które serdecznie pozdrawiam ;P). Udało się więc utworzyć "bazę wypadową".

Czarna maska zrobiła furorę, myśli kobiet były jednoznaczne - "a co to za tajemniczy ktoś?". Wywoływała momentalną reakcję, chciałem nosić ją całą imprezę, ale niestety nie okazała się na tyle trwała, a ja na tyle wytrwały, żebyśmy razem spędzili ze sobą choćby godzinę :). Swoje jednak zrobiła.

Na parkiet wchodziłem "rozbierając się" stopniowo. Najpierw zaznaczyłem terytorium swoim siuśkiem o zapachu "jestem otwarty, chce się dobrze bawić". Zdjąłem maskę, pozostając w marynarce. Marynara jest strasznie charakterystyczna, wyróżnia z tłumu, więc chciałem kobiety zaznajomić z tajemniczym kolesiem w masce, który jest w białym wdzianku. Kiedy maska zniknęła chciałem, żeby poznały tego szałowego kolesia w białej marynie i czerwonej koszulce. Ostatecznie na parkiecie zostałem w samym tiszercie, ale z atrybutami tajemniczości, radości i przebojowości... albo inaczej - lubię chełpić się myślą, że tak było :P.

Co jak co, ale wszystko się nałożyło, a ja szalałem po parkiecie. Dużo tańczyłem z koleżankami, ale ani razu nie stało się tak, żebym był sam (chyba, że chciałem).



5. Taniec
W poruszaniu się po parkiecie osiągnąłem kolejny poziom - umiem już tańczyć na środku "densfloru" SAM. Wchodzę i zapodaję z bioderek, kręcę się wokół siebie i obczajam, które lachony odbijają moje spojrzenie :). Jestem szczęśliwy :).



6. Podryw
Nie od razu Rzym zbudowano, więc nie śmiejcie się, jeśli powiem, że nie zdjąłem nikogo z parkietu oprócz znajomych. Jeśli chodzi o mnie to to sięiczy, bo w porównaniu do tego czym byłem jeszcze dwa miesiące temu to to co opisuję dzisiaj to conajmniej milowy skok. Na wszystko nadejdzie czas - a dokładnie czas ten nadejdzie podczas karnawału :).

Jednak warto odnotować pewien sukces w postaci wbicia się w szcześcioosobową grubę dziewczyn o średniej 8 (były trzy HB10, reszta lekko zaniżała, LOL). I TU UWAGA! Udało mi się zatańczyć przez chwilę (łącznie dwa kawałki) z KAŻDĄ z nich i KAŻDA była zainteresowana. SZOK! PO PROSTU SZOK! Nie zawsze się zdarza, że ktoś zupełnie obcy zachowuje się tak naturalnie i potrafi w mig oczarować. Nie co dzień się zdarza, że obcy koleś z autobusu, ulicy, kawarni jest w stanie sprawić, że kobieta będzie mogła się poczuć sobą. Nie co dzień się im to zdarza, a ja mam zamiaru mieć na drugie imię "Niecodzień" :D. OJA! Możecie w ogóle od dzisiaj tak na mnie mówić ;).

Później jednak wyniknęły problemy. Mianowicie jakoś ekipa się zmyła i zostały dwie HB10. Nie wchodząc w szczegóły - chciałem tańczyć, ale odmawiały. Podejrzewam, że sarenki poczuły się samotne i podwyższyły poziom swojej sukotarczy z 9 na 1 000 000 :D. No cóż - ich strata.



7. Wnioski
Jestem coraz lepszy 8-).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:50:05
przez Crespo 2008-12-27, 02:32
Cytuj
Dużo piszesz, znaczy dużo czytasz. Czyta się Twój dziennik jak książkę. Mam parę uwag ale jest OK. Może będziesz pisał kiedyś do jakiejś gazety a może nawet napiszesz, książkę...(nie ma tu ironii :-) )

Pozdrawiam!!!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:51:13
przez cRedek 2009-01-04, 02:06
Cytuj
Bardzo ladnie napisany dziennik, czyta sie milo i zawarte duzo informacji. Oby tak dalej... Aktualizuj czesciej bo bardzo mi sie podoba... ;-)

Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:51:41
przez Nekromanta1908 2009-01-04, 19:21
Cytuj
Zgadzam się w 100% co to wypowiedzi moich poprzedników o tym iż ten dziennik jest prowadzony niczym dobra książka i w dodatku na temat. mam zamiar założyć coś podobnego tzn. Dziennik.

Pozdrawiam Nekromanta.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:52:02
przez Piotrek 2009-01-04, 19:38
Cytuj
Bardzo fajnie prowadzony dziennik, ale widze ze nie tylko mi sie podoba ;)
http://sztuka-uwodzenia.pl/rate.htm?mod ... ates&t=788
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:52:20
przez 1988 2009-01-05, 21:11
Cytuj
Rzeczywiście materiał na dobrą książkę. Tak trzymać. Pozdro :-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:52:43
przez smiler 2009-01-09, 21:45

Siewa!

Dzięki za pozytywne głosy, mam motywację, żeby dalej pisać. I pisać będę chociażby z tego względu, że mi to pomaga. Rzadko bo rzadko, ale przynajmniej z sensem :).

A swoją drogą to jak wklejałem w Worda niesformatowany tekst samego pamiętnika i bez tego posta liczył już 19 stron :D! Myślę, że jeżeli będę dalej szedł tą drogą to przy 500 będę spokojnie mógł o sobie mówić PUA :P xD!







TEMAT: DEMONICZNA PEWNOŚĆ SIEBIE
(06.01.2009)




SPIS TREŚCI:
1. Wstęp
2. Wymówki
3. Podchodzenie do kobiet
3.1. Czas i miejsce oraz warunki akcji
3.2. Mowa ciała
3.3. Bariery
3.4. Field raporty
4. AFC przemawia
5. Dzień po
6. Samcza dominacja :)




1. Wstęp
Wziąłem się za siebie od bardziej poważnej strony. Dosyć marzeń o pierdołach - nadszedł czas pracy. Jestem osobą, która potrzebuje mieć cel rozpisany na najmniejsze szczegóły, więc usilnie poszukiwałem drogi do tego jak w końcu się zmienić. Swoje spostrzeżenia opiszę kiedyś w jakimś poście na modłę mojego stylu :D, ale to będzie wtedy jak już z sobą skończę - takie mini "od zera do bohatera".

Nic więc dziwnego, że program "Demonicznej pewności siebie" był jakby strzałem w dziesiątkę. Zaczynam pracę nad sobą od zwykłego spytania się o godzinę, a kończę na... no właściwie nie wiem na czym kończę, bo zastosowałem się do rad i (o dziwo! - i chodzi tu o moje zdziwienie :D) nie czytałem całego tematu (co należy uznać za klucz do sukcesu w tym programie!).

Nie będę się tutaj na jego temat rozpisywał, bo nie o to w tym chodzi. Napiszę jednak, że etapem pierwszym jest pytanie się o godzinę i to dziś będzie tematem mojego wpisu. Po resztę zapraszam do odpowiedniego tematu: Demonic Confidence - Demoniczna Pewność Siebie.



2. Wymówki
Człowiek wstaje rano z zamiarem zrobienia czegoś i zazwyczaj kiedy nadchodzi moment ataku mówi sobie: "Dobra tam, będzie jeszcze tysiąc szans...". Niestety dzieje się tak przez całe życie i okazuje się, że z tych tysiąca to skorzystaliśmy z góra dwóch :( ... :D. Każdy z nas tak chyba ma i każdy miał, że w pewnym momencie mówisz sobie po prostu "DOŚĆ!", co? No i ja to słowo wypowiedziałem kilka tygodni temu, a teraz powoli zaczynam zbierać owoc swoich działań (bardzo smaczny owoc :P).

We wtorek 06.01.2009 było zimno. Dla niektórych na tyle mroziło, żeby ich szczęka samoistnie pracowała w rytmie mocnych drum and bass. Do tego byłem po dużej ilości zajęć na studiach, a te odbywały się w ciasnych i dusznych pomieszczeniach - było więc sennie. Zbliżała się 17:30 i koniec moich ostatnich zajęć, a ja miałem już dwa dobre powody, żeby sobie darować. Powieki same mi się kleiły i prześladowało mnie przeświadczenie, że jak wyjdę na dwór to zamrozi mnie podobnie jak Hana Solo w "Gwiezdnych Wojnach". Jedynym czynnikiem, który mnie ratował był fakt, że mróz "ożywia" człowieka i po cichu liczyłem na to, że jak mi popizga po czaszce to się obudzę i będę zdolny do działania :D, szczęście Matka Natura mnie nie zawiodła.

Powiem szczerze, że nie jestem jakimś tchórzem i przełożenie startu było całkiem wytłumaczalne. Jednak kiedy zobaczyłem, że warunki nie są tak tragiczne jakby się mogło zdawać - poszedłem w tango ;).



3. Podchodzenie do kobiet
3.1. Czas i miejsce oraz warunki akcji
Jak już pisałem - na żer ( :) ) udałem się we wtorek 06.01.2008, w rejonach godziny 18:00 byłem już na miejscu swojego szkolenia - czyli na ulicy Piotrkowskiej. Było zimno, może nie dla facetów, ale nasze kochane kruche istotki są na czynniki zewnętrzne bardziej wrażliwe.

Zimno nie było mile widziane, albowiem strasznie utrudniało mi zadanie i powodowało, że:
- kobiety poruszały się szybko i myśl o tym, że zostaną "poderwane" była jedną z ostatnich
- płeć piękna okryta była wszystkimi możliwymi częściami garderoby - rękawiczki, szaliki, czapki a na to wszystko kaptury sprawiło, że wyglądały jak ninja... nie mogły więc eksponować swojego głównego atutu jakim jest ciało (szczęście, że nie wszystkie były tak obłożone bawełną :))
- przez to, że były ubrane na cebulkę trzeba było się głośniej zwracać i zatracało się intymny kontakt, a wyciągnięcie komórki z torby było znacznie bardziej kłopotliwe co czasami powodowało, że mówiły, "że nie mają zegarka".

Wszystko to sprawiło, że pojąłem jak trudne to będzie, żeby od którejkolwiek udało się wyciągnąć godzinę, żeby potem przekonać się o tym, że nie było to aż takie problematyczne.

3.2. Mowa ciała
Kolejna dla mnie lekcja, że mowa ciała, a w przypadku mroźnej zimy mimika twarzy, to podstawy podstaw. Autentycznie warto ćwiczyć mięśnie facjaty przed lustrem, próbować okazywać sobie różnego rodzaju emocje. Dla mnie najlepszym na to sposobem jest patrzenie na i mówienie do siebie. Mówię różne rzeczy - zarówno pozytywne jak i negatywne. Ich barwy i odcienie sprawiają, że twarz sama "przemawia".

Odkryłem również jak bardzo (tak bardzo - BARDZO!) wpływa to na kobiety. Panowie! One nas czytają jak otwarte książki! Nic więc dziwnego, że są takie wybredne! Każdy, nawet najmniejszy, szczegół nie umknie ich uwadze. Czasami sobie patrzę na jakąś koleżankę i zaczynam manipulować twarzą w sposób naprawdę minimalny i po jej reakcji widzę jak sprawnie odebrała komunikat... przez to wprowadzać kobiety w odmienne stany emocjonalne jest banalnie prosto :D.

Cały czas trzeba trzymać pion. Mowa ciała ma być luźna, naturalna... a to osiągnąć można jedynie przez nieustanny trening. Ale dzięki temu, że od momentu jak zacząłem siebie zmieniać (a w zasadzie oduczać), moja mowa ciała (dalej BL ang. body language - mowa ciała) stała się już swojska. Jak już pisałem - jestem naturalem, ale rodzinne sprawy wybiły mnie z rytmu i wprowadziły na drogę frustracji. Dzięki tej stronie, artykułom, forum i tym ludziom przejrzałem na oczy i powiedziałem sobie ironicznie: "Kurdę! Gdzie ja byłem przez ostatnie cztery lata?!". Szczęście, że moja lokomotywa sunie już po właściwych szynach (bez skojarzeń, zboczuchy ;P!).

3.3. Bariery
Za szybko idzie, nie mój typ, za stara, za młoda, rozmawia przez telefon, jest odwrócona, nie zwraca na mnie uwagi, jest zła, za ładna, zbyt brzydka, jest z chłopakiem... więc chyba wszystko wymieniłem, co :D?

3.4. Field raporty
Adnotacja:
Tutaj opiszę ogólnie sytuację z podchodzenia do kobiet podczas tego wieczoru w ogóle. Następnie postaram się scharakteryzować cztery przypadki, ale to uczynię w odpowiednim do tego dziale na forum. Dziennik i Field Raport (FR) będą prowadzone oddzielnie, ale będą tworzyły całość. Będą pisane w taki sposób, że będzie można je spokojnie czytać nie zajmując swojego umysłu jednym i drugim, bo FR nie będą wymagały szerszego kontekstu, a dziennik szczegółów spotkania... zaś czytane razem będą tworzyły ciekawą całość.

Podszedłem do ponad 30 kobiet i zaczepiałem je w różnych sytuacjach i miejscach z różnym towarzystwem. Na co najbardziej uczulam osoby, które pokuszą się o rozpoczęcie tego programu to to, żeby w MINIMALNYM stopniu używały słowa "przepraszam"!

Dlaczego? Otórz jeśli będziemy później się rozwijać i zostanie nam nawyk "przepraszania" to będziemy przepraszać laski, że je w ogóle zaczepiamy. O co chodzi? Przecież to my jesteśmy Alfa, kontrolujemy czasoprzestrzeń wokół nas stąd kontrolujemy ją w całym wszechświecie, gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli. Więc jeśli kobieta jest na naszym terenie to nie musimy jej za nic przepraszać. Grzeczność - owszem, ale nie uległość.

Wywal z tekstu: "Przepraszam/Ej sory, która jest godzina?" pierwszy zwrot i zamień go na coś w stylu: "Hej, dziewczyno! Słuchaj która jest godzina?". I nie tłumacz się (tak jak w pierwszej fazie ja), że zamarzła ci komórka i karta sim padła, że nie masz zegarka, że nie masz przy sobie nic. Po prostu pytanie o godzinkę ;). Sam nadal często łapę się, że przepraszam, to naturalny ludzki odruch - jeśli więc przepraszasz to za to, że ją zatrzymujesz oraz żeby zwrócić na siebie i to wszystko. Najlepiej zrobić małą pauzę, żeby oddzielić przepraszanie od tekstu właściwego.

Zauważyłem, że znaczną różnicę robi strona od której się podchodzi. Jeśli podchodziłem od przodu to według zaleceń - na pięć metrów od targetu włączam uśmiech na wyższy poziom, zbliżam się bokiem i podchodzę po łuku, a nie przodem (konfrontacja) to wszystko jest ok. Co prawda nie dostawałem "zaproszenia" uśmiechem, ale nie wywoływałem za to niekomfortowej sytuacji.

(http://img244.imageshack.us/img244/2246/podchodzeniewg1.png)

ALE ( :D ) jak podchodziłem od tyłu, zwłaszcza w takich warunkach, to niejednokrotnie się zdarzyło, że osoby, które zaczepiałem patrzyły na mnie jakbym był złodziejem :D. Szczęście mam, że podchodzę do życia z dystansem, bo inaczej to by mnie to trochę podłamało :P. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy było mi trochę głupio, poważnie :)!

Zabawa trwała jakiś czas i w jej trakcie udało mi się nawiązać dłuższy kontakt z pięcioma dziewczynami (cztery podejścia, bo była jedna parka). Zapraszam więc do tematu "Smiler's attack xD".

- 06.01.2008 PODEJŚCIE #1 - nastolatki
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #2 - siłaczka
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #3 - pędząca na zajęcia
- 06.01.2008 PODEJŚCIE #4 - szalona studentka


Wnioski:
- Jeżeli podchodzimy do kobiety to płynnie i delikatnie wchodzimy w jej strefę. Za szybko podejście może ją wystraszyć, a za wolne może sprawić, że będzie nas traktowała jako kogoś nienormalnego - niby, że idzie, ale nie idzie.
- Od pierwszej reakcji zależy późniejsze zaangażowanie w podanie godziny (czyt. bycie uwodzoną).
- Nareszcie uświadomiłem sobie potrzebę poszerzania wiedzy! Efekt jaki się uzyskuje po przeczytaniu artów od Wujka to: "Oja! Ale numer! Przecież to takie logiczne", włącza się ciekawość i są dwie opcje - albo zaczynamy nad sobą pracować, albo dalej udajemy podrywaczy tylko szperając po necie w poszukiwaniu informacji. Szczęście, że ja wybrałem tą pierwszą opcję co poskutkowało tym, że mam ogromną chrapkę na wszelkiego rodzaju informacje. Teraz zaczyna się prawdziwy moment analizy świata - czytanie, dzielenie podrywu na poszczególne etapy i rozumienie ich, analizowanie postaw bohaterów filmowych, etc.




4. AFC przemawia
Wszystko w pięknych barwach, ale jest pewien aspekt mojego życia, który totalnie mnie dołuje i dobija, zwala z nóg, a potem kładzie na łopatki, gryzie, przeżuwa, połyka i wypluwa z defekaliami - moje życie seksualne ;D. Już chyba zapomniałem jak się to robi. Jakbym się znalazł w łóżku to chyba zachowywałbym się w nim jak totalny AFC w podejściu do nieznajomej kobiety. Moje rozkosze życia można policzyć na palcach.

Spowodowane było to tym, że - jak już pisałem - jestem facetem po pewnych przejściach. Generalnie jednak wygrałem życie, ale dzięki mojemu ojcu stałem się na cztery lata frustratem. Szczęście, że już z nami nie mieszka i dzięki temu mogłem rozwinąć skrzydła (choć to robiłem również jak z nami przebywał, bo mam silny charakter).

Kobiety nie wiedzą jak to jest, ale muszą mieć świadomość (a przynajmniej powinny :P), że w naszym kroczu skupiają się wszelkie stresy, lęki i inne negatywne emocje. Dodatkowo na każdym z nas ciąży to kulturowe przekonanie o prawdziwym mężczyźnie, który nieustannie "punktuje". Wszystko to jest powodem naszych zmartwień i nie dziwota, że potem niektórzy faceci mają problemy z erekcją!

Przez to wszystko często uruchamia mi się "desperat". Ale nie to jest najgorsze! Najgorsze jest to, że beznadziejność włącza mi się po sukcesie w podrywie. Rzadko, bo rzadko... ALE jednak. Wchodzę zadowolony do domu, cieszę się, że kolejny krok naprzód i zaraz potem BACH! - migawki wszystkich moich kumpli, którzy kochają się z jakimiś pannami mimo tego, że nie są aż tak naturalni i pewni siebie jak ja, pomimo tego, że są needy i nie mają poczucia humoru, że nie potrafią się tak ubrać jak ja, etc.

Szlag by to trafił :-/ ! Ale dalej do przodu, pięści w gardę i byleby wycelować życiu prosto w twarz :D!



5. Dzień po
Dzień po akcji - odczuwalne efekty. Podchodzenie do kobiet z pytaniem o godzinę już bez żadnych barier. Dodatkowo popełniam coraz mniej błędów i lepiej używam BL!

Dzisiaj więc podróżowałem po CH Manufaktura i wykonywałem zadanie na drugi dzień treningu "Demonic Confidence". Szło znacznie lepiej! Ze wspomnianych barier to pozostało chyba tylko to, że za szybko idzie (i ewentualnie jest odwrócona, bo idziemy w tym samym kierunku), jest zła.

Popracuję nad tym i dodatkowo poszerzę swoją pewność siebie w przypadkach, które już wyeliminowałem, żeby lepiej "usiąść" w temacie. Nadal chodzi tylko o godzinę, ale jak sami zobaczycie schemat, który stworzyłem jest na tyle szeroki, że obejmuje podryw. W podejściu dzielimy kobiety ze względu na:
- wiek (starsze, młodsze)
- wygląd (za ładne, za brzydkie)
- miejsce (kawiarenka, wydział uniwersytetu, ulica, etc.)
- pozycje (poruszaja się [plus szybkość], stoją, siedzą, są odwrócone)
- posiadanie towarzysza (kobieta, mężczyzna, grupa)
- dodatkowe utrudnienia (rozmawia przez telefon, jest nie w humorze, etc.).

Idąc dzisiaj na zajęcia powiedziałem jakiejś HB9, że ma fajny sweterek i mam nadzieję, że moja niepewność głosu zniknie, bo ta się pojawiła. Z wielką szarmanckością jestem w stanie zapytać o godzinkę, robię postępy i mam nadzieję, że program przewiduje zajebiste poszerzenie horyzontów, bo nie chcę, żeby mi się tak wahał. Weź dodaj do tego poranną chrypkę, a zamiast uśmiechu na twarzy masz zdziwienie :).



6. Samcza dominacja :)
Moje reakcje na świat stały się bardziej spontaniczne ;)! Dzisiaj więc udało mi się wprowadzić w życie bycie Alfa :). Charyzma, panowie i panie, charyzma :D!

Jadę sobie w tramwaju, stoję (bez skojarzeń :P), obok mnie siedzi HB10. Myślę sobie: "Już niedługo kotku... już niedługo" i... i... i wysiadła.

Ale na tym samym przystanku wszedł jakiś stary dziad i już się o coś burzył. Na początku pomyślałem, że słusznie może mieć do kogoś pretensje, ale po chwili wywnioskowałem, że typ po prostu jest bezczelny. Taki typowy sfrustrowany dominant co to lubi rozkazywać, BOŻE! W DODATKU STARY GRZYB xD :P.

W momencie jak zaczął nagadywać tą biedną kobietę (około 30 lat) odwróciłem się powiedziałem (stanowczo, ale spokojnie) coś w stylu, że sam powinien wiedzieć jak to jest w środkach komunikacji miejskiej i że przede wszystkim powinien zachowywać się trochę bardziej kulturalnie ZWŁASZCZA wobec kobiet.

W tym samym momencie do gry wszedł jakiś koleś i też mu coś dogadał. Nastała chwilowa ciszy, ale dziad nie byłby sobą, gdyby czegoś nie odpowiedział przez co wszedł w pyskuwę z tamtym typem. Chwileczkę posłuchałem tych bzdur i zrozumiałem, że tak naprawdę udowadnianie swoich racji siłą (czy to głosu czy fizyczną) jest po prostu ŻA - ŁO - SNE. Z pełnym szczerości, ciepła i radości głosem i ciałem powiedziałem, że: "Życie jest takie piękne i nie warto marnować tych chwil na to, żeby wykłócać się o jakieś głupoty w tramwaju i że trzeba się do niego uśmiechnąć".

Cisza...

Oboje zamilkli...

Jak makiem zasiał...

Zostali postawieni w sytuacji, kiedy każde kolejne słowo będzie ich pogrążało w opinii "słabego buraka". Już po chwili było słychać szepty starszych pań ośmielonych moją obecnością i faktem, że mogą poczuć się bezpieczne... a na mnie spłynął wzrok uroczej brunetki co było największą nagrodą.

No ale przecież z tramwaju trzeba wysiąść. Przejść koło tych drzwi koło których stoi dziad i robić zamieszania czy może koło tych innych? CHOLERA! - powiedziałem sobie w myślach - KTO TU JEST ALFA?! No to przepchnąłem się za kimś i będąc koło niego powiedziałem: "I następnym razem niech się Pan więcej do życia uśmiecha". No musiał odpowiedzieć. Po prostu musiał. Będąc na lepszej pozycji (wysiadałem) dziad wywala z hasła: "Dobra, dobra. Już niech Pan idzie".

O co to to nie! Stanąłem przy otwartych drzwiach blokując pasażerów i powiedziałem: "No już wychodzę... jeszczeeee... jeszcze nieeee... zaraz wychodzę... już". Perfekcyjny czasowo balans na linii zaznaczenia swojej postawy i pokazania kto tu tak naprawdę rządzi. I to ostatnie słowo: "już", dające jasno do zrozumienia, że to ja rządzę swoim życiem i żaden frajer z tramwaju nie będzie mi mówił co mam z nim robić.

Uśmiech - to jest dopiero broń, panowie!





[ Dodano: 2009-01-14, 23:49 ]

TEMAT: PIEPRZYĆ TO ;D!
(14.01.2009)




Dokładnie tak jak w temacie!

Idę ulicą i prawię lasce komplement, że ma uroczy szalik, wokół dziwne - jakby karcące (ale bardziej zazdrosne) - spojrzenia ludzi. Pieprzyć to!

Idę zająć miejsce w bibliotece, przechodzę obok dziewczyny w fajnym sweterku. Mówię jej, że mi się podoba, dostaję uśmiech. Wracając spotykam się z zazdrosnym wzrokiem laski, która siedzi na końcu czytelni. Czytam (note bene "Grę" Straussa :D), "fajny sweterek" znika. Na jej miejscu siada inna fajna dziewczyna, zaczynam się zastanawiać czy powiedzieć jej, że ma fajne wdzianko na sobie. Idę, zagaduję, w drodze powrotnej widzę znów to samo spojrzenie dziewczyny z końca sali. Bałem się tego spojrzenia, ale pieprzyć to!

Ta dziewczyna z wdziankiem czytała i słuchała muzyki. Nie zdawała sobie w ogóle sprawy z tego, że jej ciało samoistnie przechylało się z lewej na prawą stronę. Kiedy wychodziłem zostawiłem jej na biurku karteczkę "Fajnie tańczysz ;)". Kiedy ją kładłem widziałem, że była zdziwiona, ale nie widziałem reakcji na tekst. Mógł to być uśmiech, albo pogarda. Pieprzyć to.

Pomykam ulicą Piotrkowską i co nóż zatrzymuję ludzi pytając o godzinę. Za mną ciągle ktoś idzie i już wie, że moim celem nie jest dostarczenie swoim szarym zwojom pod czaszką informacji o czasie, ale zamiarów nie zna. Ja myślę, że ta osoba myśli, że ja nie myślę normalnie. Najlepiej o takich rzeczach nie myśleć w ogóle, więc PIEPRZYĆ TO!

Zwiedzam poszczególne poziomy BUŁy (Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego). Jestem na 3 piętrze, na 2 o poręcz opiera się dziewczyna, której chcę wypalić z nieseksualnego komplementu, dzieli nas ok. 10 metrów, bariera 10 ludzi i "wstydu". Zza barierki głośno chrząkam i wołam ją, prawię komplement. Na twarzach innych ludzi malują się chyba różne emocje - od zdziwienia, przez fascynację na oburzeniu nie kończąc... ale nie analizuję tego, nie obchodzi mnie to, pieprzyć to!

Na skrzyżowaniach, w kawiarniach, na wydziałach, na ulicy i w sklepach. Wszędzie prawię kobietą komplementy. Młode, w średnim wieku, starsze panie. Nie zawsze się udaje, ale potrafię kilkoma słowami sprawić, że kobieta się uśmiecha - CO ZA NAGRODA! Wokół spojrzenia ludzi, pieprzyć to.



Tych przykładów mógłbym wymieniać wiele, ale to na nic się zda, nie ma to celu... poza tym to tylko jeden dzień (no... może dwa :P), a przede mną całe życie! Całe życie, które wypełnię po brzegi pasją, egzotycznością i radością. Nie ma chwili do stracenia, jeszcze tyle uśmiechów do skradzenia, jeszcze tyle par oczu na sobie do posiadania na te ułamki chwil, które przesypują się z ogromną prędkością przeze mnie jakbym był zwężeniem w klepsydrze.

Jeszcze dwa tygodnie temu mogłem sobie marzyć o tym, że kiedyś podejdę do dziewczyny zupełnie mi obcej i na totalnym luzie(!), z uśmiechem na twarzy wywalę jej prosto w oczy, że "jej szalik jest uroczy i pasuje jej do makijażu". Jeszcze te dwa tygodnie temu bałbym się reakcji otoczenia, którego już nigdy potem w życiu nie spotkam. Dziś już wiem jak urojony był mój strach.

Wróciłem do formy. Pozbyłem się frustrata. Odkopałem tego chłopaka z liceum, który niczym się nie przejmował i zawsze się uśmiechał. Jest jeszcze kilka barier, ale przecież jak wiele z poprzednich już pokonałem?! Boże, dzisiaj już wiem, że słowa "tu nie chodzi o to, żeby czegoś nauczyć, ale ODuczyć" brzmią w mojej głowie tak głośno jak dzwony kościelne. Znów jestem spontaniczny, a życie przepływa mi przez krew i dodaje mi siły. Kocham je.

Przedwczoraj wpadłem na zajęcia z torbą "krówek" i z zaskoczenia rozczęstowałem wszystkich. To była niespodzianka... bo nikt się tego nie spodziewał (tzw. "niespodziewanka"). Na 8 marca każda laska oczekuje kwiatka, ale nikt w połowie stycznia nie spodziewa się dnia "mordoklejek" :D. Sytuacja była o tyle zabawna, że był wizytator, którego na początku w ogóle nie zauważyłem, więc była kupa śmiechu. Dwa dni później (tj. dzisiaj) do swojej macierzystej grupy wpadłem z lizakami. Prowadząca (pewna siebie... rzekłbym - prawdziwa kobieta) na początku mnie skarciła za spóźnienie i próbę zajęcia czasu (nie widziała torebki z lizakami :D), ale kiedy zobaczyła o co chodzi powiedziała: "... To się nazywa wejście". W przeciągu tych kilkudziesięciu chwil nigdy nie widziałem tylu naraz uśmiechów. Sprawiłem ludziom radość, kuwra(sic!) - jakie to piękne!

Wszystko ma inny wymiar. Każdy zapach jest silniejszy, każdy dźwięk mocniejszy, dotyk pełniejszy, obrazy bardziej wyraziste, a smak... no cóż - nad dietą muszę popracować, bo trzeba się odchudzić ;). Ale to jak wyglądam nie jest na pierwszym miejscu w moich schizach, które bądź co bądź, każdy ma. Teraz moje fałdki są na poboczu, bo przejrzałem na oczy. Jestem wspaniałym młodym mężczyzną i jeśli miałbym nie zrobić czegoś tylko dlatego, że mam lekką nadwagę, bądź skarcą mnie spojrzenia ludzi to byłbym idiotą. Odnalazłem nurt i poddam się mu, popłynę nim, gdzie mnie poniesie, chcę tego.

I za to wszystko dziękuję wam! Ludziom, którzy tu piszą o swoich problemach i tym, którzy na nie odpowiadają. Bardzo wartościowe źródło informacji. Miło wiedzieć, że pomimo tego, że nikogo z was nigdy nie spotkałem w cztery oczy, nie jestem sam.



Te dni były przełomowe. Dzięki programowi "Demoniczna pewność siebie" pojąłem pewne fazy, które przechodzi człowiek, który zrozumie swoje błędy i wykaże inicjatywę, żeby to zmienić. Wiem już, że kiedyś powiem o sobie PUA. Po prostu to wiem. Z myślą o tym dniu jest ten pamiętnik.

Pierwszą fazą jest zrozumienie swoich błędów. Wiesz - czytasz te artykuły, googlujesz sprawę i mówisz sobie: "Cholera jasna, przecież to takie oczywiste!", albo "Jak mogłem być tak głupi", etc. Potem zaczynasz się fascynować innymi ludźmi. Czytasz o wyczynach PUA i tym samym pijesz koktajl zazdrości i zachwytu. Przychodzi moment, w którym wybierasz - albo jak kolejny cienias czytasz forum i jesteś coraz większym teoretykiem, albo idziesz na ulicę i zaczynasz nad sobą pracować. Ja wybrałem to drugie.

Pod koniec tej fazy uświadamiasz sobie, że to naprawdę działa, że nie jest to kolejna bzdura z pogranicza fantazji misia Coralgola. Zaczynasz w to wchodzić. Kupujesz sobie jakąś książkę, mówiąc "a co mi tam". Czytasz i zaczynasz poprawiać błędy, budujesz, kopiesz w sobie.

I nagle BUM! Pierdut grom jak z jasnego nieba! Wchodzisz w fazę drugą (czyli tą, w której jestem ja) - ŁAKNIENIE WIEDZY! Po prostu musisz wiedzieć więcej, bo widzisz już, że to działa i że twoja persona może dać światu dużo więcej niż mówią nam telebimy i głowy z naszych ekranów i monitorów! Więc zaczynasz ściągać wszystko co związane z samorozwojem / kobietami / podrywem / setkami innych rzeczy.

Teraz mam u siebie na biurku wypożyczone 4 książki z zakresu mowy ciała, 5 z asertywności i wywierania wpływu, jedną o NLP i jedną o semantyce miłości. Naprawdę, biblioteki uniwersyteckie to prawdziwa skarbnica wiedzy! Jeżeli jesteś studentem to uciekaj tam jak najprędzej! Powoli zaczyna nakręcać się kocioł sesji, więc będę musiał poświęcić czas na naukę na studia, żeby czytać :D. No cóż - wolę dostać z czegoś "3", ale wiedzieć, że właśnie wygrywam swoje życie. Ziarno zostało rzucone. Trafiło na podatny grunt i już niedługo zacznie kiełkować - akurat na wiosnę ;)!

W swojej książce "Sex, magia i uwodziciele" Piotr Pyton pisze o podrywie i o PUA jako o drodze bez powrotu... no a ja właśnie na nią wkroczyłem 8-).

P.S.
Moja dusza gra, więc dedykuję wam pewne nagranie zespołu "Cocteau Twins" - "Lorelei". Od dziś chcę, żebyście tą piosenkę kojarzyli ze mną, zwłaszcza fragment od 1:55! Kradnę tą piosenkę dla siebie i włączam życie na "slow motion".
http://www.youtube.com/watch?v=2122M8WVN4o

[ Dodano: 2009-01-15, 00:02 ]
P.S. 2
Studiuję socjologię i jestem na specjalizacji licencjackiej "Gender Studies" (pl. "Nauka o płci i rodzaju"). Wiąże się to z dostępem do potężnej wiedzy źródłowej w postaci literatury, którą nie omieszkam się z wami podzielić. Zgadnijcie o czym będę pisał licencjat 8-) :mrgreen:?

[ Dodano: 2009-01-15, 00:04 ]
P.S. 3
W akapicie, który się zaczyna od zdania: "Na skrzyżowaniach, w kawiarniach, na wydziałach, na ulicy i w sklepach." popełniłem błąd, który strasznie rzuca się w oczy ;). Zamiast "kobietą" powinno być "kobietom" :oops: :roll: :-> :mrgreen:.

[ Dodano: 2009-01-15, 00:05 ]
P.S. 4
Już nie będzie więcej post scriptum.

[ Dodano: 2009-01-15, 00:05 ]
P.S. 5
Żartowałem :lol:.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 12:53:26
przez Crespo 2009-01-15, 02:12
Cytuj
Cieszę się smiler, że na tym forum są ludzie tak pozytywni jak Ty i że tak bardzo chcesz się dzielić przeżyciami. Bardzo to cenię i życzę Ci powodzenia w dalszym samorozwoju.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:00:09
przez 1988 2009-01-15, 23:10
Cytuj
Smiler no rzeczywiście widze ze udalo ci sie zrozumiec to wszystko do czego uparcie sam daze,

mam nadzieje ze kiedys tez sie obudze. Pozdrawiam, Powodzenia.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:02:29
=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
przez smiler 2009-01-09, 21:38

Cytuj
Witam was Bożydary :D

W związku z tym, że postanowiłem, że w moim dzienniku daruję sobie dokładne opowieści na temat poszczególnych kontaktów z kobietami to zakładam temat, w którym będę umieszczał swoje Field Raporty (FR).

Adnotacja z tematu "Dajary of Smiler ;)" :
Dziennik i Field Raport (FR) będą prowadzone oddzielnie, ale będą tworzyły całość. Będą pisane w taki sposób, że będzie można je spokojnie czytać nie zajmując swojego umysłu jednym i drugim, bo FR nie będą wymagały szerszego kontekstu, a dziennik szczegółów spotkania... zaś czytane razem będą tworzyły ciekawą całość.







FIELD RAPORT DO TEMATU:
DEMONICZNA PEWNOŚĆ SIEBIE
(06.01.2009)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Podejście #1 - Nastolatki
3. Podejście #2 - Siłaczka
4. Podejście #3 - Pędząca na zajęcia
5. Podejście #4 - Szalona studentka




1. Wstęp
Rozpocząłem program "Demonicznej pewności siebie". Tego dnia realizowałem pierwszy dzień i związane z nim zadania. Na żer ( :) ) udałem się we wtorek 06.01.2008, w rejonach godziny 18:00 byłem już na miejscu swojego szkolenia - czyli na ulicy Piotrkowskiej. Było zimno, może nie dla facetów, ale nasze kochane kruche istotki są na czynniki zewnętrzne bardziej wrażliwe.



2. Podejście #1 - Nastolatki
To były jeszcze czasy (do 18:30), kiedy miałem pewne bariery. Podszedłem z zapytaniem o godzinę do dwóch dziewczyn i okazało się, że miały po 17 lat (ja mam 23). Pomyślałem sobie, że trochę zaczynam przeginać... i już miałem odchodzić lecz doszedłem do wniosku, że z im większym przedziałem wiekowym będę umiał się kontaktować tym lepiej dla mnie, bo będę dysponował szerszym wachlarzem możliwości.

Strzał był w dziesiątkę, a to dlatego że nastolatki nie mają jeszcze rozwiniętego Freudowskiego superego . Dzięki temu nie mają w swoich głowach stróża w postaci społecznych zasad m.in. dotyczących zachowania w poszczególnych sytuacjach. Na nasz język - są bardziej spontaniczne :D. Panowie - na początek polecam nastolatki! Nie mają barier w rozmowie i śmiesznie się zachowują, kiedy wreszcie do nich dociera, że są podrywane.

Poleciało pytanie o godzinę, potem wcisnąłem jakiś tekst dotyczący tego, że jedna z nich pije jogurt. Gadka - szmatka i powiedziałem (stanowczo i łagodnie), że skoro idziemy w tą samą stronę to idę z nimi. Przez drogę cały czas robiłem sobie z nich jaja, poszedł tekst o psycholach, miejscu publicznym i moim szczęściu, że w nim jestem, bo pewnie inaczej by mnie zabiły.

ona #1: CO?! My ciebie?! Ej, chyba ty nas.
ja: Sory, ale to nie ja chodzę po piotrkowskiej i piję jogurt. Zwłaszcza, że jest to jogurt aksamitny, który się je łyżeczką.
/śmiech/

W pewnym momencie dziewczyny mnie zacięły, bo poleciał perfidny ST (ang. Shit Test) i oblałem go jak niemowlak siebie oblewa mlekiem.

ona #1: (...) Ej, wiesz co?! No weź, ej... spadaj.
ja: /śmieszne zachowanie imitujące obrażoną dziewczynkę, ale na moją niekorzyść, bo nie było riposty/

Szczęście później miałem szansę się zrewanżować i na kolejny (wyczekwiany) ST zareagowałem na 6+.

ja: O, o, o! Uwaga, lecą teksty na frajerów. No dawaj, co tam jeszcze na mnie masz? U... skończyła się kreatywność, malutkiej? Szkoda, myślałem, że (...).

Przkomarzanie trwało jakiś czas, wiadomo - gierka. Po drodze dowiedziałem się kilku rzeczy typu zainteresowania, plany na przyszłość, rozrywka. Nie wyszło sztywno. Niemniej jednak w pewnym momencie (gdzieś tak w połowie drogi) poszedł ST o tym, żebym się zawinął i... się zawinąłem.

ja: /z uśmiechem/ Dobra, skoro nie chcecie mojego towarzystwa to żegnam panie.

W tył odwrót i naprzód marsz.

one: Ej, ale...

Odwracam się a na ich twarzach (a szczególnie jednej) perfidne IOI, mówiące: "Błagam, nie odchodź..." - sukces.

Poszlismy więc dalej i śmiechy toczyły się swoim tempem. Nie po to jednak byłem na treningu, żeby wyrywać siedemnastki, więc po pewnym czasie się pożegnałem i zadowolony z sukcesu pomknąłem przed siebie.



3. Podejście #2 - Siłaczka

Zaraz jak przeszedłem na drugą stronę ulicy zobaczyłem fajną blondynkę z wielką torbą, którą niosła i która sprawiała jej ogromny problem (nie dziwi mnie to :D).

ja: Czołem Herkulesie, możesz mi powiedzieć która jest godzina?

Twarz miała taką jakby chciała mnie za ten tekst zamordować. O kuwra(sic!) - pomyślałem. I tu chyba był błąd, bo myśli odzwierciedlają się na ciele i pewnie widziała jak przemówiłem niewerbalnie. Powinienem zawsze trzymać pion - zawsze uśmiech i mowa ciała nakręcona na maksa, zero reakcji na jej działania.

Postawiła torbę i sięga po zegarek. W międzyczasie krótka gadka i uśmiech. Zdążyłem z nim w samą porę, ufff. Chwila gadanki i zaproponowałem jej, że pomogę jej ponieść torbę. Przy czym zrobiłem to w taki sposób, że oferuję pomoc, a nie na needy. Była już uśmiechnięta i zaczynała się do mnie przekonywać.

ona: Wiesz co? Jakbyś mógł to byłabym bardzo wdzięczna.

Szliśmy i gadalismy o różnych rzeczach. Zadziwiające jak łatwo się rozmawia z kobietą, kiedy tylko trafią na faceta, który chociaż próbuje je zrozumieć to wylewają z siebie setki informacji, jak najwięcej. Boją się, że zaraz sobie pójdzie i zostaną im tylko przyjaciółki. To smutne, że kobiety są zaniedbywane.

Kiedy znaleźliśmy się przed celem podróży (pocztą) chwilkie pogadaliśmy i:

ona: Naprawdę dziękuję ci, że mi pomogłeś, rzadko się spotyka takich facetów.
ja: No tak, ale nie ma nic za darmo.

Wskazałem swoim palcem na policzek i się nachyliłem i... DOSTAŁEM BUZIAKA! JAAAAA!!! ALE CZAD!!! Czujecie w ogóle? Dostałem buziaka od dziewczyny, którą spotkałem raptem max pięć minut wcześniej!!! Ehhh, życie :).



4. Podejście #3 - Pędząca na zajęcia

Po tym przemiłym zajściu popędziłem z Piotrkowskiej do Galerii, odwiedziłem znajomych z pracy i postanowiłem już wrócić do domu. Po drodze jednak zaczepiłem ze standardowym pytaniem jakąś studentkę, która strasznie szybko szła. Zobaczyłem takie ledwo dostrzegalne IOI i tyci-tyci uśmiech... ale odpuściłem.

Zaczęła się oddalać i w tym momencie przypomniała mi się technika podrywu na "fajne buty i torebkę". Strasznie się jednak zestresowałem, bo robiłem to na spontana i duża ilość adrenaliny została wpompowana do żył. Jednak w trakcie kilkukrotnego podchodzenia z kolejnym tekstem udało się w miarę opanować emocje.

ja: /podbiegam od tyły z prawej strony/ ... A w ogóle to fajne buty
ona: /podręcznikowa reakcja :D -> uśmiech - rumieniec i hasełko:/ Dziękuję.

Oddaliłem się i po chwili podbiegam z lewej strony:

ja: Torebka też fajna (w ogóle na nią nie popatrzyłem :P)...
ona: No nie taka fajna, bo nie służy mi jako moja torebka. To tylko torba.

Po tym zaczęła się rozmowa i dowiedziałem się, że jest studentką Politechniki i spieszy się na zajęcia i kilka innych szczegółów. Zaraz potem odbiłem na skryżowanie i przeszedłem na stronę w celu wyczekiwania autobusu. To podejście do tej miłej dziewczyny uznaję za najgorsze.

Było to chyba spowodowane przede wszystkim tym, że od momentu kiedy postanowiłem zaatakować nie zleciała mi adrenalina i byłem pod wpływem emocji. Poza tym brak doświadczenia też zrobił swoje. Niepewność głosu i momenty zawieszki poskutkowały tym, że niezbyt dobrze poprowadziłem rozmowę i stąd i tej dziewczyny mieszane uczucia - uśmiechała się, ale i spieszyła się, chciała, żeby to trwało, ale chciała też, żebym sobie jak najszybciej poszedł. Wiem, że nie był to na tyle dobry podryw, żeby mogła z pełną radością wspominać o tym koleżankom (dwa pierwsze były)... a nawet jeśli to raczej jako jedno z "tych wielu".

Co przegrałem? - nic. Co wygrałem? - kolejny krok naprzód.



5. Podejście #4 - Szalona studentka

Ledwo co stanąłem na przystanku i już podkusiło mnie, żeby zapytać o godzinkę jakieś nieznajomej. Okazała się bardzo pozytywną i uśmiechniętą dziewczyną, więc nie miałem problemów z rozwinięciem rozmowy. Jechaliśmy w tą samą stronę, więc mieliśmy dużo czasu, żeby pogadać.

Zrewanżowałem się życiu za poprzednią porażkę i poprowadziłem w miarę fajną i interesującą rozmowę. Dziewczyna była naprawdę świetna, ale ja popełniłem jeden błąd - byłem zbyt śmiały i za bardzo pokazałem siebie. Mimo, że rozmawialiśmy jak kumpel z kumpelą to czasami przeginałem. Niemniej jednak znałem jej imię i wiedziałem co i gdzie studiuję, więc nasza-klasa w ruch i napisałem jej wiadomość dotyczącą jednego z poruszanych tematów.

Na początku odpisała z dużym entuzjazmem, wziąłem na wstrzymanie i po kilkudziesięci minutach odpowiedziałem. Niestety nie otrzymałem odpowiedzi. Dziś też coś do niej kliknąłem, ostatnia próba, ale bez rezultatu. Nie mam zamiaru się...

STOP!!!

Właśnie dostałem od niej wiadomość! Dobra panowie, uciekam od tego szataństwa jakim jest Internet - czas spotkać się z ziomkostwem :). Jutro jej odpiszę, niech sobie poczeka.

P.S.
Ma bardzo fajne kędziory, lubię jak dziewczynom kręcą się włoski ;)!





przez Crespo 2009-01-15, 23:53
Cytuj
Smiler...

Czytam to co piszesz w dzienniku i tu i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie robisz nic. Fajnie piszesz o swoich przygodach i fajnie zaczepiasz dziewczyny, ale się z nimi nie umawiasz i tu jest problem(nie mów do dziewczyny malutka-moja rada). Tylko nie myśl sobie, że umawianie się z dziewczynami jeszcze nie jest dla Ciebie i przed Tobą daleka droga, bo pierwszą poważną randkę będziesz miał w tym tempie za rok.

Pozdrawiam!!!





przez kryholex 2009-01-16, 14:32
Cytuj
Ale fajnie się to czytało hehe ;D Pozdro ;D





przez SHBT 2009-01-16, 17:37
Cytuj
Standard opener, "która godzina?" :)
Nie jest złe, chodź popełniasz wiele błędów, według mnie przy studentce z torebką i butami zachowałeś się needy, mogłeś zachować zasadę 3s, od razu przy spojrzeniu powiedzieć coś zatrzepić i krótka rozmowa, jakiś neg i telefon...
Za bardzo też starasz sie przypodobać dziewczynom swoją gadką, odzwierciedlasz pierwsze spotkanie z pierwszą "randką", powinieneś wziąśc numer i sie z nią umówić i dopiero w tedy z nią pogadać, a tak sie za bardzo odsłaniasz i już nie ma po co dziewczyna sie z tobą umawiać bo wszystko o tobie wie :)
Nutka tajemniczości... ale szczerze mówiąc naprawde nie jest żle trenuj chłopie





przez 1988 2009-01-16, 22:08
Cytuj
Czyta się bardzo fajnie, nie będę cię poprawiał bo nie znam się tak bardzo na tym, ale mam "śmiechawe"(pozytywna) z tych twoich opowiadań. Pisz częściej. Pozdrawiam.



====================KONIEC====================
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:21:03
przez kryholex 2009-01-16, 14:45
Cytuj
   
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Nie chcę o sobie mówić PUA, bo to kojarzy mi się z wykorzystywaniem kobiet.

Zupełnie nie tak , kiedy zaczełem uczęszczać na forum , z początku myślałem , że PUA to ktoś kto potrafi wyrwać każdą laske , żadna mu się nie oprze , tak jakby zmuszał je podświadomie do tego , żeby była jego , ale nic bardziej mylnego ! Pewnego dnia , za siedmioma górami , za siedmioma lasami , Żart :D , Dobra . Pewnego dnia po prostu przeglądałem sobie forum , i ktoś tam napisał ( zdaje się , że jakiś moderator ) , coś co teraz jest po prostu dla mnie oczywiste , " PUA zostało stworzone dla kobiet , aby spełniać ich najskrytsze marzenia " Bo , przecież , jeśli Atrakcyjny dla dziewczyny ją to cieszy , że z nią jesteś rozmawiasz , przytulasz się , miło spędzasz czas prawda ? , Teraz wiem , że PUA jest stworzone dla nikogo innego jak Kobiet !!! Bo jak myślisz , Taka fajna laska wolała by mieć za chłopaka Doświadczonego "PUA" czy przygłupiego "AFC" .? Obczaj to :D

Pozdrawiam :D 3maj się 8-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:21:36
przez Justin 2009-01-16, 14:59
Cytuj
   
Cytuj
kryholex napisał(a):Bo jak myślisz , Taka fajna laska wolała by mieć za chłopaka Doświadczonego "PUA" czy przygłupiego "AFC" .?

Zostało stworzone dla dobra obojga. Dla mężczyzn po to by stali się prawdziwymi mężczyznami, znaleźli zainteresowania, czyli samorealizowali się. Z kolei kobiety uwielbiają takich mężczyzn, czyli obustronne zyski.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:21:54
przez Akbar90 2009-01-17, 12:28
Cytuj
Smiler aż miło popatrzeć na Twoje zaangażowanie... i widać progresje :) Ciszę się, że tak do tego podchodzisz... życzę dalszych sukcesów :D pozdrawiam :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:22:12
przez eapollo 2009-01-17, 16:11
Cytuj
Bardzo długie ale fajne
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:25:30
przez smiler 2009-01-24, 18:35

TEMAT: FIELD RAPORTS
(24.09.2009)

Field Raporty znajdują się w temacie Smiler's attack xD.



SPRĘŻYNKA ;D (21.01.2009)

BARMANKA (23.09.2009

JULIA (23.09.2009)

BLIŹNIAK (23.09.2009)




I z tego miejsca chciałbym od razu wszystkim zakomunikować, że w związku z FR "Barmanka" od dzisiaj znakiem firmowym Smilera (czyli mnie :D) jest słonik wykonany techniką origami! ZAMAWIAM! Ne, ne, ne, ne, neee! To już jest moje! Nigdzie tego nie wyczytałem, z nikogo nie zrzynam, a bajer na podryw jest po prostu genialny! Genezę pomysłu wyczytacie właśnie w FR "Barmanka". Nie pomijam faktu, że dzięki temu odkryłem nowe hobby! Was też zachęcam do rozwijania się manualnego. Możecie se wziąć inne zwierzęta, jak np. te beznadziejne żurawie z "Prison Break'a". Mam cel, żeby się nauczyć wszystkich znaków zodiaku, HA! Zapraszam na http://www.origami.art.pl, jak znajdziecie jeszcze ciekawe stronki z opisanymi figurami to podrzucajcie mi w prywatnych wiadomościach ;).

(http://img261.imageshack.us/img261/6291/slonoc4.jpg)





=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
przez smiler 2009-01-21, 23:47

Cytuj
FIELD RAPORT :
SPRĘŻYNKA ;D
(21.01.2009)




Dzisiaj poszedłem w przerwie między zajęciami do biblioteki poczytać co nieco na temat mowy ciała. Siedziała tam już dziewczyna, która wczoraj puszczała mi IOI w postaci uśmiechów. Akurat usiadła na jednym z moich ulubionych miejsc - koło okna. Uwielbiam pracować w wychłodzonych warunkach, a ona akurat je zamykała, więc zaczęła się rozmowa.

Z uśmiechem na twarzy i z radością ironii zrobiłem małe zamieszanie koło źródła świeżego powietrza i dziewczyna zaproponowała, że się przesiądzie (dla mnie :D). Następnie, kiedy już usiadłem (dzieliły nas dwa siedzenia), wyciągnąłem kartkę i zacząłem z nią pisać. Oto zapis "rozmowy" (przy okazji mamy analizę grafologiczą :P):

(http://img120.imageshack.us/img120/8111/fr001iu0.jpg)

(http://img266.imageshack.us/img266/2769/fr002bj1.jpg)

(http://img255.imageshack.us/img255/3525/fr003re6.jpg)

(http://imageshack.us/a/img89/7545/fr004eu2.jpg)

Po tym wszystkim przesiadłem się o jedno miejsce i zacząłem z nią rozmawiać. Ciągnąłem gadkę o szpiegostwie, więc samo z siebie wyszło RPGM (zadziwiają mnie te kobiety, jak one mają rozbudowaną wyobraźnię, szok!). Dodatkowo okazało się, że mam plantacje marihuany i kokainy na księżycu, a na Jowiszu moje ciało ma siedem metrów wzrostu i wygląda jak wielka zielona galareta :D.

Rozwinąłem wątek z komplementami za pieniądze i po pewnym czasie kazałem siebie komplementować. Powiedziałem, że jej są warte tak około 1,50zł i musi się postarać lepiej :D. Potem dodałem, że ma fajne sprężyny na głowie i spytałem się czy mogę sobie z nich strzelić? Naciągnąłem jedną sprężynkę i wystrzeliłem (bez skojarzeń :P). Wcześniej dowiedziałem się, że lubi kolor niebieski i zielony i jest zodiakalnymi bliźniętami no i ma brązowe oczka, których źrenice zdradzały ewidentne zainteresowanie.

Po pewnym czasie (nadal w dobrym humorze) zacząłem rozkręcać kwestię z bronią termojądrową i zapalnikiem w postaci jej podkreślacza. Po drodze zebrałem komplement, że ją rozśmieszam (ale nie robiłem z siebie clowna!). Na koniec zażądałem od niej jej flamaster i - tu uwaga - dała mi go! Dała mi zielony, bo miała dwa - stary i nowy, a ja dostałem nowy ^^. Mam więc artefakt :D.

Było pewnie kilka ST, ale takich naprawdę bardzo delikatnych i nawet ich nie zapamiętałem. Miałem imię, rok i kierunek studiów - wystarczy. Znalazłem ją na NK i reszta poleci przez netgame - jak najkrótszy, byle do spotkania, które już mam zaplanowane w swojej chytrej główce :roll: 8-) :-> (ta ostatnia ikona wymiata! spójrzcie na nią, no jest po prostu niemożliwa :D).

Dziewczyna jest naprawdę sympatyczna i wydaje się lekko szalona. Ma w sobie taki powiew nastolatki, fajnie jakby z tego wyszło coś więcej niż tylko kradzież przyborów szkolnych xD.





przez Flutter 2009-01-23, 14:04
Cytuj
Fajnie tylko, po co te liściki? Przypomina mi się podryw z podstawówki :)

I po co net game? Wiesz gdzie studiuję. Złap ją na holu albo gdzieś, będzie zdecydowanie bardziej zaskoczona co zaprocentuje u Ciebie. Możesz np. podkręcić bajer "Że zapalnik nie działa i musisz mi wytłumaczyć jak działa, w piątek albo w sobotę przy kawie." ;)






przez Crespo 2009-01-23, 18:22
Cytuj
Zgadzam się z Flutterem. Znajomość przez internet zostaw frajerom. Skoro już ją poznałeś to olej tą cała nasz klasę (ja nie mam naszej klasy i jak widać żyję)

Przez internet ona może się nie zgodzić na spotkanie. Jak jej zaproponujesz spotkanie przez net to pomyśli, że jesteś jednym z wielu frajerów, którzy nie mają pojęcia jak ją zaprosić na spotkaniu twarzą w twarz.

Bądź facetem!!!





przez smiler 2009-01-24, 18:30
Cytuj
Cytuj
    Flutter napisał(a):Fajnie tylko, po co te liściki? Przypomina mi się podryw z podstawówki :)
No i właśnie na tym polega cały urok. Traktuję karteczkę jako opener, nic więcej. Jeżeli bym próbował pociągnąć to dłużej to najzwyczajniej w świecie byłoby to nuuuudneeee. Poza tym taka karteczka jest rewelacyjna z tego względu, że jak sam powiedziałeś, kojarzy się z podrywem z podstawówki. Podstawówka = zabawa, radość... a "podryw" nie jest rozumiany jako podryw, ale nakierowuje na właściwe tory ;).


Cytuj
Cytuj
        Flutter napisał(a):I po co net game? Wiesz gdzie studiuję. Złap ją na holu albo gdzieś, będzie zdecydowanie bardziej zaskoczona co zaprocentuje u Ciebie.

Cytuj
        Crespo napisał(a):Zgadzam się z Flutterem. Znajomość przez internet zostaw frajerom. Skoro już ją poznałeś to olej tą cała nasz klasę (ja nie mam naszej klasy i jak widać żyję)

        Przez internet ona może się nie zgodzić na spotkanie. Jak jej zaproponujesz spotkanie przez net to pomyśli, że jesteś jednym z wielu frajerów, którzy nie mają pojęcia jak ją zaprosić na spotkaniu twarzą w twarz.

        Bądź facetem!!!
Dzięki! Właśnie chciałem zrobić ten błąd i zaprosić przez net. Sam w ogóle gg i nk używam jako telefonu internetowego, np. na gg nigdy nie jestem dostępny :). Tak więc nie lubię załatwiać takich spraw przez Internet sam z siebie, a nie dlatego, że PUA świata tak mówią. NIEMNIEJ jednak jestem od niego uzależniony i dziękuję za ostrzeżenie mnie przed popełnieniem błędu ;)!



Cytuj
    Flutter napisał(a):Możesz np. podkręcić bajer "Że zapalnik nie działa i musisz mi wytłumaczyć jak działa, w piątek albo w sobotę przy kawie." ;)
Zarąbisty bajer, dzięki Flutti ;), kradnę go ;D!







FIELD RAPORT
BARMANKA
(23.01.2009)


W innym temacie pisałem już o przygodzie z barmanką. Praca jest w toku, nie traktuję jej jako cel, raczej jako pole manewrowe. Laska wydaje się fajna, ale skrywa się pod postacią "Och i ach" i patrzy na wszystkich z góry. Pewnie dlatego, że jest HB8 (byłby mocny plus, ale pali) i musi mieć sukotarczę ustawioną na high level :D.

Poszedłem niedawno z kumplami z grupy na piwo do lokalu Szafa (Łódź, ulica Rewolucji 1905, polecam! świetny klimat!). Tam za barem stała bardzo ładna dziewczyna, więc zacząłem nawijkę. Niestety po pewnym czasie zgasiła mnie prostym hasłem:

ona: Ej, sory... my się w ogóle znamy?

Z mojej strony cisza, ale szybko nadrobiłem, bo wypaliłem do jej kumpla:

ja: (do niej) Nie lubisz poznawać nowych ludzi, co? (do jej kolegi) Ej! Zawsze z nią tak macie, że gdziekolwiek z nią nie pójdziecie to nie poznacie nikogo nowego?
kumpel: (z usmiechem) No. Coś w tym jest.

Potem puściłem jeszcze nawijkę o Jacku Danielu z Kolą, lodem i cytryną poprzedzoną hasłami o tym, że jest dla mnie niemiła w kontekście DHV i poszliśmy do stolika na browarek i mały dopalacz :). Runda była dla niej, zjadła mnie... ale ciągle mam przewagę, że jest barmanką i MUSI znosić takich natrętów jak ja :P.

Nie odpuściłem i jak wychodziliśmy podszedłem do niej i z uśmiechem na twarzy wypaliłem:

ja: Dziękuję, że byłaś dla mnie najbardziej nieuprzejmą barmanką na świecie.

A kiedy już wychodziłem przez drzwi walnąłem z totalnym jajem:

ja: Ej, ale i tak cię kocham :D!

To podejście totalnie skopałem, a ostatnie hasło mogło co najwyżej sprawić, że uniosła brwi i zmarszczyła usta dając wyraz twarzy: "Mmmhmm... taaa".

Myślałem jak tu się odegrać, więc wykombinowałem, że wsadzę jej w pudełko uśmiechniętego ludzika z klocków Lego z jakąś karteczką z negiem, niestety... nikt ze znajomych z okolicy nie posiadał takowych, więc zacząłem myśleć nad czym innym i doszedłem do wniosku, że zrobię ludzika z papieru. Po drodze wpadł mi pomysł, żeby zrobić go techniką origami, więc zacząłem problem googlować i jak znalazłem odpowiednią stronę to... słonik wydał się bardziej odpowiednią figurą :). Tym sposobem znalazłem sobie nowe hobby i chociażby dlatego warto jej podziękować (:D). Słonika umieściłem w dwóch pudełkach (również origami) i zaniosłem w piątek.

(http://img261.imageshack.us/img261/6291/slonoc4.jpg)

Wchodzę do baru, tajemniczy i pewny siebie uśmiech #4, stanąłem za ladą i nie zdążyłem nacieszyć się swoją pauzą, bo barmanka wywala z hasła:

barmanka: (kurzy szluga i ogólnie sprawia wrażenie jak Mia Walles z okładki "Pulp Fiction")
Tak, poznaję cię.
ja: (zlałem to) Wiesz co? Doszedłem do wniosku, że albo blefowałaś z tym poznawaniem nowych ludzi, albo nie masz do nich szczęścia (kładę pudełeczko i wychodzę).

Po drodze usłyszałem "dziękuję", ale było to raczej coś w stylu "Ok, poczułam się, trochę głupio".

Ogólnie wyszło na niekorzyść - "Kolejny koleś, ile jeszcze takich będzie w moim życiu?". W Szafie pojawię się za 2 tygodnie i taktyka będzie prosta - zlewać na maksa.





FIELD RAPORT
JULIA
(23.01.2009)


Również tego dnia wędrowałem sobie po Piotrkowskiej, ale tym razem mając w sercu słowa Crespo, żeby zacząć w końcu działać. Było kilka podejść z komplementami nieseksualnymi, próba z dziewczyną od ulotek (dużo IOI, ale jak przechodziłem przypadkiem drugi raz to akurat szła się ogrzać, nie wróciłem po raz trzeci).

Mknę po łódzkim bruku i mija mnie HB9. Ubrana stylowo cała na czarno, super dziewczyna. Myślę sobie: "Fajnie by było, bla, bla bla" i nagle znikąd pojawia się: "Rób to czego się boisz najbardziej", "NO DALEJ! ZRÓB TO, A NIE MYŚLISZ O TYM, ŻEBY TO ZROBIĆ"!

Zawracam i idę za nią, skubana, szybko szła, ale i tak ją dogoniłem 8-). Idę tak koło niej, jak znajomi i wlepiam w nią swój zabójczo tajemniczy, pewny siebie i pełen ciepła uśmiech #143 :D. Drepczę sekundę, dwie, pięć i myślę: "Kuwra! no spójrz się wreszcie na mnie!". Szlag mnie mało nie trafił, bo dłużej przecież tak nie mogłem, a nie chciałem zaczynać od "cześć". W końcu się na mnie spojrzała, no to ja podkręcam uśmiech i dostaję IOI :D. "Jesteś moja" - se myśle se.

ona: (z uśmiechem) Przepraszam, znamy się?
ja: (twarz na znak zapytania) Ależ oczywiście, że tak!
ona: Tak, a skąd?
ja: Z ulicy Piotrkowskiej.
ona: Aha, coś tam powiedziała i nie zrozumiałem, (zdejmuje rękawiczkę) Julia.
ja: (imię, nawijka o głupotach) Ej słuchaj, zabiorę ci tylko chwilę, ale po prostu muszę coś wiedzieć. Pozwól mi zgadnąć co jesteś z zodiaku.
ona: (gest pozwalający)
ja: Lew.
ona: (gest negujący)
ja: Baran.
ona: (gest negujący)
ja: Byk.
ona: (gest negujący)
ja: Strzelec!
ona: (gest potwierdzający)
ja: Od początku wiedziałem, że strzelec, ale chciałem cię trochę potrzymać w niepewności.
ona: Bla, bla, bla. Sory, ale muszę iść do banku (odwraca się jeszcze do mnie i uśmiecha).

Poszedłem sobie i poczekałem jeszcze na nią niedaleko, żeby potem zrobić drugie podejście i:
- albo mi śmignęła i nie zauważyłem jak wychodziła
- albo weszła w głąb banku i posiedziała tam dłużej.

Morał w każdym bądź razie tej historii jest taki, że otworzyłem HB9! I nie ważne czy miała chłopaka czy nie, ewidentnie podobała się jej sytuacja, że jest podrywana i że jest to robione w fajnym stylu bez haseł a'la: "Jesteś piękna" i innych takich dupereli. Poza tym ostatni uśmiech wskazywał, że chciałaby, żebym z nią przez chwilkę jeszcze pogadał.





FIELD RAPORT
BLIŹNIAK
(23.01.2009)


Zadowolony z siebie poginam przez Pietrynę i sobie mówię: "Musisz już iść do domu", a z drugiej strony Diabołek podpowiada "No, ale jeszcze jedna, tylko jedna i już wracamy". Idzie fajna dziewczyna w różowym szaliku.

ja: (zatrzymuję ją) Wiesz co? Muszę ci powiedzieć, że masz rewelacyjny szalik!
ona: (uśmiech) Dziękuję.

Po mowie ciała i reakcji wyczaiłem, że to fajna dziewczyna, więc liczę do pięciu i pozwalam odejść. W tył obrót i przyspieszam kroku. Wyprzedzam ją, zauważyła mnie. Jestem około dwóch metrów przed nią, odwracam się, zerkam - uśmiecha się. Chwilę idę, odwracam się drugi raz i sytuacja się powtarza. Robię "szalonego Iwana", daję się wyprzedzić, podchodzę z boku i mówię:

ja: Sory, ale czy ty mnie czasem nie śledzisz?
ona: Ja? To chyba ty mnie.

Potem poszła gadka o szpiegostwie, różnych wymyślonych rzeczach, zgadywanka znaków zodiaku (bliźnięta) i rozwinięcie tematu, rozmowa o prezentach, etc. Przeszedłem z nią dobre 100 numerów Piotrkowskiej po drodze zaczepiając jakąś parę i pytając się o coś co nawiązywało akurat do tematu naszej rozmowy, uśmiech. Podobało się jej, mi zresztą też... po prostu dobrze się bawiliśmy, a rozmowa była ciekawa i zabawna dzięki temu, że ona była świetną dziewczyną, a ja jestem świetnym facetem :P.

W pewnym momencie się zatrzymałem, pogadałem chwilę i wypaliłem:

ja: (serce całe po klacie mi lata, bo już wiem do czego zmierzam) Lubisz przygody?
ona: Zależy jakie?
ja: Różne, spontaniczne, niezobowiązujące, wesołe.
ona: Ale jakie dokładnie?
ja: (z uśmiechem) No ale lubisz w końcu te przygody czy nie?
ona: Tak.
ja: To daj mi swój numer telefonu.

Lejdis end dżentelmen! MOJE PIERWSZE DOMKNIĘCIE Z NUMEREM! OŁJEEEEEE! Jes(t), jes(t), jes(t)! Poza tym kwestia z tekstem o przygodzie jest świetna! Najpierw nakręcamy laskę o marzeniach i przygodach (każdy je lubi), a potem prosząc o numer telefonu żądamy dowodu potwierdzającego te słowa. Jeśli wszystko poszło dobrze to bankowo dostaniemy, a kiedy dziewczyna już ochłonie nie będzie oponowała żeby się spotkać :). Sam to wymyśliłem :D.

Potem jeszcze odprowadziłem ją kawałek i pogadałem o książkach, żeby nie było, że tylko numer chciałem i odszedłem. Kiedy rozmowa o książkach się rozwinęła przerwałem i powiedziałem, że będziemy musieli to dokończyć. Ona potwierdziła i dostałem oczko ;).

Cholernie się cieszę, bo dziewczyna jest naprawdę świetna! Poczucie humoru, wyobraźnia, aparycja! Dodatkowo zdobyłem numer telefonu od totalnie obcej mi osoby, a to bardzo motywuje! Już nie ważne czy umówię się z nią na spotkanie czy odmówi - ważne jest, że zrobiłem kolejny krok naprzód. Kurczę! Niedawno miałem problemy, żeby spytać się o godzinę laski, która szybko szła i miała w uszach słuchawki, a dzisiaj wkraczam na drogę zbierania numerów. Idąc takim tempem to możecie sami się domyślać jak będą wyglądały moje FR za niespełna rok :D :lol: 8-).







Najpierw proszę mi gratulować, a potem mi możecie jechać po błędach :).





przez Crespo 2009-01-25, 00:00
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Cholernie się cieszę, bo dziewczyna jest naprawdę świetna!
No widzisz!!! I po co Ci cały ten Twój program rocznego rozwoju? Po co Ci ten cały idiotyczny demonic confidence? Umawiaj się na spotkania z dziewczynami. To bardziej pomoże Ci się rozwinąć niż cokolwiek innego. Zdobywaj doświadczenie w obcowaniu z dziewczynami. Jesteś inteligentny. Uda Ci się!

Powodzenia!!!





przez nieznajomy 2009-01-25, 13:48
Cytuj
No gratulować efektów ;)
I oczywiście gratki pierwszego numerka :PP

Może też kiedyś taki będę..ale musiałbym się bardziej przyłożyć bo na razie nie robie praktycznie nic xDDDDD





przez smiler 2009-01-25, 19:24
Cytuj
Cytuj
    Crespo napisał(a):I po co Ci cały ten Twój program rocznego rozwoju? Po co Ci ten cały idiotyczny demonic confidence?
Haaaaawidzisz Crespo, jednak się przydał! Bo gdyby nie Demonic Confidence to miałbym problemy z pewnością siebie ;)! Program jest rewelacyjny i polecam go każdemu ;). Dzięki niemu zrobiłem pierwsze kroki. Głupcem bym był wtedy kiedy bym się posuwał naprzód np. dopiero po skończeniu DC, potem pewnie wymyśliłbym sobie jeszcze coś nowego, etc.

Generalnie zabawa sprowadza się do równoległego prowadzenia:
- Demonic Confidence
- rozwoju osobowościowego
- rozwoju kariery zawodowej
- rozwoju fizycznego
- rozwoju wiedzy z zakresu podrywu
- podrywu :D!







FIELD RAPORT
BLIŹNIAK cz.2
(25.01.2009)


Przed chwilą dzwoniłem do mojej pierwszej "ofiary" i dziewczyna była bardzo zdziwiona. Dlaczego? Otóż okazało się, że byłem już trzeci, więc miałem na Piotrkowskiej konkurencję chyba :D. Co więcej - ona myślała, że to była ukryta kamera, a jeszcze miała zakręcony dzień, więc totalnie była zdziwiona ;).

I... i... i... and... and... AND... and she said "YES!". Więc kolejny krok do przodu, niszczę bariery jak pogrzany ;). W piątek mykam z nią pograć w kręgle, mam zamiar świetnie się bawić ;).





przez Akbar90 2009-01-25, 20:21
Cytuj
Zaczne od błędów i porad :

Z tą Julią to normalne, że Ci nie wyszło... Hb-9 z natury spotykaja pełno facetów, którzy je podrywają. Napewno straciłes w jej oczach dużo tym, że nie podszedłeś od razu tylko dopiero potem się odwróciłeś i poszedłeś za nią.


W sumie dla treningu to nie jest złe bo przynajmniej się przemogłeś ale tak hb9 nie poderwiesz... po 1 będzie się bać, po 2 wyjdziesz na chłopaka mało pewnego siebie( przez to, że nie podszedłeś odrazu) , po 3 nie podchodzi się do dziewczyny od tyłu !!!


ten 2 field raport już lepszy bo podszedłeś odrazu ale też jeszcze daleko do doskonałości... oprucz tego, że odrazu zagadałeś to powtórzyłes te same błędy co w podejściu do Julii

jak już podszedłeś i zapytałes o ten szalik to mogłeś zapytac np o to gdzie go kupiła bo szukasz prezentu dla koleżanki.


co do tego numeru ze śledzeniem to stosuje się go gdy np Ty idziesz sobie ulicą i nagle przed Tobą pojawia się dziewczyna. Wtedy ją wyprzedzasz i po paru metrach oglądasz się, jeśli spojrzy na Ciebie to uśmiech. Dalej idziesz i jeśli wciąż idzie za Toba to wtedy używasz openera "czy Ty mnie ślidzisz" wtedy jeśli jakoś tam zaprzeczy ( bo napewno zaprzeczy) to mówisz coś w stylu:
"no wiesz... dziewczyny potrafią zamęczyć faceta :) "
ona: "np hmm ciekawe...ale ja taka nie jestem"
Ty : " no ja myślę...chociaż w sumie. . . (pauza) nigdy niewiadomo czy pod tą sympatyczną twarzą nie kryje się jakiś prsychopata."

wyopróbowane :)



Poza tym muszę przyznać, że podziwiam Cie. Ciężko pracujesz nad sobą i jeseś wytrwały...takie połączenie napewno przyniesie już niedługo kolosalne efekty :)

z tym numerem to miałeś szczęście, że trafiłeś na otwartą dziewczyne i dzięki Twojej inwencji twórczej udało Ci się zdobyc ten numer. Na kręglach bądź wyluzowany, stosuj się do rad z forum i myśl pozytywnie.


Oczywiście nadal ćwicz ćwicz i jeszcze raz ćwicz bo jesteś na dobrej drodze.

pozdrawiam i czekam na kolejne FR ! :D





przez smiler 2009-01-25, 20:51
Cytuj
Cytuj
    Akbar90 napisał(a):Z tą Julią to normalne, że Ci nie wyszło... HB-9 z natury spotykaja pełno facetów, którzy je podrywają. Napewno straciłes w jej oczach dużo tym, że nie podszedłeś od razu tylko dopiero potem się odwróciłeś i poszedłeś za nią.
Już słumaczę, Akbarku :). Jeśli chodzi o Julię to była to osoba, którą po prostu minąłem na ulicy, nie złapałem z nią nawet kontaktu wzrokowego. Pomyślałem: "fajna laska" i przypomniało mi się gdzie jestem (a w zasadzie kim). Szedłem i myślałem, że "fajnie by było, gdyby..." => przestałem gdybać i zacząłem działać :). Jeśli ona mnie widziała to tylko najpierw jako standardowego przechodnia, którego mija jak tysiące innych, a potem jako atrakcyjnego faceta, który zaczął ją podrywać.



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):W sumie dla treningu to nie jest złe bo przynajmniej się przemogłeś ale tak hb9 nie poderwiesz... po 1 będzie się bać, po 2 wyjdziesz na chłopaka mało pewnego siebie( przez to, że nie podszedłeś odrazu) , po 3 nie podchodzi się do dziewczyny od tyłu !!!
1. Nie bała się, była bardzo zainteresowana (pierwsza się przedstawiła :D!).
2. W sytuacji o jakiej mówisz, jeśli taka by była, to jak najbardziej :P.
3. Nie zacząłem rozmowy od tyłu, bo wiem, że wtedy naprawdę by się bała. Podszedłem do niej z boku i szedłem jakbyśmy byli znajomymi do momentu jak nie zauważyła mojego czarującego uśmiechu :roll: 8-).



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):(...) jak już podszedłeś i zapytałes o ten szalik to mogłeś zapytac np o to gdzie go kupiła bo szukasz prezentu dla koleżanki.
Miałem wtedy w głowie inną metodę na tą dziewczynę :). Poza tym nie lubię kłamać :P.



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):(...) co do tego numeru ze śledzeniem to stosuje się go gdy np Ty idziesz sobie ulicą i nagle przed Tobą pojawia się dziewczyna. Wtedy ją wyprzedzasz i po paru metrach oglądasz się, jeśli spojrzy na Ciebie to uśmiech. Dalej idziesz i jeśli wciąż idzie za Toba to wtedy używasz openera "czy Ty mnie ślidzisz" wtedy jeśli jakoś tam zaprzeczy ( bo napewno zaprzeczy) (...)
Dokładnie tak zrobiłem :D.



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):Poza tym muszę przyznać, że podziwiam Cie. Ciężko pracujesz nad sobą i jeseś wytrwały...takie połączenie napewno przyniesie już niedługo kolosalne efekty :)
Dziękuję :->.



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):z tym numerem to miałeś szczęście, że trafiłeś na otwartą dziewczyne i dzięki Twojej inwencji twórczej udało Ci się zdobyc ten numer.
Innej nie szukam ;) :P.


Cytuj
    Akbar90 napisał(a):Na kręglach bądź wyluzowany, stosuj się do rad z forum i myśl pozytywnie.

    Oczywiście nadal ćwicz ćwicz i jeszcze raz ćwicz bo jesteś na dobrej drodze.
Zrobię tak... Ale to będzie (jeśli się nie wycofa) mój taki pierwszy raz :->, więc sam jestem ciekaw swojej reakcji. Mam nadzieję, że podołam.



Cytuj
    Akbar90 napisał(a):pozdrawiam i czekam na kolejne FR ! :D
:* i również dzięki.





przez Przemysl 2009-02-05, 19:04
Cytuj
świetnie się czyta twoje raporty , muszę wziąśc z Ciebie przykład i zacząć coś robić
pozdrawiam i czekam na relacje z kręgli :-D



====================KONIEC====================





TEMAT: Smiler poleca
(24.09.2009)




Nie chciałem zakładać kolejnego tematu w dziale "Poradniki, materiały i artykuły o podrywaniu" z tego względu, że jest to dział nakierowany właśnie na tego typu teksty. Z dzisiejszego punktu widzenia umieszczenie wyedytowanego przeze mnie tekst nieznanego mi autora, który zatytułowałem "Podstawy grafologii" oceniam więc na przegięcie. Niemniej jednak warto go przeczytać ;).

Postaram się już nie zaśmiecać forum takimi rzeczami ponieważ są od tego wszystkiego inne miejsca w sieci. Niemniej jednak w związku z moimi zainteresowaniami, które zawsze starałem się rozwijać, będę pisał w (pod)tematach o nazwie "Smiler poleca" szczególnie tytuły książek, które ostatnio przeczytałem, strony www warte zobaczenia, miejsca warte odwiedzenia i rzeczy warte zrobienia. Mam jednak nadzieję, że nie zmieni to zasadniczej koncepcji pamiętnika i "Smiler poleca" będzie się pojawiało jako oddzielne tematy w pamiętniku i podtematy przy większych wpisach.

Oszczędzi to wszystkim bałaganu na forum, czytelnicy będą mogli obserwować mój rozwój i może wpadną im do głowy ciekawe pomysły sprowokowane moją "literacką" działalnością :D. Poza tym będę tutaj dawał minirecenzje zamiast w dziale "Poradniki, materiały i artykuły o podrywaniu", albowiem:
- w tamtym dziale jest wystarczająca ilość opinii na temat niektórych książek, które będę opisywał
- polecając konkretne pozycje dam czytelnikom możliwość wglądu w kolejność podejmowanych przeze mnie pozycji.



 -> Piotr Pyton, Sex, Magia i uwodziciele, Gliwice 2008
Myślę, że warto ją zakupić na początek przygody z tego względu, że pozwala otworzyć nam oczy na świat i pokazuje, że to wcale nie jest takie trudne, żeby kogoś poderwać. Co prawda trzeba mieć już jakąś minimalną wiedzę z zakresu podrywu, bo to pozwoli nam się lepiej orientować w myślach autora.

Przeżycia bazują na technikach NLP, które są często opisywane. Niemniej jednak wiedza podana nie jest w moim mniemaniu wystarczająca. Definitywnie trzeba się rozszerzyć na jakąś lekturę z zakresu podstaw NLP i wtedy uzyskamy pełniejszy obraz tej metody uwodzenia. Autor pisze językiem łatwym do przyswojenia co sprawia, że jest to lektura "lekka". Moja pierwsza książka tego typu :).

wydawnictwo: Helion
ilość stron: 307
koszt: 29,00 zł
wydanie: 2008, miękka i kolorowa okładka



 -> Leil Lowndes, Erotyczne sygnały, czyli mowa ciała kobiety, Warszawa 2007
Przydatna rzecz na początek. Warto ją mieć w swoim arsenale ze względu na poszerzenie wiedzy z zakresu IOI. Jest dobrym wprowadzeniem w podryw ponieważ zwraca uwagę na fakt, że szanse masz u kobiet, które ci je (tj. sygnały) wysyłają. Dla początkującego (tak jak dla mnie) jest to o tyle ważne, że wiem gdzie i kiedy atakować. Poza tym jest świetnym motywatorem:
- stawiasz sobie pytanie: "Co robię źle, skoro nie otrzymuję sygnałów?"
- jak prowadzić swoje życie/grę, ażeby jak najwięcej kobiet wysyłało nam IOI?
- co zrobić, żeby oczarować kobietę i sprawić, żeby wysyłała nam IOI mimo początkowego braku zainteresowania?

Autorka pisze w miarę ciekawie, pokazuje genezę wielu gestów i zachowań i daje dzięki temu bardzo użyteczną wiedzę. Co mnie irytowało podczas czytania lektury to fakt, że przez pierwsze 50 stron ciągle pisze takim stylem i tonem jakby to nadal był wstęp... ale da się przeżyć

wydawnictwo: Świat Książki
ilość stron: 239
koszt: 29,90 zł
wydanie: 2007, miękka i kolorowa okładka



 -> Peter Collet, Księga znaków. Jak poprzez ciało wyrażamy swoje myśli i uczucia, Warszawa 2004
Wywalona w kosmos pozycja! NAPRAWDĘ POLECAM! Język autora jest lekki i przyjemy i uzyskujemy MASĘ ciekawych informacji. Książka zawiera nie tylko informacje z zakresu mowy ciała jako gestów, ale też tonu głosu, sposobu prowadzenia rozmowy, sposobu budowania zdań, etc.

Opisane jest po prostu wszystko - od ułożenia nóg przez pracę bioder na rękach i mimice twarzy nie kończąc. Wszystko ułożone w jasny i przejrzysty sposób. Autor wyjaśnia czym jest w ogóle znak, a potem przechodzi do wyjaśniania znaków dominacji, uległości, znaków w rozmowie, w polityce, w powitaniach, znaków królewskich, lękowych, seksualnych, kłamstwa, znaków w różnych kulturach i znaków palaczy.

Full wypas. Polecam nawet osobom, które nie interesują się PUA, socjologią (jestem m.in. jej studentem) czy psychologią. Książka jest po prostu fajna, a sposób ułożenia tematów jest o tyle dobry, że można spokojnie ją czytać w środkach komunikacji.

wydawnictwo: Jacek Santorski & Co
ilość stron: 340
koszt: 30,00 zł
wydanie: 2004, miękka i kolorowa okładka

[ Dodano: 2009-02-22, 23:21 ]
SPRĘŻYNKA c.d. (14.02.2008)





=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



przez smiler 2009-02-23, 00:41
Cytuj
FIELD RAPORT
SPRĘŻYNKA c.d.
(14.02.2008)


Dziewczyna, którą udało mi się poderwać w bibliotece była tą, z którą spędziłem walentynki :). Głównie komunikowałem się z nią przez naszą klasę, ale ograniczałem to do minimum i odpowiadałem zawsze z opóźnieniem, żeby się niecierpliwiła :).

Umówiliśmy się w pubie Peron6 (Piotrkowska 6), który oferuje wiele rodzajów piwa swoją drogą, polecam. Jako, że z rozmowy w bibliotece wyszło, że nigdy nie grała w Scrabble (układanka słów z poszczególnych literek) to je wziąłem ze sobą i rozłożyłem do gry. Była mile zaskoczona.

Generalnie jednak okazało się to średnio trafionym pomysłem, albowiem zbyt dużo myśleliśmy, a zbyt mało gadaliśmy. Oczywiście wasz Smilerek nie mógł dopuścić do tego, żeby spotkanie wyglądało tak, że siedzimy i myślimy nad literami, więc robiłem wszystko, żeby pokrzyżować jej szyki i ciągle oszukiwałem :D. Dzięki temu nie było nudno, dodatkowo różnie ułożone wyrazy samoistnie dawały tematy do rozmowy.

W trakcie gry powiedziała, że jest jej zimno, więc zaproponowałem jej, żeby się dosiadła do mnie (siedzieliśmy naprzeciw siebie). Cały czas sobie żartowaliśmy i szeptałem jej na ucho różne dziwne rzeczy. Definitywnie zapamiętam zapach jej włosów, który był po prostu piękny (w ogóle to jestem uzależniony od jej włosów, a w ten sposób została zaaplikowana pierwsza dawka). Po spotkaniu dostałem informacje, że dziękuje mi za mile spędzony czas, etc. Spotkanie udało mi się bardzo, pomimo krótkiego czasu (około 1,5h, bo potem jechała na tańce :P). Dawno nie czułem się tak dobrze, taki doceniony. Na walentynki dostała ode mnie różę zrobioną z papieru i zapakowaną jak prawdziwy kwiat (i powiem wam, że naprawdę ładnie mi wyszła! :) ).

Ma długie i kręcone włosy, więc na początku nie mogłem się skupić na niczym innym jak na niej. Myślałem sobie "JA! że w ogóle JA poderwałem taką fajną dziewczynę!" i strasznie się jarałem faktem, że walentynek nie spędzałem sam tylko ze świetną dziewczyną o bardzo miłym i naładowanym pozytywnymi emocjami uśmiechu :).

W tym tygodniu spotkałem ją na wydziale, ale powiedzieliśmy sobie tylko cześć (spieszyła się). Potem doszło do drugiego spotkania pod salą wykładową, minąłem ją i znowu uśmiechy, ale raczej oschłe. Poszedłem i pomyślałem: "Człowieku, gdzie ty masz mózg do cholery! Przecież dziewczyna chce sprawdzić kim tak naprawdę jesteś!". Więc jak wracałem to obowiązkowo ją zaczepiłem i chwilkę pogadałem z nią i znajomymi. Dokładnie w tym momencie zniknęła ta niewidzialna bariera i znów zaczęła mnie raczyć swoimi bielutkimi ząbkami i troszkę KINO :). Na nk mi właśnie odpisała, ale nie będę naciskał przez Internet. Mam już jej plan i resztę pociągnę w cztery oczy jak tylko ją złapię na wydziale (do czego oczywiście będę dążył).



====================KONIEC====================





TEMAT: DÓŁ
(22.02.2009)


Każdy je miewa, nie oszukujmy się. Nie popadajmy w jakąś dziwną pułapkę, że PUA jest zawsze uśmiechnięty i wesoły. U mnie w głowie od momentu, kiedy poszerzyłem swoje kontakty damsko - męskie, trwa nieustanna wojna emocjonalna. Czuję się jakby mi ktoś regularnie dosypywał estrogenu do porannych płynów typu kawa, kakao :D... i chyba już o tym pisałem.

Gdzieś wyczytałem, że mężczyźni łapią długodystansowe doły średnio raz na rok. Życie człowieka to przecież cykle i u mężczyzn też one występują. U kobiet doły emocjonalne spowodowane są hormonami, które idą w parze z miesiączkowaniem. Wiadomo - faceci nie miewają okresu (no chyba, że urojone :P), ale i tak jesteśmy chodzącymi nastrojami spowodowanymi tymi płynami (szczęście, że można na nie wpływać!).

Całkiem niedawno chwycił mnie taki gigant. Dół trwał ze dwa - trzy tygodnie i sk*****l nie chciał odpuścić. Przychodził falami, ot tak sobie, atakował nagle i trzymał. Pod wpływem takich właśnie emocji napisałem temat "Wyszalenie się ;)". Uważam, że słusznie zrobiłem zakładając go, bo wywaliłem z siebie niepotrzebny gnój, a i nie(d)oceniona zwróciła uwagę na jedno proste zdanie, które teraz kieruje moim życiem, dzięki ;).

Jak już pisałem - atakował w najmniej oczekiwanych momentach, głównie kiedy byłem sam na sam z samym sobą. Najgorsze było to, że nie był spowodowany jakimkolwiek moim zachowaniem, broń Boże. Jeden z tych kiedy nic ci się nie chce i wszystko jest takie puste. To cholerstwo mąci ci we łbie do tego stopnia, że nawet najbardziej leniwa ze wszystkich możliwych czynności, czyli leżenie, doprowadza cię do szału. Autentycznie - chodziłem po domu, łapałem się za łeb i krzyczałem "JA PIE****Ę! K***AAAA!!!". Ostatni atak miał miejsce tydzień temu i najgorsze było to, że musiałem uczyć się do egzaminu poprawkowego :-(. No nie mogłem, po prostu nie mogłem... no to dAWAj i na google wpisuję frazę "sposoby na pozbycie się doła" i tym podobne, pomogło.

Na mnie zbawiennie podziałał spacer, to było to co mi było potrzebne! Wprawdzie bez mojego wiernego kompana jakim jest moja labradorzyca "Pepsi" (sweeeet :D), ale tereny za moimi blokami kojarzą mi się jednoznacznie pozytywnie, więc od razu poczułem się lepiej na samą myśl o łażeniu w tamtych okolicach. Wziąłem notatki i poszybowałem z wiatrem w śniegową krainę lasu, która przyniosła mi ukojenie... przynajmniej tymczasowe, chandra wciąż trwała. W ogóle kiedy ów się zaczęła to byłem przekonany, że jest spowodowana brakiem moich sukcesów głównie na polu kontaktów babsko - faceciarskim. Pomyślałem sobie "czym się strułeś tym się lecz" i rzeczywiście - zagadałem kilka dziewczyn i pomogło... przynajmniej na jeden dzień, bo dół nadal trwał :).

Psychiczne nastawienie jest szalenie ważne, a ja nie mogłem się pozbyć falowo napływających stanów negatywnego myślenia. Trochę pomogły ćwiczenia NLP, ale nie tak jak się spodziewałem. Musiałem się szybko wyleczyć, bo 20.02.2009 miałem iść na imprezę w stylu lat '80, w końcu karnawał, nie?!

Dni mijały nieubłaganie szybko, jakoś nie mogłem znaleźć tej siły, która z takim impetem uderzyła w moje żagle kilka tygodni temu. Szalały mi we łbie myśli "iść czy nie iść na imprezę?". Wiedziałem, że jak nie pójdę to będę żałował. Miałem straszne wahadło nastrojowe i szczerze powiem, że bałem się tego co tam będzie... zwłaszcza, że uderzałem tam tylko z jednym kumplem i w głowie miałem obraz tego, że oboje jesteśmy "rycerzami ścian". Kiedy wsiadałem do busa miałem kreskę wahadła ustawioną na "neutral"... ta impreza mnie naprawiła, chandra minęła :).







TEMAT: IMPREZA '80
(22.02.2009)


Chodzę na tą naukę tańca i pomyślałem, że wreszcie trzeba się sprawdzić nie tylko w tańcu, ale i w podrywie :P. Trwał karnawał, a ja nie byłem nigdzie poza domem. Co prawda miałem alkoholowo - narkotykową podróż we Wrocławiu, wtedy też chciałem się spotkać z ludźmi z tego miasta, ale niestety brak ich cennego czasu spowodował, że przez 5 dni praktycznie nie wychodziłem z domu moich znajomych, chociaż tak naprawdę to latałem :D.

Chciałem przede wszystkim sprawdzić jak się mają moje rady w stosunku do samego siebie. Czy uda mi się przełamać bariery i uda mi się dobrze bawić przy okazji podrywając fajne dziewczyny. No i udało się - odsyłam do mojego tematu z FR, bo tam umieszczę przebieg całej imprezy.

Udało mi się poprawić kilka ważniejszych błędów, udało się wprowadzić "czar", zagadywać ludzi (chociaż tego powinienem robić znacznie więcej), podrywać dziewczyny. Byłem widoczny szczególnie na początku imprezy, kiedy jeszcze była taka w sam raz ilość osób, bo potem zrobił się STRASZNY tłok, tragedia. Zielona koszulka i biały kapelusz a'la Al Capone zrobiły swoje, a kiedy tańcząc z jedną dziewczyną ona powiedziała mi, dając napić się piwa (nawet nie prosiłem), że wyglądam jakbym brał dropsy to znaczy, że byłem na właściwej drodze do sukcesu :D.

FIELD RAPORT
SYLWIA

FIELD RAPORT
BOGUSIA

FIELD RAPORT
PATRYCJA

FIELD RAPORT
ALEZANDRA






=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



przez smiler 2009-02-23, 00:41
Cytuj
Cytuj
FIELD RAPORTS DO TEMATU "IMPREZA '80"
(20.02.2009)


Wchodzę do klubu z kumplem (pozdrawiam Mareczka :*). Osób na początku było mało, ale już nie było miejsca, więc nie było się gdzie podziać i jak już pisałem - strasznie się bałem, że będziemy podpierać ściany. Definitywnie łatwiej jest mi iść do klubu, jeśli wiem, że będą tam nasi znajomi, bo mam wtedy jakąś bazę wypadową. Zagadywałem wielu ludzi i jedną z najważniejszych uwag będzie ta, że w klubie BANALNIE prosto wchodzi się w interakcję, KINO ma się od samego początku. Klub to dziecinada :roll: :P :).



FIELD RAPORT
SYLWIA

Kiedy tylko już mogłem odstawić browarek to poszedłem w tango. Było standardowo dużo grupek, ale kiedy DJ zapodał z Billyego Idola i jego "Rebell Yell" no to nie wytrzymałem przy stoliku i znowu ruszyłem na densflor. W jednej z grupek były dwie dziewczyny, które mi się podobały. Jedna była taka odważniejsza i puszczała mi IOI, więc już wiedziałem, że mogę coś pokombinować.

Brunetka w okularach z takim zadziornym uśmiechem. Coś czuję, że spotkanie z nią to byłby niezły spontan i duża frajda, bo miała w sobie dużo energii życiowej. Tańczyliśmy kilka razy, były małe solówki, ale niestety ogromny tłum nie pozwalał rozwinąć czegoś więcej, bo ludzie tańcząc dotykali plecami innych.

Kiedy miałem około 20 minut do wyjścia podszedłem do niej w tańcu i zacząłem gadać i mówić, żeby na chwilkę odeszła od kółka. Powiedziałem to, odszedłem, obracam się i... pusto. No to wracam drugi raz i znów to samo. Najprawdopodobniej nie usłyszała i pewnie bała się odejść, bo jak już wspominałem - warunki nie były sprzyjające. Olałem więc usilne ściąganie ją z parkietu i zacząłem gadać tańcząc. Wyciągnąłem od niej mejla i popełniłem błąd analityczny. Nie zorientowałem się bowiem po mowie ciała, że dziewczyna nie koniecznie przyszła spotykać nowych ludzi i powiedziałem jej:

ja: Ok, to możesz mi jeszcze dać buziaka.
ona: (odchyliła się) Ej, to chyba ty mi.
ja: (dałem jej buzi i przytuliłem podnosząc do góry).

I z tą ostatnią czynnością (przytulenie) poszedł z jej strony silny opór. Już wiedziałem, że przegiąłem, a to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że polskie dziewczyny nie są tak łatwe jak amerykańskie. W zasadzie to większość tych "amerykańskich" rad można potłuc w Polsce o kant d***. Nasze dziewczyny są znacznie bardziej przebiegłe i "otwieranie setów" to nie gra na polską planszę, bo tutaj rozdaje się zupełnie inne karty... Jasne - są różne przedziały wiekowe i kobiety w każdym z nich mają inne potrzeby, a jeśli te nie są zaspokajane to gromadzą się niemiłosiernie i zupełnie inaczej podrywa się 25cio letnią młodą kobietę, a inaczej 20sto letnią studentkę.

Szczerze powiem, że cieszy mnie to - mam wyższą poprzeczkę do przeskoczenia. Gustuję właśnie w ładnych i inteligentnych dziewczynach, a ta druga cecha u Słowianek na szczęście jest na wyższym poziomie niż innych plemion świata :). Mejl mam, napiszę do niej, ale nie szykuję się na nic specjalnego. Możliwe, że spotkam się z odmową... ale to nie ważne. Ważne jest, że pokonałem kolejną barierę ;).



FIELD RAPORT
BOGUSIA


Bardzo ładne imię, co nie? Takie nosiła druga dziewczyna z grupy. Do niej zagadałem poprzez jej koleżankę, od której brak chęci do życia bił na odległość. Podszedłem i powiedziałem, że nie pójdę sobie dopóki się nie uśmiechnie. Jak tylko to czyniła to zacząłem z nimi tańczyć, Bogusia była wysoką dziewczyną z kitką, która to kita urzekła mnie w niej najbardziej... oczywiście poza uśmiechem, takim trochę nieśmiałym, ale walącym mury.

W trakcie moich co tymczasowych pląsów z nimi dałem jej komplement na temat kitki i spytałem się czy mogę ją sobie pociągnąć. ALE MI SIĘ PODOBAŁO! JAKA FRAJDA, kiedy ją tak delikatnie, ale zdecydowanie pociągnąłem za rewelacyjnego kucysia <jupi>. Powtórzyłem ten niecny proceder trzy razy, ALE...

Kiedy po pewnym czasie poprosiłem o mejla:

ja: W skali od 1 do 10 jak bardzo lubisz się dobrze bawić?
ona: 10
ja: To daj mi swojego mejla.
ona: (odmowa).

Odmówiła mi! AAAAAAAA!!! Dziewoja mi odmówiła! Boże! Mój kucyś nie dał mi mejla! I wiecie co? Mój świat w ogóle się nie zawalił. Walić to - jak dziewczyna nie chce przeżywać przygód to jej strata, a nie moja! Ja w życiu sobie poradzę, a za nikogo nie mam zamiaru się zamartwiać. Podziękowałem ładnie i odszedłem. Później widziałem jak gadała z jakimś koleżką. Jego mowa ciała nastrajała mnie raczej na smutek, Bogusia wydawała się średnio zainteresowana, obstawiam, że był to jej jakiś kolega. Od czasu do czasu zerkała na mnie, gdy szczęśliwie rozmawiałem z...



FIELD RAPORT
PATRYCJA


Patrycją. Ją widziałem już wcześniej i dziewczyna naprawdę mi się spodobała. Nie chodzi tylko o urodę, ale o fakt, że miała bardzo fajną koszulkę i w ogóle czaderski strój.

Wróciłem właśnie z parkietu od dwóch dziewczyn, z którymi wcześniej gadałem i którym wkręciłem, że są płatnymi morderczyniami. Zabawy było co niemiara! Złapałem dzięki nim fajny humor. Same zaprosiły mnie na parkiet, strzeliłem z nimi tańca, potem poszedłem po mejla do Bogusi i kiedy wróciłem na miejsce to liczyłem, że będą tam gdzie się poznaliśmy... nie było ich, więc ich strata... nauczyłem się szybko zapominać :P.

Zamiast nich była Patrycja (i dobrze!), ale miejsca obok niej były pozajmowane. Siedziała sama, obok byli jej znajomi, ale dziewczyna patrzyła w ścianę, nie czuła się dobrze. Kiedy tylko jedno się zwolniło od razu zaatakowałem. Dosiadłem się i zacząłem gadkę. Już sam nawet nie pamiętam o czym, ale tematy pojawiały się jak rzeka.

Dziewczyna ma wiele do powiedzenia i autentycznie po raz pierwszy czułem się spełniony jako facet, bo przede wszystkim była autentycznie fajna! Ma ciekawe zainteresowania, fajny świat no i jest według mnie bardzo atrakcyjna. Mógłbym z nią rozmawiać godzinami - zarówno o pierdołach jak i o rzeczach najważniejszych na świecie. Zgarnąłem mejla i dowiedziałem się, że jestem oryginalny, bo większość pyta o gg, albo telefon :D.

Lubi horrory, no to się zgadamy :).



FIELD RAPORT
ALEZANDRA


Dzień uznałem za udany! Wytańczyłem się, wybawiłem, pogadałem z wieloma osobami, o których pisać nie będę, bo to nie ma sensu. Szczęśliwy wracałem sobie z kumplem na dworzec Fabryczny na nocnego. Wszędzie pusto tylko jedna osoba - Alezandra (lub Ola, jak kto woli :) ).

Spytaliśmy się czy jedzie w naszą stronę, dosiadłem się do niej i zacząłem zwykłą gadkę. W ogóle mi do głowy nie przyszło, żeby ją próbować poderwać. Laska rozłożyła mnie na łopatki szczerością, bo okazało się, że byliśmy na tej samej imprezie i w międzyczasie wtrąciła coś o tym, że miała grypę jelitową i cały czas rzygała. W ustach innej dziewczyny zabrzmiałoby to jak najgorszy wulgaryzm, ale tutaj pojawił się paradoks, bo ona autentycznie ma klasę.

W zasadzie jako o potencjalnej rodzicielce moich przyszłych - niedoszłych dzieci pomyślałem dopiero po 10 - 15 minutach, kiedy wsiedliśmy do naszego koffanego środka lokomocji :P. Zacząłem sobie z nią podgadywać, kumpel też wtrącał żarciki i nowe wątki, więc było fajnie. Na pierwszym przystanku wpadła do busa kolejna grupa karnawałowiczów i ustąpiłem miejsca dziewczynie (przebranej za kotkę :D) przez co oddaliłem się od Oli, ale nie spuszczałem (się, lol :D) z tonu. Wkręciłem jeszcze w rozmowę nowo przybyłą trójeczkę (m.in. tą kotkę) i sobie gadaliśmy. Po pewnym czasie Alezandra odpłynęła w dżemkę, a atmosfera ucichła.

I wtedy zaczął mi się robić kibel pod głową. Patrzę sobie na nią i myślę "Fajna dziewczyna. Szczera, miła, ciekawa i z ładnymi kłami. Falowane, czarne włosy - mój typ. Ładny płaszczyk - klasa."... czyli coś co nie powinno się pod moją czaszką pojawić W OGÓLE. Zaczęły się scenariusze, co powiedzieć itp. Napięcie rośnie, bo zbliża się deadline (czyt. przystanek). Kiedy tylko wymyśliłem coś fajnego to zaczął się drugi etap mentalnego burdelu - powiedzieć jej to czy nie powiedzieć? K***A! Szlag by to trafił. J***Ć tych ludzi z autobusu, lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że nie!

ja: (nachylam się w jej stronę i powolnym, uwodzicielskim głosem) Alezandro(sic!)... zbliżamy się...
ona: (otwiera oczęta i lekki uśmiech)
ja: Zadam ci trzy pytania, na każde odpowiadaj w skali od 1 do 10. Jak bardzo jesteś głodna (dotyczyło rozmowy).
ona: 10, drugie?
ja: W skali od 1 do 10 jak bardzo lubisz się dobrze bawić?
ona: 10.
ja: I jak bardzo jesteś odważna?
ona: 10.
ja: Chcesz wiedzieć jak to zweryfikuję?
ona: ...
ja: To daj mi swojego mejla (wyjmuję telefon, daje jej swoją nokię, a ona zapisuje mejla).
ona: Aha. Czyli rozumiem, że dasz mi żarcie, będziemy się dobrze bawić, a potem zrobimy coś na odwagę?
ja: Dokładnie tak.

Zwinąłem telefon, zostawiłem Alezandrę sam na sam z jej uśmiechem, a jak wychodziłem to życzyłem całemu autobusowi miłych snów co spotkało się wesołym odzewem.



Zasnąć nie mogłem ze szczęścia! Rano obudziłem się już inny, a cały dzisiejszy dzień towarzyszy mi piosenka zespołu The Pixies - "Where is my mind?".

http://www.youtube.com/watch?v=BDcjemEqr1o





przez Akbar90 2009-02-23, 13:45
Cytuj
Muszę przyznać, że jestem pełen podziwu. Niewiele osób potrafiłoby zdobyc się na takie poswięcenia w drodze do PUA. Ty natomiast bierzesz sobie to wszystko do serca i widac postępy. Podoba mi się Twój tok myślenia i kreatywność. W dodatku ciekawie opisujesz swoje akcje. Czytając to sam nabieram ochoty na trening. Ostatnio troche odpuściłem sobie z tym od kiedy jestem w LTR, teraz PUA przydaje mi sie do czegoś innego niż poznawanie.


Dalej się rozwijaj i idź za ciosem. Umawiaj się na randki i ciesz się życiem :)


pozdrawiam





przez smiler 2009-02-23, 19:06
Cytuj
Cytuj
    Akbar90 napisał(a):Ostatnio troche odpuściłem sobie z tym od kiedy jestem w LTR, teraz PUA przydaje mi sie do czegoś innego niż poznawanie.


A do czego dokładnie :-> 8-) ?? Też zauważyłem u siebie, że zmniejszony brak treningu powoduje u mnie mniejszą pewność siebie. Trening, trening, trening!





przez Akbar90 2009-02-26, 00:13
Cytuj
Teraz dzięki PUA uczę się prowadzić związek :) a to naprawde truuudna sztuka ;p

Przez to juz tylko sporadycznie otweram kobiety, czasem pozwolę sobie na to i nawet poflirtuję, lekko pouwodze ale muszę uważać by nie zrobic takiej złudnej nadzieji.
Teraz moja dziewczyna jest w Egipcie na wycieczce więc troche więcej spotykam się ze swoimi znajomymi, imprezujemy itd.

Byłem na kilku imprezach i problemem największym było to, że gdy tanczylem z dziewczyną, rozmawialem z nia i lekko flirtowałem tylko dla zabawy to już czułem, że ona chcę KC lub nawet FC. Niestety cięzko mi czasem rozmawiając z dziewczyną powstrzymac się od flirtu, negów, komplementów, eskalowania itd to już robię mimowolnie.



Jednak od 2 miesięcy (tyle jestem ze swoją dziewczyną ) zauwarzam mały spadek formy... skupilem sie na związku co spowodowało osłabienie moich umiejętności.

Przez ten tydzien jak ona jest na wycieczce postaralem sie to troche nadrobić... na imprezach otwerałem, poznawalem nowe osoby. Nawet dzis bylem na spacerze z pewną blondynką hb7. Bardzo fajna dziewczyna, duzo wspolnych pasji ale narazie pozostanie tylko kumpelą bo zalezy mi na innej. Dlatego pozwoliłem sobie na "zakazane" rozmowy o szkole, polityce itp. by nie rozpalic jej zbytnio. Może kiedyś jak rozleci sie moj obecny związek... ale nie ma co gdybać 8-)

Morał z tego, że cały czas trzeba pracować nad rozwojem !! :p


U Ciebie natomiast teraz widzę naprawde duże postępy i 3mam kciuki za Ciebie ;-)





przez smiler 2009-02-26, 18:52
Cytuj
Cieszy mnie przede wszystkim to, że jak czytałem twojego posta to zauważyłem u siebie wiele podobnych cech... znaczy się, że jestem na dobrej drodze, więc taki mały FR:

Siedzę w bibliotece, czytam książkę, a jak wchodziłem to wyhaczyłem fajniutką blondynkę. No iiiiiii... se czytam tą książkę i patrzę na nią myśląc: "No kochany, co byś z nią zrobił w wyobraźni? Jakbyś podszedł? Co byś powiedział?". Wyobraziłem sobie całą sytuację i znów zaczął się stresik. Niemniej jednak był już to stres w miarę pozytywny, przez głowę przemknęło mi hasło z Wujaszkowych mejli: "Prawdziwy bohater boi się po prostu krócej". Już wiedziałem, że pójdę, kwestia adrenalinki ;).

ja: (podchodzę do ławeczki, łapę kontakt wzrokowy, uśmiecham się, gadka jakby to była moja znajoma od lat) Cześć. Słuchaj mam do ciebie pytanko, takie na szybko, bo już muszę na zajęcia uciekać.
ona: ...
ja: Słuchaj, gdybyś wygrała milion złotych to co byś z nimi zrobiła?
ona: Hmm... zainwestowałabym.
ja: Zainwestowała? Jesteś ekonomistką, co?
ona: No powiedzmy.
ja: Ale poważnie byś je zainwestowała? Słuchaj, masz milion złotych, jakie jest twoje marzenie?
ona: Dom
ja: O, już lepiej. Słuchaj, wydajesz mi się interesującą osobą. Daj mi swojego mejla (daje jej kom i pozwalam pisać).
ona: (zaczyna pisać, ale waha się) Ale po co ci mój mejl?
ja: Żeby ci wysyłać miliony wiadomości typu spam. Cały czas będę to robił. Są nawet takie programy specjalne (gadam, a ona przerywa, żeby się spytać jak się u mnie robi "podłogę" w komórce, skrzynkę ma na interia.pl).

Ale nie o to tu chodzi. Chodzi o sam fakt, że udało mi się wyciągnąć od niej mejla w góra dwie minuty. NIE jest to teraz ważne czy uda mi się z nią umówić, czy odpisze mi wyzywając od najgorszych drani. Najważniejsze jest to, że uczyniłem kolejny krok - teraz WIEM, że to jest banalnie łatwe... i z tego miejsca mogę zacząć pracować nad sobą ;)!

Ułjeeee!





przez pestek 2009-03-06, 12:57
Cytuj
Powiem ci szczerze ze bardzo mi sie podoba twoj FR;) po przeczytaniu az sie chce isc na miasto i wyrwac jakas fajna dziewczyne;)



====================KONIEC====================
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 13:34:17
przez smiler 2009-03-22, 19:20

Dopiero dzisiaj się zorientowałem, że popierniczyły mi się kompletnie daty w moim pamiętniku i w sumie jakby ktoś był uważny to by się zorientował, że mam w swoim "dajary" Field Raporty z września tego roku xD (rozkojarzonym przypomnę, że jest marzec ;) ).







FIELD RAPORT:
TULIPANY
(06.03.2009)

FIELD RAPORT
MARTYNKA
(10.03.2009)

FIELD RAPORT
BIAŁORUSINKA
(11.03.2009)






=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



przez smiler 2009-03-06, 14:51

Cytuj
No to się cieszę, że wam daję radochę... i zapodaję z tego co już kiedyś obiecałem na szatboksie ;).



Cytuj
FIELD RAPORT:
TULIPANY
(06.03.2009)


Jako, że już otworzyłem skrzynkę Pandory, która nazywa się "moje prawdziwe ja" to jazda zaczęła się robić coraz fajniejsza ;)! Kreatywność - ajlowju!

Całą niedzielę i znaczną część czwartku poświęciłem bowiem na robienie papierowych tulipanów. Zajęło mi to łącznie jakieś 8 - 10 godzin, ale wiem, że było warto! Każdy tulipan wyszedł ładnie, a ja zrobiłem ich łącznie około 100(!). W środę podarowałem je swoim koleżankom z nauki tańca, a że było ich 4 to zostało mi jeszcze 96 :D. Nietypowy pomysł, wykonanie kosztowało mnie oprócz czasu około 25 zł (czyli równowartość 12 tulipanów, a o ile więcej radochy!).

Dziś jest piątek, poszedłem na wydział do siebie i zczapiłem swoją grupę dziewczyn. Poprosiłem, żeby chwilkę zostały i złożyłem życzenia wręczając po tulipanku. Były bardzo zadowolone, "to było bardzo słodkie" - to zdanie wypowiedziane przez jedną z moich koleżanek wręcz łechtało mi moje ego... a jeszcze jak po drodze mijały je nieznane laski i mówiły "oja! ja też chcę tulipana" to w ogóle orgazm duszy :P.

Uwielbiam sprawiać ludziom radość, więc moja próżność została aż nadto nakarmiona, kiedy poszedłem chwilę później na wykład i składałem życzonka reszcie dziewczyn z roku. Przy okazji spełniłem jedno ze swoich marzeń - mówiłem przez mikrofon :D <jupi>. Kiedy wyjmując tulipanka powiedziałem "bo to są kwiatki, które nigdy wam nie zwiędną" część dziewczyn zrobiła słynne wokalne "OOOOooooo" (w domyśle "sweeeeeet" :P). "A ja mogę różowego?", "jakie są kolory?", "o! to ja czerwonego! będzie mi pasował" - UAH! Upajałem się tym aż nadto, nadal jestem zajarany i tak zadowolony z siebie, że mała głowa. Naprawdę - nie ma nic lepszego niż dziesiątki białych ząbków pokazywanych specjalnie dla ciebie.

Jak już rozdałem kwiatki laskom z roku to przeszedłem do meritum mojego planu. Miałem jeszcze około 40 tulipanów, więc poszedłem do biblioteki, na każdym napisałem swój numer gg i zacząłem rozdawać. Jest to trochę zapożyczone z "Sexu, magii i uwodzicieli", gdzie autor opisuje jakiegoś typa, który w podobne święto rozdawał kobietom róże ze swoim numerem telefonu i prezerwatywą. Podejrzewam, że gdybym o tym nie wiedział to i tak bym to zrobił, bo odstawiałem podobne numery już w liceum :P.

Polazłem więc do miejsca, gdzie było najwięcej lasek, czyli do kawiarni, chrząknąłem głośno, poprosiłem o uwagę i zacząłem nawijkę z życzeniami i pytaniem:

ja: Ok! A teraz które z was najbardziej lubią się śmiać (większość sali w śmiech, było tam naprawdę dużo osób, około 40)? A które z was w takim razie są odważne to łapka w górę i dostaniecie kwiatucha ;)...

No i tu nastała grobowa cisza. "Brawo Damian! Teraz robisz z siebie największego kretyna wydziału" - pomyślałem. Zacząłem zachęcać i w ogóle - nadal cisza. "Tak właśnie wygląda człowiek zapadający się pod ziemię na żywo, BRAWA!" - kolejne myśli. Na szczęście rączkę podniosła bardzo ładna dziewczyna, więc dostała kwiatuszka i uśmiech. A jak ona podniosła to poszło istne domino... NAGLE wszystkie zachciały... więc dostały. Wtedy usłyszałem od jednej z dziewczyn hasło do jej kolegi (wtedy to już w ogóle sikałem z radości): "Widzisz Bartek! Ucz się!".

Uradowany poszedłem w inne skupiska - na okrągłe stoły na 3 piętrze i zrobiłem ro samo... ALE tym razem rozdałem kwiatki wszystkim dziewczynom co uznaję za ogromny błąd, bo poprzednio dostawały te odważne, więc te, z którymi można porobić sobie jaja ze wszystkiego, a teraz część kwiatuchów dostały dziewczyny nieśmiałe, które w moim typie aż tak do końca nie są. W sali komputerowej żadna nie była na tyle odważna, żeby sięgnąć po ostatniego tulipka, ale i tak chwilę później zniknął w rękach jakieś fajnej dziewczyny.

Oczywiście nie omieszkałem poczęstować kwiatkami pań kucharek z wydziału i pań kucharek z baru, w którym jadam pączusie z kawsią z mleczkiem :D!

Radość - jestem wesoły.

Teraz jadę do pracy do miejscowości Turek i z niecierpliwością będę oczekiwał swojego żniwa 8-) :roll: :lol: :mrgreen:. Aż sam jestem ciekaw co będzie jak w niedzielny wieczór odpalę gadulca ;)!





przez pestek 2009-03-06, 15:22
Cytuj
hehehe bardzo fajna historia:D w zyciu chyba bym sie na takie cos nie odwazyl:P chociaz jak jeszcze potrenuje to kto wie:D tylko napisz potem ile dziewczyn sie odezwalo na gadu:D





przez smiler 2009-03-08, 19:53
Cytuj
Dobra. Wyszła totalna porażka. Odezwała się tylko jedna... koleżanka z roku :P. I szczerze powiem, że mam trochę mieszane uczucia, myślałem, że więcej dziewczyn napisze choćby "dziękuję", zwłaszcza, że dostałem od lasek z roku za tą akcję brawa... a tu d*** :(.

Mimo tego i tak się cieszę - pokonałem kolejne bariery i dodatkowo zostałem obdarzony wielką ilością uśmiechów ;D! Było warto! A teraz ucieknę w swój świat marzeń, w którym to pomimo wszystko będę zaczepiany przez nieznane mi dziewczyny z wydziału :P.





przez arturro 2009-03-08, 21:29

Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Dobra. Wyszła totalna porażka. Odezwała się tylko jedna... koleżanka z roku :P . I szczerze powiem, że mam trochę mieszane uczucia, myślałem, że więcej dziewczyn napisze choćby "dziękuję"



No ale co byś zrobił gdybyś Ty dostał kwiatka z numerem gadu... i na Twoich oczach ta dziewczyna dała by podobnego kwiatka 10 innym facetom... a po uczelni by jeszcze 100 innych chodziło z takimi samymi.
Pisał byś i liczył że akurat Ty jej zawrócisz w głowie?





przez smiler 2009-03-08, 21:37
Cytuj
W sumie racja, niech żyje empatia. Chociaż z drugiej strony... napisałaby naprawdę odważna, taka która nie boi się konkurencji :). Niemniej jednak to jakiś kolejny dowód, że polskie kobiety (jeszcze bo jeszcze ALE) się szanują i pewnie potraktowały mnie jak taniego podrywacza.

Ale i tak było warto :P!





przez hint87 2009-03-08, 22:44
Cytuj
Pomysł świetny, po takim czymś można podbudować mocno swoją pewność siebie.
Za rok spróbuj zaciekawić je rebusem.. na każdym kwiatku dajesz część numeru i jakieś hasło, np: dla "Tylko dla odwaznych! 2314502", na kazdym kwatku masz cos w stylu T--K- D-- ----ż---- 231---2. Z samej ciekawości powinny próbować odgadnąć tekst ;p





przez smiler 2009-03-11, 17:36
Cytuj
Hint... bankowo skoryguję swoje kolejne pomysły z twoją propozycją, dzięki ;).



FIELD RAPORT
MARTYNKA
10.03.2009


Kupowałem właśnie bilet miesięczny na Fabrycznej, kiedy się odwróciłem i zobaczyłem tył dziewczyny. Miała zgrabną figurę i ładne włosy. Kupuję i kupuję i myślę i myślę... szczęście elektrony mojego mózgu odpowiedzialne za "No co? NO CO?! TY NIE PODEJDZIEDZ?!" wzięły górę i wyszedł totalny spontan (mejl ma na onecie :D), nie będę się rozwodził, raczej krótka relacja.

ja: (podchodzę z tyłu i modlę się, żeby to nie była kolejna dyskotekówa... łapę kontakt wzrokowy i BAM! Mam jej uśmiech! Szczery i pełny, ma ładne zęby i duże ciekawe oczy, okazuje się, że jest fajną dziewczyną, więc jeszcze bardziej czuję się zadowolony z siebie) Cześć. Słuchaj, gdybym był potencjalnym podrywaczem, bo nie jestem, i chciałbym cię poderwać to co musiałbym zrobić?
ona: Hmm... no nie wiem, coś niekonwencjonalego, nie jak wszyscy w stylu "masz ładne oczy albo uśmiech".
ja: Aha, no spoko. (odchodzę na 2 metry, chrząkam, podchodzę znowu). Hmm... no wiesz - coś niekonwencjonalnego, nie tak jak wszyscy "masz ładne oczy albo uśmiech".
ona: (nia załapała na początku, ale to dlatego, że zamiast "no nie wiem", które bym powtórzył, dała większy wywód [kreatywna! brawo Martynko! ;P]).
ja: No i jak zadziałało? Przecież byłem inny niż wszyscy.
ona: No ok, byłeś.
ja: Nie tak jak ci podrywacze. Wiesz - co to oni podchodzą do ludzi i zabierają dziewczyny na kawę, potem śmieją z nimi z innych ludzi, a potem śmieją się z nich jeszcze bardziej. I zapraszają w różne miejsca, gdzie byś chciała np. pójść? Taka wiosna się robi, ja już mam pomysł.
ona: Ja też.
ja: No to dawaj.
ona: Nie, ty pierwszy.
my: (i tak sobie chwilę pogadaliśmy, powiedziałem, że zakupy, ona że oryginalnie, potem ja, że blefowałem, bo chciałem zobaczyć co ona powie, a tak naprawdę chodziło mi o zoo, ona, że kiedyś do zoo chodziła, a wcześniej powiedziała, że park [znowu mnie zaskoczyła skubana :) ])
ja: Ok, w takim razie teraz wyjmę swój telefon komórkowy i zapiszesz mi swój numer.
ona: Oj nie wiem, nie wiem.
ja: Nawijka o 1000 smsów dziennie + program do wysyłania pornospamu na telefon.
ona: Nadal się waham.
ja: To w takim razie daj mi swojego mejla.
ona: O! (była zadowolona, widać, że chciała już mnie bliżej poznać, ale bała się o swoją prywatność... zuh dziewczyna! :P).
ja: Ale uważaj, bo tu mam skoleji taki program, że od razu wirusa przesyła :).
/zapisuję mejla/
ja: A teraz słuchaj. Przypuśćmy (wiem, WIEM! przepraszaaaaam, nie powtórzy się!), że się spotykamy i mam w kieszeni dwa bilety do każdego miejsca na świecie...
ona: Każdego?
ja: Każdego. Jakie to by było miejsce?
ona: (od razu) LAS VEGAS!
ja: (wychodząc przez drzwi dworca) Mhm, kasyna? Zapamiętam ;).

I teraz już wiem dlaczego w społeczności powstał ten slang - nigdy bowiem nie pisałem takiego wielkiego skrótu z rozmowy, która trwała około 5 minut. Swoją drogą zauważyliście, że wyniosłem dziewczynę pod chmurki niebios, ale to dlatego, że autentycznie zasłużyła. Była niespodzianką, bo podszedłem do niej (od tyłu) spodziewając się impezówki, a spotkałem miłą, sympatyczną i ładną dziewczynę z ciekawym światem i głową na karku.

[ Dodano: 2009-03-11, 22:18 ]
Teraz dalsza część!



FIELD RAPORT
BIAŁORUSINKA
11.03.2009


Zdążyłem wyjść z biblioteki, w której pisałem poprzedniego posta i przeszedłem może z 5 minut chodem, gdy zobaczyłem fajną dziewczynę. Jako, że odkryłem, że za każdym razem jak mam zły humor i porozmawiam z miłą dziołchą to automatycznie mi się poprawia to zobaczyłem również, że w mig mi rośnie moje ego nawet jak nie mam złego humoru. Po tym jak wesoło porozmawiałem sobie z Martynką czułem się jakbym miał nadmuchanego balona w klatce piersiowej :D, więc zacząłem zwracać uwagę dziewczynom, że mają fajne buty / płaszcz / etc.

Szła normalnym tempem, a ja chciałem jej powiedzieć, że ma ładny płaszczyk. Zacząłem iść tyłem, uśmiechnąłem się i powiedziałem co miałem w zamyśle. I już miała odchodzić, ALE w tym momencie pomyślałem o tym, żeby się przełamać i powiedzieć dziewczynie prosto z mostu, że mi się podoba.

ja: Ale wiesz co? Uważam, że jesteś bardzo interesującą osobą i chciałbym cię bliżej poznać, daj mi swojego mejla.
ona: (rybka :P) ...
ja: Obiecuję, że nie będę ci wysyłał miliarda melji, ani nic z tych rzeczy.

I to tyle z dialogu do FR, bo potem poszło mi tak fanie jak nigdy. Zero sztywności, dawała mi mejla i się śmiałem i gadałem o różnych tematach. Co prawda niedługo, ale tak mi się wszystko skleiło fajnie, że jestem z siebie bardzo zadowolony :). Jest Białorusinką :).



====================KONIEC====================







TEMAT: PODSUMOWANIE CZTEROMIESIĘCZNE

1. Wstęp
2. Trochę bardziej wylewnie o mnie
3. Przełom
4. Wdrażanie zmian
5. Skutki
6. Wnioski i plany
7. Dodatki (lol :P)
7.1. Adnotacja dla grubasków i nie tylko :)
7.2. Bomba atomowa




1. Wstęp
9 grudnia roku 2008 zarejestrowałem się na tym forum i po przeczytaniu artów od Wujka doszedłem do wniosku, że popracuję nad sobą, a wyniki swoich starań będę umieszczał w tym dzienniku samodoskonalenia. O tym, że owe zostały docenione świadczy 15 ocen tego pamiętnika z czego 13 to najwyższe noty. Nagroda? Chyba bardziej motywacja do tego, żebym nadal pisał, bo jestem wręcz idealnym przykładem tego, że "chcieć to móc". Rozwijam się i to czuję... więc nadszedł czas na malutką retrospekcję swojej osoby :).



2. Trochę bardziej wylewnie o mnie
Mieszkam w mieście niedaleko Łodzi, ale tam co dzień dojeżdżam PKSem na studia i w sprawie swojej pracy. Od dziecka byłem raczej rozbrykanym gówniarzem. Zawsze musiałem gdzieś wleźć, coś dotknąć, zrobić eksperyment. Poza tym miałem przy sobie okropne pokłady dobrego humoru i uśmiechu. W podstawówce trafiłem na dwóch takich podobnych, z czego jeden do dzisiaj jest moim serdecznym przyjacielem. Układało się rewelacyjnie, założyliśmy "Klub Śmieszków" i systematycznie szydziliśmy i śmialiśmy się ze wszystkiego dookoła. Nauczycielki miały problemy z uciszeniem naszych osób, ale to chyba standard w każdej szkole. Gdybym miał o sobie coś napisać to jedynie tyle, że trochę się tym śmiechem wyróżnialiśmy z tłumu... ale tak - normalne dzieciaki.

Przeprowadzono (nie tylko) na mnie eksperyment, który nazywał się "gimnazjum". Rocznik '86 cały poszedł na pożarcie realizacji idiotycznego pomysłu wprowadzenia takiego właśnie podziału nauczania. Tam rozwinąłem swoje chore imaginacje (zwane później "skrzydłami głupoty" :P). Wielokrotnie dochodziło do sytuacji, kiedy cała klasa śmiała się do rozpuchu, a niektórzy płakali, kiedy byłem pytany do odpowiedzi. Zaczęły się ogromne problemy wychowawcze :D! Przez trzy lata gimnazjum chyba nie było żadnego zebrania, po którym moja mama nie musiałaby zostać na indywidualną rozmowę. W kółko i w kółko szło to samo - że niegrzeczny, że rozprasza klasę, itd. Wtedy też zacząłem zachowywać się wulgarnie w stosunku do dziewczyn... i nie wiedziałem czemu nie reagowały u nauczycielki skargami, ale to akceptowały i się z tego śmiały... no dziś już wiem. I owszem - byłem chamski i teksty w stylu "Co jest s**o?!" były standardem, ale robiłem to w formie żartu, a nie wrzutu.

Wtedy też poznałem swoją pierwszą miłość - Martę. Ehhh... Marta, Marta, Marta... Aż sobie teraz wzdechnąłem jak sobie o niej pomyślałem :). W ŻYCIU nie byłem takim "potrzebnisiem" jak dla niej. Co miesiąc z kwiatkiem, na rocznicę bukiet, potrafiłem stać po półtorej godziny w klatce schodowej, żeby zrobić jej niespodziankę. Marta chora - spoko! Damian przyniesie zeszyty. Ale pada deszcz - spoko! Damian założy przeciwdeszczówkę. Ale trzeba będzie też odnieść - spoko! Damian przejdzie się dwa razy. Heh, myślałem, że to jest właśnie to czego kobiecie potrzeba. Kiedy już w liceum (byliśmy ze sobą na przełomie gimnazjum i średniaka) złamałem obojczyk i byłem uwalony w domu na cztery tygodnie odwiedziła mnie tylko dwa razy - raz bo jej przyjaciółka (zresztą świetna dziewczyna!) zmotywowała, a drugi, bo aurat szli do baru i z ekipą chcieli u mnie wypić piwo. Strasznie się głupio wtedy czułem, to moja dziewczyna była, a między nami była niewidzialna bariera. Nic więc dziwnego, że zacząłem dowiadywać się o innych kolesiach. Poszedłem do niej pewnego ranka, zeszła po schodach, porozmawiałem z nią. Wyliczyłem jej koleżków na palcach swojej dłoni i powiedziałem "Masz ich wszystkich, ale mnie już nie". Chociaż końcówkę miałem dobrą, co nie :D?! Przez długi czas obwiniałem ją za to jak się to wszystko potoczyło... teraz wiem, że to moja wina była i całe negatywne nastawienie do tej dziewczyny zniknęło jak różdżką odjął. W sumie chętnie napiłbym się z nią piwa, może kiedyś ;).

W liceum moje skrzydła rozpostarły się do niewyobrażalnych rozmiarów. Weszły imprezy, alkohol, czasami maridżuana - wiadomo, licealne życie. Było kilka dziewczyn, ale nie będę o nich pisał, bo nie ma na to miejsca, albowiem swoją lekcję ze związku z Martą wyniosłem... a pewne kwestie tych dziewczyn są dla mnie zbyt emocjonalne, więc walić to. W stosunku do płci przeciwnej stałem się jeszcze gorszy :D... dochodziło nawet do imitacji gwałtów w szatni co czwartek. I o tyle co koleżanki z gimnazjum mówiły o mnie, że "żona nie będzie się ze mną nudziła" o tyle laski z ogólniaka powiedziały, że byłem "samcem alfa" tej klasy (o czym dowiedziałem się pośrednio). Humor, śmiech, beztroskość, piwa na zielonej trawce w ciepłe miesiące i niesamowite przyjaźnie to moje życie w szkole średniej.

Ale pod jej koniec zaczął się mój mały prywatny horror. Mój ojciec - były zomowiec, esbek i policjant - zaczął oszukiwać moją mamę. Nigdy dla mnie nie był przykładem mężczyzny i musiałem przez to szukać swojej tożsamości sam, a łatwe to nie jest, do dziś mam w głowie wypaczenia. Oszukiwał ją już wcześniej, ale krytyczny moment przyszedł kiedy moja mama, zawsze obarczona wszystkimi obowiązkami i dużymi nakładami stresu, zachorowała na raka. Ojciec chciał nawet ją wykończyć psychicznie. W ogóle jest dla mnie zadziwiającym człowiekiem, kiedy o nim myślę to mam podobne uczucia jak kiedy myślę o Adolfie Hitlerze - i podziw i obrzydzenie. Jakbyście go poznali to moglibyście się z nim nawet zaprzyjaźnić, bo dla towarzystwa to on jest numero uno, ale w głębi to kawał skur****a - pozoranta. W domu miałem terror psychiczny, rzadko się zdarza, żeby chłopak płakał z emocji... (ale o tym może przy jakimś piwku :D).

Musiałem szybko dorosnąć. W wieku 18 lat byłem bardziej dojrzały niż jestem dzisiaj (poważnie :P!). Cała ta sytuacja - choroba mamy, brak ojca i stres związany z walką z nim, której uwieńczeniem była rozprawa rozwodowa zamieniły mnie we frustrata. Dodatkowo jeśli nałożymy na to kolejny etap rozwoju mentalności ludzkiej związany z rozwojem superego to otrzymamy obraz zwykłego chłopaka spłoszonego przez życie. Ja i mój ojciec wsadziliśmy tego fajnego, pełnego humoru i życia chłopaka do trumny i zakopaliśmy głęboko pod ziemią przysypując piaskiem niepewności... została żywa tylko część mojej osoby. Czułem się jak zawieszony w próżni, społeczne zombie.



3. Przełom
Życie toczyło się swoim nudnym tempem. Większość piątków w barze spędzałem upijając się lub wstawiając. Przeplatałem to z okresami, kiedy nie piłem, bo się odchudzałem. A odchudzałem się, bo przecież podobno takich idealnych facetów lubią kobiety, co nie?! Nie miałem długi okres dziewczyny (w sumie to związku nie miałem już chyba od dwóch - trzech lat). Za każdym razem jak wlewałem w siebie kolejny litr piwa w spelunie (którą kocham :D!) mówiłem sobie: "No i co dziewczyny! Tu macie prawdziwych mężczyzn! Czemu nie szukacie ich w prawdziwych barach tylko w jakichś pedalskich studenckich klubach, hę?!". Potem znalazłem kawałek swojej przestrzeni życiowej i zainteresowań i wystopowałem z alkoholem - dziś już tylko sporadycznie go spożywam, okolicznościowo rzekłbym.

Pewnego nudnego dnia siedziałem na serwisie wykop.pl i stariłem na jeden z artów Wujka. W mig zacząłem eksplorować teksty i forum. Z litery na literę, słowa na słowo, zdania na zdanie uzmysławiałem sobie swoją głupotę i zaczynałem rozumieć dlaczego dziewczyny tak zachowywały się w stosunku do mojej osoby w latach szkolnych, a dlaczego to zniknęło. Nie zakładałem niepotrzebnych tematów (i bierzcie ze mnie przykład, świeżaki!) tylko czytałem co się dało - najlepiej wtedy zjadałem krótkie i konkretne teksty.



4. Wdrażanie zmian
Zafascynowany tekstami i wrodzoną ciekawością postanowiłem się poprawić i dać przemówić mojemu staremu ja. Od tego momentu zacząłem pisać swój dziennik samodoskonalenia. Kiedy uwierzyłem - pojąłem i zrozumiałem wreszcie "DLACZEGO?!"... znałem już odpowiedzi, nie potrzebowałem sobie zadawać więcej pytań.



5. Skutki
Skutki okazały się katastrofalne :D. Zacząłem odkopywać na cmentarzysku osobliwości swój niegdysiejszy grób i z brudnymi, zakrwawionymi dłońmi wyjąłem z niego trumnę, z której uwolniłem bestię jaką jestem. Zacząłem dawać dojść do głosu swojej prawdziwej naturze i pozwoliłem wrócić na odpowiednie tory temu spontanicznemu chłopakowi jakim zawsze byłem. Nie mówię, że ten etap mam za sobą. I szczerze wątpię, żebym kiedykolwiek pozbył się skazy jaką podarował mi mój ojczulek, ale walczę i zaczynam wygrywać. Nie mówię też, że życie jest wspaniałe... ale powiem, że - pomimo wszystko - zaczęło być. Zmieniłem nastawienie do świata, jest weselszy... taki jak kiedyś :)! Stałem się również bardziej emocjonalny i otwarty (chyba widać, nie?! :P). Zaakceptowałem siebie, a to dla mnie BARDZO ważne, albowiem zawsze miałem problemy z postrzeganiem swojej osoby jako otyłej (dzisiaj mam 107kg... i walę to!).

Dodatkowo dostałem dostęp do wiedzy, która jest mi potrzebna do samorozwoju, który stał się też w sumie moim hobby. Dziś już wiem, że podstawą owego jest nieoszukiwanie siebie, ale powiedzenie sobie szczerej prawdy, bo tylko ona pozwoli nam zmienić faktyczny stan rzeczy. Kiedyś lubiłem mówić, że to nieprawda, że mam słomiany zapał... dziś wiem, że jest to po prostu część mojej osobowości, której nie zmienię, bo taki mam temperament i już. Ale dzięki tej wiedzy wiem przynajmniej w jakim kierunku zmierzać i np. jakiej pracy szukać. Idealnym przykładem jest tutaj odpowiedź na pytanie dlaczego podczas zimnej wojny wywiad amerykański był lepszy od sowieckiego? Dobry wywiad mówi o tym jak jest, a nie o tym co chcieliby usłyszeć przełożeni.

Całość diametralnie przełożyła się na moje życie. Wpłynęła niemalże na każdy aspekt mojego bytowania na tym ziemskim padole... I DOBRZE! Większa pewność siebie sprawiła, że częściej odzywam się na zajęciach i punktuję u prowadzących :). Uzmysłowiła mi, że będąc studentem nie jestem już jakimś gimnazjalnym popychadłem i z większą śmiałością demonstruję swoje krytyczne nastawienie do niektórych prezentowanych na zajęciach koncepcji. Śmiejel chodzę po ulicy, mniej się boję dresiarzy, robię więcej rzeczy wymagających odwagi cywilnej, stałem się bardziej szczery.



6. Wnioski i plany
Mam silne podstawy do tego żeby zacząć się poważnie zmieniać. Praca nad ciałem - trzeba wreszcie schudnąć. Ale już teraz wiem, że muszę przedłożyć pracę nad charakterem nad pracę nad ciałem. Właśnie dlatego, że to umysł wpływa na ciało, a nie ciało na umysł. Dziś opracuję sobie nowy styl żywienia, od tego tygodnia zacznę regularny basenik i biegi. Przygotuję sobie plan treningowy na ciepłe dni (interesuję się survivalem) i pocisnę mocniej. Utrzymam to i stanę się takim jakim siebie widzę.

Żeby jeszcze silniej wzmocnić to wyobrażenie postaram się regularnie pracować ze swoją wyobraźnią (NLP). Będę codziennie spędzał około 3 - 5 minut przed lustrem w samych majtkach i pracował nad swoimi cechami charakteru na zasadzie afirmacji.

W kwestii podrywu postaram się baczniej przyglądać dziewczynom, do których podchodzę i podkręcić trochę techniki, żeby spędzić z nimi troszkę więcej czasu nim poproszę o numer telefonu. To jest klucz - im dłuższa rozmowa tym większa pewność, że będzie za nami tęsknić i zgodzi się na spotkanie (to jest właśnie powód mojego niskiego współczynnika randkowania, o którym pisałem). Dodatkowo zacznę pracować nad podchodzeniem do dwóch dziewczyn lub do grup, bo z tym mam problemy.

Przestanę również pisać Field Raporty z samego podrywu, ale już z randek. Pisanie ilu to mi się adresów e-mail nie udało zdobyć jest bezsensem w obliczu faktu, że bardzo niewiele dziewczyn odpisuje.

Chciałbym również bliżej poznać społeczność. Marzy mi się spotkanie was osobiście. Mam obraz kilku osób (w tym dziewczyn :D) na Wrocławskim Rynku. Atakujemy dziewczyny ze starówki, potem piwko w pubie i kluby. Chcę w tym kierunku zrobić jakiś ruch i udać się do kilku miast w Polsce w celu zgłębienia znajomości z innymi ludkami ;).

No i mam takie jedno pragnienie, które chciałbym móc zrealizować... chciałbym się zakochać.



7. Dodatki
7.1. Adnotacja dla grubasków i nie tylko :)
Nie aż tak dawno temu miałem ogromny problem z akceptacją swojej osoby, albowiem uważałem, że jestem gruby. Ok - jestem. Problem polegał jednak na tym, że to determinowało resztę mojego życia do określania siebie epitetem "do dupy". Stawałem przed lustrem i mówiłem sobie "Nienawidzę się. Czemu naokoło jest tyle fajnie zbudowanych kolesi, którzy nie muszą robić NIC, żeby świetnie wyglądać? Laski na nich lecą, a nie na mnie, świetnie! Jestem okropny, brrrr :-(! Muszę schudnąć! Jak schudnę to będę bardziej pewny siebie", itd., itd., itd.

Kompletnie nie trafiały do mnie newageowskie bzdury w stylu "zaakceptuj siebie", bo to pomaga, albo "tylko w spokoju znajdziesz drogę". Śmiałem się z tej "akceptacji siebie", a do dziś nabijam się z formy w jakiej owa akceptacja jest podawana. Czemu? Albowiem nie odpowiada ona na zasadnicze pytanie "dlaczego mam zaakceptować samego siebie skoro ja siebie nienawidzę?". Teraz jednak wiem czemu ów akceptacja jest tak cholernie ważna!

Otóż Amerykanie prowadzili badania, które sprawdzały zależność stylu życia i wahań wskazówek na wadze. Eksperyment polegał na tym, że ludziom poddawanym ciągłym warunkom stresowym podawano niedobory kaloryczne, a ludziom wiodącym wesoły i spokojny tryb życia dawano nadwyżki kaloryczne. Co się okazało?! Pomimo tego, że ludziom zestresowanym podawano niewystarczającą ilość kalorii to nie dość, że nie chudli to jeszcze tyli! Ludzie z nadwyżką, ale z luźnym stylem życia nie tylko nie tyli, ale i chudli oraz utrzymywali wagę!

Działo się tak dlatego, że umysł się uczy. Każdy zna działanie efektu yoyo - najpierw się odchudzamy, a potem tyjemy jeszcze więcej. Mózg bowiem owej diety nie traktuje jako nowego stylu żywienia, bo nie jest długoterminowa, tylko jako dołek. Mówi sobie ( :P ) "O kurczę! Teraz był taki dołek to co dopiero będzie później?! WIEM! Muszę wziąć więcej materiału zapasowego na wypadek, gdyby to się miało powtórzyć..." i mamy yoyo. Te dołki i wzloty są jeszcze prehistoryczną zaszłością, kiedy następny ranek mógł być tym ostatnim. Stąd duży stres warunkował umiejętność zdobywania przez ciało materiału zapasowego w postaci tłuszczu.

Dlatego przy sytuacjach stresowych przybieramy na wadze i dlatego akceptacja samego siebie jest tak diabelnie ważna. Jeśli tego nie zrobimy to każdy nasz ruch w społeczeństwie będzie oceniany przez mózg przez pryzmat otyłości. Nie pójdę na parkiet, bo jestem gruby i się będą ze mnie śmiać. Nie podejdę do tej dziewczyny, bo ona pewnie lubi wysportowanych facetów. Nie wyjdę nigdzie i nigdy, bo jestem gruby. Takie podejście zakłada naszą klęskę, a klęska następuje po walce, a walka jest związana ze stresem. Nie akceptując siebie patrzysz na wszystko poprzez swoją otyłość, a to powoduje stres związany z podejmowaniem walki o społeczną akceptację, stres powoduje tycie... i mózg zaczyna realizować twoją wizję.

Myślisz, że nikt cię nie lubi, bo jesteś gruby? No to mózg da ci kilka dodatkowych kilogramów powodów, żeby tak rzeczywiście było. Nie od dziś bowiem wiadomo, że tkanka tłuszczowa to zmaterializowana bariera ochronna przed światem. Nikt mnie nie lubi - i bach po lody z lodówy. Jem jeszcze więcej i jestem coraz grubszy i jeszcze bardziej mnie ludzie nie lubią, bo jestem gruby. To jest właśnie to błędne koło!

Musisz zaakceptować siebie i to jest klucz. Żeby to zrobić wystarczy przestać zwracać uwagę na swoją fizyczność, a najlepszym na to sposobem jest właśnie podrywanie dziewczyn ;).

7.2 Bomba atomowa
Największą część swojego dzisiejszego posta, którego sponsoruje literka "Z" jak "zaj******ść", poświęciłem swojej historii. Dlaczego? Żeby pokazać przede wszystkim sobie jak i wam, że można zrzucić każdy rodzaj skorupy. Zacząłem pojmować jeden zasadniczy fakt - jesteśmy tym kim myślimy, że jesteśmy. Dokładnie takimi się stajemy jak w naszych myślach...

Zawsze chciałem być tak zbudowany jak Brad Pitt w "Fight Clubie", łeb zawsze goliłem krótko, więc mi pasował. Całkiem dawno temu zacząłem sobie siebie wyobrażać, nie wiedzieć czemu, w różowej koszuli, w białym longsleevie i w ciemnych dżinsach z okularami "nowojorskich policjantów" z różowo - brązowymi szkłami w klubie w pozycji a'la "TADAM! TO JA!"... ze śnieżnobiałymi zębami i rozweselonymi, zakręconymi dziewczynami wokół mnie. Jestem coraz bliżej... klik, klik, klik.







TEMAT: Smiler poleca
(22.03.2009)



 -> Neil Strauss, Gra, Warszawa 2006
Czytałem ją kawałkami i powiem, że warto. Chcę sobie ją kupić, ale narazie nie mam kasiury. Ci, którzy mówią, że ta książka to "lanie wody" mają po części rację, ALE tylko i wyłącznie wtedy jeśli rozmawiamy o niej jako o poradniku uwodzenia. Sama w sobie jest po prostu rewelacyjną lekturą, która pełni rolę idealnego wprowadzenia i sprawia, że czytelnik po jej przeczytaniu jest strasznie nakręcony ;).

 -> Richard Dawkins, Samolubny gen, Warszawa 2007
Książka po konkretnym wypasie! Ma to swoje niemalże 400 stron pisane małą czcionką i z maksymalnym wykorzystaniem przestrzeni strony, ale warto... naprawdę warto ją przeczytać. Jest to lektura z serii tych, które poleca Neil w "Grze" na stronie 327 (na moim biurku leży już "Czerwona królowa" :P). Przejdziemy w niej przez ewolucję i selekcję naturalną w sposób biologiczny, ale przedstawiony tak, że zrozumie go każdy laik.

 -> Dariusz Tarczyński, Zrozumieć człowieka z wyglądu, Białystok 1997
Niesamowicie dobry "goodshit"! Jako, że interesuję się nieinwazyjnymi technikami poznawania charakteru człowieka to ta książka trafiła w samo sedno moich oczekiwań. Autor prezentuje nam w bardzo logiczny sposób jak ubiór przekłada się na charakter człowieka. Jedzie przez wszystko - znaczenia faktury, kolorów, fasonów, fryzur, etc. Książka jest jedną z tych, którymi chciałbym się podzielić, więc możliwe, że lada dzień trafi na to forum w postaci zeskanowanego ebooka.

 -> Susanne Haag, NLP w ćwiczeniach, Łódź 2006
Jeszcze jej nie skończyłem, ale wykonywałem na sobie i na dwóch kolegach ćwiczenia z tej księgi. Książka konkretna, bez zbędnego pie******** - po prostu ćwiczenia i objaśnienia zaprezentowane w sposób łatwoprzyswajalny.

 -> Izabela Kukiełka, Meandry grafologii, Katowice 2001
Fajniutkie wprowadzenie do grafologii, ale wiedza, która tam jest zawarta jest w większości w temacie "Podstawy grafologii" w dziale "Poradniki, materiały i artykuły o podrywaniu".

 -> Anne Moir, David Jessel, Płeć mózgu, Warszawa 2000
Bestseller i klasyka w czystej postaci. Dla osób zajmujących się płcią w ogóle lektura obowiązkowa. Lekko się ją czyta i jest cholernie ciekawa. Niemniej jednak posiada tą wadę, że przedstawia rozwój człowieczeństwa, podobnie jak "Samolubny gen", z punktu biologicznego nie uwzględniając aspektów socjologicznych... tak więc czytając tego typu lektury nie dajcie się wciągnąć w jedyną i słuszną "prawdę", że czynniki społeczne w ogóle nie mają wpływu na to jak kształtowane są funkcje płci w społeczeństwie.



Smiler NIE poleca:

 -> Thomas Crum, Trzy głębokie oddechy. Znajdź siłę, cel i determinacją w zestresowanym świecie, Warszawa 2007
Myślałem, że znajdę tutaj coś o sposobach radzenia sobie ze stresem, a spotkało mnie 100 stron bzdur w czystej postaci. Autor tekstu jest typowym amerykańskim "uzdrawiaczem dusz" w stylu Jimma Cunninghama granego przez Patricka Swayze w filmie "Donnie Darko". Wystarczy sobie jego nazwisko wpisać w google/grafika, żeby wiedzieć o co mi chodzi.

 -> Sylwester Wojciech Orzechowski, Komunikacja niejęzykowa a wiarygodność, Lublin 2007
Nie polecam wam z tego względu, że jest to typowo naukowe opracowanie pewnego zakresu zagadnień z tematyki komunikacji niewerbalnej. Zanudzicie się przy tym jak cholera. Ja sam jej nie doczytałem do końca, wybiórczo jednak dała mi kilka ciekawych informacji.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:15:33
przez Jakub 2009-03-22, 21:26
Cytuj
Człowieku, cały wpis przeczytałem... zaraz przeczytałem!? POCHŁONĄŁEM go jak moje ulubione czekoladowe ciastko z taką fajną wsadzoną rurką w sam jego środek! Nie jestem znowu początkującym w społeczności, podryw idzie mi całkiem całkiem ale po pochłonięciu tego tekstu... Rany... przez Ciebie zaczynam robić się poj***ny w doskonałym znaczeniu tego słowa! Podziałałeś mi na mózgownice jak to owe ciastko z głupią rurką! Następny raz jak będę jadł to ciastko obiecuje w tej ciastkarni położyć się na podłodze i zrobić aniołka! Smiler twój dziennik mnie zmienił, wiedz, że stworzyłeś po części moje lepsze ja. Dziękować ci za to :mrgreen:
Pozdro :-P
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:16:04
przez Crespo 2009-03-25, 18:43
Cytuj
Bravo Stary! Ja zrozumiałem to samo co Ty jakiś czas temu. Przez akceptację siebie jako jednostki i akceptacji otaczającego nas świata można zdziałać cuda. Mając świadomość WSZYSTKICH swoich zalet i wad można wiele zdziałać bo człowiek po prostu wie nad czym pracować. Wszystkich i tak nie zrozumiemy ale trzeba ciągle próbować poznać siebie.

Nie zmienia to tego, że ode mnie masz nakaz randkowania!!!. Troszkę mniej myśl a troszkę więcej działaj.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:17:38
przez smiler 2009-04-01, 21:27

TEMAT: WIOSNA
(01.04.2009)




HURRA! ;D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:26:33
[ Dodano: 2009-04-02, 23:01 ]

FIELD RAPORT
KASIA
02.04.2009






=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
Cytuj
FIELD RAPORT
KASIA
02.04.2009

W zasadzie to w tym tygodniu miałem styczność z dwoma Kasiami. Jedna to moja instruktorka tańca, rewelacyjna(!) dziewczyna, a druga to dzisiejsze spotkanko.

Z Kasią tancerką widziałem się w niedzielę na kawce, która baaardzo mi się podobała... trochę za dużo się rozgadałem, bo jestem lekką paplą, ale i tak bardzo miło spędziłem czas. "Zaatakuję ją" jak się da! Ma silny charakter, więc będzie wyzwanie. Kumpel powiedział, że mimo wszystko to koleżanka i takie spotkanie "się nie liczy"... i w sumie nie ma racji, ale przyznam mu ją teraz, bo mi się pisać nie chce tego FR :P.

Na świeżo jestem po Kasi, którą poznałem dzięki moim "badaniom" socjologicznym. Dziś, po około tygodniu od tamtego momentu, zobaczyłem się z nią na kawie na Piotrkowskiej. Spotkanie trwało w rejonach 2,5 godzin i było fajnie. Dziewczyna nietypowa, pozwoliłem jej lekko wejść w strefę przyjaźni (praca, szkoła i bardzo delikatnie o byłym facecie). "Badania kobiet" mają o tyle fajną zaletę, że jak już uda się kogoś zaciągnąć na ten tekst to na spotkaniu bardzo łatwo wdrażać nowe tematy.

Dziewczyna naprawdę bardzo atrakcyjna, ekspresywna, dużo robi, lekko dominująca. Podczas spotkania udało mi się w miarę wieść linię tematów i było luźno... choć na początku raczej spięcie małe, ale nie zważałem na to i nie pozwoliłem na chwile ciszy. Uważam, że jest mną średnio zainteresowana, ale chyba się cieszy, bo po pewnym czasie się otworzyła i dużo mówiła. Dostałem nowe informacje dotyczące kobiet i to mnie bardzo raduje :D. Tuż po przyjściu napisałem jej mejla w związku z pewną sytuacją w kawiarni, odpisała... dwoma. Widać pewną niecierpliwość. Umówię się z nią chyba znowu.



Jest coraz lepiej, poważnie. Mam dużo ciekawych przemyśleń i uwag, które opiszę w weekend w dzienniku, albowiem jutro się spotykamy w Łodzi, więc chciałem również zgarnąć i to co będę robił tumaroł.




przez smiler 2009-04-26, 11:22
Cytuj
FIELD RAPORT
AGNIESZKA
02.04.2009


Ok! Wczoraj przebywałem wesoło w Bibliotece Uniwerku i usiadłem obok fajnej dziewczyny. Była naprawdę ładna, pełna radości i chęci przygody. Zagadałem do niej, żeby popilnowała mi stanowiska jak zniknę na chwilę. Spotkałem się uśmiechem i już wiedziałem, że jest fajna. Gadanie gadaniami, więc po pewnym czasie przeszedłem do konkretów. Porozmawiać może każdy, a że to była biblioteka to postanowiłem wykorzystać motyw z pisaniem na kartce. Rozpoczęła się lekka wymiana, w której ona była bierna (napisała raptem jedno zdanie :P). Widać jednak było, że jej się to wszystko podoba i było dla niej raczej nietypowe (poza tym trzeba było widzieć minę jej kolegi, z którym była w bibliotece :D - bezcenne... takie "ale o co chodzi, w ogóle idź stąd, kim ty jesteś?").

Napisałem jej kilka żarcików i powiedziałem, że jestem z Saturna i badam Ziemian... a dokładnie szerokość uśmiechu spowodowanego reakcją na rysunek (namalowałem siebie z głową ufoludka i ją jak biegamy po Saturnie :D). Uśmiech i w ogóle, ale znowu nie odpisała. Po jakimś czasie wziąłem tą karteczkę i bezczelnie na jej oczach podarłem i powiedziałem, że skoro nie chce być badana to nie i że oficjalnie strzelam focha. Była totalnie zbita z tropu. A jako, że była naprawdę atrakcyjna to i pewnie przyzwyczajona do tego, że wokół niej było pełno służek... a tu BACH... TAKI SMILEREK :D!

Ciągnąłem tego focha, ale po pewnym czasie znów złapałem kontakt wzrokowy i dalej robiłem sobie jaja. Napisałem jej na kartce, że jeśli chce odkupić swoje grzechy to musi zatańczyć makarenę. Zaczęła się krótka rozmowa i powiedziała, że potrzebuje do tańca muzyki, więc na złość jej sam zacząłem tańczyć makarenę przed kompem. Po jakimś czasie zaczęła się zwijać z tym swoim kolegą, więc ją zaczepiłem i odkreśliłem falowaną linią kartkę mówiąc:

JA: Widzisz, tam pod tą linią jest miejsce dla ciebie, żebyś mi napisała swój numer telefonu.

I TERAZ! Powiedziała, że nie nie ma czasu, ale że owszem przygody lubi (chciałem zaprosić ją do ZOO... bo kurcze sam tak dawno nie byłem :( ). I JA DEBIL zamiast ją po prostu przycisnąć to powiedziałem:

JA: No widzisz... Kobiety zawsze mówią, że tak w życiu pragną przygód, tej pasji... ogromnej eskalacji emocji... a kiedy taka się przydarza to tchórzą i potem występują u Ewy Drzyzgi w programach na temat kryzysu męskości :P.
AGNIESZKA: Ale ja u Ewy Drzyzgi chyba nie wystąpię :).

No i, k**** jego mać, kolejna fajna dziewczyna zniknęła mi z życia... Powiem wam, że tego typu akcje zawsze mocno wchodzą w pięty i to zapamiętuje się najbardziej.

Prośba do was o objaśnienie mi ostatnich kwestii z całego procesu komunikacji z Agnieszką:
1. Jak bardzo w skali od 1- 10 oblałem test na "nie mam czasu" ("ale przygody lubię" - powiedziała tak! AAA! Powiedziała, że lubi przygody! Jaki ja głąb jestem, DAMN IT!)?
2. Co ona sobie o mnie mogła pomyśleć (to pytanko kieruję szczególnie do pań):
a) No cóż - fajny facet, ale końcówka średnia.
b) Kurcze, ale jestem zła na siebie. Jeden facet, który się szanował, miał rewelacyjne poczucie humoru, był cholernie przystojny, inteligentny, uczuciowy, pewny siebie (przepraszam, po prostu muszę sobie podbić ego :P), radosny, spontaniczny... a ja popełniłam błąd.
c) Zapowiadał się fajnie, ale okazał się "fochowym księciem".
d) Inne, jakie?

SZLAG! Nie wykuruję się z tego przez tydzień! Będę zawsze o tym pamiętał jak każdą teraz sytuację, w której tchórzę i nie podchodzę! AAA! Co za klęska, upadek! Wrrr!

Ok... teraz wasza kolej, help!

P.S.
Jak bardzo nisko bym upadł, gdybym zabawił się w szukanie jej na nk :D?





przez maciorka007 2009-04-26, 12:42
Cytuj
Skoro się zmyła z koleżką mogłeś zabrać się z nimi :) Daje sobie głowę uciąć że ten koleżka zapadł by się pod ziemie pod wpływem Twojego działania. Bardzo możliwe, że akcja potoczyłaby się jeszcze lepiej i zgarnąłbyś nr.

Cytuj
    smiler napisał(a):Prośba do was o objaśnienie mi ostatnich kwestii z całego procesu komunikacji z Agnieszką:
    1. Jak bardzo w skali od 1- 10 oblałem test na "nie mam czasu" ("ale przygody lubię" - powiedziała tak! AAA! Powiedziała, że lubi przygody! Jaki ja głąb jestem, DAMN IT!)?



Moim zdaniem rozegrałeś to dobrze. Racja, mogłeś ją przycisnąć ale mogłaby pomyśleć że powoli zaczynasz być natrętny. Poza tym każdy z nas doznaje porażek, lecz nie załamuje się tylko wyciąga wnioski i idzie dalej.

Pozdro ;)





przez Justin 2009-04-26, 12:50
Cytuj
smiler zawsze można było się z nią droczyć, tudzież powiedzieć: Zawsze jest czas, na przeżycie niesamowitej, niezapomnianej przygody. I opowiedzieć jakąś ciekawą.

Ogólnie wyglądało to dobrze, ale ugiąłeś się na koniec. Ona to wyczuła, i przegrałeś - zdarza się. Jednak pamiętaj, że niezależnie od jej słów na koniec, Ty robisz swoje. Ona mówi nie mam czasu, a Ty jakbyś tego nie słyszał. Bierzesz i słuchasz to co Cię interesuje, tego co nie chcesz po prostu ignorujesz i kontynuujesz swoją grę. Ona mówi lubię przygody, ale nie mam czasu, to Ty opowiedz jakąś przeżytą/ albo którą chciałbyś przeżyć przygodę. Jeśli byłbyś ciekawy jestem pewien, że dałaby Ci swój numer. Testowała, i wygrała tak w skrócie.

Moja aktualna dziewczyna też testowała z numerem (wyciągnęła mnie przez gg na spacer). Powiedziałem jej na początku spotkania, że i tak na koniec mi da swój numer (na początku nie chciała, zagrałem w otwarte karty, bo nie używam za bardzo gg do rozmów, kontaktowania się, umawiania; kom jest pewniejszy), ona uznała, że nie. Ale na koniec pod wpływem tego jak było jej wesoło, przyjemnie dała go, a dopiero po chwili zrozumiała, co zrobiła :mrgreen: Czyli mówiła jedno, a i tak zrobiła pod wpływem pozytywnych emocji drugie.





przez Crespo 2009-05-04, 20:18
Cytuj
Smiler, ja widzę jedną rzecz...Twoje metody podrywu mogą się wydawać dziewczynom dziecinne, wręcz niedojrzałe. Pokaż im, ze jesteś pewnym siebie facetem,a nie dzieciakiem, który je podrywa jak za czasów wczesnej podstawówki.





przez smiler 2009-05-04, 21:51
Cytuj
Cytuj
    Crespo napisał(a):Pokaż im, ze jesteś pewnym siebie facetem,a nie dzieciakiem, który je podrywa jak za czasów wczesnej podstawówki.


No i tu zaczynają się schody - jak to mawiali w milionerach. Swoją drogą nie wiedziałem, że może to zostać odebrane w ten sposób, więc dzięki.

Z drugiej jednak strony robię tak czasami, bo skoro laski nas shittestują to ja je też będę ;). Szukam dziewczyny, która ma tak nierówno pod kopułą jak ja i stąd tego typu podryw jest swego rodzaju weryfikatorem.

Niemniej jednak dzięki za zwrócenie uwagi. Heh... że to działa w ten sposób :P.





przez uwo-to-działa^^ 2009-05-04, 22:02
Cytuj
Nie no, smiler, ja uważam, że masz bardzo niestandardowe, ale za to pozytywnie zakręcony metody. Tylko że one powinny być jedynie dodatkiem, uzupełnieniem i urozmaiceniem, a nie podstawą Twojego podrywu ;)





przez Matthew_1911 2009-05-05, 00:17
Cytuj
Smiler Twoje FR są tak pozytywne, niosą taką radość i pozytywną energię, że gdy je czytam mam ochotę wyskoczyć i już iść na podryw :mrgreen: I od jutra tak zrobię. Czekam na więcej. Pozdrawiam :-)





przez smiler 2009-05-05, 11:29
Cytuj
Crespo, uwo-to-działa^^ - dzięki za treści. Teraz przeczytałem je sobie na swieżo i już wiem co poprawić. To wszystko jako "dodatek" zawiało mi ładnie pod czaszką ;D!

Mathew - działaj, działaj ;D!



====================KONIEC====================


Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:47:37
[ Dodano: 2009-04-08, 16:22 ]

TEMAT: KROKI DO PRZODU
(03.04.2009)




1. Wstęp
2. Sztuka myślenia
3. Polska poprzeczka
4. Fajna dziewczyna
5. Sztuka odrzucenia
6. Treningi




1. Wstęp
Człowiek doświadczenie zbiera z treningu na trenig, albowiem tak już do tego zacząłem podchodzić... poważnie. Już nie rozmawiam z nieznanymi dziewczynami, bo mi się podoba, albo coś w tym stylu, tylko po to, żeby się umacniać w zdolnościach. Coraz mniej jest sytuacji, kiedy przechodząc obok dziewczyny mam wahania czy coś powiedzieć, więc specjalnie wtedy strzelam z komplementu :).

Podejście i otwarcie to już dla mnie nie trudna rzecz, rozmowa z dziewczynami to banalna sprawa. Teraz trudność pojawia się na zdobyciu numeru telefonu konkretnej dziewczyny. Teraz trudność pojawia się w znalezieniu naprawdę fajnej dziewczyny... ale od początku.



2. Sztuka myślenia
Z tym miałem największe problemy i już mówię na czym one polegały! Otóż większość z nas wisi w próżni:
rodzimy się -> idziemy do szkoły, na studia -> zdobywamy pracę, po drodze kobietę -> idziemy na emeryturę -> umieramy.

Nie zwracamy uwagi na siebie, nie chcemy odnosić sukcesu - wolimy dryfować na powierzchni tego "co będzie", dajemy naszemu statkowi płynąć tak jak zawieje zamiast wiatr wykorzystać do poprowadzenia go we wskazany przez nas cel.

Kiedy miałem 18 lat myślałem o tym, żeby studiować, chciałem. Dziś studiuję, ale z tego punktu widzenia mówię jasno, że mając 18 lat (i będąc w rzeczywistości dzieckiem) nie miałem zielonego pojęcia kim chcę być - albo inaczej - jakim chcę być. Dziś powinno się dzieciakom mówić: "Jak widzicie siebie za 10 lat? Gdzie jesteście? Co robicie? Jak macie zawód?". Bowiem z tego punktu widzenia dla 18sto latka studia przestają być CELEM, a stają się ŚRODKIEM do osiągnięcia celu.

Dokładnie tak samo jest z uwodzeniem:
otwarcie -> rozmowa -> attract -> numer telefonu -> spotkanie/a -> sex.

ZNALAZŁEM WIĘC KLUCZ!

Nigdy nie wolno tracić apetytu, ale nie wolno też iść na skróty! To jest nastawienie psychiczne, jakiego potrzeba! Kiedy idziemy na trening ołpenerów to nie idziemy trenować otwieraczy tylko trenować rozmowię z kobietą, a żeby do tego doszło musimy najpierw je otworzyć. ZAWSZE O KROK DALEJ! Chodzi o to, że to co mamy zamiar trenować nie może być celem, ale środkiem i wtedy jest znacznie bardziej efektywne!

Zmieniłem dzięki temu nastawienie i bardzo pomogło. Dla mnie celem, kiedy zaczynam rozmawiać z dziewczyną, jest już ponowne spotkanie (a żeby do tego doszło trzeba przejść całą tą drogę). Nagle wszystko stało się jaśniejsze i dostrzegam ile jest jeszcze do zrobienia :).



3. Polska poprzeczka

Mam 22 lata i obcuję głównie ze studentkami. Poprzeczka tutaj jest znacznie wyżej niż w liceum i stąd apeluję do wszystkich dzieciaków, żeby przestały się zajmować "uwodzeniem" w takim stopniu jak to robią do tej pory, a żeby zajęli się rozwojem swojej osoby.

Podejście do dziewczyny i zagadanie jest łatwe, ale trzeba się przygotować, że momentalnie cię rozgryzą. W dodatku są strasznie przebiegłymi istotami i z dnia na dzień są coraz bardziej ambitne. Chłopaki z liceum - jeśli dalej będziecie utrzymywali taki poziom jaki jest (co widać po forum) to nie wróżę wam dobrej przyszłości, bo będziecie właśnie tymi robotami, o których pisał Strauss. Uczcie się od najlepszych na świecie, więc jeśli ktoś pisze, że najlepszą rozgrywką do dobrej gry jest wyjście z niej to weźcie to sobie do serca.

Laski zaczynają rozkładać nas w każdej dziedzinie życia, więc już niedługo prawdziwy mężczyzna będzie na wagę złota! Chciejcie się nim stać, a nie maszyną recytującą zwroty. Więcej żyjcie, pracujcie nad sobą, określcie cele życiowe i środki, które pomogą wam w ich realizacji. Musicie zacząć już teraz, bo każdy dzień się liczy. Kiedy będziecie pełnowartościowymi facetami to sami zobaczycie, że nie będziecie potrzebowali żadnych openerów, zwrotów, zagrywek, wyuczonych żartów, etc. Bo będziedzie w pełni "chłopamy", a nie pustą bańką znającą "sztukę uwodzenia".

Nie mówię, że sam z tego nie korzystam, ale różnica polega na tym, że ja te schematy nałożyłem na pewien szkielet, a większość dzieciaków chce z tych właśnie schematów stworzyć kręgi swojej tożsamości. To droga do nikąd, panowie!



4. Fajna dziewczyna
A o takie trudno! Ilekroć jakąś spotykam to okazuje się dziwna, ALE nie oznacza to, że nie chcę się z nią umówić! Randkowanie polega właśnie na tym, żeby sobie wynaleźć ten ideał, randkowanie to (przyjemne) szukanie. Moje życie zaczyna powili wyglądać jak z serialu "Przyjaciele" (bo akurat oglądam, dziś zacznę 6 sezon :D) - zaczynam(!) się umawiać z dziewczynami i dostrzegam różnorodność.

Poza tym zebrałem od przegadanych dziewcząt kolejny materiał, a rada którą się teraz dzielę to znaczenie słowa "randka". Już wiem, że mężczyźni zbyt dużą wagę przykładają do tego słowa, kiedy to usłyszą to myślą już Bóg sam wie co. U kobiet jest zupełnie na odwrót - one nie mają takiego bagażu emocjonalnego związanego z tym słowem. Leci to mniej więcej tak, że odpowiednikiem słowa "randka" u dziewczyn jest nasze "spotkanie (towarzyskie)". Tak więc panowie - używajmy "randki", bo to nadaje fajny klimat "spotkaniu" :D!



5. Sztuka odrzucenia

Właśnie podszedłem do dziewczyny w Bibliotece i spytałem się prosto z mostu czy by się ze mną nie umówiła, ma chłopaka, ale bardzo sympatyczna. Nie przejmuję się odrzuceniem już W OGÓLE. Nie mam w głowie czegoś takiego jak "O mój Boże! Ta HB8 powiedział "Nie", co ja teraz zrobię?!". Jak widać - na luzie napisałem kolejny akapit, więc jest ok. Żeby to osiągnąć trzeba duuużo zagadywać, a z czasem samo przyjdzie :).



6. Treningi
W związku z tym, że zacząłem widzieć pewne rzeczy z innego punktu to potrzebuję regularnych treningów podczas których będę starannie eliminował kolejne problemy... a nadto potrzebuję skrzydłowego mniej więcej w moim wieku (sorry 2fast2catch).

A moja potrzeba zrodziła się z owego piątkowego spotkania właśnie z osobnikiem o nicku 2fast2catch i wtedy zobaczyłem ile takie wypady mogą dać! Dostrzegłem swoje kolejne wady i zalety i postanowiłem zrobić "listę", o której napiszę już niedługo. Zaczynam wkraczać w kolejną fazę, ale materiału mam tyle, że książkę już mógłbym wydać.

Czuć to chyba, że zbyt wiele mam do przekazania , bo post jest strasznie chaotyczny - sorka ziąki, wiosna ;D!

Przepraszam również za ewentualne błędy, ale piszę z kompa bibliotecznego i nie mają firefoxa, więc nie widzę na bieżąco literówek :P!





Tymczasem uciekam na kolejne zajęcia. Po drodze zejdę sobie przez dział "Filologii polskiej", może tam będą jakieś fajne dziewczęta :D!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:48:38
[ Dodano: 2009-04-19, 22:01 ]

TEMAT: KILKA RADOŚCI WYŻEJ
(19.04.2009)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Środa
3. Czwartek
4. Sobota
5. Wnioski




1. Wstęp
Od wtorku do soboty, tj. 14 - 18, kwietnia tego roku w Olsztynie miał miejsce XVII Ogólnopolski Zjazd Historyków Studentów (XVII OZHS), na którym oczywiście byłem :D. Zwiedziłem sobie miasto (bardzo ładne zresztą... ale śmiałem się z wszystkimi z faktu, że przebywanie w Łodzi ma jeden zasadniczy plus - gdziekolwiek się nie pojedzie w Polskę... jest ładniej :P). Ludzie tam strasznie się lansują, a o dziewczynach wyrobiłem sobie zdanie, że zbyt zadzierają nosa :).

We wtorek wieczorem była inauguracja, w środę nie było imprezy zjazdowej z powodu żałoby narodowej (na którą każdy był BARDZO zdenerwowany, żeby nie bluźnić), czwartek spędziłem na klubach, a piątek na pakowaniu klamotów, sobota to podróże w pociągach i PKSach oraz urodziny funfla. Zegarek biologiczny mam strasznie rozregulowany i okropnie z tego powodu cierpię (właśnie robię oczy jak kot ze Shreka :D).



2. Środa
Miała być biba, ale - z powodów wszystkim znanych - wprowadzono żałobę narodową. Nie zmienia to faktu, że wolałem pójść do miejsca niedoszłej imprezy, żeby zobaczyć czy czasem czegoś nie będzie. Okazało się, że zleciały się tam wszystkie koła studenckie i później była już w miarę normalna impreza. Niestety odwołano dwa koncerty, a ludzie już mieli nastawienie i nawet jak potem poszła muza to mało kto chciał tańczyć :-(.

Środa była moim gwoździem do krzyża, albowiem stało się coś dla mojego ego niemiłego. Okazało się, że pomimo niesprzyjających warunków, mój kumpel Konrad wyrwał fajną sztukę. Zupełnie nie w moim stylu charakteru, posiadającą chłopaka, ale bardzo mocne HB9 (modelka). I nie chodziło o to, że i tak z tego nic nie wyszło, ale o sam fakt. Później gadałem z nim kiedy już z nią grał w bilard i nie dał się zrobić w konia, bo płacili po połowie.

Całość mnie zaskoczyła, albowiem Konrad to mój kumpel z liceum i znałem go raczej z tej strony, gdzie był osobą w ogólniaku przez nas gnębioną :roll:. Wyrobił się chłopak i tymbardziej mi latała gula. Impreza i tak była średnia, bo pomimo, że muza grała to na parkiet mało kto się dał wyciągnąć. Zawinąłem się przed północą(!) i przez kilkuminotową drogę powrotną przeżywałem swoją porażkę tego wieczoru. I pomimo faktu, że przeszedłem cały puboclub gadając chyba z każdym możliwym ośrodkiem naukowym to nie zasiadłem na dłużej z żadną dziewczyną :).



3. Czwartek
Obudziłem się, załatwiłem swoje sprawy na campusie studenckim, obiad i zwiedzanie miasta. Po drodze udało mi się poderwać Milenę, bardzo sympatyczną dziewczynę, oprowadziła mnie po starówce Olsztyna, ale już się nie spotkałem... a szkoda. Wróciłem do hotelu i spotkałem Konrada. Już wcześniej ustaliliśmy, że pójdę z nim na jego spotkanie z tą wczorajszą laską, bo miała koleżankę blondynkę. Kiedy z nim gadałem doszło do wymiany zdań związanych z telefonem do dziewuch i Konrad zaczął mi coś tłumaczyć. Posłuchałem sobie spokojnie i od razu wypaliłem z hasła: "Konrad... czy ty czasem nie czytałeś książki 'Gra' Neila Straussa?". Jak jego ryj ucieszył się od ucha do ucha to już wiedziałem o co chodzi :D!

O 22:00 poszliśmy do dziewczyn, które nie zostały w ogóle wypuszczone z hotelu (długa historia), więc zawinęlismy swoje ciała na starówkę i tam spędziliśmy resztę czasu. Nie będę się rozpisywał, ale w jeden wieczór zrobiłem w nightgame większy postęp niż sam do tej pory. Jest to oczywiście zasługa tego, że cały czas staram się rozwijać i nadszedł moment zbiorów.

Taniec mam już opanowany rewelacyjnie. Nie chodzi tylko o ruchy, ale o psychikę. I o tyle co jeszcze pół roku temu miałem problemy, żeby wyjść tańczyć w ogóle to teraz nie stanowi dla mnie przeszkody bycie samym na parkiecie, kiedy wszyscy się gapią. Mam jeszcze braki, ale wiadomo - trening i się wszystko dopieści. I tutaj pojawiają się dwa problemy:
- strasznie trudno tańczy się z dziewczyną, która nie umie tańczyć
- zostałem wypaczony przez moją instruktorkę :D, albowiem napatrzyłem się na jej ruchy i teraz kiedy widzę laski, które myślą, że potrafią tańczyć to śmiać mi się chce :P (i nie chodzi o zwykłe dziewczyny, bo te zazwyczaj to potrafią, ale o zwykłe lanserki).

Dodatkowo w klubie doświadczyłem czegoś co teraz staram się trenować, czyli sztukę odrzucenia, żeby uświadomić sobie, że porażka jest naturalną częścią tej zabawy. I kiedyś nawet przejąłbym się tym jeśli dziewczyny najzwyczajniej w świecie odwróciłyby się ode mnie kiedy zacząłem z nimi tańczyć, ale teraz się z tego śmieję :D! Nie ma problemów z podejściem w ogóle! Klub to bułka z masłem, daygame to dopiero coś trudnego. Jestem coraz bardziej śmiały, czasami wręcz bezczlny... i lubię to :D! No i widok kolesi o 200% bardziej ode mnie przystojniejszych i lepiej ubranych i uczesanych i zbudowanych i stojących na brzegach parkietu i gapiących się przed siebie jest bezcenny. W tym klubie nic nie poderwałem, ale otworzyłem grupki czterech i pięciu dziewczyn... bez problemu.

Ostatecznie trafiłem do klubu "Sowa", w którym co czwartki odbywa się salsa party i tam wytańcowałem się aż miło. Było w bardzo dużych porywach 10 osób na parkiecie, ale to mi nic nie szkodziło i tańczyłem sobie solo. Doszło do fajnej sytuacji - na parkiecie są dwie laski dobrze tańczące, same. Usiadły, zagadałem i powiedziałem, że pójdę tańczyć sam, a one mnie ocenią. Po paru minutach wróciłem, a te powiedziały, że nie widziały (czyli dla niewtajemniczonych - zaczęły testować). Pogadałem chwilę, potańczyłem z innymi dziewczynami, wróciłem, a te zaczęły się zachowywać jak dzieci i rzucać w siebie świeczką, więc spytałem się czy to jest jakiś dziwny sposób, żeby mi pokazać, że mam sobie pójść (siedziałem obok nich, ale na innej ławeczce). Dały mi do zrozumienia, że tak (test, nie powaga)... więc wziąłem kurtkę i poszedłem do innego, pustego stolika. Nie minęło może 30 sekund, a te już siedziały koło mnie! Powiedziałem, żeby teraz one zatańczyły, a ja ocenię, ale nie chciały. Poszły tańczyć, też wyszedłem, ale do innych dziewczyn, potem wróciłem do nich i powiedziałem, że chętnie sobie z nimi zatańczę... ale nie chciały (test), więc tym razem olałem je już do końca.

Cieszy mnie to, bo pomimo faktu, że nie udało mi się z nimi zgadać to mnie to w ogóle nie wzruszyło. Zbyt dużo(!) testowały (te opisane to tylko wybór przykładów), a ja nie lubię takich "fochowych księżniczeki". I widać było w ich oczach, że chcą mieć radość z życia, ale okopanie się w takim psychicznym nastawieniu wcale im nie pomaga... no chyba, że były lesbijkami :D (na co zwrócił mi uwagę Konrad, kiedy pojawił się po jakimś czasie w klubie [rozstaliśmy się po drodze]).

Potem starałem się ściągnąć numer telefonu od jednej dziewczyny, którą tańczyłem i już powoli poznaję taktykę zdobywania cyferek od jednej dziewczyny działając solo w ich grupie. No i pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja, w której to miałem postawione ultimatum: albo ja zapiszę swój numer telefonu, albo nici... nie zostawiłem. Wróciłem z Konradem do hotelu i poszliśmy dwa piętra wyżej, skąd słychać było dźwięki zabawy. Władowaliśmy się w środek firmowej imprezy trzech (naprawdę spoko) kolesi z dziwkami, ale to już inna historia.

Z dodatków to powiem, że spędziłem na wycieczce (tej organizowanej przez XVII OZHS) z pewną przemiłą osobą - Irenką. To jest dopiero świetna dziewczyna! Nie złapałem kontaktu, bo nie było pola do rozwinięcia, ALE definitywne wiem jak sprawić jej radochę! Poślę jej paczkę z szyszkami, bowiem po takich skakaliśmy gniotąc je na owej wyprawie mając zabawę jak dzieci :D. I może nie będę miał szansy się z nią nigdy w życiu spotkać, ale przynajmniej wywołam na jej twarzy uśmiech!



4. Sobota
Wróciłem w sobotę i po lekkiej dżemce poszedłem na ognisko - urodziny kolegi. Następnie zaś do lokalnej knajpy gdzie można potańczyć i tutaj niespodzianki. Pomimo ogromnej ilości zjedzonych kielbasek nawet dawałem radę tańczyć :P! No i spotkały mnie smutne widoki... Moi przyjaciele byli tam z dziewczynami i pomijam fakt, że nie tańczyli najlepiej, ale byli mocno wcięci i potrzebowali tego, żeby wyjść na parkiet. Ich trzeźwe kobiety były conajmniej zniesmaczone i smutne z tego powodu i to na tyle mną wstrząsnęło, żeby napisać tu wielkimi literami:

PANOWIE! NIE MA NIC BARDZIEJ ŻAŁOSNEGO NIŻ PIJANY FACET PRÓBUJĄCY PODERWAĆ DZIEWCZYNĘ BĄDŹ POTRZEBUJĄCY ALKOHOLU "NA ODWAGĘ"!

Poza tym próbowałem poderwać dziewczynę, która miała faceta na tej samej imprezie (o czym nie wiedziałem). Nie udało się - dostałem kosza. Dla mnie żadna tragedia, ale moi kumple strasznie się z tego śmiali. Wynika to oczywiście z tego, że oni są na stałym lądzie (mają laski), a ja nie. Więc zamiast zainwestować w siebie wolą wyśmiewać każdą czyjąś klęskę, żeby tym właśnie sposobem utrzymywać przewagę. Dzisiaj już widzę jak zaczynam zostawiać wielu ludzi (nie tylko ich) w tyle.



5. Wnioski
- PUA pomogło mi BARDZO! Zmieniło moje życie i pozwoliło sięgnąć w głąb siebie i zobaczyć kim tak naprawdę jestem. Dało mi ogromną wiarę w siebie i pokazało drogę. Udowodniło, że poderwanie dziewczyny nie jest niczym trudnym i może być świetną zabawą. Wydobyło ze mnie naturalność już od samego początku kontaktu z kobietą i pokazało jak osiągać cele - schemat "open, seduce and close" sprawdza się nie tylko w podrywie, ale jest to schemat na całe zło tego świata :D.

- Akceptacja siebie doprowadziła do tego, że przytyłem - w końcu i tak lubię siebie takiego jakim jestem... ale 105kg to już trochę przesada :P!

- Uwodzenie w tańcu to rzecz naprawdę trudna, przynajmniej teraz. Mam problem ze stanowczością i muszę jeszcze popracować nad czarem podczas tańca w ogóle.

- Chodzenie na imprezy z kimś kto nie jest w ogóle w klimacie to porażka. Nie mają zielonego pojęcia o co chodzi w grze. Nie są tymi, którzy potrafią zrozumieć, że w książkach i filmach pokazywane jest tylko to co wychodzi, więc każda klęska jest powodem do wyśmiania.

- Znacznie bardziej(!) rozumiem mowę ciała kobiety. Wyczuwam te malutkie gesty, spojrzenia i wyrazy twarzy. Przestałem być gachem, który mówi: "No ja nie wiem o co jej chodzi", zazwyczaj doskonale wiem o co biega, bo zacząłem świetnie rozumieć kobiety.

- Przede mną jeszcze długa droga i wiele do zrobienia i wiem, że podstawą do osiągania celów jest zrobienie listy rzeczy, które chce się osiągnąć. Niedługo więc pojawi się tutaj spis moich braków nad którymi zacznę sowicie pracować :D!

[ Dodano: 2009-04-19, 22:03 ]
A! I jeszcze jedno! Moja dusza teraz tańczy, więc dzielę się z wami tą radością (w końcu dawno nie było, nie?!)

http://www.youtube.com/watch?v=SzMI3nlgoF4
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 15:53:50
[ Dodano: 2009-05-12, 09:53 ]

FIELD RAPORT
KASIA

czyli jak zniszczyć sobie kontakt z dziewczyną / tutorial :D
10.05.2009






=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
Cytuj
FIELD RAPORT
KASIA

czyli jak zniszczyć sobie kontakt z dziewczyną / tutorial :D
10.05.2009


Kasię poznałem jakieś naście lat temu, albowiem jesteśmy sąsiadami. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, było to na zasadzie "cześć - cześć" i to wszystko. Od tamtego roku chodzę na naukę tańca, a ona jest tam instruktorką, więc siłą rzeczy musiało się zacieśnić. Dzięki całemu temu PUA nauczyłem się nie być napaleńcem i nie nastawiać się na dziewczynę jakby miała być potencjalną rodzicielką moich dzieci... więc i Kasi nie traktowałem jak małej prywatnej bogini.

Chociaż mógłbym! Dziewczyna jest naprawdę świetna. Dużo się u niej w życiu dzieje, rewelacyjnie tańczy (biodrami to po prostu hipnotyzuje, szok) i przede wszystkim ciągle się uśmiecha. No i nawet chyba mnie lubiła. Kiedyś sobie pomyślałem - "A co tam? Spróbuję". Nie chodziło mi (i nadal nie chodzi), żeby zrobić sobie z dziewczyny niewolnicę swego serca, ale żeby po prostu najzwyczajniej w świecie móc z kimś spędzić czas, kto wie - może się przytulić/pocałować i może kiedyś pozwolić, żeby to poszło dalej.

Lepiej jest więc spróbować i mówić (lub pisać - jak ja teraz :P), że się nie udało... niż czegoś nie zrobić i potem do końca życia żałować, że się tego nie zrobiło. No to Damianek zrobił i oto FIELD RAPORT z tego CO zrobił :D!



Doszedłem bowiem do wniosku, że zamiast atakować kogoś bezpośrednio zajdę go od tyłu. Stworzyłem więc w sobie alternatywną postać tajemniczego wielbiciela imieniem Andrzej. Andrzej był/jest typowym AFC. Naprawdę natrudziłem się, żeby móc pisać do niej mejle o treści, która jasno wskazywała, że ta osoba to zwyczajna "cip*a".

Andrzej był beznadziejny, a Kasia jest taka wspaniała. Andrzej chciał kupować kwiaty, upominki i stawiać kawy oraz ciastka, a Kasia miała ochoczo przyjmować jego podarki. Andrzej nie był na tyle odważny, żeby podejść do Kasi i porozmawiać, więc wysłał list.

A sytuacja nadarzyła się rewelacyjna! Kasia bowiem przygotowywała taniec (jako że jest instruktorką) na bal dla studentów Politechniki Łódzkiej (120 osób). Bal jej się bardzo podobał, wszystko wyszło świetnie, Kasia miała ładną kieckę i w ogóle full wypas! Zaraz po balu została cudownie znaleziona przez jednego z jego uczestników na portalu nasza-klasa.pl, a jeszcze inni kolesie próbowali swoich sił z innej strony. Jednym z nich był właśnie Andrzej. Zbliżała się majówka, ale przed nią Andrzej wysłał do Kasi list o następującej treści:

Cytuj
    Andrzej J. napisał(a):Cześć Kasiu!

    Na początek powiem, że na balu wyglądałaś olśniewająco (pragnę jeszcze raz podkreślić, że na balu Andrzejka nie było, no bo jak - skoro był sterowany przez Damianka [czyli mnie], a ja nawet nie wiedziałem kiedy to było :D)! W ogóle jesteś niesamowita i dzięki Tobie impreza się bardzo udała.

    Nie będę ukrywał - listownie jest łatwiej... a ja jestem taki trochę nieśmiały i nie zebrałem się tej pory, żeby zaprosić cię na kawę.

    Podobasz mi się (jako koleżanka oczywiście), ale nie jestem natrętem... chyba. Nie będę nalegał, ale czy nie umówiłabyś się ze mną na kawę?

    P.S.
    JA STAWIAM! :)

    P.S. 2
    Proszę odpisz na (tu podaję specjalnie na tą okazję stworzonego mejla).

    P.S. 3
    Masz śliczny uśmiech

    Tajemniczy wielbiciel
    (jeszcze raz podany mejl)



Nawet nie wiecie ile trudu sobie zadałem, żeby skonstruować ten list w taki sposób, żeby wyrazy się powtarzały, żeby były błędy stylistyczne, żeby wyszło na AFC, etc. Nawet adres specjalnie pomyliłem, żeby nie wyszło zbyt dokładnie.

Do swojego zdradzieckiego kombajnu zaprzągłem swojego kolegę z seminarium magisterskiego, który cały list przepisał swoim charakterem pisma (z dodatkowymi błędami :D). Pamiętam jak się wkurzyłem kiedy adres email napisał niewyraźnie i stąd podany jest dwa razy :P. Podpisał kopertę i wsio na pocztę w Łodzi (żeby był stempelek). Potem pojechałem na majówkę, gdzie nic nie robiłem nad jeziorami całymi dniami, piłem piwo, jadłem żarło z grilla, pływałem na kajakach i rowerkach wodnych i piłem piwo oraz piłem piwo... po cichu oczekując żniwa pijąc piwo <sesesese>.

W poniedziałek idę na naukę tańca i Kasia z miejsca wypala:
Kasia: Ej, nie ma nikt z was poczty na Wirtualnej Polsce?

I BOŻE DAJ! Gdyby swoją uwagę choć przez chwilę zawiesiła na moich oczach to dostrzegłaby taką malutką, wredną iskierkę, której nie pozwoliłem podpalić reszty mojej osobowości, aby ta nie wybuchła śmiechem. Powstrzymałem się... choć, k****, z wielkim trudem :D!

Od tego momentu przez tydzień pisaliśmy do siebie mejle. Jako, że nie mam teraz Internetu w domu to klikałem z kompów uniwersyteckich i od kumpla. Nie będę przytaczał tutaj treści tej poczty, bo nie uważam tego za etyczne, ale pozwolę ją sobie opisać.

Kasia na początku była zaskoczona, choć zniesmaczona faktem, że ktoś zadał sobie taki trud, żeby zdobyć jej adres domowy. Koleżanki jej zazdrościły (no bo jak często się zdarza, że ktoś dostaje list od "Tajemniczego Wielbiciela", racja?). Niemniej jednak z mejla na mejl, a tych od niej było cztery, coraz bardziej naciskała, żebym się ujawnił. A ja NIE i koniec - pisałem, że jestem nieśmiały i w ogóle nie radzę sobie w takich sytuacjach. Generalnie jednak wymusiłem spotkanie w tą niedzielę.

Szedłem sobie do kawiarni na totalnym luzie. Założyłem nawet koszulkę w jej ulubionym kolorze (fiolet), albowiem byłem przygotowany na wszystkie możliwe reakcje, więc to miała być taka specjalna radość w razie gdyby była zła (nie pomogło :P). Mijam kawiarnię, patrzę - samochód stoi. Radość w duchu, myślę sobie "połknęła przynętę" - lecimy na żywioł.

Wchodzę do kawiarni, znajduję jej miejsce i uśmiech na pół twarzy. Generalnie reakcji spodziewałem się innej od tej, która została mi zaserwowana: Zamknięta mowa ciała (zarówno nogi jak i ręcę), nóżka latała jak u Peggy Bundy, maska z uśmiechem, a pod nią tygiel negatywnych emocji. "K****" - pomyślałem sobie :D. "Ch**" było drugą myślą.

Kasia: To ty. Powiedz, że to ty.
Ja: (uśmiech, ale ramę mi już uszkodziła)

Usiadłem obok Kasi i powiem szczerze, że zostałem wytrącony z siebie. Moja magiczne pole siłowe zostało nie po raz pierwszy uszkodzone przez kobietę, która nawet nie zdążyła wypowiedzieć słowa. Kasia była zła.

Starałem się zmienić temat rozmowy na jakiś inny, ale nie wychodziło. Kasia nastawiła się na stręczyciela i nawet milion dolarów w gotówce nie zmieniłby jej wyrazu twarzy, który mówił: "Tylko i wyłącznie dlatego, że się znamy nie zniszczę twojego życia"... i ten uśmiech... ten k**** pier****** uśmiech :D.

Dowiedziałem się, że Kasia potrząsnęła całą Polibudą, żeby się dowiedzieć kim jest absztyfikant (w ogóle jest to fajne słowo, którego się nauczyłem dzięki całej tej sytuacji, lol). Przeszukała listę uczestników balu, wypytała co bardziej to wpływowych ludzi, googlowała adres email... ale była bezradna wobec mojej wredności :P.

Moi drodzy - kawa nie trwała nawet pół godziny. Rozstaliśmy się, przytuliłem ją i przeprosiłem, ale już w miarę dobrych humorach.

Kiedy wracałem do domu to było mi trochę głupio, ale potem najzwyczajniej w świecie uśmiechnąłem się do swojej duszy i śpiewając lazłem przed siebie:
"Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi"

Dziś jest mi trochę głupio, ale do całości się ogólnie uśmiecham i to jest powód dla którego utrzymałem ten post w takim właśnie nastroju. Cóż - miało wyjść fajnie, nie wyszło. Dziewczyna poprzekładała różne spotkania i naukę po to tylko, żeby zaspokoić swoją ciekawość, a spotkała mnie. Jest to dla mnie kolejna lekcja, z której wnioski będę wyciągał do końca życia... a że życie kocham to będę miał co robić :D.





przez maciorka007 2009-05-11, 16:47
Cytuj
Smajler jesteś największą motywacją na tym forum :D





przez uwo-to-działa^^ 2009-05-11, 17:15
Cytuj
Założę się Smiler, że jeszcze nie raz zaliczysz koszmarne wpadki i sporo dziewczyn uzna Cię za absolutnego świra. Ale jak w końcu znajdziesz odpowiednią kobietę, to będzie co najmniej tak kosmiczna jak Ty :D Pozdrawiam! :D





przez nieznajomy 2009-05-11, 17:31
Cytuj
hahahaha :D xD
Człowieku jesteś niesamowity ^^ xDDD

W czasie czytania końcówki przez chwile myślałem, że Ci (Kasia) zaraz przy***** w twarz xD





przez Jakub 2009-05-11, 19:25
Cytuj
O_O jestem nadal oczarowany po przeczytaniu twojego posta smiler :shock:
Jedno zasadnicze pytanie cisnęło mi się na usta na początku czytania " Po ho****e do Ho***y on to robi!? " Ale pod koniec zrozumiałem.
Powodzenia w szukaniu tak pozytywnie zakręconej kobiety jak ty.

Pozdro :-)





Postprzez smiler 2009-05-12, 09:51
Cytuj
Dzięki bardzo za pozytywną ocenę, niemniej jednak trochę do mnie przemówiła wczorajsza gadka z Kasią, która stwierdziła, że to było dziecinne. Obok siedział kumpel, o którym już pisałem (wierny czytelnik forum :P) i który stwierdził, że już mi to mówili... jakoś nie mogłem nie zorientować "kiedy i kto, co cholery?", gdy z jego ust wypłynęło słowo "Crespo". Nie musiał wymieniać dalej.

Cholera - może i jestem dziecinny, ale z drugiej strony - na ch** dorastać? Z jeszcze zaś innej warto kosztować wszystkiego po koleji i chyba spróbuję się lekko schować przy następnych akcjach. Nie mogę powiedzieć, że dziewczyny nie lubią takich jak ja, chyba wręcz przeciwnie - uwielbiają... ALE...

ALE to jest dla mnie kolejna lekcja. Charakter należy dawkować dziewczynie i nie ujawniać go całego od razu. Można to prównać do takiej sytuacji, kiedy podchodzi się do laski i od razu wypala z hasłem o numer telefonu... i mimo, że mogła być potencjalną kobietą szalejącą z nami w lesie z wiatrówką polując na puszki z piwem to zrazi się i już.

Tak czy siak - warto było zaryzykować ;)!





przez MackoF 2009-05-29, 12:58
Cytuj
smiler Twój FR jest jak do tej pory jednym z najlepszych jakie tu czytałem. Bardzo szczegółowy, ciekawie napisany. Opisujesz wszystko z pasją, co jest kluczem do sukcesu.

Nie potrzebujesz wielu rad bo sam potrafisz coś szybko wykombinować choć czasami twoje pomysły są ekhm ... dość spontaniczne :D Ale przecież człowiek sie najszybciej uczy poprzez trening. Jak każdy masz swoje wzloty i upadki najważniejsze jest sie jak najszybciej po nich podnieść. Fakt faktem, ostatni wybryk był koszmarnie z****, nie wiem co Cie zmotywowało na numer z AFC.





przez Irens 2009-06-02, 01:04
Cytuj
Smiler - twój następny post ma się zaczynać: Tak, panowie zrobiłem to. Miałem seks z zajebistą laską .... ok ? Przestań bawić się jak dziecko, tylko korzystaj z życia, ostatni numer jest tego przykładem, piszesz fajnie, to zacznij porządnie nakręcać laski, tak żebyś im zrobił wodę z mózgu i kisiel w majtkach. Nie baw się w jakies AFC, misje marsjańskie, czy że jesteś z CIA czy z KGB. Laski stwierdzają pewnie, że jesteś infantylny. Bez urazy, ale zacznij w końcu działać: uwodz te laski ! Pokaż, że jesteś facetem. Mimo własnej akceptacji już nie tyj, laski dojdą do wniosku że nie dbasz o siebie. Jesteś wesołkiem - OK, ale pokaż też, że jesteś facetem ! Przeleć laskę i napisz jak jej było dobrze ! S M I L E R .... S M I L E R .... S M I L E R .... S M I L E R (to był doping).





przez Neroj 2009-09-25, 20:48
Cytuj
może ktoś nagrałby i wkleił rozmowę z laską?





przez aro340 2010-05-29, 17:11
Cytuj
Noooo Smilerrr naprawde jestem pełen uznania z Twoich poczynać ;D naprawde masz "jaja". Masz dużo samozaparcia... Też musze się tak zmotywować. Powodzenia w dalszych poczynaniach. Czekam na dalsze sprawozdanie. pzdr



====================KONIEC====================
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:12:05
[ Dodano: 2009-05-31, 16:40 ]

TEMAT: JA
31.05.2009




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Samorozwój
3. Małe sukcesy
4. Copacabana Party
5. Inny niż wszyscy?
6. Kobiety, ah te kobiety
7. Piękno naszych czasów
8. Romantyzm pojebany
9. Czym jeste(ś)m(y)?




1. Wstęp
Od ostatniego mojego wpisu wiele się zmieniło i czy na gorsze czy na lepsze to sam nie wiem. Niestety, ale przeczytane książki i zdobyta wiedza zmieniły mnie i to jest powód, dla którego łatwo wpadam w dziwne nastroje i mam coraz to gorsze zdanie o ludziach. Studiuję socjologię i interesuję się społeczeństwem, choć mogę stwierdzić, że ktoś kto jest prawdziwym PUA i który przeszedł taką drogę jak np. Neil Strauss jest lepszym socjologiem niż niejedna osoba opuszczająca uniwersyteckie mury, więc czytajcie, żeby rozumieć.

Kto wie czy post ten nie jest postem pożegnalnym, przynajmniej na jakiś czas. Forum naturalnie będę odwiedzał, ale nie wiem czy dalej pociągnę z FRami i dziennikiem. Idę bowiem w tym kierunku, w który nigdy chyba nie chciałem zmierzać, a który od niedawna jest dla mnie bardzo atrakcyjny ;).



2. Samorozwój
Na tym polu poczyniłem naprawdę duże postępy. Od momentu jak tu jestem i się udzielam to staram się walczyć ze strachem i innymi negatywnymi przymiotami charakteru, których do końca nigdy nie wypalę, ale których udział w życiu mogę zmniejszyć.

Jakiś czas temu napisałem dość dużego posta na temat strachu, ale nigdy go nie opublikowałem, bo nie dokończyłem ostatecznej wersji. Zawarłem w nim jednak zdanie, że kto wie, a może niedługo będę osobą, która w podejściu do kobiet strach tylko wspomina - i tak się stało. Trochę mi głupio, ale czytelnicy mojego dziennika przegapią moment, w którym się go pozbyłem. Podpowiem jednak słówko - trening, Trening i jeszcze raz TRENING :D!

Nie oznacza to naturalnie, że podchodzę teraz do wszystkiego możliwego nawet jak ma chłopaka - nie. Naturalnie, jak każdy chyba, potrzebuję rozgrzewki - tak do 10 otwarć i jestem już nastawiony do większości sytuacji społecznych... i choć emocje czasami biorą górę to przeczytane książki pozwoliły mi zrozumieć, że czegokolwiek w życiu nie zrobię to jestem zwycięzcą, zawsze! A kiedy przedwczoraj będąc na juwenaliach Politechniki Łódzkiej 2009 pokazałem na scenie ludziom dupę (brałem udział w konkursie na najgłośniejszy krzyk) nie odczuwałem stresu :D!


3. Małe sukcesy
Jeśli już trenujesz i zmieniasz się i widzisz to i chcesz więcej to sam się nakręcasz, każdy z nas to zna, prawda panowie (i panie ;*)? Wczoraj głupio ci było podejść i zagadać obcą dziewczynę, a dziś po 15 minutach drażnisz się z nią erotycznymi słówkami. Wczoraj stałeś i podpierałeś pijany ścianę w klubie, a dziś strzelasz solówkę salsy na imprezie, na której nikt nie chce wyjść na parkiet. Wczoraj nie miałeś randek, a dziś...

Właśnie niedawno udało mi się pójść do baru z kumplem, gdzie spotkaliśmy dwie dziewczyny. Starsze od nas, ale nie przeszkadzało mi to. Siedzieliśmy w ogóle z boku, zajęci swoimi sprawami, bo dawno się nie widzieliśmy, aż w końcu któraś z nich coś rzuciła i ja dopowiedziałem, że zaraz się przysiądziemy. Usiadłem obok Eweliny (bo tak miała na imię) - ładne ciało, zgrabna figurka, fajne piersi i zaczęliśmy rozmowę. Nie były pijane, ani wstawione (później tak, ale to jak wychodziliśmy) i zadziałałem do tego stopnia, że skończyłem całując się z nią przed barem.

I to był ten jeden z sukcesów, które nakręcają cię bardziej. Miło też oglądało się kolegę w akcji, który popełniał masę błędów, ale i tak dawał radę. Fajnie też ogląda się radość w jego oczach, kiedy puszczał hasła "ale nam(!) poszło, co nie?", podczas gdy ty wiesz, że gdyby ciebie tam nie było to nie byłoby całej tej ramy spalającej wszystko w całość. Numer dostałem, ale zły, kiedy dyktowała była już lekko wstawiona - jej strata.

Kolejna lekcja z życia - nie chodź na laski z kimś kto nie wie o co w tym chodzi, bo śmieje się z każdej twojej porażki, a sukcesy przypisuje sobie.



4. Copacabana Party
Zaś w niedawną środę odbyła się w klubie "Elektrownia" w Łodzi impreza w stylu salsa. Niestety salsa była na początku, potem puszczali już klubowy bubel stylizowany na latino (który lubię sobie posłuchać, ale z tańcem do tego znacznie gorzej). Jednak chodzi o to co na tej imprezie robiłem.

Z otwarciem kogokolwiek nie mam żadnego problemu, zwłaszcza w klubie, który jest znacznie łatwiejszym miejscem do podrywu niż parki, centra handlowe i w ogóle całe to daygame. Podrywałem m.in. na nauczyciela salsy i w przeciągu 20 - 30 minut byłem w klubie rozpoznawalny. Również i dlatego, że byłem dość charakterystyczny - różowa koszula rzucała się w oczy xD! Dodatkowo, kiedy instruktorzy salsy się zmyli ze sceny byłem jedyną osobą w klubie, która tańczyła. Miałem swoje 5 minut, swoje solo. Tańczyłem, a ludzie z klubu się gapili i może nie poszło mi rewelacyjnie, ale robiłem to dla siebie, żeby przełamać kolejne bariery. Później jednak chyba zniknąłem gdzieś w tłumie ludzi.

Ta impreza to był przełom, bowiem spojrzałem na wszystko związane z moją osobą od całkiem innej strony. Dziewczyny w klubie były ładne, ale poziom jaki reprezentowały był tragiczny. Nie potrafią w ogóle tańczyć i ni chuja nie da się ich poprowadzić, bo stąpają po parkiecie tak jakby się bały, że go skrzywdzą. Ale spoko - przecież nie na tańcu życie się opiera i wszystkiego można się nauczyć, choć jak wiadomo - wnioski nasuwają się same :P.

Gorszym jednak ciosem były dla mnie dziewczyny, które obserwowałem - wiecie, te najfajniejsze sztuki spod baru, etc. - HB9 i HB10. Podchodziłem, zagadywałem... ale przeraziłem się, naprawdę się przeraziłem. Wplatałem w rozmowę różne tematy: "Wolisz Dominikany czy Malediwy?", "Gdzie byś pojechała na wycieczkę marzeń?", "Co byś zrobiła gdyby się okazało, że mam przy sobie 1 000 000 PLN?", etc. I co? Im to było wszystko OBOJĘTNE. Odpowiadały i świeciły oczkami oczekując kolejnego pytania. Ale tak konwersacji się nie da poprowadzić. Nie było w nich pasji, były puste. Ślicznotki oczekujące, że trafią na faceta, który będzie im cały wieczór stawiał drinki, albo czekające, aż Bóg się na nie zesra kupą z pieniędzy, tragedia. Jeśli ktoś czytał "7 nawyków" to doskonale zrozumie określenie "reaktywne", bo takie właśnie one były. Poszedłem do VIProom, który był akurat otwarty i zagadałem jedną bardzo fajną i samotną laskę, potem przyszły jeszcze dwie inne i zacząłem czary. Wszystkie oczywiście zajęte, więc porozmawiałem z nimi jeszcze chwilę i się zmyłem. Miłe było to, że wykazywały mną duże zainteresowanie, a nawet ta czarna (pierwsza), której chłopak później przyszedł (totalny AFC pomimo nawet groźnego wyglądu i łysej głowy). Gadałem z nimi jak gdyby nigdy nic, chłopaki byli w defensywie, zero męskiej inicjatywy. Umiejętności rysownika bardzo się przydały - nie pierwszy i nie ostatni zresztą raz. Widziałem w ich oczach pragnienie, żeby ich faceci byli choć trochę jak ja.



5. Inny niż wszyscy?
Stałem tam w tym VIProomie i patrzyłem na dół klubu, gdzie wszyscy tańczyli i pojąłem, że tam nie było mnie. Popatrzyłem sobie na tych ludzi jeszcze raz, ale zamiast emocji, uczuć, twarzy zobaczyłem schematy społeczne. Zobaczyłem jak na żywo sprawdzają się wszystkie te prawa, które studiuję. Zobaczyłem jak śmiesznie nasza populacja jest zaprogramowana, jak określony bodziec wywołuje określoną reakcję. Zobaczyłem te starania, ten taniec, tą rozrywkę tych ludzi jak punkty z wektorami narysowane na tablicy. Zobaczyłem jak cholernie chcą spełniać wymogi tego głupiego i chorego scenariusza pisanego przez Bóg sam wie jeden kogo.

I poza tym schematem zobaczyłem siebie. Mnie już tam nie było, czułem się jak z innego świata. Czy lepszy? - Nie. Mam w głowie te same zasady co ci ludzie, którzy tam byli, a świadomość owych wcale nie zwalnia z odpowiedzialności, ale przynajmniej pozwala inaczej na to wszystko spojrzeć. Pozwala tworzyć fale, na których się pływa.

"Ty jakiś pojebany jesteś?" - powiedziała w pewnym momencie jakaś blachara, kiedy zacząłem przejmować jej przestrzeń osobistą. "No" - odrzekłem - "Jestem popierdolony". Nie pierwszy zresztą i nie ostatni raz usłyszę te słowa. Ludzie pytają się o mojego dealera, albo chcą wiedzieć co biorę. I co mam im powiedzieć? Że dzięki przełamywaniu swojego charakteru dokopuję się do najskrytszych cech mojego charakteru, że odkrywam siebie na nowo i że jestem strasznie zaskoczony tym co tam znajduję... a czasami nawet zniesmaczony? Że dzięki temu coraz mniej się przejmuję wszystkim dookoła mnie? Że taki w zasadzie byłem od zawsze, ale teraz pozwoliłem sobie rozkwitnąć? Że pozwalam temu gnić w środku, ale prędzej czy później to wylezie gdzieś na zewnątrz?

I co? I sram na to wszystko! To jest nauka, panowie i panie! Wciąż i wciąż powtarzane na tym forum i wałkowane wte i wewte! Żeby się rozwijać, a nie uczyć na pamięć regułek. OK - te pomagają, naprawdę, jak człowiek się zatnie i w ogóle. Ale dzięki temu forum trafiłem na źródło wiedzy o samorozwoju, bo sięgnąłem po określoną literaturę i jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek. SAMOWYSTARCZALNY DAMIAN, JEAH! ZA TO KIELON W GÓRĘ!



6. Kobiety, ah te kobiety.
A potem spojrzałem na te wszystkie dziewczęta, które mnie otaczają przez całe dnie - w autobusach, na wydziale, w sklepach, wszędzie. I zobaczyłem jak ciężko jest dzisiaj znaleźć naprawdę fajną dziewczynę.

Nie ma już takich słuchających "Republiki", albo które są na tyle szalone, żeby przy (nie)dozwolonych prędkościach jeździć samochodem i wystając przez szyberdach pokazywać piersi kierowcom powodując stłuczki by potem kochać się namiętnie na tylnym siedzeniu. Ciężko już o dziewczynę, która będzie naprawdę świetnym kumplem i zrozumie kilka spraw w życiu, a przy tym nie będzie jedną z tych, która położy się w łóżku i będzie czekała aż "samo się zrobi". Będzie lubiła, kiedy zabierze się ją niczym pirat zdobywca znienacka w podróż nie wiadomo gdzie. Jestem ciekaw ile z tych kobiet, które stąpają po ziemi chciałoby walić browar do nieprzytomności i strzelać z procy do puszek po owych piwach oraz wspinać się po drzewach? I ile, do cholery, jest dziewczyn, które wiedzą, że nie potrzeba kilogramów makijażu i sterty markowych ubrań, żeby ładnie wyglądać? Że wystarczy tylko biała sukienka i wianek we włosach.



7. Piękno naszych czasów

Duże białe oczy wpatrzone w ciebie tak, że nie wiesz co się dzieje. Duże czyste oczka są charakterystyczne dla dzieci. Dzieci są niewinne i przede wszystkim młode, a młodość to witalność. Witalność to siła, witalność to większe szanse przetrwania.

Malują usta czerwoną szminką - to pewność siebie i ewidentny sygnał seksualny. Podczas stanu podniecenia wargi są bardziej ukrwione więc czerwień na ustach jest zwyczajnym wabikiem.

Włosy gęste, nieelektryzujące się i ciężkie - nic innego jak standardowy reprezentant naszego stanu zdrowia. Im jesteśmy zdrowsi tym zdrowsze będzie nasze potomstwo tym chętniej oglądamy się za taką osobą. Dokładnie tak samo jest z białymi ząbkami.

Piersi to mleko naszych dzieci. Poza tym uderzające jest podobieństwo piersi do pośladków. Przybrały one taki kształt z tego względu, że kiedy ewoluowaliśmy zmieniliśmy pozycję z czteronożnej na dwunożną, więc matka natura musiała zadbać o to, żeby wyposażyć samicę w coś dzięki czemu będzie mogła wabić samca nie będąc do niego odwrócona tyłem. Dlatego też lubimy zgrabne pupy, ot zwykły biologiczny zabieg mający na celu zwabienie większej puli samców, żeby wybrać tego najbardziej atrakcyjnego.

Talia? Przecież tam będzie nosiła nasze potomstwo. Zgrabny brzuch to mocne i elastyczne mięśnie, które podołają temu zadaniu. Szersze biodra to większe prawdopodobieństwo udanych narodzin.

Anorektyczka => za mało materiału zapasowego w postaci tłuszczu => zła gospodarka organizmu => słabe geny => pewna śmierć jej i potomstwa (zwłaszcza podczas sytuacji kryzysowych).
Gruba => nadwyżka energetyczna => zła gospodarka organizmu => słabe geny => pewna śmierć jej i potomstwa (zwłaszcza podczas sytuacji kryzysowych).

(http://img136.imageshack.us/img136/1267/hb8by5.png)

Jeśli staniesz naprzeciw HB8< i popatrzysz na nią właśnie z takiego biologicznego punktu - na jej tyłek, cycki, twarz, nogi i talię to pomyśl ilu się tak na nią patrzy? Jeśli rozbierzesz ją oczami z tych wszystkich cech genetycznych, upiększeń w postaci ubioru i makijażu oraz psychologicznych mechanizmów obronnych to przed tobą zostanie dokładnie taka sama osoba jak tysiące innych. Będzie to (nie)zwykła dziewczyna, która ma marzenia, pragnienia, lubi się śmiać, ale zdarzają się tez chwile smutku. Będzie to (nie)zwykła dziewczyna, która od czasu do czasu, bez większej przyczyny, ot tak po prostu lubi sobie najzwyczajniej w świecie popłakać... a jednym z jej najskrytszych marzeń jest zamienić poduszkę na ramiona mężczyzny, który to zrozumie. Ale ile takich kobiet jest?



8. Romantyzm pojebany
Życie dla mnie jest jak ogromny szwedzki stół. Tak długi, że idąc obok niego będziemy szli całe życie. I na tym stole są potrawy. Niektóre są smaczne inne mniej. Są takie, które wyglądają ohydnie, ale które smakują jak krople tęczy. Są też takie, które wyglądają wyśmienicie, a które pękają jak balon jak tylko włoży się w nie sztućce. Są te bliżej stołu dostępne dla każdego i takie, które są tak odległe, że nigdy nie będę mógł po nie sięgnąć... No i chyba najważniejsze - są też składniki, z których ja sam będę mógł tworzyć swoje potrawy.

Chcę iść obok tego stołu i próbować małymi ilościami różnych przeżyć, bo wiem, że każdy - nawet największy - brzuch ma swoje granice. Nie chcę być tym, który stanie na początku stołu i nawpierdala się schabowych, żeby nie mieć miejsca na nic więcej. Chcę karmić się emocjami, ale kobiety których ja szukam są chyba reliktami, albo świetną bajką pisaną przez amerykańskie produkcje filmowe. A może gdzieś tam są i czekają, żeby je odkryć, kto wie? W każdym bądź razie rezygnuję z nich - z kobiet jako związku, nie potrzebuję ich. Najwidoczniej są jedną z tych potraw, których nie dane mi będzie skosztować, więc nie ma się na nie co oglądać tylko iść przed siebie dalej.

I w związku z tym, że - jak już pisałem - jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej to wróciłem. Ogromną radochę mi daje jazda na rolkach po parkingach supermarketów, nocami, w świetle neonów. I murki i poręcze wydają się bardziej atrakcyjne. Czuję się wtedy wolny. Dokopałem się do najgorszej wersji siebie, bo najbardziej szczerej. I teraz chcę wszystkiego więcej. 7 czerwca jest pełnia księżyca, pójdę do lasu i będę wył. I taki jest właśnie mój romantyzm pojebany.

http://www.youtube.com/watch?v=yXf5lNKpicQ



9. Czym jeste(ś)my?
Jesteśmy zbiorem schematów, linijek słów i sekwencji uruchamianych w odpowiednich chwilach. Jesteśmy składnikiem ewolucyjnego cyklu. Jesteśmy najdoskonalszą formą, która twierdzi, iż jest od innych mieszkańców tej planety lepsza, a która z radością uprawia na boku animalizm. Jesteśmy tymi, którzy zapisali setki stron o namiętności, pasji, zaślepieniu, a którzy chcą się tylko ze sobą pieprzyć. Jesteśmy zapatrzeni w nasze ciała i zależni od hormonów, ale mówimy, że zależy nam na wnętrzu. Jesteśmy tacy w 99%, bo wierzę, że gdzieś tam iskrzy się dusza. Niestety, przestałem wierzyć w miłość.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:12:30
przez maciorka007 2009-05-31, 18:30
Cytuj
Dobry wpis, szczery do maksimum.
Damian szacun ;) <zółwik> ;)
pozdro
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:12:46
przez Mystyc 2009-05-31, 20:41
Cytuj
Dawno nie zaglądałem na forum bo myślałem ze nie ma po co ... ale powiem Wam wszystkim i Tobie smiler że ten post jest najlepszym postem na tym forum i jeszcze dlugo dlugo będzie lepszego.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:13:02
przez Jakub 2009-06-01, 11:49
Cytuj
Szczery do bólu i dzięki temu wyjątkowy. Szacunek do ciebie Damian mimo że jesteś rąbnięty ale za to też szacun. Jako jeden z nielicznych otworzyłeś oczy a przy okazji "szturchnąłeś " mnie żebym i ja choć trochę je otworzył.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:13:41
przez Crespo 2009-06-05, 12:18
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):W każdym bądź razie rezygnuję z nich - z kobiet jako związku, nie potrzebuję ich. Najwidoczniej są jedną z tych potraw, których nie dane mi będzie skosztować, więc nie ma się na nie co oglądać tylko iść przed siebie dalej.
To jest kwestia tego, że po prostu Ty nie potrafisz żyć w związku. Twój post jest w sumie negatywny. Piszesz, że cały świat jest be i wszyscy są puści. Nie jest tak. Piszesz, że nie wierzysz w miłość. Ja też teraz przeżywam nieco gorsze chwile w związku. Być może za pół roku, dwa lata, a może już za 2 tygodnie się skończy. I co? Mam się załamać? Będę szukał dalej miłości, bo ja w nią wierzę. To właśnie mnie odróżnia od wszystkich niedowiarków i nieudaczników. Piszesz o dziewczynach, które przez szyberdach pokazywałyby cycki. To Cię kręci? Gdyby Ci na dziewczynie naprawdę zależało to czułbyś o to zazdrość. Byłoby Ci z tym źle. Jeżeli się kogoś naprawdę kocha, to chce się żeby ta kochana osoba była tobie oddana. Tobie i tylko tobie i żeby seksualnych wrażeń pragnęła najbardziej z tobą, bo każdy może sobie pozwolić na zbereźne myśli ale nikt nie powinien sobie pozwalać na zdradę.

Smiler!!! Czy Ty nie widzisz tego co się dzieje? Tego społecznego przyzwolenia na rozwiązłość seksualną i zdradę? Czy to nie jest tak, że ktoś do schematu związku, małżeństwa dorobił załącznik-zdradę? Czy to nie jest nowy schemat? Moi rodzice są ze sobą od zawsze i ja szczerze w to wierzę, że w ich związku zdrady nie było. Wierzę w to i że oni się kochają, mają swoje zasady i jedno nie mogłoby zrobić drugiemu tak haniebnego czynu jak zdrada.

Ja wierzę w miłość!!! To jest podstawa! Kto nie wierzy w miłość, to nigdy jej nie zazna, nie doświadczy. Dlaczego? Bo zawsze będzie nieufny wobec siebie i partnerki, bo nie będzie chciał wierzyć. Ten kto postawi sobie cel: znaleźć miłość, znajdzie ją.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:14:18
przez smiler 2009-06-08, 18:21

TEMAT: PEŁNIA

Chciałem emocji i je dostałem, wczoraj była pełnia księżyca i zgodnie ze swoim założeniem poszedłem ją oglądać z całkiem innego punktu widzenia - poszedłem do niej wyć.

Wczorajszy dzień miałem udany :-) - była to rocznica komunii mojej siostry ciotecznej (taka nowa moda), więc najadłem się wszystkiego smacznego aż nadto. Korzystałem ponieważ od dzisiaj zmieniam już tryb życia, bo chcę schudnąć. Wróciłem do domu i zdążyłem ledwo co odpalić kompa na kilkadziesiąt minut, gdyż później poszedłem do kumpla. Na wszystko się przygotowałem, więc spodnie i buty wziąłem te drugiej jakości w razie gdybym miał się wypieprzyć (Boże! Jaki ja jestem przewidujący :D). Zmyłem się około 23:30 i poszedłem w las.

Droga była ciekawa, zwłaszcza, że w rejonach Łodzi spadł naprawdę konkretny deszcz. Las ma piękną naturę, kiedyś już go zwiedzałem po ciemku, gdy w tamtym roku poszedłem na trening surwiwalowy. Za dnia ma zupełnie inne oblicze niż w nocy - wtedy jest jakby bardziej podejrzliwy, skryty. Warto samemu przejść się ścieżkami, gdy świeci tylko księżyc, żeby móc to poczuć.

Było ślisko i mokro, a w głowie miałem myśli, że mimo wszystko nie jestem sam i to są autentycznie nietypowe wrażenia. Poza tym człowiek się uczy spontaniczności - zobaczyłem dużą kałużę, pomyślałem jak w nią wskakuję z dużym impetem i chwilę później "Czy jestem w stanie to zrobić?", która to myśl nie zdążyła dobiec końca, albowiem wbiłem się nogami z całej siły w wodę. Dałbym też wiele, żeby móc mieć nagraną na kamerze chwilę, kiedy przy innej okazji noga poślizgnęła mi się w innej kałuży i na wysokości pół metra nad ziemią znajdowałem się w pozycji poziomej, żeby zaliczyć śliczną glebę :-).

Na miejsce doszedłem już mokry. Duża, znana mi polana, cała dla mnie. Światło przebijające się pomiędzy drzewami jest naprawdę tak piękne, że na da się tego opisać, namalować. Cofałem się w stosunku do drzew, aż księżyc był w pełni widoczny. Rozebrałem się z kurtki, bluzy, koszulki i lekko krzyknąłem, żeby zobaczyć czy będę na tyle odważny, żeby wyć.

Stanąłem naprzeciw tafli okrągłego światła sam na sam z samym sobą i... i zacząłem wyć. Tak głośno jak się tylko dało, a powiem wam, że to wcale łatwe nie jest!

Las po ostrych deszczach, blask pełni księżyca, po godzinie 24:00 i w środku tego wszystkiego jakiś debil, który wydziera się na cały głos, bo myśli, że zmieni świat.

Pewnie pomyśleliście sobie "Wow, zrobił to. Jestem ciekaw jak to jest się czuć, że się żyje?". Otóż wcale się tak nie czułem. Nie przełamałem się. Nie znalazłem tego uczucia, po które tam poszedłem - tego miksu obojętności na świat i głupiego szczęścia, które sprawia, że człowiek drze ryja i tańczy. Nie. Ale wyłem, autentycznie wyłem. Brakowało mi tylko srogiej ulewy.

Miałem masę innych uczuć i tremę, miałem obok siebie społeczeństwo. Było w mojej głowie - wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą jak na idiotę i stukają się w głowę i moja bezsilność, bo nie potrafiłem się ich pozbyć.

I kiedy już klęczałem udając wilka zdążyłem z siebie wykrztusić z całego gardła słowa utworu Chłopców z Placu Broni: "WOLNOŚĆ... KOCHAM I ROZUMIEM! WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM!". I wtedy naprawdę silnie poczułem inne uczucie, poczułem strach.

Moje darcie gardła obudziło bowiem jakieś zwierzęta, a głośny (wręcz wkurwiony :D) kwik wskazywał na dziki. Uczucie trwogi przeszyło mnie od czubka głowy po końce palców u stóp i nie było żartów. No bo jak my byśmy się czuli, gdyby nam wpadła na osiedle wataha dzikich świń i zrobiła sobie imprezę? Właśnie wtargnąłem na nie swoje terytorium i gdyby obrońcy się zdenerwowali to mogliby mnie srogo poturbować. A wokoło nie było nikogo, do drogi spory kawałek i małe szanse, że ktoś usłyszy wołanie o pomoc z niedzieli na poniedziałek. Pierwszy kwik dzików to synonim myśli "O, o." i gorączkowe poszukiwania drzewa, które nadawałoby się na tymczasowy dom.

Zawinąłem się i naprawdę posrany ubierałem się w ciuchy, wyciągnąłem ze scyzoryka nóż i zacząłem uciekać. Biegłem bardzo szybko gdzie pieprz rośnie, a na odchodne jeszcze wyłem - jak taki mały piesek co właśnie zebrał wpierdol i uciekając wszystkim naokoło grozi. Kilka razy się zatrzymałem, żeby sprawdzić czy za mną biegną, bo nie słyszałem nic poza swoim oddechem.

Wbiegłem na ulicę. Miałem jakieś pięćset metrów do momentu kiedy zacznę wpływać w rejony miasta idąc między domkami jednorodzinnymi. Latarń jeszcze nie było, minąłem po drodze tylko jakichś ludzi w samochodzie, para. Chciałem im powiedzieć, żeby uważali na dziki, bo mogłem je obudzić, ale nie wiem czy odebraliby na poważnie człowieka (a na pewno mnie słyszeli, bo las tak pięknie niósł mój krzyk, że aż sam byłem zdziwiony, oni zaś byli nie dalej niż dwieście - trzysta metrów ode mnie), który w niedzielę tak późną porą drze się do księżyca i przychodzi do nich z nożem w ręku ostrzegając przed zeźlonymi leśnymi stworami :D.

Mokre skarpetki i buty, ubrudzone spodnie, spocona koszulka i cała jezdnia moja - no to wracałem sobie środkiem. Im bliżej miasta tym gorzej. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego kim tak naprawdę jest człowiek.

Jesteśmy pieprzoną hybrydą. Jesteśmy wszystkim co najgorsze z bycia zwierzęciem i z bycia "człowiekiem". Zobaczyłem jak bardzo oddaliliśmy się od natury, od korzeni i jak dwulicowi się staliśmy w swoim jestestwie. Nażreć się, wysrać, zaruchać i pójść spać. Predestynujemy do bycia wszystkim, a jesteśmy niczym. Ten strach, który musnąłem, ten świat jest o tyle lepszy - tam jest równowaga, tam są zasady i tam jest godność... mimo, że to las i fakt, że przetrwa najsprytniejszy. Ludzie to ścierwo.

Oblepiał mnie blask latarni, a ja szedłem sobie środkiem ulicy, śpiewałem coś pod nosem, tańcowałem na osi jezdni i tak ponad dwa kilometry. Potem zza zakrętu wyjechało czerwone Cinquecento, a ja wciąż szedłem środkiem ulicy. "Cieniak" trąbnął i lekko ustąpiłem w bok, mimo, że w planach miałem wskazanie mu ręką księżyca i podążanie dalej środkiem drogi. Krok w lewo i dałem przejechać, poczułem się wtedy jak kiedy na początku zaczynałem ćwiczyć siebie i przegrywałem pojedynki na oczy. Dzięki temu zdarzeniu zobaczyłem ile jest jeszcze do zrobienia z życiem.

I zastanawiałem się czy kiedyś będę w stanie odnaleźć to uczucie, po które poszedłem do lasu. Bo to chyba jest miłość. I tak, Crespo, wierzę w nią. To ten malutki procencik, wręcz promilek, z całego naszego bytu, pozbawiony wpływów biologicznych, uwarunkowań społecznych i psychologicznych - to ta iskierka, o którą warto walczyć...

ALE PÓKI CO - MAM JĄ W DUPIE :D!

Do domu wróciłem około 24:40. I mimo, że tak nie jest to gdyby mama mnie wtedy zobaczyła to potwierdziłyby się jej obawy, że coś biorę. 7 czerwca 2009 Damian B. wył do księżyca podczas jego pełni, życie.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:14:38
przez Jakub 2009-06-08, 19:01
Cytuj
Co zaplanujesz, to robisz. Gratuluję.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:15:05
Postprzez Crespo 2009-06-09, 00:40
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Crespo, wierzę w nią.



Bardzo mnie to cieszy. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze i napiszesz kiedyś nam na forum o tej cudownej dziewczynie, na którą czekałeś.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:15:21
przez Polo 2009-08-18, 19:41
Cytuj
Jestem pod mega wrażeniem. Aż chce sie tutaj zaglądać. I pomyśleć ze tworzy się nowy syndrom - odłam PUA. tylko jak go nazwać.... - ???
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:22:41
przez smiler 2009-08-19, 19:35

TEMAT: PODSUMOWANIE OŚMIOMIESIĘCZNE
19.08.2009




1. Wstęp
2. Założenia poprzednie, a realizacja
3. Rozwój
4. Esencja uwodzenia
5. Życie dla siebie
6. Smiler poleca






1. Wstęp
Kolosalna zmiana - tak mogę nazwać to co się ze mną stało na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. I znów napiszę, że jeśli dalej będę szedł takim tempem to nie wiem co ze mną będzie działo, kiedy kliknę "Wyślij" w temacie "Podsumowanie roczne" za kolejne 4 miesiące. Tak pozytywnie nastawiony do życia nie byłem dawno, a w zasadzie nigdy. Literatura, praca nad sobą, postanowienia, ich realizacja, etc. diametralnie wpłynęły na jakość mojego życia. Nie zdawałem sobie sprawy, że można żyć z takim nastawieniem, że można tak pozytywnie myśleć, że można wstać rano i autentycznie sobie powiedzieć "Hej Damian, dzisiaj jest kolejny piękny dzień z twojego życia! Wstawaj, jesteś szczęśliwy!" podczas gdy w perspektywie ma się 12 godzin pracy... a jednak można.



2. Założenia poprzednie, a realizacja

Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Mam silne podstawy do tego żeby zacząć się poważnie zmieniać. Praca nad ciałem - trzeba wreszcie schudnąć. Ale już teraz wiem, że muszę przedłożyć pracę nad charakterem nad pracę nad ciałem. Właśnie dlatego, że to umysł wpływa na ciało, a nie ciało na umysł. Dziś opracuję sobie nowy styl żywienia, od tego tygodnia zacznę regularny basenik i biegi. Przygotuję sobie plan treningowy na ciepłe dni (interesuję się survivalem) i pocisnę mocniej. Utrzymam to i stanę się takim jakim siebie widzę.
Schudłem ponad 10kg, wciąż tracę. Dzięki zmianie nastawienia do życia zacząłem uwielbiać biegać, powoli pojmuję pływanie crawlem metodą total immersion i jeżdżę na rowerze, a późnymi wieczorami śmigam sam ze sobą w kosza na Orliku (zawsze uwielbiałem tą grę :D). Zmieniłem dietę - wyzbyłem się ziemniaków i ryżu w zamian za warzywa (np. brokuły, kalafior, brukselka), zapisałem się na program uczący zdrowo żyć i wiedza tam przekazana diametralnie wpłynęła na moje postrzegania jedzenia i stylów odżywiania. Niestety nie udało mi się opracować treningów survivalowych, ale to nic straconego. Zdjęcie takie jakim siebie widzę w mojej wyobraźni jest jeszcze ostrzejsze, nabrało pięknych barw i ma więcej detali... powolutku zaczyna stawać się rzeczywistością.



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Żeby jeszcze silniej wzmocnić to wyobrażenie postaram się regularnie pracować ze swoją wyobraźnią (NLP). Będę codziennie spędzał około 3 - 5 minut przed lustrem w samych majtkach i pracował nad swoimi cechami charakteru na zasadzie afirmacji.
Nie wyglądało to zupełnie tak jak opisałem, ale ostatni czas spędziłem na opracowanie siebie jako człowieka, określenie moich ról społecznych i celów, paradygmatów działań, zasad, etc. Mam to wszystko w pewnym notatniku, który opracowałem sam, a który dzisiaj udało mi się zbindować. Wiem kim chcę być, mam cele, widzę swoje życie. Nie jestem zawieszony w próżni, a uczucie pustki, które nawiedzało mnie epizodycznie, chyba już nigdy nie powróci :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):W kwestii podrywu postaram się baczniej przyglądać dziewczynom, do których podchodzę i podkręcić trochę techniki, żeby spędzić z nimi troszkę więcej czasu nim poproszę o numer telefonu. To jest klucz - im dłuższa rozmowa tym większa pewność, że będzie za nami tęsknić i zgodzi się na spotkanie (to jest właśnie powód mojego niskiego współczynnika randkowania, o którym pisałem). Dodatkowo zacznę pracować nad podchodzeniem do dwóch dziewczyn lub do grup, bo z tym mam problemy.
Trochę zaniedbałem podryw sam w sobie, ale to nic, bo spotykam się teraz z pewną Moniką (która świetnie całuje :P) i Agatką (którą poderwałem w centrum handlowym). Co będzie dalej - nie wiem. Wiem jednak, że muszę zacząć znowu trenować, ale bardziej rozważnie, według planu. Nie mam już problemów w podejściu do kobiet, ale potrzebuję kilku dziewczyn na rozgrzewkę :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Przestanę również pisać Field Raporty z samego podrywu, ale już z randek. Pisanie ilu to mi się adresów e-mail nie udało zdobyć jest bezsensem w obliczu faktu, że bardzo niewiele dziewczyn odpisuje.
Done :).



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):Chciałbym również bliżej poznać społeczność. Marzy mi się spotkanie was osobiście. Mam obraz kilku osób (w tym dziewczyn :D ) na Wrocławskim Rynku. Atakujemy dziewczyny ze starówki, potem piwko w pubie i kluby. Chcę w tym kierunku zrobić jakiś ruch i udać się do kilku miast w Polsce w celu zgłębienia znajomości z innymi ludkami ;) .
Nie udało się poznać bliżej, ale nadal mam to w planach! Udało się natomiast zorganizować grupę kilku fajnych chłopaków z forum. Są już kolejne osoby, coś się kręci i super. Musimy ze sobą nad sobą popracować... chociaż najpierw to powinienem się z nimi spotkać, a przytłacza mnie chwilowo brak czasu.



Cytuj
    smilerek piszący w marcu 2009 napisał(a):No i mam takie jedno pragnienie, które chciałbym móc zrealizować... chciałbym się zakochać.
:-(



3. Rozwój
Jeśli chodzi o podryw to IG rozwinąłem do tego poziomu, że kiedy się rozkręcę to opener to tylko formalność :P. Wydobyłem z siebie "to coś" na samiusieńką powierzchnię i kobiety autentycznie to widzą, a efekty przychodzą same (i wierzcie mi na słowo!). Zmieniłem nastawienie z "podejdź i otwórz" na "umów się na randkę". Różnica jest diametralna, ale nie będę wam tego tłumaczył - sami pokombinujcie :).

Potrafię zdefiniować "to coś", ale nie mam zamiaru tego robić, albowiem skrzywdziłbym przez to osoby, które nadal próbują to znaleźć, bo "to coś" ma każdy. Podpowiem jedynie, że człowiek komunikuje się za pomocą ciała w ok. 55%, a kobiety w trakcie ewolucji wykształciły u siebie niesamowitą zdolność czytania mowy ciała - musiały umieć odczytywać potrzeby dzieci, które do około 2 roku życia nie mówią. Jeśli zaczniecie stawać się mężczyznami, posiadać cele w życiu, dyscyplinę, radość życia, nieprzewidywalność, etc. to wyślecie to za pomocą ciała w świat, a kobiety to wyczują... i pewnego pięknego dnia będziecie wiedzieli czym jest "to coś" :).



4. Esencja uwodzenia

Kiedy widziałem się pierwszy raz z Feverem, Jamsem i 2F2C to poszliśmy na podryw do Manufaktury (centrum handlowe). Zrobiłem rozgrzewkę na jakiejś mamie i jej córce, ściągnąłem mejla a potem telefon, kilka podejść, kolejny mejl, gadka z chłopakami z forum, etc.

I właśnie tak by to wyglądało pewnie do dziś, gdyby nie fakt, że z drugą dziewczyną udało mi się umówić na kawę, a później na spacer po Łódzkim Ogrodzie Botanicznym. Na imię ma Agatka i moje podejście do niej było proste - ot kolejna fajna i ładna dziewczyna, zagadam i zobaczę co będzie. Wziąłem numer, ale na kawie bałem się troszkę, że będzie sztywno, bo mój pierwszy odbiór tej dziewczyny był właśnie taki, że jest to niewiasta ułożona "od a do z" (myliłem się). Spotkanie się udało, a później umówiłem się z nią we wspomnianym ogrodzie.

Na początku poprowadziłem standardowo, ale nie mogłem pozbyć się sztywności. Wiedziałem, że to ja prowadzę i ode mnie to zależy, lecz zrozumiałem, że wtedy byłem dla niej nudny, bo mimo, że tematy były interesujące to nadal nie trafiałem w "10" i zbyt nachalnie tej "10" szukałem. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to zostawię i poużywam sobie swojej wyobraźni na jej.

Siedząc na ławce opowiadałem jej o tym jak to ta ławeczka to kareta, która podróżuje po polskich drogach z czasów dwudziestolecia międzywojennego do teatru. Rozkręciliśmy się oboje do tego stopnia, że we dwójkę zatraciliśmy poczucie czasu i rzeczywistości. Agatka none-stop się śmiała, a ja czułem, że żyję. Większą część spaceru przeszliśmy potem pod rękę i było naprawdę ekstra.

W trakcie tej wyimaginowanej rozmowy wymyśliłem, że jestem szpiegiem, żołnierzem, manufakturzystą, a ona zwykłą sprzedawczynią jajek z rynku... ale też szpiegiem (kamuflaż). Spacer trwał, radość, ptaszki śpiewają i w trakcie rozmowy Agatka powiedziała:
- A widzisz, nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku.

To mi dało wiele do myślenia. Spotkałem ją, bo ot tak podszedłem podczas treningu i chciałem się pokazać chłopakom z dobrej strony :P... a tu zwykła, kolejna dziewczyna okazała się takim fajnym skarbem. Każda kobieta chyba taka jest, ale trzeba umieć ją odkryć.

Esencja uwodzenia?

Prawdziwy uwodziciel, PUA, podrywacz - jakkolwiek to nazwać - nie ma być tym, który wchodzi do centrum handlowego i sypie openerami jak AK-47 nastawione na ogień ciągły, nie. On ma być jak strzelec wyborowy - interesują go tylko określone cele, a kiedy strzela to jest w 100% skuteczny. Jeśli więc idziesz grać i dopiero szukasz celu to pamiętaj... że "nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku".



5. Życie dla siebie
Te cztery miesiące bardzo mnie zmieniły - uczę się kontrolować emocje, samorozwój mnie przeraża (w tym pozytywnym znaczeniu, oczywiście :D), posiadam zasady, nadal nad sobą pracuję (co jest naprawdę fascynujące!). Nauczyłem się też przeżywać życie i naprawdę mocno się zastanawiam nad tym czy starczy mi go, żeby wszystko zrealizować co sobie założyłem. Życie jest za krótkie, do cholery!

Dziś już wiem, że nie żyję dla fajnego samochodu, dobrej pracy, skończonych studiów czy stopni na dyplomie. Nie żyję dla pieniędzy, ani dla dup (czyt. kobiet :P) - żyję dla siebie. Tylko i wyłącznie dla siebie. Może brzmieć to samolubnie, ale - na opak - wcale tak nie jest. Żyję dla swoich emocji i marzeń. Nie żyję dla kogoś - bez względu czy jest prawdziwy czy wyimaginowany (np. społeczeństwo) - bo ten ktoś, kiedy będę umierał nie umrze za mnie, żeby podarować mi nowe życie.

Ostatnio biegałem i w pewnym momencie, ni stąd ni zowąd, złapałem fajny "flow" (nazywam to "swingiem"). Rytm był równy i wiedziałem, że właśnie wszedłem na kolejny poziom biegacza. Oczy stały się "szklane", a ja przemówiłem do siebie: "Zobacz Damian... jak na żywo spełniają się marzenia". Dziś wiem, że żyję.

Droga jest długa i trudna, ale do k***y nędzy - warto! Są wzloty (wpis "Pieprzyć to ;D") oraz upadki (wpis "Ja"), ale właśnie to sprawia, że tak bardzo chce się tą drogą podążać... żeby stać się absolutnie wolnym.



6. Smiler poleca
 -> Stephen R. Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Warszawa 1996
Książka, która naprawdę potrafi zmienić człowieka. Bestseller, 15 milionów sprzedanych egzemplarzy, autor w pierwszej dwudziestce piątce najbardziej wpływowych Amerykanów, a jego firma w pierwszej światowej dwusetce najbardziej wpływowych małych firm. Jeśli trafi na podatny grunt (np. na mnie :P) to wywraca rzeczywistość do góry nogami. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich!

 -> Richard Denny, Motywowanie do zwycięstwa. Jak działać efektywniej - sprawdzone techniki, Kraków 1999
Bardzo fajna książeczka. Jeśli komuś nie chce się czytać długich opracowań nt. motywacji, etc. to polecam. Jest krótka i treściwa, zawiera podstawy podstaw. Dzięki niej pewne kwestie związane z organizacją siebie stają się jaśniejsze.

 -> Bob Glover, Podręcznik biegacza, Zielonka 2007
Książkę czytam wyrywkowo, ale naprawdę warto ją mieć pod ręką. Autor pokazuje nam bieganie z zupełnie innej perspektywy. Dodatkowo jest wypełniona całą masą wartościowej wiedzy z zakresu ćwiczeń fizycznych, więc może ją czytać początkujący biegacz jak i zaawansowany kulturysta. Polecam szczególnie tym osobom, które biegać nie lubią, a muszą (np. odchudzającym się), albowiem programy tam zawarte zmienią nasze nastawienie do biegania w taki sposób, że idąc na trening nie będziemy myśleli w kategoriach "O Boże, znowu" tylko "Hurra! Nareszcie mogę iść pobiegać". Tego typu tytuł podaję, albowiem widzę, że tematy sportu stają się w społeczności coraz bardziej popularne.

 -> Daniel Goleman, Inteligencja emocjonalna, Poznań 2007
Jeśli komuś spodobał się "Samolubny gen" Dawkinsa to ta książka również przypadnie mu do gustu. Tytuł może zniechęcać szczególnie mężczyzn ( :P ), ale lektura jest naprawdę świetna. Pokazuje nam skąd w ogóle biorą się emocje, jaki jest ich cel w naszym życiu, jak na nie wpływać, etc. Wszytko to utrzymane w miłym klimacie psychologii i biologii, który w przejrzysty sposób pokazuje nam działania mechanizmów emocji i dają odpowiedź na pytanie "dlaczego?". I choć przeczytałem troszkę ponad 50 stron to daję ją do recenzji, bo nie wiem, kiedy napiszę kolejnego posta typu "Smiler poleca", a chcę do jej przeczytania zachęcić jak najwięcej osób.

 -> Roboert Green, 48 praw władzy, Warszawa 2005
Jedna z książek z "Gry" Neila Straussa. Jeśli ktoś jest zainteresowany wszelkiego rodzaju knowaniami i kombinowaniem na lewo i prawo to polecam z całego serduszka. Lektura obowiązkowa dla polityków... i dla kobiet :P.

 -> Joseph Murphy, Potęga podświadomości, Warszawa 1994
Książka jest dobra i naprawdę pomaga, niemniej jednak utrzymuje sztukę pozytywnego myślenia na poziomie "zrób i sam się przekonasz, a żeby ci pokazać, że tak jest to przytoczę taki oto przykład...". Co prawda ratuje wielu ludziom życie i zdrowie, ale przed przeczytaniem warto zapoznać się choćby z moim artykułem.

 -> Matt Ridley, Czerwona Królowa. Płeć a ewolucja natury człowieka, Poznań 1999
Kolejna pozycja z "Gry". Jak dla mnie konkretna kosa - uwielbiam takie książki. Czyta się szybko i lekko, a treść jest naprawdę fascynująca. Książka opowiada o zachowaniach międzyludzkich z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej i socjobiologicznej. Autor przytacza masę eksperymentów, my dowiemy się naprawdę wiele o stosunkach damsko - męskich, a kilka odwiecznie przez nas zadawanych pytań uzyska odpowiedź.



P.S.

Cytuj
    Polo napisał(a):I pomyśleć ze tworzy się nowy syndrom - odłam PUA. tylko jak go nazwać.... - ???


"Prawdziwy mężczyzna"? :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:23:40
przez maciorka007 2009-08-19, 21:08
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Nie udało się poznać bliżej, ale nadal mam to w planach!



Zatem czekam :D

Świetny wpis, podbudował mnie psychicznie ;)
pozdro Damian.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:23:59
przez Jakub 2009-08-19, 22:13
Cytuj
Damian wspaniały wpis, niesamowite jak pracujesz nad sobą i jakie są tego efekty.


"nigdy nie wiesz kogo spotkasz na rynku"
Dzięki temu sam troszkę pomyślałem i doszedłem do zaskakujących aczkolwiek miłych dla mnie wniosków.

Dzięki Damian za wpis i pozdrawiam.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:24:17
przez Ferdi 2009-08-19, 23:15
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):total immersion
rozwin to jak mozesz;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:24:51
przez smiler 2009-08-19, 23:31
Cytuj
Cytuj
    Ferdi napisał(a):rozwin to jak mozesz;)


Jest to metoda pływania, w której balans i siła pływania idą z korpusu, a nie z nóg albo rąk. Całe ciało jest całkowicie zanurzone (ang. total immersion) i wykonujesz ograniczoną liczbę ruchów. Sztuka polega na złapaniu tego specyficznego "flow", "swingu" - czyli w tym przypadku pływu w wodzie, ślizgu. Chodzi o to, żeby być maksymalnie opływowym tak, żeby każdy ruch dodawał nam prędkości :).

http://www.youtube.com/watch?v=rJpFVvho0o4
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:26:59
[ Dodano: 2009-09-20, 19:19 ]

TEMAT: FELIETON
20.09.2009




W związku z tym, że na forum w dziennikach pojawiło się kilka wpisów, które w swojej formie przypominają felieton to sam postanowiłem, że podzielę się swoimi myślami na łamach tego działu, joł :)!



Nowy (nie)wspaniały świat
Żyjemy w czasach, kiedy wszystko z dnia na dzień nabiera mocniejszego tempa. Nie ma już czasu na spokój, na zastanawianie się nad sobą i nad celami swojego bytu. Zostaliśmy skondensowani do ludzkiej baterii, która jest wyzyskiwana na wszelkie możliwe sposoby przez różne maszyny, a której to maszynie nie zapewnia się nawet perspektywy godnego odejścia. Zniszczyliśmy to na podstawie czego zbudowaliśmy naszą cywilizację i hełpimy się bezczelnie tym, że to tak naprawdę przyspieszenie, unowocześnienie, ulepszenie.

Nikt już nie bierze w niedzielę rodziny na spacer do lasu z psem - ludzie wolą iść do centrum handlowego i patrzeć przez szybę na świat, o którym myślą po nocach i który im się śni. Nikt już nie pyka fajki - ludzie wolą zaspokajać swój głód nikotynowy szybkim i beznamiętnym papierosem zamiast poświęcić chwilę czasu refleksji nad przygotowaniem tytoniu, jego ubiciem i kształceniem umiejętności palenia, o pielęgnacji fajki nie wspominając. Nikt już nie kocha - teraz mamy substytut miłości w postaci szybkich związków, łatwego seksu, a kiedy coś nie idzie po naszej myśli zamiast walczyć o drugą osobę postanawiamy się rozstać, porażkę oblekając w formułę "nie pasowaliśmy do siebie". Tak - 534 wydane złote, które mają odwlec naszą uwagę od prawdziwych problemów życia, 57 spalonych papierosów, którym towarzyszą myśli nad beznadziejnością pracy i 23cia dziewczyna, z którą nam się nie ułożyło, bo "to nie to czego szukam".

Ludzie nie chcą już słuchać wiedzy. Nie chcą słuchać starszych od siebie, którzy mają tą piękną umiejętność przekazania pewnej prawdy życiowej w zaledwie kilku słowach. Nie chcą słuchać autorów książek, którzy przelewają pot i krew wytykając palcami błędy i pokazując do kąd to wszystko zmierza. Nie chcą już nawet słuchać swoich rówieśników, jeśli ci nie są z tej samej paczki co oni. Teraz ludzie chcą mówić - wciąż i wciąż i wciąż mówić. Problem polega na tym, że ich słowa to zazwyczaj reprezentacja tego co ich otacza, potwierdzenie rzeczywistości, słowa, które nie wnoszą absolutnie nic nowego. A słuchać uwielbiają pierdół wszelkiej maści. Młodzież jest karmiona programami typy "You can dance", albo "Mam talent" i nagle okazuje się, że wszyscy chcą tańczyć. Boże, jak mało z niech zdaje sobie sprawę z potęgi machinerii, która nastawiona jest na włożenie im do głów takich schematów, żeby oni sami myśleli, że dana czynność to jest to czego pragną, że ich wybór jest wolny od jakiegokolwiek wpływu (słowo "LOL" jest tu bardzo na miejscu).

Pracowałem w centrum handlowym jako sprzedawca i do dziś nie mogę wyjść z podziwu dla tych matek ubierających się jak kurwy, ojców wytatuowanych henną, setek dzieciaków w kapeluszach z kolorowymi sznurowadłami, mięśniaków, którzy myślą, że jak zrobią "halo" na sklepie wokół siebie to są prawdziwymi mężczyznami i dzieci, których rodzice zapragnęli zrobić modne irokezy na głowach i ubrać w ciuchy, aby móc je karmić tym blichtrem od samego początku życia. Trudno spojrzeć prawdzie w oczy, ale staramy się być inni niż wszyscy w wyniku czego wszyscy jesteśmy dokładnie tacy sami.

Już nie ma starego kawalera i starej panny - teraz są single, a jeśli ludzie się ze sobą żenią to często po to, żeby odwrócić uwagę Oka Saurona (tj. społeczeństwa) od siebie, bo są zbyt słabi i zbyt zależni od schematów, które je tworzą. Teraz każdy jest indywidualistą, każdy ma swoje własne cele i swój własny prywatny świat. Świat, z którego cholernie ciężko wyjść nawet jak się widzi cierpiących ludzi po wypadku samochodowym... no bo przecież, jeśli wszyscy są samowystarczalni to dla gapia (ciebie?) jest niezrozumiałe to, że ktoś kto stracił świadomość nie może sam zatrzymać krwotoku. W dzisiejszych czasach najłatwiej jest założyć na uszy słuchawki i odwrócić od wszystkiego głowę udając, że problemu nie ma.

Gdzie ci mężczyźni?
Pytanie zadawane przez kobiety od chyba dziesiątków lat. Żądaja od nas bycia prawdziwymi mężczyznami, ale czy tacy jeszcze w ogóle istnieją? Czy prawdziwy mężczyzna prędzej wyrośnie z gówniarza, który bawi się na przystanku w "ubij lufę" czy z dzieciaka, który w wakacje zakładał bazy na drzewach, jeździł na rowerze po lesie, grał godzinami w piłkę, ganiał się z dziewczynami i strzelał z procy? Mawiają, że wszystko jest możliwe i ja w to wierzę, ale trzeba również uzmysłowić sobie, że niektóre rzeczy są wyjątkami, a jeśli my masowo hodujemy określone postawy to żaden wyjątek nas nie uratuje.

Mężczyzna w obecnym świecie wcale nie czuje się zadowolony i spokojny, nie - czuje się zagubiony. Młodzi chłopcy idą ulicami masami mając swój wzrok skierowany na chodnik i będąc zasmuconymi z faktu, że ich życie jest do bani, bo nie mogą spotkać tej jedynej. I nagle z tej beznadziei wyłania się głos:
- Hej, ty! Rozchmurz się!
Dezorientacja sięga zenitu, jak to? Czy to do mnie?
- Tak, do ciebie mówię. Rozchmurz się.
- Ale kim ty jesteś? Skąd się w ogóle wziąłeś w mojej głowie?
- Znam twój ból młodzieńcze. Wiem jak bardzo i dlaczego cierpisz i chcę ci pomóc - kontynuuje głos.
- Ale gdzie ty jesteś? Kim ty w ogóle...
- Spójrz nad siebie.
Młody mężczyzna kieruje swój wzrok ku górze i widzi, że rozmawia z człowiekiem z plakatu reklamującego modne perfumy w towarzystwie dwóch pięknych blondynek w czerwonych sukniach.
- Nie smuć się, jestem tu po to, żeby ci pomóc, uwierz mi... znam lekarstwo na wszystkie twoje negatywne emocje.
- Ale ja wcale takich nie mam.
- Kogo teraz oszukujesz, mnie? - Pan Wielki Plakat i blondynki zaczynają się śmiać.
- No i co z tego?! Sam potrafię sobie radzić z problemami, jestem mężczyzną! - krzyczy w odpowiedzi chłopak.
- Nie przeczę, ale pomyśl... przecież jesteś zdolnym facetem, studiujesz/pracujesz, masz hobby i marzenia, a mimo to żadna cię nie chce, prawda?
- Nooo... w sumie racja - głęboki wdech i wydech chłopaka świadczą o tym, że Pan Wielki Plakat strzelił w sedno.
- Pomogę ci - zarzuca z entuzjazmem facet z reklamy.
Jedna z blondynek patrzy na chłopaka kuszącym wzrokiem, a druga szepcze swojemu towarzyszowi z bilbordu, że "Co jak co, ale niezłe z niego ciacho".

Takim chłopakiem nikt się nigdy nie interesował (bo przecież wszyscy są indywidualistami), a zwłaszcza takie piękne panie. Ostatecznie co ma do stracenia? Słucha pierwszej rady Pana Wielki Plakat, żeby zmienić obuwie, bo to obecne odstrasza kobiety. I nagle cały świat zaczyna chodzić w określonych modelach butów. Niestety to nie pomaga i Pan Wielki Plakat poleca zmienić również styl ubierania się. I nagle cały świat chodzi jednakowo ubrany krzycząc jednocześnie słowa, które włożył im do głowy gość z reklamy, że każdy z nich jest niepowtarzalny. Ale również i to nie pomaga.
- Ah! Przecież zapomniałem wspomnieć o perfumach!
I nagle cały świat biegnie kupić konkretne marki.
- Samochód masz beznadziejny, mój drogi!
I cały świat pragnie określony model.
- Twoje życie jest nudne!
I nagle wszyscy skaczą z samolotów ze spadochronami.
I Pan Wielki Plakat urzeczony jest postępami jakimi czynią jego podopieczni, sowicie nagradza posłusznych dobrym samopoczuciem, a nienadążającymi - bólem, frustracją i rozterkami.

Ale w pewnym momencie ten chłopak, który na początku tak wspaniale szedł drogą wyznaczoną przez nieznanego typa z bilbordu mówi "dość"!
- I CO?! - krzyczy w twarz Pana Wielki Plakat - ZROBIŁEM CO CHCIAŁEŚ! MAM WSPANIAŁE BUTY, NOWY, ŚWIERZY STYL, DOBRY SAMOCHÓD, CHODZĘ NA KONKRETNE IMPREZY, BIORĘ OKREŚLONE NARKOTYKI, BAWIĘ SIĘ... I... I... I GÓWNO! NIC SIĘ NIE DZIEJE, DO CHOLERY!
Krzyk wzbudza zainteresowanie przechodniów co wprawia Pana Wielki Plakat w lekkie zakłopotanie. Przez chwilę rozgląda się, jakby chciał się upewnić, że to co zaraz powie będzie przeznaczone tylko dla uszu chłopaka. Chłopaka, który ze złości ma zaciśniętą szczękę i pięści, a jego komunikacja niewerbalna jasno daje ludziom do zrozumienia, że wystarczy tylko mała iskierka, żeby ta beczka nienawiści, złości i zdenerwowania - tak długo w nim skrywana - wybuchła.
- Chodź bliżej - mówi typek z plakatu - mam sekret, ale...
- ALE CO?! - przerywa chłopak.
- Ale obiecaj, że nikomu nie wyjawisz tego co ci teraz powiem, OBIECAJ!
- ...
- Widzisz. Jest coś takiego jak tajemna sztuka uwodzenia...
- Co? - znów przerywa chłopak, tym razem jednak nie z powodu zdenerwowania ale zaciekawienia - Jaka sztuka uwodzenia, o czym ty mówisz?
- Zrozum, że dla mnie jesteś jedyny i niepowtarzalny - mówi Plakatowiec - i chciałem cię poprowadzić tą drogą, którą przebyłeś, właśnie po to, żebyś wszedł na wyższy poziom. Chcę bowiem, żebyś wiedział, że żeby poderwać i zaliczyć dziewczynę nie wystarczy być ładnie ubranym, zadbanym, mieć dobrą fuchę i kasę oraz fajny samochód... Jaaaasne, że one na to lecą, ale jest coś więcej.
- Co "więcej"? O czym mówisz? O jakiej sztuce uwodzenia?
- Wyobraź sobie, że podchodzisz do dziewczyny, mówisz kilka zdań i godzinę później jesteś z nią w łóżku.
- CO?! - zaciekawienie w oczach przeobraża się w chęć posiadania większej ilości informacji.
- A wiedziałeś o tym, że jak się podrywa dziewczynę to tą, która cię najbardziej interesuje ignoruje się najdłużej?
- E?! Dlaczego?
- Albo, że wcale nie potrzeba być przystojnym i że kobiety szukają w facecie pewności siebie, a ty przecież taki jesteś, prawda?!
- Nie wierzę w to!
- Nie wierzyłeś, że do Ciebie mówię, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, mój drogi. Chcesz, żebym pokazał ci ten świat?
- Jasne, że tak! - krzyczy znowu z radością chłopak.
- Tylko pamiętaj, to zostaje między nami, zgoda?!
- Zgoda!

I do centrów handlowych wychodzą setki chłopaków, którzy myślą, że są wyjątkowi, bo mają "fancy clothes" i dobrą (wyuczoną) gadkę. Którzy myślą, że o to w PUA znaleźli klucz do wrót wszechświata i damskiej cipki. Ulice przepełnione są młodymi, ubranymi w kolorowe koszule i krawaty agentami z firm doradztwa finansowego, którzy myślą, że ukradli świat, bo ich firma postawiła im jakąś wycieczkę, bądź ekstremalną atrakcję. Młodzi, szybko żyjący narkomani, których dealerem jest Pan Wielki Plakat.

Ale jak długo to potrwa zanim ci ludzi zobaczą, że tak naprawdę nie założyli tylko ubrań, ale nową osobowość, która wcale nie wypływała z nich samych, ale z systemu reklam wielkich korporacji, które w głębokim poważaniu mają jednostkę (i gdzie ten indywidualizm?). Jak długo potrwa to, że założyli maskę, która z dnia na dzień wydaje się coraz cięższa i że cały ten ubiór zaczyna ich tak naprawdę krępować. Niektórzy zobaczą, inni nie, a jeszcze inni będą tak przekonani o słuszności swojej subkultury, że będą zbyt ślepi, żeby dostrzec to, że gniją w dokładnie tym samym bagnie.

Ale jak tu się odnaleźć w świecie, gdzie ideałami męskości są dwie wizje leżące na skrajnych biegunach? Jeden z tych wzorów to łysy, głupi burak-troglodyta, który krzyczy coś o "prawach ulicy", a jako pierwszego i ostatniego argumentu używa siły i myśli, że jest odważny, a mięknie jak wata, gdy czoło życiu trzeba stawić samemu, bez koleżków. Drugi to chudy murzynek-pedałek śpiewający damskim głosikiem emocjonalne piosenki, które tylko z pozoru czymś się od siebie różnią.

A ja się pytam - gdzie wzór faceta, który stoi twardo na ziemi niczym kapitan statku w niebieskiej marynarce ze złotymi guzikami na dziobie statku? Z siwą brodą, z założonymi na krzyż rękoma i popalający fajkę w rytm oddechów morza? Gdzie taki właśnie fecet, którego każdy marynarz chce mieć za kapitana? Nad którym majtkowie zastanawiają się jak długo może patrzeć się morze? Ale on wcale nie patrzy się na nie, bo morze - jak i życie - zna od podszewki i choć wie, że potrafi zaskoczyć i w swej naturze jest bezlitosne to nie jest nieprzewidywalne. On patrzy w przyszłość - w kolejny dzień, miesiąc, rok i zastanawia się co zrobić by móc zabrać dla siebie więcej, by dać to coś kolejnym pokoleniom? On chce wciąż i wciąż odkrywać nowe tereny, a nie okopać się na swoim osiedlu i zgrywać ważniaka. Chce uronić łzę na myśl, że kiedyś z tym wszystkim trzeba będzie się pożegnać i uśmiechnąć się z tego powodu, że to wszystko jeszcze dla niego jest.

Siwe kłęby dymu opuszczają jego usta i znika w głuszy fal, bo w obecnym świecie taki model jest niepotrzebny. Prawdziwy facet z jajami w dupie ma to co o nim powiedzą ludzie, bo zna swoją wartość i nie będzie konsumował produktów, które podtyka mu pod nos atrapa człowieczeństwa w postaci Pana Wielki Plakat. Bo w dzisiejszych czasach lansowany jest męski makijaż, pseudoemocjonalność, sztywność, a nie umiejętność bycia sobą... bo w dzisiejszych czasach książki Juliusza Verne zostały zastąpione masowym badziewiem typu Hannah Montana.

A gdzie te kobiety?
To pytanie zadawane jest znacznie rzadziej i chyba tylko przez facetów, których życie to nieustanna podróż w poszukiwaniu tej jednej dziewczyny, która nie nabierze się na te wszystkie triki, ale czy taka w ogóle istnieje? Od niepamiętnych czasów płeć piękna była tą częścią naszego społeczeństwa, która goniła za modą, salonami i luksusem zapominając o prawdziwym życiu. Czasami zdaje się, że ta pogoń nie ma końca, że one zawsze chcą więcej i więcej i... traktują nas, mężczyzn, jako dostarczycieli tego "więcej".

A gdzie dziewczyny, które rozumieją życie inaczej? Gdzie dziewczyny, które w białych zwiewnych sukienkach chcą biegać po łąkach goniąc za mężczyzną swojego życia, który właśnie ukradł im latawiec? Nie ma ich? Nikt nie nauczy mnie jak pleść wianek, żebym do przyszłej wiosny zapomniał jak to się robi, aby znów być uczonym? Nie ma odważnych na robienie naleśników z dżemem w niedzielny poranek, ganianie się po domu na nago i życie w podróży bez pieniędzy?

Zostały zamienione na rzecz ideałów kreowanych przez głowy z telewizora i głosy z radio. Teraz każda dziewczyna chce być kobietą - już teraz, od zaraz, jak najszybciej. Ubierają się jak modelki, zakładają wielkie okulary i niszczą wzrokiem wszystko co napotkają. Odgrywają się na nas, odgrywają się za brak poczucia bezpieczeństwa w tym niepewnym świecie. Winią mężczyzn za swoje klęski. A Doda jak była tak jest popularna. Zwykła, pusta blondyna z żałosnym śmiechem, która wylansowała się na "księżniczkę" telewizji... a może mała dziewczynka, która musiała schować siebie pod ten cały płaszczyk, bo zobaczyła, że my mężczyźni bardziej łakniemy jej perfekcyjnego ciała niż duszy? Może każda dziewczyna to taka Doda?

Bądźmy więc w końcu w stosunku do siebie szczerzy - jest popyt to jest podaż. Choć bardziej powinniśmy zauważyć mechanizm i zapytać: co bardziej wpływa na co?

Rządają od nas szarmanckości i rycerstwa w zamian nie dając za wiele. Modele kobiet dzisiaj? Studentka, która coraz bardziej staje się synonimem słowa "kurwa" - dają na lewo i na prawo zwykłym frajerom, bo to lubią, aby po 25 roku życia zamienić się w potulne salonowe zwierzątko, które przecież tak bardzo kocha swojego misiaczka i tygryska. Pusta laleczka, która oprócz koksu i popularnych twarzy w klubie szuka również łatwej kasy - tania tandeta stworzona z rynkowej jakości ciuchów, która nawet nie potrafi ich dobrze dobrać... koniecznie w białych kozaczkach. "Singielki" obrażone na cały świat, które swoją nienawiść do mężczyzn często ubierają we wdzianko "feminizmu" i dziewczyny, które włóczą się po centrach handlowych robiąc lody dzianym kolesiom w zamian za ciuch.

Brak szacunku do siebie, brak chęci ciężkiej pracy = ładnie się ubrać i wymalować i czekać, aż "kupi" je jakiś chłopaszek.
- Najlepiej taki frajerek co to mu w życiu z dziewczynami nigdy nie szło to będę mogła go wiecznie oszukiwać i wciąż powtarzać, że go tak naprawdę kocham. Niech na mnie pracuje, ja muszę się bawić.

Co bardziej cwane jednostki kończą studia, olewają płeć brzydką i pną się po szczeblach kariery. A są to bardzo sprytne jednostki, które powoli wygryzają mężczyzn z "wiecznie ich" posad, powoli przejmują inicjatywę co nas wprawia w zdumienie i przerażenie, a że nie mamy jaj to reagujemy agresją, reagujemy "szklanym sufitem".

Chcą, żebyśmy je kochali, żebyśmy byli rycerzami, piratami zdobywcami i ramionami, w których wygaśnie całe zło, a łzy wsiąkną. Ale kiedy tylko pojawia się okazja zapominają o tym wszystkim, żeby się puścić z jakimś negrem (czyt. murzynem), albo turasem - to przecież egoztyka. I jeżdżą tabunami na wycieczki do Egiptu w poszukiwaniu swojego "habibi". I dają dupy na lewo i prawo w Anglii i innych krajach "zarobkowych", nic więcej jak "seksturystka", "łatwa sztuka", "zawsze pójdzie".

Nie ma już Polek - jest mutant wschodnioeuropejsko zachodni. Miks mitu o najpiękniejszych kobietach świata i wartości, które przyniósł ze sobą "wspaniały" zachód. Mieszanka tandetnych ciuchów z seksem za wartości materialne i wyższym wykształceniem. Erasmuski pieprzące wszystko co się rusza, które nawet nie potrafią zrobić jajecznicy.


Co dalej?
Już dawno temu przestaliśmy się szanować. Już od dawna jedna płeć obrzuca drugą obelgami i wyzwiskami. Ale żadne z nas nie potrafi być wobec siebie szczerym. A mimo to nadal szukamy i nie poddajemy się walcząc do końca. Kiedy kobieta kocha się z mężczyzną to nie kocha się z jego duszą, ale z jego statusem społecznym. Zaś kiedy mężczyzna kocha się z kobietą to nie z jej duszą tylko z jej ciałem. Bądźmy tu chociaż raz szczerzy - kobiety chcą kasy, a mężczyźni fajnej dupy i to jest odwieczna prawda nakręcająca naszą cywilizację, resztą wartości można sobie podetrzeć tyłek.

Nie wiem jak Tobie, ale mnie taki świat nie odpowiada.
Nie wiem jak Ty, ale ja nie lubię jak ktoś mi mówi co mam robić.
Nie wiem jak ty, ale to co robię - robię dla siebie, a nie dla wizji społeczeństwa.
Nie wiem jak ty, ale ja wybrałem życie.



http://www.youtube.com/watch?v=gSfJB0RNlZM
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:27:23
przez chez 2009-09-21, 16:49
Cytuj
To ja usunąłem buźkę kodzaka :mrgreen: Przyznaje nie zauważyłem wiadomości z SB :mrgreen:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:27:38
przez maciorka007 2009-09-21, 17:02
Cytuj
Kolejny świetny wpis.
Pozdrawiam Damianka :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:27:55
przez uwo-to-działa^^ 2009-09-21, 19:32
Cytuj
Świetna refleksja, wizja Pana Wielki Plakat zbliżona do Wielkiego Brata z Roku 1984 George'a Orwella. Człowiek podlega nieustannej manipulacji. Jesteśmy manipulowani przez mass-media, przez polityków, przez półświatek wyblakłych gwiazd i gwiazdeczek. Najgorsze jest jednak to, że czasem jesteśmy manipulowani przez tak zwanych zwykłych ludzi - naszych znajomych, przyjaciół. Każdy, choćby nieświadomie, próbuje naginać cały świat do swojej wizji, czasem niestety poprzez rujnowanie wizji innych osób. Dlatego tak ważne jest, by być świadomym, że jakiś 'Wielki Gracz' każdego dnia próbuje uczynić nas jednym z pionków na tej wytartej szachownicy.

Jak bronić się przed takim światem? Stworzyć swój własny, pełen barw, niezwykłości. Świat magiczny, świat o którym pisze Smiler. Świat szalonej romantyczności i dziecinnych psot. Świat pogodny, ale oparty na mocnym kręgosłupie moralnym i na pełnej świadomości własnej osoby, swojego charakteru, przekonań i możliwości. 'Nikt nie jest samotną wyspą' - ale nie zamieniajmy się w pstrokaty, monotonny, wiecznie manipulowany i ciągnący się bez końca archipelag sztuczności.

Pozdrawiam Smiler, jesteś geniuszem :P
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:28:19
przez Martyn 2009-09-21, 19:53
Cytuj
Sorry Smiler ale nie rozumiesz kobiet, kobiet są bardziej sterowane instynktem zwierzęcym ponieważ ich zdolność logicznego myślenia jest bardzo nikła w stosunku co do mężczyzny.Sam Zygmunt Freud tak piszę.Po prostu kieruje bardziej nimi popęd seksualny niż facetami(tak panowie to nie jest śmieszne) ,na 10 najbardziej inteligentnych osób świata tylko 3-to kobiety.Więc to tak jakbyś gadał do psa dlaczego ty ruchasz każdą sukę, dlaczego kobieta to kurwa bo taki ma wewnętrzny instynkt dlatego kobiety nie zadają się z miłymi facetami tylko dają dupy silnym zwartym facetom,bo oni bardziej działają na ich instynkt.Feminizm to tak naprawdę nie jest walką o prawa kobiet do lepszej pracy , tylko prawem kobiet do legalnego się kurwienia chodzi o to żeby ściągnąć im te mentalne passcnoty założone przez mężczyzn ,którzy to oto wymyślili że kobieta to dziwka ta która uprawia seks na lewo i prawo, że do ślubu musi być dziewicą.Prawa kobiet do lepszej pracy to tylko przykrywka do tego co napisałem wyżej.
Smiler zauważ ,że kobieta jest mistrzynią wpasowywania się w schemat powie się jej że trzeba iść na studia bo to wypada to pójdą wszystkie(widzisz jak lubią być zdominowane i sterowane).Zauważ też ,że to głownie faceci są kreatorami i innowatorami.Artyści naukowcy.Kobiety ,może odnoszą sukcesy ale nie dlatego że są takimi zabójczymi geniuszami tylko dlatego że są systematyczne poukładane i bardziej ambitne. Zauważyłem takie cechy na studiach a studiuję matematykę i 75% to faceci ,kobiety może mają piątki z kolokwiów ,ale powiem to tak jakbyś dał chłopcu klocki i powiedział mu zbuduj wieżę, i powiedział to samo dziewczynce , to dziewczynka najpierw popatrzyła by jak robi to chłopiec a dopiero potem by zbudowała.Brak im wyobraźni i mniejsza kreatywność(one muszą czuć dominację).Za to kobiety mają lepsze silniejsze odczuwanie emocji ,one lepiej czują daną osobę ,one lubią czuć!!!, dlatego wolą się raz po bzykać z murzynem bo wtedy to daje im dawkę emocji wow co ja robię to taki nie dobre mama mówiła co innego jej mózg kocha odczuwać takie uczucia jak podniecenie ,strach, żądzę seksualną.(a propos mulatki są nie złe 8-) )Dlatego tak dużo kobiet studiuje psychologię ,różnego rodzaju filologie.Nie przekładaj kobiety na LOGIKĘ!!!Bo zginiesz empatia, empatia...Dziwka to jest imię natury kobiety, tak samo jak drugie imię faceta to dziwkarz.PS:uważam ,że na świecie są inteligentne kobiety które się szanują bądź nie(ale to ich sprawa co robią ze swoim ciałem, a nie moja), kobiety ubierają wyzywająco nie dlatego że są puste tylko dlatego że chcą się PIEPRZYĆ!!! One też mają potrzeby SEKSUALNE!!!Spójrz np na Angeline Jolie , ostra wyzywająca bardzo seksualna charyzmatyczna ,ale na pewno nie jest głupia poczytaj sobie wywiady z nią.Smialer kobieta chce faceta , kobieta pragnie emocji.Obudź w sobie faceta instynkt...Święty Mikołaj nie istnieje....Co innego to związek ,tam od kobiety wymaga się wierności...
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:30:33
przez Justin 2009-09-21, 21:28
Cytuj
Martyn, to co napisałeś to niewątpliwie frapujące spostrzeżenie. Nie zmienia to jednak faktu, że to jak się zachowuje dziewczyna/kobieta w wieku dorastania i po, zależy od tego jak została wychowana, i jaka jest inteligentna.

Mówisz, że kobiety to dziw.. itd. i zostały tak skonstruowane, może i racja. Ale jak sądzisz po co dostały mózg, inteligencję (nie wszystkie, ale jednak)? Kobiety kochają emocje, ale te najbardziej wartościowe nie szukają tego typu przygód, bo są ponad tym. Faktem jest, że w obecnych czasach trudno jest takie znaleźć.

Może właśnie dlatego teraz jest tak, że niektóre kobiety nie robią czegoś bo boją się opinii publicznej. Gdyby nie to, to wszystkie pewnie by się, za przeproszeniem, zeszma....

To jak się ubierają zależy od wielu czynników. Poczynając od tego co lubi, jak się w tym czuje, skończywszy na tym, co chce przez to osiągnąć. Każda kobieta chce seksu, ale tylko zdesperowane pokazują siebie w roli przedmiotu, który możesz mieć na jakiś czas.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:30:50
przez Martyn 2009-09-22, 10:59
Cytuj
Justin są kobiety inteligentne i które nie szukają przygód.Tak to prawda.Tylko,że ja z założenia przyszedłem na to forum by nauczyć się uwodzić :evil: .I ja jeżeli wchodzę w jakąkolwiek interakcję z kobietą to wymagam od niej intelektu , jakiegoś celu w życiu.Tylko, że na dzień dzisiejszy szukam przygód po co???Bo jestem sukinsynem , nie chcę cieszyć się pełnią życia jest czas na zabawę jest czas na związek jest czas na miłość, jestem gościem który ma swoje pasję i zainteresowania tylko ,że one pozwalają mi przetrwać w życiu dają siłę,tak jak Van-Gogh ,gościu malował obrazy i stawił to ponad kobietę kobieta była tylko dodatkiem , jeżeli zabarać mu płótno i farby to by umarł (pasja nie służy uwodzeniu ,pasja ma ci dawać przyjemność którą nie da ci żadna kobieta).Najbardziej martwi mnie ,to że to co napisał Smailer sorry jest potwierdzeniem jego kompleksów.Mój post miał na celu , nakreślenie różnic między facetem a kobietą.To co napisał Smailer, gdyby dać przeczytać jakieś kobiecie powiedział by do niego tak:...Bardzo fajny z ciebie facet z zasadami , romantyk sądzę że na pewno. znajdziesz sobie dziewczynę tymczasem zostańmy przyjaciółmi. Ogólnie związek ludzki oparty jest na tak kruchej ,rzeczy jak emocje i kobiety w długotrwałych związkach w pewnym momencie odczuwają jego brak.(nie zawsze)Do miłości obie strony muszą dojrzeć.Jak dla mnie Smieler ma kompleks związany z jego ojcem , stąd tak duża doza moralności i uczuć w jego postach.Ale zauważ Smailer ,twoja matka zakochała się w zimnym sukinsynu który ją zdradził. 8-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:31:10
przez Justin 2009-09-22, 12:43
Cytuj
Cytuj
    Martyn napisał(a):nie chcę cieszyć się pełnią życia jest czas na zabawę jest czas na związek jest czas na miłość, jestem gościem który ma swoje pasję
Wszystkie te elementy można połączyć.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:32:09
przez smiler 2009-09-22, 15:11
Cytuj
To co napisałeś, a co dotyczy mnie do w dużej mierze prawda. Owszem - mam kompleks ojca, bo nikt mi nigdy nie pokazał jak powinien wyglądać wzorzec prawdziwego mężczyzny i sam musiałem go szukać. Dlatego przewinąłem się przez zapijanie się, etc. Myślałem, że w jakimś stopniu upajanie się alkoholem to jest atrybut prawdziwego faceta i się utożsamiłem (zostało mi do dzisiaj :D).

To co się ze mną obecnie dzieje to fakt tego, że mam 23 lata i przechodzę przez fazę intymność vs izolacja wg podziału życia przesz Erica Ericssona:

Cytuj
    Podstawowym zadaniem fazy rozwojowej między dwudziestym a trzydziestym piątym rokiem życia jest ustanowienie silnych przyjaźni, zawiązanie związków, małżeństwo i wydanie potomstwa. Jest to możliwe dzięki silnej wspólnej tożsamości z osobą płci przeciwnej. Młody człowiek, który nie jest pewien swojej tożsamości, izoluje się, unika relacji interpersonalnych. Nie jest zdolny do zbudowania przyjaźni czy związku i żyje w samotności. W warunkach optymalnych człowiek rozwija w sobie intymność, w zagrażających zaś izolację, oddalenie. Czynnikami znaczącymi w kształtowaniu tych postaw są kochankowie, małżonkowie i przyjaciele obojga płci.

    źródło: http://www.onebrain.pl/?q=wprowadzenie



Niestety, ale u mnie ta faza leci w tą negatywną stronę w wyniku czego wszyscy naokoło są "be". Bądźmy szczerzy - nienawidzimy tego czego nie możemy mieć i dlatego tak wielu młodych facetów ma kobiety w poważaniu. Niestety prędzej czy później to wyłazi i mamy takie subkultury jak Yuppies.

Mówisz, że na wszystko jest czas i masz rację, ale ile masz lat? Widzisz ja w liceum zrobiłem to co miałem zrobić, były imprezy, nocne powroty do domu, gitary, ogniska i mnóstwo innych rzeczy. Teraz nadszedł dla mnie czas sprawdzenia siebie i chciałbym mieć u boku kogoś kto by mi dorównywał... i nie znajduję. Szukam i tzw. "dupa". Moja nostalgia za tymi wymarzonymi dziewczynami to nie tylko chęć przygody, ale tęsknota za światem, który już odszedł - światem, którego dla mnie już nie będzie, bo zniknął w bagnie McDonald'a, KFC, Shopping Moles i innego gówna robionego na szybko. Tak samo jak na szybko teraz mamy produkowane masowo kobiety.

Mam problem z głową, bo nie umiem się zakochać. No jakoś niestety jestem jednym z tych kolesi, którzy muszą coś poczuć. To nie jest domówka z czasów liceum, że jak tylko impreza wygasała to każdy szedł w swój kąt, sorry - nie bawi mnie to, lubię wyzwania, lubię adrenalinę (i dlatego się bawię w uwodzenie), a nie łatwe tyłki.

Reasumując:
* Owszem - nie narżnąłem się kobiet tyle ile chciałem.
* Owszem - z jednej strony siebie za to nienawidzę, a z drugiej kocham. Przykład? Całuję się z dziewczyną na ławce i pyta się mnie czy może mi zadać niedyskretne pytanie, pyta o to kiedy ostatni raz się kochałem. Podaję jej termin (już w latach :D), a ona wywala mi z hasłem, że ja to chyba nie jestem facetem. odpowiadam jej, że nie o to chodzi. Mówię że jestem upartym człowiekiem i że gdybym sobie postanowił puknąć cokolwiek to bym to zrobił... ale mam zasady. Zaczęła mnie całować jeszcze bardziej namiętnie. Mimo wszystko zabolało (dało mi wiele do myślenia), ale wtedy pojawiła się moja pewna wiedza ->
* Owszem - m.in. studiuję socjologię i mam łeb tak wypchany schematami, że się już nie mieści. Nie widzę ludzi - widzę jednostki. Nie widzę zabawy, śmiechu, pracy - widzę interakcje. Patrze przez pryzmat pieprzonego schematu, rozumiesz? Kodu, który każdy ma we łbie i to mnie zniechęca do ludzi, bo go znam i bawię się w takiego społecznego hackera. Nie chcę być kolejnym baranem idącym potulnie na rzeź. Nie odpowiada mi wizja tego, że ktoś lub coś mną steruje... ani trochę. Stąd nie rusza mnie to, że społeczeństwo mi powie, że to że mało rucham jest powodem tego, że nie jestem facetem. Albo, że społeczeństwo mi powie, że powinienem być "taki a siaki" - ja mam społeczeństwo w głębokim poważaniu, bo uczę się żyć dla siebie, a nie dla niego (o czym już pisałem). I nie znajduję nikogo kto miałby predyspozycje to pojąć i to boli. Wierzę w to, że jestem czymś więcej niż "nażreć się, wysrać, zaruchać i pójść spać".
* Owszem - jestem miłym facetem. Jestem grzeczny, ułożony i sympatyczny. Uwielbiam się śmiać. Ale jestem i odważny - mało kto ma w sobie na tyle dużo siły, żeby zabierać głos w różnych miejscach publicznych. Mało kto jest na tyle odważny, żeby pomóc niepełnosprawnej wejść do autobusu (bo społeczeństwo patrzy). Ale jestem stanowczy, a w zasadzie... jestem najgorszą kurwą jaką w życiu mógłbyś spotkać, uwierz mi - jestem manipulantem, oszustem, cwaniakiem, nie zawaham się wbić noża w plecy komukolwiek... pod warunkiem, że zdefiniuję go jako wroga (czego się nauczyłem pracując nad charakterem), nie znam litości, a jeśli niszczę to bezwzględnie. To taka moja druga natura, o niej staram się nie pisać, bo jest trochę niezrównoważona i za to ją kocham... za nieobliczalność. Na szczęście się mnie słucha i kiedy mówię "siad" to siedzi jak należy 8-).
* Nie owszem - laski na mnie lecą. Wpadnij kiedyś do Łodzi to pokażę ci o co chodzi, a jak porozmawiałbyś z moimi koleżankami z socjologii to może rzuciłby ci nowe światło na mnie. Spotykam się ze spojrzeniami, z chęciami "czegoś więcej", ale jakoś nie mogę się zakochać.

I wiedza o samym sobie pozwala mi się zmieniać i wiesz - za to siebie podziwiam. Że tak wiele razy już upadałem i przegrywałem, a mimo to wstaję i nie poddaje się. Nie jestem jak świerszcze z eksperymentu opisywanego przez Dawkins'a w "Samolubnym genie" - walczę do końca i wierzę w to, że świat nie jest taki skurwiony na jaki się wydaje. Wierzę, że znajdę swoją Eternię.



Zaś co do kwestii tego co pisałeś o kobietach to tylko częściowo się zgodzę. W pewnych momentach trafne spostrzeżenia, a w innych trochę się podśmiewałem, ale nie będę pisał więcej, bo mi się nie chce. Polecam ci przeczytać "Płeć Mózgu" Anny Moir i Davida Jessel.

A powodem, dla którego napisałem tak długi post jest m.in. to, żeby zwrócić twoją uwagę na moje zdanie z kilku akapitów wyżej: "Bądźmy szczerzy - nienawidzimy tego czego nie możemy mieć i dlatego tak wielu młodych facetów ma kobiety w poważaniu". Chciałbym, żebyś zwrócił teraz uwagę na fakt, że twoje poprzednie posty wręcz emanowały nienawiścią do kobiet i chęcią zdegradowania ich tylko do maszyn rozpłodowych. Dałeś mi powód do przemyśleń, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś napisał dobrą konstruktywną krytykę i za to ci dziękuję. Odbijam się tym samym, a mianowicie prośbą o przeczytanie mojego posta tak jak to ty byś go pisał.



P.S.
Sprytny obserwator doszedłby do prostej konkluzji, która zawierałaby się w słowach "Smiler... za dużo myślisz... po prostu sobie coś puknij". W sumie mają rację, ale:
- nie puknę byle łatwej dupy, bo mam godność
- nie potrafiłbym puknąć fajnej dziewczyny, a potem zostawić jej na pastwę losu, bo mam honor.

P.S. 2
Niestety coraz bardziej przegrywam z samym sobą i coraz bardziej staję się męską świnią nastawioną na seks. Licznik zbliża się do zera, panowie i panie, i niedługo krzyknę do siebie "unleash the beast", a wtedy paradygmat "kobiety jako materiał na radość życia" zostanie zamieniony na "kobiety jako narzędzie zaspokajania potrzeb seksualnych". I może to będzie mój upadek człowieczeństwa, ale przynajmniej czytelnicy będą mieli kupę radości z moich FRów :D.

Miłego myślenia życzę wszystkim, którzy to przeczytali, a ja tymczasem uciekam robić kasztanowe ludziki :mrgreen:.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:32:47
przez zorro 2009-09-22, 17:19
Cytuj
Masz wyższe wymagania = dłużej czekasz. Jeśli uważasz, że warto, to jest warto.

Dobry wpis.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:33:00
przez Martyn 2009-09-22, 17:50
Cytuj
Smieler inteligentny z ciebie kolo, myślałem że nie kapujesz fazy w jakiej jesteś ale widzę ,że patrzysz na siebie realnie.Cóż moim celem jak na razie jest uwodzenie kobiet i tego się trzymam nie szukam związku jest mi dobrze tak jak jest.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:33:21
przez Murio 2009-09-22, 18:46
Cytuj
smiler, nigdy do Ciebie nic nie miałem, byłeś ok i odbierałem Cię jako gościa zakręconego, ale jednak takiego, z którym można pogadać. Ale dopiero tym postem kupiłeś mój szacunek. Na prawdę jesteś mężczyzną.

Masz jeden problem - wewnętrzną frustrację. Zapraszam Cię do mojego dziennika. Nie pasuje do Twojego schematu frustracji, ale pokazuje, jak z nią walczyłem i jak w końcu udało mi się ją pokonać - mam nadzieję, definitywnie. Jesteś inteligentnym gościem i jestem pewien, że wnioski, które wyciągniesz... pomogą Ci wrócić na właściwy tor z nową energią :) Jesteś trochę podobny do mnie: typ obserwatora... Na tyle bystry i inteligentny by widzieć co się dzieje dookoła, nie akceptować tego i czuć się tak jak czujesz - jak ktoś wyjątkowy w bagnie gówna. Czułem się tak samo. Teraz jest inaczej :)

Tak jak Ty chcę znaleźć kobietę, która doceni to, co robię. W końcu w moich poszukiwaniach trafiłem nawet tutaj. A znalezienie takiej kobiety jest chyba najtrudniejsze. Wiesz czemu? Na pewno wiesz :) Wiesz też więc, dlaczego nie oczekuję, że kiedykolwiek spotkam taką kobietę :) Ale nie mam zamiaru zaniżać swoich wymagań. A wiesz dlaczego? Bo jestem parę lat bez związku, a w moim ostatnim moja kobieta rżnęła się z innym w przerwach między kolejnymi porcjami rzygowin, że mnie kocha :) Bolało jak cholera. I wiem, że wolę być sam, niż z byle kim :) Czujesz podobnie? Więc nie rób niczego wbrew sobie. Bo nie warto. To Twoje życie i przeżyj je tak, jak chcesz. Zgodnie z Twoimi ideałami, podążając za swoimi marzeniami, drwiąc z tłumu. Oni za Ciebie nie umrą, więc nie mają prawa Ci mówić, jak masz żyć. Ani ja :) Wiesz kim jesteś, wiesz czego chcesz. Rób to.

Kolejny świetny wpis :)

Pzdr!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:35:54
przez smiler 2009-11-16, 00:49

TEMAT: KLĘSKA/ZWYCIĘSTWO CZŁOWIEKA WALCZĄCEGO
PODSUMOWANIE ROCZNE
(15.11.2009)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Nadzieja
3. Konfrontacja z rzeczywistością
4. Teoria frajera
5. Nowa droga
6. Taktyka kobiet
7. Nowe cele
8. Zakończenie

9. Epilog






1. Wstęp

To już rok, minął niemalże okrągły rok od momentu, kiedy zacząłem pisać na tym forum. Rok ten był niesamowicie owocny dla mnie jak i (chyba) mojego otoczenia i pozwolił mi bardzo wiele zrozumieć... a przede wszystkim zrozumieć siebie. Te 12 miesięcy spędziłem na treningu swojej osobowości, rozwinąłem swój charakter do tego stopnia, że poważnie zacząłem się zastanawiać nad tym czy to ma gdzieś swój koniec? Pragnienie "więcej" jest niepokojące, bynajmniej nie chodzi o pieniądze, ale o przeżycia, emocje. Moim największym ubolewaniem jako człowieka jest fakt, że nikt tego nie uczy w szkołach. Nikt nam nie mówi jak myśleć, a ludzie i ich inteligencja oceniani są przez pryzmat swoich osiągnięć naukowych, a nie zdolności do tego kim mogą być. Tysiące marzeń płonie każdego dnia, bo nikomu już nie chce się walczyć o ideały i powstają tacy ludzi jak m.in. ja.

Otworzyłem rozmowę z niesamowitą ilością dziewczyn. Byłem na wielu spotkaniach z kobietami, które poderwałem na ulicy/w centrum handlowym/klubie/etc. Stworzyłem swoje standardy i trzymam się ich do dzisiaj. Schudłem 15 kilogramów i nadal waga mi idzie w dół. Wydobyłem z siebie radość i szczęście. Przeczytałem dużą ilość książek z zakresu samorozwoju, które jeszcze bardziej pozwoliły mi sięgnąć dna mojej duszy... niepotrzebnie, bo tak naprawdę w moim życiu nie zmieniło się nic.



2. Nadzieja
Martin Seligman to osoba odpowiedzialna za wprowadzenie do psychologii terminu "wyuczona bezradność", czyli przekonania o braku powiązania działania z jego konsekwencjami co powoduje brak umiejętności podejmowania samodzielnych decyzji.

Ów psycholog przeprowadził doświadczenie, które polegało na tym, że morską odmianę szczurów - charakteryzującą się tym, że potrafi pływać w warunkach skrajnych nawet 80 godzin none stop(!) - wrzucał do dużej beczki wypełnionej do połowy wodą. Szczur nie mógł się wydostać na zewnątrz, a jeśli przestawał pływać - tonął. I te zwierzęta, które potrafiły utrzymać się na wodzie około trzech dób bez przerwy, topiły się po góra kilkunastu minutach!

Druga część eksperymentu polegała na tym, że tuż przed utonięciem badacz wrzucał do beczki drabinkę, po której szczur mógł się dostać do ciepłego kojca i odpocząć. Ponownie wrzucone do kadzi zwierzę pływało w niej już pełne kilkadziesiąt godzin. Dlaczego? Ponieważ miało nadzieję! Ponieważ walczy się do końca!

I wiem już ile mogą pływać szczury, ale nie mam zielonego pojęcia ile może wytrzymać człowiek. Prawda jest taka, że pomimo moich starań, pomimo mojej walki o samego siebie, nie zmieniłem swojego nastawienia do życia. Nadal jestem rozchwianym emocjonalnie frustratem, który od czasu do czasu miewa przebłyski.



3. Konfrontacja z rzeczywistością
Polska jest teraz w tzw. okresie modernizacji, czyli przekształcania się z państwa przemysłowego w państwo usługowe. Widać to na każdym kroku - technologie w fabrykach, u rolników, niesamowite zapotrzebowanie na kadrę menadżerską i przede wszystkim ideologia "singli".

Przez ten cały czas nie miałem obok siebie nikogo kto by dostrzegł we mnie to kim jestem. Świat i zasady jakim hołduję umierają, a tacy ludzie jak ja już nie są potrzebni, więc też pozwolę sobie odejść - mam już dość, za dużo tego wszystkiego.

P*e*d*l* ten świat - nie opłaca się w nim być sobą, nie opłaca się w nim być kimkolwiek oprócz tego co lansują media i dlatego go tak bardzo nienawidzę... dokładnie tak samo jak "robotów społecznych", a najbardziej za to, że oni w grze wygrywają. Gdyby istniała sprawiedliwość to rzeczywiście największą jej porażką byłaby przewaga kolesi, którzy modnie się ubiorą, nauczą kilku tekstów na pamięć, nażrą się białka i będą zgarniali najlepsze towary w klubach nad ludźmi, którzy każdy dzień swojego życia poświęcają na to, żeby siebie rozumieć i być lepszymi.

Ojciec tkwi we mnie zbyt głęboko. To zwykły frajer był, nie potrafił być dla mnie przykładem i stąd moje poszukiwania. Boże - jak ja zazdroszczę wszystkim tym, którzy mają fajnych ojców - takich co to zabiorą pod namiot, na spływ kajakowy, pojeżdżą na rowerze, zainteresują się dzieciakiem, pogadają i poklepią po ramieniu jak w życiu coś nie wyjdzie. A przede wszystkim - będą to wszystko robili bezinteresownie. Mam niesamowity ciężar na sercu, zbyt dużo myślę i nie mam zielonego pojęcia jak się tego pozbyć.



4. Teoria frajera
Jedna z teorii budowania tożsamości mężczyzny polega na burzeniu w nim tożsamości kobiety. Młody chłopak przez większą część swojego początkowego życia przebywa z matką i uczy się od niej sposobu pojmowania rzeczywistości. Jednak role społeczne przewidziane dla kobiety i mężczyzny są zupełnie inne - kobieta dba o rodzinne gniazdko, a mężczyzna zdobywa pożywienie (nie wchodząc w szczegóły). Mężczyzna wychowany na wzór kobiety nie mógłby sprostać zadaniom stawianym mu przez świat, więc musi zacząć robić dokładnie na odwrót to co robi kobieta. W wyniku tego łamie kolejne bariery kobiecości: dziewczynki są grzeczne = chłopcy się niegrzeczni, dziewczynki siedzą w domach = chłopcy ciągle gdzieś biegają, dziewczyny stronią od alkoholu = chłopaki zalewają się na umór, etc. Tym można tłumaczyć nienawiść do homoseksualistów, czyli do tych, którym ten wyczyn się nie udał do końca.

Na podstawie tego stworzyłem ową "teorię frajera", która polega na tym, że dokładnie tak samo jak mężczyzna szuka swojej tożsamości poprzez łamanie w sobie kobiecego pierwiastka, tak samo kobieta szuka idealnego partnera poprzez łamanie kolejnych tożsamości mężczyzn, z którymi się spotyka i jednocześnie rozwijanie męskiej tożsamości w sobie.

Mamy więc kilka etapów, przez które przechodzą faceci, aby stać się mężczyznami:
1. Etap AFC
Mężczyzna jest totalnie zależny od kobiety i jest strasznie emocjonalny (dokładnie jak przyjęło się myśleć o kobietach w ogóle). Kładzie swoje zdanie pod spód zdania kobiety, jest nad wyraz czuły i uległy. Etap ten może przedłużyć się nawet dalej za okres dojrzewania. Kobiety umawiają się z nimi podczas okresu gimnazjum i liceum.
2. Etap Chłopaka
Mężczyzna rozumie już dlaczego jego poprzednie zachowanie było niewłaściwe i zmienia je. W tym momencie do wyboru mamy dwie drogi:
- pierwsza pokazuje młodemu mężczyźnie, że przemocą możemy osiągnąć wszystko (ta droga jest zamknięta dla dalszego rozwoju)
- druga kładzie nacisk na rozwój, zdobywanie nowych terenów (intelektualnych, emocjonalnych, etc.).
Na tym etapie często poznaje się dziewczynę i dochodzi do paradoksalnej sytuacji, która sprawia, że mężczyzna przestaje się rozwijać. Dochodzi bowiem do wniosku, że jeśli społeczeństwo już go akceptuje to oznacza to, że osiągnął w nim pełnoprawny status. Tworzy się nam typowy student, a potem typowy facet. Kobiety umawiają się z takimi i wychodzą za nich za mąż.
3. Etap mężczyzny
Pod wpływem czynników życiowych (np. nieudane związki) mężczyzna pojmuje kolejne cechy jakie powinien posiadać, aby przebić się w świecie. Są to m.in. pełna niezależność emocjonalna, określone plany i ich realizacja, stanowczość, pewność siebie, naturalność, zadowolenie z życia bez względu na kobiety, etc. Do tego etapu dochodzi niewielu facetów, to tutaj zauważalne jest "to coś", a facet zaczyna nabierać nawyków prawdziwego mężczyzny: wysoki status społeczny, ciągła chęć odkrywania, dominacja, etc. Kobiety dostrzegają takich mężczyzn mniej więcej powyżej 23/24 roku życia.

To wszystko skutkuje również tym, że kiedy na polu widzenia płci pięknej zaczyna się pojawiać upragniony model mężczyzny to same zaczynają się o niego starać w dokładnie taki sam sposób, w jaki robiliśmy to my podczas poszczególnych etapów (np. etap AFC - są miłe, starają się podlizać, obrażają się i udają niedostępne).

Ja z całą radością stwierdzam, że wszedłem i jestem w trakcie realizacji etapu trzeciego już od dłuższego czasu i jestem z tego powodu bardzo dumny. Niestety jednak żadna kobieta nie jest jeszcze chyba na tyle rozwinięta, żeby to zobaczyć. Dodatkowo - one chcą się teraz zabawić i wyszumieć, a nie faceci im w głowach. I kiedy wreszcie nadejdzie moja kolej, mój dzień triumfu i dziewczyny będą wreszcie za mną wzdychały to... będą tak w*r*c*a*e we wszystko możliwe, że wejście w nie będzie ostatnią rzeczą, o której będę myślał.



5. Nowa droga
Odstawiam siebie od gry czynnej, teraz będzie to ćwiczenie formy tylko dla treningu, skupiam się tylko i wyłącznie na sobie i na coachingu. Cel - zrzucić wreszcie do końca jarzmo swojego poczucia niskiej wartości - schudnąć. Z mojej nadwagi śmieją się wszyscy, których znam. Zrobię z siebie najseksowniejsze ciasteczko w okolicy - wyrzeźbię sylwetkę, wzmocnię kondycję, wybielę zęby i zacznę się modnie ubierać. Będę realizował siebie dla siebie i robił to co mi się podoba, a na boku będę chodził na imprezy, których nie lubię, ubierał się tak jak nie lubię i zachowywał tak "alfa sztywno" jak tylko się da, zero naturalności. Połączę to wszystko z technikami uwodzenia, NLSem i socjotechnikami wpływu społecznego i będę robił z kobietami to do czego nadają się najlepiej - będę je tylko p*e*d*l*ł.

Myślę, że kiedy wreszcie zacznę spełniać te chore schematy społeczne to kobiety mnie dostrzegą. Myślę, że jak będę miał niesamowitą rzeźbę to dziewczyny będą wreszcie chciały się ze mną kochać. Myślę, że jak założę swoją wymarzoną firmę i będę zarabiał krocie to kobiety zwrócą na mnie uwagę. Kiedy za te pieniądze spełnię swoje marzenia - m.in. kupię motocross'a, zobaczę Tenochtitlan i skoczę ze spadochronu - to zobaczą, że jest na świecie taki ktoś jak Damian. Jednego mogą być pewne - zwrócenie mojej uwagi na nie będzie ostatnią rzeczą, której będę chciał.

Nie miałem nigdy wianuszka kobiet, te chyba tak naprawdę nigdy się mną nie interesowały, traktowały jako rozrywkę, odskocznię od rzeczywistości, ale nie jako potencjalnego chłopaka, którego można kochać - dlaczego miałbym mieć dalej nadzieję?

Przez ten rok starałem się być sobą. I nie - nie jestem jazzy, funky albo grungy. Nie chodzę na siłownię, bo mogę to samo zrobić w domu. Zamiast tego ciekam po lesie, gdzie widzi mnie bardzo niewiele osób. Ostatnio nawet załatwiłem sobie oponę od ciężarówki - wiążę ją sobie wokół pasa linką holowniczą, biegam z nią, marszuję, przerzucam na różne sposoby... a kiedy sobie tak ćwiczę to smarkam "po piłkarsku". Nie ubieram się modnie, ale staram się wyglądać schludnie, niestety mam od dłuższego czasu problemy finansowe i chodzę tylko w dwóch parach jeansów, w których wyglądam makabrycznie, bo kupowane były kiedy ważyłem 107kg, a teraz mam na karku około 90kg.

Mam predyspozycje do tego żeby odnieść sukces - jestem naturalem (lekko połamanym, ale jednak), nie mam problemu w zabieraniu głosu publicznie, jestem wygadany, mam marzenia, plany i wiem jak je realizować, potrafię się zachować w towarzystwie, etc. Niestety kobiety nie dostrzegły we mnie tych cech, więc mogę być podawany jako przykład ich ewolucyjnej porażki (a wszyscy wiemy co robią wyjątki). Dokładnie - człowiekowi łatwiej zrzucić winę na kogoś niż wziąć ją na siebie i dlatego kobiety w moim przekonaniu powoli stają się wszystkim co najgorsze. Doszedłem nawet ostatnio do wniosku, że od k*r*w różnią się tym, że d*i*k* są o tyle sprytniejsze, że biorą za to kasę.



6. Taktyka kobiet
Brutalna prawda znów została odsłonięta - one wszystkie po prostu lecą na kasę lub na kolesi, którzy mają predyspozycje do jej (z)robienia, niespodzianka - nie ma żadnego samca alfa. Kiedy pracowałem na sklepie przekonałem się o tym na własnej skórze - setki wylaszczonych HB8<, nieraz naprawdę fajnych dziewczyn, w parze z totalnymi lamusami, frajerami... których stać na to, żeby kupować takie drogie marki, bo np. mamusia i tatuś są prawnikami, a syneczek studiuje i przejmie w przyszłości pałeczkę. Najpierw się zerżną z połową znajomych, a potem będą udawały grzeczne dziewczynki, żeby dobrze się hajtnąć.

Nie ma miłości - są tylko subiektywne stany umysłu wywołane działaniem hormonów, nic więcej. Wszyscy tak naprawdę chcemy się tylko ze sobą p*e*r*y*, więc moja krucjata o wartości człowieka wydaje się kompletnym bezsensem i zajęło mi rok, żeby to zrozumieć. I przez ten rok byłem tym rycerzem, p*e*d*l*n*m frajerem na białym koniu. Autentycznie - wszystkie te randki nauczyły mnie takiego dystansu do kobiet, że przestałem patrzeć na płeć piękną tylko i wyłącznie przez pryzmat atrakcyjności seksualnej, chciałem z nich wydobyć coś więcej - niepotrzebnie.

Doszedłem więc do wniosku, że najlepszą taktyką na życie jest ta stosowana przez kobiety i mam zamiar zacząć jej używać, oto ona w 7 punktach:
1. Wydawanie wszystkich pieniędzy na siebie (ciuszki, kosmetyki = sport, wypady z kuplami i solo).
2. Chowanie swojej prawdziwej natury pod ogromną ilością masek i uśmiechów (make up i różne dziwne zachowania = udawanie kogoś kim się kompletnie nie jest).
3. Nieprzejmowanie się ludźmi i/lub udawanie, że tak jest (ludzie są po to, żeby ich wykorzystywać do osiągania własnych celów; trzeba ich Kusić, nakręcać, dawać nadzieję, używać i wyrzucać).
4. Posiadanie grona znajomych, którzy będą żyli tą samą ideologią i w razie gdyby dopadła nas rzeczywistość i cały ten burdel zaczął wyłazić na światło dzienne, sprytnie znów go ukryją i wszystko usprawiedliwią.
5. Traktowanie siebie jako nagrody za Bóg sam wie jeden co.
6. Branie na litość i permanentne użalanie się nad sobą (w tym będę z*j*b*s*y!).
7. Silne kategoryzowanie ludzi: podział na przyjaciół, partnerów seksualnych i zaspokajaczy emocjonalnych.



7. Nowe cele
Na podstawie tych doświadczeń nakreśliłem sobie nowe cele:
- schudnąć, wyrzeźbić się, wybielić ząbki, stać się modnym chłoptasiem i zacząć robić wszystko to z czego do dzisiaj się śmiałem po to tylko, żeby rżnąć dupy
- jak już osiągnę punkt pierwszy to zacznę zakładać na siebie różne ramy - artysty, cierpiętnika, james'a bond'a, etc. - nie zawaham się przed niczym po to, żeby rżnąć dupy
- równocześnie chcę zostać striptizerem (o tym akurat marzyłem zawsze) - będę uprawiał niesamowity seks z narzeczonymi jakiś kolesi i ich koleżankami, będę p*e*d*l*ł wszystko co się da
- podciągnąć umiejętności z rysunku, na który się zapisałem niedawno (podobno mam talent) - będę zapraszał dziewczyny jako modele do obrazu, udawał artystę i tworzył taki klimat (przecież na to lecą), strzelał patternami NLS i będę je p*e*r*y* (fajny pomysł, nie?)
- odblokować samego siebie wreszcie do końca! - definitywnie więcej seksu (aby pozbyć się celibatu pójdę na d*i*k* i j*b*e mnie to, że ktoś [a szczególnie ja sam] nazwie to upadkiem moralnym), więcej narkotyków (muszę w końcu zjeść jakiś kartonik LSD, nosi mnie od dłuższego czasu) i rock&roll'a (bilet na Rammsteina jest już u mnie w szufladzie)
- pozbyć się czegoś takiego jak honor i godność w stosunku do płci przeciwnej, wszystko co ma powyżej 15 lat jest do p*e*d*l*n*a.

Niestety, ale nie mogę znieść k*r*w*t*a tego świata, więc żeby było mi lżej - sam stanę się k*r*ą, a przez to jego częścią... mam nadzieję, że wtedy rzeczywistość przyjmie mnie i pokocha jak swego.

Nie straciłem jednak wiary do końca, co to to nie. Dlatego całe swoje doświadczenie przelewam na kartki papieru, z którymi będę się dzielił z chłopakami, którzy nadal wierzą w to w co ja wierzyłem przez znaczą część swojego (młodego)dorosłego życia. Kto wie - może dzięki temu oni odnajdą szczęście, a to byłby już sukces. Nawet jeśli będzie to jedna osoba to i tak warto. Dlatego otworzyłem swojego bloga, którego premiera odbędzie się do końca miesiąca, a o czym poinformuję.



8. Podsumowanie
Przez ten cały rok zmuszałem siebie do łamania kolejnych barier, z wielkim sukcesem. Nie potrafiłem jednak robić jednej rzeczy, która chyba okazała się głównym czynnikiem, który sprawił, że dziś piszę tego posta i wybieram nową drogę - nie potrafiłem okłamywać samego siebie. I w taki sposób gasnę.

Ktoś może uznać to za klęskę... ale dla mnie to zwycięstwo! Zyskałem coś o czym wielu może pomarzyć - zyskałem drugą szansę. Zaczynam wszystko od nowa, tym razem jednak popłynę zupełnie innym nurtem.

Nigdy nie udawało mi się wstrzelić w terminy życia - zawsze wszystko miałem później. Zarost do dzisiaj mam jakby w g*w*o patyków nawsadzać - sam nie wiem jakie to to jest. Kumple zaliczali panny na imprezach, na których akurat wtedy mnie nie było, co za p*e*r*o*y niefart. Chłopaki podrywali dziewczyny na samochody, a ja się na to patrzyłem jak przez szybę... dzisiaj co prawda mamy rodzinne auto, ale w wieku 23 to żaden wypas tylko standard. W moim wieku większość chłopaków ma za sobą tyle przygód seksualnych, że będzie miało o czym opowiadać do końca życia, a ja nawet nie miałem szansy się rozkręcić. Dodatkowo jak na 23 latka wyglądam jak gówniarz, "szczęście", że chociaż mój wiek metaboliczny szacowany jest na wiek 12sto latka - ekstra, będę mógł strasznie długo wieść swój marny żywot.

Zrozumiałem, że ta cała zabawa nie jest dla mnie - ja po prostu nie mam szczęścia w miłości (ani w kartach), kobiety nigdy za mną się nie uganiały, nie uśmiechały się do mnie, nie szeptały za moimi plecami, ani nie oglądały zdjęć z lekkim westchnieniem. Nie jestem magnesem na c*p*i, jestem nikim. Co więcej - nawet jak się staram to mam p*e*r*o*e wrażenie, że ktoś lub coś systematycznie rzuca mi kłody pod nogi, np. przedwczoraj próbowałem się umówić z prostytutką, ale jej "mama" powiedziała, że akurat jest "zajęta" i żebym zadzwonił później... k*r*a, nawet nie udało mi się wstrzelić w godzinę! Trzy razy dzwoniłem i za każdym razem poczta... czaicie?! CAŁY SMILER!! NAWET Z D*I*K* NIE POTRAFI SIĘ USTAWIĆ :evil: :D!!!

Z głośnika płyną dźwięki dwóch utworów - The Betles i ich "Lucy in the sky with diamonds" oraz Klute z jego "Tacky". A spośród tych wszystkich kolesi, którzy z radością opisują swoje osiągnięcia na polu stosunków damsko-męskich ja będę jednym p*e*d*l*n*m wyjątkiem - ja przegrałem.







9. Epilog
To dla mnie jest jak mecz bokserski, ale teraz to jest jak 10 runda - jestem bez sił i każda porażka powala mnie na deski, potem następuje mozolny powrót do pozycji pionowej i kolejna próba zadania ciosu... i tak do zwycięstwa - albo mojego, albo życia. Za to siebie nienawidzę - przeczytałem cały ten post i wiem, że muszę walczyć... i wstanę i pójdę na to DG i NG... ale już nie taki sam, już sceptycznie nastawiony do świata.

Mawia się, że jak się nie ma po co żyć to żyje się, żeby robić komuś na złość. I ja tak właśnie będę robił, czyniąc na złość mojemu oponentowi - życiu. Mimo, że potrzebuję odpoczynku, jakiejś k*r*a emocjonalnej przystani, gdy zabije gong - wyjdę na kolejną rundę i będę się bił. I wygram, muszę wygrać, nie ma innej możliwości.

Tylko jak to zrobić? Jak?
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:36:22
przez toch88 2009-11-16, 01:03
Cytuj
Z tym że lecą na status społeczny to racja ;/ z czym oczywiście wiążą się pieniądze, no niestety dziewczyny lubią się pokazywać w gronie znajomych o reputacji dobrej znanej też chcą być kimś hmm czy tylko ja się bawiłem w dobrą duszyczkę i przygrnąłem dziewczyne której nikt nie chciał, a po tem ona zrobiła to co zrobiła ... na szczeście dawno ...

Hmm co zrobisz w dupie mniej to na prawdę wszystko przecież ci kolesie cieszą się młodością a ty dopniesz w końcu swego, ale weź się w garść...

Ja doszedłem już dawno do takiego wniosku ... Chce żyć na maksa no ale cóż żeby mieć kasę muszę coś postawić na szalki, i wiem że to bd moje życie rodzinne...

Zostanę tym marynarzem i bd chodził z tymi pierd*lonymi głupimi cipami do najlepszych clubów tylko po to żeby się poczuć lepiej od innych ...

Ch*ja prawda ... Bo wiem że przez resztę życia kobieta bd mnie kochać za pieniądze lub to że potrafie je skombinować (status społeczny) że mam znajomości, co widziałem i gdzie nie sr*łem ... Nie ma się co łudzić nie ma ludzi wspaniałomyślnych każdy ma jakiś cel, interes w tym że rozmawia z Tobą ...

Pzdr mam nadzieje że Twój sen się jeszcze nie skończył i nie zostaniesz MR.SAD...
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:37:43
przez Justin 2009-11-16, 12:33
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Nie ma miłości - są tylko subiektywne stany umysłu wywołane działaniem hormonów, nic więcej.
Miałem nie pisać na forum, ale obok Twojego wpisu nie mogłem przejść obojętnie, bo widzę, że się poddajesz. Nie ma miłości? Ależ jest! Tylko ilu ludzi potrafią naprawdę kochać? Garstka. Ilu ludzi potrafi naprawdę żyć? Garstka. Właśnie w tym sęk - nie żyjemy jak ludzie, tylko jak zwierzęta sprzed 10 tysięcy lat.

Żeby kochać i żyć naprawdę należy mieć kontrolę nad własnym umysłem. To jest diabelnie trudne, ale jeśli tego się nauczysz, będziesz kochał wszystko i wszystkich. Będziesz w nich dostrzegał pozytywne strony. Ale to nie wszystko - musiałbyś w sobie wykonać gruntowną przemianę.

Widzisz jesteś na etapie buntu - jak każdy. Brak zrozumienia, cholera nie tak ma być. Tylko pytanie - czy nie jesteś jednym z setki tysięcy co również się poddało? Jesteś! Wiesz co jest najgorszą rzeczą? Poddanie się. Poddajesz się bo jest nie tak jak chcesz. Poddajesz się bo chcesz zmienić świat, kraj, otoczenie. Ale zaczynasz od złej kolejności. Zmieniając siebie, być może zmienisz otoczenie, ono z kolei być może zmieni kraj, a oni świat. I choć to bardzo złudne, to jednak uwierz, że są ludzie, którzy potrafią wiele zmienić, choć oczywiste jest, że nie wszystko.

Miłości trzeba się nauczyć. Żyć trzeba się nauczyć.



Cytuj
    toch88 napisał(a):Z tym że lecą na status społeczny to racja ;/
A czy facet, który leci na wygląd jest lepszy?



Cytuj
    toch88 napisał(a):Ch*ja prawda ... Bo wiem że przez resztę życia kobieta bd mnie kochać za pieniądze lub to że potrafie je skombinować (status społeczny) że mam znajomości, co widziałem i gdzie nie sr*łem ... Nie ma się co łudzić nie ma ludzi wspaniałomyślnych każdy ma jakiś cel, interes w tym że rozmawia z Tobą ...
Ale właśnie to - to jest nasza natura. Ty też lecisz na kobiety, ze względu na ich wygląd, bo on sprawia, że podświadomie chcesz z nią mieć potomka. A nawet o tym nie wiesz. I właśnie o tym piszę - niewiele ludzi potrafi wyjść ponad to.

Żeby wyjść ponad to, należy chcieć w sobie coś zmienić. Pytanie - czy chcecie? Jeżeli nie, to poddajecie się jak każdy inny, więc jakim prawem macie pretensje do reszty?

[ Dodano: 2009-11-16, 11:39 ]
Smiler wiesz gdzie leży Twój problem? Chcesz być ludzie Cię docenili. Mimo, iż nie cierpisz tego jak wygląda nasz świat, wchodzisz w to coraz głębiej. Chcesz sławy, pieniędzy, kobiet. "Jestem stworzony do wielkich rzeczy" - setki tysięcy ludzi tak mówi. Tylko pamiętaj, że wielkie rzeczy, to nie tylko bycie aktorem zarabiającym 20 milionów za film, czy piłkarzem, o którym wszyscy piszą.

Jedyną rzeczą jaką powinieneś oczekiwać od siebie Smiler, to życie w zgodzie ze sobą - pełna harmonia wewnętrzna, która sprawi, że nawet jeśli będziesz czuł gniew, lęk, strach, radość, będzie przemawiać przez Ciebie szczęście.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:38:08
przez maciorka007 2009-11-16, 17:22
Cytuj
Wierzę, że ten stan jest tylko chwilowy i naprawdę wierzysz w miłość. Osiągnąłeś więcej niż większość chłopaków z forum ale zastanów się czy nie będziesz żałował tego jaką decyzję podjąłeś.

Płyń pod prąd, nie szmać się jak reszta frajerów którzy zdobywają laski kasą. Bądź od nich lepszy.

Cytuj
    To działanie, nie osiągnięcie celu, wyzwala w nas ogromne szczęście - Justin




Czytałem Twój cały dziennik i widziałem jak się zmieniałeś. Zdobywając kobiety byłeś szczęśliwy. Byłeś dumny z siebie że pracowałeś nad sobą i nie byłeś jak reszta plastikowych frajerów którzy zdobywają "kobiety" kasą. Zaliczanie lasek nie przyniesie Ci szczęścia, może przyczynić się do jeszcze większej degradacji, a szkoda.

Moim skromnym zdaniem powinieneś dalej rozwijać coś co zapoczątkowałeś rok temu. Kobiety to naprawdę fajne stworzenia, po prostu trafiałeś na beznadziejne przypadki.
Lepiej jest żyć z nadzieją na zmianę tego p*e*d*l*n*go systemu niż poddać się i w przyszłości żałować. Nie jesteś jednym z tych dupków Damian ;-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:38:26
przez ziemel11 2009-11-16, 19:49
Cytuj
Hej Smiler.

Zaskoczyło mnie to co napisałeś. Nie chcę wydawać osądów czy jest to słuszne czy nie. Przynajmniej szczere...

Według mnie jesteś zfrustrowanym desperatem. Czytając Twoje ostatnie wnioski, spostrzeżenia czuć straszny, przejmujący żal. Jakbyś chciał wylać na "wirtualny papier" swoj dotychczas najgłębiej skrywany ból. Może i boli... Niewiem, nie jestem na Twoim miejscu. W sumię bardzo mnie ciekawi jakie rezultaty osiągniesz działając wbrew sobie. Na przekór starym przekonaniom. Chyba trochę zazdrościsz kolegom, którzy nie znają całej społeczności, a mimo wszystko zdobywają laski. W sumie dziwnie się czułem czytając Twój ostatni wpis. Taka nostalgia i poczucie, że zatraca się zajebisty facet. Jeżeli możesz to aktualizuj swój dziennik najczęściej jak się da.

Pozdro :-?
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:39:14
przez zorro 2009-11-16, 20:10
Cytuj
Nie wierzę.

Dlatego pierwsze, o co poproszę, to - spójrz na swój nick. Smiler. Zarejstrowałeś się tutaj z takim nickiem, kiedy dopiero zaczynałeś przygodę. Nie wmówisz mi, że bez przyczyny. Byłeś wesołym nie-alfa, poznałeś techniki pua i teraz zamierzasz spaść do poziomu robota socjalnego? Skoro mogłeś być szczęśliwy w jakimś stopniu bez tego wszystkiego, powiedz mi, jakim cudem mógłbyś stać się szczęśliwy przez stanie się tym, czego się brzydzisz?
Sam napisałeś, że nienawidzisz robotów - tak jak ja. Dlaczego ich nienawidzimy? Bo widzimy, wiemy i czujemy, że oni są gorsi, ale jednak, do cholery, w jakiś dziwny sposób wygrywają, osiągają to, czego chcą. Nie chcesz się znaleźć w takiej sytuacji jak on, ale jednak zazdrościsz spełnienia, którego doświadcza, chociaż jest prymitywne i puste. Wiesz o tym doskonale - to nie jest droga dla Ciebie.

Potrzebujesz spełnienia, akceptacji. Paradoks polega na tym, że im mniej tego potrzebujesz, tym więcej tego dostajesz. Dlatego model alfa jest tak atrakcyjny.
Laski lecą tylko na kasę? Na status? Bzdura! Wyobraź sobie faceta, który leci tylko na cycki i dupę. Jest takich mnóstwo, więc raczej nie będziesz miał problemów. Teraz pomyśl, czy taki ktoś zasługuje na Twoje towarzystwo. Pomyśl, czy nie znajdziesz może wielu lepszych, bardziej wartościowych ludzi, którzy będą godni tak wyjątkowej osoby jak Ty?
Swoją drogą - kogo uważasz za bardziej wyjątkowego - kobietę z klasą, wrażliwą i bogatą emocjonalnie, czy pustą idiotkę z toną makijażu? Analogicznie: kto jest bardziej wyjątkowy: inteligentny facet z klasą, czy próżny szpaner? Chcąc stać się wyróżniającym się człowiekiem, zaczniesz tylko bardziej wtapiać się w tłum. Chcesz się pokazać? Jest tylko jeden model człowieka, którego na pewno jeszcze nigdy nikt nie wykorzystał, jest tylko jedna osoba, która jest oryginalna na świecie jak nikt. Mało tego - ten wzór będzie Ci doskonale pasował. Wiesz kto to? Spójrz w lustro - tak, zgadłeś.

Jeśli wszystko jest sztuczne, zachowaj jedyną rzecz, która jest prawdziwa. Wiesz, gdzie jej szukać.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:39:38
przez uwo-to-działa^^ 2009-11-16, 20:45
Cytuj
Smiler, jesteś jedną z niewielu osób, które przelały na to forum tak wiele od siebie. Co się stało, że tak cudowny, rozbrajający optymizm nagle zniknął? Czytałem Twój dziennik i Twoje przemyślenia z żywym zainteresowaniem i, co tu dużo mówić, podziwem.

Wiesz co mi zaimponowało najbardziej? Niesamowity optymizm, radosne, pozytywne podejście do życia. Chęć zmiany własnej osoby. Każdego dnia tysiące sfrustrowanych niepowodzeniami z kobietami mężczyzn odkrywa światek PUA. Bardzo niewielu potrafi zrobić z niego odpowiedni użytek, wykorzystać w sposób zgodny ze swoim sumieniem, osobowością. Szybko rezygnują, gdy wiedza nie przynosi wymiernych efektów lub stają się maszynami.

Wiesz co chcesz zrobić teraz? Chcesz się mentalnie upodlić. Zgwałcić swoje ideały. Zgnoić wartości. Podkopać moralne zasady. Wiesz co chcesz zrobić? Chcesz przekreślić całą swoją bogatą i wartą uwagi osobowość i zbudować sztuczny stwór, nie człowieka, stwór! Chcesz się zabić Smiler, wiesz? Zamordować swoją osobę.

Doszedłeś do wniosku, że kroczysz złą ścieżką. Jestem w stanie to zrozumieć. Uznałeś, że ciężko nią kroczyć, że musisz torować sobie drogę, jak podróżnik w gęstej dżungli, że musisz ciąć maczeta na prawo i lewo, żeby móc zrobić kolejny krok. Maczeta troszkę się stępiła, nie tniesz pnączy tak szybko jak kiedyś. I już chcesz porzucić narzędzie? Rozebrać się, spalić mapę, zniszczyć kompas i wskoczyć na drzewo i do końca życia wpier***ać banany z innymi pawianami i tylko świecić na przechodzących swoją gołą, ale jakże wysportowaną od wdrapywania się na równikowe drzewa... DUPĄ??

Nie bądź małpą Smiler. Nie stań się małpą.


Najbardziej w Twojej wypowiedzi narzuciły mi się dwie rzeczy.
1) Frustracja i rozczarowanie życiem społecznym i ludźmi.
2) Niezaspokojenie seksualne.

Co do 1).
Musisz nauczyć się podejścia z dystansem do ludzi. Nie bądź tacy jak oni, nie wykorzystuj, nie zniżaj się do ich poziomu. Bądź ponad. Wiesz, masz niesamowitą szansę, niesamowitą wiedzę. Wiesz, że świat jest w większości pusty i próżny. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Wyposażony w takie wiadomości przestań wreszcie stawiać się pod! Jesteś ponad to wszystko, ten g**niany padół łez i rozpaczy.
Co do 2).
Mam 19 lat, doskonale zdaję sobie sprawę, że każdego młodego, zdrowego chłopaka roznoszą...em, siły witalne. Ale do cholery! Teraz stawiasz swojego członka ponad swoją osobowość! No weź się zastanów, myślisz, że Ci ulży jak będziesz ciągle "p*e*d*l*ł"? Nieprawda! Będziesz jeszcze bardziej sfrustrowany i wypalony psychicznie.


Wiesz, jak się skończy Twoja historia, jak pójdziesz tą ścieżką?

Smiler postanowił stać się naprawdę złym chłopcem, chciał "palić, gwałcić, rabować i sycić wszelkie pożądanie." Na początku wydawało mu się, że wybrał dobrą ścieżkę. Wreszcie jest zadowolony ze swojej sylwetki, zaczyna nabierać więcej pewności siebie... i cynicznego podejścia do ludzi. Tak. Ludzie są dla niego już tylko zbiorem regułek, doskonale wie, jak grać, żeby wszyscy tańczyli do jego choreografii...
Zaczyna czerpać z życia satysfakcję. Panienki same pchają mu się do łóżka.

Mijają miesiące. Smiler dalej poprawia sylwetkę, czyta książki o manipulacji. Panienki mijają się w drzwiach domu witając się ze sobą.

Po pewnym czasie, nadchodzi koniec. Smiler dostrzega, że stał się gołodupnym pawianem, a w jego życiu dalej nie ma szczęścia, ani miłości. Wpada w depresję, bo jest przekonany, że spróbował już wszystkich dróg. Smiler decyduje, że..."

Nie rób tego, źle skończysz.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:40:06
przez Matix 2009-11-16, 22:59
Cytuj
Przeczytałem wpis Smilera i mnie poruszył. A to za pewne za sprawą podobnych rozterek z mojej strony i wybranie tego typu drogi. Jednak spośród tych wszystkich uciech życia musisz umieć wybrać, rozsądnie. A nie hedonizm, hedonizm i jeszcze raz hedonizm..... Nie tędy droga... Ja to wreszcie zaczynam rozumieć. Kiedyś byłem raczej spokojnym ziomkiem, aż za bardzo --> gnojenie starych, liczne inne problemy, general nie moje życie to taka sinusoida. Przedszkole, podstawówka --> największy zawadiaka... Odcisk mojego tyłka na dywaniku dyrektorów pozostanie na wieki xD. Potem nadszedł przełom, 6 klasa podstawówki--> wziąłem się za naukę (to akurat nigdy nie sprawiało mi problemów, bo łatwo mi to przychodziło... jednak Mateuszek był leniem i małym ,,dresem"xD. Gimnazjum--> poświęciłem się głównie nauce... prowadziłem bardzo kiepskie życie ,,towarzyskie" Miałem stałą grupkę, na palcach 2óch rąk by policzył...... I generalnie zmuliłem system. Tylko nauka, gry PC (Multi), dom, spanie, podstawowe wszelkiego rodzaju potrzeby fizjologiczne... Liceum próbowałem coś z sobą zrobić, żeby nie być ciotą, było troszkę lepiej.... ale i tak nie byłem jakąś tam znaną personą, miałem sporo znajomych, ale to nie było to. Wreszcie postanowiłem że zmieniam swoje życie o 360stopni jak pójdę na studia czyli od października tego roku.... Stałem się tak jakby Bad Boyem, zdobywałem, zalicząłem, porzucałem..... Po jakimś czasie stwierdziłem, że tak nędzny żywot, wbrew swoim zasadą nie ma sensu.... CO mi po tym, że na każdej imprezie wyrwe minimum 1 laskę i w sumie gdzieś tak co 2 party zaliczę..... To takie monotonne i nudne, lepiej się starać, być kimś wartościowym i poznać tą jedyną osobę. Dla mnie seks w kontaktach damsko- męskich nie ma takiej dużej wartości, zrozumiałem, że potrzebuję bliskości, czułości, wrażliwości... taki już jestem!!! Na samo wyobrażenie, że moja wymarzona kobieta, mądra, ładna (wg mnie, bo to mi musi się podobać!!), usiądzie mi na kolanach, przytuli się do mnie, powie jakieś czułe słowo... ehh odlatuje na samą myśl:)) Dla mnie takie coś jest ważne!!. Jak cżłowiek tak się stacza, zalicza etc to staje się szmatą, żigolakiem, galerianką, białymi kozaczkami (i mógłbym tak długoxD). Oczywiście trzeba się zmieniać i trochę myśli tego ,,innego" życia zaczerpnąć.


Cytuj
    smiler napisał(a):Gdyby istniała sprawiedliwość to rzeczywiście największą jej porażką byłaby przewaga kolesi, którzy modnie się ubiorą, nauczą kilku tekstów na pamięć, nażrą się białka i będą zgarniali najlepsze towary w klubach nad ludźmi, którzy każdy dzień swojego życia poświęcają na to, żeby siebie rozumieć i być lepszymi.


Błehehe tu nikt mi nie powie, że masz rację. Tak nie jest!!! Dlaczego niby facet ma się nie starać, żeby wyglądać atrakcyjnie dla kobiety?? Słuchajcie do ch**a... Czasy się zmieniły, epoka orangutanów minęła, że tylko liść ubrali i jakąś dzidą pomachali. Dziewczyny też chcą mieć fajnie ubranych facetów, schludnych, zadbanych, dobrze zbudowanych (ten element zwiększa atrakcyjność u kobiet, dobrze zbudowany facet dużo bardziej je podnieca!!). Czemu to tylko kobieta ma być niczym lśniąca gwiazda, a chłopak w roboczym uniformie z jakiej budowy na wsi... Chłopak też ma się starać. Po pierwsze primo modnie do .... (ciągle sobie mówię nie klnij) ehh...to nie znaczy drogo!!!!! Nawet nie zdajecie sobie sprawy ilu ludzi zajebi**ie ubranych ma ciuchy nie drogie, z bazarku, albo lumpu (tak!!! tam można znaleść ciuchy lepsze niż w normalnych sklepach!!! Nowe z metkami i oryginalne, nie takie jak 30000000000polaków z tych samych centrów handlowych, nawet gwiazdy hollywood się przyznają, że są bywlcami lumpów, to żaden wstyd. Zresztą trzeba mieć wyjebane na ludzi!!! Ja osobiście kocham buszować po sklepach, kupować sobie ciuchy i tak jak napisałeś na ciuchy i kosmetyki etc przeznaczam praktycznire cąły hajs. Co mi więcej trzeba>?? Nie mam jakichś specjalnych potrzeb. CHodzę na siłkę, ale nie jadę na sterydach, narazie na sucho, a potem inne odżywki będę brał. Też schudłem i mam coraż lepszą sylwetkę, dużo dziewczyn zwraca na mnie uwagę i dobrze się tym czuję. Niedługo raz na jakiś czas nawiedzę solarium, i tu włąsnie ludzie kierują się tym co odgórnie im narzucono, kierują się narzuconą formą!! Żaaaaal, gdzie jest napisane, że to jest dla lasek?? Każdy może z tego korzystać, zresztą opalony człowiek jest atrakcyjniejszy. Pomyśl o kobiecie bladej jak zgniłe Zoombie, a jakiejś fajnej opalonej Hiszpance, Brazylijce etc. To samo jest ze strony kobiet, im też się to podoba (ale z umiarem, bez robienia z siebie white bambo), to samo różowe koszulki... Ku**a czy na różowym T-shircie, koszuli na metce jest napisane For Gays Only?? Żal mi wszystkich młotków i idiotów, którzy dają sobie takie myślenie narzucić i to nie jest wasze zdanie, jesteście frajerami podporządkowanymi formie. Wielu pewnie użytkowniuków tego forum właśnie tak uważa, więc do nich kieruję te słowa. Czemu laski ,,szczają" na Włochów i Hiszpanów ?? Fakt niektórzy są przystojni, ale oni są zadbani i niektórzy dbają o siebie lepiej niż laski.... Są zadbani, włos zrobiony, modnie ubrani, często opaleni, dobrze zbudowani (welcome siłka). Jeśli nie jesteś przystojny, albo nie uważasz się za takiego to sam widzisz ile innych elementów wpływa na podobanie się dziewczynom. Ehhh idę partyjkę w FiFę 10 zagrać. Potem napiszę dalszą część swojej myśli. Niech moc będzie z Tobą. :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:40:29
przez Barni 2009-11-16, 23:07
Cytuj
Zgadzam się z postem mojego poprzednika .

Pragniesz miłości , kobiety która spełni Twoje wymagania , będzie wartościowa jak ty i będzie mogła Tobie dorównać....
I to jest chyba takim głownym problemem , bo tego szukasz , poznaleś PUA i wgl , nie pamietam dokladnie juz Twojego całego dziennika , ale poznawaj kobiety, nie patrz na nie z punktu czy ona spełnia moje wymagania , rob to na co masz ochotę i spotykaj się z kim ty chcesz....a milosc przyjdzie sama i nie mysl o niej moze?Mam wrażenie że szukasz tej miłości na siłę ,że nie do końca to jest TY jednak , bo spotykasz się z kobietą i myślisz czy ona spełnia wymagania, gdy będziesz sobą i nie będziesz myślał to znajdzie się kobieta, i nie będziesz myślał o pieprzonych wymaganiach , chrzań to , one same będą w sobie , podswiadomie zauroczysz się w takiej kobiecie wartosciowej.......
Nigdy nie wiem gdzie i kiedy spotkasz taką kobietą , czy będzie od razu taka jak ty , otwarta , zrozumie jak ty w Twoim stylu świat.... czy dopiero też się zmieni gdy jej pokażesz ten Twój świat!

Gdy się staniesz taki jaki chcesz być , będzie jeszcze gorzej , może przemyślałeś to , ale zrób to jeszcze raz , zastanów się , będziesz wtedy w otoczeniu tych pustych lasek! , pustych frajerów!! staniesz się jednym z nich , stracisz swoją wartość , Bóg sam jeden wie kim będziesz potem czy nie zachłyśniesz się tym światem i juz z niego nie wyjdziesz..... czy bedziesz wszystkiego swiadomy do konca.....
Czy się stoczysz......? i nie wrócisz już do wartosciowego faceta
To Cię napewno zmieni! nie wiadomo czy w dobrą stronę?
Mozna zadawac chyba wiele podbnych pytan , jak dla mnie jest to chyba zbyt ryzykowne doswiadczenie , zbyt wiele minusow sie pod nimi kryje , co staje sie według mnie bardziej prawdopodobne..
Uwazaj na to co zrobisz!
Ciekaw jestem dalszych Twoich przemyslen i wnioskow!
Trzymaj się!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:40:47
przez Ferdi 2009-11-16, 23:13
Cytuj
ja to ujme krotko i tresciwie: spróbuj,ocen,podziel sie wnioskami,dopiero podejmij ostateczna decyzje.

- jednak pamietaj,zeby nie zapomniec o swoim prawdziwym JA. Mystery,BadBoy - oni nie wiedza co to prawdziwe JA.

Pozdrawiam,F.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:41:05
przez donnyx 2009-11-16, 23:48
Cytuj
Smiler !

Twoje wpisy, sa jednymi z lepszych jakie czytalem na tym forum, patrzac na Twoje spojrzenie na świat i oczekiwania, widzialem czastkę siebie i swoich przekonań.

Nie zabijaj tej wartościowej cząstki siebie, której nie ma nawet 1/10 większość tych kolesi co na każdej imprezie wyrywają króliczka, ku cielesnym uniesieniom.

Wiesz znam właśnie takich kolesi, zaliczyli więcej lasek niż ja piw w swoim zyciu wypiłem. I co? Są dalej sfrustrowani bo to daje chwilową uciechę, zaspokojenie fizjoligicznych i pierwotnych potrzeb. Ta droga ma znak ślepa uliczka.

Powiem Ci, ze pomimo porażek, ktore tez zaznaje w głębi duszy (wiem jestem pieprzonym idealistą) wierze w miłość. Wierzę, że w końcu znajdę jak mówił Adaś Miauczyński swoją Małgorzatę!

Jakiś czas temu też stałem na takim rozstaju dróg jak Ty, kolejne rozczarowanie i deklarowałem sobie i innym, że pier***le, wiecej sie nie zakochuję, teraz będę każdego królika ruchał beznamiętnie, nie angażując uczuć itd.

I co ? Nie zrobiłem tego, chociaż miałem ochotę się zgnoić, zgnoić je, swoje zasady.
Może fart mi nie sprzyjał, a może tak miało być!

Minęło trochę czasu, czas ten poświęciłem jednak pracy nad sobą, osiągnąłem dużo więcej niż osiągnąłbym zaliczając kolejne bazy.

Przede wszystkim zobaczyłem swoje błędy - rażące błędy. Zobaczyłem ile teroetycznie nie udane znajomości mnie nauczyły. Dzięki takim społecznościom jak ta i wielu lekturom udało mi się wyjść na prostą poza pieporzone programowanie społeczne !

wiem, że dużo pracy jeszcze prze mna. Ale widze mimo chwilowej wątpliwości, że Ty Smiler jesteś i tak dalej niż ja, wiec nie spieprz tej pracy, która wykonałeś i nie spapraj siebie!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:42:06
przez smiler 2009-11-29, 17:35

TEMAT: NA FALI ;-)



SPIS TREŚCI:
1. Wstęp
2. Dlaczego miałem doła?
3. Łatwe dupy vs Fajne dziewczyny
4. IG
5. I?




1. Wstęp
Przeczytałem Wasze wypowiedzi i chciałem odpisać. Miałem w głowie gotowe odpowiedzi na każdy akapit tego co napisaliście. Było mi niezmiernie miło, że mimo, że się nie znamy - trzymaliście mnie na duchu. W sumie nie wiem na ile okazało się to pomocne, a na ile moja wiara w siebie nadal trzymała wtedy strzępki tego człowieka, którym jestem.

Poprzedni post napisany był pod wpływem emocji. Byłem w trakcie mocnej grypy, pobiłem rekord gorączki (40,3*C, JEAH!) i miałem tak lubiane przeze mnie majaki :). Kiedy tylko wyzdrowiałem... pojawił się dołek emocjonalny. Takie coś zdarzyło mi się z takim impetem po raz pierwszy w życiu. Nie wiedziałem dlaczego tak się działo, że było aż tak źle.

Około 2 - 3 razy w roku mam kilka takich dni podczas których jestem nie do życia. Kiedy siedzę - chciałbym leżeć, kiedy leżę - wolę chodzić, jak chodzę - marzę o siedzeniu. Kończy się to tym, że zazwyczaj tylko leżę i nic nie robię oprócz denerwowania się na siebie. Tak było i tym razem, niestety około 10 razy mocniej.

Zachodziłem w głowę pytając siebie "dlaczego"? Po co człowiekowi stany rozchwiania emocjonalnego? Jaki jest cel? Próbowałem coś poczytać, ale odkładałem książkę po akapicie. Wegetowałem - brak ochoty na cokolwiek, miałem depresję. Podtrzymywałem się na duchu jedynie tym, że wiedziałem, że to stan przejściowy, ale nie miałem zielonego pojęcia kiedy to odejdzie. Przejawem tego wszystkiego był mój post napisany wyżej.

Dziś już wiem czemu to się działo, jaki był cel. Mój dołek jest niezbitym dowodem na to, że się rozwijam!



2. Dlaczego miałem doła?
W swojej książce W. Dyer "Pokochaj siebie" zwraca uwagę na fakt, że gdybyśmy pod mikroskopem porównali kawałek skały i jakieś żyjątka to doszlibyśmy do wniosku, że te drugie rosną, czyli rozwijają się. Warunkiem życia jest właśnie rozkwit, jeśli ktoś nie dokonuje progresu to nie żyje. I kiedy niektóre zwierzęta się rozwijają to od czasu do czasu potrzebują zrzucić starą skórę, aby w pełni rozkwitnąć w nowej. Podobnie i moje podłamanie było momentem inkubacji, kiedy to moje "ja" potrzebowało uciec w cichy kąt, stworzyć swego rodzaju powłokę i wykluć się na nowo.

I oto jestem - już nie ten sam, oj nie. Jestem znów lepszy niż byłem. Znów bardziej sobą.

Całe to moje gadanie na temat tego, że nie warto być sobą z dzisiejszego punktu widzenia mogę włożyć między bajki, albo najlepiej - spalić. Śmiać mi się z siebie chce, że napisałem takie bzdury, poważnie. Czuję się trochę jak Mickiewicz, który miał podobno w zwyczaju pisać coś wieczorem, a gdy rano to czytał to widział ile jest jeszcze do zrobienia.

Gdybym miał pisać poprzedni post jeszcze raz to ująłbym to w następującym skrócie: minął rok, a jestem z dnia na dzień coraz bardziej z*j*b*s*y, dziękuję.

Całe to moje przeobrażenie poskutkowało tym, że pozbyłem się kolejnych barier. Ściągam telefony i maile z taką prędkością, że żeby to ogarnąć potrzebuję mieć specjalną karteczkę, na której mam napisane imię dziewczyny, kontakt do niej, a pod spodem w nawiasie napisane po czym ją kojarzę. Biję rekordy - ostatnio około 2 minuty na telefon, niedawno zgarnąłem email do dziewczyny pracującej w sexshopie (mailujemy ze sobą, w poniedziałek ją odwiedzę), bez problemu w klubach.

Tańczę lepiej, bawię się lepiej, żyję lepiej. Wszystko jest mocniejsze, szybsze i bardziej żywe. Mam ogromne parcie na życie. Zapisałem się niedawno na naukę rysunku - zawsze chciałem umieć to robić, a nigdy nie brakowało mi umiejętności. Dodatkowo udało mi się znaleźć dziewczynę, która zgodziła się podszkolić mnie w "tych" sprawach.

A z Anią, bo tak ma na imię, to całkiem inna historia, bo do tej pory byłem przekonany o tym, że nie mam szczęścia w miłości, a nawet w kartach. I nagle pojawiła się ona. Jak już pisałem wcześniej - mam niesamowite parcie na pozbycie się swojego materiału genetycznego, ale nie mam zamiaru tego robić z byle kim. Ten motyw z prostytutką to był akt desperacji, Bogu dziękuję, że nie wyszło. Ania jest kimś niesamowitym, dla mnie - kimś więcej. Świetnie mi się z nią pisało, ale wiecie jak to jest z nami facetami - bałem się, że będzie strasznym potworem :P. Widziałem ją na zdjęciu i ok - jest niefotogeniczna... a potem na żywo! Dawno nie miałem tak, żeby stracić poczucie czasu podczas rozmowy, a z nią tak było! Co więcej - jest bardzo zgrabna, ma bardzo ponętne uda i piersi idealnie wpasowane w figurę, a okulary dodają tylko jej twarzy uroku. Dziewczyna dosłownie spadła mi z nieba. Nie chcę jej idealizować, ale jest między nami więź, przynajmniej ja tak czuję. Ta dziewczyna daje mi to czego tak bardzo mi potrzeba - taki święty spokój, zrozumienie, możliwość bycia sobą.

I czy stanę się chłopakiem, który będzie "jazzy", tak jak zapowiadałem? Mogę odpowiedzieć w języku dzieci neostrady: LOL! NIGDY PRZENIGDY! Bycie sobą jest najważniejsze, bo kiedy cały świat wali nam się łeb to czasami warto zadać sobie pytanie: czy to ja jestem p*j*b*n* czy to ludziom się p*p*e*d*l*l*? Ja już wiem - to drugie.

Znalazłem swój styl ubioru i mam zamiar zacząć się nosić jak niegdyś. Jednak klasyk świetnie do mnie pasuje, a ja rewelacyjnie się w nim czuję. Jasne - nie ma to jak tshirt i jeansy, ale muszę siebie podrasować. Podbielę również zęby i będę kontynuował odchudzanie, ale nie mam zamiaru się zeszmacić.



3. Łatwe dupy vs Fajne dziewczyny

Stąd pojawiło się moje podejście do kobiet, już chyba w miarę ustabilizowane. Ci wszyscy "uwodziciele" lecący na puste sztuki są jak gówniarze. Idą do baru i wyrywają laski, które są dokładnie takie same, które mają dokładnie taką samą metkę i dokładnie taką samą cenę. Są jak piątkowa chęć uchlania się z kumplami - idziesz do baru i pijesz Żubry, bo są tanie i w miarę smaczne, jak te "kobiety", a twoim celem jest się nimi po prostu n*p*e*d*l*ć. Prędzej czy później dopadnie ich kac, bo takie wypady wypłukują nie tylko kieszeń.

To jest fajne w pewnym etapie życia, ale ja już z tego wyrosłem - ja stałem się smakoszem. Dla mnie kobieta jest jak wino - każda jest inna, ma inny bukiet i można wydobywać z niej różne smaki za każdym razem kiedy się nią degustuje. Niektóre są smaczne - inne mniej, niektóre cierpkie - inne odważne, a jeszcze inne...

Wino ma klasę, niesie ze sobą pewne wartości, tradycję, kulturę, przygodę, historię. Smakujesz kobietę i ją czujesz na swoich ustach - całe jej życie, wszystkie smutki i radości. Im bardziej emocjonalnie rozwinięta tym pełniejsza w smaku.

I one wszystkie sa moje. Mhm - dokładnie tak. Jestem na takim poziomie, że pozostało do zwalczenia naprawdę niewiele obiekcji. Teraz, kiedy widzę dziewczynę to po prostu zaczynam z nią rozmawiać.



4. IG
Moje poczucie wartości bardzo wzrosło, cieszę się z tego niezmiernie. Np. wczoraj na imprezie andrzejkowej podszedłem do, jak się okazało troszkę wstawionej, kobiety i chciałem jej powiedzieć, że ma ładne kolczyki (bo miała ładną biżuterię). Jej odpowiedź?
- Spadaj koleś w ogóle.
I mnie lekko odepchnęła. Poszedłem kupić sok (byłem autkiem), wróciłem i powiedziałem jej, że nie podoba mi się sposób, w jaki się do mnie zwróciła. Kilka tańcy później przyczepiła się ze swoim facetem do mnie i kumpeli i mówiła głośno:
- Ej, to jest najfajniejszy koleś na sali!
Na co ja odpowiedziałem, że ona ma najładniejsze kolczyki ze wszystkich dziewczyn.

Zanim dojechałem dzwonił do mnie kumpel i mówił, żebym skołował dziewczyny, bo z tym tam było kiepsko. Wchodzę na salę a tam z 5 - 10 dziewczyn tańczy w kółku na środku parkietu. To nie dziewczyn zabrakło tylko im odwagi. Widziałem w tym lokalu pełno facetów podpierających ściany, siedzących i czekających na nie wiadomo co. Zobaczyłem jak daleko jestem do przodu, wyprzedzam ich o kilometry.

Hasła w stylu "czy mogę Cię prosić do tańca" i smutna mina, gdy kobieta odmawia połączona z mową ciała pobitego psa. Taniec z kobietami i nastawianie się na sam nie wiem co. Wykazywanie kompletnego braku inicjatywy, czekania na akceptację kobiety, przewidywalność - JEZU CHRYSTE! ILE Z TYMI LUDŹMI JEST DO ZROBIENIA, ale gdybym im powiedział... gdybym tylko napomknął to pewnie zostałbym wyśmiany.

W piątek miałem mieć randez vous z dziewczyną poznaną w autobusie, o 18:30. Minęło 10 minut i dzwonię - dowiedziałem się, że błądzi tramwajami po Łodzi, spytałem się ile mam jeszcze czekać?
- Troszkę - odpowiedziała.
Minęło kolejne 20 minut i wyszedłem z kawiarni, zadzwoniłem do niej i nie zdążyłem nic powiedzieć, bo usłyszałem:
- Już idę Piotrkowską (główna ulica Łodzi takie jakby centrum).
- A ja już idę do domu.
Rozumiem wszystko - mogło stać się wiele niespodziewanych rzeczy i jej się właśnie to przytrafiło i byłem w stanie to zrozumieć, ale ona w ogóle nie dawało znaku życia, poczułem się olany, a ja znam swoją wartość i nie pozwolę być tak traktowanym.

Ów dziewczyna, Magda, była w szoku. Kilka chwil rozmowy przez telefony i jak to u dziewczyn - starała się wszystko zrzucić na mnie i ze mnie zrobić tego złego. Później napisałem jej sms'a, w którym jasno zaznaczyłem, że mam swoje standardy, bo gdyby nie one to nie umówiłbym się na kawę z dziewczyną, którą uznaję za interesującą tylko z jakąś pustą lalką. Spóźniła się pół godziny, a dziewczyna przecież nie urodziła się wczoraj.

Na wczorajszej imprezie andrzejkowej pobawiłem się wyobraźnią pewnej Agnieszki, która była z facetem, który cały czas siedział (szok!). Przyznam szczerze, że nawet się nie starałem, ale mój pseudoNLS wbił się w nią tak bardzo, że kiedy "miałem "na swoim palcu kulę jej podniecenia seksualnego i ją nią dotknąłem to zabrała dłoń, bo było to zbyt silne. Dochodziło do tego, że jak za bardzo ją "smyrałem" to uciekała do swojego faceta i się z nim całowała. Niesamowita dziewczyna, swoją drogą. Pełna życia, uśmiechnięta, inetersująca - nie jak piwo, ale wino z wyższej półki. Całowała namiętnie i czule.



5. I?
I życie jest znów tam gdzie powinno być. Rozwój jest tak szybki i silny, że nawet nie wiem czy opłaca się o tym pisać, bo nie starczyłoby mi miejsca na forum. Niedługo przełamię kolejną blokadę (akceptacja siebie w łóżku) i podkręcę swoje narzędzia na maksimum... pytanie tylko gdzie jest koniec skali 8-) ?

K*r*w*k* zadowolony z życia Smiler :).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:56:41
przez ziemel11 2009-11-29, 19:12
Cytuj
YES, YES, YES! Na to czekałem! :-) . Witaj z powrotem Smilerku :mrgreen:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:56:59
przez maciorka007 2009-11-29, 21:16

Cytuj
Cytuj
    Maciuś napisał(a):Wierzę, że ten stan jest tylko chwilowy



Ja to jednak zajebisty jestem :D

Kolejny zajebiaszczy wpis ;-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:57:17
przez Ferdi 2009-11-30, 01:14
Cytuj
widze,duzy kontrast z ostatnim wpisem na 4um w przeciagu 2 czy tam 3 tygodni...zastanawiajace...
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:57:37
przez smiler 2009-11-30, 02:54

Nie ukrywam, że jestem czasami rozchwiany emocjonalnie. To chyba nie tylko kwestia zodiaku (lew :P), ale temperamentu. Po prostu jakoś w życiu mi tak się ładnie poukładały pewne sprawy.

Sami wiecie - jak się staracie to nie wychodzi, a w momencie kiedy macie już coś w poważaniu to nagle klocki same się układają :)... no i taki fart spotkał mnie :).

A swoją drogą - co insynuujesz Ferdi :P?
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:57:57
przez maciorka007 2009-11-30, 16:37

Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Sami wiecie - jak się staracie to nie wychodzi, a w momencie kiedy macie już coś w poważaniu to nagle klocki same się układają :)



Jestem na tym samym etapie, tyle że nie mogę jeszcze się cieszyć z sukcesu :(
:D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:58:19
przez Ferdi 2009-11-30, 17:44
Cytuj
Cytuj
    maciorka007 napisał(a):Jestem na tym samym etapie, tyle że nie mogę jeszcze się cieszyć z sukcesu :(
    :D

juz rozmawialem z Toba na ten temat,czasu. Poza tym miales mniej na 4um siedziec,czyz nie?

Cytuj
    smiler napisał(a):A swoją drogą - co insynuujesz Ferdi :P ?

insynuuje niezdecydowanie w zyciu,czy jak Ty to nazwales - huśtawkę emocjonalną;) Oby sie ustabilizowalo,bo poki co to jak kobieta przed okresem^^
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:58:43
przez maciorka007 2009-11-30, 20:01
Cytuj
Cytuj
    Ferdi napisał(a):juz rozmawialem z Toba na ten temat,czasu. Poza tym miales mniej na 4um siedziec,czyz nie?



Racja, ale doszedłem do wniosku że to nie będzie miało znacznego wpływu ;-) I miałem rację.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:59:01
przez smiler 2009-11-30, 21:00
Cytuj
Cytuj
    Ferdi napisał(a):Oby sie ustabilizowalo,bo poki co to jak kobieta przed okresem^^


Hahaha! Oja! Dobry tekst - poza tym jasno wskazuje na fakt, że warto prowadzić dziennik, bo fajnie jak ktoś pisze jak to wygląda z boku :P :).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:59:15
przez zorro 2009-11-30, 22:41
Cytuj
Dobrze że jesteś spowrotem =] Brakowało mi tej wielkiej, żółtej, uśmiechniętej buźki ;p
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:59:35
przez smiler 2009-12-27, 13:50

ŻYCIE!

Jest piękne!

Jestem nadal trcohę pijany, zwłaszcza jak wstanę, i dlatego to piszę! Nie słuchajcie guru uwodzenia, bądźcie sobą! Każdrmu życzę, żeby poczuł falę życia! I płynął na niej! Hen hen daleko w pizdu! Liczy się łapanie emocji! Nie ważne ile lasek mieliście, kogo to obchodzi? Nie można uzależniać swojej wartości od ilości przelecianych kobiet! ŁAPCIE EMOCJE!

Na przykład wczoraj jechałem samochodzem, zanim się narżńąłem jak świnia, i włączyłem 2 i otworzyłem drzwi i wstałęm i stałem na jakby wejściu do samochou i sikałem! Mój kumpel, chuj - PRZYJACIEL - prowadził za mnie i jszczałem sobie na środku ulcy! Była chyba z 1 nad ranem1 Piękna rzecz, no bo kto tak robi, no kto? NIKT! JESTEM NIEPOWTARZALNY! A potem kumpla, KOELJNEGO POJEBA, wiozłem na masce ze 3 kilometry, albo więcej (no może trochę przesadzam)! To było coś! Się narżnąłem później i niedawno się obudziłęm!

A w tym miesiącu byłem raz w teatrze, później na "Metro" w Łódź Arena, na kocetcie Myslovitz i L.U.C! I poważnie zaczynam się zastanawiać czy mi starczy życia na to wszystko co ja chcę! Właśnie dzwonił do minie Marek, ten co prowadził i idziemy dzisiaj na Avatara! Zajebiście! Zawsze chciałem to zobaczyć od momentu jak widziałęm trejlery (bo już mi się nie chce pisać po angeilasku to zbyt skomplikowane jeste - niech myśli płyną same)! To jest taen sam człwoeik1! Słuchajcie! Skrzydłowałem mu!

Byluśmy w barze, on wie co to jest gra bo sam jest PLEJA!!!!!!!!! I pomogłem mu wyrwać laskę zza baru, znaczy się kelnerkę! I udało mu się! A jest przedupą! Jakbym w nią wszedł ty chyba ze 3 minuty bym wytrzymał max!!!!!!!! I był z nią gdzieś tam na kawie i łyżwach! I jest kreatywny! WYMyślił, żę weźmie kiedyś dziewczyną na randkę do... STRZELNICY! JA PIERDOLĘ!! JA CHCE IŚĆ POSTRZELAĆ!!!

MAREK!! MNIE WEŹ NA TĄ RANDKĘ!! UBIORĘ SIĘ JAK SUKA!, POWAŻNIE! BĘDĘ SIĘ "BICZYŁ"! PRZECIEĆ MAM ŁADNE PIERSI!

Ale nie, poważnie, życie jest piękne! Odejdźcie od tych jebanych monitorów i zcznijcie żyć! Szkoda czasu na głupoty! Dobra!

Idę chyba dalej sać! Dawno nie byłem tak narżnięty! Obawiam się o rowery z piwnicy, bo tam piliśmy. Czy ja siękomprominuthę? Zabawne, jak eżałem to myślałem, że jestem trzeźwy!

ŻYJ WIĘCEJ! TO MOJA DEWIA!! DEWIZA!! O!

TAK JEST!

Pisanie jest fajne!

ŻYJ WIĘCEJ NIŻ SIĘ DAL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

P.S.
Właśnie przyeczytałem swój post i edytuję!Bo w tym ostatnim zdaniu chodzi o SEN! NIE O SRANIE! HAHAHA! :d!

Komentarz dodany przez: Ferdi:
nie klnij tyle kurw*.

[ Dodano: 2009-12-27, 17:19 ]
Przepraszam za ten wpis :roll:. A na Avatara nie poszliśmy, bo nikt nie był w stanie :D!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 16:59:55
przez Martyn 2009-12-28, 23:09
Cytuj
Smieler mogę coś zasugerować : czemu ty robisz z całego swojego przebiegu z AFC do PUA , komedię w której nie skupiasz się na zerwaniu dziewczyny tylko na wielkiej analizie otaczającego nasz świata prowadzącą cię do wniosków ,że każdy jest H.. a dziewczyny są be bo uprawiają seks z Bad Boysami.Mniej myśl więcej rób ,chcesz mieć wartościową dziewczynę chcesz miłości ,to wpierw wylecz się z maniakalnej analizy rzeczywistości ,zrozum to że twój problem leży w tym ,że cały świat to nie jest idealistyczna utopia i nie może cię to przygnębiać i doprowadzać do pisania hmmm....sorry infantylnych pamiętników,i artykułów.Masz być twardy i nie reagować na resztę bo reszta nie buduje twojego nastroju, reszta otaczającej cię rzeczywistości to tylko otoczenie .A ty wychodzisz do otoczenia i oczekujesz ,że wszyscy są cacy ty nie dążysz do tego żeby być szczęśliwym ,tylko do tego aby świat wyglądał tak jak ty chcesz czyli boisz się jesteś tchórzem.!!!Bo tak jest łatwiej zwalić winę na otocznie.
Skończ z rolą Stańczyka tego forum, i pomyśl sobie że jak ktoś chce być pustym kretynem a dziewczyna dziwką to ma do tego takie samo prawo jak ty do tego żeby być skrzywdzonym idealistą. Można być idealistą ,ale można w świecie normalnie.I to oznacza siłę charakteru bycie sobą i nie użalanie się w dzisiejszym świecie.Ty masz kompleksy a leczysz je w ten sposób ,że skomentujesz najgorsze zło tego świata , odnajdziesz w pewnych osobach minus i ich gorsze cechy , kontrastujesz się z tym i mówisz sobie w duchu hej ja taki nie jestem nie mam takich cech, patrzcie kochajcie mnie.
Traktuj ludzi jak ludzi a nie anioły świat jak świat nie jak utopię i nie obrażaj się na wszystko tylko staraj się , wychodzić do ludzi baw się z tymi dziwkami bo to normalne dziewczyny ,które pragną trochę frajdy w życiu.Podejdź do sprawy inaczej.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:00:14
przez Natural 2009-12-29, 00:14
Cytuj
Przeczytałem tylko ostatni wpis. Popieram w 100%.
Życiem trzeba się obżerać !
A to co prezentujesz, to droga włoska knajpa (Ja uwielbiam).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:02:40
przez smiler 2009-12-29, 00:24

Emmm... nie wiem za bardzo a'propos którego wpisu była Twoja wypowiedź - być może wszystkich na raz, więc pozwolę sobie odpowiedzieć:



Cytuj
    Martyn napisał(a):Smieler mogę coś zasugerować : czemu ty robisz z całego swojego przebiegu z AFC do PUA , komedię w której nie skupiasz się na zerwaniu dziewczyny tylko na wielkiej analizie otaczającego nasz świata prowadzącą cię do wniosków ,że każdy jest H.. a dziewczyny są be bo uprawiają seks z Bad Boysami.
Przede wszystkim nie traktuję siebie jako AFC, ani jako PUA i nie robię z tego teatru. Mam luźne i lekkie podejście do życia i z wszystkiego robię sobie jaja, a potrafię to czynić nawet wobec siebie samego i uważam to za ogromny dar. Teraz nie piszę żadnych FR i może stąd wniosek o mojej ospałości, generalnie jednak obecnie:
- spotykam się z 4 dziewczynami
- mam ustawione randki z 3 na okres posylwestrowy
- sypiam z 1
co łącznie daje 8 kobiet. Podrywam cały czas i jestem na takim etapie, że dziewczyny muszę zapisywać w notatniku po tym po czym je kojarzę, bo nie jestem w stanie się domyślić która jest która... i brakuje mi dni na randkowanie, a w tygodniu dla podtrzymania formy ściągam minimum 4 nowe kontakty.

Zaś z mojej analityczności jestem wręcz dumny. Wiesz - jest to swego rodzaju zboczenie zawodowe - w końcu studiuję historię i socjologię(!) i mi to już w krew weszło. Czy potrafię inaczej? Nie wiem, nie próbowałem, czy warto? Oczywiście, że tak... ale jak? O "złym świecie" wiem co nieco i moje wnioski czasami mogą wydawać się wspaniałe, a czasami bezsensowne, bo wręcz logiczne. Fakt jest faktem, że jestem idealistą i walczę o pewien rodzaj świata i ludzi, walczę o wolność i szukanie siebie. Widzę świat przez swój pryzmat i go opisuję. Czy jest to dobra wizja czy zła - nie mnie to osądzać, ale z pewnością spełnia swoje zadanie, czyli prowokuje do dyskusji. I stąd Twój post ma w takiej rozmowie duże znaczenie, bo żeby go napisać musiałeś pomyśleć, przeanalizować i wydobyć z siebie słowa, więc w jakimś sensie się rozwinąłeś. Spójrz - ja teraz robię to samo i czuję się lepiej 8-). Możliwe, że wiele osób to przeczyta i w jakiś sposób to na nie wpłynie.

Nie piszę tylko i wyłącznie o swoich zmianach, poruszam inne tematy... zdaje się, że nie mniej ciekawe. Niejednokrotnie są to łzy podłamanego beznadziejnością świata chłopaka, a czasami łzy radości. Jednak są emocje i może tym mój dziennik różni się od innych i może to sprawia, że ma tak wysokie noty :)?



Cytuj
    Martyn napisał(a):Mniej myśl więcej rób ,chcesz mieć wartościową dziewczynę chcesz miłości ,to wpierw wylecz się z maniakalnej analizy rzeczywistości ,zrozum to że twój problem leży w tym ,że cały świat to nie jest idealistyczna utopia i nie może cię to przygnębiać i doprowadzać do pisania hmmm....sorry infantylnych pamiętników,i artykułów.
Nie bój się o mnie - ja działam none stop, cały czas brnę do przodu, życie jest z dnia na dzień coraz większym wyzwaniem. Czy chcę mieć dziewczynę? Wiesz co - powiem Ci (Wam) szczerze, że jestem teraz na takim poziomie, że mogę mieć każdą i z tego punktu widzenia monogamia to marnotrawstwo :P. Ale fakt - miło mieć kogoś kogo się kocha i być kochanym... a jak takich osób jest kilka to już w ogóle bajka :P.

Mam problem, zgadzam się. Ale nie jest to definitywnie wspomniana już analityczność, ale coś innego, głębszego. Nie będę tego rozwijał, bo by się tu zrobiła telenowela, a tego chcę uniknąć.

Cieszy mnie to, że zwróciłeś uwagę na infantylność moich tekstów. Nie myślałem o nich do tej pory w takich kategoriach. Możesz się rozwinąć?



Cytuj
    Martyn napisał(a):Masz być twardy i nie reagować na resztę bo reszta nie buduje twojego nastroju, reszta otaczającej cię rzeczywistości to tylko otoczenie .A ty wychodzisz do otoczenia i oczekujesz ,że wszyscy są cacy ty nie dążysz do tego żeby być szczęśliwym ,tylko do tego aby świat wyglądał tak jak ty chcesz czyli boisz się jesteś tchórzem.!!!Bo tak jest łatwiej zwalić winę na otocznie.
Będę taki jak mi się to podoba i nikt nie będzie mi mówił czy mam być twardy czy miękki. Mnie życie nauczyło kilku lekcji i doskonale zdaję sobie sprawę o czym mówisz. I nie zgodzę się z jednym - nie oczekuję od otoczenia niczego, nauczyłem otoczenie oczekiwać od siebie i tego naumiałem się znacznie wcześniej niż przed całym tym PUA. Nie buduję wartości na podstawie tego co mówią o mnie inni, bo zbyt dużo pracy wkładam w siebie. Spójrz jeszcze raz w oczy tego kolesia ze zdjęcia (tak, to ja :P) i powiedz szczerze czy jest to ktoś kto jest wesołą cipeczką, która oczekuje od świata, że się nad nim zlituje i z łaski swojej da dobry los?



Cytuj
    Martyn napisał(a):Skończ z rolą Stańczyka tego forum (...)
Jeśli to miało mnie jakoś ukłuć to nie spełniło swojej roli, bo z mojego punktu widzenia wygląda to raczej na komplement i jak to przeczytałem to w sumie się ucieszyłem. A z drugiej strony - czy taki Stańczyk nie jest czasami potrzebny?



Cytuj
    Martyn napisał(a):(...) i pomyśl sobie że jak ktoś chce być pustym kretynem a dziewczyna dziwką to ma do tego takie samo prawo jak ty do tego żeby być skrzywdzonym idealistą. Można być idealistą ,ale można w świecie normalnie.
Dobre spostrzeżenie.



Cytuj
    Martyn napisał(a):I to oznacza siłę charakteru bycie sobą i nie użalanie się w dzisiejszym świecie.Ty masz kompleksy a leczysz je w ten sposób ,że skomentujesz najgorsze zło tego świata , odnajdziesz w pewnych osobach minus i ich gorsze cechy , kontrastujesz się z tym i mówisz sobie w duchu hej ja taki nie jestem nie mam takich cech, patrzcie kochajcie mnie.
W pewnym sensie jest to prawda, ale chciałbym zaznaczyć, że ja jako osoba znajdowałem się niegdyś w tej grupie, którą sam krytykuję. Byłem tam, wiem co jest grane i dlatego krzyczę.



Cytuj
    Martyn napisał(a):Traktuj ludzi jak ludzi a nie anioły świat jak świat nie jak utopię i nie obrażaj się na wszystko tylko staraj się , wychodzić do ludzi baw się z tymi dziwkami bo to normalne dziewczyny ,które pragną trochę frajdy w życiu.Podejdź do sprawy inaczej.
Nie. Dziwka to dziwka i koniec. Nie będę się zniżał do ich poziomu, żeby tylko je puknąć. Nie jestem psem tylko człowiekiem. Mam zasady i się szanuję dlatego:
- nie obrażam się, bo szkoda mi na to życia
- wychodzę do ludzi, ale bawię się z takimi, których ja uznaję za stosownych (prędzej czy później nadejdzie czas na pustą fajną lalę, ale to jeszcze nie teraz).



Wierzę w trzy wartości. Pierwsza to dla mnie wolność wyboru tego co chcę w żuciu od kogo i jak, to część mnie i stanowienie siebie, stawanie się lepszym. Druga to zbiór zasad, które pozwalają mi się odnaleźć w świecie i podążać wyznaczoną przeze mnie drogą. Trzecia to miłość - do tej najmniejszej jednostki społecznej jaką jest rodzina, poprzez większe na Polsce kończąc.

Bóg
Honor
Ojczyzna
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:03:36
przez nieznajomy 2009-12-29, 00:51
Cytuj
..
smiler nie wiem dlaczego, ale ciągle widze jakieś podobieństwo pomiedzy nami.. tzn. nie, nie jestem gejem xD
Chodzi mi o to, że.. jak czytam Twoje wpisy.. to tak jakby czytał swoje myśli..
nawet ten sam znak zodiaku .. ta całośc.. prawie identyczne.. . niesamowite. .. o_O

I oczywiście, zgadzam się z Tb co do świata, otoczenia, ludzi itd. ;-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:04:20
przez smiler 2009-12-29, 08:31
Cytuj
Martyn, jest nas dwóch! Ha! :D

Komentarz dodany przez: Ferdi:
chyba nieznajomy...
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:04:55
przez Ferdi 2009-12-29, 11:07
Cytuj
rozwalilo mnie zapisywanie w notatki,poniewaz nie jestes w stanie zpamietac...chwalisz sie czy zalisz?Ze stales sie maszynka do podrywu,ktora idzie na ilosc;]? oraz przymusowe 4 kontakty w tyg... Twoje zycie,Twoje wybory...ale czytajac ten wpis to mi sie chcialo smiac,ale z 2 strony bylo mi zal. Piszesz: badz soba...a czy jestes soba?? Wydaje mi sie,ze robisz cos w zyciu z czego sam tak NA PRAWDĘ nie czerpiesz satysfakcji,ze Twoje dzialania gryza sie z samym Toba - nie pytaj mnie o argumentacje,wnioskuje to z całokształtu postawy i zmian. Odpowiedz sobie na pytania: czy jestem na prawde szczesliwy?? a moze poprostu tak sadze, bo w koncu uwodziciel ma byc szczesliwy z zycia?

Pozdr,F.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:05:15
przez Justin 2009-12-29, 11:22
Cytuj
Smiler, podobnie jak Ferdi, myślę, że to tylko sztuczność. Jeszcze X czasu temu byłeś niezadowolony z tego, co się dzieje w Twoim życiu, z relacji z kobietami. A teraz jest odwrotnie - to jest Twoja reakcja, na poprzednią sytuację. Uczysz się psychologii, i ja również ją uwielbiam. I to wygląda na podbudowanie własnego ego, które wcześniej siadło, a teraz znów wyrosło. Piszesz, że dziwka to dziwka, a czymże różni się facet, który uprawia seks tylko dla wypróżnienia spermy z mózgu (gdzie tu szacunek do samego siebie?)? Jak na moje to samotność, doskwierała Tobie w tak dużym stopniu, że teraz potrzebujesz wielkiej uwagi ze strony kobiet, która pozwoliła na podbudowanie Twojego ego.


Cytuj
    Nie będę się zniżał do ich poziomu, żeby tylko je puknąć.



A co teraz robisz z tą jedną panną? "Pukasz ją" i tyle.

Można się cieszyć, że jesteś zadowolony, szczęśliwy. Ale to wszystko jest puste - nie wynika to bowiem z tego, że jesteś szczęśliwy sam ze sobą, ale z tego, że w końcu znalazły się kobiety Tobą zainteresowane. To jest ulotne, słomiane.

Smiler - u Ciebie jedno pozostaje niezmienne. Potrzebujesz uwagi innych, w ten sposób dowartościowujesz siebie. Przykro mi, ale tak wynika z Twoich wpisów (nie jednego, ale wielu).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:05:52
przez Natural 2009-12-29, 14:53
Cytuj
Paradoks życia brzmi : Albo kimś pomiatasz albo jesteś pomiatany.

Smiler to typowy hedonista. Jak dla mnie krytykowanie tego stanu, to typowa zazdrość albo przerost sumienia ludzi, którzy chcą naprawiać świat (wyłączając podejście studenta).

Cytuj
    Justin napisał(a):Smiler - u Ciebie jedno pozostaje niezmienne. Potrzebujesz uwagi innych, w ten sposób dowartościowujesz siebie. Przykro mi, ale tak wynika z Twoich wpisów (nie jednego, ale wielu).
Nie ukrywam, też potrzebuję uwagi innych. Potrzebuję, żeby otaczali mnie ludzie. Nasuwa mi się tu motyw bezludnej wyspy.

Cytuj
    Justin napisał(a):Piszesz, że dziwka to dziwka, a czymże różni się facet, który uprawia seks tylko dla wypróżnienia spermy z mózgu (gdzie tu szacunek do samego siebie?)?
Bo dziwka to dziwka, ona ma problem. Szacunek to pojęcie względne.

Ogólnie rzecz biorąc, Smiler ! Jesteś chamem bez serca :) Spokojna głowa, Ja swojego też się już dawno pozbyłem :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 18, 2012, 17:06:32
przez Justin 2009-12-29, 17:31
Cytuj
Cytuj
    Natural napisał(a):Smiler to typowy hedonista. Jak dla mnie krytykowanie tego stanu, to typowa zazdrość albo przerost sumienia ludzi, którzy chcą naprawiać świat
Nie, ja ukazuje raczej hipokryzję Smilera.

Cytuj
    Natural napisał(a):Nie ukrywam, też potrzebuję uwagi innych. Potrzebuję, żeby otaczali mnie ludzie. Nasuwa mi się tu motyw bezludnej wyspy.



Każdy potrzebuje - ale jedni czują się rewelacyjnie ze sobą, są pewni siebie, pozytywnie nastawieni - do których ciągnie reszta - Ci którzy potrzebują zainteresowania, uwagi ze strony innych ludzi, często bardziej wartościowych. Duży wpływ na to ma jednak wychowanie przez rodziców.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:52:27
przez smiler 2009-12-29, 23:07

W swoim poście Martyn zasugerował, żebym więcej robił, a mniej myślał, więc chciałem pokazać, że wcale tak nie jest. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że kiedy piszemy to nie jesteśmy w stanie przekazać tonu głosu i podejścia do życia samymi emotkami, a gwarantuję Wam, że jakbyście mnie poznali osobiście to inaczej "czytalibyście" moje posty. Może stąd to zamieszanie?

Czy ja jestem sobą? Jestem. Jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, uwierzcie mi. Pozbywam się swoich problemów, część już mam za plecami, ułożyłem przeszłość, układam teraźniejszość, a część przyszłości też już ma swoje miejsce. Zmieniłem nastawienie do świata o 180*, cieszę się z każdej chwili, z każdego momentu potrafię wyciągnąć wnioski. W myśl swoich zainteresowań spisałem swoją konstytucję osobistą, a ostatnie zdanie z preambuły brzmi: "Każdy dzień to nowe doświadczenia i bogatsze życie wewnętrzne :]"... dzięki temu nawet jak dostaję kosza to czuję, że żyję. Zbieram emocje - i te dobre i złe. Ostatnio gdy zadzwoniłem do dziewczyny - ta się rozłączyła, mimo że myślałem, że wyrazi chęci na spotkanie. Kiedy zadzwoniłem po raz kolejny to odebrał jakiś chłopak, który wyzwał mnie od "pedofilów", gdy spytałem czy mogę z nią rozmawiać (co było tym większym zaskoczeniem, że dziewczyna miała spokojnie 19 lat, a głos tego chłopaka brzmiał bardziej na głos brata niż ojca). Byłem w szoku, zdarzyło mi się coś takiego pierwszy raz. I co? I to wspaniałe! To kolejne piękne wspomnienie, którym będę mógł się pochwalić przed samym sobą, gdy oczy będą mi gasnąć na wieczność.

I jestem szczęśliwy. Jestem bardzo szczęśliwy. Z samym sobą, a to najważniejsze, bo jak można pokochać kogoś skoro nie kocha się siebie? Dodatkowo udzielam tego szczęścia innym, czuję, że ludzie czują się w moim otoczeniu dobrze, nie unikają mnie, śmieją się do mnie. To jest naprawdę cholernie fajne. Złapałem jeszcze większy dystans do życia i dzięki temu rzeczy, które normalnie wydają się odległe teraz - paradoksalnie - są bliskie jak nigdy.

Pozwolę więc zacytować samego siebie. Tekst pochodzi z mojego bloga, którego premiera już niebawem, który opisuje moje podejście do uwodzenia (mam nadzieję, że rozwieje pewne wątpliwości):

   
Cytuj
Znaczna część “uwodzicieli” to ludzie lecący na puste sztuki, którymi później chwalą się przed znajomymi. Od ilości dziewczyn na koncie uzależniają swoje poczucie wartości. Jednak wszystkie te laski, które uwodzą są dokładnie takie same – mają dokładnie taką samą metką i dokładnie taką samą cenę. Życie owych “podrywaczy” to nieustanne upijanie się takimi właśnie dziewczynami, które są jak piątkowa noc z kumplami – idziesz do baru i pijesz Żubry, bo są tanie i w miarę smaczne, dokładnie jak te targety. Nie przejmujesz się co będzie jutro i obok kogo się obudzisz – idziesz się napierdolić i tylko to się liczy. I nie przeczę, że jest to fajne – uważam, że każdy w życiu potrzebuje takiej właśnie imprezy… gorzej jeśli nasze życie ogranicza się tylko do nich.

    Zaś na miano “kobiety” trzeba zasłużyć, a one są dla mnie jak wino. Każda jest inna – różne bukiety zapachowe i smaki, niektóre są bardziej klarowne a inne mniej, niektóre pasują do określonych dań a inne można spożywać do wszystkiego. Ich smaki można zgłębiać, za każdym razem wydobywać nowe emocje. Kobieta to przygoda, wartość, zasady, życie. Uwodź, żeby poczuć pełnię ich smaku!

    Społeczeństwo wmawia Ci wiele rzeczy, a społeczności są jego częścią, więc i społeczność uwodzicieli będzie Ci te rzeczy wkładała do głowy z taką samą, jeśli nie większą, gorliwością. Zewsząd będziesz atakowany różnymi komunikatami, które będą mówiły Ci jakim powinieneś być lub nie.

    Samostanowienie siebie to najważniejsza część bytu – nie ograniczajmy swojej wolności tylko ją poszerzajmy. Szukajmy siebie, stawiajmy w różnych sytuacjach, badajmy nasze zachowanie, wyciągajmy wnioski, popełniajmy błędy i budujmy nasze życie. Niech największym skarbem naszego jestestwa będą złowione w siatkę pamięci wspomnienia niesamowitych chwil, poluj na nie nie. Bądź łowcą emocji!

    Ludzie mówią, że nie potrafią powiedzieć sobie “dość”. To zazwyczaj Ci sami, którzy w wieku 30 – 40 lat przyczyniają się do utrzymywania się stanu “szklanej pogody” marnując swoje życia przed różnego rodzaju monitorami. Kto się nie rozwija – ten stoi w miejscu, kto stoi w miejscu – na tle innych się cofa.

    Zawsze chciej więcej! Więcej radości, smutku, seksu, bólu, szczerości, nonkonformizmu, książek i ilości przeczytanych liter, więcej miłości. Więcej ciepła kobiecych ramion, kłótni, godzenia się, płaczu, obejrzanych filmów, przebytych kroków, listów, ucieczek, pieniędzy, rozsądku. Więcej zdjęć, nienawiści, zdartego gardła, upadków, biletów z koncertów, stresu, ulgi, strachu… Więcej życia, zawsze! Zawsze więcej życia! Żyj więcej!

    Emocji łowca,
    który żyje więcej!
    Degustator życia,
    pierdolony koneser.

    Z poważaniem,
    Smiler



Żadna z kobiet, z którymi się spotykam nie jest pustą lasią na seks. Każda jest inna i z każdą czerpię radość bycia. Uważam, że to bardzo wartościowe, kiedy idę na spotkanie z dziewczyną i potrafię na nią patrzeć nie przez pryzmat atrakcyjności seksualnej. Czy to uważacie za złe? Czy złym jest to, że gdy siedzę sobie w bibliotece, idę ulicą, jestem w sklepie i widzę fajną dziewczynę to mam odwagę do niej zagadać (czasami rutynowo, przyznaję), a potem spotkać się z nią i fajnie spędzić czas?

Co więcej! Mam teraz w głowie schemat, że mogę wszystko, więc czuję się wolny. Nie potrzebuję się spotykać z setką dziewczyn (gdyż chciałbym, aby w przyszłości była jedna), żeby móc pisać o tym na forum. Zupełnie na odwrót - okazało się, że wcale nie potrzebuje(my) kobiet żeby się realizować (a one nas). Czekam w życiu na moment, w którym spotkam taką, że powiem sobie: "Boże! Z nią to podwójnie można żyć! Ja i ona i świata poza nami nie ma!"... ale nie oznacza to, że będę siedział przed monitorem i przeglądał serwisy randkowe w nadziei, aż coś się "samo" stanie. Żeby wygrać trzeba grać. Ja chcę wygrać życie i miłość, więc w to gram.

I tym jest dla mnie uwodzenie - grą. Strauss znalazł na to najlepsze określenie pod Słońcem. Nie mniej i nie więcej jak tylko gra. Jeśli grasz dla przyjemności to wspaniale. Jednak jeśli kochasz to tak bardzo, że przechodzisz na zawodowstwo to tak samo jakbyś nie grał wcale i pozwalał sobie czerstwieć - dwa skrajne bieguny. Ja nie chcę być piłkarzem/uwodzicielem z okładek (nie jeśli chodzi o uwodzenie, inne aspekty mojej przyszłości zawodowej to inna bajka), ale nie chcę też pozwolić zaniknąć kondycji. Wybieram drogę półprofesjonalną - coś więcej niż kopanie dla zabawy z tą samą ekipą, ale coś mniej niż zawodowstwo :).

Facet kochający się z dziewczyną tylko dla seksu to taki sam typ jak dziwka, nic więcej. Jeśli żyjesz tylko dla zaspokajania swoich potrzeb zwierzęcych to nie różnisz się niczym od psa. Jak już pisałem - chcę smakować kobiety, ale smakowanie nie oznacza tylko i wyłącznie seksu. Jestem jednym z typów, którzy potrzebują emocji. Brzmi to śmiesznie, ale przynajmniej potrafię się do tego przyznać. Nie zmienia to faktu, że jestem jednym z tych, którzy daliby się porwać w przygodę z kobietą, która tętniłaby życiem. Z drugiej strony - gdybym miał okazję przespać się z pustą-ładną dziewuchą to bym to zrobił, ale nie oznacza to, że takich okazji będę szukał.

Czy potrzebuję uwagi innych? Myślę, że jak każdy. Dzięki temu wszystkiemu bardziej widzę jaki jestem i wiem o tym, że gdy ludzie na mnie patrzą to działam lepiej. I mam się tego wstydzić? Wręcz przeciwnie - uczę się wykorzystywać to do swoich celów. Np. podrywanie lepiej mi szło jak ktoś na mnie patrzył, bo miałem presję (co bardzo lubię). Z czasem presję to nauczyłem się wykorzystywać i będąc samemu wyobrażałem sobie, że ktoś na mnie patrzy, aż z biegiem czasu wyrzuciłem to z głowy i dziś nie potrzebuję nikogo, nawet wyobrażenia.

Co do tej, z którą sypiam to ujmę to tak: Każdy ma swoje potrzeby, sami o tym pisaliście, a kobiety nie są w tym ani lepsze ani gorsze (czas pozwolił mi to zrozumieć). Obecnie w społeczeństwach następuje feminizacja mężczyzn (dbanie o modę aż nadto, kobiecość w byciu, emocjonalność, etc.) i maskulinizacja kobiet (są bardziej niezależne, przekładają karierę nad macierzyństwem, przejmują typowo "męskie" zawody, etc.). Dzisiejsza kobieta to co innego niż ta 30 lat temu. I sypiam z nią i jest świetnie. Jest naprawdę miłą, zgrabną i ładną dziewczyną. Ma wiele hobby, ciekawe zainteresowania i otworzyła mi serce na pewne sprawy. Podobnie jak mi - jej też brakowało ciepła i się po prostu zgraliśmy. Nie jest pusta, ani głupia, nie nadużywa mejkapu ani nie chadza na manieczkowe party. Jest sobą i cieszę się, że z taką dziewczyną mogę dzielić tak intymne przeżycie jakim jest seks.

Moje szczęście nie jest puste, gdyby było już by zniknęło, a od dłuższego czasu nie tylko utrzymuje się na tym samym poziomie, ale rośnie. Wynika to nie z faktu, że nagle znalazły się kobiety mną zainteresowane, ale że potrafię światu pokazać siebie, a wnętrze to jest na tyle atrakcyjne, że strasznie pociąga kobiety. Nie wynika to tylko i wyłącznie z mojego szczęścia, ale z ciężkiej pracy jaką w siebie włożyłem, żeby móc wybrnąć z bagna i kąpać się w krystalicznie czystej wodzie życia.

Czy jestem hedonistą? Tak - lubię klasykę, luksus. Lubię kiedy kobieta jest dobrze ubrana, coś sobą prezentuje. Lubie szykowność, a w pokoju mam zawsze posprzątane, dbam o siebie. Ogólnie rzecz ujmując - lubię piękno. Ale piękna kobieta składa się z dwóch pięknych elementów - pięknego ciała i pięknej duszy. Ktoś może mi zarzucić, że jestem chamem, gdy napiszę, że "nie umawiam się z brzydkimi dziewczynami", "co z wnętrzem?", etc.? Niech te osoby to robią, śmiało... tylko ciekawi mnie to czy to Ci sami ludzie, z którymi kiedyś prowadziłem spór podczas, którego wmawiali innym, żeby trenować tylko i wyłącznie na ładnych dziewczynach? Bo z tego co pamiętam to byłem jedyną osobą, którą zachęcała do rozmowy nawet ze starszą kobitką z kiosku. A prawdziwym hipokrytom jest osoba, która żyjąc w dzisiejszym świecie stwierdzi, że nie jest hedonistą.

Jeśli od kogoś mam coś wymagać to zawsze na samym początku będę wymagał tego od siebie.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:53:00
przez giovanni 2009-12-30, 09:28
Cytuj
Mnie się Twoje wpisy podobają, zwłaszcza te ostatnie.
Ale zauważyłem w nich jedną rzecz - otóż - piszesz że jesteś hedonistą, piszesz o tej dziewczynie, z którą sypiasz, piszesz o tych kilku, z którymi się spotykasz - i z tych wypowiedzi przebija mi jakby chęć "usprawiedliwienia" tego co robisz. Tego nie rozumiem.
Bo z 1 strony piszesz o tej całej swojej filozofii życiowej, pozytywnym podejściu itp, potem o kobietach, które szanujesz, a potem - tak jakby za wszelką cenę chcesz usprawiedliwić to sypianie i spotykanie się z kilkoma innymi. Dlaczego? Przecież jedno z drugim nie stoi w sprzeczności i - w moim odczuciu - złe nie jest.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:54:23
przez smiler 2010-03-09, 00:19

TEMAT: ŻYJ WIĘCEJ!
(03.03.2010)


W środowy poranek 3 marca tego roku pod salą D312 wydziału Ekonomiczno - Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego zabrzmiały dźwięku utworu Briana Adamsa - Have you ever really loved a women? Drzwi otworzyły się, a w szczelinie pojawiła się moja dłoń, która chwilę tańczyła, jak gdyby dotykała kobiecego ciała. Niebawem część mojej postaci ukazała się w bardziej rozchylonych drzwiach - miałem zamknięte oczy i szeptałem słowa piosenki, która była dla mnie tłem. Kiedy ta nabrała rozmachu, wszedłem do sali w pełnej krasie, podnosząc powieki.

Miałem piękny trikolak, czyli trójkątny kapelusz, z ogromnymi pawimi piórami, czarną maskę zasłaniającą oczy, biały żabot z wpiętą broszką z czerwonym diamentem i białą koszulę, czarną kapotę z pięknymi zdobieniami, czarne spodnie oraz białe podkolanówki, a na butach perełki. W prawej ręce trzymałem dwadzieścia róż.

Zacząłem chodzić po sali i rozdawać kwiaty moim koleżankom ze specjalizacji. Śmiały się, nie dowierzały, były oczarowane. Dawno nie widziałem tak wiele dziewczyn w takim nastroju. Gdy obszedłem połowę sali, wskoczyłem na stół i zacząłem dawać kwiaty reszcie. Gdy wokal Adamsa mocno uderzył słowami You got to give her some faith - hold her tight... wyrzuciłem z lewej kieszeni ogromną ilość płatków róż, które delikatnie rozsypały się po niemalże całej sali.

Zeskoczyłem z biurka, usypałem stożek z płatków, które mi pozostały w kieszeni, a na nim położyłem złożony na trzy części list z papieru koloru ecru. Zalakowany był czerwonym woskiem, na którym wytłoczony był stempel serca i wyryta pierwsza litera mojego imienia - D. Jego treść to wiersz mojego autorstwa, napisany własnoręcznym pismem klasycznym.

Napisałbym milion słów – nic po nich,
albowiem wszystkie te wiersze mógłbym zgnieść w dłoni.
Obdarowałbym setką róż, czekoladek i uśmiechów,
ale co by to znaczyło wobec głębi waszych oczu?
Ukradłbym niebo i podbiłbym piekło,
jednak gdybym to zrobił, wciąż byłoby mi mało.
By wyrazić w mowie i czynie moje do Was uczucie
- wszystko powyższe zawieram w tej emocji nieuchwytnej.


Tańczyłem jeszcze chwilę, dając kobietom możliwość cieszenia się widokiem mojej osoby, rzuciłem różę na stół i z brawami opuszczałem salę, której drzwi zamknęły się w momencie, kiedy gitara Adamsa wydała z siebie ostatnie tchnienie.



W takim stroju i z różami udałem się również na naukę tańca, dziewczyny były w szoku. Dzisiaj, w dzień kobiet, składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim przedstawicielkom płci pięknej. Dzisiaj nie mam już swojego stroju, ale jego wspomnienie jak najbardziej. Dzisiaj możecie je zobaczyć na zdjęciach (umieszczonych na stronie internetowej). Adres tej strony wydrukowałem na małych karteczkach i rozdawałem na całym wydziale Ekonomiczno - Socjologicznym.



Niemożliwe, prawda? To jest bajka, tego nie było, a ja sobie zmyśliłem tą historyjkę. Podobno mam talent do pisania i wszystko umiem podkolorować. Wiem o tym, że wielu z was myśli, że jestem kowbojem klawiatury, który nigdy nie odważyłby się zrobić dziewczynom takiego numeru. Wiem, że niektórzy z was nie wierzą w to co pisałem do tej pory, więc dlaczego mieliby wierzyć w to co piszę teraz? Dlatego tym razem postanowiłem udokumentować mój wyczyn fotografiami, które były posłane do moich wszystkich koleżanek z grupy i kobiet - klik raz, klik dwa, klik trzy, klik cztery, klik pięć, klik sześć.

Tamta środa była dla mnie bardzo ważna - pokazała mi jak wygląda proces zamieniania marzeń w rzeczywistość, czyli proces, który czyni nas ludźmi. W trakcie podchodzenia do dziesiątek dziewczyn już nie odczuwam tej charakterystycznej adrenaliny... brakuje mi jej. Ta akcja pozwoliła mi kolejny raz popłynąć na wyżynach fali życia z maksymalną prędkością. Wiem, że moje życie będzie takie jak zaplanowałem.

Przedwczoraj moja siostra i jej mąż mieli włamanie, skradziono rowery, przyjechała policja, dużo szumu i stresu. Wszystko to pokazało mi jak niewiele jest wart nasz świat i o co naprawdę należy walczyć - o emocje, o wspomnienia, jestem ich łowcą, z nimi chcę iść do grobu i właśnie je ukradnę z ziemskiego padołu.

Dojrzałem wreszcie do tego, żeby całą tą wiedzą się podzielić. Ten szczególny dzień jest datą oficjalnej premiery mojego bloga. Pracowałem nad nim kilka miesięcy, nadal jest jeszcze kilka niedociągnięć, ale całość prezentuje się całkiem nieźle. Wszystkie informacje znajdziecie klikając na link, który umieszczam w odpowiednim temacie, żeby nie łamać regulaminu forum.

Życzę owocnej lektury i tego, żebyście żyli na krawędzi, bo inaczej się żyć nie opłaca,
Smiler



http://www.youtube.com/watch?v=hq2KgzKETBw

[ Dodano: 2010-03-08, 23:44 ]
Administrację prosiłbym o usunięcie znacznika "[/youtube]" z samego końca (tuż za filmikiem), a zaraz po tym tego tekstu. Dzięki ;)!

Komentarz dodany przez: Ferdi
a prosze bardzo;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:55:41
przez qrczaq 2010-03-09, 01:52

Cytuj
Smiller, jesteś legendą tego forum. Pamietam, jak jakiś czas temu (dawno to było:) ) czytałem Twoje pierwsze posty (o podchodzeniu na ulicy, do tej pory mam w głowie tekst o siłaczce - nie wiem czemu ; ) ).
Jesteś miszcz! Gretuluje! Czemu ja na to nie wpadłem?;<
Napewno będę stałym czytelnikiem Twojego bloga.
Aha, i dzięki wielkie, w gruncie rzeczy - Twoje posty odniosły duży wpływ na to, w którą stronę chcę podążać :) i... od czasu kiedy tu trafiłem, od czasu kiedy przeczytałem Twoj dziennik od deski do deski - naprawdę dużo się zmieniło.
Pozdrawiam,
Q.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:55:59
przez Marysia123 2010-03-10, 16:07

Cytuj
oki, oki chłopak fantazję ma,ale takiego Don Juana to w każdym większy mieście można znaleźć. Zaimponować dziewczynie można stosunkowo łatwo, zależy to od tego co jest jej fetyszem,ale dorosnąc później do jej oczekiwań do już trudniej. A te fotki to przesadzone.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 15:56:36
przez smiler 2010-03-10, 19:26

Pokaż swoje fotki w jakimś przesadzonym stroju, Słoneczko ;)! Mam ochotę na coś orientalnego, egipski makijaż mile widzialny 8-).

PS 2
Proszę administrację również o zmianę daty - pokręciło mi i tamta środa to 03.03.2010 był ;P :*.



[ Dodano: 2010-04-26, 14:18 ]
TEMAT: TEORIA FRAJERA
CZYLI SKĄD SIĘ BIORĄ MĘSKIE ŚWINIE ;P
(25.04.2010)




SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Czym jest tożsamość?
3. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny
4. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny u kobiety
5. Interakcje mężczyzn i kobiet
6. Podsumowanie
7. Wniosek ostateczny








1. Wstęp
Wreszcie się zebrałem do tego, żeby opracować zarys mojej koncepcji, którą nazwałem roboczo teorią frajera, czyli próbą wytłumaczenia dlaczego prawdziwi mężczyźni mogą mieć problemy ze znalezieniem kobiety i tym dlaczego kobiety "nie chcą" prawdziwych mężczyzn. Będzie troszkę teoretyzowania, wyrzutów frustracji, ale i śmiechu oraz kilka myśli, które mam nadzieję, sprowokują jakąś dyskusję.

Tożsamość mężczyzny jest mi o tyle bliska, że sam musiałem jej długo szukać i nadal to robię. W poprzednich postach pisałem co nieco o moim życiu prywatnym i tym jak wpłynęło na mnie PUA. Generalnie mając już niemalże 24 lata widzę jakie spustoszenie w mojej głowie wywołał brak ojca. Nie wiedziałem co to znaczy być mężczyzną i mam z tym problemy do dzisiaj. W dodatku mój "stary" należał do tego typu ludzi, którzy swoją samoocenę podnoszą ubliżając wszystkim dookoła. Jest to powodem tego, że często boję się świata i czuję się zagubiony. Na szczęście walczę i wiem, że jest możliwe pozbycie się tego problemu. Musiałem oczyścić te gruzy i zacząć budować wszystko od nowa, szukając siebie i budując od zera. Cieszę się, że traktuje to jako wyzwanie. Zdają sobie również sprawę z tego, że część frustrata będzie mi towarzyszyła do końca życia. Chciałbym móc ją kiedyś wypłakać.

Wpis ten dotyczyć będzie tego jak tworzy się w człowieku tożsamość mężczyzny, jak się rozwija, jaki to ma na niego wpływ oraz jak to wszystko wygląda w interakcji damsko - męskiej. Punktem wyjściowym do teorii frajera jest jedna z psychologicznych/socjologicznych koncepcji kształtowania się tożsamości mężczyzny przyjmującej, że tworzy się ona jako protest w stosunku do tożsamości kobiety. Ja idę za ciosem i pokazuję jakie etapy trzeba przejść, aby stać się mężczyzną oraz jak kobieta tworzy swoją postawę wobec świata.

Powtórzę jeszcze raz - jest to tylko zarys.



2. Czym jest tożsamość?
Na początek pojedziemy sobie trochę wikipedią :D!

   
Cytuj
Cytat 1 napisał(a):Tożsamość - to wizja własnej osoby, jaką człowiek ma: właściwości wyglądu, psychiki i zachowania się z punktu widzenia ich odrębności i niepowtarzalności u innych ludzi.

    W psychologii pojęcie tożsamości występuje w kontekście dwu najważniejszych dla człowieka relacji:
    - stosunku do siebie samego
    - stosunku do innych ludzi, a więc zarazem do kultury i tradycji.

    Wskazuje ono na szczególny typ związku, jaki łączy podmiot z nim samym:
    - z jednej strony, z jego własną psychofizyczną i moralną kondycją
    - z drugiej zaś na związek z innymi.
    Związek ten opiera się na mniej lub bardziej świadomych postawach wobec wyróżnionych wartości, których nosicielem jest zarówno sam podmiot, jak i inni ludzie, kultura.

    Wobec pojęcia tożsamości wyróżniane są:
    - tożsamość społeczna - uświadomienie sobie wspólnych właściwości z grupą, w której jednostka żyje, poczucie przynależności do grupy i dostrzeżenie odrębności grupy.
    - tożsamość osobista - dostrzeżenie tego, co różni jednostkę od innych, powstawanie sądów na temat własnej osoby.

    źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/To%C5%BCsamo%C5%9B%C4%87_%28psychologia%29



   
Cytuj
Cytat 2 napisał(a):Tożsamość społeczna to okazywanie innym jednostkom i samemu sobie identyfikacji (utożsamiania się) z jakimś elementami rzeczywistości społecznej.

    Tożsamość społeczna ujmowana jest najczęściej w kategoriach psychologicznych, socjologicznych i kulturowych. Jest to tożsamość jednostki, grupy społecznej lub zbiorowości, dzięki której i poprzez którą umiejscawia ona samą siebie w jakimś obszarze rzeczywistości społecznej bądź też sama jest osadzana w tej rzeczywistości przez zewnętrznego obserwatora (inną jednostkę, grupę zbiorowości).

    W naukach społecznych szczególnie psychologii i socjologii tożsamość jest pojęciem wieloznacznym. Można ją ujmować w sposób obiektywny bądź też subiektywny:
    - obiektywne ujęcie kładzie nacisk na role, pozycje, stosunki społeczne łączące jednostkę z grupami społecznymi
    - tożsamość w ujęciu subiektywnym łączy się z poczuciem tożsamości oraz jej samoświadomością, gdzie ważne są treści wewnętrzne jednostki, takie jak rozwiązywanie konfliktów czy realizacja zadań sobie postawionych.

    Tożsamość osobista to takie cechy, które określają nas samych. Zaliczamy do nich: cechy psychologiczne, cechy fizyczne, zainteresowania intelektualne, sposób odnoszenia się do innych, upodobania. Zaś tożsamość społeczną identyfikują terminy określające członkostwo w grupach społecznych, między innymi płeć, wiek, narodowość, afiliacja polityczna, religia. Tożsamość społeczna jest zespołem identyfikacji społecznej, która oznacza proces umieszczania i definiowania zarówno siebie, jak i innych w różnych kategoriach społecznych. Tożsamość osobista i tożsamość społeczna są współzależne.

    źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/To%C5%BCsamo%C5%9B%C4%87_spo%C5%82eczna



   
Cytuj
Cytat 3 napisał(a):Tożsamość osobista – bycie tym samym człowiekiem (tą samą osobą), bycie sobą, bycie tym za kogo się podajemy. Tożsamość to więcej, niż identyczność, jednakowość - przykładowo dwóch braci bliźniaków może wyglądać identycznie, jednak każdy z nich będzie miał własną tożsamość. Jest to fakt, że ktoś jest tą osobą, za którą się podaje. Fakt, że ktoś nosi takie, a nie inne nazwisko.

    Z pojęciem tym związany jest dokument tożsamości wydawany człowiekowi, w szczególności własnemu obywatelowi, przez władze państwa. Zawiera on w materialnie utrwalony sposób - za pomocą pisma tradycyjnego lub zapisu w mikrokości elektronicznej - dane identyfikacyjne tego człowieka, jak fotografia, dane personalne, dane biometryczne, a także dane związane z państwem (nazwa, unikalny numer dokumentu, organ wydający, data wydania).

    źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/To%C5%BCsamo%C5%9B%C4%87_osobista



Z powyższych notatek wyłania się pewna wizja definicji tożsamości, którą dla moich dalszych celów ująłbym następująco 8-) :
- wizja o nas samych (zdobyta na podstawie samoświadomości [jaźń subiektywna] i naszych myśli o nas samych zdobytych na podstawie tego co myślą o nas inni [jaźń odzwierciedlona])
- zbiór cech, które warunkują nas jako uczestników życia społecznego (tożsamość społeczna; np. tożsamość mężczyzny, uwodziciela)
- zbiór cech, które odróżnia nas od społeczeństwa (niestety często zatracany na rzecz powyższej).



3. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny
Założenie jest takie, że stawanie się mężczyzną to trójetapowy proces:
AFC -> PRZECIĘTNIAK -> MĘŻCZYZNA

(Tutaj omówiony jest punkt wyjściowy) Większość chłopców przez pierwszą część swojego życia jest wychowywana przez matki i przez to młode facety :mrgreen: nabierają cech typowo kobiecych. W późniejszych etapach życia, kiedy dziecko jest większe i umie komunikować się z otoczeniem, następuje zerwanie tej więzi i początek budowania tożsamości mężczyzny. Budowanie to polega na niszczeniu w sobie kobiecych cech i zastępowanie ich ich antonimami (przeciwieństwami):
- dziewczynki są grzeczne -> chłopcy nie są grzeczni
- dziewczynki są blisko domowego ogniska -> chłopcy uciekają od niego jak najdalej się da
- dziewczynki mają pewne cechy charakterologiczne (np. są strachliwe) - chłopcy ich się pozbywają (np. są "odważni").

Stąd też dorośli faceci są wykluczani poza nawias męskiego życia (np. są wyśmiewani), jeśli nie pozbyli się cech charakteru utożsamianych z kobiecymi (są bierni, strachliwi, służalczy... czyli needy i AFC). Jest to też wytłumaczenie tego dlaczego mężczyźni nie lubią homoseksualistów - traktują ich właśnie jako takich, którzy nie złamali schematu.

(Tu zaczyna się teoria właściwa) Pozwolę sobie cytować siebie 8-) :

   
Cytuj
Cytat 4 napisał(a):AFC to skrót od Avarage Frustrated Chump, czyli Pospolitego Sfrustrowanego Frajera (w Polsce często spotykanym określeniem takiej osoby jest miano Męskiej Łajzy). AFC to nie ostateczny kształt człowieka tylko jedna z faz na drodze stawania się mężczyzną, przechodzi przez nią każdy, niektórzy jednak zostają w niej na bardzo długo.

    Zachowanie AFC jest potrzebne mężczyźnie do budowania swojej osobowości – musi on się dowiedzieć jak nie postępować w przyszłości z kobietami. Typowy AFC wychodzi z założenia, że w stosunku do płci przeciwnej trzeba być uległym, obdarowywać setką kwiatów i podarków oraz pozostawić inicjatywę w jej rękach. AFC jest bierny, nie jest pewny siebie, pozostaje na uboczu życia i ludzi. Swoim zachowaniem przypomina sługę lub chusteczką, w którą kobieta może wytrzeć łzy i się wysmarkać opowiadając o swoich problemach miłosnych.

    Zazwyczaj z fazą AFC związane jest zdarzenie, które sprawia ból, dzięki któremu przyszły mężczyzna nabiera dystansu do kobiet. Niestety nierzadko się dzieje, że zraniony chłopak zamyka się dla świata i obwinia o wszystko kobiety. Jest to powodem narastającej frustracji, a w skrajnych przypadkach, według mnie, szowinizmu.


AFC to nie cechy wyglądu, ale usposobienia. Jest w tym przypadku bez znaczenia czy AFC będzie wyglądał jak typowy geek czy dres, znaczenie ma fakt, że chodzi za "swoją kobietą" jak pies za panią. Różnica między geekiem i dresem jest taka, że są wychyleni w przeciwne strony reakcji na bodźce, które powodują u nich strach:
- u geeka jest to uciekanie od świata i chowanie się wewnątrz siebie
- u dresa jest to agresja (tym bardziej znacząca, że zazwyczaj są więksi od innych ludzi i działa mechanizm biologiczny większy=>silniejszy=>bardziej dominujący=>bardziej "męski").

Ostatni akapit cytowanego wcześniej fragmentu zwraca uwagę na fakt, że ból spowodowany związkiem z obiektem westchnień jest przełomem. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że już nie będzie się zachowywał w stosunku do kobiet w taki sposób i zaczyna grać w zupełnie inną grę, wchodzi w okres PRZECIĘTNIAKA.

   
Cytuj
Cytat 5 napisał(a):Osoba taka nie ma problemów w kontaktach z innymi, zazwyczaj miał lub ma dziewczynę, studiuje, pracuje, etc. Można spokojnie stwierdzić, że jest standardowym facetem. Niemniej jednak osoby takie żyją od jednego punktu życia do drugiego, nie mają planów na przyszłość, są niezdecydowane, nie pracują nad sobą (i często regularne upijanie w barze do nieprzytomności uważają za męskie). Kobiety mówią o nich, że częściej pewnych rzeczy mogliby się domyślać lub, że brakuje im "tego czegoś". Wypaczeniem w tej fazie jest zawieszenie w próżni życia – brak planów, monotonia, jednostajność. Tacy ludzie stanowią znaczną większość społeczeństwa, szczególnie w Polsce.



Mogą oni naturalnie posiadać cechy typowo "alfa", ale nie pielęgnują ich i pozwalają, żeby to one kierowały nimi, a nie na odwrót. Takie osoby są odważne zazwyczaj tylko wśród znajomych, nie mają cech zdobywcy i w przypadkach nietypowych sytuacji społecznych wracają do zachowania AFC (np. na imprezie z nowopoznanymi ludźmi są bierni, "szwędają się", nie wykazują inicjatywy; ciężko odnaleźć im się w nowych miesjcach [kiepska mobilność intelektualna i osobowościowa]).

Niestety, ale nie jestem w stanie określić bodźca, jaki wpływa na to, że w tym etapie dochodzi przełamania i ponownego szukania siebie, które skutkuje tym, że zaczynamy stawać się MĘŻCZYZNĄ:

   
Cytuj
Cytat 6 napisał(a):Mężczyzna to osoba, która ma określoną wizję siebie, którą realizuje, nie zraża się porażkami, jest konsekwentna w swoim postępowaniu i posiada cechy charakteru, które wyrobiły się w niej w poprzednich okresach. Wszystko to wpłynęło na posiadanie statusu społecznego, odpowiednich dóbr materialnych, planów na przyszłość i sposób obchodzenia się z kobietami, tak przez nie pożądany.

    Wypaczeniem w tym przypadku jest przedmiotowe traktowanie ludzi, które jest wyrazem tego, że taka osoba nie umie grać w grę społeczną i uzależnia nie od siebie, ale od statusu społecznego (w zasadzie może być zwykłym AFC lub przeciętniakiem, który ma status).



W moich rozważaniach na temat męskości mogę powiedzieć, że dla mnie prawdziwy mężczyzna to osoba, która ma plany na przyszłość... i to daleką przyszłość. Plan zapewnia konkretny scenariusz, pokazuje drogę i profity jakie mogą płynąć z jego realizacji. Prawdziwy mężczyzna wie czego chce od życia i sobie to bierze (a robi to odważnie jak lew i chytrze jak lis).

W tym wszystkim pomagają mu cechy osobowości, które wyrabiają się w nim na drodze stawania się prawdziwym facetem, a ja doliczyłem się takich:

   
Cytuj
Cytat 7 napisał(a):- jest pewny siebie i ma silny charakter – ta cecha zapewnia samcowi alfa pierwsze miejsce w stadzie, bowiem jest związana z silną samowiedzą, uporem i determinacją w dążeniu do celu oraz brakiem zależności od reszty stada; dzięki temu alfa nie boi się zabierać głosu publicznie, wykonywać pierwszego kroku i ryzykować na drodze szukania nowych rozwiązań

    - jest spokojny i opanowany (włada emocjami) – dzięki tym cechom alfa zawsze trzyma rękę na pulsie; decyzje, które podejmuje, związane są z logiką, a nie emocjami i dlatego w dłuższej perspektywie czasu przynoszą większe korzyści (osoba niespokojna nigdy nie upolowałaby antylopy, bo nie byłaby w stanie wysiedzieć wystarczającej ilości czasu w krzakach, aby się na nią zaczaić; obecnie osoba taka nie jest w stanie zrealizować jakiegokolwiek długoterminowego celu, którego osiągnięcie byłoby równoznaczne z powiększeniem zasobów materialnych; osoby niespokojne żyją z dnia na dzień w świadomości niepewnego jutra, a to nie zapewnia tak poszukiwanego przez kobiety spokoju i dostatku, niezbędnych przy chęci wydania na świat potomstwa)

    - posiada ogładę towarzyską – samiec alfa opiera swoje kontakty z innymi na szczerej przyjaźni, nagradzaniu i pozytywnych emocjach, dzięki czemu zyskuje lojalność i jest zawsze mile widziany w grupie (z czym związane są profity w postaci informacji), alfa umie rozwiązywać konflikty w stadzie; prowadzenie władzy terrorem i strachem prędzej czy później doprowadza do jej obalenia (badania na małpach wykazały, że samiec alfa stada charakteryzował się m.in. umiejętnością godzenia zwaśnionych stron, a swoją pozycję utrzymywał nawet pomimo przegranych w konfrontacji fizycznej z innymi osobnikami)

    - posiada wiedzę (informacje) – ta cecha zapewnia przewagę alfy nad innymi osobnikami w stadzie

    - posiada poczucie humoru – cecha ta z ewolucyjnego punktu widzenia nie jest potrzebna ani do przetrwania, ani do rozmnażania, ale jest ważna jako umiejętność pozwalająca rozładować napięcia emocjonalne powstałe w następstwie życia; jest kluczowa w stosunku do kobiet, gdyż ich mózgi zbudowane są inaczej niż męskie i emocje odgrywają w nich znacznie większą rolę

    - jest przystojny i dobrze zbudowany fizycznie – piękno to symetria, a symetria to świetna dynamika ciała przekładająca się na warunki fizyczne, które zapewniają przetrwanie.

    Pragnę zwrócić uwagę, że spośród sześciu wymienionych przeze mnie atrybutów tylko jeden związany jest z wyglądem zewnętrznym.


Mężczyzna to ostateczny, lecz nie monolityczny, produkt drogi ewolucji psychiki. Moim zdaniem niezwykle rzadko osiągany z tego względu, że składa się:
- ze statusu społecznego
- z konkretnych cech charakteru
(gdzie jedno i drugie na siebie oddziałuje).
Status społeczny może osiągnąć na wiele sposobów - odwagą, sprytem, ciężką pracą. Cechy charakteru są nierzadko zależne od środowiska (albowiem ono ma duże znaczenie w ich kształtowaniu, dawaniu możliwości rozwoju). Stąd też prawdziwy mężczyzna-mężczyzna to biologiczny i społeczny "strzał w dziesiątkę", człowiek, który zgarnął absolutnie całą pulę.



4. Kształtowanie się tożsamości mężczyzny u kobiety
Kobiety budują swoją tożsamość również w oparciu o kształtowanie się mężczyzn. I tak - dziewczyna poszukuje AFCpodobnie zachowującego się mężczyzny, żeby móc w sobie pobudzić cechy kobiece i dostosować je do interakcji społecznych w przyszłości (dyskusyjne jest to jakie jeszcze motywy ma kobieta do tego, aby być w takim związku). Gdy to uczyni to po tym okresie rozumie dlaczego nie chce być z takim człowiekiem i czego szukać dalej (dokładnie tak samo jak AFC uczy się jak nie postępować z kobietami).

Troszkę starsza kobieta chce być z typowym przeciętniakiem, aby znów móc rozwinąć pewne cechy osobowości i gdy tylko to zrobi - rusza dalej. Według tego założenia kobiety powinny rzucać swoich facetów w poszukiwaniu prawdziwego mężczyzny, ale tego nie robią. Wyjaśnienie daje po części książka Wojny plemników i Czerwona królowa. Ujmując to skrótowo: Jeżeli mężczyzna jest prawdziwym mężczyzną to jest obiektem pożądania kobiet. Jego misją życiową jest zapładnianie, ma do tego wszystko co jest potrzebne, więc rozsiewa swoje geny po kobietach. Chce ich rozsiać jak najwięcej i chce, żeby były najsilniejsze i najbardziej zróżnicowane, więc bardziej zależy mu na zapładnianiu dużej ilości kobiet niż jednej wielokrotnie (chyba, że jest samicą alfa... choć nawet wtedy program biologiczny robi swoje :lol:). Kobiety przyjmują takie geny samca, który później znika, ale dla zapewnienia sobie spokoju materialnego wiążą się (lub są związane, a dziecko mają z alfa) z przeciętniakiem. Około 20% mężczyzn w Polsce wychowuje nie swoje dzieci.

Jeżeli kobieta i mężczyzna przeciętni rozejdą się, gdyż ze związku wyniosą wszystko to co było ich celem, gdy go zaczynali (dokładnie tak samo jak kobieta i mężczyzna AFC) i mają wolną rękę to mogą wkroczyć na nowy etap życia. Uważam, że u kobiet to również zdarza się niezwykle rzadko - samica alfa jest pewna siebie, z określoną wizją życia, dążąca do celów. To m.in. ta kobieta, o której katarina pisała w temacie Kobiety ponadprzeciętne... (uważam go za perełkę tego forum, gdyż patrzyłem nań właśnie przez perspektywę tego o czym teraz piszę).

Śmiem twierdzić, że kobiety, szczególnie w dzisiejszych czasach, mają znacznie większe parcie na życie. Spowodowane może to być tym, że:
- zmienił się wiek maksymalnej aktywności zawodowej, który jest z biologicznego punktu widzenia bardziej odpowiadający kobietom (biologiczne uwarunkowania aktywności życiowej, przyczyna biologiczna)
- kobiety zrzucają z siebie patriarchat, a będąc tak długo pod uciskiem mają większe parcie na wolność, można to odnieść np. do Polski w okresie rozbiorów i naszego parcia na odzyskanie niepodległości (przyczyna społeczna).

Powyższe powoduje, że mężczyźni za bardzo nie wiedzą co się dzieje i zmuszeni są redefinicji tożsamości mężczyzny (czego przejawem jest chociażby ruch PUA). Kobiety po prostu wywalczyły sobie pewną pozycję i dzięki temu mają większe możliwości rozwojowe co wpływa na to, że częściej niż kiedyś tworzą się samice alfa.



5. Interakcje mężczyzn i kobiet
U takich kobiet pojawia się problem związany z tym, że szukają określonego faceta. Niestety ewolucja ukształtowała nas w sposób, który warunkuje stosunki damsko-męskie dając mężczyżnie rolę zdobywcy, a kobiecie rolę tej, która ewentualnie pozwala być zdobytą (łopatologiczne - to kobiety rządzą seksem 8-) :roll: :mrgreen: ).

Jeśli więc kobieta alfa chce zdobyć mężczyznę (lub coś od mężczyzny) to będzie musiała się nauczyć tego przechodząc dokładnie taką samą drogę, jaką przebył mężczyzna:
AFCowiczka -> PRZECIĘTNIACZKA -> KOBIETA.

Pragnę zwrócić tutaj uwagę na fakt, że większość kobiet, gdy chce zdobyć jakiegoś mężczyznę zachowuje się dokładnie w taki sposób, w jaki same nienawidzą być traktowane, o czym doskonale zdają sobie sprawę koledzy po fachu (i koleżanki po fochu, lol):
- bycie natrętną
- zachowywanie się jak rozkapryszona dziewczynka
- dziwne smsy
- etc.

Czy więc kobieta i mężczyzna mogą być w ogóle szczęśliwi? I tak i nie. Jeśli skupimy się na realizowaniu planu ewolucyjnego to mamy dwa wyjścia:
- samiec alfa, który zapładnia dużą ilość partnerek (i zyskuje ewolucyjne zwycięstwo)
- samiec alfa, który wiąże się z jedną kobietą, ale w najlepszej wersji z możliwych.

I znowu ja:

   
Cytuj
Cytat 8 napisał(a):Mężczyźni mają niesamowitą ilość komórek rozrodczych, a każdego dnia produkowane są kolejne miliony nowych. W naszych jądrach zachodzi permanentny proces zastępowania starych plemników nowymi, a w związku z tym, że mamy ich dużo, możemy sobie pozwolić na swobodę (zupełnie jak z pieniędzmi – gdy mamy do dyspozycji dużą ich ilość to się z nimi nie liczymy). Chcemy rozdać naszą pulę genetyczną jak największej ilości potencjalnych partnerek, więc patrząc na kobietę musimy umieć szybko ocenić czy spełnia nasze warunki czy nie. Rozpoczęło się to w czasach prehistorycznych i trwało na szlaku ewolucyjnym, stąd zmysły pobudzenia seksualnego u mężczyzn połączyły się z ośrodkami wzrokowymi i dlatego tak ważny jest dla nas wygląd zewnętrzny partnerki.

    Kobiety mają do dyspozycji tylko jedną komórkę rozrodczą na miesiąc i to w dodatku przez ograniczoną ilość czasu życia (a wiemy jak dysponuje się gotówką, kiedy mamy bardzo mało grosza przy duszy). Biologiczne konsekwencje zapłodnienia są dla kobiety o wiele dalej idącymi niż dla mężczyzny:
    - dziecko rozwija się u kobiety w ciele, więc nakład energii włożony w utrzymanie siebie i płodu musi być znacznie większy niż normalnie
    - w trakcie ciąży kobieta nie jest tak sprawna fizycznie jak normalnie
    - po okresie 9 miesięcy kobieta wyda na świat najprawdopodobniej jedno dziecko, w tym czasie mężczyzna może zapłodnić znacznie większą ilość partnerek
    - po okresie ciąży organizm kobiety jest wycieńczony i potrzebuje czasu i energii na dojście do siebie.

    Nic przeto dziwnego, że w swoich wyborach kobiety musiały i muszą być znacznie bardziej rozważne niż mężczyźni. Kierując się swoim dobrem i przyszłym dobrem dziecka, wybierały najlepszych spośród najlepszych, z genami dającymi największe szanse przetrwania jej i potomstwu (60% predyspozycji charakterologicznych dziedziczonych jest po rodzicach) i dlatego dla kobiety ważniejszy od wyglądu fizycznego jest status społeczny (z którym wiąże się dostęp do dóbr). Prehistoryczna kobieta patrzyła na samca i musiała umieć wyobrazić go sobie w roli przyszłego partnera, ojca jej dzieci, kochanka i przyjaciela, a to jest powód, dla którego u płci pięknej zmysły pobudzenia seksualnego połączyły się z ośrodkami wyobraźni (stąd tak duża skuteczność NLS).

    Mężczyźni mówią, że kobiety lecą tylko na pieniądze. Zgadzam się, ale nie zapomnijmy wtedy dodać, że mężczyźni lecą tylko na piękne panie. Dla kobiety biedny i nudny mężczyzna jest tym czym dla nas jest gruba i niezadbana kobieta. Wniosek jaki z tego wypływa jest taki, że bodźce stymulujące kobiety są zupełnie innymi bodźcami niż te, które działają na mężczyzn.



   
Cytuj
Cytat 9 napisał(a):Gdybyśmy przenieśli się kilkaset tysięcy lat wstecz to zrozumielibyśmy, że mężczyzna, który zapłodnił 100 partnerek i skupił się na dalszym zapładnianiu, nie odniósł sukcesu ewolucyjnego, albowiem spośród tej ilości kobiet niewiele było w stanie samotnie urodzić i wychować potomstwo, więc w ostatecznym rozrachunku jego pula genetyczna przepadała. Musiał się związać, aby utrzymać potomstwo przy życiu. A skoro naszym biologicznym powołaniem jest rozsiewanie genów po jak największej ilości samic to ograniczenie się do jednej jest naszą ewolucyjną porażką. W zamian za tą porażkę chcemy mieć pewność, że dziecko które z tego związku się narodzi, będzie naszym dzieckiem.

    Te biologiczne uwarunkowania przyniosły konsekwencje w naszym społeczeństwie w postaci obarczenia obu płci pewnymi ciężarami kulturowym. Jednym z nich jest wierność mężczyzn w związku i hasło facet to świnia, kiedy tylko obejrzymy się za inną kobietą (wywieranie wpływu na mężczyzn, aby byli tylko z jedną partnerką). Drugi mówi, że jeśli mężczyzna ma wiele partnerek seksualnych to jest uznawany za wspaniałego kochanka, uwodziciela i alfonsa, a jeżeli kobieta ma więcej niż kilku partnerów to krąży o niej opinia ladacznicy (wywieranie wpływu na kobiety, aby były tylko z jednym partnerem).

    Dlatego mężczyźni chcą, aby dla kobiet, z którymi będą się kochać, byli pierwszymi partnerami. Dlatego kobiety chcą, aby dla mężczyzn, z którymi będą się kochać, były ostatnimi partnerkami.



oraz

   
Cytuj
Cytat 10 napisał(a): O tym, że życie to nie bajka było wiadomo na długo przed tym nim jaskiniowcy stworzyli pierwsze malunki ścienne. Powszechna była również wiedza, że życie nic nikomu nie daje, a jeśli uważamy, że coś nam się od niego należy to trzeba to sobie wyszarpać. Tak było kiedyś i tak samo jest dzisiaj.

    Z zapewnieniem sobie nawzajem dostępu do dóbr związane są pewne cechy, jak np. pewność siebie, siła charakteru, upór w dążeniu do celu, umiejętność łamania powszechnych schematów, spokój i panowanie nad emocjami lub poczucie humoru. Takie cechy finalnie zapewniały dostatek, a przez to stały się pożądanymi w oczach kobiet. Dodatkowo, im mężczyzna był starszy, pewniejszy siebie i silniejszy na duchu, tym lepiej to o nim świadczyło, gdyż potwierdzało jego wartość, jako człowieka, który ma geny zapewniające przetrwanie w brutalnej rzeczywistości.

    W hipotetycznej sytuacji, kiedy to dziewiątkę typowych dresiarzy zrzucilibyśmy z żołnierzem jednostki specjalnej w dzikie tereny dżungli to samcem alfa w tej grupie byłby nie kto inny jak żołnierz. W łącznym rozrachunku może być słabszy od nich wszystkich, ale ma silniejszy charakter (wie, że sukces tkwi w uporze i konsekwencji, a prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak walczy, ale jak szybko jest się w stanie podnieść po porażce). W walce bezpośredniej przegrałby (9 na 1), ale nikt by go nie ruszył, albowiem jeśli wspomniani dresiarze mieliby choć trochę oleju w głowie to szybko zdaliby sobie sprawę, że jest im niezbędny do przetrwania jako osoba, która ma wiedzę o tym jak żyć w skrajnych warunkach (a nawet gdyby miał słabszy charakter to pewne cechy miałyby większą szansę się w nim rozwinąć w takiej sytuacji niż u reszty towarzystwa).

    Samiec alfa, czyli przywódca stada, pojawił się więc jako jednostka mająca przede wszystkim wspomniane cechy charakteru i wiedzę o przetrwaniu, albowiem to dawało profity stadu. Siła i kondycja fizyczna była na dalszym planie, alfa od brudnej roboty miał po prostu ludzi.

    I tak jak poprzednio – schemat ten przełożył się na nasze czasy. Dzisiejszym wyznacznikiem pozycji w stadzie jest status społeczny. Co z tego, że ktoś może się rewelacyjnie bić i być niesamowicie silnym fizyczne, skoro inny, zarabia o wiele więcej, jest lubiany przez innych, popularny i ma niesamowite kontakty? Kogo wybierze kobieta? Tego, który zapewni jej przetrwanie, a typowy kark to ktoś, kto nie potrafi ogarnąć siebie, a co dopiero kobiety.

    Prehistoryczny samiec alfa miał dostęp do dóbr i do kobiet, więc traktował je z góry, bo wiedział, że zawsze może mieć je pod dostatkiem, ale przede wszystkim w stosunku do nich był wymagający. Dlatego kobiety lubią czuć, że mają przy sobie mężczyznę, który zna swoją wartość i dlatego lecą na (słodkich) chamów i prostaków – te cechy są charakterystyczne u alfy, bo zapewniały pozycję w stadzie. Ale cechy te przede wszystkim idą w parze z ogładą towarzyską i wiedzą (dawały lojalność i perspektywy na zyski). Bez tych czynników alfa byłby tylko chamem i prostakiem, a takich zubożałych form są tysiące i wcale nie wyróżniają się od reszty.



Mówiąc prościej - kobieta alfa chce na świat wydać potomstwo najwyższej klasy, potrzebny jej jest ku temu samiec alfa i albo będzie to dziecko wychowywała sama, albo z nim. Niemniej jednak jej obiekt pożądania zmienia się z wraz z wiekiem i dlatego kobieta potrzebuje wciąż i wciąż testować swojego mężczyznę (i dobrze!).

Jak już wspomniałem w cytacie (patrz cytat 8) - dla kobiet ważniejszy jest status społeczny niż wygląd i dałem ku temu logiczny dowód. Dlatego rada dla wszystkich uwodzicieli - chcecie mieć branie to chodźcie do klubów, gdzie na wstepie macie wyższy status:
- jesteś w liceum -> chodź tam, gdzie się bawią gimnazjalistki
- jesteś studentem -> chodź tam, gdzie się bawią licealistki
- jesteś ustatkowany -> chodź tam gdzie się bawią studentki.

I na studentkach można zakończyć, cytując z tematu o kobietach ponadprzeciętnych ;P:

   
Cytuj
Cytat 11 napisał(a):

       
Cytuj
smiler (cytat 11.1) napisał(a):Kiedy macie po 20-parę lat to jesteście w kwiecie wieku - to wy dyktujecie warunki, bo jesteście obiektem pożądania. Waszym męskim odpowiednikiem jest koleś z wykształceniem wyższym, który jest ustatkowany, zazwyczaj w rejonach 30-stki. Na takich jak ja nawet nie zwracacie uwagi. Szalejecie, a oni z wami, ale każda przygoda ma to do siebie, że kiedyś się kończy. Czas mija, nagle wy macie 30 lat i mówicie sobie "O kurcze! Czas się ustatkować", niestety nikt wtedy nie zwróci na was uwagi, bo Ci, z których się śmiałyście staną się wtedy obiektem waszego pożądania, ale my wtedy będziemy woleli młodsze. Kobiety nigdy nie potrafiły spojrzeć mężczyznom głęboko w oczy i zobaczyć co się tam kryje.

        Kiedy idę do klubu to jestem deklasowany przez kolesi o dwa, trzy lata ode mnie starszych, którzy mają jakąś kasę, np. 4 tys. na miesiąc. Ja wiem, że będę bogaty, mam do tego rewelacyjne wręcz predyspozycje. Ale predyspozycje nie pomagają - nie pomaga to, że jestem świetnym, przystojnym facetem, z dużą ilością zainteresowań, zdolności, facetem przystojnym, który włożył w siebie niesamowitą ilość pracy. Nie mam kasy, więc odpadam... Mówicie wtedy "życie". A kiedy już będę miał hajss to takie panny będą w wieku, który będzie je ustawiał daleko poza zasięgiem ich szans u mnie i wtedy ja wam powiem "życie".



       
Cytuj
radekpa (cytat 11.2) napisał(a):Niestety praktyka to potwierdza- bo niby kim jest (z życia wzięte) studentka 19 lat która jedzie za pożyczone pieniądze do Hiszpanii by spotykać się z widzianym kilka razy w życiu 36 letnim Brazylijczykiem?...


       
Cytuj
chez (cytat 11.3) napisał(a):Wieśniarą.



A żaden szanujący się mężczyzna nie będzie się z takimi kobietami zadawał... tylko będzie je rżnął.



6. Podsumowanie
:arrow: WNIOSEK 1:
Ostatecznie wychodzę z założenia, że żeby stać się mężczyzną trzeba przejść przez trzy etapy:
1. AFC
2. PRZECIĘTNIAK
3. MĘŻCZYZNA.

Aby to uzyskać konieczne są interakcje z kobietami i jedną konkretną (która doprowadzi do złamania w nas obecnej tożsamości), bo dzięki temu budujemy podwaliny pod kolejny etap. Jeśli nie ma w naszym otoczeniu tożsamości kobiety to możemy mieć poważne problemy z wkroczeniem w kolejny etap (pewnie nie tylko ja widziałem typowych geeków i dresiarzy w wieku 30-40 lat).

Dokładnie takie same etapy musi przejść kobieta - aby w pełni się nią stać potrzebuje płci przeciwnej. Jeśli nie miała chłopaka w wieku np. 20 lat to wielce prawdopodobne, że w związku z nim (najprawdopodobniej AFC) będzie się zachowywała tak samo jak jak 16sto latka, która jest w związku.

Kobiety i mężczyźni muszą po prostu do siebie dojrzewać.

:arrow: WNIOSEK 2:
Jeśli stawiamy się w sytuacji, do której nie przywykliśmy to możemy cofać się w etapach. Np. PRZECIĘTNIAK na imprezie z nowym towarzystwem zachowuje się jak AFC, a młody mężczyzna może zachowywać się jak PRZECIĘTNIAK (AFC jeszcze bardziej okopuje się na swojej pozycji). Podrywanie jest jedną z takich sytuacji.

:arrow: WNIOSEK 3:
Atrakcyjność społeczna w przypadku mężczyzn to status społeczny, a kobiet piękno (patrz cytat 8). I jedno i drugie jest mobilne.

Dla przykładu - młoda kobieta alfa mogła być w liceum z mężczyzną, który był kapitanem drużyny football'owej, ale już w collage'u jest zwykłym studentem. W liceum był najlepszą wersją mężczyzny jaką mogła zdobyć (do danych warunków), ale jego status drastycznie spadł w dół. Szuka więc kolejnego mężczyzny, który w danym momencie będzie najlepszą pulą genetyczną dla danego środowiska i znajduje. Jeśli po skończonych studiach nie będzie się rozwijał - rzuci go. Kobieta ma na swoich barkach misję, w której jest odpowiedzialna za przetrwanie gatunku, więc zawsze musi iść do przodu. Zawsze.

Samiec alfa może być z kobietą, która jest ładna w liceum, ale jeśli na studiach znajdzie ładniejszą - rzuci ją. Jeśli kobieta będzie szybko się starzała i brzydła - to samo.

DLATEGO APELUJĘ DO KOBIET!!!
Dbajcie o siebie, dziewczyny! Odżywiajcie się zdrowo i wykonujcie dużą aktywność fizyczną. Teraz możecie być piękne, ale piękno przemija! Możecie mieć w genach piękne tyłki, ale jak w tygodniu będziecie opierniczały pizze i ciastka, paląc papierochy, to nie wróżę wam dobrej przyszłości. A potem do nas macie pretensje jak sypiamy z młodszymi i ładniejszymi.

I APELUJĘ RÓWNIEŻ DO MĘŻCZYZN!!!
Dbajcie o siebie, faceci! Określajcie swoje cele życiowe, wykorzystujcie studia do budowania swojej kariery, zastanawiajcie się nad przyszłością, róbcie hajs. Możecie mieć w genach niezłe cechy charakteru, ale jak nie będziecie o nie dbać to nie wróżę wam dobrej przyszłości. A potem do kobiet macie pretensje jak sypiają z bogatszymi i z wyższym statusem.

Atrakcyjna kobieta i mężczyzna to jednostki, które są absolutnie w zasięgu naszych możliwości, ale żeby takimi być kobieta i mężczyzna muszą drogę, której cel jest ten sam, zacząć z zupełnie innej strony.

:arrow: WNIOSEK 4:
Nasz los jest w naszych rękach.

Budowanie charakteru to ciężka praca, ale jej celem jest zrozumienie, że nasze życie zależy tylko i wyłącznie od nas! Pisze o tym np. Covey w 7 nawykach.... Jasne, że zależne jest to od systemu kulturowego (w USA kładzie się nacisk na indywidualizm, a na wschodzie (Chiny, Japonia) na grupę), ale my żyjemy w kraju, któremu bliżej do koncepcji indywidualistycznej.

Jechałem kiedyś autobusem i weszło dwóch młodych dresików. Gdy autobus wykonywał skręt, zwrócili uwagę na dziewczynę (na moje oko licealistkę), która szła ulicą i od razu poleciały komentarze:
- Zobacz jaka suka!
- Ciekawe komu daje dupy?
- Pewnie z jakim frajerem się puka.
- No przecież to widać po niej!

Dlaczego tak jest? Wyjaśnienie jest bardzo proste: Łatwiej obarczyć kobietę negatywnymi opiniami i nakleić jej łatkę dzi*ki i znaleźć w ten sposób dla siebie usprawiedliwienie niż spojrzeć sobie w prosto w twarz i powiedzieć kim się naprawdę jest. Bo przecież "jeśli dziewczyna jest ku*wą to my nie będziemy się z nią zadawać, bo jesteśmy od niej lepsi" jest znacznie łatwiejszym zabiegiem myślowym niż konfrontacja z "jestem frajerem, który boi się do niej podejść i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem".

To można pięknie przełożyć na politykę. Oto mamy Polskę - jednego wielkego frustrata. Wszędzie naokoło Żydzi, Niemcy, Ruskie, Ukraińcy, Amerykany. Wszyscy chcą nas okraść, zrobić z nas frajerów, wykupić i doprowadzić do rozbiorów. Łatwiej jest nam obarczyć innych odpowiedzialnością i użalać się nad sobą niż dojść do wniosku, że jak kraj jesteśmy słabi i potrzebujemy zacząć nad sobą pracować.

Gdy charakter się rozwija to powoli dochodzi do zmiany sposobu myślenia i zerwania ze społeczną odpowiedzialnością. Mówiąc prościej - im bardziej jesteśmy zależni od społeczeństwa, opinii innych, tym bardziej mamy słaby charakter. Im większą mamy świadomość tego, że to my rządzimy sobą, tym bardziej opinię innych mamy w poważaniu i tym silniejszy mamy charakter (a jest to podstawa do mojego programu rozwoju osobowości, nad którym pracuję, o którym kiedyś będzie głośno :P).



7. Wniosek ostateczny
Jestem zajebisty 8-).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:14:26
przez giovanni 2010-04-26, 15:46   
Cytuj
Cytuj
smiler napisał(a):7. Wniosek ostateczny
    Jestem zajebisty 8-) .


Smajler w całej esencji ;)

Bardzo ciekawa analiza, może nie rewolucyjna, ale - jak dla mnie - nieźle systematyzuje zdobytą już wiedzę. Jak się to czyta to pojawia się gdzieś, jak światełko migoczące w tuelu, spostrzeżenie - "ej, to jednak da się zrozumieć?!" :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:15:14
przez katarina 2010-04-28, 01:05
Cytuj
Cechy mężczyzny które wymieniasz w pierwszym momencie skojarzyły mi się z cechami dojrzałej osobowości w ogóle..
Co do samic alfa i samców alfa. Miałam podobne przemyślenia na ten temat... w ostatnim wieku kobiety poczyniły niesamowite postępy- wyzwolenie z patriarchatu, podjęcie pracy zawodowej poza gospodarstwem domowym, chęć i potrzeba rozwoju w tej pracy. Mężczyzna alfa z kolei zdaje się (w porównaniu z tą galopującą kobietą) w ostatnim wieku pozostawać w miejscu, a wiadomo, kto stoi ten się cofa (słusznie według mnie mówi się o kryzysie męskości)... I jak trafnie zauważyłeś mężczyzna musi doganiać tą rozpędzoną kobietę. Mężczyzna alfa sprzed wieku nie przystaje do współczesnej kobiety alfa.
Zastanawia mnie ten bodziec pchający mężczyznę do zmiany z przeciętniaka w mężczyznę... Może to właśnie ta galopująca kobieta, zmusza go, by aby pozostał w siodle musi się rozwijać? Może ma w tym udział autorefleksja? Może przeciętniakowi otwierają się oczy (widzi przecież jak ewoluował z AFC na przeciętniaka) i zdaje sobie sprawę, że może i powinien chcieć więcej... dalej nawet - że jest to do osiągnięcia?
Dołączam się do giovanniego-usystematyzowana teoria, logiczna całość... no i ten piorunujący wniosek ostateczny

   
Cytuj
smiler napisał(a):Jestem zajebisty .


Bez dwóch zdań :mrgreen:
Tyle moich trącących zdebko feminizmem refleksji :mrgreen:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:15:35
przez slawcio99 2010-04-28, 18:27
Cytuj
kurde świetny tekst. Musi to przeczytać każdy a szczególnie AFC który nie jest ogarnięty w tym świecie. Thx za text. Ładnie usystematyzowało pewną wiedzę która mi się plątała bo dużo już się oczytałem na forum :D

po prostu jesteś ... zajebisty 8-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:21:00
przez smiler 2010-05-05, 15:23

TEMAT: KOBI(E)TA W KLUBIE (I NIE TYLKO)
CZYLI TEMAT NIESPODZIANKA :D


W związku z tym, że od jakiegoś czasu koresponduję sobie z katarinką, autorką tematu o kobietach ponadprzeciętnych to zyskałem kawałek interesującego "materiału". Co więcej! Dziewucha jest nie mniej wygadana ode mnie, więc będzie tego nawet całkiem sporo. Z mojego punktu widzenia jest to nie lada gratka, a samą katarinkę będę zachęcał, żeby pisała do mnie/tutaj więcej, Więcej, WIĘCEJ :)!

Teksty to fragmenty z trzech wiadomości, czyta się lekko i zabawnie. Jedyne co pozmieniałem to odstępy między akapitami, żeby się czytało wygodniej i powycinałem trochę pierdół tyczących się mojej persony 8-).

   
Cytuj
CYTAT 1 napisał(a):Czy mamy rangi dla facetów? Jak kobieta zachowuje się w klubie?

    No mogę napisać jak ja się zachowuję, po co idę, czego szukam i na co zwracam uwagę... To czy można to podciągnąć pod zachowanie ogółu kobiet, to nie wiem. Moje psiapsiółki i znajome podobnie robią. No więc do klubu wychodzę wtedy kiedy mam ochotę się zabawić, poprawić humor, poszaleć... wchodzę do klubu i czasem zagadam coś do bramkarzy, oczywiście jeśli nie ma tłumów... o duperelkę... miła wymiana zdań :mrgreen: często traktujemy ich jak czytniki kodów kreskowych w supermarkecie... są zawsze mile zaskoczeni pogaduchą :mrgreen:

    w ogóle jestem obserwatorem, uwielbiam czytać ludzi ich reakcje i wzajemne relacje... wchodzę na salę z jakimś napojem w ręku i w tym czasie szybki ogląd sytuacji... obchodzę tak wszystkie pomieszczenia, no do toalety nie zachodzę:) wszędzie ogląd sytuacji, jaka muza leci, kto z kim rozmawia, kto z kim tańczy, obiektem zainteresowania są nie tylko mężczyźni, ale również kobiety i ich wzajemna relacja. Moją uwagę zwracają mężczyźni skrajni – tzn. albo ci bardzo bardzo nieśmiali (wręcz widać na ich twarzach walkę z samym sobą), albo ci zbyt śmiali. (W przeciętności nie ma nic pociągającego...) Ci ostatni jeszcze jeśli dochodzi do tego kwalifikacja urody w skali od 1-10 ... 11 :) to przeważnie traktowany jest jako zarozumiały... <Nawiasem mówiąc taki gosc traktowany jest jako nie za dobry target na LTR (tak w rozmowach wychodzi)>. Po prostu, tak się dzieje. Taka wstępna, bezwiedna ocena. Kwalifikacja nie jest stała. Gdy dochodzi do rozmowy czasem się zmienia.

    Oprócz takich są: Bumerangi, którzy obskoczą, bajerują, zagadają, czasem obmacają dużą liczbę lasek na sali i jak nic nie złowią to wychodzą na inną salę szukać szczęścia... jeśli tam nie znajdą (albo znajdą i pogadają, może i nawet pobawią się chwilę wspólnie z babką, która w końcu daje im kosza) powtarzają rundkę. Jak podchodzi taki bumerang to u mnie nie może na nic liczyć, nawet na tą miłą rozmowę... raczej dam mu do zrozumienia, że sorry, ale szukaj szczęścia gdzie indziej... Kobieta chce czuć się wyjątkowa, a jak ten zagaduje wszystkie, to znaczy że jest bez wyrazu, chce tylko parę piersi... Kobieta szanująca się jeśli widzi takiego mena, który nie szanuje siebie, innych babek no to sorki. Game over.

    Po takim oglądzie sytuacji i wypiciu drina idziemy tańczyć... tańczyć... tańczyć, stale obserwując co wokół się dzieje (=dzieje się to siłą rzeczy, nie wpatrujemy się w kogoś jak wół w malowane wrota, mamy przysłowiowe oczy wokół głowy). Na parkiecie przykuwają uwagę mężczyźni którzy się dobrze bawią, szaleją na parkiecie, którzy mają w głębokim poważaniu co o ich wygłupach powiedzą podpórki ścian... są sobą... bumerangi też są sobą, ale nic sobą nie prezentują.

    Takich kompanów/kompana zabawy się szuka... Kontakt wzrokowy... uśmiechy... wygłupy... naśladowanie jakiegoś konkretnego ruchu, kroku tanecznego mena i naturalnie jakoś niedługo potem bawimy się razem. Wtedy znika to co wokół. Szalejemy, jeszcze żeby muza leciała po myśli i miejsca na parkiecie było dość :mrgreen: O ludzie! Płynie się :mrgreen: potem już nawet nie wiem jak się toczy, nie wiem kto zagaduje, naturalnie jakoś, przerwę sobie robimy i idziemy napić się czegoś. I relacja ładnie się toczy, tacy ludzie kategoria: Zabawowi, pozytywni, otwarci, prawie zawsze mają niesamowite poczucie humoru, dystans do siebie, kulturalni i niezależnie kim są, co robią, czy mają swoje sympatie, czy nie mają, spędzamy razem miło czas. Czasem jeśli jest bombowo, to umawiamy się na inne imprezy by wspólnie się pobawić.

    Są też obmacywacze: którym wyjątkową przyjemność daje macanie kobiet, nawet jak przechodzą obok... po prostu.. Ciężko mi takie zachowanie zrozumieć? jeśli mam refleks to sobie z takim gościem pogadam :mrgreen: pamiętam taką akcję co był jeden taki uparty, no myślałam że mnie emocje poniosą w stronę napaści fizycznej na tego gościa... dwa razy mnie tak załatwił... a że jestem wysoka, on był niższy jakieś 10 cm, podeszłam do niego, złapałam za koszulkę i z całej siły pociągnęłam do siebie (dziewczyny mówiły że komicznie to wyglądało, na parkiecie nagle zrobiło się też dziwnie dużo miejsca) i z góry patrzę mu w oczy, nasze nosy praktycznie się stykały. Byłam niezwykle pewna siebie i tego co robię. Krzyczałam bo muza zagłuszała wszystko
    JA: Co dziś ćpałeś? (2 razy powtórzone zapytanie i ta sama odpowiedź)
    ON: Nic
    JA: Masz rozszerzone źrenice i zachowujesz się jakbyś stracił kontakt z rzeczywistością... Co ćpałeś?
    ON: (zero, mowę mu odjęło)
    JA: Jestem policjantką, zaraz możemy na zewnątrz inaczej porozmawiać! Chcesz?
    ON: (chwila zastanowienia) Nie
    JA: Jesteś pewien, że nie chcesz? Nagle nie chcesz? Jeszcze przed chwilą chciałeś...
    ON: Nie chcę
    JA: No to spieprzaj i wara ode mnie i moich koleżanek (jedną moją psiapsiółkę też załatwił). Później wrócił na salę jak tańczyliśmy, pokazał naszą grupkę swoim kolegom i znikł, nie widziałam go już później. (oczywiście ściema nie jestem policjantką).
    (jurne babsko, co nie 8-)? dop. smiler)

    Jest też kategoria mężczyzn, którzy wiedzą czego chcą i kogo. Od razu widać takiego typa, jest spokojny (co nie znaczy, że melancholik), spokojne ruchy, obserwuje, pobawi się trochę. Nie rusza od razu do targeta, zastanowi się, ugruntuje się, uśmiech, kontakt wzrokowy i rusza... To są fajni faceci... Poukładani, wiedzą czego chcą, dżentelmeni, prezentują sobą coś. Zdarzają się niezwykle rzadko... Dlatego na początku jest lekki stresik... Jak widzimy, rozmawiamy z takim kimś to określamy go mianem multiplej orgazm :mrgreen: takie nasze powiedzonko...

    Co do urody to mamy coś na styl HB 1-10, mamy punktację 1-10, ale przewrotnie najwyższą liczbą jest 11 :mrgreen: (mówię o naszej paczce-jak jest 11 to też łatka multiplej orgazm :mrgreen: ) nie jest tak, że jak widzimy gościa, to mamy w głowie „O! 8!”. ocenę wystawia się później po wnikliwej obserwacji (to co człowiek robi, jak się zachowuje określa wnętrze tej osoby) i jeśli taka jest, to po rozmowie. Na ocenę dotyczącą urody składa się: ubiór, kondycja fizyczna, postawa ciała, wzrost (dość istotny, bo wszystkie mamy powyżej 175 cm) zapach, maniery, jeśli chodzi o klub to jak tańczy, jak się bawi, jak patrzy na kobiety (są mężczyźni, którzy jak zwierzęta patrzą na kobiety)... Taka punktacja przydaje się przy rozmowach z psiapsiółkami, skraca czas wypowiedzi na temat gościa... Także gość może być nieurodziwy ale może nadrobić resztą czynników składających się na ocenę.
    Napisałam tu na przykładzie klubu, ale i poza nim są podobne kategorie.

    Od czasu do czasu idziemy do clubu typowo na podryw (tak jak piszesz kobiety musza się nastawic na podryw! Naprawdę tak jest!), ważne żeby zgrać się z towarzyszkami zabawy, czasem pomogą, kogoś wyłuskają z tłumu i pokażą. Jakoś tak wtedy ustawiamy wszystko by się z nim zapoznac :mrgreen: Jesteśmy wyjątkowo otwarte, szukamy męskich oczu, trochę mniej tańczymy, chyba że jest jakaś ciekawa grupka mężczyzn na parkiecie, niby przypadkiem szturchniemy delikatnie kogoś, sami zagadujemy menów przy barze (tych którzy nam jakoś by odpowiadali), jeśli oni ewidentnie są nami zainteresowani, ale nic nie robią w tym kierunku by się z nami zapoznać.

    Bywa różnie. Jeśli przeciskający się przez tłum jakiś gość powie, rzadko słyszane w klubach „przepraszam”, to od razu gadka leci. Coś w stylu „Jesteś dziś wieczorem (którymś – pierwszym, drugim...) kulturalnym mężczyzną... który ma w zwyczaju mówić <przepraszam>” ... zawadiackie spojrzenie, uśmiech... Fajnie się patrzy na miny takich gości :mrgreen: czasem odejdą i za chwilę wracają :mrgreen: Pogadamy sobie z bramkarzami obstawiającymi salę. Ogólnie działamy spontanicznie, nie rozkminiamy, działamy. Często jest tak, że jesteśmy trochę bardziej pijane, ale nie że pijemy więcej, ale mniej tańczymy niż zwykle a pijemy mniej więcej tyle samo.
    Specyficzna jest sytuacja przy wieczorach panieńskich, tam jesteśmy wyjątkowo, wyjątkowo otwarte :-D

    Nie wiem czy mężczyźni zdają sobie sprawę, ale kobiety podczas wypadu do klubu toczą boje z innymi kobietami:) W tym sensie, że kobiety potrafią być mendami... mi się zdarzało być podrapaną do krwi po plecach przez babkę z mega tipsami, raz babka mi but umyślnie rozerwała, często obcasem mi na palce u stóp wchodzą. I nie, nie... one robią to umyślnie!! mi też się zdarza na kogoś nadepnąć, ale obracam się i przepraszam, czasem coś jeszcze powiem (normalna reakcja, jak się komuś coś przykrego zrobi). A ta jak mnie taranuje, drapie to ma w oczach satysfakcję, że mnie wkurzyła i z dumą robi dalej swoje.

    Zdarzają się mężczyźni z wyjątkową jakąś cechą – np. wyjątkowo piękne oczy, wyjątkowe poczucie humoru, wyjątkowo zabawowi, wyjatkowo tańcujący wtedy jesteśmy najbardziej bezbronne :mrgreen: aż nogi się uginają :mrgreen: wiemy, że np. babiarz maksymalny, ale miło kontemplować takiego kogoś :mrgreen: ale mimo to nie ma co liczyć na nic więcej (ten babiarz), albo jeśli jest uparty i chce na coś więcej liczyć, to faza początkowa relacji się wydłuuuża... taka chyba zrozumiana nieufność wobec gościa.
    Jeśli idziemy z kolegami na imprezę, to zdecydowanie nastawiamy się na zabawę bo nigdy się nie zdarzyło, aby jakiś gość nas zagadał... a my siłą rzeczy że jesteśmy nastawione na zabawę też za wiele nie robimy w tym kierunku...
    Ciekawe czy faceci wyczuwają, że kobieta jest nastawiona na podryw, czy na zabawę? Czy nie zwracają na to uwagi?
    To chyba tyle... Nie wiem czy tego oczekiwałeś, ale tak zachowujemy się w klubie.




   
Cytuj
CYTAT 2 napisał(a):Jest cienka granica między pewnością siebie, a zarozumiałością... Kobiety się też mylą w ocenach mężczyzn... Oceniają ich przez pryzmat swoich uczuc. Dlatego też napisałam, że mężczyźni o wyjątkowej pewności siebie, często są automatycznie negatywnie postrzegani, właśnie najczęściej jako zarozumiali.
    Trzeba zrozumieć też, że wyjątkowa pewność siebie w drugiej, dopiero co poznanej osobie wyzwala pewną dozę niebezpieczeństwa... silniejszą aniżeli przeciętna osoba, nawet ta z pewnością siebie, ale niezbyt rzucającą się. Nie jest to niebezpieczeństwo przed tą pewną siebie osobą, ale raczej niebezpieczeństwo przed samym sobą, że czy aby postąpię tak jakbym postąpiła w normalnych okolicznościach? Czy nie ustąpię przed (narzucającą się często) pewnością siebie rozmówcy? Czy zrobię to co bym chciała zrobić? Pewność siebie u rozmówcy wiąże się często z koniecznością podejmowania mnóstwa, szybkich nawet w najmniejszym stopniu niespodziewanych decyzji... Dlatego często dziewczyny są początkowo nieufne, asekuracyjne. Z drugiej strony pewność siebie ma w sobie coś pociągającego, że „chce się ulec” :mrgreen: Po jakiejś tam gadce pewność siebie odczytywana jest zdecydowanie na in plus... Trzeba znaleźć złoty środek

    Pewność siebie w moim odczuciu bywa często źle rozumiana. Jako bycie pewnym że w tej a tej sytuacji nie odczuwam lęku, strachu, pewność że podołam w tej sytuacji. To jest pewność siebie, a co z drugą stroną? Pewność siebie dotyczy relacji osób. Trzeba powiedzieć, że w drugiej osobie, która ma do czynienia z takim pewnym siebie, te uczucia się rodzą (lęk, strach... w mniejszym lub większym stopniu, co jest uzależnione w dużej mierze od pewności siebie, wrażliwości i ogólnego obycia). Druga strona musi się zmierzyć ze swoimi niedociągnięciami i brakiem pewności. Dla mnie dyskusje o pewności siebie gubią właśnie tą drugą stronę, jej uczucia, jej reakcje na tą pewność. To że Ty jesteś pewny to nie znaczy, że ta druga osoba jest pewna siebie... tak ogólnie mówiąc...

    „Sory” to nie to! Lepiej jak mówi „przepraszam”, może nawet delikatnie przesuwać osoby (za biodra, pas odpada, bo niektóre podskoczą wiadomo dlaczego :mrgreen: ), ale delikatnie! Tu wyczucie tej delikatności ma duże znaczenie, a jeszcze jak powie przepraszam patrząc w oczy (jeśli to możliwe) i stale patrząc w oczy czeka na reakcję... to już w ogóle.
    Można mówić coś więcej niż przepraszam. Spontaniczność... To co w tej chwili chcesz wyraź to ale z uśmiechem i jajcarsko... np. (cenzura, bo smilerek se ukradł to do swojego uwodzicielskiego przybornika 8-) )... z luzem... sponton maksymalny... u mnie najlepiej teksty wychodzą jak się nie zastanawiam, najbardziej błyskotliwe...

    Dzięki takim spontanicznym zdaniom jesteś rozpoznawalny przez dziewczyny które słyszały Cię do końca imprezy i od razu łatka „fajny gość/zabawowy/śmieszny/otwarty”. Jak ewentualnie podbijasz do takiej babki to masz duuuuże szanse. Jeśli babki same są dość imprezowe i śmieszne może nawet zaczną szukać Twojego towarzystwa... nam się parę razy zdarzyło poszukiwanie takiego gościa i działanie w kierunku zapoznania się... Raz byłam z funfelą w klubie i jeden jedyny raz ona odczytała tego typu teksty mężczyzn in minus, ale dlatego, że sama jest sztywna, niezabawowa, zbyt poważna.

    Ogólnie na samych kobietach robi wrażenie sama reakcja Twoja na ich widok. One to zauważą. Możesz być przez nie nie dostrzeżony w statycznym, bez wyrazu tłumie, ale kobieta wyłapie w tłumie tego na kim zrobiła wrażenie, wtedy dyskretnie, kątem oka sama go obserwuje, czy jest warty zachodu, czy jej odpowiada.



   
Cytuj
CYTAT 3 napisał(a):Z tymi oczami wokół głowy, to bywa różnie. Może być tak że szuka się konkretnego gościa (tego który się wyjątkowo spodobał), wtedy jesteśmy najmniej uważne, dyskretne, zapominamy się czasem po prostu. I też skoro się nam podoba jakoś, to trzeba mu dać znak że jesteśmy nim zainteresowane.

    Kiedy po prostu obserwujemy, nie szukamy kogoś konkretnego, nie mamy nikogo na oku, to zbieramy wszelkie info jakie do nas dochodzi, ja to robię już mimochodem, nawyk. Kiedy rozmawiam (czy jak robię cokolwiek innego) to z tyłu głowy jest pewna przestrzeń (prawa strona i lewa jest całkowicie osiągalna), która siłą rzeczy jest nieosiągalna, to w czasie rozmowy zerkam niby na zegarek, niby na parkiet i bawiących się ludzi, niby poprawiam sobie bluzeczkę, lub patrzę na jakiś target, taki, który zagwarantuje mi jak największy ogląd sytuacji z tyłu głowy (robiąc te czynności poszerza się nieznacznie lub bardzo przestrzeń którą oko jest w stanie wyłapać).

    To są ułamki sekundy, ale wystarczą by pstryknąć zdjęcie jakiegoś wycinka przestrzeni i powrót do zajęcia, a w czasie rozmowy z koleżanką wszystko jest przetwarzane. Jeśli jest coś ciekawego, ktoś ciekawy to albo powtarzam manewr poświęcając mu więcej czasu albo zmieniam lekko kąt patrzenia, bo bardziej szczegółowe info mnie interesuje (np. rysy twarzy, mimika) albo też na razie rozmowa mnie na tyle absorbuje, że na niczym innym nie mogę się chwilowo skupiać. Nie jest tak że obracam się do tyłu by zobaczyć co się tam dzieje. Bywa, że obracam się do tyłu wtedy obserwuję już jawnie, gdy pojawia się target który mnie interesuje.

    Dlatego jak ktoś nie wyróżnia się jakoś z tłumu, ruchami, czy tańcem, wyglądem, reakcją na mój widok, to jest niedostrzeżony. Inność jest w cenie. Niektóre kobiety mają warunki przy takim oglądzie: np. musi być wysoki, lub brunet itp. i to zwraca ich uwagę. Wtedy rejestrują wszystkich wysokich dajmy na to i z nich i tak wyłapują tego innego/różnego od reszty. Także przeciętność nie ma szans, musi być jakiś atut widoczny na zewnątrz. To przykuwa uwagę. Powoduje, że zatrzymujesz się na tym innym.
    Takie ćwiczenie: siedzisz w pokoju (parę metrów od ściany) i patrzysz na jakiś punkt na wprost, jak daleko w prawo, w lewo i do tyłu jesteś w stanie zobaczyć swój pokój? To jest kwestia wyćwiczenia. Ja się nauczyłam tego grając w gry zespołowe, głównie w ręczną i siatkę.

    Podobnie rzecz ma się z bodźcami słuchowymi, w klubie ze względu na głośną muzę i wielość bodźców jest to ograniczone, choć nie niemożliwe. Dlatego to „przepraszam” o którym pisałam.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:21:50
przez maciorka007 2010-05-05, 16:23
Cytuj
Ciekawa treść, bardzo wciągająca bo nasze 4um jest stricte o uwodzeniu. Nie znamy motywów którymi kierują się kobity (sic!) :D

Czekam na więcej ;-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:25:59
przez Sugarbabe 2010-05-05, 16:49
Cytuj
Katrina ma fajne podejście, zero cackania, rozkminiania. Wie czego chce, szanuje się, a przy tym potrafi się dobrze bawić... :D I kiedy trzeba ma jaja :D Pomimo, że opisuje dokładnie co robi to wydaje mi się, że będąc w klubie robi to już na tyle sprawnie, że jest to jakby całkowicie po za jej świadomością :D
Widziecie mężczyźni jakie życie jest proste kiedy nie analizuje się wszystkiego po stokroć w jedną i w drugą stronę :D
I o to chodzi! I to jest też Wasz cel do którego macie dążyć!
Tak bym też na ten wpis spojrzała.

A co do wkładu smilera: poszedłeś troszku na łatwiznę. Nie wiem czy katrina wyraziła zgodę na publikowanie Waszej prywatnej korespondencji... nawet gdyby, to wpis byłby wartościowszy gdybyś coś od siebie dodał, w końcu jest on w Twoim dzienniku i jest podpisany "smiler".
Stąd możemy bardziej podziękować katrinie niż Tobie :) w sumie powinnam napisać w liczbie pojedynczej :D Więc: stąd mogę bardziej podziękować katrinie niż Tobie :D

Pozdrawia niezwykle czepialska :D
Sugarbabe
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:26:34
przez slawcio99 2010-05-05, 16:54
Cytuj
No niezły tekst ale kurde Smiler dla siebie prowizję wziął w postaci kilku spontanicznych przykładów :D (chyba wisienka na torcie z całego tekstu). Czekam na następne. Tylko pytaj się o zgodę tak jak mówi Sugargabe
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:28:17
przez SHBT 2010-05-05, 17:40

   
Cytuj
Cytuj
Ciekawe czy faceci wyczuwają, że kobieta jest nastawiona na podryw, czy na zabawę? Czy nie zwracają na to uwagi?


To widać od razu że kobieta jest nastawiona na podryw, głównie po zachowaniu, otwartości na wszystkich... Nawet jeśli kobieta idzie na "zabawę" to jeśli trafi sie okazja na ciekawego "MENA" to nie odpuszczają ;-)

   
Cytuj
Sugarbabe napisał(a):Katrina ma fajne podejście, zero cackania, rozkminiania. Wie czego chce, szanuje się, a przy tym potrafi się dobrze bawić...


Według mnie podejście standardowe, napisała to co już powszechnie wiadomo, nic nowego się nie dowiedziałem, ale i tak miło mi się czytało cały tekst.. jest dobrze napisany, autorka emanuje pewnością siebie i na pewno lubi zwracać na siebie uwagę.

Widać często autorka przesiaduje w klubach i lubi dobrą zabawę szkoda że tak mało jest szczegółów dotyczących jej własnego uwodzenia i podrywania w klubie.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:28:35
przez Natural 2010-05-05, 18:18
Cytuj
Smiler działa :] Liczę, że twoje projekty odniosą sukces.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:28:59
przez Barni 2010-05-05, 20:01
Cytuj
A ja też chciałbym przeczytać wypowiedź Smilera odnośnie tych cytatów, jak Ty się do tego masz?

Hmm... Fajnie to wszystko opisałaś ;-)

   
Cytuj
Sugarbabe napisał(a):Widziecie mężczyźni jakie życie jest proste kiedy nie analizuje się wszystkiego po stokroć w jedną i w drugą stronę :D


Tak, zgodzę się że :p, ale to poprzez to cholerne logiczne myślenie.
Ale niesamowite jest to, że kobiety są obdarzone takimi cechami, że potrafią ocenić faceta, dokonać czasem selekcji, nie mówię że zawsze się to udaje rewelacyjnie, ale mimo wszystko ta obserwacja terenu i cały ogląd sytuacji to czasem niesamowite. Że Wy to czujecie i wiecie, intuicyjnie nie wiem.
Wiadomo faceci robią też ogląd, ale mam na myśli tutaj to kobiece COŚ!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:29:54
przez katarina 2010-05-06, 14:55

Cytuj
   
Cytuj
Sugarbabe napisał(a):Pomimo, że opisuje dokładnie co robi to wydaje mi się, że będąc w klubie robi to już na tyle sprawnie, że jest to jakby całkowicie po za jej świadomością

Racja :mrgreen:

   
Cytuj
slawcio99 napisał(a):No niezły tekst ale kurde Smiler dla siebie prowizję wziął w postaci kilku spontanicznych przykładów (chyba wisienka na torcie z całego tekstu).



Oj smilerku, smilerku... :mrgreen: :roll: 8-)

czy osławiona wisienka na torcie to nie wiem, ale podzielic się mogę :-P

np. gdy jest tłum i wiadomo, że Ciebie usłyszą „Przepraszam drogie panie, ale z matką naturą się nie wygra”...

gdy przeciskasz się do baru „Przepraszam, ja pragnę... (patrzysz na jakiś target, mierząc ją wzrokiem=dajesz jej do zrozumienia że zrobiła wrażenie na Tobie, musi Cię słyszeć) się czegoś napić (patrzysz to na nią, to w kierunku baru=już nie tak pewny że chcesz się napić)/ się z panią umówić/napić”...

gdy widzisz przy damskim kibelku/gdziekolwiek zgromadzony tłum dziewcząt „Omijają mnie takie urodziwe kolejki/zgromadzenia/dyskusje (dołączasz do grupki, i niby cichaczem pytasz: „To kogo obgadujemy?”)/To nie fair, że toalety nie są wspólne!!!/Impreza imprezą, ale tylko tutaj/przy damskiej toalecie/przy barze tak wysokie natężenie piękna na metrze kwadratowym” (patrzysz na konkretną babkę/grupę babek)

gdy babka próbuje dostać się do baru, możesz to zauważyć i jakoś zareagować... Twoja reakcja na jej widok - bezcenna :mrgreen: „Panowie, zróbmy miejsce dla tej pani/kruszynki, bo jeszcze bidula padnie nam z pragnienia...”

   
Cytuj
Ty masz być Sprite ona pragnienie !!!


slawcio99 z tym tekstem i innymi tego typu wariacjami przy barze cuda można zdziałac :mrgreen:
wszystko to z jajem, spontan maksymalny... masz być widoczny/kojarzony z otwartością/zabawą/luzem... jak jesteś widoczny, jesteś zapamiętany...

pozdrawia
katarinka :-P

p.s. dzięki za troskę... smilerek :-P zapytał mnie czy może wykorzystac moje listy :roll:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:30:20
przez smiler 2010-05-06, 15:32

AAAAAAA!!! A to wcale nie są te teksty, o których mówiłem! Ne ne ne ne ne!!! 8-)

 ;)

 ;>

 :|

 :/

 :(

No dobra... to są te teksty.

[ Dodano: 2010-05-20, 20:24 ]
Zauważyłem, że bardzo dużo pisałem o ludziach, o stosunkach między nimi, pojawiły się wpisy z pogranicza psychologii i socjologii... a dawno nie pisałem o sobie. Po prostu o sobie :). Postanowiłem więc, że połączę jedno z drugim i kliknę parę słów.





1. Czym jest mężczyzna według Smilerka?
2. Jak Smilerek realizuje swój cel stania się absolutem?
3. Mini podsumowanie


1. Czym jest mężczyzna wg Smilerka?
Ostatnimi czasy zastanawiałem się dużo nad tym czym jest prawdziwy mężczyzna, z jakich elementów się składa i w którym miejscu mojego życia pojawia się tożsamość mężczyzny. Te ostatnie dni to był również czas, w którym ostatecznego kształtu nabierała moja filozofia życiowa, która jest dla mnie pewnego rodzaju drogą.

(http://img15.imageshack.us/img15/7342/tozsamosci.png)

1.1. Człowiek
Otóż doszedłem do wniosku, że człowiek składa się z trzech pierwiastków:
- duchowego
- umysłowego
- cielesnego.
Dla wielu z was nie jest to odkrywcze, bo sam przyznam, że w tym przypadku nie jestem genialny. Dale was odkrywcą nie jestem, ale dla siebie tak.

Jest ogromna różnica między "wiedzieć", a "mieć świadomość". Większość facetów wie, że kobiety lubię pewnych siebie mężczyzn, ale ilu z nich jest świadomych pewności siebie na tyle, że gdy widzi fajną dziewczynę to z nią zagadują? Podobnie jest tutaj - ktoś może pomyśleć, że to wcale nie jest wyszukane, ale ten ktoś musi wiedzieć, że takie przemyślenia są efektem długiej drogi i z czasem we wnętrze człowieka się wbijają.

Dla mnie osoba, która tylko i wyłącznie ćwiczy jest takim samym debilem jak osoba, która tylko i wyłącznie czyta lub tylko i wyłącznie zagłębia się w sprawy duchowe. Powinniśmy rozwijać każdy pierwiastek swojego jestestwa - umysł, ciało i ducha. Idę na siłownię i nie spotykam tam bystrych kolesi, z którymi mógłbym porozmawiać o sprawach duchowych lub intelektualnych. Spotykam bystre umysłowo jednostki, ale nie pogadam z nimi o ćwiczeniach fizycznych. Spotykam uduchowioną osobę to ta zazwyczaj jest tak wysoko, że nie jest w stanie zejść na ziemię i tak w kółko.

1.2. Mężczyzna
Idąc tym tropem doszedłem do wniosku, że tożsamość mężczyzny składa się z wielu podtożsamości i tak to sobie poukładałem jak widać wyżej na obrazku. Oczywiście w mojej wizji w tożsamości człowieka może być np. tożsamość pracownika, albo studenta, są podtożsamości, które leżą "luzem", etc. Wszystko jest sprawą wielowymiarową i jak tylko będziecie w stanie użyć wyobraźni to zobaczycie to tak jak ja to widzę. Każdy człowiek jest inny i u każdego będzie to inaczej wyglądać. Poza tym poszczególne podtożsamości i tożsamości są mobilne, mają zbiory wspólne z innymi tożsamościami, wychodzą na zewnątrz, chowają się, pojawiają i znikają, są nowe z zewnątrz i z wewnątrz, giną i rodzą się. Człowiek to nie jest coś stałego, wszystko jest ciągle w ruchu, a jeśli się nie rusza to znaczy, że się nie rozwijamy.

Jeżeli chodzi o tożsamości to według mnie mężczyzna to (kolejność bez znaczenia):
- członek swojej rodziny
- partner życiowy
- uwodziciel
- sportowiec
- intelektualista
- zdobywca
- przyjaciel
- wojownik
- osoba pracująca.
Ponadto posiada wysoki status społeczny.

Nad tymi wszystkimi tożsamościami znajdują się takie cechy osobowości jak:
- pewność siebie
- silny charakter
- opanowanie emocjonalne
- ogłada towarzyska
- zdolność do przyjmowania wiedzy
- spryt
- poczucie humoru
- umiejętność planowania przyszłości.
Ponadto mężczyzna ma rewelacyjną kondycję, jest przystojny, zadbany i dobrze zbudowany.



2. Jak Smilerek realizuje swój cel stania się absolutem?
Ktoś, kto mnie czyta już zdążył się domyślić, że moim celem życiowym jest zgarnięcie całej tej puli 8-). Jak to robię? Każdego dnia.

2.1. Człowiek
Swój umysł rozwijam głównie czytając książki, ale i pisząc. Nawet teraz, gdy tworzę ten wpis to rozwijam swój intelekt. Staram się, aby trafiało do mojej głowy jak najwięcej informacji i staram się je przetwarzać. Posiadanie dużej ilości danych to rola dysków twardych, ale kreatywnego ich używania to już rola człowieka.

Niestety gorzej u mnie z rozwojem duchowym. Co prawda wychodzę z założenia, że któregokolwiek z tych trzech pierwiastków bym nie ruszył to wpłynie na resztę, ale nie chcę zaniedbać jednego na rzecz drugiego. Z bólem przyznam, że daaaawno nie medytowałem. Dawno nie odprężałem umysłu... aż czuję ciężar. Niby, że ułożenie siebie w wygodnej pozycji i liczenie do 100 oddechów i w dół to prosta sprawa, ale jednak natłok myśli sprawia, że nie jest to wcale takie banalne zadanie. Mam na sercu ogromny ciężar i chcę go wypłakać. Raz częściowo udało mi się to zrobić, gdy wyobrażałem sobie, że każdy wdech to czysta energia, która wpada do mojego wnętrza i zabiera cały emocjonalny "bród" i wychodzi już brudna... ale było to tylko raz. Wpadłem w mocny trans i popłakałem trochę. Było mi dobrze. Tak spokojnie. Chcę do tego wrócić.

O ciało dbam chyba najbardziej, uzależniłem się od tego. Robert E. Franken w swojej książce "Psychologia motywacji" tłumaczy dlaczego tak jest (s. 79-82). Jak czegoś ze sobą nie porobię w ciągu dnia to mnie nosi. Biegam, ćwiczę na siłce, pływam, jeżdżę na rowerze, gram w kosza i wiele innych (szerzej o tym na dole wpisu).

2.2. Mężczyzna
Staram się być dobrym synem i bratem (bo to moja najbliższa rodzina). Ciężko czasami dogadać mi się z mamą, ale to bardzo ogarnięta kobieta, więc wszystko się da załatwić (z resztą jest to osoba, którą darzę największym szacunkiem i uznaniem). Staram się nie marudzić jak sobie coś nagle wymyśla (jestem nierzadko taki "od a do z", a że używam notatnika 4 generacji Covey'a i wszystko planuję na tydzień to mała fanaberia z jej strony potrafi mnie mocno wkur*ić :P). Zaskakują ją kwiatkami co jakiś czas, doradzam w ubiorze, polecam książki itd. Najbardziej lubię z nią gadać po obiedzie przy herbatce (zawsze pija zieloną, mnie to tam obojętne, ale zielona "jest na odchudzanie" :D). Z siostrą też się dogaduję, choć już z nami nie mieszka. Kiedy mam chwilę to odciążę ją biorąc psa na spacer, czasami wpadnę i spytam się co u niej słychać, opier*dolę lodówkę i takie tam :D.

Jako partner życiowy nie mogę się wypowiedzieć, bo dziewczyny nie mam i chyba nie chcę mieć na razie. Ćwiczę sobie na mamie pewne nawyki, bo wiadomo - przykład idzie z góry.

Z uwodzeniem trochę ostatnio podupadłem. Praca licencjacka zżera mi czas i zaangażowanie emocjonalne, więc trochę kontaktów mi podupadło. Powinienem więcej ćwiczyć, definitywnie tak. Niemniej jednak ciągle ładuję swój łeb kobiecym nastawieniem i ich światem. Wciąż pracuję nad różnymi projektami typu "Don Juan", to pozwala mi żyć. Lubię sprawiać ludziom radość.

Smiler-sportowiec realizuje się następująco: W poniedziałki, środy i piątki rano uprawiam ćwiczenia siłowe. Poniedziałek to ćwiczenia domowe, z hantlami, areoby, a6w (trening ACT). W środę uciekam do lasu, gdzie mam swoją małą siłownię, która składa się z trzech opon, linki holowniczej i bramki wjazdowej zrobionej z drewna przez leśniczych :). Różne kombinacje zapewniają mi ćwiczenie każdej partii mięśniowej. Piątek to siłownia, gdzie jadę każdą grupę mięśniową z osobna. W te same dni, ale wieczorem, zazwyczaj mam rower, albo gram w kosza, albo nic nie robię i mam wyrzuty sumienia :P. We wtorki i czwartki rano biegam, a wieczorem mam basen. We wtorki biegam z oponą przyczepioną do pasa linką holowniczą, tempo stałe. W czwartki biegam interwałowo bez opony (małe, średnie i duże tempo przeplatane marszami i skipami). Jeśli biegam stałym tempem we wtorki to na basenie mam interwały, a w czwartki pływam jednostajnie. W soboty mam tak zwany trening MTS (biegam po lesie przez "krzoki", w nurcie rzek, pompuję, czołgam się, przysiady i inne takie szaleństwa). Chcę schudnąć, więc karmię się "Thermo Speed Extreme" i białkiem w małych ilościach (widać efekty).

O książkach już pisałem :). W moim życiu brakuje jednak mocniejszego wyziewu w postaci jakichś wieczorków poetyckich. Więcej teatru - to na pewno (w tym roku byłem dopiero ze trzy razy), wystaw sztuki i rysunku (który niestety zaniechałem :( ).

Jako zdobywca realizuję się w swojej formie, którą nazywam "Łowca emocji". Kolekcjonuję różne uczucia. Emocjami w ogóle się interesuję, bardzo ciekawy temat. Staram się zdobywać nowe doświadczenia i patrzeć na każdą czynność życiową jako na taką, która je daje. Staram się zdobywać nowe tereny intelektualne, sportowe, duchowe i jakie tylko się da... oraz trudzę się, aby utrzymywać, jeśli są tego warte.

Z przyjaźnią trochę u gorzej. Mam już prawie 24 i osoby w tym wieku wiedzą jak to jest z lumplami. Z "ziąkami" nie widuję się za często, mimo, że mieszkają naprawdę niedaleko. Z resztą to też jest ciężkie, bo ja ogólnie troszeczkę się wybijam, a oni często chcą mnie sprowadzić na ziemię swoimi głupimi komentarzami. Poza tym jestem samotnikiem i dobrze mi z tym. Nie pojawiam się na każdej pijackiej imprezie, bo wolę ten hajs wydać na co innego, ale można na mnie liczyć.

Z wojownikiem to sprawa dopiero w budowie. Uważam, że każdy facet powinien umieć się bić. Nie jakoś ekstra-super, ale powinien znać swoje zachowanie, gdyby nie daj Boże przyszło do walki. Jak schudnę to wrócę na boks i krav magę... i koniecznie zapiszę się na bjj. Poza tym w skład tożsamości wojownika wkładam zachowanie w lesie i mieście. Interesuję się surwiwalem i śmiem twierdzić, że faceci powinni mieć na tyle elastyczną psychikę i wyrobione nerwy, żeby tego królika upolować. W związku z tym Smilerek postara się poczynić w wakacje kilka wypadów surwiwalowych. Gdy będę już zarabiał stałe pieniądze to pobawię się również w broń palną, żeby chociaż złapać te podstawy.

A praca? Na razie dorabiam sobie jako korepetytor z angielskiego. Mam fajną uczennicę i świetnie mi się z nią pracuje. Kasa nie jest oszałamiająca, ale zawsze można zarobić na te bilety do kina i kawy :). Definitywnie jednak muszę więcej czasu poświęcić na planowanie swojej kariery zawodowej. Główne punkty już mam opracowane, ale brakuje mi połączeń między nimi. Stąd znów chcę popracować nad wizualizacją celów i użyć do tego m.in. NLP.

Cechy charakteru rozwijam głównie ładując się emocjami i światem o ogóle. Wciąż o sobie rozmyślam, zastanawiam się nad swoimi postępami. Pewny siebie jestem - potrafię zabrać głos publicznie, szybko odnajduję się w nietypowych sytuacjach, etc. Problem może być z dresiarzami, ale różnice między nimi a mną są takie:
- ja jestem sam / ich jest zawsze kilku
- ja jestem pewny siebie / oni myślą, że są pewni siebie, a tak naprawdę nie maja nic do stracenia.
Nie jestem jednak taki bezbronny jakby się wydawać mogło. Szwendają się tu u mnie na osiedlu takie wypalone resztki człowieka, ale nie zaczepiają. Ostatnio szedłem na trening do lasu i mijałem ich po drodze, popatrzyli i był spokój... ale gdy wracałem to w ich oczach zobaczyłem mieszane uczucia. Byłem po 1,5h treningu z oponami, wykończony. Biegłem w bojówkach, kaloszach i bluzie, których to rzeczy nie prałem od ponad roku (chodzi o przyzwyczajenie się do dyskomfortu; dlatego jak mam kamyki w butach to ich nie wyjmuję, a czasami specjalnie sobie wrzucam), miałem brudną twarz, spocone włosy i determinację na twarzy. Dla nich byłem zjawiskiem, "te zobacz" - szeptali, gdy przechodziłem obok. Poczułem, że wiedzą, że ja to jeden z tych kolesi, którzy się nie wychylają i są spokojni... ale z którymi się nie zaczyna. Jestem w stanie znieść wiele, mam silny charakter i wezmę na siebie każde upokorzenie, więc nawet gdyby mnie jakikolwiek typ dresiarza ruszył to nie zrobi na mnie wrażenia.

Upadałem już wiele razy. Na treningach siłowych, gdzie ostatnie powtórzenia robię siłą woli. Gdy biegam i mam w rozpisce trening typu "tabata" (ci którzy wiedzą co to jest doskonale mnie rozumieją). Gdy byłem na daygame i laski mnie spławiały. Gdy ludzie dookoła mówią mi lub dają do zrozumienia, że jestem nikim... a ja trwam. Moje poczucie wartości wynika z tego kim jestem, a porażka rzeczywiście jest nawozem sukcesu. Chłopaki chcą zacząć trenować uwodzenie, ale boją się podchodzić do dziewczyn, boją się przegrać. Ja już do upadku jestem tak przyzwyczajony, że prawie nie robi na mnie wrażenia.

Nad emocjami staram się panować, ale wiem, że robię to nieumiejętnie. Potrzebuję więcej NLP i psychologii. Przede wszystkim muszę się wypalić emocjonalnie, to znaczy pozbyć się tego ciężaru, o którym pisałem. Potrzebuję duchowego oczyszczenia, katharsis. A nie wiem za bardzo jak zacząć. Medytacja jest ok, ale potrzebuję jakiegoś cięższego kalibru.

Z ogładą towarzyską czasami mam problemy... zwłaszcza jak znajdę się w nowej grupie, na której mi nie zależy :P. Niemniej jednak należę do ludzi, którzy odnajdują się w każdej sytuacji, gdzie są normalne jednostki. Sawułarwir muszę jednak poćwiczyć, bo mam braki. Chciałbym również zainteresować się winem - próbować różnych rodzajów, wiedzieć co podawać do jakiego. Mile widziane byłyby wizyty w restauracjach, ale nie mam kasy i dziewczyny :).

Z przyjmowaniem wiedzy jest u mnie ok, choć czasami bywam toporną jednostką. Uprę się na jakiś bubel i ciężko mnie przekonać. Staram się jednak być różnorodny. Zauważyłem też u siebie spadek formy książkowej. Co prawda czytam już dwa miesiące jedną pozycję, bo ma 1800 stron (w przeliczeniu na strony normalne), ale brakuje mi książek krótkich, kilku prostych bodźców. Jak tylko skończę czytać tą to pierdyknę sobie ze trzy takie szybkie buble po 300 stron dla świętego spokoju i dla poruszenia siebie.

Jestem cwaniak i wiem kiedy to wykorzystać. Robię to jednak bardzo subtelnie, używając technik wpływu i ludzie zazwyczaj nie są w stanie się połapać, że coś kombinuję, a zaskoczyć potrafię.

Z poczuciem humoru też nie mam problemu, c'nie? No.

Gorzej z tym planowaniem przyszłości, ale większość kwestii mam już przygotowanych i jestem w trakcie realizacji. Zbieram doświadczenia, a te okazują się bardzo pomocne w tym co chcę robić. Muszę powrócić to sesji wizualizacji celów. Tak. To bardzo ważne. Bez wizji siebie ani rusz!

Przystojny jestem, kondycję też mam dobrą. Dbam o siebie, chociaż z tym nie przesadzam - czyste paznokietki i rzeczy, które są uprasowane i pasują do siebie i starczy, nie będę z siebie robił jazzy-kukły :P. No i chudnę... i będę super zbudowany. A jak już tylko osiągnę ten cel to umieszczę tu fotkę i zostanę striptizerem (poważnie).


3. Mini podsumowanie
Post ten jest chaotyczny, ale myślę, że to też ma swój urok. Wszystkiego ułożyć się nie da, a wiem to, bo od dłuższego czasu paruję się z tym z mizernym skutkiem :P. Mam nadzieję, że wpis ten stanie się dla kogoś inspiracją do życia w stylu "dużo i mocno".

Boli mnie szybkość świata, ale z nią nie walczę, bo nie warto. Przyzwyczaiłem się już do uczucia, że nie przeczytam wszystkiego co bym chciał i nie obejrzę i nie poczuję i nie dotknę i nie posmakuję. Nie znaczy to, że nie będę próbował. Wybrałem sobie ciężką drogę, ale właśnie za to ją kocham... drogę do nieba... mojego własnego, prywatnego raju :).

http://www.youtube.com/watch?v=YJt3DFHnlW4
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:34:25
przez Akbar90 2010-05-29, 01:08
Cytuj
Chciałbym się odnieść do tej wypowiedzi katariny o zachowaniu na imprezach. Oczywiście, że mężczyźni "zaprawieni w boju" wyczuwają intencje i mowę ciała kobiet. Chociaż nie wszystkie dziewczyny potrafią wabić facetów. Zdarzają się też sytuacje, że sygnały są niejasne. Bardzo ciekawy i pouczający artykuł. Chociaż trochę nie podoba mi się to, że często fajna dziewczyna (nie mówię tu o katarinie ale ogólnie) bardzo chce wyjątkowa a nie potrafi zadbać by facet na którym jej zależy również poczuł się wyjątkowy. No, ale tego już chyba nie da się zmienić :p Podsumowując to co napisała to widać, że jeżeli mężczyzna zadba o kondycje, zdrowie, swój samorozwój, będzie spontaniczny i będzie się stosował do rad pua to będzie miał takie branie, że aż piszczy :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:35:07
przez smiler 2010-06-07, 21:39

Piszę sobie na bieżąco, bo tak mi fajniej. Jestem pod wpływem emocji i mam zamiar to wykorzystać.

W sumie to smutno mi. Dawno się tak nie czułem.

Kiedy miałem praktyki w liceum, poznałem pewną dziewczyną - Dominikę. Wpadła mi w oko od samego początku, ale nigdy nie dałem jej o tym znać. Akcja się potoczyła swoimi torami i zaczęliśmy do siebie pisać. Dziewczyna za bardzo podskakiwała i zdawała się "księżniczką" z rozchwianiem emocjonalnym, więc dostała mentalnego klapsa i się uspokoiła 8-).

Jak tylko to się stało, otworzyła się przede mną jeszcze bardziej. Okazało się, że dziewczyna ma niesamowitą seksualność, świetnie rozwiniętą wyobraźnię, rewelacyjne poczucie humoru. Co więcej - ma taką "zadziorę", którą bardzo sobie cenię u kobiet. Ponadto jest HB10, umie się stylowo ubrać, ma piękne i duże oczy i w ogóle wow. Pomimo wieku (18 lat) jest niesamowicie dojrzała i ma ciekawą osobowość. Jest łasa na życie podobnie jak ja.

Byliśmy na dwóch spotkaniach (spacery i piknik). Dawno się tak nie wyprzytulałem. Świetnie całuje, ma rewelacyjny tyłek oraz talię, a młode i jędrne piersi tylko dodają jej uroku. Temperamenty też mamy podobne, więc generalnie było super. Dominika dała mi poczuć efekty mojej pracy (o której pisałem trochę wyżej). Doceniła mnie jako mężczyznę. To było dla mnie bardzo ważne, zobaczyłem, że ta cała praca zmierza w kierunku, do którego chcę, żeby zmierzała.

Jednak Pani D. miała chłopaka. Kiedy się z nim rozstała pojawiłem się ja (mniej więcej). Następnie są mejle i spotkania... aby skończyć w dniu dzisiejszym. Jej były chłopak, Aleksander, starał się ją odzyskać (z jej opowiadań wynika, że totalny AFC, pipka i w ogóle).

Możemy się z niego śmiać za 5... 4... 3... 2... 1... TERAZ 8-).

Fakt faktem, że zostawił jej bukiet róż, a Dominice c*pka się zaświeciła. Wróciła do niego.

Wiecie, że dawno nie miałem na randkach takiej kobiety? W zasadzie już wyobrażałem sobie, że piszę temat pt. "Mam dziewczynę xD" i opisuję całą przygodę z Lady D. z całkiem innej perspektywy.

Wytłumaczyłem dziewczynie, że:
- nie jest pierwszą i ostatnią ofiarą takiego pipiwatego zachowania
- nie będę się z nią spotykał "na boku", bo mam swój honor i godność i nie pozwolę sobie na to, żebym był powodem zdrady (badboye będący zagrożeniem dla związków pewnie będą się śmiali, że chodzą jeszcze po tej polskiej ziemi ludzie kierujący się dewizą "Bóg, Honor, Ojczyzna!")
- to jest jej wybór, wolność jest wartością bezwzględną.

Wszystko posłodziłem słitaśnym "ciao". Zero kontaktu. Ona pisze.

Zadziwiające jaki ja mam charakter. W momencie, w którym przeczytałem, że do niego wróciła to od razu wyobraziłem sobie ich razem... jak mu robi ustami i takie tam. Bańka prysła. Pozostał gorzki smak. Dziewczyna straciła 70% swojego blasku.

Stałem się, w moim przekonaniu, "zapchajdziurą" w związku. Cóż - to też emocja, bardzo ciekawa. Boże! Jaki ten świat jest wspaniały, ile jeszcze trzeba doświadczyć :D! Wszystko przede mną.

Dziewczyny często pytają się "skąd się biorą takie świnie?". No to macie odpowiedź, Słoneczka. Każde serce, nawet to męskie, ma pewne limity. Kiedyś pisałem, że podziwiam siebie za to, że podnosiłem się po przegranych tyle razy. Słuchając Korna, zdanie to podtrzymuję.

Pewne doświadczenia jednak wpływają na mnie w taki sposób, że błądzę i choć bardzo to lubię to uważam to za męczącą czynność. Dla mnie jest to tylko kolejny dowód na to, że droga, którą obrałem jest słuszna. A jaka ona jest? Żyć tylko dla siebie. Safari, nurkowania, koncerty, skoki spadochronowe... a kobiety na boku. Łatwe, szybkie, puste numerki. Nigdy, żadnej nie dać zajrzeć we wnętrze. Szkoda zachodu, one i tak tego nie potrafią docenić.

PS
Dominika nigdy się nie kochała, pomimo tego, że z Olkiem była 1,5 roku w związku. Chciała, żebym był jej pierwszym mężczyzną.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:35:39
przez giovanni 2010-06-07, 21:47
Cytuj
Ja myślę, że idealizowałeś, skoro niemal w jednej chwili spadła o 70% - czyżby do HB3 ? :D No w każdym razie jednak mimo wszystko idealizowałeś.

Podoba mi się Twoje podejście, że szanujesz jej decyzję. Myślę, że ona dobrze wie że to "jej strata". Właśnie nawet tym bardziej, bo pokazałeś stalowe jaja, a nie takie needy-nie-wiadomo-co.

Co wiecej...czasem okazuje się, że dla dziewczyny silniejsze jest przywiązanie do starego, znanego byle-czego niż odwaga, żey spróbować z czymś (przepraszam - kimś) nowym. Z tym się trzeba liczyć i nie ma co rozpamiętywać tego jako porażkkę. Po prostu ona wie ile on ma pryszczy na dupie i jak pierdzi pod kołdrą, trudno, ale lepsze dla niej znane zło od nieznanego... To tak. jak Chińćzycy, którzy na wycieczce w Polsce idą do Chińskiej knajpy zamiast na pierogi i żurek, kapujesz? ;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:36:13
przez slawcio99 2010-06-07, 22:27
Cytuj
Smilerek, podbudowałeś mnie :D dzięki :P
A te treningi, jak czytałem, to myślałem, że to jakiś scenariusz do Rocky Balboa :D

Pisz na bieżąco :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:37:28
przez chez 2010-06-08, 10:13

 
Cytuj
 
Cytuj
smiler napisał(a):Jej były chłopak, Aleksander, starał się ją odzyskać (z jej opowiadań wynika, że totalny AFC, pipka i w ogóle).

    Możemy się z niego śmiać za 5... 4... 3... 2... 1... TERAZ 8-) .

A teraz pomyśl co ten "AFC" myśli o Tobie. Zakręcił się jakiś frajer wokół mojej Dominiki jak myśmy się rozeszli. Spotkał się z nią, dała mu trochę swojego "boskiego" uroku. Później jednak wróciła do mnie i tyle było z tego frajera. To on może sobie teraz wyobrażać jak się z nią całuje, przytula, śpi obok niej a ja TO ROBIĘ!! I kto tu kogo się teraz śmieje? Także ja tu nie widzę powodów do śmiechu bo przegrałeś z AFC :->


Cytuj
    smiler napisał(a):- nie jest pierwszą i ostatnią ofiarą takiego pipiwatego zachowania


Ma to na co zasłużyła. Tłumaczenie czegoś takiego jak dla mnie mija się celem. To jest tak jakbyś chciał wybielić siebie jego kosztem.

Piszesz, że ta Dominika jest HB10, no po prostu idealna. No fajnie tylko zobacz jakie ona ma gówniane życia i sama takiego chce. Nie jest w ogóle szczęśliwa, nie ma nawet prawdziwego faceta którego by tak kochała, że na innego by nawet nie spojrzała. Po cholerę jej te cycki, tyłek, seksualność skoro i tak nie korzysta z tego w 100%? A taka normalna kobieta która ma zajebistego faceta, jest szczęśliwa, może nie jest tak piękna jak Dominika ale ona ma cudowne życie, założy rodzinę, będzie miała męża i dzieci. I teraz jak porównasz te dwa przypadki?

Każdy ma to na co zasługuje.

Owa Dominika nie jest jak widać jakaś wartościowa skoro nie umie sobie dobrze poukładać życia. Nie wiem czy ona kiedyś dojrzeje do prawdziwego związku skoro już teraz ma taki "instynkt zepsutego życia". Jakoś nie wierze w takie przemiany, że dorośnie i dojrzeje. Można zmienić człowieka ale instynkt zawsze pozostanie i jego nie zmienisz!

   
Cytuj
smiler napisał(a):Dominika nigdy się nie kochała, pomimo tego, że z Olkiem była 1,5 roku w związku.

To jakaś ujma czy jak? Jak widzę (nie tylko u Ciebie) jest jakiś limit czasowy aby przespać się z kobietą bo inaczej jesteś frajer.



Cytuj
    smiler napisał(a):Chciała, żebym był jej pierwszym mężczyzną.

Zapamiętaj jedną rzecz.

To że kobieta mówi, że chce iść z Tobą do łóżka to nie znaczy, że to zrobi!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:38:14
przez St.Anger 2010-06-08, 14:50
Cytuj
Wybacz, że skupie się tylko na jednym, ale czytając ten fragment :

   
Cytuj
smiler napisał(a):Wytłumaczyłem dziewczynie, że:
    - nie jest pierwszą i ostatnią ofiarą takiego pipiwatego zachowania
    - nie będę się z nią spotykał "na boku", bo mam swój honor i godność i nie pozwolę sobie na to, żebym był powodem zdrady


Doszedłem nie do orgazmu, a wniosku, że czasem warto zapieczętować koniec tworzenia związku niż pozostawić to powiedzmy czasu i ignorancji.Pisząc ignorancja mam na myśli nie dawanie oznak potrzeby spotkania owej osoby.Ta myśl nasunęła się może dlatego, że mój ostatni związek, a raczej związek jednej gorącej nocy i jednego spotkania zakończył się poprzez :
-To, że Ja jak i Ona nigdy nie mieliśmy czasu.Jedyne dni, w których mozna się było spotkać to weekend.Było tak, gorąca noc, za tydzień spotkanie i później 2 nie udane próby spotkania (czyli 2tyg) z mojego i jej powodu.
-Po tych 14dniach doszedłem do wniosku, że nie warto cokolwiek budować i po prostu postanowiłem milczeć.Ona też milczała więc tak jakby ustawiło się po mojej myśli.
Teraz sobie uświadomiłem, że to jednak niedomknięte drzwi, nie z powodu, że nie potrafię o niej zapomnieć czy coś lecz z faktu, że nie potrafiłem tego domknąć słowami, a nie tak jak to zrobiłem czasem i ignorancją.
Wniosek : Moje jaja ucierpiały :oops: :roll:
Zresztą podobnie jak ty czuję, że póki co związki to coś NIE dla mnie.Wole prowadzić życie singla i móc cieszyć się kobietami.Teraz cytat z filmu Callifornication, "Choć czasem się gubię w tym morzu cipek" i zostaję złowiony przez jakąś rybkę, która nie potrafi mi dać tego czego pragnę(to pogrubione to mój dodatek :D)drugi nawias (złowienie, które tutaj znaczy coś co prowadzi do związku)

Całość mógłbym jakoś komentować, ale wiem, że jesteś smiler i takie sytuacje nie trafiają Ci prosto w mordę (ironicznie, sarkastycznie) 8-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:38:36
przez smiler 2010-06-08, 21:26

Dzięki chłopaki za słowa. St. Anger - myślę, że powinieneś się rozpisać i przełamać bariery milczenia. Strasznie dziękuję chezowi. Stary, ku*wa, Szanucek(sic!) :)! Poważnie, takie coś mi było potrzebne, emocjonalnie proporcjonalne jest to do tego jak Crespo kiedyś mnie szturchnął o randki.

Nie mam za bardzo czasu odpisać co i jak, napiszę niedługo. Niemniej jednak wygrywam tą dziewczynę dla siebie. Obiecuję niedługo się odwołać to tego co naskrobaliście.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:38:59
przez zorro 2010-06-08, 22:34
Cytuj
Jaram się max!

Bardzo spodobał mi się ten post o rozwoju w różnych aspektach, zainspirował mnie do pewnych działań i naprowadził na nową drogę myślenia :) Szczegóły niedługo w moim dzienniku!

Podoba mi się ten pomysł z siłownią w lesie :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:42:44
przez maciorka007 2010-06-09, 18:54
Cytuj
Panowie weźcie pod uwagę tą opcję że wróciła do Niego pod wpływem emocjii bo dostała kwiatka. On z pewnością nie zmienił się pod wpływem straty dziewczyny i zakładam że ten związek znów się skończy. To tylko kwestia czasu.

Damian, jeżeli byłeś dla niej dokładnie takim facetem (a dokładnie typem faceta którego wałkujemy na tym 4um) to ona będzie dostrzegać kontrast między Tobą a nim. Zwykłe różnice. Będzie analizowała jego i Twoje zachowanie w określonych sytuacjach jak i wyciągała wnioski. Myślę że powinieneś (i zakładam że masz) wyjebane na tą przygodę.
Tam gdzieś czekają setki kobiet które są głodne Smilera ( :D )
Good Luck! ;-)

Ps. Ja już mam dziewczynę :D :D :D
pozdro
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:44:24
przez smiler 2010-06-09, 18:58
Cytuj
Widzę się z nią w piątek. Wygrałem ją dla siebie 8-). Było warto. Szczegóły w kolejnym, szerszym, wpisie niebawem. Buziak.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 16:46:45
=======FIELD RAPORTY Z TEMATU "SMILER'S ATTACK"=======



Cytuj
przez smiler 2010-07-01, 15:33
Cytuj
TEMAT: ZAPISKI Z 1000 i 1 PODEJŚĆ

(http://img156.imageshack.us/img156/6562/10012.png)

Już od dłuższego czasu planowałem zrobić coś co napełni mnie jakąś inspiracją. Dawno nie trenowałem - przyznaję z ręką na sercu. Wiele się u mnie zmieniło, ale o tym napiszę w dzienniku już niedługo. Doszedłem więc do wniosku, że zrobię coś co tchnie we mnie trochę innego życia - SIE STANE "UWODZICIELEM", e?

1001 podejść to nie lada wyzwanie, ale mam do tego dystans. Od dłuższego czasu po głowie chodzi mi bowiem pewna Agatka, z której chce sobie zrobić moją kobietę, a o czym Agatka dowie się w najbliższą sobotę. I jest to jedyna kwestia, która przerwie mój projekt z mojej własnej woli - związek 8-).

Inspiracją do projektu dla mnie jest chęć przekraczania kolejnych barier (jestem chory na transgresję) i przede wszystkim - zabawa życiem. Ostatnie tygodnie spędzone nad pracą licencjacką trochę mnie wybiły z rytmu i mam zamiar SE odbić.

Założenia metodologiczne 8-) :
- celuję głownie w DG, ale zwiedzam kluby (chociaż klubów NIENAWIDZĘ i nie tylko ja uznaję, że jest to ostatnie miejsce gdzie można spotkać fajną kobietę... ale ćwiczyć trzeba)
- podrywam gdzie tylko się da - centra handlowe, centra rozrywki, kąpieliska, plaże, etc.
- udaję się na treningi (nie mieszam życia prywatnego z uwo)
- robię wycieczki w różne miasta Polski i poznaję środowisko (jeśli tylko pieniążki i czas pozwolą)
- nie ograniczam się czasowo, nie robię nic na siłę
- puste i ładne dupy r...m, a z fajnymi i ślicznymi dziewczynami wesoło spędzam czas (seks w pierwszym przypadku jest celem, a w drugim tylko ewentualnością)
- podejście definiuję jako rozpoczęcie rozmowy, której celem jest zdobycie kontaktu do dziewczyny... i albo mam kosza, albo kontakt; w pełni udane podejście to to, kiedy relacja kończy się w sposób intymny (zakładam jednak, że pojawią się projekty poboczne [projekty w projekcie]).
Raporty będę pisał na bieżąco w tym temacie.

Będę ładował karabin wszystkim czym się da. Mam zamiar świetnie się bawić. Bankowo będzie dużo śmiechu i pełnia mocnych wrażeń! Wszystkich chętnych zapraszam do gry. Składajcie propozycje wyzwań, zaproszeń do miast i do ciekawych miejsc oraz klubów. Start w sobotę 03.07.2010 około godziny 11.00/12.00 na rynku CH Manufaktura w Łodzi, tego dnia zabawa potrwa do ok. 15:30 (bo o 16 mam randkę z Agatką :->). Wszystkich zainteresowanych zapraszam na mejl: smiler@op.pl lub na priv (rozmów na gg już nie przyjmuję, bo mi się za duży burdel robi :*). O wszelkich zmianach będę informował na bieżąco.

PS
Nazwa projektu jest bezczelnie zerżnięta z najnowszego albumu Eldo - "Zapiski z 1001 nocy", który to artysta jest dla mnie bardzo ciekawą inspiracją. Rozpiszę się o tym szerzej w dzienniku, a na razie mogę napisać tyle, że dzięki kilku utworom z krążka dostałem liryczny strzał w łeb, który przypomniał mi kim jestem (niestety, ale życie czasami tłumi człowieka).

PS 2
Wykorzystuję każdy aspekt swojego życia do poszerzania horyzontów mojego jestestwa, a uwodzenie niczym w tym nie odbiega od normy. Liczą się emocje, frajda, nowe doświadczenia i zdobyte umiejętności. Jeśli więc jesteś dżezi, fanki albo grandżi i chcesz się dowiedzieć jak rozegrać partię, żeby tylko przelecieć kobietę to W...PIER...J po stokroć! Za to jeśli jesteś chłopakiem, który chce poszaleć z życiem na bakier i przy okazji spróbować poznać fajne dziewczyny to wpadaj - emocje gwarantowane.



[ Dodano: 2010-07-06, 19:50 ]
03.07.2010 (sobota)

Tak jak sobie obiecałem - w zeszłą sobotę atakowałem w CH Manufaktura. Niestety, ale sam dla siebie się spóźniłem i pomimo tego, że działałem sam i miałem tylko dwie i pół godziny to udało mi się zrobić mniej więcej 10 podejść. Forma mi spadła, albowiem na tą 10 zyskałem tylko 3 kontakty. Na taką ilość podejść przypadały też takie, które specjalnie "paliłem", żeby poczuć się głupio i oswajać z tym uczuciem. W tym FR opisuję tylko wybrane sytuacje.

Lekcja Smilerka: Leci czysty behawioryzm. Zasada jest prosta - im większa częstotliwość bodźca tym mniejsze robi na nas wrażenie. Stąd płynie nauka, że im więcej podejść, tym mniej angażujemy się emocjonalnie i stajemy się dla stresu bardziej obojętni.

FRs:
Sprzedawczyni. Tą dziewczynę wychwyciłem jako pierwszą. Urzekł mnie styl ubioru (jeansowa spódnica i białe okrycie na barki w granatowe paseczki). Wszedłem z nią do sklepu nie wiedząc, że tam pracuje. W momencie, w którym zdałem sobie sprawę, że jest sprzedawczynią, powiedziałem, że wpadnę później (openerem był indirect z prośbą o wybranie prezentu dla koleżanki). Wpadłem o umówionej godzinie i dałem jej skrócony obraz tego jak by to wszystko wyglądało (cytat z pamięci): "I teraz ja proszę Ciebie o to, żebyś pokazała mi konkretne rzeczy, a ty nie możesz mi odmówić pomocy i musisz się dostosować. Schodzimy na dół i przeglądamy masę rzeczy, które mogłyby się spodobać mojej koleżance. W międzyczasie Cię zagaduję, a ty strasznie się śmiejesz, bo trafiam w Twoje poczucie humoru. Po około 10 minutach wracamy w to miejsce, a ty masz świetny humor do końca dnia..." Potem przeszedłem do chęci umówienia się. Rozmawiałem z nią dość krótko, więc nie wypłynęło to naturalnie lecz trochę na siłę. Dziewczyna okazała się bardzo pracowita, miła i sympatyczna i w dodatku lubi czytać (jupi). Romantyczka - nie chciała mi dać kontaktu, bo uznała, że takie miejsce jak sklep nie jest odpowiednie na poznawanie ludzi. Zaciekawiła mnie jej osobowość i bardzo chętnie chciałbym z nią móc porozmawiać :).
Efekt: mail

Dziewczyna w niebieskiej koszulce. Zaraz po wyjściu z H&M ruszyłem za dziewczyną w niebieskiej koszulce na ramiączka. Rozmowa została rozpoczęta tekstem o "najlepszy tekst na poderwanie dziewczyny". Porozmawiałem z nią chwilę, ale po prostu nie była zainteresowana.
Efekt: Uśmiech :)

Siatkarki. Nie będę ukrywał, że dziewczyny z dredami mnie kręcą. Nie wiem dlaczego tak jest, ale jakoś sprawia to, że krew we mnie buzuje :). Poszedłem na plażę (w CH Manufaktura na rynku są boiska do siatki) i tam zagadywałem jakąś dziewczynę, który była psiapsiółą dziewczyn, które grały właśnie o trzecie miejsce. BOŻE! Dlaczego mnie w Manu nie było wcześniej?! RZESZE młodych kobiet czekających WŁAŚNIE NA MNIE... ale nie - Damianek jak zwykle się wygrzebywał z domu kilka godzin :-x. Bądź co bądź zagadałem do innych dziewczyn i wyraziłem prośbę o to, żeby nauczyły mnie grać w siatkę. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i w ogóle szał. Zostałem ich kibicem i pewnie dzięki temu wygrały pierwsze miejsce na turnieju :P. W międzyczasie okazało się, że... że obiekt moich westchnień już podrywałem na wydziale (mhm, dokładnie tak), a dokładniej - ją i jej koleżankę (przypomniała mi o tym, że zrobiłem wtedy ze styropianu czołg i bawiłem się nim cały dzień ^^). Bardzo sympatyczna dziewczyna, interesujące spojrzenie i baaardzo fajny uśmiech (nie wspominając o z...je...m piegu na brzuszku :P). I tu również byłbym w 7 niebie, gdybym mógł się z nią spotkać :).
Efekt: mail

MILF. Gdzieś nagle w oddali pokazała mi się ARCYSYLWETKA w rewelacyjnym stroju. "Nie no, po prostu muszę" - pomyślałem. Poszedłem za nią i dorwałem ją w parkingu. Piękna blondynka odwróciła się i okazała się... dojrzałą kobietą (na oko 35 lat). Wypaliłem jej na "ty" z komplementem, ale generalnie tak mnie zamurowało, że tuż po tym po prostu podwinąłem ogon i sobie poszedłem. Analizowałem to przez kolejne 10 minut. Gryzłem się w myślach... MOGŁEM MIEĆ TAKĄ KOBIETĘ! A z twarzy wydawała się taka intrygująca, choć nie zdążyłem jej się przyjrzeć i to co piszę to tylko strzępki obrazów z tamtego dnia.
Efekt: Uśmiech :)

Dziewczyna z promocji. Ona i jej dwie koleżanki. Ze świetnym makijażem oczu, poważnie. Zagadałem wszystkie, wziąłem z promocji co się tylko dało (wypić i zjeść). Potem kupiłem krówki i im dałem (techniki wpływu Ciadliniego :P) oraz kilku innym dziewczynom z promocji. Wyczekałem moment, aż będzie sama (nie chodzi o mnie, ale o nią - przecież kobietom nie przystoi dawać numeru do obcych, takie są nasze kochane "zasady") i zaprosiłem na kawę (wcześniej z nią o niej rozmawiając) oraz na pizzę. Zgodziła się. Dziewczyna jest taką "śmieszką" i bardzo spontanicznie reagowała na mnie i na otoczenie. W zdobyciu kontaktu pomogła mi pewna Pani, która pojawiła się, aby spróbować oferowanych produktów - pozdrawiam :).
Efekt: telefon

Stoisko na holu Manufaktury. Próbowałem blondynę podejść na wiele sposobów. Narozmawiałem się z nią o tym co sprzedaje jak mało, ale wyczuła mnie, ciągnąłem to trochę na siłę, ale była miła. Kiedy przyszło do konkretów usłyszałem: "Widziałam". Nie zostawiła mi szans. Miała śliczną spódniczkę/tunikę... pasowała jej. Zostawiłem jej później krówkę, ale została przekazana przez współpracowniczkę (która też dostała). Jeszcze do tego wrócę.
Efekt: Uśmiech :)

Sklep z kostiumami. Wszedłem z hasłem "o prezent dla koleżanki", rozejrzałem się po towarze i zagadałem ze sprzedawczynią - brunetka z fajną fryzurą i ładnymi oczami... i "oczami" 8-). Nagle ona gdzieś mi zniknęła, a ja również zniknąłem na chwilkę w odmętach centrum handlowego. Gdy wróciłem, poprosiłem ekipę sklepu, aby obsłużyła mnie właśnie ona. Pogadałem o bieliźnie, pośmiałem się z nią... Ma chłopaka :-(. Potem jeszcze mi śmignęła z białymi ząbkami na korytarzach.
Efekt: Dwa uśmiechy (jeden w sklepie, a drugi na alejach centrum handlowego) :) :).



Wnioski:
1. Największym błędem jaki mogłem popełnić było ograniczenie siebie czasowo. Nauczka na przyszłość jest taka, żeby mieć czasowy moment startu, ale nie mieć momentu końca.
2. Z kobietami zachowywałem się jak dziecko w sklepie z zabawkami - jęzor na wierzchu, oczy wybałuszone i bieganie od jednej dziewczyny do drugiej. Zero pokory. Skutkuje to tym, że zrobiłem 10 podejść średniej klasy z wiadomym już efektem. To, że spieszyłem się nie wiadomo gdzie sprawiło, że w odbiorze byłem... nachalny. To wina braku treningu :P.
3. Nastawiłem się od razu na 1001 podejść i wymagałem od siebie, żeby jak najszybciej skończyć program. ZŁOOOO...
4. Pisząc ten FR czuję się jak robot społeczny. Nie odpowiada mi to :-(. Pociesza mnie jedynie myśl, że mogę kogoś zainspirować i sprawić, że zamiast spędzać czas przed kompem zacznie go spędzać z ludźmi.
5. Zanotowałem mocny spadek formy... trening, Trening, TRENING!
6. PANOWIE! ATAKOWAĆ SKLEPY Z BIELIZNĄ!!!
7. Mądry Smilerek po szkodzie. Najbardziej w sobie uwielbiam to, że sam siebie mogę uczyć, poważnie. Muszę zacząć czytać swój dziennik, bo cofnąłem się w sztuce.
8. Na kobietę trzeba czasu, trzeba w nią wpłynąć. Rozegrać to na kilku płaszczyznach, a nie na banalnym schemacie bodziec->reakcja.
9. Przy takim podejściu do sprawy zrobię tylko "liczby", ale nic z nich nie będzie. Lepiej zrobić mniej, a dobrze.
10. Dziewczyny tylko gadają, że chcą mieć "samca alfa", generalnie moja "teoria frajera" pięknie się sprawdza. Dlatego zacząłem podrywać na trochę nieśmiałego (dziewuchy szybko węszą, że coś jest nie tak :P).



POSŁOWIE:
Fajnie wiedzieć, że znów coś zaczynam działać na polu damsko-męskim. Pojawiają się te same emocje, ale z większym impetem. Brakowało mi tego, tej adrenalinki. Miło się pośmiać z siebie, gdy dziewczyny pokazują mi palec z obrączką (m.in. "Żółta Sukienka", JEZUS! CO ZA SZPRYCHA!), albo Koneser wypala z hasłem: "Śmiesznie to wygląda tak z boku. Ona sobie idzie, a ty za nią tak p...pier...sz." :D.

Miłe jest również to, że kobiety potrafią mnie docenić. Nie pijam już alkoholu (nie regularnie, choć uwielbiam wpaść w kilkudniowy cug i chlać do upadłego!!!), a narkotyki ograniczam :P, żeby mieć kasę na bilety na koncerty/kino/teatr/etc. Gdy powiedziałem to jednej dziewczynie z promocji, która chciała mnie namówić na Warkę, odrzekła, że "To bardzo mądre" :mrgreen:.

A po treningu miałem dwie randki. Jedną z Agatką, która już oficjalnie będzie moją dziewczyną (jest o czym pisać, więc zostawię to na moje "Dajary" :D), a drugą z Anią, z którą odbyłem bardzo ciekawą rozmowę, która pobudziła mnie intelektualnie (o czym też w "Dajary" jakoś niedługo).



STATYSTYKI:
Dnia 8-):
Ilość podejść: 10
Udane podejścia: 3 (1+2 - jeden telefon + dwa maile)

Ogólne 8-):
Ilość podejść: 10/1001
Udane podejścia: 3
W pełni udane podejścia: 0







06.07.2010 (wtorek)

Parasolka. Wracając z biblioteki uniwersyteckiej zaczęło tak strasznie lać, że schroniłem się pod wejściem do apteki... zaraz obok uroczej Agnieszki :mrgreen:. Zaproponowałem jej, że odprowadzę ją kawałek pod moją parasolką, zgodziła się. Pogadałem z nią i dziewczyna okazała się fajna (ładne kolczyki), ale po prostu nie w moim typie. Mogłem wziąć jej kontakt, ale tego nie zrobiłem.
Efekt: "Dziękuję" i uśmiech :)

Przystanek tramwajowy. A gdy tak staliśmy pod tą apteką to zaraz pojawiła się inna osóbka o bardzo uroczym wyrazie twarzy. Odprowadziłem Agnieszkę do punktu ksero i zawróciłem do nowego obiektu zainteresowań. Miała ładne włosy, miała ładną buźkę i miała również chłopaka :-(.
Efekt: Uśmiech :)

Przystanek autobusowy. Gdy wróciłem już do domu minąłem dwie dziewczyny z niesamowitymi blond-włosami. Nie byłbym sobą, gdybym im tego nie powiedział :). Odszedłem kilka kroków i usłyszałem głos wewnętrzny: "Wróć do nich, Smilerku." Zagadałem je, ale miały chłopaków (a przynajmniej tak mówiły, co chyba nie do końca było prawdą, szczególnie, jeśli chodzi o jedną z nich; wszystko było rozegrane było na szybko, więc nie dziwi mnie to).

A spieszyłem się, żeby... KUPIĆ SOBIE NOWE CZADERSKIE OKULARKI DO PŁYWANIA I CZEPEK! <tu dżuuu>! ("tu dżuuu" to onomatopeja ^^).



Wnioski:
1. Wiem, że się powtarzam, ale co mi tam - jednym z najlepszych i najfajniejszych miejsc na spotkanie ciekawej dziewczyny są biblioteki uniwersyteckie.
2. Różne dziewczyny to różne reakcje. Raz spotykam się z typowym "Nie, ej, sory, spadaj." (tak jak dzisiaj rano po bieganiu, ale tego nie liczę), a czasami ze śmiechem i dużym dystansem do siebie i świata (szalone blondyny z przystanku), a jeszcze innym razem z wypłoszeniem jakby laska świata kilka lat nie widziała. Uwodzenie to sztuka prób i błędów.



STATYSTYKI:
Dnia 8-):
Ilość podejść: 3
Udane podejścia: 0

Ogólne 8-):
Ilość podejść: 13/1001
Udane podejścia: 3
W pełni udane podejścia: 0



[ Dodano: 2010-07-12, 00:04 ]
10.07.2010 (sobota)

Kelnerka. Spieszyłem się do kina na najnowszego Shreka, ale miała taki fajny uśmiech, że musiałem zagadać. Podszedłem do niej i od razu wypaliłem z tekstem o spotkaniu. Zabawne - wiedziałem, że popełniam błąd. Dziewczyna odmówiła, ale widać było, że choć troszkę się cieszy z faktu, że ktoś ją podrywa. Zakończyłem ładnie zostawiając otwarte drzwi i pociekłem po kawałek karteczki. Zrobiłem z niej słonika z origami i wręczyłem go jej kilka minut później. Przy okazji zrobiłem z siebie idiotę, gdyż wszystkie jej koleżanki z pracy na mnie patrzyły, a ja złapałem zawieszkę. Nie zrażając się tym wziąłem dziewczynę na bok i strzeliłem kilka hasełek na poprawienie błędów z pierwszego podejścia. Nieśmiały Damian działa :P.
Efekt: email

Niespodzianka. Po kinie wracałem do domu busem. Już na przystanku wyhaczyliśmy z Koneserem pewną dziewczynę. Nie ukrywam, że na początku bardzo szybko ją sklasyfikowałem jako typową klubiarę - okrągłe kolczyki, miniówka, tatuaże. Wiedziałem, że prędzej czy później do niej zagadam, ale to ona przełamała pierwsze lody (lol) i spytała mojego współtowarzysza o coś błahego w stylu "gdzie wysiąść?" Fakt jest faktem, że wpadliśmy z nią w gadkę i okazało się, że dziewczyna... uwielbia czytać książki i ma bardzo emocjonalne wnętrze (m.in. mowa ciała). Co za niespodzianka, dziewucha poprawiła mi nastrój! Niestety ma chłopaka, więc z urwania kontaktu nici :-(. Na początku starałem się skrzydłować Koneserowi, zwłaszcza jak okazało się, że dziewczyna lubi czytać Kinga (którego mój zią jest wielkim fanem), ale potem trochę mu ją podkradłem, więc K prosił przekazać, że "Jestem ch...m" 8-).
Efetk: Uśmiech



11.07.2010 (niedziela)


Blond szaleństwo. Mam słabość do blondynek z kręconymi włosami, więc nie dziwcie się, jak w Łodzi zobaczycie szaleńca ganiającego za tego typu dziewczynami. Nie omieszkałem kolejnej kobiecie zwrócić na to uwagi, a wracała tym samym busem co ja. Byłem po 11h pracy, wyczerpany, ale walczę. Usiadłem przed nią i pisałem wiadomości na moim telefonie i pokazywałem jej... Bardzo fajnie się uśmiechała, w ogóle miła dziewczyna z fajnym ciałkiem (no i te włosy!). W tym "smsie" poprosiłem ją, żeby uśmiechnęła się jeszcze dla mnie, tak specjalnie. Sukces, mogę powiedzieć, że trochę ją oczarowałem :P.
Efekt: email



===============
STATYSTYKI:
Ogólne 8-) :
Ilość podejść: 16/1001
Udane podejścia: 5
W pełni udane podejścia: 0



12.07.2010 (poniedziałek)

Przejście podziemne. Zagadałem do dwóch dziewczyn, rejony liceum. Okazało się, że miały do mnie dystans, ciężko się z nimi rozmawiało... tak na siłę. Odprowadziły mnie kawałek do miejsca, którego szukałem i szybko uciekłem nie naprzykrzając się więcej.

Martyna. ...by usiąść na kamiennych schodach i poznać Martynę. Wiekowo również rejony liceum (16 lat), więc niestety nie moja kategoria wiekowa. Dziewczyna bardzo miła, sympatyczna, ciekawa i zaskakująca jeśli chodzi podejście do życia. Gdałem z nią na naprawdę wiele tematów, później przyszedł jej brat, który okazał się również spoko kolesiem.

Piszę te dwa krótkie wpisy, by uprzytomnić chłopakom jedną biblijną zasadę: Kto szuka ten znajdzie. Wiele osób narzeka na to, że nie ma wartościowych dziewczyn, które dodatkowo są ładne. SĄ! I jest ich naprawdę wiele, ale czasami trzeba się naszukać... jeżeli nie zaczniecie szukać to nigdy nie znajdziecie. Te kilkanaście podejść przypomniało mi, że czasami pysznie wyglądający tort może być naprawdę mdły.

trening, Trening, TRENING!

Wiele jeszcze przede mną.

===============
STATYSTYKI:
Ogólne 8-) :
Ilość podejść: 18/1001 (jeszcze 983)
Udane podejścia: 5
W pełni udane podejścia: 0

Modelka. Już myślałem, że dzień mi się skończył, ale nie. Poszedłem na dworzec i siedziała dziewczyna (jak się później okazało - wracała z sesji zdjęciowe)... Zacząłem indirectem o prezent dla mamy i jakoś tak "niefortunnie" zeszło na inne tematy.
Efekt: telefon

Ciepło. Przystanek obok siedziała dziewczyna, który jest autentycznie... fajna. Bije od niej wewnętrzne ciepło. No jakbyście ją zobaczyli to szok - normalnie emocjonalny kot ze Shreka, boski uśmiech. Spytałem się tylko o jakąś błahostkę, wsiadła do autobusu i usiedliśmy w zupełnie innych miejscach. Doszedłem do wniosku, że będę żałował, jeśli jej nie spotkam znów i wyszedłem z nią. Rozmowa była krótka, ale komplement o cieple zadziałał (no naprawdę - WOW DZIWUCHA :) )!
Efekt: telefon



===============
STATYSTYKI:
Ilość podejść: 20/1001 (jeszcze 981)
Udane podejścia: 7
W pełni udane podejścia: 0



[ Dodano: 2010-07-20, 20:07 ]
============================================
12.07.2010 (poniedziałek)

Monika. Wracałem sobie z basenu i nagle przede mną wyrosła HB10 z psem husky, szok. Czarna sukienka, niewiarygodne kształty, zgrabne piersi, ładne ząbki i buźka i naprawdę eleganckie kolczyki. Powiem szczerze, że nie wierzyłem, że mi się uda ją poderwać, ale podszedłem do tego naprawdę na luzie i z dystansem. Pogadałem o psie, o filmach i kilku innych pierdołach i powiedziałem swój sztandarowy tekst: "Słuchaj, kradnę Ci Twój numer telefonu." I ukradłem. Jutro ma się opalać od rana, więc się zapowiedziałem 8-).

Ilość podejść: 19/1001 (jeszcze 982)
Udane podejścia: 6
W pełni udane podejścia: 0
Spalone kontakty: 2



[ Dodano: 2010-07-20, 20:08 ]
PS
Źle edytowałem i 12.07. powinien być wtorek :).





przez fever 2010-08-06, 13:47
Cytuj
hahaha, Smajler w dalszym ciągu działa ;d
Nie widziałem Cię dawno, a Ty tyle wypadów zaliczasz
no nic, powodzenia ;d





przez Adasi 2010-11-27, 13:30
Cytuj
Witam wszystkich, to jeden z pierwszych postów na tym forum. Sam niestety nie mogę się jeszcze niczym pochwalić, ale Smiler, chłopie dla mnie jesteś niesłychaną motywacją (jak się chce to można). Szczerze gratuluje samozaparcia i dziękuję, że chciałeś się z nami podzielić. Czekam na dalsze field raporty 8-)
Mam nadzieję, że za jakiś czas też będę mógł opisywać swoje "akcje". Tak trzymaj, pozdrawiam.





przez slawcio99 2010-11-27, 23:56
Cytuj
Odkąd się stronka zmieniła to coś smilerek zaginął... nikt nie wie co nim się dzieje ???





przez smiler 2010-11-28, 15:49
Cytuj
Dobry uwodziciel to osoba, która ma ma do porabiania zawsze coś lepszego niż uwodzenie :).

Smilerek żyje (więcej niż się da). Od dłuższego czasu szykuje wielki wpis, czasami wpada popatrzeć co się dzieje. Smilerek również BARDZO dziękuje za troskę, bardzo miło się poczuł... i pozdrawia ;D!





przez slawcio99 2010-11-28, 21:01
Cytuj
To od razu cieplej się zrobiło na sercu :D że smilerek powrócił z zaświatów :P
Więc tytuł kolejnego wpisu to bym wstawił Smiler reaktywacja :D





przez Wnieslowski 2010-11-28, 21:28
Cytuj
tak z ciekawości,

na ilu skończyłeś liczyć swoje podejścia ;D





przez smiler 2010-11-28, 21:44
Cytuj
Powiem szczerze, że było to w rejonach 20-30, bo mi się kobiety pojawiły na radarze i doszedłem do wniosku, że kontynuowanie 1001 byłoby głupotą. Mam w ogóle wieeeeele ciekawości, którą mógłbym się podzielić i właśnie piszę ją w swoim dzienniku ^^. Post powinien pojawić się jakoś w tym tygodniu ;).






przez slawcio99 2010-11-28, 23:19

   
Cytuj
Cytuj
smiler napisał(a):Post powinien pojawić się jakoś w tym tygodniu ;).


Czyli do północy ma się rozumieć... :D



====================KONIEC====================
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:13:35
przez smiler 2011-01-04, 19:38

TEMAT: 2010 - RETROSPEKCJA
CZYLI PORAŻKI I SUKCESY MOJEJ OSOBY

(spisane 19.12.2010 - 04.01.2011)



SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. Filozofia życia i cztery elementy
---2.1. Duch
---2.2. Umysł
---2.3. Serce
---2.4. Ciało
3. Role życiowe
---3.1. Ja
---3.2. Partner/Uwodziciel
---3.3. Sportowiec
---3.4. Intelektualista
---3.5. Brat i syn
---3.6. Przyjaciel
---3.7. Lider
4. Życie, ah życie (czyli motto "Żyj więcej!" w praktyce)
---4.1. Łowca emocji
---4.2. Książki
---4.3. Wydarzenia i koncerty
---4.4. Muzyka
---4.5. Kinematografia
---4.6. Teatr i przedstawienia
5. Jak to wszystko osiągnąłem
6. Plany, plany, plany, PLANY i jeszcze raz: jedzcie dużo czekolady :)
7. Krytyka wszystkiego co się da
8. Podsumowanie








1 .Wstęp

   
Cytuj
wesoły ;) napisał(a):Witam!

    Z tej strony Andrzej, ale będę o sobie mówił "Wesoły", albowiem jestem człowiekiem bardzo pozytywnie nastawionym do życia ;) . Mam 23 lata, mieszkam, studiuję i pracuję w Łodzi. Tyle o tym kim jestem, więcej o tym jaki jestem później.



Tak to się zaczęło. Zbyt nieśmiały i głupi, żeby podać swoje prawdziwe imię (bo ukrywałem się przed sowiecką agendą :P) i zbyt śmiały i mądry, żeby ruszyć z miejsca i osiągać szczyty marzeń. Najzabawniejsze w tym moim pamiętniku jest to, że zazwyczaj jak piszę to mam doła. Ktoś z brzegu mógłby powiedzieć, że mam taki nastrój melancholijny, ale to nie prawda. Dawno już zauważyłem, że kiedy mam dołek emocjonalny to tak jakbym był wężem i zrzucał skórę, zawsze po nim wychodzę silniejszy, lepszy. Dołek to dla mnie restart systemu.

Właśnie zacząłem czytać swój pamiętnik od samiuśkiego początku. Przypomina mi się każde słowo, które pisałem, każda emocje. To bardzo miłe, że one potrafią powrócić:
- widok dziewczyn na Piotrkowskiej
- sytuacja z moim doktorem podczas praktyk w szkole
- moja żarłoczność na życie, tak nieporadna w pierwszych miesiącach
- nadinterpretacja pewnych zachowań
- brudne myśli, które tak strasznie potwierdziły się w rzeczywistości
- obrazek zrobiony dla sprzedawczyni ze Złotych Tarasów w Warszawie przedstawiający Dominikany
- hasło "śmierdzących stóp" z książki Piotra Pytona
- ...

Wszytko to pokazuje jak ważne jest pisanie pamiętników i zbieranie przejawów emocji do kartonu - biletów do kina, ukradzionych z barów szklanek, zabawek z Happy Meal, etc. Pozwala to wylać z siebie bardzo wiele i pomaga się oczyścić. Zbieram się, żeby to wszystko wydrukować, bo już wiem, że warto.

Po tak długiej przerwie zacznijmy od spraw najważniejszych, czyli:
- jestem zaj***sty
- o k***a, ale długo nie pisałem (od czerwca)!

Pierwszej części komentować nie będę, bo po co 8-)? Zaś za drugą... przepraszam. Nie tylko was, czytelników forum, ale i siebie za niesystematyczność i niepracowanie nad swoim darem pisania :P. Co się działo przez ostatnie pół roku, a w zasadzie rok? W hierarchii ważności to m.in.:
- mam dziewczynę
- schudłem łącznie 30kg
- obroniłem licencjat (i jestem z wykształcenia socjologiem, iiiHa!)
- przeczytałem 30 książek
- przesłuchałem ogromne masy nowej muzy
- złapałem kilka niesamowitych i niepowtarzalnych emocji
- zwiedziłem kilka nowych miejsc
- opracowałem swoją filozofię życia i trzymam się jej mocno

Działo się tak dużo, że nie ma sensu nawet wymieniać, bo zrobię to później! Tyle materiału nie miałem do ogarnięcia jeszcze nigdy, więc odczuwam niesamowite podniecenie spowodowane faktem pisania tego tekstu... a dla jego potrzeb i większej przejrzystości zacznę od filozofii życia, abyście mieli jasny obraz tego jak wygląda ten cały kochany chaos, lol.





2. Filozofia życia i cztery elementy

Mniej więcej koło czerwca/lipca zacząłem się ostro zastanawiać nad tym jak zbudowany jest człowiek jako całość. Doszedłem do wniosku, że składa się z 3 elementów: ducha, umysłu i ciała. Za cholerę jednak nie mogłem nigdzie wpasować emocji, charakteru, etc. Chodziłem, zastanawiałem się, głowiłem i w końcu uległem... wizji S. R. Covey'a, który wyróżnił jeszcze coś takiego jak "potrzeby społeczne".

Niestety dla Stefana jestem cholernym indywiduum i robienie czegoś dla ludzi jako część mojego życia w ogóle nie wchodziło w rachubę. Nie ukrywam, że jako forma realizacji siebie jak najbardziej(!), lecz ja szukałem czegoś, dzięki czemu człowiek byłby samowystarczalny (gdyż taki ze mnie introwertyk :P). Kluczem okazało się serce, które jest moimi emocjami, temperamentem, charakterem, etc.

Ostatecznie więc około 2-3 miesięcy temu wytworzyła się we mnie koncepcja, która jak na razie zdaje egzamin: człowiek składa się z czterech elementów (w kolejności od najważniejszego do najmniej ważnego):
- duch (poza ciałem, ponad głową / powietrze)
- umysł (głowa, mózg / woda)
- serce (serce, klatka piersiowa / ziemia)
- ciało (krocze / ogień).

Duch jest dla mnie niematerialny i z wszystkich wymienionych elementów jako jedyny znajduje się poza ciałem (symbolicznie - ponad głową). Uważam, że dusza jest bezpłciowa i jeśli tylko o nią zadbamy - wszystko znajdzie się na swoim miejscu. Jest to obszar, w którym powinniśmy skupiać jak największą część naszej uwagi i spędzać w niej jak najwięcej czasu (ale nie do przesady :) ).

Umysł z cielesnych elementów jest najważniejszy. Postawiłem go nad emocjami z tego względu, że uważam, że dzięki rozwojowi intelektualnemu możemy znacznie lepiej kierować swoim sercem. Nie oznacza to oczywiście, że między jednym i drugim nie ma połączenia i poszczególne części nie wpływają na siebie. Chcę jedynie zwrócić uwagę na fakt, że głowa, mózg, a przez to umysł, uznaję za "centrum dowodzenia". Jeśli bowiem wszystko ułożymy w swojej główce to znikną również i negatywne emocje.

Serce to mój charakter, temperament, potrzeby kontaktu ze światem, emocje, etc. Jest to część, o którą w tym roku bardzo zadbałem i uzyskałem niesamowite efekty. Na nasze emocje mamy znaczny wpływ, ale z biegiem czasu przekonałem się, że lepiej o nie dbać w sposób pośredni poprzez dbanie o ducha i umysł. Nie zmienia to faktu, że dzięki emocjom zyskałem do siebie ogromne zaufanie i poczucie wartości.

Ciało to nie tylko kondycja, ale zdrowie fizyczne w ogóle. Mówiąc o ciele nie mówię tylko i wyłącznie o sylwetce, ale o ogólnej sprawności wszystkich jego układów: krążeniowego, obronnego, mięśniowego, szkieletowego, etc. Warto dbać o ciało, bo uważam, że jest to dom naszej duszy (dlatego też śmieję się z grubych polityków, którzy chcą rządzić światem, a nie są w stanie ogarnąć nawet siebie :P).


2.1. Duch
Mój duch jest brudny. Zacząłem pracę nad sobą od samego dołu (ciało) i wiem, że był to błąd. Nadal jednak mam opory przed regularną medytacją, mimo, że wiem, że modlitwa mi pomaga. Wciąż mam na sumieniu pewne sprawy, których nie zdołałem się pozbyć. Te negatywne emocje tworzą w mojej głowie chore myśli, które rozprzestrzeniają się jak wirus Ebola. Znam antidotum - trzymam je w ręku... ale ten strach... ten cholerny strach przed wbiciem sobie tej strzykawki w żyły i zaaplikowaniem dawki leku paraliżuje.

Każdego dnia stoję przed wyborem życie <-> śmierć i sam sobie się dziwię, że się waham. JA! Ja się waham?! Muszę to z siebie wyrzucić. Dusza zbyt długo jest w tych kajdanach strachu sam już nawet nie wiem o co.


2.2. Umysł
No. Tutaj to mamy progres, że "c**j", więc będę się lansił, a co ;D?!

Uważam siebie za znacznie mądrzejszego i bogatszego w doświadczenia życiowe niż na początku tego roku. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na fakt, że zacząłem powoli się uczyć dostrzegania mądrości w każdej otaczającej nas rzeczy i procesie, w interakcjach międzyludzkich i nie tylko takich. Czerpię inspirację z naprawdę wielu źródeł, choć nie ukrywam, że chyba najlepszym nauczycielem jest sport. Dzięki niemu nauczyłem się pracować z samym sobą i wykorzystać swoje słabości na moją korzyść (np. mając słomiany zapał, ale ogromną moc twórczą nauczyłem się czytać książki jak podczas treningu siłowego - książkę rozkładam na serie po 10 stron; czytam z zegarkiem w ręku, żeby odczuwać na sobie presję).

Mój umysł został wzbogacony o naprawdę potężną dawkę wiedzy, nie tylko tej stricte naukowej, ale życiowej. Pomogło mi to kolejny raz w zrozumieniu siebie i doprowadziło do kolejnej błyskotliwej myśli:

Gdy trenujemy mięśnie to zwiększamy ich siłę w myśl wzoru:
siła(F) = masa(m) * przyspieszenie(a).
Jeśli zwiększamy masę poprzez treningi z dużym obciążeniem to automatycznie zwiększa się siła. Tak samo dzieje się, gdy poprzez dużą ilość powtórzeń małym obciążeniem zwiększamy współczynnik przyspieszenia. Mięśnie są rozrywane i potrzebują materiału (białka) i odpoczynku, aby się zregenerować. Zrastają się już grubsze, a przez to większe... więc i silniejsze!

Dokładnie tak samo jest z umysłem. Każda przeczytana książka lub doświadczenie życiowe powodujące natłok myśli są jak trening - doprowadzają do "rozerwania mięśnia mózgowego", a ten, żeby się zrósł potrzebuje materiału (naszych myśli i kolejnych książek) i czasu na odpoczynek (relaks intelektualny). Dzięki temu nasze myśli powodują, że umysł staje się silniejszy - bardziej wrażliwy, kreatywny, dostrzegający większą ilość rozwiązań i analizujący większą ilość danych.

Ja osobiście karmię swój umysł zdrowym białkiem, bo zależy mi na nim i patrzę na niego w perspektywie długoterminowej. Na bok odstawiam suplementację pierdołami i zaprzątanie sobie głowy błahostkami. Życie jest na to zbyt piękne.


2.3. Serce
Mój charakter uległ znacznej zmianie i czuję to. Na co przede wszystkim warto zwrócić uwagę to fakt, że przez ładowanie swojego wnętrza niesamowitą ilością doznań (o czym później) doprowadziłem do ogromnego rozwoju mojej emocjonalności (zrobiłem z wnętrzem mniej więcej to o czym pisałem wyżej jeśli chodzi o trening umysłu). Dzięki temu mój "pierwiastek kobiecości" miał niesamowitą pożywkę i wyszło mi to na dobre.

Piszę "pierwiastek kobiecości", ale mam na myśli nasze emocje, które niestety też są warunkowane kulturowo (ich nadmiar kojarzony jest z kobiecością, a niedobór z męskością). Osobiście nie tylko uważam, że nie przynosi mi to ujmy, ale wręcz odwrotnie - JESTEM Z TEGO DUMNY. Ktoś przyklaśnie i powie:
- BRAWO! NIECH ŻYJĄ ROMANTYCY! SAM NIM JESTEM!
- G***o jesteś! - odpowie ci Smiler - Jest ogromna różnica między emocjonalnym mężczyzną, a zwykłą p***ą!

To jest coś tak nieuchwytnego, a zarazem sprawiającego taką wielką radość, że nie jestem w stanie tego opisać. Wciąż chcę więcej wszystkiego, jak jakiś nienażarty potwór! Kolekcjonuję emocje - jestem ich łowcą. Zacząłem nawet pisać kilka rodzajów pamiętników, żeby móc w przyszłości usiąść i przypomnieć sobie każdą przeżytą chwilę.

Niebotycznie wzrosło mi zaufanie do samego siebie - to kolejna sprawa. Osiągnąłem tak wiele celów, że mam niesamowitą moc. Dzięki temu nie zrażam się porażkami, każdego dnia wstaję z uśmiechem na pysku, dzień to dla mnie kolejne wspaniałe wydarzenie, a realizacja planów tygodnia napawa mnie niesamowitym entuzjazmem. Znikają wszelkie bariery - jestem sam dla siebie wystarczalny i wiem, że mogę więcej! Przełożyło się to na pewność siebie - ta jest teraz aż przesadna. Tak bardzo znam swoją wartość, że potrafię postawić na swoim i walczę o to do zwycięstwa. Co więcej - jeśli ktoś daje mi wybór "albo-albo" to mam wystarczająco wielkie jaja, żeby iść w rytm głosu swojego sumienia (co często kończy się odwróceniem na pięcie i pójściem w swoją stronę).

Zacząłem rozumieć siebie, a to najważniejsza lekcja z tego roku.

Na początku bałem się emocji, tego co zrobią ze mną i jak to się skończy. To uczucie przypominało moment spadku w dół na jakimś rollercosterze - niby, że wiesz co będzie i niby, że możesz czuć się spokojnie, ale niby nie do końca, bo co jeśli...

Dzisiaj, gdy jestem sam w domu, płaczę. Czasami ot tak po prostu, a czasami wzruszam się ojczyzną (nie boję się przyznać, że jestem patriotą i pokładam w tym narodzie ogromne nadzieje [szkoda tylko, że tych ludzi, o których myślę jest w tym narodzie jakieś 20% maksimum]). Nie boję się mieć szklanek w oczach, gdy rozmawiam ze swoją kobietą i nie boję się śmiać bez powodu. Czasami czuję się jak wrzucony w jakiś wielki emocjonalny kocioł, a wpadanie w różne nastroje jest istotą tego tygla. K***a - KOCHAM TO!

Jak bardzo ruszyłem do przodu wiem po swoich relacjach z ojcem. Gdy miałem 18 lat i była rozprawa rozwodowa rodziców to płakałem na niej jak bóbr. Mimo wszystko znalazłem w sobie siły, żeby wygarnąć przy wszystkich obecnych na sali, że "mój ojciec to kawał jebanego skur***yna". Później była rozprawa o alimenty - bałem się. W kilka lat później kolejna sprawa o alimenty, ale już byłem byłem "neutralny". Nie było chłopca, był mężczyzna. Jak zwykle to on - gadał mi jakieś pierdoły i zastraszał, ale ja tylko patrzyłem mu w oczy i słuchałem. Było to moje zwycięstwo, bo nie dałem się sprowokować. Kilka tygodni temu miała miejsce kolejna rozprawa. Wynikiem nie było już 1:0, czy 2:0 dla mnie. Nie - zmiażdżyłem go. Od samego początku inicjatywa i przełamywanie bariery "jesteśmy w tym samym pomieszczeniu, ale udajemy, że siebie nie widzimy". Od początku do końca - wygrałem. Dwa tygodnie później (na ogłoszeniu wyroku, pozytywnego dla mnie) odpuściłem trochę, dałem sobie spokój, ale chyba i tak wyszło na moje.

Dzisiaj po tym wszystkim nie widzę w nim tylko potwora, ale i ofiarę. Wybaczam mu, wiem o tym. Wiem o tym dlatego, że gdy niedawno go zobaczyłem kolejny raz to mimo, że serce biło mi szybszym tempem... okazało się jest mi tak obojętny jak nikt inny. Szukam w sobie wybaczenia i znajduję je - najpierw dla siebie, potem dla niego. Nienawiść jest strasznie niszcząca i do niczego nie prowadzi, ale o tym napiszę może kiedy indziej.

Pewnie jakoś niedługo znów się z nim spotkam. I tym razem nie odmówię sobie przyjemności zdominowania i zmiażdżenia tego człowieka - nie z zawiści, ale dla rozwoju swojej własnej osoby. I nie celując w niego poprzez jakieś uszczypliwości i mini-wojenki, ale pokazując mu jak wysoko jestem. Zniszczę go w prosty sposób - po prostu pokażę mu, że jestem od niego lepszy... i w bardzo subtelnym stylu przejadę się po nim jak Borgore w "Guided Relaxation Dub" po basie...

Całkiem niedawno zacząłem również słuchać swojego głosu wewnętrznego... wiecie - tego co zazwyczaj mówi "nie powinieneś tyle pić" :P. To naprawdę niesamowite jest to ile w każdym z nas jest mądrości i to niesamowite, że nie potrafimy jej słuchać. Śmiem twierdzić, że gdybyśmy naprawdę skupili się na owym głosie to zniknęłaby znaczna część naszych problemów. To, że ulegam sobie jest bardzo budujące. Dzięki temu wiem, że naprawdę jestem w stanie zawojować świat.


2.4. Ciało
UŁA! Tutaj kolejny progres, więc zacząć trzeba od tego, że finalnie zrzuciłem 30kg!!!

Gdy zaczynałem pisać ten dziennik (i w pierwszych miesiącach jego prowadzanie) ważyłem 110kg! Gdy mój szkielet nosił 98kg wyglądałem mniej więcej >tak (klik)<. Jak widać - mam predyspozycję do przybierania wagi w bioderkach i pupce, ale zacząłem walczyć (kolejny raz).

Przypadkowo usłyszałem o tak popularnej teraz diecie Dukana (wysokobiałkowej) i zaryzykowałem. To była moja pierwsza prawdziwa dieta, a nie kolejna z cyklu "jadam do 18 i żywię się zdrowo". Po kilku miesiącach walki (110 dni) wreszcie udało mi się zjechać do 80kg i dzięki temu wyglądałem >tak (klik)<.

Kolejny mój sukces to zapisanie się na regularne masaże. Jakoś mnie powykręcało i poszedłem do lekarza, aby zapisać się na zabiegi. Był to wrzesień, a mnie poinformowano, że NFZ zrealizuje skierowanie dopiero po nowym roku (2011). Myślałem, że wytrzymam, ale postanowiłem wrócić do regularnych ćwiczeń i przy trzeciej serii tak mi w plerach j***o, że nie wiedziałem co się dzieje. Szczęście w nieszczęściu, że dzień wcześniej wziąłem od kumpla numer do jego kuzyna - masażysty. Nawet się nie wahałem i z miejsca zapisałem się na serię 10 masaży!

MASAŻE SĄ WSPANIAŁE!

Na początku nie byłem przekonany, ale to tak diametralnie wpłynęło na moje życie zdrowotne, że mała głowa! Do dzisiaj chodzę na masaż raz w tygodniu i bardzo mi to pomaga! Niesamowicie przekłada się to na jakość snu, aktywność fizyczną i ogólne zdrowie organizmu (a to, jak wiadomo, na chęci do życia)! Kolejny pozytywny aspekt to fakt, że Damian (mój masażysta-imiennik) to fizjoterapeuta z prawdziwego zdarzenia, a nie typ po kursie masowania, więc BARDZO wzbogacił moją wiedzę na temat ćwiczeń, odżywiania, rozciągania, traktowania organizmu, etc.

Panowie i panie! Z tego miejsca gorrrrąco zachęcam na regularne(!) zabiegi u profesjonalnych masażystów (Damian jest studentem, więc mało bierze za sesję). Jeśli nie stać was na regularne chodzenie do masażysty to chociaż dwa razy do roku strzelcie sobie serię 10-15 zabiegów (regularnych!)! Wpływ jest zbawienny!!!

Do tego wszystkiego dorzuciłem jeszcze saunę. Raz w tygodniu z kumplem braliśmy zabiegi, które były dwugodzinnym totalne nicnierobieniem w saunie. 10 minut sauny i kilka w wodzie (już nawet nie pływaliśmy, po prostu w niej byliśmy) i repeta. Mięśnie zamieniają się w plastelinę i daje to niesamowity relaks przy baaardzo małych kosztach (w większości normalnych basenów sauna jest w ramach wejścia). Dodatkowo Amol skraplany na grzejnik sauny świetnie czyści płuca, a jeśli posmarujemy nim ciało (w rozsądnej ilości) to świetnie odświeżymy skórę!

Ale oprócz wzlotów były też i upadki. Jednym z nich były "męskie" problemy. Piszę o tym dlatego, że udało mi się pokonać moją kolejną barierę, która się nazywa "nienawidzę odwiedzać lekarzy i szpitali". Kilka miesięcy temu, po przerwie w treningach, postanowiłem zrobić wielki powrót do biegania. Nie lubię iść na łatwiznę, więc moje życie (szczególnie sportowe) jest synonimem słowa "więcej" lub "mocniej". No i se pobiegałem, k***a... Poszedłem do lasu i od razu śmigałem z oponą (opona przywiązana do liny, która przywiązana jest do mojego pasa). Efekt? Naciągnąłem jakiś mięsień i od tego momentu bolało mnie prawe jajo (zwłaszcza po treningu).

Z wizytą do urologa zwlekałem z jakiś miesiąc, ale w końcu się przemogłem i poszedłem do lekarza. Okazało się, że nic nie stwierdził (miałem usg, badanie moczu, etc.) i że teoretycznie wszystko jest ok. Ale jajo jak bolało tak boli i do dzisiaj nie wiem co to jest. Mam nadzieję, że jakoś w trakcie najbliższego kwartału uda mi się to wyjaśnić, ale wk***ia mnie to strasznie! Ten akapit to apel do wszystkich ludzi, którzy tak jak ja nie lubią chodzić do lekarza i czekają, aż samo przejdzie. NIE PRZEJDZIE! Jeśli tylko jest jakiś problem to trzeba się zgłosić do specjalisty! Są to ludzie, którzy poświęcili swoje życie, żeby wzbogacić się o wiedzę, która nam pomaga (przynajmniej w idealistycznym założeniu ;P).

Dzięki temu odkryciu (że chodzenie do lekarzy to nic strasznego, a wiem, bo musiałem fiutka i jajka pokazywać obcym ludziom!) z większą radochą chodzę do specjalistów od zdrowia. Zadbałem o swoje zęby (jestem w trakcie leczenia całej szczęki) i nie zwlekam z problemami zdrowotnymi. Miałem jeszcze w tym roku zapalenie ucha i przez swoją głupotę mi się powtórzyło (wyklucza mnie to z basenu na kolejne 3 miesiące), ale zrekompensowałem to sobie tym, że na lekarce wymusiłem naklejkę "dzielny pacjent" (a pragnę zaznaczyć, że mam OGROMNY uraz z dzieciństwa i jak siadałem na fotelu to mało brakowało, żebym ze strachu nie zostawił na nim klocka ;P).

Moje ciało zaczyna być coraz bardziej zadbane, szczególnie wewnątrz. Myślę, że w tym roku uda mi się je bardziej oczyścić i przygotować na kilka kolejnych lat życia. Nie piję (już tak dużo), nie palę (choć czasami, ale rzadko, zajaram) i żyję zdrowo. Warto, abym wzbogacił dietę różnorodnością i w to będę celował na 2011.





3. Role życiowe

Dzięki nieustannej pracy nad samym sobą udało mi się wyodrębnić role życiowe w jakich jestem/będę i nad nimi sumiennie pracować. Dzięki temu "ułożyłem" siebie, a całe życie - jak za dotknięciem magicznej różdżki - stało się bardziej przejrzyste.

"Ja to ja - to jasne jak dwa razy dwa :)". Ta część moich ról życiowych skupia się na rozwoju osobistym, organizacji siebie, wzbogacaniu życia emocjonalnego, etc.

Partner/Uwodziciel to rola, w której byłem już od bardzo dawna (kilkanaście miesięcy), ale teraz została wzbogacona/przekształcona o rolę "Partner". Mhm - mam dziewczynę!

Sportowiec to wszystko to co udaje mi się osiągać na treningach biegowych, siłowych, pływackich, etc.

Intelektualista - to wyższa forma "studenta", gdyż nie ukrywam, że planuję błyskotliwą karierę naukową :). Dzięki temu mogę spojrzeć na siebie z innej perspektywy niż pogoń za dyplomem.

Bratem jestem dla mojej siostry i dlatego postanowiłem, że będzie mnie więcej dla niej. Zacząłem dbać o to co mnie z nią wiąże i chętniej spędzam z nią czas. Poza tym staram się jej pomagać w rozwoju. Dla mojej mamy jestem jej "ukochanym syneczkiem", który nie jest aż tak do końca święty. Kocham ją, ale też i często ranię dlatego postanowiłem, że mój rozwój musi wpłynąć na relacje między nami. Dodatkowo wspieram ją w realizacji jej marzeń, które są na razie w zalążku.

Przyjacielem jestem dla wielu osób, ale niestety ostatnio mój styl życia został pochłonięty przez spędzanie czasu z samym sobą. Wiele lektur pomogło mi jednak zrozumieć jak ważne są relację z bliskimi i zacząłem odbudowywać to co łączyło mnie z innymi ludźmi, którzy z biegiem miesięcy płynnie znikali z mojego życia.

Lider to tożsamość związana z moim życiem zawodowym, chcę bowiem stworzyć wielką grupę przedsiębiorczą i dzięki temu, że znam kres swej drogi, mogę podejmować właściwe decyzje.


3.1. Ja
To co uznaję za definitywny sukces w dziedzinie samorozwoju to nowa konstytucja osobista, która jest napisana w postaci wiersza (ok. 30 zwrotek po 4 wersy), który jest w trakcie recytacji pod d'n'b London Elektricity - "Attack ships on fire". Dzięki pracy nad tą częścią siebie zobaczyłem kim jestem i gdzie w ogóle celuję. W konstytucji tej ująłem wszystkie wymienione tożsamości jak i 4 podstawowe elementy, o których pisałem wcześniej.

Ta konstytucja pokazuje gdzie się znajduję na swojej drodze życia i gdzie mam zmierzać. To diabelnie pomaga w podejmowaniu codziennych wyborów, daje niesamowitą nadzieję i moc do realizowania siebie. To wszystko przedkłada się na sposób organizacji siebie, którą już spokojnie mogę nazwać "drogą 4 generacji", o której pisał S. R. Covey. Udało mi się finalnie wskoczyć do tzw. "drugiej ćwiartki", poznałem moc płynącą z misji życiowej i tego jak zasady wpływają na człowieka. W pełni opanowałem nawyki: pierwszy, drugi i trzeci z jego publikacji "7 nawyków skutecznego działania". Zajęło mi to kilkadziesiąt miesięcy, ale efekty są przerażająco pozytywne! Chcę więcej!

Mam dla siebie więcej czasu, który jestem w stanie poświęcić na planowanie i spotykanie się z ludźmi. Życie jest znacznie bardziej przejrzyste. Wiem kim jestem i dokąd idę (to chyba najważniejsze). Dzięki specyficznemu rozkładowi zajęć w tygodniu lepiej się organizuję i mogę wypełniać sprawy z tzw. "ćwiartki pierwszej" (rzeczy pilne i ważne). Osiągam cel za celem, szanuję swoją osobę i idę przez życie jak dynamit.

Poza tym umiem już prawidłowo programować siebie na owe cele. W moim pokoju znajduje się mapa, która obklejona jest różnymi wycinkami z gazet i wydrukami - to moje wizualizacje, czyli coś do czego dążę w postaci symbolu wizualnego. Wciąż opracowuję nowe skrawki siebie, w myśl 4 elementów i 7 ról. To jest coś co mnie niesamowicie napędza, gdyż już wiem, że działa!

Zaniedbałem trochę rysunek u mojego mistrza, ale udało mi się zakupić tablet i dzięki temu jestem w stanie pracować nad wizualizacjami (który właśnie po to kupiłem). Wiem, że w 2011 zrealizuję wszystkie zaplanowane rysunki na ten rok (które nierzadko dotyczą okresu tak odległego jak koniec mojego życia)!


3.2. Partner/Uwodziciel
Ten rok zaczął się dla mnie projektem najsłynniejszego uwodziciela wszech czasów, w międzyczasie pojawiły się koncepcje "1001 podejść" i kilka innych pomysłów. Część została zrealizowana, a część nie mogła być, bo bieg spraw zmienił tory.

W tamtym roku próbowałem podrywać naprawdę na wiele różnych sposobów - ładowałem się do cudzych miejsc pracy z pizzą, udawałem ludzi, którymi nie byłem, przebierałem się za Don Juany - nie Don Juany i wiele innych. W sumie zaliczyłem jakieś kilkadziesiąt randek z wieeeloma kobietami. Jedne były mniej przeciętne od drugich, inne bardziej.

Jednym z fajniejszych zagrań w tym roku była gierka, w którą zagrałem ze swoją kumpelą z grupy - Agatą (do której nie startowałem, ale którą uważam za fajną dziewuchę, z którą można zaszaleć w ten sposób w jaki opiszę). Wszystko rozpoczęło się od wielkiej migracji studentów z NK na FB w okresie marzec - maj 2010. Doszło do tego, że Agata i ja mieliśmy ponad 20 wspólnych znajomych, ale nikt nikogo nie zapraszał (wiadomo - duma).

W dzień jej urodzin dostała ode mnie adres strony internetowej, który mówił jej, że ma się udać na wydział Filozoficzno-Historyczny i powiedzieć do pań ochroniarek (które wcześniej przekupiłem krówkami :P): "W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle." Dodatkowo załączyłem jej nagranie zespołu EMF - "You're unbeliveble". Ochroniarki dały jej kopertę z jej zdjęciem i napisem "TOP SECRET", w której był wierszyk-zagadka prowadzący do kolejnej strony internetowej. Na niej znajdował się gif przedstawiający mapę i miejsce docelowe, którym była Poczta Główna w Łodzi. W okienku nr 19 zostawiłem jej paczkę, w której była plastikowa korona, żelmiśki Haribo (jej ulubione) i żaba-zabawka. Jej zadaniem było założyć koronę i zrobić sobie zdjęcie jak całuje żabkę, abym ŁASKAWIE zaakceptował jej zaproszenie. Największą nagrodą byłem ja - gdyż w momencie akceptacji zmieniłem zdjęcie profilowe na profilu FB na to, które mam teraz w avatarze... PIER***ONY KRÓL! MHM! TO JA!

(Y)ESTEM NAJLEPSZY!

Mimo, że nie startowałem do niej to zabawa przyniosła mi multum radochy! Jeja! Jak ja się wtedy czułem spełniony, że udało mi się kogoś wciągnąć w labirynt mojego małego, chorego i pogmatwanego świata ;D!

http://www.happybirthday.rox.pl

Równie ciepłe relacje miałem z kiedyś już wspomnianą Anią. Niestety intensyfikacja spotkań uległa zmniejszeniu. Obecnie Ania jest moją świetną kumpelą, a na gwiazdkę wysłałem jej paczkę... YYY... NIE JA!... Święty Mikołaj wysłał jej paczkę! Z tego co się orientuję to Ani układa się całkiem w porządku i ma tam na oku różnych mężczyzn, którzy na oku mają również ją. Mam nadzieję, że na początku przyszłego roku uda mi się z nią spotkać i poplotkować ile się tylko da ;D!

Część mojego życia wypełniała w lato 2010 Agata (inna niż kumpela z grupy)- to ta dziewczyna, o której kiedyś pisałem, że poderwałem ją w Manufakturze (centrum handlowe). Spotkania z Agatą całkiem zbiegły się ze spotkaniami z Dominiką i doszło do rywalizacji, o której żadna ze stron nie wiedziała (przynajmniej do pewnego momentu). Finalnie jednak poczułem, że Agata nie do końca jest tym czego chciałem... i pomimo wielu pozytywnych cech kilku jej brakowało. Poza tym miałem wrażenie, że mnie zlała w momencie, w którym pojechała do Moskwy na wyjazd studencki w sierpniu tamtego roku.

Wcześniej, w dniu moich urodzin (27.07.1986), orzekłem jej, że jak wróci to będzie moją dziewczyną. Niestety dla niej - nie miała czasu się ze mną spotkać tuż po przyjeździe. Cały sierpień poświęciłem na spotkania z Dominiką, którą poznałem na praktykach (to ta dziewczyna, która była powodem poprzednich wpisów). Na początku tylko ze sobą flirtowaliśmy i nie ukrywam, że chciałem tylko romansu, ale im więcej tego było... tym bardziej dostrzegałem, że ta dziewucha to skarbnica emocji, a na etapie rozwoju, na którym się znajdowałem szybko wyczułem i wiedziałem, że to ma szansę być "tym czymś".

Maglowałem dziewczynę jak się tylko dało! Zadawałem jej tyle pytań i stawiałem w tak różnych sytuacjach, że gdyby wiedziała co robię to sama by się podziwiała! Dla mnie jest HB11! Ma niesamowity charakter (uwielbiam u kobiet tą "zadziorę") i jest bardzo inteligentna. Co prawda ma dopiero 18 lat, ale bardzo się boję, bo przeraża mnie poziom jej dojrzałości (jak na ten wiek!). Wiem, że może zabrzmi to beznadziejnie z moich ust, ale nie waham się napisać, że chcę z nią spędzić resztę życia (i piszę to jako osoba rozsądna, a nie tylko zakochana). Ona ma wszystko to czego szukałem u kobiet i jeszcze więcej! Nie przestaje mnie zadziwiać! Wciąż jest łasa na przeżycia! Wciąż chce więcej, więcej i więcej! Poza tym fajnie się z nią kłóci i w ogóle WOW!

No i wygrała mnie w walce z Agatą i jest z tego cholernie dumna. Walczyła jak lwica i każdego dnia udowadnia mi, że zwierzyna (ja ;D!) bardzo jej smakuje... a ja cieszę się, że mogę być pożerany przez taką kobietę jak ona.

Na urodziny (02.11.) dostała ode mnie prezent 2w1 - bilet na koncert Jelonka w Krakowie (ulubiony artysta grał w mieście, które zawsze chciała zwiedzić, a w którym nigdy nie była). Nawet nie wiedziałem, że taka filigranowa kobietka jak ona ma w sobie tyle pary! Szalała na koncercie jak nagrzana amfą i strasznie mi tym imponowała. Wiem, że nie strach ją wziąć na koncert rockowy, albo do filharmonii... dziewczyna ma flow!

Na koncercie oznajmiłem jej, że jest oficjalnie moją kobietą. I tu znowu wyszedł jej diabelski charakterek, który świetnie prezentuje nasz dialog (cytat z pamięci, który ma na celu przybliżenie wam jej "pazurków"):
Dominika: (...) Ale to się zapytaj czy chcę być!
Smiler: Ale ty nie masz tutaj nic do gadania.
D: (mini foch) ...
S: Jesteś moją dziewczyną i już.
D: (mini foch kontynuuje się) ...
S: ... Dominika... Czy będziesz moja dziewczyną?
D: Tak, zgadzam się! A teraz chodź tańczyć na koncert!

Szok. Takie małe, a jakie pewne siebie!

Od 06.11.2010 mam dziewczynę i jestem... szczęśliwy. Popełniam wiele błędów i czasami nie okazuję jej tyle serca ile powinienem, ale nie zmienia to faktu, że nad sobą pracujemy. BOŻE! Jak cieszy mnie to, że na tyle spraw mamy podobne punkty widzenia, a jednocześnie jesteśmy tak różni, że chcemy nad sobą i nad nami pracować... WOW! Związek... kto by w ogóle pomyślał rok temu, że w to wpadnę! A tu proszę - jakie miłe zaskoczenie :D!

Piszemy do siebie... smsy, maile, na gg. Zlewam jakieś mądrości typu "zostaw netgame, bo to obniża twoją wartość". Czytam wiadomości od niej i jaram się jak dzieciak. Wiem, że ona uwielbia czytać, więc pisuję jej mini erotyki, emocjonalne i ckliwe maile i takie codzienne... czasami piszę, a czasami mam przerwę po 1-2 tygodnie. Nie zmienia to faktu, że jest dla mnie kimś znaczącym, wyjątkowym i chcę o to dbać :).


3.3. Sportowiec
Tym, którzy czytają ten dziennik/wpis i zapomnieli jaki jestem, pragnę przypomnieć - jestem zaj***sty (Mhm, Król Julian to ja, więc "chyżo zasyp mi te dziury i wysiedlij mnie to pospólstwo!").

Jeśli chodzi o moje osiągnięcia sportowe to do największych można zaliczyć ukończenie Areobowej 6 Weidera! Przypomnę, że >tak (klik)< wyglądałem, gdy zaczynałem się odchudzać, >tak (klik)< gdy byłem po odchudzaniu i po 6 pierwszych dniach a6w, a >tak (klik)< wyglądam obecnie.

Nauczyłem się również pływać! Dopracowałem swoją metodę "total immersion" (totalnego zanurzenia) i rozpocząłem lekcje ze stylu motylkowego. Niestety zapalenie ucha i chwilowy brak gotówki powstrzymały mnie w tym przedsięwzięciu na kilka miesięcy.

Podniosłem styl w bieganiu, regularnie chodzę na siłownię i skrzętnie dbam o swój plan treningowy, realizuję siebie, przygotowuję na kolejny sezon... i widzę efekty!


3.4. Intelektualista
To pole zostało przeze mnie finalnie zaorane i mogę się pochwalić, że dzięki organizacji siebie i pracy nad własną osobą byłem w stanie wreszcie się zebrać i popracować nad licencjatem. Efektem tego jest obroniona praca traktująca o wpływie emocji na motywację człowieka (w pracy)!

PANIE I PANOWIE! SMILER OFICJALNIE JEST SOCJOLOGIEM!

Udało mi się wreszcie podjąć wysiłek w celu rozpoczęcia pracy magisterskiej (studiuje również historię) i ruszyłem z miejsca. Myślę, że przy dużym wysiłku skoncentrowanym na właściwych sprawach spokojnie do marca będę widział jej koniec. W nadchodzącym roku będę magistrem historii, ale jaja!

Jaja, bo z historii nic nie umiem, poważnie. Niestety, ale nasz system szkolnictwa jest tak do bani, że nawet tak zdolnej jednostki jak ja nie udało mu się wyedukować poprawnie 8-). Stąd rozpocząłem coś takiego jak "projekt historia", czyli zrobienie notatek z książek do gimnazjum i nauczenie się na blachę tego wszystkiego. Da mi to szkielet, na którym te wszystkie zebrane podczas studiów informacje, które pałętają się po mojej głowie, będą miały szansę spocząć :).


3.5. Brat i syn
Z siostrą mam lepszy kontakt, jestem w stanie się z nią lepiej dogadać. Więcej jest mnie dla niej. Planuję wspierać ją w samorozwoju i mam już jeden sukces! Moja siostra bowiem pojechała do Paryża na konferencję, a ja szkoliłem ją na ten wyjazd. Niestety było to tylko jedno spotkanie, ale powiedziała, że pomogło.

Mamie poświęcam znacznie więcej czasu. Rozmawiam z nią i wiem, że ją to cieszy. Poza tym nauczyłem się być kozłem ofiarnym - gdy wraca zdenerwowana po pracy to staram się sprawić, żeby wykrzyczała co ją boli. Po głowie często dostaję ja (za nic), ale wiem, że tak naprawdę krzyczy nie na mnie, ale na ludzi z pracy. Często kłuje, gdyż trafia w czułe punkty, ale w ogólnym rozrachunku wychodzi jej to na dobre, więc starania z mojej strony nie trafiają w próżnię... poza tym ćwiczę sobie obojętność na program społeczny :)!

Więcej jest mnie dla rodzinki i to jest fajne. Szwagrowi pomagam, bo to manager jest, dając mu różne książki. Siostrę wspieram i staram się mobilizować. Jestem blisko mamy, pomagam w realizacji siebie. Bawię się i opiekuję naszym wspólnym labradorkiem i uczestniczę w imprezach rodzinnych z innym nastawieniem niż "O Jezus, znowu?"


3.6. Przyjaciel
Niestety, ale część moich przyjaciół roztopił czas. Nie spędzałem z nimi chwil, gdyż często się zdarzało, że będąc razem z nimi miałem po prostu "jechane". Za co? Za wyróżnianie się i chyba za to, że realizowałem siebie (osoby, które wciąż brną do przodu doskonale zdają sobie sprawę z tego jakim blaskiem potrafią lśnić... i jaką krzywdę czasami potrafią zrobić za to najbliżsi, byleby tylko "sprowadzić na ziemię").

Postanowiłem działać, a nie tylko patrzeć jak świat umyka mi między palcami. Zorganizowałem więc piwko u mnie w domu ze starą ekipą. Wyszło niby fajnie, ale skończyliśmy oglądać filmy z youtube ;/.

Ludzi mi rozp***rzyło, poważnie. Z moich przyjaciół niewiele pozostało, czas ich zmienił... tak jakby zabrał im dawną moc przerobową. Nie chcę im mówić co mają robić z życiem, chociaż bardzo bym chciał, bo mi na nich zależy. Dlatego skupiłem się na kilku naprawdę bliskich mi ziąkach i zacząłem obudowywać z nimi relacje. Skutek jest pozytywny, ale daleka droga przede mną.


3.7. Lider
W głowie ułożyłem sobie plan stworzenia wielkiego przedsiębiorstwa, który skrzętnie realizuję. Jedną z jego części będzie firma szkoleniowa - szkolenia ze wszystkiego fajnego ;D! Odkryłem bowiem, że mam smykałkę do nauczania (po dogłębnej analizie swojej osobowości, która trwała zabrała mi wieeele godzin z życia) i lubię to robić (o czym przekonałem się podczas praktyk jako nauczyciel historii w marcu 2010).

Pierwszym krokiem jest założenie szkoły nauki jazdy. W tym celu trzeba (1)znaleźć ośrodek robiący takie szkolenia, (2)zapisać się na kurs instruktora, (3)kontynuować naukę, (4)zdać egzamin państwowy i (5)dostać uprawnienia, (6)popracować u kogoś jakiś czas, żeby zobaczyć "z czym to się je", aby (7)założyć swoją szkołę... Pierwsze pięć kroków już jest za mną. Obecnie szukam pracy i roznoszę CV gdzie się da ;)!

Dalsza część planu jest owiana tajemnicą, ale o jego realizacji będę starał się pisać w miarę na bieżąco, więc zaglądajcie, bo warto ;)!

Poza tym pochwalę się, że jeszcze w trakcie ciepłych dni udało mi się przeprowadzić pierwsze szkolenie z moją kumpelą - Justyną. Spacer trwał 3-4 godziny i aż sam siebie zadziwiłem, że mam taką wiedzę... poza tym dostałem za to pieniądze - symboliczną złotówkę chowam w pudle z pamiątkami do dziś!





4. Życie, ah życie (czyli motto "Żyj więcej!" w praktyce)

4.1. Łowca emocji
Ta część mnie to łapanie bardzo nietypowych chwil, które zazwyczaj spisuję w pamiętniku. Staram się napisać jak najwięcej szczegółów, aby w przyszłości móc powrócić do tych momentów. Łapię wszystko co drastycznie wpływa na moje odczuwanie świata i jest mi bez znaczenia czy są to emocje pozytywne czy negatywne. Jestem ciekaw różnorodności doznań, więc go zbieram.

Najciekawszą uchwyconą emocją w tym roku jest ta zatytułowana w pamiętniku jako "skrzypaczka", kiedy to wracając po pracy miałem szansę w przejściu podziemnym słuchać kobiety grającej na skrzypcach pod podkłady z boombox'a. Bardzo to na mnie wpłynęło, świat w tym czasie stał się czarno-biały i tylko ja i ona byliśmy kolorowi... w pewnym momencie miałem nawet wrażenie, że ta kobieta gra tylko dla mnie. Wydarzenie to spowodowało później lawinę dzikich myśli, ale nie będą o tym pisał, gdyż jest to zbyt osobiste (czyt. nie chce mi się ;P).

Równie ciekawym doświadczeniem była ucieczka przed kanarami, tu uchwyciłem adrenalinę i radość. Wku***ienie towarzyszyło mi, gdy szef zwlekał z wypłatą ponad miesiąc. Smutek i mieszane uczucia z radością zanotowałem, gdy dostałem swój pierwszy w życiu mandat. Dziką satysfakcję, kiedy udało mi się poczuć, gdy wygrałem z kominiarzami (W 2009 wpadł taki jeden do mnie i obdarował mnie kalendarzem oczekując w zamian "symbolicznego grosika", dałem 1zł... Niby nic, ale było to perfidne zastosowanie techniki wpływu [moje zdenerwowanie było tym większe, że czytałem wtedy Cialdiniego, ale nie doszedłem do rozdziału dotyczącego reguły wzajemności]. W tym roku nie udało mi się znaleźć "symbolicznego grosika", ale znalazłem 2 grosze, które ofiarowałem kominiarzowi w ramach wendetty! BIEGAŁEM PO DOMU TAKI ZADOWOLONY, ŻE UDAŁO MI SIĘ ICH PRZECHYTRZYĆ, ŻE MAŁA GŁOWA! Na owym kalendarzu raczyłem nawet napisać znak swojego sukcesu sześcioma literami: HA! HA! HA!). Uczucie tresury programu społecznego miałem szansę przeżywać, gdy na wiosnę kupiłem sobie plastikową koronę króla (rekwizyt do zdjęcia na FB) i wracając ze sklepu chodziłem z nią na głowie po MOSiRze (Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji) - był dzień, pełno ludzi, ja w koronie i spojrzenia ludzi.

Poczułem również zazdrość i smutek, gdy kolega z roku dostał gacie z namalowanym na nich swoim imieniem, gdyż o mnie nikt nigdy nie pomyślał w ten sposób. Zabawny strach - gdy kręciłem się na takim rollercosterze "space loop". Zdenerwowanie na siebie - gdy poszedłem trenować biegi, wlazłem w pokrzywy i nie mogłem w nocy spać. Widziałem cykl życia na przykładzie gniazda ptaków nieopodal miejsca, gdzie trenuję - przez pierwszy tydzień z dziupli dobiegały dźwięki wesołych pisklaków, tydzień później trwały obfite opady, a w kolejnym tygodniu na powierzchni wody unosiły się trupki małych ptaszków.

Poza tym ukradłem dużą ilość fantów z różnych klubów, smoka z McDonalda mojej koleżance na wykładzie, nagłówek z kina, kradłem plakaty, bransoletki koleżankom i sam nie wiem co jeszcze. Mam niesamowitą ilość pamiątek po tym roku, które schowałem do kasetki z Ikei z napisem "2010". Każda jedna rzecz, wydrukowany wpis i zdjęcia będą mi przypominały w przyszłości jak przeżywałem życie w teraźniejszości!


4.2. Książki
W tym roku przeczytałem 30 książek i definitywnie książkę Jose Saramago "Miasto Ślepców" uznaję za najlepszą lekturę tego roku, polecam wszystkim. Niesamowite studium ludzkich zachowań, pozycja jest rewelacyjna. Warto ją czytać i wciąż się zastanawiać "jak ja bym w takiej sytuacji postąpił/postąpiła" i zadawać sobie pytania czy oby takie sytuacje nie zdarzają nam się co dnia i czy reagujemy według naszych słów? HIT!

Równie dobrymi, co przerażającymi, książkami były "Ucieczka od wolności" Ericha Fromm'a oraz "American Psycho" Bret'a Ellisa. Pierwsza jest klasykiem psychologii i filozofii społecznej. Druga to... chora historia, która jest jak Adolf Hitler - fascynuje i brzydzi jednocześnie.

W deseń "Ucieczki od wolności" uderza "451 Fahrenheita" Raya Bradbury'ego. Książka fajna, bo jakże prawdziwa? Z tą różnicą, że dzisiaj książek nie pali się fizycznie, ale spala się je w świadomości ludzkiej - ludzie po prostu nie wiedzą o pewnych książkach!

Bardzo ciekawą pozycją była "Sztuka życia" Bumana (chociaż "Wspólnotę" czytało mi się znacznie lepiej). Tego socjologa bardzo lubię czytać i cenię, gdyż jest lekki i pisze o sprawach, które bardzo mnie interesują. Książka była motywująca, ale nie tak bardzo jak ta, która okazała się dla mnie najbardziej inspirującą książką w 2010 (szczególnie pierwsze rozdziały), czyli "Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie" Franka Battger'a (jeden z bestsellerów amerykańskiej literatury sukcesu).

Do książek czysto fabularnych należy również dodać książkę Gaimana - "Amerykańscy bogowie", czyli opowieść o naprawdę dobrym przekręcie.

Jednak książką, która stale wywiera na mnie wpływ jest "7 nawyków skutecznego działania" Covey'a oraz "Najpierw rzeczy najważniejsze", która to publikacja jest rozszerzeniem nawyku 2 i 3 - książka, która rzuciła mi nowe światło na pewne kwestie związane z moim życiem.

Aż śmiech pomyśleć, że wszystko to stało się w myśl mojego noworocznego postanowienia na 2010, że będę czytał średnio 30 stron dziennie. Dziś wiem, że warto było zacząć od 20stu albo nawet 10, ale być bardziej konsekwentnym. Efekt finalny wszystkich przeczytanych stron jest niesamowity! Jaram się tym jak dziecko! No bo w końcu 30 książek w rok! Podzielę się również radą - warto czytać ciężkie książki na zmianę z lekkimi i szczupłymi(np. "Alicja w Krainie Czarów" lub "O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra"), bo to daje większą satysfakcję i bardzo motywuje.


4.3. Wydarzenia i koncerty
W tym roku byłem na Tatoo Festival w Łodzi, na rocznicy bitwy pod Grunwaldem, niesamowitej ilości imprez ze znajomymi i nie tylko, na nocy muzeów, otwarciu dwóch nowych miejsc rozrywki i pocieszenia (pizzeria i kawiarnia), udało mi się wreszcie skosztować sushi, grałem w LASER TAGS (takie pistolety laserowe) i paintball, wziąłem udział w warsztatach tańca nowoczesnego i byłem na "21wszym międzynarodowym festiwalu komiksu i gier" w Łodzi.

Poza tym ekstazę osiągnąłem będąc na koncertach Rammstein'a, gdzie wokalista napi***alał w ludzi armatką z konfetti, która służyła jako imitacja jego penisa (podczas utworu "Pussy"). R+ dał naprawdę teatralny koncert! Widziałem również na żywo Metallicę i wspomnianego Jelonka, ale NAJBARDZIEJ szczycę się faktem, że byłem na koncertach PRODIGY(!), KORN(!!) i LIMP BIZKIT (!!!), CZYLI MOJEJ WIELKIEJ TRÓJKI Z CZASÓW NASTOLATA!!! Faza koncertowa opadała, by wzbić się finalnie 18.12.2010 na najdłużej oczekiwanym przeze mnie koncercie roku - w Łodzi grał Eldo!

Owemu artyście/poecie wręczyłem >gwiazdkowy prezent (klik)<. Była to butelka z listem w środku... listem pustym (tabula rasa) i dodanymi do tego słowami: "Wyjąłem stamtąd łódź/Łódź i wsadziłem coś, co mam nadzieję, Warszawa będzie w stanie świetnie wykorzystać". Metafora jest dość prosta, ale znacząca. Mam nadzieję, że ktoś wyśle kiedyś list w butelce do Łodzi, a jeśli zrobi to Eldo na jakimś ze swoich tracków to wiedzcie, że iskierką był Smilerek ^^.

Na dnie mojego pudełka z 2010 leżą dwa niewykorzystane bilety na Dub Pistols. Minęli mnie i cholernie tego żałuję :(.


4.4. Muzyka
W tym roku wspomniany Eldo wydał nowy album, który bardzo przypadł mi do gustu, choć "Nie pytaj o nią" bardziej trafia w moje zmysły. Przesłuchałem duże ilości muzy (szczególnie w końcówce roku), a za największe odkrycie uznaję poznanie nowego rodzaju muzy, którą po prostu pokochałem z miejca - dubstep (jak zwykle sprawcą był przypadek, wrzuciłem za kimś moje odkrycie na FB, a stamtąd poszło po znajomych jak lawina).

Kolejna rewelacja to album gitarzysty Andy'ego McKee - "Joyland". Polecam serdecznie! Włóżcie to na uszy i poddajcie się uczuciom jakie będą wam towarzyszyły w każdej porze roku, gdy będziecie zwiedzać (nie)swoje miasto. Polecam zrobić to samo z płytą "Sam na sam" ekipy Fenomen z Warszawy, a dla większej radości dodać do tego "Outsider'a" i "Efekt". Warto posłuchać takich kolesi, bo niosą ze sobą wspaniały przekaz świetnie odkrywający części rzeczywistości ukryte w arkanach samorozwoju. Taka moc bije też od HiFi Bandy i wielu innych wykonawców.

Nagraniem roku jest "Beautiful Lies" autorstwa B-Complex, które to dźwięki zagościły w moich uszach całkiem niedawno, ale stworzyły we łbie piękny rodzaj spustoszenia.


4.5. Kinematografia
Obejrzałem kilkadziesiąt filmów i kilkanaście razy byłem w kinie. Na dużym ekranie widziałem premierę "Alicji w Krainie Czarów", a poza tym to jeszcze "Wyspę tajemnic", "Avatara", "Social Network", "Incepcję", "Białą wstążkę" i c**j sam wie co jeszcze.

Regularnie zjadam posiłek z serialu "How I met your mother", szczerzę zęby na kolejne seriale. Wyśmiałem oceany łez podczas oglądania skeczy Eddiego Izzarda (mój ulubiony komik, lecz Dane Cook również wymiata!) oraz filmu "Zoolander". Miałem smutne myśli w głowie, gdy oglądałem "Europa, Europa" oraz "Dom zły" i odczuwałem radość ze smaków życia, gdy wraz ze swoją dziewczyną raczyliśmy się "Jedz, módl się i kochaj" w kinie.


4.6. Teatr i przedstawienia
Niestety, ale z teatrem w tym roku dałem dupy... i byłem w tym przybytku rozkoszy emocjonalnej tylko dwa razy! Raz na "Mistrzu i Małgorzacie", a drugi raz na "Niżyńskim" (wyj***sty). Za to udało mi się obejrzeć na żywo mój ulubiony kabaret - Kabaret Hrabii oraz byłem na "I Łódzkim Festiwalu Kabaretowym" :).





5. Jak to wszystko osiągnąłem

Ktoś mógłby zadać pytanie: "Smiler, a skąd ty na to wszystko bierzesz pieniądze?" A Smilerek odpowie:
- A widzisz! Nauczyłem się nimi mądrze gospodarzyć, ziomuś :)!
Część z różnych handlowanych pierdół, np. Allegro, część z pracy sezonowej i część ze wspomnianych alimentów, które płaci mi mój (głupi) ojciec (czyli mówiąc wprost - od mamy; jednak już dawno temu wybrałem opcję "hajs na cały miesiąc i sam się nim gospodarzę", zamiast opcji "mamo, daj mi na..."). Dzięki temu jestem w stanie opłacić sobie migawki (dla ludzi spoza aglomeracji łódzkiej - migawka to bilet miesięczny, krańcówka to pętla autobusowa), Internet, jedzonko poza domem, zaplanować przyszłe wydatki, inne ograniczyć, etc.

Również BARDZO ważną sprawą, a w zasadzie kluczową, okazało się sporządzenie w Excelu rozliczenia za każdy dzień, które było posegregowane według kolumn: "jedzenie", "sport", "wiedza", "rozrywka", "inne", "transport" i "odłożono". Obok były tabele, które to wszystko sumowały, dzilły i c**j wie co jeszcze; do tego wykresy i jest bajka!

Ostatnia kolumna ("odłożono") była dla mnie szczególnie ważna! Otóż na początku 2010 roku rozpocząłem coś takiego jak "Projekt Papierosy" - chciałem pokazać sobie (i kumplom) ile kasy wydaje się na pety i odkładałem po 7 zł co tydzień (co i tak nie jest sumą adekwatną do tego co przepalają moi znajomi). Ciułałem tak przez cały rok - czasem bardziej, a czasem mniej i uskładałem ponad 750zł!!! Za te pieniądze kupiłem sobie garnitur Pawo (ale o tym jeszcze przy kwestii z wizualizacjami). Jestem SZALENIE zadowolony, bo wiem, że w tym roku jestem w stanie uzbierać sobie na laptopa - to mój cel na 2012! Kluczem jednak nie będą jakieś tam papierosy, ale sumienne 10% z wydatków każdego miesiąca (jak Rockefeller, tyle że on 10% dawał biednym, a ja daję sobie :*). Nie chlam i nie palę - ŻYJĘ!

W kwestii charakteru kluczowa była motywacja pozytywna i już spieszę z wyjaśnieniem! Motywacja negatywna zakłada karanie za źle wykonane zadanie, a czynność wykonaną prawidłowo pozostawia w sferze neutralnej (np. ocenianie prac uczniów przez nauczyciela, gdy psor za złą odpowiedź karze "1", a za dobrą przechodzi w pytaniu uczniów dalej). Motywacja pozytywna zakłada nagradzanie za dobrze wykonane zadanie, a czynność wykonaną źle utrzymuje w sferze neutralności (np. zachęcanie małego dziecka podczas nauki chodzenia). Zasadniczą różnicą między nimi jest to, że narzędziem motywacyjnym w pierwszym przypadku jest strach a w drugim ambicja. Podczas naszego życia motywacja pozytywna płynnie przechodzi w negatywną. Jest to spowodowane zwiększaniem się wymagań świata w stosunku do nas co wymusza większą trafność. Większa trafność to mniejsza ilość uchybień, więc i mniejsza tolerancja do popełniania błędów. Stąd coraz większy nacisk kładzie się karanie i wytykanie błędów.

Mówiąc prościej - cały czas siebie chwaliłem! Za wszystko! Wstałem późno to zamiast wciskania sobie "ty debilu, mogłeś wstać wcześniej" zasuwałem z "wspaniale, że wstałeś tak późno - teraz jesteś wypoczęty". To brzmi jak błahostka i może być rozumiane jako spoczywanie na laurach, ale jeśli tylko ma odpowiedni kontekst walki z samym sobą to działa jak balsam dla duszy, umysłu, serca i ciała! Dlaczego?

Otóż wyobraźmy sobie człowieka jako zbiór z dwoma podzbiorami: cechy pozytywne (CP) i cechy negatywne (CN), reszta zbioru jest nie ważna (rys. 1). Załóżmy, że i jedne i drugie są dynamiczne, ale w tej dynamice zależne od nas. Jeśli skupimy się na walce z cechami negatywnymi to NAJLEPSZE co możemy zyskać to satus quo - czyli zastój. Mówimy sobie wtedy - "nie będę to", "nie będę tamto"... ale nie dajemy sobie alternatywy do działania, które zastąpiłoby brak spowodowany zmniejszeniem CN! Poza tym umysł człowieka nie jest w stanie zrozumieć komunikatów negatywnych, więc finalnie tylko karmimy nasze CN.

W momencie, w którym skupimy się na naszych cechach pozytywnych: "Ok... jestem leniwy, ale za to kreatywny" to zaczynamy inwestować w CP, a te zaczną rosnąć (rys. 2). W wyniku tego po pewnym czasie CN po prostu zmniejszają się i/lub zostają wyparte (rys. 3a i 3b).

(http://img24.imageshack.us/img24/182/motywacja.png)
(Podobieństwo rysunku do penisa jest przypadkowe 8-) )

Jestem tego rewelacyjnym przykładem! Lubię spać! O, K***A! UWIELBIAM! A jeszcze bardziej lubię, gdy się obudzę i mogę się walać w swoim łóżku przez dwie godziny (zodiakalny lew)! A JAK JESZCZE Z DZIEWCZYNĄ TO W OGÓLE (ZODIAKALNY LEW I SKORPIONICA)! Zacząłem jednak rozwijać swoją kreatywność i zobaczyłem, że przez takie zachowanie będę miał mało czasu dla kreatywności i zacząłem wstawać wcześniej. Najpierw o 9:00, później o 8:20 (dwie dżemki i 8:40 :P), później już o 8:20 byłem na nogach. Kolejny krok to 7:07, aby wczoraj obudzić się i zacząć żyć o 6:46! DOKŁADNIE! Tak sam z siebie! Mam wolne, bo piszę magisterkę i wstaję o 6:45, żeby mieć więcej czasu dla siebie! I wiecie jak bardzo się za to chwalę?!... BARDZO ;)!

Kolejna moja mała cegiełka do rozwoju charakteru to myślenie z wizją końca! Dzięki temu, że wiem, gdzie zmierzam i co chcę osiągnąć jestem w stanie zaplanować swoje działanie i mam świadomość, że każdy krok przybliża mnie do celu! Jest to niesamowicie motywujące, bo wiem już, że duże cele osiąga się małymi kroczkami! To jest kolejny klucz! MAŁYMI KROCZKAMI, ALE WE WŁAŚCIWYM KIERUNKU!

Kolejny najważniejszy fundament to rozliczanie się z samym sobą. Stałem się motywacją dla samego siebie. Rozliczałem się nie tylko z pieniędzy, ale przede wszystkim z czasu! Pisałem tygodnik (rozliczenie tygodnia, jakie cele osiągnąłem, a jakich nie) oraz pamiętnik (nastawiony na emocje, przeżywanie świata). Książki czytałem pod dyktando zegarka, bo przy moim charakterze jest to świetny sposób. Poza tym prowadziłem coś takiego jak MWŻ (czyli Miesięczny Wykaz Życia), w którym wpisywałem wszystkie przeczytane książki, imprezy na których byłem, emocje, które złowiłem, muzykę którą przesłuchałem, etc. Gdy na to wszystko patrzę to mam ogromną motywację, bo widzę, że idę do przodu. Poza tym w pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego jak wiele czasu... marnotrawię na jakieś głupoty i po prostu to zmieniłem!

Na szafie u mnie w pokoju stał karton, w który wkładałem wszystkie wydrukowane MWŻ-tki, jakieś pamiątki, kartki pocztowe, listy od i do swoich kobiet, skradzione fanty z klubów, lokali i knajp oraz wiele innych. To pudło zmieniło się teraz we wspomnianą kasetkę z Ikei, bo już się nic nie mieściło. Wyląduje w piwnicy, w moim małym archiwum, obok pudeł z pamiątkami z dzieciństwa, fotografii... Gdy będę już stary otworzę to pudło i będę mógł swoje życie przeżyć od nowa... a że jest i będzie zaj***ste to będzie co przeżywać.

Wszystko powyższe zamierzam nadal kontynuować.





6. Plany, plany, plany, PLANY i jeszcze raz: jedzcie dużo czekolady :)

To wszystko spowodowało, że zyskałem do siebie niesamowite zaufanie. Wiara we własne siły jest teraz przepotężna i wiem, że mogę zrobić wszystko... WSZYSTKO!

DLATEGO PRZEJMĘ WŁADZĘ NAD ŚWIATEM! MWUAHAHAHAHAHAHA!

A zacznę od takich oto planów:

4 elementy:
- w kwestii ducha zacznę więcej medytować i się oczyszczę z tego "gnoju", który we mnie siedzi
- umysłowo będę poszukiwał mądrości życiowych wśród ludzi i literatury mądrości
- emocjonalnie będę przeżywał wszystko jeszcze bardziej
- ciałko wyrzeźbię do samego końca

Role życiowe:
- kwestia samego siebie to nieustanne kucie żelaza, więc będę je kuł, bo wciąż jestem gorrrący 8-)
- jako partner będę musiał poprawić kilka spraw u mnie w związku, a jako uwodziciel chciałbym wreszcie wydrukować cały swój dziennik i wrzucić go do kartoniku na "2011"
- jako sportowiec mam jeden i konkretny cel: Selekcja 2011 (ci zainteresowani wojskowością wiedzą o co chodzi)
- intelektualistą będę jeszcze lepszym, gdy obronię swoją pracę magisterską i dostanę się na drugi stopień studiów socjologicznych (magisterskie)
- jako brat i syn dalej będę wspierał rodzinę i nauczę mamę jeździć samochodem oraz zapiszę ją na kurs pewien edukacyjny, bo już jej wepchnąłem do głowy, żeby rzuciła obecną pracę i założyła firmę
- jako przyjaciel nadal będę starał się przyjaźnić z tymi nielicznymi, ale bardzo bliskimi mojemu sercu i wspierać ich w życiowych realizacjach, poza tym wraz z ziąkiem (wspomnianym kiedyś Koneserem) zakładamy bloga o Łodzi (o mieście najsmutniejszym z najszczęśliwszych), myślę, że do końca stycznia powoli wystartujemy
- chciałbym również i w tym roku otworzyć swoją firmę, więc będę chciał dostać wreszcie pracę w zawodzie instruktora, żeby się rozeznać i iść z tym wszystkim dalej (ale na razie wszystko to tajemnica, więc ciii ;P)

Poza tym będę kontynuował swoją pracę nad wizualizacjami, które rewelacyjnie się sprawdzają. Nie będę tutaj o nich pisał, bo na temat map wizualnych i wizualizacji i wizualizacji w ogóle (nie tylko obrazowych, ale i słownych) to już tyle książek napisano, że nie ma to sensu. Podzielę się jednak z wami dwoma, szczególnie dla mnie ważnymi:
- >oto moja wizualizacja mnie jako osoby po skończonym odchudzanku (klik)<
- >a to ja w wymarzonym set'cie garniturowym (rysunek własny, że się pochwalę) (klik)<.

Wizualizacje były w mojej głowie znacznie dłużej niż same obrazki, które mam przyklejone w pokoju, a to błąd! Rada: jeżeli macie coś w głowie to jak najszybciej przerzućcie to na papier i postawcie w widocznym miejscy (choćby to było kilka obrazków tak małych, że mieszczą się w ramce na zdjęcie)!

W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak czekać na spełnienie mojego wymarzonego garnituru... Sam gajer, koszula i buty już są. Niedługo dokupię dodatki - pasek, spinki, krawat, butonierkę i czapkę. Myślę, że do marca się wyrobię i będziecie mogli się raczyć siłą ludzkiej myśli na żywo!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:18:45

7. Krytyka wszystkiego co się da


Cała moja filozofia życia może zalatywać trochę Kapitanem Planetą 8-), ale na tym "szkielecie" człowieczeństwa świetnie widać czym jesteśmy karmieni i jaki to ma efekt na wszystkie cztery elementy.

Przede wszystkim - nasza cywilizacja skupia się na najmniej ważnym elemencie, czyli na ciele. A karmią nas tymi fastfoodami - McDoo, KFC, chińszczyzna i wiele innych. Przecież fastfood może być czymś więcej niż tylko jedzeniem. Później promują smukłe i piękne sylwetki w mediach, wzbudzają w nas frustrację i napędzają przemysł farmaceutyczny, który prześciga się w suplementach, które podobno działają tak cudownie, że są prawie za darmo, jeśli wziąć pod uwagę wygórowane ceny w stosunku do efektywności.

Mamy fastfood dla naszego charakteru - zamiast ciężkiej pracy nad sobą wciąż oferowane są nam dziwne kursy, których prawdziwym celem jest danie nam świadomości, że "próbowaliśmy", czyli kolejnego usprawiedliwienia (i nie mówię tylko o obecnej odsłonie "sztuki", gdyż całe to PUA uważam za właśnie taki "ekskjuz" z porażek życiowych [dla przykładu ja nie potrzebowałem płacić komuś hajsu, wszystko znalazłem w bibliotekach, w Internecie i w... SOBIE, a nie jestem od nikogo ani lepszy, ani gorszy]). Gdy nie stać nas na nie to w zamian zawsze możemy obejrzeć sobie "Taniec z gwiazdami" i liznąć z ekranu trochę high-life'a.

Nasze umysły wciąż karmione są papką z mediów. Większość ludzi nie rozumie wiadomości i ja sam do nich należę. Wciąż tylko słyszę o wzrostach PKB i innych spadkach linii oprocentowań dochodów średnich od kredytów hipotecznych za trzeci kwartał ubiegłego roku rozliczeniowego. Różnica między mną a innymi polega na tym, że ja szukam w tym wszystkim sensu i rozwiązań. Zamiast wziąć do ręki książkę ludzie wolą pójść do kina obejrzeć jej ekranizację. Taki świat. Fajny, nie? No bo po co kwestionować WSZYSTKO co się dookoła dzieje? Lepiej powiedzieć sobie, że jest beznadziejnie i mieć od myślenia spokój. Ludzie nie lubią myśleć, bo to doprowadza ich do katastrofalnych wniosków, więc świat serwuje fastfood - zawsze i wszędzie jesteśmy w stanie znaleźć opinię kogoś(?) na jakiś(?) temat, kto na zadane nam pytanie wypowie się lepiej od nas.

Duch? Nie ma go w nas. Ktoś o nim zapomniał. Ludzie zamiast Boga znaleźli jakieś rytuały i kulty. Zero zastanawiania się nad tekstem Biblii, kto ją w ogóle dzisiaj czyta? Zamiast zastanawiać się nad argumentami za i przeciw istnieniu Boga ludzie wolą się okopać na swoich pozycjach. Zresztą o Bogu i tak rozmawiamy tylko wtedy, gdy jesteśmy pijani na imprezie i udowadniamy swoje "racje", a która to rozmowa kończy się standardowym zdaniem ludzi spoza dyskusji: "Dobra, c**j! Nie kłóćcie się tylko się napijcie". Zamiast zgłębiania natury Źródła serwują nam fastfood podczas mszy "świętych". I nie wiem jak wy, ale ja wierzę, że moja dusza będzie rozliczana z całego życia, a nie tylko z niedzieli od 11:00 do 12:00.

***

Wk***iam się na świat none stop. Drepczę sobie po nim i widzę jak ludzie, którym się nie udało wygrać siebie wyładowują swoje frustracje na młodzieży w szkołach i tworzą kolejne ogniwa tego pier***onego łańcucha frustracji. Widzę ludzi, którzy przestali się rozwijać. Wzięli świat takim jakim go ktoś dał.

No ale HALO! Przecież człowiek to JEDYNA istota, która zamieszkuje wszystkie kontynenty, prawada? Kangury w Irlandii chyba nie występują naturalnie? A człowiek tak, dlaczego? Ano dlatego, że jako jedyne istoty na tym ziemskim padole jesteśmy w stanie dostosować środowisko do siebie, a nie na odwrót. Jeśli rzeczywiście tak jest to w tym przypadku narzekanie jest zaprzeczeniem człowieczeństwa. Proste. Tą myślą pozbawiam wszystkie pier***one miungwy racji bytu. Dziękuję.

Chcesz mieć świetną dziewczynę, jak ja? SAM BĄDŹ ŚWIETNYM MĘŻCZYZNĄ, podpis Crespo w jego profilu mówi wszystko.

UWODZICIELU! Po prostu popatrz w lustro i zastanów się, czy gdybyś był kobietą to chciałbyś się ze sobą j***ć?

***

Wszędzie wciąż dopadają nas slogany, hasła reklamowe, gadające z ekranów głowy, mówiące nam jak żyć - każdy milimetr przestrzeni miejskiej wypełnia ten zaduch. Nasze ciało karmione jest tym bublem o "pięknym księciu z bajki i jego księżniczce", ale nikt nie ręczy za to, że gdy osiągniemy naszą wymarzoną sylwetkę to problemy znikną. Wiem o tym najlepiej, bo po wielu miesiącach starań mam swój wymarzony sześciopak na brzuchu i nie czuję się ani trochę lepiej dlatego, że spełniam jakiś schemat społeczny. Dopiero teraz widzę, że tak diametralnie to na mnie wpłynęło dlatego, bo osiągnąłem swój cel, a dzięki temu bardziej sobie ufam.

Jakie są skutki karmienia się tym niezdrowym jedzeniem? Jak ono wpływa na nasze ciało to doskonale wiemy. A na nasze emocje, na nasze umysły, na naszego ducha? No jak? Wyprzemy się czy w końcu znajdziemy w sobie siłę i zaczniemy szukać kreatywnych rozwiązań? Bo jak patrzę na to co się dzieje na świecie i na tym forum to mnie ku***ca strzela - ponad 5000 zalogowanych użytkowników i ile niespełnionych karier?! Ilu jest tu chłopaków którzy naprawdę mają coś do zaoferowania, ale brakuje im jaj, żeby ruszyć z miejsca?!





8. Podsumowanie


2010 był dla mnie przełomowy pod każdym względem, bo właśnie dzięki temu rokowi ruszyłem z miejsca! Finalnie: jestem z kobietą, schudłem łącznie 30kg, lepiej gospodarzę się pieniędzmi, mam więcej zaufania do siebie, mam więcej planów i świadomości jak je realizować... WSZYSTKIEGO WIĘCEJ! Przyznam jednak, że najbardziej satysfakcjonujące są mój związek, sylwetka i wykształcenie wyższe.

Związek, eh związek. Moja kobieta to zodiakalny skorpion, a te podobno lubią romantyczne rozstania i powroty. Za to na sylwestrze odwaliłem niezły numer (który był konsekwencją tego, że ona też odwaliła) i na razie mi się posypało (czyt. aktualnie nie jesteśmy razem ;P). Nie zmienia to faktu, że wierzę, że da się to naprawić, ale siły mnie opuściły i zamiast całego odrębnego podrozdziału o tym jaka to ona nie jest super poświęciłem jej tylko kilka akapitów w podrozdziale "Partner/Uwodziciel", bo autentycznie nie mam emocji, żeby pisać.

Za to na czwartym miejscu są wszystkie te wydarzenia kulturalne, o których pisałem! Pamiętam, że gdy kupowałem bilet na Rammsteina to ciężko mi było wyciągnąć ok. 200 zł z portfela za 3-4 godziny zabawy i... dziwnie się z tym czułem. Kilka miesięcy później zobaczyłem, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi, gdy Til sypał konfetti z armatki na koncercie R+... A gdy pani przy kasie w Empiku w Galerii Łódzkiej (centrum handlowe) zawołała ode mnie ok. 300 zł za bilety na Korn i Limp Bizkit to wątpię, żeby w ciągu kolejnych kilku miesięcy widziała kogoś tak zajarango faktem zostawiania w sklepie trzech stów ;).

***

Drogi czytelniku! Dziękuję ci za przeczytanie mojego obszernego posta. Jeśli w jakiś sposób cię uraziłem to się cieszę, bo było to moją szczerą intencją 8-). Mam nadzieję, że ten tekst był dla ciebie choć trochę inspirujący. Chciałem i nadal chcę, abyś zrozumiał, że nie jestem żadną forumową celebrytą tylko zwykłym chłopakiem jak ty. Pisząc ten tekst siedzę w śmierdzących spodniach dresowych i starej bluzie, mam podkrążone oczy od komputera i chce mi się spać :). Mhm! Mimo to wszystko co napisałem jest prawdą i wierzę, że też masz w sobie tą samą siłę, którą mam ja, a o której wierzę, że ma ją każdy z nas!

Jeżeli stoisz w miejscu i nie wiesz gdzie ruszyć to ci pomogę - rusz gdziekolwiek. Bowiem w sytuacji, w której znajduje się większość facetów "gdziekolwiek" oznacza już sukces! Wykonaj działanie, sprawdź czy przynosi ci upragniony cel, jeśli nie - zmień je, jeśli tak - kontynuuj je do osiągnięcia celu. Pozbądź się pychy, dumy i żyj!

ŻYJ WIĘCEJ!!!

I zrób to chociaż dla samego buntu, albowiem bunt przeciwko SAMEMU sobie jest chyba najszlachetniejszym rodzajem buntu. Szukaj siebie, bo o to właśnie chodzi, żeby próbować wciąż nowych dróg i znaleźć tą swoją - upragnioną... bo sam wiesz - to co pasuje Smilerkowi niekoniecznie musi pasować tobie.

I pamiętaj! Najłatwiej jest w życiu złożyć broń i znaleźć grupę ludzi, która utwierdzi cię w przekonaniu, że to słuszny wybór.

A na sam koniec, czytelniku, pomyśl:

GDYBYM NIE MIAŁ DZIEWCZYNY I SZEDŁ W BALET NA KLUBY LUB DAYGAME! KTO MIAŁBY WIĘKSZE SZANSE NA WYRWANIE FAJNEJ DUPY? KTOŚ KTO WYDAŁ NIESAMOWITĄ ILOŚĆ HAJSU NA ŻYCIE I ROZWÓJ CHARAKTERU, JAK JA... CZY KTOŚ KTO WYDAŁ TYLE SAMO PIENIĘDZY NA JAKIEŚ GŁUPIE WARSZTATY?!

Szczęśliwego nowego roku i >twoje zdrowie (klik) (http://img191.imageshack.us/img191/4930/twojezdrowie.jpg)<,
Smiler
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:19:53
przez pierwszy 2011-01-05, 00:52
Cytuj
Smilerze!:)


Nie potrafisz chyba sobie wyobrazić jak miło mi się czytało oraz jak szybko serducho zapieprzało mi gdy czytałem Twoje postanowienia!!


Gdy to czytałem nasunęły mi się dwie myśli

-szkoda że nie znamy się w realu bo mamy podobne myślenie
-cieszę się, że skończę dopiero w tym roku 18 lat bo już widzę czytając Twój post, że dobrą drogę obrałem i jeszcze wiele przede mną, ale to co już mam nie zdoła odebrać mi nikt!!

Myślę, że fajnie byłoby się kiedyś spotkać i pogadać!!

Powodzenia i gratulacje oraz pozdrów swoją ślicznotkę ode mnie!:)

Bless ya!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:20:33
przez zorro 2011-01-05, 19:05
Cytuj
Smajler :D miło Cię widzieć.

Ale się rozpisałeś, masakra. Analizy psychologiczne czyta się jak zwykle super. Ciekawi mnie to, z jaką lekkością napisałeś o tym, że "chwilowo nie jesteście razem" :D

Keep it real! Będę żył więcej, za Twoją namową ;) Pozdro!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:20:52
przez kodzak901 2011-01-05, 20:39
Cytuj
No Smiler miło się czytało można określić, to mianem ,,od 0 do bohatera".

Najbardziej podoba mi się Twoje dążenie do celu i mimo porażek nie poddajesz się.

Więc życzę Ci abyś spełnił resztę swoich celów i niech Cię Bóg błogosławi na dalszą drogę;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:21:30
przez Domino 2011-01-06, 19:52
Cytuj
Smilerze,

Nie będę mówić o tym, że jesteś niesłychanie pozytywną postacią, o czym wszyscy tutaj wiedzą :D.

Chcę powiedzieć, że dajesz przykład innym. Moim zdaniem o mocy twojego charakteru świadczy wiek, w którym zapragnąłeś przemiany (23 lata bodajże - data założenia dziennika). Wielu ludzi, nawet młodszych, stwierdza że są już dorośli i niczego nie mogą zmienić - popadają w marazm.

Masz też ciekawą i trudną zarazem historię życiową, o której nie wstydzisz się pisać. I chwała Ci za to, bowiem udowadniasz, że samorozwój jest możliwy niezależnie od "zewnętrznych sił", a zależny jedynie od naszego samozaparcia.

Powodzenia!

P. S. Nie jestem humanistą, wręcz przeciwnie. Mogę szczerze powiedzieć, że czasem chciałbym się pozbyć swojego "szkiełka" :) i podchodzić do życia z większym dystansem.

PP. S. Przed chwilą przyjrzałem się ile schudłeś O.o => sam niedługo zaczynam. Od biegów i diety Dukana.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:21:46
przez Wnieslowski 2011-01-06, 22:36
Cytuj
Jedno słowo.

Dziękuje.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:22:02
przez slawcio99 2011-01-06, 23:18
Cytuj
My tu na forum się zastanawiamy, co to się stało, że po zmianach część ludzi znikła w tym smilerek.
Często jak widzę długie posty to mi się odechciewa... a dzisiaj patrzę... smilerek wrócił przeczytałem od 1-szej do ostatniej literki:) Nie no kopa dałeś konkretnego. Tak sobie czytając twój wpis przypomniałem sobie ile mam rzeczy do zrobienia, do zrealizowania, które gdzieś tam kiełkowały, ale były odkładane nie wiadomo dlaczego z tak błahych powodów... Czuję, że czeka mnie nie przespana noc :idea:
6 stycznia 2011 godz 22:15... pasuje, żeby ten rok nie był zmarnowany :D Rozpisywać się nie będę, ale powiem krótko: wymiatasz 8-) Duże piwko ci postawić ci tylko (u nas jest pomógł) a gdzie tam... PIWO !!!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:22:17
przez Dżosef 2011-01-08, 23:59
Cytuj
Jesteś motywacją, niewątpliwie ! W dodatku potrafisz barwie opisać to nad czym pracujesz, propsy ! :ok:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:25:03
przez smiler 2011-03-26, 16:06

TEMAT: KWARTALNIK SMILER'a ;D
czyli podsumowanie ostatnich kilkunastu tygodni
26.03.2011


Jakoś tym razem nie mam najmniejszej ochoty na pisanie dziwnych spisów treści i innych pierdół, więc po prostu pozwolę myślom płynąć. A co z tymi myślami... ano kolejny raz przekonałem się o ich potędze i nie mam już najmniejszego zamiaru z nimi zadzierać. Obecnie mój nastrój jest dziwny. Tak jakbym ledwo co się obudził. Jestem zodiakalnym lwem, więc i zwierzęciem napędzanym światłem słonecznym (czyt. nienawidzę zimy). Przez ostatnie trzy miesiące w moim życiu nie wydarzyło się nic znaczącego, ale przynajmniej mam jaja, żeby to przyznać :P.

Z najważniejszych wydarzeń to rozstałem się ze swoim małym ideałem, czyli Dominiką. Miała miejsce bardzo niemiła sytuacja na sylwestrze (szczegóły zostawię dla siebie) i wtedy rozstaliśmy się po raz pierwszy. Na szczęście udało mi się to jakoś naprawić (m.in. na śniegu narysowałem czerwonym sprayem u niej przed szkołą wieeelkie serce z napisem "Diablica :*" w środku (http://img64.imageshack.us/img64/4007/zdjcie0146q.jpg)). Niestety miesiąc później mojej małej "coś odje*ało" i rozstaliśmy się na dobre. O co chodzi? Otóż do tego czasu nie rozumiałem systemu emocjonalnego kobiety (który jest kompletnie różny od męskiego i to >zawsze jest< odkrycie dla wszystkich mężczyzn i PUA), a to powodowało różne niesnaski. Problemy się złożyły, a mój brak zrozumienia sprawy spowodował to, że wszystko się skończyło... tak magicznie jak się zaczęło. Dostrzegam swoją winę, ale boli mnie to, że ona nie widzi swojej. To mnie zawsze w ludziach wku*wiało - nikt nie ma jaj, żeby przeprosić i spróbować porozmawiać (ona pewnie myślała to samo :P). Dzisiaj raczej do siebie się nie odzywamy. Nie obwiniam jej o nic, ale trochę mnie to wszytko boli, że tak to się skończyło. Nie mam jednak zamiaru robić jakiegokolwiek ruchu w jej stronę, bo chcę się skupić całkowicie na sobie, bo taki ze mnie samolub :). Tęsknię za nią, myślę o niej... ale poza całą tą sytuacją uważam, że jest wspaniałą dziewczyną i jeśli tylko będzie umiała wybierać sobie facetów to prędzej czy później ułoży sobie życie.

Przytyłem. Ku*wa 8-). Wlazło mi bezczelnie 7kg, damn - zniknął mój boski "kaloryfer" i biodra uległy maciupeńkiemu powiększeniu :P. Nie przejmuję się tym jednak, albowiem przy okazji wzrosła moja masa mięśniowa, a jak wiadomo - mięśnie są cięższe od tłuszczu. Nie zmienia to wszystko faktu, że nadal konsekwentnie brnę do zrealizowania swojej wizualizacji, o której pisałem. W tą środę jestem umówiony na wizytę z Mariuszem Bałazińskim - światowej sławy kulturystą. W ogóle śmieszna sprawa, że w moim mieście (które jest zadupiem Łodzi) żyje sobie talent i zawodnik takiej klasy, a o tym wszystkim cisza jak makiem zasiał, SZOK - nie ma to jak odpowiedni PR miasta :). Pan Mariusz posłucha co chcę osiągnąć, potem powie swoje, ustawi mi suplementację (na którą już mam odłożoną kasę) i powie co nieco o żywieniu. Wracam "do domu" - dość zimowej stagnacji. Poza tym od 3 miesięcy borykam się z problemem zapalenia ucha, a od tego tygodnia będę mógł wrócić na basen, czyli wrócą też stare nawyki (kotwica emocjonalna mi się ustawiła z basenem :P).

Poza tym pocieszyło mnie kilka pierdół w życiu:
- wreszcie odebrałem dyplom wykształcenia wyższego,
- przeczytałem już w tym roku 15 książek,
- opracowałem nową mapę celów,
- podniosłem wiarę w siebie poprzez zrozumienie swoich możliwości w stosunku do prowadzenia własnej działalności gospodarczej,
- napisałem pierwszy rozdział magisterki,
- przestawiłem w pokoju meble i jest powiew świeżości,
- 3 razy byłem w kinie i ani razu nie byłem w teatrze ;P,
- byłem na koncercie O.S.T.R., który był naprawdę świetny,
- mam kolejne plany.

Od kilku dni miewam momenty wątpienia w siebie. Jakoś tak w środku siedzi we mnie strach, że mi się "nie uda" zrealizować wszystkiego jakbym chciał, tego całego planu siebie. Wiem, że to tylko chwilowy stan, więc się nim upajam, ale czasami mam takie wrażenie, jakby przyssał się do mnie wampir energetyczny i ze mnie ssał ;/. A że tak się teraz czuję (stan podobny do tego, kiedy trenowałem pierwszy raz) to sam wiem, że najlepszym antidotum jest działania. Dlatego wracam sobie do jazdy na rolkach. Wracam na basen. Wracam do stałych treningów. Wracam do stałej pracy nad sobą. Wracam do gry.

Dokładnie tak. Nic mnie teraz nie napawa tak pozytywnym nastawieniem do życia jak świadomość tego, że wiosna zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nią miniówki :). Potrzebuję romansu. Nie jakiejś wielkiej miłość - romansó(w) :P. Dlatego w przyszłym tygodniu jadę szaleć na miasto - jeśli ktoś z forum jest zainteresowany wspólnym "plażowaniem" to zachęcam do pisania na priv / mail i ustawiania się (smiler@op.pl). Na wstępie zrobię sobie rozgrzewkę przed sezonem i mam nadzieję, że w ciągu 2-3 tygodni będę zdolny do pełnej gry... ale tym razem dość wyrzutów sumienia i zasad - mam zamiar lecieć bo bandzie 8-).

Dlatego też postanowiłem, że zrobię to co mi łazi po głowie od kilkunastu dobrych miesięcy!

UWAGA :D!

3

2

1

NAPISZĘ KSIĄŻKĘ :)!

Dokładnie tak!

Czytam czasami te różne artykuły ze stron PUA i krew mnie zalewa ze względu na brak warsztatu. Wszędzie te same informacje permanentnie powielane, zero naukowego zaangażowania. Już, gdy czytałem arty "Wujka" kilkadziesiąt miesięcy temu to miałem ochotę wszystko popoprawiać. Teraz jednak mam rozwiązane ręce w kwestii zbierania materiałów, więc przez zimę tego roku będę mógł je opracować w jedną całość i wydam książkę o uwodzeniu pisaną w sposób popularnonaukowy, której głównym celem będzie danie odpowiedzi na wszystkie pytania "dlaczego?", które padają na forach. Wiem, że zrobię to dobrze, bo kilka artykułów mam już na koncie, poza tym są wystąpienia na imprezach naukowych, referaty, prace naukowe, etc. Uważam, że mam fajny styl, który czyta się lekko i z uśmiecham (chociaż tym postem tego nie udowadniam :P), a dzięki temu forum wyrobił się on na tyle znacznie, by po napisaniu pracy magisterskiej uznać go za w "pełni oszlifowany" (jak na 24-ro latka :P).

I z tego pomysłu wyewoluował pomysł iście genialny... POPROWADZĘ WARSZTATY! Mhm, dokładnie tak po raz drugi! Mam teraz taką wiedzę, że mała głowa i mam ochotę się tą wiedzą podzielić (w końcu oficjalnie pan socjolog i powiem szczerze, że jestem z tego bardzo dumny :) ). Chciałbym, aby warsztaty odbyły się pod koniec kwietnia przed majówką lub w pierwszej połowie maja (przed wakacjami) i dlatego mam jeszcze większą motywację na treningi, gdyż preferuję praktykę nad teorię. I dlatego też będą to warsztaty czysto-teoretyczne, a w związku z tym będą dość długie. Jestem nastawiony na przerobienie całego materiału, z którym do tej pory obcowałem i jeśli będzie trzeba - będę to wykładał do godzin porannych :P. O wszystkim będę informował zainteresowanych na bieżąco (tworzenie www jest w 70% ukończone).

A Z TEGO POMYSŁU WYEWOLUOWAŁ POMYSŁ JESZCZE BARDZIEJ GENIALNY, ale o tym napiszę, jak już zrealizuję ową koncepcję. Fakt faktem, że sam jestem pod swoim wrażeniem :). Zdradzę jedynie tyle , że z osób, które przyjdą zamierzam utworzyć grupę ostrych graczy, gdyż zacznę całe uwodzenie budować w tych ludziach od samych podstaw. I kiedy mówię "od podstaw" to mam na myśli "totalne zero" z zakresu wiedzy i emocji związanych z uwodzeniem kobiet. Wszystko to zamierzam poprowadzić niezależnie od faktu czy będę w związku czy nie. Szczegóły jednak zachowam dla siebie, ale kiedy już wszystko wypali to dam znać na forum i będę zachęcał do podejmowania pewnej inicjatywy.

I tym oto sposobem Smilerek rusza w kolejną przygodę życia :). Zaczynam zbierać materiały. Jeśli tylko macie coś godnego polecenia to BŁAGAM - podzielcie się ze mną informacjami. Jeśli tylko macie jakieś pytania, na które chcielibyście znać odpowiedź, linki, ebooki - piszcie, bardzo was o to proszę.

POMÓŻ SMILEROWI PISAĆ KSIĄŻKĘ ;D!

Podsumowując:
1. Obudziłem się, czuję się coraz lepiej <FUCK JEAH>!
2. Wracam do zabawy w uwo, więc jeśli jesteś z ŁDZ i/lub okolic to pisz na priv lub maila (smiler@op.pl), abyśmy mogli się ustawić i poszaleć na day/night game razem (niektóre weekendy mi odpadają, ale tydzień mam zazwyczaj wolny).
3. Poprowadzę świetne warsztaty z zakresu podstaw uwodzenia (będzie dużo z psychologii, sposobów radzenia sobie ze stresem, wpływu społecznego, etc.) i...
4. Zrealizuję swój niecny plan stworzenia pewnej społeczności 8-).
5. Z materiałów, które uda mi się w tym czasie zebrać, powstanie książka :).



GAME ON, BITCH!

SMILER STIKES AGAIN!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:25:45
przez Pepe 2011-03-26, 17:12
Cytuj
Cytuj
    Crespo napisał(a):Dużo piszesz, znaczy dużo czytasz. Czyta się Twój dziennik jak książkę. Mam parę uwag ale jest OK. Może będziesz pisał kiedyś do jakiejś gazety a może nawet napiszesz, książkę...(nie ma tu ironii :-) )

    Pozdrawiam!!!



Heh, Crespo już dawno przewidział, że napiszesz książkę ;-) Pozdrawiam Cie i powodzenia.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:26:01
przez zorro 2011-03-27, 19:08
Cytuj
Bardzo się cieszę i życzę powodzenia Smiler, keep it up :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:27:33
przez smiler 2011-04-18, 18:35

TEMAT: MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ ;D!

Ostatnio na forum Perfect Dating zaczęło się dziać naprawdę źle. Niegdyś, na Sztuce Uwodzenia, było wielu fajnych użytkowników, którzy brali aktywny udział w dyskusji i pomagali ludziom stawać się lepszymi - sam tego doświadczyłem. Niestety pewne okoliczności sprawiły, że na horyzoncie pojawiły się problemy, którym to forum po prostu nie podołało. Cała elita zniknęła.

I nie ma się co dziwić - to forum nie ma już nic do zaoferowania... przynajmniej dla mnie.

Marzyłem o tym, żeby stworzyć jakąś społeczność, która byłaby nastawiona nie tyle co na uwodzenie, ale na życie i jego czystą esencję. Chciałem być otoczony osobami, które zrozumiały o co chodzi w tej całej "grze", wyśmiały ją w takiej formie, w jakiej jest dzisiaj, i zaczęła pragnąć wyciskać jeszcze większe soki z tego co nam oferuje świat. Aby to marzenie zrealizować chciałem robić różne strony www, warsztaty-nie warsztaty, spotkania. I jak zawsze w takich sytuacjach - rozwiązanie było bliżej niż się spodziewałem, było na wyciągnięcie ręki.

Chwilę po moim ostatnim wpisie, w którym pisałem o swoich zamiarach, ("Kwartalnik Smiler'a) pojawił się post Zorro (http://sztuka-uwodzenia.pl/post52253.html#p52253), z zupełnie innej kategorii, który ostro pojechał po wszystkim co się dało. Otworzyło mi to oczy, bo pokazało, że wśród osób rozwiniętych "ucieczka" z for i "gry" to ogólna tendencja. Długo nie myśląc, dałem działać emocjom i wysłałem wieeelu starym i dobrym userom wiadomość informującą, że są możliwości do działania. Fart chciał, że akurat skończyłem czytać książkę o masonerii :P... Część z nich odpowiedziała, część nie, a jeszcze inna część nie zdążyła tych wiadomości przeczytać, bo nie logowali się na forum ruski rok.

Finalnie udało się przerzucić rozmowę na stare forum fora.pl, a stamtąd przekierować ją na... utworzone w pełni przez nas forum :).

Mhm. Dokładnie tak. Mamy swoje forum.

Ale kto ma?

Otóż zalogowani użytkownicy to śmietanka z dawnej, dobrej "sztuki". Przez większą część czasu opracowywaliśmy to jak to forum będzie wyglądało i duuużo pisaliśmy o kwestiach technicznych. Dzięki temu, moim zdaniem, ukuło się, że każdy ma wpływ na forum i jest ono strasznie "plastyczne", wciąż nad nim pracujemy. Mamy wiele działów, ułożonych w logiczną całość, gdzie nikt na nas nie krzyczy, a kiedy robimy offtopic to po prostu dajemy ikonkę - :offtopic: i piszemy głupoty :P (mnie osobiście zawsze denerwowało to, że w tematach nie można sobie pozwalać na offtopic, który moim zdaniem jest cementem dla postów, które tworzą temat, czyli dom).

Krąg osób jest zawężony, forum jest zamknięte i nie da się go nawet podglądać. Dzięki temu mamy pełen komfort psychiczny (i wychodzą TAKIE perełki na temat użytkowników, że szkoda gadać ;P). Panuje luźna i twórcza atmosfera. Piszemy o tematach poważnych i naprawdę błahych. Wreszcie mamy środowisko osób, które jest bardzo stymulujące pod względem samorozwoju. Nie ma reklam, ani zakazu wrzucania linków. Jest... normalnie.

Nazywamy się "Bractwo IOI" (logo to jest tymczasowe). Fundatorem nazwy jest Pierwszy, który skrót "Indicators Of Interest" rozwinął w zupełnie inny sposób, który wręcz idealnie do nas pasuje (rozwinięcie oczywiście pozostaje tajemnicą :P).

Chcemy się spotkać, są już konkretne plany. Dużo piszemy, bardzo dużo. Teraz trochę przycichło, ale to i tak nie zmienia faktu, że generujemy więcej postów niż to forum. Posty te są świetne jakościowo. Jest progres. Dla mnie - ogromny. Chcemy pisać o uwodzeniu, wydawać ebooki. Będziemy je rzucać w sieć jak diamenty ;). Jest wiele zdolnych osób chętnych do pracy, chętnych działać. Prezentujemy taki poziom, że nasze dyskusje to coś więcej niż "jak zagadać", są tematy o związkach, poruszane są kwestie przyszłych planów, etc.

Ale przede wszystkim - żyjemy. Jesteśmy tak zajarani sobą i tym jak wiele możemy osiągnąć, że z tego może wyrosnąć coś naprawdę wspaniałego ;)!

Mógłbym pisać tak godzinami, bo godziny spędziłem oglądając to forum, ale to nie ma sensu, bo po co :)? Mamy teraz swój własny, wygodny, kameralny krąg, który jest niezwykle motywujący. Częściowo opracowaliśmy też przyszłą kwestię dokooptowania nowych userów, ale na razie forum musi chwilkę ostygnąć. Wiemy jedno - nie da nas się ubłagać o zaproszenie i o aktywację konta - to my znajdziemy userów, a nie oni nas :).

Reasumując: W całym tym PUAobłędzie udało się jakimś fartem znaleźć moc i ją wykorzystać. Mamy multum świetnych użytkowników, którzy są naprawdę zapaleni do rozwoju, a atmosfera jest po prostu fenomenalna.

Wątpiłem w to wszystko co mnie otaczało, a tu proszę - jednak się dało :).

Pozdrawiam,
Smiler ;D!

PS
Jeśli pewnego pięknego dnia zobaczycie kolesi poginających w centrum jakiegoś miasta w koszulkach z logiem bractwa i wyrywających najlepsze laski - to to będziemy my ;)!

PPS
Tak, chłopaki. Musiałem :mrgreen:, przepraszam :P.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:27:55
przez Klakier 2011-04-18, 20:38
Cytuj
Jesteś w gorącej wodzie kąpany :]]

Och, jak już piszesz o ty e-buku, to ruszmy dupencje i zacznijmy działać w tym kierunku. Ja już wstępnie rozpisałem Basis Body Language :DD

To prawda, że tam aż chce się pisać. ;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:28:55
przez Klakier 2011-04-18, 20:38
Cytuj
Jesteś w gorącej wodzie kąpany :]]

Och, jak już piszesz o ty e-buku, to ruszmy dupencje i zacznijmy działać w tym kierunku. Ja już wstępnie rozpisałem Basis Body Language :DD

To prawda, że tam aż chce się pisać. ;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:29:43
przez smiler 2011-04-24, 10:09

EJ! EJ! EJ!

ŻYCZĘ WSZYSTKIM WESOŁEGO JAJA ;D! Specjalnie dla was ułożyłem wierszyk ;D!



Wesołego jaja na Wielkanoc
i żeby penisy stały wam co noc
i żeby zawsze miały kobietę
co wam seks da jak rakietę!

A jak kobity tero nie mata
to żeby po świętach się znalazła!
Taka 10tka z wielkimi cycami
i tyłkiem jak z pornolów Naoimi ;D!

I samorozwoju wam też życzę!
Duchowego, umysłowego,
emocjonalnego jak I również cielesnego!
Bo to ważne i 'uj!




HA!

Ostatni wers was zaskoczył, co?! NIEPRZEWIDYWALNY SMILER ZNÓW ZAATAKOWAŁ ;D!

Jeszcze raz - WESOŁEGO ;)!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:30:00
przez majorek241 2011-04-24, 11:34
Cytuj
Super wierszyk,ten to ma pisane,nawzajem wesołego i smacznego jaja :)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:31:22
przez smiler 2011-06-17, 21:55

TEMAT: RAPORT OKRESOWY ;)


SPIS TREŚCI
1. Wstęp
2. 4 elementy
---2.1. Duch
---2.2. Umysł
---2.3. Serce
---2.4. Ciało

3. Ballada 7+2 tożsamości[/i]
---3.1. Ja (łowca życia)
---3.2. Sportowiec
---3.3. Intelektualista
---3.4. Lider
---3.5. Część rodziny
---3.6. Uwodziciel
---3.7. Przyjaciel
---3.8. Stosunek do świata + stosunek do materialności

4. Podsumowanie






1. Wstęp
Minęło sporo czasu od mojego ostatniego większego wpisu, więc i wiele się zmieniło. Życie toczy się swoim szalonym torem, którego ani mi się śni zmieniać. Kiedyś w swoim pamiętniku napisałem, że za każdym razem czuję się lepiej i nie wiem czy to ma jakiś koniec. Dziś już wiem - nie ma. Życie to nieustanna droga rozwoju i największym głupcem jest ten, kto się zatrzyma i dojdzie do wniosku, że już dalej nie idzie. Smucą mnie osoby, które mówią, że świat jest "taki a taki" i nie potrafią wyjść z tej swojej komfortowej strefy.

Sam kiedyś taki byłem. Chwała mi za to, że ruszyłem dalej, że znalazłem siłę, że wiele osób mi podarowało trochę swojej ;).

Dla przypomnienia, lub dla tych, którzy mnie czytają po raz pierwszy, powtórzę, że w trakcie mojego rozwoju doszedłem do wniosku, że człowiek składa się z czterech elementów:
- duchowego,
- umysłowego,
- emocjonalnego,
- cielesnego.
Najwyższy jest element duchowy, a najniższy - cielesny. Niemniej jednak wszystkie są kluczem do siebie, wszystkie współgrają i tylko rozwijając każdy jesteśmy w stanie rozwijać wszystkie. Dbajmy o CAŁYCH siebie, a nie tylko o poszczególne fragmenty.

Poza tym składam się z 7+2 tożsamości:
- ja
- sportowiec
- intelektualista
- lider
- członek rodziny
- uwodziciel
- przyjaciel
- stosunek do świata + stosunek do materialności.

I z tego punktu widzenia będę opisywał siebie ;)



2. 4 elementy
2.1. Duch

Czuję się bardziej uduchowiony, bliżej Boga. Jestem bardzo wierzącą osobą, ale silnie oddzielam wiarę od religijności. Jakoś od dłuższego czasu chodzę spokojniejszy o siebie, swój świat o swoje życie. Tak jakbym zdał sobie sprawę z tego, że jeśli mam w sercu Stwórcę to nic mi nie grozi.

W zasadzie to znaczną część swoich myśli skupiam na rozmowie z Bogiem. Nie wiem jak to odbieracie, możecie być ateistami - rozumiem, spoko. Ja czuję się coraz bardziej "czysty", jakby "lekki", zawierzyłem się Bogu. Wyszedłem daleko w przyszłość i zobaczyłem swoje lata, które przeżyłem i przeżyję, jako nicość w porównaniu do tego czym jest życie wszechświata i nieskończoność. Znów zobaczyłem błahość tego co mnie otacza i znów utwierdziłem się w swojej drodze. Nieważne co będzie - trzeba być sobą. Dzięki temu wszystkiemu mniej boję się śmierci... a wręcz zacząłem jej oczekiwać (od dawna ciągnie mnie w kierunku: "K***a... ciekawe co tam jest po drugiej stronie?").

Jestem wręcz przepełniony Bogiem. I nie mówię tu o jakichś dziwnych formułkach z mszy, albo coś w tym stylu. Tak jak Kościoła Katolickiego nie lubiłem, tak nie lubię nadal. Jak nie praktykuję tych głupich rytuałów, tak nie robię tego dalej. Chodzi o to, że mam w sobie taki trudny do zdefiniowania spokój, taką energię... błogość? Nie wiem jak to określić. Dla mnie to jakiś nowy poziom, który nie pozwala mi się martwić na dużą skalę.

Mój Bóg? Mój Bóg mi nic nie karze. Mój Bóg nie karze mnie, ale nagradza. Oczekuje bardziej miłosierdzia niż ofiary. Daje mi wiarę i nadzieję. Pomaga osiągać cele, realizować siebie. Mój Bóg nie rozkazuje mi krzyczeć wszystkim dookoła, że istnieje - mój Bóg "zna" swoją wartość. Mój Bóg hołduje wolności i samorealizacji... a w zasadzie to ja jemu oddaję hołd poprzez swoje życie. Mój Bóg do niczego nie zmusza - zachęca. Daje mi spokój. Mój Bóg to nie pioruny i sztuczki z niebios, ale raczej stan. Cieszę się. Wierzę, że nic mi nie grozi, że mogę pozwolić sobie na bycie :) . Mój Bóg pomaga mi odnajdywać się w tym świecie i trzymać się swoich zasad, choćby nie wiem co się działo.

Zacząłem czytać Nowy Testament. Biblia leży otworzona na biurku. Moje życie coraz bardziej się napełnia, a te dwa kawałki chyba najlepiej prezentują mój obecny stan duchowy:
- Plan B - Prayin' : http://www.youtube.com/watch?v=WG6VUvX7YQs
- DMX - Lord give me a sign : http://www.youtube.com/watch?v=U8U_gR58eJU

Duchowy high.

2.2. Umysł
Analizuję świat na wszystkie możliwe sposoby. Zbieram obecnie tak wiele informacji, że sam jestem w szoku. Źródłem jest dla mnie absolutnie wszystko. Ze wszystkiego jestem się w stanie uczyć, dokształcać. Coś niesamowitego, bo zwykłe drobiazgi tak czasami potrafią wpłynąć na myśli, że... jeszcze kilka miesięcy temu sam bym w to nie uwierzył. Mam wrażenie, że wszechświat jest nieograniczony.

Rozwijam swój umysł w zastraszającym tempie, ale teraz więcej wiedzy czerpię z kontaktów międzyludzkich niż z książek. Książki to teoria, ludzie i życie to praktyka. Wiadamo, że nikogo nie nauczymy jeździć autem, jeśli tylko będziemy mu mówili jak to robić... trzeba jeździć :). Tak samo z wiedzą - trzeba działać.


2.3. Serce
Tu znaczny progres. Pędzę jak oszalały. Coraz więcej emocji notuję w swoim (prywatnym) dzienniku, coraz więcej przeżywam. Serce mnie czasami kłuje, ale to tylko pozytywny przejaw :) . Obecnie jestem w fazie grzebania i babrania się w swoich brudach. Powróciło niskie mniemanie o sobie, ale w takiej innej, odmienionej i bardziej interesującej formie. Nie chcę się tego wyzbywać. Chcę być emocjonalnie czysty i wypalony, ale móc sięgać pamięcią w te dawne dni. Już nie chcę, aby moje serce było absolutnie czyste, chcę, żeby było lekko "usyfione". Dlaczego? Życie jest takie, a ja definitywnie nie chcę odciąć się od jego najcięższego i najtrudniejszego, a zarazem najpiękniejszego, nurtu i żyć w krainie łatwych i szybkich pieniędzy, kobiet, samochodów, etc. Nie, to nie w moim stylu. W zamian wolę wskoczyć w najbardziej rwący nurt i po prostu płynąć.


2.4. Ciało
Przytyłem jak s*******n ;D (obecnie 94-95kg, czyli +13-15kg)! Ale to dlatego, że jestem teraz na diecie masowej. Od kwietnia przerzuciłem się na treningi siłowe, jem białko, glutaminę i BCAA. Efekt jest. Wszystko szło bardzo powoli, ale tak właśnie działa prawo siewu i zbioru (o tym w swoim czasie). Po paru tygodniach zacząłem zauważać zmiany, są teraz bardzo widoczne - w sile i masie mięśniowej. W ten poniedziałek zaczynam redukcję i chcę dojść do 82-84kg i tak już zostać na zawsze. Podziwiam siebie w lustrze, bo wiem, że masę mięśniową mam znacznie lepszą niż ta sprzed kilku miesięcy :). Dopiero teraz "wyjdą" mi wspaniałe muły :D!



3. Ballada 7+2 tożsamości
3.1. Ja (łowca życia)
Chwytam życie jakim jest. Wciąż łowię coraz to ciekawsze doznania. Świat przeżywam na bieżąco. Jest piękny, sprzeczny. Naprawdę - uwierzcie mi. Życie jest z*******e!

Tyle razy ile ja już się wywaliłem na mordę to tylko Bóg może zliczyć. Tyle razy ile zawiodłem się na sobie, na ludziach - też tylko Bóg. Nie chcę nawet wspominać ile razy upadałem z powodu tego świata, bo szkoda moich nerwów. Świat? Uważam, że jest obrzydliwy i za cholerę nie mogę zrozumieć dlaczego tyle fajnych chłopaków na siłę chce iść rżnąć te puste i tanie dupy... i nie mogę zrozumieć dlaczego tyle fajnych dziewczyn tak pragnie tego hajsu i statusu pseudofajnych facetów. No ale cóż, najwidoczniej od zwierząt różni nas tylko "kultura". Wszędzie widzę tylko syf na przemian z miłością i wartościami, o które warto walczyć i umierać. Świat? Uważam, że jest przepiękny i za cholerę nie mogę go zrozumieć.

3.2. Sportowiec
Kupiłem sobie odżywek (białko, glutamina, BCAA) i zmieniłem treningi. Teraz chodzę na siłownię 3 razy w tygodniu i... SĄ EFEKTY! SĄ I TO SATYSFAKCJONUJĄCE! Dojechałem masę mięśniową, a od poniedziałku (20.06.2011) zaczynam redukcję. Wyrzeźbię się, zmieniając trening na cardio i areoby (czyli czysta wytrzymałościówka) + dieta. Jestem na dobrej drodze do osiągnięcia tego co chcę, ale będę chciał zluzować z tą masą, bo na fotkach z wizualizacji z poprzednich postów jest ona trochę za duża jak dla mnie. Chcę być szczuplejszy niż ci modele :) .

Niestety moje marzenia dotyczące udziału w programie "Selekcja" prowadzonego m.in. przej majora Arkadiusza Kupsa musiały zostać przełożone - nie wszystko na raz, teraz już o tym wiem. Najpierw masa, później redukcja, następnie wytrzymałość i w zimę siła. W międzyczasie dodam treningi cardio, żeby na wiosnę mieć ekstra fundamenty pod ostrą kondycję, która przyzwyczajona do zmiennych treningów powinna szybko ruszyć w górę.

Z planów czysto sportowych poza "Selekcją" mam jeszcze jeden konkretny na ten rok i na przyszły. Gdy już schudnę i zrobię "jako taką" kondycję to znów zapisuję się na sporty walki. Tym razem jednak wiem czego chcę:
- 1 raz w tygodniu boks/kickboxing (MMA),
- 1 raz w tygodniu BJJ,
- 1 raz w tygodniu Krav Maga.
Po trzech miesiącach chcę od razu jechać na zawody, jak najszybciej.

Sami już wiecie, że bywałem w tym dzienniku bardzo szczery, więc i tym razem też będę... Po prostu się boję. Boję się konfrontacji fizycznej, moich umiejętności i tego, że dostanę po pysku na ulicy. Jednak to na co warto zwrócić uwagę to fakt, że bójka z emocjonalnego punktu widzenia jest identyczna z uwodzeniem! I jednemu i drugiemu towarzyszą te same emocje! Skoro przezwyciężyłem strach przed kobietami to czemu nie miałbym zrobić tego samego w stosunku do mężczyzn (tak, wiem jak to brzmi :P).

Założenia?
1. Zapisać się we wrześniu/październiku na treningi sportów walki.
2. Trenować ok. 3 miesięcy (warto, abym złapał/przypomniał sobie podstawy podstaw).
3. Pójść zawalczyć (po prostu wyjść na arenę/ring/klatkę, nic innego; sukcesem będzie, gdy moja stopa po prostu postawi w tym właśnie miejscu, co będzie dalej - nie liczy się).
4. Podczas pierwszej/kolejnej walki przeprowadzić jedną udaną akcję.
5. Podczas kolejnej walki przeprowadzić dwie-trzy udane akcje.
6. Podczas walk permanentnie przeprowadzać udane akcje.
7. Zwyciężyć walkę.
8. Zwyciężać coraz więcej walk.
9. Wygrać znaczący tytuł.

Dodatkowo muszę porozciągać mięśnie i ścięgna, aby być przygotowanym do stworzenia odpowiedniego ciała do tego typu wyzwań.

Niedługo zapisuję się na wspinaczkę.


3.3. Intelektualista
Piszę pracę magisterką i... działam! Trochę bardziej niż poprzednio, ale działam. Za wolno jak dla mnie, ale nie mogę znaleźć w sobie motywacji. Zaczynam się bać, że mi się nie uda i nie obronię się we wrześniu. Potrzebuję pomocy. Regularnej pomocy, ale nie wiem skąd ją wziąć. Mimo wszystko udało mi się osiągnąć już wiele, wiem, że jestem na dobrej drodze.

27 lipca 2011 mam 25 urodziny... ten dzień będzie również dniem, w którym dowiem się, czy dostałem się na drugi stopień studiów socjologicznych. Czekam z utęsknieniem :).


3.4. Lider
Pamiętacie co pisałem ostatnio? To o tym, że chciałem założyć autoszkołę? No to już nieaktualne :). Mawia się, że dobry lider i manager to osoby, które potrafią ułożyć plan na 40 lat i umieć go zmienić w ciągu kilku dni.

Dokładnie tak samo jest ze mną. Zmieniłem plany i idę w coś o czym jestem stuprocentowo przekonany! Idę w produkcję ciuszków ^^. Od kilku lat moim marzeniem było stworzenie firmy produkującej odzież sportową. Całkiem niedawno złożyłem papiery o dofinansowanie od Unii Europejskiej i wierzę, że mi się uda. Nie jest to oczywiście kwestia kilku dni, ale miesięcy. Jednak jeśli nie zacznę działać teraz to nie ma mowy, żeby w styczniu 2012 móc zacząć działać na poważnie.

Na świecie panuje zasada "coś za coś" i wiele osób ją łamie - biorą od świata bogactwa i nic nie dają w zamian. A ja mam plan! Jeśli mi się powiedzie to będę się spełniał w swojej misji i będę organizował półdarmowe/darmowe (zobaczę jak się będę wyrabiał z kasą) warsztaty z zakresu samorozwoju w całej Polsce :)! Chcę pomagać ludziom na większą skalę niż obecnie, a wiem, że umiem. Poza tym czuję, że znajdę bardzo wiele osób, które mi pomogą i chętnie będą działały dla dobra ogółu (chociażby chłopaki z Bractwa IOI... chyba :P).


3.5. Część rodziny
Pomagam mamie i siostrze oraz mojemu szwagrowi. Relacje z rodziną są na wyższym szczeblu niż pół roku temu. Staram się rozumieć, ale to nie jest wcale takie proste. Też jestem człowiekiem i mam swoje wady, więc odburknę coś czasami, odkrzyknę, a przez to ranię bliskich. Przepraszam ich za to, ale nie jestem idealny... mam jednak jaja żeby to przyznać i powiedzieć "przepraszam", jeśli trzeba. Najgorsze jednak dla mnie jest to, że często przepraszam nawet, jeśli nie zawiniłem, tylko po to, żeby skończyć ten okres marazmu i smutku w domu, który następuje po kłótni.

To moja duma... K***a, chciałbym móc jej się czasami pozbyć. Jest piękna w życiu codziennym. Pomaga mi rozumieć zasady, honor, godność, ale jej negatywna strona to nadmuchane ego i obrażona facjata Smilerka, gdy coś idzie nie po jego myśli :). Jedna z moich kolejnych radości do walki o siebie. Pomaga jeden cytat: "Przyczyną, dla której rzeki i morza otrzymują hołd tysięcy strumieni, jest fakt, że trzymają się niżej od nich." (Lao Tse)

Uczę się pokory. Szkoda, że najczęściej na najbliższych. Kocham rodzinę z całego serca.


3.6. Uwodziciel
Oj joj joj... Tutaj zastój totalny. Nic nie uwodzę, nic nie podrywam. Zgarnąłem jakieś tam maile, ale zginęły mi gdzieś w moim słodkim rozgardiaszu :P.

Jakoś mnie to nie obchodzi teraz, to znaczy kobiety. Są dla mnie na dalszym planie. Na pierwszym ustawiłem Boga i siebie, później rodzinę i przyjaciół. Kobiety są mi obojętne, nie latam za nimi, a i nie chcę na siłę ich szukać, żeby zaspokoić swoje fizyczne potrzeby. Jeśli już to prędzej emocjonalne.

Niemniej jednak jestem teraz bardziej samowystarczalny (i tak, tak... od razu ucinam głupie domysły - MHM! WALĘ GRUCHĘ... jak każdy zdrowy facet :P). Przez ową samowystarczalność rozumiem przebywanie dla siebie... traktowanie życia jako "gry dla gry", a nie jakichś głupich celów. Najważniejsze cele w życiu, czyli ludzie, nie są czymś co można "odhaczyć" i powiedzieć sobie: "Ok, dobra... zrobione, co dalej?". Tak można robić z celami jakiejś organizacji, klubu, etc., ale nie z ludźmi. Ludzie to permanentna walka o lepsze jutro.


3.7. Przyjaciel
Tu zanotowałem ogromny skok do przodu. Jakoś relacje z moimi najbliższymi ziąkami podskoczyły do góry. Wciąż z nimi rozmawiam, słucham ich. Powiększam systematycznie grono ludzi, którym pomagam rozwijać potencjał i siebie. Część z nich nagle odkrywa w sobie ile jest warta i zaczyna działać.

Jest o co walczyć. Walka ta dodaje mi sił.


3.8. Stosunek do świata + stosunek do materialności
Zadałem sobie pytanie z książki S.R.Covey'a "Najpierw rzeczy najważniejsze" - "Czego będziesz żałował, gdy będziesz umierał?" Tego, że nie spędziłem więcej czasu na facebooku? Tego, że nie przesiedziałem więcej godzin przed telewizją? Tego, że nie kupiłem sobie więcej materialnych przedmiotów?

Nie.

Będę żałował, że nie dałem z siebie jeszcze więcej niż daję obecnie. Tego, że czasami raniłem, że nie przeżywałem życia jeszcze bardziej. Będę żałował, że nie byłem w większym stopniu w stanie podzielić się wiedzą jaką posiadam. Że nie wpłynąłem na większą ilość ludzi. Że czasami nie byłem powodem miłości. Że nie potrafiłem czasami przebaczać...

Jak widać mało tu jest o pieniądzach. Zdałem sobie sprawę z ich błahostkowości. Może to też dlatego, że mam już silny charakter. Wiem, że to kim jestem zależy ode mnie, a nie od ludzi i świata. To wszystko wpłynęło na to, że moje poczucie wartości wynika z tego kim jestem.

Nie takie skarby przyszło mi łowić w rzece życia. Wybrałem emocje i przeżycia. Wszystkie, nie wybiórczo! WSZYSTKIE! Nawet te najohydniejsze i najbardziej obleśnie, powodujące wymioty niczym "Zew Cthtulhu". Napełniam życie chwilami, mam już pokaźny asortyment w swoim wnętrzu. Jestem uzależniony i żądam od świata więcej.

- Parias - "Plecak" : http://www.youtube.com/watch?v=s0phfC1rroI

Finalnie...

Ćpam rzeczywistość dniami i nocami,
inhaluję się jej oparami bez granic.
Fifkę upycham doświadczeniami,
a jeśli kaszlę - to kaszlę marzeniami.
(Twórczość własna, kiedyś przerzucę wszystkie swoje zapisane w pewnym zeszycie słowa na tracki, ulży mi wtedy, kamień spadnie z serca... chyba).



4. Podsumowanie
Czy jestem sobą? Wolę raczej powiedzieć, że sobą bywam. Nie zawsze udaje mi się w 100% realizować siebie... W 100% jestem sobą tylko w swoich myślach, w swojej głowie. Jestem z siebie dumny, naprawdę. Przeszedłem bardzo długą drogę, było ciężko, ale finalnie stwierdzam, że było i jest pięknie.

Szanuję siebie, a dzięki temu szanuję bliskich. W ostatnim okresie mojego życia to chyba to właśnie jest dla mnie najważniejsze. Bóg i bliscy.

Cel życia? "Wśród tych co na kolanach iść wyprostowanym." (Włodi)





PS
W ciągu najbliższych kilku dni wrzucę temat związany z czystym samorozwojem. Będziecie mogli zobaczyć jak wygląda samorealizacja w formie fizycznej, czyli jak materializują się myśli. W temacie tym będzie również zawarty mój pewien koncept dotyczący internetowych warsztatów na tym forum, czyli powrót do dziennika "Od zera do bohatera" :). Szczegóły wkrótce, oczekujcie.

PPS
Sory za chaos, ale nie chciało mi się tym razem robić korekt ;).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:34:47
przez smiler 2011-06-17, 22:37

Przejrzałem ten ostatni wpis i doszedłem do wniosku, że stałem się tendencyjny. Dziękują sobie za siebie :-D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:36:09
przez kodzak901 2011-06-18, 19:14
Cytuj
A Ty na te sporty walki to wyrobisz z kasą?:D to już lepiej na MMA iść:D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:36:37
przez smiler 2011-06-18, 23:47

 
Cytuj
  kodzak901 napisał(a):A Ty na te sporty walki to wyrobisz z kasą?:D to już lepiej na MMA iść:D
Dla chcącego nic trudnego. Coś wymyślę ;)!







TEMAT: MANIFESTACJA

Joł, załoga!

Postanowiłem, że stworzę ten wpis ponieważ może on być dla kogoś iskierką, a innym pomóc podzielić się swoimi sposobami na (ogólnie rozumiane) budowanie siebie. W tym temacie w skrócie zaprezentuję swoje podejście do życia i to jak to wszystko na mnie wpływa :).



Spis treści:
1. Wstęp
2. Moje postrzeganie świata
3. Mapa celów
4. Konstytucja osobista
5. Pamiętnik
6. Książki
7. Inne szaleństwa
8. Podsumowanie

9. Postscriptum







1. Wstęp

W ostatnim poście, jak i w tym podsumowującym 2010 rok, dałem konkretny obraz tego jak wygląda moje realizowanie siebie. Tym, którym nie chce się tego czytać, zaprezentuję to w skrócie (koncepcja jest taką wypadową tego o czym pisał Covey + trochę moich bajaczeń :) ). Piszę to ZNOWU, bo może ktoś poleci ten wpis swojemu znajomemu/znajomej i chcę aby taka osoba nie musiała czytać całego mojego dziennika tylko ten jeden konkretny wpis.



2. Moje postrzeganie świata
Wierzę, że człowiek składa się z czterech elementów: ducha, umysłu, serca i ciała. Każdy kolejny element jest mniej ważny od poprzedniego, ale nie oznacza to, że one ze sobą nie współgrają - są jakby jednością i istnieją oddzielnie jednocześnie. Uważam, że jeśli dbamy o najwyższy element (duch) to każdy kolejny samoistnie się porządkuje.

Duch jest poza ciałem i do dzisiaj ciężko mi go zdefiniować. Umysł to nasze bogactwo myśli i intelektu. Serce to nasz charakter i emocje, osobowość, temperament, etc... A ciało to ciało. Nad każdym z tych elementów staram się pracować.

1. Ducha rozwijam poprzez medytację. W tym celu używam m.in. ćwiczeń Silvy (polecam "Długi relaks" ze Zbigniewem Królickim, znajdziecie na "chomiku"). Tak naprawdę dzięki temu nauczyłem się czym jest w ogóle medytacja. Raz nawet udało mi się wejść bardzo głęboko w podświadomość i sterowałem swoimi myślami. Jest to sprawa naprawdę wspaniała. Poza tym modlę się. Nie używam formułek znanych mi z Kościoła Katolickiego, ale swoich, płynących prosto ode mnie. Zastanawiam się jakby to było, gdybym miał możliwość rozmawiania z Bogiem "jeden na jeden" i "rozmawiam" z nim. Moje ostatnie fragmenty życia są bardzo uduchowione. Dzięki Bogu odnalazłem spokój i stałem się lepszym człowiekiem.

2. Swój umysł trenuję poprzez zdobywanie wiedzy i jej wtłaczanie w życie. To bardzo ważne, aby wiedzy używać, gdyż samo posiadanie wiedzy, a nie używanie jej odpowiednikiem tego jakby jej nie mieć wcale (tak samo z marzeniami). Przez to zazwyczaj jak czytam to robię notatki, do których mogę później wrócić. Wiedzę czerpię nie tylko z książek, ale ze świata. Obserwuję ludzi i ich zachowania, zdobywam informacje z filmów, itd. Mówiąc prościej - każde źródło jest dobre. Czasami uprę się na chęć posiadania jakiejś konkretnej umiejętności, lub szlifowania starej, i wtedy lecą książki, filmiki z youtube, artykuły, google, etc. Mój umysł rozwijam również poprzez wizualizacje. Mhm. Jestem jednym z tych marzycieli, którzy mają swój świat - jednak dzięki pracy nad sobą nauczyłem się te fantazje urzeczywistniać i wierzcie mi lub nie, ale materializacja myśli to jedna z najwspanialszych rzeczy jaka trafiła mi się w życiu. Wprost wspaniałe uczucie.

3. Swoje serce trenuję głównie poprzez coś co nazywam "trudnymi sytuacjami społecznymi", czyli takimi, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Stąd czasami ładuję się w "społeczne" tarapaty. Np. ostatnio miałem zajście z pewną palącą studentką na przystanku. Grzecznie ją prosiłem o przeniesienie się w inne miejsce. Finalnie zrobiły się kwasy i scena, którą obserwowało ok. 15-25 osób ^^. Po tej sytuacji sprawdzałem jak się mają moje emocje. Robię sobie też wtedy z czegoś takiego case'a i analizuję we wszystkie możliwe strony. Poza tym jestem "łowcą emocji", czyli łapę pewne chwile, które się już nie powtórzą, staram się robić nietypowe rzeczy, które zostaną mi długo w pamięci :) (zapisuję je w pamiętniku, noszę w sercu). Wiem, że powinienem też ćwiczyć NLP, ale za cholerę nie mogę w sobie znaleźć motywacji :(.

4. Ciało ćwiczę teraz głównie na siłowni. Jak już skończę etap budowy masy mięśniowej to przerzucę się znów na moją faworytną wytrzymałościówkę. Poza tym to bieganie, w lato rower, basen, etc. :)! Nasza cywilizacja skupia się tylko i wyłącznie na ciele, więc nie będziecie mieli problemu ze znalezieniem interesujących materiałów.

Oprócz wyżej wymienionych 4 elementów składam się również z 7+2 ról społecznych. O tym poniżej.



3. Mapa celów
Najbardziej fizyczną podstawą tego pojmowania świata jest moja mapa celów, która wisi u mnie w pokoju :) (jest to mapa świata, która jest oklejona białymi kartami brystolu, a na niej poprzyklejane są moje wizualizacje). Niegdyś była niesymetrycznym kolażem (o charakterze chaosu), ale pod wpływem koncepcji mojej mamy udało mi się ją trochę podrasować i uporządkować. Składa się z 9 kwadratów i dwóch kolumn:

(http://img862.imageshack.us/img862/5458/obraz002im.jpg)

Kolumna po lewo to moje "klucze życia", czyli pewne myśli, które mają mnie mobilizować do określonego rodzaju działań. Na górze jest tzw. "Cykl Franklina", czyli kartka z trzynastoma przymiotami charakteru, które staram się ćwiczyć. Opracowane to zostało przez byłego prezydenta USA, jest ich trzynaście, żeby każdą wartość ćwiczyć cztery razy w roku. Poniżej są zwroty dające mi do myślenia, np. "Chcesz mieć rację czy wyniki?". Ważne jest również koło "teorii i praktyki", wskazujące, że jedno wynika z drugiego i tak w nieskończoność. Widoczny jest również symbol jing-jang, który symbolizować ma równowagę w całym moim życiu - pomiędzy czterema elementami i siedmioma rolami społecznymi oraz w stosunku do świata i materialności.

Kolumna po prawo to cytaty - złote myśli z różnych książek, które sobie drukuję i nad którymi się zastanawiam :). Jednym z moich ulubionych jest hasło Lao-Tse, które cytowałem w poprzednim wpisie. Jednak najważniejszym jest myśl Goerge'a Bernard'a Shaw'a: "Sukces odniesiesz tylko wtedy, gdy sam poszukasz okoliczności, jakie ci odpowiadają; Jeśli nie zdołasz ich znaleźć, stwórz je sobie."

Kwadraty to moje role społeczne. Tych ról jest 7+2. Rola JA jest w centrum. Na dole są moje role związane ze mną, na górze - z moimi kontaktami międzyludzkimi (jak ktoś czytał "7 nawyków" to szybko załapie o co chodzi):
1. Ja (środek) - w tym kwadracie znajdują się symbole czterech elementów (duch - powietrze, umysł - woda, serce - ziemia, ciało - ogień), a w samym środku środka znajduje się postać Jezusa Chrystusa w wodzie modlącego się do Boga (białe światło)
2. Intelektualista (lewy na dole) - wizualizacja dotycząca mojej obrony pracy magisterskiej (oraz zerwane już wizualizacje mojego doktoratu z socjologii [nie oznacza to, że tego nie zrealizuję])
3. Lider (środkowy na dole) - moja kariera zawodowa, ta dziwna "gwiazda" to rozkład mojego przedsiębiorstwa handlowego, te małe "kuleczki" połączone siecią to poszczególne firmy mojego przedsiębiorstwa; wszystko jest w nich ułożone według schematu z mapy celów
4. Sportowiec (prawy na dole) - wizualizacje dotyczące ciała, mojej przyszłej "kariery" MMA, treningów survivalowych i jazdy na rolkach
5. Część rodziny (lewy na górze) - fotki mojej rodziny, ciągła praca nad relacjami
6. Uwodziciel (środkowy na górze) - zdjęcie pięknych babeczek, za nimi jestem ja - ich pan i władca <MWUAHAHAHAHA>
7. Przyjaciel (prawy na górze) - jedyny pusty, lol - nie mam czasu uzupełnić ;P

Kwadraty lewy środkowy i prawy środkowy to:

8. Stosunek do świata i życia (lewy środek) - w środku ja ze zdjęciem z obecnego avatara, poza tym symbol czasu ("Buduję siebie z czasu", "Czas to najważniejszy faktor"), ręce ofiarujące mi świat, jednorożec na drodze do wszechświata (symbol wolności świata i mojej), hasło "żyj więcej"... poza tym klękający anioł (symbol pokory w stosunku do Boga) oraz moja markowa uśmiechnięta buźka ;)
9. Stosunek do materialności (prawy środek)- ja zakopany w biurku w niesamowitej ilości skarbów, ja oraz moje auto marzenie (srebrne Audi TT), ja w garniaku i czapeczce (pod spodem trzy postaci mojej osoby prezentujące różne rodzaje ubioru i marki, w których się "noszę").

Robienie tej mapy to proces. Nie chodzi tylko o to, żeby ją ZROBIĆ ale o to, żeby ją ROBIĆ. Wciąż nad nią pracuję. Na razie z mniejszym skutkiem. Wiele wizualizacji jest nieaktualnych, a za cholerę nie chce mi się do tego dosiąść (np. w kwadracie Lider wizualizacja autoszkoły na obecną chwilę schodzi na dalszy plan).

Jak widać (lub nie) - każda moja rola społeczna ma przyporządkowany kolor względem psychologii kolorów, ale nie będę tłumaczył co i jak (odsyłam do googli i haseł "psychologia/znaczenie kolorów"). Ważne jest to, że kolory pomagają mi rozróżnić co jest co i jednocześnie przypominać, że to wszystko jest całością :).



4. Konstytucja osobista
Nie ukrywam, że to co zaraz napiszę będzie miało kolosalne znaczenie dla mnie i mojej osobowości, charakteru i w ogóle mnie jako człowieka. Podzielę się z wami najbardziej osobistą sprawą w moim obecnym życiu i zrobię to z lekką łatwością. Przedstawię wam moją konstytucję osobistą.

Konstytucja osobista to mój zbiór zasad, którymi posługuję się w realizowaniu siebie. Mówiąc prościej - to kim chcę być/jestem jest w niej zawarte. OSTRZEGAM, że jest to bardzo osobiste doświadczenie, ale nie boję się z tym pokazać, bo tak jak pisałem - chcę być inspiracją i chcę pomagać.

Na początku miałem kilka zwrotek napisanych na papierze, które "zarapowałem". Później zrobiło się ich 10 - zalaminowałem je i czytałem głównie podczas biegania. Obecna konstytucja ma ich około czterdziestu. Nagrywałem ją przez kilka miesięcy (około pół roku). Wyszło tak, gdyż moja mama była 2 miesiące na zwolnieniu lekarskim (operacja kolana), więc miałem pauzę. Zwrotki napisałem jeszcze w tamtym roku, a pierwsze słowa nagrałem w listopadzie 2010. Niedawno skończyłem nagrywanie, poprawiłem głośność wokali i dodałem kilka pierdół.

Oto moja konstytucja osobista: >ściągnij<. Składa się z ponad 35 zwrotek po 4 wersy każda, nagrana jest na drum'n'bass London Elektricity - "Attack ships on fire". Jest wszystkim tym co we mnie siedziało, całe moje wnętrze, cele, etc. Proszę to uszanować i choćby dlatego nie śmiać z mojego głosu :P!

Oto tekst (gdybyście czasami mieli problemy z tym co "śpiewam"):

   
Cytuj
PREAMBUŁA:

    (Preambuła)
    Żyję w zgodzie z samym sobą, wszechświatem i Bogiem.
    Moje poczucie wartości wynika z tego kim jestem.
    Stosuję się do moich zasad, a one do mnie
    – dzięki temu osiągam sukces życiowy zawsze!

    Jestem sługą Boga, jestem pod Jego opieką.
    Mój umysł to synonim zwrotu „absolutne piękno”.
    Mam charakter silny i twardy, bogaty emocjonalnie.
    Ciało wiecznie zdrowo-młode radości jest powodem.

    Moja misja życiowa to nauczanie szczęścia
    – ludziom ich drogę i siebie odnajdywać pomagam.
    Jestem Samowładczym Demiurgiem realizującym siebie.
    Jestem Architektem Rzeczywistości Społecznej.





    4 ELEMENTY:

    DUCH – POWIETRZE:
    (Mój duch)
    Moja dusza jest czysta jak wszystkie kawałki Nieba.
    Moja dusza jest spokojna, bo Bogu podlega.
    Mój duch jest czystą energią dobra napędzany,
    – przepływa przeze ze mnie, jestem w niej, ona we mnie.


    UMYSŁ – WODA:
    (Mój umysł)
    Mój umysł jest otwarty – świat i wiedzę wciąż chłonie.
    Wszystkie jego myśli – piękne, elastyczne, mądre.
    Mój umysł to istna kopalnia i fortuna wiedzy.
    Jest pełen pokory, jasny, pojemny, wszechstronny, sumienny.


    CHARAKTER – ZIEMIA:
    (Mój charakter)
    Jestem pewny siebie i odważny. Z gracją biorę co chcę.
    Rozsądnie władam sobą, kreując me harmonijne życie.
    Radość egzystencji czuję całym swym istnieniem.
    Realizuję tylko cele, które są dla mnie jest istotne.


    CIAŁO – OGIEŃ:
    (Moje ciało)
    Mam organizm zdrowy, witalny, wytrzymały, sprawny,
    a wszystkie jego układy – zawsze w formie doskonałej.
    Z moim ciałem wyśmienicie się kontaktuję,
    niewidzialny pancerz zdrowia chroni mnie permanentnie.


    Wszystkie cztery elementy idealnie współgrają,
    harmonizują się i balansem mnie obdarzają.
    Ducha, umysł, serce, ciało utrzymuję w szczerości,
    a wszystko to osiągnąłem dzięki do Boga (i jego do mnie) miłości.





    ŻYCIOWE ROLE:
    JA:
    Jestem wspaniałym, bystrym, spójnym i mądrym mężczyzną.
    Moje życie napawa mnie ogromną satysfakcją.
    Rządzą mną zasady, wartości i emocje, a siłą ich
    – Bóg, wszechświat, ludzie, rodzina, ja i me fantazje.

    Z pasją tworzę rzeczywistość, która mnie otacza,
    a z faktu jej kreowania płynie ogromna satysfakcja.
    Codziennie patrzę na koniec mojego wspaniałego życia,
    a z faktu jego istnienia wynika ogromna motywacja.

    Jestem szczęśliwym samcem alfa – zwycięzcą życia!
    Mam kurewsko silną wolę. Walczę do zwycięstwa.
    W osiąganiu celów jestem ponadprzeciętny –
    wytrwały, sprytny, skoncentrowany i konsekwentny.

    Zawsze pewnie patrzę w przyszłość, wyprzedzam czasy swoje.
    Jestem zorganizowany. Kontroluję siebie w każdej chwili życiowej.
    Uwielbiam czytać, zapadać w toń sztuki i się rozwijać.
    Mądrość czerpię ze wszystkich możliwych źródeł życia.

    Wszędzie widzę możliwości – tworzę je z mych zdolności.
    Jestem obojętny na program społeczny i jego komendy.
    Zawsze po każdej porażce jak Feniks z popiołów się odradzam
    i do walki o lepsze życie ze zwielokrotnioną siłą wracam.

    Jestem stanowczy, kulturalny, wyrozumiały, witalny.
    szczery, cwany, sprawiedliwy, nieprzewidywalny,
    wszechstronny, dynamiczny, kreatywny, elastyczny,
    awangardowej nonszalancji pełen, charyzmatyczny.


    LIDER:
    Wciąż i wciąż osiągam postawione sobie wyzwania,
    gdyż jestem śmiały w sposobach ich realizowania.
    Jestem inicjatorem, pomysłodawcą i innowatorem.
    Moje decyzje przynoszą efekty pozytywnie nadzwyczajne.

    Jestem właścicielem ogromnej grupy przedsiębiorczej
    – solidnie planowanej, budowanej, prowadzonej.
    Jej fundamenty to pracowników i klientów szczęście.
    Mam w Polsce i za jej granicą fenomenalną renomę.

    Mam firmę szkoleniową, odzieżową i sportową,
    fundację charytatywną, kluby, lokale, centra rozrywki i z odnową,
    oficynę wydawniczą, zajebiste kluby nocne,
    reklamową i modelek agencję (i ciągle wszystkiego więcej).


    SPORTOWIEC:
    Mam rewelacyjnie sprawną kondycję fizyczną.
    Jestem szybki, silny, lekki, świeży, pięknie wyrzeźbiony,
    gotowy na każde wyzwanie, jak kot cichy i zwinny.
    Mam wciąż, niczym perpetuum mobile, potężne nadzwyczajnie siły.

    Permanentnie szczyty swoich możliwości przekraczam.
    Jestem sportowcem doskonale wytrzymałym.
    Jestem niesamowicie sprawny, trenuję młodzików piłkarską drużynę.
    Wspinam się, podróżuję, ćwiczę parkur i MST [Mutlitasking Survival Trainings].

    Napierdalam się fenomenalnie, a przeciwnicy
    mają problem, żeby w ogóle móc we mnie trafić.
    Walczę jak amstaff, jak lis, jak wąż i jak skorpion.
    Trafiam często, trafiam celnie, trafiam szybko, trafiam mocno.


    INTELEKTUALISTA:
    Jestem magistrem historii i doktorem socjologii.
    Ja i moja wiedza znane są całego świata populacji.
    Moje projekty są świetne, trafne, interesujące.
    Jestem systematyczny, twórczy. Liderów wciąż szkolę.

    Ludzie świata uwielbiają czytać moje książki.
    Rozmawiać ze mną, na wykłady uczęszczać z werwą.
    Produkuję wiedzę na świata najwyższym poziomie.
    Jestem szanowanym i rozchwytywanym naukowcem.


    UWODZICIEL:
    Jestem wszystkim tym, czego kobiety szukają,
    każdej jednej pieszczę duszę, umysł, zmysły i ciało.
    Jestem subtelnym arogantem, czarującym, słodkim draniem.
    Jestem inteligentnych, pięknych kobiet najskrytszym pragnieniem.

    We mnie płeć piękna odnajduje swe spełnienie.
    Obdarzam wybrankę seksualnym splendorem.
    Jestem dla dam szalenie atrakcyjny i przystojny.
    One pragną mnie, sypiam z nimi, jestem nimi otoczony.

    Jestem arcymistrzem sztuki miłości pięknych kobiet.
    – jestem ich narkotykiem, ich ambrozją, ich nałogiem.
    Wielbię kochać się z nimi czule i długo, mocno rżnąć.
    My to miłości absolutne spełnienie, chcemy siebie więcej wciąż.

    Podbijam serca, ale całym sobą kocham każdą.
    Jestem magnesem – przyciągam kobiety jak piekło gorąco.
    Jestem ich najwspanialszym kochankiem i partnerem.
    Pomagam im rozkwitać, jestem ich oddanym przyjacielem.

    One dla mnie, ja dla nich. My dla nas, my dla siebie.
    Rozwijamy się dzięki uczuciu, które wciąż w nas rośnie.
    Z dnia na dzień coraz bardziej zatracamy się w sobie.
    Dzięki temu wciąż odkrywamy światy emocji doznań nowe.

    Są kobietami z mych marzeń, wciąż o nie dbam.
    Czerpię z ich obecności ile tylko się da.
    Pomagam rozwijać im ich przepotężny potencjał.
    Czuję wszystkim, że kocham je z całego serca!


    BRAT i SYN oraz RODZINA:
    Dbam o rodzinne ognisko, jestem blisko rodziny.
    Mamie pomagam realizować siebie dodając jej siły.
    Siostrę rozwijam i wspieram w wyzwaniach jej życia.
    Kocham moją rodzinę z całego mojego serca.

    Jestem wspaniałym synem i wspaniałym braciszkiem,
    super odlotowym szwagrem i ekstra kuzynem.
    Jestem założycielem rodu Wyżnikowskich,
    a rodzinę wychowuję w duchu świętych wartości.


    PRZYJACIEL i LUDZIE:
    Jestem przyjacielem szczerym, solidnym, oddanym,
    zaufanym, mocnym, pewnym i lubianym powszechnie.
    Moi życiowi kompani mają zawsze we mnie wsparcie.
    Między nami jest uczucie przyjaźni bardzo mocne!

    Dla ludzi jestem wzorem i nadzieją na lepszy świat.
    Inspiruję ich do rozwoju i dokonywania pozytywnych zmian.
    Ludzie garną się do mnie, a miłość moja do nich – twarda.
    Daję im szczęście, duchową wiarę oraz masę wsparcia.


    STOSUNEK DO ŻYCIA i ŚWIATA:
    Świat ofiaruje mi siebie, abym mógł z niego korzystać.
    Świat zrobi dla mnie wszystko, aby mój plan realizować.
    Świat jest moim sprzymierzeńcem i ciągle mi pomaga.
    Od życiu dostaję co chcę, z wielkim stylem całą pulę zgarniam.

    Jestem absolutnym panem swego losu,
    a wszystkie okoliczności życiowe mi sprzyjają.
    Jestem łowcą emocji – kolekcjonuję uczucia.
    Każdy dzień to dla mnie nowe, wspaniałe doświadczenia.

    ŻYJĘ WIĘCEJ! I rozprzestrzeniam w świat tę ideę,
    będąc wszechstronnym aniołem dobra, wciąż w potrzebie mocnych wrażeń.
    Jestem szalony jak dziecko i kochany przez to [ ;D ].
    Czas specjalnie dla mnie płynie tak wolno (szybko), starcza mi go na wszystko.


    STOSUNEK DO RZECZY MATERIALNYCH:
    Mam swoich własnych pieniędzy przeogromny nadmiar
    i hajsu wciąż mi przybywa za nocy i za dnia.
    Zarabiam grube tysiące miesięcznie na rękę.
    Na wszystko zawsze mam pieniądze, bo wybieram mądrze.

    Wszystkie pieniądze świata są ode mnie uzależnione.
    Dlatego ciągle bezczelnie pchają się w moje kieszenie.
    To jest ich pragnienie – chcą żebym to właśnie ja je wydawał.
    Dlatego wciąż napływają do mnie ze wszystkich stron świata.

    Pieniądze są moim narzędziem, którym władam doskonale
    i dlatego dysponuję ich potęgą bardzo roztropnie.
    Starczy dla wszystkich wszystkiego – to świata zasada.
    Kasa się mnie trzyma, ja ją twardo, wciąż znikąd się pojawia.

    Kapitału używam tylko i wyłącznie wtedy,
    gdy mogę go pewnie zwielokrotnić, pomnożyć.
    Żyję w swoim luksusie, który sam stworzyłem.
    Posiadam absolutnie wszystko co sobie wymarzyłem.





    POSTANOWIENIA KOŃCOWE:
    Moje życie to przygoda pełna pięknych doznań!
    Moje życie to spełnianie najśmielszych marzeń!
    Moje życie to walka o sprawiedliwy świat!
    Za to wszystko ofiaruję Bogu siebie w zamian (siebie w zamian).

    Jestem permanentnie z Bogiem połączony
    i dzięki temu spełniam się jako człowiek.
    Energia ta jest moim przewodnikiem, wskazuje mi drogę,
    sprawia, że dusza jest czysta, daje wiarę w siebie.

    Moja życiowa droga to słów kwintesencja:
    Żyć, kochać, uczyć się i trwałe dzieła budować.
    Jestem demiurgiem – własnego losu autorem.
    A wszystko to jest piękne, bo wespół z Bogiem osiągnięte.


Ostatnie minuty tego nagrania są "puste", gdyż rano i wieczorem słucham całości i ostatnie chwile zostawiam sobie na wizualizację i czytanie poszczególnych kolumn (gdy odsłuchuję nagrania, patrzę na mapę celów).



5. Pamiętnik
Mhm. Piszę pamiętnik. Nie tylko sieciowy. Piszę sam dla siebie. Jest to rewelacyjny sposób rozładowania stresu, naprawdę. Im bardziej jestem w*******y i im bardziej szczegółowo opiszę sytuację, która spowodowała nerwy - tym szybciej mi przechodzi (potwierdzony naukowo sposób rozładowywania napięcia spowodowanego stresem). Ale piszę nie tylko o tym co mnie boli. Również o tym co mnie weseli (np. jak założyliśmy z chłopakami forum IOI to bardzo mnie to cieszyło i o tym dzieliłem się ze sobą :) ).

Dlaczego uważam, że prowadzenie pamiętnika jest tak ważne? Otóż podstawowa myśl, która towarzyszy mi w życiu to "ZMIANA TO PROCES A NIE JEDNORAZOWY AKT". Nie wierzę w przyrzeczenia w stylu "od jutra się zmienię". Nie. Od jutro osoba, która tak mówi, może co najwyżej chcieć zacząć się zmieniać. Nikt nie chudnie 20kg z dnia na dzień.

No i właśnie. Zmiana to proces. A efekty tego procesu są w jego trakcie niemalże niewidoczne. Dlatego pamiętnik to taki "wehikuł czasu". Dzięki temu mogę się cofnąć w czasie i zobaczyć jak wielkie postępy już zrobiłem.

Tak samo było jak chudłem. Specjalnie w Excelu zrobiłem sobie tabelkę, gdzie każdego dnia wpisywałem swoją wagę, bo wtedy program mi liczył ile schudłem. Był moment zwątpienia, ale patrzyłem na wynik -15,5kg i to dodawało mi wiary. Poza tym robiłem sobie zdjęcia (jak już skończę cały proces zmiany ciała to zrobię na podstawie tych zdjęć film i wrzucą na youtube). Gdy je oglądam jedno po drugim to nawet nie widać zmian... ale kiedy porównuję pierwsze i ostatnie to moja reakcja jest jedna - :shock:.

Dokładnie tak samo jest z pamiętnikiem i kwestiami umysłu i emocji. Pamiętnik to dla mnie takie zdjęcia charakteru i umysłu :).



6. Książki
Jak już pisałem - lubię czytać. Ale pochłaniam też audiobooki (np. ostatnio Briana Tracy'ego). Z książek z zakresu samorozwoju opieram się na "7 nawykach" - to taki mój stelaż, kręgosłup. Co jakiś czas wracam do książki i zaczynam pracę nad nowym nawykiem. I rzeczywiście - mój sukces osobisty sprawił, że mam lepsze relacje z ludźmi. Książkami, które do tej pory wywarły na mnie największe wrażenie, są:
- "7 nawyków skutecznego działania" Covey'a,
- "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" Carnagie'go,
- "Dochodząc do tak" m.in. Ury'ego.

O książkach (szczególnie tych z zakresu biznesu i samorozwoju) mógłbym rozmawiać godzinami, więc sobie daruję ;).



7. Inne szaleństwa
Dodatkowo prowadzę coś takiego jak MWŻ - Miesięczny Wykaz Życia. Jest to plik Worda, w który wpisuję swoje osiągnięcia w stylu "imprezy", "przesłuchane albumy" i "obejrzane filmy". Również w MWŻ wpisuję "złowione emocje".

Pod koniec miesiąca drukuję dany plik i wrzucam go do wielkiego zielonego kartonu z Ikei, w którym trzymam wszystko to co uda mi się zebrać w danym roku jako "pamiątki" (bilety koncertowe, jakieś skradzione fanty z klubów/barów [np. szklanki], etc.). W tym pudle staram się, aby wszystko miało swój opis, żebym mógł z łatwością sobie przypomnieć emocje, gdy będę już stary, a pamięć będzie mnie już zawodzić (stąd taka moja dbałość o detale i drobiazgowość w tym wszystkim - po prostu myślę o tym jak to będzie w przyszłości :) ). Do tego pudła wkładam też zdjęcia z każdego roku :). Wszystkie te "artefakty" nazywam "przejawami rzeczywistości". Dla większości są to bezwartościowe buble, ale dla mnie są to największe skarby świata.

Inna forma realizacji siebie to wykres w Excelu miesięcznych wydatków. Niestety - moja natura jest taka, że łatwo mi się rozchodzą pieniążki, więc musiałem narzucić sobie jakieś ramy. Poskutkowało. Po roku strasznie rozbudowałem to rozliczenie. Dziś wiem ile zarabiam, ile wydaję, etc. Odkładam zawsze 10% wydatków miesięcznych (za odłożone pieniądze z 2010 kupiłem sobie garnitur). Arkusz ten ma kilkanaście kolumn w stylu "jedzenie", "rozrywka", "sport", etc. Program sam robi wykresy, obliczenia, etc. Dzięki temu mam niesamowitą ilość informacji na temat np. tendencji wydawanych pieniędzy, etc.

Również w Excelu zrobiłem arkusz przeczytanych książek (te też wpisuję w MWŻ). Arkusz ten liczy mi średnią stron dziennie (na dzień dzisiejszy 20 książek i 35,74 strony na dzień [trochę się zapuściłem :P]).



8. Podsumowanie
I tak to wygląda u mnie. Jak widać - mnóstwo różnych zobowiązań, które sam sobie narzucam. Ale muszę. Muszę, bo wiem, że mam rozlazły charakter, choć kiedy trzeba to cisnę. Dzięki temu wszystkiemu jestem znacznie bardziej efektywny :)! Dzięki temu wszystkiemu STRASZNIE się rozwinąłem!

AHA! ZAPOMNIAŁBYM!

Zdjęcie mapy celów zrobiłem specjalnie tak, żeby było widać w rogu odżywki... Wiecie... Chodzi o lans... nic więcej... lanssss 8-)... A teraz wybaczcie. Idę się masturbować pod wpływem tego jak z*******y jestem 8-)!





9. Postscriptum
Zastanawiałem się już od dawna jak sprawić, żeby ludzie byli lepsi, jak dać na większą skalę wsparcie. Miałem kilka pomysłów - prowadziłem bloga i próbowałem ruszyć to forum. Wszystkie upadły, ale dziś wiem dlaczego! Po prostu nie byłem wystarczająco uparty.

I ja wiem o tym, wierzę, że to forum jest też czytane przez wartościowych ludzi. Ludzi, którzy może mają swoje własne biografie, mają swoje problemy, a mimo wszystko wiedzą, że życie to coś więcej niż "nażreć się, wysrać, zar****ć i pójść spać". Ludzi, którzy chcieliby się obudzić z własnego życia i zadziałać, a nie mają wsparcia, bo otoczeni są społeczną próżnią. Kto wie - może spośród czytelników znajdzie się chociaż JEDNA taka osoba... i nawet jeśli będzie to tylko jedna jedyna persona to warto! Warto o takiego kogoś walczyć.

Sam wiem jaki byłem: 110 kg, zakompleksiony, niskie mniemanie o sobie, bardzo nieśmiały. Otworzyłem się dla świata i mam wspaniałe efekty. Zajęło mi to cztery lata, ale gdybym miał chociaż jakiekolwiek odpowiednie wsparcie z zewnątrz to spokojnie uwinąłbym się w dwa.

Z tego też powodu postanowiłem "odtworzyć" swoją drogę. Zrobię to jednak w bardziej usystematyzowany sposób. Postanowiłem, że przygotuję dla forumowiczów 10 lekcji samorozwoju (z uwodzeniem w tle), gdzie zdradzę wam, gdzie są poukrywane pewne "klucze" do zmian waszego wnętrza. Oczywiście będzie to lektura dla wytrwałych, bo z*****ę was masą książek, które będziecie musieli przeczytać. (Nie)stety moi drodzy, ale to niezbędny warunek - chcesz się rozwijać, MUSISZ czytać. I nie mówię tu o głupotach w stylu "zdradzimy ci sekret jak wyrwać dupę w 48 sekund", ale o prawdziwej literaturze, która zmusza do myślenia.

Nie będzie to droga łatwa, ale będzie to droga dająca efekty. Dość pytań, ja będę chciał wam dać odpowiedzi, a mało tego - gdy sam nie będę w stanie ich odpowiednio sformułować to odeślę do odpowiednich książek.

Na dzień dzisiejszy możecie oczekiwać, ale prędko to nie nastąpi. Spodziewajcie się niespodziewanego :P. Chcę, żeby materiał był dobry, więc nie będę robił wszystkiego "na szybciora". Lekcje będą pojawiały się na bieżąco, znając mnie - będą cholernie długie, będą się odwoływać do wielu źródeł i mam nadzieję, że sprawią, że część z was dostrzeże to jak wspaniałymi jesteście ludźmi :).

Póki co zostawiam was z myślą, że gdzieś tam koło Łodzi żyje typ, którego nie znacie, ale któremu na was zależy... a wraz z tą myślą zostawię was z kawałem skur******h nutek 8-)!

http://www.youtube.com/watch?v=Sanx8QIVHEw
http://www.youtube.com/watch?v=izzm2cYKqxk (+CAŁY album "No more Idols")
http://www.youtube.com/watch?v=QeWXGy8Uack (kocham ten teledysk)
http://www.youtube.com/watch?v=4-04x2ddZLQ (eh... sentymentalnie)
http://www.youtube.com/watch?v=LrPKeYZrvxo&feature=fvst
http://www.youtube.com/watch?v=n01oW4bMA4E (WOLNOŚĆ!)
http://www.youtube.com/watch?v=JhjA2nvVD7U (FE NO ME NAL NY cover, nawet lepszy od oryginały [który swoją drogą kocham])

Kolejność tych utworów nie jest przypadkowa.

Zabieram was w podróż.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:42:38
przez LowSkiller 2011-06-19, 01:08
Cytuj
Teksty Smajlerka, jak zawsze - świetne do czytania!
Niesamowicie motywujesz, stary. ^^ Niedługo sam coś skrobnę u siebie, bo sporo minęło od ostatniego wpisu. ;D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:42:59
przez Boxer 2011-06-20, 00:37
Cytuj
Cześć Smiler! Zajebi*** dziennik! Serio dał takiego kopa motywacyjnego w moje chude dupsko, że aż boli ;)

Z niecierpliwością czekam na tą podróż o której wspomniałeś i zaklepuję miejsce! Chcę być jej częścią!

Naprawdę fajnie że są jeszcze tacy ludzie co:

- chcą pomagać innym i nie są "pijawkami które biorą i nic nie dają"
- są inspiracją
- piszą zajebiste dzienniki :D - nie są to tylko puste słowa, są one podlewane wiadrem uczuć które w tobie się gnieżdżą, no i generalnie widać że nie koloryzujesz tylko piszesz jak jest :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia w nieustającym samorozwoju !! ;)

PS: Pośpiesz się z tymi lekcjami, proszę cię :)

PS2: Aha mówiłeś że nie chcesz się śpieszyć bo to ma być dobry stuff, więc nie śpiesz się ale pośpiesz się z tym nie spieszeniem się :-D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:43:17
przez LowSkiller 2011-06-20, 14:46
Cytuj
No i Smiler znowu popadnie w samozachwyt... Ehh.. ;s

Cytuj
    Boxer napisał(a):są one podlewane wiadrem uczuć które w tobie się gnieżdżą, no i generalnie widać że nie koloryzujesz tylko piszesz jak jest :)


To już jest lekkie przegięcie... ;D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:43:34
Postprzez Boxer 2011-06-20, 15:57
Cytuj
Cicho ostatnio ćwicze porównania :D ok to może "te słowa kwitną pod wpływem nawozu jakim jest twój gnój wypełniony emocjami" ?? :mrgreen:

albo po prostu "srasz emocjami"? :-)

To może odrazu : ale sraka! :mrgreen:

Kurde jestem w tym coraz lepszy :mrgreen:

Kurde fakt zbyt sentymentalnie tamto wyszło, ale już wyrównałem poziom 8-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:43:50
przez smiler 2011-06-20, 18:22
Cytuj
Pisz, pisz, Boxer. "Lubię to" 8-) 8-) 8-) 8-).

A ty, Low, zazdrośniku, co?! I tu... miała się pojawić błyskotliwa riposta, ale nie jestem w stanie wymyślić nic fajnego, więc d**a :P.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:44:07
przez LowSkiller 2011-06-20, 20:42

Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):A ty, Low, zazdrośniku, co?! I tu... miała się pojawić błyskotliwa riposta, ale nie jestem w stanie wymyślić nic fajnego, więc d**a :P.


No widzisz. ;D Moja zajebistość osłabia Cię, jak kryptonit Supermana. ;D


<rotfl> ^^
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:44:44
przez smiler 2011-06-28, 12:15

Dostałem tak po du*ie, że przez ostatni tydzień ledwo co żyłem. Moje wpisy z różnych moich dzienników i for są bardzo podobne. Wyłania się z nich obraz człowieka, który upadł na samo dno, któremu zabrano wszystko i który zmagał się z cały swoim wewnętrznym światem (który zazwyczaj jest tak słodko uporządkowany, a teraz legł w gruzach). Myślałem, że to już sobie pójdzie, ale nie. Gdy piszę tego posta jest mi... smutno.

Ale od początku, żebyście wiedzieli o co chodzi. Dnia 18 czerwca moja eks, wspomniana kiedyś Dominika, zmieniła swój status na facebooku (dalej FB) na "w związku". Na początku niby nic, bo przecież czym to miało być? Teoretycznie już się pogodziliśmy z tym, że nie będziemy razem. Nie.

Teraz pisząc czuję jakoś tak nijako. Trochę ciśnie mnie na sercu, ale nie aż tak bardzo. Mam w głowie fakt, że po raz kolejny będę przechodził przez to wszystko, bo żeby napisać tego posta, będę czytał wszystkie wpisy ze swojego pamiętnika. Wiem, że uderzy. A jest czym uderzać, bo do wspomnianego dnia mój prywatny dziennik z tego roku liczył 21 stron, a dziś jest ich już 36. 15 stron w tydzień. Zło.

Czy powinienem to robić? No bo kto to czyta? Podejrzewam, że frajerstwo już dawno przestało czytać te wpisy, bo nie ma w nich nic o tym jak wyrywać dupy, a za dużo jest emocjonalnego gó*na. Robię to m.in. po to, żeby osoby, które przechodziły, przechodzą lub będą przechodzić to wszystko miały świadomość tego co ja. To taki wpis-kapsułka. Poza tym ulży mi trochę. Nie ma to jak publiczny płacz.

Do teraz nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że są słowa, które potrafiłyby opisać tą agonię. Nie wiem czy jest gorsze uczucie od tego, kiedy ktoś wyrywa ci połowę twojego serca, bije ją młotkiem, a potem w złowieszczym śmiechu rzuca ci ten ochłap pod nogi. Koniecznie musicie słuchać muzyki, którą będę wam serwował po drodze. To ważne.



ZDRUZGOTANY I ZGNOJONY, LEŻĘ POWALONY,

Bomba z bardzo opóźnionym zapłonem. Wybuchała powoli, skutecznie rozrywając moje wnętrze przez ostatni tydzień.

   
Cytuj
Niedawno Dominika zmieniała status na facebooku na „w związku”. Wlazło mi to w głowę strasznie, pokazało, że moje serce nadal za nią błądziło. Za nią? Czy może za tym kim była dla mnie? Co tu dużo mówić, była jedną z pierwszych kobiet, którym udało się przebić przez całą moją osłonę i sięgnąć trochę głębiej… na krótko niestety i nie w pełni. Mógłbym rzec – jej strata. Zakuło… i to bardzo, gdy ni stąd ni zowąd pojawiło się serduszko u niej na „tablicy”.



Na początku czułem się... dziwnie. Nie wiedziałem w zasadzie jak się czuć, nie umiałem tak. Świadomość w głowie, że to już naprawdę koniec. Że już? Po wszystkim? A te plany? Przecież mieliśmy mieć domek nad morzem w Hiszpanii, dwójkę dzieci. Nagle boom i niczego nie ma? Wszystko znika. Zastępuje cię ktoś inny. Czujesz się jak jakaś zużyta część, którą wymieniono na lepszą. Serce zaczyna płakać.

Później jednak w tany wchodzi jeszcze rozum. Jednak nie jest to ten sam rozum, którym się operuje na co dzień. Nie - jest to umysł całkowicie we władaniu emocji, które teraz są niczym oplatające cię ciernie, zaciskające się wokół nadgarstków niczym kajdanki, które bardzo powoli wciągają cię na dno twojego własnego jestestwa. Twoje ja jest bardzo brudne i gęste i jest cieczą, w której się topisz. Resztki powietrza wypuściłeś, kiedy schodząc na dno życie zadało ci jeszcze kolejny cios w brzuch. Zachłysnąłeś się brudem, a jego smak kazał ci zwymiotować. Część trafiła do twoich płuc. Agonia. Topisz się we własnych wyplwocinach.

Jednak to nie było wszystko. To był dopiero początek mąk.

Prawdziwy horror zaczął się wtedy, gdy chwilę później status na FB zmienił mój kumpel. TA OPCJA TAK MNIE ZABOLAŁA, ŻE NIE WIEDZIAŁEM CO TO ZNACZY NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ. Wszystko uderzało we mnie powoli, niczym tsunami. Falami, coraz większymi. Mój kumpel kiedyś był bardzo w porządku i go podziwiałem za pewien upór, ale... pojawiły się problemy z kobietami, z którymi nie potrafił sobie poradzić i (chyba m.in. pod wpływem "Seksu, magii i uwodzicieli", którą to książkę ode mnie pożyczył) bardzo się zmienił. Na gorsze. Stał się "bad boy'em" na siłę. Znacie na pewno takich ludzi. Wiem doskonale, że w środku taki nie jest, ale ta poza go morduje.

Zaczęło mi się wkręcać wszystko co najgorsze. Zacząłem prorokować, układać piętnaście tysięcy różnych scenariuszy, w których to oczywiście ja tryumfowałem i krzyczałem: "HA! WIDZISZ! TRZEBA BYŁO BYĆ ZE MNĄ OD SAMEGO POCZĄTKU!" Świat stał się jednym wielkim kłębkiem problemów nie do rozwiązania, nawet gdyby obok stał sam Aleksander Wielki. Zawziętość mojego temperamentu wzięła górę:

Cytuj
    Znów sam przeciwko światu. IHAAAAA!
    Teraz zbliżają się MOJE dni i będzie po mojemu. Bóg mi pomaga, a ja biorę na barki to co mi zrzuca. To z miłości to robi, a nie dla zabawy. Bóg mnie kocha i chce, abym coś dostrzegł. Żebym patrzył POZA namalowany obrazek, poza schemat. Miłość jest drogą to chce mi przekazać, ale cholera…
    Moje życie tak cholernie boli, tak piecze. Boże! Pomóż mi czasami, proszę.



Cytuj
    22.06.2011, środa, 13:00
    Świat bez zasad.
    Właśnie wracałem z Carrefour’a (czy jak to się tam pisze). Ze srebrnego Mercedesa wysiadła ładna dziewczyna, brunetka. Była po zakończeniu roku szkolnego, niebieska sukienka, zgrabna figura, włosy spięte do góry. Kierowcą był jakiś łysy przy*eb.
    Hajs. Status. Móc pochwalić się przed koleżankami.
    W momencie wyobraziłem sobie jak siedzi za kierownicą i mocno trzyma jej głowę, gdy ona robi mu laskę i spuszcza się w jej gardło. Nie z miłości, on ją poniża. Wstaje, w ustach czuje wstyd i nie potrafi się z tego chorego świata wydostać.
    Słabi ludzie.

    Otaczają mnie ludzie bez jakichkolwiek zasad, postanowień, celów i ambicji. Każdy jeden pie*doli, że chce coś osiągnąć w życiu, a palcem nawet nie kiwnie, żeby marzenia zacząć realizować! BOŻE! POMOCY!

    POMOCY, KU*WA!

    Wołam o pomoc, o cokolwiek. O głupie „nie martw się”, które pojawia się znikąd. Ludzie bez wartości.

    NAŻREĆ SIĘ, WYSRAĆ, ZARU*HAĆ I PÓJŚĆ SPAĆ. Witaj w schemacie, którym żyje cały świat.

    Jesteśmy bandą pierd*lonych zwierząt. Ja naprawdę nie wiem czemu Bóg nas jeszcze trzyma przy życiu, naprawdę.

    Cierpię teraz. AAAAAAAAAAAAAAA! KU*WAAAAAAAAAAAAsad
    SAD ASD
    FASD
    SAD

    Wdech.

    Wydech.

    Bardzo cierpię.


Pisanie pomagało. Schodziło to ze mnie chociaż na chwilę. Nie wiedziałem co robić. Chodziłem po domu jak ogłupiały i chciałem, żeby tylko czas mijał jak najszybciej. Żeby wskazówki zegarka obracały się jak na filmach. Ale nie. Te, zamiast zapie*rzać, tykały jeszcze wolniej.

I wolniej...

I wolniej...

I wolniej...

   
Cytuj
Na dzień dzisiejszy nie chcę kochać już nigdy więcej. Nie chcę i ch*j. Chcę tylko życia. Chcę wyłowić spośród ludzi jeszcze kilka diamentów, pereł. Dać wybranym wiarę. Może kochać świat za to jaki jest? Bo jakim by nie był – daje mi życie.

    Życie?

    Właśnie go doświadczam w pełnej doskonałości. Do 3 nad ranem zasnąć nie mogłem!

    Ludzie bez wartości! Dominika tak długo opowiadała o mężczyźnie swoich marzeń, o tym, że powinien być czuły, bohaterski, etc… I ŻE TO BYŁEM JA.
    Ku*wa, wiem o tym, że to byłem ja, bo taki jestem. Cztery lata samorozwoju nie poszły na marne. Ziarno zostało rzucone na dobrą glebę. Owoce zbieram już teraz właśnie.
    Boże, daj mi siły, abym mógł walczyć o ludzi, a nie o zwierzęta.



Nie wytrzymałem. Wysłałem i jej i mojemu kumplowi wiadomość na FB z zapytaniem czy są razem.

Mijają kolejne minuty. W dzienniku używam metody "strach na wróble" od Briana Tracy:
1. Zdefiniuj strach na piśmie jak tylko dokładnie się da.
2. Określ najgorsze z możliwych skutków.
3. Podejmij decyzję o akceptacji najgorszego co może się zdarzyć.
4. Zacznij jak najszybciej działać, aby oddalać się od najgorszej opcji.
W dzienniku wszystko opisuję bardzo dokładnie, z bólem na dłoniach. Chyba piszę krwią:

   
Cytuj
Życie?

    Właśnie go doświadczam w pełnej doskonałości.

    Poddać się?

    NIGDY!

    „Gdy los powie dosyć, kiedykolwiek!
    Kostucha w ringu dostanie mnie w dobrej formie!
    Rozbieg jak się poruszać, z biglem,
    mętny wzrok nie, nawet gdy los płata figle!”

    Eldo, Miejski Folklor

    Życie!

    Czas? Niech płynie. Nie mam zamiaru blokować emocji, wręcz przeciwnie. Niech płyną.

    Pantha rei

    Biorę to na klatę. W końcu, kurwa, jestem prawdziwym mężczyzną ;)!


Muzyka pomagała. BARDZO! OJ BARDZO!

Eldo - Miejski folklor:
http://www.youtube.com/watch?v=ufdOvk10WIM

W tym momencie dostaję informację, że ów kumpel nie jest z moją byłą, a z pewna inną dziewczyną:

Cytuj
    Uf? Kamień z serca? Hm… jeszcze więcej komplikacji i rozkminiania. Obecnie jednak wyłapałem wszystkie wiadomości (moje i D) z nk i dałem do formy druku. Kiedyś będzie miło wspominać… EMOCJE!



Chwilę później chcę już słuchać czegoś innego. Chcę ugasić burzę, oddalić się na swojej łupince orzeszka z małym żagielkiem najdalej w ocean jak się tylko da...

Team Sleep - Natalie Portman:
http://www.youtube.com/watch?v=N1XqSZeV-_M

Jest to moment, w którym już niczego nie chcę. Bo nie chcę. Okazało się, że nie są razem, ale to tylko sprawiło, że zacząłem czuć się jeszcze gorzej, bo pojawiły się znaki zapytania i w ogóle mój wywrócony do góry nogami świat został wywrócony do góry nogami.

Nie wytrzymuję. Już lekko uspokojony, piszę do niej maila. Piszę bzdury. Nie wiem co piszę. Czy wiem, że takie pisanie jest złe? Oczywiście, że tak! Dlaczego to robię? Na przekór sobie, zasadom, ludziom. Na przekór wszystkiemu, nawet wam. Już widzę bandę baranów, która śpiewa piosenkę: "Wiesz Smiler, że to było needy i total AFC?! Ty piszesz takie rzeczy? Lol!" Tak. Ja piszę takie rzeczy, bo w życiu nie chcę żałować ani jednej chwili, ANI JEDNEJ. Walę te schematy. Czułem, że chciałem tak napisać i napisałem. Czy ulżyło? Nie wiem, wtedy nie wiedziałem co będzie.

Cytuj
    Hej...

    długo używałem swojej półkuli mózgowej odpowiedzialnej za myślenie logiczne, a ten mejl jest świadectwem tego, że ją wyłączyłem i pozwoliłem działać uczuciom. Jesteś w związku. I w zasadzie nie wiem co dalej miałem napisać. Na początku myślałem, że z ***, bo tak śmiesznie zmieniliście statusy ;P i powiem szczerze, że taka opcja mnie... zdziwiła, ale *** podobno jest z ***.

    I owszem - będąc szczerym: kur*wsko zastanawiam się z kim?

    Nie wiem, moje serce podbiło mocniej, gdy zobaczyłem "w związku" i nie wiem co się działo. Do teraz nie wiem. Jednak jestem pełnej wiary... w ciebie... jak się potoczy twoje życie? Nie wiem. Nie wiem co pisać, ale mam taką potrzebę... I tyle. Nie myślę, piszę.

    Ku*wa...

    Dziwne uczucia.

    Nie potrafię ich określić...

    Może inaczej!

    http://www.youtube.com/watch?v=Q-03ePM1GM8 (O.N.A – Kiedy powiem sobie dość)

    Moja odpowiedź brzmi: Tak. Dziękuję za wszystko.

    PS
    Mam prośbę. Jestem takim typem, który z takiej miłości wychodzi długimi miesiącami, więc jeśli tylko możesz to oszczędzaj mi przykrości. Nie chodzi o to, żebyś przestała żyć (wręcz przeciwnie), ale żebyś ten swój skorpioni ogonek powstrzymywała w miarę możliwości ;).


Taki zadowolony z siebie byłem po tym emailu. Tak wesoło go pisałem... "Hej! Jestem Damian! Kiedyś mi zależało, ale teraz już chcę, żebyś była szczęśliwa! Smutny?! NO CO TY?! JA?! HAHAHAHA! Przecież znasz mnie ;D!" Ta. Ja sam siebie nie znam, a co dopiero ona mnie.

Dziura wierci się jeszcze głębiej. Z każdej chwili mocniej i mocniej.

Co chwila sprawdzam czy odpisała. Kilkanaście razy na minutę.

Od kilku dni nie mogę funkcjonować normalnie. Zabieram ze sobą słuchawki, zakładam buty do biegania i idę w znane mi rejony. Las zawsze mnie uspokajał, koił. W moich uszach jest tylko jeden utwór. Zapętlony. W kółko.

O.N.A - Kiedy powiem sobie dość:
http://www.youtube.com/watch?v=xoCd3_kAvPQ

   
Cytuj
Ku*wa.
    Jest szczęśliwa i to nie ze mną. Ku*wa. Co się dzieje z moim wnętrzem. Co tam jest? Dlaczego tak się czuje? Jak to jest, że tak przeżywam.
    Płakać mi się chce.
    Nic nie pomaga.
    Żadne myśli.
    Nie mogę uciec?
    Błagam!
    Cokolwiek.
    Co się dzieje.
    Chcę uciec, chcę żeby to się skończyło.
    Czy aż tak mi zależało.
    O mój Boże!
    Czuję się zagubiony.
    W klatce mam ogień.
    Wiem, że ten ogień będzie płonął jeszcze bardziej, gdy ją/ich zobaczę :).

    AAAAAAAAAAAAA

    Ręce mi opadły.

    Nie mam sił.

    Cały jestem wiotki i płonę w środku.

    Bez sił na cokolwiek.

    Zniszczony. Chryste… Panie… Daruj mi?

    NIE! TAKIE JEST ŻYCIE! TO JEST JEGO PIĘKNO!

    DAMIAN! CZASU COFNĄĆ SIĘ NIE DA! Ale co z nimi będzie? Czas pokaże…

    A ja będę żył tak, jakbym miał udowodnić jej, że ja byłem najlepszym wyborem.

    Ale co to da?

    Jej na złość zrobię?

    Nie.

    Muszę żyć dla siebie. Jak do tej pory.

    Skoro życie mi ją ofiarowało to może też zabrać te emocje, które we mnie są.

    Życie.



Kiedy nie mam już siły biec, chodzę. Biegam tylko, gdy gra sama końcówka. Wtedy też próbuję wskrzesić w sobie radość. Czasami się udaje, ale tylko na chwilę.

   
Cytuj
Najpierw pobiegłem na parking, tamten w lesie… Tam gdzie pierwszy raz byłem z nią na randce i miałem latawiec. Puszczałem na tej trasie latawiec. Z nią.
    Następnie odwiedziłem tą polanę, którą pamiętam z dzieciństwa. Przechodziliśmy przez nią, gdy byliśmy innym spacerze.
    Tam gdzie są dwa wejścia do lasu naprzeciw siebie, za parkingiem, trochę dalej. Tam zostawiłem Bravkę. Jednym razem poszliśmy w jedno miejsce…
    Tam na konarek (wczoraj też tam byłem). Gdy wracaliśmy powiedziałem jej hasło o „złotej dziewczynie w srebrnym samochodzie”.
    A gdyby się poszło w drugą stronę to wyszłoby się na wspomnianą polanę z dzieciństwa.
    Nogi niosły mnie dalej. Daleko.
    Przekroczyłem drogę na Rydzyny i znalazłem się już na ul. Bugaj. Wertepy. Pamiętam jak wiozłem ją tam samochodem i jak podskakiwaliśmy, mówiła, żebym nie jechał szybko, bo ma chorobę lokomocyjną.
    A później ta polanka, na której leżeliśmy i rozmawialiśmy. Przytulaliśmy się długie godziny. Ta, gdzie trzeba było przekroczyć przez strumyk :). Później biegłem w stronę miejsca, gdzie kiedyś leżeliśmy na kocyku pod drzewkiem.
    PAMIĘTAM! Wtedy rozmawialiśmy jak najęci i myśleliśmy, że minęła może godzina, a okazało się, że strzeliły trzy.
    Zanim tam dobiegłem, zatrzymałem się pośrodku tych pól. Spojrzałem w górę. BOŻE! JAKI TEN WIDOK BYŁ PIĘKNY! Zachodzące Słońce, schowane za chmurami zieje swoimi ostatnimi blaskami dla tego dnia. Wszędzie złoto. Rozejrzałem się dookoła. Upadłem na kolana i podziękowałem Bogu za życie, za wartości i za te doświadczenia.
    A później zrozumiałem.

    To jest moja lekcja (poza pozbyciem się dumy). DOCENIAM TO WSZYSTKO DOPIERO PO CZASIE. To smutne uczucie, że ona ma teraz 18 (19) lat… Ja miałem w jej wieku dziewczynę – Anię. Dziś niewiele pamiętam, oprócz odczuć, kilku konkretnych chwil. I to jest właśnie to smutne – że dla niej ja będę tylko za mgłą. Jakiś koleś, który jest jej byłym.
    Na razie wiem, że mnie wspaniale docenia, a to miłe. To dobrze :).
    No i właśnie o to chodzi. Doceniam ją teraz i widzę, że mogłem z nią spędzić więcej czasu. NAŻREĆ SIĘ NIĄ DO JESZCZE WIĘKSZEJ SYTOŚCI, AŻ BRZUCH BY MI PĘKŁ.
    A teraz?
    Pustka.

    To jest moja lekcja!

    LUDZI KOCHA SIĘ TERAZ! Nie jutro, nie pojutrze na umówionym spotkaniu, albo za tydzień w tym i w tym miejscu! NIE! LUDZI KOCHA SIĘ TERAZ! I TERAZ TO JEDYNY SŁUSZNY MOMENT.

    Gdy biegłem i to sobie uświadomiłem wysłałem smsa do Agaty i Michała (moja siostra i szwagier) o treści: „AGATA/MICHAŁ! JESTEŚ WSPANIAŁYM CZŁOWIEKIEM! KOCHAM CIĘ!”. W domu mamie powiedziałem to samo.

    I jeszcze raz, na sen, bo jest 22:34 i uciekam w kimanie: Ludzi kocha się teraz.




Rano boli mniej. Potem zaczyna rosnąć, bo emocje się budzą. Dnia 23.06. notuję:

Cytuj
    Każda chwila taka sama. Nadal boli, ale rano obudziłem się i czułem się lepiej. Ale z emocjami tak jest – usypiają. No i gdy już się rozbudziłem to już powróciły. Nadal nie wiem co mam ze sobą zrobić. Powinienem cokolwiek, żeby o niej zapomnieć… praca magisterska, spoko. Jednak siedzenie przed kompem mnie zabija.
    Obudziłem się koło 5 nad ranem i napisałem jej list:



Nie wytrzymałem. Napisałem maila, bo chciałem. Przez FB dałem wiadomość, która ją o tym informowała, jakże "wesołkowatą":

Cytuj
    No i masz ci los. Napisałem drugiego, bo wiele we mnie siedziało. Może wiadomości te pozostaną bez odpowiedzi, ale gdy skończyłem pisać tego długiego to już jestem pewien, że Chylińśką mogę ci teraz wysłać już w pełnej wersji: http://www.youtube.com/watch?v=xoCd3_kAvPQ (wersja z wcześniejszego maila jest bez tej końcówki...)



Cytuj
    List pożegnalny

    Nie ukrywam, że ostatnie doświadczenia znacząco na mnie wpłynęły, więc piszę ten list, żeby się z tobą chyba na zawsze pożegnać. I dopiero po przeczytaniu tego zdania zdałem sobie sprawę z tego jak cholernie dziwnie to brzmi :). Musiałem się uporać z kilkoma kwestiami i zrozumieć czego miało mnie nauczyć życie, więc jest kilka wniosków, a w zasadzie dwa (lecz o tym później).

    Wczoraj i przedwczoraj byłem biegać, ale wczoraj poszedłem specjalnie tylko w rejony, które mógłbym określić jako "nasze". Zwiedziłem trasy, gdzie puszczaliśmy latawca na pierwszym spotkaniu. Byłem na tym parkingu, gdzie komplementowałem cię "złota dziewczyna w srebrnym samochodzie" ;P i... na tym konarze w głębi lasu, gdzie się przytulaliśmy długimi godzinami. Przebiegałem również koło miejsc, gdzie leżeliśmy na trawie... Tam, gdzie trzeba było przeskoczyć przez strumyk. A dalej jest to drzewko, pod którym leżeliśmy na kocyku. Pamiętasz :)? Wtedy co się tak rozgadaliśmy, że myśleliśmy, że minęła tylko godzina, a tak naprawdę minęły trzy.

    Przypomniały mi się te wszystkie chwile. To jak mi gasł samochód, np. na skrzyżowaniu przed KFC. Albo jak się do mnie uśmiechałaś i te... twoje oczy. Przypomniały mi się te twoje śmieszne pantofelki i to jak w nich popierniczałaś u mnie w domu, gdy robiliśmy pizzę i oglądaliśmy "Jedz, módl się i kochaj" z moją mamą ;P. Przypomniało mi się jakie to było wspaniałe uczucie być do ciebie przytulonym "na łyżeczkę" i trzymać w ręku twoją pierś. I seks mi się przypomniał. Ten pierwszy, w samochodzie koło zamku... I moja zazdrość o tego pajaca, *** (jej były) i o to... KU*WA! Do dzisiaj jest to dla mnie niewyobrażalne jak... ty... mogłaś z nim ;P? No i do dzisiaj wiercę sobie dziurę w brzuchu o twoje doświadczenie w "tych sprawach", wiesz - jestem takim zazdrośnikiem, że jak się nie dowiem to cierpię, a tak to mam spokój ;P. Poznaliśmy się na praktykach. Od razu wpadłaś mi w oko, Księżniczko Fochalińska ;)!

    Albo ten seks, gdy odwoziłem cię do domu i zatrzymywaliśmy się w ciemnym miejscu koło tej bramy, lub gdy bezczelnie gwałciłem twoje usta u siebie w pokoju. Przypomina mi się jak przyjemnie było się z tobą kochać... tak delikatnie, emocjami... i tak długo i mocno rżnąć. Przypomniało mi się jak opowiadałem ci o nas w Krakowie... I hasło: "Ku*wa! Musisz żuć tak tą gumę?!", gdy kochałaś mnie ustami ;D! O! Zawsze byłaś zła o to, że tak "dziamdziam" z otwartymi ustami ;P. Te rozmowy w Krakowie, "To co? Idziemy spać?" i paplania do 4 nad ranem. Tramwaj i uprzejmość tego typa, który nam powiedział jak dojść na dworzec. Podróż pociągiem! Kraków, o tak. I jak mieliśmy nasze stópki włożone pod nasze pupy, żeby było nam ciepło. W ogóle to twoje skarpetki rządzą! Namalowałem ci sprayem wielkie serce przed szkołą.

    Albo to, że byłem na tyle przepełniony do ciebie uczuciami, że tym samym sprayem zaznaczyłem swoimi bazgrołami miejsce, które jest najdziwniejszym, w którym uprawiałem miłość w swoim krótkim życiu (pamiętam, że od pozycji, w której w ciebie wchodziłem miałem mocne zakwasy :P). Przypomina mi się jak wariowałaś swoim ciałem, gdy trzymając rękoma twoje pośladki kochałem cię swoimi ustami. Tego żałuję - że nie pokazałem na co mnie stać w łóżku, że byłem zbyt monotonny! NAUKA?! Na przyszłość najpierw powinienem szukać emocji, a dopiero później seksu... i ZAWSZE wiązać jedno z drugim. Poza tym za mało szeptałem ci na ucho... tak po swojemu, Damianowemu... za mało.

    No i to właśnie jest druga strona medalu. Niemożliwość pokazania się w pełnej krasie (nie tylko w łóżku). Czyja to wina? Oczywiście, że moja. Biorę to na klatę - ku*wa, w końcu jestem prawdziwym mężczyzną! Nie byłem przy tobie wtedy, gdy tego potrzebowałaś, nie odpisywałem na smsy, nie dałem poczuć ci pełnej bliskości mojej osoby. Krzyczałem na ciebie, zachowałem się na sylwestrze jak pajac, obrażałem się (Aj! Boli do dzisiaj, a to splamiło mój honor tak bardzo, że do dzisiaj kalam się przed *** (siostrą Dominiki), bo wiem, że ją zawiodłem i zawstydziłem przed jej przyjaciółmi, a ciebie sponiewierałem. Nie wiem czy za to będę wam kiedykolwiek w stanie spojrzeć prosto w oczy)... Ale wiesz... ja nie chciałem, żebyś się mną znudziła i najadła tak do sytości, bo nie chciałem, żebyś nagle przestała mnie chcieć - chciałem, żebyś zawsze tęskniła... TAK BARDZO, że nawet jakbym był koło ciebie to byłoby mało. I to mi wyszło... chociaż nie do końca tak jak chciałem, Dlaczego? Bo planowałem "nas" na znacznie dłużej niż raptem kilka miesięcy. Kupiłem ci fajnego misia, dostałaś go koło zamku w Pabianicach. Czekałem z nim na tych schodach :).

    Finalnie wynoszę wspomniane lekcje. Każda kobieta czegoś uczy swojego mężczyzny. Moja pierwsza "miłość" tego jakim NIE być facetem :P. Jeszcze inna dziewczyna nauczyła mnie co to znaczy mieć jaja, bo rozstaliśmy się przez gg (miałem wtedy 17-18 lat ;P!) i powiedziała, że jedzie pociągiem do Pabianic i albo pod wierzbą będę na nią czekał, albo nie. Na szczęście pojechałem. Ty nauczyłaś mnie dwóch spraw:

    1. Duma. To ona zniszczyła ten związek. Byłem zbyt butny i za bardzo się unosiłem swoją "dumą" i pyszałkowatością. Ku*wa, teraz widzę, że czasami (ale NIE ZAWSZE ;D ;P!) powinienem po prostu gnać do ciebie i... kochać cię. Kochać cię tak jak mężczyzna umie kochać kobietę najlepiej.

    2. Żałuję teraz, że nie udało mi się zrealizować kilku moich planów. Wiesz... tych takich Damianowych, jak np. wspomniane graffiti, Kraków i jak ci wtedy szeptałem do ucha o nas i o Bali, lub pizza i seans filmowy z moją mamą, gdzie winem był sok :P. Mogłem cię kochać. Mogłem cię kochać mocniej, a teraz już nie mogę. Zniknęłaś z moich ramion. To jest dopiero ból. Oj boli, boli jak kawał soli. Lekcja jedna z mocniejszych w moim życiu: Ludzi trzeba kochać za to jakimi są TERAZ! JUŻ! TERAZ! OD RAZU! Nie można zwlekać, bo jutra może nie być. Jak najprędzej kochać ludzi... Ludzi trzeba kochać MOCNO, ZAWZIĘCIE i TERAZ! Duszą, umysłem, sercem i ciałem.

    Mam 24 lata i kobiety, z którymi byłem w twoim wieku pamiętam "przez mgłę". Gdy byłem z tobą to byłem na tyle dojrzały, żeby naprawdę móc kochać. Jak widać - trochę mi, ku*wa, nie wyszło ;P! Lecz miłość do ciebie będę pamiętał do końca życia... bardzo wyraźnie i pięknych barwach. Miłość ta pokolorowana jest niesamowitymi kolorami emocji, myśli i doznań cielesnych oraz... duchowych (teraz to wiem). Ty będąc w wieku 24 lat będziesz pamiętała "przez mgłę" związek ze mną i to... mnie bardzo boli. Chcę, żebyś zapamiętała mnie tak jak sama uznasz za najlepsze, bo jesteś wolną kobietą... ale proszę - wybacz mi wszystko złe i bezczelnie ukradnij wszystkie te chwile, o których między innymi pisałem. Kiedyś bowiem usiądziesz i przeczytasz swoje notatki, które obiecywałaś mi dać do przeczytania - ten dziennik z naszych romansów. Przypomnisz sobie wspólne chwile. Część z nich, oprócz notatnika, masz w wiadomościach z nk, inne we wspólnych mailach... ale najpiękniejsze... wszystkie...

    Wszystkie nasze chwile miej zawsze w sercu i od czasu do czasu, gdy spojrzysz przez okno to... kto wie - może tam za nim będę... przeźroczysty obłok energii miłości. Puszczę ci wtedy "oczko"...

    Ciao, Diablico



--------------------------------------
WIADOMOŚĆ DO CZYTELNIKÓW:
Oczywiście w mailu zastosowałem typowy męski fortel "nie byłem wystarczająco dobry w łóżku", żeby bardziej podkreślić swoją łóżkową zaje*istość 8-). W łóżku jestem świetny i wiem o tym (z obiektywnych źródeł), ale fakt jest faktem, że z nią nie kochałem się tak często i tak różnorodnie jak pozwalałem sobie na to w wyobraźni. Niestety, brak warunków :(. Co tu dużo gadać... chciałem jej trochę dopiec :cry:.
--------------------------------------

Ten mail mi się spodobał. Czytałem go kilka razy. Czytałem i czekałem aż odpisze. W ogóle lubiłem jej pisać. Dużo jej pisałem, rzadko, ale maile były długie. Uwielbiała je, mówiła mi, że ich czytanie strasznie ją podnieca, bardzo lubiła jak subtelna erotyka przeplata się z labiryntami uczuć i ostrym seksem. Zawsze jej było mało. Ile bym jej nie napisał - mało.

A ona nie odpisywała.

A ja czekałem.

Nie wytrzymałem i napisałem smsa, że ma maila (pomimo, że po drodze już dwa razy kasowałem jej numer). Odpisała. Ręce mi się trzęsły, zrobiłem rundkę po pokoju, żeby dosiąść do wiadomości.

Pisałem jej opowiadania po kilka stron - mało. Zawsze mało. Może dlatego tak zdziwiło mnie pierwsze zdanie maila? A może dlatego, że to był jeden z tych bardzo niewielu, kiedy się odsłaniałem?

   
Cytuj
Uwierz mi,że nigdy nie spodziewałam się po Tobie takiego maila. Jest mi niezmiernie miło. W mojej głowie mam nasze pikniki, leżenie na kocu, pichcenie różnych rzeczy, wspólne doznania, Kraków-który jest absolutnie nasz. Strasznie mi było z Tobą dobrze ale brakowało tego o czym napisałeś. Sama miałam wrażenie,że nas dawkujesz. Kontrolujesz kiedy się spotkamy i na ile żeby nie przedobrzyć. Miłość to emocje, trzeba się dać im ponieść. Zawsze w głowie mam to co dobre, szczególnie z Tobą bo mimo wszystko nasz związek-te kilka miesięcy- było czymś czego nigdy nie zapomnę. Możesz mi wierzyć albo nie... Naszego związku nie da się pamiętać przez mgłę. Był czymś na tyle głębokim,że już zawsze pozostaniesz w tej mojej głowie. Bardzo Cie cenie jako człowieka.

    Trzymam kciuki za Ciebie, Twoje plany ale przede wszystkim za tą miłość-wielką i wieczną. Ja,teraz, jestem na prawdę szczęśliwa. Mojego obecnego chłopaka nie znasz, gdyż jest z ***, poznaliśmy się 10lat temu. *** mnie zabrała do stadniny koni,która należała do niego. Jak jechałam na maturę z niemieckiego jechał tym samym pociągiem co ja, wziął numer telefonu i tak zaczęliśmy ze sobą pisać i spotykać się. W końcu uświadomiłam sobie,że nie wyobrażam sobie dnia bez spotkania z nim czy chociaż zwykłej rozmowy. Zawsze ma dla mnie czas. Związek z Tobą to okres mojego dojrzewania emocjonalnego. Teraz dopiero czuje się w pełni gotowa na związek,który będzie trwał długo... Nie będę używała tego swojego skorpionowego jadu bo wbrew Twojemu mniemaniu nie zasłużyłeś na to.

    Pozdrawiam,
    D.



Chciałem nawet płakać, ale nie umiałem. Nie potrafiłem z siebie wyrzucić tych łez.

Wstałem, uderzyłem pięścią w ścianę.

Chodziłem po pokoju jak opętany. Moje prawdziwe piekło dopiero się zaczęło.

Cytuj
    Tak mnie zabolało, że nie wiedziałem kompletnie co robić. Nie blokowałem tego. Niech płynie… I płynęło. Dzisiaj piszę już trochę na „sucho”, złapałem dystans. Czytam ten mail i nadal mnie trochę zabolało. Czuję się jak szmata, wykorzystana po to, żeby ktoś mógł „dojrzeć”.
    Gdy przeczytałem ten mail pierwszy raz to wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. BOOM! JESZCZE GŁĘBIEJ! Znów zanurzyłem się w sobie i napisałem jej tak rozpaczliwego maila, jak tylko mogłem. Nie musiałem wysyłać, ale chciałem! Wiedziałem, że jest totalnie beznadziejny i żałosny i że to kompletnie nie w moim stylu… i właśnie dlatego to zrobiłem!


Każdego dnia wtedy chodziłem biegać. Zawsze wieczorami. Słuchałem nowej płyty Limp Bizkit - Gold Cobra. Tak naprawdę to tylko ona trzymała mnie przy życiu. Świadomość liryk człowieka, który jest po 40stce, a nadal przeżywa jak za gówniarza była niesamowitym wsparciem.

Limp Bizkit - Walking away:
http://www.youtube.com/watch?v=KJH82SPhiZM

 
Cytuj
   down in a hole there are so many ways
    to find yourself some light
    it' always the miracles
    keep waiting all you like
    ain't got no time to waste
    i know the end is near
    and if i run away
    i'll always end up here...

    walking away
    from the things i adore
    telling the truth
    for once i'm sure
    it's always a sign
    when you feel yourself bleed
    i'm walking away
    from all i need

    i can't escape the tragedy
    that always brings me down
    if i could eliminate
    those things that make me frown
    take all the baggage
    that follows me around
    and just disintegrate
    burn it to the ground

    walking away...



A co z mailem? Wystałem. Nie przytoczę go w całości, bo jest zbyt osobisty, ale...

Cytuj
    Boli. Tak bardzo boli, że nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Bomba z opóźnionym zapłonem. Wybuchła 18 czerwca i rozrywa moje serce. Pier*olony granat z odłamkami wrzucony wprost w moje wnętrze. Czuję się jakby ktoś obrał moją duszę ze skóry i wrzucił do gorącej wody. Jestem zdruzgotany. Ku*wa. Ten ostatni okres uświadomił mi jedno... Ja cię naprawdę kochałem.

    Nie umiałem tego nazwać, bo trafiło mi się to pierwszy raz w życiu. Dlatego jesteś tak wyjątkowa. Nie wiem czy kiedykolwiek znajdę taką kobietę jak ty, czy już w ogóle będę umiał kochać. Nie chcę. Na dzień dzisiejszy.

    NIE WIEM CO ZE SOBĄ ZROBIĆ!

    Ku*wa... okazuje się, że tak naprawdę byłem tym pierd*lonym Jakubem z "Satmotności w sieci". Ale...

    Nie rzucam słów na wiatr. Mam swój honor, mam swoją godność... I kiedy mówiłem, że chcę, żebyś była najszczęśliwszą kobietą to mówiłem prawdę... Więc jeśli bycie najszczęśliwszą oznacza bycie z kim innym to jedyne co mogę zrobić to skłonić przed wami głową i życzyć szczęścia.

    To tak jakby najokrutniejsza bestia na świecie wyrywałaby mi swoimi szponami serce, drapała, dziobała i cieszyła się z mojego krzyku. Chociaż katorgi cielesne w porównaniu do moich uczuć to bardziej nagroda niż kara.

    Jednak takie życie wybrałem sam - żyć więcej. Oto moje życie. Każda moneta ma dwie strony, a to nie pierwszy raz, kiedy mój cwaniacki plan chodzenia po krawędzi sprawił, że zacząłem wpadać w głuchą otchłań strachu.

    Boli, Dominika. BOLI... Słyszysz? Powiesz, że słyszysz?

    Nie słyszysz. To tylko mail... jestem samotny w tej sieci... mały, zdeptany i pogrążony przez życie Jakubek.

    Dobrze chociaż, że w Polsce mamy spier*olone pociągi to mi się samobójstwa nie uda popełnić :P.

    Żałuję, że cię straciłem z moich ramion. Ale żałuję też tego, że w tej końcówce o mnie nie powalczyłaś.

    Wiesz - nie chcę rozdrapywać tych ran, ale jeśli mogłabyś ze mną jeszcze pomailować przez jakiś czas to byś mi bardzo pomogła. BARDZO! Jest mi teraz naprawdę ciężko, a każde słowa otuchy się liczą.

    Całowałem cię w deszczu koło zamku, bardzo wtedy padało. Ku*wa. Jaki ja byłem głupi... A teraz ty chcesz kochać innego. Wypuściłem z dłoni diament i nawet nie raczyłem się schylić, żeby go podnieść. Zuza miała być naszą córeczką, a Jakub synkiem... A teraz nie mam nic.

    Dawno temu postanowiłem, że będę "łowcą emocji". No i jestem. Łapę to dla siebie i ch*j - nikt mi tego nie ukradnie, bo jest już moje. Wszystkie chwile są dla mnie.

    Przeżywam rozstanie z tobą tak falowo. Emocje gasną powoli, później gwałtownie rosną, znów opadają... Ale tendencja jest spadkowa.

    Chodziłem przed chwilą po pokoju i tłukłem pięściami w ściany.

    Tymi mailami, w tych ostatnich chwilach, bądź przy mnie, proszę. Już nie jako moja dziewczyna, ale wsparcie. Jako osoba. To ważne dla mnie.



Nie odpisała.

Do tej pory nie odpisała mi na maila.

Czekało i czekało...

Męskie serduszko, które chciało kochać...

...

I nic.

...

Dostałem smsa.

Dominika napisała w nim, że musi zerwać ze mną kontakt, gdyż jej obecny chłopak na jej prośbę zrobił z jego byłą to samo.

W tym momencie moje piąstki zacisnęły się jak u dziecka, a ja cały, łącznie z twarzą, skuliłem się do środka jak mały jeżyk. Zacisnąłem oczy i buzię, skulony do wewnątrz siedziałem tak przed monitorem. Nie mogłem płakać, nie wiem czemu.

Chciałem, żeby ktoś mnie przytulił.

Nie było nikogo.

Odpisałem, że całkowicie to rozumiem i uważam tą decyzję za całkowicie uzasadnioną, ale nadal chciałem wiedzieć jak wygląda, chciałem, żeby posłała mi ich jakieś zdjęcie, albo dała jakieś namiary, bo by mi to strasznie ulżyło. Odpisała, że mogę się z nim umówić na piwo.

Pojawił się gniew.

Ku*wa. W końcu nie żądałem tak wiele, nie?! Chciałem jedynie, żeby odpisała na kilka kwestii, zamknąć to wszystko w przyjacielskiej atmosferze, żebyśmy kiedyś wspólnie się z tego mogli śmiać.

Ale nie.

Przesz to babsko jest, więc czego mogłem się spodziewać?

Pojawiła się złość. Taka poważna. Zdenerwowanie. Zawiodłem się na niej. Wysłałem jej smsa: „Dobra. Ku*wa. Widzę, że na pomoc od ciebie nie można liczyć. Do tej pory wszystko w życiu robiłem sam to i teraz dam sobie radę. Na razie.” Usunąłem ją ze znajomych na FB i wysłałem kolejną wiadomość: "Usunąłem cię ze znajomych, bo wolę nie myśleć. Powodzenia w życiu!", a chwilę później kolejną. Ostatnią:

Cytuj
    Dobra. Ostatnie kwestie, bo mi się przypomniało, WAŻNE! Podaj jakoś *** moje notatki z historii, etc., bo one będę mi bardzo potrzebne na obronę. Niech *** do mnie napisze na fb/mail/telefon i się z nią spotkam.

    Druga sprawa - bardzo mnie zadziwiło to, że zrywasz ze mną kontakt. Może inaczej - ja to rozumiem, ale chcę, żebyś pamiętała jedno - to na twoje życzenie. Jesteś pierwszą dziewczyną, która się tak w stosunku do mnie zachowuje i dziwi mnie to. Tylko jedno, żebyś pamiętała - to twój wybór.

    Dobra, już nie gadam, bo robię się żałosny. Pamiętaj o tych notatkach, bo są dla mnie bardzo, >BARDZO< cenne, a na obronę jak znalazł!!!





ŻEBY CHŁONĄĆ TEN ŚWIAT I ZROZUMIEĆ, ŻE

Tak. Wtedy już ze mnie zaczynało schodzić. Emocje oddalały się. Gasły. Powoli odzyskiwałem zmysły. Zaczynałem sobie powoli przypominać kim jestem i zdawać sprawę z tego, że nikt inny nie będzie potrafił jej kochać tak jak ja. Że byłem właśnie >tym< kolesiem. Właśnie tym, o którego zabijają się kobiety. Wyłaniałem się z siebie na nowo. Nie jestem jazzy ani funky, bo nie jestem na pokaz. Nie jestem pupilkiem, którego można sobie tresować. Stoję z boku tego wszystkiego, drwię ze świata. Na bazie takich ludzi jak ja kreowane są wspaniałe scenariusze filmowe. Ale nas nikt nie dostrzega. Nie mamy pawich piór, mamy charakter. Nie potrzebujemy być wymanierowani. Ja i tacy jak ja nauczyli się żyć dla siebie i kraść z życia ile tylko się da.

Tacy jak ja nie są na chwilę. Nie. Takie dranie dają ci jazdę na całe życie. I albo wsiadasz na wózek i jedziesz, albo wybierasz spokojne życie i gadanie koło 30stki, że nie ma prawdziwych mężczyzn.

Wczoraj pojechałem z mamą do babci. Zabrałem je do osoby, którą już dawno chciały zobaczyć - mojego wujka Antka (brat babci). To co tam zobaczyłem może nie było dla mnie szokiem, ale definitywnie pogłębiło świadomość.

Mała izdebka, wielkości trochę większej niż standardowy pokój w bloku. W niej kuchnia, trzy łóżka pokryte kocami i prześcieradłami starszymi niż ja, stół, krzesła, telewizor. Ściany z drewna, a na nich dziewięć krzyży i obrazków. Wszędzie ten typowy "zapach" wiejskich domów. Dwa lepy na much w różnych miejscach tego lokum. Od czasu do czasu jedna z tych, która nie na brała się na pułapkę, przeszkadzała mi brzęcząc nad uchem.

Na łóżku leżał człowiek. Starszy człowiek, wiek ok. 60-70 lat. Jak ktoś mi kiedyś powie o kimś "ludzki wrak" to będę wyobrażał sobie właśnie wujka Antka. Amputowana noga, druga była chudsza od mojej ręki. "Auschwitz" - pomyślałem. Stopa była napuchnięta, nie było w niej krążenia. Trzeba było go obrócić na drugą stronę. Chciałem odwrócić głowę, ale pomyślałem, że konanie to też część życia i że wręcz trzeba na to patrzeć. Kołdra opadła, pojawił się zwiędły męski członek z rurką od cewnika w środku. Obwisłe pośladki. Chude ciało. Prawa część twarzy zdeformowana, napuchnięta jak noga. Wyje nocami. Z nami trochę "porozmawiał". Karmiony łyżeczką. Herbata na przemian z biszkoptami.

Siedziałem tak i trzy razy oczy zaszły mi łzami. Nie tylko z powodu tego co widziałem. Nie. W tej jednej chwili zdałem sobie bowiem sprawę z beznadziei tego świata. Jestem przedstawicielem typowych bloków. Nie mam więcej niż standardowy student. Na jedzenie zawsze jest, choć nie przelewa się, jednak w życiu na nic nigdy mi nie brakowało. A tu to. Ku*wa, czułem się tam jak nie wiadomo jaki bogacz opływający luksusem.

Uderzyło to we mnie. Nie w emocjonalność. W umysł, w myśli.

Bo przecież takich domów jak ten są tysiące, miliony. Ludzie żyją w podobnych lub JESZCZE gorszych warunkach. I ty, czytelniku, może jesteś jednym z nich. Dopiero teraz zaczynam mieć świadomość tego, że po drugiej stronie są ludzie, którzy czują, żyją. Jeśli twoje życie nie jest/było kolorowe - chylę przed tobą czoła. Wiem, że to głupie, ale... jestem z tobą. Nie ważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną - jestem z tobą. Może to niewiele, ale może wystarczająco, żeby dać ci sił, abyś powstał i walczył dalej. Rób to! Warto!

Czytelniku, jesteś wspaniały!

A ja?

Ja kiedyś padnę przed Bogiem krzyżem i przeproszę za to, że ten świat taki jest. To też moja wina, bo przecież mogę go zmieniać.

I nagle w tej izdebce siedziałem ja, pośród krzyku myśli. Pośród świadomości niechcianych dzieciaków z brudnych bram, sierocińców, alkoholików, prostytutek, zwyrodnialców, kalek, chorych fizycznie i psychicznie, pośród tych walczących o chleb, krzyczących o śmierć. Ja... pośród ludzkiej tragedii... pośród myśli, że najprawdopodobniej właśnie przed chwilą gdzieś na świecie do jakiejś kobiety dociera wiadomość, że jej mąż zginął na wojnie wywołanej przez ambicje popie*dolonych "ludzi", którzy nami rządzą i musi powiedzieć córeczce, że tatuś już nigdy nie wróci do domu.

JA!

JA POŚRÓD TEGO WSZYSTKIEGO!

KU*WA, SAM.

I spojrzałem na siebie i było mi wstyd. Autentycznie czułem się głupio, że tak przeżywałem to wszystko co opisałem wyżej. Czym to, za przeproszeniem ku*wa jest, w porównaniu do tego co dzieje się wokół mnie, a o czym media milczą? Jakiś facet stracił "miłość życia". Ojej. Cóż za wielka tragedia. Nic tylko się powiesić, bo świat jest dla niego taaaki zły.



PO KLĘSCE MUSZĘ SIĘ PODNIEŚĆ, ABY ŻYĆ JESZCZE BARDZIEJ I MÓC KRZYCZEĆ Z CAŁYCH SIŁ W PŁUCACH:

I zacząłem się podnosić.

Zacząłem wstawać.

Wiem bowiem, że płaczem nic nie wskóram, a działaniami jak najbardziej.

W międzyczasie swojej "tragedii" dzieliłem się przeżyciami z Markiem W., który w poprzednich wpisach występował jako Koneser i znany jest również jako Ghostface. To on w znacznej mierze pomógł mi się ogarnąć za co należą mu się najserdeczniejsze podziękowania. Sam przechodził przez to samo, więc był dla mnie niewiarygodnym wsparciem. Rzucałem swoim mięsem również na forum IOI i tym właśnie forumowiczom chciałbym podziękować nie mniej niż Ghostface'owi! To co napisali, jak napisali, jak W OGÓLE ZAREAGOWALI przeszło moje najśmielsze oczekiwania i dali mi wiarę, pocieszyli i sprawili, że kontynuowałem podnoszenie się na równe nogi.

Dzisiaj, ponad tydzień po tych zdarzeniach, stoję. Chwieję się jeszcze strasznie, ale stoję.

Do głowy wpadło mi tysiąc pomysłów. Pojawiła się świadomość czekających na mnie sukcesów życiowych, tych cudów, które mają tendencję do pokazywania się tak nagle, znikąd. Przecież te gorrrące nastolateczki czekają na swojego Smilerka 8-), a ja nie mogę ich zawieść :D! A ta miłość życia, której życzyła mi Dominika?

Mhm.

Gdzieś tam jest i też czeka na swoją kolej. Widzę ją. Widzę kobietę, która będzie o mnie potrafiła zawalczyć jak lwica. Tego właśnie brakowało mi w mojej eks... Tej końcówki. Bo nie ukrywam, że ja zepsułem... ale ja TEŻ zepsułem i jestem WSPÓŁwinowajcą.

To takie gadanie, że "faceci to faceci tamto". Ja chcę się czuć wyjątkowy. Chcę, żeby mną się opiekowano i abym miał to ciepło w sercu. Chcę, aby moja kobieta zabiegała o mnie szalonymi czynami, aby była romantyczką. Chcę. I wiem, że to znajdę. A ona nie walczyła.

Może po prostu nie teraz?

Może coś lub ktoś chciało mi oszczędzić bólu w przyszłości? Dać lekcję? Nie wiem. Już tego aż tak bardzo tego nie rozkmniam.

Zrozumiałem, że życie po prostu takie jest i nie przestanie toczyć się dalej. To nie film na dvd. Trzeba dać sobie chwilę, pozwolić, aby te emocje popłynęły i nie stawiać im żadnych tam.

Kiedy chcesz płakać - płacz.

Niech to odejdzie. Wtedy przychodzi spokój.

Cały mój rozwój dał mi jedno - znacznie szybciej po tym wszystkim się ogarnąłem, niż gdyby tego nie było. Za to jestem sobie wdzięczny <hura :P>.

Napisałem maile do kilku ważnych mi osób, Ania odpowiedziała. Zwróciło mi to uwagę na fakt, że tak mało interesowałem się ludźmi do tej pory. Zbyt płytko ich poznawałem, nie zgłębiałem ich natury, a powinienem specjalnie naciskać niektóre przyciski, żeby dorwać się głębiej do ich wnętrza!

Cytuj
    Ania napisał(a):(...)przyrzekłam sobie już jakiś czas temu, ze o miłość/faceta walczyć nie będę. nie mam zamiaru opiekowac sie całe życie/ albo nawet jego mała częśc jakiims nieudacznikiem życiowym, który woła sam na siebie sylwus albo pawełek. nie potrzebuje cielaka, którego będę karmić moimi jakże pysznymi obiadami. potrzebuje faceta, który się w końcu mną zaopiekuje a nie wiecznie ja nim. I mam dosyć pomagania całemu światu, bez głupiego i niewymagającego wysiłku dziękuje.


A nawet nie śmiałbym spojrzeć na nią z tej strony. Ku*wa, przecież my wszyscy mamy serca i zamiast kochać siebie - tylko siebie ranimy. Muszę naprawić kilka spraw. Moim kolejnym celem życiowym jest sprawienie, aby każdy przy mnie czuł się absolutnie wyjątkowy i niepowtarzalny... bo tacy w rzeczy samej jesteśmy.

Ból i życie.

Biorę ten krzyż na siebie. Biorę swój i mogę jeszcze pomóc komuś nieś jego/jej. Przecież w trakcie treningu zwiększa się intensywność i finalnie można dźwigać więcej, bo uczysz się brać na siebie więcej.

Postawa mojej osoby jest teraz jeszcze bardziej odważna i pewna siebie. Stoi teraz z wypiętą klatą, pewnym siebie wzrokiem, wrednym uśmieszkiem i krzyczy:



"ŻYCIE?! NAPIERDALAJ!"

Dokładnie tak.

Chcę jeszcze więcej. Lubię kąpać się we własnych brudach. Sama kąpiel może nie jest przyjemna, ale uczucie, które przychodzi, gdy jestem już po niej - jak najbardziej.

Eldo - Dlaczego siedzisz do północy:
http://www.youtube.com/watch?v=Ek1YL_4KZoU

Co ze mną i z kobietami? Ku*wa, stoję naprzeciw nim i pytam się czy chcą czegoś jeszcze? Może kolejny kawałek mnie? Czy jestem teraz gotów na związek? Nie. Definitywnie nie. Ale nie pozwolę również, żeby moje obecne uczucia warunkowały przyszłość. Lepiej po prostu dać ponieść się wirowi i zobaczyć co przyniesie los. Skąd mogę wiedzieć co jest za rogiem? Jak nie sprawdzę to nigdy się nie przekonam!

Żeby wygrać, trzeba grać!

Janis Joplin - Piece of my heart:
http://www.youtube.com/watch?v=-maSq_vDvLA

JEDNA Z DRUGĄ! BIERZCIE SOBIE, PÓKI MOŻNA ;D! CZUJĘ SIĘ ŚWIETNIE, A SERCE WCIĄŻ MI ROŚNIE, WIĘC ŚMIAŁO! DRZYJCIE Z NIEGO ILE WLEZIE!

Wracam teraz do lektury "Kobiet" Bukowskiego, z którą już miesiące zwlekałem, a która to książka jest lekarstwem na każde złamane męskie serce. Chamska, męska, bezpośrednia, prostolinijna, a jednocześnie tak głęboka.

Co z Dominiką? Są dwie opcje:
- nasze drogi ponownie się zejdą, może do tego wrócimy (bo kochanką [nie tylko] emocjonalną była świetną),
- nie wrócimy do siebie.
Tak czy siak użalanie się nad sobą nie ma sensu w obydwu przypadkach. Bowiem, jeśli będę z nią miał szansę jeszcze być to definitywnie chciałaby być z tym mężczyzną, którego poznała, a jeśli nie będziemy - załamanie może być powodem straty pięknych chwil i kto wie... może szansy poznania tej jedynej?

Fakt jest faktem, że będę żył. JESZCZE MOCNIEJ, JESZCZE WIĘCEJ! BO SIĘ DA!

Czekam tylko na rozmowę kwalifikacyjną na dofinansowanie od UE i jak już będę miał to za sobą to farbuję włosy na blond i robię irokeza jak Shifty Shellshock z Crazy Town :D! Poluję teraz na skok z bungee, pewne pomysły się odrodziły i nabrały nowego znaczenia ;D! Umrę jak nie będę miał okularów w stylu aviatorów Ray-Ban'a, bo mi się stare zepsuły. Będą mi pasowały do czerwonej czepeczki NY NewEra. Zbliża się 27 lipca, dzień moich urodzin i spełnienie postanowienia o tatuażu, którego projekt mam już zrobiony w głowie.

Najbliższy okres mojego życia to rozwiązywanie się pewnych spraw. Pasuje mi to.

Wszystkie stadia tego dziwnego uczucia trzeba przeżyć, a świadomość pojawia się sama. Im bardziej będziemy odpychali emocje od siebie, tym bardziej będą nas wypalały.

Życie mnie wypala. Strasznie. Czasami za szybko.

I dobrze. Niech pali. W końcu ogień jest wynikiem iskier!

Co warto zauważyć z całego tego galimatiasu? Coś na co zwrócił mi uwagę Ghostface. Spostrzeżenie był nad wyraz krótkie, ale trafiające w samo sedno!

Cytuj
    Ghostface napisał(a):Wiesz. Jakby na to nie patrzeć to od momentu jak zacząłeś się rozwijać to tak naprawdę jest twój pierwszy dłuższy związek. Sam wiesz ile się nauczyłeś i ile wyniosłeś, więc można powiedzieć, że ona też nadała ci rozpędu.


NADAŁA MI ROZPĘDU!

NADAŁA – MI – ROZPĘDU!

DOKŁADNIE TO!

TO DOPIERO START!

A ile jeszcze przede mną ;D?!

Myślę, że Dominika kiedyś dojrzeje. Ma w końcu dopiero 18-19 lat i pomimo tego, że jest cholernie dojrzała to to jest nadal 18-19 lat. Ma młode serce. Pewnego dnia usiądzie nad tym wszystkim i kto wie - może zda sobie z tego wszystkiego sprawę. Zda sobie sprawę, spojrzy na to z mojej strony? Może okaże się, że bomba z opóźnionym zapałem dopadnie również ją? Może tak, a może nie. Kto to wie?

Za moje życie nikogo, oprócz siebie samego, nie obwiniam. Zamiast wycofania wolę zejść jeszcze głębiej w siebie. BANG! ZNOWU OKAZUJE SIĘ, ŻE SIĘ DA, ŻE SPOTYKAM TAM NOWEGO SIEBIE! Gdy dotykam dna to biorę nóż i je rozrywam, aby wpłynąć w nowe poziomy moich odmętów. Takie życie. Sam je wybrałem. Sam tego chciałem. Sam chciałem być "łowcą emocji" i "żyć więcej". No to żyję.

Jestem Smiler.

Jestem Zajebisty 8-).

A cały ból tego świata? Biorę to na siebie.

Kurwa, w końcu jestem mężczyzną.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 24, 2012, 17:54:19
przez chez 2011-06-28, 13:39
Cytuj
Cześć!

Pisałem Ci kiedyś, że ta Dominika to nie jest wartościowa kobieta i niestety miałem rację albo możliwe, że nie byliście na tym poziomie.

Uwierzyłeś po prostu w bajki które wyobraziła sobie nastolatka. Nie wiem jak tam było między Wami dokładnie bo nie opisałeś tego ale z tych wycinków które dałeś myślę że ona potrzebuje takiego toksycznie emocjonalnego chłopaka która ją uzależni emocjonalnie od siebie a Ty widać nie umiałeś tego zrobić.

Zastanawia mnie tylko że 4 lata spędziłeś już na rozwoju a nadal spotykasz takie bezwartościowe kobiety i jeszcze zakochujesz się w nich i nie rozumiem dlaczego nie wyczuwasz od razu jakie one są. Możliwe że za bardzo skupiłeś się na sobie a nie na ludziach którzy Cię otaczają i jacy oni są.

Wiesz w tym Twoim rozwoju to rzuciło mi się bardzo wyraźnie jedno a mianowicie to, że Ty ciągle gadasz jaki to Ty jesteś zajebisty, genialny, wartościowy, mega super hiper facet. Po co sobie wmawiasz takie rzeczy i przy okazji innym dzieciakom? Takie zachowanie jest bardzo dziecinne i na siłę chcesz się lansować i pokazywać jaki z Ciebie Bóg. Na początku jest to zabawne, później normalne a na końcu już wkurwiające bo ile można tego słuchać? Postaw się na naszym miejscu i zobacz jakbyś się poczuł na moim miejscu ciągle słysząc takie teksty?

Pokaż to swoim zachowaniem jaki jest zajebisty bo osobiście wierze, że kiedyś taki będziesz ale pokazuj to swoimi czynami a nie słowami. Może debile w to uwierzą ale normalny inteligentny człowiek pewnie nie a raczej zniechęci go to do Ciebie.

Także masz idealną okazję pokazać, że jesteś wartościowy facet i weź się w garść i poznaj w końcu kobietę a nie dziewczynkę bo sądzę że na wiele więcej Cię stać niż tą Dominikę.

Pozdrawiam!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:46:23
przez smiler 2011-06-28, 14:34

   
Cytuj
chez napisał(a):Pisałem Ci kiedyś, że ta Dominika to nie jest wartościowa kobieta i niestety miałem rację albo możliwe, że nie byliście na tym poziomie.


No nie, byliśmy na znacznie wyższym i już trochę zapomnieliśmy jak to jest być na tym, który prezentuje Perfect Dating.



   
Cytuj
chez napisał(a):Uwierzyłeś po prostu w bajki które wyobraziła sobie nastolatka.


Bzdura. Nie znasz jej i rzeczywiście to co prezentuje to są to wycinki. Bajki nastolatki? Może. Jednak, jak już kiedyś pisałem, każda kobieta jest w głębi duszy małą dziewczynką, która chętnie zamieni misia na ramiona prawdziwego mężczyzny. Jeśli kupiłem te bajki to... znaczy, że jestem prawdziwym marzycielem.

Jestem.

I za żadne skarby tego nie oddam!



   
Cytuj
chez napisał(a):Nie wiem jak tam było między Wami dokładnie bo nie opisałeś tego ale z tych wycinków które dałeś myślę że ona potrzebuje takiego toksycznie emocjonalnego chłopaka która ją uzależni emocjonalnie od siebie a Ty widać nie umiałeś tego zrobić.

Właściwie to opisałeś mnie, bo jak ona sama stwierdziła:

   
Cytuj
Dominika w mailu do mnie kiedyś napisał(a):Wiesz,że dzisiaj jak rozmawiałam z pewną bardzo sympatyczną blondynką,to byłeś moim dotychczasowym najlepszym kochankiem i emocjonalną amfetaminą? Eh brakuje mi czasami męskiej obecności, szczególnie w takich miejscach jak Poznań a raczej juwenaliowych koncertach.



Nie wyłapałeś z mojego wpisu tego, że głównym powodem rozstania było to, że to i JA sobie odpuściłem, bo się "obraziłem", uniosłem się dumą i przed tym przestrzegam innych ludzi. Jestem na nią zły z tego powodu, że zachowywała się podobnie do mnie w tej końcówce. Niby, że "coś", ale bez stanowczości. Dlatego jestem podwójnie zły. Na siebie i na nią.



   
Cytuj
chez napisał(a):Zastanawia mnie tylko że 4 lata spędziłeś już na rozwoju a nadal spotykasz takie bezwartościowe kobiety


W du*ie byłeś, gó*no wiesz :). Jest bardzo wartościową osobą. Naprawdę zasługuje na medal i nawet jak nie jesteśmy już razem, zasługuje na mój szacunek. Opinię o niej kreowałem na przestrzeni miesięcy i jest w pełni zracjonalizowana. Pomimo tego, że jestem teraz pod wpływem silnych emocji, nie cofnę tego. Jaka będzie w przyszłości? Bóg sam jeden wie, na dzisiaj wystawiam jej właśnie taką opinię, jej życie w jej rękach. Tak już się między nami ułożyło i już. Nie ma co rozpaczać, należy iść przed siebie. Życie.



 
Cytuj
  chez napisał(a):i jeszcze zakochujesz się w nich i nie rozumiem dlaczego nie wyczuwasz od razu jakie one są.


Ale ja takie właśnie chcę! CHCĘ KOBIET, KTÓRE NIE KONIECZNIE SĄ NORMALNE. Nie mam zamiaru założyć w wieku 25 lat kapci, odpalić telewizorka i napierniczać "Tańca z gwiazdami" popijając herbatą z dzikiej róży. Chcę laski, która podczas jazdy samochodem da się namówić, żeby pokazywała cycki innym kierowcom. Chcę dziewuchy, która parsknie mi prosto w twarz, spoliczkuje i powie: "Spie*dalaj!", kiedy coś odpie*dolę. Chcę dziewczyny, która będzie mnie umiała ustawić w pionie, a która jednocześnie będzie potrafiła dać mi trochę swojego kobiecego ciepła. Chcę tygrysicy, lwicy, złej suki, laski z pewnym charakterem i pazurem. One nie są ułożone i nie stoją na półce w sklepie i stąd są problemy. Ja z tego związku mam co chciałem i MIMO WSZYSTKO jestem szczęśliwy.



   
Cytuj
chez napisał(a):Możliwe że za bardzo skupiłeś się na sobie a nie na ludziach którzy Cię otaczają i jacy oni są.


A na czym innym miałbym się skupić? Na życiu postaci z telenowel? Życie zaczyna się jak odejdziesz od kompa/tv. Tam są prawdziwi ludzie, z krwi i kości i właśnie na nich powinniśmy się skupiać. Dla mnie osobiście to komplement.



   
Cytuj
chez napisał(a):Wiesz w tym Twoim rozwoju to rzuciło mi się bardzo wyraźnie jedno a mianowicie to, że Ty ciągle gadasz jaki to Ty jesteś zajebisty, genialny, wartościowy, mega super hiper facet.


No bo tak jest 8-).



   
Cytuj
chez napisał(a):Po co sobie wmawiasz takie rzeczy i przy okazji innym dzieciakom?


Dlatego, że kiedyś miałem w głowie włożone zupełnie inne myśli. Miałem siebie za grubego i obleśnego debila, z którym żadna dziewczyna nie będzie chciała spędzić nawet minuty czasu. Miałem siebie za kogoś z nudnym życiem i beznadziejnym poczuciem humoru.

I zacząłem o siebie walczyć. Dzisiaj można mnie odbierać w różny sposób i to jest właśnie wspaniałe. Wychodzi jednak na to, że moje życie jest sztuką, skoro jest interpretowane na różne sposoby.

A dzieciaki? Czytają mnie? EKSTRA! Wolę, żeby przeczytały moje wpisy niż jakieś głupoty z tych wszystkich świetnych portali dających rady "powinieneś być taki a sraki"! GÓWNO POWINNY! POWINNY BYĆ SOBĄ!

Ja przedstawiam siebie bez ogródek. Idź na górę i zobacz co tam jest. 24-ro letni facet powalony na kolana przez 18-19sto letnią dziewczynę. To jest życie! Nie ujmuję z tego nic. Nie udaję przed tym gremium, nie chowam uczuć. Wylewam wszystko i niech te dzieciaki widzą jak smakuje życie.

Właśnie dlatego jestem zajebisty. Pokazuję dwie strony monety i jej krawędź, a nie tylko piękny lifestyle i filmiki z imprez "uwodzicieli".

To nie szampan, nie dziwki, nie koks, nie jacuzzi.
DonGuralesko - Wycinanki



 
Cytuj
  chez napisał(a):Takie zachowanie jest bardzo dziecinne i na siłę chcesz się lansować i pokazywać jaki z Ciebie Bóg. Na początku jest to zabawne, później normalne a na końcu już wkurwiające bo ile można tego słuchać? Postaw się na naszym miejscu i zobacz jakbyś się poczuł na moim miejscu ciągle słysząc takie teksty?


Tu przyznaję rację. Z dziecinnym zachowaniem - owszem. Bo nadal jestem jak dzieciak, poważnie. Szczerze mówiąc - nie chcę się w tej kwestii zmieniać. Moje ciągłe gadanie o sobie i to, że łatwo się "nudzę"? Też racja. Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi. Przyznaję się bez bicia. Ale co mam z tym zrobić? Przestać takim być, ot tak? NIE! Taki już jestem. Ludzie mają swoje wady i zalety, a ja wcale od nich nie jestem lepszy.



   
Cytuj
chez napisał(a):Pokaż to swoim zachowaniem jaki jest zajebisty bo osobiście wierze, że kiedyś taki będziesz ale pokazuj to swoimi czynami a nie słowami.

To mam zacząć prowadzić fotobloga ;D?! Jeśli zależy ci na opowieściach o moich czynach to zacznij czytać ten dziennik od początku.


   
Cytuj
chez napisał(a):Może debile w to uwierzą ale normalny inteligentny człowiek pewnie nie a raczej zniechęci go to do Ciebie.

Nie piszę POD publikę, ale DLA publiki, więc śmiało mogę sobie np. cytować słowa Fred'a Durst'a z Gold Cobra:

I’ll tell you somethin else you can take it to the bank
I don’t give a fuck what none of y’all people think
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:46:50
przez kodzak901 2011-06-28, 15:47
Cytuj
Chez Twoja kolej:)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:48:11
przez chez 2011-06-28, 15:53

Cytuj
Cześć!

Cytuj
    smiler napisał(a):że jestem prawdziwym marzycielem.



Dobrze jest marzyć, jednak nie można wierzyć we wszystko co dziewczyna powie w tak młodym wieku. We wszystkim potrzeba trochę dojrzałości i zdrowego rozsądku a Ty według mnie płynąłeś bez tego.

   
Cytuj
smiler napisał(a):Nie wyłapałeś z mojego wpisu tego, że głównym powodem rozstania było to, że to i JA sobie odpuściłem, bo się "obraziłem", uniosłem się dumą i przed tym przestrzegam innych ludzi. Jestem na nią zły z tego powodu, że zachowywała się podobnie do mnie w tej końcówce. Niby, że "coś", ale bez stanowczości. Dlatego jestem podwójnie zły. Na siebie i na nią.



Wybacz ale co to za powód że ktoś się obraził i uniósł dumą? Ten stan minie i wtedy trzeba walczy o swój związek a wyście się poddali i to pokazało że Wasz związek nie był na głębokim poziomie i dlatego nie powinno się mówić o domu i dzieciach i innych planach.

Cytuj
    smiler napisał(a):W du*ie byłeś, gó*no wiesz :). Jest bardzo wartościową osobą. Naprawdę zasługuje na medal i nawet jak nie jesteśmy już razem, zasługuje na mój szacunek.



Proszę Cię trzymaj poziom. Może dla Ciebie ona jest wartościowa i pewnie długo jeszcze będzie ale dla mnie nie jest i mam prawo tak twierdzić a że Ci się to nie podoba to ok.

   
Cytuj
smiler napisał(a):Ale ja takie właśnie chcę! CHCĘ KOBIET, KTÓRE NIE KONIECZNIE SĄ NORMALNE. Nie mam zamiaru założyć w wieku 25 lat kapci, odpalić telewizorka i napierniczać "Tańca z gwiazdami" popijając herbatą z dzikiej róży. Chcę laski, która podczas jazdy samochodem da się namówić, żeby pokazywała cycki innym kierowcom. Chcę dziewuchy, która parsknie mi prosto w twarz, spoliczkuje i powie: "Spie*dalaj!", kiedy coś odpie*dolę. Chcę dziewczyny, która będzie mnie umiała ustawić w pionie, a która jednocześnie będzie potrafiła dać mi trochę swojego kobiecego ciepła. Chcę tygrysicy, lwicy, złej suki, laski z pewnym charakterem i pazurem. One nie są ułożone i nie stoją na półce w sklepie i stąd są problemy. Ja z tego związku mam co chciałem i MIMO WSZYSTKO jestem szczęśliwy.


Ale nikt Ci nie każę siedzieć przed telewizorem i oglądać jakieś pierdoły. Można na prawdę cudownie i spontanicznie spędzić życie bez pokazywania cycków i innych części ciała. Ja np. nie wyobrażam sobie aby mi kobieta mówiła takie ostre słowa albo aby mnie stawiała do pionu po sam powinienem to wiedzieć bo mamę ma się jedną :-)

Rozumiem Twój typ kobiet które Cię pociągają ale dla mnie one nie są wartościowe. Jeśli dają Ci szczęście to rozumiem i będę się cieszył Twoim szczęściem :-)

   
Cytuj
smiler napisał(a):A na czym innym miałbym się skupić? Na życiu postaci z telenowel? Życie zaczyna się jak odejdziesz od kompa/tv. Tam są prawdziwi ludzie, z krwi i kości i właśnie na nich powinniśmy się skupiać. Dla mnie osobiście to komplement.


Nie na życiu telenowel. Na życiu w realnym świecie innych ludzi. Jak oni czują, jak reagują na dane zachowanie, poznawać ich wnętrze, dawać szczęście i brać od nich cudowne chwile jakie nam oferują :-)

 
Cytuj
  Właśnie dlatego jestem zajebisty. Pokazuję dwie strony monety i jej krawędź, a nie tylko piękny lifestyle i filmiki z imprez "uwodzicieli".


Ale po co się porównujesz z innymi? Jedni robią tak a inni tak. Dobrze że pokazujesz dwie strony ale nie powinno się w ogóle do takich sytuacji dopuszczać.

 
Cytuj
  Tu przyznaję rację. Z dziecinnym zachowaniem - owszem. Bo nadal jestem jak dzieciak, poważnie. Szczerze mówiąc - nie chcę się w tej kwestii zmieniać. Moje ciągłe gadanie o sobie i to, że łatwo się "nudzę"? Też racja. Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi. Przyznaję się bez bicia. Ale co mam z tym zrobić? Przestać takim być, ot tak? NIE! Taki już jestem. Ludzie mają swoje wady i zalety, a ja wcale od nich nie jestem lepszy.


No to widać że nim jesteś i skoro taki chcesz być to ok. Twoje życie, jednak ja uważam że nie można być całe życie dzieciakiem.

   
Cytuj
smiler napisał(a):Nie piszę POD publikę, ale DLA publiki,



Rozumiem, jednak musisz mieć świadomość że dzieciaki to czytają i idą ślepo Twoją drogą bo nie filtrują tego tylko biorą całość i zapewne bez odpowiedniej interpretacji tego. Pisząc i w pewnym sensie nauczając bierzesz też w pewien sposób odpowiedzialność za nich.

Pozdrawiam!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:49:45
przez smiler 2011-06-28, 17:34

Cytuj
    chez napisał(a):Dobrze jest marzyć, jednak nie można wierzyć we wszystko co dziewczyna powie w tak młodym wieku. We wszystkim potrzeba trochę dojrzałości i zdrowego rozsądku a Ty według mnie płynąłeś bez tego.


Ale cały czas powtarzam, że to jest mój wybór, tak właśnie płynąć. Nie chodzi o to, żeby nie mieć celów i ich nie realizować (bo ludzi bez marzeń i jaj, żeby po nie sięgnąć traktuję z dystansem), ale o to, żeby zawsze zatracać się w chwili. Po to jest życie.



Cytuj
    chez napisał(a):Wybacz ale co to za powód że ktoś się obraził i uniósł dumą? Ten stan minie i wtedy trzeba walczy o swój związek a wyście się poddali i to pokazało że Wasz związek nie był na głębokim poziomie i dlatego nie powinno się mówić o domu i dzieciach i innych planach.


Są różne osoby na świecie i różne ich podejście. Nas poniosło w tą stronę, więc zwiedzaliśmy siebie właśnie w taki sposób. Nasz związek nie mógł być na aż tak głębokim poziomie, bo nie byliśmy ze sobą wystarczająco długo, lecz uwierz mi - co swoje to zabrałem. Poza tym dwa te same temperamenty i butne charakterki.



Cytuj
    chez napisał(a):Proszę Cię trzymaj poziom.


Sam zacząłeś. Poza tym jeśli od kogoś coś wymagasz - wymagaj najpierw od siebie. Może w tych postach piszesz po swojemu, ale dla innych na "sztuce" nie masz tyle cierpliwości. Temat uznaję za zamknięty, dalsza wymiana zdań i dokuczanie sobie nawzajem nic nie wniesie do rozmowy.



Cytuj
    chez napisał(a):Może dla Ciebie ona jest wartościowa i pewnie długo jeszcze będzie ale dla mnie nie jest i mam prawo tak twierdzić a że Ci się to nie podoba to ok.


Rozumiem to. Chciej zrozumieć to: dla mnie ona i jej podobne są wartościowe, jest to moje zdanie, a że ci się to nie podoba to ok.



Cytuj
    chez napisał(a):Ale nikt Ci nie każę siedzieć przed telewizorem i oglądać jakieś pierdoły. Można na prawdę cudownie i spontanicznie spędzić życie bez pokazywania cycków i innych części ciała. Ja np. nie wyobrażam sobie aby mi kobieta mówiła takie ostre słowa albo aby mnie stawiała do pionu po sam powinienem to wiedzieć bo mamę ma się jedną :-)


Co kto lubi. Ja osobiście lubię jazdę po emocjonalnych marginesach i nie wyobrażam sobie, żebym był z dziewczyną, która:
- nie będzie się potrafiła kochać emocjami i rozumem (w rozmowie i w seksie),
- nie będzie na mnie od czasu do czasu bluźniła w łóżku,
- nie będzie mnie biła,
- nie będzie od czasu do czasu mnie sobie bezczelnie brała tylko dla siebie, ot tak - kradła z mojego otoczenia,
- nie będzie w stosunku do mnie agresywna i ciepła jednocześnie
- plus wieeeele, wieeeeeeeeele innych szaleństw ;D.
Chcę tego i jeszcze więcej. Na zmianę i bez podania jakiegokolwiek tempa i rytmu. Chcę emocjonalnych bazgroł przeplatanych z pięknymi obrazami w barwach w różnych tonach.



Cytuj
    chez napisał(a):Rozumiem Twój typ kobiet które Cię pociągają ale dla mnie one nie są wartościowe. Jeśli dają Ci szczęście to rozumiem i będę się cieszył Twoim szczęściem :-)


Dziękuję :).



Cytuj
    chez napisał(a):Nie na życiu telenowel. Na życiu w realnym świecie innych ludzi. Jak oni czują, jak reagują na dane zachowanie, poznawać ich wnętrze, dawać szczęście i brać od nich cudowne chwile jakie nam oferują :-)


NO ALE PRZECIEŻ TO ROBIĘ I M.IN. O TYM JEST TEN CAŁY WPIS ;D! Właśnie o tym. O tej esencji!


Cytuj
    chez napisał(a):Ale po co się porównujesz z innymi? Jedni robią tak a inni tak. Dobrze że pokazujesz dwie strony ale nie powinno się w ogóle do takich sytuacji dopuszczać.


Do jakich? Ja już chociażby w naturę mojej przyszłej pracy (socjolog) mam wpisane zwiedzanie różnych światów. Ostatnio sobie np. wymyśliłem, że w przyszłości będę po pół roku żył różnymi stylami, np. pijaka i dziwkarza, yuppie, szarego zjadacza chleba i co mi jeszcze wpadnie do głowy. Porównywać się z innymi? Użyłem porównania, żeby dać czytelnikom punkt odniesienia.



Cytuj
    chez napisał(a):No to widać że nim jesteś i skoro taki chcesz być to ok. Twoje życie, jednak ja uważam że nie można być całe życie dzieciakiem.


A ja właśnie uważam, że trzeba! Nie chodzi mi o to, żeby olać wszystko i iść się bawić, bo to tak naprawdę jest niedojrzałe. Mi chodzi o naturę dziecka - ono widzi świat jako coś co wiecznie można odrywać, wciąż chce go poznawać, płacze gdy ma ochotę i śmieje się, gdy chce. Nie jest w jakikolwiek sposób zablokowane społecznie i dzięki tym skrajnie przeżywanym emocjom jest szczęśliwe.



Cytuj
    chez napisał(a):Rozumiem, jednak musisz mieć świadomość że dzieciaki to czytają i idą ślepo Twoją drogą bo nie filtrują tego tylko biorą całość i zapewne bez odpowiedniej interpretacji tego. Pisząc i w pewnym sensie nauczając bierzesz też w pewien sposób odpowiedzialność za nich.


Wiem o tym, ale mimo wszystko uważam, że krzywdy sobie nie zrobią... chyba, że tą pozytywną. Jeśli czytają moje wpisy to bank będzie to dla nich lepsza lekcja, niż gdy będą oglądać jakieś głupie szkolenia i jarać się tanim blichtrem. Z moich dzienników leci przekaz, aby czytać książki, jak najwięcej doświadczać, cieszyć się każdą chwilą, rozwijać się i osiągać cele. Z mojego dziennika wyczytasz wieczną podróż za miłością, za doświadczaniem tego "żyj więcej", za nieuchwytnymi momentami, za byciem odważnym i za byciem ćpunem życia.

Przynajmniej ja chciałbym, aby ludzie to tak odbierali. Jak to robią? Nie wiem - nie siedzę w ich głowach. Jest jednak takie powiedzenie: "PRZEPRASZAM! To kim jesteś, krzyczy do mnie tak głośno, że nie słyszę co do mnie mówisz." A ja nie jestem w stanie w swoich tekstach wybić się ponad to kim jestem, więc fałszu tutaj nie uraczysz. To co czytasz to autentyczny Damian "Smiler" B.

Wiadomość do wszystkich innych:
Kto wie - może dla was też jestem autorytetem. Cieszy mnie to, bo wolę mieć świadomość, że ja nim jestem, a nie jakaś Doda, albo zespół Feel :D! Pamiętajcie więc na wszelki wypadek jedno!

W życiu nie chodzi o to, żeby robić to co robili twoi Mistrzowie, ale aby szukać tego, czego oni szukali.
S. R. Covey
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:50:44
przez chez 2011-06-29, 23:12
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):Ale cały czas powtarzam, że to jest mój wybór, tak właśnie płynąć. Nie chodzi o to, żeby nie mieć celów i ich nie realizować (bo ludzi bez marzeń i jaj, żeby po nie sięgnąć traktuję z dystansem), ale o to, żeby zawsze zatracać się w chwili. Po to jest życie.



Jeśli chcesz płynąć i sprawia Ci to przyjemność i radość to rozumiem bo w końcu według mnie najważniejsze jest robić to co się lubi i co daje nam szczęście :-)

Cytuj
    smiler napisał(a):Sam zacząłeś. Poza tym jeśli od kogoś coś wymagasz - wymagaj najpierw od siebie. Może w tych postach piszesz po swojemu, ale dla innych na "sztuce" nie masz tyle cierpliwości. Temat uznaję za zamknięty, dalsza wymiana zdań i dokuczanie sobie nawzajem nic nie wniesie do rozmowy.



Chodziło o to stwierdzenie o "gównie". Właśnie wymaga już jakiś czas od siebie. Dużo ostatnio zrozumiałem i wiem że wiele rzeczy tutaj źle zrobiłem i ich żałuje. Jednak czasu nie cofnę ale mogę w przyszłości już nie popełnić tych błędów. Nie dziwie Ci się że patrzysz na mnie przez taki pryzmat bo sam na Twoim miejscu bym to zrobił jednak proszę weź pod uwagę że człowiek się rozwija cały czas i idzie do przodu i ja to właśnie robie :-)

Cytuj
    smiler napisał(a):Co kto lubi. Ja osobiście lubię jazdę po emocjonalnych marginesach i nie wyobrażam sobie, żebym był z dziewczyną, która:
    - nie będzie się potrafiła kochać emocjami i rozumem (w rozmowie i w seksie),
    - nie będzie na mnie od czasu do czasu bluźniła w łóżku,
    - nie będzie mnie biła,
    - nie będzie od czasu do czasu mnie sobie bezczelnie brała tylko dla siebie, ot tak - kradła z mojego otoczenia,
    - nie będzie w stosunku do mnie agresywna i ciepła jednocześnie
    - plus wieeeele, wieeeeeeeeele innych szaleństw ;D.
    Chcę tego i jeszcze więcej. Na zmianę i bez podania jakiegokolwiek tempa i rytmu. Chcę emocjonalnych bazgroł przeplatanych z pięknymi obrazami w barwach w różnych tonach.



No dokładnie co kto lubi. Jeśli opisane przez Ciebie sytuacje chcesz przeżyć i to da Ci szczęście to cudownie że spotkasz taką kobietę którą pragniesz i która da Ci tyle emocji ile pragniesz i ile potrzebujesz. Najważniejsze jest aby człowiek otaczał się takimi ludźmi którzy dają mu szczęście i dzięki nim idzie do przodu. Natomiast ludzi którzy toksycznie na niego wpływają odrzucił bo oni tylko potrafią człowieka w dół sprowadzać do swojego poziomu. Nieraz potrzeba podjąć twarde decyzje dla własnego szczęścia i wyjść w końcu ze swojego komfortu jeśli nie czujemy się w nim szczęśliwi. Jeśli czujesz wewnętrznie że tego pragniesz co piszesz to jestem pewien że spotkasz takich ludzi którzy dadzą Ci to czego chcesz :-)

Cytuj
    smiler napisał(a):Do jakich? Ja już chociażby w naturę mojej przyszłej pracy (socjolog) mam wpisane zwiedzanie różnych światów. Ostatnio sobie np. wymyśliłem, że w przyszłości będę po pół roku żył różnymi stylami, np. pijaka i dziwkarza, yuppie, szarego zjadacza chleba i co mi jeszcze wpadnie do głowy. Porównywać się z innymi? Użyłem porównania, żeby dać czytelnikom punkt odniesienia.



Odniosłem wrażenie, że porównujesz to do "uwodzicieli" którzy piszą tylko swoje sukcesy a porażki zachowują dla siebie a Ty pokazujesz to i to i cenię Cię za to bo wtedy jesteś sobą i naturalny jednak zauważyłem że ludzie tak na prawdę boją się pisać na forach o swoich porażkach bo zawsze wtedy znajdą się ludzie którzy będą chcieli się nim dowartościować i poniżyć go bo sam tak kiedyś robiłem i wiem że to jest złe. Dlatego cenię Twoją odwagę w tej kwestii.

Cytuj
    smiler napisał(a):A ja właśnie uważam, że trzeba! Nie chodzi mi o to, żeby olać wszystko i iść się bawić, bo to tak naprawdę jest niedojrzałe. Mi chodzi o naturę dziecka - ono widzi świat jako coś co wiecznie można odrywać, wciąż chce go poznawać, płacze gdy ma ochotę i śmieje się, gdy chce. Nie jest w jakikolwiek sposób zablokowane społecznie i dzięki tym skrajnie przeżywanym emocjom jest szczęśliwe.



Dzieckiem trzeba być w jakimś stopniu bo dzięki temu jesteśmy weseli i spontaniczni a bez tego nudne by było życie według mnie każdego człowieka. Jednak dla mnie najważniejsze jest to aby wszystko wyśrodkować i aby wszystko (postawa dziecka, dojrzałość, zdrowy rozsądek) połączyło się w całość. Są chwile kiedy można być jak dziecko, są chwile że trzeba wykazać się dojrzałością i są chwile które wymagają zdrowego rozsądku.


Pozdrawiam!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:51:28
przez smiler 2011-07-10, 15:28

Jestem kompletnie pijany w włąśnie dlatego piszę! uważam, że piwinienem! chcę wam powiedzieć, zę każdy czllowiek jest fenomenlany i wy też jesteście i ja z to wydobędę. O te chodzi zasady1 właśnie o to!

Jak z dominiką? już mi przeszło, gdzieś tam kłuje męska duma i nic iwcej! Pozbierałem się i jestem jak nowy! NOWY! Szukam w życiu kolejnych przygód, bo nic więcej się nie liczy! poczytajcie sobie o tym jak przechodziłem ten proces iz tego się pozbierałem! właśnie! nie oszczędzajcie się! wpłyncie w to najorzgorsze!

NO ŚWIECIE! CHODŹ! TAK! CHOĆ! NAPIERDALAJ!

Dokładnie!

Ja pieprze... jak świteni mi się pisze po procentach! palce same asickają! eh! więcej alakahlu!

W każdym razie nie brońcei się przed światem! to jest naua! chodzi mi o to żebyście brali przygoę, życie, emocje, kobiety i je czuli! ROZMAWIALCIE Z LUDŹMI! TO FENOMENALNE ŹRÓDŁO INFROMACJI I EMOCJI! Oni są inni, zawsze myśląłęm zę tacy sami! nie! rozmawiające!

zycie.

dobra!

wiem, że gadam głupityh! i słychajcei dobrej muzyji! nie tych pizd z telewizji tylko prawdziwych brzmień! w polsce jest świtny undergroung!

i przpraszam w szytkch tych, którym nei odpisuję zna wiadomości w czsie - muszę mieć wenę!

będeę pisarzem, wiem o tym. kurwa! bedeę pisał o ludzkich przeżyać! tyle ich mam, żę boli! też tak macie! serce sie pali! serce płnie!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:52:03
przez smiler 2011-07-14, 00:40

TEMAT: OWOC ŻYCIA I ŚMIERCI

Kojarzycie jak w poprzednim długim wpisie opisywałem człowieka, który strasznie cierpiał? Dzisiaj był pogrzeb. Naszło mnie znowu na jakieś refleksje i podzielę się nimi z wami, trochę bardziej szczerze niż normalnie.

Jakoś jego śmierć nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Wiedziałem o tym, że to się stanie i w duchu się cieszyłem, że ten człowiek nie musi już cierpieć. Jak zwykle przy takich okazjach rusza mnie cały ten teatrzyk wokół pogrzebu. Rozejrzałem się po kościele i dotarło do mnie po raz kolejny, że ludzie są tak bezczelni, że nawet ze śmierci(ą) zrobią interes. Śmieszne to to.

Cała szopka z wieńcami za krocie, trumny za tysiące złotych. Nie, to nie dla mnie. Drażnił, drażni i drażnić będzie mnie rytualizm. Kiedyś sobie w duchu powiedziałem, że nie będę kupował nikomu nigdy kwiatów na groby i jak na razie się trzymam. Uważam, że pamięć po człowieku powinna rozkwitać w sercu, a nie nagrobku.

Ksiądz strzelił kazanie na temat materializmu i przemijalności. Gdyby te same słowa zostały wypowiedziane przez kogoś, kto rzeczywiście trzyma się tych reguł to rozumiem. Ale kościół katolicki? Jestem bardzo wierzącą osobą i dlatego pewnie kościoła po prostu nienawidzę. Jest to, moim zdaniem, najbardziej dwulicowa instytucja w tym chorym kraju, ale nie chcę robić tu religijnych pojazdów, bo nie moim celem jest sprawienie komuś przykrości (poza tym to forum nie jest od tego).

Dotarła do mnie śmierć. Jej świadomość. Wiadomo, że każdy ma ją gdzieś w głowie, ale w takich sytuacjach te myśli są bliżej człowieka. To takie nasze ramy na tym świecie, zupełnie jak na treningu - "start" i "meta". Teraz już wiem, że umrę, więc muszę się "nażyć".

I w związku z tym zacząłem się zastanawiać nad sobą oraz swoim życiem i na polu ostatnich nastrojów znów padł mi dół. Nie jakiś tam związany z Dominiką, bo to już przebolałem.

Po prostu skonfrontowałem siebie i swoje poczynania, a przede wszystkim osiągnięcia, i za wiele tego nie wyszło. Wszędzie sama porażka. Gorzej ode mnie miał chyba tylko Rudy Ruettiger (polecam film, miażdży i strasznie pomaga się pozbierać, płakałem na nim jak dziecko).

Nie dostałem się na to dofinansowanie do UE. Wpadłem co prawda na kolejne świetne pomysły, ale znów będą one wymagały czasu, którego ja po prostu nie mam. Mam już prawie-prawie 25 lat. Przez ostatni rok nie udało mi się napisać magisterium, głównie przez moje jeb*ne lenistwo. Czekam, aż dostanę się studia magisterskie z socjologii, a gdy je będę je kończył, będę miał 27 lat. Chciałem zrobić doktorat, ale chyba mi nie wyjdzie. W ogóle życie mi się posypało.

I trafiło mnie. Znowu. Kolejny raz mam ten beznadziejny i melancholijny nastrój, kiedy to każda negatywna myśl rzucona we mnie momentalnie kiełkuje.

Pomimo moich starań - na horyzoncie kobiecym żadnych pozytywnych zmian. Dotarło to do mnie na ostatniej imprezie ze znajomymi, kiedy pogadałem sobie z różnymi laskami. Strasznie dojrzałe i wreszcie miałem sposobność rozmowy takiej, jaką lubię. Nie pamiętam o czym z nimi rozmawiałem (% 8-) ), po prostu zachowałem to poczucie.

A ja?

Ja nie jestem tak naprawdę żadnym Casacnovą. Dobra, umiem poderwać dziewczynę. Umiem to zrobić dobrze, ale nie gram w te gierki - zawszę lecę na żywioł i pełną naturalność. Jak jeszcze mam małą publiczkę to potrafię zdziałać takie cuda, że mała głowa.

Ale w głębi duszy jestem strasznie połamanym chłopakiem, który na świecie wobec wszelkich przeciwności został sam.

Sam jak palec.

Nie jestem jednym z tych "szczęściarzy". Wiecie o co chodzi - niektórym kolesiom laski po prostu same pchają się do łóżka. Mi nie. Kiedyś strasznie starałem się takim kimś być, coś osiągnąć w tych sprawach, ale niestety. Nie należę do typów, którzy są pożądani przez kobiety. Nigdy żadna za mną nie szalała. Nie miałem wianuszka adoratorek - to zawsze ja musiałem wychodzić z inicjatywą, zawsze ja ganiałem za pannami.

Jestem z tego powodu seksualnym frustratem. Pierwszy raz kochałem się dopiero na studiach. Minęło mnie to wszystko co mogło zapewnić mi emocjonalną równowagę w budowaniu związków z kobietami. Zawsze wszystko przeżywałem później niż normalni ludzie, co najmniej o kilka lat. I wiem, że nie powinienem, ale bardzo zazdroszczę wszystkim tym dzieciakom, które miały i mają dwójkę normalnych rodziców. Mój ojciec był zwykłym, ku*wa, kołkiem. Nie obwiniam go za to jakim był, bo widzę, że to jak reagował na świat był spowodowany jego życiorysem. Z tego powodu raczej mu współczuję. Wybaczyłem mu. Ślad zostawił. Nie wiedziałem co to znaczy być mężczyzną i czasami nie wiem co to znaczy do dzisiaj. Nie miałem w głowie czegoś takiego jak rola społeczna faceta.

Do teraz strasznie się boję wielu sytuacji społecznych. Czasami zwykłe wyjście do miejsca, gdzie jest dużo ludzi, napawa mnie chole*nym strachem.

Chłopaki robili prawo jazdy i przyjeżdżali pod liceum samochodami starych. Laski piszczały. Ja wtedy przechodziłem przez rozwód rodziców. Na studiach powyprowadzali się w różne miejsca i rżnęli dupy na potęgę, a ja nie mogłem się poskładać i waliłem gruchę jak najęty (zostało mi do dzisiaj :mrgreen: ). Teraz kończą studia i znajdują pracę, mają fajne dziewczyny... a ja całkiem niedawno pierwszy raz podjechałem po znajomych samochodem. Ekstra. Pocieszę się myślą, że teraz czas na permanentne ruc*anie 8-).

Ale niestety nie dla mnie. Jak już pisałem - nie jestem jednym z tych szczęściarzy... Nie mam farta ani w amorach ani w kartach. Poza tym przeszkadza mi coś jeszcze - moje zasady. Nie wiem jak to się ma znaków zodiaków, ale wyczytałem, że lwy tak mają - duma i honor ponad wszystko. Coś w tym jest, bo czasami potrafię się zachować sprawiedliwe nawet wobec ludzi, którzy mnie oszukują lub próbują to robić. Powinienem być cwaniakiem. Wiem, że umiem takim być, bo dzięki pracy nad sobą rozbudowałem osobowość, ale nie chcę.

Co rusz dochodzą mnie historie o złamanych sercach dziewcząt, bo "on chciał tylko seksu". Ku*wa, ja takim nie potrafię być. Jestem draniem, ale nie w tym stylu. Nie potrafię ludzi krzywdzić. Nie potrafię sobie wyobrazić w roli kolesia, który kręci laskę pół roku tylko po to, żeby zabrać jej dziewictwo, a potem kompletnie olać. Nie. To nie ja.

Taki właśnie uzyskujemy obraz mojej osoby. Z jednej strony mógłbym nastawić się na cel seksu, ale w momencie konfrontacji z faktem, że ktoś by przeze mnie cierpiał pewnie bym uciekł, zrezygnowałbym. Są ludzie, którzy tego nie czują i robią "co swoje".
- Zerżnąłeś ją, stary?!
- Taaa, je*ałem jak się powinno.

Zresztą nie oszukujmy się, ale laski też lubią się zabawić, przeżyć te swoje "miłosne przygody" jak to one wesoło nazywają nierzadko dawanie du*y byle komu. Nie kłamię przed sobą. Mam o to do kobiet żal... a w zasadzie gdzieś tam głęboko ich za to nienawidzę. Wiem o tym, że to jest zasadność biologiczna, bo sam o tym pisałem w tym dzienniku i dlatego mnie to tak wkur*ia - całe dojrzałe życie staram się odciąć od swojej animalnej formy, ale wokół siebie nie znajduję ludzi, którzy też chcieliby tonąć w "człowieczeństwie". I zaraz po nienawiści do kobiet przychodzi nienawiść do ludzi w ogóle.

Niejeden 18sto latek mógłby opowiedzieć lepsze seksualne historie niż ja. I te dziewczyny... to już nie te czasy. Uderza w nas ta jeb*ana lewacka wizja świata. Wszędzie krzyczy się o "wolnej miłości", a ludzie to kupują. Szczególnie fajnie może to zostać wykorzystane przez facetów, którzy już prawie dobajerowali laskę. A później trafia się kolejna taka i kolejna... Dziewczyny w moim wieku mają taką biografię seksualną, że kobiety w łóżku chyba niczym nie zaskoczysz. Przerabiają wszystko jak leci i jeszcze trochę, a ciężko będzie być dla 15sto latki pierwszym w czymkolwiek. Obecnie starsze panny mogą sobie powiedzieć "Ok, naru*hałam się, więc czas na ślub i dzieciaka".

I wiecie co? One wtedy szukają takich facetów jak ja. A ja jestem miłym gościem. Poważnie. Nie wzbudzam w ludziach strachu, bo cały czas ćwiczę swoją osobowość pod kątem lidera, a ten nie ma wzbudzać strachu, tylko szacunek. Ponadto uważam, że jestem sympatyczny :)... no i mam zaje*iste poczucie humoru 8-). Dokładnie tak. Niedawno zdałem sobie z tego sprawę, że ja nie jestem facetem, którego laski pragną. Nie mnie być obiektem pożądania seksualnego. Kiedyś będę miał kasę i będą mnie chciały, ale wtedy to już się nie będzie liczyło :P.

Ja z kolei jestem jednym z tych, z którymi one chciałyby być (przynajmniej tak sobie w głowie ułożyłem, żeby mi było lżej :P). Jednym z tych dobrych chłopaków co zadbają i będą kochać, bo nikt nigdy tego nie robił w stosunku do nich. Wiem również, że będę świetnym tatą... bo sam ojca nie miałem, więc chciałbym dać dziecku wspaniałe chwile. Ku*wa! Jeździłbym z dzieciakami pod namioty, uczył ich survivalu, bawił się z córeczką w wyimaginowane przyjęcia herbatkowe, a z synkiem grał w piłkę. Zacznę od bycia zaje*istym wujkiem, bo w ogóle muszę się pochwalić - MOJA SIOSTRA JEST W CIĄŻY ;D! Jak tylko mały dorośnie to kupię mu taką samą czerwoną czapeczkę NewEra z logo NY jak mam ja i będę się z nim lansił po osiedlach ;D!

Ale dzieciaków chyba nie będę miał, bo co wtedy dostaję w spadku po innych "samcach alfa"? Dziewczęta tak przedmuchane, że w ci*kach same przeciągi :P. Czy ja będę takie chciał? Ależ oczywiście, że nie... ale innych nie będzie.

Dokładnie tak, dziewczęta. Znam was trochę i powiem szczerze, że spotkałem w życiu tylko kilka kobiet z zasadami (a w tej chwili do głowy przychodzi mi tylko jedna). W ogóle "zasady" i "wartości" odchodzą do lamusa. Teraz liczy się tylko hajs i lajfstajl. Im bardziej na pokaz tym lepiej. Kto by chciał żyć w zgodzie z uniwersalnymi naukami będzie nazywany "idiotą", "konserwatystą", "tradycjonalistą", "zacofańcem" mimo, że to w ogóle nie ma z tym nic wspólnego.

Kobiety lecą na ustawionych facetów, no bo na Boga, ale kto chciałby się wiązać ze straceńcami? Tak samo my lecimy tylko na ładne dziewczyny. To takie odrażające. Takie... ludzkie.

Jestem frustratem. Tak wiem o tym. CO WIĘCEJ! Wiedza na temat kobiet i mężczyzn tylko to pogłębiła, bo dała mi pewną świadomość. Przez to cierpię jeszcze bardziej. Cały czas starałem się walczyć z tym, wygrać z tym i przez to wygrać życie, ale dopiero dzisiaj do mnie dotarło co tak naprawdę powinienem zrobić.

Klęczałem tam w kościele i wyobrażałem sobie, że też kiedyś umrę. Pomyślałem sobie o wszystkim tym co napisałem powyżej i mnie dopadło. Tak naprawdę nie powinienem walczyć z frustracją. Nie. Powinienem wreszcie zrozumieć, że ten świat był, jest i będzie brudny i dla takich ludzi jak ja, życie na tym ziemskim padole zawsze będzie trudne. Uderzyło to we mnie jak grom z jasnego nieba!

Powinienem wreszcie zabić jakąkolwiek nadzieje, że znajdę na tym świecie wartościową kobietę, z którą mógłbym być, a która spełniałaby moje oczekiwania (a uwierzcie mi - mam bardzo określone kryteria)... bo takich po prostu nie ma (to znaczy są, ale ja na nie nie trafię, nie z moim szczęściem :P).

I BUM!

Wreszcie do mnie dotarło.

Oficjalnie rezygnuję z bab. Od dziś traktuję je na poziomie jednostek. Nie mam najmniejszego zamiaru oceniać ich przez pryzmat potencjalnych partnerek - czy to seksualnych czy życiowych.

UF!

Po prostu będą zwykłymi osobami. Ich życie seksualne mnie nie interesuje. Nie interesują mnie ich przygody i partnerzy. Mam to w nosie. Mam w nosie zazdrość i te głupie historyjki, które czasami układam sobie w głowie. Od teraz są traktowane na tym samym poziomie co faceci - niezależnie od wyglądu, figury, aparycji.

Mam na nie wyje*ane.

Chyba nareszcie we mnie uderzyło, że żyje się tylko dla siebie.

Oczywiście nie w takim sensie, żeby odwrócić się od ludzi - nie, nie. W takim sensie, że żyjesz i robisz to co lubisz dlatego, że to lubisz robić, a nie dlatego, że lecą na to laski i w ogóle wow. Bluźnię, bo ku*wa, lubię i nie będę się przy kobietach hamował. Nie zawracam sobie opinią ludzi głowy już od jakiegoś czasu... ale teraz... teraz to jest jakiś nowy poziom!

Byłem zablokowany, a teraz czuję, że mogę wziąć w płuca trochę większy wdech powietrza.

Jestem boski 8-).

Wniosek z tego posta jest bardzo prosty: jak widać - nie udało mi się... i przynajmniej mam jaja, żeby to powiedzieć. Doznałem sromotnej klęski w dziedzinie stosunków damsko-męskich. Walczyłem dzielnie, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy i dać sobie spokój, kiedy jeszcze można to zrobić zachowując resztki godności :).

Jednak siedząc w tym kościele miałem w głowie myśli na temat tego materiału, który kiedyś obiecałem wrzucić. Jak wiecie - chcę zacząć tu warsztaty z samodoskonalenia. Mam już napisany wstęp w 80% i pewnie niedługo pojawi się na forum. Nie ukrywam, że będę się naprawdę starał dać szansę wam, żebyście dali szansę sobie. Mnie się nie udało z kobietami, ale zajebi*cie udało mi się z samym sobą w wielu (bo nie we wszystkich) kwestiach. Nie mam typowej polskiej mentalności: "Jak nie ja to nikt". Nie. Mam swoją: "Skoro nie ja to może ktoś inny".

Mnie nie było dane. Ale to nie oznacza, że wy nie możecie spotkać dziewczyny, która będzie z wami szalała na potańcówkach, da wam trochę kobiecego ciepła, której będzie na was zależało. Jeśli taką znajdziecie - szczerze gratuluję. Chciałbym również, żebyście potrafili ją kochać i być dla niej mężczyzną - może wtedy będziecie zgraną parą i wasze dziecko będziecie nazywali "Mini Smiler" (nie ukrywam, że strasznie łechtałoby mi to ego" :) ).

Mam trochę materiału, który chciałem opublikować w książce i z tym z czym do was przyjdę mógłbym chyba zarabiać kasę, gdybym wreszcie zdecydował się na coaching. Jednak na warsztaty może sobie pozwolić niewiele osób, a ja chciałbym być wsparciem m.in. dla tych, którym w życiu od czasu do czasu podwija się noga.

Będziecie mieli za darmo dość dużo (bo niestety, ale nie mam czasu pisać za wiele ze względu na to, że piszę magisterium) materiału, który będzie w stanie was rozwinąć. Dorzucę do tego trochę swoich chorych i subiektywnych przemyśleń, zmieszam to z najlepszą literaturą samorozwoju ze światowej czołówki oraz dodam do tego duuużo praktyki (większość osób chce się rozwijać, ale kompletnie nie wie jak to robić i od czego w ogóle zacząć).

I chcę żebyście to docenili!

Nie wiem jakie są normalne ceny takich warsztatów, ale pewnie leci to w setki peelenów... i dlatego chcę czegoś w zamian, bo za darmo nic nie ma!

Chcę, żebyście za tą wiedzę, którą wam dam, poświęcili się kilku najbliższym osobom. Czasami będzie to np. mama, albo mama i siostra lub tata... a czasami też i grupa znajomych. Nie wiem kto, ale wiem, że są to wasi bliscy. Jeśli ich nie macie - pojawią się. Będziecie mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo staniecie przed wyzwaniem jak zrobić, żeby dana osoba się rozwijała i dbała o siebie, gdy teraz nie ma zielonego pojęcia jak to robić... I jak to wszystko zaczarować, żeby myślała, że to ona wszystko uzyskała dzięki sobie ;) :P! Ojjjj... coś czuję, że bez Cialdiniego tu się nie obędzie ;)!

Zawarłem kiedyś ze światem układ. Polegał on na tym, że w zamian za to, że uda mi się stworzyć moje firmy i przedsiębiorstwo handlowe nastawione w zarządzaniu na ludzi, ich rozwój i interakcje z nimi w myśl m.in. "7 nawyków skutecznego działania" Covey'a to poświęcę się ludziom i będę ich uczył. No cóż - jak na razie z planów nici - ostatnie ziarnko nadziei uschło, a ja nie za bardzo wiem skąd wziąć następne. Jednak w związku z tym, że jestem jaki jestem, wywiążę się ze swojej części układu.

Podzielę się również z wami innym moim układem (bo jest ich kilkanaście, a ten na górze to taki układ-matka :P). Obiecałem sobie, że jak wydam książkę o zasadach myślenia to przeprowadzę wykłady na oddziale onkologii w Łodzi (tam była leczona moja mama). Niedawno urosło to do wykładów po całej Polsce, zobaczymy co będzie, lecz wierzę, że mi się uda.

Bo jak już pewnie zdążyliście zauważyć - bujam się po nastrojach. No i fajnie jest, życie ;)! Przeżywam, co swoje kradnę i w świat tonę głębiej. Teraz jest jak jest, może niedługo będzie lepiej... Może?! NA PEWNO!

Gdzieś tam czeka na mnie fala... i wiem, że mnie poniesie... tylko jeszcze nie teraz... ale już na mnie płynie... to będzie jeden z tych potworów 30sto metrowych... i jak ją dojadę... JAK SIĘ NA NIEJ ROZSIĄDĘ... ehh... tylko jeszcze nie teraz... jeszcze chwilka... jest już tuż, tuż... czuję tę ku*wę... jeszcze chwilka... i już będzie moja...

ZAŁOGA!

DO USŁYSZENIA ;-) !
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:52:56
przez Sugarbabe 2011-07-14, 10:17
Cytuj
Cytuj
    smiler napisał(a):osiągnięcia, i za wiele tego nie wyszło. Wszędzie sama porażka. Gorzej ode mnie miał chyba tylko Rudy Ruettiger


Smiler, ależ oczywiście że nie ma wszędzie samych porażek, ależ oczywiście, że nie jesteś najbardziej beznadziejnym człowiekiem, który chodzi po tym globie... Przedstawiasz siebie jakbyś nic nie był wart. Wyjątkowo brzydko! :)
Mam wrażenie, że męczysz się, bo jeszcze do Ciebie nie dotarło, że Twoje zycie jest Twoim życiem, nie życiem Kowalskiego, nawet nie Nowaka, ale Twoim! Rozumiesz? Nie można osiągnąć wysokiej jakości życia, a zwłaszcza poczucia wartości bez uniezależnienia się od wszystkiego co wokół Ciebie.
Dlaczego odbierasz swoje życie jako porażkę? Bo inni więcej osiągnęli. Bo inni szybciej zaczęli zaliczać panienki. Bo inni szybciej dorobili się samochodu. Bo inni... A miejże Ty w dupie innych! Jeśli naprawdę nie zrozumiesz i nie zrzucisz z siebie tej presji innych to dalej będziesz się tak bezpodstawnie dołował.
I nigdy nie pozwól aby kiedykolwiek ktokolwiek porównywał Cię (oceniał) do kogokolwiek! To zawsze są porówania krzywdzące albo Ciebie albo drugą stronę. Każdy ma własną dynamikę życia, każdy ma inną historię życia i każdy ma inne doświadczenia, inne zdolności, więc takie porównania są zupełnie bez sensu. Zupełnie! Jak to zrozumiesz i będziesz umiał przyjąć to dopiero wtedy rozwiniesz skrzydła. Tak było u mnie i wielu moich przyjaciół też mają podobne spostrzeżenia.
Nie pozwól się stłamsić czyimkolwiek oczekiwaniom, wymaganiom.

Wiesz co jeszcze jest dobre by doceniać swoje życie jakie się ma? Wolontariat. Nic mnie nie nauczyło tak doceniać życie jak wolontariat czy to w hospicjum czy w świetlicy socjoterapeutycznej na warszawskiej Pradze. W hospicjum doceniłam wartość życia i relacji międzyludzkich. Dzięki Pradze doceniłam wszystko inne.

Cytuj
    smiler napisał(a):Ale w głębi duszy jestem strasznie połamanym chłopakiem, który na świecie wobec wszelkich przeciwności został sam.


Wiem, większość ludzi jest połamana, ale niewielu się do tego przyznaje. Albo są na tyle głupi, że uciekają od tej świadomości bądź zaprzeczają.


Cytuj
    smiler napisał(a):Nie jestem jednym z tych "szczęściarzy". Wiecie o co chodzi - niektórym kolesiom laski po prostu same pchają się do łóżka. Mi nie.


A co to za szczęścia sypiać z laskami co to same pchają się do łóżka? Wiesz że inni tak robią to uważasz, że da Ci to szczęście? Nie da i nigdy nikomu nie daje!

Cytuj
    smiler napisał(a):Zawsze wszystko przeżywałem później niż normalni ludzie, co najmniej o kilka lat.


No to witaj w klubie :) A czy to czyni kogokolwiek gorszym? Na wszystko jest właściwy czas, właściwe miejsce i właściwi ludzie.

Cytuj
    smiler napisał(a):waliłem gruchę jak najęty (zostało mi do dzisiaj :mrgreen: ).


Lenistwo jest z tym związane. Przestań to robić i pisz tą mgr :) I z tym wiążę też uczucie pustki, samotności. Pomyśl co czujesz po czymś takim?

Cytuj
    smiler napisał(a):jak to one wesoło nazywają nierzadko dawanie du*y byle komu. Nie kłamię przed sobą. Mam o to do kobiet żal... .


no i słusznie, ja mam żal o to do kobiet i mężczyzn. To dla mnie oznaka upodlenia. I faktycznie tak CI tęskno za upadlaniem się?

Cytuj
    smiler napisał(a):wokół siebie nie znajduję ludzi, którzy też chcieliby tonąć w "człowieczeństwie".


Uwielbiem to zdanie :)
Skoro chcesz tonąć w człowieczeństwie to czemu temu się nie oddasz? czemu nie porzucisz wszystkiego co Ciebie zatrzymuje? Czemu w końcu jasno się nie określisz kim chcesz być? Ruchaczem czy mężczyzną?
Twoja natura jest przystosowana do bycia mężczyzną, ale świat życie innych ciągle Cię nagabuje do bycia ruchaczem. Będziesz tak długo rozdarty dopóki nie określisz kim właściwie chcesz być. I tu nie chodzi o czas: teraz mogę być ruchaczem a potem będę mężczyzną. Nie, to jest samooszukiwanie się. Tu chodzi o cel w życiu a co za tym idzie o podejmowanie TYLKO takich działań, które służą temu celowi.

Dzięki za fajny wpis.
Ściskam mocno :)
Sugarbabe
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:55:35
przez smiler 2011-07-14, 14:05

Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Smiler, ależ oczywiście że nie ma wszędzie samych porażek, ależ oczywiście, że nie jesteś najbardziej beznadziejnym człowiekiem, który chodzi po tym globie... Przedstawiasz siebie jakbyś nic nie był wart. Wyjątkowo brzydko! :)


Gdzieś tam po drodze zostało zasiane ziarno w mojej głowie i teraz wykiełkowało. Masz rację - czasami czuję się, że nic nie jestem wart... ale ciągle walczę o siebie i teraz świadomość wmawia podświadomości, że jestem kimś. Patrzę za siebie i widzę, że warto. Bądź co bądź, ale okazało się, że moje wpisy są wsparciem dla naprawdę wielu osób :), a to nobilitujące!



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Mam wrażenie, że męczysz się, bo jeszcze do Ciebie nie dotarło, że Twoje zycie jest Twoim życiem, nie życiem Kowalskiego, nawet nie Nowaka, ale Twoim! Rozumiesz? Nie można osiągnąć wysokiej jakości życia, a zwłaszcza poczucia wartości bez uniezależnienia się od wszystkiego co wokół Ciebie.


Wiesz, że masz rację. Ja bym to ujął inaczej - doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie należy do mnie i że wszystko co mam w głowie to kwestia nauki, więc mogę się oduczyć. Problem polega na tym, że często zbyt wiele od siebie wymaga, zbyt chcę, żeby było idealnie i dlatego mam skłonności do koloryzowania. Tam gdzie jest ładnie - zepsuję, żeby nie było zbyt pięknie, a tam gdzie jest brzydko to jeszcze bardziej popsuję :P!

Tak. Ciężko mi być sobą. W ogóle w tych czasach ciężko jest być człowiekiem, jeśli zewsząd media bombardują cię takim stylem życia, który niczym nie różni się od zwierzęcego.



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Dlaczego odbierasz swoje życie jako porażkę? Bo inni więcej osiągnęli. Bo inni szybciej zaczęli zaliczać panienki. Bo inni szybciej dorobili się samochodu. Bo inni... A miejże Ty w dupie innych! Jeśli naprawdę nie zrozumiesz i nie zrzucisz z siebie tej presji innych to dalej będziesz się tak bezpodstawnie dołował.



To mi trochę rzuciło światła na siebie. Nie oglądam się na ludzi, już dawno przestałem to robić, a jest to jeden z dowodów, że - bądź co bądź - mam silne mniemanie o sobie. W tym wszystkim biega mi o to, że... jestem zazdrosny :P. Wiesz - patrzysz na tych normalnych ludzi wokół ciebie i widzisz, że oni mają ot tak to o co ja muszę walczyć przelewając naprawdę setki łez.



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):I nigdy nie pozwól aby kiedykolwiek ktokolwiek porównywał Cię (oceniał) do kogokolwiek! To zawsze są porówania krzywdzące albo Ciebie albo drugą stronę. Każdy ma własną dynamikę życia, każdy ma inną historię życia i każdy ma inne doświadczenia, inne zdolności, więc takie porównania są zupełnie bez sensu. Zupełnie! Jak to zrozumiesz i będziesz umiał przyjąć to dopiero wtedy rozwiniesz skrzydła. Tak było u mnie i wielu moich przyjaciół też mają podobne spostrzeżenia.
    Nie pozwól się stłamsić czyimkolwiek oczekiwaniom, wymaganiom.


I właśnie chyba to po raz kolejny do mnie dotarło m.in. wczoraj. To miłe, co piszesz. Dziękuję.



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Wiesz co jeszcze jest dobre by doceniać swoje życie jakie się ma? Wolontariat. Nic mnie nie nauczyło tak doceniać życie jak wolontariat czy to w hospicjum czy w świetlicy socjoterapeutycznej na warszawskiej Pradze. W hospicjum doceniłam wartość życia i relacji międzyludzkich. Dzięki Pradze doceniłam wszystko inne.


WOW! W takim razie muszę być naprawdę doświadczony życiowo, bo jak wiesz - sam chcę jeszcze w przyszłym roku odbyć turne po Polsce z wykładami na temat myślenia na oddziałach onkologii. Warunkiem jest napisanie książki. Kurcze, muszę się wziąć w garść :)!



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):A co to za szczęścia sypiać z laskami co to same pchają się do łóżka? Wiesz że inni tak robią to uważasz, że da Ci to szczęście? Nie da i nigdy nikomu nie daje!


A właśnie, że tak! Wasz, kobiecy świat, różni się od naszego. To są zupełnie inne wartości i sposoby przeżywania życia. Ja chciałbym poczuć się, że jestem kimś za kim laski szaleją. Naprawdę. Ale nie dlatego, że spełniam jakieś głupie scenariusze społeczne, ale dlatego, że jestem sobą. Niestety nasz świat to świat pozorów i okazuje się, że bycie sobą tylko to utrudnia i stąd frustracja - żeby zaliczać panny musiałbym zrezygnować z siebie. Nie zrezygnuję z siebie, więc nie pozaliczam... <chlip><chlip> ;P



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):

       
Cytuj
smiler napisał(a):waliłem gruchę jak najęty (zostało mi do dzisiaj :mrgreen: ).

    Lenistwo jest z tym związane. Przestań to robić i pisz tą mgr :) I z tym wiążę też uczucie pustki, samotności. Pomyśl co czujesz po czymś takim?


Eeeeeeeemmmm... Yyyyyyyyy... Wiesz co... nie wiem czy czasem nie powinien tu być inny mój cytat, więc czuję się naprawdę... eeemmm... dziwnie :P?



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):

Cytuj
        smiler napisał(a):jak to one wesoło nazywają nierzadko dawanie du*y byle komu. Nie kłamię przed sobą. Mam o to do kobiet żal... .


    no i słusznie, ja mam żal o to do kobiet i mężczyzn. To dla mnie oznaka upodlenia. I faktycznie tak CI tęskno za upadlaniem się?


Tak. Bardzo lubię to robić, poważnie. Uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć kompletnego dna, bo wiem, że się od niego odbiję. Na przykład jakieś 65-80% moich postów jest pisane podczas tego okresu, gdy mam doła. Może dlatego ktoś, kto czyta ten dziennik może wyjść z założenia, że jestem wielkim przegranym? Z drugiej strony jak kąpię się we własnych brudach to mam najlepsze przemyślenia na temat siebie i świata.

To idzie takimi falami. Łatwo to zobaczyć po datach wpisów. Czasami nic się nie odzywam przez dwa - trzy miesiące. No bo po co? Jak mam falę to szaleję gdzieś na mieście, łażę do kina, czytam i w ogóle wow ;D!



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):

       
Cytuj
smiler napisał(a):wokół siebie nie znajduję ludzi, którzy też chcieliby tonąć w "człowieczeństwie".


    Uwielbiem to zdanie :)


Czuję się doceniony, dziękuję :).



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Skoro chcesz tonąć w człowieczeństwie to czemu temu się nie oddasz? czemu nie porzucisz wszystkiego co Ciebie zatrzymuje? Czemu w końcu jasno się nie określisz kim chcesz być? Ruchaczem czy mężczyzną?
    Twoja natura jest przystosowana do bycia mężczyzną, ale świat życie innych ciągle Cię nagabuje do bycia ruchaczem. Będziesz tak długo rozdarty dopóki nie określisz kim właściwie chcesz być. I tu nie chodzi o czas: teraz mogę być ruchaczem a potem będę mężczyzną.


S.R. Covey mawiał, że role społeczne to nie "albo - albo", ale "i" ;D! Nie no, żartuję sobie.

Problem polega na tym, że właśnie bycie wspomnianym ruchaczem to bycie mężczyzną. Oczywiście mówimy tutaj o naszej misji biologicznej i niczym więcej. Ja chcę być mężczyzną-mężczyzną, ale jednocześnie plemniki w moich jądrach jasno sugerują co powinienem robić 8-). Po prostu nie mam za sobą tego okresu "wyszalenia się" i mnie to boli, zwłaszcza, że już za późno na nadrobienie strat :(. Wiem, że jak teraz wpadnę w zaliczanie jednej za drugą to już z tego nie wyjdę. Dlatego jestem rozdarty wewnętrznie. Serce jedno, rozum drugie.



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Nie, to jest samooszukiwanie się. Tu chodzi o cel w życiu a co za tym idzie o podejmowanie TYLKO takich działań, które służą temu celowi.


WSPANIAŁE SŁOWO! SAMOOSZUKIWANIE SIĘ! ZAJE*ISTE! KRADNĘ, ZAMAWIAM! NE NE NE NE NE 8-)!



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Dzięki za fajny wpis.


A ja dziękuję za rzetelną odpowiedź na poziomie.



Cytuj
    Sugarbabe napisał(a):Ściskam mocno :)
    Sugarbabe


Jak mocno 8-) ?

Pozdro ;)!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:55:59
przez lukaszx7 2011-07-17, 21:34
Cytuj
Sama życiowa prawda :)
Dzięki Smiler ;-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:56:55
przez smiler 2011-08-18, 16:13

Również dzięki ;)!

Cytuj
    lukaszx7 napisał(a):Sama życiowa prawda :)
    Dzięki Smiler ;-)


Również dzięki ;)!



A co u mnie? Raczej dobre wieści. Znalazłem czas, żeby kliknąć kilka zdań, więc w szybkim skrócie:

1. Byłem na koncercie Deftones!
Dziękuję, dobranoc ;)! Gdyby moje życie miało się skończyć to mogłoby się to stać właśnie 16.08.2011r. po 22:00, bo wtedy skończył się koncert. Dzięki temu w ciągu ostatnich (mniej więcej) 12 miesięcy widziałem swoje wymarzone zespoły na żywo (Limp Bizkit, Deftones, Korn, Prodigy). Nie mam więcej pytań. Jestem szczęśliwy ;D!

2. Dostałem się na II stopień studiów socjologicznych!
A tym samym marzenie bycia doktorem socjologii jest coraz bardziej realne. Nic mnie bardziej nie podnieca niż fakt, że będę mógł dalej bawić się w te gierki społeczne ;D!

3. Wreszcie zakończyłem pracę nad pierwszą odsłoną warsztatów!
Czego efekty możecie widzieć w odpowiednim temacie. Nagrywałem do mikrofonu przez popkiller'a jak "profesjonalista", czyli przez skarpetkę naciągniętą na drucik... ale wyszło całkiem ok jak na takie warunki. Mam nadzieję, że następnym razem wyjdzie znacznie lepiej. Trochę się stresowałem, gdy pierwszy raz bawiłem się w lektora i stąd czasami mogę dziwnie brzmieć :P. Mam jednak nadzieję, że da się mnie zrozumieć, gdy wrzuci się materiał na jakiegoś player'a mp3 czy inne cudo. Ślijcie towar w miasto, bo wymyśliłem naprawdę wiele interesujących niespodzianek i wyzwań, które czekają na was jak rózga pod choinkę :)!

4. Już ze mnie trochę schodzą kobiety... I magisterium pcham do przodu
Jakoś tak mniej ich w moim życiu, ale i moje ostatnie dni ograniczały się tylko do kompa (warsztaty i magisterium). W tym roku będę jeszcze panem magistrem, wypas. Wreszcie będę mógł odciąć się od tych studiów i skupić na sprawach arcyistotnych, czyli na m.in. pisaniu książki :).

Zawiało sukcesami ;D!

PS
Chociaż i tak wszyscy wiemy, że tego posta napisałem głównie dlatego, żeby pochwalić się pierwszą odsłoną warsztatów... Jaram się jak dziecko ^^
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 12:58:54
przez smiler 2011-08-29, 20:25

TEMAT: WROCŁAW, OH WROCŁAW

Część z was nie wie, ale duża grupa osób wyemigrowała z tego forum i pisze teraz na innym, fajniejszym, bo naszym :P. I na tamtym forum pojawiły się już koncepcje spotkań, a w ten weekend udało mi się na żywo zobaczyć Thinker'a i Pierwszego. Zarówno w obu przypadkach zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony, gdyż nie spodziewałem się takiego poziomu intelektualnego. Nie oszukujmy się, ale dla siebie jesteśmy tylko literami w Internecie, czasami głosem, obrazkiem. Jednak "cyfra" nie jest w stanie przenieść ludzkich emocji... i choćby nie wiem jak świetna była emotka wieńcząca zdanie... to ciągle tylko emotka :roll: .

Ruszyliśmy na wieczorny podbój Wrocławia, który ja uznaję za średnio udany (jeśli zaś chodzi o samo nasze spotkanie to jak najbardziej na "plus"). Niestety, ale nie dopisały nam kluby, ciężko było znaleźć coś dla nas. Poza tym jesteśmy poza sezonem studenckim, więc nie dziwota, że ciężko o dobre towarzystwo.

I znów we mnie uderzyło.

Ja pie*dolę... Zostałem znowu wybity ze swojego rytmu i zgubiony w katuszach tego świata, ale zanim napiszę o co mi biega, mały wstęp (który będzie powtórką z przeszłości) :)!

Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami i siedmioma górami żyli ludzie, którzy poszukiwali intelektualnych podniet - naukowcy. Pewna ich grupa przeprowadziła dość fajny eksperyment na gołębiach. Spośród stada tych dziko żyjących ptaszyn wybrali te najpiękniejsze... i odizolowali. Rozmnażali je między sobą w klatce, z dala od prawdziwych warunków naturalnych. Po kilku pokoleniach uzyskano efekt w postaci przepięknych gołębi - śliczne, długie upierzenie z dodatkiem fenomenalnego gołębiego "gulgotu" tylko dodawało każdemu gołębiowi polotu. Zwykły, szary gołąb, choć nie wiem jak naturalnie piękny by nie był, w takiej klatce nie miał szans na "poderwanie" gołębicy :).

Jest jednak jeden problem... Jeden, maluczki problem.

Okazało się bowiem, że te przepiękne gołębie w ogóle nie potrafią sobie radzić w warunkach naturalnych i padają w nich jak muchy. Długie pióra były piękne, a i owszem, ale były zbyt ciężkie i przez to gołębie po długim locie traciły siły i spadały na ziemię, by być pokarmem dla drapieżników, które swoją drogą dzięki ich upierzeniu, łatwo je wynajdywały.

Nie trudno się domyślić, że taką klatką dla pięknych ptaszyn jest wśród ludzi klub. Piękne pióra gołąbków to status społeczny, ciuchy, znajomości, makijaż, zgrabne sylwetki... i wszystko zazwyczaj jest sztuczne i na pokaz. Nietrudno się również domyślić, że wszystko to co jest w klubie kompletnie nie przydaje się w normalnym życiu. Ku*wa. Wszyscy udajemy?

Nie, nie ja. Ja jestem brudnym i wrednym gołębiem z Łodzi (z tego miasta gołębie są najgorsze... srają dosłownie na wszystko 8-) ), który kocha swoją wolność i ani mu się śni być złapanym w klatkę i sprzedać swoje życie w imię bycia plastikowym opakowaniem. Ja ciągle pamiętam, że za drzwiami klubu jest prawdziwe życie, życie, które nie zna litości i nie pozwala udawać.

Ale musiałem iść do klubu i po raz kolejny dostać po uszach za nietrzymanie się swoich zasad.

Na wstępie otworzyłem dwójkę typowych HB10, Pierwszy i Thinker szybko się dołączyli, ale zanim to nastąpiło zdążyłem sobie z nimi pogadać. Okazało się, że dziewczyny były naprawdę rozgarnięte i, na moje oko, inteligentne. Brunetka miała długie, kasztanowe i ciężkie włosy oraz czarną, obcisłą sukienkę, a blondynka fryzurę na kucyka z fikuśnie opadającą grzywką, białą bluzeczkę i niebieskie szorty. Oczywiście obydwie miały outfit dopasowany do koloru swoich oczu i takie tam pierdoły, ładnie się uśmiechały i były komunikatywne. Same plusy, można by rzec, że nastoletnie ideały (http://img221.imageshack.us/img221/9674/tnimg0184h.jpg) (<-klik [na fotce wyszły średnio).

Poszedłem z kumplami pić sobie piwko, nagle wchodzi fajna muza i nic nie myśląc, działam spontanicznie. Chcę wyrwać blondi na parkiet, ale jest opór, to samo brunetka. Nic z tym - jadę w tango solo. Trochę potańczyłem sam i z jakimiś dziewczynami, które jednak nie były skore do tańca. Smutne to jest, bo jak przyszedłem później na ten poziom (klub miał 3 poziomy, a ten, który opisuję grał taką muzykę do potańczenia) to wszystkie już tańcowały, ale w większości były pijane. JEZU! Jakie to żałosne i śmieszne, a zarazem dwulicowe. Suki same mówią, że nie ma nic gorszego niż pijany facet, który próbuje je poderwać, a nie potrafią tańczyć bez %? No błagam!

Udałem się na inny poziom klubu, gdzie leciała już typowo klubowa muzyka. Zewsząd byłem otoczony łysymi przy*ebami i - w większości - plastykowymi(sic!) sztukami odwalonymi na wypad. Poszedłem za przykładem swoich towarzyszy i uderzyłem w pląsy. W związku z tym, że jakiekolwiek bariery zeszły ze mnie już dawno - bawiłem się jak nigdy (przy niektórych nagraniach). Skakałem, klaskałem, gibałem się jak pier*olony rezus. Standardowo widziałem wokół siebie spojrzenia ludzi, którzy zastanawiali się co brałem, albo ile wypiłem. Podobno w ogóle jestem w stosunku do dziewczyn zbyt śmiały. Nie pamiętam kto mi powiedział taką opinię, ale wniosek z niej był taki, że moje zachowanie jest zbyt "pewne siebie" i to je onieśmiela. Szok, kolejny. To znaczy, że facet ma być śmiały, ale jednocześnie ma taki nie być - całe baby.

Po jakimś czasie schodzę na dół i co widzę? Nasza piękna blondynka bawi się z nikim innym jak typowym dresem. Już nawet nie mówię o jakimś kolesiu, który stwarzałby pozory "badboya" i by przez to kręcił laski, nie. Ten typ miał na sobie starą, czarną czapkę, stare spodnie i wymiętą koszulkę. Był po prostu idiotą, który dodaje sobie animuszu poprzez wytatuowaną rękę. Ja rozumiem, że one lubią "dzikusów" i "na neandertalczyka", ale to już nie był nawet człowiek, tylko pier*olony troglodyta. Nadal nie potrafię tego pojąć. Nie wiem ile wypiła, ale wiem ile wypił on, bo to było widać, że za dużo.

Pierwszy raz w życiu byłem świadkiem czegoś takiego. Dziewczyna z nim nawet nie tańczyła, nie. Ona się pozwalała ruc*ać prze ubranie! Typ ją lizał po szyi, dekolcie, macał jej cycki i dupę, słowem - robił z nią co chciał.

Jeszcze raz powtórzę - wiemy wszyscy o co chodzi z tymi całymi badboy'ami, etc. Wszyscy doskonale wiemy w co się bawimy i kim jest osoba pisząca ten tekst. I pomimo tego - ja tego nie pojmuję, po prostu tego nie pojmuję. Ten koleś, w moim mniemaniu nie miał nic. Eh - widać jeszcze wiele muszą zobaczyć moje piękne oczęta ;)! No ale ok, przyjmijmy, że "miała może na to ochotę".

I teraz wyobraźcie sobie - idziecie do lokalu, poznajecie taką właśnie dziewczynę. Ładna, zgrabna, fajne cycki i tyłek, inteligentna twarz. Zaczynacie gadać, spotykacie się, rozgrywacie wszystko w pięknym stylu i po roku bycia razem w świetnym związku trafia w was grom, bo z pokątnych źródeł informacji dowiadujecie się, że np. ów laska była pokarmem dla całego akademika. Albo, że filmy z telefonu niechcący trafiły na youporna i są tam do dzisiaj. Nadziej się na taką i masz już spier*olony niezły fragment własnej godności.

PUAsi powiedzą, że tak to już jest i sieją swoje "bla, bla, bla", a że PUA ze mnie żaden, za to wielki człowiek, że se posłodzę 8-), to się pytam: KU*WA! CO JEST?!

Nie chodzi mi tylko o te laski wyżej, nie. Chodzi mi o pewną tendencję, bo znów we mnie strzeliła chęć obserwacji i zamiast się bawić - łaziłem po tym klubie i obserwowałem ludzi. ZNOWU pojawiły się te uczucia, które towarzyszyły mi podczas "Copacabana party" (wpis z 31.05.2009). Znowu to zrezygnowanie, a wnętrzu chce się wymiotować żyletkami i niestrawionymi resztkami pokarmu. Znów spojrzałem na to wszystko i zobaczyłem, że taka sex-blonda to tylko jednostkowy przykład - ogólnie przyjętego za poprawny, a ukochanego przez nas - programu społecznego. Że tak wygląda dzisiejszy świat. Znów zamiast ludzi widzę wektory ze strzałkami prędkości i kierunku ruchu.

To jest fajne teraz, to dla takich lasek będzie fajne za 2 lata, za 5. Ale za 10 będą już stare, nikt ich nie będzie chciał i wtedy się zacznie lament.

Przecież ten świat jest chory!

Życie jest jak góry - wznosi się i opada, trzeba na przemian grzać gazu i hamować. Jadąc po nich na rowerze trzeba czasami cisnąć z całych sił, zmieniać biegi, manipulować ułożeniem, a czasami zwalniać. Są oczywiście momenty, w których możemy poczuć pełnię prędkości i jechać na maksa, ale to tylko odcinki. Całe życie pełne jest zbyt dużej ilości wiraży, z których zbyt łatwo wypaść, gdy nie dysponuje się dobrym sprzętem, odpowiednimi umiejętnościami i charakterem. Wiadomym jest, że jeśli nie używalibyśmy hamulców, to szybko byśmy wylądowali w przepaści. Ten świat, >a zwłaszcza< dzisiejsze kobiety, zdaje się tych hamulców nie mieć. Pędzimy jak oszalali prosto w ramiona śmierci, która swoją drogą, musi mieć z tego powodu niezłą uciechę. Żadnych zasad, żadnej moralności, żadnych myśli, które sprawiają, że trzeźwiejesz.

Nic.

Ucieczka od pytań, które bolą, bo po co zastanawiać się nad życiem - lepiej ciągle działać instynktownie.

I znów mnie uderzyło! SMILER - pomyślałem - PRZECIEŻ CIAŁO TO TYLKO OPAKOWANIE, ZAPOMNIAŁEŚ?! Na szczęście dialogi prowadzone z samym sobą nie pierwszy, i zapewne nie ostatni, raz ratują mi tyłek. Popatrzyłem sobie jeszcze na nasze "gołąbeczki", później jakimś dziewczynom z wieczoru panieńskiego wesoło potańczyłem i zrobiłem striptiz zdejmując tshirt (a niech mają "pamiątkę", zresztą i ja ją mam). Wybiliśmy z klubu i skończyliśmy na wrocławskiej "Wyspie" kontynuując nasze tęgie rozkminy egzystencjalne :).

Na szczęście dzień wcześniej zobaczyłem we Wrocławiu dziewczynę z gitarą... a jako, że sam zaczynam się uczyć to miałem kilka pytań. Na nic się nie nastawiałem, bo znacie już moje podejście z niedawnego wpisu, gdy myśli dopadły mnie w kościele na pogrzebie. Rozmowa samoczynnie przeszła na inne, interesujące, tory, leciało samo (wyobrażacie to sobie?! Bez żadnych SUPER-MEGA-HIPER-TAJNYCH strategii uwodzicielskich). Ukradłem jej maila, a ona opowiedziała o tym gdzie mogę się udać z Thinkerem na interesujące piwo serwowane z ciekawą muzyką. Spotkałem ją tam później i odwaliłem kawał kichy, ale to już inna historia. Fakt faktem, że po tym co zobaczyłem nawet tak interesująca jednostka jak ta wyżej opisywana (oraz pewna blondynka z kręconymi włosami z wrocławskiego rynku, która - cóż za zbieg okoliczności - również czyta właśnie "Cień wiatru" Zafona ;D ) nie są w stanie ze mnie zmyć tego brudu... chociaż trochę podtrzymały - to bijące już na siłę serce - na duchu (za co należą im się szczere podziękowania).

Taki świat. Myślisz, że jesteś mężczyzną? Powiem ci coś na temat mężczyzn - oni wyposażeni są w instynkt łowcy. Łowca poluje, ugania się za zdobyczą, a zdobycz ma to do siebie - jak to zdobycz - że ucieka. Trzeba naszykować niejeden fortel na biegające mięsko, w zależności od okoliczności. Na przykład zawsze trzeba tak układać się za zwierzyną, aby wiatr wiał w kierunku potencjalnego łupu, a dopiero później na nas, bo w przeciwnym wypadku przeniesie nasz zapach i nasz "obiad" wyczuje naszą obecność.

Ale co nam, łowcom, po takich umiejętnościach z życia wyniesionych (a nie ze stron www), skoro otacza nas sama padlina? Ku*wa, jakoś nie rajcuje mnie świadomość tego, że wszystko, jak tamte dziewczyny, jest takie... łatwe. Nie ma "gry" już od dawna. Ona nigdy nie zaczęła umierać, bo jej tak naprawdę nigdy nie było. Gdyż żeby grać, potrzebni są zawodnicy... a tu same gnijące ciała trupów, przypudrowane makeup'em i ciuchami oraz zazwyczaj bezczelnym zachowaniem (i nie mówię tu już o jakiś ST, nie, nie, nie... mówię o zachowaniu).

Kobiety nie potrafiły, nie potrafią i nie będą potrafiły kochać.

Miłości nigdy nie było. Są hormony.

Oczywiście laski pewnie to samo są w stanie powiedzieć o nas, prawda drogie panie? Oczywiście, że się z tym zgodzę! Dlaczego? Są trzy punkty widzenia - obiektywny, damski o mężczyznach i męski o kobietach.

Z obiektywnego punktu widzenia istnieje pełne uzasadnienie zarówno dla zachowań męskich i damskich. W świecie czystego spojrzenia, w świecie "szkiełka i oka" da się zrozumieć wszystko. Jednak my oceniamy zawsze poprzez swoje pryzmaty i dlatego tak ciągle się ze sobą droczymy.

Mężczyźni dla kobiet to idioci, debile, którzy chcą tylko jednego, niedorozwinięte matoły, które nie potrafią czuć. Dodatkowo za grosz u nas logiki, bo przecież kim trzeba być, żeby się nie "domyślić" (dla kobiet wszystko jest takie oczywiste :P)? Śmierdzimy, nie myjemy się, chlejemy piwsko, tyjemy przed telewizorem/komputerem i nigdzie ich nie zabieramy. W dodatku jesteśmy gbury i nie potrafimy ich zadowolić w łóżku.

Dla mężczyzn, w tym i dla mnie, kobiety to ku*wy.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:00:08
przez St.Anger 2011-08-30, 10:24
Cytuj
Witam

Cytuj
    i wszystko zazwyczaj jest sztuczne i na pokaz. Nietrudno się również domyślić, że wszystko to co jest w klubie kompletnie nie przydaje się w normalnym życiu. Ku*wa. Wszyscy udajemy?


Miewam takie fragmenty w życiu, że to wszystko mnie dusi - podobnie jak Ciebie. Wtedy tak jak Ty, obserwuję. Obserwuję i rozważam czy by tym >życiem< nie pierdolnąć i dać sobie spokój. Nie mówię tutaj o samobójstwie, a raczej o oderwaniu się od potrzeby obcowania z ludźmi. Ciebie tutaj zniesmaczyły konkretne rzeczy, a mnie czasami dławi sam fakt, że człowiek dąży do bycia ważnym. Np. Siedzę sobie w klubie i widzę jak każdy chujew się przekrzykuje i chce dorzucić coś od siebie, czy to zabawnego - tylko żeby zaistnieć. Wtedy siedzę, obserwuję, słucham, dostrzegam jakie to sztuczne? i dostaję pierdolca. Tracę cały smak życia i mam ochotę powiedzieć "Po kiego wała staracie się być zabawni, fajni, towarzyscy" - ale przecież Ja robię to samo, ale wtedy o tym nie myślę i jest to w porządku.

Powiem więcej, jestem zdania, że wszyscy udają bo wszyscy chcą być ważni i właśnie ta posrana żądza powoduje to, że miejscami się zatracamy i nikt mi nie wmówi, że nie dostrzega - jeśli się przypatrzy - sztuczności (dziwności) tego wszystkiego.
Oczywiście wszystko zależy od siedzenia bo o ile ta żądza jest prawdziwa o tyle to co robimy jest też prawdziwe, ale jeśli by się zastanowić nad tego sensem to, jest to jak dla mnie jest to powalone - normalnie tego nie dostrzegam, ale czasami właśnie mnie to łapie. Dla mnie to taka...O! Prymitywna żądza.

Cytuj
    Skakałem, klaskałem, gibałem się jak pier*olony rezus.


8-)
Cytuj
    To znaczy, że facet ma być śmiały, ale jednocześnie ma taki nie być - całe baby.


Chris Rock - Kobiety i Klamstwa - polecam wszystkim, a dedykuję Tobie Smiler. Zgadzam się z nim 8-) (link http://www.youtube.com/watch?v=ou6ukVBvR2E)


Nie zgodzę się z tobą, że zawodników już nie ma - może źle na nie patrzysz ? Są różne typy, jedne są proste i grywalne, inne trudne i nudne, jeszcze inne trudne i grywalne, jeszcze inniejsze proste i nic ciekawego. Jacy zawodnicy taka gra. Wybaczcie, za proste porównania, ale myślę, że nie trzeba tłumaczyć (teraz wytłumaczę), iż tak naprawdę nie patrzę na to w ten sposób. Patrzę na to bardziej subtelnie, a napisałem to zwyczajnie, żeby zobrazować .


Cytuj
    Kobiety nie potrafiły, nie potrafią i nie będą potrafiły kochać.

    Miłości nigdy nie było. Są hormony.


Ja też nie umiem zatrzymać się na dłużej. Nie wiem czy "miłość" istnieje czy nie, w każdym razie Ja jej jeszcze nie doświadczyłem (Poza miłością rodziny). Na początku jest fajnie, potem się jakby nudzę i tak to się kończy.



i o zdrowie pytam.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:05:45
przez smiler 2011-09-26, 17:36

Troszkę pominę odpisywanie innym w tym temacie, bo nie mam do tego teraz głowy, przepraszam. Muszę się tutaj na szybko "wypróżnić"... ze strachu.

Moja mama
Moja mama to wspaniała kobieta, jest moim prawdziwym bohaterem, poważnie. Jest człowiekiem, jak każdy z nas, ale imponuje mi swoim charakterem. Strasznie uparta istota (zodiakalny baran ;P). Ma więcej ikry niż niejeden facet jaj, przeszła przez piekło. Chyba tylko kobieta jest w stanie zrozumieć drugą kobietą i tylko one mają w sobie na tyle wyobraźni, żeby wiedzieć jak się czuje jedna z nich, gdy okazuje się, że była oszukiwana. Mój ojciec zdradzał ją na lewo i prawo. W międzyczasie okazało się, że ma raka. Chemioterapia, horror w ogóle. Od czasu do czasu mam przed sobą jej widok, gdy wychyla się z łazienki i głowę ma niemalże golutką :(. Przeszła przez raka. Przeszła przez zdradę. Przeszła przez rozwód. Przeszła przez moje i siostry rozprawy o alimenty. Przeszła i żyje. Ma się dobrze. Tylko niedawno trafiła do szpitala, bo krwawiła. Miała hormonoterapię, więc nie dziwota, że jej organizm jest trochę spustoszony. Teraz w szpitalu zrobili jej zabieg i powinno być dobrze, ale dziś rano dowiedziałem się, że ma jakieś mięśniaki. Momentalnie wewnętrznie usiadłem, tak jakby mi nagle zabrakło sił. "Power off" i jazda na rezerwie. Nic jej nie będzie, bo to nic aż tak poważnego, lekarze prowadzący, którzy się z nią kontaktowali, przewidywali takie jazdy. Nie zmienia to faktu, że strasznie się boję, boję się jak kilkuletnie dziecko, które stoi zagubione, płacze i krzyczy "mama... mama... mama..."

Mój ojciec
Mój ojciec to mój największy wróg. Ale nie tylko on jako postać, a raczej on jako wzorce, które mi wpoił, z nimi cały czas walczę i w zasadzie od samego początku tego dziennika zmagam się ze sobą o to, żeby być sobą, a nie jak on. Nie ukrywam, że boję się jakichś tam dresiarzy i innych czubków. Ale w porównaniu do tego co mam w głowie te wszystkie dresy, mafia, jacyś agenci CBŚ, terroryści z Al Kaidy czy Bóg jeden wie kto jeszcze są niczym. On, jak już pisałem, jako osoba mnie nie przeraża. Jego się nie boję. W zasadzie to mały człowiek niskich lotów. Dawno temu mu przebaczyłem (m.in. o tym będzie też temat w warsztatach) i wiecie co? Zobaczyłem w nim nie tylko oprawcę, ale i ofiarę. Fakt jest faktem, że już nie czuję wobec niego emocji negatywnych, jest mi obojętny. Jednak jutro po raz kolejny przyjdzie mi się zmierzyć z samym sobą... a tego boję się jak jasna cholera. Tej pustki, którą we mnie zostawił ten debil, tego spustoszenia. Bogu mogę tylko dziękować za to, że w tym całym PUA poszedłem tą cięższą drogą. Mój ojciec chciał śmierci mojej mamy. Były SBek, były ZOMOwiec, były policjant. Chciał, żeby umarła i wtedy on wyrzuciłby mnie i moją siostrę na bruk, śmiał się, że będziemy mieszkać pod mostem. Jednak nic z tego, mój superbohater (czyt. mama) się nie dała i wygraliśmy z tą łachudrą chyba niemalże wszystko co się dało. Niestety moja mama nie miała siły podczas rozwodu o to, żeby wywalczyć, że rozwodzą się z jego winy i odpuściła. Mądra decyzja, ale ja i tak do tego wrócę. Jak już będę miał dużo pieniędzy to będę targał go po sądach przez lata, dekady, ALE WYGRAMY! I dla tej jeb*nej satysfakcji zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby mama mogła dumnie wypiąć pierś i parsknąć na niego i te jego śmieszne gierki. Jutro z tym pajacem mam kolejną sprawę o alimenty, z których się połowicznie utrzymuję (książki, bilety miesięczne na studia i takie tam). Nie ukrywam, że już rok temu powinienem się obronić, ale życie mi się tak potoczyło, że nie dałem rady. To trochę niefajne uczucie, że to co sprawia, że jestem lepszy, jednocześnie mnie zabija. Chodzi o studia - bo ja chcę być doktorem socjologii, ale studiując nie mogę podjąć normalnej pracy. Myślę, że niedługo znajdę na to wyzwanie rozwiązanie. Niemniej jednak jutro czeka mnie kolejny dzień, w którym będę walczył o siebie ze swoimi największymi strachami. Wiem, że wygram, ale i tak się boję. Jestem trochę osłabiony na starcie, ale właśnie w takich momentach człowiek sprawdza ile tak naprawdę jest wart, więc w sumie to się cieszę. Możliwe, że jak będzie mnie drażnił przed samą rozprawą - jak to on ma w zwyczaju (chociaż od momentu, kiedy kiedyś [już po przemianach wewnętrznych] wystartowałem z nim na gały to zmiękły mu jaja i od tego momentu jak widzimy się na salach sądowych to już nie jest taki "hop do przodu") - to wyprostowany stanę naprzeciw niego (byłem niegdyś "niższy" przy nim, bo się garbiłem, ale od wspomnianego momentu to ja góruję) i mu powiem: "All you chumps are gonna bow when I whoop him. All of you! I know you got him, I know you've got him picked. But the man's in trouble. IMMA SHOW YOU HOW GREAT I AM!!!"

Chyba nigdy was o coś bardzo nie prosiłem, ale teraz to robię. Jeśli wierzycie w Boga to pomódlcie się... najpierw za mojego ojca, bo on tego potrzebuje najbardziej. Pomódlcie się też za moją mamę, bo chcę, żeby była zdrowa i żeby zdarzył się jakiś cud, żeby mogła zrezygnować ze swojej pracy, która ją wykańcza. Pomódlcie się za moją siostrę, bo to też wspaniała osoba i zasługuje na to nie mniej niż mama. I pomódlcie się za siebie, za ludzi (szczególnie tych złych), za świat. Za mnie się nie módlcie, ja sobie radę dam ;)!

I wiem o tym już teraz. Wiem jaki jestem silny i wiem ile jestem wstanie znieść. I nadejdzie taki dzień, że wszystkim niedowiarkom zamknę pyski i już nigdy żaden z nich nie będzie miał czelności we mnie wątpić.

Nadejdzie taki dzień, w którym wszystkim wam pokażę...

JAKI JESTEM WSPANIAŁY!

WSZYSTKIM WAM POKAŻĘ, ŻE JESTEM

POTĘŻNY PONAD MIARĘ!


Tak mi dopomóż Bóg,
Amen.

http://www.youtube.com/watch?v=OSYtQy9EqTA

"All you chumps are gonna bow when I whoop him. All of you! I know you got him, I know you've got him picked. But the man's in trouble. Imma show you how grat I am!"
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:06:22
przez smiler 2011-09-27, 16:13

Uff...

No i nie taki straszny Diabeł jak go malują. Po raz kolejny okazało się, że tak naprawdę nasze strachy kryją się tylko w naszych głowach. Do ojca podszedłem beznamiętnie. Próbował jakichś swoich "prowokacji", ale tym razem raptem raz.

Cała sprawa mojej bitwy z nim wyszła połowicznie na moją korzyść (chociaż on pewnie jest przekonany, że "wygrał"), więc w sumie jestem zadowolony. W ogóle... jakoś tak po całej tej wokandzie czuję się... lżejszy :).

Powoli zaczyna realizować się mój wielki plan. Mam nadzieję, że znajdę w sobie siły, żeby przede wszystkim posłuchać samego siebie, bo rady na warsztatach to ja daję fenomenalne, ale czasami zdarza mi się nie słuchać samego siebie :mrgreen: :lol: .

Czuję się oczyszczony emocjonalnie, a niedługo stanę się takim w pełni. Jestem w trakcie zrywania ostatniej nici z tym dziadziskiem, jak go określa moja mama :P, a czuję się w związku z tym naprawdę... wolny.

Muszę trochę odreagować (chociażby na tym forum) i ruszam w dalszą batalię z życiem. Znów silniejszy :)!

Pozmieniały mi się w ogóle poglądy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Wyplułem z siebie wiele i znów zacząłem pozytywnie patrzeć na kobiety, a szczególnie - na ludzi. Pewien okres w moim życiu właśnie się zamyka i w sumie jest mi przykro i cieszę się jednocześnie. Smutno - bo był to wspaniały moment mojego bytowania na tej planecie, cieszę się - bo właśnie w moje łapska trafia kolejna, być może jeszcze bardziej szalona, przygoda :).

Dziś mam imieniny :).

PS
Bardzo smuci mnie to, że nie miałem "taty", takiego emocjonalnego ojca z prawdziwego zdarzenia. To cholernie boli, gdy w najtrudniejszych momentach życia musisz sam siebie poklepywać po plecach i samemu dodawać sobie otuchy. Mój ojciec stracił kilka lat temu coś innego. Stracił możliwość powiedzenia z dumą: "Spójrzcie, to mój syn!", gdy już znajdę się na arenie. Zabieram mu to, bo to kim jestem zawdzięczam tylko sobie oraz moim bliskim i to ich w odpowiednim czasie wystawię na piedestał, gdy już wygram życie.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:22:08
przez Marcosik 2011-09-27, 17:19
Cytuj
Smiler widzę w Tobie wielką moc, wielki zapał i osobę, z której powinno brać się przykład ^^ Nie wiem czy wiesz, ale już od dawna motywujesz mnie do działania. Nawet najzwyklejszym postem :D Może to dziwne, ale tak jest ;]

Dziś chodziłem cały dzień podminowany... Lecz jak wszedłem na to forum i przeczytałem Twoje nowe posty, od razu zrobiło mi się lepiej ;]

Powodzenia!

Zapomniałbym! Wszystkiego Najlepszego :D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:22:26
przez smiler 2011-10-22, 22:09

Siema robale :mrgreen: !

U mnie ok. Piszę w zasadzie dlatego, że pojąłem kolejny etap siebie, a dokładniej - stosunki damsko męskie. Piszę, bo chcę to jak najszybciej wyrzucić z siebie!

Pamiętacie jak w ostatnim dużym poście napisałem: "Dla mężczyzn, w tym i dla mnie, kobiety to ku*wy."? No to wycofuję się z tego, dojrzałem.

Po prostu trafiło we mnie logiczne myślenie: skoro wśród tych wszystkich pajacy, sztucznych ludzi, hipsterów i gogusiów, wśród tych wszystkich męskich "laleczek" i bananowych dzieciaków uchowałem się taki ja i trafia się wielu innych kolesi, o których można powiedzieć, że są to po prostu "fajni goście"... to czemu tego samego nie można powiedzieć o kobietach?

Myślę, że generalizowanie to zło, które czasami jest nam potrzebne. Wierzę w kobiety. Wierzę w to, że gdzieś jeszcze na tym świecie są istoty, które chcą się kochać z mężczyznami ze względu na uczucia a nie jakiekolwiek korzyści. Wierzę, że są dziewuchy, które potrafią sobie powiedzieć "nie" i które łapią do tego świata dystans... że są laseczki, które czują się w klubach tak samo jak ja, gdy łapią obrzydzenie w stosunku do płci przeciwnej i niedowierzają, że tak się na tym świecie wszystko pojebało.

Czas wreszcie przestać obwiniać innych za swoje porażki. Ja już nie mam siły walczyć z tym światem o świat, wolę pomachać "szabelką" (bez skojarzeń ;-) ) dla osób, które tego chcą, np. warsztatowiczów programu OZDB. Nie oznacza to, że przestaję bić się o ludzi - o nie. Po prostu walka zmienia formę na bardziej przemyślaną. Zrozumiałem, że swoim zdenerwowaniem na świat nie jestem w stanie go zmienić, więc dałem sobie spokój i energię pożytkuję na co innego. Na co?

1. Jestem obecnie na siebie zły, bo nie udało mi się schudnąć. To moje już 3 podejście w tym roku i bez efektu. Myślę, że niedługo otworzę program "Od grubaska to ciastka", lol. Wiecie - coś w stylu "Byłem pączek, jestem ciacho", itd. Ej... to nie głupi pomysł jest. Muszę to rozważyć na poważnie. Póki co - waga w miejscu, a cała poprzednia dieta na tle wydarzeń obecnych to czysta porażka :(. Nic to - muszę się zreorganizować i podjąć kolejną próbę.

2. Wpadł mi do głowy kolejny genialny pomysł w związku z moją karierą zawodową, ale pochwalę się o tym w odpowiednim momencie ;)!

3. Postanowiłem już, że piszę książkę i basta. Zbieram materiały i zrobię coś naprawdę niepowtarzalnego.

4. Już prawie-prawie skończyłem magisterkę. W ciągu dwóch miesięcy przy moim nazwisku pojawią się magiczne trzy literki ;)! Studia to obecnie mój priorytet.

5. Dziś wkręciłem się w NLS i chcę sobie pośmigać po mieście i potrenować, jak za dawnych dobrych czasów.

6. Kobiety zaczynają się koło mnie kręcić. Czas rozpocząć sezon!

7. Mam taaaki wypasiony materiał na kolejne warsztaty, że będziecie mnie tak zachwalać, że chyba zmienię nicka na "Super S" :)!

8. Podskoczyłem kilka poziomów wyżej w tworzeniu relacji międzyludzkich. Historia jest długa, ale wreszcie zobaczyłem, że to o czym pisze m.in. Covey lub Fisher ("Dochodząc do tak") to nie bajki. Będę miał rewelacyjne historie do opisania w swojej książce i warsztatach ;)!

9. Więcej we mnie Boga... i siebie.

Generalnie jednak... Idzie czas zbiorów. Wierzę w to bardzo, czas nadchodzi... Nadchodzi jakiś mój związek, nadchodzi kasa... To już zacznie się w tym roku. Pamiętacie jak o tym pisałem jeszcze niedawno? Dziś już wiem, że gdy się obronię to rozpocznie się nowy etap. Czuję to w swoich trzewiach. Przewidziałem sam siebie ze 100% skutecznością :).

PS
Sory za chaos, ale po prostu pisałem.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:25:56
przez smiler 2011-11-14, 00:24

GRUBA RYBA

Dawno się nie odzywałem, a myślę, że warto! Jakiś czas temu w kilku tematach zapostowałem, że szykuję coś dużego. I rzeczywiście! Z grupą naprawdę wspaniałych osób szykujemy dużą bombę. Będzie naprawdę super, bo pomysłów mamy w bród. Nie zdradzam na razie szczegółów, ale napiszę, że:
- wychodzimy naprzeciw potrzeb stworzenia miejsca dla normalnych facetów, którzy nie chcą się bawić w żadne PUA, a po prostu wiedzieć jak poznać fajną dziewczynę, umieć z nią być i się rozwijać;
- miejsca, w którym naprawdę będzie się coś działo, albowiem interaktywny udział użytkowników będzie stanowił podstawę działania tej bajeczki;
- premiera pierwszej części zapowiedziana jest w formie prezentu na Mikołajki (czyli 6 grudnia) ;)!

Jesteśmy co prawda dopiero w fazie testów i uczymy się pewnych kwestii od podstaw, ale myślę, że na 06.12.2011 r. spokojnie się wyrobimy.

Expect us!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:26:17
przez larson6394 2011-11-14, 01:50
Cytuj
Jedyne co mnie trzyma przy tym forum, to właśnie ta Twoja koncepcja tych warsztatów smiler, po raz kolejny życzę powodzenia i czekam z niecierpliwością ;).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:26:56
przez Hunter2321 2011-12-06, 06:42
Cytuj
Bardzo miło że kolejne projekty realizujesz ;D Ale w głowie mam pytanie - czy warsztaty "Od zera bohatera" to jest wiedza ułożona w taki sposób aby się nie zniechęcić i zaczynać od podstaw, a projekt "Żyj więcej" to jest ta sama wiedza tylko zebrana "hurtowo" ?

A może te projekty będą poruszały zupełnie inne dziedziny wiedzy ?
I kiedy w końcu wyjdzie "Poznawać, rozumieć i czuć siebie" ? :D Szczerze mówiąc to czytając Twój dziennik myślałem że na mikołajki podarujesz nam premierę, ale jak widać lubisz zaskakiwać :-)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:27:16
przez smiler 2011-12-06, 10:37

Warsztaty Od Zera Do Bohatera (OZDB) to warsztaty samorozwoju i basta. Na tych warsztatach dostaniecie kompleksową wiedzę podstaw, aby wiedzieć jak się rozwijać, co ze sobą zrobić i jak to wszystko działa.

Ale gdy już zaczniesz się zastanawiać, w którym kierunku chcesz się rozwijać i gdzie zmierzać... to pojawia się serwis ŻyjWięcej.pl (możecie wpisać z polskimi znakami, przeniesie was na właściwą witrynę). Nie da on wielu odpowiedzi, ale zada bardzo dużo pytań.

OZDB to warsztaty, które mają skończoną formułę, Żyj Więcej! (ŻW!) nie. Na OZDB znajdziesz dużo wiedzy - czyli badań naukowych, spostrzeżeń, czystego samorozwoju. Na ŻW! znajdziesz masę mądrości - czyli tego jak tą wiedzę wykorzystać.

ŻW! to przede wszystkim nasz blog (nasz = Bractwa IOI). Na tym blogu znajdziesz przemyślenia, newsy ze świata samorozwoju, motywujące filmiki i klimat, który ma cię zachęcić do ruszenia dupska... a nadto recenzje książek z zakresu samorozwoju. Książek, których nawet ja na OZDB nie poruszę ;).

No i najważniejsza kwestia! OZDB to ja. Smiler. Solowy projekt. ŻW! to obecnie: III, aple4, cezar167, Ghostface, Gimmick, hideszoti, kodzak, lomnica, lucas1988, Lucjusz, Mmefisto, shaddy, Slaan, St.Anger, Thinker, Zorro... i każdy ma sto pomysłów na minutę ;)!

Myślę, że jak przeczytasz opis Idei na naszej stronce to wszystko stanie się jasne!

Czy będą tam arty z OZDB? Jasne, że tak! Nie każdy przecież bierze udział w warsztatach, a chciałby poczytać na temat samorozwoju. Postaram się jednak wrzucać materiał z wyprzedzeniem, czyli na ŻW! będzie zazwyczaj to co w OZDB DOPIERO się pojawi :).

A co do samych warsztatów to mówię wprost: Jestem na nie nagrzany JESZCZE BARDZIEJ... zwłaszcza jak słucham utworu F+t M "Cosmic Love", który to utwór jest w filmie na głównej w newsie oficjalnego startu. Nie zapomniałem o nich, nie.

No i niespodzianka... Pierwsze warsztaty po przerwie pojawią się jeszcze przed premierą forum ŻW, czyli przed 20.06. ... dziś wyciągam mikrofon.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:27:46
przez smiler 2011-12-07, 00:44

FENOMENALNY DZIEŃ!

Słuchajcie, mam dzisiaj naprawdę świetny dzień. Opiszę go w skrócie, idąc do najważniejszego! Rano, oczywiście, premiera ŻW! Coś, co sprawiło, że jestem 100 razy bardziej szczęśliwym człowiekiem. Niesamowita ekipa, niesamowite pomysły i - co nas odróżnia - świadomość tego, że autentycznie działamy.

TERAZ!

Wracam sobie z siostrą i ziąkami do domu po koncercie Rihanny (lans), wchodzimy do McDonalda, bo skusiło nas na niezdrowe i... moja siostra nagle pyta się mnie:
- Ej, a tam nie siedzi czasem Michał (Marcin?) Szpak?
Nie obczaiłem o kogo chodzi (to ten pedał-modniś z tych "Tańców z Gwiazdami" i innych gówien), po chwili jednak dostrzegłem ciemne, falowane włosy, posturę i ubiór kobiety i "męską twarz". Chwilę się pogibałem przy kasie, podszedłem do niego, dosiadłem się do stolika (był chyba z mamą) i rzekłem w te oto słowa:
- Michał Szpak? (potwierdził) Wiesz, chciałem ci powiedzieć, że jesteś straszną celebrytką i to co robisz jest żałosne. Bardzo mi szkoda tego, że muszę oglądać takie "coś" w mediach. Chciałbym, żebyś wiedział, że prawdziwa sztuka obroni się sama.
- (Trochę zaskoczony i zdegustowany odpowiedział, żebym mu dał spokój) Tak jest.
- Jesteś straszną celebrytką. Miałeś śpiewać, a tańczysz w jakichś programach.

I TERAZ!

Pojawia się pytanie dlaczego Smiler to zrobił?!

Żeby poczuć się lepiej? W sensie łamania schematów społecznych - tak. Żeby mu dokuczyć - nie, nie jestem osobą, która musi budować swoje samopoczucie na krzywdzie innych. Chodziło mi o to, żeby te "oficjalne" gwiazdki miały świadomość, że prawdziwa sztuka drzemie pod tą sztuczną kopułą miasta. Za kilka lat będę żył ze świadomością, że temu całemu plastikowemu światu, tej papce medialnej (której Szpak jest częścią) wbiłem tycieńką spileczkę.

Może niewiele.

Ale zawsze coś!

Dlatego z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić wszystkich tych, którzy czują. Którzy żyją. Którzy są prawdziwi i wiedzą, że życie to coś więcej niż wystawienie się na pokaz ku uciesze gawiedzi!

PS
Niestety... ale moi kumple nie chcieli mi zrobić fotki z Michaszkiem... A szkoda, trafiłaby do mojego pudła z pamiątkami i pokazałbym kiedyś dzieciom :).
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:28:17
przez St.Anger 2011-12-08, 00:49
Cytuj
Szpak ? Też jej nie lubie za wygląd i ogólną prezencje, ale trzeba jej przyznać, że głos ma przyzwoity i tego jej gratuluję. Robi mi się źle jak [go] widzę, ale gdy [go] słucham to jest w porządku. Nie kupiłbym [jego] płyty bo szału nie ma, pomijając fakt, że nie ma własnych utworów. Powinien się skupić na produkcji, ale słyszałem, że chce to zrobić w krainie Hamburgerów gdzie jak to określił ; będą go szanować za wygląd i za to co tworzy. Zobaczymy. Życzę mu powodzenia w swojej karierze, a jednocześnie milej by było jakby pozwolił swojemu kutasowi oddychać bo jak mniemam jego wacław się nieźle męczy w takim stroju.

Szkoda, że nie masz fotki ! Jeszcze jakby zapozowował po kobiecemu to ... :mrgreen: Smiler i jego laska :mrgreen:
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:37:45
przez smiler 2011-12-20, 19:06

TEMAT: MAGISTER SMILER!

No to niespodzianka taka dla mnie jest, że mała głowa.

Ja - magister :D!

Ludzie, trzymajcie krzesła - jestem historykiem ;)!

Obrona przebiegała bardzo miło i sympatycznie. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie rozegrał tego w nietypowy sposób, więc członkowie komisji otrzymali ode mnie w prezencie zamiast kwiatów... MISIE ;D! Mój promotor - największego, recenzent i przewodniczący komisji - po mniejszym. Misie były strasznie słodkie - dadzą je swoim dzieciom lub wnuczkom, a kwiatki by zwiędły. Żebyście widzieli minę tych poważnych facetów w z tytułami "prof." przed nazwiskiem, gdy je zobaczyli - momentalnie zamienili się w dzieci :P :
- Świetny pomysł panie Damianie.
albo:
- No nie spodziewałem się.
tudzież:
- Kapitalne/słodkie.

Sprawiłem sobie najlepszy prezent na Gwiazdkę, jaki się dało - wykształcenie wyższe. I a'propos wykształcenia wyższego, przypominają mi się słowa mojej konstytucji osobistej:

"Jestem magistrem historii i doktorem socjologii,
moja wiedza znana jest całego świata populacji."

Zobaczcie jak silnie to wpływa na podświadomość. Wiedząc, że osiągnąłem ten cel, który sobie założyłem, wiem, że mogę spokojnie osiągnąć kolejne i kolejne!

Ta praca była i jest dla mnie kamieniem milowym w kwestiach związanych z samodyscypliną. Bardzo wiele się dzięki temu nauczyłem i uwierzcie mi - słowa światowych autorytetów z dziedziny samorealizacji nabrały teraz zupełnie innego i nowego znaczenia!



Trochę z innej beczki...

Chciałbym poinformować, że dzisiaj, to jest 20.12.2011 r., o godzinie 20:12 oficjalnie rusza działalność forum Żyj Więcej ;)! Cieszy mnie to niesamowicie i zachęcam do tego, aby się logować. W związku z tym halo związanym z projektem "Żyj Więcej!" mój dziennik stał się na dłuższą chwilę swego rodzaju reklamą. Nie odpowiada mi to i jednocześnie zmusza mnie do pewnych przemyśleń.

Postawiłem sobie pytanie: Kiedy zamknę dziennik?

Wiecznie nie mam go zamiaru prowadzić. Zresztą trochę spadło ze mnie pary typowo "Smilerowej", jeśli wiecie o co mi chodzi? Z Sugarbabe o tym pisaliśmy kilka linijek na PW i stwierdzam, zainspirowany jej wypowiedzią, że ten "wczesny Smiler" podoba mi się najbardziej :). Te wpisy, gdy szukałem siebie.

Już znalazłem.

Wiem kim jestem.

Takie prawo siewu i zbioru w pigułce:
1. Siejesz.
2. Dbasz.
3. Zbierasz.

Mój dziennik jest właśnie tym wszystkim:
1. Siejesz - odnajdź siebie (to już mam za sobą).
2. Dbasz - pielęgnuj siebie (w trakcie).
3. Zbierasz... owoce swoich trudów (przyszłość).

Gdy ja zbiorę owoce swojej pracy - wygram życie, to zamknę ten dziennik. Będzie to wtedy, gdy schudnę, założę te swoje firmy, będę z kobietą (swego życia?), osiągnę kilka pobocznych celów i klikając "zamknij" będę miał pełną świadomość, że ten dziennik będzie sztampowym przykładem tego, że można osiągnąć naprawdę wszystko nie mając nic (a szczególnie - nie mając wiary w siebie).

PS
Kto wie - może co jakiś czas, np. raz na rok lub dwa lata, kliknę małego posta. To byłoby moim marzeniem - takich kilka epilogów... już widzę nazwę tego tematu: "TEMAT: TATA SMILER!!!"... Oja! Sikałbym ze szczęścia ;D!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:38:06
przez smiler 2012-02-03, 13:16

TEMAT: 2011 - PODSUMOWANIE

Człowiek uczy się na błędach... więc po 2011 to ja naprawdę mam się czego uczyć!

SPIS TREŚCI:
1. Wstęp
2. Cztery elementy
...2.1. Duch
...2.2. Umysł
...2.3. Serce
...2.4. Ciało
3. Tożsamości
...3.1. Ja
...3.2. Lider (OZDB, 7eaders.com)
...3.3. Sportowiec
...3.4. Intelektualista (m.in. książkowe postanowienie)
...3.5. Partner/Uwodziciel
...3.6. Brat/Syn/Rodzina
...3.7. Przyjaciel (Bractwo IOI i Żyj Więcej!)
...3.8. Stosunek do świata
...3.9. Materialność
4. Życie
...4.1. Łowca emocji
...4.2. Literatura
...4.3. Wydarzenia i koncerty
...4.4. Muzyka
...4.5. Kinematografia
...4.6. Teatr i przedstawienia
5. Omówienie założeń z poprzedniego roku
6. Podsumowanie




1. Wstęp
Nie jest dobrze, a co więcej - jest nawet źle... tak przynajmniej lubię sobie wmawiać, albowiem, gdyby spojrzeć na to z szerszej perspektywy - wygrywam. Dlaczego tak dwuznacznie? Albowiem osiągnąłem poziom, w którym nawet przegrywanie jest dla mnie pozytywnym doświadczeniem, na podstawie którego się uczę. Nie mam jakoś emocji do pisania tego postu, ale muszę się wywiązać ze zobowiązania złożonego samemu sobie... poza tym chcę wywalić z siebie kila spraw.

Wiele się działo, ale powinno dziać się jeszcze więcej. Po części czuję się niespełniony, zatrzymany i w jakiś dziwny sposób powstrzymany. Jestem, w stosunku do większości moich wiekowych rówieśników (a mam 25 lat) trochę... opóźniony. Pisałem o tym kiedyś:
- jedni bzykali panienki, a ja się patrzyłem jak ucieka mi życie,
- inni podjeżdżali autem pod szkoły, ja nie miałem nawet szansy wsiąść za kółko,
- kolejni mieli świetne wyjście do dziewczyn, ja musiałem sobie sam je zdobyć... sparzyć się tysiące razy.
Fakt jest jeden - życie to walka długodystansowa i dzisiaj widzę, że już się prawie ze wszystkimi równam, a niedługo zacznę ich naprawdę znacznie wyprzedzać. W rozwoju emocjonalnym i intelektualnym są już dawno w tyle, ale pewne kwestie życia to dla mnie nadal świat pełen magii.

Gadanie, gadaniem. Do rzeczy.

2. Cztery elementy
2.1. Duch
Moja dusza ostatnimi czasami jest strasznie niespokojna. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami, które pojawią się w dalszej części posta... Albo ujmę to inaczej - moje ciało nie jest ostatnio dobrym mieszkaniem dla mojej duszy... Ku*wa, co tu dużo gadać - jestem na dnie, więc nie spodziewajmy się fajerwerków.

Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się... dojrzały. Nawet ostatnio zacząłem się modlić (pod wpływem lektury "Jak przestać się martwić i zacząć żyć") i zaczęło mi z tym być dobrze, poważnie. Nadal mam czasami małego "focha" na Boga, ale mogę powiedzieć, że jest mi do niego znacznie bliżej i chowam ten wojenny topór w stosunku do świata. Wolę swój bunt przeciwstawić wszędobylskiemu złu (np. choremu systemowi, który z taką radością klaszcze za wprowadzeniem ACTA). Zaczynam być... wojownikiem Boga. To trochę tak, jakbym zaczynał rozumieć istotę życia.

Dobra, ku*wa :mrgreen: !

Wiem jak to brzmi.

Nie, poważnie. Wiem.

Ale tak jakoś po prostu jest. Przemiana? Mam takie wrażenie, że im więcej widzę świata, tym bardziej daję duszy ulżyć... to trochę tak, jakby każde nowe doświadczenie/myśl/uczucie, uwalniało ją z cielesnych pęt. Cieszy mnie to.

2.2. Umysł
Uspokoiłem się. Poznałem swoją wartość intelektualną. Charakter (o czym za chwilę) tak mi podskoczył, że popchnął umysł i... WODOSPAD MYŚLI... Dawno nie czułem się taki twórczy (szczególnie podczas procesu tworzenia OZDB; jeśli ktoś wie co to znaczy przeżywać "flow" [zwany również synergią], niech wie, że przeżyłem go w ciągu kilku miesięcy kilka razy [raz tak naprawdę długo, trwał chyba z miesiąc!!!]). Cała wiedza, którą pochłonąłem, przemawia przeze mnie.

Nie potrafię wam np. wytłumaczyć dokładnie danego zjawiska społecznego (o których uczę się na studiach), ale za to potrafię się w nim zachować. Nie tylko rozumiem świat, ale go czuję.

Jestem bardzo bystry. Urosłem. Rozumiem więcej. Jestem zdolny analizować większą ilość bodźców, która napływa do mnie ze świata. Rzeczywistość cieszy, a przy okazji jestem momentami tak strasznie poza nią. Tak daleko. Matrix, poważnie.

Staram się dużo czytać, prowadzę momentami konstruktywne dyskusje (z ludźmi i samym sobą), wyobraźnia w moim życiu zaczęła odgrywać jeszcze większą rolę. Czuję się zajeb*stym. Tyle w temacie 8-).

2.3. Serce
Charakter to +100 do lansu :-o ! Teraz dopiero rozumiem jak emocje wpływają na człowieka! Jestem ich narkomanem (matka wie, że ćpiesz Obrazek?). Przepływają przeze mnie taką ilością, że "zachorowałem" na transgresję. Jak nie przesłucham nowej płyty, nie obejrzę nowego filmu, jak nie przeczytam czegoś ciekawego, jak nie doświadczę na nowym poziomie - zdycham. W tym momencie nierobienie nic jest dla mnie śmiercią. Dziwi mnie to, że ludzie tak po prostu potrafią bytować. Nie uznaję ich w ogóle za istoty żywe, ale za zombie, roboty.

Wszystko strasznie szybko mi się nudzi.

Potrzebuję coraz więcej wszystkiego, świat nie jest w stanie mnie zaspokoić. Boję się, gdzie mnie to pociągnie. Pamiętam jak pisałem pierwsze posty w tym dzienniku, też się zastanawiałem dokąd to wszystko mnie doprowadzi, bo z tygodnia na tydzień jest lepiej. No i masz ci los - najwidoczniej nigdy w życiu się nie dowiem, bo ciągle na jednorożcu będę ganiał skrzata z końca tęczy :mrgreen: :lol:

A tak swoją drogą, pragnę żebyś wiedział, czytelniku, że nie jestem pijany ani naćpany, gdy to piszę ;)! Czytam to co piszę i wiem jak brzmię :*

2.4. Ciało
Dobra... Se posłodziliśmy teraz od groma i cieszy nasz to wszystko, ale czas na opis klęsk - przecież bez tego w ogóle by mnie nie było, nie?!

No to...

Przytyłem :oops:

Jak bardzo?

Wystarczy, że powiem, że wróciłem do punktu wyjścia i dostałem bonus :P! Znów ważę powyżej 100kg, ALE teraz mam to w nosie... Jakoś nie przejmuję się tym jak kiedyś. Może inaczej - idąc na randkę nie mam w głowie myśli, które towarzyszyły mi jeszcze kilka lat temu ("Japierdziele, ale jestem gruby, pewnie dziewczyna się mną brzydzi", itd.). Poza tym wymyśliłem genialny pomysł jak obrócić moją porażkę w zwycięstwo ;D.

Zbieram się do odchudzania kolejny miesiąc, ale nie mam już psychicznych sił. Wiem, że muszę po prostu odpuścić i że... wyleczy mnie to. To wszystko siedzi w mojej głowie. Muszę koniecznie złapać siebie w jakieś ramy diety, bo nie wytrzymam.

Za to z pozytywów - wiem, że chudnięcie to przede wszystkim dieta. Pamiętam, jak byłem na Dukanie to w pierwszym etapie chudłem, a nawet nie ćwiczyłem. Rzeźnia na siłce i bieżni bez diety to głupota. To już wiem. Wiem również to, że jak nie jadam regularnie, włącza mi się "wpierd*lator" i żrę za dwóch :P. Przy regularnych posiłkach kończę ok. 19 i jest spokój.

Wiem, że brzmi to trywialnie, ale to naprawdę potężna mądrość (przynajmniej dla mnie).



3. Tożsamości
3.1. Ja
"Ja to ja to jasne jak 2 x 2" jak to sobie śpiewał Gutek z PFK. Zmieniłem się. Ciągle ten sam Smiler, równie poje*any, ale mimo wszystko inny. Jak już pisałem - więcej doświadczyłem i "urosłem" we wszystkich aspektach. To naprawdę wspaniałe uczucie.

Jestem jeszcze bardziej sobą, jeszcze więcej brudów w sobie odkryłem, kilka z siebie wypłukałem (m.in. nienawiść do ojca zamieniłem na... współczucie). Poznaję swoją wartość, a to ma diametralny wpływ na moje otoczenie. Dlaczego?

Otóż człowiek, który siebie zna ma niebagatelny wpływ na system, który w zamian go nienawidzi. Dzieje się tak dlatego, że taka osoba - dzięki temu, że zna swoją wartość - ocenia i żyje według swojego własnego "widzimisię" a nie wymuszanych zachowań społecznych. Oznacza to ni mniej ni więcej to, że jak mi się coś nie podoba to mówię sobie "pierd*lę i ch*j", strzelam focha odwracam się na pięcie i odchodzę. Ludzi to strasznie irytuje... a kobiety przyciąga. JAK MI Z TYM DOBRZE! NIE JESTEM UZALEŻNIONY OD CZYJEGOKOLWIEK ZDANIA, RADY, ALBO OPINII! Wiem kim jestem i mam tak kom-ple-tnie-wy-je-ba-ne, że mała głowa.

UPAJAM SIĘ TYM, poważnie.

Panowla! Spójrzcie na moje posty, na moją drogę, na to, kim (tutaj) jestem i jak się rozwijałem. Droga do kobiet (czyt. dup) jest tylko w samodoskonaleniu. A samodoskonalenie to droga do siebie (i przede wszystkim Boga - ale to moja prywatna opinia). Dajcie sobie spokój z tymi zakłamanymi drogowskazami, nie warto, naprawdę! Zamiast szukać kobiet, zacznijcie szukać siebie! Świat jest zbyt piękny, żeby go ot tak, po prostu... przeoczyć :(.

3.2. Lider
Na punkcie zawodowym (i liderskim) mam różne notowania - upadki i wzloty... i tak na przemian.

Definitywnie największym sukcesem w 2011 r., jeśli chodzi o bycie liderem, jest rozpoczęcie swoich własnych warsztatów samorozwoju. Bardzo mnie to ciszy, że mogę dla ludzi pisać i że tego autentycznie słuchają. Piszecie do mnie maile, dziękujecie, pytacie się o więcej i o daty kolejnych premier płyt. Kurcze - nie wiedziałem, że jesteście tak łasi wiedzy :). Warsztaty OZDB są dla mnie o tyle istotne, albowiem - aż wstyd się przyznać - są jednym z niewielu miejsc w przestrzeni społecznej, w której mogę być absolutnie sobą, niezależnie od opinii. Nie robię tego dla kasy, albo sławy... ale dla siebie i słuchaczy. Bluźnię jak chcę, wzruszam siebie i innych, gdy mam ochotę, gram muzę, jaką lubię, sprzedaję za bezcen kawałki wiedzy. Pragnę rozwoju. Po prostu - to jest ten moment, w którym już pochłanianie wiedzy nie wystarcza i muszę się nią dzielić.

Inny sukces, który odnotowałem, to postanowienie o wyborze swojej ścieżki zawodowej. Wiem już, że będę miał swoje firmy i już nawet zacząłem działać w tym temacie. Na początku chciałem być trenerem samorozwoju, ale zrozumiałem, że nie mam "fejmu", a nie mam go zamiaru tworzyć sztucznie. Co więcej - wiem, że gdybym miał się utrzymywać z coachingu, szybko by mi się to znudziło, a cała pasja, jaką czerpię z samorozwoju, straciłaby na mocy. Po krótkim czasie odeszliby klienci i wszystko obróciłoby się w perzynę. Nie kręci mnie to, więc sobie daję spokój z rozkręcaniem takiego interesu jako start zawodowy. Nie zmienia to faktu, że coaching ma być moim wsparciem i jako taki już egzystuje - 7eaders.com ("7" to odwrócone "L" - sam domyśl się dlaczego ;) ). Mam opracowany plan i zaczynam działać w liceach ogólnokształcących. Nie mam zamiaru na razie brać za rozwój kasy, wolę na starcie robić to z czystej chęci nauczania (bardzo to lubię)... Moim celem jest stworzenie warsztatów samodoskonalenia dla młodzieży w domu kultury (oczywiście jak pojawią się osoby starsze to też super). Cel jest prostu - w ciągu 10 lat mam swoje firmy/jestem uznanym managerem, a jako dodatek do kariery piszę świetne książki i robię show samorozwojowe. Finalnie dzięki pracy mam zaplecze finansowe, więc nie jestem zobligowany robić warsztatów na siłę, a to sprawia, że robię to z chęci rozwoju i czystej pasji - dokładnie tak jak teraz. Bosko

Obecnie postanowiłem się ustatkować chociaż na jakiś czas. Postanowiłem, że znajdę stałą pracę. Nie taką jak do tej pory, ale taką od 8-16. Chcę. Muszę? Mam ochotę! Chciałbym zdobyć doświadczenie zawodowe, przecież marzy mi się bycie doktorantem na socjologii (organizacja i zarządzanie), więc muszę móc być dla studentów adekwatny do nauki - wypada być managerem :). Poza tym przepracowałem swoje jako instruktor nauki jazdy i BARDZO mi się to podoba. Naprawdę! Bycie nauczycielem to moje powołanie! Nigdzie nie będziecie mieli szansy zobaczyć jak ktoś robi postępy tak szybko dzięki wam, waszej cierpliwości i poświęceniu, niż na "L". Już nawet się nie denerwuję na ludzi :). Nauczyłem się empatii i dowiedziałem bardzo dużo o sobie.

3.3. Sportowiec
Tutaj też klapa. Nie odnotowałem znacznych postępów jako sportowiec w tym roku. W zasadzie to tylko po raz kolejny skonfrontowałem siebie z faktem, że w głębi ducha jestem tylko... sezonowcem. W lato haruję jak świnia, ale w zimę odwalam lipę jak krowa :(.

Nie zrealizowałem się sportowo. Nie zrobiłem nic odkrywczego, nic nowatorskiego. Kicha.

Trochę se tam pobiegałem i pojeździłem na rowerze, ale co to jest w ogóle? Kpina ze mnie samego. Czasami już nie mam dla siebie sił. Potrzebuję wiary, że uda mi się zrzucić (PO RAZ KOLEJNY) zbędne kilogramy. Wiem, że 2011 nauczył mnie, że coś zdobyć to jedno... a utrzymać - drugie. Teraz już wiem, że jak TERAZ schudnę JUŻ NIGDY nie pozwolę sobie się roztyć... W tym roku mam zamiar być dla siebie najgorszym faszystą, jeśli chodzi o diety i treningi!!!

3.4. Intelektualisa
No... Smilerek w swojej formie. Przede wszystkim udało mi się obronić moje magisterium. Szczycę się tym i lansuję, gdzie tylko się da! JA! JA MAGISTREM! OJAPIERDZIELE! To jest dopiero motyw 8-). Nie no, ale na poważnie - praca oceniona na "5", obrona (formalność) to samo. Bardzo się cieszę. Teraz tylko czekam na dyplom, myślę, że jeszcze w lutym powinienem go zobaczyć.

Kolejny sukces - dostałem się na socjologię, na kolejny rok. Brnę ostro, żeby zrealizować swój wspomniany już cel (tytuł doktora). Poza tym wpadłem na (dla mnie) genialny pomysł na pracę magisterską, który:
- zapewni mi staż na UŁ już jako doktor,
- zapewni mi wiedzę, która przyda mi się jako przyszłemu trenerowi samorozwoju w BARDZO konkretnym przypadku (szkolenie jednostek specjalnych).
Nie zdradzę wam jednak jaki będzie temat, bo jeszcze mi nie wypali, a poza tym muszę się udać na konsultacje z kilkoma osobami z konkretnych katedr na socjologii, żeby zobaczyć czy to ma sens.

Postanowione jest również to, że piszę książkę... a w zasadzie książki. Ta, którą zajmę się w tym roku, będzie związana z PUA i mam zamiar wnieść nowe światełko dla ludzi, którzy chcą się rozwijać, a są otoczeni tym, czym PUA jest dzisiaj i - podobnie jak ja - mają tego dosyć. Kiedyś już o tym pisałem, ale teraz biorę się na to naprawdę na serio. Mam już nawet spis treści napisany i przygotowaną tematykę pod każdy rozdział. Śmignięcie książki z pamięci nie stanowiłoby dla mnie teraz problemu, ale chcę to ugryźć w bardziej naukowy sposób (coś a'la Ridley, Dawkins, Goleman i Covey razem wzięci :P).

3.5. Partner/Uwodziciel
No... to tutaj przeżyłem ostry fuckfest, bo rozstałem się z Dominiką. Wypłakiwałem się o tym na tym forum już jakiś czas temu. Nie ukrywam, że było to dla mnie bardzo ciężkie, ale dzięki temu, że nie blokowałem tego uczucia i pozwoliłem sobie "płynąć" - po prostu dałem radę :). Dodatkowo samoświadomość tego, że to nowe - i nieznane w skali emocje - aż mną kręciło, bo jarałem się tym, że cierpię... autentycznie (bo to nowa emocja, dawno nieprzeżywana... anieważne!). Jest to kolejny epizod do kolekcji życia! Dodatkowo - gdy cierpiałem, miałem świadomość, że życie jako takie nadal jest przede mną - nastrajało to moje myśli na lepsze dni w tle mojej głowy.

Poza tym, ni stąd ni zowąd, w moim życiu znów pojawiła się tajemnicza istotka zwana Agatką. Kiedyś już o niej pisałem, daaawno temu i pewnie tylko najstarsi górale na tym forum pamiętają mój tekst o tym, że "bycie prawdziwym PUA to bycie snajperem" (którym swoją drogą wygrałem konkurs na najlepszy tekst na tym forum 8-) ). Zaczęliśmy się znów spotykać, ostatnio nawet przygasiła mój żar, gdy poprosiłem ją o bycie moją kobietą, ale nie zdyskredytowała. To ciężka sztuka... inne niż wszystkie! Ma gust, lubi czytać, artystyczna dusza, wredna z natury ( :roll: :oops: :-> ), inteligentna, bystra, ma klasę, wie czego chce i jest śliczna. A tak wyglądamy razem, gdy jeździmy na łyżwach :mrgreen: - klik.

Niedługo zrobię se z niej swoją kobietę i będę arcyszczęśliwy, bo naprawdę chcę czegoś stałego, opoki na przyszłość, wiary w świat i w ogóle... marzą mi się dzieciaki, domek, podróże i takie typowe bzdety starego, nudnego i schematycznego dziada :-> :-> :->! Marzy mi się rodzina, bo sam nigdy pełnej nie miałem. Nie miałem taty, więc sam będę rewelacyjnym tatusiem :).

3.6. Brat/Syn/Rodzina
Duży postęp w zasadzie w końcówce roku i obecnie. W związku z tym, że szukam w sobie samych pozytywów, obdarzam akceptacją i miłością - mam ją dla innych. Stąd moje przypadkowe smsy do siostry o tym, że ją kocham. Stąd też mówię mamie, że jest wspaniała i że ją też kocham. Wczoraj nawet mówiłem jej jaką to dla mnie jest bohaterką i się popłakałem. I stąd też wiadomości na forum ŻW! jak to się nie cieszę, że jest tam Bractwo IOI.

Rodzinę mam super. Czasami za dużo od nich wymagam, ale na brak miłości ze strony mamy i siostry nie mogę narzekać! To mnie cieszy!

2011 r. był dla mnie również bardzo ważnym rokiem, albowiem udało mi się spotkać mojego brata :). Ma na imię Konrad i ma obecnie 19 lat. To nie tylko bratnia dusza, to po prostu mój młodszy brat, którego nigdy nie miałem. Jest to osoba, która pisze pod pseudonimem Thinker na forum ŻW!, a poznaliśmy się właśnie na naszym pierwszym zjeździe. Chłopak mi naprawdę imponuje! Życie tak mu dosrało, że dziwię się (i podziwiam go za to!), że jeszcze żyje. Co więcej! MA SIĘ NAPRAWDĘ ŚWIETNIE I ELEGANCKO SOBIE RADZI! Niesamowicie dojrzały charakter, w wielu kwestiach (pomimo wieku) jest dla mnie autorytetem). Poza tym co tu dużo gadać - jest świetnym kolesiem!

3.7. Przyjaciel
Największy sukces, o czym już pisałem na łamach tego dziennika, to powstanie Bractwa IOI. Dzięki temu, że wyselekcjonowana grupa osób miała szansę rozpędzić swoją kreatywność, powstał portal zyjwiecej.pl oraz jego forum. Nie będę tutaj robił reklamy, bo już wystarczająco jej było... a i ja obiecałem Piotrkowi (administratorowi), że się uspokoję, bo rzeczywiście w niektórych momentach byłem z tym wszystkim zbyt nachalny i chamski.

To naprawdę głupie w dzisiejszych czasach, że jedyną możliwością, żeby otworzyć pysk do ludzi z rozumiem pod czaszką, to klepać w klawiaturę. Tak mi znajomych wykruszyło, że teraz ich zostało raptem kilku.

Mam kilku przyjaciół i IOI, wszystko.

W tym kontekście niezbyt dobry rok. Chociaż odnowienie przyjaźni z pewnym Mikołajem i Łukaszem W. wspominam jak najbardziej pozytywnie! Z nimi związany jest również sylwester, a na nim poznałem bardzo pozytywną osobę o pseudonimie "Smolar", który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ziomek jest na maksa wkręcony w hiphop kulturę i pokazał mi ją z zupełnie innej strony, tak, że aż mi się oczy zaświeciły :). Na imprezie do 9 nad ranem jaraliśmy blunty i słuchaliśmy rapu. Żyć nie umierać. Mam nadzieję, że ten rok będzie bardziej obfity w nowe i interesujące znajomości!

3.8. Stosunek do świata
Zmienił się. Kiedyś świat był koszmarem, który wypełniony jest ludźmi-idiotami, a teraz w tym wszystkim znalazłem kilka radości, dla których warto żyć. Widzę więcej niż wcześniej, a to pozwala mi wchłaniać każdą cząstkę rzeczywistości, nawet ból w plecach, który mnie szarpie od siedzenia na krześle, gdy piszę tego posta.

Świat ma sens... Czasami, ale ma. Naprawdę.

3.9. Materialność
Od kiedy zacząłem więcej widzieć, nie przykładam aż takiej uwagi do pieniędzy. Tych, owszem, jest kasy trochę mniej, ale nikogo nie obwiniam. Ruszę głową i dupę, a kasa się pojawi - proste. Chodzi mi jednak tutaj o ogólnoświatową tendencję pogoni za hajsem. Nie jestem w stanie tego skumać, chociaż wiem dlaczego tak się dzieje... Nie czuję tego - mam niebo na własność, gdy wyjdę z psem na spacer i będę podziwiał jak świeci słońce, żując kawałek wysokich traw.



4. Życie
4.1. Łowca emocji
Pamiętam jak biegałem słuchając Vangelisa i jego "Rydwanów ognia" po drodze... okalał mnie tylko las, przed sobą miałem tylko asfalt. Ciekawego uczucia doznałem również czytając w PKSie książkę o masonerii, gdy patrzyła na mnie pewna starsza pani - jej wzrok to mieszanka strachu, oburzenia, pogardy i zdziwienia. Mocno we mnie uderzyła sprzeczka z palącą dziewczyną na dworcu PKS, kiedy miałem na sobie wzrok kilkudziesięciu osób i po części zrobiłem z siebie debila - oj tak, to było dobre. Przeżywałem ogromną złość, gdy kupiłem swoją czerwoną czapeczkę z wizualizacji, ale okazała się za duża i musiałem ją zwrócić - dawno nie byłem tak wściekły i wkur*iony. Przeżywałem zdziwienie (szok!), kiedy chodziłem na siłownię i miesiąc nie widziałem pewnego typa, który był na sterydach. Gdy się pojawił, szczęka mi opadła - ludzie bez rozumu i opamiętania, jest ich pełno. Bardzo ciepło wspominam imprezę, którą miałem ze swoimi kumplami po pewnym spektaklu - skuliśmy się w trupa i na spontana, wyszło bardzo wiele interesujących kwestii. Nie podejrzewałem, że moi przyjaciele tak dużo wiedzą o sobie! Przeżywałem smutek i żal, kiedy okazało się, że moja siostra poroniła. Następnie bardzo przeżywałem problemy zdrowotne mamy. Odczuwałem również niesamowite podniecenie faktem, że wreszcie udało mi się wejść na nowy poziom w relacjach międzyludzkich i sprawdzić jak działa empatia na życiowym przykładzie. Poza tym między innymi śnił mi się Jezus, a inny sen przyniósł mi świadomość, że wygrałem z bestią i potworem, która we mnie tkwi. Przeżyłem również szok... gdy w grudniu spotkałem swoją byłą (Dominikę) pracującą na kasie w hipermarkecie... dziewczyna jako jedyna w szkole nie zdała matury.

Dużo emocji, dużo życia. Warto to łapać, sensu nie widzę w wegetowaniu na ziemskim padole, ale w emocjach i myślach jak najbardziej.

4.2. Literatura
Przeczytałem w sumie 24 książki i jestem nawet z siebie zadowolony. Wyszło mi 20,88 stron na dzień, więc jest całkiem ok, choć mogłoby być lepiej.

Z kwestii literatury powszechnej bardzo interesującą okazała się książka "Samotność w sieci". Wreszcie coś, co mnie poruszyło i świetnie się skończyło! Dużo emocji, dużo wrażeń! Bardzo wstrząsającą, ale i bardzo wpadającą mi w gust, okazała się pozycja Naomi Klein - "No logo" (aż palę się na "Doktrynę szoku"). Fajną książką i rewelacyjnym czytadłem na kiepski humor, okazały się "Kobiety" Bukowskiego. Za to ZA-JE-BI-STĄ opowieścią był "Cień wiatru" Zafona - polecam wszystkim!

Literatura samorozwoju to osobna bajka. Na mnie największe wrażenie w 2011 roku zrobiły następujące książki:
- Carnegie - "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi"
- Ury - "Dochodząc do tak"
- Sun Tzu - "Sztuka wojny"
- Johnson - "Kto zabrał mój ser?"
- Tracy - "Zjedz tę żabę"
- Covey - Zasady skutecznego przywództwa

4.3. Wydarzenia i koncerty
Tu bez fajerwerków :(. Był koncert OSTR. Na żywo oglądałem mnichów z Shaolin (jak byłem mały to strasznie mnie kręciły te pokazy z Eurosportu... jednak rzeczywistość okazała się daleka od wspomnień i marzeń). Poza tym był super taneczny koncert Shakiry (koniecznie zapiszę swoją przyszłą kobietę na tańce - ma śmigać biodrami jak ona!!!). REWELACYJNY koncert folkowego rocka w wykonaniu chłopaków z kanadyjskiego zespołu "Dreadnoughts" (polecam kapelę!!!). Fajna biba u kumpeli Pauli (naje*ałem się jak meserszmit, gdy schodziłem (a mieszka na 4tym piętrze!) ze schodów bloku, to po prostu z spadałem 8-) ). MIAŻDŻĄCY koncert Deftones (LOOOOOOOVE!)! Ciekawa parapetówka u Konesera. Świetny koncert Rhianny oraz konferencja na temat działalności gospodarczej.

4.4. Muzyka
Przesłuchałem w sumie 43 nowe albumy i ubolewam, że tak mało. Wszystko prorokuje, że w tym roku mogłoby być więcej, ale całe to gó*no z ACTA psuje mi źródła, z których mogę czerpać muzę ;P! Definitywne hity 2011 dla mnie:
- Projekt Parias
- Chase and Status - No more idols (płyta wywalona w kosmos)
- Limp Bizkit - Gold Cobra (bajka)
- Pendulum - set Jungle sound gold part II (OJEZU! JAK JA ICH ZA TO KOCHAM!!!)
- Florence + The Machines - Lungs (zakochałem się w tej płycie)

4.5. Kinematografia
Dobra... tutaj też bez rewelacji, bo raptem 46 produkcji, ale jest kilka, które mogę polecić ;D. Oto one:
- serial Californication :*
- Chłopiec w pasiastej pidżamie
- Harry Brown
- Kac Vegas II
- Buntownik z wyboru
- Rudy
- Zatrute pióro
- Stowarzyszenie umarłych poetów
- W pogoni za szczęściem
- pierwszy sezon serialu Walking Dead (drugi ciągnie się jak flaki z olejem)
- Jak ukraść księżyc (BO TAM JEST MOJA PRZYSZŁA CÓRECZKA - AGNES... "IT'S SO FLUFFY!")

4.6. Teatr i przedstawienia
Moja perełeczka... W 2011 roku byłem na... (wchodzą bębny)... na (bębny nadal grają)... NA... (natężenie bębnów wzrasta)... DWÓCH PRZEDSTAWIENIACH Obrazek. Jedno to "Szalone nożyczki" w Teatrze Powszechnym w Łodzi (polecam koniecznie >w tym< teatrze, albowiem jest tam ekipa z Jackiem Łuczakiem, który w roli fryzjera jest najlepszy w Polsce), a drugi spektakl to "Trzy siostry", na który zabrała mnie moja Agatka (w wykonaniu aktorów z filmówki jako forma zaliczenia... czyli profesjonalne to to nie było :mrgreen: (cierpiałem)).



5. Omówienie założeń z poprzedniego roku

Cytuj
    smiler napisał(a):4 elementy:
    - w kwestii ducha zacznę więcej medytować i się oczyszczę z tego "gnoju", który we mnie siedzi
    - umysłowo będę poszukiwał mądrości życiowych wśród ludzi i literatury mądrości
    - emocjonalnie będę przeżywał wszystko jeszcze bardziej
    - ciałko wyrzeźbię do samego końca


Podpunkty 1, 2 oraz 3  :ok:
Ostatni podpunkt to totalna porażka  :nieok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- kwestia samego siebie to nieustanne kucie żelaza, więc będę je kuł, bo wciąż jestem gorrrący 8-)


Sukces po stokroć  :ok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- jako partner będę musiał poprawić kilka spraw u mnie w związku, a jako uwodziciel chciałbym wreszcie wydrukować cały swój dziennik i wrzucić go do kartoniku na "2011"


Nie wiem czy można uznać to co przeżyłem za sukces, ale pracę domową odrobiłem. Pół na pół -  :ok: /  :nieok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- jako sportowiec mam jeden i konkretny cel: Selekcja 2011 (ci zainteresowani wojskowością wiedzą o co chodzi)


KOMPLETNA PORAŻKA :(  :nieok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- intelektualistą będę jeszcze lepszym, gdy obronię swoją pracę magisterską i dostanę się na drugi stopień studiów socjologicznych (magisterskie)


http://www.youtube.com/watch?v=04854XqcfCY
 
:ok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- jako brat i syn dalej będę wspierał rodzinę i nauczę mamę jeździć samochodem oraz zapiszę ją na kurs pewien edukacyjny, bo już jej wepchnąłem do głowy, żeby rzuciła obecną pracę i założyła firmę


W kwestii założeń -  :nieok:, ale jeśli chodzi o polepszenie relacji to zwycięstwo totalne  :ok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- jako przyjaciel nadal będę starał się przyjaźnić z tymi nielicznymi, ale bardzo bliskimi mojemu sercu i wspierać ich w życiowych realizacjach, poza tym wraz z ziąkiem (wspomnianym kiedyś Koneserem) zakładamy bloga o Łodzi (o mieście najsmutniejszym z najszczęśliwszych), myślę, że do końca stycznia powoli wystartujemy


Blog o Łodzi nie powstał, ale jeszcze nie jest przekreślona jego kariera! Poza tym, jeśli chodzi o bycie blisko ludzi, których darzę szczególnym szacunkiem -  :ok:

Cytuj
    smiler napisał(a):- chciałbym również i w tym roku otworzyć swoją firmę, więc będę chciał dostać wreszcie pracę w zawodzie instruktora, żeby się rozeznać i iść z tym wszystkim dalej (ale na razie wszystko to tajemnica, więc ciii ;P)


Wyszło połowicznie, więc ani sukces ani porażka. Otworzyłem 7eaders.com, ale zmieniłem tory. Czy na korzyść - czas pokaże ;)!

Cytuj
    smiler napisał(a):Poza tym będę kontynuował swoją pracę nad wizualizacjami, które rewelacyjnie się sprawdzają.


BARDZO UDANY ROK POD TYM WZGLĘDEM :ok:! Zrobiłem bardzo wiele nowych wizualizacji i na warsztatach OZDB opowiem o nich w odpowiednim czasie (powrzucam tam też wtedy foty).



6. Podsumowanie
Dla mnie był to "rok w plecy", zupełnie nieudany. Jedyne co z niego dobre to ostatnich kilka miesięcy. Tak, końcówkę miał świetną, a wręcz fenomenalną. Mam nadzieję, że w 2012 uda mi się zrobić więcej niż w 2011. Tym razem bez planów. Mam trzy priorytety:
1. Schudnąć ostatecznie.
2. Mieć pracę / realizować się jako coach (w tym OZDB i pomagać ludziom, po prostu).
3. Agatka... oh taaak... już jest (prawie) moja ;D!







TEMAT: 2012 - POŻEGNANIE Z SU

I tym oto sposobem dochodzimy do momentu, w którym żegnam się z tym forum. Nie odchodzę ze społeczności (samo)rozwojowej, BROŃ BOŻE! DOKŁADAM DO NIEJ SWOJĄ CEGŁĘ... Niestety, kiedy wczoraj wszedłem na forum i zobaczyłem, że już się W nim pojawiły reklamy, zrozumiałem, że SU umarła. Zdechła.

To koniec. Klapa. Sprzedano (podejrzewam, że za grosze) wartości... ZNOWU!

Było mi bardzo miło, poważnie!

Nadal cieszę się i podniecam, gdy czytam sobie swoje wpisy, wiecie - ten "wczesny Smiler" jak to określiliśmy kiedyś w rozmowie wraz z Sugarbabe. Nadal momentami powracam do tych wszystkich usuć i rozmów, moich zwycięstw i porażek.

Kurde.

Z tym forum jest związany kawałek mojego życia, w sumie ok. 4 lat.

A teraz...

Tak po prostu mówię "do widzenia"?

Bez żalu?

Tak.

Dlaczego?

Zostając tutaj

http://www.youtube.com/watch?v=LhGJrYaA1_c

Bystrzachy zauważą, że ten post nie ma takiego... emocjonalnego zakończenia... jakby miał się gdzieś kontynuować... jakbym miał jeszcze postawić nad tym wszystkim kropkę nad "i".

I rzeczywiście - tak będzie, ale już nie tutaj.

Dziękuję za wszystko.

Pozdrawiam,
Smiler
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:44:14
przez Lew 2012-02-05, 02:20
Cytuj
Reklamy? Reklamy są i nic w tym dziwnego, właściciel się nie zmienił raczej. Wszystko po staremu, terrorysta pilnuje ,a autysta z depresją sieje defetyzm :]
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:45:26
KONIEC KSIĘGI I

Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:45:32
=====================
KSIĘGA II:
ZAGINIONE ZAPISKI,
ZAGINIONE DNI

=====================
"Dajary od Smiler" v. 2.0


W 2010 SU zostało przejęte przez Perfect Dating, od tego momentu można było zauważyć systematyczny upadek tego serwisu. Na początku 2011 udało mi się namówić sporą grupkę ludzi do wyemigrowania na prywatne forum (wstęp tylko na zaproszenie). Tam ukonstytuowaliśmy się pod nazwą Bractwa IOI. Przez kilka miesięcy działaliśmy w podziemiu, aż w końcu doszliśmy do wniosku, że stworzymy swój serwis - Żyj W!ęcej.

Oficjalnie wystartowaliśmy 11.11.2011 r. o 11:11. Mieliśmy stronę i forum + kilka otwartych projektów w toku. Niestety merytorycznie nie byliśmy najlepsi - mało tam było treści od nas, większość to recenzje, obrazki i filmiki motywacyjne. Możliwe, że nigdy byśmy z tym nie skończyli, gdyby nie to, że tuż na początku 2012 r. zaatakował nas wirus, który doszczętnie zniszczył serwis. Ale my walczymy do zwycięstwa!!! Dnia 9 kwietnia 2012 r. udało nam się postawić serwis na nogi i kolejny raz, od zera, zaczęliśmy budować Żyj Więcej!

Podczas tego okresu (od zejścia do podziemia, przez założenie pierwszej wersji serwisu i do powstania drugiej wersji Żyj Więcej [9 kwiecień 2012]) pisałem na kilku frontach. Ten okres to czas "Dajary of Smiler v. 2.0"... a dokładniej:
- Dziennik pisany w podziemiu - Dajary of Smiler v.2.1
- Dziennik pisany na pierwszej wersji Żyj Więcej - Dajary of Smiler v. 2.2
- Dziennik pisany na pierwszej wersji Żyj Więcej w Loży Bractwa IOI - Dajary of Smiler 2.3
- Równolegle prowadziłem bloga "Imperium Dobra", które nazywałem werjsą 3.0, ale która (z dzisiejszego punktu widzenia) była wersją 2.4 mojego dziennika.

Żadne z tych zapisków nie ocalały (chociaż mam kopie baz danych, a więc wersji 2.2, 2.3 i 2.4 [może kiedyś przydadzą się do mojej biografii :P?]).

We wrześniu 2012 r. zamknąłem ImperiumDobra.pl jako blog i zrobiłem z niego moje internetowe portfolio. To, co znajduje się w tej części, to moje kolejne podejście do mojego dziennika rozwoju osobistego... na kolejnej wersji serwisu Żyj Więcej, a więc kolejny wpis rozpoczyna "Dajary of Smiler v. 3.0", ale kontynuuje Księgę II.
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:46:02
Czerwiec 10, 2012, 15:53:59

JOŁ!

Chciałbym się z wami wszystkimi tutaj serdecznie przywitać ;)! Po pewnej rozkminie doszedłem do wniosku, że nie dam rady sprawiać, żeby moje życie było lepsze bez jakiegoś punktu odniesienia - userów! Moja strona internetowa, na której kontynuuję swój dziennik, ma niską oglądalność i nie dziwię się - tak to jest jak działa się wbrew sobie. Dlatego postanowiłem, że wrócę do korzeni ;)! Nie mam oczywiście najmniejszego zamiaru rezygnować z prowadzenia ImperiumDobra.pl (http://www.imperiumdobra.pl/), ale będę tutaj umieszczał wpisy i czekał na ewentualne komentarze ;)!

Mówiąc wprost - wracam na stare tory. Będę sobie prowadził swój dziennik rozwoju osobistego i liczę na to, że mi pomożecie stawać się lepszym człowiekiem ;)! Już niedługo się odezwę z większym wpisem :*
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:46:40
No siemka, co z tym większym wpisem? ;)
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:46:56
Me gusta  ;D
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:47:09
Sierpień 29, 2012, 20:21:07

Kurwa... ale mnie pocisnęliście... Szok... Przyznam się szczerze, że tak zająłem się forum, że o sobie zapomniałem ;P! Hmm... Myślę, że niedługo coś jebnę na ImperiumDobra.pl ;)! Dam tu znać ;)!
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:48:26
Wrzesień 15, 2012, 23:01:22

SIEMA!!! Zebrałem się w sobie i oto efekty ;)!





TEMAT: Na starych śmieciach



Spis treści
1. Wstęp
2. Co u mnie?
3. Cztery elementy
4. Role społeczne
5. Stosunek do świata i materialności
6. Podsumowanie




1. Wstęp
Zastanawiałem się chwilę nad tym co począć ze swoim życiem internetowym, tzn. jak ułożyć te wszystkie przejawy mojej aktywności w logiczną całość. Działam na ŻW, na forum, mam swój blog ImperiumDobra.pl i prywatną stronę "komercyjną" 7eaders.pl oraz blog OZDB.pl poświęcony warsztatom "Od Zera Do Bohatera" i... Jakoś nadal mam wrażenie, że to wszystko jest "rozstrzelone". Bardzo chciałbym móc dalej prowadzić swój blog, ale... ale jakoś ta forma mi nie odpowiada. Do tej pory znacznie łatwiej i chętniej pisało mi się na forum, gdzie wiedziałem, że ludzie mnie przeczytają, zrozumieją, zapytają i pomogą, a tam jestem taki... sam :(.

Poza tym nie ukrywam - obserwuję wasze dzienniki, czytam wszystkie. Gdy odpisuję, potrzebuję chwilki, żeby "zaczaić" o czym był ostatni wpis i jak wygląda historia życia, ale staram się pomagać jak tylko umiem i mogę! Nie pamiętam kto, ale napisał mi kiedyś na PW, że (parafrazując) "to fajnie, że się udzielam, ale ma wrażenie, że to takie na siłę, żeby tylko "odhaczyć", że odpisałem". Dało mi to wiele do myślenia i zmieniłem swoje podejście (mam nadzieję, że teraz to czuć). Do meritum - dzięki temu zrozumiałem jak szybko niektórzy z was się rozwijają i... zatęskniłem za forum, za swoim dziennikiem. Nie blogiem! Dziennikiem! Takim jaki macie wy. Poza tym stałem się zazdrosny ;P! Zobaczyłem jakie odnosicie sukcesy i jesteście chwaleni przez userów i też tak chcę :troll:.

Kolejna sprawa - jestem liderem tego projektu. Żyj Więcej powstało jako przejaw nie tylko mojej działalności, ale jako chęć zmian, która wypływała z serc wielu ludzi. Ja jedynie powziąłem w tym wszystkim inicjatywę... i tak już zostało :). Jestem otoczony gromadą naprawdę zajebistych ludzi, tu na forum, i jestem autentycznie z tego powodu szczęśliwy, że ja pierdolę. Czasami gapię się w sufit i zastanawiam się co to znaczy być dla was liderem i uzyskuję dziwne odpowiedzi. Ostatnio w Bractwie wiele się wydarzyło, co dało mi wiele do myślenia na temat bycia przywódcą, po raz kolejny zrozumiałem jak wiele mam jeszcze do zrobienia. Podniosłem dumnie głowę do góry i powiedziałem sobie: "Lider to wzór". A jakim ja jestem wzorem dla was, skoro wy wszyscy toczycie wojny o siebie (wasze dzienniki), a mnie nawet nie ma na froncie (dział Dzienniki Rozwoju Osobistego)? Chcę to zmienić! Chcę być prawdziwym wzorem, a nie tym czymś "nieosiągalnym"! Chcę pokazywać wam, że jestem takim samym człowiekiem jak wy, abyście pamiętali, że możecie zawędrować w tym wszystkim jeszcze dalej niż ja. Kiedyś powiedziałem na warsztatach OZDB, że "miarą mojego sukcesu jest to, że będziecie ode mnie lepsi" i trzymać się tego będę do grobu ;)!

Jeszcze w momencie pisania tego tekstu wahałem się czy wrócić do dziennika czy nie, ale gdy pisałem drugi i trzeci akapit, uzmysłowiłem sobie jak wiele tracę, gdy nie piszę. Wracam :). Wracam do pisania swojego "dajary", czas na jakąś większą przygodę, bo trochę chyba skostniałem, lol ;P!

Jednak z tym powrotem jest związana pewna strata - strata mojego bloga. Powiem szczerze - płakać nie będę, bo bardzo długo szukałem na niego pomysłu i... nie znalazłem. Niemniej jednak domenę sobie zostawiam, bo ImperiumDobra.pl jest zbyt chwytliwe, a żeby być szczerym - za bardzo się z tymi dwoma słowami zidentyfikowałem. Jeśli ktoś z was ma jakiś pomysł na to co mogłoby się tam znaleźć - piszcie. Mój wstępny koncept będzie związany z tym, żeby zrobić tam stronę statyczną, która będzie moją "wizytówką" :), takie portfolio... ale to tylko wstępny plan! Piszcie, zasypcie mnie ideami ;D!



2. Co u mnie?
U mnie ok. Życie toczy się! Jestem szczęśliwy, choć nie do końca tak, jakbym chciał. Obecnie jestem bezrobotnym studentem, który ma plany podboju świata, a boi się o to czy mu interes wypali ;P. Mam odłożone trochę grosza na firmę, ale nie tak dużo jak planowałem i wyliczałem (na szczęście na horyzoncie jest praca dorywcza). Mam za to wspaniałą rodzinę, z którą i nad którą pracuję oraz dziewczynę z moich marzeń ;). Rozwijam się nieustannie, tworzę warsztaty rozwoju osobistego, jestem otoczony Wami, chudnę. Powoli wszystko pcham do przodu, ale smuci mnie czasami brak efektów. Wziąłem na swoje barki wielki ciężar i umiem go nieść, ale zdarza się, że droga wydaje się być tak długa, nużąca i chwilami monotonna, że żyć się odechciewa. Nie oznacza to, że to wszystko rzucę, BROŃ BOŻE! Oznacza to jedynie, że muszę się uzbroić w cierpliwość! To taka moja prywatna lekcja ;)!



3. Cztery elementy
Cztery elementy to budulec człowieka. Są to (od najmniej ważnego do najważniejszego): ciało, serce, umysł i duch.

Ciało: Wciąż chudnę. Zrzuciłem już co prawda 8-9kg, ale jakoś znów się zatrzymałem w miejscu. Oczekuję z radością chwili, w której na wadze pojawi się 101,5kg, gdyż oznaczać to będzie, że wyrzuciłem ze swojego ciała 10kg zbędnego balastu. Poza tym ostatnio mam za mało ruchu - siedziałem tylko przy kompie i nagrywałem warsztaty, albo robiłem notatki. Od poniedziałku (a w zasadzie od dzisiaj) to się zmienia.

Serce: Odczuwam na sercu taki... ciężar. Ciężko mi czasami, ale staram się w miarę regularnie wypróżniać na papier. Jak to robię? Otwieram swój pamiętnik i rozpoczynam wpis pt. "Wyrzut syfu" i jadę z emocjami. Nie pierdolę się - pisze jak leci, nawet nie szczególnie celuję w klawisze klawiatury ;). Pomaga. Jest zawsze lepiej... Ale gdzieś tam w sercu nadal czuję, że nie wyrzuciłem całkowicie z niego balastu. Poza tym rozwinąłem się bardzo - więcej we mnie empatii i radości. Czuję świat, ludzi, kobiety. To wspaniałe. Dodatkowo wciąż karmię się dobrą muzyką, filmami i literaturą popularną ;)!

Umysł: Postęp. Więcej wiem, więcej umiem. Trochę się zablokowałem z lekturami i miałem problem z tym, żeby wrócić na tory czytania, ale znalazłem na siebie sposób! Otóż w tygodniu dałem sobie wyzwanie, żeby zrobić 4 serie czytania po 10 stron każda. Ukończyłem to banalnie prosto (ze średnią ok. 15-20 stron, a nie 10), więc automatycznie połączyłem "czytanie" z "radością". W wyniku tego teraz zrobię tydzień 4x15, a później będę to rozwijał dalej :jupi:. W tym roku przeczytałem już 15 książek.

Duch: To, że rozbudowałem swój domek (pierwsze trzy elementy), sprawiło, że jeszcze bardziej czuję się sobą! Zaczynam sobą oddychać, a gdy jeszcze mam tygodnie, że prawidłowo siebie karmię (ciało: smaczne jedzonko, serce: sztuka i ludzie, umysł: książki) to już w ogóle ;D! Jestem sobą. Tak, mówię to z pełną odpowiedzialnością:

http://www.youtube.com/watch?v=FusoaMWJzgs



4. Role społeczne
Ja: Ta rola społeczna to właśnie już wspomniane 4 elementy ;)

Lider: Duży postęp odnotowany, Kapitanie! I chociaż nie widać jeszcze żadnych efektów mojej pracy (w sensie finansowym), wiem, że mi się uda. Na priorytet wychodzi teraz fakt, że w listopadzie zakładam firmę. To już postanowione. Jest gotówka, jest pomysł i przede wszystkim jest chęć działania! Nie będę się ze sobą pieścił, po prostu idę na głęboką wodę, bo już zbyt dużo czasu spędziłem w basenie i albo się utopię, albo przepłynę wszystkie morza i oceany świata. Inna sprawa to ŻW! Bardzo jestem teraz zajarany możliwościami jakie się pojawiły. Derekrutacja i ponowna rekrutacja w Bractwie IOI naprawdę czyni cuda ;)! W momencie, w którym zaczniemy nowy sezon na ŻW, zobaczycie zmiany! Co więcej? Pracuję bez wytchnienia już 3 tygodnie nad kolejną odsłoną warsztatów OZDB i powiem jedno - płyta będzie po kurwie! Jeśli pierwsza płyta wam się spodobała, druga jeszcze bardziej to ta wypierdoli was w kosmos! TAK JESTEM PODNIECONY WASZĄ REAKCJĄ, ŻE JA PIERDOLĘ! Gdyby nie te głupie egzaminy poprawkowe i pierdoły związane ze studiami, nagrywałbym cały czas!!!

Sportowiec: Wbiłem się na Primal Blueprint Fitness (www.marksdailyapple.com) i mam efekty! Spaceruję 3h w tygodniu. Dziś zrobiłem 2h 55min z tych 4 godzin, konam ze zmęczenia. Dodatkowo w tygodniu ćwiczę dwa razy ogólnorozwojowo oraz robię sprinty (dziś robiłem je po 2h 15min marszów, a później jeszcze zrobiłem owe 40 minut marszów na dobicie [wiem, że to niedobrze dla ciała, ale ja akurat walczyłem o siebie - o to, że potrafię wywiązać się z powziętych przeze mnie zobowiązań]). Czuję się świetnie, mięśnie rosną, robię się coraz bardziej seksi ;D. Poza tym zmienia mi się mentalność (w pozytywnym znaczeniu).

Intelektualista: Lekki zastój, bo prowadzę kampanię wrześniową. Plany? Napisać książkę, której rdzeniem będzie kolejna część warsztatów związana z tym jak wielka siła tkwi w myśleniu! Chciałbym ją wydać samemu.

Partner: Jestem ze swoją dziewczyną i jest naprawdę bombowo i ekstra. Nie chce mi się o niej pisać, bo musiałbym wrzucić tutaj więcej treści niż ma ten wpis 8D 8) ;P :wstydzioch:! Mieliśmy ostatnio dużą sprzeczkę, ale udało nam się ją pokonać. Jak? Rozmową i inicjatywą w zasadzie "najpierw słuchaj, żeby być wysłuchanym". Dziewczyna chce się rozwijać, a to dla mnie bardzo, bardzo, bardzo ważne. Widać, że słowa, które do niej kieruję nie trafiają w próżnię tylko wprost do jej główki i serca <3. Chcę z nią być. Jest mi dobrze. Czuję się akceptowany i to samo daję jej. Poza tym jest do mnie podobna, jeśli chodzi o życie i podejście do wielu spraw, więc wiem jak wiele jeszcze osiągnie. Plany? Zwiedzenie Karpacza, wspólny koncert Papa Roach, więcej chwil w intymności, poza zgiełkiem życia codziennego.

Syn i Brat: Z mamą też się ostatnio pokłóciłem (miałem z ludźmi taki felerny okres, bo nie miałem czasu dla siebie i chodziłem poddenerwowany, a i owi ludzie [moja dziewczyna i mama] też mieli nerwy w strzępach, więc wszystko wybuchło). Używając swoich sił, wysłuchałem mamy, a sam napisałem jej długiego maila (bo jakbym mówił, to by mi przerywała ;P). Mojej siostrze w ciąży nieustannie pomagam jak tylko się da i bardzo z tego powodu się cieszę, gdyż wiem, że dobrze wywiązuję się z tego zadania!

Przyjaciel: Z przyjaciółmi kontakt lekko mi osłabł, bo nikt z nas nie ma dla siebie czasu. Albo spędzamy czas z dziewczynami, albo nad pracą, albo ze sobą. Brak wytchnienia... ale wiem, że nadejdą dla nas lepsze dni, a ja się do tego przyczynię ;)!



5. Stosunek do świata i materialności
Stosunek do świata: KOCHAM ŚWIAT! KOCHAM ŻYCIE! Pomimo faktu, że jest mi czasami tak ciężko, tak trudno - czerpię radość z każdej chwili! Pomogło mi w tym pisanie i nagrywanie obecnych warsztatów. W ogóle dochodzę do wniosku, że sam siebie powinienem zacząć słuchać, żeby jeszcze bardziej to wszystko wzmocnić :)! Teraz zrozumiałem na czym to wszystko polega! ŚWIAT BĘDZIE TWOIM WROGIEM TAK DŁUGO, JAK BĘDZIESZ GO CHCIAŁ TAKIM WIDZIEĆ! Dla mnie świat jest jednym z moich najlepszych przyjaciół!!!

Stosunek do materialności: Kasa, kasa, kasa. Nadal mam ją w poważaniu, a ta się do mnie klei. Nie jestem milionerem, ale będę. Część projektów, które podjąłem ma mi w tym celu pomóc. Jednym z najważniejszych jest coś, co ma roboczą nazwę "Projekt Historia" - robię notatki z historii, ale swoją metodą nauki, która ma na celu takie przekazanie wiedzy historycznej, żeby została w głowach NA ZAWSZE a nie tylko do klasówki. Owe notatki wydam jako ebooka na specjalnie do tego celu utworzonej stronie, dam też audiobooka jako bonus i... roześlę po całej Polsce. Strona będzie miała reklamy google i w ten sposób mam nadzieję stworzyć coś na kształt swojego pierwszego aktywa ;)!



6. Podsumowanie
Nie jest super-hiper-ekstra-czadowo, ale jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Wiele zrozumiałem i poczułem, wiele się nauczyłem, zobaczyłem jeszcze większe możliwości przede mną! To będzie dla mnie naprawdę dobry sezon! Cóż więcej pozostaje mi do powiedzenia? Witam z powrotem ;)!

http://www.youtube.com/watch?v=gLQrbo_i2Zw
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:48:50
yol ;)

cieszę się, że zacząłeś tutaj pisać a nie na blogu jakoś bardziej mi pasuje to tutaj ;) Podziwiam Cię tyle rzeczy na raz ale czy nie za dużo ? ;o Zajebisty pomysł z tym czytaniem hahaha kradnę go ;D! Jeżeli chodzi o te twoje role sportowe, i dziennik to może warto by było pomyśleć aby tu na forum założyć temat "dzienniki treningowe" i co miesiąc jakieś podsumwwanie ? Przeczytałem ten twój dziennik - mało odzewu a może tu by było lepiej ? :) Zaś jeżeli chodzi o lidera to wydaję mi się, że powinieneś więcej wymagać od osób które prowadzą dzienniki, co z tego że napiszesz "super to pierwszy krok, teraz będzie lepiej' według mnie to hujowo bo się czuje postęp do przodu ale jaki? marny, nie ma takiego pierdolnięcia, wstrząśnięcia i nadal będzie się od  siebie mało wymagało (mniej) lecz czuło, że się idzie do przodu lecz tak naprawdę bardzo mało. Nie ma nadd czym się zastanawiać i tak naprawdę się stoi w miejscu ;P nie wiem czy wiesz o co mi chodzi jak tak to super ;P!

Ty smiler ? może mamy tą samą dziewczynę :D bo są straszne podobne z tego krótkiego opisu hahahahah.

sorki, że tak chaotycznie napisane trzymaj się : )
Tytuł: Odp: Dajary of Smiler v. 3.0... czyli Imperium Dobra
Wiadomość wysłana przez: Smiler w Październik 25, 2012, 13:49:16
Wrzesień 16, 2012, 12:24:02